Dzien dobry – tu Polska – 9.08.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok XXVI

Nr 222 (7054)

Niedziela, 9 sierpnia 2026

Dzien dobry Czytelnicy 🙂

Milej niedzieli 🙂

Ania Iwaniuk

POGODA:

Temperatura w Polsce od okolo 21°C nad morzem do 29°C na poludniu i w
centrum kraju. Zachmurzenie male i umiarkowane, miejscami wzrastajace do
duzego. Lokalnie mozliwe przelotne opady deszczu i burze. Wiatr slaby i
umiarkowany, podczas burz porywisty.

KURSY WALUT NBP:

EUR – 4,3118

USD – 3,7468

GBP – 5,0363

CHF – 4,6244

DOWCIP:

– Kochanie, pamietasz, ze dzis mamy rocznice?

– Oczywiscie! Tylko jeszcze probuje sobie przypomniec czego.

Zgierz. 15-latek bujal sie na linie kolo skladowiska odpadow. Spadl z
wysokosci szesciu metrow

Do powaznego wypadku doszlo 6 sierpnia okolo godziny 16 na terenie dawnego
skladowiska odpadow przy ulicy Szczawinskiej w Zgierzu. Poczatkowo sluzby
otrzymaly zgloszenie, ze mlody mezczyzna przewrocil sie na hulajnodze. Po
dotarciu na miejsce okazalo sie jednak, ze sytuacja wygladala zupelnie
inaczej. 15-letni chlopak bujal sie na linie zawieszonej na drzewie i spadl
z wysokosci okolo szesciu metrow. Nastolatek doznal obrazen klatki
piersiowej. Na miejsce wezwano Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, ktore
przetransportowalo go smiglowcem do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w
Lodzi. Chlopak trafil do Kliniki Ortopedii i Traumatologii. Rzecznik
szpitala Adam Czerwinski poinformowal, ze jego stan jest stabilny i
prowadzone sa dalsze badania. Sprawa zajela sie policja. Funkcjonariusze
prowadzili na miejscu czynnosci i zapowiedzieli przesluchanie swiadkow.
Sledczy chca przede wszystkim ustalic, kto zawiesil line na drzewie i w
jakim celu to zrobil. Postepowanie bedzie nadzorowane przez Prokurature
Rejonowa w Zgierzu.

Pogoda w Polsce. Ponad 80 litrow deszczu na Podkarpaciu. Ulice Rzeszowa jak
rzeki

Przez Polske przeszedl front atmosferyczny, ktory przyniosl burze,
intensywne opady i silny wiatr, szczegolnie na poludniu oraz poludniowym
wschodzie kraju. Przed niebezpieczna pogoda ostrzegaly zarowno IMGW, jak i
Rzadowe Centrum Bezpieczenstwa. Najwieksze sumy opadow zanotowano na
Podkarpaciu i w jego sasiedztwie. W miejscowosci Jastrzebia w powiecie
tarnowskim spadly az 82 litry wody na metr kwadratowy. W Lutowiskach w
powiecie bieszczadzkim zanotowano 58 litrow na metr kwadratowy, a w
Tuchowie 57 litrow. W samym Rzeszowie suma opadow byla nizsza, bo na
lotnisku w Jasionce zarejestrowano 23 litry na metr kwadratowy. Synoptycy
podkreslali jednak, ze lokalnie w regionie moglo spasc nawet okolo 40
litrow. Woda pojawila sie w bardzo krotkim czasie, przez co czesc ulic
Rzeszowa zamienila sie w rwace strumienie. Na nagraniach widac samochody
probujace przejezdzac przez zalane jezdnie. Woda dostala sie takze do
jednego ze szpitali w miescie. Sytuacja w polskich Tatrach byla znacznie
spokojniejsza. W rejonie Morskiego Oka spadlo okolo 13 – 14 litrow na metr
kwadratowy, a w Zakopanem jedynie okolo 5 litrow. Zupelnie inaczej
wygladalo to po slowackiej stronie Tatr. Tam burze przyniosly miejscami
nawet 80 litrow deszczu na metr kwadratowy i doprowadzily do powodzi
blyskawicznych.

Gdzie w Polsce zarabia sie najwiecej? Mala gmina zaskakuje

Glowny Urzad Statystyczny opublikowal najnowsze dane dotyczace wynagrodzen
w Polsce. Na pierwsze miejsce rankingu pod wzgledem mediany zarobkow
wrocila Warszawa. Mediana wynagrodzen w stolicy przekracza 11 tysiecy
zlotych brutto, co oznacza, ze polowa zatrudnionych zarabia wiecej, a
polowa mniej. W calym kraju jest tylko osiem miejsc, w ktorych mediana
zarobkow przekracza 10 tysiecy zlotych brutto. Duzym zaskoczeniem jest
drugie miejsce pieciotysiecznej gminy Jerzmanowa na Dolnym Slasku. Przez
wiele miesiecy to wlasnie ona byla nawet liderem zestawienia. Wysokie
wynagrodzenia wynikaja przede wszystkim z bliskosci KGHM i powiazanych z
koncernem spolek. Jak wskazuje wojt Anna Obolewicz, ponad polowa
mieszkancow gminy pracuje w koncernie miedziowym lub firmach z nim
zwiazanych. Jerzmanowa jest tak zamozna, ze nie moze korzystac z czesci
programow finansowanych z budzetu panstwa, w ktorych obowiazuje kryterium
dochodowe. Wysokie wplywy z podatku PIT wspieraja jednak lokalne
inwestycje. Wojt podkresla, ze same wysokie zarobki nie sa dla samorzadu
najwazniejsze, a priorytetem ma byc jakosc zycia i zadowolenie mieszkancow.
W pierwszej dziesiatce znalazly sie rowniez cztery podwarszawskie gminy:
Podkowa Lesna, Michalowice, Stare Babice i Zielonka. Ekonomisci zwracaja
jednak uwage, ze wysokie wynagrodzenia nie zawsze oznaczaja wyzszy poziom
zycia. W Warszawie koszty mieszkan, kredytow, wynajmu i codziennego
funkcjonowania sa znacznie wyzsze niz w wielu innych czesciach kraju.
Mediana wynagrodzen w calej Polsce wynosi 7690,82 zl brutto. Dla porownania
w wielkopolskiej gminie Czajkow jest to okolo 5500 zl brutto. W wielu
gminach mediana nie przekracza 6 tysiecy zlotych brutto. Ekonomisci
podkreslaja, ze dysproporcje w zarobkach miedzy poszczegolnymi regionami sa
nadal bardzo duze.

Gliwice. Rolnik zaoral swiezo wylany asfalt. “Mieszkancy czekali na ten
remont wiele lat”

Do kuriozalnego zdarzenia doszlo na ulicy Rybackiej w Gliwicach. 60-letni
rolnik wjechal ciagnikiem z podczepionym plugiem na swiezo wyremontowana
droge i zaczal niszczyc nowo polozony asfalt. Mezczyzna twierdzil, ze czesc
drogi nalezy do niego i ze prowadzone tam prace sa nielegalne. Wladze
Gliwic zdecydowanie temu zaprzeczyly. Prezydentka miasta Katarzyna
Kuczynska-Budka poinformowala, ze cala droga oraz blisko metrowy pas wzdluz
niej naleza do miasta. Na miejscu byl rowniez geodeta. Zarzad Drog
Miejskich wydal osobne oswiadczenie, w ktorym podkreslil, ze ulica Rybacka
nie jest ani w calosci, ani czesciowo wlasnoscia prywatnego rolnika. Do
zdarzenia doszlo w piatek po godzinie 15. Rolnik uszkodzil nawierzchnie na
odcinku okolo 200 metrow. Zniszczenia sa na tyle powazne, ze konieczne
bedzie calkowite zerwanie asfaltu, poprawienie podbudowy i rozpoczecie
robot praktycznie od poczatku. Straty wstepnie oszacowano na okolo 300
tysiecy zlotych. Remont zostal chwilowo wstrzymany, a na miejscu prowadzone
sa ogledziny. Mieszkancy od wielu lat zabiegali o remont tej ulicy, ktora
wczesniej byla zwykla droga gruntowa. Podczas interwencji mezczyzna mial
zapowiadac, ze po odjezdzie policjantow ponownie zniszczy nawierzchnie.
Dalsza jazde uniemozliwili mu pracownicy budowy, ktorzy odpowiednio
ustawili maszyny. Rolnik zostal zatrzymany i osadzony w pomieszczeniu dla
osob zatrzymanych. Byl trzezwy. Ciagnik odholowano na policyjny parking.
Okazalo sie rowniez, ze pojazd nie mial obowiazkowego ubezpieczenia OC.
Mezczyzna mial zostac przesluchany w zwiazku z celowym zniszczeniem drogi.

Ukrainka pokazuje, “jak doic Polakow”? O czym jest ten film

W polskich mediach spolecznosciowych zaczelo krazyc nagranie, na ktorym
kobieta mowiaca po rosyjsku wyjasnia, jak mozna pobierac polska emeryture
po wyjezdzie z Polski. Film wywolal fale antyukrainskich komentarzy i
zostal przedstawiony jako instrukcja “okradania polskiego podatnika”.
Kobieta odpowiadala na pytanie internauty, co zrobic, aby po wyjezdzie z
Polski nadal otrzymywac polska emeryture. Wyjasnila, ze nalezy zglosic w
ZUS zmiane danych osoby mieszkajacej za granica i wskazac zagraniczny
rachunek bankowy. W sieci zaczeto jednak sugerowac, ze Ukraincy moga
otrzymywac polskie swiadczenia bez rzeczywistego zwiazku z polskim systemem
ubezpieczen. Pojawialy sie rowniez falszywe twierdzenia, ze wystarczy jeden
dzien pracy w Polsce i jedna skladka, aby pozniej dostawac ponad 1600 zl
polskiej emerytury na Ukrainie. Konkret24 wyjasnia, ze wiekszosc tych
przekazow jest manipulacja. Kobieta z nagrania pracuje w agencji
doradzajacej cudzoziemcom w sprawach pobytu i zatrudnienia w Polsce i
publikuje materialy o kwestiach administracyjnych. Zasady wyplacania
emerytur miedzy Polska i Ukraina reguluje obowiazujaca od 2012 roku umowa o
zabezpieczeniu spolecznym. Jezeli ktos pracowal w obu krajach, okresy
ubezpieczenia moga byc uwzgledniane przy ustalaniu prawa do swiadczenia.
Kazde panstwo wyplaca jednak swoja czesc emerytury proporcjonalnie do
okresu ubezpieczenia i wysokosci odprowadzonych skladek. Osoba, ktora
pracowala w Ukrainie, a pozniej przez kilka lat w Polsce, moze wiec
otrzymywac zarowno swiadczenie ukrainskie, jak i polskie. Musi jednoczesnie
spelniac warunki emerytalne, w tym odpowiedni wiek oraz wymagany staz
pracy. Dla kobiet jest to 60 lat i 20 lat stazu, a dla mezczyzn 65 lat i 25
lat stazu. Takie rozwiazania dotycza rowniez Polakow pracujacych w innych
panstwach. Polska ma podobne umowy z wieloma krajami. Emerytura wyplacana
przez ZUS osobie mieszkajacej za granica nie jest wiec finansowana w
oderwaniu od jej wczesniejszych skladek. Osoba ta otrzymuje swiadczenie
wypracowane podczas legalnej pracy w Polsce. Osobnym mechanizmem jest
doplata do minimalnej polskiej emerytury. Od marca 2026 roku minimalna
emerytura wynosi niespelna 1980 zl brutto. Doplata moze dotyczyc obywateli
Ukrainy, ktorych laczna polska i ukrainska emerytura jest nizsza od tej
kwoty, ale tylko wtedy, gdy stale mieszkaja w Polsce. Po wyjezdzie z kraju
traca prawo do tej doplaty. ZUS moze zadac dokumentow potwierdzajacych
legalny pobyt i miejsce zamieszkania. Zatajenie wyjazdu moze prowadzic do
obowiazku zwrotu nienaleznych swiadczen, egzekucji, a nawet
odpowiedzialnosci karnej. Nieprawdziwy jest rowniez przekaz o pelnej
polskiej emeryturze po jednym dniu pracy. Jeden dzien zatrudnienia moze
wplynac jedynie na symboliczna czesc swiadczenia, proporcjonalna do
wplaconej skladki, na przyklad rzedu kilku zlotych. Film nie byl wiec
instrukcja “dojenia Polakow”, lecz porada dotyczaca formalnego zgloszenia
ZUS miejsca zamieszkania i rachunku bankowego po wyjezdzie z Polski.

Rogowiec. 50 tysiecy ton odpadow z lotu ptaka. Sluzby ponownie zbadaly
skladowisko

Policja, prokuratura i biegli ponownie weszli na teren nielegalnego
skladowiska niebezpiecznych odpadow w Rogowcu w wojewodztwie lodzkim. To
jedno z najwiekszych tego typu miejsc w Europie. Zgromadzono tam ponad 50
tysiecy ton chemikaliow, ktore moga stanowic powazne zagrozenie dla ludzi,
srodowiska, jakosci wody, powietrza i gleby, a takze dla roslin i zwierzat.
Wczesniejsze dzialania sluzb koncentrowaly sie glownie na pobieraniu probek
i badaniu rodzaju oraz wlasciwosci skladowanych substancji. Pod koniec
lipca przeprowadzono jednak znacznie szersze ogledziny. Policjanci,
prokuratorzy i biegli z zakresu ochrony srodowiska oceniali stan
pojemnikow, szczelnosc zabezpieczen oraz ryzyko niekontrolowanego
uwolnienia chemikaliow. Analizowano rowniez mozliwosc wybuchu pozaru i
potencjalne skutki dla pobliskiej infrastruktury krytycznej. Specjalisci
wykonali bardzo dokladna dokumentacje przestrzenna calego terenu.
Wykorzystano nowoczesne technologie geodezyjne, geoinzynieryjne i
fotogrametryczne, tworzac odwzorowanie skladowiska w technologii 2D i 3D.
Pozwolilo to dokladnie ustalic topografie obiektu, rozmieszczenie odpadow i
pojemnikow oraz obszary stwarzajace najwieksze zagrozenie. Na podstawie
wynikow badan ma powstac specjalistyczna ekspertyza okreslajaca rzeczywista
skale niebezpieczenstwa. W ogledzinach uczestniczyli miedzy innymi
funkcjonariusze policji z Katowic, Jaworzna i Komendy Glownej Policji,
specjalistyczna grupa z 15 Lubuskiej Brygady Obrony Terytorialnej,
prokuratorzy Prokuratury Regionalnej w Katowicach, inspektorzy GIOS,
funkcjonariusze Malopolskiego Urzedu Celno-Skarbowego oraz strazacy. Sprawa
zajmuje sie specjalna grupa operacyjno-procesowa powolana do walki z
mafiami smieciowymi. W tym watku sledztwa zatrzymano cztery osoby. Wsrod
nich jest 50-letni mezczyzna uznawany za szefa gangu odpowiedzialnego za
skladowanie niebezpiecznych odpadow w roznych miejscach w Polsce. Uslyszal
ponad 30 zarzutow. Zostal zatrzymany w 2023 roku i od tego czasu przebywa w
areszcie, wczesniej byl scigany listem gonczym.

Nowy bat na kierowcow. Jest projekt

Ministerstwo Infrastruktury przygotowalo projekt nowelizacji prawa o ruchu
drogowym, okreslany jako ustawa fotoradarowa. Projekt trafil do konsultacji
publicznych. Jego glownym celem jest skuteczniejsze konczenie spraw
dotyczacych wykroczen drogowych zarejestrowanych przez fotoradary i inne
urzadzenia, szczegolnie wtedy, gdy obecnie nie udaje sie ustalic sprawcy
albo skutecznie pociagnac do odpowiedzialnosci wlasciciela pojazdu.
Problemem sa miedzy innymi nieodbierana korespondencja, brak odpowiedzi na
pisma GITD, nieskuteczne wskazywanie kierujacego oraz wykroczenia
popelniane pojazdami zarejestrowanymi za granica. W sytuacji, gdy mozna
ustalic kierowce, nadal podstawowym rozwiazaniem ma byc mandat karny i
zwykle postepowanie wykroczeniowe. Nowoscia bedzie natomiast zawiadomienie
o zarejestrowaniu naruszenia wysylane do wlasciciela lub uzytkownika
pojazdu ujawnionego w Centralnej Ewidencji Pojazdow. Wlasciciel nie bedzie
juz wzywany do wskazania, komu powierzyl pojazd. Otrzyma natomiast
informacje, ze jesli nie skorzysta z przewidzianych mozliwosci, z mocy
prawa zostanie nalozona na niego oplata administracyjna kilkukrotnie wyzsza
niz mandat za samo wykroczenie. Do zawiadomienia zostanie dolaczony
formularz przyjecia albo odmowy przyjecia mandatu przez osobe, ktora
faktycznie prowadzila pojazd. Wlasciciel bedzie mogl uniknac
odpowiedzialnosci tylko w okreslonych sytuacjach, miedzy innymi jesli
udowodni, ze w chwili wykroczenia nie byl wlascicielem lub posiadaczem
auta, pojazd zostal wczesniej skradziony albo kierujacy dzialal w stanie
wyzszej koniecznosci. Oplata administracyjna stanie sie wymagalna po 30
dniach od doreczenia zawiadomienia. Jezeli zostanie zaplacona wczesniej, ma
byc obnizona o 20 procent. Brak wplaty bedzie prowadzil do upomnienia i
egzekucji administracyjnej. Firmy leasingowe i zajmujace sie najmem
dlugoterminowym maja zostac zobowiazane do przekazywania do CEP danych
uzytkownikow pojazdow. Informacje trzeba bedzie przekazac w ciagu 30 dni od
zawarcia umowy, a po zmianie lub zakonczeniu umowy w ciagu 14 dni. Projekt
przewiduje rowniez utworzenie Centralnego Rejestru Naruszen, w ktorym maja
byc gromadzone dane dotyczace wykroczen pojazdow zarejestrowanych poza
Polska. Policja, ITD, Straz Graniczna i Sluzba Celno-Skarbowa maja
obowiazkowo sprawdzac taki pojazd podczas kontroli. Kierowca zagranicznego
auta bedzie mogl przyjac mandat lub oplacic wszystkie zalegle naleznosci. W
przeciwnym razie pojazd moze zostac usuniety na parking strzezony, a
podczas kontroli granicznej mozliwe bedzie rowniez uniemozliwienie wjazdu
albo wyjazdu z Polski. Projekt zaklada ponadto korekte pomiaru predkosci:
od wskazania fotoradaru ma sie odejmowac 5 km/h, a na autostradach i
drogach ekspresowych 6 km/h.

Wroclaw. Mateusz Morawiecki na Jagodnie z pizza. “Ja sie swietnie czuje w
paszczy lwa”

Mateusz Morawiecki pojawil sie na pikniku Stowarzyszenia Rozwoj Plus na
wroclawskim Jagodnie, czyli osiedlu kojarzonym z bardzo wysoka frekwencja
wyborcza i zdecydowanie slabszym wynikiem PiS w wyborach parlamentarnych w
2023 roku. To wlasnie tam wyborcy stali w kolejce do lokalu niemal do
godziny trzeciej nad ranem, a miejscowa pizzeria dostarczyla czekajacym
kilkaset pizz. W tamtej komisji zwyciezyla Koalicja Obywatelska z wynikiem
43,64 procent. Lewica zdobyla 20,3 procent, Trzecia Droga 19,2 procent,
Konfederacja 8,8 procent, a PiS zaledwie 5,95 procent. Na piatkowym pikniku
ponownie pojawila sie pizza, ktora Morawiecki przyniosl razem z poslanka
Miroslawa Stachowiak-Rozecka. Byly premier mowil, ze Jagodno stalo sie
symbolem aktywnosci obywatelskiej i przekonywal, ze nie zamierza
rozpamietywac, kto na kogo wtedy glosowal. Duza czesc wystapienia poswiecil
Karolowi Nawrockiemu. Morawiecki stwierdzil, ze jego droga do zwyciestwa
pokazuje, iz mozna przekonac takze ludzi spoza tradycyjnego elektoratu PiS.
Podkreslal, ze Nawrocki byl atakowany, poczatkowo niewielu dawalo mu
szanse, a mimo tego stopniowo zwiekszal poparcie i przekonal do siebie
takze duza czesc mlodych wyborcow. Morawiecki mowil, ze podobne zadanie
stoi teraz przed jego Stowarzyszeniem Rozwoj Plus. Chce, aby prawica
poszerzyla swoj elektorat i docierala do nowych srodowisk. Przyznal, ze
niektorzy pytali go, po co jedzie na Jagodno, uznawane za miejsce liberalne
i lewicowe. Odpowiedzial, ze swietnie czuje sie “w paszczy lwa”.
Zapowiedzial budowe nowego obozu politycznego majacego poszerzyc oferte
calej prawicy. Wedlug niego sukces Nawrockiego pokazal, ze tylko szerokie
otwarcie daje szanse na zdobycie wiekszosci. Morawiecki sugerowal tez, ze
wypchniecie czesci srodowiska poza dotychczasowe struktury moze
paradoksalnie pomoc Rozwoj Plus docierac do roznych grup wyborcow. W
ostrych slowach zaatakowal rzad, mowiac o potrzebie “pogonic ten rzad
patalachow, cynikow i Kacprzykow”.

Warszawa. Rekordowo niski stan wody w Wisle. Widoczne piasek i kamienie

Wisla w Warszawie osiagnela rekordowo niski stan. W piatek na stacji
Warszawa-Bulwary zanotowano zaledwie 102 centymetry. To najnizszy wynik od
rozpoczecia pomiarow w tym miejscu w 2017 roku. Pobity zostal poprzedni
rekord z wrzesnia 2025 roku, ktory po przeliczeniu zwiazanym ze zmiana zera
wodowskazu wynosil 104 centymetry. Niski poziom rzeki jest bardzo dobrze
widoczny golym okiem. Wisla odslonila duze lachy piasku, kamienie oraz
fragmenty dna, a niektore odkryte miejsca zaczely juz porastac trawa.
Rekordowo niskie stany odnotowano takze na sasiednich stacjach. W Modlinie
poziom wyniosl 189 centymetrow, przy pomiarach prowadzonych tam od 1926
roku. Na stacji Warszawa-Nadwilanowka zanotowano 26 centymetrow, a pomiary
w tym miejscu prowadzone sa od 1967 roku. Bardzo niskie sa rowniez
przeplywy. Na stacji Warszawa-Bulwary 7 sierpnia wynosily one zaledwie 150
metrow szesciennych na sekunde. W Modlinie bylo to 226 metrow szesciennych
na sekunde, a na Nadwilanowce 148. IMGW przypomina przy tym, ze stan wody
nie oznacza glebokosci rzeki. Jest to wysokosc lustra wody wzgledem
umownego punktu odniesienia nazywanego zerem wodowskazu. Kazda stacja ma
wlasny taki punkt. Jego rzedna moze sie zmieniac, miedzy innymi w wyniku
erozji dna rzeki. Gdy dno sie obniza, przy tej samej ilosci przeplywajacej
wody sam stan na wodowskazie rowniez moze byc nizszy. Dlatego czasami
konieczne jest obnizenie zera wodowskazu. Taka zmiana zostala dokonana
wlasnie na stacji Warszawa-Bulwary 1 listopada 2025 roku. Rzedna zera
obnizono wtedy o 100 centymetrow. Oznacza to, ze obecne 102 centymetry
wedlug wczesniejszego punktu odniesienia odpowiadalyby zaledwie dwom
centymetrom. Zdjecia znad Wisly pokazuja rozlegle lachy, kamieniste
fragmenty dna, plytkie kanaly oraz coraz wieksze obszary pozbawione wody.

Nowy Dwor Mazowiecki. W lesie znalazl dzban z monetami z czasow potopu
szwedzkiego

W lesie w poblizu Nowego Dworu Mazowieckiego odnaleziono wyjatkowy skarb z
XVII wieku. Dariusz Mastalerz, prowadzacy legalne poszukiwania z
wykrywaczem metalu za zgoda Mazowieckiego Wojewodzkiego Konserwatora
Zabytkow, natrafil na fragmentarycznie zachowany gliniany dzban wypelniony
monetami. Czesc monet znajdowala sie luzem, czesc pozostala polaczona z
ziemia i fragmentami naczynia. Znalezisko zostalo przekazane konserwatorowi
zabytkow i odpowiednio zabezpieczone. Wszystkie monety, ktore mozna bylo
dotychczas rozpoznac, pochodza z czasow Zygmunta III Wazy. Sa wsrod nich
egzemplarze z roznych rocznikow i roznych mennic. Mastalerz podkresla, ze o
ich wartosci nie bedzie decydowal wylacznie nominal, lecz przede wszystkim
niuanse numizmatyczne, rzadkosc poszczegolnych emisji i zachowanie
konkretnych egzemplarzy. Wsrod rozpoznanych monet znajduja sie miedzy
innymi orty oraz trojaki. Ort byl srebrna moneta, poczatkowo warta jedna
czwarta talara, pozniej 16, a nastepnie 18 groszy. Trojak byl polska moneta
o wartosci trzech groszy, poczatkowo srebrna, a pozniej takze miedziana.
Niewykluczone, ze glebiej w naczyniu znajduja sie jeszcze inne nominaly.
Znalazca szczegolnie liczy na obecnosc talarow, ktore naleza do bardzo
cennych znalezisk numizmatycznych. Na razie nie wiadomo dokladnie, ile
monet zawiera skarb ani jaka bedzie ich koncowa wartosc. Interesujacy jest
rowniez kontekst historyczny odkrycia. Monety pochodza z XVII wieku, czyli
z okresu potopu szwedzkiego. W tym czasie wojska szwedzkie przemieszczaly
sie w rejonie Modlina i budowaly tam fortyfikacje. Jedna z hipotez zaklada
wiec, ze pieniadze mogli ukryc mieszkancy okolicy, chcac zabezpieczyc
majatek przed wojskami. Inna mozliwosc jest taka, ze skarb ukryli sami
Szwedzi jako zdobyczne trofea. Dopiero dalsze badania archeologiczne i
numizmatyczne moga pomoc dokladniej ustalic pochodzenie depozytu oraz
okolicznosci jego ukrycia.

DETEKTYW

JAK KANADYJSKI OSZUST PODBIJAL EUROPE

Marek KSIAZEK

Kanadyjski oszust rodem z polskiej Warmii moglby zrobic kariere jako
specjalista od socjotechniki i manipulacji ludzkimi umyslami, ale wybral
krotsza i pozornie latwiejsza droge do zdobycia fortuny. Tylko ze na mecie
czekalo go wiezienie.

Trzeba przyznac, ze Marek Grzadek, bo pod takimi danymi personalnymi
wystepowal jako kanadyjski biznesmen, mial polot i pomysly, z ktorych
mogliby korzystac renomowani scenarzysci takich filmow jak “Wloska robota”.
W jego kryminalnym scenariuszu pojawil sie nawet Rafal Trzaskowski,
niedawny kandydat na prezydenta RP, wczesniej wiceminister spraw
zagranicznych i minister cyfryzacji polskiego rzadu, a w czasach opisywanej
tu przestepczej operacji – posel do Parlamentu Europejskiego w latach
2009 – 2013, zaczynajacy start do wielkiej kariery politycznej. Pewnie nigdy
sie nie dowiedzial, ze byl w te afere “zamieszany”, lecz doprawdy malo
brakowalo, aby zeznawal w sadzie jako swiadek.

ZAPROSZENIE DO BRUKSELI

Zacznijmy jednak od poczatku tej historii, z punktu widzenia mlodego
przedsiebiorcy dzialajacego w okolicach Olsztyna. 34-letni Janusz Antkowiak
przejal po ojcu niewielka zwirownie w gminie Dywity, a takze mala firme
recyklingowa, ktore mialy stac sie podstawa do rozwoju biznesu na szersza
skale. Ale to nie jest takie proste, bo nie kazdy ma talent i mozliwosci
Jordana Belforta, tytulowego bohatera filmu “Wilk z Wall Street”, chociaz
akurat jego kariera miala final w amerykanskim wiezieniu.

Czasami jednak zdarzaja sie niezwykle, mozna powiedziec – bajeczne
przypadki, ktore zmieniaja plotki w rekiny biznesu. I wydawalo sie, ze
wierzacy w swoja szczesliwa gwiazde Janusz na taka niezwykla szanse trafil.
Od czasu do czasu bywal w nocnym klubie w Olsztynie i tam ktoregos razu, we
wrzesniu 2010 roku, zaczepil go ochroniarz. Przekazal mu informacje od
znajomego zlodzieja samochodow, ktory niedawno wyszedl z wiezienia, ze
pewien rzutki gosc z zagranicy szuka kogos, kto gotow jest wlozyc pol
miliona euro w dochodowy interes.

– Czemu nie, moge pogadac – odpowiedzial wlasciciel zwirowni, na co
olsztynski bodyguard dal mu namiar na kanadyjskiego biznesmena, oczekujac
drobnej prowizji, gdyby wystrzalowy deal doszedl do skutku.

Tej nocy Janusz Antkowiak juz nie kladl sie spac, a w ciagu dnia –
uwzgledniajac roznice czasu – zadzwonil pod podany numer tajemniczego
Polonusa w Kanadzie, ktory przywital sie z rodakiem uprzejmie, robiac na
nim bardzo pozytywne wrazenie. A trzeba dodac, ze przedsiebiorca spod
Olsztyna nie byl w ciemie bity i mimo stosunkowo mlodego wieku potrafil
oddzielic ziarno od plew, co tym bardziej swiadczy, jak przekonujacy byl
Marek Grzadek.

Tak sie ow kanadyjski dobrodziej nazywal, a przynajmniej takimi
personaliami sie poslugiwal, co dopiero wyszlo po czasie. Ale przeciez samo
nazwisko Grzadek, jakze brzmiace po polsku, dodawalo tylko wiarygodnosci
rodakowi, ktory zrobil kariere za Wielka Woda.

Od niechcenia wspominal o znajomych, ktorych potrafil juz wspomoc
materialnie, przy okazji prezentujac sie jako prawdziwy swiatowiec, z
koneksjami w biznesie miedzynarodowym, doskonale czujacy sie w sieci
ukladow i powiazan, takze finansowych. Chwalil sie, ze ma partnerow
biznesowych nie tylko w Polsce, ale i za granica, a nawet ma znajomego
eurodeputowanego, ktory pomagal mu w roznych przedsiewzieciach, wiec
proponowany deal jest skazany na sukces i tylko glupi z tej okazji nie
skorzysta.

Pogawedka o tych relacjach trwala dobre pol godziny i Janusz doszedl do
wniosku, ze to jest wlasnie czlowiek, ktory mysli w nowoczesnych,
europejskich kategoriach i zlekcewazenie tej szansy byloby bledem nie do
odrobienia. Zwlaszcza ze Marek Grzadek nie naciskal na wplate pol miliona
euro “od reki”, lecz zaprosil potencjalnego partnera do Brukseli, centrum
zachodniej Europy.

Ta niespodziewana propozycja przewazyla szale i Antkowiak nie mial juz
watpliwosci, ze czeka go przygoda zycia, o jakiej nie snil w najsmielszych
marzeniach.

CZARODZIEJ Z DOLAROWEJ KRAINY

Ciag dalszy tej historii wcale nie wskazywal, ze kanadyjski biznesmen
zastawil na rodaka spod Olsztyna jakas misterna pulapke. Wszystko
przebiegalo bardzo sprawnie i powoli prowadzilo do celu.

Najpierw Janusz dolecial samolotem, na koszt Grzadka, do stolicy Belgii,
gdzie raczej niepozorny z wygladu gospodarz, ale w garniturze szytym na
miare i z eleganckim zegarkiem na rece, przyjal go z taka rewerencja, jakby
to byl jakis Solorz albo Niemczycki. Byl rowiesnikiem Janusza, wiec zaraz
obaj przeszli na “ty” i gosc od razu poczul sie wybrancem losu.

Reszta tylko dopelniala stanu oszolomienia. Kanadyjski Polak wsadzil rodaka
z ojczystego kraju do wypasionej limuzyny i zawiozl do pieciogwiazdkowego
hotelu w centrum Brukseli, a wieczorem zaprosil do wystrzalowej restauracji
na wystawna kolacje. Gospodarz za wszystko placil, a gdy gosc niby to
siegal do kieszeni z portfelem, Marek absolutnie nie pozwolil mu
partycypowac w kosztach.

Potem spacerowali po ulicach europejskiej stolicy, zwlaszcza po bajkowej
brukselskiej starowce. Na koncu wyladowali w hotelowym pokoju, gdzie niemal
do rana, przy butelce whisky Ballantine’s, toczyli powazna biznesowa
rozmowe, w ktorej Grzadek wystepowal w roli wszystkowiedzacego mistrza, zas
Antkowiak – lykajacego tajemna wiedze czeladnika. Nie mogl uwierzyc, ze to
wlasnie on stanie sie beneficjentem bajkowego biznesu nowego przyjaciela.

Przede wszystkim czarodziej z dolarowej krainy Kanady w przystepny sposob
wyjasnil mu, jakim sposobem stanie sie zamoznym, zeby nie powiedziec –
bogatym czlowiekiem. Deal mial polegac na tym, ze grupa osob dysponujaca
gotowka wplaca w sumie 10 milionow euro do jednego z najwiekszych funduszy
inwestycyjnych we Francji, co przyniesie im 8 procent czystego zysku, wiec
latwo policzyc, ze bedzie to 800 tysiecy euro. To tak na dobry poczatek.

Logiczne wiec, ze aby jak najwiecej tego zysku przejac, trzeba byloby jak
najwiecej do tej inwestycji wlozyc. Na razie udzial Janusza mial wyniesc
skromne 500 tysiecy euro, co wydawalo sie realne, a taka kwote mial
przekazac na konto polskiej firmy w Toruniu, posredniczacej w transakcji.

Aby pozbawic swojego goscia wszelkich podejrzen, Grzadek powolal sie na
eurodeputowanego Rafala Trzaskowskiego, ktory jako przyjaciel szefa
wspomnianego funduszu inwestycyjnego mial byc gwarancja tego
przedsiewziecia. Dzis niedoszly prezydent RP jest w Polsce politykiem
powszechnie znanym, ale wtedy, 15 lat temu, niewielu moglo powiedziec, ze
zna go osobiscie.

Wsrod nich mial byc Marek Grzadek, co imponowalo przedsiebiorcy spod
Olsztyna, zwlaszcza ze rysopis europosla mu sie zgadzal, bo onegdaj poznal
go jako wykladowce na szkoleniu w Warszawie, w ktorym bral udzial. A ze
akurat rozmawiali o tym w Brukseli, gdzie obraduje – poza glowna siedziba w
Strasburgu – Parlament Europejski, tym bardziej takie powiazanie wygladalo
wiarygodnie.

Na dodatek Antkowiak dostal od gospodarza rowniez REGON firmy, na ktorego
konto mial wplacac pieniadze, jak tez inne dokumenty pozwalajace mu rozwiac
wszelkie watpliwosci. Co wiecej, po powrocie na Warmie sprawdzil, ze
fundusz inwestycyjny o podanej nazwie istotnie istnieje we Francji, wiec
pozostalo mu tylko zebrac owe skromne pol miliona w europejskiej walucie.

MAREK ROZTACZAL PRZED JANUSZEM KOLOROWE WIZJE BIZNESOWEJ WSPOLPRACY, KTORA
MIALA ICH DOPROWADZIC DO NIEBYWALYCH SUKCESOW FINANSOWYCH, ALE NA RAZIE
MIELI DZIALAC SKROMNIE, PRZY NIEWIELKICH ZYSKACH.

ALI BABA PRZED WROTAMI SEZAMU

Nie bylo to latwe, bo jednak w przeliczeniu na polska walute wychodzilo
blisko 2 milionow zlotych. Nawet dzisiaj jest to duza kasa, zwlaszcza dla
takich sredniakow biznesu, jakim byl bez watpienia ambitny Janusz. Szukal
tu i owdzie, troche pozyczyl, bo przeciez nie mogl ot tak sobie sprzedac
koparki ze zwirowni czy samochodu do przewozu odpadow.

W sumie zgromadzil 600 tysiecy zlotych, czyli jakies 150 tysiecy euro.
Troche malo, ale lepsze to niz zrezygnowanie z tak korzystnej inwestycji.
Wazne, aby na poczatek sie zaczepic, a pierwsze pieniadze beda robic
nastepne i w koncu wyjdzie na swoje – rozumowal.

Poinformowal o tym Grzadka, ktory co prawda marudzil, ze powodzenie
interesu zalezy od tego, czy uda sie w sumie zgromadzic 10 milionow euro,
ale pod koniec rozmowy przystal na proponowana kwote i zaprosil go na
kolejna wizyte w Brukseli.

Janusz ponownie wsiadl do samolotu i polecial do stolicy Belgii. Tam
podpisali umowe na 600 tysiecy zlotych, ktora zaraz skwitowali skromnym,
ale gustownym i smacznym poczestunkiem w hotelowym pokoju, a potem przy
butelce whisky znow przegadali pol nocy.

Marek roztaczal przed Januszem kolorowe wizje biznesowej wspolpracy, ktora
miala ich doprowadzic do niebywalych sukcesow finansowych, ale na razie
mieli dzialac skromnie, przy niewielkich zyskach i za posrednictwem
“czlowieka z Toronto”, czyli z Torunia, bo tak w miejscowym zargonie zwane
jest to miasto nad Wisla.

Co prawda Antkowiak jeszcze tego posrednika nie poznal osobiscie, ale po
powrocie do kraju wyslal na jego konto umowiona kwote i niebawem, co go
bardzo ucieszylo, od wlozonego kapitalu dostal pierwsze odsetki. I to nie
8, ale 10 procent! Czy w tej sytuacji mogl miec cien watpliwosci, zwlaszcza
ze takie przelewy z odsetkami powtorzyly sie jeszcze dwa razy?

Zyc, nie umierac! Janusz poczul sie jak Ali Baba, przed ktorym nagle
otworzyly sie wrota Sezamu.

Ale to jeszcze nie bylo apogeum tej basniowej historii. Otoz w styczniu
2011 roku Marek Grzadek zaprosil Antkowiaka do Monako. Oczywiscie tak samo
jak wczesniej gospodarz zapewnil mu pobyt w eleganckim hotelu. Zwiedzali
tez razem to panstewko na Riwierze Francuskiej, gdzie panowal ksiaze Albert
II. Ba, Janusz wpadl nawet do legendarnego kasyna w Monte Carlo, choc tym
razem w towarzystwie rosyjskiego biznesmena o imieniu Igor.

Rosjanin mial byc jednym z dwoch kluczowych inwestorow w przedsiewziecie
polskiego Kanadyjczyka, sciagnietym specjalnie do Monako. Tym drugim byl
niejaki Franz, bo taka ksywke nosil Stanislaw L. z Rzeszowa, ktory na
spotkanie w atrakcyjnym miejscu przybyl w towarzystwie uroczej asystentki.
Zestaw biznesowy w najlepszym wydaniu. Kiedy zjedli skromna kolacje,
panowie przeszli do rzeczy, czyli do interesow.

NAGLE ZAMILKL TELEFON

Pojawil sie nowy pomysl, ktory w wersji inspiratora wygladal jak bulka z
maslem, tak byl prosty, logiczny i bezpieczny. Oto na rynku nieruchomosci
panuje wyrazna recesja, co powoduje, ze znacznie spadla wartosc ziemi i
obiektow. Mozna je kupic, jesli nie za bezcen, to za naprawde niewielkie
pieniadze.

Zeby sie nie bawic w drobiazgi, Grzadek proponowal kupic cale osiedle
mieszkaniowe od dewelopera z Irlandii, ktory wlasnie zbankrutowal, a
zakupiony majatek mozna byloby odsprzedac z 30-procentowym zyskiem, bo “my
wiemy, jak to sie robi”.

Janusz uznal, ze to rzeczowy, wiarygodny biznes i moze mu przyniesc takie
kokosy, jakich nigdy juz nie posmakuje. Jego zysk zalezal oczywiscie od
kwoty, jaka wplaci do wspolnej puli. Sam mial niewiele jak na takie
przedsiewziecie, nawet z zyskami przeslanymi mu przez “czlowieka z Toronto”.

Byl jednak tak zdeterminowany, ze postanowil przekonac dwoch kolegow z
Olsztyna, aby mu pozyczyli pieniadze, z czego sami beda mieli dodatkowy
dochod. Po co kase trzymac na koncie, jesli mozna puscic ja w obieg i bez
wysilku zarobic troche grosza?

Antkowiak byl na tyle przekonujacy – wiadomo, dobra szkola wspolnika z
Kanady – ze koledzy mu zaufali: jeden na 180 tysiecy zlotych, drugi na 313
tysiecy. W sumie na konto posrednika w Toruniu przelal 900 tysiecy zlotych.

I wtedy telefon przyjaciela nagle zamilkl.

Marek Grzadek nie odpowiadal takze na maile, co juz powaznie zaniepokoilo
olsztynskiego przedsiebiorce. Ludzil sie jeszcze, ze moze wspolnik wyjechal
w inne rejony swiata, moze zachorowal albo po prostu dopina deal z
nieruchomosciami Irlandczyka. Ale czas mijal, a on nie dawal zadnego
sygnalu.

Zniecierpliwiony Antkowiak doszedl do sciany i nie wiedzial, co dalej
robic. Probowal odnalezc Kanadyjczyka na wlasna reke, ale nic z tego nie
wyszlo. Pod koniec 2011 roku zwrocil sie o pomoc do kancelarii adwokackiej.
Prawnik zasugerowal, zeby zglosil sprawe na policje.

Jednak funkcjonariusze z Wydzialu Przestepstw Gospodarczych Komendy
Wojewodzkiej Policji w Olsztynie nie zdolali namierzyc osobnika o
personaliach Marek Grzadek. Taki czlowiek w ogole im w systemie nie
“wyskakiwal”.

Skojarzyli jednak kilka faktow i danych, typujac podejrzanego, w ktorym
Janusz rozpoznal biznesowego partnera z Brukseli i Monako. Czlowieka, ktory
wcale nie nazywal sie tak, jak mu sie przedstawial.

Prawda okazalo sie tylko to, ze byl rowiesnikiem polskiego wlasciciela
zwirowni, ale – co ciekawe – takze jego ziomalem, bo pochodzil z Warmii,
konkretnie z Lidzbarka Warminskiego, gdzie sie urodzil, choc ostatnio nie
mial stalego adresu zameldowania.

Nazywal sie Adam W. i byl oszustem, za co juz mial wyrok, ktory odsiedzial
w olsztynskim wiezieniu. To wlasnie za kratkami poznal lokalnego zlodzieja
samochodow, ktory pozniej przekazal bramkarzowi z klubu nocnego, ze pewien
gosc z Kanady poszukuje wspolnika do biznesu. Tak trafil na Janusza
Antkowiaka.

Nie byl to jego jedyny “biznes”. Kiedy po drobnym wyroku wyszedl na
wolnosc, nie skonczyl z przekretami. I to na duza skale, o czym swiadczy
oszustwo na kilka milionow euro w handlu dwutlenkiem wegla, co wiazalo sie
z przyznaniem unijnych dotacji na ograniczenie emisji CO₂.

Za to poszukiwala go Komenda Stoleczna Policji, wysylajac za nim cztery
listy goncze i dwa europejskie nakazy aresztowania, dzieki czemu olsztynscy
sledczy skojarzyli “Marka Grzadka”.

Nie bylo latwo go dopasc, bo poslugiwal sie falszywymi personaliami i
paszportami. W koncu jednak poszukiwany zostal trafiony. I to gdzie – w
kanadyjskim Toronto, tym prawdziwym! Mieszkal tam ostatnio z partnerka i
dwojka dzieci. Prokuratura wystapila o jego ekstradycje i tak Adam W.
wrocil do Polski, juz na dluzej.

SYTUACJA STALA SIE NA TYLE SKOMPLIKOWANA, ZE SEDZIA ZASTANAWIAL SIE NAWET,
CZY NIE WEZWAC NA ROZPRAWE, W ROLI SWIADKA, RAFALA TRZASKOWSKIEGO, KTORY
PEWNIE O TYM PROCESIE NIE MIAL POJECIA.

WROCIL TAM, SKAD WYSZEDL

Zanim jednak zapadl wyrok w Olsztynie, oszust dostal 2,5 roku odsiadki za
naciagniecie plockiego biznesmena na zaliczke przy sprzedazy blachy
ocynkowanej, ktorej nie mial.

W tym czasie byl dowozony do olsztynskiej prokuratury z Warszawy i podczas
sledztwa przyznal sie do oszukania Antkowiaka. Kiedy jednak ten skromny z
wygladu blondyn, w blekitnym, gustownym sweterku i dzinsach, ale z drogim
zegarkiem na rece, zasiadl na lawie oskarzonych w sadzie okregowym nad
Lyna, zaprzeczyl wyjasnieniom zlozonym w sledztwie.

Twierdzil przy tym, ze przyznal sie wczesniej do winy, poniewaz zawarl z
prokuratorem prawniczy deal. Mial zgodzic sie na 2,5 roku wiezienia pod
warunkiem, ze zwroci Januszowi wyludzone pieniadze. Zgodzil sie tylko
dlatego, ze prokurator mial go “na widelcu”, ale gdy przejrzal akta sprawy
i dostrzegl luki w akcie oskarzenia, wycofal sie z ukladu.

W zwiazku z tym udowodnienie mu winy bylo po stronie oskarzyciela
publicznego. Sytuacja stala sie na tyle skomplikowana, ze sedzia
zastanawial sie nawet, czy nie wezwac na rozprawe, w roli swiadka,
wspomnianego Rafala Trzaskowskiego, ktory pewnie o tym procesie nie mial
pojecia. Zwyciezyl rozsadek i sad uznal, ze nie ma to sensu.

We wrzesniu 2015 roku, po czterech latach od zatrzymania Adama W., zostal
on skazany na 5,5 roku pozbawienia wolnosci – tylko za oszukanie Janusza
Antkowiaka i drugiego biznesmena na kwote 1,3 miliona zlotych.

Natomiast “czlowiek z Toronto”, czyli posrednik z Torunia, ktory odpowiadal
z wolnej stopy, wyszedl z sadu bez kajdanek, zadowalajac sie wyrokiem
zaledwie szesciu miesiecy pozbawienia wolnosci w zawieszeniu.

Poszkodowany w tej aferze Janusz Antkowiak nie poddal sie i nadal zajmuje
sie recyklingiem, choc juz staranniej dobiera sobie wspolnikow.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek �sMARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek �sMARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

�sWspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty
Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl

Wypisanie z listy / Unsubscribe:

https://gazetka-gargamela.eu/wysylka/unsubscribe.php?uid=4551574&adr=admin@intermanager.org

lub napisz na / or send email to stop@gazetka-gargamela.eu