Dzien dobry – tu Polska – 31.03.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI Nr 91 (6923)

Wtorek, 31 marca 2026

Dzien dobry Czytelnicy 🙂 Milego wtorku 🙂 Ania Iwaniuk

Pogoda

W kraju zapowiada sie spokojny, dosc chlodny dzien z przewaga chmur i
wiekszymi przejasnieniami. Temperatura od 1 st. C do 10 st. C. Miejscami
moze byc bardziej pochmurno, ale bez wyraznego zalamania pogody.

Kursy walut

EUR – 4,29

USD – 3,72

GBP – 4,95

CHF – 4,67

Dowcip

Jasiu pyta taty:

– Tato, co to jest alternatywa?

– Synku, to jak mama mowi, ze albo wyrzucisz smieci, albo nie dostaniesz
obiadu.

Plynace na Kube dwa katamarany pod polska bandera z pomoca humanitarna
utracily lacznosc podczas rejsu przez Atlantyk. Jednostki transportowaly
wsparcie dla mieszkancow wyspy i znajdowaly sie w trakcie oceanicznej
podrozy. Kontakt z nimi zostal nagle przerwany, co wywolalo powazne obawy o
los zalog. Sytuacja zostala uznana za potencjalne zagrozenie zycia i
uruchomiono akcje poszukiwawcza. Do dzialan wlaczono sluzby ratownicze,
ktore rozpoczely przeszukiwanie wyznaczonego obszaru oceanu. Poszukiwania
prowadzono przez dluzszy czas bez informacji o polozeniu jednostek. Brak
kontaktu potegowal niepokoj bliskich uczestnikow wyprawy. Ostatecznie
katamarany zostaly odnalezione. Zalogi znajdowaly sie na pokladach i nie
odniosly obrazen. Cale zdarzenie zakonczylo sie szczesliwie. Okolicznosci
utraty lacznosci sa analizowane.

Kardynal Grzegorz Rys odniosl sie do narastajacej radykalizacji narracji
wobec Ukraincow w Polsce. Zwrocil uwage, ze jezyk debaty publicznej staje
sie coraz bardziej agresywny i nacechowany emocjami. Wskazal, ze pojawiaja
sie wypowiedzi przekraczajace granice dopuszczalnej krytyki. Podkreslil, ze
taka narracja moze prowadzic do napiec spolecznych i poglebiania podzialow.
Zaznaczyl, ze szczegolnie niebezpieczne sa uogolnienia przypisujace wine
calym grupom ludzi. Przypomnial o wczesniejszej solidarnosci wobec
Ukraincow po wybuchu wojny. Wskazal na odpowiedzialnosc politykow oraz
mediow za sposob prowadzenia debaty. Podkreslil, ze jezyk nienawisci
prowadzi do dehumanizacji. Zaapelowal o powrot do dialogu opartego na
szacunku i faktach. W jego ocenie tylko takie podejscie moze ograniczyc
eskalacje napiec. Wypowiedz wpisuje sie w szersza debate spoleczna
dotyczaca relacji i jezyka w przestrzeni publicznej.

Na Wegrzech polityk Peter Magyar pozostaje praktycznie nieobecny w mediach
rzadowych mimo rosnacej rozpoznawalnosci. Jego dzialalnosc nie jest
prezentowana w przekazie kontrolowanym przez panstwo. Ostatnie zaproszenie
do programu mialo miejsce wczesniej i nie bylo kontynuowane. W efekcie jego
obecnosc w mediach publicznych jest marginalna. W przestrzeni publicznej
funkcjonuje glownie dzieki mediom niezaleznym. Sytuacja pokazuje sposob
funkcjonowania przekazu medialnego w kraju oraz selektywnosc w doborze
tematow i gosci. Odbiorcy mediow rzadowych nie otrzymuja pelnego obrazu
sceny politycznej. Zjawisko budzi kontrowersje i komentarze. Krytycy
wskazuja na ograniczanie pluralizmu. Sprawa pozostaje elementem debaty
publicznej i nadal wywoluje reakcje.

Kilkanascie ton batonow KitKat zostalo skradzionych podczas transportu do
Polski, a ladunek nie dotarl w calosci do miejsca przeznaczenia. Towar
przewozono ciezarowka realizujaca okreslona trase transportowa. W trakcie
przejazdu doszlo do znikniecia duzej partii produktow. Straty obejmuja
wiele ton batonow i maja znaczny wymiar finansowy. Sprawa zostala zgloszona
odpowiednim sluzbom. Policja rozpoczela dzialania majace na celu ustalenie
przebiegu zdarzen. Analizowana jest trasa przejazdu pojazdu oraz moment, w
ktorym moglo dojsc do kradziezy. Sprawdzane sa zapisy monitoringu oraz
miejsca postoju. Sledczy probuja ustalic sprawcow oraz sposob dzialania. Na
obecnym etapie nie podano informacji o odzyskaniu towaru. Postepowanie
pozostaje w toku.

Karol Nawrocki spotkal sie z Viktorem Orbanem, co wywolalo szerokie
komentarze politykow i obserwatorow zycia publicznego. Spotkanie zostalo
zauwazone zarowno w Polsce, jak i poza jej granicami. Wypowiedzi dotycza
oceny znaczenia oraz konsekwencji tego typu kontaktow. Czesc politykow
podkresla wage relacji miedzynarodowych i dialogu. Inni wskazuja na
kontrowersje zwiazane z polityka Wegier. Pojawiaja sie rozne interpretacje
celow i skutkow spotkania. Wydarzenie stalo sie elementem biezacej debaty
politycznej. Komentarze pojawiaja sie w roznych srodowiskach. Temat jest
szeroko omawiany w mediach. Nie przedstawiono szczegolowych ustalen ze
spotkania. Dyskusja wokol wydarzenia nadal trwa.

Mezczyzna ukradl wozek inwalidzki, aby odwiezc pijanego kolege do domu. Do
zdarzenia doszlo w przestrzeni publicznej i zostalo zauwazone przez
swiadkow. Wozek nie nalezal do sprawcy i zostal zabrany bez zgody
wlasciciela. Zostal wykorzystany jako srodek transportu dla znajomego
znajdujacego sie pod wplywem alkoholu. Cala sytuacja zostala zgloszona
odpowiednim sluzbom. Policja zajela sie sprawa i podjela dzialania.
Mezczyzna poniesie konsekwencje swojego dzialania. Tlumaczyl swoje
zachowanie checia pomocy koledze. Nie zmienia to faktu, ze doszlo do
przestepstwa. Sprawa zostala opisana przez lokalne media. Zdarzenie
wzbudzilo zainteresowanie opinii publicznej.

W Stanach Zjednoczonych odbyly sie masowe protesty przeciwko polityce
Donalda Trumpa, w ktorych udzial wziely miliony ludzi. Demonstracje mialy
miejsce w wielu miastach na terenie calego kraju. Uczestnicy sprzeciwiali
sie decyzjom politycznym oraz kierunkowi dzialan administracji. Na ulicach
pojawily sie liczne transparenty i hasla krytyczne wobec Trumpa. Protesty
mialy charakter zorganizowany i przybieraly forme marszow oraz zgromadzen
publicznych. Wydarzenia byly szeroko relacjonowane przez media krajowe i
zagraniczne. Skala mobilizacji pokazala duze spoleczne napiecia i podzialy.
Demonstracje odbywaly sie rownoczesnie w wielu osrodkach miejskich. Wladze
monitorowaly przebieg zgromadzen oraz sytuacje bezpieczenstwa. Protesty
staly sie waznym elementem biezacej debaty publicznej w USA. Wydarzenia sa
szeroko komentowane i analizowane.

Studenci z Politechniki Rzeszowskiej pracuja nad tania siecia sensorow do
wykrywania dronow. Projekt ma na celu zwiekszenie poziomu bezpieczenstwa
poprzez wczesniejsze wykrywanie bezzalogowcow. System opiera sie na
rozmieszczeniu czujnikow rejestrujacych obecnosc dronow w przestrzeni.
Rozwiazanie ma byc dostepne kosztowo i mozliwe do szerokiego zastosowania.
Prace prowadzone sa w srodowisku akademickim przez studentow uczelni.
Projekt rozwijany jest w ramach dzialan badawczych. System moze znalezc
zastosowanie w praktyce, szczegolnie w obszarach wymagajacych monitoringu
przestrzeni powietrznej. Trwaja prace nad jego dopracowaniem i testowaniem.
Pomysl spotyka sie z zainteresowaniem. To przyklad wykorzystania nowych
technologii przez mlodych inzynierow. Projekt jest nadal rozwijany.

Smog pozostaje jednym z najpowazniejszych problemow zdrowotnych na swiecie
i ma bezposredni wplyw na zycie ludzi. Wskazano, ze az 99 procent populacji
oddycha powietrzem niespelniajacym norm jakosci. W Polsce w ostatnich
latach odnotowano poprawe, glownie dzieki wymianie starych zrodel
ogrzewania. W ostatnim czasie widoczny jest jednak regres zwiazany ze
spadkiem liczby wnioskow w programie “Czyste Powietrze” oraz mniejsza
liczba wymian kotlow. Zanieczyszczenie powietrza ma bezposredni wplyw na
zdrowie, szczegolnie na uklad krazenia. W momentach przekroczenia norm WHO
rosnie liczba zawalow serca, a w Polsce odpowiada to za dziesiatki tysiecy
przypadkow rocznie. Negatywne skutki moga pojawic sie juz po kilku
godzinach kontaktu ze smogiem. W skrajnych sytuacjach cale miasta moga
zostac powaznie dotkniete w krotkim czasie. W artykule wskazano rowniez na
znaczenie dzialan spolecznych i rosnaca swiadomosc problemu. Podkreslono,
ze walka ze smogiem wymaga konsekwencji oraz dzialan rozlozonych na wiele
lat. Brak kontynuacji dzialan moze poglebic problem.

Izraelska policja uniemozliwila wejscie do Bazyliki Grobu Panskiego
lacinskiemu patriarsze Jerozolimy kardynalowi Pierbattiscie Pizzaballi oraz
kustoszowi Ziemi Swietej ojcu Francesco Ielpo. Do zdarzenia doszlo w
Niedziele Palmowa, gdy duchowni zmierzali na msze bez zadnej procesji ani
ceremonialu. Decyzje uzasadniono wzgledami bezpieczenstwa zwiazanymi z
napieta sytuacja w regionie. Wskazano na zagrozenie rakietowe ze strony
Iranu jako jeden z powodow podjetych dzialan. Prezydent Izraela Izaak
Herzog wyrazil “wielki smutek” z powodu incydentu i zapewnil o
zaangazowaniu panstwa w ochrone wolnosci religijnej. Podkreslil, ze
dzialania sluzb wynikaly z troski o bezpieczenstwo. Reakcje miedzynarodowe
byly zdecydowane i krytyczne. Prezydent Polski Karol Nawrocki okreslil
dzialania policji jako brak szacunku wobec chrzescijanskiej tradycji.
Podobne stanowisko zajeli przywodcy Francji i Wloch, wskazujac na
koniecznosc zapewnienia swobody kultu w Jerozolimie. W zwiazku z napieta
sytuacja odwolano czesc uroczystosci Wielkiego Tygodnia, w tym tradycyjne
procesje. Koscioly pozostaja jednak otwarte, a duchowni umozliwiaja wiernym
modlitwe w dostepnych formach. Premier Benjamin Netanjahu zapewnil, ze
decyzja nie miala zlych intencji i wynikala wylacznie z troski o
bezpieczenstwo, zapowiadajac jednoczesnie dzialania umozliwiajace
odprawianie nabozenstw w najblizszych dniach.

DETEKTYW

To cechuje dzieciobojcow”

Anna Rychlewicz

Od tej tragedii mija wlasnie 30 lat. 22 stycznia 1996 roku 11-letni Olek
Ruminkiewicz wyszedl z domu, mowiac rodzicom, ze niedlugo wroci. Poszedl do
pobliskiego salonu gier – miejsca, w ktorym czesto spotykal sie z kolegami.
Tym razem jednak nie wrocil. Ruszyly dramatyczne poszukiwania, w ktore
zaangazowaly sie setki osob. Nikt jednak nie przypuszczal, ze w cieniu tego
znikniecia stoi ktos, komu rodzice chlopca bezgranicznie ufali. Czlowiek,
ktory obserwowal kazdy ruch rodziny, uczestniczyl w organizacji poszukiwan,
a jednoczesnie prowadzil wlasna gre z tragicznym finalem.

– W dniu swoich urodzin porwal i zabil mi dziecko. Zrobil sobie prezent –
opowiadal po czasie ojciec zamordowanego 11-latka.

Olek Ruminkiewicz mial zaledwie 11 lat. Wraz z rodzicami mieszkal w
Koninie. Wychowywal sie w spokojnym domu na jednym z osiedli, gdzie wszyscy
doskonale sie znali, a dzieci mogly bez obaw bawic sie na zewnatrz, nawet
do zmroku. Byl zwyczajnym chlopcem – pogodnym, ciekawym swiata, pelnym
planow i marzen. Interesowal sie historia, lubil czytac ksiazki i grac w
pilke. W szkole nigdy nie sprawial klopotow. Marzyl, ze kiedys zostanie
pilkarzem albo archeologiem. Zapisal sie nawet do dzieciecej sekcji
pilkarskiej, jednak udalo mu sie dotrzec tylko na jeden trening. Byl bardzo
zwiazany ze swoimi rodzicami – w laurce dla nich napisal: “Kocham tate jak
Boga, a mame jak tate”. W tych kilku slowach zawarl cala dziecieca
szczerosc i czysta milosc, w ktorej mial dorastac przez kolejne lata. Wtedy
nikt jednak nie przypuszczal, ze ta wyjatkowa wiez zostanie brutalnie
przerwana. Przerwana przez czlowieka, ktory byl bardzo blisko”

Ostatnia gra

Byl 22 stycznia 1996 roku. Tego dnia Olek, tuz po lekcjach, wrocil do domu,
odlozyl plecak i – jak wielu chlopcow w jego wieku – chcial wybrac sie z
kolegami do osiedlowego salonu gier. Do blaszanego pawilonu z automatami
mial zaledwie kilkaset metrow. W polowie lat 90. XX wieku takie miejsca
przyciagaly mlodych ludzi jak magnes. Kolorowe ekrany automatow, odglosy
wrzucanych monet i zapach gumy balonowej unoszacy sie w powietrzu tworzyly
dla dzieci fascynujacy swiat, w ktorym mogly na chwile zapomniec o szkole i
codziennych obowiazkach. Mama chlopca poczatkowo nie zgodzila sie na
wyjscie syna – chciala zabrac go na wizyte do dziadka. Olek jednak sie
uparl. Zostal w domu, by po chwili przekonac ojca i uzyskac jednak
pozwolenie na wyjscie. W koncu syn dal slowo, ze wroci niebawem.

Byla druga polowa stycznia, zmrok zapadal szybko, a temperatura spadla do
niemal 20 stopni ponizej zera. Olka wciaz nie bylo. Coraz bardziej
zaniepokojony ojciec, Wojciech Ruminkiewicz, ruszyl na poszukiwania.
Przeszedl okolice, w ktorych syn zwykle sie bawil, odwiedzil rowniez salon
gier – nigdzie jednak nie znalazl zadnego sladu. Rodzice natychmiast
zglosili zaginiecie na policje i uruchomili wszystkie mozliwe kontakty. W
tamtym czasie poszukiwania wygladaly zupelnie inaczej niz dzis. Nie bylo
miejskiego monitoringu, a internet dopiero raczkowal. Informacje
przekazywano glownie z ust do ust. Liczyla sie kazda, nawet najmniejsza
wskazowka. Kazdy trop, chocby najbardziej niepewny, dawal nadzieje, ze uda
sie odnalezc chlopca.

Do akcji wlaczyli sie detektywi z Poznania i funkcjonariusze z psami
tropiacymi z Gdanska. W poszukiwaniach uczestniczyli rowniez sasiedzi,
znajomi, strazacy i zolnierze – w sumie okolo 600 osob. Sztab akcji
zorganizowano w pomieszczeniu spoldzielni mieszkaniowej. Caly Konin szukal
11-letniego Olka. Funkcjonariusze sprawdzali kazdy mozliwy trop –
przeszukiwano tereny wzdluz rzeki, pustostany i okolice budowy nowego
szpitala. Sprawdzano tez klientow Wojciecha Ruminkiewicza, ktory prowadzil
lombard, poniewaz nie wykluczano, ze chlopiec mogl zostac porwany dla
okupu. Mijaly jednak kolejne dni, a po Olku wciaz nie bylo sladu. Cale
miasto zylo jednym pytaniem: gdzie jest chlopiec?

Anonim w kaplicy

Przelom nastapil po kilku dniach, gdy w domu Ruminkiewiczow rozlegl sie
dzwiek telefonu. Sluchawke podniosl ojciec chlopca. Po drugiej stronie
uslyszal szybko wypowiedziane zdanie – znieksztalcony glos mezczyzny
poinformowal, ze w drzwiach pobliskiej kaplicy czeka dla niego wiadomosc.
Zanim pan Wojciech zdazyl zadac jakiekolwiek pytanie, polaczenie zostalo
przerwane. Mezczyzna bez zastanowienia pobiegl we wskazane miejsce, gdzie
znalazl pozostawiona kartke papieru. Byla starannie zlozona i zawierala
dokladne instrukcje oraz zadanie okupu w wysokosci 100 tys. zl. Porywacz
wskazywal rowniez miejsce, w ktorym mezczyzna mial zostawic pieniadze – byl
to przystanek autobusowy niedaleko Jarocina. Ojciec Olka odczytal kazda
linijke kilka razy, probujac zapamietac kazdy szczegol i przygotowac sie do
dramatycznej akcji, ktora miala zawazyc na losach jego syna.

Przy pomocy bliskich rodzicom chlopca udalo sie zebrac cala kwote. Choc
anonimowa wiadomosc wyraznie zaznaczala, ze policja nie moze zostac
poinformowana, Wojciech i jego zona niezwlocznie zglosili sprawe
funkcjonariuszom, ktorzy natychmiast uruchomili dyskretna obserwacje. Z
okupem na wskazane miejsce wyruszyli koledzy pana Wojciecha, starannie
realizujac polecenia zawarte w wiadomosci.

Niedlugo pozniej w domu Ruminkiewiczow zjawil sie niespodziewany gosc. Do
mieszkania wszedl Krzysztof F. – sasiad, znajomy, wieloletni przyjaciel
rodziny. W rekach trzymal worek z pieniedzmi. Za nim, gotowi do
interwencji, pojawili sie policjanci. W mieszkaniu Ruminkiewiczow
zapanowala konsternacja – dlaczego ich znajomy trzyma w rekach pieniadze
przeznaczone na okup? Dlaczego zabral je z przystanku? Mezczyzna mial
jednak gotowe wytlumaczenie – twierdzil, ze zabral gotowke tylko dlatego,
ze lezala w zbyt widocznym miejscu i obawial sie, ze ktos ja ukradnie. Juz
wtedy jednak pojawily sie pierwsze watpliwosci co do jego uczciwosci.

Zbrodnia bylego sedziego

W toku sledztwa wyszlo na jaw, ze to wlasnie Krzysztof F. stal za porwaniem
i zadaniem okupu. To on zabral pozostawione na przystanku pieniadze i
ruszyl w droge powrotna do Konina. Byl wyjatkowo ostrozny – kilka razy
zatrzymywal sie, kontrolowal trase, sprawdzal, czy nikt za nim nie jedzie.
W pewnym momencie zorientowal sie jednak, ze moze byc sledzony.
Prawdopodobnie wtedy podjal decyzje, by oddac gotowke rodzinie, liczac, ze
w ten sposob zmyli trop i uratuje wlasna skore. Wymyslil napredce historie
o tym, ze przejal torbe z pieniedzmi w obawie, iz trafi ona w niepowolane
rece.

A kim byl sam Krzysztof F.? Byl prawnikiem i bylym sedzia Sadu Rejonowego w
Koninie. Planowal otworzyc wlasna kancelarie oraz silownie. Pochodzil z
szanowanej rodziny prawniczej – jego ojciec byl prezesem sadu okregowego, a
brat notariuszem. Przez wiele lat utrzymywal bliska znajomosc z ojcem Olka,
zasiadajac z nim w radzie nadzorczej spoldzielni mieszkaniowej i czesto
grajac w ping-ponga. Doradzal rowniez mezczyznie w sprawach finansowych,
podpowiadajac, gdzie inwestowac. Bral tez udzial w poszukiwaniach chlopca,
namawiajac pana Wojciecha, by gromadzil pieniadze, “bo porywacz na pewno
jeszcze sie odezwie”. Co wiecej, sam rowniez dolozyl swoja cegielke do
zbiorki.

Splata dlugow

Jeszcze tego samego dnia funkcjonariusze zatrzymali Krzysztofa F. Sama
akcja byla jednak nieco problematyczna – wiele osob ze sluzb nie chcialo
pracowac przy tej sprawie ze wzgledu na pozycje rodziny podejrzanego.
Niektorzy policjanci wzieli urlopy, obawiajac sie, ze zaangazowanie w
sledztwo mogloby uczynic ich “niewygodnymi” dla wplywowej rodziny.
Tymczasem po zatrzymaniu Krzysztof F. utrzymywal, ze nie ma nic wspolnego z
porwaniem. Przyznal sie jedynie do napisania listu z zadaniem okupu,
stanowczo odrzucajac oskarzenia o uprowadzenie chlopca. Twierdzil, ze ma
klopoty finansowe i ze taka kwota pozwolilaby mu stanac na nogi. Swoim
wyjasnieniom nie byl jednak wierny”

Po kilkukrotnych zmianach wersji wydarzen przedstawil kolejna historie.
Twierdzil, ze byl swiadkiem porwania Olka przez trzech mezczyzn, a gdy
probowal powiadomic rodzicow chlopca, porywacze mieli mu grozic. Wedlug
jego relacji zadanie okupu mialo jedynie sluzyc przekazaniu rodzinie
informacji o porwaniu. Policjantow jednak ta wersja nie przekonala.

Wkrotce wyszlo na jaw, ze Krzysztof F. mial powazne dlugi i klopoty
finansowe. Byl uzalezniony od hazardu – regularnie jezdzil do Poznania,
gdzie grywal w kasynach i zaciagal kolejne pozyczki. Wierzycielom obiecywal
splate dlugow. Termin uregulowania naleznosci wyznaczyl na dzien po 22
stycznia, czyli po dniu, w ktorym zaginal Olek. Sledczy uznali to za zbyt
znaczacy zbieg okolicznosci.

Mijaly jednak kolejne tygodnie, a po chlopcu wciaz nie bylo zadnego sladu.
Z kazdym dniem malaly rowniez szanse na odnalezienie go zywego. Mimo
mocnych poszlak prokuratura w Koninie poczatkowo nie zdecydowala sie
postawic Krzysztofowi F. zarzutow uprowadzenia dziecka. Oficjalnie
odpowiadal on jedynie za probe przywlaszczenia pieniedzy z okupu.

Wykrywacz klamstw

Przelom nastapil dopiero 2 miesiace pozniej, gdy sprawa zajela sie
prokuratura w Poznaniu. Wowczas zlecono ponowne badania kryminalistyczne w
mieszkaniu, samochodzie, kancelarii i silowni nalezacej do podejrzanego.
Podczas szczegolowego przeszukania pojazdu odkryto mikroslady, ktore
wczesniej zostaly przeoczone. Na wewnetrznej stronie bagaznika
zabezpieczono miedzy innymi odcisk buta dziecka, wskazujacy, ze chlopiec
byl przewozony autem bylego sedziego. Odnotowano rowniez inne drobne slady,
ktore pomogly odtworzyc przebieg zdarzen i potwierdzic udzial mezczyzny.

Podjeto rowniez decyzje o poddaniu Krzysztofa F. badaniu wariografem, czyli
popularnym wykrywaczem klamstw. Test przeprowadzil Jacek Bienkunski –
prekursor i legenda badan poligraficznych w Polsce. Co ciekawe, sam
podejrzany zabiegal o przeprowadzenie badania, majac nadzieje, ze w ten
sposob oczysci sie z – jak twierdzil – nieslusznych zarzutow. Poniewaz w
aktach sprawy brakowalo szczegolowych informacji o przebiegu zdarzenia,
badanie oparto na hipotezach i przypuszczeniach. Po analizie wynikow biegly
stwierdzil, ze Krzysztof F. moze miec bezposredni i rzeczywisty zwiazek z
zabojstwem poszukiwanego chlopca. Wedlug opinii eksperta mezczyzna mogl
wiedziec, gdzie ukryto cialo 11-latka.

W badaniu uwzgledniono rowniez alibi przedstawione przez podejrzanego –
twierdzil on, ze w dniu uprowadzenia Olka przebywal u znajomego poza
Koninem. Jednak w jego relacji pojawila sie istotna luka: znajomy zeznal,
ze wizyta trwala zaledwie kilka minut, a on sam nie wiedzial, w jakim celu
Krzysztof F. sie u niego zjawil. Wszystko wygladalo wiec tak, jakby chcial
tylko zapewnic sobie alibi. Co wiecej, podczas badania wariograficznego
zaobserwowano u mezczyzny wyrozniajaca sie reakcje przy wymienieniu jednej
konkretnej miejscowosci – Tuliszkowa.

Jak wspomina po latach Jacek Bienkunski, Krzysztof F. w liscie do zony,
wyslanym z aresztu, opisywal swoje odczucia juz po badaniu: “Opinia
bieglego od testow wariograficznych jest jednoznaczna, moje zas alibi na 22
stycznia w ogole nie istnieje – czyz mozna sadzic inaczej? Oczywiscie, ze
nie. I z tym sie licze. Mysle, ze moge otrzymac wyrok 15 lat pozbawienia
wolnosci. Chyba ze zdarzy sie cud i pojawi sie zywy i zdrowy chlopiec, ale
ja w to nie wierze””.

Po badaniu Krzysztof F. zostal jeszcze raz przesluchany przez prokurature.
Mezczyzne skonfrontowano z nowymi ustaleniami w sprawie. Wtedy pekl –
wskazal miejsce, w ktorym porzucil zwloki 11-letniego Olka. Nie oznacza to
jednak, ze przyznal sie do winy – nadal utrzymywal, ze jest niewinny.
Twierdzil, ze doszlo do nieszczesliwego wypadku – chlopiec, odwiedzajac go
w silowni, mial spasc ze schodow prowadzacych do piwnicy.

Sekcja zwlok

Cialo Olka odnaleziono w glebokiej, nieuzywanej studni na terenie sadu,
okolo 20 kilometrow od Konina, w okolicach Tuliszkowa. Bylo starannie
ukryte – przykryte galeziami i liscmi. Jego wydobycie okazalo sie niezwykle
trudne i wymagalo ogromnej precyzji. Studnia byla gleboka i bardzo waska,
co znacznie utrudnialo dzialania. Na dol zeszli funkcjonariusze z
wyspecjalizowanej jednostki, wyposazeni w maski tlenowe. Ze wzgledu na stan
zwlok – wyschnietych i delikatnych – kazdy ich ruch musial byc przemyslany,
by nie doszlo do uszkodzenia ciala. Gdy chlopca wreszcie wydobyto na
powierzchnie, nawet najbardziej doswiadczeni policjanci nie byli w stanie
ukryc poruszenia. Po czasie przyznali rowniez, ze bez wskazania miejsca
przez Krzysztofa F. odnalezienie zwlok byloby praktycznie niemozliwe.

Sekcja wykazala, ze chlopiec zostal uduszony kablem od magnetowidu, ktory
znaleziono w mieszkaniu Krzysztofa F. Obserwowane na ciele slady wskazywaly
na szamotanine, w trakcie ktorej dziecko upadlo na brzuch, a sprawca
trzykrotnie owinal mu kabel wokol szyi. Biegli ustalili, ze zbrodnia miala
miejsce tego samego dnia co porwanie, prawdopodobnie jeszcze zanim rodzina
otrzymala list z zadaniem okupu.

Tymczasem Krzysztof F. nadal nie przyznawal sie do winy. Z uwagi na
rodzinne powiazania podejrzanego, aby uniknac zarzutow o stronniczosc,
sprawe przeniesiono do Lodzi. 19 marca 1997 roku, ponad rok po tragedii,
ruszyl proces przed lodzkim Sadem Wojewodzkim. Prokurator oskarzyl
Krzysztofa F. o zamordowanie 11-letniego Olka Ruminkiewicza w celu
wymuszenia okupu od jego rodzicow.

“Morderca dziecka”

Sprawa bylego sedziego znalazla sie w centrum uwagi mediow z calej Polski.
Dziennikarze z Konina, Poznania, Lodzi i Warszawy relacjonowali kazdy ruch
w sadzie. Rodzina i znajomi Ruminkiewiczow przyjechali do Lodzi autokarami,
ale wejscie na sale rozpraw wymagalo specjalnego zezwolenia. Przed gmachem
sadu gesto bylo od plakatow z podobizna oskarzonego i napisem “Morderca
dziecka”. Podobne transparenty pojawily sie wczesniej w Koninie i Turku. Na
ulicach Lodzi czlonkowie Unii Polityki Realnej zbierali podpisy pod petycja
o przywrocenie kary smierci, a w dniu rozpoczecia procesu ustawili sie z
transparentami i ulotkami. Obronca oskarzonego wnosil o przeniesienie
sprawy do innego miasta, odroczenie terminu i utajnienie rozprawy, ale sad
odrzucil wszystkie te wnioski. Rodzice Olka podkreslali w mediach, ze ze
wzgledu na dawna pozycje F. jako sedziego proces musi toczyc sie jawnie i
pod scisla kontrola opinii publicznej, by nie pojawily sie podejrzenia o
tuszowanie sprawy.

W trakcie rozpraw przesluchano dziesiatki swiadkow – policjantow,
detektywow i ekspertow, ktorych zeznania wciaz odslanialy kolejne poszlaki
przeciwko oskarzonemu. Wskazywano miedzy innymi na fakt, ze dobrowolne
testy wariograficzne, ktorym rok wczesniej poddal sie F., ujawnialy
niezgodnosc jego zeznan z faktami. Adwokat oskarzonego ripostowal jednak,
ze nowy kodeks karny ogranicza mozliwosc korzystania z wynikow takich badan.

Jak relacjonowal tygodnik “Echo Turku” w marcu 1997 roku, przed sadem
mezczyzna po raz kolejny zmienil swoje zeznania. Znow przytoczyl historie o
rzekomym porwaniu. Powiedzial, ze dziecko zostalo uprowadzone przez
nieznane mu osoby. Twierdzil, ze dokladnie zapamietal miejsce, w ktorym
widzial porywaczy. Udal sie tam nastepnego dnia i odkryl zwloki chlopca
lezace na kupie gruzu. Wedlug jego relacji przykryl cialo workiem i wrocil
do Konina. Nastepnie poszedl do spowiedzi, podczas ktorej ksiadz mial
poradzic mu, by umozliwil rodzicom chrzescijanski pochowek. Dlatego
ponownie pojechal na miejsce, lecz wtedy ciala juz tam nie bylo – ktos mial
wrzucic je do starej studni stojacej nieopodal.

Na sali sadowej oskarzony zaprzeczal rowniez, ze byl hazardzista.
Utrzymywal, ze nigdy nie byl nawet w salonie gier. W trakcie procesu
zmienil takze taktyke i przeszedl do ataku. Opowiadal o rzekomych
pogrozkach, jakie mialy docierac do niego do aresztu. Ich autorem mial byc
ojciec Olka. Twierdzil, ze Wojciech Ruminkiewicz zorganizowal przeciwko
niemu i jego rodzinie nagonke, przez co zona i corki musialy szukac
schronienia w klasztorze. Oskarzal tez mezczyzne o nielegalne interesy i
utrzymywal, ze to wlasnie jego wrogowie porwali dziecko.

Podczas jednej z rozpraw ojciec Olka zwrocil sie bezposrednio do sprawcy:

– Morderco, czy nie dreczy cie sumienie po tym, jak zabiles mojego syna?

– Dreczy, ale to nic nie wnosi do sprawy – odpowiedzial Krzysztof F.

– 22 stycznia 1996 roku, w dniu swoich urodzin, porwal i zabil mi dziecko.
Zrobil sobie prezent – mowil po rozprawie zrozpaczony ojciec chlopca. – To
chyba cechuje dzieciobojcow – nie potrafia przeprosic ani przyznac sie do
winy – dodal, opisujac okrucienstwo i brak skruchy sprawcy.

Dluznik na wolnosci

23 czerwca 1997 roku Krzysztof F. zostal uznany za winnego porwania i
zabojstwa 11-letniego Olka Ruminkiewicza. Sad skazal go na 25 lat
pozbawienia wolnosci, 8 lat pozbawienia praw publicznych oraz 3 tys. zl
grzywny. Co wiecej, 2 lata po tragedii Wojciech Ruminkiewicz wytoczyl
mordercy swojego syna proces cywilny, domagajac sie 100 tys. zl
zadoscuczynienia.

Podczas pobytu w wiezieniu Krzysztof F. splacil jedynie niewielka czesc
zasadzonej kwoty. Aby uniknac dalszych wyplat, zrzekl sie spadku po
rodzicach i utrzymywal, ze nie posiada zadnego majatku. Po opuszczeniu
wiezienia w 2021 roku podjal prace za minimalne wynagrodzenie, w niepelnym
wymiarze godzin, co uniemozliwialo komornikowi skuteczne zabezpieczenie
naleznosci. Tymczasem kwota dlugu wobec ojca Olka stale rosla i dzis
przekracza 400 tys. zl.

Dopiero po przejsciu Krzysztofa F. na emeryture mozliwe byloby potracanie
czesci jego swiadczenia na rzecz Wojciecha Ruminkiewicza. Jak donosily
jednak media na poczatku 2025 roku, mezczyzna mial zrzec sie prawa do
emerytury, co dodatkowo skomplikowaloby egzekucje. Weryfikacja rachunkow
bankowych, nieruchomosci oraz pojazdow nie przyniosla rowniez zadnych
rezultatow – nie udalo sie znalezc srodkow, z ktorych moglaby zostac
przeprowadzona skuteczna splata dlugu. W tej sytuacji ojcu zamordowanego
11-latka pozostaje oczekiwanie na jakakolwiek realna rekompensate za
tragedie, ktorej doswiadczyl. Mezczyzna nie zamierza jednak czekac z
zalozonymi rekami – gdy komornik zdecydowal o umorzeniu postepowania wobec
dluznika, postanowil zwrocic sie ze skarga do Europejskiego Trybunalu Praw
Czlowieka w Strasburgu. Domaga sie zmian w przepisach, tak aby w podobnych
sytuacjach sprawca nie mial mozliwosci swiadomego i celowego uchylania sie
od obowiazku zaplaty zasadzonego odszkodowania.

Po tragicznej smierci swojego syna, Olka, Wojciech Ruminkiewicz nie zamknal
sie w bolu. W gescie pamieci i solidarnosci z innymi rodzicami, ktorzy
doswiadczyli podobnej tragedii, zalozyl Ogolnopolskie Stowarzyszenie Rodzin
Zamordowanych Dzieci. Organizacja miala na celu wspieranie rodzin ofiar
przemocy, pomoc w przezywaniu zaloby oraz naglasnianie problemu przemocy
wobec dzieci. Jednym z najwazniejszych przedsiewziec stowarzyszenia byl
coroczny Ogolnopolski Turniej Pilki Noznej Dzieci im. Olka Ruminkiewicza,
organizowany przy jednej ze szkol podstawowych w Koninie. Wydarzenie to nie
tylko upamietnialo tragicznie zmarlego 11-latka i inne dzieci, ktore padly
ofiara przemocy, lecz takze tworzylo przestrzen, w ktorej mlodzi sportowcy
mogli czerpac radosc z gry, rozwijac swoje umiejetnosci i osobowosc. Wedlug
dostepnych informacji stowarzyszenie zakonczylo swoja dzialalnosc w 2016
roku.

Choc od tragedii Olka minelo wiele lat, jeszcze w 2025 roku dziennikarze
programu “Reporterzy” dotarli do Krzysztofa F. Na pytanie, czy zamierza
splacic swoj dlug wobec rodziny Ruminkiewiczow, mezczyzna odpowiedzial
krotko:

– No, chyba nie” Ja naprawde bym chcial, ale nie mam w tej chwili z czego.

Tymczasem Wojciech Ruminkiewicz zapowiada, ze jesli kiedykolwiek otrzyma
nalezne mu pieniadze, w calosci przeznaczy je na cele charytatywne.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.