Dzien dobry – tu Polska – 24.05.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI Nr 145 (6977)

24 maja 2026 roku

Pogoda

Dzis pogodnie, chwilami wiecej chmur. Temperatura okolo 27 st. C w dzien i
12 st. C w nocy.

Kursy walut

EUR – 4,25 zl

USD – 3,66 zl

GBP – 4,91 zl

CHF – 4,65 zl

Dzien dobry Czytelnicy 🙂

Przy okazji ze Dar Mlodziezy znow gosci w naszej Gazetce pozdrawiam
serdecznie jego Zaloge, ktora podczas wizyty na Wyspie Man poinformowala
Kube Syna Gargamela, za Gazetke zna i czyta. Dziekujemy i milego rejsu
zyczymy 🙂

Milej niedzieli 🙂

Ania Iwaniuk

Dowcip

– Kelner, ta zupa jest zimna!

– To specjalnosc lokalu, prosze pana.

– Zimna zupa?

– Nie, cierpliwy klient.

W Chinach doszlo do jednej z najtragiczniejszych katastrof gorniczych
ostatnich lat. W kopalni wegla w miescie Changzhi w prowincji Shanxi
nastapil wybuch gazu, gdy pod ziemia pracowalo 247 gornikow. Do eksplozji
doszlo krotko po tym, jak kierownictwo kopalni wydalo ostrzezenie o
wzroscie stezenia tlenku wegla. Z kopalni udalo sie wydostac 201 osob,
jednak wedlug najnowszych danych chinskiej agencji Xinhua zginelo co
najmniej 82 gornikow. Poczatkowo informowano jedynie o osmiu ofiarach
smiertelnych, dlatego media zwrocily uwage na nagly i niewyjasniony wzrost
liczby zabitych. Na miejsce skierowano sluzby ratunkowe i rozpoczeto akcje
poszukiwawczo-ratunkowa. Przywodca Chin Xi Jinping polecil wladzom “nie
szczedzic wysilkow” w leczeniu rannych oraz prowadzeniu akcji ratunkowej.
Nakazal takze przeprowadzenie szczegolowego sledztwa i ukaranie osob
odpowiedzialnych za katastrofe. Premier Li Qiang wezwal z kolei do
rzetelnego informowania opinii publicznej i rygorystycznego rozliczenia
sprawcow. Prowincja Shanxi jest jednym z najwazniejszych zaglebi wydobycia
wegla w Chinach, ktore pozostaja najwiekszym producentem i konsumentem tego
surowca na swiecie. Choc bezpieczenstwo w chinskich kopalniach poprawilo
sie w ostatnich latach, nadal regularnie dochodzi tam do tragicznych
wypadkow.

Ministrowie spraw wewnetrznych i administracji oraz cyfryzacji podpisali
rozporzadzenie dotyczace transkrypcji zagranicznych aktow malzenstw
jednoplciowych do polskiego rejestru stanu cywilnego. Oznacza to, ze po
wejsciu nowych przepisow w zycie mozliwe bedzie uznawanie w Polsce
malzenstw zawartych legalnie za granica niezaleznie od plci malzonkow.
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformowal, ze nowe wzory aktow
malzenstwa pozwola na transkrypcje takich zwiazkow w kazdym Urzedzie Stanu
Cywilnego w kraju. Podkreslil, ze panstwo powinno traktowac wszystkich
obywateli z godnoscia i szacunkiem. Marcin Kierwinski przekazal, ze
rozporzadzenie realizuje wczesniejsze zapowiedzi rzadu oraz wykonuje wyroki
sadow. Pelnomocniczka rzadu ds. rownosci Katarzyna Kotula nazwala ten dzien
historycznym dla rownosci i godnosci obywateli. Wedlug nowych wzorow
dokumentow dotychczasowe rubryki “mezczyzna” i “kobieta” zostana zastapione
zapisem “mezczyzna/kobieta”, co umozliwi wpisanie dwoch kobiet lub dwoch
mezczyzn w jednym akcie malzenstwa. Kotula poinformowala, ze rozporzadzenie
ma zostac opublikowane jeszcze tego samego dnia, natomiast techniczne
wdrozenie zmian do systemow panstwowych, w tym PESEL, moze potrwac okolo
trzech miesiecy. Podstawa zmian byly wyroki NSA oraz TSUE, zgodnie z
ktorymi panstwa UE maja obowiazek uznawania malzenstw jednoplciowych
zawartych legalnie w innych krajach Unii. W marcu NSA nakazal transkrypcje
aktu malzenstwa dwoch Polakow pobranych w Berlinie, a od tamtego czasu
podobne decyzje objely siedem par jednoplciowych. Wczesniej projekt wzorow
dokumentow wywolywal spory w koalicji rzadzacej, szczegolnie wokol
propozycji uzywania okreslen “malzonek pierwszy” i “malzonek drugi”.
Premier Donald Tusk publicznie zobowiazal ministrow do przygotowania
odpowiedniego rozporzadzenia i przeprosil osoby, ktore przez lata czuly sie
odrzucane przez panstwo. Po tej deklaracji prace nad przepisami wyraznie
przyspieszyly.

Do Ministerstwa Finansow trafil list obecnych i bylych pracownikow Polskiej
Agencji Kosmicznej, w ktorym zarzucono kierownictwu instytucji demontaz
agencji, lamanie praw pracowniczych i chaos organizacyjny. Autorzy pisma
twierdza, ze od roku obserwuja praktyczny rozpad POLSA, a niemal jedna
trzecia personelu miala stracic prace. Wedlug sygnatariuszy zadania
ustawowe agencji przestaly byc skutecznie realizowane, a pracownicy sa
zastraszani i ponizani. Wskazano miedzy innymi na problemy z
funkcjonowaniem Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej, brak dzialan
przy budowie Centrum Obserwacji Satelitarnej oraz biernosc wobec projektow
zwiazanych z NASA i misja Artemis. W liscie podniesiono takze kwestie
zaprzepaszczenia potencjalu misji IGNIS z udzialem polskiego astronauty
oraz slabego przygotowania do organizacji Miedzynarodowego Kongresu
Astronautycznego 2027 w Poznaniu. Ministerstwo Rozwoju i Technologii
potwierdzilo, ze analizuje skarge od 7 maja. Panstwowa Inspekcja Pracy
rozpoczela czynnosci kontrolne, ktore zostaly przekazane z Gdanska do
Warszawy. POLSA odpowiedziala, ze reorganizacja byla naturalnym skutkiem
zmian organizacyjnych i nowego statutu. Agencja podala, ze obecnie
zatrudnia 100 osob, a rozwiazanie umow dotyczylo 23 pracownikow w roznych
trybach, miedzy innymi wypowiedzen, porozumien stron oraz odmowy przyjecia
nowych warunkow pracy. Kierownictwo stanowczo odrzucilo zarzuty mobbingu i
podkreslilo, ze wdrozono procedury antymobbingowe jeszcze przed pojawieniem
sie publicznych oskarzen. Wedlug agencji w ciagu roku wplynelo tylko jedno
zgloszenie, ktore po analizie uznano za bezzasadne. POLSA zapewnila
rowniez, ze wszystkie dzialania kadrowe prowadzono zgodnie z prawem pracy i
obowiazujacymi procedurami.

Sad apelacyjny w Paryzu uznal Air France i Airbusa winnymi nieumyslnego
spowodowania smierci w zwiazku z katastrofa lotu Air France 447 z 2009
roku. Samolot Airbus A330 lecacy z Rio de Janeiro do Paryza rozbil sie nad
Atlantykiem podczas burzy po utracie kontroli przez pilotow. Zginelo
wszystkich 228 osob znajdujacych sie na pokladzie, w tym 12 czlonkow zalogi
i 216 pasazerow. Wydobywanie cial z oceanu trwalo tygodniami, a czesc ofiar
odnaleziono nadal przypieta pasami bezpieczenstwa we wraku maszyny. Byla to
najtragiczniejsza katastrofa w historii francuskiego lotnictwa. Raport
francuskiej agencji bezpieczenstwa lotniczego wykazal, ze do tragedii
przyczynily sie bledy pilotow oraz niesprawnosc rurek Pitota, ktore po
oblodzeniu przekazywaly bledne dane o predkosci. Zaloga nie zareagowala
prawidlowo na sygnaly alarmowe dotyczace utraty sily nosnej, co w ciagu
czterech minut doprowadzilo do uderzenia samolotu w ocean. W 2023 roku sad
pierwszej instancji uniewinnil Air France i Airbusa od odpowiedzialnosci
karnej, uznajac jedynie ich odpowiedzialnosc cywilna. Teraz sad apelacyjny
calkowicie zmienil ocene sprawy i skazal obie firmy na maksymalna mozliwa
kare grzywny wynoszaca 225 tysiecy euro kazda. Francuskie media okreslily
wyrok jako “spektakularny zwrot akcji”. Obie firmy zapowiedzialy apelacje i
nadal twierdza, ze decydujacy byl czynnik ludzki. Prokuratorzy
argumentowali jednak, ze personel nie zostal odpowiednio przeszkolony do
sytuacji zwiazanych z awaria rurek Pitota i blednymi wskazaniami predkosci.
Proces apelacyjny trwal od wrzesnia 2025 roku, a do sprawy przylaczylo sie
281 stron cywilnych reprezentujacych rodziny ofiar.

Zaglowiec “Dar Mlodziezy” znajduje sie obecnie w polowie drogi pomiedzy
Wyspami Kanaryjskimi a Wyspami Zielonego Przyladka i zmierza do portu
Nassau na Bahamach. Jednostka 16 kwietnia wyplynela z Gdyni do Stanow
Zjednoczonych, gdzie wezmie udzial w obchodach 250. rocznicy podpisania
Deklaracji Niepodleglosci USA. Na pokladzie znajduje sie 114 studentow
Wydzialu Nawigacyjnego Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, podzielonych na trzy
wachty. Komendant statku kpt. Michal Sadowski poinformowal, ze wiekszosc
praktykantow po raz pierwszy ma kontakt z morzem i sluzba na statku, ale
mimo to radza sobie bardzo dobrze. Studenci ucza sie sterowania jednostka,
prowadzenia obserwacji, pracy na mapach oraz codziennych obowiazkow
zalogowych, takich jak utrzymywanie porzadku, pomoc w kuchni czy obieranie
ziemniakow. Kapitan podkreslil, ze praktykanci sa pelnoprawna czescia
zalogi, a nie pasazerami. Podczas rejsu prowadzone sa rowniez prace
konserwacyjne przygotowujace jednostke do wizyty w USA, miedzy innymi
szlifowanie relingow i malowanie pokladowek. Rejs przebiega w bardzo
dobrych warunkach pogodowych, a statek osiaga predkosci od 7 do 9 wezlow
dzieki korzystnym wiatrom od rufy. Studenci mieli mozliwosc kontaktu
telefonicznego podczas mijania Teneryfy, ale wedlug kapitana dobrze znosza
brak internetu, a czesc z nich wrecz docenia zycie offline. Obecny etap
podrozy prowadzi z Kadyksu przez Bahamy do Stanow Zjednoczonych. W drugiej
polowie czerwca “Dar Mlodziezy” odwiedzi Norfolk, Nowy Jork i Boston.
Kulminacyjnym punktem wyprawy bedzie udzial fregaty w miedzynarodowej
paradzie zaglowcow 4 lipca w Nowym Jorku. Uniwersytet Morski w Gdyni
planuje jednoczesnie budowe nowego zaglowca szkolnego, ktory ma zastapic
45-letni “Dar Mlodziezy”. Koszt nowej jednostki szacowany jest na okolo 350
milionow zlotych.

Premier Donald Tusk pozytywnie ocenil decyzje prezydenta USA Donalda Trumpa
o wyslaniu do Polski dodatkowych pieciu tysiecy amerykanskich zolnierzy.
Trump oglosil, ze decyzja ma zwiazek z “sukcesem wyborczym” prezydenta
Karola Nawrockiego oraz relacjami z nim. Szczegoly dotyczace rozmieszczenia
wojsk nie zostaly jeszcze ujawnione. Wczesniej Pentagon informowal o
wstrzymaniu rotacji czterech tysiecy zolnierzy do Polski. Donald Tusk
napisal, ze jest to dobra wiadomosc zarowno dla Polski, jak i Stanow
Zjednoczonych, a takze podziekowal wszystkim osobom zaangazowanym w sprawe,
w tym prezydentowi Nawrockiemu, ministrom, kongresmenom i przyjaciolom
Polski w USA. Szef MSZ Radoslaw Sikorski podczas szczytu NATO w Szwecji
rowniez podziekowal amerykanskim politykom i zaznaczyl, ze obecnosc wojsk
USA pozostanie na dotychczasowym poziomie. Minister obrony Wladyslaw
Kosiniak-Kamysz uznal decyzje za dowod bardzo silnych relacji
polsko-amerykanskich i podkreslil, ze Polska jest “zelaznym sojusznikiem”
USA. Wedlug niego decyzja byla efektem wspolpracy wszystkich polskich
osrodkow wladzy, wojska i dyplomacji. Kosiniak-Kamysz mowil, ze bez dzialan
polskiej strony oraz wsparcia kongresmenow i senatorow amerykanskich nie
doszloby do takiej decyzji. Dodal, ze teraz konieczny jest proces
planistyczny po stronie amerykanskiej, ktory moze potrwac od dwoch do
czterech tygodni. Minister przypomnial takze o ogromnych polskich zakupach
zbrojeniowych w USA, obejmujacych miedzy innymi samoloty F-35 i smiglowce
Apache o lacznej wartosci okolo 63 miliardow dolarow. Wedlug szefa MON
Polska nie tylko utrzyma obecny poziom bezpieczenstwa, ale moze dodatkowo
zyskac pod wzgledem liczby zolnierzy i zdolnosci operacyjnych.

Tajlandia zdecydowala o zaostrzeniu przepisow wizowych i zakonczeniu
60-dniowego programu bezwizowego dla obywateli 93 panstw i terytoriow, w
tym Polski. Po zmianach turysci beda mogli przebywac w Tajlandii bez wizy
przez maksymalnie 30 dni. Czesc podroznych z wybranych krajow otrzyma
mozliwosc uzyskania wizy dopiero po przyjezdzie. Wladze nie podaly jeszcze
dokladnej daty wejscia nowych regulacji w zycie. Decyzja oznacza zwrot w
polityce Tajlandii, ktora w 2024 roku liberalizowala przepisy wizowe, by
pobudzic turystyke po pandemii koronawirusa. Tajlandia przyjela w 2025 roku
prawie 33 miliony turystow zagranicznych, ale rzad uznal, ze czesc
obcokrajowcow naduzywa liberalnych zasad pobytu. Tajskie MSZ wskazalo, ze
nowe ograniczenia wynikaja z kwestii bezpieczenstwa narodowego. W mediach
spolecznosciowych regularnie pojawialy sie nagrania przedstawiajace akty
wandalizmu w swiatyniach, pijackie awantury oraz inne nieodpowiednie
zachowania turystow. Wladze wielokrotnie zatrzymywaly cudzoziemcow pod
zarzutem handlu narkotykami i ludzmi. W ostatnich latach znaczaco wzrosla
liczba rosyjskich turystow odwiedzajacych Tajlandie i stanowili oni juz
czwarta najwieksza grupe przyjezdnych po obywatelach Indii, Chin i Malezji.
Tajskie sluzby wielokrotnie ostrzegaly Rosjan przed przekraczaniem terminow
waznosci wiz. Dodatkowo ambasada Izraela w Tajlandii apelowala do swoich
obywateli przebywajacych w Phuket o przestrzeganie lokalnych przepisow.
Tajlandia zaostrzyla rowniez polityke dotyczaca marihuany. Po wczesniejszej
dekryminalizacji konopi w 2022 roku doszlo do gwaltownego wzrostu uzywania
ich rekreacyjnie, dlatego wladze ponownie wprowadzily kary za korzystanie z
marihuany w celach innych niz medyczne.

Rzecznik polskiej sekcji Globalnej Flotylli Sumud Rafal Piotrowski
poinformowal, ze polscy aktywisci zatrzymani wczesniej przez Izrael sa juz
bezpieczni. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela przekazalo, ze wszyscy
zatrzymani czlonkowie flotylli zostana deportowani. Rzecznik polskiego MSZ
Maciej Wewior podal, ze Polacy jeszcze tego samego dnia opuszcza Izrael i
trafia do Stambulu. Piotrowski powiedzial, ze Agata Wislocka i Lukasz Kozak
sa w dobrym stanie, natomiast Kareem Awad trafil do szpitala w Stambule,
ale jego stan jest stabilny. Rzecznik organizacji skrytykowal reakcje
polskiego MSZ na zatrzymanie aktywistow. Wedlug niego od zatrzymania
pierwszej osoby z polskim obywatelstwem do wydania pierwszego komunikatu
resortu minely prawie dwie doby, a poczatkowo mowiono jedynie o
“zaniepokojeniu”. Ostrzejsza reakcja panstw miala pojawic sie dopiero po
publikacji nagrania izraelskiego ministra bezpieczenstwa narodowego Itamara
Ben Gwira, ktory drwil z zatrzymanych aktywistow pokazanych na filmie w
kajdankach. Szef polskiej dyplomacji Radoslaw Sikorski zwrocil sie
nastepnie do MSWiA o zakaz wjazdu do Polski dla izraelskiego ministra.
Jeszcze tego samego dnia minister spraw wewnetrznych Marcin Kierwinski
oglosil piecioletni zakaz wjazdu Ben Gwira na terytorium RP. Globalna
Flotylla Sumud jest organizowana przez koalicje ruchow propalestynskich i
po raz pierwszy wyplynela we wrzesniu 2025 roku. USA i Izrael twierdza, ze
organizatorzy sa powiazani z podmiotem dzialajacym w imieniu Hamasu,
objetym sankcjami administracji Donalda Trumpa. Organizatorzy flotylli
twierdza jednak, ze ich dzialania maja charakter humanitarny i pokojowy.
Aktywisci uznaja izraelska blokade morska Strefy Gazy za nielegalna i
deklaruja, ze chca ja symbolicznie przelamac.

W finskim miescie Riihimäki, okolo 70 kilometrow na polnoc od Helsinek,
hobbysta uzywajacy wykrywacza metali natrafil na niewybuch z czasow II
wojny swiatowej. Poczatkowo sadzono, ze znaleziony przedmiot to granat
reczny. Policjanci pojawili sie na miejscu dopiero miesiac pozniej i wtedy
okazalo sie, ze chodzi o rosyjska bombe zapalajaca z okresu wojny. Mimo
potencjalnego zagrozenia funkcjonariusze nie wyznaczyli strefy
bezpieczenstwa ani nie zabezpieczyli terenu. Po pewnym czasie bomba
zniknela z miejsca odnalezienia i rozpoczeto jej poszukiwania. Policja
odnalazla ladunek dopiero po dobie poszukiwan niedaleko pierwotnej
lokalizacji. Sledczy podejrzewaja, ze to sam hobbysta przeniosl niewybuch.
Wedlug ustalen mezczyzna mial pozniej przechodzic w poblizu lodowiska razem
z dzieckiem w czasie, gdy policjanci prowadzili akcje poszukiwawcza.
Podejrzany podczas przesluchania sam wskazal nowa lokalizacje bomby. Finska
policja bada teraz motywy jego dzialania i podejrzewa go o uzycie
materialow wybuchowych. Rownolegle prowadzone jest wewnetrzne dochodzenie
wobec funkcjonariuszy, ktorzy mogli zaniedbac swoje obowiazki poprzez brak
odpowiedniego zabezpieczenia miejsca odnalezienia niewybuchu.

W Sadzie Rejonowym Warszawa-Praga Poludnie odbyla sie kolejna rozprawa w
sprawie Grzegorza Brauna, ktoremu prokuratura zarzuca siedem czynow
karalnych. Wedlug relacji medialnych piatkowe posiedzenie mialo wyjatkowo
napiety przebieg juz od samego poczatku. Prokurator Maciej Mlynarczyk
nawiazal do wczesniejszej rozprawy, podczas ktorej Braun krytykowal
kompetencje zawodowe rezyserki Ewy Bukowskiej. Prokurator zarzucil
politykowi, ze zamiast zadawac pytania swiadkom wykorzystywal czas rozprawy
do wyglaszania wlasnych opinii, ocen i komentarzy. Dodal rowniez, ze takie
zachowanie moze zniechecac swiadkow do skladania zeznan. W pewnym momencie
stwierdzil, ze reprezentuje interes Rzeczypospolitej Polskiej, mimo ze
oskarzony czesto mowi o “mafii, sluzbach i lozach”. Slowa prokuratora
wywolaly smiech wsrod sympatykow Brauna obecnych na sali sadowej. Sedzia
Marcin Brzostka zaapelowal wtedy do publicznosci o zachowanie powagi i
nieokazywanie zywiolowych reakcji. Nastepnie prokurator powiedzial, ze w
interesie panstwa lezy to, aby swiadkowie nie bali sie przychodzic do sadu
i przechodzic przez tlum zwolennikow oskarzonego. Braun odpowiedzial bardzo
ostro, oskarzajac prokuratora o stronniczosc i skladajac wniosek o jego
wylaczenie ze sprawy. Nazwal go miedzy innymi “patoprokuratorem” oraz
“banderowskim prokuratorem”, zarzucajac mu manipulacje, klamstwa i
dzialanie na rzecz “ukropolinskiego rezimu”. Prokurator odpowiedzial, ze
nie czuje sie urazony tymi slowami, ale jego zdaniem polityk przekroczyl
granice dopuszczalne przez przepisy dotyczace powagi sadu. Po tej wymianie
zdan sedzia nakazal Grzegorzowi Braunowi opuszczenie sali rozpraw na 30
minut, podkreslajac, ze bylo to juz trzecie pouczenie i decyzja jest
ostateczna.

Znaczna czesc zarzutow wobec Grzegorza Brauna dotyczy wydarzen z kwietnia
ubieglego roku w szpitalu w Olesnicy. Prokuratura oskarza polityka miedzy
innymi o bezprawne pozbawienie wolnosci lekarki Gizeli Jagielskiej,
naruszenie jej nietykalnosci cielesnej poprzez popychanie i
przytrzymywanie, zniewazenie jej podczas wykonywania obowiazkow sluzbowych
oraz pomowienie mogace podwazyc zaufanie do zawodu lekarza. Wedlug ustalen
16 kwietnia 2025 roku Braun wtargnal do Powiatowego Zespolu Szpitali w
Olesnicy i probowal uniemozliwic prace ginekolozce. Sam twierdzil, ze
dokonywal obywatelskiego zatrzymania. Lekarka relacjonowala pozniej, ze
polityk zagrodzil jej droge i zamknal ja w pomieszczeniu administracyjnym.
Kolejne zarzuty dotycza zniszczenia plakatow w Opolu w marcu 2025 roku oraz
nawolywania do popelniania przestepstw w programie opublikowanym w
internecie. W listopadzie ubieglego roku Parlament Europejski zgodzil sie
na uchylenie immunitetu Grzegorzowi Braunowi, co umozliwilo prokuraturze
postawienie mu zarzutow.

DETEKTYW

Geniusz zbrodni czy ofiara sledczych?

ROMAN BARTOSIAK

Mlody, niepozorny mezczyzna z pomorskiej wsi przyznal sie do
kilkudziesieciu morderstw. Podawal szczegoly znane tylko sprawcy. Media
okrzyknely go “wampirem z Bytowa”, najwiekszym seryjnym zabojca w Polsce. A
potem, przed sadem, wszystko sie odwrocilo. Oskarzyl sledczych o
zastraszanie, fabrykowanie dowodow i zmuszanie do zeznan. Jego szokujace
wyznania byly genialnym spektaklem pamieci chorego umyslu czy starannie
wyrezyserowana policyjna mistyfikacja? Gdzie konczy sie prawda, a zaczyna
fikcja? Oto jedna z najbardziej mrocznych i niewyjasnionych zagadek w
historii polskiego wymiaru sprawiedliwosci.

Budowo to sporej wielkosci wies na Pomorzu, w gminie Debnica Kaszubska. W
lipcu 1991 roku doszlo tam do brutalnego gwaltu, ktorego ofiara padla
40-letnia Bernadetta K. Dramat rozegral sie kilka minut po godzinie 22.
Bylo zupelnie ciemno. Polna droga szla samotna kobieta. Wracala od siostry,
mieszkajacej w sasiedniej wiosce.

– W pewnym momencie uswiadomilam sobie, ze ktos za mna idzie szybkim
krokiem, prawie biegnie – relacjonowala pozniej ofiara napadu. – Mial na
sobie golf, beret, twarzy nie potrafie opisac. Ten czlowiek w pewnym
momencie stanal za moimi plecami, zaczal mnie szarpac. “Ja cie zamorduje,
ja cie zabije” – powiedzial do mnie. Zamarlam z przerazenia, nie
wiedzialam, jak mam zareagowac. “Nie zabijaj mnie, co ja ci zrobilam?” –
rozplakalam sie, bo uswiadomilam sobie, ze nie sa to zarty. On milczal, nic
nie mowil. Uderzyl mnie reka w ramie i chcial zadac cios w glowe, ale
zrobilam unik, potknelam sie i upadlam.

Dalszy ciag zdarzen chciala jak najszybciej wymazac z pamieci. Mlody
mezczyzna zgwalcil ja, a gdy zaspokoil swoje zadze, nakazal jej, by nikomu
nie mowila o tym, co zrobil, bo wie, gdzie mieszka, i jeszcze ja dopadnie.
Zdruzgotana kobieta ostatkiem sil doszla do domu. Pierwsza rzecza byla
kapiel, potem szybko poszla spac. Dopiero po kilku dniach zwierzyla sie
przyjaciolce z dramatu, ktory byl jej udzialem.

– Musisz jak najszybciej zglosic to na policje – nakazala przyjaciolka. –
Ten bydlak nie moze pozostac bezkarny. Nie wiadomo, kto bedzie jego
nastepna ofiara”

Bernadetta K. jeszcze tego samego dnia zlozyla zawiadomienie o popelnieniu
przestepstwa. Podczas pierwszego przesluchania stwierdzila, ze sprawca jest
najprawdopodobniej mlody mieszkaniec sasiedniej wsi, Leszek Pekalski.

– Poznalam go po glosie i po tym kaczym chodzie. Tylko on w okolicy tak
dziwnie stawia kroki. To na pewno musial byc on! – zapewniala w czasie
przesluchania.

Dochodzenie w sprawie gwaltu na wiejskiej drodze dalo poczatek jednej z
najglosniejszych spraw w dziejach polskiej kryminalistyki, a sprawce media
szybko nazwaly “wampirem z Bytowa”.

Kilka dni pozniej zatrzymano domniemanego sprawce gwaltu, 26-letniego
Leszka Pekalskiego. Zgwalcona kobieta rozpoznala w nim napastnika, a ten
szybko przyznal sie do winy i zlozyl obszerne wyjasnienia, co zreszta
pozniej bylo okolicznoscia lagodzaca w procesie sadowym. Wyrok zapadl w
listopadzie 1992 roku – oskarzony zostal skazany na kare 2 lat pozbawienia
wolnosci w zawieszeniu na 5 lat.

Gdyby nie sledztwo w sprawie gwaltu, pewnie nigdy nie odnaleziono by
sprawcy brutalnego zabojstwa, do jakiego doszlo w tamtej okolicy miesiac
wczesniej. Jego ofiara padla 17-letnia Sylwia R., ktora mieszkala w malej
wsi kolo Bytowa.

Przeczucie sekretarki

Dziewczyna pracowala jako sprzedawczyni w malym, wiejskim sklepiku. Tamtego
tragicznego dnia – 26 czerwca 1991 roku – dlugo nie wracala do domu,
dlatego rodzice postanowili jej poszukac. Od znajomych dowiedzieli sie, ze
umowila sie z przyjacielem na wieczorna dyskoteke, jednak tam sie nie
pojawila. Po raz ostatni widziano ja, jak kilka minut przed godzina 15
wyszla z pracy. Potem slad po niej zaginal.

Najpierw, w przydroznym rowie, rodzice znalezli reklamowke corki, potem w
lesie jej but, wreszcie miedzy drzewami jej zwloki. Lezala pod swierkiem, a
czesciowo obnazone cialo bylo nieudolnie zamaskowane galeziami. Wprawdzie –
jak wykazala sekcja zwlok – nie zostala zgwalcona, jednak na jej ciele
ujawniono slady spermy”

Policyjne sledztwo w tej sprawie szybko utknelo w miejscu. I trudno sie
dziwic, bo nie bylo zadnego punktu zaczepienia. Zadnych swiadkow: nikt nic
nie widzial, nikt nic nie slyszal. Po kilku miesiacach dochodzenie zostalo
umorzone z powodu niewykrycia sprawcy przestepstwa.

W rozwiklaniu sprawy pomogl zaskakujacy przypadek. Sekretarka z Prokuratury
Rejonowej w Bytowie, w wojewodztwie pomorskim, przegladajac akta roznych
spraw, dopatrzyla sie podobienstw pomiedzy zabojstwem Sylwii R. i gwaltem
na Bernadetcie K. Sprawca tego ostatniego zostal wlasnie skazany na kare
wiezienia w zawieszeniu. “A moze ma on zwiazek z zabojstwem mlodziutkiej
dziewczyny”” – przemknelo jej przez mysl. Spostrzezeniami tymi podzielila
sie ze swoim szefem.

Przeczucie sekretarki okazalo sie trafne. Sledczy dopatrzyli sie miedzy
obydwoma przestepstwami wielu podobienstw, ktore wkrotce zostaly poparte
analiza dowodow zebranych na miejscu zabojstwa Sylwii R. W grudniu 1992
roku Leszek Pekalski zostal zatrzymany pod zarzutem zabojstwa. Sledczym nie
przyszlo do glowy, ze ten niepozorny, lekko uposledzony mezczyzna stanie
sie bohaterem bodaj najwiekszej kryminalnej sprawy w powojennych dziejach
Polski.

Zanim jednak do tego doszlo, udalo im sie odtworzyc kulisy zabojstwa mlodej
sprzedawczyni, ktora tragicznego dla niej dnia przyniosla mu po pracy
troche jedzenia”

– Pierwszy raz w sklepie ja zobaczylem. Ona byla sklepowa wczesniej tam, w
miejscowosci. Wtedy ja poznalem. Zagadalem ja, zeby mi dala troche chleba,
bo ja bylem glodny. I wtedy nie mialem gdzie sie podziac i wloczylem sie po
lasach. Spotkalem ja w lesie. Szla droga i wtedy ja zagadnalem. Poprosilem
ja o troche chle” troche jedzenia. Dala mi troche jedzenia. Wiec
zaproponowalem: czy pani chcialaby byc moja zona w przyszlosci? Wtedy”
odmawiala mi wtedy” odmawiala moich propozycji wtedy” zdenerwowalem sie,
uderzylem ja zelazem. Onanizowalem sie nad nia, do niej sie spuscilem” do
wnetrza” miedzy nogi. Czulem, czulem” ze bylem zadowolony seksualnie, ze
choc raz mialem dziewczyne” ktora moglbym” na ktorej moglbym stosunek odbyc
seksualny” intymny – powiedzial w wywiadzie z Edwardem Miszczakiem w
programie “Cela nr”.

Leszek Pekalski nie tylko opowiedzial sledczym, jak zamordowal Sylwie oraz
co pozniej z nia robil, ale zaczal mowic o innych morderstwach, ktorych
mial sie dopuscic w calej Polsce przez kilka ostatnich lat. Jego opowiesc
nie miala konca i mrozila krew w zylach. W niektorych przypadkach podawal
fakty i szczegoly, ktore mogla znac tylko policja i sprawca.

– Nie wiem, czym sie kierowal, ze tak to wszystko wyjasnial, ale on bardzo
chetnie z nami wspolpracowal – opowiadal kilka lat pozniej o kulisach
sledztwa prokurator Mieczyslaw Buksa ze Slupska.

– Opowiadal, gdzie byl, w jakich miastach przebywal. Nie mowilismy wprost,
ze mogl sie tam dopuscic jakiegos przestepstwa. Chodzilo o to, zeby
swobodnie opowiadal. W ten sposob mogl nas naprowadzic na kolejne zbrodnie”

Liczba zabojstw, do ktorych przyznawal sie Leszek Pekalski, rosla w
zastraszajacym tempie. Wedlug sledczych w kluczowym momencie mial popelnic
90 morderstw. Samooskarzenia Pekalskiego zostaly jednak z czasem
zweryfikowane. Ostatecznie prokurator oskarzyl go o 17 zabojstw.
Teoretycznie grozila mu kara smierci, ale wowczas obowiazywalo na nia
moratorium: sady jej nie orzekaly, a dozywocia nie bylo jeszcze w kodeksie
karnym.

Policjanci i prokuratorzy, przekonani, ze wykonali kawal dobrej roboty,
byli z siebie dumni. Szczycili sie zlapaniem seryjnego mordercy, a media
rychlo obwolaly go “wampirem z Bytowa”. Tytuly na pierwszych stronach gazet
informowaly o “hurtowniku zbrodni”, a w telewizji mozna bylo ogladac
relacje z wizji lokalnych, w czasie ktorych Leszek Pekalski opowiadal o
kolejnych popelnianych przez siebie zbrodniach.

Szalony na punkcie seksu

Od najmlodszych lat jego mysli krazyly wokol kobiet i seksu.

– To byl taki wiejski ciapa – zeznawali w sledztwie jego sasiedzi. – Caly
czas powtarzal, ze nie ma ojca ani matki. On byl na punkcie seksu szalony.
Az piszczal za babami. O niczym z nim nie szlo pogadac, tylko zony mu
szukaj, babe mu znajdz. Nawet naszego ksiedza kilka razy w tej sprawie
zaczepial, zeby mu jakas kobiete znalazl.

Urodzil sie w lutym 1966 roku, we wsi Osieki kolo Bytowa, na Pomorzu.
Leszek Pekalski byl nieslubnym dzieckiem – efektem romansu pracownicy
pegeeru z zonatym mezczyzna. Dziecinstwo i pierwsze lata mlodosci nie
nalezaly do najszczesliwszych. Matka – zwykla, prosta kobieta pracujaca na
roli – nie bardzo go kochala. Ojciec nie interesowal sie nim w ogole. Kiedy
umarla matka, stracil mieszkanie. Zamieszkal u swojego wuja, brata matki,
ktory przejal nad nim opieke.

W szkole zawsze byl jednym z najslabszych uczniow, do tego sprawial liczne
klopoty wychowawcze. Za sprawa nauczycieli z podstawowki trafil do placowki
opiekunczo-wychowawczej. Nauke kontynuowal w zasadniczej szkole zawodowej w
Slupsku.

Mieszkancy wsi zapamietali go jako watlego i lekko uposledzonego chlopaka,
ktory swietnie znal sie na geografii i czesto wyjezdzal.

– Bral te swoje reklamowki i juz go nie bylo. Znikal na kilka dni, ale
czasem nie bylo go kilka tygodni. Trudno powiedziec, co wtedy robil i z
czego zyl – mowil jeden z sasiadow.

Szlak zbrodni

Pierwszego zabojstwa mial sie dopuscic w Toruniu 14 lutego 1984 roku.
Tamtego wieczora, o godzinie 22, Ewa P. zakonczyla prace w rozdzielni PKP.
Mieszkala w hotelu robotniczym przy ulicy Wloclawskiej. Jak zawsze wrocila
tam miejskim autobusem. Wysiadla na pierwszym przystanku za wiaduktem. Od
hotelu dzielilo ja juz tylko kilkaset metrow. Nigdy jednak do niego nie
dotarla.

W pewnym momencie podszedl do niej nieznany mlodzieniec i bez skrepowania
zaproponowal stosunek seksualny. Ewa P. w ostry sposob zareagowala na jego
propozycje, probowala go odepchnac. Wtedy chlopak wzial do reki lezaca w
poblizu cegle i z calej sily uderzyl kobiete w glowe. Zginela na miejscu,
on zas – jak gdyby nigdy nic – niespiesznie oddalil sie w kierunku
torunskiego dworca kolejowego, gdzie wsiadl do pociagu i odjechal w sobie
tylko znanym kierunku.

Kilka lat pozniej niektorzy swiadkowie podkreslali w swoich zeznaniach
swoisty sentyment Leszka Pekalskiego do tego miasta. Wychowawczyni z
zawodowki przypomniala sobie, ze kiedy Leszek jechal z klasa na wycieczke
do Warszawy, prosil ja, aby obudzila go, kiedy beda przejezdzali w srodku
nocy przez Torun. Jeden z krewnych opowiadal, ze Leszek po ukonczeniu
edukacji pojechal szukac pracy wlasnie w tym miescie. Komus we wsi
opowiadal, ze wyjezdza do Torunia, bo znalazl tam tanie lokum. Czy
zdarzenia te wynikaly z sentymentu do miejsca, gdzie mial popelnic pierwsze
morderstwo?

Leszkowi Pekalskiemu przypisywano kilka innych nierozwiklanych kryminalnych
zagadek w regionie. Na poczatku grudnia 1984 roku nieustalony napastnik
zaatakowal Terese L. Zaczal ja dusic, a gdy kobieta stracila przytomnosc,
zaciagnal ja do przydroznego rowu. Zgwalcil, a zwloki zmasakrowal. Ofierze
zabral kozuch, ktory miala na sobie.

Jedenascie miesiecy pozniej, w podobnych okolicznosciach, zycie stracila
Anna J. Nieznany do dzis napastnik obezwladnil dziewczyne, ogluszyl,
zgwalcil, a cialo wrzucil do stawu. Przy Annie J. nie znaleziono skorzanego
plaszcza, w ktory byla wtedy ubrana.

Kilka miesiecy pozniej zaginela 22-letnia sluchaczka torunskiego studium
dla wychowawczyn przedszkoli. Dziewczyna wsiadla do pociagu jadacego w
kierunku Bydgoszczy. Miala wysiasc w Solcu Kujawskim, ale tam nie dotarla.
Nie wrocila tez do Torunia. Jedynym sladem stala sie znaleziona pozniej nad
Wisla torba z jej dowodem osobistym.

Wszystkie te sprawy nigdy nie znalazly ostatecznego wyjasnienia, moze
dlatego z czasem powstala legenda o “torunskim wampirze”. Jego ofiary nie
znaly sie wczesniej, nie mialy ze soba nic wspolnego, pracowaly w roznych
instytucjach i zakladach i najpewniej nie wiedzialy o swoim istnieniu.
Mieszkaly w roznych dzielnicach Torunia i roznie spedzaly czas. Wiele
wskazywalo na to, ze padly ofiara czlowieka chorego psychicznie, ktory
dzialal z ukrycia, poznym wieczorem lub noca. Swoim ofiarom nie dawal
zadnych szans. Czy mogl nim byc Leszek Pekalski? Na to pytanie nie ma
jednoznacznej odpowiedzi.

Powrocmy do pierwszej zbrodni, tej z 1984 roku. Poznal smak zabijania,
uswiadomil sobie, ze nie jest to trudne. Kolejne zbrodnie byly juz
latwiejsze. Z jego relacji wynikalo, ze ofiary wybieral przypadkowo i
zabijal pod wplywem impulsu, uzywajac noza, kamieni, dragow, wlasnych rak.
Motyw niemal zawsze byl ten sam – chec zaspokojenia seksualnego.

Przesluchania Leszka Pekalskiego trwaly godzinami, bo oskarzony co pewien
czas przyznawal sie do nowych czynow. W czasie rozmow z policjantami byl
mily i grzeczny. Podobno wielokrotnie podkreslal, ze jest sierota i nie
wolno na niego krzyczec”

Zbrodnia za zbrodnia

Jest bardziej niz pewne, ze seksualny motyw mialo zabojstwo, do ktorego
doszlo 11 listopada 1988 roku w Papowie kolo Walcza. W tamten piatek
zmieniono 13-letniej Malgorzacie K. plan lekcji, dlatego wyjatkowo poszla
do szkoly sama, bez towarzystwa siostry i kolezanek. Miala do przejscia
kilometr piaszczystej, lesnej drogi, laczacej wies Papowo z przystankiem
PKS. Tej samej, ktora codziennie przemierzaly inne dzieci, aby dostac sie
do szkoly podstawowej w Stracznie i szkol srednich w Walczu.

Zdarzenie mialo miejsce na drodze laczacej Papowo z droga krajowa numer 22,
okolo 250 metrow od tej drogi. Byl to atak na tle seksualnym. Sprawca
najpierw ogluszyl dziewczynke silnym ciosem w twarz, a nastepnie
nieprzytomna zaciagnal kilkadziesiat metrow w glab lasu. Dziewczynka
zostala zgwalcona i uduszona. Miala poobijane cialo. Z bolu nadgryzla
palec. Padajacy przez prawie dobe deszcz byl sprzymierzencem zabojcy i
zacieral slady zbrodni.

Kilka miesiecy pozniej, 17 marca 1989 roku, we Wroclawiu nieustalony i
dzialajacy prawdopodobnie pod wplywem alkoholu lub narkotykow sprawca
brutalnie pobil, skopal, podeptal i udusil 27-letnia Mariole S., a
nastepnie zbezczescil jej narzady plciowe. Odglosow zabojstwa nie slyszal
zaden z lokatorow kamienicy.

Rozlegle obrazenia mozgu byly przyczyna smierci lubelskiej studentki
Jolanty T. Do zabojstwa doszlo w Parku Akademickim 22 stycznia 1991 roku,
kilkanascie minut po godzinie 21. Napastnik silnym uderzeniem twardym
przedmiotem roztrzaskal studentce glowe, a nastepnie przeciagnal zywa
jeszcze kobiete w pobliskie zarosla, gdzie ja zgwalcil, po czym zakryl
kawalkami papy i pozostawil na pewna smierc, gdyz na zewnatrz panowal
kilkunastostopniowy mroz.

Podobny dramat rozegral sie w Leborku. Wczesnym rankiem, 10 lutego 1991
roku, okolo godziny 4.30, nieustalony sprawca zaatakowal 39-letnia Danute
N. Uderzyl ja twardym narzedziem w glowe, powalil na ziemie, zadawal
kolejne ciosy, wreszcie zawlokl ja w ustronne miejsce. Nastepnie wrzucil
kobiete do pobliskiego rowu melioracyjnego i oddalil sie z miejsca
zdarzenia. Lezaca w sniegu kobieta zyla jeszcze przez kilka godzin.
Nieprzytomna znaleziono przed godzina 8.30. Przewieziona do leborskiego
szpitala jeszcze tego samego poranka zmarla.

4 grudnia 1991 roku, tuz po godzinie 6 rano, nieznany sprawca zaatakowal
mieszkanke miejscowosci Chwiram kolo Walcza. Napastnik pobil 32-letnia
Waclawe G., zgwalcil, roztrzaskal jej glowe kamieniem wazacym kilka lub
nawet kilkanascie kilogramow, a nastepnie wrzucil jej polnagie zwloki na
dno ruin silosu.

Wracajaca rowerem z cmentarza do domu 57-letnia Klare G. zamordowano 28
lipca 1992 roku po godzinie 16. Prawdopodobnie byl to atak na przypadkowa
ofiare – kobieta znalazla sie w zlym miejscu i o zlej porze. Napastnik
zrzucil ja z roweru, zaciagnal w pobliskie zarosla, gdzie wywiazala sie
zacieta walka, w wyniku ktorej Klara G. poniosla smierc. Niestety, zwloki
znaleziono dopiero poltora miesiaca pozniej, gdy byly juz w stanie niemal
kompletnego rozkladu gnilnego, co uniemozliwilo precyzyjne ustalenie
przyczyny zgonu.

Kolejny przypisywany “wampirowi z Bytowa” dramat rozegral sie 13 listopada
1992 roku, gdy w okolicach Belchatowa zamordowano 20-letnia mieszkanke
Szczercowa, Iwone R. Kobieta zostala uduszona, a jej nagie zwloki wrzucone
do rzeki.

Na liscie domniemanych ofiar znalazlo sie kilka innych zagadkowych
przypadkow. Chocby 47-letni handlowiec, ktory zatrzymal sie na krotki
odpoczynek na przydroznym parkingu przy drodze Walcz – Czaplinek. Mezczyzna
odszedl w ustronne miejsce “za potrzeba”, wtedy z zarosli mial wyjsc
Pekalski i zaproponowac mu odbycie stosunku seksualnego. Oburzony mezczyzna
chcial uderzyc mlodzienca w twarz, doszlo do szamotaniny, w trakcie ktorej
napastnik zadal kilkanascie ciosow trzymanym w reku nozem. Denat mial ponad
20 ran klutych, podciete gardlo i zuchwe. Wszystkie obrazenia nastapily
jedno po drugim. Zmarly bronil sie, czego dowodem byly rany na rekach i
plecach. Cialo zostalo przeciagniete po ziemi do lesnego zagajnika,
kilkadziesiat metrow od pobocza drogi. Zabojca zabral ofierze dyplomatke,
obraczke oraz nieustalona ilosc brelokow i innych elementow sztucznej
bizuterii. Dwadziescia lat temu prowadzacy w tej sprawie sledztwo
policjanci twierdzili, ze zabojca prawdopodobnie odbyl stosunek ze zwlokami.

Zarzut popelnienia tej zbrodni zostal 28 maja 1993 roku postawiony Leszkowi
Pekalskiemu. Wyjasnial, ze w czasie zniw dokonal zabojstwa jakiegos
mezczyzny przy parkingu lesnym. Przekonywal, ze spotkal swoja ofiare rano,
po przespanej w lesie nocy. Zaproponowal temu mezczyznie, ze chcialby sie z
nim kochac, jednak ten odepchnal Leszka i zaczal go bic. Biorac udzial w
wizji lokalnej przeprowadzonej 3 czerwca 1993 roku na miejscu zbrodni,
zlozyl obszerne wyjasnienia, jednak mial wyrazne problemy z orientacja w
terenie.

Jeszcze bardziej dziwne i niezrozumiale wydaje sie przypisywane Leszkowi
Pekalskiemu zabojstwo kaprala Andrzeja M., sluchacza slupskiej Szkoly
Podoficerskiej Milicji Obywatelskiej, ktory zimowa noca 1987 roku razem z
kolega pelnil warte na strzelnicy sportowej. Mlody mezczyzna zginal podczas
rutynowego obchodu strzelnicy, ugodzony jednym uderzeniem noza, ktore
uszkodzilo organy wewnetrzne i doprowadzilo do szybkiej smierci z powodu
wykrwawienia.

Kilkanascie minut wczesniej dwoch milicjantow odwiedzil w punkcie
wartowniczym nieznany im mezczyzna. Chcial sie ogrzac, ale z powodu
dziwnego zachowania zostal wyproszony z wartowni. Zaraz potem kapral
Andrzej M. udal sie w swoj ostatni obchod, w czasie ktorego zadano mu
smiertelny cios.

Nie wszystkie czyny, o ktore obwiniano oskarzonego, mialy podtekst
seksualny. Dziwny i niezrozumialy wydawal sie powod zabojstwa 69-letniej
Janiny H. Sprawca 14 czerwca 1988 roku zaatakowal kobiete w jej domu w
Bialogardzie, zadajac trzy ciosy w szyje szpiczastym narzedziem.

Chec rabunku kierowala czlowiekiem, ktory 16 marca 1989 roku zaatakowal
samotnie mieszkajaca we wsi Cychry kolo Debna, w wojewodztwie
zachodniopomorskim, 78-letnia Helene W. Mezczyzna przedstawial sie jako
pracownik opieki spolecznej z Poznania, a poniewaz kobieta ledwie wiazala
koniec z koncem, chetnie wpuscila go do domu. Chwile pozniej nieznajomy
pobil ja, zadal kilka ciosow nozem kuchennym, po czym spladrowal
mieszkanie. Pani Helena zmarla po siedmiu dniach walki o zycie w szpitalu w
Debnie.

Jedynym hobby Leszka Pekalskiego bylo podrozowanie pociagami po Polsce.
Mial duzo wolnego czasu, zabieral ze soba zwykla foliowa reklamowke i
jechal na dworzec. Jezdzil po calej Polsce, pojawial sie niespodziewanie w
roznych miastach. To pewnie dlatego wielu przypisywanych mu w akcie
oskarzenia zabojstw nie wiazano w ogole z jego osoba.

Cwierc wieku temu nikomu nie przyszlo do glowy, ze w Polsce moze dzialac
tak grozny seryjny morderca. Z drugiej strony nie ma sie czemu dziwic.
Trzeba miec swiadomosc, ze w latach 90. XX wieku nie bylo komputerowych baz
danych, internetu, a o analizie kryminalnej dzieki skomplikowanym programom
komputerowym nikt wtedy nie slyszal.

Wiosna 1994 roku przewieziono Leszka Pekalskiego na obserwacje
sadowo-psychiatryczna do Krakowa. Biegli nie stwierdzili u niego choroby
psychicznej, niemniej rozpoznano objawy i cechy swiadczace o uszkodzeniu
osrodkowego ukladu nerwowego. Rozpoznanie: lekkie uposledzenie umyslowe,
podkorowy zanik mozgu znacznego stopnia. W wydanej opinii stwierdzili
miedzy innymi:

“Leszka Pekalskiego psychiatra moze zakwalifikowac jako
zboczenca-nekrofila. ” Nekrofilia jest rzadko spotykana u osobnikow
niedorozwinietych umyslowo. U Leszka Pekalskiego dochodzi do tego jeszcze
zadawanie smierci, przy ktorym tez prawdopodobnie odczuwal przyjemnosc.
Jego dziecinstwo odarte bylo ze wszelkich uczuc”.

– Skonczony skur” – powiedzial o nim 20 lat temu jeden ze slupskich
policjantow. – Cale zycie bazowal na tym swoim dziecinstwie. Bral na
litosc. Tak naprawde jest potwornym egoista. Pamietam jego pierwsze
przesluchanie. Wszedl krotko przystrzyzony, w za dlugim plaszczu. Jak on
sie wtedy bal, kulil przy kazdym glosniej wypowiedzianym slowie. W trakcie
skladania zeznan zaczal czuc sie wazny, wreszcie go sluchano, a to
najwyrazniej mu imponowalo. Zaskoczylo mnie, ze ten prosty chlopak, taka
wiejska fajtlapa o watpliwej inteligencji, mial fenomenalna, wrecz
fotograficzna pamiec i podawal szczegoly zdarzen nawet sprzed kilku lat.

Wszystkie zdarzenia zwyrodnialec relacjonowal z detalami. Nie mielismy
watpliwosci, ze nie konfabuluje, gdyz opowiadal o szczegolach, ktore mogly
byc znane wylacznie sprawcy i nigdy nie byly upubliczniane.

Nie umiem sie bronic przed policja

Podczas dlugiego sledztwa przeprowadzono 29 wizji lokalnych, skorzystano z
opinii kilkunastu bieglych, wykorzystano nowatorska na owczesne czasy
analize kodu genetycznego DNA. Cale postepowanie, prowadzone przy
nadzwyczajnym zaangazowaniu sil, kosztowalo ponad pol miliarda starych
zlotych.

Wydawalo sie, ze proces sadowy w tej bulwersujacej sprawie – pomimo ogromu
zbrodni ciazacych na oskarzonym – nie bedzie trudny i skomplikowany. Wszak
Leszek Pekalski bardzo chetnie wspolpracowal ze sledczymi, nie mataczyl,
nie oszukiwal, chetnie skladal wyjasnienia.

Tymczasem po odczytaniu aktu oskarzenia – co zajelo prokuratorowi ponad
piec godzin – Pekalski niespodziewanie oswiadczyl, ze jego przyznanie sie
do winy zostalo wymuszone przez policje, ktora tym sposobem chciala sobie
“wyczyscic papiery”.

– Prosze Wysokiego Sadu! Przemyslalem i chcialbym odwolac moje przyznanie
sie do zabojstw – oswiadczyl Pekalski podczas pierwszego dnia procesu przed
Sadem Wojewodzkim w Slupsku. – Przyznaje sie jedynie do jednego gwaltu.
Wczesniejsze przyznania sie do wszystkich zbrodni zostaly wymuszone przez
prowadzaca sledztwo ekipe prokuratorsko-policyjna. Na przyklad w sprawie
zabojstwa 17-letniej Sylwii R. zastraszono mnie palka. Dlatego sie
przyznalem, bo wiedzialem, ze policja jest agresywna. Prokurator grozil mi,
ze rodziny ofiar albo inni ludzie zabija mnie, jesli zostane uwolniony lub
dostane lagodny wyrok. Krzyczal na mnie i kazal mi sie do wszystkiego
przyznac. Szykanowano mnie tez inaczej – ze dostane kare smierci albo 25
lat, jezeli sie nie przyznam. Jestem troche slaby psychicznie i nie umiem
sie bronic przed policja. Na wizje lokalne poczatkowo nie chcialem jezdzic,
ale mnie do tego nakloniono. Potem nawet mi sie spodobaly te wyjazdy i
traktowalem je jak wycieczki.

– Skad zatem oskarzony znal tyle charakterystycznych szczegolow z miejsc
zbrodni, ktore mogl znac tylko ich sprawca? – dociekal prokurator.

– Policjanci mi opowiadali o tych przestepstwach, niekiedy kazali mi sie
uczyc dat i szczegolow. Reszte troche zmyslalem, niekiedy zgadywalem, to
znow sie domyslalem. Przeciez kazdy wie, ze sciany mieszkan wiekszosci
domow na wsi sa pomalowane na zolto, wiec latwo bylo mi to przewidziec.

Rowniez w mowie koncowej oskarzony zapewnial o swojej niewinnosci:

– Jestem latwowiernym czlowiekiem i zostalem latwo przekonany przez to, co
mowili policjanci. Jestem opozniony umyslowo i jesli ktos mnie naciska, ja
sie zalamuje. Wtedy przyznaje sie do rzeczy, ktorych nigdy nie zrobilem.
Strasznie sie boje. Prokurator grozil mi, ze rodziny ofiar albo inni ludzie
zabija mnie, jesli zostane uwolniony lub dostane lagodny wyrok. Krzyczal na
mnie i kazal mi sie do wszystkiego przyznac. Szantazowali mnie, obiecywali
lagodniejszy wyrok i lepsze traktowanie.

A kilka lat pozniej powiedzial w wywiadzie z Edwardem Miszczakiem w
programie “Cela nr”:

– Kazali mi sie do tylu zabojstw przyznawac. Tyle terminow mi nawbijali”
Zrobili ze mnie idiote, jak to, brzydko mowiac. Przyznawalem sie”
przyznalem sie do takiej duzej ilosci zabojstw, ktorych nawet nie
popelnilem. Nie ruszalem” nie zabilem” nawet nie znam tych pozostalych
ofiar. Znam je tylko z akt sledztwa. Policja mnie tylko szantazowala.
Straszyla mnie, ze jak sie nie przyznam, to mi zaszkodza, ze zle wplynie to
na wyrok, ze beda zadac kary smierci” policja” prokurator”

Obroncy oskarzonego w wystapieniach koncowych podkreslali, ze proces od
poczatku mial charakter czysto poszlakowy i z wielka ostroznoscia trzeba
traktowac wszelkie dowody zebrane w tej sprawie. Watpliwosci, ich zdaniem,
bylo tyle, ze z cala odpowiedzialnoscia mozna bylo zadac uniewinnienia
oskarzonego.

Brak niezbitych dowodow sprawil jednak, ze skazano go za “tylko” jedno
morderstwo – nieletniej Sylwii R. W grudniu 1996 roku Leszek Pekalski
uslyszal wyrok: 25 lat wiezienia oraz pozbawienie praw publicznych na 10
lat. Sad uniewinnil go z 19 pozostalych zarzutow: 16 zabojstw, dwoch
gwaltow i uprowadzenia dziecka.

Sedzia, uzasadniajac orzeczenie, podkreslil miedzy innymi, ze oskarzony
podawal zbyt wiele szczegolow, ktorych “normalny” czlowiek nie jest w
stanie zapamietac.

Wydany w tej sprawie wyrok trzeba uznac za porazke organow scigania.
Slupska Temida uznala, ze niemal wszystkie dowody przeciwko Leszkowi
Pekalskiemu zostaly sfabrykowane w nieudolny sposob. Proces przed sadem
pierwszej instancji wykazal nierzetelnosc policji w prowadzeniu sledztwa,
kruchosc dowodow z wizji lokalnych oraz liczne sprzecznosci w zeznaniach
swiadkow.

Wiele dowodow w tej sprawie przepadlo z winy osob nieprofesjonalnie
prowadzacych sledztwo. Dotykano bez zabezpieczenia przedmiotow bedacych
dowodami w sprawie – nawet narzedzi zbrodni – niszczac tym samym zapis
linii papilarnych i slady DNA.

Wyrok i znaki zapytania

Sledztwo, proces, wreszcie wyrok na “wampira z Bytowa” do dzisiaj budza
wiele kontrowersji. Przede wszystkim nie wiadomo, czy w tym konkretnym
przypadku mozna w ogole mowic o jakimkolwiek wampirze. Czy Leszek Pekalski
rzeczywiscie dopuscil sie kilkunastu, a moze nawet kilkudziesieciu zabojstw
i tym samym jest najwiekszym bodaj polskim zbrodniarzem? A moze jednak padl
ofiara policji, ktora dla poprawy statystyk wykrywalnosci przestepstw
probowala wrobic go w niewyjasnione zabojstwa z terenu calej Polski?

Czlowiek o umysle dziecka, ktory latwo dawal sie przekupic kanapkami,
slodyczami i papierosami, przyznawal sie do morderstw nawet takich, w ktore
sama prokuratura nie wierzyla, bo zeby wszystkich dokonac, musialby
przemieszczac sie po kraju z predkoscia swiatla.

Jednoczesnie, gdyby przyjac hipoteze, ze Pekalski rzeczywiscie byl sprawca
co najmniej kilkunastu morderstw, to trzeba przyznac, ze nie byl zbyt
wyrafinowanym przestepca. Nie przygotowywal sie do popelniania kolejnych
zbrodni, nie zacieral sladow, ofiarami byly osoby przypadkowe, ktore
znalazly sie w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie, czesto
dzialal w sposob chaotyczny i nieprzemyslany.

Trudno powiedziec, ktore z opowiesci oskarzonego byly prawdziwe, ktore zas
jedynie wytworem jego wyobrazni. Jesli dac wiare zapewnieniom “wampira”, ze
wymyslil wszystkie samooskarzenia, to mozna sie tylko zastanawiac, po co mu
to bylo?

Na tak postawione pytanie stosunkowo szybko mozna znalezc odpowiedz.
Pekalski przez cale zycie doswiadczal wielu upokorzen, wyzwisk i drwin.
Nagle znalazl sie w centrum zainteresowania nie tylko organow scigania, ale
rowniez opinii publicznej.

– Nikt nie wierzyl, aby Leszek Pekalski mogl byc sprawca przestepstw o
takiej wadze – opowiadal przed kamerami skazaniec z celi, w ktorej siedzial
“wampir z Bytowa”. – Przypuszczam, ze stad wzielo sie to, ze Pekalski
chodzil sobie tutaj raczej wolny. Nie przesladowano go tak, jak
przesladowano by kogos innego, co do ktorego wiadomo byloby, ze dopuscil
sie tych przestepstw. On sprawial wrazenie ofiary. W latach 90. niekiedy
panowala jeszcze zasada: dajcie mi czlowieka, a artykul, paragraf juz sie
na niego znajdzie. Leszek Pekalski bardzo pasowal do tej zasady.

Czy w ogole jest mozliwe, by ten opetany nieopanowanym pociagiem seksualnym
mlody mieszkaniec pomorskiej wsi byl najwiekszym zabojca powojennej Polski?
Probujac odpowiedziec na to pytanie, warto pamietac o jeszcze jednym
aspekcie.

Pekalski wielokrotnie spotykal sie z dziennikarzami, na swoj sposob stal
sie slawny. Byl “kims”. Kiedy nabral pewnosci, ze na pewno nie bedzie
skazany na kare smierci, zaczal przyznawac sie do wielu zabojstw, bo mial w
tym swoj interes. Wywiady urozmaicaly monotonie zycia za kratami,
dziennikarze przywozili mu papierosy, slodycze, cytrusy. Chcial jak
najlepiej wykorzystac swoje piec minut, bo przeciez taka okazja mogla sie
juz nigdy wiecej nie nadarzyc. Byl slawny, byl wreszcie “kims”. To bylo
uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie zaznal w swoim zyciu.

Z pewnoscia powaznym bledem sledczych bylo dopuszczenie do sytuacji, w
ktorej osadzony w areszcie Pekalski mial codzienny kontakt z wielokrotnymi
recydywistami. To najprawdopodobniej oni nauczyli go wieziennego zycia i
podsuneli pomysl inkasowania pieniedzy za wywiady oraz wprowadzania zametu
w sledztwie: skladania falszywych wyjasnien, zmyslania i mataczenia.

Koledzy prawdopodobnie dawali mu “dobre” rady: jesli chce cos “ugrac”, musi
wyprowadzic sledczych w pole. Jak pokazalo zycie, bardzo szybko sie tego
nauczyl”

Pekalski od 2007 roku mogl ubiegac sie o warunkowe przedterminowe
zwolnienie i robil to co roku, jednak zespol terapeutow negatywnie
opiniowal jego wnioski. Wiezienie mezczyzna opuscil w 2017 roku. Od tamtej
pory bezterminowo przebywa w Krajowym Osrodku Zapobiegania Zachowaniom
Dyssocjalnym w Gostyninie.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.