Dzien dobry – tu Polska – 28.04.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI Nr 119 (6951)

28 kwietnia 2026, wtorek

Dzien dobry Czytelnicy 🙂 Milego wtorku 🙂 Ania Iwaniuk

Pogoda

Chlodno, miejscami pogodniej, ale bez wiekszego ciepla. Temperatura od
minus 1 st. C rano do okolo 11 st. C w ciagu dnia.

Kursy walut

EUR – 4,24 zl

USD – 3,63 zl

GBP – 4,89 zl

CHF – 4,62 zl

Dowcip

Rozmawiaja dwa koty:

– Czemu siedzisz na laptopie?

– Bo pilnuje myszy.

W Slupsku policjanci zatrzymali 44-letniego mezczyzne podejrzanego o
kradziez na terenie Wojewodzkiego Szpitala Specjalistycznego. Do zdarzenia
doszlo na jednym z oddzialow, gdy pacjentka wyszla z sali, zostawiajac tam
swoje rzeczy. W pomieszczeniu przebywala wtedy inna pacjentka oraz jej maz,
ktory przyszedl ja odwiedzic. Po zgloszeniu kradziezy funkcjonariusze
zaczeli ustalac okolicznosci sprawy i zabezpieczyli nagrania z monitoringu.
Na zarejestrowanym materiale widac moment, w ktorym mezczyzna podczas
wizyty u chorej zony wychodzil z sali, podszedl do lozka innej pacjentki i
zabral jej torebke. W srodku byly dokumenty oraz inne rzeczy osobiste.
Straty oszacowano na blisko dwa tysiace zlotych. Nastepnego dnia rano
policjanci zatrzymali podejrzanego mieszkanca Slupska. Mezczyzna uslyszal
zarzut kradziezy. Za popelnione przestepstwo grozi mu kara do pieciu lat
pozbawienia wolnosci.

Donald Trump w programie “The Sunday Briefing” na antenie Fox News odniosl
sie do rozmow z Iranem i oswiadczyl, ze czeka na ruch Teheranu. Powiedzial,
ze jesli Iran chce rozmawiac, moze przyjsc do Amerykanow albo zadzwonic, bo
istnieje telefon i sa dobre, bezpieczne linie. Trump stwierdzil, ze wierzy,
iz wojna z Iranem zakonczy sie wkrotce, a zwyciezca beda Stany Zjednoczone.
Dodal, ze czesc obecnych rozmowcow w sprawie Iranu jest bardzo rozsadna, a
czesc nie. Wyrazil nadzieje, ze Iran postapi madrze. Prezydent USA
poinformowal wczesniej, ze odwolal podroz swojego specjalnego wyslannika
Steve’a Witkoffa i ziecia Jareda Kushnera do Pakistanu na rozmowy z Iranem.
Podkreslil jednoczesnie, ze ta decyzja nie oznacza wznowienia operacji
zbrojnej przeciwko Iranowi. Tlumaczyl, ze odwolal wylot delegacji, poniewaz
byloby to zbyt duzo podrozowania. Powtorzyl tez, ze nie wiadomo, kto rzadzi
Iranem. Aragczi, komentujac decyzje Trumpa na platformie X, napisal, ze nie
jest jasne, czy Stany Zjednoczone naprawde powaznie traktuja dyplomacje.

W sieci pojawily sie niepokojace informacje o rzekomej smieciowej
rewolucji, ktora mialaby wejsc w zycie 1 maja i objac worki na odpady
oznaczane kodami. Grafika z haslem, ze od 1 maja worki beda oznaczane
kodami i wyda sie, kto nie segreguje smieci, byla szeroko udostepniana w
mediach spolecznosciowych. Wielu internautow zrozumialo przekaz jako
zapowiedz ogolnopolskiego obowiazku wprowadzanego za kilka dni. Pojawialy
sie pytania, jak ktos zamierza zmusic ludzi do uzywania workow z kodami i
jak mialoby to byc egzekwowane. Komentarze byly pelne obaw, spekulacji i
ironii, a czesc osob przewidywala podwyzki oplat albo wyrzucanie smieci do
lasu. Podobne naglowki publikowaly tez niektore serwisy, co moglo sugerowac
reforme dotyczaca calego kraju. W rzeczywistosci zadna ogolnopolska reforma
nie wchodzi w zycie 1 maja. Chodzi o lokalny program pilotazowy w
Jaroslawiu na Podkarpaciu, gdzie mieszkancy skladajacy deklaracje smieciowa
otrzymaja na start 50 naklejek z kodem kreskowym. Od 1 maja maja je
przyklejac na kazdy worek z odpadami, ale urzad miasta uspokaja, ze worki
bez naklejek rowniez beda odbierane zgodnie z harmonogramem na 2026 rok.
Pilotaz potrwa do konca 2026 roku i ma sluzyc edukacji, sprawdzeniu
szczelnosci systemu oraz poprawie segregacji, a podobne rozwiazania
dzialaja juz w innych gminach.

Pomnik Ofiar Tragedii Smolenskiej 2010 roku na Placu Pilsudskiego w
Warszawie stal sie obiektem zlosliwego zartu w serwisie map Google. W
mapach zmieniono nazwe obiektu na “Pomnik Ofiar Komedii Smolenskiej 2010
roku”. Aby zobaczyc podmieniona nazwe, trzeba bylo wpisac w wyszukiwarke
map Google Plac Pilsudskiego w Warszawie i przyblizyc obraz. Wsrod obiektow
znajdujacych sie na placu, takich jak Grob Nieznanego Zolnierza, fontanna
czy odbudowywany Palac Saski, pojawiala sie zmieniona nazwa pomnika. Nazwe
obiektu w Google Maps moze zmienic osoba posiadajaca konto Lokalnego
Przewodnika. Taka zmiana przechodzi przez weryfikacje algorytmiczna, ale
algorytm nie zawsze wychwytuje, ze chodzi o zlosliwy zart. Przerobiona
nazwa moze wyswietlac sie przez pewien czas, dopoki ktos nie zglosi bledu.
Podobne przypadki zmieniania nazw obiektow w mapach pojawialy sie juz
wczesniej, a ofiarami takich zartow bywaly miedzy innymi szkoly i ulice.
Pomnik smolenski, czarny monument w formie schodow, zaprojektowal Jerzy
Kalina, a odslonieto go w kwietniu 2018 roku, w osma rocznice tragedii.
Lokalizacja monumentu od poczatku budzila kontrowersje, a ostatecznie plac
Pilsudskiego zostal wyjety spod kurateli miasta i przekazany do dyspozycji
wojewody decyzja owczesnego ministra infrastruktury i budownictwa Andrzeja
Adamczyka.

Charytatywna akcja youtubera dzialajacego pod nickiem Latwogang przerodzila
sie w jedno z najwiekszych internetowych poruszen dobroczynnych w Polsce.
Wszystko zaczelo sie od piosenki Bedoesa “Ciagle tutaj jestem (diss na
raka)”, ktora naglosnila temat chorob nowotworowych u dzieci. Akcja
wciagnela tysiace internautow i znane osoby, a pieniadze zbierane sa dla
malych pacjentow onkologicznych. W niedziele wieczorem kwota zbiorki
przekroczyla 225 milionow zlotych. Przed niedzielnym poludniem licznik
pokazal ponad 100 milionow zlotych, o godzinie 19 przekroczyl 200 milionow,
a po godzinie 21 dobil do 225 milionow. Poczatkowym celem bylo zaledwie 500
tysiecy zlotych. Latwogang mowil w TVN24, ze szok jest gigantyczny, ale
jednoczesnie jest to wielkie szczescie i cud. Stream prowadzony jest na
YouTube jako dziewieciodniowa, nieprzerwana transmisja na zywo, rozpoczeta
17 kwietnia. W akcje zaangazowali sie miedzy innymi Robert Lewandowski,
Adam Malysz, Wojciech Szczesny, Cezary Pazura, Roksana Wegiel, Sanah, Kwiat
Jabloni, Mrozu, Golec uOrkiestra, Borys Szyc, Martyna Wojciechowska oraz
aktorzy serialu “1670”. Zebrane srodki maja trafic miedzy innymi na
doposazenie szpitali onkologicznych w specjalistyczny sprzet, protezy dla
osob, ktore utracily konczyny w wyniku nowotworu, leczenie i wsparcie
rodzin podopiecznych Fundacji Cancer Fighters.

Do Sadu Okregowego w Szczecinie trafil akt oskarzenia przeciwko Lukaszowi
N., ktory ma odpowiadac za wlamanie, oszustwo i szantaz. Jedna z
najglosniejszych spraw dotyczy kradziezy dwoch psow w Szwajcarii i zadania
okupu w wysokosci miliona frankow. Do zdarzenia doszlo w lutym 2025 roku.
Wedlug sledczych mezczyzna wlamal sie do mieszkania na terenie Szwajcarii i
zabral dwa psy rasy bolonka zwetna, warte ponad 20 tysiecy zlotych.
Zwierzeta nalezaly do Rolfa Wegm�zllera, bylego burmistrza Zurychu. Po
kradziezy Lukasz N. mial kontaktowac sie z wlascicielem psow i zadac
pieniedzy za ich zwrot. Poczatkowo jako miejsce przekazania zwierzat
wyznaczyl Stuttgart, pozniej Berlin, a nastepnie obnizyl zadana kwote do
250 tysiecy frankow szwajcarskich. Sprawa zajela sie policja, a psy szybko
odnaleziono i zwrocono wlascicielowi. Prokuratura zarzuca mezczyznie
rowniez wyludzenie wysokiej pozyczki od obywatela Szwajcarii w lipcu 2023
roku poprzez podanie fikcyjnych danych o pracy i zarobkach. Wedlug
sledczych mial takze szantazowac inna osobe, zadajac kilkunastu tysiecy
zlotych w zamian za nieupublicznienie kompromitujacych zdjec lub nagran.
Lukasz N. przyznal sie do wszystkich zarzucanych mu czynow, zlozyl
wyjasnienia i grozi mu do 10 lat wiezienia.

W hotelu Hilton w Waszyngtonie, gdzie odbywal sie bal korespondentow
Bialego Domu z udzialem Donalda Trumpa, rozlegly sie strzaly. Prezydent
USA, pierwsza dama Melania Trump, wiceprezydent J.D. Vance oraz inni
czlonkowie administracji zostali ewakuowani. Sprawca zostal zatrzymany, nie
odniosl obrazen, ale trafil do szpitala na badania. Wedlug policji
mezczyzna byl uzbrojony w strzelbe, pistolet i wiele nozy, a najpewniej
dzialal sam. Agencja AP podala, ze podejrzanym jest 31-letni Cole Tomas
Allen z Torrance w Kalifornii, ktory mial wynajety pokoj w hotelu. Z
informacji przytaczanych przez media wynika, ze z profilu LinkedIn
najprawdopodobniej nalezacego do Allena wynika, iz ukonczyl inzynierie
mechaniczna w Kalifornijskim Instytucie Technicznym oraz informatyke na
Uniwersytecie Stanowym Kalifornii Dominguez Hills. Ostatnio pracowal na pol
etatu jako nauczyciel w firmie C2 Education, a w grudniu 2024 roku mial
zostac “nauczycielem miesiaca”. Po zatrzymaniu mial powiedziec, ze jego
celem byli czlonkowie administracji Donalda Trumpa, a pelniacy obowiazki
prokuratora generalnego Todd Blanche ocenil, ze prawdopodobnie chodzilo
takze o prezydenta. Sledczy badaja listy i pisma pozostawione w pokoju
hotelowym lub wyslane do rodziny, z ktorych wynika, ze podejrzany chcial
zaatakowac urzednikow administracji. Napastnik przebiegl przez punkt
kontroli Secret Service w lobby, nie dotarl do sali balowej, otworzyl ogien
w lobby i zostal ujety przez sluzby, a jeden agent Secret Service zostal
ranny. Prokuratura zapowiedziala zarzuty uzycia broni palnej podczas
przestepstwa z uzyciem przemocy oraz napasci na funkcjonariusza federalnego
z uzyciem niebezpiecznej broni, a podejrzany odmawia wspolpracy ze
sledczymi.

Ceny biletow lotniczych rosna, a wedlug informacji przytaczanych przez CNN
spadek kosztow paliwa nie musi oznaczac pozniejszych obnizek dla pasazerow.
Gwaltowny wzrost kosztow paliwa lotniczego jest zwiazany z konfliktem na
Bliskim Wschodzie i znaczaco podnosi koszty dzialania linii. Podwyzki
wynikaja jednak nie tylko z paliwa, ale takze z duzego popytu na podroze.
Mimo wyzszych cen podrozni wciaz rezerwuja loty w rekordowej liczbie u
wielu przewoznikow. Dopoki zainteresowanie konsumentow pozostaje wysokie,
bilety moga utrzymywac sie na wyzszym poziomie niezaleznie od cen paliwa.
Scott Kirby, dyrektor generalny United Airlines, ocenil, ze im dluzej
konsumenci placa wyzsze stawki, a linie przyzwyczajaja sie do tego zrodla
przychodow, tym wieksza szansa, ze ceny takie pozostana. Pasazerowie placa
obecnie srednio o 20 procent wiecej za kazda przebyta mile niz w 2025 roku.
Szef American Airlines Robert Isom wskazal, ze klienci sa sklonni placic
wiecej za udogodnienia, takie jak dodatkowa przestrzen na nogi czy miejsca
blizej przodu samolotu. Paliwo lotnicze od poczatku roku podrozalo prawie
dwukrotnie i jest drugim najwiekszym kosztem operacyjnym linii, po kosztach
pracy. Linie przenosza te koszty na pasazerow, a przedstawiciel Southwest
Airlines poinformowal, ze w branzy bylo juz piec podwyzek cen biletow i
szykowane sa kolejne. Na cene nadal wplywaja takze popyt na konkretna
trase, pora dnia, dzien tygodnia oraz poziom konkurencji, dlatego loty
nocne lub w srodku tygodnia sa zwykle tansze niz polaczenia w godzinach
najwiekszego ruchu.

W Japonii odnotowano silne trzesienie ziemi o magnitudzie 6,2. Wedlug
danych EMSC epicentrum znajdowalo sie 30 kilometrow na poludniowy zachod od
miasta Obihiro w poludniowej czesci wyspy Hokkaido. Obihiro jest miastem
zamieszkanym przez ponad 170 tysiecy osob. Hipocentrum wstrzasow
zlokalizowano na glebokosci 79 kilometrow. Reuters podal, ze jak dotad nie
ma informacji o ofiarach ani zniszczeniach. Wladze nie oglosily ostrzezenia
przed fala tsunami. Elektrownia jadrowa Tomari pracuje bez zaklocen. Media
przypomnialy, ze Japonia lezy w Pacyficznym Pierscieniu Ognia i nalezy do
krajow najbardziej narazonych na trzesienia ziemi. Rocznie wykrywa sie tam
do poltora tysiaca wstrzasow, choc wiekszosc z nich nie jest odczuwalna
przez ludzi. Artykul przypomina tez katastrofe z 11 marca 2011 roku, gdy
Japonie nawiedzilo najsilniejsze trzesienie ziemi w historii kraju, o
magnitudzie 9, po ktorym fale tsunami wdarly sie 10 kilometrow w glab ladu
i doszlo do awarii elektrowni atomowej w Fukushimie. Wedlug danych
Narodowej Agencji Policyjnej zywiol sprzed 15 lat spowodowal smierc co
najmniej 16 tysiecy osob.

Donald Trump w wywiadzie dla programu “60 Minut” telewizji CBS odniosl sie
do sobotniego udaremnionego zamachu oraz zarzutow dotyczacych poziomu
ochrony gali korespondentow w hotelu Washington Hilton. Na slabe
zabezpieczenia mial zwrocic uwage takze niedoszly zabojca Cole Allen, ktory
w swoim manifescie pisal o “szalonej niekompetencji” Secret Service. Trump
odpowiedzial, ze to Allen byl niekompetentny, poniewaz dal sie zlapac i to
dosc latwo. Prezydent USA podkreslil, ze w kazdym wydarzeniu zwiazanym z
bezpieczenstwem mozna znalezc jakis blad, ale jego zdaniem sluzby wykonaly
swietna prace. Wezwal prowadzaca wywiad Nore O’Donnell, aby przekazala
organizatorom gali, ze powinni zorganizowac impreze ponownie w ciagu
miesiaca. Argumentowal, ze wtedy zabezpieczenia beda jeszcze lepsze i
wieksze beda zabezpieczenia obwodowe. Najostrzej zareagowal, gdy
dziennikarka poprosila go o komentarz do fragmentu manifestu zamachowca, w
ktorym pojawily sie oskarzenia pod jego adresem. Trump powiedzial, ze
czekal, az dziennikarka to przeczyta, bo wiedzial, ze to zrobi, po czym
nazwal takie dzialanie okropnym. Zaprzeczyl, aby byl gwalcicielem lub
pedofilem, i stwierdzil, ze nie ma z tym nic wspolnego oraz zostal
calkowicie oczyszczony z zarzutow. O’Donnell zapytala takze o moment, w
ktorym Trump upadl podczas wyprowadzania go przez sluzby, a prezydent
tlumaczyl, ze spowalnial akcje, bo chcial zobaczyc, co sie dzieje. Dodal,
ze funkcjonariusze polecili jemu i Melanii Trump polozyc sie na ziemi.

DETEKTYW

Tajemnicza zbrodnia w Ligockiej Kuzni.

Okolo godziny 23.30, 2 pazdziernika 1991 roku, cisze w Ligockiej Kuzni,
dzielnicy Rybnika, rozrywa dzwiek dzwonow koscielnych. O tej porze zdaje
sie szczegolnie natarczywy i glosny. Ludzie wygladaja przez okna w
pospiechu, przewidujac, ze pali sie kosciol. Jednak ani nad swiatynia, ani
nad plebania nie widac dymu. Ludzie wybiegaja z domow w tym, co akurat
mieli pod reka. Jedni w kaloszach, inni w kapciach, wszyscy z tym samym
niepokojem sciskajacym gardlo. Kiedy wbiegaja do wnetrza plebanii, zastaja
makabryczny widok. Ich proboszcz, ksiadz Henryk Kus, lezy na podlodze w
kaluzy krwi.

Urodzony 22 wrzesnia 1938 roku w Halembie, dzis dzielnicy Rudy Slaskiej,
Henryk Kus dorastal w skromnym domu urzednika Jana oraz Marii, w cieplej i
oddanej rodzinie. Wychowywal sie w realiach powojennego Slaska. Po
ukonczeniu szkoly podstawowej odpowiedzial na rodzace sie w nim powolanie i
wstapil do Nizszego Seminarium sw. Jacka w Katowicach. Lata nauki i
modlitwy uczynily go dojrzalszym, a zdana w 1956 roku matura otworzyla mu
droge do Wyzszego Slaskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Tam,
studiujac filozofie i teologie, budowal fundament swojej kaplanskiej
przyszlosci.

25 czerwca 1961 roku przyjal swiecenia kaplanskie. Zaraz potem wrocil na
okres letni do rodzinnej Halemby, gdzie szybko zdobyl zaufanie wiernych
dzieki empatii i cierpliwosci. Nastepnie pracowal kolejno w parafiach
Slaska: w Kostuchnie, Polomi, Chelmie Slaskim, Czerwionce i Michalkowicach.
W 1972 roku zdal egzamin proboszczowski, przygotowujac prace o ubostwie w
swietle Soboru Watykanskiego II, bedaca swiadectwem jego troski o ludzi i
Kosciol.

W 1974 roku objal funkcje wikariusza parafii NSPJ w Boguszowicach.
Rownoczesnie powierzono mu niezwykle wymagajace zadanie: stworzenie od
podstaw kuracji duszpasterskiej w Ligockiej Kuzni, dzielnicy Rybnika
pozbawionej wlasnego kosciola. To wyzwanie mialo odmienic jego zycie i
historie calej lokalnej spolecznosci.

Gdy Henryk Kus pojawil sie w Ligockiej Kuzni, od razu bylo jasne, ze nie
traktuje swojej misji jak kolejnego urzedowego obowiazku. Z energia i
uporem, ktore zadziwialy parafian, zabral sie do tworzenia wspolnoty
praktycznie od zera. Wiedzial, ze jesli ma zbudowac nowe zycie duchowe w
tej czesci Rybnika, musi zaczac od kosciola. Nie posiadal srodkow na budowe
nowej swiatyni, dlatego postanowil ocalic jeden z rybnickich drewnianych
zabytkow.

To z jego inicjatywy drewniany kosciol sw. Wawrzynca zostal rozebrany w
Boguszowicach, dzielnicy Rybnika, i w calosci przeniesiony do Ligockiej
Kuzni. Dla wielu wydawalo sie to pomyslem szalonym, ale dla niego bylo
oczywiste: mieszkancy zasluguja na wlasna swiatynie, piekna i z dusza.

W grudniu 1975 roku biskup Herbert Bednorz poswiecil przeniesiony kosciol,
ktory od tej chwili stal sie sercem nie tylko parafii, ale i calej
dzielnicy. Za swoje zaangazowanie ksiadz Kus zostal wyrozniony prawem
uzywania tytulu proboszcza jeszcze zanim parafia formalnie powstala. A gdy
29 kwietnia 1977 roku parafia w Ligockiej Kuzni zostala oficjalnie
erygowana, to wlasnie on zostal jej pierwszym proboszczem. Otrzymywal
propozycje przejscia do wiekszych i bardziej prestizowych placowek, lecz
konsekwentnie je odrzucal.

Mimo ze parafia byla duza i wymagajaca, ksiadz Henryk prowadzil ja
samotnie, bez wikarego. Na plebanii wspierala go jedynie pani Anna,
gosposia, ktora zamieszkala tam 3 pazdziernika 1980 roku. Od pierwszych dni
stala sie kims wiecej niz pomoca domowa. Laczyla ich bliska, pelna zaufania
relacja, dostrzegana przez parafian.

Anna nie miala wlasnej rodziny. Cale zycie poswiecila parafii i ksiedzu.
Dbala o porzadek, gotowala, pilnowala zdrowia duchownego, jezdzila z nim do
krewnych i znajomych.

Sam ksiadz Kus slynal ze skromnosci. Choc kierowal liczna wspolnota,
mieszkal zwyczajnie, w jednopietrowej plebanii z niewielkim salonem i
kuchnia na dole oraz prostym pokojem na pietrze. Pani Anna miala swoj pokoj
obok. Jego samochod niczym sie nie wyroznial, ale byl zawsze w idealnym
stanie, bo tak jak o parafie, dbal rowniez o rzeczy mu powierzone.

Parafianie pamietali go rowniez z cieplej relacji z przewodniczacym rady
parafialnej, kierownikiem lokalnego sklepu, z ktorym laczyla go szczera
przyjazn. Na wazne uroczystosci do Ligockiej Kuzni czesto przyjezdzali tez
rodzice ksiedza i jego brat. Rodzina byla dla niego ogromnie wazna.

Henryk Kus byl jednym z tych duchownych, ktorzy nie zamykaja sie w murach
kosciola. Ludzie widzieli go wszedzie: u ubogich, u chorych, na podworkach,
w rozmowach z parafianami, na ktore – jak mowiono – zawsze potrafil znalezc
czas. Nic dziwnego, ze w Ligockiej Kuzni mowiono o nim po prostu: “nasz
ksiadz”.

Pod koniec 1985 roku parafia stanela jednak przed trudnym momentem. Wladze
miasta obiecaly przekazac jej teren przy ulicy Wolnej, idealny na nowy
cmentarz. Wszystko bylo uzgodnione, az nagle – pod naciskiem partyjnych
decydentow – urzednicy zmienili zdanie. Zamiast cmentarza mialy tam powstac
ogrodki dzialkowe.

Dla ksiedza Henryka byl to cios. Poczul sie oszukany i nie zamierzal
milczec. W rozmowie z Kazimierzem Zakiem, owczesnym przewodniczacym zarzadu
dzielnicy, zapowiedzial, ze jesli decyzja nie zostanie cofnieta, publicznie
oglosi z ambony, ze nie ufa juz wladzom. A w tamtych czasach takie
przemowienie ksiedza moglo miec ogromne konsekwencje dla samorzadowcow,
poniewaz parafianie nie zaglosowaliby ponownie na wladze, ktore nie
dotrzymaly obietnicy. Kazimierz Zak wiedzial, ze ksiadz mowi powaznie.
Ruszyl wiec do przewodniczacego rady miasta, a ten od razu zwrocil sie do
prezydenta Rybnika. Rozmowa byla burzliwa, ale skuteczna, bo prezydent
obiecal naprawic blad i zobowiazal sie osobiscie nadzorowac sprawe, ktorej
wykonanie powierzyl swojemu zastepcy. Miesiac pozniej dzialka trafila do
parafii. Cmentarz powstal zgodnie z obietnica.

Ksiadz Kus dbal o swoja parafie w najdrobniejszych szczegolach. Pilnowal,
by teren wokol kosciola byl zadbany i piekny, by swiatynia lsnila
czystoscia, a ludzie czuli sie w niej jak u siebie. Byl zyczliwy, spokojny,
zawsze gotow pomoc i – co niezwykle – naprawde trudno dzis znalezc
kogokolwiek, kto powiedzialby o nim choc jedno zle slowo.

– Kiedy rozmawialismy z mieszkancami Rybnika, wszyscy, ktorzy pamietali
ksiedza, prosili nas o to, zebysmy znalezli zabojce ich ukochanego ksiedza
– mowi policjant z Archiwum X w Katowicach. – Miejscowi dobrze go pamietaja
i wypowiadaja sie o nim w samych superlatywach.

Choc dzis moze brzmiec to zbyt idealnie, niemal jak legenda, parafianie tak
wlasnie go wspominaja. Z cieplem, szacunkiem i wdziecznoscia. Bo zawsze
dotrzymywal obietnic skladanych parafianom, a kazde rozpoczete przez niego
przedsiewziecie bylo realizowane do konca z najwieksza starannoscia.

Tym bardziej trudno uwierzyc w to, ze ktos postanowil odebrac mu zycie w
sposob tak okrutny.

Wieczor 2 pazdziernika 1991 roku byl jednym z tych, ktorych nie mozna
nazwac zlota polska jesienia. Chlod wdzieral sie pod ubrania, w powietrzu
czuc bylo zblizajaca sie ulewe, a z kominow domow w Ligockiej Kuzni snuly
sie smugi dymu. W parafii sw. Wawrzynca dzien minal zupelnie zwyczajnie:
poranna msza, odwiedziny chorych, pogrzeb. Potem zakupy, urzedowe sprawy,
troche papierow do podpisania i chwila modlitwy. Nic, co burzyloby
codzienny rytm.

Po poludniu zajrzalo kilka osob, rozmowy byly krotkie i malo znaczace.
Wieczor zapowiadal sie spokojnie. Przynajmniej do momentu, gdy ksiadz
Henryk usiadl przed telewizorem, zeby obejrzec rewanzowy mecz Gornika
Zabrze z Hamburgerem SV. Emocje szybko przerodzily sie we frustracje. Okolo
godziny 18.45 jego humor gwaltownie opadl, a gdy o 19.15 tablica wynikow
pokazywala 0:3, atmosfera w salonie z pewnoscia byla ciezka. Nastepnego
dnia gazety napisaly “Auf Wiedersehen, Gornik!”, ale tego wieczoru ksiadz
zapewne komentowal to dosadniej, bo byl wielkim kibicem Gornika, a jego
ukochana druzyna wlasnie odpadla z rozgrywek Pucharu UEFA.

Pozniej w telewizji nadano 103. odcinek “Dynastii”, serialu, ktory o tej
porze ogladala niemal cala Polska. Za oknem zaczynal padac deszcz,
rytmicznie uderzajac o szyby. Komu chcialoby sie wychodzic z domu w taka
pogode?

Po godzinie 22 oboje – ksiadz i jego gospodyni – udali sie na nocny
spoczynek. On do swojej sypialni, ona do swojego pokoju. To, co wydarzylo
sie pozniej, znamy wylacznie z jej relacji. Nie ma innych swiadkow.

W domu panowala cisza. Wiatr tylko od czasu do czasu szarpal galezie i
bebnil o parapet. Nikt nie mogl przewidziec, ze za niecale dwie godziny ta
noc przejdzie do historii parafii jako najczarniejsza w jej dziejach.

Okolo godziny 23.30 cisze przecial dzwiek, ktory natychmiast wyrwal
gospodynie ze snu. Uslyszala glos ksiedza, przerywany szamotanina, jakby
probowal wolac o pomoc w przerwach miedzy uderzeniami. Pani Anna,
przerazona, ale zdecydowana, wybiegla na korytarz. Pierwsze, co zrobila, to
dopadla do przycisku uruchamiajacego koscielne dzwony. Wiedziala, ze ich
dzwiek obudzi mieszkancow. Wiedziala tez, ze jesli dzwony milcza noca,
oznacza to spokoj. A jesli bija – dzieje sie cos naprawde zlego.

Pierwsi mieszkancy, zdyszani i mokrzy, dotarli do plebanii, gdzie na progu
stala przerazona gospodyni. Bez slowa wprowadzila ich do srodka. Wszyscy
ruszyli na pietro, po skrzypiacych schodach, w kierunku waskiego
pomieszczenia miedzy sypialnia a lazienka ksiedza. To, co tam zobaczyli,
zatrzymalo ich w pol kroku.

Ksiadz Henryk lezal na plecach. Nogi mial skierowane w glab pokoju, glowe i
czesc tulowia w progu, jakby probowal uciec. W powietrzu unosila sie
ciezka, metaliczna won krwi zmieszanej z eterem. Rany – liczne, glebokie,
zadane z brutalna precyzja – pokrywaly klatke piersiowa, brzuch i plecy.
Wygladalo to tak, jakby ktos w emocjonalnej furii chcial upewnic sie, ze
ksiadz juz nie wstanie.

Policja pozniej zasugerowala, ze napastnik wszedl przez okno spizarni. Tyle
ze okno znajdowalo sie na wysokosci prawie czterech metrow, a pod nim
oparta byla cienka, chwiejaca sie tyczka – zbyt slaba, by uniosla doroslego
czlowieka. Dodatkowo na parapecie staly rowno poukladane sloiki z
przetworami. Gdyby ktos wlamal sie ta droga, choc jeden musialby spasc. Ale
wszystkie staly na swoim miejscu.

Tymczasem do plebanii naplywali kolejni parafianie. Deszcz wlewal sie przez
otwarte drzwi, mokre buty zostawialy slady, z parasoli splywala woda wprost
na podloge. Wszyscy chcieli cos zrobic, pomoc, ale zamiast tego –
zaszkodzili. W tym chaosie nikt nie myslal o sladach, o zabezpieczeniu
miejsca zdarzenia. Ludzie krecili sie po korytarzu i pokojach, nieswiadomie
zacierajac to, co dla policji moglo okazac sie kluczowe.

O godzinie 23.50 przybyly lekarz pogotowia wypowiedzial slowa, ktore dla
wielu mieszkancow byly jak cios.

– Ksiadz Henryk Kus nie zyje – powiedzial z wyraznym przejeciem.

Wkrotce wokol plebanii zaroilo sie od policyjnych radiowozow.
Funkcjonariusze z latarkami i aparatami fotograficznymi rozbiegli sie po
terenie. Jedni dokumentowali kazdy slad, inni sporzadzali protokoly,
kolejni sprawdzali pobliskie ulice, jakby napastnik mogl wciaz kryc sie w
ciemnosciach. Ale nikt nie widzial zabojcy.

Wewnatrz plebanii panowal nerwowy gwar. Ktos szkicowal uklad pomieszczen,
ktos inny podnosil z podlogi drobne przedmioty, zapisujac numery dowodow.
Jednak wiele sladow bylo juz bezpowrotnie straconych. Mieszkancy, ktorzy
chwile wczesniej wbiegli na pomoc, nieswiadomie zatarli to, co moglo okazac
sie kluczowe: zdeptane plamy, przestawione drobiazgi, rozmazane slady linii
papilarnych.

Na zewnatrz, pod krzyzem, zbieral sie coraz wiekszy tlum. Ludzie stali w
strugach deszczu, niektorzy mokli do suchej nitki, inni trzymali drzace
swiece. Modlili sie szeptem, ocierali lzy, patrzyli w okna plebanii, jakby
wciaz nie wierzyli, ze ksiedza Henryka naprawde juz nie ma.

Podczas przeszukania sypialni sledczy natkneli sie na przedmiot, ktorego
obecnosc na plebanii bardzo ich zdziwila. Na podlodze lezala sciereczka
nasaczona eterem. Pojawily sie pytania, ktore nie dawaly spokoju. Czy
sprawca chcial uspic ksiedza, by latwo go obezwladnic? Czy cos poszlo nie
tak? A moze – jakkolwiek przewrotnie to brzmi – chcial zabic ksiedza tak,
by nie czul bolu?

Wiadomosc o zbrodni rozniosla sie po regionie z predkoscia swiatla. Jeszcze
przed switem mieszkancy Rybnika i okolicznych wsi przekazywali ja sobie,
kazdy dodajac do niej element niedowierzania.

Sekcja zwlok, wykonana w Zakladzie Medycyny Sadowej Slaskiej Akademii
Medycznej, tylko potwierdzila ogrom tragedii. Trzynascie ciosow nozem.
Celnych, bardzo glebokich ran, zadanych z wsciekloscia. Kilka z nich bylo
smiertelnych.

Sledztwo ruszylo pelna para, z hipoteza o motywie rabunkowym, choc dziwnie
bylo mowic o rabunku, skoro z plebanii nie zginelo absolutnie nic.
Wygladalo na to, ze sprawca w panice uciekl, zanim zdazyl siegnac po
jakakolwiek rzecz. Ale taka liczba ciosow mogla jednak sugerowac motyw
bardziej emocjonalny. W kolejnych dniach policjanci doslownie pukali do
kazdych drzwi w Ligockiej Kuzni. To wtedy pojawila sie informacja o trzech
nieznanych mezczyznach widzianych w okolicy plebanii w dniu zabojstwa. Na
podstawie opisow powstaly portrety pamieciowe, opublikowane pozniej w
lokalnych gazetach. Policja jednak od razu studzila emocje – nie bylo
zadnych twardych dowodow, ze ci ludzie maja cokolwiek wspolnego z
zabojstwem. Rysopisy wygladaly nastepujaco: pierwszy mezczyzna byl krepej
budowy, mial okolo 170 – 176 cm wzrostu, owalna twarz, dlugi nos i proste,
dlugie blond wlosy; wygladal na 30 – 35 lat. Drugi byl sredniej postury,
okolo 175 cm wzrostu, mial szczupla twarz, zaznaczona brode i blond wlosy
do ramion, podwijajace sie na koncach; ubrany byl w jeansy i jasna koszule;
jego wiek oceniono na 30 – 33 lata. Trzeci mezczyzna mial okolo 170 cm
wzrostu, pelna, czworokatna twarz, duze oczy, krzaczaste brwi, krotki,
szeroki nos oraz plaska brode z wyraznym podbrodkiem; jego wlosy byly
szpakowate, falujace, zaczesane do gory, z widoczna lysina skroniowa; mial
szerokie ramiona i duzy brzuch; ubrany byl w koszulke polo, jasna kurtke w
kolorze “kawy z mlekiem” oraz szerokie, ciemne spodnie; wygladal na 55 – 60
lat.

Im glebiej sledczy analizowali te sprawe, tym bardziej wymykala sie ona
logice. Nikt nie widzial ucieczki sprawcy, nic nie zginelo, a wszystkie
drzwi i okna byly zamkniete od srodka. Morderstwo bez swiadkow, bez rabunku
i bez jasnego motywu.

W tym czasie parafia pograzyla sie w ciszy i zalobie. Juz 5 pazdziernika
odbyla sie uroczysta eksportacja ciala ksiedza Henryka, prowadzona przez
biskupa Jana Zimniaka. Nastepnego dnia odbyl sie pogrzeb. Choc siapil
deszcz, a zimne powietrze przeszywalo ludzi na wskros, kosciol i cala jego
okolica wypelnily sie tlumem. Rodzina, dziesiatki ksiezy, setki parafian i
przedstawiciele wladz.

Arcybiskup Damian Zimon, stojac przy trumnie proboszcza, mowil z
przejmujacym spokojem:

– Nie pragnal rozglosu, pragnal ludzi. Uczyl wiary czynem, nie slowem.

Arcybiskup przypomnial rowniez o latach, w ktorych ksiadz Kus walczyl o
przeniesienie zabytkowego, drewnianego kosciola z Boguszowic. Gdy w czasach
PRL-u budowa nowej swiatyni byla praktycznie nierealna, on – z uporem i
determinacja – ratowal slaski zabytek.

Trumne z cialem ksiedza zlozono na placu przy poludniowej scianie kosciola,
dokladnie tam, gdzie sam kiedys wskazal miejsce dla parafialnych
uroczystosci. Marmurowy nagrobek jest prosty i elegancki, przeciety
delikatna, symboliczna rysa. W kamieniu wyryto slowa i daty: “Badz wola
Twoja. 1938 – 1961 – 1991” – rok urodzenia, swiecen kaplanskich i
tragicznej smierci.

Od dnia pogrzebu kwiaty nie zniknely z jego grobu nawet na chwile, jakby
cala Ligocka Kuznia wciaz probowala wynagrodzic mu wszystko, czego ta
tragiczna noc nie pozwolila mu dokonczyc.

W pogodny, pazdziernikowy dzien 2025 roku Ligocka Kuznia wyglada zupelnie
inaczej, niz mozna by sie spodziewac po miejscu naznaczonym jedna z
najbardziej tajemniczych zbrodni na Slasku. Promienie slonca odbijaja sie w
oknach plebanii, cieply wiatr porusza liscmi, a wokol kosciola uwijaja sie
parafianie, porzadkujacy teren. Grabia liscie, poprawiaja rabaty, czyszcza
kostke brukowa. Swiatynia i jej otoczenie zyja swoim zwyklym rytmem, jakby
– z szacunku dla zamordowanego proboszcza – mieszkancy chcieli zadbac o to,
co po sobie pozostawil.

Choc plebania zostala odnowiona, zachowala swoj dawny ksztalt – ten sam,
ktory pamietaja wszyscy swiadkowie tragicznej nocy sprzed 34 lat. Tuz obok,
przy poludniowej scianie kosciola, spoczywa ksiadz Henryk Kus. Jego grob
wyroznia sie skromnoscia i dbaloscia. Swieze kwiaty, starannie ulozone,
oraz rowno plonace znicze swiadcza o tym, ze pamiec o proboszczu wciaz jest
zywa. W kosciele wisi tablica poswiecona jego zyciu i tragicznej smierci.

Wspolczesna Ligocka Kuznia jest spokojna, niemal senna. Ulice bywaja puste,
a dzwieki dochodza jedynie z oddalonych domow: zamykane okiennice,
pojedynczy rowerzysta przemierzajacy ulice, autobus PKS, echo rozmow za
plotem. Dopiero po dluzszej chwili mozna spotkac mieszkancow, ktorzy
pamietaja rok 1991 nie z gazet, lecz z wlasnych wspomnien.

Jedna z takich osob wraca myslami do wydarzen sprzed lat z widocznym
wahaniem. W jej slowach pobrzmiewa cos, czego przez dlugi czas nie
potrafila wypowiedziec na glos. Zwraca uwage, ze zabojstwo proboszcza mialo
miejsce dokladnie w rocznice dnia, w ktorym jego gospodyni, Anna,
rozpoczela u niego prace.

– Relacja tych dwojga byla bardzo bliska, jak na ksiedza i gosposie – mowi
cicho anonimowa mieszkanka. – Ta relacja budzila wsrod mieszkancow rozne
domysly, ale skoro to tylko domysly, trudno mowic o tym glosno, bo to
pewnie tylko plotki.

W pamieci mieszkancow pozostala takze scena z feralnej nocy: drzwi plebanii
byly zamkniete od srodka – tak opowiadali ci, ktorzy jako pierwsi
odpowiedzieli na dzwiek dzwonow. To gospodyni otworzyla je, kiedy ludzie
dobiegli na miejsce. Dzis nie ma juz mozliwosci zapytac jej o tamte
wydarzenia, bo pani Anna nie zyje.

Kosciol i jego otoczenie sa wyjatkowo estetyczne i zadbane. Dzwony bija juz
spokojnie, ich dzwiek nikogo nie dziwi. Choc zapewne niejednej osobie
odglos bijacych dzwonow co pewien czas przypomina tamta tragiczna,
deszczowa i zimna noc.

Proboszcz zapisal sie w pamieci parafian nie tylko jako ofiara zbrodni,
lecz przede wszystkim jako czlowiek oddany, skromny i niezwykle pracowity.
Mieszkancy nadal wierza, ze prawda kiedys wyjdzie na jaw, a sprawca
zostanie osadzony.

Proba pozyskania nowych informacji od funkcjonariuszy katowickiego Archiwum
X zakonczyla sie takim samym milczeniem, jakie towarzyszy tej sprawie od
lat. Sledczy zapewniaja, ze chetnie opowiedza o wszystkim, co w tej sprawie
jest faktem i co mozna udowodnic, ale jeszcze nie teraz.

– Od wielu lat w tej sprawie pojawiaja sie roznego rodzaju plotki, a dla
nas wazne jest nie to, co zaslyszymy na rybnickich ulicach, tylko to, co
jestesmy w stanie udowodnic w sadzie – mowi sledczy, rozkladajac rece. –
Faktem jest, ze wiele sladow w tej sprawie utracono bezpowrotnie w trakcie
akcji ratunkowej prowadzonej przez mieszkancow, ale to nie oznacza, ze nie
ma zadnych dowodow.

A w Ligockiej Kuzni czekanie na prawde trwa nadal. Mijaja lata, zmieniaja
sie pokolenia, ale pytania nie znikaja. Wystarczy przejsc wzdluz murow
kosciola, by poczuc niezwyklego ducha tego miejsca, gdzie przeszlosc miesza
sie z terazniejszoscia. Nie sposob minac tego miejsca, nie zadajac sobie
pytania, kto i w jaki sposob wszedl na plebanie w ulewna noc, gdy szalal
wiatr, a w oknach okolicznych domow panowala ciemnosc.

Jesli ktos zna odpowiedz na to pytanie albo posiada nawet najdrobniejsza
informacje dotyczaca wydarzen z nocy z 2 na 3 pazdziernika 1991 roku w
Ligockiej Kuzni w Rybniku, proszony jest o kontakt z policja. Kazdy trop
moze miec znaczenie. Zgloszenia mozna przekazywac dyzurnemu Komendy
Wojewodzkiej Policji w Katowicach pod numerem 47 85 114 44, w dowolnej
jednostce policji lub dzwoniac pod numer 997.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

http://www.maritime-security.eu/

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.