Dzien dobry – tu Polska – sobota, 29 maja 2021

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XIX nr 144(6121) 29 maja 2021r.
W E E K E N D

Oto Slowo Boze:
” DO KURWY NEDZY, RECE MI OPADAJA! ”
– przeklinal w jednym z wywiadow znany dominikanin, o. Adam Szustak.
Atakujac Kosciol Katolicki, zakonnik wulgarnymi slowy drwil z potrzeby
„powrotu wiernych do Kosciola”, atakujac przewodniczacego Konferencji
Episkopatu Polski. – „Musimy zrobic wszystko, by wierni z powrotem mogli
realnie uczestniczyc w liturgii i sakramentach, bo od tego zalezy
zbawienie” – stwierdzil mianowicie abp Stanislaw Gadecki, co zdenerwowalo
o. Szustaka. Na skandaliczny wywiad zareagowal sam abp Gadecki, zapraszajac
zakonnika-celebryte na rozmowe.
Niecenzuralne slowa padly w ponaddwugodzinnej rozmowie z Karolem
Paciorkiem, opublikowanej na kanale Imponderabilia. Dominikanin mowil
glownie o tym, co mu sie nie podoba w Kosciele Katolickim i za co nie lubi
hierarchow.
– Jestem zmeczony, zniechecony, zrozpaczony ta degrengolada, ktora sie
dzieje – powiedzial o. Adam Szustak.
– Bylo jakies spotkanie jakies tam znowu Episkopatu i wydali takie tam
oswiadczenie. No, do kurwy nedzy, w takim razie mi rece opadaja –
stwierdzil oburzony Szustak. – Ja nie mam juz zadnej nadziei w tych
gosciach, skoro dla nich najwazniejsze teraz jest to, zebysmy wrocili do
kosciola – dodal dominikanin.
Slowa o. Szustaka w wywiadzie, zarzuty oraz niecenzuralne wypowiedzi
spotkaly sie z reakcja Konferencji Episkopatu Polski. Poinformowal o tym we
wtorek rzecznik KEP ks. Leszek Gesiak.
-” Abp Stanislaw Gadecki zaprosil dzis o. Adama Szustaka OP na osobiste
spotkanie i do rozmowy o Kosciele. Gdy pojawiaja sie watpliwosci odnosnie
do roli Kosciola instytucjonalnego, warto wsluchiwac sie w rozne opinie i
podjac konstruktywny dialog” – czytamy we wpisie rzecznika episkopatu.
—————
Jak znam (a wydaje mi sie, ze znam) Pana Boga, to jestem pewien, ze to On ,
a nie Gadecki przemawia do Kosciola Katolickiego ustami Dominikanina
Szustaka- Wasz:
Gargamel Przenikliwy

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/aa
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.
BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo koncie Marynarskiego Pogotowia Gargamela wynosi 5136,12 zl (piec
tysiecy sto trzydziesci szesc zl i 12 gr). Wplaty w ostatnim tygodniu to 75
zl. W minionym tygodniu zaplacilismy za leki i srodki pomocnicze dla
Romana -3553,69 .
Dla Romana, po odjeciu wspomnianych wydatkow, mamy jeszcze 4.905,84 zl
W planach mamy zakup wozka dla Dominiki, oplacenie faktur za leczenie i
pobyt Antosi Denickiej w Brukseli.
pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow

OGIEN NA TLOKI, PARA W TURBINE!
Czolem Gargamelu!
Poszla wplata 500 zl.
W Poniedzialek beda na koncie.
Serdecznosci,
Tomek
————
Ten sam Tomek R. ,ktory dostarcza do gazetki najbardziej czytane kawalki,
wypatrzone na agencyjnych portalach. NASZ CZLOWIEK- po prostu!
Dzieki!!!

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach Wybrzeza.
Dolar: 3.6766 PLN Euro: 4.4845 PLN Frank szw.: 4.0941 PLN Funt:
5.16 PLN
Kantor Conti Gdansk SKUP- awaria, brak danych
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.58 PLN Euro: 4.38 PLN
Funt: 5.16 PLN

Pogoda w kraju
Chlodno i wilgotnie Tylko na Pomorzu Zachodnim nie powinno padac.
Miejscami burze. Temperatura 13 stopni Celsjusza.

Slowo na sobote
DZIS JA – JUTRO MOZE KAZDA Z WAS!
Myslisz, ze haslo „pieklo kobiet” to tylko tytul klasyki polskiej
literatury i haslo na transparencie? To nasza codziennosc. Wyglada jak
zawsze tak samo. Na koncu czyichs decyzji i sumien jest kobieta i jej
dramat. Tym razem ta kobieta jestem ja. I jutro moze byc to kazda z Was.
Trybunal Julii Przylebskiej zdecydowal, ze ciazy w Polsce w 2021 roku nie
usuwamy. Zatem w kwietniu 2021 trudno jest takze usunac ciaze, ktora jest
martwa, poniewaz i taka ciaza jest najwyrazniej warta ochrony. Innego
wyjasnienia tego, co mnie spotkalo, nie mam. Oto moj przypadek.
Od trzech tygodni moja ciaza jest martwa i nie jest to najwiekszy problem,
jaki mam. Wiekszym jest to, ze jest covid, szpitale nie dzialaja, a jak
dzialaja, to staraja sie chronic zycie, nawet jesli jest martwe. 19
kwietnia trafiam na izbe przyjec warszawskiego szpitala na Madalinskiego z
potwierdzona wczesniej dwukrotnie diagnoza poronienia zatrzymanego. Miejsc
brak. Dyzurujaca lekarka odsyla mnie do domu. Mam czekac. Ok, rozumiem,
jest ciezko. Jednak poniewaz to moje trzecie poronienie, prosze o wykonanie
zabiegu bez podawania srodkow na wywolanie i czekania, co sie wydarzy. Jest
XXI wiek, chce miec zabieg, nie planuje kolejnych ciaz. Na izbie przyjec
mowie, ze moje poprzednie poronienie skonczylo sie krwotokiem, potwornym
bolem, zabiegiem i anemia. Bylo wlasnie wywolywane. Milo i pieknie prosze,
ze nie chce przez to przechodzic. Dyzurujaca lekarka nie jest zadowolona,
„bo naturalnie lepiej i ochrona szyjki macicy” ale rozumie, ze moj stan
psychiczny jest, jaki jest. Jest zly. Dostaje skierowanie na zabieg bez
wywolywania i czekania, az poroni sie po podaniu lekow. Tydzien pozniej,
czyli 27 kwietnia, planowo przychodze do szpitala na Madalinskiego.
Rejestracja sprawna, pani informuje, ze za kilka godzin wyjde do domu.
Idzie gladko. Potem tasmociag. Ja i kilkanascie pan przebieramy sie w
koszulki i czekamy ulokowane w pokojach pacjentek. Szpital to czekanie.
Niestety, juz w gabinecie lekarza, dowiaduje sie, ze prowadzacy badanie
„nie wykonuje takich zabiegow i jest to sprzeczne z polityka szpitala”.
Pytam co mam robic, skoro tydzien wczesniej, w tym samym szpitalu, zostalam
skierowana na zabieg, ktorego nie moge wykonac. Lekarz mowi, „Nie
odpowiadam za innych lekarzy z tego szpitala i ich decyzje”. Na moje
pytanie, „co dalej”, patrzac w komputer, instruuje nerwowo, ze mam nie
podnosic glosu (ja w tym czasie placze) i dorzuca „zapytam, moze ktos sie
pod tym podpisze”. Potem mnie odsyla do sali do innych pacjentek,
zalatwionych w ten sam sposob. Jestem w rozpaczy. Nie chce, nie moge
przechodzic przez rekomendowane wywolywanie poronienia po raz kolejny. Po
kilkunastu minutach prosze o dokumenty medyczne. „W jakim celu?” odpowiada
ktos w pokoju lekarzy. „Poniewaz mam prawo dostepu do nich”. Pomruk. Po
kilku minutach wychodzi lekarka, ktora nie podaje swojego nazwiska i nalega
na przyjmowanie lekow na wywolanie poronienia, informujac, ze rutynowy
zabieg lyzeczkowania macicy to „wysokie prawdopodobienstwo uszkodzenia
macicy i czy zdaje sobie z tego sprawe”. Namawia na wziecie tabletek, mowi,
ze zabieg moze uda sie wykonac jutro. Niemniej, poronienie musi byc
wywolane, mam przyjac leki i czekac, co sie wydarzy. Personel nerwowy.
Trace resztki sil, prosze o wypisanie ze szpitala. Na wypis czekam trzy
godziny, w tym czasie kolezanki z pokoju maja pierwsze skurcze. Sa lekko
przerazone, jedna poplakuje. Ja tez sie skrecam. W wypisie lakoniczna
informacja, ze przeprowadzono ze mna rozmowe dotyczaca mozliwych powiklan
oraz ze opuscilam szpital na wlasne zadanie, oraz ze nie wyrazilam zgody na
zabieg „zgodnie z rekomendacjami”. Podobna historia „prosze przyjac leki,
poronienie musi byc naturalne” spotkala mnie takze nastepnego dnia w innym
warszawskim szpitalu. Drodzy prolajferzy, jesli zastanawiacie sie, czemu
nie chcemy miec dzieci, to wlasnie dlatego. Poniewaz nawet w tak trudnych
dla nas momentach, politycy oraz lekarze bez serca, ale z troska o „swieta
rodzine” potrafia nas upokorzyc i sprowadzic do roli idiotek z macicami.
Siegne do klasyki hasel na te okazje: Wypierdalac! Drogie przyjaciolki i
kobiety, dziekuje, ze nie musialam isc sama. Dostalam pomoc zewszad.
EDIT. Prywatny szpital, za kilka tysiecy zlotych, przeprowadzil zabieg
zarowno w zgodzie ze sztuka medyczna, jak rowniez w zgodzie z moja decyzja.
Szybko, intymnie, zyczliwie. Prowadzacy zabieg lekarze byli zdumieni, ze
ktokolwiek namawial mnie na poronienie farmakologiczne w sytuacji, w ktorej
bardzo go nie chcialam, zwlaszcza, ze zabieg lyzeczkowania macicy jest
rutynowy. Lekarze takze poinformowali mnie o plusach i minusach kazdej z
form zakonczenia martwej ciazy i potwierdzili, ze jesli nie ma szczegolnych
okolicznosci, to decyzja o rodzaju postepowania nalezy do mnie. Spedzilam w
szpitalu – wraz z przygotowaniem do zabiegu – 6 godzin. Mozna.
Iga KAZIMIERCZYK
Nad. BIELIN

I rym, cym, cym- Stanislaw Tym
P O D W I A T R
Kosodrzewine i bezrobocie mamy najnizsze w Unii Europejskiej.
Facet, ktory raz byl za granica, wie, po co tam jezdzic. Bo kazdy srednio
rozgarniety to wie. Mozna tam zalatwic, taniej lub drozej, aborcje. Nedzne
to slowa Kaczynskiego. Ociekajace hipokryzja. Cyniczne. Nieliczace sie z
niczyim bolem. Podobnie jak te ministra zdrowia Niedzielskiego, ktory
zabral kobietom z listy refundacyjnej lek na zaawansowany nowotwor piersi.
Przeciez to wyrok smierci, podniosly sie glosy pacjentek i lekarzy.
Widocznie ktorys z kolegow konsultantow NFZ musial sie pomylic, bo lek
potrzebny jest 80 kobietom w Polsce – odpowiedzial minister i dodal, ze w
przyszlym tygodniu pewnie do tego tematu wroca. Na razie 80 kobiet
(onkolodzy zreszta uwazaja, ze znacznie wiecej) zostalo oficjalnie
pozbawionych prawa do zycia. No, chyba ze zaplaca 10 tys. zl miesiecznie i
same go sobie kupia. Za granica oczywiscie. Wstrzasajaco o sytuacji ludzi
chorych na nowotwory mowil w TVN24 prof. Cezary Szczylik, obnazajac jeszcze
jedno klamstwo rzadu. Oto pare dni temu chwalil sie Niedzielski swoim
elektronicznie zmienionym glosem, ze w Polsce znacznie wzrosly naklady na
onkologie. Krystaliczna nieprawda. Wzrosly one dlatego, ze chorych jest dwa
razy wiecej. Tych, ktorymi sie prawie w ogole nie zajmowano przez ponad
rok. Juz dzis wiadomo, ze tego naprawic sie nie da.
Na jednym ze spotkan promujacych Nowy Lad premier Morawiecki opowiadal
historie rzadow PiS. Tak wzruszajaco, ze stara szafa u mojej sasiadki
plakala. Musielismy isc pod stroma gore – mowil, a ja cytuje z grubsza. – W
dodatku caly czas pod wiatr, kreta sciezka. Deszcz zacinal i grad bil po
twarzach. Niektorzy az zaciskali zeby, a ci, ktorzy ich nie mieli,
zaciskali piesci. Kazdy niosl ciezki plecak wypelniony kamieniami. Z gory
tez kamieniami w nas rzucali, ale my bylismy dzielni i weszlismy. Teraz z
tej gory widzimy cala Polske. Wiemy, ze jeszcze tu i owdzie drogi brakuje,
scieki sie wylewa do czystych gorskich strumykow, nie wszyscy chodza do
kosciola i trujemy weglem, bo go mamy. Ale kosodrzewine i bezrobocie mamy
najnizsze w Unii Europejskiej. Najwazniejsze jednak, ze wszedzie siejemy
przez Kurskiego prawde, w ktora uzbroil nas Julian Tuwim w „Kwiatach
polskich”: „Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwosc –
sprawiedliwosc”. Tu przerwe relacje z przemowienia Morawieckiego, bo az
mnie zgielo. Poeta w swej „Modlitwie” do Boga ostrzegal przed takimi jak wy
i cale wasze pisowskie, ponure klamstwo: „Lecz nade wszystko – slowom
naszym,/Zmienionym chytrze przez kretaczy,/Jedynosc przywroc i
prawdziwosc./Niech prawo zawsze prawo znaczy,/a sprawiedliwosc –
sprawiedliwosc”.
Tylko czekac, az wyjatkowo zdolny i pracowity premier (zdaniem wyjatkowo
udanego wicepremiera) rozszerzy swoja dzialalnosc krytycznoliteracka.
Oczywiscie bez czytania ksiazek. Na przyklad „Potopu” Sienkiewicza. Juz sam
tytul wskazuje, ze trzeba bylo zmyc z siebie piastowski grzech sprowadzania
innowiercow do Polski. Rozbiory zas, znane chocby ze strof Mickiewicza w
„Dziadach” czy „Panu Tadeuszu”, staly sie madra koniecznoscia, bo oplukiwac
sie trzeba nago, a nie w sukmanach. Morawieckiemu z pewnoscia nie bedzie
przeszkadzalo to, ze rozbieralismy sie sto lat pozniej, juz po umyciu. A tu
jeszcze Czarnek z zupa sie gotuje i zapowiada „konserwatywna
kontrrewolucje” w szkolach. Lacine przywrocic, greke, retoryke! Informatyka
czy biologia beda nauczane, ale w wolnych chwilach. Zadnej akceptacji dla
demoralizacji seksualnej i „wywracania porzadku spolecznego”. Bozia swiat
stworzyla, wiec sie jej boj, dziecinko kochana.
Stanislaw TYM

WIADOMOSCI CELNE, ACZKOLWIEK BEZCZELNE
Kronika kulturalna Kuby Wojewodzkiego.
* Robert Lewandowski juz w czerwcu otwiera w Warszawie czteropoziomowa
restauracje. Czekamy. W kontekscie jego ostatniego poziomu i osiagniec na
boisku wybranie sie do Roberta, by strzelic jednego, wyglada na gruby
nietakt.
* Czlowiek, ktory buduje swa kariere na ustawicznym konczeniu kariery,
wraca na ring MMA. Marcin Najman rzucil wyzwanie trenerowi krav magi,
52-letniemu Jackowi Muranskiemu. Wygrana wyniesie pol miliona zlotych.
Zartowalem. Nie z kwoty. Ze slowa wygrana.
* Andrzej Piaseczny idzie za ciosem. Piosenkarz wyznal, ze tworzy
dlugotrwala relacje ze swym partnerem, marzy o slubie, ale nie marzy o
adopcji dzieci. W sieci zawrzalo, a ofiara ewidentnie padlo slowo
tolerancja. Andrzej tez potrafil taki byc. Kto pare lat temu nawolywal:
Budzikom smierc!
* Wartosc Ekipy 25-letniego youtubera Karola Friza Wisniewskiego zostala
wyceniona przez fundusz JR Holding Januarego Ciszewskiego na 143,8 mln zl.
Po tej informacji przestalem byc i mlody, i bogaty.
* Anna Lewandowska pokazala lazienke! W toaletowe spazmy wpadli literaci z
serwisow internetowych. Klasa! Co za luksusy! Plytki prawdopodobnie
marmurowe! Jest i lustro! Maja stojak na papier toaletowy! Jak widac, mloda
wyksztalcona klasa srednia wcale nie jest mloda i wyksztalcona. Tylko
srednia.
* Ruszyly zdjecia do dwoch kolejnych czesci ekranizacji prozy Blanki
Lipinskiej „365 dni”: „Ten dzien” oraz „Kolejne 365 dni”. 365 dni, 5 godzin
i 4 minuty potrzebuje Ziemia, by okrazyc Slonce. Jak widac, nie ma zadnych
szans, aby to skrocic.
* Rafal Brzozowski po probach na Eurowizji z dnia na dzien coraz gorzej byl
oceniany przez bukmacherow, dziennikarzy, ochroniarzy, kucharzy, ludwisarzy
i malarzy. Pojawilo sie jednak swiatelko w tunelu, czyli covid w ekipie.
Wreszcie los sie do nas usmiechnal.
* Polsat rusza z programem „Family Food Fight. Pojedynek na smaki”. W
poszukiwaniu najlepiej gotujacej polskiej rodziny pomagac beda jurorzy: Ewa
Wachowicz, Piotr Gasowski i Adam Borowicz. Zycie jest jak gotowanie. Niby
ten sam przepis, a kazdemu wychodzi cos innego.
* TVP szykuje program „You can dance – nowa generacja” z udzialem dzieci od
8 do 13 lat. Pojawily sie plotki, ze jednym z jurorow ma zostac Misha
Kostrzewski, brat Malgorzaty Rozenek. Jest juz tyle memow o rodzinie. A
wlasnie przybyl nowy.
* Wielka rodzinna afera po smierci Krzysztofa Krawczyka: syn Krawczyka
bedzie walczyl o spadek. Zona Krawczyka chciala ubezwlasnowolnic syna
Krawczyka. Krawczyk nie adoptowal corek szwagierki. Zona syna Krawczyka
oskarzyla go o znecanie. Syn Krawczyka spiewa na ulicy. Nie o tym myslal
Krzysztof, spiewajac kiedys: „Jak minal dzien, jak ci sie dzis pozylo?”.
* Rafal Maslak ujawnil plec drugiego dziecka! Takiego newsa znalazlem na
Dziennik.pl. Mozliwosci bylo wiele, ale teraz Rafal ujawnil. Rafal znany
jest z tego, ze ujawnil, iz film braci Sekielskich „Tylko nie mow nikomu”
byl dla niego zbyt przekoloryzowany. Zycze mu po ujawnieniu spokoju w jego
domku. Koniecznie z plaskim dachem.
* Polsat szykuje reality show pt. „Wolni od dlugow”. Jego bohaterami sa
ludzie dramatycznie zadluzeni oraz borykajacy sie z problemami finansowymi.
Polsat wreszcie udowodnil, ze jest telewizja dla wszystkich.
* Krzysztof Gonciarz odwiedzil „Hejt Park”, sztandarowy program Kanalu
Sportowego. Introwertyczny youtuber wstapil do ekstrawertycznego piekla
Krzysztofa Stanowskiego. Jest taki termin: Europa dwoch predkosci. Podczas
tego spotkania bylo to bolesnie widac.
* Filip Chajzer wyznal, ze od roku walczy z depresja: „Terapia, leki,
poczucie wlasnej wartosci na poziomie mulu. Strach przed wyjsciem na
ulice”. A wszystko to przez film Jakuba Chuptysia znanego jako Gargamel pt.
„Bledne kolo Filipa Chajzera”. Obejrzalem. Tez bym zostal w domu.
* Tomasz Komenda przestal pracowac w fundacji braci Collins. Pelnil tam
funkcje specjalisty do spraw adaptacji spolecznej osob nieslusznie
skazanych. Szkoda. Zbigniew Ziobro wkrotce nakreci rynek pracy na jego
specjalnosc.
Kuba WOJEWODZKI

O ZYCIU, PICIU I UMIERANIU JERZEGO PILCHA
Jerzy Pilch urodzil sie w Wisle, a kibicowal Cracovii. Byl moim kompanem w
procesie starzenia sie. Ja chorowalem i on takze, chociaz okazalo sie, ze
on bardziej.
Kontakty z Jerzym Pilchem, same w sobie bardzo mile, prowadzily do smutnych
wnioskow. Mimo ze obydwaj zylismy z pisania, to on umial pisac. To tak jak
z Deyna, ktorego Jurek cenil. Wszyscy polscy pilkarze cwiczyli rzuty wolne,
ale tylko Kazik strzelal tak, ze bramkarz nie wiedzial, kiedy i jak pilka
wpadala do siatki. Z pisaniem Pilcha bylo tak samo. Z tysiecy ludzi piora,
ktorym wydawalo sie, ze potrafia sie nim poslugiwac, tylko niewielu umialo
to robic naprawde.
Bylem przy nim niczym Szmul przy Samuelu Goldenbergu z „Obrazkow z
wystawy”. Moglem ledwie zapiskac miedzy jego zdaniami, poteznymi jak
„Wielka brama kijowska”. Nie patrzyl na mnie z gory, ale ja, rozmawiajac z
nim, zadzieralem glowe. Niestety, nie z powodu roznicy wzrostu.
Kazdy wywiad z Jerzym przeprowadzany dla „Rzeczpospolitej” konczylem
stwierdzeniem:
– To ja ci to wysle do autoryzacji.
– Nie musisz, ale wyslij, bo moze cos jeszcze mi sie przypomni –
odpowiadal, tez zawsze tak samo. I potem z mojego wypracowania robila sie
Pilchowa Literatura.
„Melodie zdania mam w glowie” – opowiadal Jerzy, jakby to bylo normalne. On
slyszal to, co pisze. Nie byl gluchym Beethovenem literatury. Musial byc
bardzo wrazliwy na muzyke slow, skoro na promocji mojej ksiazki pozwolil
sobie publicznie na uwage skierowana do autorow:
„Jesli ci sie wydaje, ze napisales cos dobrego, przeczytaj to na glos.
Dopiero wtedy zorientujesz sie, jak pierdolisz”.
Znalem Jurka Pilcha 25 lat. Nie bylem jego przyjacielem, kolegow tez mial
blizszych. Ale dzwonilismy do siebie, spotykalismy sie, poszlismy razem na
pare meczow. Zwierzal mi sie z roznych radosci, fascynacji, ale glownie
swoich slabosci, chociaz wyrzutow sumienia w tym raczej nie bylo. Czasami
tak jest, ze wolisz podzielic sie tajemnica z kims niezbyt bliskim niz z
bratem czy siostra, nie mowiac o partnerce.
* * *
Mial wyjatkowa slabosc do kobiet, a one do niego. Wcale nie dlatego, ze
mialy przed soba wielkiego pisarza, chociaz na pewno niejednej to
imponowalo. Widzialy przystojnego, obdarzonego wyjatkowym poczuciem humoru
faceta, ktory mial nieprawdopodobny dar zjednywania sobie dziewczyn w
kazdym wieku i kazdego stanu.
Byl tez wyposazony w niewidoczny rentgen, dzieki ktoremu przeswietlal
potrzeby kazdej partnerki. Dla kazdej mial takie slowa, na jakie czekala. A
ukladal te teksty w zdania, jakich kobieta od nikogo innego by nie
uslyszala. Nie byl zadnym prymitywnym bawidamkiem czy starzejacym sie
lowelasem. Nigdy. Mozna powiedziec, ze to rodzaj niezwyklych umiejetnosci
czyniacych z niego intelektualnego kochanka.
No wiec rozmawialismy o panienkach, a raczej on mowil, a ja dorzucalem cos
od czasu do czasu, zeby podkreslic swoje osiagniecia w tej dziedzinie.
Raz tylko zwierzyl mi sie z rozczarowania, jakie go spotkalo. Redakcja
„Przegladu Sportowego” poprosila go, zeby podczas gali dorocznego
plebiscytu wreczyl jedna z nagrod. Zgodzil sie z checia, ale postawil
warunek: takiej a takiej sportsmence.
Patrzyl na nia z podziwem, kiedy wygrywala mecze, a potem udzielala
wywiadow. Nie dosc, ze byla ladna, to jeszcze w swojej dyscyplinie prawie
najlepsza na swiecie. Zrozumiale, ze chcial ja poznac osobiscie. I kiedy
juz przy okazji gali do tego doszlo, wszystkie jego wyrafinowane uwagi,
dowcipy i komplementy trafialy w proznie. Adresatka niczego nie lapala, nie
reagowala, stanowila calkowite zaprzeczenie jego wyobrazen. I juz nigdy
wiecej nagrod sportsmenkom nie wreczal.
Kolejne partnerki dzialaly na niego jak na sportowcow efedryna i
erytropoetyna (slowo w sam raz dla prozaika). Dodawaly mu sily, odmladzaly
i sprawialy, ze zycie bylo ladniejsze. Bo wprawdzie kobieta to „czlowiek
mily w dotyku”, ale jesli nie ma interesujacego wnetrza, to samo opakowanie
cieszy tylko oczy, a i to krotko.
* * *
Pilch uwazal, ze starosc jest najlepszym okresem zycia czlowieka, godzil
sie z nia, chociaz ze slabosciami walczyl. A zona Kinga byla dla niego
calym swiatem. Proza i poezja. Zupa szczawiowa i ostatnia melba zycia.
Jak ona, drobna blondynka, dawala sobie rade z jazda na czwarte pietro
warszawskiego bloku na Hozej, w ktorym winda byla tak mala, ze nie miescila
wozka inwalidzkiego? W grudniu przeprowadzili sie do Kielc, gdzie warunki
byly znacznie lepsze, a w maju Jurek juz nie zyl.
To ironia losu, ze wstal z wozka na poczatku marca, akurat wtedy, kiedy
pandemia zamknela ludzi w domach. Chcial pojsc do parku, ale parki byly
zamkniete. Przemieszczal sie wiec po domu, uzywajac chodzika. Czekal z
nadzieja na lepsze czasy i sie nie doczekal.
Zawsze mial do powiedzenia cos takiego, na co nikt inny by nie wpadl.
Pomysly i umiejetnosc opisania ich slowami. A przeciez mowimy o czlowieku
po szescdziesiatce. W dodatku chorym. Zwyklo sie uwazac, ze ktos z takimi
obciazeniami nie jest w stanie niczego wymyslic. Pilch przeczyl takim
stereotypom.
Kilka lat wczesniej, kiedy zmagal sie jeszcze z uzaleznieniem, organizowal
meskie spotkania dla czterech osob, nazywane przez nas „podwieczorkami
czwartkowymi”. Miejsce zebran bylo zawsze to samo: Bodega na Nowym Swiecie.
Nie miala w nazwie „mocnego aniola”. Nikt z nas nie zakladal na te mityngi
zoltego szalika. Bodega ma, jak wiadomo, to do siebie, ze podaje sie tam
wino. Dwie osoby pily, a dwie mialy lekarsko-urzedowy zakaz, wiec sie
przygladaly. Jurek wybral to miejsce i kompanow, zeby cwiczyc silna wole. I
zawsze wygrywal.
W ciagu cwierci wieku znajomosci nigdy nie pilem z nim alkoholu. Z
George’em Bestem pilem, a z Jurkiem Pilchem nie.
* * *
Mial potrzebe mowienia o swojej chorobie Parkinsona, ale robil to w
charakterystycznym dla siebie stylu. Jakby to nie on chorowal, lecz ktos
inny. Zarty sobie stroil, jakby te chorobe oswoil i nad nia panowal.
Przypominal pod tym wzgledem Kazimierza Gorskiego.
Wiec Jurek toczyl gre nie tylko z choroba, ale i z bliskimi. A kiedy
wychodzenie z domu wobec ograniczen fizycznych stawalo sie utrudnione, w
swoim pokoju na piatym pietrze postawil na trojnogu lunete, za pomoca
ktorej ogladal swiat miedzy Hoza, Krucza a ksiedza Skorupki. A jak go znam,
dopoki nie zwiazal sie z Kinga, na pewno podgladal rozbierajace sie
sasiadki. Mial wszystkie cechy normalnego faceta, atrakcyjnego bez wzgledu
na to, ile mial lat i na co chorowal.
* * *
Jego fascynacja futbolem stanowila odzwierciedlenie zycia, ktore uwazal za
gre bez pilki. Milosc do Cracovii wykluczala podobne uczucie do innej
druzyny, chyba ze grala w koszulkach w pionowe bialo-czerwone pasy. Dlatego
podczas mistrzostw swiata kibicowal Paragwajowi.
Nigdy nie spiewal w chorze. Kiedy zapanowala moda na Barcelone, on
kibicowal Realowi, a do Leo Messiego mial „umiarkowany szacunek”. Polubilby
go, gdyby przeprowadzil sie z Barcelony do Madrytu. Mial jednak problem,
jakie stanowisko zajac wobec siebie samego, bo dobrze wiedzial, ze „ten
Messi to jest jednak grajek”, tylko dokonal niewlasciwego wyboru.
Od pewnego czasu nie chodzil na mecze, bo mial pewnosc, ze jak pojdzie, to
Cracovia lub Polska przegraja. Tak bylo podczas mistrzostw Europy w roku
2012. Mieszkal w Warszawie, moglby pojsc na mecz Polakow, bo bylby mile
widzianym gosciem. Ale tego nie zrobil. Wolal pochodzic po miescie, nasycic
sie atmosfera, popatrzec na kolorowych kibicow. Mijal szybko Dworzec
Centralny, bo tam ludzie upadaja. A kiedy ci, co przetrwali, udawali sie
juz w kierunku Stadionu Narodowego, on wracal do mieszkania na Hoza 25,
wlaczal telewizor i w samotnosci przezywal meki kibica.
* * *
Futbolowe fascynacje i sympatie Jerzego Pilcha oddaja w pewnym stopniu jego
relacje z Janem Nowickim. Kiedys obydwaj panowie, wybitni artysci, ozdoby
zycia towarzyskiego i uczuciowego Krakowa, byli przyjaciolmi. Poznalem
Jurka w roku 1995, kiedy z okazji 50. rocznicy powstania „Tygodnika
Powszechnego” w hali Wisly zorganizowano mecz pilkarski pomiedzy redakcja
pisma a Telewizja Polska, w ktorej wtedy pracowalem.
Jerzy Pilch i Jan Nowicki wystapili w roli Fryderyka Jarossy’ego w dwoch
osobach. Trzymajac w rekach mikrofony, komentowali to, co dzialo sie na
boisku, a ich opinie na temat grajacych (ktorych w wiekszosci znali
osobiscie) wzbudzaly wsrod widzow znacznie wiecej emocji niz sama gra. I to
oni, ze swoimi zartami na poziomie piwnicy, tyle ze Pod Baranami, stali sie
gwiazdami wydarzenia, a nie my, podszywajacy sie nieudolnie pod pilkarzy.
Kiedy juz poznalismy sie lepiej, „Pilchu” tak ocenil swoja owczesna probe
komentatorska: „nigdy wiecej”. Od tamtej pory docenial komentatorow
telewizyjnych, rozumial ich lapsusy, chociaz nie wybaczal braku nawet
maturalnej wiedzy i zargonu.
„Jesli slysze, ze Blaszczykowski jest pod gra, to nie wiem, czy sie
cieszyc, czy martwic. A kiedy komentator mowi mi, ze kwartet defensorow
dwoi sie i troi, to zaczynam nerwowo liczyc zawodnikow”.
Pilch byl kibicem Cracovii, a Nowicki Wisly. Oceniajac proby trafienia w
pilke Wieslawa Walendziaka, Witolda Beresia czy Michala Okonskiego,
przywolywali genialne zagrania przedwojennych herosow krakowskich klubow:
Jozefa Kaluzy i Henryka Reymana. Bawili sie pilka, slowem, licytowali
pamiecia. A wsrod sluchaczy kibicow mieli krakowski Parnas i areopag, z
Jerzym Turowiczem i Jackiem Wozniakowskim wlacznie.
Dogrywka meczu z udzialem archontow i zawodnikow obydwu druzyn odbyla sie w
palacu Pugetow przy Starowislnej i przypominala przedwojenne komersy,
podczas ktorych pilo sie piwo, spiewalo kuplety i analizowalo zagrania na
boisku. To sie moglo wydarzyc tylko w Krakowie.
Minely lata, Pilch nie wspominal o Nowickim, wiec spytalem co i jak. – Nie
moge utrzymywac kontaktow z kims, kto kibicuje Wisle – odpowiedzial Pilch,
co uznalem za zart. Ale to byla prawda. Moze pretekst, ale rzeczywiscie –
ich kontakty znacznie sie rozluznily. A kiedy juz przeprowadzili sie z
Kinga do Kielc, okazalo sie, ze Jan Nowicki jest ich sasiadem.
* * *
Widzielismy sie ostatni raz jesienia 2019 roku. W ksiegarni-kawiarni Soni
Dragi w alei Wyzwolenia przy placu Zbawiciela oplotkowalismy wszystkich
znajomych, wypilismy kawe i ruszylismy razem, zeby odprowadzic Jurka i
Kinge na Hoza. Juz ostatni raz, bo szykowali sie do przeprowadzki. Dwoch
znanych pisarzy, powazny wydawca i ja, przy nich przypadkowy przechodzien,
scigalismy sie, kto bedzie dluzej pchal wozek z Jurkiem przez plac
Konstytucji i Marszalkowska.
17 kwietnia ubieglego roku Jerzy Kisielewski i Janusz Olejniczak zaprosili
do swojej audycji „Co slychac” w Radiu dla Ciebie Mariana Opanie, Jerzego
Pilcha i mnie. To wtedy Olejniczak powiedzial o kantylenie Pilchowych zdan.
A na pytanie, jakich wykonawcow pisarz teraz ceni, uslyszelismy: „Dawida
Podsiadle, Barbare Wronska i Misie Furtak. Jak mi sie cos spodoba, to
staram sie zapamietac” – powiedzial.
To byly pierwsze miesiace pandemii, bylismy przerazeni, bezradni, mielismy
mniej doswiadczen, nie dawalismy sobie rady. Na pytanie zadane przez
Kisielewskiego i Olejniczaka, brzmiace z grubsza: „jak zyc”, Jurek
odpowiedzial: „Uwazac na siebie. Reszta przyjdzie sama”.
To byl jego ostatni publiczny wystep. Piec tygodni pozniej juz nie zyl.
Pochowalismy go na kieleckim cmentarzu z widokiem na stadion Korony.
Przyszli sasiedzi z Kielc, przyjechali przyjaciele, znajomi i czytelnicy z
Krakowa, Warszawy, Wisly. Wiele bardzo znanych osob. Nie wszyscy w kosciele
i na cmentarzu nosilismy maseczki. I pogrzeb Jurka Pilcha stal sie
pierwszym glosnym rozsadnikiem covidu.
* * *
Kiedy przeprowadzil sie do Kielc, zaproponowalem, ze postaram sie dla niego
o staly karnet na mecze. W grudniu 2020 roku poszedl na jeden. Korona –
jeszcze nie jego – pokonala Cracovie – zawsze ukochana. Zadzwonil do mnie z
informacja, ze nie chce tego karnetu. „Korona slaba, Cracovia jeszcze
slabsza, nie zamierzam tego ogladac, bo sie wykoncze” – powiedzial.
Urodzil sie cztery lata po ostatnim tytule mistrza Polski dla Cracovii i
cale zycie czekal na podobny sukces. Nie doczekal sie. Na grobie trener
Pasow Michal Probierz polozyl klubowa koszulke z numerem 12 i nazwiskiem
Pilch. Dwa miesiace pozniej Cracovia zdobyla Puchar Polski.
„W pilce noznej trzeba tak dlugo przegrywac, az sie zacznie wygrywac” –
pisal Jerzy Pilch. Czy Cracovia musiala czekac na potwierdzenie tej prawdy
72 lata, az odejdzie jej najslynniejszy kibic?
„Pilchu”, Kazimierz Gorski to wzory dla nas, staruszkow, jesli nie
schorowanych dzis, to na pewno niebawem. Trzeba sie umiec zachowac, nawet w
obliczu najgorszego i nieuniknionego. On trzymal klase do konca.
Stefan SZCZEPLEK
————
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)
————————————–
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”, „Polityki”,”Newsweeka”, TVN24, Obywateli
News i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *