Dzien dobry – tu Polska – 8.01.2024

DZIEN DOBRY – TU POLSKA

GAZETA MARYNARSKA

Imienia Kpt. Ryszarda Kucika

(Rok XXIV nr 362) (67248)

8 stycznia 2024r.

DZIEN DOBRY – TU POLSKA

7 stycznia 2024r.

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Krolowa Iga Swiatek! Polacy bez watpliwosci: oto Sportowiec Roku!

Znow to zrobila! Iga Swiatek wygrala 89. Plebiscyt na Najlepszego

Sportowca Polski. 22-letnia tenisistka zdobyla to wyroznienie po raz

drugi w karierze i w pelni na nie zasluzyla! W 2023 r. zwyciezala miedzy

innymi we French Open i WTA Finals, a rok zakonczyla jako liderka

swiatowego rankingu.

Nie miala sobie rownych przed rokiem, zwyciezyla takze teraz! Iga

Swiatek po raz drugi z rzedu odebrala nagrode dla Najlepszego Sportowca

Polski w Plebiscycie “Przegladu Sportowego”. 22-latka zakonczyla rok

jako liderka rankingu WTA, a kolejny rozpoczela od awansu do finalu

United Cup i wygrania naszej prestizowej nagrody.

To byl dla Igi Swiatek wyjatkowy rok pelen sukcesow. Pierwszy tytul

wywalczyla w Ad-Dausze w ramach Qatar Open. Nastepnie wygrala turniej

WTA 500 w Stuttgarcie. Na przelomie maja i czerwca kolejny raz pokazala,

ze jest krolowa paryskich kortow. Trzeci raz w ciagu ostatnich czterech

lat wygrala French Open. W czerwcu pojawila sie na kortach w Polsce i

wymazala wspomnienia ze slabego wystepu sprzed roku, wygrywajac Poland

Open. Triumfowala rowniez tuz przed samym turniejem w Cancun – w WTA

1000 w Pekinie.

Swiatek na koniec sezonu dolozyla jeszcze kolejny wielki sukces – po raz

pierwszy w karierze zatriumfowala w WTA Finals. I to po niesamowitym

spotkaniu, rozbijajac Jessike Pegule (piata rakiete swiata!) 6:1, 6:0.

22-latka w wielkim stylu rozpoczela takze kolejny sezon. W turnieju

United Cup swietnie spisywala sie razem z Hubertem Hurkaczem i Polacy w

fazie grupowej wygrali z Hiszpania i Brazylia, a kolejne pewne

zwyciestwa nad Chinami i Francja doprowadzily ich do finalu, ktory

odbedzie sie w niedzielny poranek.

kze w ubieglym roku Iga Swiatek nie mogla pojawic sie osobiscie na Gali

Mistrzow Sportu. Wowczas nagrala specjalna wiadomosc do kibicow, gdy

jeszcze nie wiedziala, ze zostala wybrana najlepszym sportowcem roku.

– Przykro mi, ze nie jestem z wami, ale przetransportowanie sie z

Australii byloby problematyczne. Chcialabym podziekowac za to, ze

jestescie. Mimo ze nie znam swojego miejsca w Plebiscycie – choc mam

nadzieje, ze bede wysoko – dziekuje wszystkim za glosy – rozpoczela

przemowe. A pozniej rozbawila wszystkich.

– Mam nadzieje, ze sport bedzie nas laczyl i dostarczal pozytywnych

emocji. Wiem, ze “gowniara z paletka” dostarczyla tych emocji w zeszlym

sezonie – dodala, nawiazujac do slynnego internetowego zartu.

Nie zawsze jednak kalendarz meczow naklada sie Idze Swiatek z terminem

Gali Mistrzow Sportu. Trzy lata temu tenisistka pojawila sie na

uroczystosci. Wszystko dlatego, ze ze wzgledu na pandemie koronawirusa

odwolano turnieje w Australii. Jak sama pozniej przyznala, byl to dla

niej wieczor pelen emocji. Nie ukrywala, ze ze wzgledu na przemowienie

stresowala sie bardziej, niz przed finalem Wielkiego Szlema. A pozniej

zalowala jednej rzeczy.

“Jedyne, czego zaluje to tego, ze nie mam zdjecia z Beata Kozidrak” –

napisala pozniej w mediach spolecznosciowych Iga Swiatek. Na odpowiedz

ze strony wokalistki nie trzeba bylo dlugo czekac. Kozidrak pokusila sie

o zabawny wpis. “Iga, spojrz! Jednak mamy wspolne zdjecie. Pozdrawiam

cie i z calego serca kibicuje” – pisala na Instagramie, gdzie

opublikowala fotomontaz, na ktorym obie stoja na czerwonym dywanie.

Oto najlepsza “10” w 89. Plebiscycie “PS” na Najlepszego Sportowca Polski:

1. Iga Swiatek (tenis)

2. Bartosz Zmarzlik (zuzel)

3. Aleksander Sliwka (siatkowka)

4. Natalia Kaczmarek (lekkoatletyka)

5. Piotr Zyla (skoki narciarskie)

6. Wojciech Nowicki (lekkoatletyka)

7. Hubert Hurkacz (tenis)

8. Martyna Klatt i Helena Wisniewska (kajakarstwo)

9. Renata Knapik-Miazga, Martyna Swatowska-Wenglarczyk, Magdalena

Pawlowska i Ewa Trzebinska (szermierka)

10. Adrian Meronk (golf)

TENIS

Dramatyczny final United Cup, Polska przegrala z Niemcami

Reprezentacja Niemiec w heroicznym stylu zwyciezyla w nieoficjalnych

mistrzostwach swiata w tenisie. Hubert Hurkacz nie wykorzystal pilek

meczowych, plakala na koniec Iga Swiatek, ktora jak lwica walczyla z

zagraniami Alexandra Zvereva.

Na poczatku finalu Swiatek walczyla jednak nie ze Zverevem, lecz z

Angelique Kerber w meczu singla. I takze bylo interesujaco.

Kerber dzien wczesniej odniosla pierwsze zwyciestwo od 18 miesiecy, w

niedziele z Iga Swiatek grala juz tak, jak za swoich najlepszych lat.

Ale tylko w pierwszym secie.

Wynik tego seta – 6:3 dla Swiatek – nie oddaje tego, jak wyrownane bylo

to starcie. Kerber posylala imponujace “winnery”, kilka razy byla bardzo

blisko przelamania 22-letniej Polki.

Turniej United Cup – nieoficjalne mistrzostwa swiata reprezentacji – to

dla Niemki polskiego pochodzenia pierwsza impreza od Wimbledonu 2022.

Wraca po porodzie w wieku 36 lat (36. urodziny bedzie miala 18 stycznia).

Pierwsze trzy mecze po powrocie przegrala, ale reprezentacja Niemiec nie

odpadala z turnieju – swoje spotkania singlowe wygrywal Alexander

Zverev, rywali pokonywal tez niemiecki mikst (Zverev/Laura Siegemund lub

Zverev/Kerber). W polfinale turnieju Kerber w koncu wygrala – obronila

dwie pilki meczowe i pokonala Australijke Ajle Tomljanovic.

Przebieg pierwszej partii meczu Swiatek – Kerber byl zaskakujacy,

przebieg drugiej – juz nie. Swiatek wygrala 6:0.

Nastepnie rozpoczal sie mecz Huberta Hurkacz z Alexandrem Zverevem.

Sytuacja byla jasna – jesli Hurkacz bedzie lepszy, Polska wygra United

Cup, jesli wygra Zverev, o wszystkim zdecyduje starcie mikstow.

Pierwszego seta – bardzo zacietego – wygral Hurkacz. Pokonal Niemca w

tie-breaku 7-3.

W drugim secie Polak przegrywal 2:3 i 15-40 przy swoim serwisie –

wykaraskal sie dzieki znakomitym akcjom. Po osmiu gemach byl remis.

Po 11 gemach Zverev wygrywal 6:5 i mial trzy pilki setowe przy serwisie

Hurkacza. Ten jednak znow sie obronil. Doszlo do tie-breaka, Hurkacz

wyszedl na prowadzenie 5-3. Nastepnie wygrywal 6-4, lecz Zverev obronil

arcymistrzowsko dwa meczbole.

I zdobyl kolejne dwa punkty. Wygral tie-breaka 8-6. To byl heroiczny

wystep Niemca, on polfinalowe spotkanie miksta skonczyl po godzinie 2 w

nocy, spac poszedl podobno po 5 (mecz z Hurkaczem rozgrywal nazautrz

wieczorem).

W trzecim secie przelamal Polaka w siodmym gemie i wyszedl na

prowadzenie 4:3. Nastepnie prowadzil 5:4 i serwowal, by zamknac mecz.

Zrobil to – wygral 6:7, 7:6, 6:4. Pojedynek trwal trzy godziny. O

wszystkim musialo rozstrzygnac starcie mikstow.

Do meczu deblowego stanely pary Hurkacz/Swiatek i Laura

Siegemund/Zverev. Powstaje pytanie, skad ten ostatni – tenisista

cierpiacy na cukrzyce typu 1 – wzial sily, by zdecydowac sie na wystep.

Siegemund to uznana deblistka, mistrzyni US Open 2020 w grze podwojnej,

niedawno w deblu wygrala tez turniej WTA Finals.

Mecz rozpoczal sie po 23 czasu lokalnego, lepiej zaczeli go Niemcy –

wyszli na prowadzenie 3:1, a nastepnie – 4:2. Nie dali sie dogonic w

pierwszym secie, wygrali 6:4.

Druga partie lepiej zaczeli Polacy. Po trzech gemach prowadzili 3:0, ale

wtedy Niemcy zaczeli gonic, doprowadzili do remisu. Nie wyszli jednak na

prowadzenie, poniewaz znow przyspieszyli Polacy. Objeli prowadzenie 5:3.

Prowadzac 5:3, Polacy serwowali po zwyciestwo w drugim secie. Nie udalo

sie, zostali przelamani, ostatnia akcja gema byl podwojny blad serwisowy

Hurkacza.

Po 11 gemach bylo 6:5 dla naszej reprezentacji, w kolejnym Niemcy

zostali przelamani. Iga Swiatek wygrywala forhendowe wymiany ze

Zverevem, Polska wygrala druga partie 7:5.

Nastapil super tie-break, czyli gra do 10 punktow (lub na przewagi).

Rozpoczal sie od niezwyklej wymiany, ktora jednak przegrala Polska.

Nastepnie rywale wyszli na prowadzenie 3-0. A pozniej – 4-1; wydawalo

sie, ze Laura Siegemund jest jednoczesnie w kazdym miejscu kortu.

Swiatek i Hurkacz juz nie odrobili strat, przegrali w super tie-breaku

4-10. Niemcy zostali mistrzami United Cup.

SKOKI NARCIARSKIE

“Ryoyu Kobayashi pogodzil Niemcow i Austriakow. Znow wygral Turniej

Czterech Skoczni, dogonil Kamila Stocha”-

Dariusz Wolowski

Ryoyu Kobayashi byl zdecydowanie lepszy w pojedynku z Andreasem

Wellingerem i zwyciezyl w Turnieju Czterech Skoczni po raz trzeci w

karierze. Do rekordu Janne Ahonena brakuje mu dwoch triumfow.

Cztery razy pierwszy w 2019 r. i cztery razy drugi w 2023 r. W obu tych

edycjach Turnieju Czterech Skoczni Ryoyu Kobayashi wygral klasyfikacje

generalna. Tej zimy w Oberstdorfie pokonal go Andreas Wellinger, w Ga-Pa

Anže Lani�Aek, w Innsbrucku Jan Hoerl i dzis w Bischofshofen Stefan

Kraft. Ale i tak Japonczyk zdobyl Zlotego Orla.

18 listopada 2018 roku na skoczni imienia Adama Malysza w Wisle Ryoyu

Kobayashi pierwszy raz dolecial do podium Pucharu Swiata. To byl ten

historyczny konkurs, naznaczony zwyciestwem Rosjanina Jewgienija

Klimowa. Klimow kariery nie zrobil, w dodatku FIS wykluczyl go z

rywalizacji za wspieranie napasci na Ukraine. Za to Ryoyu urosl do

poziomu gwiazdy pierwszej wielkosci.

To byl rowniez ten moment, gdy dogasala gwiazda wielkiego weterana

Noriakiego Kasaiego. Japonskie skoki bardzo potrzebowaly kogos, kto

utrzyma kontakt ze swiatowa czolowka. Eksplozja mlodszego z braci

Kobayashich byla niesamowita. Tamtej zimy z 2018 na 2019 r. wygral az 13

konkursow i oczywiscie siegnal po Krysztalowa Kule. W 67. Turnieju

Czterech Skoczni powtorzyl wyczyn Svena Hannawalda i Kamila Stocha,

zwyciezajac na wszystkich skoczniach jako trzeci zawodnik w historii.

Przy czym byl dopiero drugim Japonczykiem, ktory wygral TCS, po

Kazuyoshim Funakim.

Wspominal, ze kosztowalo go to bardzo duzo. – Przezywalem kazdy start

mocno, czas na turnieju dluzyl mi sie okropnie. Dopiero drugim triumfem

potrafilem sie cieszyc – mowil w wywiadzie dla Eurosportu. To o tyle

ciekawe, ze ze wzgledu na bariere jezykowa japonscy skoczkowie sa dosc

tajemniczy. Ryoyu wyglada na kogos o stalowej odpornosci psychicznej,

tymczasem wyznaje, ze porazki gleboko go bola i potrzebuje bardzo duzo

czasu, zanim wyrzuci je z glowy.

Podczas mistrzostw swiata w Seefeld w 2019 r. zostal uznany za wielkiego

przegranego. W zyciowym sezonie wywalczyl tylko braz z druzyna. Z

igrzysk w Pjongczangu wrocil bez medalu, za to zrewanzowal sie srebrem

na mistrzostwach swiata w Planicy i zlotem olimpijskim w Pekinie.

Turniej Czterech Skoczni wygral juz po raz trzeci, w klasyfikacji wszech

czasow dogonil Kamila Stocha, Norwega Bjoerna Wirkole i Niemca Helmuta

Recknagela. A ze jest dziewiec lat mlodszy od Polaka, to on zagraza

rekordowi Janne Ahonena (piec triumfow w TCS). Cztery razy wygrywal Jens

Weissflog.

Do Bischofshofen na ostatni konkurs 72. TCS przyjechal z 4,8 pkt

przewagi nad Wellingerem. Malo? Tak, ale mial tez druga, znacznie

istotniejsza przewage – aktualna dyspozycje. Wygral kwalifikacje, byl

najlepszy w pierwszej serii, choc swietnie skakal Stefan Kraft. Lider

Pucharu Swiata walczyl o podium klasyfikacji generalnej turnieju – na

zwyciestwo liczyc juz nie mogl. Ryoyu byl zbyt mocny. W drugiej serii

Kraft przeskoczyl Japonczyka i wygral konkurs. W turnieju byl jednak trzeci.

Ten sezon Ryoyu Kobayashi zaczal przecietnie, przygladajac sie dalekim

lotom Austriakow i Niemcow. Przed 72. TCS tylko raz doskoczyl do podium,

tymczasem od Oberstdorfu z niego nie schodzi. Japonczyk sprawil, ze

Niemcy na triumf w TCS poczekaja kolejne 12 miesiecy – w sumie beda to

az 23 lata. Austriacy dekade, co pokazuje, jak TCS stal sie w ostatnim

czasie okrutny dla gospodarzy.

W 2018 r. Wellinger zdobyl olimpijskie zloto w Pjongczangu, pierwsze dla

Niemiec od 1994 roku i triumfu Jensa Weissfloga w Lillehammer. Chcial

byc pierwszym Niemcem, ktory wygra Turniej Czterech Skoczni od

zwyciestwa Svena Hannawalda w 2002. Ryoyu na to nie pozwolil.

Z Polakow najlepszy w Bischofshofen byl Aleksander Zniszczol (16.).

Pawel Wasek byl 18., Dawid Kubacki tuz za nim. Kamil Stoch zajal 21.

miejsce, Piotr Zyla 29. W Turnieju Stoch zajal 15. pozycje, Zyla

wyladowal o dwa miejsca nizej. Polscy skoczkowie wciaz walcza o

przezwyciezenie kryzysu. I wciaz daleka droga do tego. Za kilka dni w

Wisle startuje PolSKI Turniej.

PILKA RECZNA

Im blizej Euro, tym lepiej. Drugie miejsce polskich pilkarzy recznych w

turnieju w Hiszpanii

Drugie miejsce polskich pilkarzy recznych w turnieju w Hiszpanii pozwala

liczyc na dobry wystep na rozpoczynajacych sie w przyszlym tygodniu w

Niemczech mistrzostwach Europy. – Sportowo mamy jeszcze duzo do

zrobienia i pewnie nie zdazymy ze wszystkim – mowi trener Marcin Lijewski.

Na Turniej Czterech Narodow do Granollers w Hiszpanii, ostatni

sprawdzian przed Euro, zabral 19 zawodnikow. W kraju zostali skrzydlowy

Arkadiusz Moryto oraz rozgrywajacy Piotr Jedraszczyk. Ten pierwszy,

nominowany w plebiscycie na najlepszych zawodnikow swiata 2023 roku, od

wielu tygodni zmaga sie z kontuzja barku. Drugi leczy uraz

przywodziciela. Watpliwy jest zwlaszcza udzial Moryty w mistrzostwach

Europy, choc decyzja moze zapasc nawet w ostatniej chwili, dzien przed

pierwszym meczem.

Jakby tego bylo malo, w drugim spotkaniu na turnieju w Granollers

kontuzji barku doznal rozgrywajacy Arkadiusz Ossowski. W jego przypadku

takze toczyc sie bedzie walka z czasem, by wystapil w Niemczech.

Polacy w Hiszpanii rozpoczeli turniej od porazki z gospodarzami,

aktualnymi brazowymi medalistami mistrzostw swiata i wicemistrzami

Europy, 25:31. Do przerwy prowadzili jedna bramka, ale potem bylo juz

gorzej.

– Mialem wrazenie, ze jeszcze nie wyszlismy z samolotu. W drugiej

polowie wygladalo, jakbysmy przeszli obok, jakby nas nie bylo. To

dzwonek ostrzegawczy, bo na mistrzostwach trzeba byc na 100 procent

przygotowanym przez cale 60 minut, a nie tylko przez 30 – mowil Lijewski.

Duzo lepiej bylo dzien pozniej w wygranym 38:33 meczu z innym finalista

mistrzostw Europy – Serbia. – Fajny przelom. Zrobilismy wszystko to, co

sobie omowilismy, glownie jesli chodzi o obrone. Potrzebowalismy tego

zwyciestwa, zeby sie budowac. Sportowo mamy jeszcze duzo do zrobienia i

pewnie nie zdazymy zrobic wszystkiego. Kazdy taki mecz jest jednak

potwierdzeniem, ze idziemy w dobra strone – stwierdzil trener Polakow.

W sobote przeciwko Slowakom, jedynej druzynie w tym turnieju, ktora za

kilka dni nie rozpocznie rywalizacji w mistrzostwach Europy, nasz zespol

zagral nie tylko bez Ossowskiego, ale tez bez Mikolaja Czaplinskiego.

Sztab medyczny zdecydowal, ze ten 23-letni lewoskrzydlowy jest na tyle

przeziebiony, ze zostanie w hotelu.

Polacy bardzo dobrze zagrali zwlaszcza druga czesc pierwszej polowy.

Dzieki temu na przerwe schodzili z przewaga az dziewieciu bramek

(19:10). Swietna skutecznosc prezentowali tez po zmianie stron. Ponownie

zdobyli az 19 bramek, a stracili tylko 10.

Za najlepszego zawodnika spotkania uznano rozgrywajacego Pawla Paterka.

– Dobra gra w ataku i w obronie pozwolila na kontry, dzieki ktorym

rzucalismy wiele latwych bramek – powiedzial Paterek.

– Widac postep. Zobaczymy, czy to zaprocentuje na Euro. Cieszy wysokie

zwyciestwo, ale prawdziwe granie dopiero przed nami – stwierdzil Marcin

Lijewski. Dodal, ze Ossowskiego czekaja teraz badania w Poznaniu, a do

druzyny w Niemczech dolaczy Piotr Jedraszczyk.

Wyniki na turnieju towarzyskim sa wazne, ale nie najwazniejsze. Gra

polskich pilkarzy recznych sprawila, ze Marcin Lijewski wciaz odczuwa z

pewnoscia bol glowy, jesli chodzi o ostateczny sklad. I to nie tylko ze

wzgledu na kontuzje, ale tez obsadzenie niektorych pozycji. Przeciwko

Hiszpanom bardzo dobrze zagral w bramce Jakub Skrzyniarz, a przeciez sa

tez doswiadczeni Adam Morawski i Mateusz Kornecki (bardzo dobry mecz

przeciwko Slowacji). Zabrac do Niemiec dwoch czy trzech golkiperow? To z

pewnoscia jeden z dylematow szkoleniowca.

Mocna jest obsada na kole, nie tylko ze wzgledu na Kamila Syprzaka

(jeden z filarow Paris Saint-Germain), ale tez dobra gre Dawida

Dawydzika czy sprawdzajace sie warianty gry z Bartlomiejem Bisem. A jest

tez przeciez ograny w Bundeslidze Maciej Gebala.

Ze skrzydlowych slowa pochwaly dostal przede wszystkim Jakub Szyszko,

wybrany MVP meczu z Serbia. Na tych pozycjach sa jednak mniej

doswiadczeni gracze. I to nie tylko z powodu niepewnego udzialu w

mistrzostwach Moryty. Nekajacy od lat polska kadre brak klasowego

prawego rozgrywajacego sprawia, ze musi tu wystepowac skrzydlowy Michal

Daszek.

Na szczescie lepiej jest na srodku rozegrania i z lewej strony.

W niedziele polska ekipa leci z Hiszpanii do Berlina, gdzie w czwartek

meczem z Norwegia (godz. 20.30) rozpocznie rywalizacje w grupie D. W

sobote 13 stycznia zagra ze Slowenia (godz. 18), a w poniedzialek, 15

stycznia – z Wyspami Owczymi (18). Do kolejnej fazy turnieju awansuja

dwa zespoly. Mecze pokaze Eurosport.

• Hiszpania – Polska 31:25 (12:13). Polska: Skrzyniarz, Morawski –

Przytula 3, Daszek 1, Olejniczak 3, Bis, Sicko 3, Paterek 1, Pietrasik,

Ossowski 1, Powarzynski 2, Syprzak 2, Kosmala 1, Gebala, Szyszko 1,

Urbaniak 2, Dawydzik 2, Czaplinski 2.

• Polska – Serbia 38:33 (15:14). Polska: Kornecki 1, Morawski –

Przytula 5, Daszek, Olejniczak 3, Bis 1, Sicko 5, Paterek 1, Pietrasik

4, Ossowski, Powarzynski, Syprzak 7, Kosmala, Gebala 1, Szyszko 7,

Urbaniak, Dawydzik, Czaplinski 3.

• Polska – Slowacja 38:20 (19:10). Polska: Skrzyniarz, Kornecki,

Morawski – Przytula 4, Daszek, Olejniczak 5, Bis, Sicko 4, Paterek 4,

Pietrasik 3, Powarzynski 1, Syprzak 3, Kosmala 7, Gebala 3, Szyszko,

Urbaniak 2, Dawydzik 2.

PILKA NOZNA

Lechia Gdansk szuka wyjscia z klopotliwej sytuacji. Mozliwy powrot na

stadion przy Traugutta

Jesli pilkarze Lechii Gdansk zakoncza sezon zasadniczy I ligi na miejscu

barazowym i beda gospodarzem polfinalu lub finalu, arena rozegrania tych

meczow moze byc historyczny stadion przy ul. Traugutta. Polsat Plus

Arena w tym czasie bedzie zajeta na koncerty Dawida Podsiadly.

Cala sytuacja jest dla Lechii wyjatkowo klopotliwa, ale pewnych rzeczy

po prostu przeskoczyc sie nie da. Kiedy kierownictwo Polsat Plus Areny

bukowalo termin koncertu Dawida Podsiadly na 1 czerwca 2024 roku (potem

doszedl jeszcze drugi termin – 2 czerwca), gdanski zespol akurat

szykowal sie do gry w europejskich pucharach i nawet najwiekszy

pesymista nie zakladal, ze kilka miesiecy pozniej pozegna sie z

ekstraklasa. A tylko rywalizacja w I lidze moze spowodowac zbitke

terminow, zwiazanych z ewentualna gra Lechii w barazach o awans – w

sezonie 2023/24 zaplanowano je na 30 maja (polfinaly) oraz 2 czerwca

(final).

– Rezerwacja terminu 1 czerwca 2024 roku na koncert Dawida Podsiadly

nastapila zaraz po jego koncercie w Gdansku w czerwcu 2022 roku i

zostala w tym samym okresie ostatecznie potwierdzona. Tak duze imprezy

planuje sie z odpowiednim wyprzedzeniem – tlumaczyl nam we wrzesniu

Pawel Buczynski, prezes spolki Arena Gdansk Operator, zarzadcy stadionu

Polsat Plus Arena Gdansk.

– Podjelismy dzialania na rzecz zmiany terminu koncertu, ale taki

wariant okazal sie niemozliwy – dodawal Buczynski.

Przedsiewziecie zwiazane z organizacja tak duzego koncertu wyklucza

mozliwosc rozegrania na Polsat Plus Arenie nawet meczu polfinalowego,

gdyz przygotowanie stadionu trwa od 5 do 10 dni. Nie da sie tego zrobic

w 48 godzin. A final pokrywa sie z data drugiego koncertu.

Jesli zatem Lechia zajmie miejsce barazowe (od 3. do 6.) i bedzie

gospodarzem polfinalu (u siebie zagraja zespoly sklasyfikowane na

miejscach 3. i 4.), tudziez finalu (u siebie zagra ten finalista, ktory

byl wyzej w tabeli po sezonie zasadniczym), musi znalezc nowa arene

rozegrania tych meczow. W gdanskim klubie oczywiscie od dluzszego czasu

szukano rozwiazania, a od razu narzucajaca sie alternatywa byl powrot na

historyczny stadion przy Traugutta. I wlasnie ku takiemu rozwiazaniu

sklania sie Lechia. Choc trzeba pamietac, ze doprowadzenie mocno

“zapuszczonego” obiektu do stanu uzywalnosci na tak wazne mecze, nie

bedzie latwe.

– Naszym priorytetem jest zapewnienie doskonalych warunkow zarowno

druzynie, jak i kibicom. Rozwazamy ewentualnosc rozegrania tych spotkan

na stadionie przy ul. Traugutta 29, ktory z pewnoscia ma dla klubu

znaczenie symboliczne. Ten wyjatkowy obiekt przyniosl naszej

bialo-zielonej spolecznosci nie tylko dume, ale takze niezapomniane

sportowe emocje – czytamy w opublikowanym dzis komunikacie.

Oczywiscie bedzie oznaczac to kolosalna strate finansowa, gdyz

frekwencja na meczach barazowych rozgrywanych na Polsat Plus Arenie

spokojnie moglaby osiagnac 25-30 tys. osob. A gdyby na przyklad w finale

Lechia spotkala sie z Arka Gdynia, niewykluczony bylby komplet.

Tymczasem stadion na Traugutta moze pomiescic ok. 11-12 tys. Nie ma

watpliwosci, ze bez wzgledu na okolicznosci chetnych bedzie duzo wiecej.

– W zwiazku z tym, ze stadion przy ul. Traugutta 29 nie jest w stanie

pomiescic tylu kibicow, ilu normalnie moze pojawic sie na Polsat Plus

Arena Gdansk, pierwszenstwo zakupu beda mieli posiadacze karnetow na

runde wiosenna. Posiadacze karnetow na caly sezon, zgodnie z

przyslugujacymi im korzysciami, maja zagwarantowany bezplatny wstep na

to spotkanie – informuje gdanski klub.

Oczywiscie caly problem moze zniknac, jesli Lechia wywalczy bezposredni

awans do Ekstraklasy, czyli zajmie jedno z dwoch pierwszych miejsc (po

rundzie wiosennej jest czwarta z dwoma punktami straty do dwoch

pierwszych zespolow). Jest rowniez scenariusz defetystyczny, ale rowniez

prawdopodobny, zakladajacy, ze gdanski zespol w ogole nie zalapie sie do

barazy. To bylaby jednak sportowa katastrofa.

Przypomnijmy, ze ostatni oficjalny mecz na stadionie przy Traugutta

Lechia rozegrala 29 maja 2011 roku. Przegrala wowczas z Zaglebiem Lubin

1:2, a gola dla bialo-zielonych zdobyl Abdou Razack Traore. Czy po 13

latach powroci na historyczny obiekt we Wrzeszczu?

-“Gole oko ludu widzi u Lewandowskiego to, co oko fachowe widzi od dawna”-

Wojciech Kuczok

Ledwie tydzien nowego roku, a Robert Lewandowski juz oberwal dwa razy w

lepetyne, i choc to ciosy w duzej mierze symboliczne, do nokautu juz

bardzo blisko.

Bezwiedna asysta drugiego stopnia, ktora zaliczyl na Gran Canarii w

miniony czwartek, jest symbolicznym obrazem upadlosci jego ducha.

Wracasz sfrustrowany po kolejnej nieudanej akcji, odwrocony w strone

srodka boiska, az tu pilka trafia cie w leb i spada pod nogi kolegow z

druzyny, ktorzy robia z tego bramke.

Kilka dni potem widzisz, jak na Gali Mistrzow Sportu na tronie znowu

mosci sie “smarkula z paletkom” (skadinad plebiscytowe zwyciestwo Igi

Swiatek jest tym cenniejsze, ze przeciez tenis to sport cichy, drogi, na

wskros elitarny – nie da sie tu powydzierac na trybunach ani pomarzyc,

ze skaut na orliku genialnego dzieciaka wypatrzy, vox populi latwiej

utozsamia sie z sukcesami sportowcow stadionowych). Ba, po raz pierwszy

od kilkunastu lat kapitan Robert Lewandowski nie zmiescil sie w

dziesiatce najpopularniejszych sportowcow Polski.

A zatem gole oko ludu widzi juz to, co dostrzegali wyrafinowani znawcy:

czas “Lewego” w Katalonii dobiegl konca. Pozostaje teraz ratowac

reputacje, a moze i kariere dobrym transferem. Jak to mowil Janusz

Wojcik: “Tu juz nie ma co trenowac, tu dzwonic trzeba”. Lewandowski musi

odejsc – nie w sina dal, tylko tam, gdzie sobie dogra kariere w chwale.

Panie Zahavi, wez sie pan do roboty.

Dwa pierwsze mecze ligowe, ktore zobaczylem w 2024 r.: Liverpool –

Newcastle (4:2) i Girona – Atletico (4:3), niebywale wyostrzyly apetyty

kibicowskie. Jesli ma to byc wrozba noworoczna, czeka nas niespotykany

karnawal futbolu otwartego, dynamicznego, spontanicznego i

wielobramkowego. Nasz najlepszy napastnik w dziejach ma szanse sie w tej

imprezie odnalezc tylko pod warunkiem natychmiastowej zmiany srodowiska.

Zaniepokojony sluchami o tym, ze z “Lewym” w Barcelonie jest zle,

postanowilem osobiscie sprawdzic, czy to nie kolejny przedwczesny akt

zgonu wystawiany polskiemu pilkarzowi po kilku meczach bez gola.

Normalnie nawet zimowy glod pilki nie skusilby mnie do ogladania

meczacej bule “Barcy” na Wyspach Kanaryjskich – to nie byl zaden mecz na

szczycie, tylko laligowa mlocka.

Tym razem diagnoza wydaje sie opierac na bezspornych faktach. “Lewy” zle

wygladal juz w tunelu – zadnych rozmow, zarcikow, wymiany luzackich

gestow z kumplami, jakby nieobecny, wyobcowany, jak introwertyk przy

stole swiatecznym, gdzie trwa barszczykowo-pierozny small talk. Na

boisku bylo podobnie; nijak nie potrafil sie zestroic z reszta

big-bandu, przezywal ten sam koszmar co w polskiej reprezentacji – stal

sie pilkarzem recznym (czesciej rozkladal rece, niz mial kontakt z

pilka). Przez ponad godzine zajmowal sie glownie wyrazaniem pretensji do

kolegow, ze go nie obsluguja lub ze czynia to niedbale, nieprecyzyjnie.

Nikt mu nie zagrywa na czubek buta, “Lewy” nie ma juz nawet setek do

zmarnowania – nie ma czym irytowac, bo trudno go na boisku zauwazyc. I

jeszcze ta presja z rezyserki – obrazy cierpiacego “Lewego” na zmiane z

kadrami wyczekujacego Vitora Roque’a, a potem po zmianie (tak, nawet

Xavi tego nie wytrzymal i po prostu zdjal Roberta z boiska) brazylijski

swiezak szarpiacy, bliski gola, po ktorego kazdej akcji zaczepnej kamera

skupiala sie na obliczu Roberta, aby wylowic w dyplomatycznie

usmiechnietej twarzy jakis wewnetrzny dramat.

Byc moze to juz il maestro finito z klasycznym zestawem objawow: schylek

mistrzow zawsze wyglada tak samo – pretensje do kolegow, do sedziow,

teatr cierpienia, niepogodzenie z przemijaniem. Ale wierze, ze w

przypadku kapitana naszej kadry wystarczy zmiana klimatu. “Lewy” umie

grac tylko w druzynie, w ktorej jest najlepszy – przez kilkanascie

sezonow tak do tego przywykl, ze juz w innej roli sie nie odnajdzie.

Druzyna ma na niego pracowac, koledzy maja uwijac sie jak kelnerzy i

dostarczac mu raz za razem soczyste podania. Czas, w ktorym byl zdolny w

pojedynke zalatwic rywali, juz minal, teraz jest podstarzala gwiazda,

ktorej trzeba pomoc godnie pozegnac sie z futbolem.

W tetniacej zywiolem nastoletnich talentow Barcelonie Robert robi teraz

za upierdliwego dziadzia, ktory sam nie nadaza, ale wszystkim ma za zle.

Przykro na to patrzec.

SIATKOWKA

“To sie nie miesci w glowie! Polacy wiecej nie mogli juz wygrac”- Kamil Drag

Takiego sezonu reprezentacja Polski siatkarzy nie miala nigdy wczesniej!

W 2023 r. Bialo-Czerwoni zdobyli dwa zlote medale, wywalczyli olimpijski

awans i umocnili sie na prowadzeniu w rankingu FIVB. Wiecej juz nie dalo

sie osiagnac. Wybor nie mogl byc wiec inny – oto Druzyna Roku!

Najpierw byl triumf w finale Ligi Narodow, w ktorym w trojmiejskiej Ergo

Arenie Bialo-Czerwoni nie dali sie zlamac reprezentacji Stanow

Zjednoczonych. Potem zloto mistrzostw Europy wywalczone w Rzymie po

nadspodziewanie latwym i szybkim finale, w ktorym reprezentacja Polski

zrewanzowala sie Wlochom za ubiegloroczna porazke w mistrzostwach

swiata. I na koniec wywalczony w Chinach, juz na oparach, przy wielkim

zmeczeniu, olimpijski awans, ktory stal sie zwienczeniem fantastycznego

sezonu.

Sezonu, jakiego siatkarska reprezentacja Polski nie miala nigdy

wczesniej. Bo nigdy wczesniej – nawet w czasach wielkiej druzyny Huberta

Wagnera – nasi siatkarze nie zdobyli w jednym sezonie dwoch zlotych

krazkow wielkich imprez. I nigdy wczesniej nie mieli imponujacej serii

24 kolejnych zwyciestw w meczach o punkty.

Bialo-Czerwoni rozpoczeli ten zwycieski marsz w czerwcu, wygrywajac w

Rotterdamie z Wlochami, a zakonczyli starciem z Chinami w kwalifikacjach

olimpijskich w Xi’an. Po raz ostatni druzyna Nikoli Grbicia przegrala 24

czerwca w spotkaniu rundy interkontynentalnej Ligi Narodow z USA. Potem,

nie liczac porazek w Memoriale Wagnera, juz tylko zwyciezala, siegajac

po drodze po dwa zlote medale. A przeciez w 2024 r. Polacy moga

kontynuowac wspaniala serie i pobic rekord wszech czasow, ktory na

przelomie 2003 i 2004 r. ustanowila wielka druzyna brazylijska,

wygrywajac 39 spotkan z rzedu.

Liderem Canarinhos byl w tamtych latach wielki Giba, ktory teraz

pozostaje pod wrazeniem postawy Polakow. – Nie powtarzajcie tych slow,

zeby nie uslyszeli ich moi rodacy, ale dzisiaj gracie lepiej niz

Brazylia w zlotych latach – przyznal byly kapitan Canarinhos po triumfie

Polakow w finale Ligi Narodow. A komplementy z ust takiego gracza to

miod na nasze serca, nawet jesli sporo w nich kurtuazji.

Tak naprawde wsrod rozlicznych sukcesow druzyny Grbicia ta zwycieska

seria, choc imponujaca, jest najmniej wazna i nie stala sie dla

Bialo-Czerwonych celem samym w sobie. To po prostu efekt uboczny

znakomitej gry zespolu, swietnej pracy sztabu szkoleniowego i szerokiego

skladu, jakim nie dysponuje dzisiaj zaden inny trener na swiecie. Polacy

wygrywali w tym roku mecze Ligi Narodow nawet wtedy, gdy Grbic zostawial

w kraju wszystkich liderow, wysylajac do boju siatkarzy z glebokiego

zaplecza. W tym sezonie bialo-czerwona koszulke zalozylo az 26

zawodnikow, a w Lidze Narodow Serb sprawdzil szeroka grupe siatkarzy.

Granie rezerwami nie obnizylo za bardzo poziomu reprezentacji Polski,

ktora do turnieju finalowego awansowala tylko z trzeciego miejsca z

dwiema porazkami (po 0:3 z Serbia i USA), choc awans jako gospodarz

finalow miala zapewniony z urzedu.

W Ergo Arenie Polacy poszli juz jak po swoje, pokonujac 3:0 Brazylie w

cwiercfinale i 3:1 rewelacyjna Japonie w polfinale. W meczu o zloto

Bialo-Czerwonym nie byli w stanie przeciwstawic sie Amerykanie, choc w

polfinale rozbili 3:0 mistrzow swiata Wlochow. Polacy mieli w tym

starciu tylko jeden trudny moment. Gdy po wygraniu inauguracyjnej partii

w drugim secie boisko musial opuscic kontuzjowany Mateusz Bieniek,

gospodarze roztrwonili prowadzenie 16:11 i rywale wyrownali stan meczu.

W dwoch kolejnych setach Amerykanie nie mieli juz jednak wiele do

powiedzenia. Znakomite spotkanie rozegral Lukasz Kaczmarek zastepujacy

kontuzjowanego Bartosza Kurka, a swietne zmiany dali z kwadratu dla

rezerwowych Tomasz Fornal i Norbert Huber.

Po jedenastu latach Polacy znowu wygrali impreze, ktora wtedy nazywana

byla Liga Swiatowa, a od pieciu lat odbywa sie pod szyldem Ligi Narodow.

W 2012 r. tez pokonali w finale reprezentacje USA, ale kilka tygodni

pozniej zawiedli na calej linii podczas igrzysk olimpijskich w Londynie.

Teraz ma byc zupelnie inaczej, a do Paryza Bialo-Czerwoni pojada po

olimpijskie zloto, na ktore polscy kibice czekaja od 1976 r. i coraz

bardziej zacierajacego sie w pamieci triumfu druzyny Wagnera w Montrealu.

Kiedy maja osiagnac ten cel, jesli nie teraz, gdy sa mocniejsi niz

kiedykolwiek wczesniej? Z kim, jesli nie z Grbiciem, ktory niczym

mityczny Midas zamienia wszystko w zloto? Kiedy w 2022 r. Serb obejmowal

posade selekcjonera z rak Vitala Heynena, Polacy juz byli swiatowa

potega. Nie potrafili jednak w wielkich imprezach postawic kropki nad i.

Choc pod wodza Belga zdobywali kolejne medale, ostatnie i jedyne zloto z

Heynenem wywalczyli w mistrzostwach swiata w 2018 r. Potem byly medale

mistrzostw Europy, Pucharu Swiata i Ligi Narodow, ale na najwyzszym

stopniu podium Polacy staneli dopiero pod wodza Grbicia w lipcu tego

roku, zdobywajac zloto Ligi Narodow.

A potem do bogatego skarbczyka dolozyli jeszcze mistrzostwo Europy,

pierwsze od 2009 r., gdy w zespole narodowym furore robil nieopierzony

Bartosz Kurek, jedyny gracz obecnej reprezentacji, ktory powtorzyl w

Rzymie sukces z Izmiru sprzed czternastu lat. W drodze po drugie w

historii mistrzostwo Europy, ktorego nigdy nie udalo sie zdobyc wielkiej

druzynie Wagnera (za kazdym razem przegrywala w finale z ZSRR),

Bialo-Czerwoni wygrali dziewiec spotkan, a w polfinale wreszcie

rozprawili sie ze Slowenia, ktora zatrzymywala ich w czterech

poprzednich czempionatach Starego Kontynentu. W finale Polacy pokonali

3:0 Wlochow, rewanzujac sie za ubiegloroczna porazke w decydujacym meczu

mistrzostw globu.

Liderem zespolu w medalowych spotkaniach byl Wilfredo Leon, ktory zostal

wybrany na MVP turnieju. – Mialem juz dosc tych brazowych medali.

Chcialem zlota – mowil przyjmujacy Perugii, ktory na najwyzszym podium

stanal cztery lata po tym, jak w lipcu 2019 r. zalozyl koszulke

reprezentacji Polski. I bardzo bolaly go komentarze, ze odkad zaczal

grac w druzynie mistrzow swiata, Polacy nie zdobyli zadnego zlotego

medalu. W 2023 r. siegneli az po dwa, a Leon mial w tych sukcesach

ogromny udzial.

Najtrudniejszym meczem czempionatu Starego Kontynentu byl dla

Bialo-Czerwonych cwiercfinal, w ktorym nasz zespol po heroicznym boju

pokonal 3:1 Serbow. – Wiedzialem, ze moi rodacy w tym starciu pokaza

najlepsza siatkowke, ze beda walczyli do upadlego. To byl nasz

najtrudniejszy mecz w tym sezonie – mowi selekcjoner o spotkaniu w Bari,

w ktorym Polacy przegrali pierwszego seta 26:28, a po wygraniu drugiego

w trzecim triumfowali 36:34, broniac czterech pilek setowych. Sami

wykorzystali dopiero osmego setbola, a w ostatniej partii dobili juz rywala.

– Druzyna, ktora chce cos osiagnac, musi miec klopoty i musi umiec z

nich wychodzic. W takich meczach hartuje sie zespol i wytwarzaja

przeciwciala, ktore pomagaja nam potem przezwyciezac kryzysy – mowil

Aleksander Sliwka, ktory wyrosl na lidera zespolu, a pod nieobecnosc

kontuzjowanego Bartosza Kurka byl rezerwowym kapitanem. Choc przyjmujacy

ZAKS-y nie jest ani najbardziej efektownie grajacym zawodnikiem, ani nie

zdobywa najwiecej punktow, to od niego Grbic zaczyna budowanie skladu

najlepszej siatkarskiej druzyny swiata 2023 r.

Druzyny, ktora pod jego wodza przez dwa lata przegrala tylko 6 z 53

meczow, co daje nieprawdopodobna 88-procentowa skutecznosc.

Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,

pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl opracowal Reksio.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://

www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

(format IBAN)

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

(format IBAN)

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

(format IBAN)

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl