DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA
im. kpt. Ryszarda Kucika
Rok XXV nr 364 (6854)
niedziela, 29 grudnia 2025 r.
DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
28 grudnia 2025r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
-“Nasza nadzieja, slowenska pewnosc. Turniej Czterech Skoczni zapomina
jezyk polski”-Dariusz Wolowski
25-letni lider Pucharu Swiata Domen Prevc jest faworytem rozpoczynajacej
sie w poniedzialek 74. edycji Turnieju Czterech Skoczni, w ktorej polscy
kibice moga liczyc na niespodzianki w wykonaniu 18-letniego Kacpra
Tomasiaka.
Najmlodszy z braci Prevcow osiagnal wlasnie zyciowa forme. Z podium nie
spadl w osmiu ostatnich konkursach Pucharu Swiata. Wygral z nich piec i w
74. Turnieju Czterech Skoczni moze spelnic swoje marzenie. Marzenie, ktore
peklo jak mydlana banka dziewiec lat temu.
Domen byl rewelacja poczatku zimy 2016 roku. Na 65. Turniej Czterech
Skoczni przyjechal jako sensacyjny lider Pucharu Swiata. Mial wtedy
zaledwie 16 lat, byl objawieniem w skokach narciarskich, ale juz w
pierwszym konkursie w Oberstdorfie nie poradzil sobie z presja prestizowych
zawodow. 26. pozycja przekreslila szanse mlodzienca w klasyfikacji
generalnej TCS. Rok wczesniej turniej wygral jego starszy brat Peter, jako
drugi Sloweniec po Primozu Peterce (1997 rok).
Dziewiec lat temu nie doszlo wiec do wzbogacenia dynastii slowenskiej, za
to tamten turniej przeszedl do historii polskich skokow. Zwyciezyl Kamil
Stoch, jako drugi Polak po Adamie Malyszu, Piotr Zyla byl drugi, a Maciej
Kot stracil trzecia pozycje w klasyfikacji generalnej przez blad sedziow,
ktorzy pomylili sie przy pomiarze odleglosci drugiego skoku Norwega
Daniela-Andre Tande w Bischofshofen. To byl najbardziej polski Turniej
Czterech skoczni w calej historii. Pozostana po nim wspomnienia trenera
Stefana Horngachera, dyrektora sportowego Adama Malysza i wszystkich
skoczkow naszej kadry, tanczacych wtedy na zeskoku skoczni imienia Paula
Ausserleitnera.
W tak spektakularny sposob zaczynala sie polska era Turnieju Czterech
Skoczni. Rok pozniej Stoch wygral wszystkie konkursy TCS, jako drugi w
historii po Niemcu Svenie Hannawaldzie. W 2021 roku Kamil zwyciezyl w
niemiecko-austriackiej imprezie po raz trzeci, odbierajac tytul Dawidowi
Kubackiemu. Przy czym broniacy trofeum Kubacki byl trzeci, a rok pozniej
przegral po pasjonujacej walce z Norwegiem Halvorem Egnerem Granerudem.
Domen Prevc nawet nie zblizal sie wtedy do sukcesu brata Petera, choc byl
to czas wielkich zmian w ukladzie sil w Turnieju Czterech Skoczni.
Wspolgospodarze imprezy, Austriacy (dwa konkursy odbywaja sie w Austrii, a
dwa w Niemczech), przestali w niej dominowac na dziewiec lat. A przeciez
wczesniej, w latach 2009-2015, TCS wygrywali wylacznie oni. Wrocili na
szczyt przed rokiem, gdy Daniel Tschofenig, Jan Hoerl i Stefan Kraft
stoczyli bratobojczy pojedynek i zajeli wszystkie miejsca na podium
klasyfikacji generalnej.
W 74. edycji Turnieju wszyscy trzej beda zagrazali planom Domena Prevca.
Kraft wrocil do rywalizacji w Pucharze Swiata po przerwie, jaka sobie
zrobil, by asystowac zonie przy narodzinach dziecka. Do faworytow wciaz
nalezy Ryoyu Kobayashi, znakomicie w tym sezonie skacze Sloweniec Anze
Lanisek.
Niemcy czekaja na triumf w TCS od 2002 roku. 24 lata to wiecznosc dla
nacji, ktora wygrywala impreze 16 razy. Nadzieje pokladaja w mlodziezy:
Philipp Raimund i Felix Hofman ratuja ekipe Horngachera, ktory dzis
prowadzi reprezentacje Niemiec, w czasach zapasci formy Andreasa Wellingera
i Karla Geigera. Ten drugi zdobyl w tym sezonie zaledwie 12 pkt w Pucharze
Swiata. To sportowa katastrofa.
W skokach narciarskich czas plynie szybciej niz w innych dyscyplinach
sportu. Zaledwie trzy lata po drugim miejscu w klasyfikacji generalnej
Turnieju Czterech Skoczni, Dawid Kubacki popadl w najglebszy kryzys w
karierze. W 2020 roku wygral TCS, potem jeszcze dwa razy stawal w nim na
podium, w tym sezonie skacze jednak tak slabo, ze trener kadry Maciej
Maciusiak musial zeslac go do zawodow nizszej rangi. Mistrz swiata i
medalista olimpijski wraca do startow w Pucharze Kontynentalnym po
dekadzie, dla skoczka tej klasy to najbardziej surowa lekcja cierpliwosci i
pokory.
Prestizowy Turniej Czterech Skoczni, w ktorym Kubacki gral nie tak dawno
glowne role, odbedzie sie bez jego udzialu. Po raz ostatni wystartuje w nim
trzykrotny triumfator imprezy, Kamil Stoch. 38-letni mistrz z Zeba dal
sobie jeszcze jedna sportowa szanse, ale po obiecujacym poczatku zimy
popadl w przecietnosc. W klasyfikacji generalnej Pucharu Swiata jest na 23.
pozycji i trudno sie spodziewac, by na przelomie roku w Obertsdorfie,
Ga-Pa, Innsbrucku i Bischofshofen gral inna role niz statysty. To samo
dotyczy kolejnego polskiego mistrza swiata – Piotra Zyly, choc on wychodzi
chyba z zapasci z poczatku sezonu.
Jedyna realna nadzieja, jaka moga miec polscy kibice, zwiazana jest z
debiutantem Kacprem Tomasiakiem. 18-latek jest w polskich skokach
objawieniem i jako jedyny na razie dorownuje swiatowej czolowce. Byl piaty
w ostatnim konkursie Pucharu Swiata – w Engelbergu, gdzie jego starsi
koledzy z kadry nie odegrali znaczacej roli. 13. pozycja w klasyfikacji
generalnej Pucharu Swiata to bardzo wysokie miejsce jak na zawodnika
rozpoczynajacego rywalizacje z najlepszymi.
Nikt nie wymaga, by Tomasiak zagrozil w 74. Turnieju Czterech Skoczni
Domenowi Prevcowi, a jednak skoki to dyscyplina tak nieprzewidywalna i
tajemnicza, ze trudno wykluczyc jakis zaskakujacy scenariusz.
Jeszcze niedawno rzecznik prasowy TCS Niemiec Ingo Jensen zegnal armie
polskich dziennikarzy opuszczajacych Bischofshofen slowami: – No coz, chcac
nie chcac musze sie w koncu nauczyc polskiego.
Za nami niezwykle lata – zwyciestw Stocha, Kubackiego, znakomitych skokow
Zyly, Macieja Kota, Stefana Huli. Oni sprawiali, ze kazda edycja Turnieju
Czterech Skoczni byla w Polsce wielkim wydarzeniem, przelamali stereotyp,
ze jest to impreza zbyt obciazajaca dla skoczkow z Polski. Dzis polscy
kibice, wciaz obecni na wszystkich skoczniach swiata, zaczynaja zyc
wspomnieniami. A moze 18-letni Kacper Tomasiak im na to nie pozwoli?
Kadra Polski na 74. Turniej Czterech Skoczni:
Kacper Tomasiak, Kamil Stoch, Piotr Zyla, Pawel Wasek i Maciej Kot
-“Polska jest kobieta, czyli osobliwosci na mapie krajowego i swiatowego
sportu”-Rafal Stec
Stan na rok 2025 i prognoza na 2026: mamy jedno multimedalowe imperium,
ktore otaczaja sukcesy glownie przypadkowe, osiagniete dzieki prywatnym
inicjatywom.
Tak zwana sciana wschodnia w Polsce, choc ostatnio przyspieszyla, od dekad
uchodzila za biedniejsza, slabiej rozwinieta, pozbawiona infrastruktury.
Zacofanie widzielismy rowniez w sporcie, dosc powiedziec, ze przez 70 lat,
ktore minely od zakonczenia II wojny swiatowej, kluby z polozonych tam
miast ledwie trzykrotnie wygrywaly lige pilkarska – dwa razy Stal Mielec,
raz Jagiellonia Bialystok. Marniutko bylo tez w innych dyscyplinach
zespolowych.
Az nastal rok 2025 i mieszkancy Lublina fetowali tyle triumfow, ze co
bardziej podekscytowani komentatorzy oglaszali narodziny malej stolicy
polskiego sportu.
Zuzlowcy jezdzili tam do niedawna bardzo daleko od podium lub wcale, a
teraz zdobyli medal mistrzostw kraju po raz piaty z rzedu, kibicow wciaz
porywa Bartosz Zmarzlik – prujacy po tytul zawodnika wszech czasow w skali
globalnej. Krociutka przeszlosc ma lubelska druzyna siatkarzy, ktorzy
wiosna wywolali sensacje, pierwszy raz w historii triumfujac w lidze (do
czego dorzucili jeszcze trofeum europejskie) – im lideruje inny wybitny
atleta, Wilfredo Leon. I niewykluczone, ze obaj wymienieni gwiazdorzy
znajda sie na podium plebiscytu na sportowca roku.
Wreszcie pilkarze Motoru. Oni o zaszczytach na razie nawet nie marza, ale
natychmiast po powrocie do ekstraklasy – po nizszych ligach blakali sie od
samiutkich poczatkow III RP – wybili sie na siodme miejsce, najbardziej
okazale w dziejach klubu. Lublinianie – to wciaz wojewodztwo o
najskromniejszym PKB na glowe mieszkanca – emocjonuja sie zatem rywalizacja
w trzech arcypopularnych u nas sportach na wysokim poziomie.
Zmarzlik i Leon naleza w swoich konkurencjach rowniez do scislej czolowki
swiatowej, tyle ze pierwszy porywa tlumy w pojedynczych polskich miastach –
zuzlowy szal wystepuje na mapie plamkowo – natomiast drugi pozostaje lat
twarza reprezentacji kraju, ktorej kazdy mecz przyciaga wielomilionowa
widownie telewizyjna z calego kraju, wypelnia trybuny po ostatnie
krzeselko, nie rozczarowuje juz wlasciwie nigdy.
Przynajmniej teoretycznie, bo zmierzajacy do nieskonczonosci ciag medalowy
wyhodowal kibicowska rase nadzwyczaj wybredna, okazujaca pelna satysfakcje
wylacznie w blasku zlota. Co zreszta dotyczy nie tylko kadry narodowej.
Polscy siatkarze wrocili z wrzesniowego mundialu z brazem? Ujdzie, ale
mialo byc zloto. Na ten sam stopien podium wskoczylo Zawiercie podczas
ubieglotygodniowych mistrzostw swiata klubow? Szkoda, ze przedstawiciele
naszej ligi schrzanili polfinal z Osaka Bluteon. Poczucie wiecznego
niedosytu stanowi paradoksalnie swiadectwo potegi dyscypliny, ktora jako
jedyna w polskim sporcie zdolala zaprojektowac swietnie funkcjonujacy
system.
Na imprezach miedzynarodowych masowo zwyciezaja i seniorzy, i mlodzi we
wszelkich kategoriach wiekowych. Kluby sezon w sezon rozbijaja sie po Lidze
Mistrzow, podpisuja tez kontrakty z renomowanymi obcokrajowcami. Polscy
giganci podrozuja w przeciwnym kierunku, jak Kamil Semeniuk kolekcjonujacy
siatkarskie precjoza w Perugii. Reszta swiata zazdrosci nam innowacyjnosci,
perfekcyjnie zorganizowanych turniejow, rozskakanych i rozspiewanych hal.
Fabryka talentow furczy jak perpetuum mobile, raz wprawiona w ruch nie chce
sie zatrzymac, kolejne roczniki wypluwaja tylu doskonale wytrenowanych
wyczynowcow, ze mlodym coraz trudniej wskakiwac miedzy seniorow – przez
nadmiar bogactwa zwyczajnie nie mieszcza sie w skladach.
A na szczycie imponujacej struktury szybuja siatkarze doroslej
reprezentacji, fenomen unikatowy w calych dziejach naszego sportu. Odkad
podlegaja trenerowi Nikoli Grbiciowi, dopadaja medalu wszedzie, gdzie sie
zjawia – przez cztery sezony uzbierali ich osiem i zalowac mozna tylko
tego, ze zbyt rzadko zakladaja na szyje zloto. Oni tez, podobnie jak
zdeprawowani luksusami fani, przyjmuja krazki z posledniejszego kruszcu bez
przekonania. Z kwasnymi minami spogladali nawet na olimpijskie srebro, choc
skoku na podium igrzysk wypatrywalismy 48 lat.
W nastepnym sezonie cele sie nie zmienia, Polacy sprobuja powygrywac
wszystko – zarowno komercyjna Lige Narodow, jak i mistrzostwa na Europy, na
ktorych beda bronic tytulu. Wyspecjalizowalismy sie w swojej koronnej
konkurencji prawie tak, jak Chinczycy opanowali sztuke masowego zwyciezania
w tenisie stolowym, Holendrzy w lyzwiarstwie szybkim, Kenijczycy w bieganiu
czy Koreanki w strzelaniu z luku.
Powtorzmy: siatkowka pozostaje w polskim sporcie zjawiskiem osobnym, wyspa
przewidywalnosci oblewana oceanem chaosu. Wiadomo, skad sie biora jej
multimedalowe odloty, podczas gdy w innych dyscyplinach decyduje poniekad
los – czasami nam sie udaje, czesciej nie.
Fantastyczna kariere Igi Swiatek zawdzieczamy inicjatywie prywatnej,
rodzinnej, jak niegdys popisy Agnieszki Radwanskiej i generalnie gwiazd
ganiajacych po korcie – w przeciwienstwie chocby do poludniowych sasiadow,
ktorzy moga chelpic sie prawdziwa czeska szkola tenisa. Ona tez placi
niekiedy za rozmiary sukcesu, bo publicznosc nie umie zniesc tego, ze
zawodniczka absolutnie najlepsza zmalala do jednej z najlepszych, obrazeni
kibice prychaja na turnieje zakonczone w polfinale, bajdurza o jej
niewlasciwym dobieraniu trenerow czy rzekomo watlej psychice. Tymczasem
niezaleznie od wszystkiego, co zdarzy sie w przyszlosci, juz teraz, po
tegorocznym triumfie na Wimbledonie, mozna sie zastanawiac, czy Swiatek nie
zdetronizowala polskiej atletki wszech czasow Ireny Szewinskiej.
Podziwiamy wiec superbohaterke tenisowa, ktora wspoltworzy cala mozaike
polskich zwyciestw niewynikajacych z systemowych rozwiazan. W Marii Zodyk,
naszej jedynej medalistce lekkoatletycznych mistrzostw swiata,
oklaskiwalismy skoczkinie wzwyz bialoruska, naturalizowana w konsekwencji
wsparcia jej kraju dla putinowskich zbrodniarzy masakrujacych Ukraine.
Aleksandra Miroslaw, rekordzistka swiata we wbieganiu na sciane, rywalizuje
w dyscyplinie mlodej, jeszcze nierozwinietej – co podkreslamy nie dla
podwazania jej sportowej klasy, lecz uzmyslowienia czytelnikom, ze w
konkurencji dopiero debiutujacej posrod olimpijskich o wygrane latwiej, o
czym swego czasu przypominaly nam chocby wysadzone polskimi medalami
poczatki skoku o tyczce kobiet. Kiedy swiat zajal sie nim na powaznie,
spadlismy z podium bezpowrotnie.
Polska pozostaje jednak w sporcie kobieta, a wybrykiem natury szczegolnie
zdumiewajacym okazala sie Ewa Pajor, ktora wyruszyla na podboj europejskich
boisk, gdy porzadny zenski futbol w ogole u nas nie istnial. I jako
napastniczka Barcelony – pomimo niepowodzenia w finale Champions League
chyba wciaz najsilniejszej druzyny na kontynencie – oraz krolowa strzelczyn
ligi hiszpanskiej – osiagnela w mijajacym roku status wyzszy, niz w meskim
futbolu posiada Robert Lewandowski. Nasz pilkarz wszech czasow skonczyl w
sierpniu 37 lat i choc zasluguje na nieoficjalny tytul najwybitniejszego
weterana strzelajacego obecnie gole na wielkich stadionach Europy, to
ewidentnie wszedl w smuge cienia – spedza na murawie coraz mniej czasu,
bramki zdobywa rzadziej niz kiedykolwiek, jesien w Lidze Mistrzow zamknal z
zerowym snajperskim dorobkiem. Musimy sie powoli oswajac z zyciem po
Lewandowskim.
Oszalamiajace kariery zarowno jego, jak i Pajor, ucielesniaja specyfike
calego naszego sportu, polegajacego raczej na osobliwych zakrzywieniach
czasoprzestrzeni niz przemyslanej pracy u podstaw. Oboje wychyneli znikad,
wlasciwie nie wiadomo, jakim cudem. I na razie nie majaczy sie na
horyzoncie nikt, kto moglby zalozyc jutro korki Lewandowskiego – polscy
pilkarze nie strzelaja seryjnie w zadnych powaznych ligach, zaczynaja
wyrozniac sie natomiast obroncy, ktorzy albo juz maja niezla pozycje na
rynku (Jakub Kiwior i Jan Bednarek w FC Porto), albo probuja dojrzec w
obiecujacych okolicznosciach przyrody (Jan Ziolkowski w Romie, Kacper
Potulski w Mainz).
Do czego nie nalezy sie jednak zanadto przywiazywac. Jak juz ustalilismy,
nie sposob odgadnac, co wyrzuci nam zaraz beben maszyny losujacej. Lublin
jeszcze przed chwila byl na mapie polskiego sportu biala plama.
-“Arcydzielo po polsku. Dziwowisko, jakiego swiat nie widzial”-Rafal Stec
To produkt wybitnie nasz, niepowtarzalnie oryginalny i frapujacy. Jesli nie
wypromujemy go wreszcie na arenie miedzynarodowej, to ostatecznie
udowodnimy, ze jestesmy marketingowymi analfabetami. [Z cyklu “A JEDNAK SIE
KRECI”].
Polszczyzna brzmi urokliwiej od wszystkich innych wynalezionych przez
ludzkosc narzeczy, ale osobnikom anglojezycznym zazdroszcze niezbyt
eleganckiego, acz przydatnego okreslenia “mindfuck movie”. Nie umiem
cholerstwa satysfakcjonujaco przetlumaczyc, a perfekcyjnie opisuje
obrazkowe opowiesci wywolujace u odbiorcy dezorientacje, wyrywajace z
zastyglych mentalnych schematow, nawet sklaniajace do zakwestionowania
istnienia obiektywnej rzeczywistosci – czasami beda to pokrecone wizje
Luisa Bunuela, czasami “Incepcja” lub “Zakochany bez pamieci”, czasami
nasza liga pilkarska, nazywana zartobliwie “ekstraklasa”.
Ten ostatni serial, ktory wlasnie ma przerwe i wroci dopiero 31 stycznia,
sposrod innych futbolowych rozgrywek wyroznia osobnosc postaci glownego
bohatera – pierwszoplanowego, choc niegrajacego. Dariusz Mioduski nie
popisuje sie wlasnonoznie i nie ryje korkami boiska, lecz nadzoruje
pilkarzy z wysokosci lozy honorowej, jako dumny wlasciciel Legii Warszawa,
klubu o najwiekszych przychodach w kraju. I juz chyba kazde porzadnie
wychowywane nadwislanskie dziecko wie, ile mu zawdzieczamy, kazde slyszalo
o nadzwyczajnym talencie zamoznego demiurga, ktory rezyseruje i finansuje
odcinki ze szczegolnie pociagajacymi fabulami.
Bo przeciez milosnicy opowiesci zarowno sportowych, jak i niesportowych
uwielbiaja widok Goliata, ktory obrywa od Dawida, prawda? Tymczasem Legia w
autorskiej wersji aktualnego szefa oferuje jeszcze wiecej, kroczy jak caly
szwadron powalanych Goliatow, i to Goliatow upadajacych pod naporem
mlodszego brata Dawida, ktoremu w dodatku popsula sie proca.
Nie odniosla zwyciestwa w zadnym z 11 ostatnich meczow, wyrownujac rekord
ustanowiony w latach 60. ubieglego stulecia, gdy prezesowal jej general
Zygmunt Huszcza, zasluzenie odznaczony orderem dla Budowniczych Polski
Ludowej. Dzieki tej zagrywce wraz z Bruk-Betem Termalica Nieciecza kucnela
na dnie tabeli, rozsnuwajac tam inspirujacy krajobraz – wielka druzyna z
dwumilionowej metropolii tuli sie do skromnej druzynki z kilkusetosobowej
wsi, klub nalezacy do swiatowca Mioduskiego sasiaduje z klubikiem nalezacym
do producenta pospolitej kostki brukowej, wiec ponownie odkrywamy pilke
nozna jako zabawe demokratyczna, dla wszystkich, likwidujaca podzialy.
Do pewnego momentu mielismy prawo posadzac legijnego prezesa o zaniedbania,
ale rownoczesnie usprawiedliwiac go obowiazkami patriotycznymi – skoro w
czerwcu zostal wiceszefem PZPN do spraw zagranicznych, to prawdopodobnie
kazdego dnia haruje dla przyszlosci calego polskiego futbolu, nawet jesli
publicznie sie swoimi dzialaniami nie przechwala, nie wiemy o jego
dokonaniach nic. Mozna bylo tez zastanawiac sie, czy Mioduski – znany z
innowacyjnosci, jako jedyny w krajowej lidze utworzyl w klubie stanowisko
Head of Football Operations i jeszcze powierzyl je cudzoziemcowi! – nie
zaufal przesadnie sztucznej inteligencji. Konsultuje sie z nia zbyt czesto,
podaza za jej radami, zapominajac, ze te wszystkie ChatyGPT i inne Groki
lubia halucynowac.
Im dluzej trwala jednak zajadla podroz Legii ku nizinom tabeli, tym
bardziej stawalo sie oczywiste, ze steruje nia mozg zbudowany z bialek,
czujacy odpowiedzialnosc za atrakcyjnosc calych rozgrywek, ktory spelnia
sie w roli najbardziej nieudacznego sportowego menedzera, jaki nawiedzil
polski futbol – oczywiscie nieudacznego wedle nieswiadomych fanow, ktorymi
artysta manipuluje dla ich dobra, pragnie uszczesliwic widownie
zaskakujacymi, jeszcze nigdy niewidzianymi atrakcjami.
Czy ktokolwiek w naszej lidze wydal wczesniej na pilkarza trzy banki w
twardej europejskiej walucie? Podpowiadam: nie. Czy Legia musiala wyrzucac
az tyle, by podziwiac w Milecie Rajoviciu napastnika, ktory od 14 wrzesnia
strzelil ledwie jednego gola, uciulanego zreszta dzieki rzutowi karnemu?
Znow podpowiadam: nie, na takie wyczyny stac rowniez profesjonalistow
tanszych zarowno w zakupie, jak i w utrzymaniu, dostepnych rowniez na
lokalnym rynku.
A jednak warszawianie ozdabiaja kolejne spartaczone sezony najwyzszymi
inwestycjami w transfery w Polsce, dzieki czemu pod wzgledem kleskowosci
przelicytowali wszystkie inne europejskie kluby o statusie glownego
potentata w swoim kraju, najpopularniejszej marki, majace aspiracje
hegemona. Powtorzmy: nie znajdziemy niczego podobnego na calym kontynencie.
Tytulu mistrzowskiego nie zdobyli legionisci od czterech lat, zdarzylo im
sie w tym okresie skonczyc rozgrywki na 10. miejscu, na przedostatnim
lezeli takze w grudniu 2021 roku, aktualnie z niezlomna konsekwencja
kontynuuja eksplorowanie terytoriow, ktore czyni Mioduskiego prezesowskim
przegrywem wszech czasow.
Jako specjalisci od zagrywek sprzecznych ze sportowa logika, utrzymujacych
publicznosc w permanentnym zbaranieniu, nie sa jednak osamotnieni. Oto
pilkarze Gornika Zabrze, kiedy tylko pokojarzyli, ze zajmuja pozycje lidera
i eksperci slawia ich jako rewelacje rozgrywek, przywalili nam po zakutych
kibicowskich lbach wysokoprocentowym dwupakiem – zareagowali
bezkompromisowym 0:4 z Radomiakiem, po czym bezlitosnie dorzucili
porownywalnie efektowne 2:5 z Lechia Gdansk, akurat probujaca sie
wygramolic z nizin tabeli. Oto jeszcze mniej sztampowy sposob na
rozmasowywanie kibicowskich synaps wynalezli zawodnicy Wisly Plock, ktorzy
na szczyt tabeli dotarli, uwaga, po pieciu (!) niskobramkowych remisach z
rzedu. Czlapali na trzecim miejscu, ale wywindowal ich lancuch wynikow
zlozony z 1:1, 1:1, 0:0, 0:0 i 1:1 – znow mozna smialo sformulowac teze, ze
obdarowano nas narracyjnym zawijasem pionierskim w skali globalnej.
A slyszeliscie legende o druzynach, ktore traca motywacje i serce do gry,
gdy nieoficjalnie dowiedza sie, ze wkrotce opusci ich trener? Phi, niech w
starych odruchach taplaja sie inni, my wolimy obserwowac, jak niejaki Marek
Papszun lamie swiete ponoc zasady, oglaszajac na konferencji prasowej, ze
nie chce juz prowadzic zespolu, ktory prowadzi, ze woli zbiec do rywali z
Warszawy, ale jego podwladni z Rakowa Czestochowa, zamiast poslusznie
zmarniec w smutku i niepewnosci, ozywiaja sie jak mlodzi bogowie – w Lidze
Konferencji mloca czterema golami Rapid Wieden, we wszystkich rozgrywkach
biora cztery kolejne wygrane, przysuwaja sie na odleglosc punktu do lidera,
wracaja do wyscigu o mistrzostwo. Kolejna fabularna petarda!
Stad sie bierze moje przeswiadczenie, ze polska liga potrzebuje tylko
umiejetnej promocji. “W czym dzis jestesmy gorsi od Niemcow? To tylko
kwestia marketingu. (…) Jako narod mamy potezne braki w autoprezentacji”
– przekonuje Robert Dobrzycki, ktory w wywiadzie dla “Wyborczej” mowi
wprawdzie o przedsiebiorstwach niesportowych i calej naszej gospodarce,
lecz jako nowy wlasciciel Widzewa Lodz na pewno dostrzega gigantyczny
potencjal rodzimej ligi futbolowej. Dziwowiska niemainstreamowo
intrygujacego, pobudzajacego do myslenia, drwiacego sobie z wytartych juz,
nudnych zagranicznych wzorcow. Dysponujemy pozadanymi przez kibicow
zasobami, ktorych w chocby zblizonych ilosciach nie posiada nikt inny:
bogaci niekoniecznie bija biednych, nikt nikogo sie nie boi i nie kryje za
defensywna podwojna garda, za kazdym gwizdkiem sedziego czai sie
zdumiewajacy zwrot akcji. Nasza liga to stymulujacy mozgotrzep, ktory zrobi
dobrze kazdemu, kto chce wykorzystac neuroplastycznosc mozgu i opoznic
efekty starzenia.
Niewykluczone zreszta, ze nadciagaja kolejne fascynujace sceny. Pilkarze
Legii, ktorzy po porazce z zawsze groznym armenskim Noah stracili juz
szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji, podejma w czwartek
rownie grozne gibraltarskie Lincoln Red Imps i jesli przegraja, byc moze
pomoga przeciwnikom wyrzucic z rywalizacji nielubianego w stolicy Lecha
Poznan. A poniewaz kibicowska logika bywa popaprana jak wykwity tak zwanej
ekstraklasy, to latwo wyobrazic sobie przynajmniej czesc fanow z
Lazienkowskiej niezbyt zainteresowanych triumfem swojej druzyny. I w
polskim leksykonie futbolowym obok slynnego “zwycieskiego remisu” bedziemy
mogli umiescic jeszcze cudaczniejsza definicje “zwycieskiej porazki”.
-“Iga Swiatek i jej zaskakujacy poczatek sezonu w meczu z Jelena Rybakina”-
Radoslaw Leniarski
Zaskakujacy nie z powodu wyniku w turnieju World Tennis Continental w
Shenzen, ale jakosci zagran i lekkosci poruszania sie po korcie w jej
pierwszym – choc nieoficjalnym – meczu sezonu.
Wiceliderka swiatowego rankingu pokonala Jelene Rybakine (WTA 5) 6:3, 6:3 w
swoim pierwszym meczu sezonu w turnieju pokazowym World Tennis Continental
w Shenzen. W Chinach graja umowne reprezetacje Europy (Swiatek, Belinda
Bencic, Flavio Cobolli oraz Valentin Vacherot) i Reszty Swiata (u boku
Rybakiny wystapi Xinyu Wang, Andriej Rublow i Zhizhen Zheng) w seriach
singli i miksta.
W kluczowym meczu WTA Finals w Rijadzie, ostatnim turnieju serii WTA w
sezonie 2025, ta sama Rybakina pokonala Swiatek w trzech setach. W Arabii
po zaskakujaco latwej porazce w pierwszym secie (1:6), w drugim wzniosla
sie na poziom rewelacyjny, a Polka nie umiala sie dostosowac.
W Shenzen – tak jak w Rijadzie – Swiatek objela prowadzenie w pierwszym
secie 5:1, wygrala 6:3 i w drugim wydawalo sie, ze Rybakina zastosowala
podobna strategie: podkrecila tempo i podniosla poziom zagran. Ale tym
razem Polka wiedziala co zrobic. Kilka naprawde kapitalnych uderzen –
szczegolnie w koncowce, gdy Moskwianka grajaca dla Kazachstanu faktycznie
stawiala porzadny opor. Miniecie Rybakiny pilka zagrana z forhendu po
przekatnej w biegu – palce lizac!
Mimo pokazowego charakteru meczu Swiatek byla bardzo uwazna i skupiona, co
bylo widac szczegolnie, gdy zagrywala krotsza, latwiejsza pilke, po ktorej
Rybakina wypychala ja w boczny, odlegly sektor kortu. Po odbiciu pilki
Swiatek w mgnieniu oka, jak strus pedziwiatr, wracala na srodek koncowej
linii.
Rzecz jasna nie mamy dokladnych danych, ale zdjecia z treningow, z gali i
ujecia z meczu z Rybakina wskazuja, ze Swiatek wazy mniej niz w zeszlym
roku. Tym, ktorzy na taka uwage sie obrusza, przypomne, ze w wielu
dyscyplinach waga ciala ma znaczenie stricte sportowe, w tym w tenisie u
zawodniczek bazujacych na ruchliwosci i szybkosci. Jesli to prawda, to w
polaczeniu ze zgoda Swiatek na wczesniejszy start sezonu w pokazowce, moze
to swiadczyc o wyjatkowej determinacji Polki w dazeniu do sukcesu w
Australian Open. Swiatek chce udoskonalac swoj tenis, pracuje nad skrotami,
nad serwisem (mowila o tym po meczu z Rybakina). Poleciala do Shenzen po
Wigilii, zeby uczestniczyc w turnieju, ktory zostal zorganizowany po raz
pierwszy i nie wiadomo czy nie jest efemeryczny. Jest w Azji wczesniej niz
zwykle, lagodnie dostosowujac sie do drastycznej zmiany stref czasowych
zwiazanych ze startami w Australii – United Cup i Australian Open. Bedzie
miala okolo trzy tygodnie na przygotowanie sie do pierwszego turnieju
wielkoszlemowego w tym roku. Jedynego, ktorego dotad nie wygrala.
Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,
pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, tvpsport.pl, polsatsport.pl,
dziennikbaltycki.pl, gs24.plopracowal Reksio.
Tylko zlamasy czytaja gazetke, a zaluja kasy
(Na Smerfny Fundusz Gargamela)
STRONA INTERNETOWA:
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://MyShip.com
Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez
dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ: abujas12@gmail.com
GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl
Dla Dobrych Wujkow Marynarzy
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43
BNP Paribas
nr konta: 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek: “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Wplaty w EURO (IBAN):
PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
Wplaty w USD (IBAN):
PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
Wplaty w GBP (IBAN):
PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
BIC (SWIFT): PPABPLPKXXX
Dla wypelniajacych PIT:
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
KRS 0000124837
“Wspomoz nas!”
Teksty na podstawie:
Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty,
National Geographic, Sport.pl, Detektyw Online, Poscigi.pl