Dzien dobry – tu Polska – 28.07.2024

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA Imienia Kpt. Ryszarda Kucika (Rok
XXIV nr 209) (67449) 29 lipca 2024r.

DZIEN DOBRY – TU POLSKA

SPORTOWY WEEKEND

28 lipca 2024r.

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE

Klaudia Zwolinska ujarzmila wsciekla wode. Srebro! Pierwszy medal dla

Polski na igrzyskach w Paryzu

Klaudia Zwolinska wicemistrzynia olimpijska w slalomie kajakowym.

Pokonala tor jakby walczyla o zycie, tak to wygladalo

Bezblednie, szybko, jakby walczyla o zycie. Tak Klaudia Zwolinska

zdobyla srebrny medal igzrysk w Paryzu.

Na zloto nie bylo szans. Jessica Fox z Australii – dominatorka w

kajakach – pokonala w finale tor tak, jakby go oswoila, ujarzmila,

zrobila sobie poslusznym. Wykorzystala druga szanse, bo ledwo awansowala

do finalu. Wyprzedzila Polke o zaledwie 1,45 s. Obronczyni zlota z Tokio

Niemka Ricarda Funk, najlepsza w polfinalach, w ostatnim przejezdzie

zawodow ominela bramke i stracila 50 sekund.

A Zwolinska byla druga w kwalifikacjach, druga w polfinale, wiec

oczywiste, ze musiala miec medal, prawda? Ale bezwzglednosc tego sportu

polega na tym, ze mozesz sadzic, ze jestes w przedbiegach niesamowity,

niepokonany, wspanialy, ale potem popelniasz blad na tej szalonej wodzie

na bramce nr 16 albo 19, lapiesz dwa, cztery sekundy karne, i

wylatujesz. To samo w polfinale: masz jedna szanse i musisz ja

wykorzystac. W finale sytuacja sie powtarza – chocby czlowiek nie

wiadomo jak byl szybki w polfinale, gdzie kazdy ruch idealnie zlozyl sie

w najlepszy przejazd – to znow jest jedna jedyna szansa liczaca sie od

zera, jeden strzal, na tej samej trasie co w polfinale. Ale moze byc i w

druga strone – w finale masz szanse poprawic sie po pechu w polfinale, o

ile nie byl to pech w postaci ominiecia bramki.

Wydawalo sie, ze wszystko Zwolinskiej przyszlo naturalnie, nawet jesli

gotujaca sie biala woda robila potezne wrazenie.

– Tor jest dosc plaski, ze znacznie mniejszym spadkiem niz w Pekinie,

Rio, Londynie czy Tokio – powiedzial Boguslaw Popiel ze Startu Nowy

Sacz, z macierzystego klubu Klaudii Zwolinskiej, kiedy obchodzilismy tor

w Vaires-sur-Marne. Popatrzyl na biala wode i dodal: – Ale zeby boze

bron go nie zlekcewazyc.

W kazdym momencie moglo sie przydarzyc cos niespodziewanego, na przyklad

cos takiego, ze Jessica Fox, dwukrotna mistrzyni olimpijska, zdobywczyni

innych medali na olimpiadach, podczas polfinalu dotknie w bramke nr 19 –

najtrudniejszy moment, nie tylko ona popelnila tu blad – i ledwo

awansuje do finalu. Fantastycznie poplynela w polfinale Funk, mistrzyni

olimpijska z Tokio. Zadziwiajaco gladko przeslizgiwala sie na falach, za

pomoca gladszych, dluzszych ruchow wiosla – kiedy bylo trzeba. Zwolinska

miala drugi czas polfinalu, pokonala trase 0,53 s wolniej niz Funk. Ale

i tak final liczyl sie od nowa, od zera. Funk zapamieta ten final!

Polka, jesli wolno wyrazic swoja opinie jako bylemu kajakarzowi

(sprinterowi) – tez stosuje spokojniejsze, lagodniejsze ruchy, kiedy

trzeba. Te gwaltowniejsze, szarpniecia sa u nich troche inne, wykonywane

z wiekszym uczuciem.

To wazne, bo woda nie znosi gwaltu i ten tor tez tego nie lubi.

Przeplywa przezen taka masa wody, ile trzeba – 12-14 m/szesc. na

sekunde. Pompy korzystaja z zasobow obrzmialej ostatnimi deszczami

Marny. Na torze sa 23 bramki i kilkanascie przeszkod, z ktorych na

poczatku najtrudniejszy jest drugi od gory walec, polaczony z walczykiem.

Walec to wodna przeszkoda, ktora stworzyli konstruktorzy toru za pomoca

progu i ostrog. Woda przewala sie przez prog i tworzy wal bialej

wscieklej wody, ktory jest w stanie przytrzymac kajakarke na dobrych

kilka-kilkanascie sekund i pogrzebac szanse na dobre miejsce. Zaraz

potem jest walczyk, czyli woda odbija sie od dna i robi jeszcze jedno

kipiace gniewem zalamanie. Walczyk trzeba czesto wykorzystac, aby

slizgajac sie po nim przerzucic sie na druga strone toru, gdzie tworcy

trasy zwykle stawiaja bramke, ktora trzeba pokonac pod prad. Zeby to

zrobic, nalezy znalezc cofke, czyli prad wsteczny, odwrotny do glownego

i z niego skorzystac, zeby nie stracic sil. A potem, im dalej w dol

tory, kazda taka proba wyzuwa z resztek sil. Woda staje sie zlosliwa i

przestaje wybaczac bledy, na ktore przymknelaby oko na gorze, przy

pierwszych bramkach.

– To tylko tak wyglada, ze w kajakarstwie gorskim wazna jest sila –

stwierdzil Boguslaw Popiel. – Owszem, biceps jest wazny, nie powiem. Ale

najwazniejsza jest inteligencja, czucie wody, oplywanie. Tu, prosze

pana, sila nic sie nie wygra.

Zwolinska dojrzala jako kajakarka i jako czlowiek – to opinia trenera

Popiela, ale dlaczego sie z nim nie zgodzic – przez ostatnie lata od

igrzysk w Tokio, gdzie przyplynela piata. Zrobila wszystko, zeby w

Paryzu, jako 27-latka, nie przezyc takiego rozczarowania, co w Tokio.

Teraz startuje z innej pozycji. Jako jedna z faworytek do medalu. Jest

mistrzynia Europy, a na palcach drwala mozna policzyc lepsze kajakarki

spoza naszego kontynentu. Znaczy, jest nia na pewno Fox.

Jej trenerem, to znaczy osoba odpowiedzialna za treningi, plany, program

m.in. kajakarek jest Jean-Ives Cheutin, Francuz z Pau, z Pirenejow,

gdzie kajakarstwo gorskie, canyoning jest stylem zycia osob zadnych

przygody. Cheutin sam byl kajakarzem, wychowal sie na tamtejszym

wspanialym torze, ale tez pracowal z wieloma medalistami olimpijskimi i

swiata. Cheutin jest glownym motorem kariery Zwolinskiej. Jego pomysly i

plany doprowadzily ja do tytulu mistrzyni Europy, wczesniej brazowego

medalu mistrzostw swiata. Wlasciwie od trzech lat nie jedzie na zawody

bez mysli o medalu.

Dzieki temu, ze Francuzi udostepniaja tor w Vaires-sur-Marne od dwoch

lat (co, jesli chodzi o olimpijskie obiekty, jest ewenementem),

Zwolinska tu byla juz kilkakrotnie. Cztery, moze piec razy na

zgrupowaniach, co by sugerowalo, ze zna ten tor jak siebie. Ale w kazdej

sekundzie dnia i nocy woda jest inna, tworzy inne figury – nie mowiac o

bramkach, ktore sa ustawiane na kazdy bieg. Do pokonania figur trzeba

podejsc inaczej niz wczoraj, czasem wystarczy drobny ruch, zeby kajak

wystrzelil do przodu dzieki cofce, albo dzieki szczesliwemu odchyleniu

sie wtedy, gdy przedzieral sie miedzy walcem a walczykiem.

Klaudia wystartuje rowniez w kanadyjce (pierwsze biegi 30 lipca o godz.

15., polfinal i final nastepnego dnia) oraz w nowej konkurencji – kayak

crossie, szalonych wyscigach po torze z bramkami i przeszkodami czterech

kajakarek (2 sierpnia indywidualne kwalifikacje, 3-5 sierpnia wyscigi

oraz final).

-“Polacy nie sa juz nietykalni, ale odprawili Egipt i ruszyli do strefy

mroku”-

Rafal Stec

Na inauguracje turnieju olimpijskiego nasi siatkarze nie oddali rywalom

nawet seta. Prawdziwa walka rozgorzeje w srodowy poranek, gdy zmierza

sie z Brazylia.

Wybitnym siatkarzom zdarza sie grac na prestizowych imprezach przy

szmerach bliskim ciszy, ale nie tym razem. Inauguracyjny dzien turnieju

olimpijskiego sledzil komplet lub prawie komplet publicznosci, a

specyfika miejsca sprawila, ze to, co dzialo sie na boisku, zgromadzeni

wokol pola walki odczuwali fizycznie, na wlasnej skorze.

W stolecznej Sud Arena mecze nie odbywaja sie na klasycznej hali, lecz w

wydzielonej czesci olbrzymiego hangaru, gdzie rozskakanych zawodnikow

otaczaja trybuny wsparte na rusztowaniach – chybotliwe, reagujace na

ruchy kibicow. Ilekroc zatem tlum owacja fetuje skuteczny atak,

siedzacymi w najwyzszych rzedach buja. Ilekroc na zadanie wodzireja –

spontanicznego dopingu zdarza juz w tym sporcie sie rzadko – fani

wynagradzaja blok wyrzuceniem ramion, sprezystosc konstrukcji rowniez

odpowiada. Reporterzy maja specyficzne doznania, klawiatura drzy, palce

zsuwaja sie z klawiszy.

A palce egipskich siatkarzy w sobotnie popoludnie zaczely sie szybko

zeslizgiwac po pilce uderzanej przez Polakow, na ktorych z powodu klasy

rywala patrzylismy raczej z ciekawoscia niz ekscytacja. Zwlaszcza na

Wilfredo Leona, od tygodni rzadko dotykajacego boiska z powodu

tajemniczego urazu – widok byl uspokajajacy, nasz przyjmujacy zbijal

swobodnie i ze skrzydla, i z szostej strefy, zadnym gestem nie zdradzal

dolegliwosci. Byl na tyle rozluzniony, ze w inauguracyjnym secie

pozwolil sobie na wystawienie pilki do Bartosza Kurka, gdy stal

odwrocony do kolegi plecami. Odruch nietypowy dla zawodnika, ktory woli

uzywac sily niz techniki. A kiedy w drugiej partii wystrzelil dwa

serwisowe asy, wszystko wrocilo do starej normy.

Niepokoic mogl tylko grymas bolu, z ktorym boisko opuscil Tomasz Fornal.

Po meczu lekko utykal i mial stope oblozona lodem.

Faworyci przewazali wyraznie, w kazdym elemencie gry, i kazdy kolejny

set wygrywali wyzej. Mozna bylo wrecz podejrzewac, ze punktowe miniserie

Egipt zawdziecza glownie ich roztargnieniu – wynikajacemu z pewnosci, iz

nie stanie im sie zadna krzywda.

Tak do niedawna dzialo sie w wiekszosci spotkan. W poprzednich latach

siatkarze pod przywodztwem Nikoli Grbicia wzlatywali wylacznie wyzej i

wyzej, po imponujaco strzelistej trajektorii. W inauguracyjnym sezonie

zdobyli braz (Liga Narodow) oraz srebro (mundial), by w drugim zakladac

juz same zlota (Liga Narodow, mistrzostwa Europy), odniesc komplet

siedmiu zwyciestw w kwalifikacjach olimpijskich, popisac sie

oszalamiajaca seria 24 wygranych meczow z rzedu. Miniony konczyli z aura

niezwyciezonych. I nie odmalowujemy tu krajobrazu polskim chciejstwem,

lecz powszechna opinia w srodowisku – tak postrzegala nasza

reprezentacje reszta swiata, zazdroszczac Grbiciowi przede wszystkim

przepastnych zasobow kadrowych.

Tamtej reputacji juz nie ma, przynajmniej chwilowo. W tegorocznej Lidze

Narodow polscy siatkarze zdobyli braz – w polfinale przegrali z Francja,

ktorej ulegli na poprzednich igrzyskach i ktora bedzie bronila u siebie

mistrzostwa olimpijskiego – a nastepnie zaniepokoili nas cala seria

kiepskich prob towarzyskich. Niewiele brakowalo, by poniesli porazke z

Niemcami, nie wytrzymali naporu rozszalalych, rewelacyjnych ostatnio

Japonczykow, w szczesliwych okolicznosciach unikneli kleski z USA. Z

jednej strony: nie ma co panikowac, kazda druzyna przygotowuje sie do

glownej imprezy sezonu w swoim rytmie. Z drugiej: martwila skala

kryzysu, bo siatkarze zachowywali sie nie w swoim stylu, zapomnieli o

bezcennym nawyku pilnowania, by nigdy nie schodzic ponizej poziomu

przyzwoitosci.

To natychmiast odbilo sie na notowaniach. – Nikt jadacy na igrzyska nie

moze o sobie mowic jako o faworycie. Polska ma pewne atuty, chocby

wyrownana kadre. Ale to nie znaczy, ze macie wieksze szanse na medal.

Mozecie przegrac tak samo szybko, jak kazda inna druzyna – oznajmil

tydzien temu John Speraw, trener USA, ktory jeszcze w ubieglym sezonie

hierarchizowal bialo-czerwona reprezentacje ponad wszystkimi na globie.

Znamiennie brzmia i jego slowa, i publikowane w roznych jezykach

przedturniejowe prognozy. W skrajnosc poszli zwlaszcza analitycy

amerykanskiego magazynu “Sports Illustrated”, ktorzy w ogole nie widza

Polakow na podium, wyzej oceniajac szanse Brazylii, Francji oraz Wloch.

Jeszcze niedawno byloby to nie do pomyslenia.

Wszelkie opinie wypadaloby jednak uzupelnic przypisami, bo nie wiemy,

jaka strategie realizuje Grbic, natomiast wiemy, iz jego ludzie

rozpoczeli olimpijskie zmagania od spotkania ze zdecydowanie najslabszym

rywalem w stawce. Egipcjanie sa potega na swoim kontynencie, ktory

jednak w siatkowce niedomaga, w wielu krajach nie istnieje nawet

mozliwosc trenowania pod dachem – i poza Afryka przegrywaja na potege, w

historii wystepow na igrzyskach uciulali ledwie jedno zwyciestwo, ich

bilans setow to rozczulajace 6-57. W polskiej lidze nie mieliby czego

szukac.

Dlatego niewykluczone, ze serbski trener zaplanowal faktyczny start

turnieju na najblizsza srode, gdy Polacy – o godz. 9 rano, beda musieli

wstac o brzasku – zmierza sie z Brazylia. I dopiero wtedy maja wyjsc na

boisko z miesniami i umyslami ostrymi jak brzytwa.

Igrzyska sie bowiem zmienily. Dotychczas faza grupowa byla dlugawa,

wpuszczala zbyt wiele egzotycznych druzyn, wpadki niewiele kosztowaly.

Zmiana formuly wyeliminowala przestoje – po hicie z “Canarinhos” polscy

siatkarze zagraja z Wlochami, ktorym ulegli w finale ostatniego

mundialu, a nastepnie wleca do cwiercfinalu, czyli swojej strefy mroku.

W biezacym stuleciu piec razy zasadzali sie na olimpijski medal, piec

razy padali na tym etapie. Przed Brazylia w 2004 roku, przed Wlochami w

2008, przed Rosja w 2012, przed USA w 2016, wreszcie przed Francja w

2020. Bywali faworytami do zlota i bywali w gronie kandydatow do podium,

przegrywali po zacietej walce i przegrywali do zera, w ladnym i brzydkim

stylu. Zawsze cos.

Teraz ich dyspozycja pozostaje zagadka bardziej niz kiedykolwiek,

poniewaz w tygodniach przed igrzyskami chwiala sie jak paryskie trybuny,

Grbic zaskakiwal wyborami personalnymi, za zadne skarby nie chcial

uksztaltowac podstawowej szostki – wszyscy maja byc gotowi w dowolnej

chwili odegrac zasadnicza role. Manewruje inaczej niz poprzednicy, za

czym moze kryc sie pozadana logika. Ostatecznie cel Polakow polega

wlasnie na tym, by bylo inaczej – by rozswietlic faze pucharowa, uciec

od przeznaczenia, raz na zawsze zerwac z przeklenstwem cwiercfinalow.

Polska – Egipt 3:0 (25-22, 25-19, 25-13). Sklad Polakow: Janusz, Fornal,

Bieniek, Kurek, Leon, Kochanowski oraz Zatorski (libero), Lomacz,

Kaczmarek, Sliwka. Inne spotkanie grupy B: Wlochy – Brazylia 3:1 (25-23,

27-25, 18-25, 25-21). Pozostale mecze Polakow: w srode 31 lipca z

Brazylia (godz. 9), w sobote 3 sierpnia z Wlochami (godz. 17).

Grupa A: Francja, Slowenia, Kanada, Serbia. Grupa C: Japonia, USA,

Argentyna, Niemcy. Do cwiercfinalow awansuja liderzy, wiceliderzy i dwie

druzyny z trzecich miejsc z najlepszym bilansem.

-“Japonki byly wszedzie, ale rozmarzone polskie siatkarki okazaly sie

zbyt duze”-

Rafal Stec

Nieobyte z igrzyskami Polki oddaly inauguracyjnego seta, ale opanowaly

sytuacje, wygraly 3:1. I sa juz bliziutko awansu do cwiercfinalu.

Japonki sprawiaja bardzo zwodnicze wrazenie. Gdy ktos niezorientowany

mija je na ulicy, nie ma prawa pomyslec, ze uprawiaja wyczynowo

siatkowke. Tylko jedna zawodniczka z podstawowej szostki wyrosla na

ponad 180 cm, najnizsze w calej kadrze nie siegaja 170. Zwykle

dziewczyny, przy polskich siatkarkach – srednio o glowe wyzszych –

wygladaja jak mlodsze siostry.

Sa jednak wystarczajaco szybkie, sprytne oraz wyszkolone technicznie, by

nie przeszkadzalo im to, ze ledwie unosza sie nad siatke. We wczesne

niedzielne popoludnie atakowane Polki prawie za kazdym razem dotykaly

pilki, a mimo to przegrywaly akcje, ich blok byl obijany, w

inauguracyjnym secie od poczatku trwala walka wet za wet.

Kiedy od boiska odrywaly sie nasze zawodniczki, wydawalo sie, ze musza

zaatakowac skutecznie, ze inna puenta akcji bylaby wbrew naturze. Nic

podobnego: zdarzalo sie, ze najpierw z lewego skrzydla zbijal Natalia

Medrzyk – pilka wracala; z prawej flanki probowala Magdalena Stysiak –

pilka wracala; nad siatke wzbijala sie srodkowa Aleksandra Korneluk –

pilka wracala. Japonki rownie czesto jak w pionie, graja bowiem w

poziomie – szybuja rownolegle do podloza, by pokryc cala powierzchnie

boiska, bo jesli nie sa w stanie dopasc jej na drugim pietrze, to

pozostaje im tylko walka w parterze. Sa wszedzie, wypracowaly styl gry

idealnie dopasowany do warunkow fizycznych. Dlatego pierwszego seta

wygraly bezdyskusyjnie – uciekly w koncowce, wtedy praktycznie przestaly

popelniac bledy.

Polki wziely druga partie, poniewaz poprawily odbior serwisu i mogly

czesciej wykorzystywac przewage wzrostu na srodku siatki. Zrozumielismy,

ze beda musialy sie wykazac nieludzka cierpliwoscia – gdy walczysz z

Japonkami, to nie ma akcji ani setow jak sprint. Biegasz wylacznie na

dlugich dystansach, w skrajnych przypadkach maratony.

Na sukces Polek nabralismy ochoty w ubieglym w sezonie, a w biezacym

oczekiwania jeszcze wzrosly, bo siatkarki ponownie zdobyly braz Ligi

Narodow. Wyslaly silny sygnal, ze nic nie dzieje sie przypadkiem,

zreszta takze w meczach przegrywanych – chocby cwiercfinale mundialu, z

Serbia – zasugerowaly, iz coraz smielej kraza wokol swiatowej czolowki.

Jednak w przeciwienstwie do meskiej reprezentacji, ktora odrywa sie od

boiska wylacznie przygnieciona presja (zawsze zada sie od niej medalu,

najchetniej zlotego), lecialy do Paryza w blogim komforcie. To druzyna

wciaz na dorobku, ktora wrocila na podium czegokolwiek po poltorej

dekady posuchy. I wszystkie obecne tutaj kadrowiczki na igrzyskach

debiutuja – wprawdzie Joanna Wolosz, rozgrywajaca i kapitanka, od lat

kolekcjonuje zwyciestwa w Lidze Mistrzow i inne trofea w klubie z

Conegliano, ale olimpiada to wyzwanie osobne, oniesmielajace

najwiekszych. O czym dzien przed inauguracja turnieju siatkarek znow

przekonala sie Iga Swiatek.

Z olimpijskim klimatem oswoil sie tylko Stefano Lavarini, trener z

doswiadczeniem pracy na kilku kontynentach. Podczas igrzysk w Tokio

natchnal Koree Poludniowa do sensacyjnych zwyciestw nad Japonia oraz

Turcja (wymieniana nawet w rozwazaniach o zlocie), dzieki ktorym jego

druzyna zajela czwarta pozycje. U nas otrzymal podobna misje – wydobyc z

siatkarek ukryty potencjal – i jak na razie realizuje ja bez zarzutu.

Jego poprzednicy utyskiwali na to, czego im brakuje, on o deficytach nie

chcial mowic wcale, rozwodzil sie tylko nad tym, czym dysponuje.

I okazalo sie, ze z polskich boisk mozna wydobyc sporo talentu,

wystarczajacego na podstawowy sklad plus wartosciowe rezerwowe. Sceny,

jakich nie podziwialismy od zlotej ery trenera Andrzeja Niemczyka.

Od 16 lat nie mielismy rowniez okazji, by podczas igrzysk dopingowac

obie reprezentacje – meska i zenska. A teraz obie sypaly w dodatku

powodami, by wierzyc, iz stac je na skok na podium.

Paryska inauguracja siatkarek utwierdzila nas w przekonaniu, ze moze byc

dobrze. Jak Polki “uczyly sie” Japonii podczas calej kadencji

Lavariniego – na jej poczatku przegrywaly do zera, w biezacym sezonie w

tym samym stosunku wygrywaly – tak konsekwentnie podnosily poziom w

niedzielnym meczu. Im dluzej trwal, tym czesciej zatrzymywaly Sarine

Koge, tym czesciej wykrywaly luki w defensywie rywalek, tym rzadziej

mylila sie Stysiak. W trzeciej partii mialy juz bezdyskusyjna przewage –

Japonki ocknely sie dopiero w koncowce, przypominajac, ze na igrzyskach

o triumfach beda rozstrzygac milimetry, ulamki sekundy, niuanse golym

okiem wlasciwie niedostrzegalne.

I tak sie dzialo. Rewelacyjny popis dala rezerwowa Yukiko Wada, ktora

pomimo ledwie 174 cm wzrostu – kolejny cud natury japonskiej siatkowki!

– miala w pewnym momencie niebotyczna, 83-procentowa wydajnosc w ataku.

Roztrzaskiwala blok, choc Polki zorientowaly, ze to ona bedzie zbijac. W

pierwszych 12 probach zdobyla az 10 punkt. To bylo przedstawienie w

przedstawieniu, wspaniala solowka, ktora jednak na druzyne Lavariniego

nie wystarczyla. Bo wloski trener tez wyjal tajna bron – dramatyczny,

pelen ciagnacych sie wiecznosc wymian epilog zakonczyla asem serwisowym

rezerwowa Martyna Czyrnianska. Polki prawie dotykaja juz zatem

cwiercfinalu, bo w srode podejmuja slabiutka Kenie.

Z przebiegu poprzednich imprez dowiedzielismy sie, ze wyzbyly sie

kompleksow, przywykly do ostrej szarpaniny z potentatami, nie deprymuja

ich nawet wielopunktowe straty. Maja wytrawna rozgrywajaca –

przypomnijmy: Wolosz kieruje najlepsza klubowa druzyna w Europie –

zbijajaca zawsze bez pardonu Stysiak, prawie tak samo potezna rezerwowa

atakujaca (Malwina Smarzek), czolowa srodkowa Korneluk, coraz bardziej

obyte zawodniczki na pozostalych pozycjach. A w Paryzu zasugerowaly, ze

nie miekna im nogi na widok olimpijskich kolek. Maja prawo marzyc.

Polska – Japonia 3:1 (20-25, 25-23, 25-22, 28-26). Sklad Polski: Wolosz,

Medrzyk, Korneluk, Stysiak, Lukasik, Jurczyk oraz Szczyglowska (libero),

Stenzel, Czyrnianska. W drugim meczu grupy B Brazylia zagra w

poniedzialek z Kenia. Pozostale mecze Polek: w srode 31 lipca z Kenia

(godz. 21), w niedziele 4 sierpnia z Brazylia (godz. 21).

Grupa A: Francja, USA, Chiny, Serbia. Grupa C: Wlochy, Turcja, Holandia,

Dominikana. Do cwiercfinalow awansuja liderzy, wiceliderzy i dwie

druzyny z trzecich miejsc z najlepszym bilansem.

-Niepewny, zwycieski pierwszy krok Igi Swiatek w jej najwazniejszym turnieju

Serwis nie “siedzial”, top-spin nie dzialal, rywalka z drugiej setki

rankingu stawila zaciety opor, ale przewazyl niezmordowany napor Igi

Swiatek i jej ogromne zaufanie do swojej gry na maczce

Zgadza sie, 34-letnia Irina Camelia Begu (WTA 136) nie wygladala na

przeciwniczke na miare jednego z najwazniejszych meczow w sportowej

karierze Igi Swiatek. A jednak stawila ogromny opor najlepszej

tenisistce na swiecie, zwlaszcza przy zaskakujaco niepewnym serwisie

Polki, przelamanym dwukrotnie. Kibice ciagneli tlumnie na turniej,

wypelnili kort Philippe’a Chartiera po brzegi – nieczesta sytuacja w I

rundzie jakiegokolwiek turnieju, troche wymuszona siapiacym deszczem.

Zobaczyli nie najlepszy mecz w wykonaniu liderki swiatowego rankingu.

Byc moze to kwestia nerwow zwiazanych z igrzyskami, z pierwsza runda, a

moze zakrytego kortu, czyli znacznie wieksza wilgotnosc panujaca w hali.

Moze pilek Dunlopa, jakie ITF wybral na turniej olimpijski. Wiekszosc

treningow przedolimpijskich Swiatek odbyla przy dobrej pogodzie, na

otwartych kortach. Pilki wtedy skakaly wysoko. Ale w meczu z Begu

zrobily sie ciezsze od wilgoci panujacej w powietrzu i top-spin Swiatek

– zabojcza bron w normalnych okolicznosciach – nie dokonywal

spustoszenia takiego jak zwykle.

Jej napor na rywalke byl jednak niezmordowany, przytlaczajacy i to on w

koncu przewazyl. Wygrala 6:2 w pierwszym secie, choc nie bylo tak latwo,

jakby sie moglo wydawac, patrzac na wynik. W drugim przezywala ogromne

klopoty, ale sie opanowala, zareagowala na warunki i na gre rywalki,

wsparla sie totalnym zaufaniem do swojej gry na maczce. Wygrala trzy

ostatnie gemy i drugi set 7:5.

– Mecz falowal, ale zwykle pierwsze rundy nie sa latwe. Daje sobie czas,

zeby wkrecic sie w dobra gre. Popelnilam sporo bledow. Wynik w drugim

secie nie byl dla mnie sprzyjajacy, ale najwazniejsze, ze w trzech

ostatnich gemach poprawilam poziom i koncentracje. Trzeba dostosowac sie

troche lepiej w nastepnych meczach – powiedziala Swiatek i faktycznie

nie bylo po niej widac nerwow.

Dla Swiatek turniej olimpijski jest wyjatkowy, co wcale nie jest bardzo

powszechne w srodowisku tenisowym, nastawionym na wielkie pieniadze w

Wielkich Szlemach i w innych najwazniejszych turniejach. Tenisisci,

ktorzy mogliby wystartowac (ze wzgledu na wysoki ranking), wycofuja sie,

jakby dotknal ich pomor. Rezygnuja z roznych powodow lub pod roznymi

pretekstami.

Glownie chodzi o zdobycie chwili oddechu w wyczerpujacym sezonie, bo w

olimpijskim czasie waznych turniejow brak, o przygotowanie sie do

kolejnego skoku w turniejach za oceanem. Inni wola wyleczyc rozne drobne

urazy, ktore wymagaja chwili spokoju. Co wiecej, niektorzy nie sa asami

na maczce, ktora wymaga specyficznych umiejetnosci i cech. Jannik Siner

i Aryna Sabalenka to dwa najbardziej znane przypadki wycofania sie z

igrzysk. Dla nich turniej olimpijski jest wydarzeniem, ktore mozna sobie

odpuscic.

Ale nie dla Swiatek. I nie chodzi o Paryz, choc tu faktycznie jest

predesponowana do sukcesu. Trzeba tu przypomniec obowiazkowe fakty:

wygrala na kortach Rolanda Garrosa czterokrotnie w ostatnich pieciu

latach, trzykrotnie w ostatnich trzech, tak wiec piaty raz nie wyglada

na wielkie wyzwanie do zrealizowania. Czuje sie pewnie, do tego stopnia,

ze zaden kryzys w meczu jej niestraszny, zwlaszcza gdy w ostatniej

edycji przeszla probe ognia z Naomi Osaka, wygrywajac epicka

trzysetowke, broniac pilki meczowej. W meczu z Begu tez musiala sie

otrzasnac po przelamaniach, kryzysach, gdy przegrywala 3:5 w drugim secie.

Nie chodzi jednak tylko o Paryz, bo juz w Tokio przed trzema laty widac

bylo wyraznie, z jakimi emocjami Swiatek podejmuje sie walki na

olimpijskich kortach. Byl to co prawda taki okres w zyciu owczesnej

20-latki, kiedy jej wszelkie emocje widac bylo jak na dloni. Odpadniecie

w II rundzie bylo dla niej trauma. Plakala z twarza w dloniach i

recznikiem na glowie przez bite szesc minut. A potem powiedziala: – Za

cztery lata bede wiedziala, co mnie czeka. I przygotuje sie lepiej.

Jej bardzo goracy stosunek do igrzysk zwiazany jest z tym, jak

podchodzila do nich rodzina, a przede wszystkim ojciec Tomasz, czyli

najwazniejsza postac w jej sportowym zyciu, Wiadomo, startowal w Seulu w

1988 r. Byla to jego jedyna szansa na medal i faktycznie czworka

podwojna, osada, ktorej byl czlonkiem, byla wskazywana jako ta, ktora

moze stanac na podium.

Wtedy z medalem wiazaly sie wielkie pieniadze, a raczej pieniadze, ktore

dzieki kursom czarnorynkowym walut dawaly nowy start w zyciu. Swiatek

wspominal, ze nagroda w dolarach pozwolilaby mu na kupno duzego

mieszkania w Warszawie. Tymczasem w trakcie igrzysk jeden z chlopakow z

czworki zachorowal, mial wysoka temperature. Czworka pedzila, poki

starczalo sil w przedbiegu, ale starczylo tylko na 1500 m, a potem byla

– jak mowia sportowcy – rzeznia. Tak samo bylo w polfinale i ostatecznie

osada weszla tylko do finalu B, ktory wygrala z czasem lepszym od

brazowych medalistow.

Corka Tomasza Swiatka wie, ze igrzyska w Paryzu sa najwieksza szansa na

olimpijski sukces (w dodatku po kontuzji Huberta Hurkacza jedyna okazja

pozostaje gra pojedyncza). Dlatego nieco zawile – i stereotypowo, jak

kazdy sportowiec – mowi, ze chce traktowac je jak kazdy inny turniej

tenisowy, a z drugiej strony, ze jest to dla niej najwazniejsza impreza.

Najwazniejsza! To sa jej slowa.

Jej pierwsza przeciwniczka lubi grac na maczce i osiaga na niej

najlepsze wyniki, ale najwyzej dotarla do IV rundy Rolanda Garrosa. Trzy

lata temu obie spotkaly sie na Wimbledonie, Polka oddala rywalce tylko

jednego gema.

Swiatek zaczela swoj pierwszy olimpijski mecz ze swoboda, latwo

wygrywajac swoj serwis i przelamujac serwis rywalki na 2:0, mimo

naprawde fajnych zagran Begu i zazartych jej obron. To musialo byc

frustrujace dla Rumunki – Swiatek doslizgiwala sie do wszystkich pilek,

nawet tych crossowych, bitych z dobrymi, wymagajacymi katami. Zaczelo to

dzialac, Rumunka wyrownala mecz. Ale jednak – jak w olbrzymiej

wiekszosci meczow na maczce – Swiatek byla niezmordowana i wygrala

pierwszego seta 6:2.

Potem przyszly zaskakujace i olbrzymie klopoty. Przelamanie serwisu

Swiatek przez Rumunke spowodowalo, ze Polka musiala gonic wynik. Przy

stanie 5:4 Begu serwowala, zeby wyrownac stan setow. I tu wlasnie

Swiatek skorzystala z zaufania, jakie ma do swojej gry na maczce w

chwili kryzysu – wyrownala na 5:5. Obronila swoj serwis i po chwili

zaatakowala. Przy 0:40 i serwisie rywalki miala trzy pilki meczowe,

wykorzystala pierwsza.

W II rundzie Polka zagra z Nadia Podorska (WTA 85) lub Diane Parry (WTA

52). W trzeciej moze trafic m.in. na Rosjanke Diane Sznajder lub Czeszke

Linde Noskova, ktora nieoczekiwanie wyeliminowala Polke w tegorocznym

Australian Open. Im dalej, tym trudniej: w cwiercfinale potencjalnymi

rywalkami liderki swiatowego rankingu moga byc Amerykanka Danielle

Collins, bardzo niewygodna dla Swiatek Lotyszka Jelena Ostapenko lub

reprezentujaca Danie Karolina Wozniacka.

PILKA NOZNA

-Jagiellonia Bialystok rozbila FK Poniewiez 4:0 w pierwszym meczu

drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzow, a klasycznym hat-trickiem w

pierwszych 45 minutach popisal sie Jesus Imaz. Mistrzowie Polski sa w

znakomitej sytuacji przed rewanzem, ktory rozegraja na wlasnym boisku.

-Wisla Krakow mimo kilku okazji i gry w przewadze doznala bolesnej

porazki z Rapidem Wieden 1:2 w
II rundzie
el. Ligi Europy. 13-krotni

mistrzowie Polski wciaz maja jednak szanse na awans do kolejnej rundy.

-Legia Warszawa rozgromila walijski Caernarfon Town FC 6:0 w pierwszym

meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy i jest bardzo

bliska awansu do nastepnego etapu rozgrywek. Wojskowi przed rewanzem

znajduja sie w bardzo komfortowej sytuacji.

-Riga FC zagrala koncertowo w starciu ze Slaskiem Wroclaw i w meczu

wicemistrzow Lotwy i Polski pokonala polska druzyne 1:0! W starciu II

rundy el. Ligi Konferencji nie brakowalo emocji i zwrotow akcji, jednak

to Lotysze maja po srodowym meczu przewage przed arcywaznym rewanzem.

Slaska w Rydze pograzyl Ousseynou Niang, ktory wykorzystal koszmarny

blad Mateusza Zukowskiego.

EKSTRAKLASA

1 kolejka

Motor Lublin-Rakow Czestochowa 0-2

Stal Mielec-Widzew Lodz 1-1

2 kolejka

Puszcza Niepolomice-G.Zabrze 2-2

Lechia Gdansk-Motor Lublin 0-2

Stal Mielec-Katowice 0-1

Radomiak-Jagiellonia Bialystok 2-3

Widzew Lodz-Lech Poznan 2-1

Z.Lubin-Pogon Szczecin 2-2

Piast Gliwice-Slask Wroclaw 2-0

Korona Kielce-Legia Warszawa, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki

W poniedzialek Rakow Czestochowa-Cracovia

-Nijaka Lechia nie byla w stanie zagrozic zdeterminowanemu Motorowi,

ktory bezwzglednie wykorzystal swoje sytuacje i zdobyl pierwsze punkty w

nowym sezonie Ekstraklasy.

Lechia i Motor w zeszlym sezonie wystepowali w I lidze. Oba mecze wygral

wtedy klub z Lublina. Start w Ekstraklasie lepszy zanotowala jednak

Lechia, ktora zremisowala na wyjezdzie ze Slaskiem. Motor z kolei

przegral u siebie z Rakowem Czestochowa. Od pierwszego gwizdka mialo sie

wrazenie, ze pilkarze obu druzyn zostali w umiejetnosciami w nizszej

klasie rozgrywkowej. Eufemistycznie piszac, poczatek meczu to byla walka

w srodku pola – zaden z zespolow nie umial dluzej utrzymac sie przy

pilce. Wlasciwiej byloby jednak powiedziec, ze ogladalismy zwykla

kopanine. Pierwszy strzal dopiero w dwudziestej minucie oddal Krzysztof

Kubica z Motoru. Kilka minut pozniej w podobny sposob probowal zaskoczyc

Bogdana Sarnavskiego Bartosz Wolski.

W druzynie Lechii najaktywniejszy byl Bogdan Viunnyk, ale jego pierwszy

strzal, z ponad 30 metrow, bez problemu obronil Ivan Brkic, a drugi

wyladowal w trybunach. Wydawalo sie, ze pierwsza polowa, pelna

niedokladnosci z obydwu stron, zakonczy sie bez wyrazistej sytuacji

bramkowej. Jednak w pierwszej minucie doliczonego czasu pilke z wlasnej

polowy kopnal w pole karne Lechii jeden z zawodnikow Motoru, a tam Mbaye

Jacques Ndiaye zgral ja glowa do Samuela Mraza. Tylko ze ten w dogodnej

sytuacji, stojac kilka metrow od bramki, nie trafil czysto w pilke i bez

problemu interweniowal Sarnavski.

Na poczatku drugiej polowy uaktywnili sie zawodnicy lewego skrzydla

Motoru – Filip Luberecki dobrze rozgrywal pilke z Piotrem Ceglarzem,

ktorego strzal wyladowal na bocznej siatce.

Chwile pozniej, tuz po wejsciu na boisko za Bogdana Viunnyka, pilke w

polu karnym dostal Tomas Bobcek. Slowak zagral do Tomasza Neugebauera,

ktory strzelil bez przyjecia, jednak minimalnie niecelnie. Druga polowa

dlugo nie przyniosla kibicom zadnych emocji. Przelom, niestety ze strony

Motoru, nastapil w 71 minucie. Z prawej strony pola karnego dosrodkowal

Wolski, obroncy Lechii niespecjalnie zainteresowali sie pilka, wiec

Samuel Mraz strzalem glowa z pieciu metrow nie dal szans Bogdanowi

Sarnavskiemu.

Bylo juz zle, a zrobilo sie gorzej, bo trzy minuty pozniej z tej samej

strefy boiska plasko dosrodkowal Michal Krol. Defensywa Lechii

skopiowala swoje zachowanie sprzed chwili i Piotr Ceglarz, teoretycznie

otoczony trzema obroncami, latwo wbil gola na 2:0 dla Lublina.

Do konca meczu Lechia szarpala w ofensywie, ale robila to niedokladnie,

bez pomyslu i raczej za pomoca pojedynczych szarz, niz gry zespolowej.

Mecz zakonczyl sie zasluzonym zwyciestwem gosci.

W druzynie Lechii zadebiutowali Tomasz Wojtowicz. Warto przypomniec, ze

rok temu w drugiej kolejce pierwszej ligi Motor rowniez wygral w Gdansku

1:0. Potem Lechia przez prawie rok nie przegrala na wlasnym boisku.

Lechia: Sarnavski, Pila, Chindris, Gueho, Kalahur, Zhelisko, Mena,

Neugebauer, Kapic, Viunnyk, Sezonienko, Bobcek (51′), Buletsa (75′),

Wojtowicz (76′), Conrado (76′), Wendt (89′)

-Popis Kamila Grosickiego! Pogon Szczecin uratowala sie w koncowce.

Pogon Szczecin dlugo przegrywala z Zaglebiem Lubin 1:2, ale ostatecznie

zremisowala 2:2. W koncowce remis uratowal jej 18-letni rezerwowy Patryk

Paryzek. Bohaterem meczu byl jednak przede wszystkim dwukrotnie starszy

Kamil Grosicki, autor dwoch asyst.

Kamil Grosicki jeszcze raz pokazal, ile znaczy dla Pogoni. W ostatnich

latach dwukrotnie zostal wybrany na pilkarza sezonu, a kolejne rozgrywki

znow swietnie zaczal. Tym razem 36-late mial dwie asysty i pomogl

druzynie zremisowac z Zaglebiem 2:2. Z przebiegu gry jego zespol byl

lepszy, ale jeden punkt uratowal dopiero w koncowce za sprawa

Grosickiego i 18-letniego Patryka Paryzka.

Przed meczem szkoleniowiec Pogoni Jens Gustafsson po zwyciestwie 3:0 nad

Korona dokonal jednej zmiany dotyczacej mlodziezowcow, Kacper Lukaszek

zastapil Adriana Przyborka.

Natomiast trener Zaglebia Waldemar Fornalik po porazce z Legia dokonal

trzech zmian w skladzie, w tym dwoch wymuszonych. Mateusz Grzybek w

obronie zajal miejsce kontuzjowanego Bartosza Kopacza, a pauzujacego za

czerwona kartke Michala Nalepe zastapil 18-letni Igor Orlikiwski, dla

ktorego byl to debiut w Ekstraklasie.

Debiut po powrocie do Zaglebia zaliczyl tez Dominik Hladun. Latem wrocil

z Legii, w Warszawie jeszcze siedzial na lawce, ale teraz stanal miedzy

slupkami, zastepujac Jasmina Buricia.

Pogon objela prowadzenia po akcji najwiekszych gwiazd. W 17. minucie

Grosicki odegral do Efthimisa Koulourisa, a Grek mocnym strzalem pokonal

Hladuna. To juz jego trzecia bramka w tym sezonie Ekstraklasy.

Zaglebie wyrownalo juz po dwoch minutach. Tomasz Pienko strzalem z 20

metrow trafil do siatki.

W 27. minucie obronca Pogoni Benedikt Zech zagral pilka reka, sedzia

podyktowal rzut karny. Do pilki podszedl Dawid Kurminowski i dal

prowadzenie Zaglebiu.

Do przerwy goscie przewazali, ale to gospodarze prowadzili 2:1. Na

poczatku drugiej polowy po podaniu Wahana Bichaczchjana dobra okazje

mial Kamil Grosicki, ale spudlowal. Z czasem Pogon coraz mocniej

dominowala, ale nie miala bardzo dobrych okazji.

W koncu w 83. minucie druga asysta popisal sie Grosicki, a po jego

kapitalnym podaniu do siatki trafil Patryk Paryzek. To drugi gol

18-latka w krotkiej karierze w Ekstraklasie. Sedziowie VAR jeszcze dosc

dlugo sprawdzali, czy Grosicki nie byl na spalonym, ale ostatecznie gol

zostal uznany.

Wynik juz sie nie zmienil i obie druzyny moga miec poczucie niedosytu,

ze mecz zakonczyl sie remisem.

I LIGA

1 kolejka

Stal Rzeszow-Arka Gdynia 1-0

2 kolejka

Miedz Legnica-Stal Stalowa Wola 4-2

Kotwica Kolobrzeg-Tychy 0-0

Chrobry Glogow-Nieciecza 0-4

G.Leczna-Stal Rzeszow 2-1

Warta Poznan-Wisla Plock 1-2

Odra Opole-Pogon Siedlce 4-1

Wisla Krakow-Polonia Warszawa 0-0

Ruch Chorzow-Znicz Pruszkow 0-0

W poniedzialek Arka Gdynia-LKS Lodz

Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,

pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl opracowal Reksio.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://

www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

(format IBAN)

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

(format IBAN)

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

(format IBAN)

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl