Dzien dobry – tu Polska – sobota, 27 kwietnia 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 112 (5141) 27 kwietnia 2019 r.
W E E K E N D
Z cyklu odrobina filozofii:
POMYLKI LEKARZY ZNAJDUJA SIE NA CMENTARZU
POMYLKI NAUCZYCIELI ZNAJDUJA SIE W SEJMIE
( Zaslyszal w radiu TokFm i przekazal Gargamelowi:
Piotr BRALCZYK- Doradca Finansowy)
A tak wogole: Swietny Facet i Fachura!!! Kazdemu polecam- Wasz:
Gargamel Entuzjasta

Mala chwilka „pro domo sua”
Zostalem ci ja przykladnie opierdolon przez Czytelnika ksywka Bojarcz za
pasusik we wstepniaku
„Tym razem bije brawo i poklony Morawieckiemu, bo okazal
sie Facetem nie tylko z jajami, ale i z rozumem, sprytem, a przede
wszystkim z prawdziwa odpowiedzialnoscia oraz sympatia dla Mlodego
Pokolenia” Oswiadczam przeto uroczyscie, ze nigdy- w sensie pozytywnym-
nie zapomne Morawieckiemu, ze nie pozwolil nauczycielom spierdolic planow
zyciowych i zatruc wzruszen egzaminu dojrzalosci 350 tysiacom
tegorocznych polskich maturzystow. Sa w zyciu rzeczy wazne i wazniejsze, a
gowno mnie obchodza przeslanki, ktorymi kierowal sie Premier
A poza tym:
KURWA- DOSC !
W tym wydaniu gazetki do maksimum ograniczam tematy polityczne „ze
szczegolnym uwzglednieniem” strajkujacych nauczycieli, wsrod ktorych sa i
tacy, ktorzy chca wyglupiac sie nadal. Jest „w tym temacie” jak po wielkiej
bitwie- w mediach prawicowych trwa dobijanie rannych i pokiereszowanych. Ja
sie nie przylacze, a i Wam oszczedze tego widoku.
Gargamel Litosciwy

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo na Marynarskim Pogotowiu Gargamela wynosi 4.577,58 zl (cztery tysiace
piecset siedemdziesiat siedem zl i 58 gr). w ostatnim tygodniu wplynelo
1.130 zl. Oczekujemy na wplyw z Aukcji „Starej Mapy” kpt. Ryszarda Kucika,
by niezwlocznie oplacic pierwsza transze operacji Ewelinki. A w kolejce
juz czeka na wsparcie Mikolaj Solinski.
pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow
————————————————————
A tymczasem na „licytacyjnym froncie”:
Drogi Gargamelu,
To ja jeszcze raz sobie pozwole podbic stawke.
Tym razem na okragle 777$
Bartosz Piatkowski
Navigator Aurora
—————————————-
Oficjalnie:
„Stara Mapa”- obraz kpt. Ryszarda Kucika
777 dolarow po raz pierwszy
KTO DA WIECEJ?
Gargamel

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.8508 PLN Euro: 4.2906 PLN Frank szw.: 3.7734 PLN Funt:
4.9709 PLN Gielda 26.04.2019 r. godz. 17.00 WiG 60990.17 (+0.51%)
WiG30 2725.09 (+0.63%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.78 PLN Euro: 4.22 PLN
Funt: 4.89 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.74 PLN
Euro: 4.19 PLN Funt: 4.91 PLN

Pogoda w kraju
Zachmurzenie zmienne i przelotny deszcz. Na termometrach maksymalnie od 16
stopni C. na Nizinie Szczecinskiej do 25 st. C na Suwalszczyznie

RECEPTA NA SZCZESCIE
Gdy tak sobie siedze kontent
Pod Giewontem,
Mysle o tym coraz czesciej,
Ze mam szczescie!

Szemrze potok, pstrag sie pluska,
Nie ma Tuska!
Jem pierogi cale w skwarkach,
Nie ma Jarka!

Nikt do bredni mnie nie zmusza
Mateusza!
Koi szum kosodrzewiny,
Brak Schetyny!

Tutaj wiosne czuje w skroniach,
Bez Biedronia!
I widoki mam wspaniale
Bez Lubnauer!

Mowia: niczym sie nie przejmuj!
Nie ma Sejmu!
Tu sa laki pelne kwiatow!
Brak Senatu!

Moge patrzec na te kwiaty,
Bez Beaty!
Albo sie pobawic z pieskiem
Bez Zalewskiej!

Tu goralska rznie muzyka,
Bez Rydzyka!
Tu Maryska, Zoska z Jagna,
A tam bagno!

Wszedzie strasza, ze kryzysik,
A mnie wisi!
Co za ulga, kiedy znika
Polityka!
————————————–
Wojciech DABROWSKI

I rym cym, cym- to znowu Tym
SLEPA KISZKA
Drogi Polaku Szaraku, czy Ty wiesz, ze zyjesz w europejskiej Dolinie
Krzemowej i nic o tym nie wiesz?
Drogi Statystyczny Polaku Szaraku! Pisze do Ciebie wylacznie z potrzeby
serca. Nie obawiaj sie wiec, ze bede chcial Ci przyslac 300 zl w prezencie.
Mialbys wtedy bol glowy, i slusznie, bo wiedzialbys, ze w 2020 r. zwroce
sobie te 300 zl szesc razy z Twoich dochodow – w sumie 1800. Szaraku
kochany, to byl tylko taki zart, by na poczatku napomknac, z jakim rzadem
mamy dzis to, co mamy. Gdy zaklina sie, ze z serca daje, mozesz byc pewien,
ze Cie zlupi. Oczywiscie wyz. wym. nie ma potrzeby do oszustw sie
przyznawac. Kazdy z ministrow, z premierem na czele, przeciez przysiegal,
ze dobro obywateli bedzie dla niego najwyzszym nakazem, i konczyl aktem
strzelistym: dopomoz mi, Panie Boze. Przysiegi dotrzymuja – sami sobie
przyznaja nagrody, premie, dofinansowania, najwyzsze stanowiska w spolkach
Skarbu Panstwa, bywa, ze dostaja nawet koperty od zagranicznych doradcow.
Nic w tym dziwnego, przeciez w tekscie slubowania nie ma mowy o wszystkich
obywatelach. Liste tych, ktorych zobowiazanie dotyczy, ustala Nowogrodzka.
A co z Bogiem? Zacytuje wlasny limeryk: Raz Pan Bog zmeczony Osobami
Trzema/Rzekl w sekretariacie do swietego Nikodema/Wyjezdzam na ryby/I w tym
czasie gdyby/Ktos sie o mnie pytal, to mnie nie ma.
Drogi Polaku Szaraku, czy Ty wiesz, ze zyjesz w europejskiej Dolinie
Krzemowej i nic o tym nie wiesz? Nie przejmuj sie, swiat o tym takze nie
wiedzial, dopoki do USA nie polecial – umowiony tam z wiceprezydentem –
nasz premier. Wiceprezydent odwolal spotkanie, bo akurat nie mial czasu,
wiec Mateusz Morawiecki udzielil wywiadu telewizji Fox News. Polska dogania
czolowke w branzy nowoczesnych technologii – oglosil i tu z ta dolina
wyskoczyl. Skad mial wiedziec, ze w rankingach innowacyjnosci Amerykanie sa
dopiero na osmym miejscu, a wyzej stoja kraje takie, jak Niemcy,
Szwajcaria, Finlandia i Szwecja? Europa znaczy. Moze premierowi chodzilo o
dwutlenek krzemu, ktorego jest w Polsce pelno w kazdej porzadnej
piaskownicy, ze o Mierzei Wislanej nie wspomne.
Szaraczyno moja, pisowska zagluszaczka strajku nauczycieli chrypi coraz
glosniej. Oberprezes wypichcil deklaracje, ktorej podpisanie bedzie
„dowodem dojrzalosci politycznej”. Opozycja ma notarialnie zaswiadczyc, ze
nie wprowadzi euro, dopoki gospodarczo nie dogonimy Niemiec (zdaniem
ekspertow nastapi to za 75 lat). Ekonomista roku z Krynicy A.D. 2015
zabronil przy tym opozycji podejmowania zobowiazan wobec „zewnetrznych
sojusznikow”, bo to wbrew interesowi naszego panstwa. Co to znaczy
zewnetrzny? Niemcy? Francja? Finlandia? Niech prezes wyjdzie z zatechlego
biura i zobaczy, co sam napisal i wywiesil w Alejach Jerozolimskich:
„Polska sercem Europy”. Sercem, nie sledziona ani wyrostkiem robaczkowym. W
przasnej mowie polskiego ludu wyrostek robaczkowy to slepa kiszka. Od razu
widze wiceministra kultury Jaroslawa Sellina i slysze, jak mowi: opozycja
„nakrecila afere” zwiazana z pensjami w Narodowym Banku Polskim, by
podstepnie zmusic nas do przyjecia euro. O wlasnie, à propos Adama
Glapinskiego. To prezes kierujacy takze Rada Polityki Pienieznej w NBP, w
ktorej zasiada orzel – prof. Eryk Lon. Zaproponowal on, by cala UE przyjela
nasza zlotowke jako unijna walute, bo tak nakazuje przepowiednia fatimska,
oredzie siostry Lucji oraz objawienia w Gietrzwaldzie. Przysiegam, ze to
nie jest moj idiotyczny zart, lecz slowa Lona, panstwowego urzednika na
odpowiedzialnym stanowisku, ktory zarabia pewnie tyle co ze 20 nauczycieli.
Szaraczku mily, uszy do gory. Nawet najdluzsza zmija przemija.
Stanislaw TYM

I o czym tu pisac na paryskim bruku..?
NIESPODZIEWANA LEKCJA Z POZARU
Czy w tej sytuacji katedra Notre Dame w ogole mogla sie nie spalic?
Pozar katedry Notre Dame to byl widok fascynujacy i przerazajacy zarazem.
Wielka czerwona pochodnia w srodku miasta i odsuniety o 300 m, wciaz
powiekszajacy sie tlum paryzan i turystow, ktorzy przygladali sie zagladzie
katedry w rozpaczliwej ciszy (tylko polska telewizja wylowila jakas grupke
spiewajaca nabozne piesni). Byla to martwa, przejmujaca cisza, co
podkreslali wszyscy sprawozdawcy. Ludzie stali jak porazeni. Przeciagly jek
wyrwal sie tylko wtedy, kiedy runela iglica (tak popularnie okreslalo sie
sygnaturke Notre Dame). Budowa paryskiej katedry zostala postanowiona przez
krola Ludwika VII. Przeszedl on do historii Francji wlasciwie tylko dzieki
replice, jakiej udzielil pyszniacemu sie poslowi angielskiemu Gautierowi
Mapowi, archidiakonowi Oxfordu: „Rozne sa bogactwa krolow. Wladcy Indii
maja szlachetne kamienie, tygrysy i slonie. Cesarz Bizantyjski i krolowie
Sycylii szczyca sie swoim zlotem i jedwabiem.
(…) Cesarz Rzymski, czyli Niemiecki ma wojownikow i konie bojowe. (…)
Twojemu Panu – krolowi Anglii nie brakuje niczego, ma i wojownikow i konie
i jedwabie i szlachetne kamienie, owce, bydlo – wszystko! – My, we Francji,
nie mamy nic oprocz chleba, wina i radosci zycia (la pain, le vin et la
gaite)”. Francuzi przejeli te slowa i uznali za swoje.
Wystarczylo jednak przelaczyc sie na polska telewizje i rece bezsilnie
opadaly. TVN24 – jedyny chyba program, ktory dzis nadaje sie jeszcze do
ogladania, poswiecil paryskiej tragedii dluga relacje na zywo. I chwala mu
za to! Ale komentarze… Jakis „spec” przypomnial sobie od razu, ze
komunardzi chcieli podpalic Notre Dame. Niestety bez zgodnego z prawda
sprostowania, jak to bylo obowiazkowe w dowcipach Radia Erewan, ze po
pierwsze nie komunardzi (bojownicy Komuny Paryskiej), ale banda pijakow;
nie katedre, bo o tym technicznie nawet marzyc nie mogli, ale pare lawek w
bocznej nawie. Poza tym zostali natychmiast ujeci – jednego zlinczowaly
mieszczki, pozostalych osadzono. No, ale jakis posluszny antykomunistyczny
akcencik zawsze sie przyda, chocby byl ni przypial, ni przylatal.
Inny medrek mowil o „czarnych dniach Paryza” i zestawil z pozarem Notre
Dame krzywde Luku Triumfalego obsmarowanego graffiti przez zolte kamizelki
(stluczono takze gipsowe popiersie tzw. Marsylianki z rzezby Franciszka
Rude’a – do kupienia w sklepie z pamiatkami narodowymi za 500 euro).
Pomijajac astronomiczna dysproporcje szkod – co ma piernik do wiatraka?
Jaki jest wspolny mianownik miedzy protestacyjnymi manifestacjami zoltych
kamizelek i pozarem katedry? Ktos jeszcze, oczywiscie najzupelniej
niewinnie, zauwazyl, iz zdarzenie ma miejsce w Wielkim Tygodniu – czasie
swietym dla chrzescijan.
Pozwole sobie rozwinac tresci tych komentarzy, bo ich autorzy, co sie w
Rzeczpospolitej czesto zdarza, moze sami nie wiedza, co im slina na jezyk
przynosi. Z glosem pierwszym nie ma co polemizowac, gdyz jest od dawna
stwierdzone i udokumentowane, iz bezbozni komunisci dybia na kazda
swietosc, zeby ja splugawic i zniszczyc. Bezposrednim tego dowodem sa
chocby bolszewicy wysadzajacy w powietrze cerkwie. Wprawdzie bylo to dosc
dawno, ale wiadomo – czym skorupka nasiaknie za mlodu… Glos drugi jest w
istocie podobny: anarchizujace i lewicujace zolte kamizelki wystepuja
przeciw wszelkim odwiecznym prawom spolecznym (nawet swietemu Macronowi),
jezeli wiec Notre Dame nie podpalily, to na pewno chcialyby podpalic, a jak
tam naprawde bylo, to sie dopiero okaze. W kazdym razie spowodowany przez
zolte kamizelki brak stabilnosci i poczucia bezpieczenstwa byl iskra, ktora
padla… etc.
Glos trzeci jest zapewne najistotniejszy, bo zawiera w sobie elementy nie
tylko proroctwa, ale i diagnozy politycznej nie do zaprzeczenia. Kto jest
dzisiaj najwiekszym i najaktywniejszym wrogiem chrzescijanstwa? Muzulmanie.
Kim sa pchajacy sie do Europy tak zwani uchodzcy? Muzulmanami. Ile jest we
Francji uchodzcow? Mrowie, mrowie, mrowie! Co gorsza, nadal sa tolerowani i
w ograniczonej moze liczbie, ale wpuszczani do raju. Czy w tej sytuacji
katedra Notre Dame w ogole mogla sie nie spalic?
Potem Polacy roznych pogladow wmawiaja sobie nawzajem sklonnosc do
spiskowych wizji swiata. Tymczasem w istocie chodzi im nie o odejscie od
tego spojrzenia na otaczajaca rzeczywistosc, tylko o wskazanie prawdziwych
i groznych spiskowcow. Czy w tej sytuacji mozna sie gniewac na religie
smolenska? A moze Antoni Macierewicz rzeczywiscie wierzy w wybuch oraz
krwawe rece Putina i Tuska? Wspomnielismy juz, ze czym skorupka za mlodu.
Coz, wiec dopiero kiedy i za mlodu, i w wieku dojrzalym… I tak oto
nareszcie zrozumielismy. Komunisci pospolu z muzulmanami spalili katedre
Notre Dame, zeby udowodnic szczerosc i uczciwosc Antoniego Macierewicza.
Amen.
Ludwik STOMMA

S Z A C H I S Z O K
Nowa kadra dyplomatyczna oraz przyszli europoslowie powinni „wejsc w
temat”, tak jak pilkarze „wchodza w mecz”. Pierwszym dyplomata, jakiego
poznalem w Warszawie, byl mlody i niezwykle sympatyczny attaché ambasady
Indii Alfred Vaz (zmarly przedwczesnie). Byly to lata 60. i jako mlokos
mialem zero obejscia. Kiedy po raz pierwszy zaprosil mnie na cocktail do
swojego mieszkania przy ulicy Polnej, drzwi otworzyl mi ubrany na czarno
dzentelmen, ktoremu juz na wejsciu „zafundowalem szufle”, czyli wyciagnalem
reke na powitanie. Po chwili pojawil sie Alfred, wiec zrozumialem, ze
wylewnie przywitalem sie z kelnerem, ktory wyciagal reke po plaszcz, a nie
po moja reke. Hinduski dyplomata wprowadzil mnie na pokoje i bawil krotka
rozmowa, z ktorej dowiedzialem sie, ze z wyksztalcenia jest” fizykiem, a do
MSZ trafil z” konkursu. Sadze, ze ta metoda rekrutacji jeszcze do Polski
nie trafila, u nas nadal obowiazuje zasada TKM (teraz k” my), na miejsca
wykarczowanych zlogow pojawiaja sie perly w smokingach uszytych przez PiS.
Przed wyjazdem na stanowisko ambasadora w Chile dowiedzialem sie w MSZ, ze
powinienem miec smoking, oczywiscie na koszt wlasny. Nabylem wiec
odpowiedni stroj i nie moglem sie doczekac, kiedy wreszcie w nim wystapie.
Mialem takze sugestie z Centrali, zeby w rozmowie z prezydentem i ministrem
poruszyc kwestie ewentualnej pomocy dla Polski z powodu powodzi, jaka
nawiedzila nasz kraj (1997 r.). Pech chcial, ze takze w Chile byla wtedy
koszmarna powodz. Nie wiedzialem, co robic – wykonywac instrukcje i prosic
o wsparcie, czyli osmieszyc sie juz w czasie pierwszej wizyty, czy tez
puscic instrukcje mimo uszu. Dyplomaci czesto musza udawac, ze pewnych
polecen nie doslyszeli.
Wracam do smokingu. Pierwsza okazja wystapienia w nim mialo byc zlozenie
listow uwierzytelniajacych u prezydenta Republiki Eduardo Freia. Jakiez
bylo moje rozczarowanie, kiedy zostalem poinformowany przez protokol
chilijski, ze obowiazuje ciemny garnitur. I tak mijaly lata bez smokingu.
Przyjecia, swieta narodowe roznych krajow, doroczne spotkanie prezydenta z
korpusem dyplomatycznym, a moj smoking usychal z tesknoty. Do tego stopnia,
ze towarzyszac prezydentowi Chile w oficjalnej wizycie w Polsce,
zapomnialem zabrac ze soba smokingu. Kiedy wreszcie (17 godzin lotu)
wyladowalem w Warszawie, otrzymalem zaproszenie na oficjalna kolacje, ktora
prezydent Kwasniewski z malzonka wydadza na czesc chilijskiej pary
prezydenckiej. W rogu na dole zaproszenia bylo tylko jedno slowo: smoking.
O, Boze, coz ze mnie za fujara! Moj smoking pozostal w Santiago! Udalem sie
do wypozyczalni w Warszawie, a mojego smokingu nie zalozylem ani razu.
W kolach dyplomatycznych znana jest anegdota opisana przez ambasadora
Edwarda Pietkiewicza o tym, jak pewien wyzszy urzednik otrzymal zaproszenie
do palacu wilanowskiego na przyjecie wydane przez szacha Iranu. Od czasu
powrotu z placowki jego smoking bezuzytecznie wisial w szafie. Wreszcie
nadszedl ten dzien. Przejrzawszy sie w lustrze, zadowolony z wyniku
ogledzin, pomknal do Wilanowa. Gdy przybyl na miejsce, przezyl szok. Szach
i zaproszeni goscie byli w garniturach wizytowych. Smokingi nosili tylko
kelnerzy. Nasz bohater po prostu zapomnial, ze smoking mozna wlozyc tylko
wtedy, gdy na zaproszeniu „stoi napisane”: smoking.
Wiele anegdot znajduje sie w nowej ksiazce bylego dyplomaty (1972 – 2016),
ambasadora Jakuba T. Wolskiego, takze pisarza. Z Wikipedii dowiaduje sie,
ze JTW zostal jesienia 2005 r. wiceministrem spraw zagranicznych, z ktorego
to stanowiska odwolano go w kwietniu 2006 r., po zaledwie kilku miesiacach,
czyli – jak mozna sie domyslec – zostal zdmuchniety przez „dobra zmiane”, a
jego stanowisko potrzebne bylo dla jakiegos dyplomatolka. Ksiazka Wolskiego
„Dyplomatyczny cicer cum caule” (Wyd. Iskry) to odpowiednia lektura na
majowke.
Znajomy parlamentarzysta opowiadal mi, czytamy, ze przyszedl kiedys na
meskie przyjecie z zona, poniewaz mieli potem wspolne plany. Przyjecie
wydawal attaché wojskowy. Na dole, przed schodami, stal mlody oficer, ktory
mowil kazdemu „how do you do” i wskazywal droge na gore. Kiedy wchodzilem,
mowil parlamentarzysta, przywital mnie tak samo, nastepnie spojrzal
zaklopotany na moja malzonke i rzekl: „how do you do your wife”. Oficer
zalozyl, ze skoro pierwsze oznacza z grubsza „jak sie masz”, to drugie
powinno znaczyc „jak sie ma twoja zona”. Tymczasem znaczylo to „jak uzywasz
swoja zone”. Na to parlamentarzysta odpowiedzial: „robie, co moge”, ale
tego juz oficer nie zrozumial.
Poniewaz przed wyborami do Parlamentu Europejskiego liczni polscy politycy
ucza sie angielskiego, jeszcze jedna anegdota. Pewien ambasador, ktory znal
angielski, na przyjeciu pozegnalnym innego ambasadora, chcac podkreslic, ze
jego serdeczne slowa plyna „from the bottom of my heart”, powiedzial „from
the bottom of my wife”.
Daniel PASSENT

WIADOMOSCI CELNE, ACZKOLWIEK BEZCZELNE
* To byla najslynniejsza bitwa ostatnich miesiecy. Na treningu Bayernu
Monachium zwarli sie Robert Lewandowski (79 kg) i Kingsley Coman (75 kg).
Podobno to Robert zaczal. Swietna wiadomosc. Dobrze wiedziec, ze nasz
napastnik jest w formie.
* Za nami kolejny Magnum Fashion Show. Pokaz mody Dawida Wolinskiego, na
ktorym nikogo nie obchodzi pokaz mody, tylko to, kto sie smieszniej ubral
bez jego pomocy. Draczne. Czytajac relacje, teskni sie za Magnum. Ale moze
byc tez Smith&Wesson.
* Jest. Nareszcie. Ksiazka, na ktora czekali wszyscy aspiranci na
prawdziwego twardziela. Robert Burneika znany tez jako Hardkorowy Koksu
napisal biografie. I to wlasna. Gratulacje. Wszystko sie zgadza. Najpierw
jest masa, potem rzezba, a na koncu dramat.
* Dariusz Michalczewski powrocil do reklamowania napoju energetycznego
Tiger. Tym razem jest to utwor Abradaba. Tiger. Power is back – zawsze po
przeczytaniu skladu napoju energetycznego zastanawiam sie, czy to jest
sklad napoju, czy sklad puszki.
* Prawicowy komik Ryszard Makowski zostal gospodarzem programu „Cafe
piosenka” w TVP3. Ryszard rozmawia w nim z muzykami oraz, niestety, sam
muzykuje. Gdy slysze jego piosenki, mam nieodparty apetyt na diete Marilyn
Monroe. Psychotropy plus alkohol.
* Tygodnik „Wprost” pochwalil sie na okladce artykulem na temat nawroconych
artystow. Jednym z nich byla Agnieszka Chylinska, ktora nie udzielila pismu
wywiadu i nie wyrazila zgody na wykorzystanie wizerunku. Gratulacje. Jak
widac, kilka dni w kryminale nie nawrocilo wydawcy.
* Koniec serwisu internetowego Kamila Durczoka Silesion.pl. Szkoda. Serwis
poswiecony sprawom Slaska to dobry pomysl, bo wciaz malo o nich wiemy.
Ostatnio ktos stamtad powiedzial mi, ze czeka na pelna autonomie tylko po
to, by wywolac wojne z Sosnowcem.
* Telewizja Polska kupila prawa do realizacji programu „The Voice Senior”,
w ktorym wystapia spiewajacy uczestnicy po 60. roku zycia. Jurorami maja
byc m.in. Maryla Rodowicz i Marek Piekarczyk. Czyli ludzie, ktorych
seniorzy sluchali, gdy byli dziecmi.
* Szykuje sie wielki powrot. Wraca court-show „Sedzia Anna Maria
Wesolowska”. Pojawi sie w jesiennej ramowce TTV. Cykl byl popularny wiele
lat temu i pokazywal dobitnie, ze nasz wymiar sprawiedliwosci jest jak Dr
House. Troche kuleje.
* To byl bez watpienia jej tydzien. Malgorzata Rozenek wyrazila swoj zal z
powodu pozaru katedry Notre Dame, inkrustujac swoje zatroskanie wlasnymi
stylizacjami z metkami na wierzchu. Gratuluje. Ludzie glupieja hurtowo, a
madrzeja detalicznie.
Kuba WOJEWODZKI

Anita Wlodarczyk:
LICZA SIE TYLKO WALECZNI
Jest pani introwertyczka?
Moglaby pani trenowac jakis sport druzynowy?
-Nie.
Dlaczego?
-Bardzo profesjonalnie podchodze do treningow i jakbym widziala, ze ktos
olewa zajecia albo nie dba o regeneracje, nie odpoczywa, to zalalaby mnie
krew. Pracuje na swoj rachunek, do tego jestem przyzwyczajona. Zaleze tylko
od siebie. Oczywiscie bez trenera nie dalabym rady, ale ciezar startu
spoczywa juz tylko na moich barkach. W lekkoatletyce to norma, poza
sztafetami, kazdy jest kowalem swojego losu.
Przed zawodami drza pani czasami rece? Stres zjada?
-Juz teraz nie. Moja droga jest troche nietypowa, bo nie startowalam w
zadnych imprezach juniorskich i tak naprawde moim pierwszym powaznym
sprawdzianem byly igrzyska w Pekinie w 2008 roku. Zostalam rzucona od razu
na gleboka wode i byla to dla mnie trudna szkola. Tak, wtedy sie
denerwowalam. Rok pozniej na mistrzostwach swiata w Berlinie startowalam
juz bez obciazenia. Tydzien przed zawodami nie moglam chodzic, tak bardzo
bolaly mnie plecy. Wczesniej jeszcze rozstalam sie z trenerem i tak
naprawde nie wiedzialam, na co mnie stac. Przeszlam eliminacje, a pozniej
pobilam rekord swiata. Nie dochodzilo do mnie, ze moge wygrac, mialam
spokojna glowe, bo moim jedynym celem byl sam start. Nie wiedzialam, czy
dam rade w ogole wejsc do kola, o sukcesie nawet nie marzylam. Pozniej bylo
mi juz latwiej startowac na wielkich imprezach, chociaz, kiedy zaczely sie
pojawiac medale, musialam sie przyzwyczaic do nowej roli – faworytki.
Miedzy 2010 a 2013 rokiem uporalam sie z problemem presji. Udalo mi sie
odpowiednio przygotowac dzieki pracy z psychologiem. Dzieki niemu umialam
wyrzucic niepotrzebne mysli, ale zajelo to troche czasu.
Powiedziala pani wtedy, ze psycholog byl potrzebny, bo najblizsi nie
wystarczyli.
– Z doktorem Nikodemem Zukowskim zaczelam prace juz w 2004 roku. Na
pierwszym spotkaniu przeszlam testy, bo trzeba bylo dopasowac odpowiednie
metody do mojego charakteru, by pozniej wlaczyc je do treningu.
Wspolpracujemy do dzisiaj, chociaz po igrzyskach w Rio doktor powiedzial,
ze nie widzi juz sensu w dalszych spotkaniach, a ja jestem jedna z tych
zawodniczek, ktore od podstaw udalo mu sie doprowadzic na poziom
mistrzowski.
Z czym najtrudniej bylo sobie poradzic?
Z roku na rok widzialam efekty pracy z psychologiem. Odpowiadalam na
pytania: jakie jest moje nastawienie przed zawodami, czy moglam spac w nocy
przed startem, jak objawial sie stres, co czulam w trakcie walki. Kiedy
moimi glownymi rywalkami byly Tatiana Lysenko i Betty Heidler, pracowalismy
glownie nad tym, jak sobie z nimi poradzic, czyli co zrobic, gdy jedna z
nich rzuci dalej od mnie, co zrobic, gdy obie. Czy podjac ryzyko? Wiem, ze
wiele osob wstydzi sie wspolpracy z psychologiem. Znam takich, ktorzy sie
zawzieli i odrzucaja taka forme rozwoju. Mnie to jednak bardzo pomoglo.
Z badan u psychologa wyszlo, ze jaki ma pani charakter?
-No, przeciez wiedzialam, ze trudny. Chodzilo raczej o okreslenie
temperamentu, sklonnosci do ryzyka. Mysle, ze na poczatku kariery po dwoch
slabych probach rozlozylabym rece, powiedzialabym, ze to nie dla mnie i ze
dalej nie walcze. Teraz juz tego nie zrobie, zostalam odpowiednio
uksztaltowana w glowie. Wiem, ze w sporcie licza sie tylko waleczni.
Na czas startu potrafi pani odciac wszystko co dokola?
-Codziennosc tak, ale mysle, ze zlej wiadomosci przed zawodami nie
potrafilabym wyrzucic z glowy. Mojej przyjaciolce Magdzie
Fularczyk-Kozlowskiej przed igrzyskami w Londynie zmarl ojciec, to nie byl
dla niej latwy okres, ale potrafila sie zmobilizowac i sie nie poddala.
Bardzo ja za to podziwiam, wzbudzila moj wielki szacunek. Bo my tylko
wygladamy na twardych wojownikow, ale warto pamietac, ze jestesmy takze
normalnymi ludzmi.
Czy miedzy pania a innymi zawodniczkami jest niezdrowa rywalizacja? Mowicie
sobie, mijajac sie w drodze do kola, rzeczy, ktore moga wyprowadzic z
rownowagi?
-Nie, to zupelnie inny swiat. Panuje miedzy nami przyjazna atmosfera.
Wszystko zalezy oczywiscie od konkretnych zawodniczek, ale mamy swoje
rytualy – przed samym konkursem na mityngu w Ostrawie wszystkie zawsze
chodzimy na wspolna kawe. W trakcie zawodow sa to rywalki, po zawodach –
kolezanki. Jest czas na trening, jest na zabawe. Kiedy koncze sezon, umiem
poimprezowac. Jestem normalna kobieta, uwielbiam tanczyc. Potrafie zamykac
rozdzialy – byla glowna impreza, zdobylam medal, czyli bylo i minelo.
Mysle, ze do mnie tak naprawde nie dochodzi jeszcze, ile osiagnelam, ze mam
tyle sukcesow. Na razie tylko realizuje kolejne cele, od punktu A do punktu
B. Jak cos sie uda, to znowu patrze w przod. Nie rozczulam sie nad soba.
Nikt sie nade mna nigdy nie rozczulal.
Dom skazal pania na sport?.
Mysli pani o wlasnej rodzinie – mezu, dzieciach? Moze to bylaby jeszcze
wieksza motywacja?
-Kiedy obserwuje kolezanki, ktore maja rodziny, to wiem, ze na pewno nie
wrocilabym do sportu po urodzeniu dziecka. Nie chce nikogo obrazac, ale
mysle, ze dziewczyny ktore wracaja, nie sa na moim poziomie sportowym. U
mnie wszystko jest podporzadkowane zawodom – na sto procent. Po pierwszym
treningu i obiedzie jest drzemka, a jakby bylo dziecko, to nie moglabym
sobie na to pozwolic. Nie potrafilabym sie zregenerowac i to bylby duzy
problem. Ustalilam z trenerem, ze albo dzialamy na maksa, albo w ogole. Nie
potrafilabym zajmowac sie dzieckiem i trenowac z pelnym zaangazowaniem.
Odstrasza pani facetow?
-Mialam kilka takich smiesznych sytuacji, przede wszystkim na
zgrupowaniach. Rzut mlotem to jednak konkurencja meska, silowa. Oczywiscie
milosci nie da sie zaplanowac i jakby cos naglego sie wydarzylo, to nie
wiem, jaka podjelabym decyzje. Ale na razie liczy sie tylko sport i na nim
sie koncentruje.
Mezczyzni sie pani boja?
-Kiedy sciskaja mi dlon na przywitanie, robia to tak mocno, jakby chcieli
mnie sprawdzic. Nie probuje walczyc ze swoim wizerunkiem. Wiele osob
spotkanych na ulicy mowi mi, ze na zywo wygladam inaczej. Ze jestem
szczuplejsza, mniejsza. Kibice widza mnie w pracy, w walce, w stroju
sportowym i kiedy nagle zobacza mnie w sukience, doznaja szoku.
Przyzwyczailam sie. Dobrze, ze moje paznokcie juz nikogo nie dziwia.
Tlumaczylam wiele razy, ze kiedy nie sa dobrze zrobione, bez
bialo-czerwonych barw na paznokciach albo orzelka, czegos mi brakuje.
Zreszta lubie miec zadbane paznokcie nie tylko podczas startow.
Wyobraza sobie pani zycie bez sportu?
-Coraz czesciej mysle o koncu kariery. Rozmawiam z bylymi sportowcami,
ktorzy radza mi, bym jak najdluzej startowala, bo pozniej zycie zaczyna sie
na nowo. Poznaje sie, jakie jest naprawde. Jestem zaprogramowana na
igrzyska w Tokio, ale mam swiadomosc, ze nie bede do konca zycia
sportowcem. Chcialabym miec na siebie plan, kiedy powiem „dosc”. Na razie
ciezko mi to sobie wyobrazic. Wolny czas mam teraz przeciez tylko w wakacje
i czasami nie jest latwo. W zeszlym roku stracilam trzy miesiace przez
kontuzje i wiedzac, ze nie musze budzic sie rano i isc na trening, bylam na
siebie zla. Czulam, ze uciekaja mi cenne godziny, ze nic nie robie. Kiedy
ma sie do swojej dyspozycji cala dobe bez zadnych obowiazkow, to mozna
zwariowac. Nie wyobrazam sobie, ze po zakonczeniu kariery bede siedziec w
domu. Nie wytrzymalabym tego psychicznie.
Jak teraz spedza pani czas po sezonie?
-Kiedy koncza sie zgrupowania i starty, to licze dni do urlopu. Pozniej
przez tydzien dochodze do siebie i nadrabiam braki w normalnym zyciu. Dla
mnie forma relaksu jest zrobienie sniadania, pojscie na zakupy, pranie,
prasowanie. Pewnie brzmi to smiesznie, ale naprawde doceniam mozliwosc
pojscia na bazarek po rzeczy potrzebne mi do gotowania. A gotowac
uwielbiam. Mistrzynia nie jestem, ale potrafie zrobic dobre mieso, ciasta
czy desery. Gorzej z zupami, bo wychodzi mi tylko ogorkowa. Kiedy naciesze
sie juz normalnoscia, zaczyna mnie nosic. Duzo wyjezdzam, podrozuje. W
ostatnie wakacje bylam w Stanach, w Japonii i oczywiscie w odwiedzinach u
brata w Anglii. W kilkanascie dni zrobilam w powietrzu kilkanascie tysiecy
kilometrow.
Gotowanie i sprzatanie pasuje do wizerunku twardej kobiety i mistrzyni w
rzucie mlotem?
-Wygladam na twarda, bo sport mnie tego nauczyl. Jestem kojarzona z
rywalizacja. Ale w domu jestem zupelnie kim innym, jestem normalna.
Dekoracja medalowa pania wzrusza?
– Poplakalam sie w Rio, ale glownie dlatego, ze medal wreczala mi pani
Irena Szewinska. Wczesniej tez byly jakies lzy, ale nigdy takie jak w
Brazylii. Nie marzylam, ze zajde tak daleko. Sport byl dla mnie tylko
sposobem na spedzanie wolnego czasu. Kiedy inni szli na dyskoteki, do
pubow, ja na trening. Po trzech latach zabawy podjelam decyzje, ze trzeba
sie zajac tym na powaznie. Rzucalam wtedy 52 metry. A teraz jestem
rekordzistka swiata.
Rozmawial Michal KOLODZIEJCZYK
—————————————-
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *