Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 3 listopada 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 295 (5224) 3 listopada 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRKLASA
14 KOLEJKA
Cracovia-Lechia Gdansk 1-0
Gornik Zabrze-Piast Gliwice 1-1
Jagiellonia Bialystok-LKS Lodz 2-0
Korona Kielce-Zaglebie Lubin 1-0
Pogon Szczecin-Lech Poznan 1-1
Arka Gdynia-Legia Warszawa 0-1
W poniedzialek Rakow-Wisla Krakow i Slask Wisla Plock.
1.Legia 26pkt
2.Cracovia 26pkt
3.Piast 25pkt
4.Pogon 25pkt
5.Wisla Plock 25pkt
6.Jagiellonia 23pkt
7.Slask 21pkt
8.Lechia 21pkt
9.Lech 19pkt
10.Zaglebie Lubin 18pkt
11.Gornik 16pkt
12.Rakow 15pkt
13.LKS Lodz 11pkt
14.Wisla Krakow 11pkt
15.Korona 11pkt
16.Arka 10pkt

-Cholera, troche liczylismy, ze starcie Pogoni z Lechem przelamie te
fatalna passe beznadziei. No bo Pogon jest wysoko, nie gra co prawda
jakiejs mega pilki, natomiast punktuje w miare regularnie i mimo
wszystko czasem da show, jak z Jagiellonia. Lech? Ostatnio jest w dolku
(patrzac w skali mikro, bo w makro ten dolek trwa od drugiego rozbioru).
No, ale Kolejorz tez potrafi nastrzelac, ponad 20 bramek nie wzielo sie
znikad, poza tym logika tej ligi podpowiadala, ze jak dwa razy nie
poszlo, to za trzecim pojdzie i to jeszcze jak.
Niestety logika ekstraklasowa wziela wolne, pilkarze tez by bardzo
chcieli je wziac, natomiast – cholera, trudna sprawa – trzeba bylo grac.
No i zagrali. Ruszyli.
Jak pijany i kontuzjowany slimak na sliskiej nawierzchni.
Ktos powie: hola, hola, panowie, tu padly dwie bramki, tu sie dzialo!
Sluchajcie, na orliku potrafi pasc i 50 bramek, nie znaczy to, ze jest
jakosc. Okej: jeszcze bramke Spiridonovicia mozna uznac za warta uwagi,
bo chlopak pocelowal po widlach, natomiast z drugiej strony nie mozna
tez zapomniec o pressingu Satki, ktory walczyl, jakby na tym wspomnianym
orliku sie znajdowal. Chlopie, wieksza walke widzimy w kazdym
supermarkecie, gdy mily glos oznajmia z glosnika, ze otwieraja nowa kase.
Dlugo potem wynik ustalil Rogne strzalem glowa po wrzutce z roznego, bo
Stipica wyszedl na grzyby. Coz, dla nas to dziwna praktyka, przeciez
trwal mecz, mozna bylo poczekac jeszcze troche i wowczas ruszyc na lowy,
ale bramkarze podobno sa troche specyficzni i najwyrazniej Chorwat
poczul chcice na podgrzybka.
Czy dzialo sie wiele poza tymi dwoma trafieniami? Jasne, mozemy
naciagac, ze rwalismy wlosy z glowy, gdy z dystansu uderzyl Tiba, gdy
Jozwiak probowal z ostrego kata, gdy niezla okazje mial Fraczczak, ale
przeniosl pilke nad bramka. Natomiast rownie dobrze warto was
przekonywac, ze ziemia jest plaska, a „Ciacho” to jest calkiem, calkiem
film i ten Karolak niezle tam daje czadu. Pilkarze po prostu starali sie
zachowywac pozory, wiec co jakis czas uderzyli zza pola karnego, albo
decydowali sie na strzal mimo przekonania, ze nic z tego nie bedzie. My
mamy sie tym ekscytowac? Dajcie spokoj.
Irytowala Pogon, bo skoro juz wyszla na prowadzenie, to mogla isc za
ciosem, ale wolala schowac sie za potrojnymi zasiekami i liczyc, ze Lech
da sobie spokoj. Irytowal tez Lech, poniewaz nie mial wiekszego pomyslu
na atak, a te klepki w trojkacie bramkarz-stoperzy wywoluja odruchy
wymiotne. Naprawde wiemy, ze van der Hart to jest fantastyczny grajcar
do klepy, nogami gra jak stary, wiaze krawaty i tnie mieso na kebaba,
ale malo widzielismy bramek strzelonych z wlasnego pola karnego.
Szkoda gadac, szkoda strzepic ryja. Obie druzyny pewnie beda zadowolone.
Jedni, bo wywiezli punkt z podobno trudnego terenu i nie ma sie co
czepiac. Drudzy, bo Lech to tez podobno marka w polskim futbolu i nigdy
nie wolno jej lekcewazyc. I bujamy sie tak od przecietnego meczu do
slabego, ludzac sie, ze jest fajnie.
A potem przychodzi lato, ktore nas rozlicza.

-Stracilismy poltorej godziny. Nikt nam tego czasu juz nie zwroci,
jestesmy o te 90 minut ubozsi. Obejrzelismy byc moze najbardziej
zenujacy mecz sezonu. Szesc kwadransow palowania dosrodkowan do nikogo,
lag do nieistniejacego kolegi z zespolu, stalych fragmentow wykonywanych
zgodnie ze schematem „a moze wpadnie?”. 278. dosrodkowanie przynioslo
skutek i Cracovia wygrala, ale – tak sobie myslimy – dzisiaj wstyd
byloby pokazac ten mecz komukolwiek, kto na co dzien oglada jakakolwiek
powazna lige.
Ostrzegamy, bedziemy walic prosto w zeby, jesli ktos powie, ze to byl
„mecz walki”. Nie, to nie byl mecz walki.
To byl mecz obrzydliwy, nieogladalny, zenujacy, apatyczny, odrzucajacy,
ohydny, paskudny, parszywialy, ordynarny, trywialny, brudny,
uwlaczajacy, marny, slaby, mizerny, mdly, szkaradny i niegodziwy.
Wspolczujemy calym sercem ludziom, ktorzy zaplacili za to widowisko
jakiekolwiek pieniadze. Nawet jesli kumpel przyszedl do nich przed
spotkaniem i powiedzial „sluchaj, mam wejsciowke na Cracovie, ale nie
mam czasu pojsc, moze wymienilbys sie za najtanszy bilety na MPK?”, to i
tak jest dzis stratny. Po 90 minutach tego szajsu nie wymienilibysmy sie
nawet za ulotke, ktora dostalibysmy przy wyjsciu z dworca.
Tym bardziej czujemy sie zawiedzeni, gdy piszemy to ze swiadomoscia, ze
ogladalismy starcie dwoch niedawnych pucharowiczow. Ups, pardon –
druzyn, ktore wyslalismy do eliminacji z nadzieja, ze moze stana sie
pucharowiczami. A ogladalismy dwa zespoly, ktore zasypywaly sie faulami
i dosrodkowaniami. Pozniej Michal Probierz mowi: – Moze to nie byl dobry
mecz, ale pokazalismy sporo agresywnosci, strzelilismy gola w koncowce i
o to chodzi.
Moze i o to chodzi w tabeli, ale co chcemy zbudowac takim graniem?
Pozniej przyjezdza losowa Dunajska Streda, odprawia „Pasy” z eliminacji,
a jej dyrektor sportowy mowi, ze Cracovia gra archaiczna pilke. Bo
jestesmy przekonani, ze gdyby przed meczem Cracovii z Lechia obaj
trenerzy dostali propozycje typu „panowie, odpuscmy sobie dzisiaj
bieganie i probe konstruowania akcji, dostaniecie po 30 stalych
fragmentow gry i wygrywa ten, kto wykorzysta wiecej”, to obaj pokiwaliby
glowa i przybili grabe na znak przyklepania umowy.
Ludzie, koniec koncow to jest rozrywka. Sport, owszem, licza sie punkty,
ale pieniadze zarabiacie dzieki temu, ze ktos chce to ogladac. Ze ludzie
siadaja przed telewizorami i oddaja wam dwie godziny z dnia. Ze ludzie
wychodza z domow, zakladaja cieple ciuchy i jada przez pol miasta na
stadion. A pozniej dostaja taki rzyg i na deser tekst, ze moze nie
wygladalo to dobrze, ale chociaz wynik sie zgadza.
Mortadela z rozgotowana kasza tez da sie najesc, ale jednak ludzie
placa, zeby dostac chocby tego schabowego z ziemniakami.
Cracovia wcisnela gola w koncowce, ale mamy wrazenie, ze ta bramka padla
glownie dzieki temu, ze Lechia (a wlasciwie Stokowiec) przegiela w
minimalizmie. Jeszcze do czasu, gdy na boisku byl Lukas Haraslin czy
Rafal Wolski, to jakos to wygladalo. Z naciskiem na „jakos”, bo Slowak
zrobil ze dwie akcje, Wolski moze jedna. Ale trener gdanszczan wpuscil
bardziej defensywnego Lipskiego, pozniej za Haraslina wpuscil stopera
Maloce. No i sie zemscilo glowka van Amersfoorta.
Lechia zatem od czterech kolejek nie potrafi wygrac. Od zwyciestwa przy
Lazienkowskiej przegrala z Zaglebiem Lubin, zremisowala z Arka i
Gornikiem, a dzisiaj przyjela w cymbal w Krakowie. Biorac pod uwage, ze
mowimy o zespole, ktory ma potencjal kadrowy na mistrzostwo – duze
rozczarowanie. Zawod punktowy, ale tez przede wszystkim pod wzgledem stylu.
I jeszcze slowko do ludzi, ktorzy zaraz nam powiedza, ze „ale inni
mowia, ze graja pilka i probuja ofensywnego stylu, a maja mniej punktow
od Lechii czy Cracovii”. Spoko. Potrafilibysmy to przyjac, gdyby ta
zachowawcza gra obu ekip wynikala ze swiadomosci wlasnych ograniczen.
Ale mamy wrazenie, ze to wynika po prostu z lenistwa i bylejakosci.
Pierdykniecie ze skrzydla na pole karne w losowym momencie jest pojsciem
na latwizne wzgledem rozegrania nawet tych trzech podan. Nie wyjdzie? No
trudno, nie wyjdzie. Ale przynajmniej podjales starania. Chcesz cos
zmienic, a nie tkwic na poziomie B-klasowej druzyny, ktorej jedyny
sposob na przejscie pod bramke to laga od stopera, ktora najczesciej
konczy sie u stop stopera rywala, ktory posyla lage do stopera
przeciwnika, ktory”

-Dziekanowski: Kto powinien miec wizje: klub czy trener?
Czy brak zmian oznacza, ze nasz futbol klubowy zaczyna isc w dobrym
kierunku? Tutaj odpowiedz nie jest jednoznaczna. Brak zmian nie musi byc
dobra rzecza, jesli mamy do czynienia ze stagnacja – pisze w felietonie
dla „Przegladu Sportowego” 63-krotny reprezentant Polski Dariusz
Dziekanowski.
Zazwyczaj w pazdzierniku, kiedy reprezentacja rozgrywa swoje spotkania,
w kilku klubach nastepuja zmiany trenerow. Na lawke wracaja
szkoleniowcy, ktorym podziekowano za prace pare miesiecy wczesniej, a ci
zwolnieni maja czas do wiosny na analize bledow i nadrobienie zaleglosci
rodzinnych. Tymczasem jest koniec miesiaca i od poczatku sezonu tylko
cztery roszady, z czego trzech dokonano pod koniec sierpnia – w Koronie,
Zaglebiu Lubin i Wisle Plock. Co wiecej, w tym ostatnim przypadku
mielismy ze zmiana niepodpadajaca pod tradycyjne kryteria, poniewaz
Leszek Ojrzynski zrezygnowal z pracy z przyczyn osobistych. Jedyna
ofiara jesiennych czystek jest Jacek Zielinski, ktoremu podziekowano za
prace w Arce. Mowilo sie, ze gilotyna wisi nad glowa Kazimierza Moskala,
ale w weekend LKS odniosl efektowne zwyciestwo nad Rakowem i… No
wlasnie, co dalej? Jakie sa zamiary wladz lodzkiego klubu, tego nie
wiem. W weekend Michal Probierz swietowal mecz nr 400 na lawce
trenerskiej w ekstraklasie. Rok temu wydawalo sie, ze profesor Janusz
Filipiak go zwolni, a dzis Probierz spokojnie realizuje swoja wizje
budowy druzyny. Czy to oznacza, ze szefowie klubow maja coraz wiecej
cierpliwosci? Byc moze. Dobrze by bylo, bo wiadomo, ze trener potrzebuje
komfortu i wsparcia z gory. Czy brak zmian oznacza, ze nasz futbol
klubowy zaczyna isc w dobrym kierunku? Tutaj odpowiedz nie jest
jednoznaczna. Brak zmian nie musi byc dobra rzecza, jesli mamy do
czynienia ze stagnacja.
****
Dla mnie idealna sytuacja to taka, w ktorej wladze klubu maja wizje oraz
cel, zatrudniaja trenera, ktory te wizje i cel realizuje, i robi to w
sposob zadowalajacy. Tydzien temu wyrazilem w tym miejscu watpliwosci co
do tego, czy w Legii i w Lechu Aleksandar Vukovic i Dariusz Zuraw sa w
stanie wprowadzic swoje zespoly na salony europejskie. Przywoluje te
nazwiska, bo kiedy mowi sie o wizji i celach, oba te kluby wymieniane sa
najczesciej. Wladze Lecha przed sezonem wizje te przedstawily (stawiamy
na mlodych), ale juz dzis mozna powiedziec, ze trener nie wykorzystuje
potencjalu, ktory jest w tej druzynie. W Legii o wizji mowi sie rownie
czesto, ale glownie dlatego, ze brakuje w Warszawie konsekwencji. Niby
jest jakis zamysl, ale gdy na Lazienkowska przyszedl Ricardo Sa Pinto,
okazalo sie, ze to klub ma realizowac jego pomysly, a nie odwrotnie. Z
Vukoviciem jest tak, ze wizja zmienia sie w zaleznosci od sytuacji
kadrowej. Tydzien temu byla euforia po zwycieskiej bramce Macieja
Rosolka. Dobrze, ze mlody polski pilkarz pokazal sie w tak waznym meczu,
ale nie mam poczucia, ze jest to zgodne z obecna „racja stanu”
Wojskowych. Niezmiennie odnosze wrazenie, ze w Legii rzadzi przypadek,
decyzje sa spontaniczne i czesto niefortunne (jak chocby ceremonia
pozegnania Radovicia i Kucharczyka) i wizja dostosowuje sie do aktualnej
sytuacji, a nie sytuacja jest pochodna jakiejs koncepcji. Z jednej
strony klub chwali sie budowa akademii, a tymczasem w wywiadzie dla
„Przegladu Sportowego” byly zawodnik warszawian (obecnie napastnik
Jagiellonii) Patryk Klimala opowiada o tym, jak sie zapuscil, bedac w
tym legijnym osrodku szkoleniowym (mial tkanke tluszczowa na poziomie 23
procent). Nie wiem, jak to moglo umknac ludziom odpowiedzialnym za
akademie.
koro juz mowa o wizji i odpowiednim prowadzeniu sie pilkarzy – kilka
slow o Robercie Lewandowskim, ktory niczym kiedys slynny ukrainski
tyczkarz Siergiej Bubka w kazdym meczu bije kolejne rekordy. Lewy
ponownie jest w gronie pilkarzy nominowanych w konkursie na Zlota Pilke.
Wydaje sie, ze w tym roku Robert musi sie znalezc w scislej czolowce.
W tym miejscu czesto podnoszony jest argument: on gra tylko w Bayernie
Monachium i w reprezentacji Polski, nic wielkiego z tym klubem i kadra
nie wygral, wiec pewnie dlatego nie otrzyma tego trofeum. Jednoczesnie
przewija sie pewien zal: Robert ma juz 31 lat i raczej nie zagra w
bardziej renomowanym klubie w Hiszpanii czy Anglii. Raczej nie, ale i
tak nie sposob nie podziwiac tego, co robi w Bundeslidze. Wiemy, ze
chcial odejsc do Realu Madryt, z jakiegos powodu (glownie byl to opor ze
strony Bayernu) do transakcji nie doszlo, a mimo to nie stracil
motywacji, jest coraz bardziej znaczacym zawodnikiem w niemieckim klubie
i wciaz dazy do tego, zeby sie rozwijac. To wielka rzecz. Mozna
utyskiwac, ze nigdy sie nie przekonamy i nie doczekamy tego, by stal sie
najwieksza gwiazda jednego z tych absolutnie topowych klubow, ale z
drugiej strony nie wiemy, jak by sie potoczyly jego losy w Madrycie czy
w Manchesterze. Dzis w Realu jest balagan i nie wiemy, czy Robert bylby
lekarstwem na to, czy stalby sie jedna z jego ofiar. Czy z Lewandowskim
United bylby taka druzyna jak za czasow Aleksa Fergusona? Tak, z
kibicowskiego punktu widzenia szkoda, ale byc moze dla niego dobrze sie
stalo tak, jak sie stalo. W zyciu i karierze pilkarza jest zbyt wiele
zmiennych, ktore wplywaja na jego losy, o ktorych kibice nie maja
pojecia. Niewykluczone, ze Robert w koncu siegnie po tytul najlepszego
pilkarza swiata i dzieki niemu za kilka lat Bayern bedziemy uznawac za
klub z tej samej sportowej i marketingowej polki, co Real, Barcelona lub
Manchester United. Tak jak od kilku lat wymieniamy Roberta w jednym
szeregu z Messim i Cristiano Ronaldo.

-Gol wbity w przegranym 1:2 meczu z Roma byl 32. w lidze wloskiej
Arkadiusza Milika. Zaden polski pilkarz nie nastrzelal ich wiecej.
Dotychczas naszym rekordzista byl Zbigniew Boniek, ktory w latach 80.
gral w Juventusie oraz Romie, z tym pierwszym klubem siegnal nawet po
Puchar Europy. On jednak nie gral na srodku ataku, poza tym w Serie A
padalo wtedy znacznie mniej bramek – wyczynu Milika nie nalezy
przeceniac, w zaden sposob nie swiadczy on o jego wyzszosci nad jednym z
kandydatow na polskiego pilkarza wszech czasow.
Nie sposob tez jednak statystyk napastnika Napoli nie docenic. I nie
sadzic, ze drobiazgi dziela go od jeszcze znakomitszych.
Milik imponuje bowiem nieprawdopodobnie rozwinieta zdolnoscia do
wynajdywania doskonalych okazji strzeleckich, wlasciwie w kazdym meczu
kilkakrotnie do sukcesu brakuje mu centymetra. W srodowym meczu z
Atalanta zdobyl jedna bramke, ale poza tym trafil w slupek i poprzeczke
(po uderzeniu z rzutu wolnego). W sobotnim z Roma tez najpierw obil
poprzeczke (sekunde pozniej w slupek huknal Piotr Zielinski). O ile
zatem Polak slusznie wysluchuje niekiedy skarg, ze potrafi
spektakularnie spartaczyc w sytuacji, ktora powinna byc formalnoscia, o
tyle wciaz pozostaje rasowym snajperem, ktorego lupem moze pasc kazda
pilka wpadajaca w pole karne.
I wreszcie sie rozpedzil. Przez wiele tygodni irytowal skandaliczna
nieskutecznoscia, wydawalo sie, ze zepchnie go ona na ostatni fotel dla
rezerwowych – nawet Fernando Llorente, sciagniety z Tottenhamu jako
opcja zapasowa, byl wydajniejszy. Kiedy jednak Milik sie ocknal, strzela
jak opetany. Sobotni gol byl piatym w sezonie, wszystkie Polak wbil w
czterech ostatnich meczach. I zaczal sie skradac ku czolowce
klasyfikacji najskuteczniejszych Serie A, ktorej przewodza Ciro Immobile
(12), Luis Muriel (8) i Romelu Lukaku (7).
Milik znow wypadl dobrze, ale znow ocalil Napoli, ktore po srodowym
remisie z Atalanta przegralo z Roma i powoli osuwa sie do srodka ligowej
tabeli. Dlatego staje sie coraz bardziej prawdopodobne, ze wlasciciel
klubu – Aurelio De Laurentiis to typ porywczy – zwolni trenera Carlo
Ancelottiego.
Zagrozona pozostaje takze posada Niko Kovaca, ktorego Bayern poniosl
szokujaca kleske we Frankfurcie (1:5). Monachijczycy coraz bardziej
zaleza od Roberta Lewandowskiego – kiedy w srode grali w Pucharze
Niemiec z drugoligowym Bochum, trener zostawil go w rezerwie, poniewaz
Polak od poczatku sezonu opuscil tylko 18 minut gry. Rywale objeli
jednak prowadzenie i w przerwie trzeba bylo odwolac sie do 31-letniego
supernapastnika. Podzialalo, choc to nie on strzelal. Bayern wygral 2:1.
W sobote Lewandowski znow byl w podstawowym skladzie i zdobyl bramke –
14. w 10. kolejce, wciaz pruje po rekord Gerda M�zllera (uzbieral kiedys
40 goli) – po wspanialej indywidualnej akcji, w trakcie ktorej jednym
ruchem, stojac plecami do bramki, wyprowadzil w pole az trzech rywali.
Cala druzyna znow grala jednak fatalnie. I niewykluczone, ze szefowie
Bayernu, ktorzy od dawna rozwazaja rozstanie z trenerem Kovacem, ale
zamierzali poczekac do szlagieru z Borussia Dortmund, zaczna dzialac
szybciej.
Wsrod kandydatow na nastepce wymienia sie m.in. José Mourinho.
Portugalski szkoleniowiec, pozostajacy bez pracy od grudnia 2018 roku,
sam sugerowal, ze jest cos na rzeczy, informujac, ze uczy sie niemieckiego.

I LIGA
16 kolejka
Warta Poznan-Chojniczanka 2-0
Podbeskidzie-Sandecja Nowy Sacz 3-1
Olimpia Grudziadz-Odra Opole 3-1
Nieciecza-Jastrzebie 2-2
Miedz Legnica-Radomiak 3-1
Puszcza Niepolomice-Belchatow 1-4
Tychy-Stomil Olsztyn 1-0
Wigry Suwalki-Chrobry Glogow 1-1
Stal Mielec-Zaglebie Sosnowiec 1-1
1.Warta 31pkt
2.Podbeskidzie 30pkt
3.Radomiak 30pkt
4.Jastrzebie 27pkt
5.Miedz 27pkt
6.Stal Mielec 26pkt
7.Olimpia Grudziadz 24pkt
8.Tychy 24pkt
9.Nieciecza 22pkt
10.Stomil 22pkt
11.Belchatow 21pkt
12.Zaglebie Sosnowiec 20pkt
13.Sandecja 18pkt
14.Puszcza 18pkt
15.Chrobry 18pkt
16.Chojniczanka 16pkt
17.Wigry 16pkt
18.Odra Opole 10pkt
-Pilkarze poznanskiej Warty po niedzielnym zwyciestwie nad Chojniczanka
Chojnice 2:0 wrocili na pozycje lidera 1. ligi. – Cieszymy sie, ze
jestesmy znow liderem, ale zachowujemy spokoj – przyznal po spotkaniu
pomocnik gospodarzy Lukasz Tralka.
„Zieloni” wykorzystali potkniecie Radomiaka, ktory w sobote w Legnicy
przegral z Miedzia 1:3 i po zaledwie tygodniu znow otwieraja tabele.
Trener Warty Piotr Tworek nie ukrywal, ze przed niedzielnym meczem
probowal troche prowokowac swoich podopiecznych.
– Dzisiaj przed spotkaniem na odprawie zadalismy sobie pytanie: ile razy
w swojej karierze miales szanse byc liderem? To byla prowokacja z mojej
strony, bowiem znalismy wyniki i to zwyciestwo dawalo nam powrot na
fotel lidera. Z drugiej strony w takim meczu, gdzie jest juz koncowka
rundy, dochodza kontuzje, kartki i zmeczenie, a boiska sa trudniejsze,
zespol musi pokazac dojrzalosc. My ja pokazalismy – podkreslil
szkoleniowiec na konferencji prasowej.
Tralka, ktory ostatnie siedem lat spedzil w Lechu Poznan, do Warty
dolaczyl juz w trakcie rozgrywek. I szybko stal sie jedna z
pierwszoplanowych postaci druzyny.
– Nikt z nas nie przypuszczal, ze po 16 kolejkach bedziemy liderem. Tym
bardziej, ze ta druzyna byla „klejona” krotko przed inauguracja sezonu,
nie bylo jeszcze zamknietej kadry. Przegralismy pierwsze spotkanie, ale
pozniej zaczelo to swiatelko swiecic. Zebrala sie fajna ekipa, a ta
atmosfera przenosi sie na boisko. Uwazam, ze wygrywalismy mecze dzieki
naszej dobrej grze, a nie dzieki jakiemus szczesciu. Cieszymy sie, ze
jestesmy liderem, ale tez nie „grzejemy sie” i zachowujemy spokoj. Na
pewno bedac na pierwszym miejscu w tabeli lepiej sie pracuje, niz jak
sie jest na dziesiatym – ocenil doswiadczony pomocnik.
Samo spotkanie nie bylo porywajacym widowiskiem. Poznaniacy w pierwszej
polowie stworzyli trzy dogodne okazje, z ktorych dwie wykorzystali – na
liste strzelcow wpisali sie Mateusz Kupczak i Michal Jakobowski. Goscie
przez 90 minut nie potrafili powazniej zagrozic bramce Adriana Lisa. To
wlasnie bramkarz gospodarzy sprokurowal najlepsza okazja dla rywali –
tak niefortunnie wybijal pilke, ze trafil ja w napastnika Chojniczanki
Jana Mudre. Pilka na szczescie dla Warty potoczyla sie obok slupka. W
koncowce honorowego gola dla przyjezdnych mogl zdobyc Mateusz Kuzimski,
jego strzal z kilku metrow glowa z trudem obronil Lis.
Chojniczanka z kolei liczyla na wydostanie sie ze strefy spadkowej, ale
na to bedzie musiala poczekac przynajmniej tydzien.
– Staramy sie cos zmienic, potrzebujemy wygrac spotkanie. W trzech
wczesniejszych meczach na wyjazdach moglismy zdobyc wiecej punktow, ale
dzis zawiedlismy. Szczegolnie w pierwszej polowie – powiedzial trener
gosci Josef Petrik.
Mimo ze poznaniacy sa liderem niemal na polmetku rozgrywek, nikt w
stolicy Wielkopolski glosno nie mowi o awansie.
– Chcemy pokonywac kolejne bariery, dzis przekroczylismy 30 punktow, to
taka wazna granica. Ekstraklasa – po zakonczeniu rundy usiadziemy i
pomyslimy. Jeszcze duzo przed nami – podsumowal Tworek.
Ze wzgledu na brak licencji Warta mecze w roli gospodarza musi rozgrywac
w oddalonym o ponad 50 kilometrow Grodzisku Wielkopolskim. Poznanski
stadion nie ma bowiem sztucznego oswietlenia. Jupitery maja stanac do
konca kwietnia przyszlego roku, ale klub liczy, ze juz na poczatku rundy
wiosennej zespol wroci na swoj obiekt.

FORMULA 1
Wspolpraca z Alfa Romeo, a moze dzielenie roli trzeciego kierowcy miedzy
Haasem a Ferrari? W padoku huczy od plotek o przyszlosci Roberta Kubicy,
a nasz kierowca potwierdza, ze pojawily sie nowe propozycje. – Sytuacja
sie nawet bardziej skomplikowala, niz bym chcial, ale to tez oznacza, ze
mam ciekawe opcje – przyznal Polak, cieszac sie, ze w Formule 1 wciaz w
niego wierza.
Kubica przyznaje, ze fakt pojawiania sie nowych propozycji pozostania w
Formule 1, zupelnie niezaleznie od dzialan jego sponsora, jest budujacy.
– Z pewnoscia wiedzac, ze ludzie – szczegolnie z innych ekip, ktorzy ze
mna pracowali w przeszlosci – maja wielki szacunek (do mnie)… I choc
ten sezon jest bardzo rozczarowujacy, nie zrobilismy w ciagu roku
wielkich postepow, ludzie wciaz wiedza, jaka mam wartosc. Co moge
wniesc. Pozostaje kwestia, jak duza szanse dostane, aby przyczynic sie
do pracy roznych ekip, czy raczej danej ekipy i czy beda z nia pracowal.
Z pewnoscia to bardzo pozytywne, ze pewni ludzie wciaz wierza, ze stac
mnie na wykonanie dobrej roboty. Bardzo milo to widziec szczegolnie po
tak rozczarowujacym roku, jak ten.
Wciaz jednak Polak nie wie, co dokladnie bedzie robil w przyszlym roku.
Na chwile obecna wciaz priorytetem jest sciganie sie, zapewne w innej
kategorii, ale coraz wiecej kuszacych propozycji pojawia sie w Formule
1. Nawet, jesli nie obejmuja fotela wyscigowego na sezon 2020, moga sie
wiazac z pozniejszym powrotem. – Niestety jeszcze nie wiem, co bede
robil. Musimy poczekac, ale sprawy wygladaja relatywnie dobrze. Pojawily
sie nowe mozliwosci, inne mozliwosci, ktore przyszly ostatnio, wiec
musimy zobaczyc, czy uda sie to pogodzic. Przekonamy sie, czy bedzie to
dobry grudzien, relaksujacy, bo wydarzy sie cos dobrego, ale dopoki nie
ma ostatecznej decyzji, musze byc realista, a podpisow na papierach
jeszcze nie ma. Byc moze z pewnych powodow sytuacja sie nawet bardziej
skomplikowala, niz bym chcial, ale to tez oznacza, ze mam ciekawe opcje,
wiec… Wiekszym problemem byloby, gdyby sprawy ukladaly sie za latwo.
To by znaczylo, ze nic sie nie zadzieje. Poczekamy, zobaczymy.
Podczas spotkania po kwalifikacjach w USA dziennikarze pytali, jak wazny
jest dla Polaka, ze tak wiele osob wciaz uwaza go za bohatera nawet, gdy
ten powrotny sezon jest tak rozczarowujacy. – Jako kierowca wyscigowy
wolalbym, aby ludzie rozmawiali o tym, jak zdobywam punkty i dlatego
jestem bohaterem – smial sie Kubica. – Czesto jestesmy postrzegani jako
kierowcy wyscigowi, ale my jestesmy tez ludzmi. Z dala od padoku. Choc
naszym zyciem i pasja jest sciganie sie i robimy wiele rzeczy zwiazanych
ze sciganiem w codziennym zyciu, wciaz jestesmy ludzmi. I w tym punkcie,
ta ludzka historia powrotu do najtrudniejszej kategorii sportow
motorowych po tym, co mi sie wydarzylo, powiedzialbym, ze to po prostu
wielkie osiagniecie i duza historia, ale z drugiej strony jako kierowca
jestem zdeterminowany…
– Chcialbym miec inne rezultaty na torze. Nie ma taryfy ulgowej dlatego,
ze udalo mi sie wrocic i wypracowalem inny sposob jazdy, czy raczej moje
cialo i mozg nauczyly sie, jak prowadzic z moimi ograniczeniami. I nie
ma jej na stoperze, ale ostatecznie to cos, co bede nosil w sobie przez
wiele lat. Jednak w tym, co zdarzylo sie w moim zyciu z pewnoscia
zapamietam te drobne rzeczy, ktore mnie uszczesliwialy, ktorych wy nie
widzicie lub nie widzicie w nich wartosci, bo to ja wiem, z jakiego
punktu wyszedlem – podkreslil nasz kierowca.

ZUZEL
Znamy kalendarz GP 2020! Nie ma Australii, ale jest nowy kraj
FIM opublikowala kalendarz cyklu IMS Grand Prix na zuzlu na 2020 rok.
Cykl bedzie skladal sie z dziesieciu rund. Trzy tradycyjnie odbeda sie w
Polsce. Ponownie nie ma turnieju poza Europa. Natomiast jest debiutant –
rosyjskie Togliatti.
Po raz pierwszy w Rosji odbedzie sie Grand Prix. Tego mozna bylo sie
spodziewac. W tym roku BSI przeprowadzila tam bowiem dwudniowy final
Speedway of Nations. Wprawdzie nie bylo oczekiwanych kompletow fanow,
ale przez dwa dni zawody obejrzalo grubo powyzej 20 tysiecy kibicow.
Togliatti i Grand Prix Rosji jest jedyna nowoscia wsrod gospodarzy i
wchodzi na miejsce Grand Prix Slowenii w Krsko, ktore znow wypadlo z
kalendarza. Pozostalych dziewieciu organizatorow mialo GP w 2019 roku.
Final sezonu ponownie odbedzie sie w Toruniu. Tytulu mistrzowskiego
bedzie bronil Bartosz Zmarzlik. Oprocz niego w stawce zobaczymy dwoch
innych Polakow, Macieja Janowskiego i Patryka Dudka.
KALENDARZ GRAND PRIX 2020
16.05.2020 Grand Polski Polski – Warszawa
30.05.2020 Grand Prix Niemiec – Teterow
13.06.2020 Grand Prix Czech – Praga
18.07.2020 Grand Prix Wielkiej Brytanii – Cardiff
25.07.2020 Grand Prix Szwecji – Hallstavik
01.08.2020 Grand Prix Polski – Wroclaw
15.08.2020 Grand Prix Skandynawii – Malilla
29.08.2020 Grand Prix Rosji – Togliatti
12.09.2020 Grand Prix Danii – Vojens
03.10.2020 Grand Prix Polski – Torun

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Strona 1 z 16

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *