Dzien dobry – tu Polska – 8.06.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI Nr 160 (6992)

Poniedzialek, 8 czerwca 2026 r.

A

SPORTOWY WEEKEND

7 czerwca 2026r.

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

TENIS

-“Chwalinska otrzyma dzika karte na Wimbledon? Brytyjczyk mowi
wprost”-Mateusz Gawel”

Chociaz final Rolanda Garrosa dal Mai Chwalinskiej awans na 21. miejsce w
rankingu, Polka nie moze byc pewna gry w kolejnym wielkoszlemowym turnieju.
Organizatorzy Wimbledonu zamkneli liste zgloszen, gdy w Paryzu trwaly
jeszcze eliminacje. 24-latka zlozyla juz wniosek o otrzymanie dzikiej
karty. Swoimi przewidywaniami podzielil sie Tim Henman, ktory bral udzial w
procesie przyznawania wejsciowek.

Dziewiec meczow z rzedu wygrala Maja Chwalinska podczas tegorocznych zmagan
na kortach im. Rolanda Garrosa. Chociaz final nie potoczyl sie po mysli
Polki – Mirra Andriejewa wygrala 6:3, 6:2 – notowana przed turniejem na
114. miejscu w rankingu WTA Chwalinska napisala cudowna historie, przebojem
wdzierajac sie do czolowki.

Awans na 21. pozycje na swiecie oznacza pewne miejsce w najwazniejszych
turniejach cyklu WTA Tour. Wyjatkiem jest jedynie rozpoczynajacy sie za
kilka tygodni Wimbledon. Brytyjczycy bowiem zamkneli liste zgloszen 19
maja. 24-latka dzien wczesniej pokonala Alice Rame w pierwszej rundzie
kwalifikacji. Piekna paryska basn dopiero sie rozpoczynala.

Co oczywiste, po tak znakomitym turnieju kibice nie moga doczekac sie
kolejnego wystepu Mai Chwalinskiej. Menedzer tenisistki, Piotr Szczypka,
potwierdzil niedawno, ze Polke czeka teraz krotki odpoczynek. Nastepnym
turniejem bedzie wlasnie Wimbledon. – Napisalismy juz pismo z Polskim
Zwiazkiem Tenisowym, wiec czekamy na jakas odpowiedz. Uruchomilismy
wszystkie mozliwe kanaly, wiec wierzymy, ze sie uda – powiedzial na temat
dzikiej karty.

Czy powiedzie sie to? Trudno powiedziec. “Organizatorzy zazwyczaj przyznaja
je przede wszystkim brytyjskim tenisistom oraz najwiekszym gwiazdom
swiatowego tenisa, ktore z roznych przyczyn (kontuzje, spadki formy,
macierzynstwo) sa nizej w rankingu” – zauwaza dziennikarz Sport.pl, Dominik
Senkowski. Chwalinska nie nalezy do zadnej z tych grup, nie odnosila tez
sukcesow w juniorskim Wimbledonie jak siostry Radwanskie. Agnieszka
otrzymala dzika karte w 2006, a Urszula – w 2008 roku.

Temat gry Mai Chwalinskiej na Wimbledonie zostal poruszony w dyskusji na
antenie TNT Sports. – Zastanawiam sie, czy otrzyma wejsciowke do Londynu. I
mam przy sobie idealnego goscia – powiedzial Andy Roddick, legendarny
amerykanski tenisista. Obok niego siedzial Tim Henman, ktory w przeszlosci
pomagal organizatorom w procesie przyznawania dzikich kart. – Mysle, ze
jest na to calkiem niezla szansa – stwierdzil Brytyjczyk.

W zeszlym roku podobna dyskusja dotyczyla Lois Boisson. Notowana wowczas w
czwartej setce rankingu Francuzka wykorzystala otrzymana dzika karte.
Dotarla do polfinalu Rolanda Garrosa, po drodze eliminujac m.in. Jessice
Pegule i Mirre Andriejewa. Organizatorzy Wimbledonu pozostali jednak
niewzruszeni i Boisson musiala przystapic do kwalifikacji. Odpadla w
pierwszym meczu.

-Fibak nie dowierza, co spotkalo Chwalinska. “Nigdy czegos takiego nie
widzialem” – Agnieszka Niedzialek

– Jestem na tym korcie od 50 lat i nigdy czegos takiego nie widzialem.
Obojetne, czy grala Martina Navratilova, Rafael Nadal lub Novak Djokovic –
mowi Sport.pl Wojciech Fibak, opisujac reakcje publicznosci na Maje
Chwalinska tuz przed finalem Rolanda Garrosa. Byly tenisista wskazuje tez
przyczyny przegranej Polki i to, co go w tym meczu zdziwilo.

Sen Mai Chwalinskiej w tegorocznym Roland Garros wlasnie dobiegl konca.
Teoretycznie nie mial szczesliwego zakonczenia, bo Polka przegrala w finale
z Rosjanka Mirra Andriejewa 3:6, 2:6. Ale kazdy, kto sledzil historie
niespelna 25-letniej kwalifikantki, wie, ze moze i przegrala ostatni mecz,
ale podwojnie wygrala caly turniej. Ten wystep nie tylko bowiem sprawil, ze
ze 114. miejsca w swiatowym rankingu awansuje w poniedzialek az na 21., ale
tez – jak zapewnia bedacy na trybunach w sobote Wojciech Fibak – podbila
takze serca miejscowych kibicow.

Agnieszka Niedzialek: Przed finalem typowal pan, ze wygra go Maja
Chwalinska, choc na papierze zdecydowana faworytka byla osma na liscie WTA
Mirra Andriejewa. Czemu wedlug pana ten wymarzony dla polskich kibicow
scenariusz sie nie ziscil?

Wojciech Fibak: Oczywiscie, ze zdecydowana faworytka byla Andriejewa, ale
wierzylem w Maje. To byl chyba o jeden mecz za duzo [dla Polki, ktora
przeszla trzystopniowe eliminacje, byl to 10. wystep w tym turnieju –
red.]. Maja juz nie miala tego timingu co wczesniej. Wiadomo, byl tez
wiatr, ale on przeszkadzal jednej i drugiej tenisistce. Glowna przyczyna
byla jednak Andriejewa. Okazala sie rownie sprytna i rownie madra co Maja.
Poradzila sobie z wiatrem i z presja oraz grala w podobnym stylu do Mai,
choc oczywiscie mocniej uderzala. Ale potrafila tez z wyczuciem odbijac
pilki, skracac, podcinac. Swietnie kryla kort i slizgala sie, co jest wazne
na korcie ziemnym. Pod tym wzgledem byla duza roznica w porownaniu do
wszystkich poprzednich przeciwniczek Polki w tym turnieju, ktore byly
zagubione z powodu jej stylu i nie potrafily sprytnie, madrze reagowac na
jej taktyke.

Za dobre przygotowanie Andriejewej do meczu z Polka pochwaly naleza sie
trenujacej od dwoch lat Rosjanke Conchicie Martinez. Wspolpraca slynnej
Hiszpanki z nastolatka przynosi jak na razie swietne rezultaty.

– To znakomita trenerka, ktora sprawila, ze Andriejewa miala dzis
odpowiedzi na trudne zagrania Mai. Moze tez Mirra sama z siebie czasem
instynktownie dobrze reagowala. Poczatek meczu byl bardzo wyrownany, a
pozniej Rosjanka odskoczyla. Wygrala zasluzenie, brawa dla niej. Nie moze
to jednak w zaden sposob przycmic sukcesu Mai. Nie mozemy zapomniec jej
wszystkich zwyciestw i tego, ze dotarla do finalu. Jest wielka, wspaniala.
Andriejewa rzeczywiscie zagrala swietnie taktycznie. Chyba latwiej byloby
Mai grac nawet z Aryna Sabalenka. Ta popelniala duzo dziwnych bledow i by
szalala na korcie. A Rosjanka ciagle utrzymywala dyscypline taktyczna, byla
znakomita. Gdy cos sie jej nie udawalo, to powracala do planu. Maja mogla
wiec zejsc z kortu z podniesiona glowa.

W przeszlosci zdarzalo sie czasem, ze Andriejewa na korcie przytlaczaly w
pewnym momencie emocje i zaczynala duzo gorzej grac. Zaskoczylo pana, ze
tym razem ta mloda zawodniczka tak dobrze poradzila sobie pod tym wzgledem?

– Tak, ona ma w sobie cos takiego… Z jednej strony jest mila i elegancka,
a z drugiej – ma w sobie taka zadziornosc. Dzis to pokazala. Byla lepsza od
Mai, imponujac dojrzaloscia i trzymaniem sie taktyki. Dziwne bylo dla mnie
tylko, ze wiatr bardziej przeszkadzal dzis Polce, czyli najsprytniejszej z
tenisistek.

Obejrzal pan to spotkanie z trybun kortu centralnego. Na co pan zwrocil
uwage przy tej okazji?

– 90 procent publicznosci bylo za Maja. Gdy weszla na kort przed meczem, to
witali ja wszyscy. Dostala kilkuminutowa owacje na stojaco. Jestem na tym
korcie od 50 lat, nie opuscilem w tym okresie zadnej edycji i nigdy czegos
takiego tu nie widzialem. Obojetnie, czy tu grala Chris Evert, Martina
Navratilova, Monica Seles, Steffi Graf, Rafael Nadal, Novak Djokovic czy
Roger Federer. Nikt nie byl tu tak witany jak Maja. To bylo cos niezwyklego.

Polacy az tak zdominowali trybuny?

– Nie chodzi tylko o Polakow. Owszem, bylo ich sporo, ale oni mogli
zapelniac moze 10 procent trybun, a nawet pewnie mniej.

Czyli Chwalinska podbila serca francuskich kibicow?

– Tak. Dlatego, ze jest taka filigranowa i ze gra taki cudowny tenis. Taki
techniczny, ciekawy. I dlatego, ze jest taka skromna i urocza. Za to
wszystko ja uwielbiaja.

Kiedy pan poczul, ze to moze byc przelomowy turniej dla Polki, ktora nigdy
wczesniej nie przeszla w Wielkim Szlemie drugiej rundy, a w glownej
drabince wystapila dopiero po raz trzeci?

– Gdy w pierwszej rundzie pokonala Chinke Qinwen Zheng. Wtedy jeszcze tego
nie ujawnialem, ale po jej kolejnym wygranym spotkaniu zaczalem wysylac do
bliskich wiadomosci, piszac, ze Maja wygra ten turniej. A potem zaczalem to
juz mowic bardziej oficjalnie. Dla mnie ona tak naprawde wygrala. Dlatego
przylecialem w piatek z obolalym po operacji kolanem, bo chcialem wspierac
ja z trybun.

Po tym wielkim sukcesie – jako 21. rakieta globu – bedzie funkcjonowac w
calkowicie nowej dla siebie tenisowej rzeczywistosci. Jak pan sobie
wyobraza jej dalsze losy?

– Nawierzchnia trawiasta powinna byc korzystna dla niej, ale trzeba
pamietac, ze teraz wszystkie tenisistki beda chcialy z nia wygrac. Beda
chcialy pokonac wicemistrzynie Rolanda Garrosa. Jej postrzeganie wiec sie
bardzo zmieni. Juz nie bedzie tym kopciuszkiem, ktory gra zawsze z lepszymi
i nie ma zadnej presji. Teraz to na niej bedzie troche wieksza presja, by
wygrywac.

SIATKOWKA

-“Pierwsza porazka Polek w Lidze Narodow! A zaczelo sie od 25:16”-Mateusz
Gawel

Niestety, reprezentacja Polski siatkarek nie zakonczyla pierwszego tygodnia
rywalizacji w Lidze Narodow z kompletem zwyciestw. W czwartym meczu lepsze
od Bialo-Czerwonych okazaly sie Chinki. Podopieczne Stefano Lavariniego
przegraly 1:3.

Trzy mecze, trzy zwyciestwa – taki byl bilans reprezentacji Polski na
poczatku rozgrywek tegorocznej Lidze Narodow. Podopieczne Stefano
Lavariniego podczas turnieju w Nanjing pokonaly Belgijki, Czeszki oraz
Serbki i plasowaly sie w czolowce tabeli. Jak zreszta przystalo druzynie,
ktora w trzech poprzednich edycjach zdobywala brazowe medale.

W niedziele naprzeciw Polek stanely gospodynie – Chinki, ktore zmagania
zaczely slabo. W pierwszym meczu sensacyjnie przegraly z Czeszkami, a
nastepnie potrzebowaly tie-breaka do zwyciestwa nad Tajlandia. Dopiero
wygrana z Serbia przyszla latwo. Te wyniki sprawily, ze Chiny plasowaly sie
przed meczem z Polska na siodmym miejscu w tabeli. Bialo-Czerwone byly
piate.

Pierwszy set niedzielnego spotkania byl koncertem reprezentantek Polski!
Swietnie spisywaly sie Julita Piasecka oraz Julia Szczurowska, ale chwalic
mozna bylo cala druzyne. Funkcjonowalo wszystko. Chinski szkoleniowiec
blyskawicznie wykorzystal obie przerwy, ale nie przyniosly one rezultatu.
Polki od samego poczatku kontrolowaly wynik i wygraly partie do 16.

Gospodynie znakomicie rozpoczely za to drugiego seta. Przy stanie 8:5 dla
Chinek czas wzial Stefano Lavarini, ale nie udalo mu sie wstrzasnac
zespolem. Dluga seria przegranych akcji sprawila, ze selekcjoner znow
przywolal Bialo-Czerwone do siebie. Wciaz jednak nie bylo efektow. Chinki
graly kapitalnie, w pewnym momencie mialy nawet 11 punktow przewagi. Niezla
koncowka Polek pozwolila jedynie na zmniejszenie strat. Skonczylo sie
przegrana do 18.

I niestety poczatek trzeciej partii wygladal podobnie. Chinki zanotowaly
pieciopunktowa serie i Lavarini znow musial szybko interweniowac. Przewaga
szesciu punktow w polowie seta zostala jednak zniwelowana dzieki znakomitym
zagrywkom Anny Obialy, ktora poslala dwa asy. Polki prowadzily nawet dwoma
punktami, ale koncowka nalezala do gospodyn. Kapitalna grala Zhang – to ona
zakonczyla partie, blokujac Oliwie Sieradzka. Chinki trzeciego seta wygraly
25:23.

Przez kilka pierwszych minut czwartego seta kibice ogladali zacieta
rywalizacje. Od stanu 9:9 trzy punkty z rzedu zdobyly Chinki, ale chwile
pozniej na serwis weszla Maja Koput. Po jej asie bylo 12:12 i znow zadna ze
stron nie byla w stanie wywalczyc sobie przewagi. Niestety, Polki stracily
koncentracje po kontrowersyjnej decyzji sedziny i to byl moment zwrotny.
Chinki przejely inicjatywe i pomimo gry na przewagi, wygraly seta i caly
mecz.

Chiny 3:1 Polska (16:25, 25:18, 25:23, 26:24)

Kolejny turniej Ligi Narodow z udzialem Polek odbedzie sie w dniach 17-21
czerwca w Bangkoku. Podopieczne Lavariniego zmierza sie kolejno z Bulgaria,
Ukraina, Holandia oraz Kanada.

FORMULA 1

Verstappen nie ruszyl ze startu, Leclerc w barierze. Antonelli wygrywa
Grand Prix Monako

Jak na Grand Prix Monako, ktore zwykle odbywa sie bez wielkich emocji na
torze, to naprawde dostalismy dzis emocjonujacy wyscig. Najlepszy w nim
okazal sie Kimi Antonelli z Mercedesa, ktory wyprzedzil Lewisa Hamiltona z
Ferrari i Isacka Hadjara z Red Bulla.

Pierwsza dramaturgie mielismy juz na samym starcie, z ktorego nie ruszyl
Max Verstappen. Holender czolgal sie z drugiego pola startowego, a cala
stawka go wyprzedzila i pomnkela do pierwszego zakretu. Czterokrotny mistrz
swiata zostal od razu wycofany z wyscigu po wykryciu problemow w jego
bolidzie.

W pierwszej czesci wyscigu skupialismy sie na walce Hadjara z Georgem
Russellem, o ile mozna to nazwac walka. Francuz mial problemy ze swoim
bolidem, ale na kretych ulicach Monte Carlo mogl mimo wszystko utrzymywac
za soba sfrustrowanego Brytyjczyka.

Byl to jednak dla niego jedynie poczatek duzo wiekszej frustracji. Przy
zjezdzie do alei serwisowej wyjechal bowiem za linie i sedziowie wlepili mu
piec sekund kary. Nie planowal jej obslugiwac, ale na kilkanascie okrazen
przed koncem wyscigu w barierze znalazl sie Lance Stroll, a na tor wyjechal
samochod bezpieczenstwa. To spowodowalo, ze wielu kierowcow zjechalo do
mechanikow, a w Merecedesie zapomnieli o karze i Russell po wyjezdzie z
alei dowiedzial sie, ze musi jeszcze raz przez nia przejechac po kolejnym
upomnieniu od sedziow.

Tego jednak nie zdazyl zrobic, bo tuz po zjezdzie samochodu bezpieczenstwa
w te sama bariere co Stroll, wpakowal sie Charles Leclerc, ktory jechal na
trzecim miejscu. Sedziowie wywiesili czerwona flage i pozwolili wszystkim
zdublowanym kierowcom wrocic na swoje miejsce. To byl najgorszy mozliwy
scenariusz dla Russella, bo stawka sie zbila, mielismy restart z pol
startowych, a po nim Brytyjczyk zjechal odsluzyc kare i wypadl z
punktowanych pozycji.

W trakcie wyscigu nie brakowalo wielu innych dramatycznych momentow, bo z
powodu awarii wycofac sie musial Lando Norris, a wielu kierowcow dostawalo
kary czasowe od sedziow, glownie za przewinienia w alei serwisowej.

Po uwzglednieniu wszystkiego wyscig wygral Antonelli, ktory prowadzil od
startu do mety. Za jego plecami na mete wjechal Hamilton, a trzeci byl
Hadjar, ktory przez caly wyscig narzekal na swoj sprzet. Po weekendzie w
Monako 19-letni Wloch jeszcze bardziej powiekszyl przewage nad reszta
stawki w klasyfikacji generalnej.

PILKA NOZNA

-Arka Gdynia i Lechia Gdansk poznaly wszystkich rywali w Betcliku 1 Lidze.
Od Warszawy i Poznania, po Niepolomice i Nieciecze-Rafal Rusiecki

Sklad druzyn, ktore w sezonie 2026/2027 beda wystepowac w Betcliku 1 Lidze
jest juz w pelni znany. Trojmiejscy spadkowicze z PKO Ekstraklasy – Arka
Gdynia oraz Lechia Gdansk – mierzyc sie beda z 16 innymi zespolami. Dwie
pierwsze uzyskaja bezposredni awans do krajowej elity, a trzecia po
dwustopniowych barazach.

Promocje do PKO Ekstraklasy uzyskali pilkarze Slaska Wroclaw, Wisly Krakow
oraz Wieczystej Krakow. Ci ostatni zrobili to po barazach. Taka sama
sciezke dla swoich druzyn widza kibice w Gdansku oraz Gdyni. Wlasciciele
Lechii oraz Arki deklarowali juz, ze chca szybko wrocic na najwyzszy poziom
sportowy w Polsce.

Arka Gdynia oraz Lechia Gdansk to spadkowicze z PKO Ekstraklasy. Trzecia
druzyna ze sportowa degradacja jest Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Promocje
z II do I ligi wywalczyly natomiast Unia Skierniewice, Warta Poznan oraz
Podbeskidzie Bielsko-Biala. “Gorale” zrobili to po dwustopniowych barazach,
przystepujac do nich z czwartej pozycji w tabeli.

Mecze Betcliku 1 Ligi transmitowane sa w TVP Sport. Pokazywane sa wszystkie
spotkania w trakcie kolejki – cztery w przekazie telewizyjnym, a piec w
internecie na stronie Sport.tvp.pl oraz w aplikacji mobilnej.

Terminarz Betcliku 1 Ligi na sezon 2026/2027 zostanie zaprezentowany juz
wkrotce. Pierwsze kolejki najprawdopodobniej w koncowce lipca 2026 roku.
Kibice w Gdansku i Gdyni czekaja na to, kiedy beda mogli sie ekscytowac
derbami Trojmiasta.

Druzyny w 1 Lidze w rozgrywkach 2026/2027

• Arka Gdynia

• Lechia Gdansk

• Bruk-Bet Termalica Nieciecza

• Chrobry Glogow

• LKS Lodz

• Miedz Legnica

• Odra Opole

• Pogon Grodzisk Mazowiecki

• Pogon Siedlce

• Polonia Bytom

• Polonia Warszawa

• Puszcza Niepolomice

• Ruch Chorzow

• Stal Mielec

• Stal Rzeszow

• Podbeskidzie Bielsko-Biala

• Unia Skierniewice

• Warta Poznan

-“Oto nieoczywisty wygrany meczu z Nigeria. “Polska potrzebuje” – Michal
Trela

Kadra wciaz traci bramki i znow nie wygrala, ale jednak na urlopy
reprezentanci mogli sie rozjechac w dobrych nastrojach dzieki strzalowi,
ktory zaskoczyl chyba nawet samego strzelca. Polska zremisowala z Nigeria w
szczesliwych okolicznosciach, ale zasluzenie. Bo w porownaniu do porazki z
Ukraina to byl znaczny krok naprzod.

“Wisnia, czys ty mi zwariowal?!”. Jan Urban, wtargnawszy na murawe tuz po
koncowym gwizdku meczu z Nigeria, byl nie mniej zdziwiony niz
niespodziewany bohater ostatniej akcji. Przemyslaw Wisniewski, liczac ze
wspolnym czasem w Gorniku Zabrze, rozegral u niego 44. mecz i wlasnie
strzelil pierwszego gola. Potezna bomba z 30 metrow pozwolila
reprezentantom Polski i kibicom na troche usmiechu, nim rozjada sie na
urlopy. We wrzesniu, gdy spotkaja sie ponownie, gra bedzie juz szla o
punkty Ligi Narodow. Strzal oddany z braku lepszego pomyslu na zakonczenie
akcji nim sedzia gwizdnie po raz ostatni, ma duze znaczenie dla tej
druzyny. Bo wyrywa ja ze szponow negatywnej narracji, ktora po niemal roku
pracy juz powoli zaczynala doganiac Urbana jak wielu jego poprzednikow.

Kazdy gol stracony na 0:1 rodzi juz skojarzenia z wczesniejszymi
tegorocznymi meczami, w ktorych bylo podobnie. Kazdy w ogole stracony
prowokuje do liczenia spotkan bez czystego konta i sredniej bramek, na
jakie kadra pozwala rywalom. To wszystko prawda. Reprezentacji Polski za
latwo bylo strzelic ostatnio gola. Nie powinno to jednak przyslaniac obrazu
tego konkretnego meczu, ktorego nie ma sensu wrzucac do jednego worka ze
starciami ze Szwecja, o zupelnie innym ciezarze gatunkowym, czy z Ukraina,
rozegranego w zupelnie inny sposob. Tym razem zarowno wyjsciowy sklad, jak
i zmiany przeprowadzane w trakcie meczu zdawaly sie sugerowac, ze Urban
testuje mniej rozwiazan niz z Ukraina, a bardziej gra na wynik. Byc moze on
tez czul, ze trzecia porazka z rzedu nie ulatwi mu pracy w najblizszych
miesiacach. Szczesliwie, bo szczesliwie, rezultat udalo sie wyratowac.

Szczesciem byly jednak tylko okolicznosci, czyli gol wyrownujacy wraz z
“syrena koncowa”. Z przebiegu gry bowiem remis jest jak najbardziej
sprawiedliwym rozstrzygnieciem. Polacy strzelili gola w mocno nieoczywistej
sytuacji, ale wczesniej zmarnowali kilka dobrze wypracowanych akcji.
Poczawszy od pudla Jakuba Kaminskiego glowa po swietnej wrzutce Nicoli
Zalewskiego, na dwoch przegranych pojedynkach Roberta Lewandowskiego z
bramkarzem skonczywszy. Kamil Grabara tez musial sie wykazywac, choc
glownie po strzalach z dystansu. Jedyny raz naprawde rozklepani Polacy
zostali przy pierwszym straconym golu, gdy Kacper Potulski zlamal linie
spalonego, a potem jeszcze sugerowal asystentowi podniesienie choragiewki,
zamiast gonic uciekajacego rywala. Druga bramka to juz indywidualny blad,
czyli zagranie reka Kacpra Kozlowskiego po rzucie roznym. Nigeryjczycy,
rozgrywajac pilke, sprawiali grozniejsze wrazenie. Ale caly ten mecz trudno
uznac za jakis wyjatkowy pokaz nieszczelnosci polskiej defensywy.

Duzy wplyw na to miala postawa Bartosza Slisza, ktorego mozna uznac za
najwiekszego nieoczywistego wygranego tego spotkania. Urban zaczal od
wystawiania go w pierwszym skladzie, ale w tym roku coraz czesciej z niego
rezygnowal. W marcowych barazach dal mu zagrac tylko minute. Przeciw
Nigerii po raz pierwszy od listopada wystawil w wyjsciowym skladzie.
Preferowany w 2026 roku ofensywnie nastawiony duet Piotr Zielinski –
Sebastian Szymanski tym razem zyskal dodatkowe zabezpieczenie w postaci
Slisza, co dla tercetu stoperow wydawalo sie nieocenione. Kilkakrotnie to
wlasnie pomocnik Brondby ratowal druzyne w ostatniej chwili. A to, gdy
Grabara za krotko podal we wlasnym polu karnym, a to gdy trzeba bylo
przerwac kontre. Ten mecz wyraznie pokazal, ze Polska potrzebuje miec w
srodku pola taki rygiel ubezpieczajacy obrone, nawet jesli czesciowo
uposledza to poczynania ofensywne.

Slisz byl wygranym nieoczywistym, bo tym, ktory zapamieta ten mecz
najdluzej, bedzie Potulski. Przy straconym golu nie wypadl najlepiej, choc
wina za to trafienie rozklada sie na wiecej barkow, ale trafienie w kadrze
w pierwszym meczu w wyjsciowym skladzie, do tego na Stadionie Narodowym,
majac 18 lat i zostajac najmlodszym strzelcem gola w kadrze od czasow
Wlodzimierza Lubanskiego, musi robic wrazenie. Bramka to jednak tylko
dodatek do nieoczywistych rozwiazan z pilka, na ktore decydowal sie gracz
FSV Mainz, napedzajac ataki. Choc w defensywie przegral pare pojedynkow,
pokazal, ze jest pilkarzem, ktorego chcialoby sie widziec w kadrze
czesciej. O pierwszy sklad bedzie mu na razie trudno, przy Jakubie
Kiwiorze, Janie Bednarku i Wisniewskim, ktory tez przeciez zapunktowal. Ale
o obecnosc w gronie reprezentantow na kolejnym zgrupowaniu Potulski nie
powinien sie raczej martwic.

Poza tym jednak, jak zwykle w reprezentacji Polski od czasow glebokiego
Michala Probierza, wszystko, co najlepsze w grze Bialo-Czerwonych” zwiazane
bylo z Nicola Zalewskim, jego przebojowoscia, bezkompromisowoscia i checia
wchodzenia w pojedynki, gdy tylko to mozliwe. To wciaz ten z zawodnikow,
ktory w reprezentacyjnej koszulce rosnie. Tym razem zaliczyl asyste przy
trafieniu Potulskiego, wczesniej powinien miec jedna na koncie po swietnym
obsluzeniu slabiej dysponowanego tego dnia Kaminskiego. Akurat na prawym
wahadle zawodnik FC Koeln nie przekonal tak, jak gdy byl w reprezentacji
ustawiany blizej napastnika. Ataki sunely wiec glownie lewa strona
Zalewskiego, u ktorego imponuje, ze nie sprawia mu roznicy, czy kopie
prawa, czy lewa noga, co czyni go trudniejszym do pilnowania dla obroncow.

Pierwszy z goli Polakow padl po rzucie roznym bitym przez Sebastiana
Szymanskiego i akurat zagrania ze stojacej pilki zawodnika Stade Rennes
staly przez caly wieczor na wysokim poziomie. Mozna natomiast miec
zastrzezenia do tego, jak zaprezentowali sie naturalni liderzy ofensywy.
Piotr Zielinski, ktory zrownal sie w liczbie wystepow z Jakubem
Blaszczykowskim na drugim miejscu w historii reprezentacji Polski,
znajdowal sie w dogodnych sytuacjach, lecz mial problem z podejmowaniem
dobrych decyzji. A gdy juz z rzutu wolnego idealnie dogral do
Lewandowskiego, ten akurat zmarnowal okazje.

To wlasnie z “Lewym” bylyby zwiazane najwieksze zarzuty do Urbana, gdyby
mecz zakonczyl sie porazka. Kapitan ewidentnie nie mial dnia. Przegrywal
pojedynki z roslymi nigeryjskimi stoperami. Probowal grac w stylu Harry’ego
Kane’a, schodzac do drugiej linii i probujac rozgrywac, co wygladalo lepiej
niz z Ukraina dzieki obecnosci z przodu Karola Swiderskiego. To nie byl
jednak Lewandowski w optymalnej formie, co dobitnie potwierdzily dwie
sytuacje zmarnowane w sposob, do ktorego nie przyzwyczail nawet w ostatnich
miesiacach, by juz nie cofac sie do wczesniejszych lat. Skoro tak, tym
bardziej kuszace wydawalo sie siegniecie po debiutanta Karola Czubaka,
czekajacego na lawce az do 89. minuty. Biorac pod uwage jego umiejetnosc
gry glowa, przy gonieniu wyniku i trudnosci Polakow z wygrywaniem
pojedynkow powietrznych, za dlugo.

Fakt, ze w koncowce udalo sie wyrownac i wszyscy radosnie klepali sie po
plecach, nie powinien przycmic tego, ze najlepszy polski strzelec w
Ekstraklasie wciaz nie zostal przetestowany w reprezentacji. Wszak
przeciwko Ukrainie jako jedyny nie dostal szansy. Byc moze Urbanowi
wystarczylo, co zobaczyl na treningach, ale i tak zbyt dlugie trzymanie
niedysponowanego Lewandowskiego kosztem Czubaka moglo dziwic. Zawodnik
Motoru Lublin moze sie oczywiscie cieszyc, ze spelnil marzenie, jakim byl
debiut w reprezentacji. Ale jednoczesnie moze czuc pewien niedosyt, ze jako
jedynemu z nowo powolanych niedane mu bylo pokazac sie dluzej. Potulski ze
zgrupowania wroci z golem, Norbert Wojtuszek z asysta (to on podawal do
Wisniewskiego w ostatniej akcji), Mateusz Zukowski i Oskar Wojcik
przynajmniej z rozegranymi pelnymi polowami. Czubakowi musza wystarczyc
dwie minuty.

Calosciowo jednak mecz byl krokiem do przodu wzgledem niedzielnego starcia
z Ukraina i mogl skutkowac drobnymi przesunieciami w selekcjonerskiej
hierarchii. Czerwcowe zgrupowanie nie przynioslo moze wielkich wygranych i
poprawy nastroju wokol reprezentacji po przegranym barazu, ale przynajmniej
chyba nie pozwoli na zatopienie jej w calkowicie negatywnej atmosferze.
Urban nadal nie wylonil klarownego pierwszego bramkarza, nie zdolal
stworzyc obrony zdolnej zagrac bez straty gola i nie ma zmiennika dla
Lewandowskiego, ale przynajmniej udalo sie mu chyba uniknac selekcji
negatywnej, czyli bolesnego odkrywania, ze zawodnicy, ktorych obserwowal
miesiacami w meczach ligowych, do rozgrywek miedzynarodowych sie nie
nadaja. Debiutanci albo zostawili po sobie jakas obietnice, albo
przynajmniej nie spalili sie na tyle, by jednoznacznie stwierdzic, ze kadra
to dla nich za wysokie progi.

Co tez nie bez znaczenia, oba sparingi odbyly sie na tle calkiem
przyzwoitych rywali. Choc ani Ukraina, ani Nigeria nie pojada na mundial,
stanowily dla Polakow duze wyzwanie, pokazywaly wyzsza od polskiej kulture
gry i mialy ambicje dominowania poprzez posiadanie pilki. Jesli to nadal
droga, ktora selekcjoner chce prowadzic nasza reprezentacje, trzeba te
spotkania uznac za wartosciowe sprawdziany. Ranking FIFA nie klamal i
Nigeria, nawet bez najwiekszych gwiazd, zmusila Polakow do wysilku i
szukania nieoczywistych rozwiazan. Na przyklad wariackich strzalow z
dystansu z trzydziestu metrow. Mimo ze jest od Potulskiego o niemal dekade
starszy, Wisniewski tez przezyl na Stadionie Narodowym szczegolny dzien.
Strzelil bowiem pierwszego gola w reprezentacji, w ktorej rok temu nie mial
jeszcze na koncie debiutu. Latwo o tym zapomniec, ale w skladzie konczacym
mecz z Nigeria ponad polowe stanowili gracze, ktorzy rok temu kadre
ogladali tylko w telewizji. Na placu budowy Urbana moze nie wszystko
przebiega zgodnie z planem, ale wciaz nie ma powodow, by bic na alarm.
Gdyby nie strzal Wisniewskiego, takiej uspokajajacej narracji trudniej
byloby sie jednak przebic.

-Mariusz Misiura: Wierze, ze Pogon i Wisla beda silne w nowym sezonie

18 lat bylem w Pogoni, wiec moja krew jest granatowo-bordowa i tak juz
zostanie – mowi Mariusz Misiura, wychowanek Pogoni, ktory obecnie pracuje w
Plocku.

Mariusz Misiura to wychowanek Pogoni Szczecin. W niej zadebiutowal w
ekstraklasie wiosna 2002 (w spotkaniu z Polonia Warszawa). Trafil jednak na
okres rozpadu klubu, co dla niego oznaczalo – wyprowadzke, gre w nizszych
ligach w Polsce i Niemczech, a na dobra sprawe szybsze zakonczenie kariery
pilkarza, a postawienie na trenerke. Ta sciezka tez jest interesujaca, bo
fachu uczyl sie m.in. w Chinach. Po powrocie do Polski prowadzil Warte
Gorzow, Znicz Pruszkow, a od trzech sezonow Wisle Plock. Nafciarzy
wprowadzil do elity, jesienia druzyna byla rewelacja rozgrywek, a wiosna
solidnym ligowcem. Byly kryzysy, mowilo sie, ze straci posade, ale
przetrwal i bedzie szykowal Wisle do kolejnego sezonu.

Jest Pan bardzo zaskoczony tym, co sie ostatecznie wydarzylo w polskiej
pilce: Lech mistrzem, na podium Gornik i Jagiellonia. Puchar Polski dla
Gornika. Spadaja Termalica, Arka i Lechia.

Mariusz Misiura: Wydaje mi sie, ze ta pierwsza piatka, to z perspektywy
calego sezonu potrafila utrzymac w miare dobry rytm, ktory pozwolil im nie
tracic punktow w tych decydujacych momentach. Szczegolnie w ostatnich
dziesieciu kolejkach byli najbardziej regularni. Dla mnie duzym
zaskoczeniem jest spadek Lechii Gdansk, bo patrzac na ich gre, patrzac,
jakim dysponowali skladem, jaka jakoscia, to na pewno jest to takie duze
zaskoczenie. Ogolnie, tak z mojej perspektywy, za nami bardzo ciekawy
sezon. Uwazam, ze liga bardzo sie wyrownala. Moze jedynie Lech Poznan
prezentowal wieksza jakosc, a pozostale zespoly bardzo dobrze odrobily
prace budowy druzyny i byly wyrownane. In minus na pewno Lechia.

Jesli piec kolejek przed koncem rozgrywek nie wiemy, kto jest mistrzem, kto
spada, to, to jest dobre dla ligi, jej dla rozwoju? Czy jednak wlasnie
powinny byc takie lokomotywy, nadawalyby rytm zmaganiom.

Tak naprawde wnioski bedzie mozna wyciagnac po wynikach naszych druzyn w
europejskich pucharach. Poczekajmy na to. Wczesniej juz mielismy sytuacje,
ze byly zespoly, ktore dominowaly, ale to sie nie przekladalo na to, ze te
zespoly w pucharach zdobywaly nie wiadomo jak wysokie miejsca. Czesto to
sie konczylo na 1/8 finalu, czy nawet fazie grupowej, a czesc nawet nie
przechodzila eliminacji. Skoro wiec ostatni sezon byl wyrownany, poziom
rozgrywek ciekawy, trzymajacy w napieciu, to oby to sie przelozylo chocby
na przygotowania naszych druzyn do gry w Europie. Jezeli za dwa, trzy lata
ktorej z naszych druzyn uda sie osiagnac w Lidze Konferencji polfinal,
jezeli regularnie bedziemy dochodzili do cwiercfinalu, jezeli uda nam sie
wejsc do Ligi Europy, to wtedy bedzie to wyznacznik, ze ta wyrownana polska
liga pomaga nam sie lepiej do tej Europy przygotowac. Patrzac na wyniki
ostatnich lat w Europie, to widac, ze dominacja w polskiej ekstraklasie,
nie przekladala sie na pozniejsza udana gre w Europie.

Co znow warto podkreslic: runda jesienna nie decyduje o podziale miejsce.
Wyznacza pewne kierunki dla zespolow, ale jeszcze po jesieni straty
punktowe nie sa duze, mozna wszystko zrobic. Przykladem jest i Wisla Plock,
ale np. GKS Katowice.

To oczywiscie wynika z faktu, ze te teoretycznie najsilniejsze zespoly,
uczestnicy europejskich pucharow na poczatku sezonu graja na kilku
frontach. Wlasnie wtedy zespoly troszeczke rozkladaja sily, czesto
nastawiaja sie wlasnie na gre w pucharach, a w lidze nie wychodza
najsilniejszym zespolem i traca punkty. Konsekwencja pozniej tego jest, ze
w drugiej rundzie musza odrabiac straty. Ten sezon wlasnie taki byl. Ja sam
jestem ciekaw, jak bedzie wygladal nastepny. Dwa bardzo dobre zespoly,
ktore wchodza do ekstraklasy – Wisla Krakow, Slask Wroclaw. Dolaczy tez
mocna kadrowo i finansowo Wieczysta Krakow. Beniaminkowie z bardzo duzymi
budzetami, wiec wydaje mi sie, ze tych pieniedzy w ekstraklasie bedzie
jeszcze wiecej. Przez to poziom sportowy bedzie jeszcze lepszy, a wiec
pojdzie to wszystko jeszcze bardziej do przodu.

W trakcie rundy wiosennej nie brakowalo opinii, ze Pogon powinna zmienic
trenera, a mocnym kandydatem powinien byc Mariusz Misiura. I pewnie do Pana
docieraly takie opinie, sygnaly, przeciez wciaz ma Pan w Szczecie rodzine,
pelno znajomych. To moze nie byl odpowiedni moment, bo przeciez mial Pan
swoja prace w Plocku, a w Szczecinie kwestia nie byla rozstrzygnieta, ale
to chyba byly dla Pana sympatyczne glosy?

Na pewno byly i sa to bardzo mile glosy, ze ktos mnie rozpatruje w
kontekscie pracy w klubie. Ja jestem naprawde bardzo szczesliwy w Wisle
Plock, bo to, jakim mnie obdarzono zaufaniem, to jakie mam swietne relacje
z kibicami, to jakie wyniki udaje nam sie przez te dwa sezony zrobic, to ja
naprawde jestem wdzieczny Wisle Plock. Na razie sam stamtad nigdzie sie nie
wybieram. A w Szczecinie mieszkaja moi rodzice, doslownie 800 metrow od
stadionu. Spedzilem tutaj 18 lat, pokonywalem wszystkie kategorie wiekowe,
by dolaczyc i zagrac w pierwszym zespole Pogoni, wiec za kazdym razem,
kiedy tutaj jestem to serce bije mocniej. Zobaczymy, co przyniesie
przyszlosc. 18 lat bylem w Pogoni, wiec moja krew jest granatowo-bordowa i
tak juz zostanie. Co sie wydarzy w przyszlosci? Zobaczymy. Zaznacze:
pracuje w Plocku, jestem tam bardzo szczesliwy. Chce dalej tam kontynuowac
swoja prace.

Mimo tych wiosennych plotek, ze wiosna straci Pan robote? Byly takie glosy
po kilku nieudanych wystepach. Chyba zaprocentowalo to, ze jesienia bardzo
Pan edukowal i klub, i kibicow, i spolecznosc Plocka, w zakresie np. jak
trzeba podchodzic do ligi, jak do kolejnych spotkan…

Bardzo bym chcial, bysmy w Polsce przestali oceniac prace szkoleniowcow na
podstawie bardzo krotkich okresow pracy. Przegra trzy, cztery mecze i jest
do zwolnienia, nie przegra trzech, czterech meczow i jest dobry, chwalony.
Musimy w jakis sposob brac wzorce z silniejszych ligi w Europie, dac
pracowac trenerom i wierze, ze wlasnie w Plocku tak jest, ze mimo 5 porazek
przychodzil do mnie prezydent miasta, przychodzil do mnie prezes i
zapewniali, ze caly czas mam wsparcie, caly czas we mnie wierza i dlatego
jestem im za to wdzieczny. Dlatego chce tam dalej pracowac.

Wspomnial Pan, ze mocni beniaminkowie pokaza sie w lidze, ale w Szczecinie
liczymy, ze Pogon sie przebudzi i to na dobre. Mamy jeszcze z duzymi
ambicjami Legie, Widzew. Zapowiada sie znowu ciekawy sezon, ale czy w Pana
ocenie Pogon powroci do czolowki? Jest na to szansa?

Kluczem jest dobra praca, dobra selekcja zawodnikow, dobre przygotowanie
druzyny, obranie dobrej strategii meczowej, wiec bardzo duzo jest
zaleznosci, duzo obszarow, a wszystkie trzeba dobrze zagospodarowac, zeby
pozniej osiagnac wynik sportowy. Czasami budzet, ktos, kto ma duzo
pieniedzy, ma latwiej, a czasami ktos kilkakrotnie te zlotowke oglada i
lepiej ja zagospodaruje. Spodziewam sie, ze przed nami bardzo trudne
rozgrywki, ale wierze, ze i Pogon bedzie silna i Wisla Plock.

Rozmawial Jakub Lisowski

Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,
pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, tvpsport.pl, polsatsport.pl,
dziennikbaltycki.pl, gs24.plopracowal Reksio.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

http://www.maritime-security.eu/

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.