DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA Imienia Kpt. Ryszarda Kucika (Rok
XXIV nr 218) (67456) 6 sierpnia 2024r.
DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
4 sierpnia 2024r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
-“1:3 z Wlochami. I najgorsze sety Polakow od lat”-Rafal Stec
To byly sceny wstrzasajace, siatkarze potwierdzili nasze podejrzenia –
sprawiaja wrazenie niezbyt dobrze przygotowanych do igrzysk. Czy trener
Nikola Grbic zdazy wymyslic cokolwiek przed poniedzialkowym
cwiercfinalem ze Slowenia?
Najpierw odetchnelismy z ulga. Tomasz Fornal, ktory podczas inauguracji
z Egiptem skrecil kostke, normalnie sie rozgrzewal. Skakal, zbijal.
Miny zrzedly nam blyskawicznie. Dopoki rywale wyrzucali w aut serwis za
serwisem, wynik sie zgadzal. Kiedy jednak odzyskali precyzje, wygrali
cztery akcje z rzedu, uciekli na kilka punktow przewagi, a my
przestalismy sie martwic o Fornala, by w zdezorientowaniu patrzec na to,
co wyprawia Bartosz Kurek.
Ilekroc w minionych latach Polacy wskakiwali na podium, byl liderem
pelna geba, nie tylko jako posiadacz kapitanskiej opaski. W Paryzu od
poczatku wyglada jednak marnie. Czy raczej, uscislajac, coraz marniej.
W sobotnie popoludnie zdobyl pierwszy punkt, po czym rozpadl sie na
kawaleczki, tak sie przynajmniej zdawalo. Albo strzelal po autach, albo
go blokowali, az wreszcie wstrzymal reke, sprobowal przechytrzyc Wlochow
delikatnym przerzuceniem nad ich dlonmi. To bylo szczegolnie
niepokojace, poniewaz Kurek zawsze slynal z psychicznej odpornosci –
nawet jesli mu nie wychodzilo, nie deprymowal sie, lecz ponawial ataki,
uderzal coraz mocniej, odradzal sie.
Teraz pomylil sie w siedmiu kolejnych zbiciach, a poniewaz rezerwowy
Lukasz Kaczmarek – mezczyzna po przejsciach, w sezonie klubowym mial
tajemnicze klopoty ze soba – istnieje ostatnio tylko teoretycznie, to
Polacy znow mieli potezna wyrwe w ataku. O rozmiarach, ktore
uniemozliwiaja pokonanie jakiegokolwiek powaznego przeciwnika.
M.in. stad wzielo sie porazajace 15:25. Seta o takim wyniku nie
widzielismy w calym biezacym sezonie – ani w Lidze Narodow, ani w
spotkaniach towarzyskich.
Wynik sobotniego meczu nie mial fundamentalnego znaczenia. Obie druzyny
awansowaly wczesniej do cwiercfinalu, wiec rozstrzygal tylko o tym, kto
na kogo wpadnie w kolejnej rundzie – a olimpijska stawka jest tak
wyrownana, ze trudno bylo hierarchizowac ewentualnych rywali na mniej
lub bardziej niebezpiecznych.
Spogladalismy jednak na boisko zaintrygowani, bo Polacy od wielu tygodni
wywolywali glownie watpliwosci. I podczas przedolimpijskich sparingow, i
juz w Paryzu. Paradoks srodowego spotkania z Brazylia polegal na tym, ze
pomimo zwyciestwa – wpadali w tarapaty, lecz zademonstrowali
nadzwyczajny hart ducha – zwrocilo uwage przede wszystkim na ich
mankamenty. Ze skrzydel zbijali z niziutka skutecznoscia. Koszmarnie
pudlowal Kurek. Nie potrafil wyreczyc go rezerwowy Kaczmarek. Fornal
wszedl na boisko na kilkadziesiat sekund i ani razu sie od niego nie
oderwal. Czastkowe statystyki wcale nie dawaly naszym siatkarzom
przewagi i wielu zdumionych ekspertow mowilo po ostatniej pilce, ze
ostateczny rezultat byl niespojny z przebiegiem gry, byl wrecz anomalia.
Wlosi mieli zatem pomoc nam rozwiazac zagadke. To oni stanowia od kilku
sezonow najlepsza oprocz Polakow reprezentacje swiata.
Pojawili sie w 2021 roku nagle, prawie znikad. Po niepowodzeniu na
poprzednich igrzyskach trener Ferdinando De Giorgi rozgonil grupe
weteranow i z dnia na dzien wymienil ich na eskadre nowicjuszy, w
skrajnych przypadkach majacych nikla przeszlosc nawet na poziomie
ligowym, na arenie miedzynarodowej kompletnie anonimowych. I ta ekipa –
bez nikogo po trzydziestce w skladzie – podbila organizowane m.in. w
polskich halach mistrzostwa Europy. Zostala bodaj najbardziej
sensacyjnym zlotym medalista po Hiszpanach, ktorzy triumfowali w 2007 roku.
Potem wygrala mundial, w finale pokonujac Polakow. I wziela srebro
kolejnych mistrzostw kontynentu – w decydujacym starciu ponownie mierzac
sie z druzyna Nikoli Grbicia. Narodzil sie klasyk, obie potegi co rusz
sie ze soba zderzaja. Zreszta rywale przed wyjsciem na boisko mowili, ze
mecze z Polska sa dla nich wyzwaniem fascynujacym, stymulujacym jak
zadne inne.
Twierdzili rowniez, ze czuja sie bardzo mocni i nie widza granic,
ktorych nie potrafia sforsowac.
Polacy mogli je wyznaczyc, ale raczej przyczynili sie do podniesienia
ich pewnosci siebie. Jesli wziac pod uwage klase naszych siatkarzy, a
takze wyniki – za kadencji Nikoli Grbicia wykuwali medal na kazdej
imprezie! – to ogladalismy sceny wprost wstrzasajace. Byle jak
przyjmowali, byle jak atakowali, wygladali na grupe calkiem
zdemontowana, pozbawiona jakichkolwiek atutow. Zrelaksowani Wlosi
zaczeli sie w pewnym momencie bawic, prowokowac – wytrawny rozgrywajacy
Simone Giannelli pozwolil sobie nawet na wystawianie sposobem dolnym,
jakby chcial rywali upokorzyc.
Skutecznosc ataku w inauguracyjnej partii: 29 proc. W drugiej: 32 proc.
Wskazniki, ktore nie dawaly zadnej nadziei. Im dluzej trwala wloska
chlosta – nie sposob okreslic tego lagodniej – tym wiecej otrzymywalismy
powodow, by przypuszczac, ze sa zwyczajnie slabo przygotowani do
turnieju. Z trybun dopingowac zamierzala ich Iga Swiatek, ale jak miala
zdazyc dojechac na hale z medalowej dekoracji, jesli pozwalali sie
krzywdzic rywalom tak szybko?
Znow jednak, jak w dreszczowcu z Brazylia, nie poddali sie. W trzecim
secie walczyli punkt za punkt, Wilfredo Leon, Kurek, a zwlaszcza
wprowadzony z rezerwy Kamil Semeniuk zbijali juz przyzwoicie, trener
Grbic jak zwykle podczas przerw emanowal spokojem, rzucajac wylacznie
techniczne, merytoryczne uwagi. Az wreszcie wrocil kapitan z
przeszlosci, ten, ktorego nie zniecheca zadna liczba nieudanych akcji.
Kurek zakonczyl seta asem!
Kolejnego zaczal podobnie – odpalal serwisowe petardy, trafial w ataku,
Polacy objeli prowadzenie. Czyzby mial sie powtorzyc scenariusz z meczu
z Brazylia, z ktora przegrywali 0:1 i 1:2 w setach, ale pokazali, ze
umieja cierpiec, wydzwignac sie nawet z bardzo glebokich tarapatow?
Nic z tego. Wlosi blyskawicznie odzyskali kontrole nad sytuacja, choc
nasi siatkarze nie osuneli sie juz na poziom gry z pierwszych partii –
nie zdolali doprowadzic nawet do emocjonujacej koncowki, schodzili z
boiska ze spuszczonymi glowami, przesuwajac stopami po ziemi jak zombie.
Gdzie szukac pocieszenia, nadziei? Przed sobotnim meczem jego wynik nie
mial fundamentalnego znaczenia, teraz nie ma juz zadnego. Wymazujemy
faze grupowa, nastepuje turniejowy restart, rusza rozgrywka o medale.
Tyle ze Polacy wygladaja fatalnie niezmiennie od tygodni.
Teraz wkraczaja tam, gdzie gina zawsze, na kazdych igrzyskach. W
cwiercfinale przegrali z Brazylia (2004), Wlochami (2008), Rosja (2012),
USA (2016), Francja (2021). W biezacym stuleciu nazdobywali dziesiatki
medali rozmaitych imprez – z wyjatkiem najbardziej prestizowej,
olimpijskiej. Obecni reprezentanci nie odpowiadaja oczywiscie za
wszystkie przywolane niepowodzenia – niektorzy debiutuja, niektorzy
przylecieli na igrzyska dopiero drugi raz – ale nasluchali sie tylu
tyrad o przeklenstwie cwiercfinalu, ze moga, chocby podswiadomie, czuc
sie jak przed wejsciem w strefe smiertelnego zagrozenia. Nasiakneli ta
czarna legenda wszyscy, ktorzy zyja siatkowka.
Kolejna proba jej odczarowania nastapi w poniedzialek, Polacy zagraja ze
Slowenia. Ale tym razem skupianie sie na rzekomej klatwie wydaje sie
jeszcze bardziej jalowe niz dotychczas. Nie trzeba szukac gusel, slaba
dyspozycje naszych siatkarzy widac, slychac i czuc.
Polska – Wlochy 1:3 (15:25, 18:25, 26:24, 20:25). Sklad Polakow: Janusz,
Fornal, Huber, Kurek, Leon, Kochanowski oraz Zatorski (libero),
Kaczmarek, Semeniuk, Bieniek, Lomacz.
Poniedzialkowe cwiercfinaly: Polska – Slowenia, USA – Brazylia, Francja
– Niemcy, Wlochy – Japonia.
-To byla zupelnie inna Iga Swiatek niz ta, ktora przegrala w polfinale
igrzysk olimpijskich z Qinwen Zheng. Na mecz, ktorego stawka byl brazowy
medal, Polka wyszla odmieniona. I to bylo widac. Rozbila w godzine Anne
Karoline Schmiedlova 6:2, 6:1 i ma upragniony krazek. Historyczny dla
polskiego tenisa.
Po czwartkowej, sensacyjnej porazce z Qinwen Zheng w polfinale
olimpijskiego turnieju, Swiatek nie potrafila ukryc rozczarowania i
opanowac smutku. Dla Polki zdobycie zlotego medalu na swoich ukochanych
paryskich kortach bylo zdecydowanie najwiekszym celem obecnego sezonu.
Niestety, 23-latka nie wytrzymala presji, a dodatkowo trafila na
swietnie dysponowana tego dnia Chinke, ktora odniosla zasluzone zwyciestwo.
Pomimo bolesnej przegranej, liderka rankingu WTA wciaz jednak zachowala
szanse na to, aby ze stolicy Francji wyjechac z upragnionym medalem. Aby
tak sie stalo trzeba bylo spelnic jeden warunek – wygrac w meczu o
trzecie miejsce z nizej notowana Slowaczka. I choc na papierze wydawalo
sie to latwe, to zawodniczka z Koszyc na IO pokazala juz, ze umie grac z
najlepszymi, eliminujac wczesniej m.in. Jasmine Paolini i Barbare Strycova.
Juz od poczatku piatkowego starcia kibice mogli zobaczyc bojowe
nastawienie raszynianki – inne niz to, ktore bylo widac dzien wczesniej.
Juz przy przedmeczowym zdjeciu z rywalka byla usmiechnieta i energiczna,
co moglo potwierdzac, ze przepracowala traume po meczu z Danielle
Collins. Pomimo tego jako pierwsza przelamanie uzyskala Schmiedlova,
ktora w ten sposob wyszla na prowadzenie 2:1. Polka
zareagowala jednak
natychmiastowo i juz w kolejnym gemie odrobila straty.
Wowczas jednak malo kto mogl przypuszczac, ze bedzie to poczatek konca
Slowaczki w pierwszym secie. Przy dwoch nastepnych wlasnych serwisach
Swiatek nie stracila nawet punktu, a dodatkowo dwukrotnie odebrala
podanie przeciwniczce i przy trzecim setbolu, po niespelna 40 minutach,
mogla cieszyc sie z wygranej 6:2.
Drugiego seta Polka rowniez rozpoczela od gema serwisowego, w ktorym nie
oddala nawet punktu. Slowaczka szybko odpowiedziala, ale przy stanie 1:2
znow stracila podanie, a raszynianka dorzucila jeszcze kolejny pewny
triumf przy wlasnym serwisie i na tablicy wynikow bylo juz 4:1 dla
czterokrotnej zwyciezczyni Roland Garros.
Chwile pozniej doszlo do kolejnego przelamania. Polka nie miala litosci
i pewnie dazyla do celu, ktory zrealizowala juz w nastepnym gemie,
wygrywajac bez wiekszych problemow i zamykajac cale spotkanie 6:2, 6:1.
Upragniony olimpijski medal stal sie faktem! Warto podkreslic, ze to
zarazem historyczny krazek dla polskiego tenisa.
– Przyznam, ze takim prawdziwym snem jest zloto, ale jestem
przeszczesliwa, ze przede wszystkim ogarnelam sie po wczorajszym meczu,
bo nie bylo latwo, i czerpalam radosc z tego, ze gram. W tenisie mamy
rzadko takie sytuacje, ze wychodzimy na kort po przegranym meczu. Ciesze
sie, ze moglam zakonczyc to pozytywnym wynikiem. Na pewno jakikolwiek
medal to niesamowite wyroznienie – mowila dla Eurosportu.
Po tylu emocjach wyszlam i zrobilam robote. Przyznam, ze niezaleznie od
medalu, to, ze sie zebralam w sobie, jest dla mnie super, bo wczoraj sie
czulam, jakbym miala co najmniej zalobe – podkreslala.
-Dramat Ewy Swobody! Przegrala final IO o 0,01 s
Ewa Swoboda nie awansowala do finalu igrzysk olimpijskich w sprincie!
Polka, ktora w piatkowych eliminacjach pobiegla z czasem 10.98 s, w
sobotnim polfinale w gorszych warunkach osiagnela czas 11.08 s. Po
wszystkich biegach polfinalowych okazalo sie, ze miejsce w finale
przegrala o… 0,01 s.
Ewa Swoboda przyleciala na igrzyska olimpijskie w wybornej formie. Polka
od poczatku celowala w olimpijski final. Tam o medale byloby niezwykle
trudno, ale juz sam awans mial byc dla naszej sprinterki wielkim
osiagnieciem.
Juz w eliminacjach Swoboda udowodnila, ze przygotowala na igrzyska
genialna forme. Wygrala swoj bieg z czasem 10.99, co jest jej najlepszym
wynikiem w tym sezonie. Jak zauwaza Athletics News, byl to czwarty wynik
jej karierze.
W sobotnim polfinale Swoboda mierzyla sie z wybitnymi rywalkami. Oprocz
Diny Asher-Smith, z ktora biegla w piatkowych eliminacjach, w polfinale
w blokach startowych wraz z Polka stanely takie sprinterki jak Marie
Josee Ta Lou-Smith, Zaynab Dosso czy Mijinga Kambundji.
Polka nie wystartowala najlepiej, ale w drugiej polowie biegu nabrala
predkosci i ostatecznie na mete wpadla na czwartym miejscu z czasem
11.08 s. Trzecie miejsce przegrala z Kambundji o trzy setne sekundy.
Druga byla Lou-Smith (11.01 s), a bieg wygrala Melissa Jefferson (10.99 s).
Polka musiala czekac na wyniki innych polfinalow, ale jej szanse nie
byly zbyt duze. Gdy z drugiego startu wycofala sie Gina Fraser-Pyce
nadzieje odzyly, ale w trzecim polfinale Amerykanka Twanisha Terry
przybiegla na trzecim miejscu z czasem 11.07 s, co oznaczalo, ze Swoboda
nie awansuje do finalu.
“Czulam, ze moze byc duzo lepiej… Ale jestem 9. na igrzyskach. Za 4
lata na pewno bedzie final. Wialo mocno na mecie, nie utrzymalam tego.
Ciesze sie, ze moglam sie sprawdzic na duzej imprezie. Nie biegalam przy
takim tlumie kibicow. Kolejna lekcja. Dotrenuje do tego 2028, obiecalam
Klaudii Wojtunik, ze pojedziemy razem na igrzyskach. Przyjechalam
walczyc o marzenia, nie spelnilam ich. Dzisiaj jestem na 11.08, jutro
moze bym byla na 10.95 – nie wiemy. Oprocz czekania na hot seatsach
bawilam sie bardzo dobrze.” powiedziala Swoboda w rozmowie z
dziennikarzem TVP Sport.
Polka skonczyla z dziewiatym czasem, a do finalu awansowalo osiem
sprinterek.
EKSTRAKLASA
2 kolejka
Korona Kielce-Legia Warszawa 0-1
Rakow Czestochowa-Cracovia 0-1
3 kolejka
Jagiellonia Bialystok-Stal Mielec 2-0
Katowice-Rakow Czestochowa 0-1
G.Zabrze-pogon Szczecin 1-0
Z.Lubin-Puszcza Niepolomice 1-0
Motor Lublin-Korona Kielce 1-1
Legia Warszawa-Piast Gliwice, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
Mecz Slask Wroclaw-Radomiak, przelozony
W poniedzialek Cracovia-Widzew Lodz
1.Jagiellonia 9pkt
2.Lech 6pkt
3.Legia 6pkt
4.Rakow 6pkt
5.Pogon 4pkt
6.Piast 4pkt
7.Widzew 4pkt
8.Cracovia 4pkt
9.Motor 4pkt
10.G.Zabrze 4pkt
11.Z.Lubin 4pkt
12.Radomiak 3pkt
13.Katowice 3pkt
14.Slask 1pkt
15.Puszcza 1pkt
16.Stal Mielec 1pkt
17.Lechia 1pkt
18.Korona 1pkt
-Pierwsza polowa zla, druga lepsza, ale niewystarczajaco. Lechia
przegrala w Poznaniu z Lechem 1:3.
Lech Poznan po poprzednim slabym sezonie, w ktorym zajal piate miejsce,
zapowiadal duze zmiany i walke o najwyzsze cele. Zapewnic to ma trener
Niels Fredriksen, a takze kilku nowych zawodnikow, m.in. szwedzki stoper
Alex Douglas czy skrzydlowy z Finlandii Daniel Hakans.
Wzmocniona powrotem z Igrzysk w Paryzu Maksyma Chlania Lechia Gdansk,
zlozona z mlodych talentow, chce spokojnego utrzymania. Oba zespoly
przed tygodniem zawiodly. Lech przegral w Lodzi z Widzewem, a Lechia u
siebie ulegla Motorowi Lublin.
Mecz trzeciej kolejki zaczal sie wysmienicie dla poznaniakow. Juz w
trzeciej minucie z prawej strony na dlugi slupek dosrodkowal Dino Hotic,
tam pojedynek glowkowy wygral Mikael Ishak i celnym strzalem zapewnil
gospodarzom prowadzenie.
W czternastej minucie po bledzie obrony Lecha z daleka probowal strzelac
Chlan, pilka przeleciala jednak tuz nad poprzeczka. Jednak to Lech
dominowal i w 35 minucie poznaniacy zdobyli kolejnego gola, i to znowu
glowa. Po dosrodkowaniu Adriela Ba Loua’y bramke strzelil Dino Hotic. A
piec minut potem bylo juz trzy do zera dla Lecha, gdy Ishak po podaniu
od Afonoso Sousy trafil do pustej bramki. Takim rezultatem zakonczyla
sie trudna pierwsza polowa, w ktorej Lech utrzymywal sie dluzej przy
pilce i nie pozwalal Lechii na rozwiniecie akcji.
Na druga polowe gdanszczanie wyszli lepiej nastawieni: pierwszym
symptomem byla swietna okazja Camilo Meny, ktory w sytuacji sam na sam
trafil w Bartosza Mrozka. Uaktywnil sie tez Tomas Bobcek, jego
obiecujace uderzenie zatrzymalo sie na glowie Alexa Douglasa, nokautujac
szwedzkiego obronce. W 78 minucie po dosrodkowaniu z lewej strony okazje
mial Serhij Buletsa, ale zle przyjal pilke i spokojnie interweniowal
Mrozek. Lechisci walczyli jednak do konca. W ostatniej akcji meczu do
pilki w polu karnym Lecha doszedl Karl Wendt, a po jego strzale pilka
odbila sie od jednego z obroncow i wpadla do siatki.
O wyniku calego spotkania zdecydowala slaba gra Lechii w pierwszych
czterdziestu pieciu minutach. Pewnym pocieszeniem jest to, ze pilkarze
trenera Szymona Grabowskiego nie zwiesili glow i zaprezentowali w
drugiej polowie duzo wiecej ambicji.
– Gornik Zabrze skromnie, ale w sumie zasluzenie pokonal Pogon Szczecin
na swoim boisku. Bohaterem Luka Zahovic, ktory zostal bez zalu pozegnany
latem w szczecinskim klubie.
Gornik do meczu z Pogonia przystepowal z jednym punktem na koncie po
dwoch kolejkach. Przegral w Poznaniu, zremisowal w Krakowie z Puszcza
Niepolomice. Jakby byl bardziej odwazniejszy – to przed tygodniem
zainkasowalby trzy punkty. – Docieramy sie, stad tez zmiany w skladzie,
bo szukal odpowiedniego ustawienia – mowil przed spotkaniem trener
zabrskiej druzyny Jan Urban.
W “11” Gornika zabraklo Luki Zahovicia i Kryspina Szczesniaka. Sloweniec
latem rozstal sie z Pogonia i szybko zwiazal sie z Zabrzem. Czy tam sie
przebudzi? Wiele osob twierdzi, ze umiejetnosci ma, ale chcialby za
latwo cos otrzymac na boisku. Szczesniak w Gorniku ma rozne etapy, ale
pewnie wkrotce wroci do podstawowego skladu. Za to w ataku od poczatku
zagral Aleksander Buksa. 21-letni napastnik jest bratem Adama, ktory byl
zwiazany z Pogonia i ze Szczecina wyjechal “na zachod”. Mlodszym Buksa
Pogon tez sie interesowala, ale zawodnik mial inny pomysl. W ostatnich
latach byl juz we Wloszech, Belgii oraz Austrii. Przyjscie do Gornika i
praca z trenerem Urbanem ma na nowo rozbujac kariere.
W skladzie wyjsciowym Pogoni bez zmian. Nie bylo powodow do takich
rotacji, nie bylo tez nowych problemow zdrowotnych. Przed meczem uraz
zglosil Valentin Cojocaru, ale Rumun zagral od poczatku meczu. Tuz przed
rozpoczeciem serdecznie przywital sie z nim Buksa, bo raz spedzili
troche czasu w OH Leuven.
Juz po wymianie proporczykow kapitanowie zespolow z usmiechem ustawili
sie do pamiatkowego zdjecia z sedzia glownym Szymonem Marciniakiem. Erik
Janza, Kamil Grosicki i Marciniak niedawno uczestniczyli w Mistrzostwach
Europy. A do pracy w najlepszym humorze wrocil Janza, bo Slowency wyszli
z grupy Euro.
Gospodarze juz w 15. sekundzie mogli objac prowadzenie. Zaskoczyli
Portowcow pomyslem na pierwsza akcje, a w dodatku proba lapania rywala
na spalonym byla nieskuteczna. Okazja byla ciekawa, ale bez wlasciwego
wykonczenia gornikow.
W kolejnych minutach zabrzanie grali z rozmachem, szybko dochodzili do
pola karnego i mieli kilka wrzutek. Ale tez bez efektu, bo obroncy
spisywali sie bez zarzutu.
Pogon odpowiedziala dopiero w 17. minucie. Z dystansu nieznacznie
pomylil sie Kacper Lukasiak, a po chwili pieknie strzelil Wahan
Biczachczjan, ale tez pilka nieznacznie ominela spojenie bramki.
Po tych akcjach Gornik troche wyhamowal. Caly czas widac bylo wieksze
checi i energie, ale Pogon miala ten mecz pod kontrola w tylach. Nie
mozna tego powiedziec o ofensywie. Brakowalo pomyslu, mocniejszego
depniecia, a po niedokladnosciach gospodarze potrafili wyjsc z kontrami.
A na koniec I polowy Mariusz Malec glowa obronil strzal Lukasa
Podolskiego. Gdyby nie to poswiecenie – moglo byc niebezpiecznie.
– Gramy jak na meczu posezonowym. To nieprawdopodobne, ze tydzien temu
gramy tak dobrze, a dzis pieciu podan nie mozemy wymienic. Przerwa moze
nam tylko pomoc – mowil po 45 minutach Kamil Grosicki.
– Dobrze gramy, a moze byc jeszcze lepiej, jak strzelimy bramke –
stwierdzil Janza.
Na druga polowe Pogon wyszla bez zmian kadrowych, ale fani mocno liczyli
na przebudzenie Portowcow. Sytuacja sie jednak powtorzyla, bo to Gornik
szybko mial bramkowe okazje. Z 15 m uderzyl Lukas Ambros (obronil
Cojocaru), a po dwoch minutach z bliska glowkowal Buksa (niecelnie).
Pogon potrzebowala jednej akcji lub zmian w skladzie. W 55. minucie na
boisku pojawil sie Rafal Kurzawa, ktory chlodno zostal przyjety przez
fanow Gornika. Chwile po tej zmianie – okazje mial Biczachczjan, ale
przed strzalem ubiegl go Janza, a to byly okolice “wapna”.
Kwadrans przed koncem Pogon miala rzut rozny. Centra i glowkowal Linus
Wahlqvist. Pilke wybili na spolke Janza z bramkarzem. Dobra okazja nie
uskrzydlila Portowcow, bo zanosilo sie na bezbramkowy remis.
W 80. minucie trener Urban dokonal trzech zmian. Na boisku pojawil sie
m.in. Luka Zahovic i szybko Sloweniec zdobyl pieknego gola. Dostal
podanie w tzw. uliczke, ubiegl Benedikta Zecha i technicznym strzalem
przelobowal Cojocaru. Bez watpienia – najladniejszy gol Zahovicia w Polsce.
Pogon musiala cisnac, choc juz byla na boisku bez swoich ofensywnych
liderow (Grosickiego i Efthymisa Koulourisa), ale role lidera przejal
Biczachczjan. Jego strzal z wolnego z trudem zostal wybity na rog, a
przy innych sytuacjach brakowalo jemu i kolegom jakosci i energii.
I LIGA
2 kolejka
Arka Gdynia-LKS Lodz 2-1
3 kolejka
Wisla Plock-Chrobry Glogow 2-1
Stal Stalowa Wola-Kotwica Kolobrzeg 0-2
Ruch Chorzow-Pogon Siedlce 1-1
Tychy-Warta Poznan 1-1
Stal Rzeszow-Miedz Legnica 1-0
Znicz Pruszkow-Wisla Krakow 2-1
Nieciecza-Odra Opole 3-0
W poniedzialek LKS Lodz-G.Leczna
1.Nieciecza
9pkt
2.Wisla Plock 7pkt
3.Znicz 7pkt
4.Arka 6pkt
5.G.Leczna 6pkt
6.Stal Rzeszow 6pkt
7.Ruch Chorzow 5pkt
8.Kotwica 5pkt
9.Miedz 4pkt
10.Tychy 3pkt
11.Odra Opole 3pkt
12.Chrobry Glogow 3pkt
13.Wisla Krakow 1pkt
14.Pogon Siedlce 1pkt
15.Warta 1pkt
16.Polonia Warszawa 1pkt
17.LKS Lodz 0pkt
18.Stal Stalowa Wola 0pkt
Pilkarze Arki Gdynia w pewnym stylu zapewnili sobie trzy punkty w
wyjazdowym starciu z Polonia Warszawa. Podopieczni Wojciecha
Lobodzinskiego triumfowali w stolicy 3:0 (1:0) bedac przez niemal cale
spotkanie zespolem lepszym od gospodarzy.
Gdynianie przyjezdzali do stolicy po trzy punkty, czego nikt w ekipie
trenera Wojciecha Lobodzinskiego nie ukrywal. Poczatkowo jednak wydawalo
sie, ze zadanie to wcale nie bedzie latwe do realizacji.
W pierwszym kwadransie gry poczynania zolto – niebieskich byly dosc
niemrawe. Polonia nie wygladala tez na zespol, ktory moze latwo stracic
gola.
To sie jednak zmienilo w 18 minucie gry po akcji dobrze grajacych
Michala Boreckiego i Tornike Gaprindaszwilego. Defensywny pomocnik zolto
– niebieskich przejal pilke w srodku pola i dostarczyl do Gruzina, ktory
z kolei idealnym dosrodkowaniem obsluzyl Szymona Sobczaka. Bylemu
napastnikowi Wisly Krakow nie pozostalo nic innego, jak tylko skierowac
glowa futbolowki do siatki.
Pilkarze Arki po objeciu prowadzenia wyraznie nabrali animuszu, dazac do
podwyzszenia wyniku. W pierwszej polowie jednak sie to juz nie udalo
mimo dobrej okazji Kacpra Skory.
Po zmianie stron zaatakowac probowala Polonia i kilka razy pod bramka
Arki zakotlowalo sie. Pawel Lenarcik nie dal sie jednak pokonac. Arka w
koncu uspokoila gre, a trener Lobodzinski przeprowadzil zmiany, ktore
zaprocentowaly.
W 70 minucie po udanej kontrze wynik podwyzszyl rezerwowy Hide
Vitalucci. Akcja kolejnych dwoch zmiennikow, debiutanta Kamila
Jakubczyka i Karola Czubaka, juz w doliczonym czasie gry, dala gosciom
trzeciego gola.
Mlody pomocnik obsluzyl podaniem “Czubiego”, a najlepszy strzelec
gdynian w ostatnich dwoch sezonach zapakowal pilke do siatki.
– To byl w naszym wykonaniu dobry mecz – podsumowal wydarzenia na boisku
trener Wojciech Lobodzinski. – Wskazuje na to sam wynik. Byly jednak
rozne etapy tego spotkania. Cala pierwsza polowa byla bardzo intensywna
w pressingu. Gralismy mocno i agresywnie. Dalo nam to sytuacje i gola.
Trudnym dla nas momentem bylo pietnascie, dwadziescia minut drugiej
polowy. Zareagowalem jednak zmianami.
Wojciech Lobodzinski dodal, ze majac taka jakosc na lawce, jak obecnie,
moze pozwolic sobie na wysoka, agresywna gre.
– Odzyskalismy swiezosc i moglismy strzelac kolejne bramki – mowi
szkoleniowiec zolto – niebieskich. – Sytuacji mielismy w koncowce
zreszta jeszcze wiecej, wiec wynik mogl ulozyc sie dla nas jeszcze lepiej.
Arka wygrala w Warszawie w pelni zasluzenie. Teraz zolto – niebiescy
wracaja na wlasny stadion przy ul. Olimpijskiej 5, na ktorym w czwartej
kolejce Betclic 1. Ligi zmierza sie 9 sierpnia z innym rywalem z
Mazowsza, ekipa Znicza Pruszkow.
Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,
pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl opracowal Reksio.
Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)
STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://
www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://MyShip.com
Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez
dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com
GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl
Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.
BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX
Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837:
“Wspomoz nas!”
teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty
Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl