Dzien dobry – tu Polska – 6.06.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI

Nr 158 (6990)

Sobota, 6 czerwca 2026 r.

Pogoda w kraju: Zapowiada sie cieply i spokojny dzien. W wiekszosci kraju
bedzie czesciowo slonecznie, miejscami pojawi sie umiarkowane zachmurzenie.
Temperatura wyniesie od 21 st. C do 24 st. C, nad morzem nieco chlodniej.
Wiatr slaby i umiarkowany.

Kursy walut NBP:

EUR – 4,27

USD – 3,74

GBP – 5,05

CHF – 4,56

Dzien dobry Czytelnicy 🙂 Milej soboty 🙂 Ania Iwaniuk

Dowcip

Zona pyta meza:

– Kochanie, pamietasz jaki dzis dzien?

Maz pobladl, chwile pomyslal i mowi:

– Oczywiscie! Jak moglbym zapomniec?!

Po czym caly dzien siedzial w pracy, zeby nie ryzykowac odpowiedzi.

Minister obrony Litwy Robertas Kaunas wykluczyl mozliwosc rozmieszczenia
amerykanskiej broni jadrowej na terytorium Litwy w czasie pokoju.
Podkreslil jednak, ze w sytuacji kryzysu lub wojny Litwa musialaby
wykorzystac wszystkie mozliwosci oferowane przez NATO oraz arsenal
nuklearny Stanow Zjednoczonych i Francji. Wypowiedz byla reakcja na
doniesienia “Financial Times”, wedlug ktorych USA rozwazaja rozszerzenie
rozmieszczenia broni jadrowej poza szesc panstw uczestniczacych obecnie w
programie NATO Nuclear Sharing. Chodzi o kraje posiadajace samoloty
podwojnego zastosowania zdolne do przenoszenia bomb atomowych. Kaunas
zaznaczyl, ze “w warunkach pokoju nie ma mowy o rozmieszczaniu na Litwie
broni masowego razenia”. W maju prezydent Litwy Gitanas Nauseda zawetowal
ustawe dotyczaca portu w Klajpedzie, ktora umozliwialaby zawijanie okretow
przewozacych bron jadrowa, jesli nie naruszaloby to interesow
bezpieczenstwa narodowego. Decyzje uzasadnil mozliwa niezgodnoscia z
konstytucja, choc nie wykluczyl jej zmiany w przyszlosci. Litewski minister
obrony podkreslil, ze sprawa wymaga dalszej debaty i jest wylacznie decyzja
Litwy, bez ingerencji zagranicznych partnerow. Litewska konstytucja
zakazuje rozmieszczania na terytorium kraju broni masowego razenia oraz
zagranicznych baz wojskowych. Wedlug “Financial Times” amerykanskie wladze
sa otwarte na rozmieszczenie bombowcow zdolnych do przenoszenia broni
atomowej w kolejnych panstwach Europy. Obecnie program NATO obejmuje
Belgie, Niemcy, Wlochy, Holandie, Turcje i Wielka Brytanie, ale prawo
uzycia broni pozostaje wylacznie po stronie USA. Rozmowy sa tajne i
prowadzone rowniez w kontekscie obaw zwiazanych z planami Donalda Trumpa
dotyczacymi wycofywania czesci wojsk i systemow uzbrojenia z Europy. “FT”
przypomnial, ze wczesniej chec przyjecia amerykanskiej broni jadrowej
deklarowala Polska. Andrzej Duda apelowal o rozszerzenie programu DCA na
Polske, a Donald Tusk informowal o zainteresowaniu Warszawy nowa inicjatywa
Francji dotyczaca odstraszania nuklearnego. Wiceminister obrony Pawel
Zalewski zaprzeczyl jednak, by trwaly rozmowy o rozmieszczeniu broni
atomowej w Polsce, podkreslajac jednoczesnie, ze prowadzone sa rozmowy o
zwiekszeniu skutecznosci odstraszania nuklearnego NATO i wiekszej roli
Polski w tym systemie.

Izba Reprezentantow USA przeglosowala rezolucje nakazujaca prezydentowi
Donaldowi Trumpowi wycofanie wojsk amerykanskich z dzialan wojennych
przeciwko Iranowi, z wyjatkiem dzialan zwiazanych z samoobrona. Za uchwala
glosowalo 215 kongresmenow, w tym wszyscy demokraci i czworo republikanow,
przeciw bylo 208 osob. Dokument zakazuje dalszych dzialan zbrojnych
przeciwko Iranowi bez zgody Kongresu. Uchwala ma jednak na razie glownie
znaczenie symboliczne, poniewaz aby byla wiazaca, musi zostac zatwierdzona
przez Senat i podpisana przez Donalda Trumpa. Bialy Dom uwaza ponadto
ustawe War Powers Resolution z 1973 roku, na ktorej opiera sie rezolucja,
za niekonstytucyjna. To pierwsza z czterech prob Kongresu ograniczenia
dzialan Trumpa wobec Iranu, ktora zakonczyla sie sukcesem w glosowaniu. W
maju Senat poparl podobny projekt w glosowaniu proceduralnym, co bylo
zwiazane miedzy innymi z nieobecnoscia czesci republikanow. Demokrata
Gregory Meeks, wspolautor rezolucji i wiceszef komisji spraw zagranicznych,
stwierdzil, ze coraz wiecej republikanow slucha swoich wyborcow, ktorzy nie
chca kolejnej “wojny bez konca” na Bliskim Wschodzie. Wedlug przepisow z
1973 roku prezydent po 60 dniach konfliktu musi uzyskac zgode Kongresu na
dalsze dzialania wojenne. Termin ten minal miesiac wczesniej, ale Bialy Dom
twierdzi, ze zawieszenie broni z Iranem zakonczylo konflikt przed uplywem
tego czasu. Sekretarz stanu Marco Rubio ocenil, ze dzialania Kongresu
oslabia pozycje negocjacyjna USA wobec Iranu, poniewaz Teheran uzna, ze
Trump stracil srodki nacisku. Wojna USA i Izraela z Iranem rozpoczela sie
28 lutego, a od 8 kwietnia obowiazuje rozejm, ktory byl juz kilkukrotnie
przedluzany.

Na Rysach doszlo do tragicznego wypadku, w ktorym jedna osoba zginela, a
druga zostala ciezko ranna po upadku z duzej wysokosci. Ratownicy TOPR
poinformowali, ze akcja ratunkowa byla bardzo trudna z powodu zlych
warunkow pogodowych. Zgloszenie o wypadku wplynelo do centrali TOPR w
Zakopanem okolo godziny 14. Poczatkowo ratownicy nie mogli uzyc smiglowca z
powodu gestej mgly i niskiego pulapu chmur, dlatego do poszkodowanych
skierowano piesza wyprawe ratownikow. Dopiero po poprawie warunkow
atmosferycznych smiglowiec wystartowal z bazy w Zakopanem. Ratownicy
podkreslili, ze w wyzszych partiach Tatr nadal zalega snieg, szczegolnie na
polnocnych stokach, w zlebach i miejscach zacienionych. Na szlaku
prowadzacym na Rysy znajduja sie rozlegle platy sniegu, ktore stanowia
powazne zagrozenie dla turystow. Dodatkowym problemem jest mgla i niski
pulap chmur, ktore ograniczaja widzialnosc i moga prowadzic do utraty
orientacji w terenie. TOPR apeluje do turystow wybierajacych sie w wyzsze
partie Tatr o posiadanie odpowiedniego sprzetu, w tym rakow, czekana i
kasku, a takze umiejetnosc korzystania z niego. Ratownicy przypomnieli, ze
mimo poczatku czerwca warunki w gorach nadal przypominaja zimowe i wymagaja
duzego doswiadczenia.

W Poznaniu operator miejskiego monitoringu zauwazyl kilkuletnia dziewczynke
pozostawiona sama w zaparkowanym samochodzie marki BMW przy ulicy
Czartoria. Do zdarzenia doszlo 30 maja okolo godziny 16. Dziecko po chwili
wyszlo z auta i udalo sie do rodzicow, ktorzy w tym czasie pili alkohol nad
Warta. Nastepnie cala trojka wrocila do samochodu, a mezczyzna usiadl za
kierownica i odjechal w kierunku Chwaliszewa. Operator monitoringu
natychmiast powiadomil policje. Gdy patrol zblizyl sie do pojazdu, kierowca
podjal probe ucieczki. Poscig prowadzony byl ulicami Ciasna, Wenecjanska,
Wielka i Garbary, a policjanci i straznicy miejscy pozostawali w stalym
kontakcie. Ostatecznie kierowca zostal zatrzymany u zbiegu ulic Szewskiej i
Dominikanskiej. Badanie wykazalo, ze mezczyzna byl pod wplywem alkoholu.
Trafil na komisariat, a jego samochod zostal odholowany na policyjny
parking. Straz miejska opublikowala zdjecia pokazujace samotna dziewczynke
w aucie oraz moment zatrzymania ojca przez policje.

4 czerwca 1989 roku odbyly sie pierwsze czesciowo wolne wybory
parlamentarne w Polsce, ktore zakonczyly sie zdecydowanym zwyciestwem
“Solidarnosci” i zapoczatkowaly upadek komunizmu oraz transformacje
ustrojowa kraju. Wybory byly efektem porozumien Okraglego Stolu zawartych
pomiedzy wladzami PRL, opozycja solidarnosciowa i Kosciolem katolickim.
Ustalono wtedy, ze wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 procent mandatow w
Sejmie zostana obsadzone w wolnej rywalizacji wyborczej, natomiast
pozostale 65 procent przypadnie kandydatom PZPR i ugrupowaniom satelickim.
W kwietniu 1989 roku Sejm zmienil konstytucje, wprowadzajac urzad
prezydenta, Senat i nowe ordynacje wyborcze. Termin wyborow wyznaczono na 4
i 18 czerwca. W tym samym czasie zalegalizowano “Solidarnosc” i
“Solidarnosc” Rolnikow Indywidualnych. Kampanie opozycji prowadzil Komitet
Obywatelski “S”, a twarza calego ruchu zostal Lech Walesa. W pierwszej
turze frekwencja wyniosla 62 procent. Kandydaci “Solidarnosci” zdobyli 160
z 161 mozliwych mandatow sejmowych oraz 92 miejsca w Senacie, podczas gdy
strona rzadowa poniosla druzgocaca porazke. Sposrod 35 kandydatow z listy
krajowej koalicji rzadowej jedynie dwie osoby uzyskaly wymagane poparcie. W
drugiej turze, ktora odbyla sie 18 czerwca przy frekwencji wynoszacej 25
procent, “Solidarnosc” zdobyla ostatni brakujacy mandat poselski i
wiekszosc pozostalych miejsc senatorskich. Ostatecznie kandydaci Komitetu
Obywatelskiego “Solidarnosc” uzyskali 260 miejsc w 560-osobowym
Zgromadzeniu Narodowym. Antoni Glowacki z Narodowego Centrum Kultury
podkreslil, ze dla wielu Polakow dziedzictwem 1989 roku jest mozliwosc
decydowania o wlasnym zyciu, swoboda podrozowania, wieksza otwartosc i
poprawa jakosci zycia. Zwrocil uwage, ze wspolczesne podzialy polityczne
bardziej polaryzuja spoleczenstwo niz sama ocena wydarzen z 1989 roku. Lech
Walesa po latach wspominal tamte wybory slowami: “Wybralismy nowa Polske.
Komunisci dostali czerwona kartke”.

Smierc 18-letniego Henry’ego Nowaka w Wielkiej Brytanii wywolala protesty i
zamieszki w Southampton oraz doprowadzila do wszczecia kontroli dzialan
policji przez niezalezny organ nadzorczy IOPC. Henry Nowak, student
pierwszego roku uniwersytetu w Southampton polskiego pochodzenia, zostal 3
grudnia 2025 roku piec razy ugodzony nozem przez 23-letniego Sikha Vickruma
Digwe podczas powrotu do domu. Gdy policja przybyla na miejsce zdarzenia,
funkcjonariusze zamiast udzielic pomocy rannemu studentowi, aresztowali go
i skuli kajdankami, poniewaz uwierzyli slowom napastnika, ktory oskarzyl
Nowaka o zniewazenie na tle rasowym. Chwile pozniej 18-latek zmarl.
Komendant policji Hampshire Alexis Boon poinformowal BBC, ze sprawa zajmie
sie Niezalezny Urzad ds. Postepowania Policji, ktory zbada miedzy innymi,
czy funkcjonariusze kierowali sie rasizmem. Szef policji okreslil
opublikowane nagranie z kamery nasobnej przedstawiajace zatrzymanie Nowaka
jako “niepokojace” i “bardzo trudne do ogladania”. Dochodzenie ma ustalic,
co policjanci zrobili oraz dlaczego podjeli takie dzialania.
Funkcjonariusze uczestniczacy w interwencji nie zostali zawieszeni, jednak
obecnie nie pelnia sluzby na pierwszej linii. Jeden z czterech policjantow
odszedl ze sluzby, ale wedlug komendanta nie mialo to zwiazku z tragedia.
Po publikacji nagrania w Southampton wybuchly protesty przeciwko dzialaniom
policji. Na filmie widac, jak Henry Nowak informuje funkcjonariuszy, ze
zostal ugodzony nozem i ma trudnosci z oddychaniem, jednak jego slowa
zostaly zignorowane. W trakcie zamieszek rannych zostalo 11 policjantow, a
dwie osoby zatrzymano. Sprawa wywolala rowniez polityczna burze w
brytyjskim parlamencie. Lider Reform UK Nigel Farage mowil o “podwojnych
standardach” i wezwal opinie publiczna do reakcji “czysta, zimna
wsciekloscia”, twierdzac, ze prawa bialych Brytyjczykow maja mniejsze
znaczenie niz prawa mniejszosci etnicznych. Posel Partii Pracy Tan Dhesi
oskarzyl z kolei Reform UK o probe uczynienia calej spolecznosci
sikhijskiej “kozlem ofiarnym”. Podczas procesu udowodniono, ze oskarzenia
Digwy wobec Nowaka byly bezpodstawne. W poniedzialek napastnik zostal
skazany na dozywocie i bedzie mogl ubiegac sie o przedterminowe zwolnienie
po 21 latach wiezienia. Brytyjska prokuratura rozwaza jednak apelacje,
uznajac wyrok za zbyt lagodny.

Ukraina wydala zgode na kolejne ekshumacje szczatkow polskich ofiar na
Wolyniu oraz zolnierzy Wojska Polskiego we Lwowie. Informacje przekazal
szef ukrainskiego Instytutu Pamieci Narodowej Oleksandr Alfiorow. Decyzje
podjela Panstwowa Miedzyresortowa Komisja ds. Upamietnienia Uczestnikow
Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojny i Represji Politycznych. Zgoda
obejmuje teren dawnej wsi Holosko Wielkie we Lwowie, gdzie pochowani sa
zolnierze Wojska Polskiego polegli w 1939 roku, a takze miejsca pochowku
mieszkancow Ostrowek i Woli Ostrowieckiej na Wolyniu, zamordowanych w
sierpniu 1943 roku. Komisja zgodzila sie rowniez na ponowna ekshumacje
szczatkow 60 zolnierzy Wojska Polskiego pochowanych w latach 2015 – 2016 na
cmentarzu w Mosciskach w celu pobrania i analizy materialu DNA. Dodatkowo
wydano zgode na badania ekshumacyjne pochowkow zolnierzy Armii Czerwonej z
okresu II wojny swiatowej w obwodzie tarnopolskim. Polski IPN poinformowal,
ze otrzymal oficjalne potwierdzenie zgody od ukrainskiego Ministerstwa
Kultury. W kwietniu specjalisci IPN, wspolnie z przedstawicielami
Uniwersytetu Medycznego we Wroclawiu, ukrainskiej organizacji “Wolynskie
Starozytnosci” oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
przeprowadzili badania terenowe i odnalezli dwa masowe groby oraz jeden
pojedynczy. Na tej podstawie w maju zlozono wniosek o zgode na pelne prace
ekshumacyjne. IPN przypomnial, ze Ostrowki i Wola Ostrowiecka byly
zamieszkiwane przez ludnosc polska, ktora 30 sierpnia 1943 roku padla
ofiara akcji pacyfikacyjnej UPA. W wyniku zbrodni zginelo tam ponad tysiac
osob. W latach 1992, 2011 i 2015 prowadzono juz czesciowe ekshumacje,
podczas ktorych odnaleziono i pochowano szczatki 674 ofiar. Obecne
dzialania maja doprowadzic do odnalezienia kolejnych okolo 350 osob
zamordowanych przez ukrainskich nacjonalistow. Portal “Przystanek Historia”
przypomina, ze tego samego dnia spalono ponad 30 miejscowosci w powiecie
lubomelskim, a historycy szacuja, ze zginelo okolo 2,5 tysiaca Polakow. W
artykule opisano rowniez napiecia polityczne wokol historii UPA po decyzji
Wolodymyra Zelenskiego o nadaniu jednemu z ukrainskich pododdzialow imienia
“Bohaterow UPA”. Radoslaw Sikorski stwierdzil, ze ukrainski prezydent
“popelnil blad”, poniewaz dla Polakow UPA kojarzy sie przede wszystkim z
rzezia wolynska. Szef ukrainskiego MSZ Andrij Sybiha apelowal natomiast o
niewywolywanie napiec miedzy Polska i Ukraina, podkreslajac, ze w ostatnich
latach udalo sie odblokowac dialog historyczny oraz wznowic ekshumacje i
ponowne pochowki ofiar.

Kancelaria Sejmu opublikowala oswiadczenia majatkowe poslow, a jednym z
najbardziej komentowanych dokumentow okazalo sie oswiadczenie Zbigniewa
Ziobry. Wynika z niego, ze byly minister sprawiedliwosci pozyczyl 57
tysiecy zlotych od Fundacji Instytut Polski Suwerennej, ktorej sam jest
prezesem. Fundacja stala sie wczesniej glosna po informacjach, ze wplat
dokonywal na jej rzecz Przemyslaw Kral, prezes Zondacrypto. Dziennikarz
TVN24 Patryk Michalski podkreslil, ze od tego momentu fundacja zaczela
budzic duze zainteresowanie opinii publicznej. Posel KO Adrian Witczak
ocenil cala sytuacje jako “ogromny mafijny uklad”, twierdzac, ze pieniadze
wplywaly do fundacji, a nastepnie trafialy do Ziobry na finansowanie jego
obrony prawnej. W swoim oswiadczeniu majatkowym Ziobro napisal, ze podczas
pobytu na oficjalnej konferencji w Budapeszcie zostal zaskoczony – jak
twierdzi – sfabrykowanymi zarzutami i zdecydowal sie nie wracac do Polski
oraz ukrywac przed wymiarem sprawiedliwosci. Dodal, ze nie dysponowal wtedy
wystarczajacymi srodkami finansowymi na organizacje obrony prawnej, dlatego
zwrocil sie o pomoc do fundacji. Posel KO Witold Zembaczynski ocenil, ze
Ziobro “przebil moralne dno”, a jego tlumaczenia nazwal “kpina”. Krzysztof
Szczucki przyznal natomiast, ze wplaty Zondacrypto na fundacje “nie
wygladaja dobrze”, ale odpowiedzialnosc za wyjasnienie sprawy spoczywa na
osobach wplacajacych i przyjmujacych srodki. Zbigniew Ziobro zadeklarowal,
ze odda fundacji znacznie wiecej niz pozyczyl. Jak wyliczyl Patryk
Michalski, pozyczka wynosila 57 tysiecy zlotych netto, natomiast byly
minister ma oddac 85,5 tysiaca zlotych, co oznacza bardzo wysokie
oprocentowanie. W artykule przypomniano rowniez, ze za czasow Ziobry jako
ministra sprawiedliwosci w polskich prokuraturach toczylo sie okolo 30
spraw zwiazanych z Zondacrypto i wiele z nich konczylo sie umorzeniem.
Dziennikarz OKO.press Mariusz Jaloszewski stwierdzil, ze mozna pytac, czy
decyzje slaskich prokuratorow mialy zwiazek z pieniedzmi wplacanymi do
fundacji. W materiale poinformowano takze, ze sad ma wkrotce zdecydowac w
sprawie europejskiego nakazu aresztowania dla Ziobry. Od orzekania zostala
odsunieta sedzia Joanna Grabowska, poniewaz posiada akcje Telewizji
Republika, ktorej Ziobro zostal korespondentem w Stanach Zjednoczonych,
gdzie obecnie przebywa. Nowy sedzia do tej sprawy nie zostal jeszcze
wyznaczony.

Komisja Europejska skierowala do Trybunalu Sprawiedliwosci UE skargi
przeciwko Polsce i Hiszpanii w zwiazku z niewdrozeniem znowelizowanych
przepisow dotyczacych systemu handlu emisjami ETS w lotnictwie. Sprawa
dotyczy dyrektywy zmienionej w 2023 roku, ktorej celem jest zwiekszenie
udzialu sektora lotniczego w ograniczaniu emisji gazow cieplarnianych. Nowe
przepisy przewiduja miedzy innymi stopniowe wycofywanie bezplatnych
uprawnien emisyjnych dla linii lotniczych oraz wdrozenie zasad mechanizmu
CORSIA opracowanego przez Organizacje Miedzynarodowego Lotnictwa Cywilnego.
System ten zobowiazuje przewoznikow do kompensowania wzrostu emisji poprzez
zakup odpowiednich jednostek redukcji emisji. Komisja Europejska
poinformowala, ze termin wdrozenia regulacji minal 31 grudnia 2023 roku.
Zdaniem Komisji dzialania podjete przez Polske i Hiszpanie byly
niewystarczajace, dlatego sprawy zostaly skierowane do TSUE wraz z
wnioskiem o nalozenie kar finansowych. Komisja przypomniala, ze procedure
naruszenia prawa wobec obu panstw rozpoczeto juz w styczniu 2024 roku. W
przypadku Hiszpanii skarga dotyczy rowniez niewdrozenia znowelizowanej
dyrektywy odnoszacej sie do calego systemu ETS. Rozszerza ona system miedzy
innymi na transport morski oraz wzmacnia fundusze wspierajace transformacje
klimatyczna. Unia Europejska zaklada ograniczenie emisji gazow
cieplarnianych o co najmniej 55 procent do 2030 roku wzgledem poziomu z
1990 roku oraz osiagniecie neutralnosci klimatycznej do 2050 roku.

Wladimir Putin podczas konferencji ekonomicznej w Petersburgu oswiadczyl,
ze Rosja posiada wszystkie zasoby potrzebne do osiagniecia swoich celow
militarnych w Ukrainie, a rosyjskie wojska nadal posuwaja sie naprzod.
Jednoczesnie zadeklarowal gotowosc do zawarcia porozumienia pokojowego z
Ukraina. Chwile wczesniej media poinformowaly o liscie otwartym Wolodymyra
Zelenskiego skierowanym do Putina, w ktorym prezydent Ukrainy napisal:
“Teraz wybor nalezy do was. Dosc wojny. Ukraina proponuje zakonczenie tej
wojny”. Putin stwierdzil, ze rozpoczecie negocjacji pokojowych nie wymaga
wczesniejszego zawieszenia broni, czego konsekwentnie domaga sie Kijow.
Rosyjski przywodca powiedzial rowniez, ze nie wyklucza podpisania
porozumienia pokojowego bezposrednio z Wolodymyrem Zelenskim, jesli rozmowy
zakoncza sie osiagnieciem kompromisu. Wedlug Putina propozycje pokojowe
przedstawione przez Donalda Trumpa moga stac sie podstawa przyszlego
porozumienia, jednak amerykanski prezydent musialby przekonac do nich
strone ukrainska. Putin ocenil, ze Trump “szczerze dazy do rozwiazania
konfliktu”. Rosyjski przywodca uznal rowniez, ze Unia Europejska moglaby
odegrac pozytywna role, przekonujac Ukraine do zaakceptowania kompromisowej
propozycji pokojowej. Jednoczesnie stwierdzil, ze Moskwa sprzeciwia sie
przeksztalceniu UE w blok wojskowy i traktuje takie pomysly jako powod do
niepokoju. Putin zapewnil tez, ze Rosja jest gotowa wznowic dostawy gazu do
Niemiec przez Nord Stream, ale decyzje w tej sprawie musza podjac Niemcy.
Dodal rowniez, ze bylby niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder powinien
zostac mediatorem pomiedzy Europa a Rosja.

DETEKTYW

Tak, zabilam

swojego syna

Anna STRZELCZYK

Monika budowala swoj wizerunek na opowiesciach o milosci do 10-letniego
Filipa i na zaangazowaniu w prace charytatywna. Publicznie kreowala sie na
oddana i czula kobiete. Az do dnia, kiedy przykryla twarz synka koldra i
zaczela go dusic. Kiedy chlopiec zaczal sie bronic, przygniotla go calym
cialem, by miec pewnosc, ze Filip nie zlapie juz ani jednego oddechu. A
potem zniknela.

Okolo godziny 14, 29 listopada 2019 roku, pracownicy hostelu przy ulicy
Orlej w Lublinie dokonali makabrycznego odkrycia. W pokoju wynajmowanym
przez Monike S. i jej 10-letniego syna Filipa panowala cisza. Trzy dni
wczesniej kobieta meldowala sie w recepcji, a teraz nie odpowiadala na
wielokrotne pukanie ani nie oddala kluczy. Zaniepokojeni pracownicy,
przyzwyczajeni do rutynowych zachowan gosci, w koncu podjeli decyzje, by
sprawdzic, czy ktos jest w pokoju. Recepcjonistka wraz z pokojowka
otworzyly drzwi zapasowym kluczem.

Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywalo na tragedie. Pokoj byl nienagannie
uporzadkowany, torby rowno ulozone przy scianie, wszystko wygladalo
najzupelniej normalnie. Ten lad byl jednak tylko pozorny. Na lozku pod
narzuta widac bylo nienaturalne wybrzuszenie. Jakby cos znajdowalo sie pod
nia.

Pokojowka ostroznie odslonila narzute, natykajac sie na szokujacy widok.
Pod koldra, starannie ulozony, jakby ktos chcial, by wygladal na spiacego,
lezal chlopiec. Jego cialo bylo zimne, a blada twarz zdobily slady
swiadczace o tym, co wydarzylo sie noca.

Krzyk, ktory wyrwal sie z gardla pracownicy, rozniosl sie po korytarzu,
przeszywajac cisze budynku.

Filip zostal zamordowany

Personel hostelu natychmiast wezwal sluzby. Funkcjonariusze Komendy
Miejskiej w Lublinie pojawili sie blyskawicznie, wkrotce dolaczyli do nich
technicy kryminalistyki, prokurator dyzurny i biegly z zakresu medycyny
sadowej. Teren wokol pokoju Moniki S. i jej syna zostal szczelnie
odgrodzony. Nikt z gosci ani przechodniow nie mogl sie zblizyc.

Pierwsze ogledziny nie pozostawialy zludzen. Smierc chlopca nie byla
naturalna. Na jego twarzy i szyi widoczne byly krwawe wylewy podskorne,
wybroczyny oraz charakterystyczne zmiany, ktore jednoznacznie wskazywaly na
uduszenie. W ciagu kilkudziesieciu minut lubelski garnizon zostal
postawiony w stan najwyzszej gotowosci. Wszystkie jednostki, zarowno
miejskie, jak i wojewodzkie, rozpoczely intensywne dzialania. Policja
natychmiast przystapila do analizy nagran z monitoringu miejskiego,
prywatnego i instytucjonalnego, starajac sie ustalic moment, w ktorym
Monika S. opuscila hostel.

Po godzinach szczegolowej analizy kamery uchwycily ja w drodze na dworzec
autobusowy na Podzamczu. Szla powoli, nieco niestabilnym krokiem, lekko
utykajac, co bylo efektem dawnej choroby. Twarz miala spokojna, zamyslona,
bez emocji. Niosla torebke, ubrana byla skromnie. Wsiadla do busa jadacego
w strone Pulaw, miasta, ktore znala doskonale, bo od jakiegos czasu
mieszkal tam jej maz.

Monika w rekach policji

Juz wczesnym rankiem w sobote, 30 listopada 2019 roku, rozpoczela sie
szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza. Funkcjonariusze w mundurach i
ubraniach cywilnych przeczesywali centrum Pulaw – hotele, przystanki,
pustostany, ogrodki dzialkowe i skwery. Rozeslano komunikaty do kierowcow
busow i taksowek, wlascicieli punktow noclegowych, przesluchano swiadkow.
Kazdy potencjalny trop byl sprawdzany, kazdy punkt eliminowany, jeden po
drugim.

Jeszcze przed poludniem Monika S. zostala odnaleziona. Natknieto sie na nia
w bocznej uliczce w centrum miasta. Jej twarz nie zdradzala zadnych emocji,
nie probowala uciekac, nie zadawala pytan. Zatrzymanie przebieglo bez
uzycia sily. Pozniejsze ustalenia wskazywaly, ze znajdowala sie w glebokim
kryzysie psychicznym. Po przewiezieniu do Lublina osadzono ja w policyjnej
izbie zatrzyman, a tego samego dnia rozpoczeto przygotowania do
przesluchania.

Sledczy prowadzacy sprawe Moniki S. nieoficjalnie ujawniali, ze rozmowy z
kobieta wskazywaly na dramatyczny fakt, ze po zamordowaniu synka planowala
odebrac sobie zycie. Nie zrealizowala tego zamiaru – powody pozostaja
niejasne. Byc moze zabraklo jej odwagi, sil albo po prostu nie wiedziala,
jak ma to zrobic.

W niedzielny wieczor doprowadzono ja do Wydzialu Sledczego Prokuratury
Okregowej w Lublinie. Tam, w przestrzeni przeznaczonej dla
najpowazniejszych postepowan, padly slowa, ktorych nikt nie chcial
uslyszec, choc wszyscy sie ich obawiali.

Monika S. przyznala sie do zabojstwa wlasnego syna.

Prokuratura przedstawila jej zarzut dokonania zabojstwa ze szczegolnym
okrucienstwem. W sporzadzonym pozniej akcie oskarzenia szczegolowo opisano,
ze kobieta przykryla cialo chlopca koldra, a nastepnie wlasnym cialem
unieruchomila go na tyle, aby doprowadzic do mechanicznego uduszenia.

Nie byla to szybka, bezbolesna smierc. Sekcja zwlok, przeprowadzona dzien
po tragedii, ujawnila wstrzasajace szczegoly. U Filipa stwierdzono rozlegle
wybroczyny podspojowkowe, liczne wylewy krwawe w obrebie glowy, obrazenia
miesni szyi oraz ostra rozedme pluc z krwawymi wybroczynami na przeponie.
Kazdy z tych symptomow jednoznacznie wskazywal, ze dziecko bylo duszone
przez dluzszy czas, a nacisk na klatke piersiowa i drogi oddechowe byl
wystarczajacy, by odebrac zycie. Filip walczyl, ale drobny chlopiec nie
mial najmniejszych szans w starciu z wlasna matka.

Motywy Moniki S. nie byly jednoznaczne. Choc prokuratura w oficjalnych
komunikatach podkreslala wylacznie, ze jej dzialania zasluguja na
potepienie, to szczegoly wyjasnien kobiety nigdy nie zostaly ujawnione.
Nieoficjalne informacje wskazywaly, ze za dramatycznym czynem kryl sie
dlugotrwaly upadek psychiczny i egzystencjalny, ktory narastal od momentu
wybuchu afery finansowej w Bractwie Milosierdzia.

Sledczy, mimo profesjonalizmu i szczegolowej analizy, mogli jedynie
odtworzyc przebieg zdarzen, dokumentowac dowody i probowac zrozumiec
psychologiczne tlo czynu. Jedno pozostawalo nieodwracalne. Zycia Filipa nie
mozna bylo przywrocic.

Jeszcze kilka lat wczesniej Monika S. uchodzila za symbol lokalnego dobra.
Byla osoba, ktorej – jak sie wydawalo – bezinteresowna charyzma i oddanie
innym budowaly zaufanie setek ludzi. Gdy pojawiala sie w progach Bractwa
Milosierdzia im. sw. Brata Alberta w Lublinie, roztaczala aure kobiety
pelnej pasji, empatii i niemal namacalnego dobra. Byla prezeska
organizacji, liderka spoleczna i organizatorka licznych akcji pomocowych,
ale przede wszystkim matka Filipa, cichego, spokojnego chlopca, ktory w jej
opowiesciach jawil sie jako najcenniejszy skarb, sens istnienia i centrum
jej swiata.

Ludzie, ktorzy ja znali, wspominali ja jako osobe szczera, empatyczna,
gleboko zaangazowana w sprawy potrzebujacych. Byla nie tylko twarza
organizacji, ale wrecz jej dusza. Nadzorowala najdrobniejsze szczegoly
zbiorek pieniedzy, dbala o kontakt z darczyncami i mediami, osobiscie
sprawdzala postepy remontow w kuchni dla bezdomnych. Nowych wolontariuszy
witala z takim cieplem, jakby wchodzilo sie do jej wlasnego domu, a nie do
publicznej instytucji.

Pod jej kierownictwem jadlodajnia przy ulicy Zielonej tetnila zyciem.
Codziennie wydawano tam nawet 400 porcji goracej zupy. Dla wielu
mieszkancow miasta byl to jedyny cieply posilek i jedyny moment kontaktu z
ludzka troska.

Rysa na wizerunku

wzorowej spolecznicy

W 2016 roku, gdy stary bojler w Bractwie odmowil posluszenstwa i
funkcjonowanie kuchni znalazlo sie pod znakiem zapytania, Monika
natychmiast zareagowala. Wystapila w mediach, opowiadajac o dramatycznej
sytuacji, apelowala o solidarnosc. Dzieki jej determinacji i autorytetowi
spolecznemu udalo sie w krotkim czasie zebrac pelna kwote – 10 tys. zl.
Wplaty naplywaly z calej Polski. Ludzie bardzo chetnie wspierali
inicjatywe. Przekazywali od kilku zlotych po znaczne sumy. Czesto byli to
anonimowi darczyncy. W tym czasie Monika stala sie twarza organizacji. Byla
zaangazowana prezeska, ktora kazdego dnia dokladala wszelkich staran, by
nikt w Lublinie nie pozostawal glodny.

W listopadzie 2017 roku wziela udzial w uroczystej gali z okazji 700-lecia
lokacji Lublina, gdzie zostala wyrozniona medalem wreczonym przez
prezydenta miasta. W lokalnych mediach przedstawiano ja jako wzor
nowoczesnej kobiety laczacej macierzynstwo z dzialalnoscia publiczna,
kompetencje z empatia.

W grudniu 2018 roku wybuchla prawdziwa bomba medialna. Monika S., wciaz
bedaca formalnie prezeska Bractwa, zostala zatrzymana przez policje i
uslyszala zarzuty przywlaszczenia ponad 200 tys. zl z darowizn
przeznaczonych na pomoc potrzebujacym. Wedlug ustalen sledztwa
systematycznie przelewala srodki organizacji na prywatne konto, miedzy
innymi w celu splaty dlugow w parabankach i firmach udzielajacych chwilowek.

Obok niej oskarzone zostaly dwie inne kobiety: skarbniczka Magdalena W. i
ksiegowa Dominika S., ktore mialy wspierac Monike w nielegalnym procederze.
Prokuratura podala, ze Monika przyznala sie do winy.

Wstrzas, jaki wywolaly te informacje, byl ogromny. Wiceprezes Bractwa
dowiedzial sie o wszystkim od zaplakanej skarbniczki, ktora w emocjonalnej
rozmowie ujawnila cala prawde. Wiceprezes Adam Janasz pojechal do
jadlodajni Bractwa przy ulicy Zielonej i uslyszal slowa, ktore byly dla
niego ogromnym ciosem.

– Monika nas oszukala – powiedzial ktos ze wspolpracownikow.

Zaufanie do Bractwa zostalo gleboko nadwyrezone. W parafiach, ktore przez
lata prowadzily zbiorki na rzecz jadlodajni, zapanowalo rozczarowanie i
konsternacja. Swiadomosc, ze srodki, czesto pochodzace od ludzi ubogich,
samotnych i starszych, mogly zostac przeznaczone na prywatne zobowiazania,
byla ciosem dla darczyncow.

Kolejne tajemnice

Moniki

Po trzech miesiacach Monika opuscila areszt, wplacajac 25 tys. zl
poreczenia majatkowego, prawdopodobnie pochodzacego od jej rodziny.
Wyprowadzila sie z miasta, wracajac do rodzinnej wsi, gdzie zamieszkala z
rodzicami. Jej maz Hubert zdecydowal sie na separacje i przeniosl sie do
Pulaw. Monika zniknela z zycia publicznego. Przestala odbierac telefony i
unikala kontaktu z dawnymi wspolpracownikami.

W ciagu kolejnych tygodni i miesiecy po ujawnieniu pierwszych
nieprawidlowosci w Bractwie Milosierdzia na swiatlo dzienne wyplywaly coraz
bardziej niepokojace fakty. Sledczy, analizujac dokumentacje i
przesluchujac swiadkow, ustalili, ze Monika S., jeszcze bedac formalnie
prezesem organizacji, wystawila co najmniej dwa fikcyjne zaswiadczenia o
zatrudnieniu. Dokumenty te mialy umozliwic czlonkom jej dalszej rodziny,
konkretnie kuzynom, zaciagniecie kredytow bankowych.

W wyniku manipulacji finansowej kuzyni Moniki otrzymali dwa zobowiazania –
jedno na 38 tys. zl, drugie na 55 tys. zl – ktorych, jak wykazaly
pozniejsze ustalenia, nigdy nie zamierzali splacac.

Rownolegle sledztwo objelo podejrzenia o zaciaganie kolejnych kredytow w
imieniu Bractwa, prawdopodobnie bez wiedzy innych czlonkow zarzadu.

Ostateczny upadek

Jesien 2019 roku dla Moniki S. stala sie czasem bezprecedensowego upadku.
Tracila niemal wszystko, co dotad nadawalo jej zyciu sens – prestizowe
stanowisko, reputacje budowana latami w dzialalnosci spolecznej, zaufanie
srodowisk, ktore postrzegaly ja jako liderke, a w koncu, najbolesniej,
stabilnosc malzenstwa. Maz opuscil dom. Monika zostala z Filipem.

Ludzie w jej otoczeniu obserwowali ja coraz uwazniej. Jedni dostrzegali
kobiete pogubiona, zalamujaca sie pod ciezarem narastajacego kryzysu
psychicznego, ktorej cierpienie odbieralo zdolnosc logicznego myslenia i
normalnego funkcjonowania. Inni widzieli wyrachowana manipulantke.

Juz we wrzesniu zaczely pojawiac sie pierwsze sygnaly alarmowe. Filip,
dotad wzorowy uczen, zaczal regularnie opuszczac lekcje. Zamiast do szkoly,
matka zabierala go na krotkie wyjazdy do Naleczowa, do Lublina, do
prowincjonalnych hosteli.

Ojciec chlopca, pan Hubert, z niepokojem obserwowal te wydarzenia.
Dwukrotnie stawil sie w komisariacie w Belzycach, zglaszajac kilkudniowe
znikniecia zony i synka. Monika nie konsultowala z nim zadnych decyzji, a
chlopiec nie uczeszczal do szkoly. Jego sygnaly nigdy nie zostaly
potraktowane jako formalne zgloszenie zaginiecia, poniewaz kontakt, choc
ograniczony, nadal istnial.

Przez komunikator Monika wysylala krotkie, uspokajajace wiadomosci:

– Wszystko w porzadku.

– Wrocimy.

– Nie martw sie.

Policjanci sporzadzili jedynie notatki sluzbowe, ktore trafily do Sadu
Rodzinnego w Krasniku. Wskazywaly one na mozliwe uchybienia w zakresie
obowiazku szkolnego i nadzoru nad dzieckiem, ale nie podjeto zadnych
konkretnych dzialan. Jesli ktokolwiek rozwazal interwencje, nie nastapila
ona wystarczajaco wczesnie.

Rowniez szkola wysylala alarmujace sygnaly. Dziennik elektroniczny,
korespondencja z wychowawca i administracja pokazywaly, ze Filip przez
kilka dni z rzedu nie pojawial sie w klasie. Tydzien nieobecnosci pozostal
bez wyjasnienia. Nikt nie wszczal zadnej kontroli, nie podjeto rozmowy z
matka, nie sprawdzono sytuacji w domu.

“Wszystko w porzadku,

nie wrocimy dzisiaj”

Byl wtorek, 26 listopada 2019 roku. Tego dnia w wielu szkolach w calej
Polsce organizowane byly zabawy andrzejkowe. W szkole Filipa rowniez odbyla
sie taka impreza – z laniem wosku, wrozbami, kolorowymi balonami, slodkimi
przekaskami i tancami.

10-letni chlopiec bawil sie tak, jak kazde dziecko w jego wieku. Rowiesnicy
i nauczyciele nie zauwazyli niczego niepokojacego. Dla wszystkich byl po
prostu zwyczajnym chlopcem, ktorego tego dnia widzieli po raz ostatni.

Po zakonczeniu zabawy Filip zostal odebrany przez matke. Monika i jej syn
wyszli ze szkoly, przeszli na pobliski przystanek i wsiedli do busa
jadacego w kierunku Lublina. W centrum miasta Monika wynajela pokoj w tanim
hostelu przy ulicy Orlej, informujac obsluge, ze planuje kilkudniowy pobyt
z synem, zapewne w celach wypoczynkowych.

Kiedy Filip nie wrocil do domu i nie bylo z chlopcem zadnego kontaktu, pan
Hubert zaczal odczuwac narastajacy niepokoj. Monika nie odbierala
telefonow, odpowiadala tylko krotkimi, lakonicznymi wiadomosciami:

– Wszystko w porzadku, nie wrocimy dzisiaj.

Pozornie uspokajajace komunikaty nie dawaly jednak mezczyznie spokoju.

Nie byl to pierwszy przypadek, gdy Monika zabierala dziecko bez
wczesniejszego uprzedzenia. Tym razem jednak bylo inaczej. Kontakt z
kobieta byl duzo bardziej ograniczony niz zazwyczaj.

W srode, 27 listopada, pan Hubert udal sie do Komisariatu Policji w
Belzycach, by zglosic swoje obawy. Poinformowal funkcjonariuszy, ze jego
zona zabrala dziecko bez wczesniejszego uzgodnienia tego z nim. Nie
poinformowala, dokad jedzie i nie podala terminu powrotu.

Mezczyzna nie zlozyl formalnego zawiadomienia o zaginieciu. Znowu – kontakt
z Monika i Filipem, choc ograniczony, nadal istnial. Funkcjonariusze
spisali notatke, ktora trafila do dzielnicowego i do Sadu Rodzinnego w
Krasniku. Zostala zakwalifikowana jako sygnal o mozliwych
nieprawidlowosciach, w tym o zaniedbaniu edukacyjnym.

W czwartek ojciec ponownie stawil sie w komisariacie. Nadal nie wiedzial,
gdzie sa jego bliscy. Choc utrzymywal kontakt z synem przez komunikator,
cos w tonie i rytmie wiadomosci wzbudzalo niepokoj. Monika i Filip pisali,
ze wszystko jest w porzadku, ale intuicja ojca mowila cos zupelnie innego.

W piatek po poludniu zadzwonil telefon. Po drugiej stronie uslyszal glos
funkcjonariusza policji. Przekazal mu wiadomosc, ktorej zaden rodzic nie
powinien nigdy uslyszec.

– Filip nie zyje – powiedzial z przejeciem funkcjonariusz. – Monika
zaginela.

Ojciec chlopca, pograzony w bolu, nie mogl pojac tragedii, ktora go
dotknela. W rozmowach z dziennikarzami z trudem dobieral slowa,
podkreslajac, ze Monika nigdy nie byla przemocowa wobec Filipa, zawsze
troszczyla sie o niego z czuloscia. Zastanawial sie, jak moglo dojsc do tej
niewyobrazalnej tragedii.

Po tragedii

W szkole Filipa dzieci musialy zmierzyc sie z informacja o tragicznej
smierci swojego kolegi. Dzieci, ktore nie rozumialy jeszcze, czym tak
naprawde jest smierc, dowiedzialy sie o odejsciu rowiesnika. Filipek
jeszcze niedawno siedzial w klasie posrod nich, przy jednej z drewnianych
lawek, ze skupieniem zdobywajac wiedze. Teraz jego miejsce pozostawalo
puste.

W Bractwie Milosierdzia, ktorego prezeska byla wczesniej Monika, pracownicy
i podopieczni przecierali oczy ze zdumienia. Ludzie, ktorzy przez lata
tworzyli z Monika codziennosc organizacji, nie byli w stanie pojac skali
jej upadku. Jeszcze niedawno reprezentowala ich na galach, przemawiala na
konferencjach, z zapalem organizowala zbiorki, roznosila talerze zupy
bezdomnym i potrafila godzinami sluchac o cudzym cierpieniu.

Teraz stala sie jedna z najbardziej znienawidzonych osob w kraju. Media
rozpisywaly sie o smierci Filipka. Podkreslano, ze zginal z rak wlasnej
matki.

Najwieksza tragedie przezywal jednak pan Hubert. Mezczyzna przez dlugi czas
po tragedii unikal mediow. Tylko raz zgodzil sie usiasc przed kamera. W
niewielkim pokoju, przy prostym stoliku, na ktorym stala ramka ze zdjeciem
usmiechnietego chlopca w szkolnym mundurku, siedzial zamyslony. Obok ramki
wisial medal Filipa. Za biegi.

Pan Hubert opowiadal, ze ostatni raz rozmawial z synem w czwartek. Filip
brzmial spokojnie. Tesknil, obiecal, ze kiedy wroca, obejrza “Harry’ego
Pottera”. Uwielbial te filmy. Znal dialogi, powtarzal zaklecia z
przekonaniem, ze magia naprawde dziala. Gdy sie bal, szeptal zaklecia znane
z filmow o czarodzieju.

Gdy dziennikarz zapytal, czy pan Hubert potrafi wybaczyc swojej zonie,
mezczyzna przez dluzszy moment nie powiedzial nic. W koncu wydusil z
siebie, ze nie zna odpowiedzi. Moze kiedys. Moze nigdy. Teraz czuje sie jak
czlowiek, ktoremu wyrwano cale wnetrze i zostawiono pusta skorupe.

“Przyznaje sie”

w sali numer 2

W lutowy poranek w sali numer 2 Sadu Okregowego w Lublinie panowala cisza.
Monika S. siedziala na lawie oskarzonych. Twarz, ktora wczesniej wszyscy
kojarzyli z dobroczynnoscia i miejskimi galami, byla nie do poznania –
wychudzona, zgaszona, oczy puste i bez wyrazu. Obok niej siedzial obronca z
urzedu.

Sedzia odczytal akt oskarzenia: zabojstwo syna z motywacji zaslugujacej na
szczegolne potepienie oraz ze szczegolnym okrucienstwem, zgodnie z art. 148
Kodeksu karnego.

Na pytanie o przyznanie sie do winy Monika odpowiedziala cicho, lecz
stanowczo:

– Przyznaje sie, nie bede skladala wyjasnien.

Opinia bieglych psychiatrow i psychologow wykazala jednoznacznie, ze byla w
pelni poczytalna w chwili dokonywania czynu, choc znajdowala sie w
przewleklym kryzysie psychicznym, z epizodami depresyjnymi i silnym
napieciem emocjonalnym spowodowanym utrata pozycji spolecznej, zawodowej i
rozpadem rodziny.

Jej swiat ograniczyl sie do obsesyjnej potrzeby kontroli nad losem syna. W
tym zaburzonym przekonaniu odebranie mu zycia mialo byc forma “ochrony”.

W aktach sprawy znalazla sie rowniez korespondencja Moniki – listy do
siebie, syna i rodziny. Jeden z najbardziej poruszajacych ujawnial jej
dramatycznie znieksztalcone myslenie. Czula sie opuszczona przez
wszystkich, a Filip byl jedynym, ktory “wierzyl w jej decyzje”. Pisala, ze
nie mogla pozwolic, by ktos odebral jej dziecko.

Rownolegle zakonczono sledztwo w sprawie naduzyc finansowych w Bractwie.
Ustalono, ze Monika przywlaszczyla 183 700 zl, falszowala dokumenty i
wyludzala kredyty.

Dla opinii publicznej caly proces upadku Moniki byl szokujacy. Zastanawiano
sie, jak to mozliwe, ze nikt w pore nie zareagowal i nie uchronil dziecka
przed ewidentnie zblizajaca sie tragedia.

Za zabojstwo syna Monika S. zostala prawomocnie skazana na 25 lat
pozbawienia wolnosci.

Rzecznik Archidiecezji Lubelskiej, ks. dr Adam Jaszcz, podkreslal, ze
naduzycia, jakich dopuscila sie Monika, niszcza zaufanie budowane przez
lata. Jednoczesnie zaznaczyl, ze Bractwo Milosierdzia im. sw. Brata Alberta
nadal funkcjonuje, wydajac codziennie zupe, przyjmujac potrzebujacych i
pozostajac miejscem pomocy, jakim mialo byc od poczatku.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

http://www.maritime-security.eu/

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.