Dzien dobry – tu Polska – 29 sierpnia 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 231 (6204) 29 sierpnia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
-Legia Warszawa poznala swoich rywali w fazie grupowej Ligi Europy.
Zespol prowadzony przez Czeslawa Michniewicza zmierzy sie w grupie z
wloskim SSC Napoli, angielskim Leicester City FC i rosyjskim Spartakiem
Moskwa.
Mecze fazy grupowej zostana rozegrane 16 i 30 wrzesnia, 21 pazdziernika,
4 i 25 listopada oraz 9 grudnia.

-Grupy Ligi Mistrzow w sezonie 2021/2022
Grupa A: Manchester City, PSG, RB Lipsk, Club Brugge,
Grupa B: Atletico Madryt, Liverpool, Porto, AC Milan,
Grupa C: Sporting Lizbona, Borussia Dortmund, Ajax, Besiktas,
Grupa D: Inter, Real Madryt, Szachtar, Sheriff Tyraspol,
Grupa E: Bayern Monachium, Barcelona, Benfica, Dynamo Kijow,
Grupa F: Villarreal, Manchester United, Atalanta, Young Boys Berno,
Grupa G: Lille, Sevilla, Salzburg, Wolfsburg,
Grupa H: Chelsea, Juventus, Zenit, Malm�s FF.

-Klopoty Paulo Sousy. Kontuzje waznych zawodnikow reprezentacji Polski
Tradycja zostala podtrzymana – kiedy zblizaja sie mecze reprezentacji
Polski, Paulo Sousie przybywa problemow kadrowych. Selekcjonerowi kadry
wypadaja kolejni wazni pilkarze.
Najwiekszym pechowcem jest Mateusz Klich. To juz pewne – pomocnik Leeds
United nie przyjedzie na zgrupowanie, jego wynik testu na obecnosc
koronawirusa dal wynik pozytywny. Pilkarz zostaje w Anglii, musi
przebywac w izolacji. Zna juz to doskonale, przechodzil ja w marcu, tyle
ze w Polsce. Przed meczami z Wegrami, Andora i Anglia okazalo sie, ze
mial pozytywny wynik testu, Sousa nie mogl go brac pod uwage, ustalajac
sklad na te spotkania.
Wydawaloby sie, ze Klich moze czuc sie bezpieczny: przeszedl chorobe,
zostal przed EURO 2020 zaszczepiony preparatem Johnson&Johnson. Niestety
– okazalo sie, ze znow jest zakazony koronawirusem. W czwartek przeszedl
pierwszy test, drugi (tym razem PCR), przeprowadzony w piatek
potwierdzil ten wynik.
Jedynym czynnikiem, ktory moze to w pewnym stopniu tlumaczyc jest fakt,
ze kiedy podczas przygotowan do mistrzostw Europy sprawdzano u
kadrowiczow liczbe przeciwcial, on mial ich stosunkowo niewiele.
Drugim pilkarzem, ktory na pewno nie zagra w meczach z Albania i San
Marino jest Piotr Zielinski. Sztab kadry liczy jednak, ze uda sie go
doprowadzic do zdrowia na spotkanie z Anglia, dlatego zabiegal, by
pilkarz przylecial do Polski i byl rehabilitowany przez specjalistow z
kadry. Jego klub wolal, by pilkarz zostal we Wloszech, ale po kilku
dniach rozmow ustalono, ze zawodnik przyleci do Polski.
Zielinski doznal kontuzji przed tygodniem, w 1. kolejce Serie A. W meczu
z Venezia zszedl z murawy jeszcze w pierwszej polowie. Ma bardzo mocno
stluczony miesien czworoglowy, na razie nie jest w stanie normalnie
trenowac. Praca manualna wykonana przez fizjoterapetow moze rozbic
krwiak i sprawic, ze pilkarz pod koniec tygodnia wznowi zajecia.
Duzy problem jest takze z Kacprem Kozlowskim. Pomocnik Pogoni Szczecin
doznal kontuzji na treningu w klubie, nie pojechal na mecz ligowy z
Lechem. Ma naciagniety miesien czworoglowy, w poniedzialek przejdzie
kolejne badania. One zadecyduja o tym, czy przyjedzie do Warszawy na
zgrupowanie, czy zostanie leczyc sie w klubie. Sztab kadry liczy sie z
tym, ze zabraknie go w najblizszych eliminacyjnych spotkaniach.
Do Warszawy przylatuje wielki pechowiec z wiosny – Krzysztof Piatek,
ktory z powodu kontuzji kostki nie pojechal na EURO 2020. Mimo ze w
Herthcie od tego czasu jeszcze nie zagral, to Sousa postanowil go
powolac. Nie wiadomo jeszcze, czy bedzie go bral pod uwage ustalajac
sklady na najblizsze trzy spotkania, czy bedzie po prostu na miejscu
monitorowany, sprawdzi, jak wyglada jego dochodzenie do dawnej formy.
Poczatek zgrupowania w poniedzialek, pierwszy mecz Polacy zagraja w
czwartek z Albania (2.09), drugi w niedziele z San Marino (5.09), a
trzecie spotkanie czeka ich 8 wrzesnia – z Anglia.
EKSTRAKLASA
6 kolejka
Nieciecza-Cracovia 1-2
Gornik Zabrze-Piast Gliwice 0-1
Lech Poznan-Pogon Szczecin 1-1
Lechia Gdansk-Radomiak Radom 2-2
Stal Mielec-Gornik Leczna 2-0
Warta Poznan-Jagiellonia Bialystok 1-1
WIsla Plock-Rakow CZestochowa 1-1
Zaglebie Lubin-Slask Wroclaw 1-3
Wisla Krakow-Legia Warszawa 1-0
1.Lech 14pkt
2.Pogon 11pkt
3.Wisla Krakow 10pkt
4.Slask Wroclaw 10pkt
5.Piast 10pkt
6.Lechia 9pkt
7.Radomiak 8pkt
8.Jagiellonia 8pkt
9.Wisla Plock 7pkt
10.Rakow 7pkt
11.Stal Mielec 7pkt
12.Cracovia 7pkt
13.Warta 6pkt
14.Legia 6pkt
15.Gornik 6pkt
16.Zaglebie Lubin 6pkt
17.Nieciecza 2pkt
18.Leczna 2pkt
– Lechia Gdansk w pierwszej polowie wrecz zmiazdzyla Radomiaka i do
przerwy prowadzila 2:0. Potem kompletnie spoczela na laurach i w
niezrozumialy sposob dala sobie wyrwac pewne wydawalo sie zwyciestwo.
Radomiak przyjechal do Gdanska na mecz Ekstraklasy po raz pierwszy od
ponad 30 lat, a za zespolem wybrala sie nad morze spora grupa kibicow,
ktora od poczatku bardzo glosno wspierala swoich zawodnikow. Jednak ci
od pierwszych minut zostali wrecz napadnieci przez pilkarzy Lechii. Na
dzwiek gwizdka sedziego Tomasza Kwiatkowskiego ludzie Piotra Stokowca
momentalnie ruszyli do natarcia, a regularna nawalnica trwala dobre pol
godziny.
W tym czasie gdanski zespol zdobyl dwa gole, a mogl wiecej. Znow
nieskuteczny byl Lukasz Zwolinski, ktory po wrecz eleganckim zagraniu
Mario Malocy za linie obrony rywala mial przed soba tylko bramkarza
Radomiaka Filipa Majchrowicza. Do bramki bylo nie wiecej niz cztery
metry, jednak napastnik Lechii nie dal rady skierowac pilki do siatki.
Kilka minut pozniej znow dobrym podaniem w tempo popisal sie Maloca (z
tej strony Chorwata nie znalismy), jego adresat Mateusz Zukowski
podciagnal kilka metrow i z ostrego kata poteznie huknal w samo okienko.
To byla prawdziwa petarda i kolejne potwierdzenie, ze 19-letni obronca
Lechii coraz pewniej czuje sie w zespole.
Goscie wygladali na mocno przytloczonych tym, co dzieje sie na boisku,
popelniali sporo bledow. Po jednym z nich (zbyt slabe podanie pilkarza
Radomiaka do swojego bramkarza) llkay Durmus uprzedzil Majchrowskiego,
ktory interweniowal poza polem karnym. W tej sytuacji mogl faulowac
Turka, a wowczas skonczyloby sie to niechybna czerwona kartka. Jednak
sedzia Kwiatkowski nie dopatrzyl sie przewinienia, a VAR nie interweniowal.
Kolejny zryw Durmusa juz zakonczyl sie bramka. Turek dosrodkowal w pole
karne, tam pogubili sie obroncy Radomiaka, Jaroslaw Kubicki przytomnie
wycofal do Macieja Gajosa, ktory bez problemu umiescil pilke w bramce.
Nie minelo nawet 20 minut, a goscie wygladali na ludzi, ktorzy jak
najszybciej chcieliby uciec do szatni.
Jednak w koncowce pierwszej polowy, wykorzystujac fakt, ze Lechia troche
zwolnila tempo, kilka razy doszli do niezlych pozycji. Najlepsza
zmarnowal Mateusz Radecki, ktory poslal pilke wysoko nad poprzeczka.
Gola zdobyc sie nie udalo, ale te kilkanascie minut dalo gosciom
nadzieje, ze jeszcze nie wszystko stracone.
Tym bardziej, ze Lechia w pewnym momencie po prostu stanela. Jej
pilkarze zadowolili sie trzema kwadransami naprawde dobrej gry, a potem
uznali, ze swoje juz zrobili. Majac rywala na lopatkach, zamiast po
sportowemu go dobic, dzentelmensko podali mu reke. A Radomiak skorzystal
z zaproszenia i w ciagu pieciu minut doprowadzil do wyrownania!
Kontaktowego gola ladnym strzalem glowa zdobyl rezerwowy Luis Machado.
Chwile pozniej w swoim polu karnym tzw. parade obronna wykonal Kubicki.
A poniewaz przy okazji pilka trafila go w reke, sedzia Kwiatkowski – po
analizie VAR – slusznie wskazal na 11. metr. Wyrok wykonal Karol Angielski.
Tym razem to lechisci wygladali na zamroczonych. W absolutnie
niezrozumialy sposob wypuscili oni z rak bezpieczne wydawalo sie
prowadzenie, a mentalnie te trzy punkty zapisali sobie juz dawno. W tej
sytuacji trudno bylo im wrocic do takiej gry jak w pierwszej polowie.
Radomiak poczul krew, jego pilkarze ewidentnie nabrali ochoty na
wywalczenie pelnej puli i dalej atakowal.
Lechia potrzebowala dluzszego momentu, zeby dojsc do siebie, ale w
ostatnim kwadransie jeszcze zerwala sie w poszukiwaniu zwycieskiej
bramki. Niezla zmiane dal Bassekou Diabate, ktory byl o krok od zdobycia
pierwszej bramki w Ekstraklasie, ale po jego strzale i interwencji
jednego z obroncow pilka minimalnie minela slupek. Jednak ataki
gospodarzy byly zbyt nerwowe, na przyklad wspomniany Diabate w ostatnich
sekundach fatalnie spartaczyl kontre, w ktorej gospodarze wychodzili z
przewaga trzech na jednego.
Zbyt nerwowe ataki nie przyniosly juz skutku i Lechia tylko zremisowala
z Radomiakiem, w absolutnie niezrozumialy sposob tracac dwa punkty. To
byla kara za grzech zaniechania w drugiej polowie.

-Sobotnie spotkanie z Radomiakiem bylo ostatnim dla Piotra Stokowca w
roli trenera Lechii Gdansk. Kontrakt zostal rozwiazany za porozumieniem
stron.
Tego nie spodziewal sie nikt. Szczegolnie chodzi o moment rozstania z
trenerem, ktorego umowa konczyla sie w czerwcu przyszlego roku. Lechia
niezle zaczela obecny sezon, znajduje sie w czolowce tabeli (aktualnie
jest czwarta). Jednak po sobotnim spotkaniu z Radomiakiem (remis 2:2)
Piotr Stokowiec przestal pelnic funkcje szkoleniowca Lechii. Wedlug
naszych informacji wynik tego meczu nie mial wplywu na decyzje klubu,
zostala ona podjeta wczesniej, kwestia bylo, kiedy wejdzie w zycie.
Kontrakt zostal rozwiazany za porozumieniem stron. Nowym trenerem Lechii
ma zostac Tomasz Kaczmarek, dotychczasowy asystent Kosty Runjaicia w
Pogoni Szczecin
Gdanski klub nazwisko nowego trenera ma oglosic na poczatku przyszlego
tygodnia.
Trener Stokowiec prace w Lechii rozpoczal na poczatku marca 2018 roku.
Poprowadzil zespol w 139 oficjalnych meczach. Jego bilans to 66
zwyciestw, 33 remisy i 40 porazek. Pod jego wodza bialo-zieloni
wywalczyli Puchar Polski i Superpuchar Polski, zdobyli rowniez 3.
miejsce w rozgrywkach Ekstraklasy. To wszystko w sezonie 2018/19, ktory
byl najlepszy w historii klubu.
Wraz ze Stokowcem z klubem pozegnali sie z jego wspolpracownicy – Lukasz
Smolarow, Mariusz Szymkiewicz oraz Jaroslaw Bak.

-Pilkarze Pogoni zremisowali na wyjezdzie z Lechem Poznan 1:1. W stolicy
Wielkopolski z dobrej strony pokazal sie Kamil Grosicki, ktory rozpoczal
bramkowa akcje portowcow. Szczecinianie moga jednak czuc spory niedosyt,
poniewaz rywal dlugo gral w oslabieniu i doprowadzil do wyrownania w
samej koncowce.
– Jestesmy w stanie spowodowac, ze Lech przegra pierwszy mecz w tym
sezonie – zapowiadal przed pierwszym gwizdkiem trener portowcow Kosta
Runjaic.
Sobotnie spotkanie w stolicy Wielkopolski bylo zapowiadane jako
zdecydowanie najciekawsze w 6. kolejce rozgrywek ekstraklasy. Narracja
nie mogla byc inna, skoro liderujacy Lech podejmowal druga w ligowej
tabeli Pogon.
Szczecinianie chcieli ograc niepokonanego do tej pory przeciwnika i
zajac jego miejsce na czele stawki. Mecz z Lechem mial byc prawdziwa
weryfikacja faktycznej dyspozycji portowcow, ktorzy od poczatku sezonu
osiagaja co prawda niezle wyniki, ale nie zawsze porywaja kibicow swoja
postawa na boisku.
– Widac, ze Lech chce siegnac po mistrzostwo w swoim jubileuszowym
sezonie [w przyszlym roku poznanski klub bedzie swietowal stulecie
istnienia – red.], ale na treningach widzialem, ze moj zespol jest w
stanie zranic rozpedzonego rywala – przekonywal Runjaic.
Asem w rekawie szkoleniowca Pogoni mial byc Kamil Grosicki. 33-letni
skrzydlowy – po sensacyjnym podpisaniu kontraktu w Szczecinie – zdazyl
zaliczyc z nowym zespolem tylko kilka treningow, ale i tak pojechal do
Poznania.
– Oczywiscie nie wyjdzie na boisko w pierwszym skladzie, ale zabieramy
go po to, zeby zadebiutowal i zagral kilka minut – zapowiadal trener. –
Widac, ze ma jeszcze spore zaleglosci treningowe, ale jestem bardzo
zadowolony z jego postawy na treningach. Mysle, ze powinien szybko
wrocic do pelnej dyspozycji i okaze sie realnym wzmocnieniem dla zespolu.
Grosicki mecz faktycznie zaczal na lawce, choc Runjaic – biorac pod
uwage problemy kadrowe – pewnie zastanawial sie, czy nie poslac nowej
gwiazdy na murawe juz od pierwszej minuty. Z powodu urazow do Poznania
nie pojechal m.in. tercet liderow drugiej linii: kapitan Damian
Dabrowski, reprezentant Polski Kacper Kozlowski oraz Alexander Gorgon.
Ale Pogon, pomimo kilku oslabien, w pierwszej polowie zaprezentowala sie
co najmniej przyzwoicie. Juz w 2. minucie pilka dosc przypadkowo
znalazla sie pod nogami Piotra Parzyszka, ktory bez zawahania oddal
strzal z linii pola karnego. Futbolowka odbila sie od jednego z rywali i
minimalnie minela slupek poznanskiej bramki.
Goscie jeszcze blizej wyjscia na prowadzenie byli po kwadransie. Z rzutu
roznego precyzyjnie dosrodkowal Michal Kucharczyk, a zupelnie
niepilnowany Benedikt Zech z kilku metrow uderzyl nad poprzeczka. To
byla stuprocentowa sytuacja do zdobycia pierwszego gola, a rozczarowany
obronca z Austrii az padl na kolana ze zlosci, ze az tak spudlowal.
A Lech nie zaprezentowal swoim kibicom absolutnie niczego godnego
odnotowania. Gospodarze meczyli sie w powolnym i czytelnym ataku
pozycyjnym, na ktory Pogon bardzo szybko znalazla sposob. Portowcy grali
wysokim pressingiem, swietnie odcinajac od podan ofensywnych liderow
przeciwnika.
W efekcie szczecinski bramkarz Dante Stipica przez cala pierwsza polowe
byl zupelnie bezrobotny. Podobnie zreszta jak jego vis-a-vis miedzy
slupkami Lecha, bo na polmetku spotkania zaden z zespolow nie mogl
pochwalic sie ani jednym celnym strzalem. To byla dosc wstydliwa
statystyka biorac pod uwage, ze mecz okreslano mianem “hitu”.
Trener Lecha Maciej Skorza w przerwie trafnie zdiagnozowal, ze musi
wpuscic na boisko jakiegos niekonwencjonalnego zawodnika, ktory bedzie w
stanie zaskoczyc dobrze ustawiona w obronie Pogon. Na boisku zameldowal
sie Pedro Tiba i – z perspektywy gospodarzy – byl to znakomity wybor.
Portugalczyk od razu zabral sie do pracy i najpierw prostopadlym
podaniem otworzyl droge do bramki Mikaelowi Ishakowi (strzal zablokowany
przez Michala Kucharczyka), a chwile pozniej sam poteznie kropnal zza
pola karnego i sprawil mnostwo problemow Stipicy, ktory nareszcie mogl
sie rozgrzac.
Lech zaczal sie rozpedzac (m. in. uderzenie Joao Amarala w slupek) i
wydawalo sie, ze otwarcie wyniku przez gospodarzy jest juz tylko kwestia
czasu, ale poznaniacy nieoczekiwanie sami skomplikowali sobie sytuacje.
Na pol godziny przed koncem czerwona kartke zobaczyl Nika Kvekveskiri.
Kosta Runjaic zdecydowal, ze to idealny moment, zeby wpuscic na boisko
Grosickiego. 33-letni wychowanek Pogoni szybko splacil kredyt zaufania i
w swietnym stylu przywital sie z ekstraklasa. Najpierw w 83. minucie
perfekcyjnie dosrodkowal na glowe Jeana Carlosa Silvy (pierwszy celny
strzal portowcow w tym meczu prosto w rece bramkarza), a chwile pozniej
zaczal akcje, ktora zakonczyla sie golem innego rezerwowego – Luki
Zahovicia (asysta Kacpra Smolinskiego).
Wydawalo sie, ze po tym ciosie grajacy w oslabieniu Lech juz sie nie
podniesie, ale w doliczonym czasie gry znowu przypomnial o sobie Tiba,
ktory pieknym strzalem z polwoleja pokonal Stipice i tym samym uratowal
gospodarzom cenny remis. Dzieki temu Lech zachowal pozycje lidera
ekstraklasy przed dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna. Pogon jest druga.
I LIGA
6 kolejka
Stomil Olsztyn-LKS Lodz 0-3
Resovia Rzeszow-Korona Kielce 0-1
Miedz Legnica-Jastrzebie 1-1
Arka Gdynia-Odra Opole 3-0
Widzew Lodz-Gornik Polkowice 4-2
Chrobry Glogow-Katowice 4-0
Podbeskidzie-Puszcza Niepolomice 4-0
Zaglebie Sosnowiec-Tychy, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
Mecz Sandecja-Skra Czestochowa przelozony na 13 pazdziernika
1.Korona 18pkt
2.Widzew 15pkt
3.Miedz 14pkt
4.LKS 11pkt
5.Chrobry 10pkt
6.Arka 10pkt
7.Odra 9pkt
8.Podbeskidzie 9pkt
9.Sandecja 7pkt
10.Resovia 6pkt
11.Jastrzebie 6pkt
12.Katowice 6pkt
13.Tychy 5pkt
14.Polkowice 5pkt
15.Zaglebie Sosnowiec 4pkt
16.Skra 4pkt
17.Puszcza 4pkt
18.Stomil 0pkt

-“A co bedzie, gdy Lewandowski juz przestanie grac w pilke?”- Wojciech
Kuczok
Odlegly, ale przeczuwalny juz moment zakonczenia kariery przez Roberta
Lewandowskiego bedzie dla polskich kibicow poczatkiem bezdennej zaloby i
wielkiej smuty.
Jako felietonista niby mam komfort dowolnosci dobierania tematow, ale
rozsadek podpowiada, ze jak czlek bedzie pisal o tym, co nie zajmuje
nikogo innego na swiecie, predko swoj status piszacego “z wolnej stopy”
straci. Przykladam wiec kilka miar do wydarzen pilkarskich, zanim sie o
nich rozpisze.
Wedle miary donioslosci wlasciwie od lat kazdy tekst powinienem
poswiecac Robertowi Lewandowskiemu, albowiem przyszlo nam zyc w czasie
nieustannego zwyzkowania formy futbolowego geniusza. Odlegly, ale
przeczuwalny juz moment zakonczenia jego kariery bedzie dla polskich
kibicow poczatkiem bezdennej zaloby i wielkiej smuty, z czasem przyjdzie
rozliczyc sumienie z kazdego felietonu, w ktorym o Lewandowskim sie nie
wspomnialo. Ten czlowiek dawno juz przeszedl ludzkie pojecie, teraz juz
moze przejsc tylko samego siebie i czyni to tydzien w tydzien, mecz w
mecz, trafiajac do siatki tak czesto, ze kronikarze nie nadazaja z
poprawianiem statystyk i uwzglednianiem kolejnych rekordow. Z
Lewandowskim w takiej formie zadne sily nie straca Paulo Sousy ze stolka
selekcjonerskiego, zakladam, ze z Albania mecz wygra sam, zas z Anglia
uwzniosli kompanow z kadry, ze tak powiem: wniebowezmie ich, tak by
zagrali nad stan i zwyciezyli.
Jesli donioslosc zastapic miara klikalnosci, sondaze nakazalyby mi
nieustajaco wspominac o Legii, nie tyle z powodu nieprzebranej rzeszy
jej kibicow, ale z uwagi na to, ze reszta ludozerki Legii nie cierpi i
przezywa esktatyczna schadenfreude, gdy sie ze stolecznego klubu
pokpiwa, zen sarka lub nan smarka. Owszem, na Lazienkowskiej w czwartek
bylem, wiem zatem, ze Legia do Ligi Europy weszla na farcie, ktory
rychlo okazac sie niefartem moze. Grajac przez dziewiecdziesiat minut z
przewaga zawodnika wymeczyla zwyciestwo dzieki dziarskiemu bramkarzowi w
wieku srednim, w przypadku Napoli i Leicester sedzia musialby wlepic na
starcie po trzy czerwone kartki rywalom, zeby ekipa Michniewicza podjela
wyrownana walke. W tym wlasnie sek, ze Legionisci potrafili powalczyc ze
Slavia jak rowny z rownym, dopiero kiedy po rowno nie bylo. Teraz
wylosowali grupe “na zero punktow” i zero dodatkowych wplywow, w Lidze
Konferencji daloby sie zarobic troche punktow = grajcarow, nawet nie
awansujac dalej – oto i nieszczescie w szczesciu.
Kierujac sie miara uczuc wlasnych, bylbym oczywiscie niestrudzonym
kronikarzem poczynan Ruchu Chorzow, dzieki ktoremu teraz zwiedzam
przytulne obiekty mazowieckich drugoligowcow i odkrywam cnoty
pilkarskiej kameralistyki. Stadion maly, to i twarze graczy widac, ich
mimike, oddechy i pokrzykiwania slychac, ba, pot nawet mozna poczuc –
ale to sa rzeczy oczywiste.
W sobote na stadionie Pogoni Grodzisk Mazowiecki zrozumialem rzecz dla
mnie nowa: kluby bez trybun co prawda oszczedzaja na infrastrukturze,
ale musza doinwestowac w sprzet. Pilkarze na trzecim poziomie rozgrywek
sile strzalu maja bowiem stosowna, nie powiem: ekstraklasowa, ale
celnosc przasna. Ilosc pilek podarowanych w ciagu meczu sasiadom z
drugiej strony ulicy lub zaginionych w krzaczastej gestwie za plotem
jest zatrwazajaca – spokojnie tak z dziesiec futbolowek na mecz trzeba
przygotowac; moze dlatego transfery w nizszych ligach nierzadko bywaja
bezgotowkowe, placi sie pilkami.
Kibolstwo zaciezne w klubach nieduzych tez ma swoje sektory, odpowiednio
oczywiscie mniejsze, ale pirotechnika pochwalic sie chce swiatu – nie
wyglada to tak efektownie jak na Zylecie, ale przynajmniej wiatr szybko
rozwiewa watpliwosci. Troche ognia, troche dymu, falszywy alarm w
remizie i mozna grac dalej. Siedzial przede mna kibic krewki, a z gornej
czesci jego plecow straszyl napis “NIENAWIDZIMY WSZYSTKICH…” –
docenialem jego bezkompromisowosc, dopoki nie poderwal sie radosnie po
golu zdobytym przez gospodarzy i odslonil dolna czesc t-shirtu, gdzie
stalo “…KOCHAMY LEGIE”.
E tam, ja was wszystkich kocham, wystarczy, ze sedzia gwizdnie na
poczatek i juz mi dobrze; odszczekuje wszelkie pochwaly pustych
stadionow pandemicznych – przyszlo mi w koncu zrozumiec, ze futbol bez
kibicow nie ma sensu.

FORMULA 1
F1: Kuriozalne Grand Prix Belgii. Kibice mokli, wygral Verstappen
Grand Prix Belgii mialo kuriozalny przebieg i mozna by powiedziec, ze
sie nie odbylo, gdyby nie to, ze zaliczono wyniki z trzech okrazen.
Organizatorom szyki pokrzyzowal deszcz i wiekszosc czasu kierowcy
spedzili poza torem. Oficjalnie wygral jednak Max Verstappen.
Nie ulewny, a nieustajacy i przenikliwy deszcz w zasadzie uniemozliwil
przeprowadzenie wyscigu Formuly 1 na torze w Spa. Padalo przez caly
dzien, do tego mocno wialo i bylo zimno. To bardzo trudne warunki dla
bolidow F1. Kierowcy wsiedli do bolidow tylko na chwile. Wtedy jeszcze
nie przypuszczali, ze wyniki z trzech okrazen zostana uznane za
ostateczne. Dzieki temu wygral Max Verstappen, a co bardziej zaskakujace
na podium znalazl sie drugi George Russell. Trzeci byl Lewis Hamilton.
Przez kilka godzin opozniano start wyscigu, liczac na poprawe pogody. Ta
jednak sie nie zmieniala i ciagle padalo. Okolo 15.30 zdecydowano sie
wypuscic kierowcow za samochodem bezpieczenstwa na okrazenie
rozgrzewkowe. Jechalo sie jednak tak trudno, ze nie mialo to wiekszego
sensu. Kierowcy donosili, ze doslownie nic nie widzieli. Dla przykladu –
George Russell, jadacy za Maxem Verstappenem, mowil, ze nie widzial
nawet mocnych czerwonych swiatel na tyle samochodu Holendra.
O 18:17 wyscig zostal wznowiony, ale nie na dlugo. Warunki w ogole sie
nie poprawily i chwile pozniej wywieszono czerwona flage, a kierowcom
zjazd z toru, ktory kompletnie nie nadawal sie do jazdy.

ZUZEL
-Bitwa gigantow w Togliatti. Zmarzlik nie zatrzymal Laguty, ale prowadzi
w GP
Artiom Laguta wygral pierwszy w historii turniej Grand Prix w Rosji. Na
podium w Togliatti staneli rowniez Bartosz Zmarzlik i Anders Thomsen. W
klasyfikacji generalnej Zmarzlik obronil prowadzenie, ale Lagute
wyprzedza tylko o punkt. Do konca zmagan pozostaly trzy rundy.
Turniej w Togliatti zapowiadal sie dla obroncy mistrzowskiego tytulu
Bartosza Zmarzlika jako moment szczegolnej proby. Polak, ktory po
zawodach Mälilli wyprzedzal Artioma Lagute o trzy punkty, musial tym
razem podjac rekawice na terenie najgrozniejszego rywala. Wprawdzie
gorzowianin mial z tego miejsca niezle wspomnienia, bo bardzo dobrze
spisal sie w Togliatti przed dwoma laty w finale Speedway of Nations,
ale to na korzysc Rosjanina przemawiala znajomosc toru oraz fakt, ze
zwykle kluczowa role na rosyjskim owalu odgrywaja starty.
Tak bylo rownez i tym razem. Juz w pierwszej serii spotkali sie pod
tasma Laguta i Zmarzlik. Rosjanin nie dal szans Polakowi. Zdystansowal
cala stawke, a mistrz swiata musial zadowolic sie jednym punktem. Od
poczatku rywalizacji znakomicie radzil sobie rowniez drugi z gospodarzy
Emil Sajfutdinow, ktory na otwarcie pozostawil w pokonanym polu Macieja
Janowskiego. Wroclawianin mial w Rosji nadzieje na odrobienie czesci
strat do czolowej trojki, ale od poczatku wydarzenia ukladaly sie nie po
jego mysli. W drugim wyscigu mial problem z opanowaniem motocykla na
drugim luku, co skonczylo sie upadkiem.
– Tor rzeczywiscie jest wymagajacy, ale taki sam dla wszystkich –
stwierdzil w przekazie miedzynarodowym w trakcie zawodow Anders Thomsen.
– Na lukach musisz klasc motocykl nizej w lukach i budowac predkosc.
Jest sporo luznego materialu na zewnetrznej czesci toru- skomentowal
Jason Doyle, ktory w Rosji w pierwszych biegach radzil sobie doskonale,
a potem zupelnie sie pogubil. – Zostaly jeszcze trzy rundy, mam
nadzieje, ze uda mi sie przesunac wyzej do konca sezonu – dodal mistrz
swiata z 2017 roku.
Bartosz Zmarzlik po niemrawym poczatku rozkrecal sie w kolejnych
biegach. W biegu 9. spotkala sie cala trojka naszych reprezentantow.
Zmarzlik przegral wprawdzie start z Janowskim, ale napedzil sie po
zewnetrznej i choc rywal nie zostawil mu wiele miejsca przy bandzie,
zdolal przedrzec sie na czolo stawki. Krzysztof Kasprzak wjechal w tasme
i praktycznie pozbawil sie szans na polfinal. Po dorzuceniu dwoch
punktow w kolejnym starcie awans zapewnil sobie Zmarzlik, zas do konca
walczyc o to musial Janowski. Polak potrzebowal punktow w ostatniej
serii. W podobnym polozeniu przed ostatnim wyscigiem fazy zasadniczej
znalazl sie Emil Sajfutdinow, ktory pogubil sie po swietnym poczatku zmagan.
– Bardzo ciezko pracuje z ustawieniami motocykla. Probuje byc coraz
szybszym. Tor szybko sie zmienia, trzeba byc na biezaco, bo w kolejnych
biegach nawierzchnia roznie sie zachowuje. Zostal mi jeden, bardzo wazny
wyscig – mowil po czwartej serii Sajfutdinow.
Rosjanin zdobyl punkt i musial ogladac sie na rywali. Janowski
potrzebowal wygranej do awansu. Przyjechal do mety drugi i pozegnal sie
z rywalizacja, zas Sajfutdinow wjechal do polfinalow. Obaj Rosjanie
trafili do pierwszego z nich. Sajfutdinow w koncu znalazl oczekiwana
predkosc i pewnie wygral bieg. Laguta poczatkowo dal sie wyprzedzic
Lindgrenowi, ale na trzecim okrazeniu ogral Szweda i dzieki temu
gospodarze mieli w finale dwoch przedstawicieli.

EKSTRALIGA
Runda finalowa:
Polfinaly PGE Ekstraligi
5 wrzesnia 2021 (niedziela)
Leszno – Wroclaw
Gorzow – Lublin

KOLARSTWO
Rafal Majka triumfuje na 15. etapie Vuelta a Espana. Zwyciestwo
zadedykowal zmarlemu ojcu
Rafal Majka znowu triumfuje! Po ponad 80 km samotnej ucieczki polski
kolarz zwyciezyl na 15. etapie Vuelta a Espana. Reprezentujacy zespol
UAE team Emirates Majka dojechal do mety ponad minute przed reszta
zawodnikow. Byl to drugi triumf w karierze Polaka na pojedynczym etapie
Vuelty.
Niedzielny etap wyscigu dookola Hiszpanii byl koncem drugiego tygodnia
rywalizacji. Kolarze mieli za zadanie pokonac 197-kilometrowa, gorzysta
trase, co sprawialo, ze polscy kibice mogli miec nadzieje na dobry wynik
swietnego gorala Rafala Majki.
Na ponad 120 km przed meta Polak wzial udzial w ucieczce, ktora
odlaczyla sie od peletonu wyscigu. Gdy do finiszu zostalo 87 km, Majka
zdecydowal sie odjechac reszcie uciekinierow i sprobowac swoich sil w
samotnej walce.
Az do samej mety Majka pozostal niedoscigniony. Polak finiszowal z
przewaga ponad minuty przed Holendrem Stevenem Kruijswijkiem. Trzecie
miejsce zajal Australijczyk Chris Hamilton.
Po zwyciestwie Rafal Majka zdradzil, ze dedykuje ten triumf swojej
rodzinie oraz przede wszystkim zmarlemu w tym roku ojcu. Polak nie kryl
wzruszenia z osiagnietego sukcesu. Byl to jego drugi triumf odniesiony
na pojedynczym etapie hiszpanskiego touru – po raz pierwszy Majka
triumfowal przed czterema laty.
Wyscig Vuelta a Espana potrwa az do 5 wrzesnia. Mimo triumfu na 15.
etapie Rafal Majka nie liczy sie w walce o koncowe zwyciestwo w calym
wyscigu. Poki co liderem klasyfikacji generalnej Vuelty jest Norweg Odd
Christian Eiking.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal, Reksio.

gazetka po poprawce
Odebrane

Piotr Bloch
19:40 (1 godzine temu)
do mnie

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 231 (6204) 29 sierpnia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
-Legia Warszawa poznala swoich rywali w fazie grupowej Ligi Europy.
Zespol prowadzony przez Czeslawa Michniewicza zmierzy sie w grupie z
wloskim SSC Napoli, angielskim Leicester City FC i rosyjskim Spartakiem
Moskwa.
Mecze fazy grupowej zostana rozegrane 16 i 30 wrzesnia, 21 pazdziernika,
4 i 25 listopada oraz 9 grudnia.

-Grupy Ligi Mistrzow w sezonie 2021/2022
Grupa A: Manchester City, PSG, RB Lipsk, Club Brugge,
Grupa B: Atletico Madryt, Liverpool, Porto, AC Milan,
Grupa C: Sporting Lizbona, Borussia Dortmund, Ajax, Besiktas,
Grupa D: Inter, Real Madryt, Szachtar, Sheriff Tyraspol,
Grupa E: Bayern Monachium, Barcelona, Benfica, Dynamo Kijow,
Grupa F: Villarreal, Manchester United, Atalanta, Young Boys Berno,
Grupa G: Lille, Sevilla, Salzburg, Wolfsburg,
Grupa H: Chelsea, Juventus, Zenit, Malm�s FF.

-Klopoty Paulo Sousy. Kontuzje waznych zawodnikow reprezentacji Polski
Tradycja zostala podtrzymana – kiedy zblizaja sie mecze reprezentacji
Polski, Paulo Sousie przybywa problemow kadrowych. Selekcjonerowi kadry
wypadaja kolejni wazni pilkarze.
Najwiekszym pechowcem jest Mateusz Klich. To juz pewne – pomocnik Leeds
United nie przyjedzie na zgrupowanie, jego wynik testu na obecnosc
koronawirusa dal wynik pozytywny. Pilkarz zostaje w Anglii, musi
przebywac w izolacji. Zna juz to doskonale, przechodzil ja w marcu, tyle
ze w Polsce. Przed meczami z Wegrami, Andora i Anglia okazalo sie, ze
mial pozytywny wynik testu, Sousa nie mogl go brac pod uwage, ustalajac
sklad na te spotkania.
Wydawaloby sie, ze Klich moze czuc sie bezpieczny: przeszedl chorobe,
zostal przed EURO 2020 zaszczepiony preparatem Johnson&Johnson. Niestety
– okazalo sie, ze znow jest zakazony koronawirusem. W czwartek przeszedl
pierwszy test, drugi (tym razem PCR), przeprowadzony w piatek
potwierdzil ten wynik.
Jedynym czynnikiem, ktory moze to w pewnym stopniu tlumaczyc jest fakt,
ze kiedy podczas przygotowan do mistrzostw Europy sprawdzano u
kadrowiczow liczbe przeciwcial, on mial ich stosunkowo niewiele.
Drugim pilkarzem, ktory na pewno nie zagra w meczach z Albania i San
Marino jest Piotr Zielinski. Sztab kadry liczy jednak, ze uda sie go
doprowadzic do zdrowia na spotkanie z Anglia, dlatego zabiegal, by
pilkarz przylecial do Polski i byl rehabilitowany przez specjalistow z
kadry. Jego klub wolal, by pilkarz zostal we Wloszech, ale po kilku
dniach rozmow ustalono, ze zawodnik przyleci do Polski.
Zielinski doznal kontuzji przed tygodniem, w 1. kolejce Serie A. W meczu
z Venezia zszedl z murawy jeszcze w pierwszej polowie. Ma bardzo mocno
stluczony miesien czworoglowy, na razie nie jest w stanie normalnie
trenowac. Praca manualna wykonana przez fizjoterapetow moze rozbic
krwiak i sprawic, ze pilkarz pod koniec tygodnia wznowi zajecia.
Duzy problem jest takze z Kacprem Kozlowskim. Pomocnik Pogoni Szczecin
doznal kontuzji na treningu w klubie, nie pojechal na mecz ligowy z
Lechem. Ma naciagniety miesien czworoglowy, w poniedzialek przejdzie
kolejne badania. One zadecyduja o tym, czy przyjedzie do Warszawy na
zgrupowanie, czy zostanie leczyc sie w klubie. Sztab kadry liczy sie z
tym, ze zabraknie go w najblizszych eliminacyjnych spotkaniach.
Do Warszawy przylatuje wielki pechowiec z wiosny – Krzysztof Piatek,
ktory z powodu kontuzji kostki nie pojechal na EURO 2020. Mimo ze w
Herthcie od tego czasu jeszcze nie zagral, to Sousa postanowil go
powolac. Nie wiadomo jeszcze, czy bedzie go bral pod uwage ustalajac
sklady na najblizsze trzy spotkania, czy bedzie po prostu na miejscu
monitorowany, sprawdzi, jak wyglada jego dochodzenie do dawnej formy.
Poczatek zgrupowania w poniedzialek, pierwszy mecz Polacy zagraja w
czwartek z Albania (2.09), drugi w niedziele z San Marino (5.09), a
trzecie spotkanie czeka ich 8 wrzesnia – z Anglia.
EKSTRAKLASA
6 kolejka
Nieciecza-Cracovia 1-2
Gornik Zabrze-Piast Gliwice 0-1
Lech Poznan-Pogon Szczecin 1-1
Lechia Gdansk-Radomiak Radom 2-2
Stal Mielec-Gornik Leczna 2-0
Warta Poznan-Jagiellonia Bialystok 1-1
WIsla Plock-Rakow CZestochowa 1-1
Zaglebie Lubin-Slask Wroclaw 1-3
Wisla Krakow-Legia Warszawa 1-0
1.Lech 14pkt
2.Pogon 11pkt
3.Wisla Krakow 10pkt
4.Slask Wroclaw 10pkt
5.Piast 10pkt
6.Lechia 9pkt
7.Radomiak 8pkt
8.Jagiellonia 8pkt
9.Wisla Plock 7pkt
10.Rakow 7pkt
11.Stal Mielec 7pkt
12.Cracovia 7pkt
13.Warta 6pkt
14.Legia 6pkt
15.Gornik 6pkt
16.Zaglebie Lubin 6pkt
17.Nieciecza 2pkt
18.Leczna 2pkt
– Lechia Gdansk w pierwszej polowie wrecz zmiazdzyla Radomiaka i do
przerwy prowadzila 2:0. Potem kompletnie spoczela na laurach i w
niezrozumialy sposob dala sobie wyrwac pewne wydawalo sie zwyciestwo.
Radomiak przyjechal do Gdanska na mecz Ekstraklasy po raz pierwszy od
ponad 30 lat, a za zespolem wybrala sie nad morze spora grupa kibicow,
ktora od poczatku bardzo glosno wspierala swoich zawodnikow. Jednak ci
od pierwszych minut zostali wrecz napadnieci przez pilkarzy Lechii. Na
dzwiek gwizdka sedziego Tomasza Kwiatkowskiego ludzie Piotra Stokowca
momentalnie ruszyli do natarcia, a regularna nawalnica trwala dobre pol
godziny.
W tym czasie gdanski zespol zdobyl dwa gole, a mogl wiecej. Znow
nieskuteczny byl Lukasz Zwolinski, ktory po wrecz eleganckim zagraniu
Mario Malocy za linie obrony rywala mial przed soba tylko bramkarza
Radomiaka Filipa Majchrowicza. Do bramki bylo nie wiecej niz cztery
metry, jednak napastnik Lechii nie dal rady skierowac pilki do siatki.
Kilka minut pozniej znow dobrym podaniem w tempo popisal sie Maloca (z
tej strony Chorwata nie znalismy), jego adresat Mateusz Zukowski
podciagnal kilka metrow i z ostrego kata poteznie huknal w samo okienko.
To byla prawdziwa petarda i kolejne potwierdzenie, ze 19-letni obronca
Lechii coraz pewniej czuje sie w zespole.
Goscie wygladali na mocno przytloczonych tym, co dzieje sie na boisku,
popelniali sporo bledow. Po jednym z nich (zbyt slabe podanie pilkarza
Radomiaka do swojego bramkarza) llkay Durmus uprzedzil Majchrowskiego,
ktory interweniowal poza polem karnym. W tej sytuacji mogl faulowac
Turka, a wowczas skonczyloby sie to niechybna czerwona kartka. Jednak
sedzia Kwiatkowski nie dopatrzyl sie przewinienia, a VAR nie interweniowal.
Kolejny zryw Durmusa juz zakonczyl sie bramka. Turek dosrodkowal w pole
karne, tam pogubili sie obroncy Radomiaka, Jaroslaw Kubicki przytomnie
wycofal do Macieja Gajosa, ktory bez problemu umiescil pilke w bramce.
Nie minelo nawet 20 minut, a goscie wygladali na ludzi, ktorzy jak
najszybciej chcieliby uciec do szatni.
Jednak w koncowce pierwszej polowy, wykorzystujac fakt, ze Lechia troche
zwolnila tempo, kilka razy doszli do niezlych pozycji. Najlepsza
zmarnowal Mateusz Radecki, ktory poslal pilke wysoko nad poprzeczka.
Gola zdobyc sie nie udalo, ale te kilkanascie minut dalo gosciom
nadzieje, ze jeszcze nie wszystko stracone.
Tym bardziej, ze Lechia w pewnym momencie po prostu stanela. Jej
pilkarze zadowolili sie trzema kwadransami naprawde dobrej gry, a potem
uznali, ze swoje juz zrobili. Majac rywala na lopatkach, zamiast po
sportowemu go dobic, dzentelmensko podali mu reke. A Radomiak skorzystal
z zaproszenia i w ciagu pieciu minut doprowadzil do wyrownania!
Kontaktowego gola ladnym strzalem glowa zdobyl rezerwowy Luis Machado.
Chwile pozniej w swoim polu karnym tzw. parade obronna wykonal Kubicki.
A poniewaz przy okazji pilka trafila go w reke, sedzia Kwiatkowski – po
analizie VAR – slusznie wskazal na 11. metr. Wyrok wykonal Karol Angielski.
Tym razem to lechisci wygladali na zamroczonych. W absolutnie
niezrozumialy sposob wypuscili oni z rak bezpieczne wydawalo sie
prowadzenie, a mentalnie te trzy punkty zapisali sobie juz dawno. W tej
sytuacji trudno bylo im wrocic do takiej gry jak w pierwszej polowie.
Radomiak poczul krew, jego pilkarze ewidentnie nabrali ochoty na
wywalczenie pelnej puli i dalej atakowal.
Lechia potrzebowala dluzszego momentu, zeby dojsc do siebie, ale w
ostatnim kwadransie jeszcze zerwala sie w poszukiwaniu zwycieskiej
bramki. Niezla zmiane dal Bassekou Diabate, ktory byl o krok od zdobycia
pierwszej bramki w Ekstraklasie, ale po jego strzale i interwencji
jednego z obroncow pilka minimalnie minela slupek. Jednak ataki
gospodarzy byly zbyt nerwowe, na przyklad wspomniany Diabate w ostatnich
sekundach fatalnie spartaczyl kontre, w ktorej gospodarze wychodzili z
przewaga trzech na jednego.
Zbyt nerwowe ataki nie przyniosly juz skutku i Lechia tylko zremisowala
z Radomiakiem, w absolutnie niezrozumialy sposob tracac dwa punkty. To
byla kara za grzech zaniechania w drugiej polowie.

-Sobotnie spotkanie z Radomiakiem bylo ostatnim dla Piotra Stokowca w
roli trenera Lechii Gdansk. Kontrakt zostal rozwiazany za porozumieniem
stron.
Tego nie spodziewal sie nikt. Szczegolnie chodzi o moment rozstania z
trenerem, ktorego umowa konczyla sie w czerwcu przyszlego roku. Lechia
niezle zaczela obecny sezon, znajduje sie w czolowce tabeli (aktualnie
jest czwarta). Jednak po sobotnim spotkaniu z Radomiakiem (remis 2:2)
Piotr Stokowiec przestal pelnic funkcje szkoleniowca Lechii. Wedlug
naszych informacji wynik tego meczu nie mial wplywu na decyzje klubu,
zostala ona podjeta wczesniej, kwestia bylo, kiedy wejdzie w zycie.
Kontrakt zostal rozwiazany za porozumieniem stron. Nowym trenerem Lechii
ma zostac Tomasz Kaczmarek, dotychczasowy asystent Kosty Runjaicia w
Pogoni Szczecin
Gdanski klub nazwisko nowego trenera ma oglosic na poczatku przyszlego
tygodnia.
Trener Stokowiec prace w Lechii rozpoczal na poczatku marca 2018 roku.
Poprowadzil zespol w 139 oficjalnych meczach. Jego bilans to 66
zwyciestw, 33 remisy i 40 porazek. Pod jego wodza bialo-zieloni
wywalczyli Puchar Polski i Superpuchar Polski, zdobyli rowniez 3.
miejsce w rozgrywkach Ekstraklasy. To wszystko w sezonie 2018/19, ktory
byl najlepszy w historii klubu.
Wraz ze Stokowcem z klubem pozegnali sie z jego wspolpracownicy – Lukasz
Smolarow, Mariusz Szymkiewicz oraz Jaroslaw Bak.

-Pilkarze Pogoni zremisowali na wyjezdzie z Lechem Poznan 1:1. W stolicy
Wielkopolski z dobrej strony pokazal sie Kamil Grosicki, ktory rozpoczal
bramkowa akcje portowcow. Szczecinianie moga jednak czuc spory niedosyt,
poniewaz rywal dlugo gral w oslabieniu i doprowadzil do wyrownania w
samej koncowce.
– Jestesmy w stanie spowodowac, ze Lech przegra pierwszy mecz w tym
sezonie – zapowiadal przed pierwszym gwizdkiem trener portowcow Kosta
Runjaic.
Sobotnie spotkanie w stolicy Wielkopolski bylo zapowiadane jako
zdecydowanie najciekawsze w 6. kolejce rozgrywek ekstraklasy. Narracja
nie mogla byc inna, skoro liderujacy Lech podejmowal druga w ligowej
tabeli Pogon.
Szczecinianie chcieli ograc niepokonanego do tej pory przeciwnika i
zajac jego miejsce na czele stawki. Mecz z Lechem mial byc prawdziwa
weryfikacja faktycznej dyspozycji portowcow, ktorzy od poczatku sezonu
osiagaja co prawda niezle wyniki, ale nie zawsze porywaja kibicow swoja
postawa na boisku.
– Widac, ze Lech chce siegnac po mistrzostwo w swoim jubileuszowym
sezonie [w przyszlym roku poznanski klub bedzie swietowal stulecie
istnienia – red.], ale na treningach widzialem, ze moj zespol jest w
stanie zranic rozpedzonego rywala – przekonywal Runjaic.
Asem w rekawie szkoleniowca Pogoni mial byc Kamil Grosicki. 33-letni
skrzydlowy – po sensacyjnym podpisaniu kontraktu w Szczecinie – zdazyl
zaliczyc z nowym zespolem tylko kilka treningow, ale i tak pojechal do
Poznania.
– Oczywiscie nie wyjdzie na boisko w pierwszym skladzie, ale zabieramy
go po to, zeby zadebiutowal i zagral kilka minut – zapowiadal trener. –
Widac, ze ma jeszcze spore zaleglosci treningowe, ale jestem bardzo
zadowolony z jego postawy na treningach. Mysle, ze powinien szybko
wrocic do pelnej dyspozycji i okaze sie realnym wzmocnieniem dla zespolu.
Grosicki mecz faktycznie zaczal na lawce, choc Runjaic – biorac pod
uwage problemy kadrowe – pewnie zastanawial sie, czy nie poslac nowej
gwiazdy na murawe juz od pierwszej minuty. Z powodu urazow do Poznania
nie pojechal m.in. tercet liderow drugiej linii: kapitan Damian
Dabrowski, reprezentant Polski Kacper Kozlowski oraz Alexander Gorgon.
Ale Pogon, pomimo kilku oslabien, w pierwszej polowie zaprezentowala sie
co najmniej przyzwoicie. Juz w 2. minucie pilka dosc przypadkowo
znalazla sie pod nogami Piotra Parzyszka, ktory bez zawahania oddal
strzal z linii pola karnego. Futbolowka odbila sie od jednego z rywali i
minimalnie minela slupek poznanskiej bramki.
Goscie jeszcze blizej wyjscia na prowadzenie byli po kwadransie. Z rzutu
roznego precyzyjnie dosrodkowal Michal Kucharczyk, a zupelnie
niepilnowany Benedikt Zech z kilku metrow uderzyl nad poprzeczka. To
byla stuprocentowa sytuacja do zdobycia pierwszego gola, a rozczarowany
obronca z Austrii az padl na kolana ze zlosci, ze az tak spudlowal.
A Lech nie zaprezentowal swoim kibicom absolutnie niczego godnego
odnotowania. Gospodarze meczyli sie w powolnym i czytelnym ataku
pozycyjnym, na ktory Pogon bardzo szybko znalazla sposob. Portowcy grali
wysokim pressingiem, swietnie odcinajac od podan ofensywnych liderow
przeciwnika.
W efekcie szczecinski bramkarz Dante Stipica przez cala pierwsza polowe
byl zupelnie bezrobotny. Podobnie zreszta jak jego vis-a-vis miedzy
slupkami Lecha, bo na polmetku spotkania zaden z zespolow nie mogl
pochwalic sie ani jednym celnym strzalem. To byla dosc wstydliwa
statystyka biorac pod uwage, ze mecz okreslano mianem “hitu”.
Trener Lecha Maciej Skorza w przerwie trafnie zdiagnozowal, ze musi
wpuscic na boisko jakiegos niekonwencjonalnego zawodnika, ktory bedzie w
stanie zaskoczyc dobrze ustawiona w obronie Pogon. Na boisku zameldowal
sie Pedro Tiba i – z perspektywy gospodarzy – byl to znakomity wybor.
Portugalczyk od razu zabral sie do pracy i najpierw prostopadlym
podaniem otworzyl droge do bramki Mikaelowi Ishakowi (strzal zablokowany
przez Michala Kucharczyka), a chwile pozniej sam poteznie kropnal zza
pola karnego i sprawil mnostwo problemow Stipicy, ktory nareszcie mogl
sie rozgrzac.
Lech zaczal sie rozpedzac (m. in. uderzenie Joao Amarala w slupek) i
wydawalo sie, ze otwarcie wyniku przez gospodarzy jest juz tylko kwestia
czasu, ale poznaniacy nieoczekiwanie sami skomplikowali sobie sytuacje.
Na pol godziny przed koncem czerwona kartke zobaczyl Nika Kvekveskiri.
Kosta Runjaic zdecydowal, ze to idealny moment, zeby wpuscic na boisko
Grosickiego. 33-letni wychowanek Pogoni szybko splacil kredyt zaufania i
w swietnym stylu przywital sie z ekstraklasa. Najpierw w 83. minucie
perfekcyjnie dosrodkowal na glowe Jeana Carlosa Silvy (pierwszy celny
strzal portowcow w tym meczu prosto w rece bramkarza), a chwile pozniej
zaczal akcje, ktora zakonczyla sie golem innego rezerwowego – Luki
Zahovicia (asysta Kacpra Smolinskiego).
Wydawalo sie, ze po tym ciosie grajacy w oslabieniu Lech juz sie nie
podniesie, ale w doliczonym czasie gry znowu przypomnial o sobie Tiba,
ktory pieknym strzalem z polwoleja pokonal Stipice i tym samym uratowal
gospodarzom cenny remis. Dzieki temu Lech zachowal pozycje lidera
ekstraklasy przed dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna. Pogon jest druga.
I LIGA
6 kolejka
Stomil Olsztyn-LKS Lodz 0-3
Resovia Rzeszow-Korona Kielce 0-1
Miedz Legnica-Jastrzebie 1-1
Arka Gdynia-Odra Opole 3-0
Widzew Lodz-Gornik Polkowice 4-2
Chrobry Glogow-Katowice 4-0
Podbeskidzie-Puszcza Niepolomice 4-0
Zaglebie Sosnowiec-Tychy, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
Mecz Sandecja-Skra Czestochowa przelozony na 13 pazdziernika
1.Korona 18pkt
2.Widzew 15pkt
3.Miedz 14pkt
4.LKS 11pkt
5.Chrobry 10pkt
6.Arka 10pkt
7.Odra 9pkt
8.Podbeskidzie 9pkt
9.Sandecja 7pkt
10.Resovia 6pkt
11.Jastrzebie 6pkt
12.Katowice 6pkt
13.Tychy 5pkt
14.Polkowice 5pkt
15.Zaglebie Sosnowiec 4pkt
16.Skra 4pkt
17.Puszcza 4pkt
18.Stomil 0pkt

-“A co bedzie, gdy Lewandowski juz przestanie grac w pilke?”- Wojciech
Kuczok
Odlegly, ale przeczuwalny juz moment zakonczenia kariery przez Roberta
Lewandowskiego bedzie dla polskich kibicow poczatkiem bezdennej zaloby i
wielkiej smuty.
Jako felietonista niby mam komfort dowolnosci dobierania tematow, ale
rozsadek podpowiada, ze jak czlek bedzie pisal o tym, co nie zajmuje
nikogo innego na swiecie, predko swoj status piszacego “z wolnej stopy”
straci. Przykladam wiec kilka miar do wydarzen pilkarskich, zanim sie o
nich rozpisze.
Wedle miary donioslosci wlasciwie od lat kazdy tekst powinienem
poswiecac Robertowi Lewandowskiemu, albowiem przyszlo nam zyc w czasie
nieustannego zwyzkowania formy futbolowego geniusza. Odlegly, ale
przeczuwalny juz moment zakonczenia jego kariery bedzie dla polskich
kibicow poczatkiem bezdennej zaloby i wielkiej smuty, z czasem przyjdzie
rozliczyc sumienie z kazdego felietonu, w ktorym o Lewandowskim sie nie
wspomnialo. Ten czlowiek dawno juz przeszedl ludzkie pojecie, teraz juz
moze przejsc tylko samego siebie i czyni to tydzien w tydzien, mecz w
mecz, trafiajac do siatki tak czesto, ze kronikarze nie nadazaja z
poprawianiem statystyk i uwzglednianiem kolejnych rekordow. Z
Lewandowskim w takiej formie zadne sily nie straca Paulo Sousy ze stolka
selekcjonerskiego, zakladam, ze z Albania mecz wygra sam, zas z Anglia
uwzniosli kompanow z kadry, ze tak powiem: wniebowezmie ich, tak by
zagrali nad stan i zwyciezyli.
Jesli donioslosc zastapic miara klikalnosci, sondaze nakazalyby mi
nieustajaco wspominac o Legii, nie tyle z powodu nieprzebranej rzeszy
jej kibicow, ale z uwagi na to, ze reszta ludozerki Legii nie cierpi i
przezywa esktatyczna schadenfreude, gdy sie ze stolecznego klubu
pokpiwa, zen sarka lub nan smarka. Owszem, na Lazienkowskiej w czwartek
bylem, wiem zatem, ze Legia do Ligi Europy weszla na farcie, ktory
rychlo okazac sie niefartem moze. Grajac przez dziewiecdziesiat minut z
przewaga zawodnika wymeczyla zwyciestwo dzieki dziarskiemu bramkarzowi w
wieku srednim, w przypadku Napoli i Leicester sedzia musialby wlepic na
starcie po trzy czerwone kartki rywalom, zeby ekipa Michniewicza podjela
wyrownana walke. W tym wlasnie sek, ze Legionisci potrafili powalczyc ze
Slavia jak rowny z rownym, dopiero kiedy po rowno nie bylo. Teraz
wylosowali grupe “na zero punktow” i zero dodatkowych wplywow, w Lidze
Konferencji daloby sie zarobic troche punktow = grajcarow, nawet nie
awansujac dalej – oto i nieszczescie w szczesciu.
Kierujac sie miara uczuc wlasnych, bylbym oczywiscie niestrudzonym
kronikarzem poczynan Ruchu Chorzow, dzieki ktoremu teraz zwiedzam
przytulne obiekty mazowieckich drugoligowcow i odkrywam cnoty
pilkarskiej kameralistyki. Stadion maly, to i twarze graczy widac, ich
mimike, oddechy i pokrzykiwania slychac, ba, pot nawet mozna poczuc –
ale to sa rzeczy oczywiste.
W sobote na stadionie Pogoni Grodzisk Mazowiecki zrozumialem rzecz dla
mnie nowa: kluby bez trybun co prawda oszczedzaja na infrastrukturze,
ale musza doinwestowac w sprzet. Pilkarze na trzecim poziomie rozgrywek
sile strzalu maja bowiem stosowna, nie powiem: ekstraklasowa, ale
celnosc przasna. Ilosc pilek podarowanych w ciagu meczu sasiadom z
drugiej strony ulicy lub zaginionych w krzaczastej gestwie za plotem
jest zatrwazajaca – spokojnie tak z dziesiec futbolowek na mecz trzeba
przygotowac; moze dlatego transfery w nizszych ligach nierzadko bywaja
bezgotowkowe, placi sie pilkami.
Kibolstwo zaciezne w klubach nieduzych tez ma swoje sektory, odpowiednio
oczywiscie mniejsze, ale pirotechnika pochwalic sie chce swiatu – nie
wyglada to tak efektownie jak na Zylecie, ale przynajmniej wiatr szybko
rozwiewa watpliwosci. Troche ognia, troche dymu, falszywy alarm w
remizie i mozna grac dalej. Siedzial przede mna kibic krewki, a z gornej
czesci jego plecow straszyl napis “NIENAWIDZIMY WSZYSTKICH…” –
docenialem jego bezkompromisowosc, dopoki nie poderwal sie radosnie po
golu zdobytym przez gospodarzy i odslonil dolna czesc t-shirtu, gdzie
stalo “…KOCHAMY LEGIE”.
E tam, ja was wszystkich kocham, wystarczy, ze sedzia gwizdnie na
poczatek i juz mi dobrze; odszczekuje wszelkie pochwaly pustych
stadionow pandemicznych – przyszlo mi w koncu zrozumiec, ze futbol bez
kibicow nie ma sensu.

FORMULA 1
F1: Kuriozalne Grand Prix Belgii. Kibice mokli, wygral Verstappen
Grand Prix Belgii mialo kuriozalny przebieg i mozna by powiedziec, ze
sie nie odbylo, gdyby nie to, ze zaliczono wyniki z trzech okrazen.
Organizatorom szyki pokrzyzowal deszcz i wiekszosc czasu kierowcy
spedzili poza torem. Oficjalnie wygral jednak Max Verstappen.
Nie ulewny, a nieustajacy i przenikliwy deszcz w zasadzie uniemozliwil
przeprowadzenie wyscigu Formuly 1 na torze w Spa. Padalo przez caly
dzien, do tego mocno wialo i bylo zimno. To bardzo trudne warunki dla
bolidow F1. Kierowcy wsiedli do bolidow tylko na chwile. Wtedy jeszcze
nie przypuszczali, ze wyniki z trzech okrazen zostana uznane za
ostateczne. Dzieki temu wygral Max Verstappen, a co bardziej zaskakujace
na podium znalazl sie drugi George Russell. Trzeci byl Lewis Hamilton.
Przez kilka godzin opozniano start wyscigu, liczac na poprawe pogody. Ta
jednak sie nie zmieniala i ciagle padalo. Okolo 15.30 zdecydowano sie
wypuscic kierowcow za samochodem bezpieczenstwa na okrazenie
rozgrzewkowe. Jechalo sie jednak tak trudno, ze nie mialo to wiekszego
sensu. Kierowcy donosili, ze doslownie nic nie widzieli. Dla przykladu –
George Russell, jadacy za Maxem Verstappenem, mowil, ze nie widzial
nawet mocnych czerwonych swiatel na tyle samochodu Holendra.
O 18:17 wyscig zostal wznowiony, ale nie na dlugo. Warunki w ogole sie
nie poprawily i chwile pozniej wywieszono czerwona flage, a kierowcom
zjazd z toru, ktory kompletnie nie nadawal sie do jazdy.

ZUZEL
-Bitwa gigantow w Togliatti. Zmarzlik nie zatrzymal Laguty, ale prowadzi
w GP
Artiom Laguta wygral pierwszy w historii turniej Grand Prix w Rosji. Na
podium w Togliatti staneli rowniez Bartosz Zmarzlik i Anders Thomsen. W
klasyfikacji generalnej Zmarzlik obronil prowadzenie, ale Lagute
wyprzedza tylko o punkt. Do konca zmagan pozostaly trzy rundy.
Turniej w Togliatti zapowiadal sie dla obroncy mistrzowskiego tytulu
Bartosza Zmarzlika jako moment szczegolnej proby. Polak, ktory po
zawodach Mälilli wyprzedzal Artioma Lagute o trzy punkty, musial tym
razem podjac rekawice na terenie najgrozniejszego rywala. Wprawdzie
gorzowianin mial z tego miejsca niezle wspomnienia, bo bardzo dobrze
spisal sie w Togliatti przed dwoma laty w finale Speedway of Nations,
ale to na korzysc Rosjanina przemawiala znajomosc toru oraz fakt, ze
zwykle kluczowa role na rosyjskim owalu odgrywaja starty.
Tak bylo rownez i tym razem. Juz w pierwszej serii spotkali sie pod
tasma Laguta i Zmarzlik. Rosjanin nie dal szans Polakowi. Zdystansowal
cala stawke, a mistrz swiata musial zadowolic sie jednym punktem. Od
poczatku rywalizacji znakomicie radzil sobie rowniez drugi z gospodarzy
Emil Sajfutdinow, ktory na otwarcie pozostawil w pokonanym polu Macieja
Janowskiego. Wroclawianin mial w Rosji nadzieje na odrobienie czesci
strat do czolowej trojki, ale od poczatku wydarzenia ukladaly sie nie po
jego mysli. W drugim wyscigu mial problem z opanowaniem motocykla na
drugim luku, co skonczylo sie upadkiem.
– Tor rzeczywiscie jest wymagajacy, ale taki sam dla wszystkich –
stwierdzil w przekazie miedzynarodowym w trakcie zawodow Anders Thomsen.
– Na lukach musisz klasc motocykl nizej w lukach i budowac predkosc.
Jest sporo luznego materialu na zewnetrznej czesci toru- skomentowal
Jason Doyle, ktory w Rosji w pierwszych biegach radzil sobie doskonale,
a potem zupelnie sie pogubil. – Zostaly jeszcze trzy rundy, mam
nadzieje, ze uda mi sie przesunac wyzej do konca sezonu – dodal mistrz
swiata z 2017 roku.
Bartosz Zmarzlik po niemrawym poczatku rozkrecal sie w kolejnych
biegach. W biegu 9. spotkala sie cala trojka naszych reprezentantow.
Zmarzlik przegral wprawdzie start z Janowskim, ale napedzil sie po
zewnetrznej i choc rywal nie zostawil mu wiele miejsca przy bandzie,
zdolal przedrzec sie na czolo stawki. Krzysztof Kasprzak wjechal w tasme
i praktycznie pozbawil sie szans na polfinal. Po dorzuceniu dwoch
punktow w kolejnym starcie awans zapewnil sobie Zmarzlik, zas do konca
walczyc o to musial Janowski. Polak potrzebowal punktow w ostatniej
serii. W podobnym polozeniu przed ostatnim wyscigiem fazy zasadniczej
znalazl sie Emil Sajfutdinow, ktory pogubil sie po swietnym poczatku zmagan.
– Bardzo ciezko pracuje z ustawieniami motocykla. Probuje byc coraz
szybszym. Tor szybko sie zmienia, trzeba byc na biezaco, bo w kolejnych
biegach nawierzchnia roznie sie zachowuje. Zostal mi jeden, bardzo wazny
wyscig – mowil po czwartej serii Sajfutdinow.
Rosjanin zdobyl punkt i musial ogladac sie na rywali. Janowski
potrzebowal wygranej do awansu. Przyjechal do mety drugi i pozegnal sie
z rywalizacja, zas Sajfutdinow wjechal do polfinalow. Obaj Rosjanie
trafili do pierwszego z nich. Sajfutdinow w koncu znalazl oczekiwana
predkosc i pewnie wygral bieg. Laguta poczatkowo dal sie wyprzedzic
Lindgrenowi, ale na trzecim okrazeniu ogral Szweda i dzieki temu
gospodarze mieli w finale dwoch przedstawicieli.

EKSTRALIGA
Runda finalowa:
Polfinaly PGE Ekstraligi
5 wrzesnia 2021 (niedziela)
Leszno – Wroclaw
Gorzow – Lublin

KOLARSTWO
Rafal Majka triumfuje na 15. etapie Vuelta a Espana. Zwyciestwo
zadedykowal zmarlemu ojcu
Rafal Majka znowu triumfuje! Po ponad 80 km samotnej ucieczki polski
kolarz zwyciezyl na 15. etapie Vuelta a Espana. Reprezentujacy zespol
UAE team Emirates Majka dojechal do mety ponad minute przed reszta
zawodnikow. Byl to drugi triumf w karierze Polaka na pojedynczym etapie
Vuelty.
Niedzielny etap wyscigu dookola Hiszpanii byl koncem drugiego tygodnia
rywalizacji. Kolarze mieli za zadanie pokonac 197-kilometrowa, gorzysta
trase, co sprawialo, ze polscy kibice mogli miec nadzieje na dobry wynik
swietnego gorala Rafala Majki.
Na ponad 120 km przed meta Polak wzial udzial w ucieczce, ktora
odlaczyla sie od peletonu wyscigu. Gdy do finiszu zostalo 87 km, Majka
zdecydowal sie odjechac reszcie uciekinierow i sprobowac swoich sil w
samotnej walce.
Az do samej mety Majka pozostal niedoscigniony. Polak finiszowal z
przewaga ponad minuty przed Holendrem Stevenem Kruijswijkiem. Trzecie
miejsce zajal Australijczyk Chris Hamilton.
Po zwyciestwie Rafal Majka zdradzil, ze dedykuje ten triumf swojej
rodzinie oraz przede wszystkim zmarlemu w tym roku ojcu. Polak nie kryl
wzruszenia z osiagnietego sukcesu. Byl to jego drugi triumf odniesiony
na pojedynczym etapie hiszpanskiego touru – po raz pierwszy Majka
triumfowal przed czterema laty.
Wyscig Vuelta a Espana potrwa az do 5 wrzesnia. Mimo triumfu na 15.
etapie Rafal Majka nie liczy sie w walce o koncowe zwyciestwo w calym
wyscigu. Poki co liderem klasyfikacji generalnej Vuelty jest Norweg Odd
Christian Eiking.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal, Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.