Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 6 grudnia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 320(5554) 6 grudnia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
11 kolejka
Lechia Gdansk-Lech Poznan 0-1
9 kolejka zalegly mecz rozegrany w minionym tygodniu
Wisla Plock-Pogon Szczecin 0-0
12 kolejka
Cracovia-Wisla Krakow 1-1
Slask Wroclaw-Rakow Czestochowa 1-0
Jagiellonia Bialystok-Warta Poznan 4-3
Legia Warszawa-Lechia Gdansk 2-0
Piast Gliwice-Zaglebie Lubin 1-1
Lech Poznan-Podbeskidzie Bielsko-Biala 4-0
W poniedzialek: Pogon Szczecin-Stal Mielec; Wisla Plock-Gornik Zabrze.
1.Legia 26pkt
2.Rakow 24pkt
3.Slask 20pkt
4.Gornik Zabrze 20pkt
5.Zaglebie Lubin 19pkt
6.Jagiellonia 17pkt
7.Lech 16pkt
8.Pogon 16pkt
9.Lechia 16pkt
10.Cracovia 13pkt
11.Warta 13pkt
12.Wisla Krakow 11pkt
13.Piast 10pkt
14.Wisla Plock 10pkt
15.Stal 9pkt
16.Podbeskidzie 9pkt
-Lechia Gdansk nie miala nawet pol argumentu, zeby zagrozic Legii
Warszawa. Mistrz Polski byl zespolem lepszym, a na dodatek ma Tomasa
Pekharta, na ktorego zawsze moze liczyc. Dlatego wygral.
Trener Lechii Piotr Stokowiec wciaz nie mogl skorzystac od poczatku
meczu z Karola Fili (usiadl na lawce rezerwowych), zatem w defensywie
znow mielismy do czynienia z ustawieniem hybrydowym – momentami w bloku
obronnym byla trojka Bartosz Kopacz, Michal Nalepa, Kristers Tobers, a
momentami dolaczal do nich Rafal Pietrzak.
Po raz pierwszy od inaugurujacego sezon meczu z Warta Poznan w
podstawowym skladzie razem pojawili sie rowniez Flavio Paixao i Lukasz
Zwolinski. Portugalczyk operowal za plecami kolegi, majac po prawej rece
Kenny’ego Saiefa, ktory tym razem zostal ustawiony jako skrzydlowy.
Lechia rozpoczela mecz mocno przyczajona i skupiona na defensywie, a
poniewaz Legia rowniez nie narzucila oszolamiajacego tempa, dlugimi
momentami na boisku nie dzialo sie nic interesujacego.
Strzalow celnych nie bylo w ogole, a sytuacji do zdobycia bramki tylko
ciut wiecej. W Legii po kiksie Luquinhasa bliski szczescia byl Tomas
Pekhart, potem po blyskotliwej akcji Bartosza Kapustki i podaniu Pawla
Wszolka spudlowal Luquinhas.
A Lechia? No coz… Poza jedna wrzutka Pietrzaka i niecelna glowka
Zwolinskiego ofensywa nie istniala. Swoja gra irytowal zwlaszcza Saief,
ktory psul niemal kazda akcje zespolu, a po jego fatalnej stracie tylko
nieporadnosci gospodarzy gdanski zespol mogl zawdzieczac zero po stronie
strat. Nieco mniej zastrzezen mozna bylo miec do Conrado, ale i w
przypadku Brazylijczyka daleko bylo chocby do przyzwoitosci. Jesli
dodamy do tego zupelnie bezbarwna gre Flavio – obraz niemocy lechistow
byl kompletny.
W ich nielicznych akcjach brakowalo dokladnosci, znow fatalnie bite byly
stale fragmenty gry. W tej sytuacji Artur Boruc spokojnie moglby
nadrobic zaleglosci czytelnicze albo na przyklad posluchac muzyki. Bo
swojej podstawowej roboty wykonywac nie musial wcale.
Po przerwie oba zespoly wciaz meczyly sie w ofensywie, chociaz Legia
byla jednak grozniejsza. No i mogla siegnac po swoj siermiezny, ale
jakze skuteczny schemat. Czyli jak trwoga, to swieca do Pekharta. W pole
karne kopnal Luquinhas, a wiezowiec z Czech wrecz zmaltretowal
pozorujacego interwencje Tobersa i skierowal pilke do bramki (to byl
jego 10. gol w sezonie). Proste to jak konstrukcja cepa, ale na Lechie
wystarczylo.
Potem mozna bylo miec wrazenie, ze Lechia probuje odrobic straty, ale
bardziej wynikalo to ze sposobu gry Legii, ktora skupila sie na obronie
wyniku. Trener Stokowiec probowal ratowac sie zmianami, ale daly one
tyle, co nic, a juz postawa Omrana Haydary’ego i Jaroslava Mihalika byla
wrecz skandaliczna. Zatem zagrozenia bramki Boruca jak nie bylo, tak nie
bylo.
Jeden w miare grozny strzal (podkreslmy bardzo wyraznie – w miare!)
oddal Tomasz Makowski, ktory w samej koncowce za bardzo niebezpieczny
atak wyprostowana noga na Kapustke zobaczyl czerwona kartke (to moze
skonczyc sie na prawde dlugim zawieszeniem). A w ostatnich sekundach
kropke nad i postawil Rafael Lopes.
Zatem Lechia poniosla trzecia porazke z rzedu, znow bez strzelonego gola
i chyba wszyscy w zespole marza juz o przerwie zimowej. Wczesniej trzeba
jednak rozegrac dwa mecze – z Wisla Plock u siebie (14 grudnia, godz.
18) oraz z Cracovia na wyjezdzie (19 grudnia, godz. 17.30).
Lechia: Kuciak – Kopacz (69. Fila), Nalepa Z, Tobers, Pietrzak – Kubicki
Z (86. Arak) – Saief (69. Mihalik), Makowski CZ, Flavio Paixao (76.
Gajos), Conrado (69. Haydary) – Zwolinski Z.

– Trener Kosta Runjaic jest w jednym z najtrudniejszych momentow w
czasie swojej trzyletniej pracy w Pogoni Szczecin i tym razem nie
sprawia wrazenia czlowieka, ktory ma pomysl na wyjscie z kryzysu.
W tym sezonie Runjaicia dlugo bronily wyniki. Jego zespol regularnie
punktowal i nadal moze pochwalic sie najlepsza defensywa w ekstraklasie
(tylko siedem straconych goli). Coraz dluzsza seria meczow bez porazki
powodowala, ze kibice przymykali oko na mizerny styl gry, a trener oraz
zawodnicy prosili o cierpliwosc. Usprawiedliwiali sie, ze notoryczne i
niespodziewane przerwy w rozgrywkach (spowodowane przede wszystkim
pandemia) nie pozwalaja im na dobre zlapac rytmu meczowego.
Z czasem Pogon zaczela jednak grac regularnie, ale nie dosc, ze nie
poprawila stylu, to jeszcze zaczela osiagac coraz gorsze wyniki.
Ostatnie cztery spotkania to dwa remisy, wyjazdowa porazka z Gornikiem
Zabrze i wymeczony po rzutach karnych awans w Pucharze Polski. A trzeba
pamietac, ze portowcy, nie liczac wyjazdu na Gorny Slask, we wszystkich
spotkaniach byli zdecydowanymi faworytami i mierzyli sie z ligowymi
slabeuszami (Podbeskidziem Bielsko-Biala i Wisla Plock).
Trudno bylo wyobrazic sobie lepszych rywali do ustabilizowania formy,
zlapania wiatru w zagle i ataku na ligowe podium. Ale Pogon zmarnowala
te szanse i rzucila na stol zgrane karty.
Gole potrafi strzelac w zasadzie tylko po stalych fragmentach gry, a
inicjatywe oddaje rywalowi i liczy, ze miedzy slupkami znowu cudow
bedzie dokonywal Dante Stipica.
Runjaic, po raz pierwszy w czasie swojej trzyletniej kadencji, sprawia
wrazenie czlowieka wypalonego i pozbawionego pomyslu, jak odmienic
oblicze swojego zespolu.
49-letni szkoleniowiec bywal juz w Szczecinie w trudniejszych sytuacjach
i udowadnial, ze potrafi zarzadzac kryzysem. Tryskal optymizmem i
energia, wykonywal konkretne ruchy. Teraz wyglada na zagubionego i
podejmuje kontrowersyjne decyzje.
Kibice nie moga zrozumiec, dlaczego majacy udany start sezonu Damian
Dabrowski usiadl na lawce rezerwowych i zostal zastapiony zupelnie
bezbarwnym Tomasem Podstawskim. Kapitan Kamil Drygas byl z kolei zawsze
przykladem ambicji i pelnego zaangazowania, tymczasem dzisiaj jest
cieniem dawnego zawodnika. Chyba coraz bardziej odczuwajacym, ze Pogon
Runjaicia pograza sie w stagnacji i przecietnosci.
Srodowe starcie z Wisla Plock na wyjezdzie bylo kolejna odslona
postepujacego marazmu w szczecinskiej druzynie. 90 minut meczarni
zwienczone bezbramkowym remisem i niefortunna wypowiedzia Runjaicia,
ktory na pomeczowej konferencji wypalil, ze choc na pewno mozna grac
znacznie lepiej, to on akceptuje wystep swoich zawodnikow i jest nawet
zadowolony z niektorych elementow. Nieco bardziej krytyczni byli sami
zawodnicy, ktorzy przyznaja, ze szczegolnie w ofensywie, zespol ma problemy.
– Jestesmy najlepiej broniaca druzyna w lidze, tutaj wszystko gra – nie
ma watpliwosci pomocnik Michal Kucharczyk. – Natomiast na pewno musimy
stwarzac wiecej okazji w ataku. Aby cos osiagnac w tym sezonie, to z
nizej notowanymi rywalami trzeba wygrywac, a nie tylko remisowac.
W poniedzialek o godz. 18 portowcy zagraja u siebie ze Stala Mielec.
Beniaminek to przedostatni zespol w ligowej tabeli, ktory do tej pory
stracil az 23 gole (przy zaledwie siedmiu Pogoni) i na wyjezdzie nie
wygral ani jednego spotkania. W srode, po serii rzutow karnych, przegral
z Piastem Gliwice (po 120 minutach bylo 1:1) i odpadl z Pucharu Polski.
Druzyna z Podkarpacia nie dosc, ze ma do pokonania prawie 800
kilometrow, to przyjedzie do Szczecina w minorowych nastrojach i ze
swiadomoscia, ze zaledwie kilka dni wczesniej wybiegala 120 minut na
marne. W obecnej sytuacji portowcy nie mogli wymarzyc sobie lepszego
rywala na przelamanie i jesli w poniedzialek nie zdobeda trzech punktow,
to wladze klubu powinny sie mocno zastanawiac nad bardziej radykalnymi
krokami w druzynie.

-„VAR, VAR, ty ch..u, ty ch..ju” – krzyczal Janusz Filipiak do
prowadzacego derby Krakowa sedziego Daniela Stefanskiego. Cracovia przy
ul. Kaluzy zremisowala 1:1 z Wisla.
Nagrania opublikowane na portalu TVP Sport nie pozostawiaja watpliwosci.
Na pustym stadionie (mecz rozgrywano bez publicznosci – to efekt
obostrzen zwiazanych z pandemia koronawirusa) doskonale bylo slychac
okrzyki prezesa Filipiaka, a takze jego zastepcy Jakuba Tabisza. Na
filmie widac ich obydwu. Prezes Filipiak z cygarem w dloni krzyczy:
„VAR, VAR, ty ch..ju, ty ch..ju, ty ch..ju”.” „Bucu, obejrzyj VAR” –
wtorowal mu Tabisz.
Z relacji dziennikarzy, ktorzy byli na meczu, wynika, ze nie byl to
incydent, ale kilka razy szefom Cracovii puszczaly nerwy w zwiazku z ich
zdaniem kontrowersyjnych decyzji sedziego.
– To byly ogromne emocje i reakcje kibicowskie – przyznaje prezes
Filipiak. – Mecz prowadzili sedzia Stefanski i Lasyk [odpowiadal za
system wideoweryfikacji VAR – przyp. red.]. Lasyk wczesniej pozbawil nas
ewidentnego rzutu karnego w meczu z Legia. A zona Stefanskiego wedlug
wpisow na internecie jest kibicka Wisly. Obawialismy sie, ze po moim
wywiadzie dla Onetu, w ktorym skrytykowalem Lasyka, PZPN bedzie chcial
nas ukarac i tak sie stalo. Rzeczywistosc byla nawet gorsza, niz
przewidywalismy. W komunikacje na oficjalnej stronie Cracovii
przedstawimy szereg sytuacji, w ktorych bylismy ewidentnie kreceni. Nie
mamy zadnych mozliwosci odwolywania sie poza PZPN. Te moje reakcje w
trakcie meczu to byla wlasnie bezsilna wscieklosc na to przekrecanie –
stwierdzil.
Decyzje sedziego Stefanskiego byly kontrowersyjne, ale to nie
usprawiedliwia zachowania dzialaczy. Zwlaszcza w drugiej polowie arbiter
mocno sie pogubil. Najpierw podyktowal rzut karny dla Cracovii za
zagranie reka Adiego Mehremicia. Dostal jednak sygnal od sedziow VAR, by
obejrzal sytuacje. Ta nie byla jednoznaczna – z jednego ujecia wydawalo
sie, ze stoper zagral reka, z innego, ze barkiem. W koncu jednak po
dlugim namysle cofnal decyzje.
Zaledwie kilka minut poznej arbiter podyktowal rzut karny dla Wisly.
Uznal, ze Dawid Szymonowicz sfaulowal Felicio Brown Forbesa. I w tym
przypadku sytuacja byl trudna do oceny, a zdania mocno podzielone. Tym
razem Stefanski jednak nie skorzystal z VAR-u. Fachowcy zwracaja jeszcze
uwage, ze obronca Cracovii podczas interwencji dotknal pilki reka i za
to mogl byc rzut karny.
Kolejna kontrowersja miala miejsce przy wyrownujacym golu dla Cracovii.
Chwile przed bramka w polu karnym Cornel Rapa, obronca gospodarzy, starl
sie Georgijem Zukowym i upadl. Gdyby sedzia odgwizdal faul, Cracovia nie
doprowadzilaby do remisu.
To nie koniec spornych sytuacji. W doliczonym czasie gry nerwy puscily
Mateuszowi Lisowi, bramkarzowi Wisly. Z pilka w rekach zaatakowal
obronce Cracovii. – Poniosly mnie emocje – przyznal po spotkaniu Lis.
Sedzia Stefanski powinien wyrzucic zawodnika z boiska.
Sedzia Lukasz Rogowski na blogu „Prawda Futbolu” ocenil, ze decyzje w
sprawie rzutow karnych byly prawidlowe. Uwaza tez, ze przy bramce dla
Cracovii doszlo do zwyklej boiskowej przepychanki miedzy zawodnikami.
„Obie decyzje arbitra [faul lub brak faulu – przyp. red.] bylyby do
wybronienia. Mi jest jednak blizej do uznania tego za przepisowa gre” –
ocenil Rogowski. Co do sytuacji z Lisem, nie daje konkretnej odpowiedzi.
Po meczu Michal Probierz, trener Cracovii, stwierdzil, ze nie bedzie
ocenial pracy sedziego. Juz w trakcie meczu zobaczyl od niego zolta
kartke za komentowanie decyzji. Takie samo upomnienie dostal zreszta
Kazimierz Kmiecik, legendarny napastnik Wisly, a obecnie asystent
trenera. – To byl trudny mecz do prowadzenia, ale sedzia dal rade.
Rywale czesto lezeli na trawie, lawka rezerwowych protestowala i
wywierala presje – ocenil Petr Hyballa, szkoleniowiec Wisly.

I LIGA
15 kolejka
Tychy-Widzew Lodz 2-1
Arka Gdynia-Korona Kielce 1-0
Belchatow-Chrobry Glogow 1-2
Zaglebie Sosnowiec-Puszcza Niepolomice 2-0
LKS Lodz-Miedz Legnica 3-4
Stomil Olsztyn-Gornik Leczna 2-1
16 kolejka
Miedz Legnica-Stomil Olsztyn 2-2
Chrobry Glogow-Resovia Rzeszow 3-0
Nieciecza-LKS Lodz 2-0
Jastrzebie-Belchatow 3-2
Puszcza Niepolomice-Sandecja Nowy Sacz
Radomiak Radom-Arka Gdynia 0-0
Gornik Leczna-Zaglebie Sosnowiec 4-1
Tychy-Odra Opole 2-0
W poniedzialek Widzew Lodz-Korona Kielce
1.Nieciecza 38pkt
2.LKS Lodz 32pkt
3.Leczna 31pkt
4.Arka 28pkt
5.Tychy 27pkt
6.Radomiak 26pkt
7.Odra 24pkt
8.Miedz 24pkt
9.Korona 21pkt
10.Chrobry 21pkt
11.Stomil 20pkt
12.Puszcza 20pkt
13.Widzew 19pkt
14.Belchatow 14pkt
15.Jastrzebie 13pkt
16.Resovia 8pkt
17.Zaglebie Sosnowiec 11pkt
18.Resovia 8pkt
-Arka Gdynia bezbramkowo zremisowala na wyjezdzie z Radomiakiem, choc to
ona byla blizej zwyciestwa. Gre obu druzynom utrudnial katastrofalny
stan murawy.
Pilkarze Arki grali ostatnio w kratke, zatem trener Ireneusz Mamrot
postanowil nieco zamieszac w skladzie. Na lawce rezerwowych zostawil
m.in. czterech ofensywnych pilkarzy, ktorzy w tym sezonie zdobyli 14 z
25 ligowych bramek Arki – Juliusza Letniowskiego, Mateusza Mlynskiego,
Rafala Wolsztynskiego oraz leczacego ostatnio kontuzje Marcusa da Silve.
Bylo to spotkanie czolowych zespolow I ligi (Arka 4., Radomiak 5.),
jednak przyszlo im grac na boisku przypominajacym kartoflisko. Bardzo
trudno bylo zatem o rozegranie skladnej akcji, a gra czesto rzadzil
przypadek.
Tak bylo juz w pierwszych sekundach, kiedy po nieudanym strzale Mikolaja
Labojki groteskowa interwencje zaliczyl obronca Radomiaka Mateusz
Bodzioch. Po jego kiksie pilka wyladowala na poprzeczce bramki
kompletnie zaskoczonego Mateusza Kochalskiego, ale do siatki nie wpadla.
I tak naprawde bylo to jedyne realne zagrozenie pod obiema bramkami w
pierwszej polowie. Owszem byly proby dosrodkowan, strzalow z daleka, ale
poza bomba Adama Banasiaka z rzutu wolnego (prosto w Daniela Kajzera)
nic w pamiec kibicom zapasc nie moglo.
Po przerwie zmienilo sie niewiele, ale jednak to Arka byla strona
przewazajaca i bardziej dazaca do zdobycia bramki. Trener Mamrot od
poczatku poslal na boisko Letniowskiego i Mlynskiego, potem Marcusa, ale
w ekstremalnych warunkach boiskowych nawet pilkarze dobrze wyszkoleni
technicznie zwyczajnie sie meczyli.
Dlugimi momentami bramkarze obu zespolow byli bezrobotni i dopiero w 81.
min wykazac mogl sie Kochalski. Po dalekim dosrodkowaniu Mlynskiego z
bliska uderzal Maciej Jankowski, jednak nie trafial w pilke zbyt czysto
i bramkarz Radomiaka mial szanse na skuteczna interwencje. Niedlugo
potem po ladnym podaniu Letniowskiego w dobrej sytuacji znalazl sie
Wolsztynski, ale i on nie zdolal pokonac Kochalskiego.
Zatem przy odrobinie szczescia Arka mogla wygrac ten mecz. Z drugiej
strony w ostatnich sekundach swoja swietna okazje mieli tez gospodarze,
jednak Karol Angielski nie zdolal pokonac kapitalnie interweniujacego w
tej sytuacji Daniela Kajzera.
Arka dzieki zdobytemu punktowi przesunela sie na ten moment na trzecia
pozycje w tabeli i do czterech punktow zmniejszyla strate do wicelidera
LKS-u Lodz (w sobote przegral 0:2 z liderem Bruk-Bet Termialica Nieciecza).
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Danch, Marciniak – Deja –
Zebrowski (63. Da Silva), Drewniak, Labojko (46. Mlynski Z), Siemaszko
(46. Letniowski) – Jankowski (86. Wolsztynski).

PILKA RECZNA
W grupie D rozgrywanych w Danii mistrzostw Europy Polki najpierw
przegraly z Norwezkami, glownymi faworytkami do zlota, 22:35, a
nastepnie ulegly Rumunkom 24:28. W obu tych spotkaniach gra Polek byla
niezla, ale tylko przed przerwa.
– Jestem naprawde dumny z dziewczyn w pierwszej polowie. Wszyscy musza
bowiem wiedziec, ze gralismy z najlepszym zespolem swiata. Trudno bylo
sie zmierzyc w obronie, ale w ataku zrobilismy dobra robote. Trzynascie
bramek rzuconych w jednej polowie tej druzynie to bardzo dobry wynik –
mowil po inauguracyjnym pojedynku trener Polek, Norweg Arne Senstad.
W meczu z Rumunia Polki prowadzily nawet roznica pieciu goli, jeszcze
kilka minut po zmianie stron bylo 17:13 dla naszej druzyny. Wowczas
jednak rywalki pokazaly, jak twardo potrafia grac w obronie. Efekty
przyszly blyskawicznie, bo Rumunia doprowadzila do remisu 18:18, od
stanu 21:21 zdobyla trzy kolejne gole i o wygranej Bialo-Czerwone
musialy zapomniec. Klase pokazaly rozgrywajaca 200. mecz w kadrze
narodowej Cristina Neagu oraz wybrana MVP pojedynku Cristina Laslo.
– Zupelnie inaczej wyobrazalam sobie swoj setny mecz w kadrze. Wygrana
miala byc wisienka na torcie. Nie udalo sie, ale gramy dalej –
stwierdzila bramkarka reprezentacji Polski Weronika Gawlik.
Polkom, ktore graja w Danii bez waznych rozgrywajacych: Karoliny
Kudlacz-Gloc, Moniki Kobylinskiej (kontuzje) oraz Kingi Achruk
(macierzynstwo), naleza sie na pewno slowa pochwaly za gre w obronie.
– To klucz do zwyciestwa, kladziemy na to duzy nacisk. Nasz zespol jest
dosc mlody, malo jest doswiadczonych zawodniczek, a mimo wszystko trener
musi robic zmiany, bo na tym poziomie jedna siodemka nie da rady zagrac
trzech meczow po 60 minut – uwaza kolowa reprezentacji Polski Joanna Drabik.
W poniedzialek ostatnie spotkania w grupie D. Najpierw Polki graja z
Niemkami i tylko minimum czterobramkowa wygrana da naszej druzynie pewne
pozostanie w turnieju (do kolejnej rundy awansuja trzy zespoly). W
przypadku nizszego zwyciestwa druzyny Arne Senstada trzeba bedzie czekac
na rezultat pojedynku Norwegia – Rumunia i trzymac kciuki za Rumunki, by
nie przegraly tego spotkania. Wydaje sie to jednak malo prawdopodobne,
bo w takiej formie Norwezki beda raczej trudne do zatrzymania.

SKOKI NARCIARSKIE
Halvor Egner Granerud okazal sie bezkonkurencyjny w drugim indywidualnym
konkursie Pucharu Swiata w skokach narciarskich w Niznym Tagile. Wsrod
Polakow najlepszy byl Pawel Wasek, ktory zostal sklasyfikowany na
szostej pozycji.
W sobotnim konkursie najlepszy okazal sie Halvor Egner Granerud. Norweg
wyprzedzil Daniela Hubera i Roberta Johanssona. Po pierwszej serii
wydawalo sie, ze triumf przypadnie Markusowi Eisenbichlerowi, ktory po
pierwszym skoku mial olbrzymia przewage nad reszta stawki. W drugiej
probie Niemiec spalil jednak swoj skok i spadl na odlegla pozycje.
Z Polakow, ktorzy w Rosji pojawili sie w rezerwowym skladzie, najlepiej
zaprezentowal sie natomiast Aleksander Zniszczol, ktory zajal doskonale
szoste miejsce. 26-latek swietna dyspozycje potwierdzil w niedzielnych
kwalifikacjach uzyskujac piata lokate. Pozostali Bialo-Czerwoni wypadli
gorzej i znalezli sie na odleglych miejscach. Na czele uplasowali sie
natomiast Marius Lindvik, wspomniany wczesniej Granerud oraz Anze Lanisek.
Pierwsza seria rozpoczela sie od slabych skokow Tomasza Pilcha (97 m) i
Stefana Huli (109,5 m). Krotko po tym fenomenalny lot zaliczyl za to
Pawel Wasek szybujac az 128 metrow, co dalo mu pozycje lidera, ktora
chwile pozniej stracil na rzecz Lindvika. Po Norwegu przyszedl czas na
Jakuba Wolnego i Macieja Kota, ktorzy takze nie blysneli. Pierwszy z
wspomnianych kompletnie spalil skok ladujac na 94 metrze, a drugi
uzyskal 114 metrow. Niestety, droga reprezentacyjnych kolegow poszedl
rowniez Zniszczol skaczac tylko 116,5 metrow.
Polaka moga jednak usprawiedliwiac kiepskie warunki, ktore skutecznie
przeszkadzaly tez kolejnym zawodnikom. To spowodowalo, ze zaden z
nastepnych skokow nie pozwalal, aby znalezc sie w czolowce. Ta sztuka
udala sie dopiero Laniskowi, ktory wyprzedzil Waska i przesunal sie na
drugim miejscu. Sloweniec dlugo jednak na nim nie zagoscil, bo po
rewelacyjnych lotach Johanssona (139 m) i Graneruda (135,5 m) spadl na
czwarta lokate.
Tym samym po pierwszej serii na czele bylo trzech Norwegow – Johansson,
Granerud i Lindvik. Czwarta lokate zajmowal Pius Paschke, piaty byl
Wasek, a dopiero szosty Markus Eisenbichler, ktory do naszego
reprezentanta tracil 0,3 pkt. Do drugiej czesci rywalizacji z Polakow
awans wywalczyl jeszcze tylko Zniszczol kwalifikujac sie na 29. miejscu.
W drugiej serii norweskie trio rozstrzygnelo miedzy soba walke o
zwyciestwo w konkursie. Johansson, ktory mial kilkupunktowa przewage
oddal slaby skok i pozwolil sobie wydrzec wygrana przegrywajac finalnie
o zaledwie 0,8 pkt z Granerudem. Na najnizszym stopniu podium stanal
Lindvik, a za nim sklasyfikowani zostali Eisenbichler oraz Keiichi Sato.
Slabiej niz w pierwszej probie polecial takze Wasek, ktory uzyskal 121,5
metra, co jednak pozwolilo naszemu reprezentantowi zaliczyc zyciowy
wystep i zajac finalnie szoste miejsce. W czolowej dziesiatce znalezli
sie jeszcze Johann Andre Forfang, Constantin Schmid, Gregor Deschwanden
i Timi Zajc. Zniszczol rywalizacje zakonczyl na 19. pozycji.

SIATKOWKA
Jastrzebski Wegiel nie pojedzie do Berlina na Lige Mistrzow. – To bardzo
trudna decyzja, ale jedyna, jaka w obecnej sytuacji moglem podjac – mowi
Adam Gorol, prezes klubu.Zarzad Jastrzebskiego w porozumieniu ze sztabem
szkoleniowym i zawodnikami podjal decyzje o rezygnacji z wyjazdu naszego
zespolu na turniej 4. rundy Ligi Mistrzow. Powodem sa pozytywne wyniki
testow na obecnosc wirusa SARS-CoV-2 w druzynie, niepokojace skutki
infekcji u niektorych zawodnikow oraz zdekompletowany sklad.
W piatek 4 grudnia wszyscy zawodnicy oraz czlonkowie sztabu szkoleniowego
Jastrzebskiego Wegla zostali poddani testom RT-PCR na obecnosc wirusa
SARS-CoV-2 zgodnie z procedura Europejskiej Konfederacji Siatkowki CEV
obowiazujaca przed kazdym z turniejow Ligi Mistrzow organizowanym w obecnej
edycji tych rozgrywek. Otrzymane wyniki badan w przypadku trzech zawodnikow
daly rezultat pozytywny.
Ponadto, jeden z siatkarzy, ktory 2 grudnia powrocil do treningow po
przebyciu zakazenia, w czasie jednego z treningow zglosil sztabowi
szkoleniowemu klopoty z ustabilizowaniem tetna, ktore pojawily sie u niego
po lekkim wysilku. Zarowno ta osoba, jak i pozostali „ozdrowiency” przejda
dodatkowe badania krwi, klatki piersiowej oraz test wysilkowy. Co wiecej,
wskazane wyzej sytuacje dotycza zawodnikow wystepujacych na tej samej
pozycji na boisku. W przypadku innej z formacji w zespole od powrotu z
kwarantanny tylko jeden zawodnik bral udzial we wszystkich treningach. To
powoduje, iz w chwili obecnej zespol jest zdekompletowany.Wobec powyzszego
dzisiaj w Klubie zapadla decyzja o rezygnacji z wyjazdu na turniej 4. rundy
Ligi Mistrzow do Berlina. Jakie beda jej dalsze konsekwencje? O tym
zdecyduje europejska centrala siatkarska.
– To bardzo trudna decyzja, ale jedyna, jaka w obecnej sytuacji moglem
podjac. Najwazniejsze jest zdrowie zawodnikow i sztabu szkoleniowego. Nie
moge ryzykowac zdrowiem naszego zespolu oraz innych osob, z ktorymi nasz
zespol mialby kontakt w najblizszych dniach. Czynilem nieustanne starania,
by zespol Jastrzebskiego Wegla mial mozliwosc udzialu w obecnej edycji LM i
to sie udalo osiagnac. Teraz, kiedy po zmudnych kwalifikacjach
awansowalismy do tych rozgrywek, musimy zrezygnowac z pierwszego turnieju
czwartej rundy Ligi Mistrzow w Berlinie. Wielka szkoda, ale wierze, ze nasz
zespol w mozliwie krotkim czasie odzyska zdrowie i pelnosc gotowosc do
dalszej gry – mowi Adam Gorol, prezes Jastrzebskiego Wegla.
– Jeszcze przed piatkowymi testami wyjazd do Berlina jawil sie jako
niezwykle wymagajacy, biorac pod uwage trudy zarzadzania zawodnikami
powracajacymi po covidzie oraz kontuzjami w zespole. Jesli do tego dodamy
trzy przypadki pozytywnych testow na koronawirusa, to mamy obraz bardzo
waskiej liczby graczy bedacych do dyspozycji w trzech meczach turnieju w
ciagu trzech dni. A to juz moze byc niebezpieczne dla zdrowia i kondycji
fizycznej zawodnikow. Uczestnictwo w berlinskim turnieju bylo dla nas
zaszczytem i jest rozczarowujacym fakt, ze nie mozemy wziac w nim udzialu.
Ale niemoznosc wystawienia druzyny jest rownoznaczna z tym, ze nie mozemy
pojechac do Berlina i rywalizowac na poziomie, ktorego wymaga sie od
uczestnikow Ligi Mistrzow – mowi Luke Reynolds, trener Jastrzebskiego
Wegla.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *