Dzien dobry – tu Polska – 1.03.2024

DZIEN DOBRY – TU POLSKA

GAZETA MARYNARSKA

Imienia Kpt. Ryszarda Kucika

(Rok XXIV nr 59) (67300)

1 marca 2024r.

Pogoda

piatek, 1 marca 15 st C

Zachmurzenie

Opady:0%

Wilgotnosc:81%

Wiatr:18 km/h

Dzien dobry Czytelnicy 🙂

I mamy marzec z calkiem przyzwoita temperatura 🙂 Taka wiosne to ja
rozumiem, a nie jak czasem pocieszanie sie, ze marzec to miesiac wiosenny
chociaz z nazwy 😉

Ania Iwaniuk

Dowcip

Poczatkujacego kierowce zatrzymal policjant i mowi:

– Panie kierowco, tu jest ograniczenie szybkosci, a Pan jechal 80
kilometrow na godzine.

Na to kierowca:

– Alez prosze Pana… Ja jade dopiero 10 minut!

Fala zabojstw, narkotyki, “bunkier” i anonimowy sedzia. Final historycznego
procesu Zamieszani w serie zabojstw trzej czlonkowie kartelu narkotykowego,
w tym jeden z najgrozniejszych i najdluzej poszukiwanych szefow gangu,
zostali skazani w Holandii na dozywocie. Byl to – jak opisuje BBC –
najwiekszy proces karny w historii tego kraju, bezprecedensowy zarowno z
uwagi na skale sledztwa, jak i podjete w jego trakcie srodki bezpieczenstwa.

“Niekwestionowany” przywodca gangu, Ridouan Taghi, przez lata byl jednym z
najbardziej poszukiwanych zbiegow w Holandii. Zostal osadzony za
morderstwo, przestepstwa zwiazane z bronia palna i rabunek. Dwom innym
mezczyznom, Saidowi R. i Mario R., ktorych – zgodnie z holenderskimi
przepisami prawa – personalia nie moga zostac ujawnione, rowniez skazano na
dozywocie. Uslyszeli oni zarzuty wspoludzialu w morderstwie, usilowania
zabojstwa, a takze przygotowania i wspoludzialu w morderstwie.

Ogloszone we wtorek wyroki od dozywocia do roku i dziewieciu miesiecy
pozbawienia wolnosci uslyszalo w sumie 17 osob. “Charakter i skala tej
sprawy jest bezprecedensowa w Holandii” – skomentowalo BBC. Wyrok oglosil
sedzia, ktorego tozsamosci nie ujawniono ze wzgledow bezpieczenstwa.

Proces dotyczacy “bezwzglednej, destrukcyjnej przemocy”

Jak opisuje brytyjski nadawca, wydanie wyroku zamknelo proces, na ktory
zlozyly sie 142 dni rozpraw przeprowadzonych na przestrzeni niemal szesciu
lat, 800 stron pism procesowych i ponad 3000 stron dokumentow dostarczonych
przez prawnikow. Od samego poczatku “megaproces”, ktory rozpoczal sie 11
marca 2021 roku, byl owiany tajemnica i obwarowany roznymi srodkami
bezpieczenstwa.

Prezes sadu podkreslil, ze proces “Marengo”, nazwany od nazwy policyjnej
operacji, ktora doprowadzila do aresztowan, dotyczyl “bezwzglednej,
destrukcyjnej przemocy”. “Kiedy czytamy akta sprawy, trafiamy do swiata, w
ktorym zycie ludzkie nie ma zadnej wartosci” – powiedzial.

Zdaniem sadu, wsrod licznych czlonkow organizacji znalezli sie nie tylko
uzbrojeni bandyci i ich kierowcy, ale takze skorumpowani urzednicy, ktorzy
przekazywali istotne, poufne informacje. Taghi, ktory – jak uznal sad –
kierowal gangiem narkotykowym nazywanym “Mocro Mafia”, urodzil sie w
Maroku, a wychowal w Holandii. Uwazany byl za mozg miedzynarodowej
organizacji przestepczej. 46-latek zostal aresztowany w Dubaju w 2019 roku,
gdzie – poszukiwany – mieszkal. Jak oswiadczyla prokuratura, kierowal on
gangiem nawet z wiezienia, przekazujac wiadomosci swym wspolnikom na
wolnosci. Taghi konsekwentnie zaprzeczal oskarzeniom.

Pod jego przywodztwem w ciagu 18 miesiecy zamordowano piec osob. Doszlo
takze do dwoch usilowan morderstwa i planowano kolejne. Jak podaje BBC,
przygotowano takze atak na sklep sprzedajacy wysokiej klasy sprzet do
monitoringu, ktorego czlonkowie gangu byli stalymi klientami.

Przez lata wydawalo sie, ze Taghi i jego gang dzialaja bezkarnie. Wszystko
dlatego, ze ich zbrodnie spowila kultura strachu i milczenia. Sedziowie
okreslili latwosc, z jaka Taghi decydowal, ze ktos powinien zostac zabity,
jako “szokujaca” i bezwzgledna – w niektorych przypadkach dzieci byly
obecne przy zastrzeleniu ich ojcow.

Taghi nie znalazl sie wsrod podejrzanych, ktorzy stawili sie we wtorek
przed sadem. Ci, ktorzy to zrobili, zostali przywiezieni w pojazdach
opancerzonych do gmachu sadu nazywanego “bunkrem” ze wzgledu na zastosowane
tam srodki bezpieczenstwa. W czasie rozpraw okolice sadu zabezpieczala
ciezko uzbrojona policja, ktorej funkcjonariusze ubrani byli w kamizelki
kuloodporne i kominiarki, podczas gdy nad ich glowami lataly drony.
Ofiarami z lat 2015-2017 byly osoby, ktore gang podejrzewal o przekazywanie
informacji policji. W 2017 roku w Utrechcie zabity zostal mezczyzna, Hakim
Changachi – jak sie okazalo, przez pomylke, zamiast domniemanego
informatora. Krotko pozniej jeden z czlonkow gangu okreslony jako Nabil B.,
kierowany poczuciem winy za to zabojstwo, zglosil sie na policje i zgodzil
sie byc swiadkiem oskarzenia.

Fala morderstw, ktora nastapila pozniej, wstrzasnela krajem. Zginely trzy
osoby z otoczenia B. Tydzien po tym, jak na poczatku 2018 roku wyszlo na
jaw, ze zostal on informatorem i zawarl umowe z prokuratorami, jego brat
zostal zastrzelony. Rok pozniej prawnik Nabila B., Derk Wiersum, zostal
zamordowany przed jego domem. Z kolei w lipcu 2021 roku jego powiernik,
dziennikarz sledczy Peter R. de Vries, zostal postrzelony po opuszczeniu
studia telewizyjnego w centrum Amsterdamu. Wkrotce potem zmarl. Szef
najwiekszego zwiazku zawodowego policjantow Jan Struijs po zabojstwie de
Vriesa oswiadczyl, ze Holandia “ma cechy narkopanstwa”. – Nie jestesmy
oczywiscie Meksykiem, nie mamy 14 400 morderstw. Jesli jednak spojrzec na
infrastrukture, na to, jak wielkie pieniadze zarabia przestepczosc
zorganizowana, rownolegla gospodarke, to tak, mamy narkopanstwo – skwitowal
Struijs. Teraz B. zostal uznany winnym wspoludzialu w morderstwie, jednak
otrzymal nizszy wyrok 10 lat wiezienia ze wzgledu na sytuacje osobista i
role, jaka odegral w postawieniu swoich bylych wspolnikow przed wymiarem
sprawiedliwosci. Mezczyzna nazwal sprawe “najbardziej chorym i zatrutym
procesem w historii”.

Przed wtorkowym odczytaniem wyrokow sad stwierdzil, ze wspomniane trzy
zabojstwa dodaly “ciemnego charakteru” postepowaniu. Sa one obecnie
rozpatrywane w odrebnych procesach.

“Jestem przeciwnikiem, zeby ten pomnik zniknal z placu” Zabieranie go
stamtad wywolaloby kolejna wojne, przez kolejne miesiace zajmowalibysmy sie
tylko tym, zamiast naprawieniem panstwa, to nie jest nam do niczego
potrzebne – powiedzial w “Faktach po Faktach” prezydent Warszawy Rafal
Trzaskowski o pomniku ofiar katastrofy smolenskiej. Jezeli przy odbudowie
Palacu Saskiego trzeba bedzie odrobine przesunac pomnik, to OK. Ale jestem
przeciwnikiem, zeby ten pomnik zniknal z placu, bo to by wywolalo wojne,
nieprawdopodobne emocje, ktore towarzyszylyby nam kolejne lata. Nam nie
trzeba emocji dotyczacych pomnikow, te pomniki, ktore sa, niech zostana,
zajmijmy sie rozwiazywaniem prawdziwych problemow, a nie poglebianiem rowu,
wojny polsko-polskiej, nie jest to nam potrzebne – mowil Rafal Trzaskowski.

– Zabieranie go stamtad wywolaloby kolejna wojne, przez kolejne miesiace
zajmowalibysmy sie tylko tym, zamiast naprawieniem panstwa, to nie jest nam
do niczego potrzebne. Nad sercem powinien dominowac rozum – dodal. Temat
wywolal swoim ostatnim wywiadem dla “Newsweeka” minister kultury Bartlomiej
Sienkiewicz, ktory powiedzial o tzw. schodach smolenskich: “nie sadze, zeby
mogly stac w tym samym miejscu”. Sprawa pomnika wiaze sie z kolei z
odbudowa Palacu Saskiego. Trzaskowski stwierdzil, ze w tej kwestii “nie
jest dogmatykiem”. Zauwazyl, ze ministra Sienkiewicza, ktory jest
zdecydowanym zwolennikiem odbudowy, zobowiazuje do tego przede wszystkim
ustawa. Ja uwazam, ze te pieniadze mozna by wykorzystac w zupelnie inny
sposob, ale dla mnie najwazniejsze jest to, zeby palac sluzyl warszawiankom
i warszawiakom, zeby to nie bylo miejsce, ktore sie zamknie ” zeby
interwencja w Ogrod Saski byla jak najmniejsza, zeby nie bylo wycinki
drzew, a rozwiazania komunikacyjne jak najlepsze – przekonywal prezydent
Warszawy.

“Bochenski sie ubiera w szaty obroncy praw kobiet, szlag mnie trafia”

Prezydent Warszawy zapewnial, ze pracuje mocno przed wyborami
samorzadowymi, “zeby pokazac determinacje”. – Sprawa nie jest zalatwiona.
Frekwencja zadecyduje absolutnie o wszystkim. (…) Jezeli frekwencja
bedzie niska, to wtedy wszystko moze sie wydarzyc – powiedzial prezydent
stolicy. Stwierdzil, ze “jesli PiS przegra wybory samorzadowe, to powoli
zacznie sie sypac”.

Zapytany o to, czy boi sie “druzyny” swojego rywala z PiS Tobiasza
Bochenskiego, odpowiedzial: – Ja sie nikogo nie obawiam. Wszystkich
traktuje bardzo powaznie. Natomiast jak widze, ze dzisiaj Tobiasz Bochenski
ubiera sie w szaty obroncy praw kobiet (role kobiet podkreslal podczas
srodowej konferencji prasowej – red.), to szlag mnie trafia. Jak moze
budowac wiarygodnosc ktos, kto nalezy do partii, ktora przez caly czas
deptala prawa kobiet, probujac ograniczac ich wplyw na wlasne zycie? (…).
Ja sie boje, ze jak za chwile sie owinie flaga Strajku Kobiet, to nie
bedzie mogl chodzic po warszawskich ulicach, bo po prostu dziewczyny i
kobiety go pogonia. Zapewnial, ze zgodnie z obietnicami przedwyborczymi
zadbal o wyrownania plac w ratuszu i obecnie roznica miedzy wynagrodzeniami
kobiet i mezczyzn to okolo 0,2 procent.

Rafal Trzaskowski zarzucal, ze nie slyszy ze strony politycznej konkurencji
“zadnego nowego pomyslu”. Jako przyklad podal aplikacje do zglaszania
miejskich problemow, ktora zaproponowal Bochenski. – My taka aplikacje juz
dawno mamy – zauwazyl prezydent Warszawy, przywolujac 19 115. Wytykal, ze
prawicowi radni podczas wytyczania naziemnych przejsc dla pieszych
“niemalze przykuwali sie do latarni”, a dzis sie ich domagaja (to z kolei
nawiazanie to apelu Bochenskiego o zebre przy skrzyzowaniu Wolskiej i
Mlynarskiej).

Pojawilo sie tez pytanie o ewentualna debate kandydatow. – Stane do takiej
debaty. Uwazam, ze trzeba dac szanse innym konkurentom, zeby sie
zaprezentowali. Nie bede sie od niej uchylal – zapewnial. Mysle, ze taka
jedna debata – pewnie zorganizowana przez wszystkie telewizje – powinna sie
odbyc – stwierdzil. Tramwaj do Wilanowa opozniony o kilka miesiecy.
“Przepraszam”

Rafal Trzaskowski przeprosil za przeciagajace sie prace przy budowie linii
tramwajowej do Wilanowa. – Ten projekt jest opozniony o kilka miesiecy, mam
nadzieje, ze tramwaj bedzie gotowy we wrzesniu, tak pracujemy i takie jest
zalozenie. Jezeli chce sie realizowac inwestycje, to powoduje przeroznego
rodzaju utrudnienia, ale jestem przekonany, ze na koncu wszyscy ocenia ten
tramwaj pozytywnie. On zmieni zycie wszystkich, ktorzy mieszkaja na
Mokotowie i Wilanowie – zapewnial Rafal Trzaskowski.

Trzaskowski skomentowal tez sprawe pieniedzy z KPO. Na ile moze liczyc
Warszawa? – Mam nadzieje, ze KPO zostanie uelastycznione, dlatego ze PiS
tak konstruowal, zeby wyrzucic duze miasta poza nawias KPO. Wtedy liczymy
na miliardy – odparl. Zapytany na co Warszawa moze je przeznaczyc, mowil o
komunikacji. – Na metro, linie tramwajowa na Bialoleke czy wymiane taboru.
Ale tez na walke o czyste powietrze, na oszczedzanie energii, bo trzeba
ocieplac budynki, a to olbrzymie koszty – wyliczal.

Portugalska marynarka wojenna: od wybuchu wojny w Ukrainie u brzegow
pojawilo sie 39 rosyjskich okretow Portugalska marynarka wojenna zwraca
uwage na liczne rosyjskie okrety, ktore jej zdaniem stwarzaja zagrozenie
dla Portugalii i Hiszpanii. Szczegolnie aktywne sa jednostki szpiegowskie –
poinformowalo dowodztwo. Od poczatku pelnowymiarowej inwazji Rosji na
Ukraine 24 lutego 2022 r. u brzegow Portugalii pojawilo sie w sumie 39
rosyjskich okretow – poinformowala portugalska marynarka wojenna.

Jak zaznaczyl komendant portugalskiej marynarki wojennej w stanie spoczynku
Joao Fonseca Ribeiro, wsrod rosyjskich jednostek przemieszczajacych sie w
sasiedztwie lub na wodach pod jurysdykcja Portugalii sa tzw. okrety
badawcze, ktore “szpieguja dno Oceanu Atlantyckiego”.

– Ich zadaniem jest ustalenie polozenia podmorskich kabli sluzacych do
przesylu danych teleinformatycznych – powiedzial Ribeiro w telewizji CNN
Portugal. Dodal, ze pojawiajace sie coraz czesciej rosyjskie okrety
stanowia zagrozenie zarowno dla Portugalii i Hiszpanii, jak tez dla innych
panstw czlonkowskich NATO z powodu duzego znaczenia podmorskich linii
przesylu danych.

Opinie komendanta Ribeiro potwierdzil we wtorek madrycki dziennik “El
Debate” odnotowujac, ze od wybuchu wojny w Ukrainie na wodach w poblizu
Polwyspu Iberyjskiego pojawiaja sie czesto zarowno rosyjskie okrety
badawcze, jak i innego rodzaju jednostki, np. fregaty, takie jak Admiral
Gorszkow czy Admiral Grigorowicz.

Gazeta powolujaca sie na dowodztwo hiszpanskiej armii podala, ze wsrod
rosyjskich jednostek marynarki wojennej przemieszczajacych sie w poblizu
brzegow Polwyspu Iberyjskiego sa tez lodzie podwodne.

Dariusz Matecki i niezidentyfikowane wagony. Jest odpowiedz Krajowej
Administracji Skarbowej Posel Suwerennej Polski Dariusz Matecki byl na
przejsciu granicznym, gdzie przekonywal, ze zboze z Ukrainy nie przejezdza
przez nasz kraj tranzytem, a trafia na polskie polki sklepowe i do “roznych
firm”. Razem z innymi parlamentarzystami sugerowal, ze transportowana
kukurydza jest przewozona razem z cementem. Parlamentarzysci nie pokazali
jednak zadnych dowodow na potwierdzenie swoich tez. O publikowane przez
Mateckiego nagrania zapytalismy miedzy innymi Krajowa Administracje
Skarbowa. “Nie wystapily przypadki, aby towary objete zakazem zostaly
dopuszczone do obrotu na terytorium kraju” – czytamy w przeslanej nam
odpowiedzi. Posel Suwerennej Polski (klub PiS) Dariusz Matecki 23 lutego
pojechal z interwencja poselska na przejscie graniczne w Medyce. Pojawilo
sie tam z nim czworo innych poslow tego ugrupowania: Maria Kurowska, Marcin
Warchol, Piotr Uruski i Sebastian Lukaszewicz, a takze senator PiS
Mieczyslaw Golba. Potem pojawil sie tez posel Konfederacji Andrzej
Zapalowski.

Matecki na konferencji sugerowal: – My bylismy wszyscy przekonywani, ze
tranzyt to tranzyt. Zboze jedzie i czy to portem, czy dalej na zachod,
jedzie, a nie zostaje tutaj i ze zboza z Ukrainy, ktore nie podlega takim
samym normom jak w Unii Europejskiej, byc moze albo na pewno produkowano
produkty spozywcze, ktore trafialy do polskich sklepow. I pytanie, czy
Polacy byli truci tym zbozem? To powinna naszym zdaniem wyjasnic
prokuratura.

Dalej Matecki opublikowal post i kilka nagran z interwencji. We wpisie
pytal: “Kukurydza transportowana tymi samymi wagonami co cement?”. Nie
pokazal jednak nagran, ktore potwierdzilyby, ze do takiego transportu
dochodzi. Na jednym z nagran Matecki idzie wzdluz torow z poslem
Konfederacji Andrzejem Zapalowskim, ktory twierdzi, ze zboze i cement
jezdza tymi samymi wagonami i “on nie widzial, zeby to myli”.

Zapalowski przekonuje, ze to jego kolega mu powiedzial, ze sprawdzal to
zboze i powiedzial mu, ze w kukurydzy jest cement. Sam jednak nie
precyzuje, czy widzial to na wlasne oczy.

Stojacy obok posel Sebastian Lukaszewicz dodaje, ze sa na bocznicy
kolejowej, na ktora zaprosili ich rolnicy, bo na tej bocznicy odbywa sie
przeladunek zboza na mniejsze pociagi, “ktore ruszaja potem po prostu dalej
niby tranzytem w Polske, a doskonale wiemy, ze tak sie nie dzieje, bo ten
tranzyt jest odczepiany, a pociagi odczepiane ruszaja dalej w kraj do
roznych firm”. Lukaszewicz nie przedstawia zadnych dowodow na swoje
twierdzenia. Na drugim nagraniu Matecki wchodzi na niezidentyfikowany
wagon, ale stwierdza, ze “tutaj nie zobaczymy za bardzo”. I dodaje: “Ale
jeden z poslow wlasnie przed chwila mi powiedzial, ze tymi wagonami wozone
sa kamienie, wozony jest cement, a jednoczesnie kukurydza. Patrzcie, z czym
jest to wymieszane tutaj”.

Posel po tych slowach pokazal pojedyncze ziarna kukurydzy na dachu wagonu
wymieszane z drobnymi kamykami. Nie podaje natomiast informacji, ktore
tlumaczylyby, jaki jest to transport ani nie udowadnia, ze to kukurydza z
Ukrainy. Na trzecim nagraniu Matecki opowiada: – Jestesmy na granicy w
Medyce, zobaczcie tutaj, tak naprawde zboze, kukurydza caly czas ida. Przed
chwila tutaj wprost rolnicy powiedzieli, ze w tych samych wagonach, w
ktorych transportowany jest cement, transportowana jest na przyklad
kukurydza. I kiedy jeden z nich bral to do reki, to tak naprawde nie
wiedzial, co bierze. Czy to jest cement, czy kukurydza, bo to wszystko bylo
w pewien sposob wymieszane. Niby ma byc tranzyt, a pytanie, czy to zboze
rzeczywiscie w dalszym ciagu nie trafia na polski rynek, w jaki sposob to
jest kontrolowane?

Posel dodaje, iz sa “informacje takie, ze na przyklad moze to trafiac do
Niemiec i wracac z Niemiec juz w pelni legalnie”. – No, ale to sie
potwierdza, caly czas mamy ten tranzyt, ktory byc moze tranzytem wcale nie
jest – twierdzi. Matecki nie precyzuje, co jest zrodlem przekazywanych
przez niego informacji. Na czwartym nagraniu Matecki z Lukaszewiczem i
Kurowska przebywaja w budynku. Jak sprawdzilismy na mapie, jedyne budynki w
poblizu bocznicy w Medyce to budynek Oddzialu Celnego Kolejowego
Przemysl-Medyka oraz budynek stacji towarowej w Medyce. Na nagraniu jeden z
dwoch anonimowych rozmowcow (Kurowska zwraca sie do nich “przewoznicy
cargo”) mowi, ze “ostatnio DB Schenker przyjechal, Niemcy. Nie tylko cargo
tutaj jezdzi. Wiecej tych prywatnych przewoznikow jest”. Matecki zapytal
go, czy to oni woza to ukrainskie zboze. Mezczyzna odparl, ze “oni woza
wszystko, znaczy, nie widzimy tego, co woza, nie jestesmy w stanie
zobaczyc, co jest w kontenerze”. Kurowska na nagraniu pyta, czy taki
zaplombowany kontener jedzie w Polske, czy dalej w Europe. Mezczyzna
odpowiada, ze tego nie wiemy, “bo to jest wagon ogolnie do materialow
sypkich”. Matecki pyta, czy jest tak, ze cement moze byc przewozony w tym
samym transporcie, czego mezczyzna nie potwierdza, ale sugeruje, ze “moze
tak byc”.

Na koniec Lukaszewicz pyta, czy skoro DB Schenker przyjezdza, to “wy sie z
nimi wymieniacie dokumentami?”. Mezczyzna odpowiada, ze “nie, oni
dokumentacje prowadza osobno”. – Nie mamy w ogole wgladu. Oni to sami z
urzedem celnym zalatwiaja – dodaje. Wiceminister rolnictwa o obowiazujacym
embargo

Do tych zarzutow odniosl sie tego samego dnia – 23 lutego – wiceminister w
resorcie rolnictwa i rozwoju wsi Michal Kolodziejczak, ktory opublikowal w
serwisie X wpis, ktory rozpoczal od slow “FAKE NEWS stop!” i w ktorym
przypomnial, ze “w Polsce ciagle obowiazuje embargo na ukrainska pszenice,
slonecznik, kukurydze, rzepak i pochodne tych produktow”.

“Wszystkie te produkty sa plombowane po wjezdzie do Polski, zakladane sa
elektroniczne plomby przez #KAS (Krajowa Administracje Skarbowa – red.) i
przejezdzaja do portow badz panstw sasiednich”. Do wpisu Kolodziejczak
dolaczyl nagranie, na ktorym mowi: – Do Polski nie wplywa dzisiaj zaden
produkt, na ktory nalozone jest embargo, a od 15 kwietnia 2023 roku
nalozone jest embargo na pszenice, rzepak, kukurydze, slonecznik, a od 15
wrzesnia pochodne tych produktow, lacznie z maka, roznymi srutami. Fake
newsy rozsiewane przez politykow Prawa i Sprawiedliwosci sa po prostu
okropne. (…) Jezeli ktos mi pokaze dzisiaj jedna tone tych produktow,
ktore wplywaja do Polski z Ukrainy, to ode mnie (bedzie – red.) nagroda –
dodaje.

– Dzisiaj mowienie komukolwiek, ze mialo zboze nie wjezdzac do Polski, ktos
zatrzyma pociag i rozsypie i mowi: “a jednak wjezdza”, to tak, jest to
tranzyt, przez Polske przejezdza. I jest to duzy problem – zaznacza.

Temat ten pojawil sie juz kilka dni wczesniej. 20 lutego wiceminister
Kolodziejczak odpowiadal na podobne zarzuty w Polskim Radiu 24. –
Informacja ciagle zbyt malo tez mowiona: do Polski nie jest importowana ani
pszenica, ani kukurydza, ani rzepak. Te produkty tutaj nie zostaja. Apeluje
do wszystkich, ktorzy widzieliby, czy na przyklad gdzies w Polsce jest ten
produkt rozladowywany, bo ja dostalem kilka takich informacji w przeciagu
ostatnich tygodni i zadna z tych informacji sie nie potwierdzila. 15 lutego
z kolei Kolodziejczak mowil w radiowej Trojce: – Jezeli chodzi o przeplyw
tranzytowy przez Polske, to mamy dzisiaj bardzo duza pewnosc, ze nie
zostaje nic w kraju. A jezeli ktos wskazalby mi, ze na przyklad gdzies jest
rozladowywane, to z jednej strony bym powiedzial, ze niedobrze, a z drugiej
dobrze, bo wtedy moglibysmy miec pewien przyklad, ze ktos lamie prawo,
zobaczyc, jak to sie dzieje. Tylko ze do tej pory mysmy nie trafili na to.

– Jezeli chodzi o cztery produkty i ich pochodne: pszenica, rzepak,
kukurydza (i slonecznik – red.), te produkty i pochodne tych produktow tez
na nasz rynek nie trafiaja. Mamy bardzo duzo sygnalow od polskich rolnikow,
ze gdzies cos jest przepakowywane. Wszystkie sygnaly, ktore dostajemy, sa
tak naprawde bardzo szybko weryfikowane. Rozmawialem z jednym z rolnikow z
Lubelszczyzny, ktory wczoraj dostal sygnal, ze rzekomo przepakowywana jest
kukurydza z jednego wagonu na drugi. Pojechal, zrobil taka spoleczna
interwencje i okazalo sie po pierwsze, ze to nie kukurydza, a rzepak, a po
drugie, ze byl przepakowywany z jednego wagonu na drugi, bo byl zrobiony
zly rozklad ciezarow w wagonach. Aby ustalic, co mogl pokazywac Matecki na
opublikowanych przez niego nagraniach, a takze to, co wtedy stalo na
granicy w Medyce i skad mogly sie wziac tam wspomniane ziarna kukurydzy,
wyslalismy szczegolowe pytania do kilku instytucji. Pytalismy takze o
kwestie przewozu zboza w tych samych wagonach, co cement.

Przedstawiciele DB Schenker w odpowiedzi na nasze pytania napisali:
“Schenker Sp. z o.o. poslugujaca sie logo DB Schenker nie realizuje
konwencjonalnych transportow kolejowych, zwlaszcza towarow sypkich. Nie
posiadamy tez biura lub kasy kolejowej na przejsciu granicznym w Medyce. W
ramach struktur Deutsche Bahn (DB) funkcjonuja inne podmioty, ktore byc
moze beda mogly udzielic wiecej informacji”.

Z kolei Straz Graniczna wskazala, ze “wlasciwym adresatem pytan w zakresie
transportu towarowego i stosownych procedur z tym zwiazanych jest sluzba
celno-skarbowa (Krajowa Administracja Skarbowa) oraz ewentualnie firmy
spedycyjne zajmujace sie logistyka”. “Wspomniana kontrola poselska nie
odbywala sie w pomieszczeniach Strazy Granicznej” – dodala SG. Straz nie
odpowiedziala na pytanie o to, jakie wagony pokazywal Matecki oraz jaki
transport stal tego dnia na granicy. Do KAS skierowal nas takze resort
rolnictwa, ktory dodal, ze pytania te pozostaja w gestii takze Ministerstwa
Spraw Wewnetrznych i Administracji.

KAS: brak przypadkow dopuszczenia do obrotu zakazanych towarow z Ukrainy

Krajowa Administracja Skarbowa w odpowiedzi na nasze pytania przypomniala o
obowiazujacym rozporzadzeniu z 15 wrzesnia 2023 roku w sprawie zakazu
przywozu z Ukrainy produktow rolnych.

“Rozporzadzenie wprowadzilo bezterminowy zakaz importu na terytorium Polski
(dopuszczenia do obrotu w Polsce) okreslonych produktow pochodzacych z
Ukrainy, takich jak m.in.: kukurydza, rzepak, pszenica, maka pszenna,
makuchy, nasiona slonecznika, nasiona rzepaku i inne. Zakaz nie dotyczy
natomiast tranzytu przez Polske takich produktow – pod warunkiem, ze
tranzyt ma sie zakonczyc w portach morskich w: Gdansku, Gdyni, Swinoujsciu,
Szczecinie, Kolobrzegu lub poza terytorium Polski” – czytamy. KAS
wyjasnila, ze “w przypadku towarow objetych procedura tranzytu, od chwili
wprowadzenia towarow (w procedurze tranzytu) na obszar celny Unii
Europejskiej podlegaja one dozorowi celnemu i moga zostac poddane kontrolom
celnym, wykonywanym przez organy celne (naczelnikow urzedow
celno-skarbowych)”.

KAS uscislila przy tym, ze monitoruje procedure tranzytu w NCTS2, czyli
Nowym Skomputeryzowanym Systemie Tranzytowym i “ma wiedze o terminie
dostarczenia towarow do miejsca przeznaczenia czy tez docelowym urzedzie
celnym, do ktorego przesylka zostaje dostarczona”.

“Wszystkie przesylki zboz przewozone przez polsko-ukrainskie przejscia
graniczne do Polski sa poddawane obligatoryjnej kontroli celnej. Kontrole
celne na granicy byly i sa realizowane zgodnie z obowiazujacymi przepisami
prawa celnego unijnego i krajowego” – podsumowala KAS.

Krajowa Administracja Skarbowa w oswiadczeniu napisala, ze “w ramach
prowadzonych czynnosci kontrolnych, na wszystkie pojazdy z towarami w
postaci zboz objetych zakazem importu na podstawie ww. rozporzadzenia,
przemieszczane w procedurze tranzytu, funkcjonariusze Sluzby
Celno-Skarbowej nakladaja zamkniecia urzedowe w formie plomby
elektronicznej (wystawionej na sygnal GPS) i plomby olowianej”.

Wyjasniono, ze plomby elektroniczne “umozliwiaja KAS nadzor nad transportem
kolejowym i drogowym, w czasie rzeczywistym przekazuja pozycje GPS
przemieszczanego srodka transportu do systemu informatycznego KAS”.
“Dodatkowo, w przypadku transportu kolejowego, KAS we wspolpracy ze Straza
Ochrony Kolei wdrozyla specjalna procedure monitorowania takich przewozow.
Zgodnie z ta procedura na sklad kolejowy nakladane sa takze plomby
elektroniczne z nadajnikiem GPS, ktory umozliwia monitorowanie calej trasy
przejazdu pociagu przez terytorium Polski. Ponadto, pociagi, ktore
wjezdzaja do Polski podlegaja kontroli z wykorzystaniem urzadzenia RTG” –
czytamy.

KAS oswiadczyla dalej, ze “od momentu wprowadzenia zakazu przywozu na
terytorium Polski produktow rolnych (w tym zboz) pochodzacych z Ukrainy nie
wystapily przypadki, aby towary objete zakazem zostaly dopuszczone do
obrotu na terytorium kraju”.

Na pytanie, czy KAS posiada informacje, z jakiego transportu pochodzi
rozsypane zboze pokazane przez Dariusza Mateckiego, powolala sie na artykul
95b ustawy z dnia 19 marca 2004 r. – Prawo celne indywidualne i
oswiadczyla, ze “dane zawarte w zgloszeniu celnym oraz innych dokumentach
skladanych przez zglaszajacego objete sa tajemnica celna”.

“Naruszenie tajemnicy celnej podlega odpowiedzialnosci karnej jak za
naruszenie tajemnicy skarbowej. Ze wzgledu na to ograniczenie prawne dane
podmiotow nie podlegaja udostepnieniu przez Krajowa Administracje Skarbowa”
– napisano.

“Rzez” na uniwersytecie. Egzamin zaliczylo tylko 10 z 408 studentow Na
uniwersytecie w Mediolanie 398 studentow medycyny sposrod 408 nie zdalo
egzaminu z mikrobiologii. Sprawdzianu nie zaliczyl studentom znany wloski
wirusolog, profesor Roberto Burioni. Jak przyznal, ponad 40 procent
studentow nie potrafilo nawet zdiagnozowac grypy. Egzaminacyjny rekord –
ponad 97 procent ocen niedostatecznych – padl na mediolanskim uniwersytecie
Vita-Salute San Raffaele. Tylko 10 z 408 studentow (czyli 2,45 proc.)
pomyslnie przeszlo pisemny sprawdzian z mikrobiologii, skladajacy sie z
osmiu pytan wielokrotnego wyboru, na ktore trzeba bylo odpowiedziec w ciagu
15 minut – podaja wloskie media. Test byl przepustka do egzaminu wlasciwego.

Wynik testu, nazwanego przez prase “rzezia”, wywolal zainteresowanie
glownie z powodu postaci egzaminatora. To profesor mikrobiologii i
wirusologii Roberto Burioni, ktorego miliony Wlochow poznaly podczas
pandemii, gdy co tydzien w popularnym talk show w telewizji RAI tlumaczyl,
czym jest koronawirus wywolujacy COVID-19, mowil o szczepionkach i
kolejnych odmianach wirusa. W dalszym ciagu jest stalym gosciem w telewizji
i przedstawia najnowsze informacje dotyczace medycyny i jej osiagniec. Gdy
na naukowca i popularyzatora nauki runela fala krytyki – miedzy innymi
przez film opublikowany, a pozniej usuniety przez jedna ze studentek –
przedstawil on statystyke dotyczaca odpowiedzi na poszczegolne pytania. “44
procent studentow nie potrafilo wyjasnic, jak zdiagnozowac grype” –
przekazal i wyrazil nadzieje, ze studenci zdadza egzamin przy drugim
podejsciu.

Akcja ratunkowa na kanale La Manche Jedna osoba nie zyje, a dwie zaginely
po wypadku lodzi na wodach francuskich kanalu La Manche. Tylko w srode
uratowano tam 180 osob.

Wedlug francuskiego urzedu morskiego w lodzi dryfujacej u wybrzezy Francji
znajdowalo sie 50 migrantow. Osoby na pokladzie przekazaly ratownikom, ze
trzy osoby wypadly za burte.

Francuska prefektura morska potwierdzila, ze z wody wydobyto jedna osobe,
jednak podjeta reanimacja nie przyniosla skutku. Dwoch innych osob nie
udalo sie odnalezc. Pozostali pasazerowie na pokladzie zostali zabrani w
bezpieczne miejsce. W akcje wlaczono dwa francuskie okrety i helikopter.

Rzecznik rzadu Wielkiej Brytanii potwierdzil, ze zostal powiadomiony o
zdarzeniu “z udzialem malej lodzi na wodach francuskich”. “Wladze
francuskie kieruja akcja i dochodzeniem. Na tym etapie nie bedziemy
udzielac dalszych komentarzy” – przekazal.

Akcja ratunkowa byla jedna z kilku podjetych w srode na kanale La Manche.
Jak podaje BBC, w sumie tego dnia uratowano 180 osob. Jedna z lodzi miala
przelamac sie na pol, ale znajdowala sie na tyle blisko miejsca, z ktorego
wyplynela, ze osoby na pokladzie zdolaly wrocic na lad. Enver Solomon,
dyrektor naczelny Rady ds. Uchodzcow, przyznal, ze wydarzyla sie “kolejna
ludzka tragedia, ktorej mozna bylo uniknac”. Wezwal przy tym brytyjski rzad
do “przemyslenia swojego podejscia” do problemu przepraw malych lodzi.
Wymienial, ze potrzebny jest plan zapewniajacy schronienie dla osob
uciekajacych przed przesladowaniami i przemoca bez koniecznosci decydowania
sie na niebezpieczna podroz. Proponowal miedzy innymi wprowadzenie wiz dla
uchodzcow i zawarcie porozumienia z francuskim rzadem, aby zapewnic tym
osobom sprawiedliwe i godne traktowanie.

Dane resortu spraw wewnetrznych pokazuja, ze w tym roku do Wielkiej
Brytanii ta droga przybylo juz ponad dwa tysiace migrantow (tylko w zeszlym
tygodniu na niebezpieczna przeprawe zdecydowalo sie 290 osob).

Zwloki malzenstwa w Ostrodzie. “Nie wykluczamy udzialu osob trzecich” W
Ostrodzie policja odnalazla zwloki malzenstwa – 49-letniej kobiety i
57-letniego mezczyzny. Mieli rany klute i rany ciete wykonane ostrym
narzedziem. – Badamy hipotezy, nie wykluczamy udzialu osob trzecich w tym
zdarzeniu – przekazal w rozmowie z TVN24 podkomisarz Michal Przybylek,
oficer prasowy komendanta ostrodzkiej policji. Dodal, ze policja probuje
nawiazac kontakt z corka malzenstwa.

O sprawie mowil w rozmowie z TVN24 podkomisarz Michal Przybylek, oficer
prasowy komendanta ostrodzkiej policji.

– Dzisiaj okolo godziny 12.30 dyzurny ostrodzkiej jednostki policji zostal
powiadomiony o tym, ze na ulicy Demokracji w jednym z budynkow jeden z
czlonkow rodziny nie moze dostac sie do lokalu mieszkalnego, gdzie
mieszkaja jego czlonkowie rodziny. Pojawil sie na miejscu z uwagi na to, ze
mezczyzna zamieszkujacy w lokalu nie pojawil sie w miejscu swojej pracy –
przekazal.

– Na miejsce zostal zadysponowany patrol policji, ktory w wyniku wejscia
silowego do mieszkania w jednym z pomieszczen na podlodze ujawnil zwloki
kobiety i mezczyzny. Na chwile obecna wiemy, ze jest to 49-letnia kobieta i
57-letni mezczyzna. Z naszych ustalen wynika, ze bylo to malzenstwo – mowil
dalej.

Policja: badamy hipotezy

Policjant przekazal, ze na miejsce udala sie grupa dochodzeniowo-sledcza
oraz zespol technikow kryminalistyki, ktorzy dzialaja pod nadzorem
prokuratorow Prokuratury Rejonowej w Ostrodzie. Dodal, ze na miejscu
pojawili sie tez przewodnicy z psami, aby podjac trop, jednak z uwagi na
warunki pogodowe musieli przerwac te czynnosci.

– Badamy hipotezy, ktore ewentualnie zostaly postawione juz na miejscu
zdarzenia. Bedziemy dazyli do tego, by jak najskuteczniej i najtrwalej
odtworzyc przebieg tego tragicznego zdarzenia. Na chwile obecna nie
wykluczamy udzialu osob trzecich w tym zdarzeniu – poinformowal.

Kobieta i mezczyzna mieli rany klute

Podkomisarz Przybylek mowil, ze zarowno kobieta, jak i mezczyzna mieli na
ciele rany klute oraz rany ciete wykonane ostrym narzedziem. – Jezeli
chodzi o miejsce zamieszkania dwojga denatow, zameldowana rowniez pod tym
adresem byla ich 26-letnia corka – powiedzial.

– Na chwile obecna probujemy nawiazac kontakt z ta osoba w celu wykonania z
nia czynnosci procesowej polegajacej na jej przesluchaniu i stwierdzeniu,
czy posiadane przez nia informacje moga byc powiazane i pomoga nam w
odtworzeniu tego zdarzenia – przekazal w srode po poludniu.

Urzad idzie do prokuratury w sprawie cen wodki Urzad Ochrony Konkurencji i
Konsumentow zawiadomil Prokurature Rejonowa Warszawa-Mokotow w sprawie
wyjatkowo niskich cen wodki w sieciach Biedronka, Lidl oraz Kaufland. – Ze
wstepnej analizy wynika, ze promocja alkoholu w przyjetej przez te sieci
formie moze stanowic zakazana prawnie promocje napojow alkoholowych –
poinformowala redakcje biznesowa tvn24.pl Malgorzata Cieloch, rzecznik
prasowy UOKiK.

W ostatnich dniach glosno bylo o wyjatkowo tanich alkoholach dostepnych w
sieciach Biedronka, Lidl oraz Kaufland. W tych sklepach pol litra wodki
mozna bylo bowiem kupic za cene ponizej 10 zl. UOKiK zlozyl w tej sprawie w
poniedzialek zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotow. Jako
pierwszy poinformowal o tym portal Gazeta.pl.

UOKiK o niskich cenach wodki

– Od kilku dni na biezaco przegladamy pojawiajace sie informacje dotyczace
alkoholu. Ze wstepnej analizy wynika, ze zgodnie z ustawa o wychowaniu w
trzezwosci i przeciwdzialaniu alkoholizmowi, promocja alkoholu w przyjetej
przez te sieci formie moze stanowic zakazana prawnie promocje napojow
alkoholowych, dlatego zawiadomilismy w tej sprawie Prokurature Rejonowa
Warszawa – Mokotow – wyjasnila w odpowiedzi na pytania redakcji biznesowej
tvn24.pl Malgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK.

– Jednoczesnie przypominamy, ze kazdy, kto posiada informacje o mozliwosci
popelnienia przestepstwa, moze zlozyc zawiadomienie o przestepstwie do
organow scigania – dodala. Tak niska cena wodki oznaczala, ze alkohol byl
sprzedawany po cenie nizszej, niz wynosi sam podatek akcyzowy. “Cena okolo
10 zlotych za butelke jest nizsza od podatku akcyzowego od zawartego w
takich wyrobach alkoholu etylowego. W przypadku, gdy gotowy produkt opuscil
sklad podatkowy w 2023 roku, nalezna akcyza wyniosla 13,77 zl, zas w 2024
roku – 14,46 zlotych” – wyjasniala Krajowa Administracja Skarbowa.

Zdaniem Krzysztofa Brzozki, ktory przez kilkanascie lat byl dyrektorem
Panstwowej Agencji Rozwiazywania Problemow Alkoholowych (obecnie Krajowe
Centrum Przeciwdzialania Uzaleznieniom), wojna cenowa dotyczaca alkoholu
jest “bardzo nieetyczna”. – To jest chyba najgorszy z mozliwych pomyslow,
zeby udostepniac osobom, ktore powinny ograniczac picie alkoholu, alkohol w
tak niskich cenach. Podobnie oceniam promocje piwa – skomentowal Brzozka w
rozmowie z redakcja biznesowa tvn24.pl.

Sieci komentuja

Do kwestii niskich cen wodki odniosly sie w ostatnich dniach sieci
Biedronka, Kaufland oraz Lidl. “Robimy wszystko, co w naszej mocy, by
oferowac naszym klientom najwyzszej jakosci produkty w najnizszych na rynku
cenach. W duzej mierze dzieki aktywnej polityce promocyjnej sieci
Biedronka, polski rynek handlu detalicznego nalezy do najbardziej
konkurencyjnych w Europie. Ta konkurencyjnosc przeklada sie rowniez na ceny
takich produktow, jak np. wodka” – zaznaczyl Arkadiusz Mierzwa, dyrektor
ds. komunikacji w sieci Biedronka.

Zdaniem ekonomisty Rafala Mundrego ostatnie gwaltowne obnizki to efekt
walki sieci handlowych o jak najnizszy koszt zakupow w ramach popularnego
na rynku koszyka cenowego. Ekonomista opisal caly proceder w mediach
spolecznosciowych. W koszyku regularnie porownuje sie ceny wybranych
produktow m.in. wodki.

Siec Lidl Polska zapewnila, ze “od poczatku istnienia, czyli od 2002 roku
dziala zgodnie z obowiazujacymi w Polsce przepisami prawa”. “Wszyscy
pracownicy naszych sklepow przechodza szczegolowe szkolenia, w trakcie
ktorych zapoznaja sie m.in. z kwestia sprzedazy alkoholu osobom
niepelnoletnim oraz nietrzezwym” – podkreslila Aleksandra Robaszkiewicz z
Lidl Polska. Jak zaznaczyla, tak niska cena wodki “podyktowana byla
warunkami rynkowymi i obowiazywala wylacznie krotkoterminowo”. Z kolei
biuro prasowe Kaufland Polska Markety tlumaczylo, ze “do obnizenia ceny
wodki w marketach sieci Kaufland doszlo na skutek bledu”. “Po jego wykryciu
niezwlocznie przywrocilismy standardowa cene produktu, ktora obecnie wynosi
23,99 zl. Zapewniamy, ze postepowanie zgodnie z prawem jest priorytetem w
naszej codziennej dzialalnosci” – moglismy przeczytac w oswiadczeniu
przeslanym TVN24.

Kaufland, wraz z Lidlem, naleza do niemieckiej Grupy Schwarz. Wedlug
ostatnich dostepnych danych Organizacji Wspolpracy Gospodarczej i Rozwoju,
opublikowanych w 2021 roku, srednie spozycie czystego alkoholu na osobe w
wieku co najmniej 15 lat w Polsce wynosilo 11,7 litra. Dla porownania
europejska srednia wynosila 11,3 litra. Ponad jedna trzecia (35 proc.)
doroslych w naszym kraju upija sie co najmniej raz w miesiacu. Uzaleznienie
od alkoholu dotyka okolo 600 tysiecy osob w Polsce.

– To nie jest jedyna grupa, ktora nas martwi, poniewaz az czterokrotnie
wieksza (2,4 miliona – red.) jest grupa osob, ktore wprawdzie nie sa
uzaleznione, ale pija alkohol w sposob szkodliwy. Mamy szkody zdrowotne,
spoleczne, psychologiczne, w zwiazku z piciem napojow alkoholowych –
podkreslila Katarzyna Lukowska z Krajowego Centrum Przeciwdzialania
Uzaleznieniom.

W brytyjskim akcie urodzenia ma dwie matki, w polskim dowodzie nie moze.
Wyrok Osmioletni Wiktor w swoim brytyjskim akcie urodzenia jako rodzicow ma
wpisane dwie matki. Kobiety chcialy, by tak samo bylo w polskich
dokumentach. Naczelny Sad Administracyjny wydal wyrok w tej sprawie. NSA
odrzucil w srode wniosek o kasacje. Uznal, ze sad pierwszej instancji,
ktory odmowil wpisania jako rodzicow osob tej samej plci, podjal sluszna
decyzje. Sprawa ciagnie sie od 2016 roku, kiedy kobietom odmowiono wpisania
do polskiego rejestru stanu cywilnego brytyjskiego aktu urodzenia dziecka.

– Osmiolatek bedzie mogl otrzymac dowod osobisty, bedzie mogl otrzymac
polski PESEL, poniewaz – jak dzisiaj uzasadniala sedzia – ma do tego
absolutnie prawo. Ale kobiety, ktore wychowuja dziecko chcialy takze, by w
dowodzie osobistym byly wpisane ich imiona jako rodzicow, czyli tak samo
jak w akcie urodzenia, ktory zostal wydany w Wielkiej Brytanii, gdzie
chlopiec sie urodzil – mowil Piotr Borowski, reporter TVN24.

Kobiety sa Polkami i kiedy wrocily do kraju, chcialy, by w polskim dowodzie
osobistym dane pokrywaly sie z brytyjskim aktem urodzenia. Sad uznal, ze
nie ma takiej mozliwosci. – Sad nie neguje, ze kobieta i partnerka tworza
rodzine, ale nie ma mozliwosci, zeby zapisac, ze dziecko pochodzi od dwoch
kobiet. Tak uslyszelismy podczas uzasadnienia wyroku. Co w dokumencie
bedzie zapisane? Imie matki tak, natomiast tam, gdzie jest miejsce na
drugie imie prawdopodobnie bedzie informacja “brak danych – przekazal
reporter. “Interesy dziecka nie sa w tej sprawie zagrozone”

Uzasadnienie sadu przedstawila sedzia Marta Laskowska-Pietrzak.
Przekonywala, ze wedle obowiazujacych przepisow “nie jest mozliwa do
zaakceptowania sytuacja, w ktorej dziecko pochodzi od dwoch kobiet”.

– Ustawodawca polski przewiduje, ze rodzicami moga byc wylacznie kobieta i
mezczyzna. Polskie ustawodawstwo nie zna rodzicielstwa przez osoby tej
samej plci – podkreslila. – Sad nie neguje okolicznosci, ze skarzaca i jej
partnerka tworza faktycznie rodzine. To sytuacja skomplikowana prawnie i
wymaga uregulowania – dodala sedzia.

Jednak w ocenie sadu sytuacja w zaden sposob nie narusza przepisow
wskazanych w konwencji praw dziecka. – Uznajac, ze w niniejszej sprawie
trzeba dojsc do przekonania, ze interesy dziecka nie sa w tej sprawie
zagrozone i nie doznaje ono dyskryminacji z uwagi na fakt, ze zgodnie z
brytyjskim aktem urodzenia pochodzi od matki i drugiego rodzica, ktorym
rowniez jest kobieta – podkreslila sedzia. Jak podnosila dalej, dowod
osobisty nie jest dokumentem w celu ustalenia macierzynstwa, a takze
ustaleniu lub uznaniu ojcostwa. – Nie reguluje stosunkow miedzy rodzicami a
dziecmi, nie jest takze dokumentem, z ktorego w kazdej sytuacji wynika, kto
sprawuje opieke rodzicielska nad dzieckiem, nie w kazdej sytuacji oddaje
faktyczne wiezy rodzica – zauwazyla.

Pelnomocniczka rozczarowana wyrokiem NSA

– Jest mi bardzo przykro. Nie wiem, dlaczego jestem traktowana jako
obywatel drugiej kategorii – powiedziala pani Sylwia, jedna z matek
Wiktora.

Pelnomocniczka rodziny mowila, ze jest rozczarowana takim wyrokiem. Liczyla
na precedens. Miala nadzieje, ze sad powola sie na prawo unijne. Polska od
lat stara sie bardzo mocno zamykac oczy na istnienie teczowych rodzin
zagranica. Polscy obywatele wychowuja zagranica w zwiazkach osob tej samej
plci dzieci. I te dzieci teoretycznie maja dostep do dokumentu tozsamosci,
ale ujawnione jest w nich imie jednego rodzica: jednego taty albo jednej
mamy – zauwazyla adwokat Anna Mazurek. – Trybunal Sprawiedliwosci Unii
Europejskiej zobowiazal juz Polske do uznania wiezi miedzy dzieckiem a
kazda z jego matek albo kazdym z jego ojcow. A Naczelny Sad Administracyjny
i niestety kolejne rzady konsekwentnie odmawiaja jakichkolwiek praw takich
rodzin – skomentowala po ogloszeniu wyroku.

Na inny wyrok liczylo tez biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. – Liczylismy
na precedens w tej sprawie. To znaczy, ze NSA powie: tak, nalezy wydac
dowod i w tym dowodzie wpisac dwoje rodzicow, ktorzy sa wpisani w
zagranicznym akcie urodzenia. To by z pewnoscia bylo ulatwienie dla innych
rodzin, ktore sa w takiej samej sytuacji jak rodzina skarzacego w tej
sprawie. Nie mamy co do tego watpliwosci – skomentowala Anna Mikolajczyk z
biura RPO.

Wyrok jest prawomocny.

SPORT

JAN GUNKA WICEMISTRZEM SWIATA JUNIOROW W BIATHLONIE Jan Gunka nie
zatrzymuje sie w Otepaeae. W srode polski zawodnik wywalczyl drugi medal
tegorocznych mistrzostw swiata juniorow w biathlonie. 21-letni Gunka, ktory
na koncie ma juz wystepy w biathlonowym Pucharze Swiata, z racji wieku w
dalszym ciagu moze startowac w mistrzostwach swiata juniorow. W biathlonie
granice te wyznaczaja bowiem 23 lata.

Szerokiej publicznosci polski biathlonista dal sie poznac juz przed rokiem
na MS juniorow w Szczuczynsku. Z Kazachstanu wrocil ze srebrem w sprincie.
Z tegorocznej imprezy, rozgrywanej w znanej milosnikom sportow zimowych
estonskiej miejscowosci Otepaeae, przywiezie co najmniej dwa krazki.

Najpierw w biegu indywidualnym Gunka wywalczyl brazowy medal. W srode
poszedl za ciosem i do krazka z najmniej cennego kruszcu dorzucil srebro w
lubianym przez siebie sprincie.Strzelal bezblednie, ale musial uznac
wyzszosc Norwega Isaka Freya. Najnizsze miejsce na podium przypadlo
Niemcowi Linusowi Kesperowi. Gunka to rocznik 2002, pozostali medalisci sa
o rok mlodsi.

Z Polakow miejsce w top 10 srodowych zawodow wywalczyl jeszcze siodmy
Konrad Badacz. Fabian Suchodolski zajal 38., a Marcin Zawol 39. pozycje.

Polski klub zachwycil w Lidze Mistrzow! Oto prawdziwi superbohaterowie
Siatkarze Jastrzebskiego Wegla przez ostatnie lata w Lidze Mistrzow byli w
cieniu blyszczacej Zaksy Kedzierzyn-Kozle. Teraz wyszli na pierwszy plan i
sa bardzo glodni sukcesu, ktorego brakuje im w bogatej kolekcji. W
cwiercfinalowym dwumeczu zaliczyli wielka przemiane w siedem dni, pokazujac
w rewanzu twarz superbohaterow. A biorac pod uwage sytuacje zdrowotna
jednego z nich, mozna powiedziec – zartobliwie, ale z niepokojem – ze awans
wywalczyli niemal na jednej nodze. Rafal Szymura latal w obronie niczym
Supermen, swoje dokladal tez w tym elemencie Jakub Popiwczak, Norbert Huber
zamurowal graczom Piacenzy dostep do parkietu po stronie Jastrzebskiego
Wegla, Jean Patry i Tomasz Fornal nekali rywali atakami i w polu zagrywki,
serwisowe bomby posylal tez Jurij Gladyr. A ten najbardziej niepozorny z
nich – mierzacy 183 cm Benjamin Toniutii – czarowal na rozegraniu. Mimo
urazu, ktory daje mu sie we znaki od kilku tygodni. Mistrzowie Polski
tydzien po tym jak zagrali bardzo slabe spotkanie, zafundowali przeciwnikom
siatkarski nokaut i zamkneli usta sceptykom. Jastrzebie chce skonczyc z
nagrodami pocieszenia. Do trzech razy sztuka

Jastrzebski Wegiel w ostatnich trzech sezonach wygrywal z Zaksa mecze o
trofea, ale zawsze trafialy one do gabloty przeznaczonej na nagrody
pocieszenia. Bo lata 2021-23 to zlota era kedzierzynian, w ktorej nie tylko
wywalczyli trzykrotnie miano najlepszego klubu Europy, ale tez siegneli
tyle samo razy po Puchar Polski. Trzykrotnie w tym czasie spotykali sie tez
z jastrzebianami w finale walki o mistrzostwo Polski i w meczu o
Superpuchar Polski. Dwukrotnie w obu przypadkach gora byla ekipa ze Slaska.
Tylko pewnie bez mrugniecia okiem kazdy z niej zamienilby te sukcesy na ten
historyczny dla klubu w prestizowej LM.

Najblizej tego byli w poprzednim sezonie – w historycznym polskim finale
przegrali w Turynie z Zaksa po siatkarskim dreszczowcu 2:3. Po ostatniej
pilce jedni lapali sie za glowy, inni padali na parkiet, a jeszcze inni
wyladowywali zlosc na pilce. A Zaksa w tym czasie fetowala i ocierala lzy
szczescia. Teraz nie ma jej juz ani w wyscigu o triumf w LM, ani w tym o
PP. W pierwszych rozgrywkach odpadla w barazu o cwiercfinal, w drugich –
nie awansowala nawet do cwiercfinalu, co bylo sensacja. W ostatnich latach
podziwiano ja, tym bardziej ze wciaz odnosila wielkie sukcesy mimo straty
kilku kluczowych zawodnikow (znaleziono odpowiednich nastepcow) oraz mimo
grania glownie jedna szostka. O ile w poprzednich sezonach nie poniosla
tego konsekwencji, to tym razem juz sie nie udalo. A ze do tego doszlo
wyczerpanie liderow z powodu intensywnego lata z kadra i dodatkowo pechowe
urazy kilku graczy, to kedzierzynianie od miesiecy walcza nie tylko z
rywalami, ale przede wszystkim z wlasnymi klopotami zdrowotnymi. Wydaja sie
powoli wracac na wlasciwe tory, ale na dwa trofea, ktore ostatnio stale
zgarniali, juz nie maja szans.

Natomiast apetyt jastrzebian rosl przez te lata i przez ten czas mocno
przybral na sile. Na drugie w historii zwyciestwo w PP czekaja od 14 lat.
Weryfikacja przyjdzie juz niedlugo – turniej finalowy odbedzie sie w ten
weekend w Krakowie. Na finalne rozstrzygniecie w LM przyjdzie poczekac
jeszcze dwa miesiace. Druzyne trenera Marcelo Mendeza od tego sukcesu
dziela jeszcze dwa i to – przynajmniej w teorii – najtrudniejsze kroki. Na
razie wiadomo, ze po raz trzeci z rzedu awansowali do polfinalu. Rok temu
skonczylo sie na drugim w historii klubu finale – po raz pierwszy wystapili
w nim w 2012 roku). Gdyby wiec konsekwentnie sie poprawiali, to tegoroczna
majowka (final zaplanowano na 4 maja) mialaby dla nich wyjatkowy smak. Na
przestrzeni ostatnich lat jastrzebianie dysponowali szersza lawka niz
Zaksa, teraz – paradoksalnie – troche bardziej zaczeli ja przypominac.
Rezerwowi pojawiaja sie na boisku bardzo rzadko. W tamtym sezonie wielkim
atutem tej druzyny byla podwojna zmiana. Teraz Mendez rzadko z niej
korzysta. Niezbyt dobre recenzje zbiera tez sprowadzony latem przyjmujacy
Marko Sedlacek i przewaznie wciaz graja Tomasz Fornal i Rafal Szymura. W
pierwszym spotkaniu cwiercfinalowym LM wyraznie braklo tego wsparcia
zmiennikow. Na szczescie, konsekwencje nie byly duze. Przynajmniej na
razie. Niewypal zamiast fajerwerkow i wielka przemiana. Kontuzjowany
czarodziej

Gdy jasne bylo juz, ze jastrzebianie trafia w cwiercfinale na Piacenze, to
wielu kibicow ostrzylo sobie zeby i czekalo na siatkarskie fajerwerki. W
poprzednia srode, w pierwszej odslonie tej rywalizacji, zamiast fajerwerkow
byl niewypal. Zarowno lider PlusLigi i mistrz Polski w jednym, jak i
trzecia ekipa Serie A zagraly slabo. Efektem bylo wielkie falowanie i masa
bledow. Gospodarze wygrali w tym spotkaniu, o ktorym obie strony chcialyby
szybko zapomniec, 3:2. Wiadomo bylo, ze w rewanzu raczej cos sie musi
zmienic. W siatkarzach Jastrzebskiego Wegla zaszla zmiana – o 180 stopni.
Nieskuteczni i chaotyczni przed tygodniem teraz od razu rzucili sie do
gardel rywalom. Fornal zastapil niepewne ataki mocnymi zbiciami. Bardzo
skuteczny byl tez Patry. Srodkowi takze chaotyczne akcje zastapili
skutecznym utrudnianiem zycia przeciwnikom. O ile wtedy trudno bylo wskazac
kogos, kto w druzynie jastrzebian by nie zawiodl, to teraz nie sposob bylo
wskazac kogos, kto zawiodl. Wszystkie dziala odpalily.

Szymura juz w poprzednim meczu, w niedzielnym spotkaniu ligowym, zaliczyl
popisowa akcje. Rzucil sie wtedy w obronie juz poza polem gry i mimo bardzo
trudnej sytuacji przebil pilke tylem tak, ze przeszla na druga strone. A ze
usmiechnal sie do niego los, to pilka przeszla po tasmie i zmylila rywali,
a przyjmujacy mistrzow Polski zdobyl w ten niecodzienny sposob punkt. W
srode znow fruwal niczym Superman i choc tym razem punktu w taki sposob nie
zdobyl, to bardzo pomagal druzynie w defensywie. Bardzo lubie Fornala. Ma w
swojej grze cos wiecej, jest uniwersalny. Mysle, ze wiele osob sie ze mna
zgodzi, potrafi zmienic kierunek w kazdej chwili. Toniuttiego tez bardzo
cenie i lubie, jest niesamowity. Ale gdybym mial kogos skrasc
Jastrzebskiemu Weglowi, to Fornala – wskazal przed srodowym rewanzem w
rozmowie ze Sport.pl prowadzacy Piacenze Andrea Anastasi. Byly trener
reprezentacji Polski po tym pojedynku mogl zalowac, ze nie skradl go
wczesniej – przyjmujacy zanotowal bardzo dobry wystep, a pod koniec
trzeciego seta okazal sie katem, ktory atakami i zagrywka pomogl
przypieczetowac wygrana 3:0.

I choc na pochwaly zasluzyli wszyscy, miano najwiekszego superbohatera
trafia do Toniuttiego. Doswiadczony rozgrywajacy od kilku tygodni ma
problemy z lydka, przez ktore opuscil kilka meczow w lidze. Problem polega
na tym, ze nie ma obecnie w klubie zmiennika, ktory gwarantowalby
utrzymanie poziomu potrzebnego w waznych meczach. Tydzien temu Francuz –
tak jak reszta kolegow – nie blyszczal. W niedziele dostal wolne, a w srode
zagral najlepszy mecz od miesiecy. Kiwka w pierwszym secie byla ozdoba tego
spotkania. Choc 35-latek czarowal na boisku, to klopoty zdrowotne w
magiczny sposob nie zniknely. Widac bylo w obronie, ze nie jest w stanie
biegac normalnie do pilki. Ale mimo to blyszczal i w pelni zasluzenie
zgarnal statuetke dla MVP. Pozostaje jednak maly niepokoj, czy w kolejnych
waznych meczach w najblizszym czasie znow bedzie w stanie czarowac mimo
kontuzji. Pierwsze spotkanie w cwiercfinale LM u jastrzebian poprzedzila
porazka z Barkomem Lwow. W pewnym stopniu byla wkalkulowana – Mendez dal
odpoczac kilku czolowym graczom. Ale po slabym wystepie w Piacenzie zaczely
pojawiac sie glosy, ze moze Argentynczyk jednak zle przygotowal druzyne do
waznego momentu w sezonie. A druga sprawa, ze nie dawal im zaczeto odpoczac
w zwiazku ze wspomnianym slabszym poziomem rezerwowych. Srodowym wystepem
jednak jego zespol zamknal usta krytykom i sceptykom. To byla grupa
zawodnikow grajaca popisowo – tak jak chocby w finalowej rywalizacji w
PlusLidze w poprzednim sezonie, gdy jastrzebianie znokautowali Zakse i tak
jak kilka tygodni wczesniej w dwoch potrzebnych do awansu setach w
rewanzowym spotkaniu polfinalowym LM. A poniewaz teraz sa polskim
jedynakiem w tych prestizowych rozgrywkach, to cala siatkarska Polska
bedzie trzymala zgodnie kciuki, by poplyneli na tej fali do finalu, a w nim
dopelnili dziela.

Tego jeszcze nie bylo. Rakow oglosil kare dla Lecha. I od razu reaguje
Stalo sie to, co stac sie musialo. Lech Poznan zostal ukarany przez komisje
ligi za naganne zachowanie swoich kibicow w trakcie sobotniego meczu ze
Slaskiem Wroclaw (0:0). Co ciekawe, informacji o karze nie podala ani
komisja ligi, ani Lech. Oba zostaly wyprzedzone przez Rakow Czestochowa,
ktory wydal specjalny komunikat przed niedzielnym spotkaniem z
poznaniakami. Mial byc hit, a byl kit – tak w skrocie mozna podsumowac
sobotni mecz Lecha Poznan ze Slaskiem Wroclaw. Mecz, ktory zapowiadal sie
na szlagier, bo byl starciem trzeciej i drugiej druzyny ekstraklasy.
Spotkanie w Poznaniu jednak nie porwalo. Przez caly mecz zobaczylismy
lacznie raptem piec celnych strzalow na bramke. Zadna z druzyn nie
wykreowala tez dogodnej okazji do zdobycia bramki, o czym swiadczy
statystyka goli oczekiwanych. Wspolczynnik xG u Lecha wyniosl tylko 0,8
bramki, a u Slaska raptem 0,58.

W trakcie meczu doszlo tez do skandalicznego zachowania na trybunach. W 81.
minucie we wlasnym polu karnym opatrywany byl zawodnik Slaska – Jehor
Macenko. W trakcie interwencji sztabu medycznego zawodnik zostal trafiony
butelka rzucona z trybun. Juz wtedy wiadomo bylo, ze poznaniakow czeka
kara. Slask Wroclaw za identyczne zachowanie swoich kibicow w trakcie meczu
z Pogonia, kiedy butelka trafiony zostal bramkarz – Valentin Cojocaru –
otrzymal grzywne w wysokosci 50 tys. zlotych oraz zakaz wyjazdowy dla fanow
na jedno spotkanie.

Lech ukarany przez komisje ligi

I juz wiadomo, ze Lech otrzymal podobna kare. Chociaz ani komisja ligi, ani
Lech nie podaly jeszcze tej informacji publicznie, to uprzedzil je Rakow
Czestochowa. Mistrzowie Polski w srode wieczorem poinformowali o dodatkowej
puli biletow na niedzielny mecz z Lechem w ekstraklasie. “W zwiazku ze
spodziewanym kompletem widzow na niedzielnym meczu z Lechem Poznan oraz
brakiem przyjazdu kibicow gosci, w czwartek o godzinie 10:00 udostepnimy do
sprzedazy miejsca na trybunie D” – czytamy na oficjalnej stronie
internetowej klubu z Czestochowy. W tym momencie Lech zajmuje trzeci
miejsce w tabeli ekstraklasy z 40 punktami po 22 kolejkach. Rakow jest
szosty, ma cztery punkty mniej od Lecha, ale rozegral tez o jedno spotkanie
mniej. Poznaniacy traca dwa punkty do lidera – Jagiellonii Bialystok. Dla
Rakowa bedzie to wazny mecz nie tylko w kontekscie ligowej tabeli. Po
wtorkowej porazce w Pucharze Polski z Piastem Gliwice (0:3) specjalne
zebranie w klubie zorganizowal wlasciciel Rakowa – Michal Swierczewski.
Niewykluczone, ze kolejna porazka moze sie okazac kluczowa dla przyszlosci
trenera mistrzow Polski – Dawida Szwargi.

DETEKTYW

Zagadkowe zabojstwo pielegniarki

Anna fREJ

Chlopak rano wyszedl ze swojego pokoju. W domu panowala absolutna cisza.
Zdziwil sie, bo byl przekonany, ze jego matka dawno juz wstala i krzata sie
po kuchni. Wyszedl do pracy, ale po powrocie takze jej nie zastal.
Zaniepokojony odkryciem sladow krwi w korytarzu, postanowil powiadomic
policje. Halina G. miesz- kala w Jasle na Podkarpaciu razem z dwoma dora-
stajacymi synami. W 2014 roku pracowala w tam- tejszym szpitalu, jako
pielegniar- ka na oddziale ratunkowym. Szesc lat wczesniej rozwiodla sie z
mezem. To nie bylo udane malzenstwo i w koncu kobieta dojrzala do tego, by
isc wlasna droga. Maz, Janusz G., znecal sie nad nia przez lata ich
zwiazku. W 2008 roku sad orzekl roz- wod – kobieta zatrzymala synow i
wspolny dom. Janusz przepro- wadzil sie na zlomowisko, ktore prowadzil w
Jasle.

Mimo ze formalnie nie byli juz razem, stale utrzymy- wali kontakt. Mialo to
zwia- zek z konfliktem dotyczacym podzialu majatku. Jeszcze, gdy byli
malzenstwem, Janusz G. popadl w dlugi. Aby nie stra- cic wszystkiego,
przepisal nie- ruchomosci na tescia. Kiedy orzeczono rozwod, mezczyzna
liczyl na zwrot dobr, ale napo- tkal opor ze strony rodziny bylej zony. W
zwiazku z tym w sadzie toczyla sie kolejna rozprawa, tym razem o podzial
majatku – Janusz G. nie chcial stracic firmy.

Konflikt miedzy dawnymi malzonkami narastal. W 2012 roku Janusz G. grozil
bylej zonie, ze ja zabije. Wreszcie zaatakowal ja nozem i zranil w reke.
Kobiecie udalo sie wtedy uciec i na ulicy zatrzymac przejezdzajace samo-
chody, ktorych pasazerowie udzielili jej pomocy. Janusz G. po prostu zbiegl
z miejsca zdarzenia, ale nie ominely go konsekwen- cje tego czynu. Dostal
wyrok w zawieszeniu i zakaz zblizania sie do Haliny G. na odleglosc
mniejsza niz 50 metrow. 5 sierpnia 2014 roku Hali- na G. wrocila z pracy do
domu, po dwunastogo-

dzinnym dyzurze. Ponownie w szpitalu miala sie pojawic

dopiero kolejnego dnia na nocna zmiane. Miala wiec troche czasu, by
odetchnac. Czekaly ja ciezkie dni – zblizal sie moment, kiedy ponownie
zobaczy sie z bylym mezem na sali sado- wej. Rozprawa miala dotyczyc
podzialu majatku – Halina G. chciala dostac polowe z wartych 1,5 mln zl
gruntow.

Ale zanim do tego mialo dojsc, kobieta planowala odpo- czac po pracy. Na
wieczor umo- wila sie z sasiadka. Okolo godzi- ny 19 pojawila sie u
kolezanki na herbate i ciastko. Spedzila u niej prawie dwie godziny i
wrocila do domu. Tam zastala jeszcze mlodszego syna Milosza, ktory byl w
trakcie przygoto- wan do wyjscia. Wieczor mial spedzic na imprezie z
kolega- mi. Planowali rozpalic grilla. Porozmawial chwile z matka, pozegnal
sie i wyszedl.

Gdy chlopak wrocil do domu, od razu poszedl spac. Nie sprawdzal, czy Halina
G. jest w swoim pokoju, nie widzial takiej potrzeby. Nastepnego ranka
poszedl, jak zwykle, do pracy. Zaniepokoil sie dopie- ro, gdy po powrocie,
nie zastal matki w domu. To bylo do niej niepodobne, zwlaszcza, ze sama
miala isc na dyzur dopiero wie- czorem.Telewizorwjejsypial- ni byl
wlaczony, a na lozku lezal telefon. Nie znalazl zad- nych wskazowek
dotyczacych miejsca przebywania kobiety, nie zostawila mu zadnej wia-
domosci. Postanowil zglosic sprawe policji. Chlopak udal sie do
komisariatu, gdzie poin- formowal o zniknieciu Haliny G. Funkcjonariusz,
ktory przyj- mowal zgloszenie od razu zapy- tal sie, czy matka miala
jakichs wrogow.

– Mama i tata byli rozwie- dzeni. Przez to nie byli w najlep- szych
relacjach – odpowiedzial na pytanie policjanta.

– Co pan przez to rozumie? – dociekal mundurowy.

– Sprzeczali sie o podzial majatku. Za kilka dni miala sie odbyc kolejna
rozprawa. No i ten incydent sprzed dwoch lat…

Malzenskie porachunki

– Jaki incydent?

– Tata grozil mamie, ze ja zabije. Napadl ja nawet z nozem. Zranil ja wtedy
w reke, ale udalo sie jej uciec. Tata dostal wyrok w zawieszeniu i zakaz
zblizania sie do niej.

Policjantowi zapalila sie w glo- wie lampka – czesto pierwsze podejrzenie
pada wlasnie na mal- zonka ofiary. Mundurowi posta- nowili pojechac do
Janusza G., bylego meza zaginionej. Od syna dowiedzieli sie, ze mezczyzna
mieszka na zlomowisku, ktorego jest wlascicielem.

– Dzien dobry, pan Janusz G.?

– zapytali policjanci po przyby- ciu na miejsce.

– Tak, a o co chodzi?

– Panska zona zaginela. Od wczoraj nie bylo z nia kontaktu. Czy wiadomo
panu cos na ten temat?

– Jak to zaginela? – zapytal zdziwiony Janusz G. – Nic o tym nie wiem.

– A w jakich relacjach byl pan z byla zona?

– Nie najlepszych, ale nie mam nic wspolnego z jej zaginieciem. – Przykro
mi, musimy pana zatrzymac do czasu sprawdzenia,

czy mowi pan prawde.

Tym sposobem pierwszy, i jak sie potem okazalo jedyny
podejrzany,zostalzatrzymany.

iorac pod uwage zdarze- nia z przeszlosci, sytuacja Janusza G. w momencie
zatrzymania nie wygladala naj- lepiej. Pogorszyla sie znacznie, gdy
policjanci wkrotce odnalezli jego samochod – dostawczego forda transita.
Stal zaparkowa- ny kilkaset metrow od domu mezczyzny. Zajeli sie nim poli-
cyjni technicy, ktorzy wkrotce ujawnili w srodku slady krwi. Od razu
pojawilo sie podej- rzenie, ze moze to byc krew zaginionej Haliny G., ale
sled- czy musieli nabrac pewnosci. Uzyskane probki, zarowno z samochodu,
jak i z domu kobiety, wyslano do analizy do Instytutu Ekspertyz Sadowych w
Krakowie. Wynikow spodzie- wano sie za miesiac.

W miedzyczasie w domu kobiety pracowala druga gru- pa technikow.
Przeczesywali pomieszczenie po pomieszcze- niu w celu zebrania wszystkich
sladow. Wkrotce policja ujawni- la, ze zabezpieczono m.in. krew, wlosy oraz
zloty lancuszek leza- cy obok domu, rowniez majacy na sobie slady krwi.
Poczatkowo pojawila sie informacja, ze krew znajdowala sie takze na lozku
zaginionej. Pozniej poinformo- wano jednak, ze to nieprawda. Byla owszem,
ale pod wykladzi- na w przedpokoju. Zauwazono takze znikniecie malego dywa-
nu lezacego zwykle obok drzwi wejsciowych.

Kilka dni pozniej policja wydala komunikat opisujacy dotychczasowe
ustalenia:

– Oficjalnie moge powiedziec, ze kobieta jest uznana za zagi- niona i
trwaja intensywne poszu- kiwana – mowil podinspek-tor Zbigniew Mijal,
naczelnik wydzialu kryminalnego policji w Jasle.

Mundurowi podejrzewali, ze doszlo do zabojstwa kobiety, ale nie mogli
zlokalizowac cia- la. Zebrane do tej pory dowody swiadczyly o tym, ze do
zniknie- cia Haliny G. mogl przyczynic sie jej byly maz, dlatego proku-
ratura zdecydowala sie postawic mu zarzuty: – To zagadkowa historia. Na
razie postawilismy mu zarzut pozbawienia wolnosci kobie- ty ze szczegolnym
udreczeniem oraz wtargniecia do miesz- kania – powiedzial wiceszef
Prokuratury Rejonowej w Jasle, Kazimierz Laba.

Sad aresztowal Janusza G. na miesiac. Za czyn grozilo mu od 3 do 15 lat
pozbawienia wolnosci.

Mimo postanowionego zarzutu, mezczyzna konse- kwentnie zaprzeczal jakoby
mial cos wspolnego z zaginieciem bylej zony. Podczas przeslucha- nia w
prokuraturze twierdzil, ze nie wie skad sie wziela krew w jego samochodzie.

– Nie mam zielonego poje- cia skad ta krew. Po raz ostat- ni uzywalem tego
samochodu 5 sierpnia, okolo godziny 10. Nie moglem go odpalic, dlatego
zostawilem go w tym miejscu – mowil sledczym Janusz G.

Prokuratorzy nie spodziewa- li sie tez, ze mezczyzna wyjawi im prawde na
temat zniknie- cia Haliny G., ale oprocz krwi w samochodzie, cos jeszcze
przemawialo za tym, ze to wla- snie Janusz G. mogl byc sprawca zaginiecia
pielegniarki – w jej domu nie znaleziono sladow wlamania. Mozna bylo zatem
wysunac wniosek, ze sprawca byla osoba, ktora miala klucz do domu (Janusz
G. go naj- prawdopodobniej posiadal) lub osoba, ktora Halina G. zna- la i
sama otworzyla jej drzwi. Dodatkowo, z mieszkania nic nie zniknelo,
wszystkie kosz- townosci pozostaly na miejscu. Nie znaleziono rowniez
zadne- go narzedzia, ktorym sprawca mogl zadac ofierze ciosy.

Prokuratura zapowiadala, ze jesli wyniki badan krwi ujawnio- nej w fordzie
transicie potwier- dza, ze nalezala do Haliny G., zarzut postanowiony jej
bylemu mezowi zostanie zmieniony na zabojstwo. Jako ze te nie mialy nadejsc
zbyt szybko, na razie zdecydowano o wyslaniu go na badania psychiatryczne.
W miedzyczasie trwaly poszukiwania zaginionej. W pierwszej kolej- nosci
przeszukano skup zlomu. To spory teren, ale policjanci przylozyli sie do
swojej pracy i dokladnie go przetrzasneli. Niestety, bez spodziewane- go
efektu. Nie znaleziono ani ciala, ani niczego powiazanego z Halina G. Pod
lupe sledczych trafily takze zbiorniki wodne w Jasle i okolicach, ale
przecze- sanie ich rowniez nie przynioslo rozwiazania zagadki znikniecia
pielegniarki.

Pojawily sie natomiast nowe dowody swiadczace o tym, ze Janusz G. klamie.
Tym razem w sprawie swojego samochodu. Podczas przesluchania w pro-
kuraturze twierdzil, ze po raz ostatni korzystal z niego 5 sierp- nia,
okolo godziny 10, tymcza- sem policja zdobyla nagrania z kamer monitoringu,
ktore przeczyly tym twierdzeniom. Na filmie widac, jak korzysta z forda w
pozniejszych godzi- nach. Urzadzenia nie zarejestro- waly jednak zadnego
fragmentu pokazujacego, jak mezczyzna pakuje zwloki bylej zony do auta.
Sledczy nie odnalezli tak- ze swiadkow, ktorzy widzieliby Janusza i Haline
G. razem, na krotko przed jej zniknieciem. Nawet po ustaleniu, ze mez-
czyzna klamal odnosnie samo- chodu, nie mial on niczego nowego do dodania
do swo- ich wczesniejszych wyjasnien. Nadal twierdzil, ze nie ma nic
wspolnego z ta sprawa i jest nieslusznie przetrzymywany w areszcie. Czul
sie do tego stopnia pokrzywdzony, ze zlozyl zazalenie na areszt tymczasowy.
Sledczy bali sie, ze jesli sad przy- chyli sie do jego wniosku i go zwolni,
mezczyzna zniknie. Tak sie jednak nie stalo. Sad nie zna- lazl podstawy, by
uznac zazale- nie Janusza G.

Niecaly tydzien pozniej, pro- kuratura juz wiedziala, ze Ja- nusz G. nie
wyjdzie na wolnosc zbyt szybko. Pojawily sie nie- cierpliwie oczekiwane
wyniki badania probek krwi zebranych w domu Haliny G. i samocho- dzie jej
bylego meza. W obu przypadkach potwierdzono, ze nalezaly do zaginionej.

– Wyniki badan potwierdzi- ly, ze krew znaleziona w domu kobiety nalezy do
niej. Ale dla nas najwazniejsze sa wyniki dotyczace krwi zabezpieczonej w
aucie mezczyzny. Ta krew rowniez nalezala do kobiety. To swiadczy o tym, ze
byla przewo- zona pojazdem podejrzanego – mowil Kazimierz Laba z jasiel-
skiej prokuratury.

Problemem caly czas byl brak ciala. Sledczy wiedzieli, ze bez tego, nawet
jesli zmie- nia Januszowi G. zarzuty, pro- ces bedzie tylko poszlakowy. Nie
liczyli na to, ze mezczyzna raptem przyzna sie do winy, bowiem stale
zaprzeczal, ze ma cos wspolnego ze zniknieciem pielegniarki. Zachowywal
przy tym ogromny spokoj i nigdy nie dawal wyprowadzic sie z rownowagi. W
koncu wiec w prasie pojawily sie komuni- katy policji zawierajace rysopis
zaginionej i informacje o tym, z kim kontaktowac sie w przy- padku
posiadania jakichkolwiek wiesci: “Halina G., to 52-letnia mieszkanka Jasla,
ktora ostat- ni raz byla widziana w poblizu swojego miejsca zamieszka- nia,
we wtorek 5 sierpnia 2014 roku, okolo godziny 21. Rysopis: wzrost okolo 165
cm, waga oko- lo 65 kg, szczuplej budowy ciala, cera jasna, wlosy ciemne
kreco- ne, oczy piwne, twarz pociagla, nos sredni, uszy srednie przy-
legajace, uzebienie pelne. Brak informacji dotyczacych ubra- nia. W zwiazku
z prowadzo- nymi czynnosciami w sprawie zaginiecia 52-letniej mieszkanki
Jasla, funkcjonariusze zwracaja sie rowniez o kontakt do osob, ktore w nocy
z wtorku na sro- de, tj. z 5 na 6 sierpnia 2014 roku, widzialy bialy
samochod dostawczy poruszajacy sie po terenie Jasla lub pobliskich
miejscowosciach”. Dalej podano dane kontaktowe do Komendy Powiatowej
Policji w Jasle. Haliny G. nie bylo juz od trzech tygodni, a poli- cja
wydawala sie tkwic

w tym samym miejscu. Brak jakichkolwiek rezultatow sledz- twa negatywnie
odczuwali pozo- stali czlonkowie rodziny piele- gniarki. Siostra i brat
kobiety w koncu postanowili zabrac glos w lokalnych mediach. Zrobili to za
posrednictwem jednego z portali, a jego dziennikarzo- wi opowiedzieli o
emocjach, ktore nimi targaly. Rodzenstwo zgodnie podkreslalo, ze najgor-
sza jest niepewnosc, nie odnale- ziono ani kobiety, ani ciala.

– Do tej pory unikalismy kon- taktu z mediami. Nie chcielismy rozglosu
wokol dramatu, jaki przezywa rodzina. Liczylismy, ze sprawa znajdzie szybko
wyja- snienie. Ale minelo tyle czasu, a policja wciaz nie odnalazla Haliny,
ani zywej, ani martwej. Dlatego trudno nam bezczyn- nie czekac – mowili
portalowi “Nowiny24.pl”.

Rodzenstwo Haliny G. poprosilo o opublikowanie zdje- cia ich siostry,
poniewaz liczyli na to, ze ktos ja moze rozpoznac i dostarczyc nowych
informacji, co naprowadzi policje i proku- rature na nowy trop. Malzenskie
porachunki

– Wiemy, ze policja i prokura- tura przyjmuja wersje, ze siostra stala sie
ofiara zabojstwa. Ale dopoki nie odnaleziono jej cia- la, mamy chocby nikla
nadzieje. Chcielibysmy wierzyc, ze ona zyje, ze byc moze jest gdzies
przetrzymy- wana. Najblizszym zawsze trudno jest pogodzic sie z najgorszym
sce- nariuszem – mowil brat Haliny.

Tydzien pozniej rodzina poin- formowala, ze wobec dalszego braku konkretow,
zdecydowala sie na wynajecie i zaangazowa- nie w poszukiwania Haliny G.
najbardziej znanego polskiego prywatnego detektywa. Podczas konferencji
prasowej, na ktorej to ogloszono, krewni przy okazji ujawnili kilka
szczegolow doty- czacych sledztwa.

– O fakcie, ze Haliny nie ma dowiedzielismy sie w srode 6 sierpnia, okolo
godziny 16, kiedy Milosz wrocil. Po wejsciu do domu zobaczylismy slady krwi
i brak sladow wlamania. Nieprawda jest, ze sytuacja roz- grywala sie w
sypialni. Wszystko rozgrywalo sie na korytarzach od wejscia do domu –
mowila brato- wa zaginionej, Ewelina G. – Nic nie zginelo, wszystkie
dokumen- ty, telefony sa. Halina prawdo- podobnie byla ubrana w piza- me,
poniewaz odziez jaka miala zalozona troszeczke wczesniej u sasiadki
znajduje sie w domu. Zaginal dywanik – wycieracz- ka spod drzwi, ktora
sprawca najprawdopodobniej powycie- ral slady krwi – dodala. (…) –
Sprawca nie mial zbyt duzo

czasu. Naszym zdaniem bylo to jakies 45 minut na zrobienie tego czynu,
posprzatanie i wywiezie- nie i pozniejsze schowanie Haliny. Krwi bylo dosc
sporo – podkre- slala. – Zdecydowalismy sie na wynajecie detektywa z powodu
uplywajacego czasu. Wiemy, ze policjanci podejmuja wszelkie dzialania w tej
sprawie: sciagneli specjalistyczny sprzet, penetrowa- li okolice,
sprawdzili potencjalne miejsca ukrycia zwlok lub prze- trzymywania
zaginionej. Niestety, do tej pory bez zadnych efektow, w zwiazku z czym nie
mozemy dluzej czekac, bo kazdy dzien oddala nas od jakiegokolwiek
rozwiazania tej sprawy – mowi- la kobieta.

Na konferencji glos zabral rowniez sam detektyw, ktory poinformowal, ze
jego ludzie dzialaja na terenie Jasla od kilku dni i poczynili juz pewne
usta- lenia. Podkreslil zaslugi policji, ale jednoczesnie przyznal, ze nie
osiagnieto zadnych efektow. Obiecal tez, ze jesli jego zespol zdobedzie
jakies nowe informa- cje, na pewno przekaze je policji.

– Moi ludzie typuja miej- sca ukrycia zwlok Haliny G. Sa odmienne od tych,
ktore prze- szukuje policja – powiedzial detektyw.

Rodzina Haliny G. oznajmila, ze jest w stanie wyplacic 5 tys. zl osobie,
ktora przekaze, znaczace dla sledztwa informacje.

Nowe okolicznosci spra- wily, ze glos zabrala rowniez prokuratura.

– Udzielilismy detektywowi podstawowych informacji: kiedy zniknela, w
jakich okoliczno- sciach, gdzie mogla zostac ukryta. Przekazalismy
informacje, ktore wczesniej posiadala rodzina kobie- ty. Naszych ustalen
nie zdradzili- smy – skomentowal Kazimierz Laba, z jasielskiej prokuratury.
Przez kolejne tygodnie nic sie w sledztwie nie zmienialo, oprocz tego,

ze sad przedluzal Januszowi G. areszt tymczasowy. Prokuratura i policja
nadal byly skupione na poszukiwaniu zwlok piele- gniarki. Przyjeto tez
wersje, ze jej bylemu mezowi ktos poma- gal. Glowiono sie nad tym, kto to
mogl byc i dlaczego nie ma zadnych swiadkow, ktorzy feralnego dnia mogli
natknac sie na Janusza G. Wobec braku mocnych dowodow winy, wciaz nie
zmieniono mu zarzutow. On sam nie przyznawal sie do niczego, a zdobyty
kilka mie- siecy wczesniej monitoring nic nie dawal – na nagraniu nie bylo
widac wyraznie kto jedzie for- dem transitem. Policjanci chwy- cili sie
jeszcze jednego tropu – ubran, ktore Janusz G. mial na sobie 5 sierpnia.
Wprawdzie byly wyprane, ale wyslano je na badania do Instytutu Badan
Sadowych w Krakowie. Jesli eks- perci odnalezliby na nich slady krwi,
prokuratura zyskalaby pewnosc, ze Halina G. byla tam- tego wieczora z bylym
mezem.

Pod koniec pazdziernika 2014 roku prokuratura zmieni- la w koncu zarzut na
zabojstwo. Jednoczesnie, kilka dni pozniej zdecydowano sie na ponowne
przeszukanie zlomowiska nale- zacego do Janusza G. To ogromny teren,
liczacy ponad jeden hektar powierzchni z wieloma zabudo- waniami.
Sprowadzono ciezki sprzet, by mozna bylo podniesc betonowe plyty, ale
podobnie jak przeprowadzone kilkanascie dni wczesniej przeszukanie geora-
darem, i te z uzyciem ciezkiego sprzetu nic nie daly. Do pewnego przelomu,
ale nie takiego, jakiego zyczyliby sobie sledczy, doszlo w maju 2015 roku.
Sad zdecydowal sie wypuscic z aresztu glowne- go podejrzanego. Mezczyzna
dostal policyjny dozor i zakaz opuszczania kraju. Jasielska prokuratura
kolejny cios otrzy- mala juz miesiac pozniej. Kiedy przygotowywala sie do
wyslania do sadu aktu oskarzenia, ode-brano jej sledztwo i przekaza- no do
Prokuratury Okregowej w Krosnie. Krosnienski organ uznal, ze koledzy po
fachu z Jasla zbyt pochopnie wysnu- li przypuszczenia, ze Haline G. zabil
jej byly maz, a nie zgro- madzili na to zadnych solidnych dowodow. Mimo
przeslucha- nia kilkudziesieciu swiadkow, nie odnaleziono osoby, ktora
widziala Janusza G. z Halina lub przenoszacego jej zwloki z domu do
samochodu.

– Decyzja o skierowaniu aktu oskarzenia na podstawie dotych- czas
zgromadzonych dowodow bylaby przedwczesna. Prokuratura w Jasle nie
wyjasnila dokladnie wszystkich innych wersji zaginie- cia kobiety –
tlumaczyl mediom Janusz Ohar z Prokuratury Okregowej w Krosnie.

Sledczy z Krosna uwazali, ze wyslanie aktu oskarzenia na tym etapie
sledztwa jest przedwczesne, bowiem zebrane dowody mogly- by byc latwo
obalone w sadzie. Co ciekawe, zakladali nawet moz- liwosc, ze kobieta nadal
zyje. Fakt, w samochodzie Janusza G. znaleziono krew jego bylej zony, ale
wcale nie musialo to swiad- czyc o tym, ze ja zamordowal. Prokuratura w
Krosnie zakladala, ze mogl ja uderzyc na tyle moc- no, ze polala sie krew,
ale kobieta opuscila auto o wlasnych silach.

– Jesli zakladamy, ze kobieta jechala z bylym mezem, moglo miedzy nimi
dojsc do awantury w samochodzie. To, ze byly slady krwi, wcale nie oznacza,
ze kobie-ta zostala zamordowana. Mogla po awanturze wyjsc z auta i za jej
zaginieciem moze stac jeszcze inna osoba. Sprawa nie jest pro- sta, bo nie
ma ofiary. Nie wiemy, czy na pewno kobieta nie zyje. Na kierowanie aktu
oskarzenia nie ma jeszcze wystarczajacych dowodow – relacjonowali dzien-
nikarzowi “Gazety Wyborczej” prokuratorzy z Krosna.

Mimo takiego podejscia, sledczy rozwazali rozne watki, rowniez te, ze
kobieta nie zyje. We wrzesniu 2015 roku do Jasla przybyli nurkowie z
Komendy Miejskiej Panstwowej Strazy Pozarnej w Przemyslu, aby prze- szukac
akwen wodny przy ulicy Kwiatowej. Uzywali specjalistycz- nego sonaru, ale
rowniez i tam nie odnaleziono zwlok Haliny G.

O kolejnym tropie w sprawie miejsca ukrycia zwlok poin- formowal w lutym
2016 roku dziennik “Super Nowosci”. Na policje zglosila sie kobieta, ktora
zeznala, ze w czasie, gdy zagine- la Halina G. widywala czesto jej bylego
meza w okolicach remon- towanego wiaduktu przy ulicy Kasprowicza w Jasle.
Konstrukcja ta znajduje sie okolo 700 metrow od zlomowiska, wiec mezczyzna
moglby umiescic zwloki na tere- nie budowy, a nastepnego dnia niczego
nieswiadomi robotnicy zalali je betonem. Jak do tych rewelacji podeszla
prokuratura? Niestety, i w tym przypadku nie bylo dobrych wiesci.

– Oczywista rzecza jest, ze w trakcie tak duzego postepowa- nia rozwaza sie
rozne okolicznosci i sprawdza rozne wersje. Do mnie nie dotarly informacje
potwier- dzajace taka teze. Prowadze to sledztwo i gdyby policjanci na cos
natrafili, zostalabym o tym poinformowana, a takiej wiedzy nie posiadam. Na
razie nie ma zadnego przelomu w tej spra- wie – powiedziala w rozmowie z
“Super Nowosciami” prokura- tor Beata Piotrowicz.

Przez kolejne miesia- ce ponownie przeczesywano kanaly, tunele i koryto
rzeki. Sprowadzono nawet specjal- na grupe policjantow z Berlina z psami
szkolonymi do szukania zwlok na podmoklych terenach, ale to wszystko na
nic. Nie bylo ciala, a jedyny podejrzany twardo stal na swoim stanowisku,
ze nie ma nic wspolnego z zaginieciem i smiercia Haliny G. Minelo 3,5 roku
od znikniecia Haliny G. Sledztwo nie posuwa-

lo sie do przodu, ale Prokuratura Okregowa w Krosnie zdecydo- wala sie
zlozyc w sadzie akt oskarzenia. Zrobila to 17 stycz- nia 2018 roku. Za
zabojstwo mezczyznie grozila kara nawet dozywotniego pozbawienia wolnosci.
Janusz G. uslyszal tez drugi zarzut zwiazany z tym, ze naruszyl zakaz
zblizania sie do kobiety na odleglosc mniejsza niz 50 metrow. Za to grozilo
mu od 3 miesiecy do 5 lat wiezienia. Przedstawicielka prokuratury, Beata
Piotrowicz, sprecyzowala:

– Postawiony zarzut dotyczy tego, ze w dniu 5 sierpnia 2014 roku w Jasle,
dzialajac w zamia- rze bezposrednim pozbawienia zycia Haliny G., nie
stosujac sie do orzeczonego wyrokiem Sadu Rejonowego w Jasle z 2012 roku
zakazu zblizania sie do pokrzyw- dzonej, naruszajac ten zakaz zblizania sie
do pokrzywdzonej na odleglosc mniejsza niz 50 m wszedl do jej domu i
zaatakowal pokrzywdzona w ten sposob, ze zadal jej co najmniej jeden cios
ostrym narzedziem, najpraw- dopodobniej nozem, powodujac tym samym
obrazenia skutkujace jej zgonem, a nastepnie wywiozl cialo pokrzywdzonej i
ukryl w nieustalonym miejscu.

Sam oskarzony nie zmienil zdania i odmowil skladania wyja- snien. Do
procesu, ktory rozpo- czal sie 12 marca 2018 roku przy- stapil z wolnej
stopy. Pierwszego dnia odczytano akt oskarzenia i zaplanowano przesluchanie
pieciu osob. Wsrod nich znaj- dowal sie syn pary, Milosz G. Mezczyzna
zrelacjonowal co sie dzialo 5 sierpnia 2014 roku wie- czorem i kolejnego
dnia rano.

Na sali w charakterze swiad- kow pojawili sie takze siostra zaginionej –
Barbara P. – oraz przyjaciel Haliny – Zbigniew G. Kobieta powiedziala, ze
jej siostra byla osoba wesola i towarzyska, nie lubila zwierzac sie ze
swoich problemow. Jednak, gdy widzialy sie po raz ostatni, Halina wydala
sie jej inna niz zwykle:

– Jednak podczas ostatniego spotkania wydawala sie zestreso- wana, nerwowa.
Mialam wraze- nie, ze ona boi sie bylego meza. Wspominala mi, ze wydaje jej
sie jakby ktos ja sledzil.

Z kolei Zbigniew G. byl mez- czyzna, z ktorym Halina spotyka- la sie po
rozwodzie. Para poznala sie jeszcze, gdy pielegniarka byla mezatka. Potem
ich znajomosc sie rozwinela. Planowali wspolna przyszlosc, ale mezczyzna
nie od razu dowiedzial sie o problemach Haliny z bylym mezem. Dopiero po
jakims czasie partnerka zwie- rzyla mu sie ze swoich klopotow i
poinformowala o tym, ze walczy w sadzie o majatek. Nie miesz- kali razem,
ale kobieta czesto

przyjezdzala do Zbigniewa na noc. Byli w stalym kontakcie telefonicznym,
rowniez feralne- go wieczora. Po raz ostatni roz- mawiali okolo godziny
21.20 5 sierpnia 2014 roku:

– Miala ogladac serial w tele- wizji. Wiedzialem, ze jest sama w domu.
Mlodszy syn poszedl do znajomych na grilla. Starszy, student, pojechal do
Krakowa – mowil przed sadem Zbigniew G.

6 sierpnia czekal na kontakt od Haliny, ale gdy ona nie dzwo- nila, sam
siegnal po telefon. Nie odebrala. Powtorzylo sie to kil- kakrotnie. W koncu
o godzinie 14 postanowil pojechac do niej, nikt mu nie otworzyl. Samochod
kobiety stal w garazu. Dopiero po kilku godzinach Zbigniew spotkal sie z
Miloszem G., ktory rowniez nie mial pojecia, gdzie jest matka.

– Weszlismy do domu. WkuchnizostalatorebkaHaliny, w sypialni przygotowane
do spania lozko, na nim komorka. Zobaczylismy tez slady krwi.

Aby uporzadkowac zebrane do tej pory informacje i zorien- towac sie, jak
wygladalo miej- sce zbrodni, sedzia postanowil o zorganizowaniu wizji
lokalnej. W jej trakcie sedziowie, proku- rator i oskarzyciel posilkowy
odwiedzili wszystkie lokalizacje istotne dla sprawy.

W listopadzie 2018 roku

trzeba bylo wznowic

proces. Powodem byla smierc jednej z lawniczek. Ciagnaca sie od 2014 roku
spra- wa miala wiec potrwac jeszcze dluzej. Trzeba bylo ponownie
przedstawic akt oskarzenia, ale prokuratura ciagle stala na sta- nowisku,
ze winnym zaginiecia

Haliny G. jest jej byly maz:

– Zabezpieczone dowody pozwalaly na ustalenie w jaki sposob zachowywal sie
w dniu zdarzenia oskarzony, gdzie wyjezdzal, jak przebiegala trasa
przejazdu jego samochodem – nie ulega tez watpliwosci, ze byl to jego
samochod, ktorym kierowal tylko i wylacznie on, nie ulega

tez watpliwosci, ze byl on po godzinie 20 tam, gdzie zamiesz- kiwala
pokrzywdzona – mowila przedstawicielka Prokuratury Okregowej w Krosnie.

Do ciekawego zwrotu doszlo w maju 2019 roku. Piec lat wcze- sniej, we
wrzesniu, Janusz G. przebywal w areszcie tymczaso- wym w Sanoku. Siedzial w
jed- nej celi z Robertem L. 26 wrze- snia 2014 roku mezczyzna zostal
przesluchany. Poinformowal wtedy policje, ze Janusz G. mial przyznac sie mu
do zamordo- wania i pocwiartowania zony. Twierdzil, ze ukryl zwloki na
dzialce w Hankowce pod Jaslem, ale policja nic o tym nie wie, bo to swiezy
zakup, niezarejestro- wany na jego nazwisko. Jednak gdy wezwano go na
swiadka w procesie przed krosnienskim sadem, Robert L. nie potwier-
dzilswoichwczesniejszychslow.

– Nie mam w tej sprawie zad- nych wiadomosci. Przebywalem z Januszem G. w
jednej celi, to prawda. O ile sobie przypomi- nam, slyszalem, ze mial
zarzut zabojstwa. Nie byl specjalnie wylewny. Oskarzony nigdy mi nie mowil,
ze zabil zone.

Na pytanie o to, czemu w 2014 roku mowil cos inne- go, odpowiedzial, ze to
policja zmusila go do podpisania sie pod protokolem z zeznaniami, straszac,
ze jesli tego nie zrobi, uprzykrza mu odsiadke.

Gdy juz wydawalo sie, ze proces ma sie ku koncowi i we wrzesniu 2019 roku
zapadnie wyrok, sad uznal, ze potrzebuje doprecyzowania pewnej kwestii.
Chodzilo o slady krwi z samo- chodu Janusza G. i sposob, w jaki powstaly.
Czy pochodzily od zadania ciosu, czy pojawily sie w wyniku wciagniecia
zwlok do auta.

Dlugo oczekiwany moment w koncu nastapil. W marcu 2020 roku, dwa lata po
roz- poczeciu procesu, sad oglosil wyrok. Podczas mowy konco- wej
prokurator opisywala, ze do zbrodni doszlo najpraw- dopodobniej miedzy
godzina 21.18 a 22.09, na co wskazuje analiza nagran z kamer moni- toringu.
Mezczyzna zadal swo- jej bylej zonie ciosy nozem, a kobieta upadla na
podloge, o czym swiadcza slady krwi w korytarzu.

– Byla to zbrodnia zaplano- wana. Janusz G. wylaczyl telefon, zeby nie
“zdradzily” go logowa- nia do stacji, usunal tez kamery z terenu
zlomowiska. Ale jego wyjatkowa aktywnosc z 5 na 6 sierpnia zarejestrowal
monito- ring z innych firm w poblizu. W nocy kilka razy opuszczal
zlomowisko i wracal – mowila prokurator. – Tylko oskarzony mial motyw. Tym
motywem byly rozliczenia majatkowe. Janusz G. byl zly na byla zone: ulozyla
sobie zycie z innym, zabrala mu

dom, domagala sie czesci majat- ku firmy. Dlatego wnioskuje o kare
dozywocia.

Po oskarzeniu przemowil obronca. Adwokat oznajmil, ze opinia spoleczna juz
osadzila jego klienta, a sprawa wcale nie jest jednoznaczna. Nie ma
twardych dowodow na to, ze oskarzony dopuscil sie wskazanych czynow.

– Prokuratura spekuluje, co sie wydarzylo. Nie wiemy nawet, czy Halina G.
nie zyje. Jestesmy skazani na domysly – powiedzial.

Mimo tych watpliwosci, sad uznal racje oskarzenia i skazal Janusza G. na 25
lat pozbawienia wolnosci.

Jeszcze w tym samym roku adwokat skazanego zlozyl ape- lacje od wyroku. Tym
razem

Malzenskie porachunki

Janusz G. postanowil zezna- wac przed Sadem Rejonowym w Rzeszowie. Zanim to
sie stalo, jego obronca przekonywal o ble- dach popelnionych w sledztwie.
Twierdzil, ze zaginiona mogla zostac porwana i wyszla z domu o wlasnych
silach, bo jej trop podjely psy policyjne (robia to na podstawie woni stop).

Janusz G. po raz kolejny nie przyznal sie do winy. Mowil, ze nikt nie bylby
w stanie ukryc ciala w tak krotkim czasie. Zauwazyl, ze wielokrotne prze-
szukiwania terenu zlomowiska niczego nie daly. Prokuratura nie byla w
stanie w wiarygod- ny sposob powiazac dowodow z jego osoba, a dochodzenie
prowadzila w stronniczy sposob. Mial do sledczych zal, bo czul sie
zniszczony, jako czlowiek.

Pod koniec roku 2020 sad apelacyjny podtrzymal wyrok z pierwszej instancji.
Obronca Janusza G. chwycil sie jeszcze ostatniej mozliwosci – kasa- cji do
Sadu Najwyzszego. Trzyosobowy sklad orzekaja- cy, w srode, 4 stycznia 2023
roku, uznal ja za “oczywiscie bezzasadna”.

Sedzia Zbigniew Kapinski, uzasadniajac oddalenie skargi kasacyjnej jako
oczywiscie bez- zasadnej przyznal, ze sprawa jest trudna, nietuzinkowa i ma
cha- rakter poszlakowy. Podkreslil przy tym, ze nie uniemozliwia to jednak
stwierdzenia winy.

– W szczegolnosci jezeli ten ciag poszlak stanowi logicz- na calosc,
wskazuje, ze tyl- ko taki, a nie inny przebieg zdarzenia w tej sprawie mogl
miec miejsce. A w tej sprawie ciag poszlak jest bardzo mocny i uklada sie w
logiczna calosc. (…) Zabezpieczone slady krwi w mieszkaniu pokrzywdzonej
i w samochodzie oskarzonego, zeznania swiadka i wskazany przez sad motyw –
argumento- wal sedzia.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://

www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

(format IBAN)

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

(format IBAN)

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

(format IBAN)

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl