Dzien dobry – tu Polska – 23.07.2024

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA Imienia Kpt. Ryszarda Kucika (Rok
XXIV nr 204) (67443) 23 lipca 2024r.

Pogoda

wtorek, 23 lipca 27 st C

Przewaznie slonecznie

Opady:0%

Wilgotnosc:56%

Wiatr:10 km/godz.

Kursy walut -za jednego dolara (USD) zaplacimy 3,94 zl. Cena jednego funta
szterlinga (GBP) to 5,08 zl, a franka szwajcarskiego (CHF) 4,43 zl. Z kolei
euro (EUR) mozemy zakupic za 4,28 zl.

Dzien dobry Czytelnicy 🙂

Milego dnia i milego czytania 🙂

Ania Iwaniuk

Dowcip

– Kochanie, nie smakuje ci ten bigos? Zrobilam specjalnie na dzisiejszy
wieczor. Tak pysznie pachnie!

– Smakuje, ale… nie wiem, jak ci to powiedziec – ludzie zwykle do kina
nosza popcorn?

Joe Biden zrezygnowal z wyscigu o Bialy Dom. Prezydent USA Joe Biden wydal
w niedziele oswiadczenie, w ktorym poinformowal, ze rezygnuje z
kandydowania na urzad prezydenta Stanow Zjednoczonych. “Wierze, ze jest to
w najlepszym interesie mojej partii i kraju” – napisal.

“Sluzyc wam jako prezydent to byl najwiekszy zaszczyt mojego zycia. I choc
mialem zamiar ubiegac sie o reelekcje, wierze, ze jest w najlepszym
interesie mojej partii i mojego kraju, bym ustapil i skupil sie w pelni na
wypelnieniu moich obowiazkow jako prezydenta przez pozostala czesc mojej
kadencji” – napisal Biden w oswiadczeniu zamieszczonym na platformie X w
niedziele wieczorem czasu polskiego.

Dodal, ze wyglosi przemowienie do narodu “pozniej w tym tygodniu”. w ktorym
przekaze wiecej szczegolow na temat swojej decyzji.

“Na razie pozwolcie, ze wyraze najglebsza wdziecznosc wszystkim tym, ktorzy
tak ciezko pracowali, by doprowadzic do mojej reelekcji. Chce podziekowac
wiceprezydent Kamali Harris za to, ze byla wspanialym partnerem w calej tej
pracy” – dodal Biden.

Wyrazil takze “serdeczne uznanie” dla wszystkich Amerykanow, za “wiare i
zaufanie”, jakim go obdarzyli.

“Dzis wierze w to, w co wierzylem zawsze: ze nie ma nic, czego Ameryka nie
jest w stanie zrobic – gdy robimy to razem. Musimy po prostu pamietac, ze
jestesmy Stanami Zjednoczonymi Ameryki” – zakonczyl Biden. Nieco pozniej
Biden zamiescil kolejny wpis, w ktorym oswiadczyl, ze przekazuje swoje
poparcie wiceprezydentce Kamali Harris. “Drodzy demokraci, zdecydowalem sie
nie przyjmowac nominacji i przez reszte mojej kadencji skoncentrowac cala
swoja energie na moich obowiazkach jako prezydenta” – czytamy.

“Moja pierwsza decyzja jako kandydata naszej partii w 2020 roku byl wybor
Kamali Harris na moja wiceprezydentke. I to byla najlepsza decyzja, jaka
podjalem. Dzis chce wyrazic moje pelne poparcie i akceptacje dla nominacji
Kamali na kandydatke naszej partii. Demokraci – czas sie zjednoczyc i
pokonac Trumpa. Zrobmy to” – napisal Biden.

Ujawniono nowe dokumenty w sprawie “demona w Watykanie” Juz papiez Pius
XII, ktory stal na czele Kosciola w latach 1939-1958, chcial ukarac
zalozyciela zgromadzenia Legionisci Chrystusa, ksiedza Marciala Maciela
Degollado – wynika z dokumentow Archiwow Watykanskich, opublikowanych przez
dziennik “Corriere della Sera”. Degollado przez lata wykorzystywal
seksualnie nieletnich, choc sygnaly o tym niemal od poczatku docieraly do
Watykanu. Proceder wykorzystywania nieletnich, ktorego dopuszczal sie przez
dekady meksykanski kaplan i zalozyciel zgromadzenia Legion Chrystusa ks.
Marcial Maciel Degollado, uwazany jest za najwiekszy skandal pedofilski w
Kosciele katolickim. Wloski dziennik “Corriere della Sera” opublikowal w
niedziele dokumenty z Archiwow Watykanskich, z ktorych wynika, ze juz
papiez Pius XII, ktory stal na czele Kosciola w latach 1939-1958, chcial
ukarac Degollado. Ostatecznie jednak pierwsze kary ksiedzu z Meksyku
wymierzyl Benedykt XVI pol wieku pozniej, w 2006 roku, czyli na poczatku
swego pontyfikatu. Degollado zmarl w USA w 2008 roku. Nigdy nie stanal
przed sadem, a kara koscielna dla niego byla symboliczna – mial zyc w
odosobnieniu. Przez dziesiatki lat molestowal setki nieletnich chlopcow,
kobiety, a takze swoje dzieci. Mial zony, prowadzil wrecz potrojne zycie.
Mimo to przez lata jednak cieszyl sie protekcja ze strony Watykanu i byl
szanowanym duchownym. Jeden z ujawnionych dokumentow pochodzi z 1956 roku.
Przedstawiciel owczesnej Kongregacji ds. Duchowienstwa napisal w nim, ze
jesli Maciel zglosi sie do niej, otrzyma polecenie udania sie na kuracje i
zerwania wszelkich kontaktow ze swoimi seminarzystami do czasu wydania
nastepnej decyzji.

Jesli zas, dodal autor dokumentu ksiadz Giovanni Battista Scapinelli,
duchowny nie stawi sie w Kongregacji, nalezy mu zakomunikowac: albo
wyjedzie na kuracje, albo zostanie zawieszony. Rozporzadzenie to powstalo z
inicjatywy Piusa XII – wyjasnia wloska gazeta. Mowa w nim jest o “powaznych
powodach” takiej decyzji wobec zalozyciela Legionistow Chrystusa, ale bez
podania dalszych szczegolow.

Ale juz w latach 50., gdy zakon dzialal od kilkunastu lat, jego zalozyciel
byl uwazany w Watykanie za osobe, ktora nalezy leczyc – zauwazono. Dokument
ten trafil do archiwum cyfrowego razem z 211 innymi, jakie napisaly ofiary
Maciela Degollado. Przysylano je od 1944 do 2002 roku. Znajduja sie one w
pliku pod tytulem “Wola, by nie wiedziec. To, co wiedziano o Macielu w
Archiwach Watykanskich”.

Potem, jak wynika z publikacji, ze wspomnianego dokumentu wykreslono slowo
“zawieszenie”. Zas sam ksiadz Scapinelli zrelacjonowal spotkanie z Macielem
i jego “protektorem”, jak zaznacza dziennik, kardynalem Giuseppe Pizzardo,
po ktorym zniknely zalecenia z oryginalnego dokumentu.

Jest tez inny, w ktorym uznano stan zdrowia Maciela za “satysfakcjonujacy”.
Dolaczone zostalo do niego zaswiadczenie lekarskie.

Zalozyciel zgromadzenia przekonywal wowczas, ze jest ofiara “oszczerczych
zarzutow”. Dalsze dzialania podejmowane wobec niego z woli Piusa XII
przerwala jego smierc w 1958 roku.

Przez nastepnych 50 lat Maciel kontynuowal dzialalnosc i przestepczy
proceder i nikt mu w tym nie przeszkadzal, majac poparcie koscielnej
hierarchii, poniewaz rekrutowal wielu seminarzystow i uwazal sie za ofiare
przesladowan ze strony komunistow – wynika z publikacji w “Corriere della
Sera”.

W grudniu 2019 roku ujawniono raport, bedacy efektem wewnetrznego sledztwa
w zakonie. Znalazla sie w nim informacja, ze kilkudziesieciu legionistow –
seminarzystow oraz ksiezy – wykorzystalo seksualnie co najmniej 175 dzieci.
Jedna trzecia z nich to ofiary samego ksiedza Maciela. Wiadomo tez, ze nie
jest to pelna liczba skrzywdzonych dzieci.

Proceder trwal przez dekady, choc do Watykanu niemal od samego poczatku
docieraly takie sygnaly. Prawda o ojcu Macielu i Legionie Chrystusa
wstrzasnela Kosciolem.

Jak Jacek Jaworek zniknal z “technologicznego radaru, na ktorym opiera sie
funkcjonowanie policji calego swiata”? Za podejrzanym o potrojne zabojstwo
Jackiem Jaworkiem wystawiono Europejski Nakaz Aresztowania, czerwona note
Interpolu i list gonczy, a mimo to przez trzy lata pozostawal nieuchwytny
dla policji. Dziennikarz tvn24.pl Robert Zielinski mowil w poniedzialek, ze
Jaworek “byl osoba bardzo zamknieta”, nie korzystal z nowych technologii i
pozwolilo mu to na znikniecie “z technologicznego radaru, na ktorym dzis
opiera sie funkcjonowanie wszystkich policji calego swiata”. Dziennikarz
portalu tvn24.pl Robert Zielinski poinformowal w sobote przed poludniem, ze
z jego ustalen wynika, ze martwy mezczyzna odnaleziony w piatek w Dabrowie
Zielonej – kilka kilometrow od miejsca, gdzie trzy lata temu doszlo do
zabojstwa trzech osob – to Jacek Jaworek.

22 lipca Prokuratura Okregowa w Czestochowie “wszczela sledztwo w sprawie
doprowadzenia mezczyzny o nieustalonej tozsamosci do targniecia sie na
wlasne zycie, poprzez namowe lub udzielenie mu pomocy. Takie przestepstwo
jest zagrozone kara pozbawienia wolnosci od 3 miesiecy do 5 lat”. W
komunikacie nie potwierdzono, czy zwloki nalezaly do Jacka Jaworka. Jaworek
byl poszukiwany przez policje przez przeszlo trzy lata. Byl podejrzany o
zastrzelenie brata, bratowej i 17-letniego bratanka 10 lipca 2021 roku w
Borowcach kolo Czestochowy. Wydano za nim list gonczy, Europejski Nakaz
Aresztowania i wystawiono za nim czerwona note Interpolu.

W poniedzialek dziennikarz tvn24.pl mowil, ze wedlug niego “o ile sie
udawalo mu (Jackowi Jaworkowi – red.) skutecznie uciekac przed policja, to
nie udalo mu sie uciec przed wlasnymi demonami”. – To one go doprowadzily
niemal w to samo miejsce po trzech latach – mowil Zielinski. Dziennikarz
mowil, ze “niewielu jest funkcjonariuszy slaskiej policji, ktorzy chocby
fizycznie nie wzieli udzialu w poszukiwaniach Jacka Jaworka”. Zaznaczyl, ze
niektorzy przekopywali hektary lasow, ale dochodzily tez “dzialania nieco
bardziej wyrafinowane”. Jak zatem udalo sie ukryc Jaworkowi przed policja
przez trzy lata? Robert Zielinski zaznaczyl, ze poszukiwania moglo utrudnic
to, ze Jaworek “byl osoba bardzo zamknieta, niekorzystajaca z nowych
technologii, nawet bodaj z konta bankowego”. – Przez wiele lat pracowal
dorywczo na budowach w Niemczech, Szwajcarii, Austrii, w polnocnych
Wloszech – mowil dziennikarz i zaznaczyl, ze Jaworek najprawdopodobniej
mogl funkcjonowac bez utrzymywania z kimkolwiek kontaktu.

Wedlug niektorych hipotez Jaworek mogl ukrywac sie przez lata za granica.
Jak zaznaczyl Zielinski, mimo ze podejrzany o potrojne zabojstwo
poszukiwany byl miedzy innymi czerwona nota Interpolu, to zagraniczna
policja mogla sie nim nie interesowac, bo nie mial tam konfliktu z prawem.
Dziennikarz ocenil, ze Jaworkowi zalezalo na tym, aby zachowac tak zwany
“low profile”, czyli celowe wtopienie sie w tlum i niezwracanie na siebie
uwagi. Wedlug Zielinskiego Jaworek potrafil “zniknac z technologicznego
radaru, na ktorym dzis opiera sie funkcjonowanie wszystkich policji calego
swiata”. Ustalenia sledczych od poczatku wskazywaly, ze sprawca zbrodni w
Borowcach jest Jacek Jaworek, ktory mieszkal z rodzina po opuszczeniu
zakladu karnego, gdzie od marca do czerwca 2021 roku odbywal kare
pozbawienia wolnosci w zwiazku z uchylaniem sie od placenia alimentow.

Tuz po zbrodni 53-letni Jaworek uciekl. Sledczy od poczatku zaznaczali, ze
nie wykluczaja zadnej opcji – brali pod uwage, ze mezczyzna mogl popelnic
samobojstwo, ale tez ze ukrywa sie w Polsce lub innym kraju. Komendant
wojewodzki policji w Katowicach wyznaczyl tez nagrode w wysokosci 20
tysiecy zlotych za informacje, ktore pomoga zatrzymac Jaworka lub odnalezc
jego cialo.

“Polowania na czarownice” nie bedzie. “Planujemy zmniejszenie dolegliwosci
kar za brak szczepien” Kary i jakies wieksze nasilenie penalizacji
nieszczepienia dzieci moze spowodowac efekt wrecz odwrotny, czyli jeszcze
wieksze usztywnienie postaw antyszczepionkowych – mowil w TVN24 doktor
Pawel Grzesiowski, Glowny Inspektor Sanitarny. Odniosl sie w ten sposob do
niskiej wyszczepialnosci na odre. – W mediach przewaza glos, ze teraz
sanepid bedzie powszechnie nakladal kary na wszystkich i w ogole bedzie
teraz jakies polowanie na czarownice. Nie, planujemy wrecz przeciwnie –
podkreslil. UNICEF alarmuje, ze polska populacja stracila zbiorowa
odpornosc na odre. Powod to niska wyszczepialnosc. Wynosi ona sporo ponizej
progu bezpieczenstwa – 95 procent.

Wiecej na ten temat mowil w TVN24 doktor Pawel Grzesiowski, ktory w czerwcu
zostal Glownym Inspektorem Sanitarnym.

Grzesiowski: wciaz odkrywamy nowe oblicza odry

– Odra jest znana nam dobrze choroba, ale jednak wciaz odkrywamy jej nowe
oblicza. Jednym z ostatnich odkryc jest to, ze przez dwa do trzech lat po
przejsciu odry utrzymuja sie powazne zaburzenia odpornosci, ktore moga
prowadzic do roznych innych chorob bakteryjnych czy wirusowych i nasza
podatnosc na te choroby jest wieksza – powiedzial.

Grzesiowski byl pytany o ewentualne wprowadzenie dodatkowych kar dla
rodzicow za niezaszczepienie swoich dzieci przeciwko odrze. Odparl, ze
“kary zdecydowanie slabiej oddzialuja na zmiane ludzkich postaw”. –
Jestesmy ludzmi, ktorzy kreuja sobie wlasne poglady na podstawie jednak
przede wszystkim swiadomosci. Czyli im wiecej bedziemy mowili o chorobie,
ktorej zapobiegamy poprzez szczepienie, tym wieksza jest szansa, ze ci,
ktorzy nie chca szczepic swoich dzieci, zmienia swoja postawe. Juz w tej
chwili, kiedy jest wiecej informacji na temat odry i jej
zagrozen, przychodza rodzice z dziecmi, ktorzy wczesniej nie szczepili
swoich dzieci – mowil dalej Glowny Inspektor Sanitarny.

Grzesiowski: wieksze kary za nieszczepienie dzieci moga spowodowac efekt
odwrotny

– Kary i jakies wieksze nasilenie penalizacji nieszczepienia dzieci moze
spowodowac efekt wrecz odwrotny, czyli jeszcze wieksze usztywnienie postaw
antyszczepionkowych. Musimy bardzo madrze wywazyc miedzy systemem kar,
ktory w tej chwili jest niewydolny. Stad byc moze sa te medialne
doniesienia o zmianach systemu kar dla osob nieszczepiacych swoich dzieci.
Chcialbym, zeby ten system byl zmieniony w taki sposob, zeby odejsc od tych
grzywien, ktore sa nakladane w procedurach, ktore trwaja bardzo dlugo,
czesto koncza sie tym, ze dziecko dojrzewa do 18. roku zycia i te kary
musza zostac juz wtedy anulowane – powiedzial.

– Dzisiaj kary grzywny za nieszczepienie to sa kary w wielkosci
kilkudziesieciu tysiecy zlotych, sciagane przez wojewode w bardzo zmudnej,
trudnej, pracochlonnej procedurze tak zwanej egzekucji w administracji
panstwowej. Natomiast my proponujemy znacznie mniej dolegliwe kary, jezeli
juz rodzina bedzie rzeczywiscie zakwalifikowana jako taka, ktora sie
permanentnie uchyla i jeszcze bez zadnych czesto kontaktow z lekarzem
rodzinnym. Wowczas te mandaty kilkusetzlotowe moga byc nakladane w
procedurze takiej jak kazdy inny mandat. Czyli mamy bloczek
mandatowy, wypisujemy kilkusetzlotowa kare i ona jest egzekwowana
praktycznie od razu w zwyklej procedurze mandatowej – tlumaczyl Glowny
Inspektor Sanitarny. – Dlatego o tym mowie, ze w mediach przewaza glos, ze
teraz sanepid bedzie powszechnie nakladal kary na wszystkich i w ogole
bedzie teraz jakies polowanie na czarownice. Nie, planujemy wrecz
przeciwnie, zmniejszenie dolegliwosci tych kar na korzysc kontaktow z
rodzinami, ale tam gdzie system wykryje, ze rodzice uchylaja sie bez
zadnych powodow i jeszcze czesto poprzez dzialania niezgodne z
prawem, wowczas niestety system w Polsce musi dzialac zgodnie z prawem, a
wiec te osoby moga wlasnie wtedy oczekiwac takich kar – wskazywal gosc
TVN24.

Chciala sprzedac hulajnoge, stracila 18 tysiecy zlotych Mieszkanka Zarowa w
wojewodztwie dolnoslaskim padla ofiara oszustwa po wystawieniu na sprzedaz
dzieciecej hulajnogi. 47-latka uwierzyla oszustom podszywajacym sie pod
pracownikow portalu ogloszeniowego, w wyniku czego stracila spore
oszczednosci. Policja przypomina, by w trakcie transakcji internetowych
zachowac ostroznosc oraz rozwage. Oszusci namierzyli kobiete, gdy
sprzedawala hulajnoge warta 60 zlotych na jednym z portali ogloszeniowych.
Po 10 minutach od wystawienia przedmiotu 47-latka otrzymala informacje o
sprzedazy.

Oszustwo na platformie sprzedazowej

– 47-latka po chwili otrzymala takze wiadomosc przeslana na swoj telefon
komorkowy sygnowany nazwa platformy z linkiem do transakcji. Kobieta
nieswiadoma oszustwa kliknela link, a nastepnie potwierdzila swoje konto
bankowe, logujac sie i podajac tam swoje wszystkie dane – przekazala
Magdalena Zabek z KPP w Swidnicy.

W nastepnej wiadomosci kobieta uzupelnila kolejne informacje przydatne
oszustom – numer karty czy termin jej waznosci. Dowiedziala sie tez, ze
musi potwierdzic swoje konto, aby otrzymac zaplate. Rzekoma konsultantka
polecila 47-latce zalogowac sie na swoje konto, by zatwierdzic aplikacje
platformy sprzedazowej, a nastepnie zatwierdzic przychod w wysokosci 9
tysiecy zlotych, co poszkodowana zrobila dwukrotnie. Po wykonaniu tych
transakcji 47-latka zorientowala sie, ze padla ofiara oszustow. Zalogowala
sie ponownie na swoje konto, a tam zobaczyla, ze zniknelo z niego juz 18
tysiecy zlotych – wskazala Magdalena Zabek.

Swidniccy policjanci przypominaja, by nie podawac danych do swoich kart czy
kont. W przypadku oczekiwania na przelew srodkow nie sa potrzebne
informacje dotyczace pinu czy kodu CVV.

“Zwracajmy uwage na podsylane linki do platnosci, ktore tylko pozornie sa
wiarygodne. Z dotychczasowych zgloszen wynika, ze sa w nich przestawione
lub dodane kropki, cyfry czy slowa w obcych jezykach, majace nas przekonac,
ze wchodzimy na strone portalu ogloszeniowego. Graficznie strona moze
wygladac na oryginalna. Badzmy ostrozni – to moze uratowac oszczednosci
zgromadzone na koncie” – apeluje policja.

Na kilka dni wyszedl na wolnosc, zostal zaprzysiezony w PE. “Nie jest mi
przykro, ze wracam do celi” Czlonek greckiej mniejszosci w Albanii,
eurodeputowany reprezentujacy w PE Grecje, wrocil do odbywania kary
wiezienia w Tiranie za oszustwa wyborcze. Cele opuscil tylko na piec dni, w
ciagu ktorych zostal zaprzysiezony na inauguracyjnej sesji Parlamentu
Europejskiego. Fredi Beleri, posiadajacy podwojne obywatelstwo: greckie i
albanskie, odsiaduje wyrok dwoch lat wiezienia za kupowanie glosow w
zeszlorocznych wyborachsamorzadowych w Albanii. Zaprzecza oskarzeniom, a
Grecja okreslila sprawe przeciwko niemu jako motywowana politycznie.

– Nie jest mi przykro, ze wracam do celi – powiedzial Beleri po wyladowaniu
na miedzynarodowym lotnisku w Tiranie.

Wygral wybory ze swietnym wynikiem, do pazdziernika odsiaduje wyrok

51-letni polityk odbywajac kare wiezienia w Albanii zdobyl mandat do
Parlamentu Europejskiego w Grecji, startujac z listy rzadzacej partii Nowa
Demokracja. Otrzymal 238 801 glosow, co stanowi czwarty wynik wsrod siedmiu
reprezentantow Nowej Demokracji w Parlamencie Europejskim. Czlonkowie
Parlamentu Europejskiego korzystaja z immunitetu na terenie Unii
Europejskiej, ale Albania nie nalezy do wspolnoty. Albania ma historycznie
napiete stosunki z Grecja, glownie z powodu kwestii praw mniejszosci
greckiej i licznej spolecznosci albanskiej w Grecji.

Beleri zostal aresztowany na dwa dni przed wyborami samorzadowymi 14 maja
2023 roku w Himara na Riwierze Albanskiej, gdzie jest silna grecka
mniejszosc etniczna. Postawiono mu zarzut zaoferowania okolo 40 000 lekow
albanskich (360 euro) za osiem glosow wyborcow. Wygral wybory na burmistrza
z przewaga 19 glosow, wspierany przez partie mniejszosci greckiej i innych
przeciwnikow rzadzacych socjalistow albanskiego premiera Ediego Ramy. Nigdy
jednak nie objal tego urzedu. W ubieglym miesiacu sad apelacyjny podtrzymal
orzeczenie, a wladze Albanii formalnie pozbawily Belerisa stanowiska
burmistrza Himary i zarzadzily nowe wybory.

Zgodnie z wyrokiem sadu, Beleris bedzie mogl opuscic wiezienie w
pazdzierniku 2024 roku.

Zamkowy mur runal na trase turystyczna, ratownicy z psami przeszukali
gruzowisko

Fragment muru Zamku Ksiaz w Walbrzychu runal na sciezke, po ktorej
poruszaja sie zwiedzajacy. Na miejsce wezwano specjalistyczna jednostke
ratownicza, ktora wykluczyla obecnosc poszkodowanych pod gruzami. Mur
zawalil sie w piatek po poludniu. Jak tlumaczy Mateusz Mykytyszyn, rzecznik
Zamku Ksiaz, w momencie zdarzenia sciezka przechodzili turysci, jednak nikt
nie odniosl obrazen powazniejszych niz zadrapania.

– Doszlo do osuniecia fragmentu muru, ktory zostal wybudowany w latach 80.,
to jest nadbudowa muru sredniowiecznego, ktory ma prawie 800 lat. Ten mur
biegnie wzdluz drogi prowadzacej do zamku od strony polnocnej – przekazal
rzecznik.

Mykytyszyn zaznaczyl, ze “bezpieczenstwo turystow jest najwazniejsze”. –
Zarzad spolki zlecil ekspertyze, ktora obejmie nie tylko wskazany przez
inspektorat budowlany fragment muru, ale takze calosc zamkowych murow –
zapowiedzial. Komunikat wraz ze zdjeciami opublikowala wroclawska Jednostka
Ratownictwa Specjalistycznego, ktora zostala zadysponowana na miejsce.

“W zwiazku z faktem, iz mur runal w miejscu o duzym ruchu turystycznym,
istnialo prawdopodobienstwo przebywania osob postronnych w chwili
zdarzenia. Na miejsce udalo sie 4 ratownikow w tym dwa zespoly z psami
specjalnosci gruzowiskowej. Nasze zespoly wykluczyly obecnosc osob zywych
pod gruzami zawalonego muru” – czytamy w komunikacie strazakow.

SPORT

SEBASTIAN KAWA I SEBASTIAN KOT LAMPART O HISTORYCZNYM LOCIE SZYBOWCEM NAD
SZCZYTEM K2 Sebastian Kawa i Sebastian Kot Lampart jako pierwsi przelecieli
szybowcem nad szczytem K2 (8611 m n.p.m.) w pasmie gorskim Karakorum. We
“Wstajesz i Wiesz” w TVN24 opowiedzieli o szczegolach, zwiazanych z ich
niezwyklym osiagnieciem. – Po tym czterogodzinnym locie bylismy maksymalnie
wykonczeni – stwierdzili zgodnie. Karakorum to drugi pod wzgledem wysokosci
lancuch gorski na swiecie, a jego najwyzszy szczyt, czyli K2, ma 8611 m
n.p.m. Przelot nad tym szczytem byl glownym celem polskich pilotow
szybowcowych. Jeszcze przed gora K2, zanim do niej dolecielismy,
wznieslismy sie na 9 100 metrow. I to bylo zjawisko fali za kolejna bardzo
ciekawa gora, Maszerbrum. Tak wiec ten dzien byl zupelnie nieplanowany.
Mielismy doleciec tylko do tych poludniowych gor, ale potem okazalo sie, ze
najpraktyczniejszym sposobem na powrot do lotniska, bedzie wzniesc sie nad
chmury, poniewaz zrobilo sie zbyt gesto. Znalezlismy te fale dosc
szczesliwe i to pozwolilo nam doleciec na K2 – relacjonowal w rozmowie
wideo z TVN24 Kawa, jeden z najbardziej utytulowanych szybownikow na
swiecie. W dorobku ma m.in. 24 medale mistrzostwo globu, w tym 18 zlotych.
W przeszlosci latal tez nad Himalajami, w tym nad najwyzszym szczytem
swiata, Mount Everestem (8849 m n. p. m.).

Jakie warunki panowaly na gorze? – Bylo zaskakujaco cieplo, na ponad 9000
metrach bylo okolo – 14 stopni. Normalnie na tych wysokosciach jest czasem
– 30, -40 stopni – wyznal Kot Lampart. – Jestesmy w bardzo suchym i cieplym
klimacie, natomiast tu nie jest problemem pogoda, tylko bardzo wysokie
gory. To jest ogromny obszar gor i wystajace z nich wierzcholki, ktore maja
okolo 8 tysiecy metrow. Nie ma miejsc do ladowania. Tam, gdzie sa lodowce,
kompletnie niemozliwe jest ladowanie – podkreslil Kawa.

“TO JEST PODSTAWOWY PROBLEM”

Jak mowili we “Wstajesz i Wiesz”, do wzniesienia sie szybowcem na taki
pulap potrzebna jest dobra znajomosc praw termiki, czyli ruchow mas
powietrza spowodowanych roznicami temperatur.

– Szybowiec, ktorym dysponujemy, ma silnik, ale dziala on praktycznie do
czterech tysiecy metrow. Na silniku nie mozna wyleciec z doliny, wszystko,
co zrobilismy, bylo dzieki pradom powietrznym – wyjasnil Kawa.

– Na samej termice nie bylibysmy w stanie sie tak wysoko wzniesc. Jeszcze
jest zjawisko fal powietrznych, ktore przechodza nad gorami i odbijaja sie
z ich drugiej strony – dodal Kot Lampart.

Zgodnie podkreslili, ze “w kazdej chwili trzeba myslec o bezpieczenstwie”.

– Tu nawet helikoptery nie poleca do baz, jezeli szczyty gor sa zakryte
chmurami. My mamy doswiadczenie, potrafimy przewidziec, jak rozwinie sie
sytuacja z burzowa chmura, czego mozna spodziewac sie powyzej szczytu.
Wazne sa precyzyjne umiejetnosci latania szybowcem. Jakiekolwiek bledy
techniczne w sterowaniu moga sie skonczyc zderzeniem ze zboczem gorskim. To
jest podstawowy problem. Drugim jest to, ze tego terenu nikt nie zna. Tutaj
nikt nie latal przed nami – przyznal Kawa. MUSIELI PRZEBIJAC SIE PRZEZ
CHMURY

Jak wyjawili, caly lot nad K2 trwal okolo czterech godzin. – W tamta strone
lecielismy z bardzo silnym wiatrem, natomiast musielismy pozniej 100 km pod
ten wiatr wrocic. Szybowiec jest wyposazony w silnik, niestety na tych
wysokosciach nie da sie go odpalic – wspomnial Kot Lampart.

– Duza wysokosc jest paliwem dla szybowca. Mozemy ja rozmienic na
przeleciana odleglosc z duza predkoscia, wiec pod wiatr udalo nam sie
przeleciec. Musielismy po drodze przebijac chmury, troche oblodzenia tez
bylo. My po tym czterogodzinnym locie bylismy maksymalnie wykonczeni. Byly
ogromne emocje, aparatura tlenowa tez sprawiala nam psikusy, ale my te
problemy znamy, to jest nasze rzemioslo, poradzilismy sobie – podkreslil
Kawa.

Oprocz samego lotu, trudne bylo jego zorganizowanie i przedostanie sie z
Polski na miejsce startu.

– Jechalismy z przyczepa z szybowcem przez Turcje, Iran, przez pogranicze
Afganistanu i Pakistanu, to bylo jak na obrazie Piekla Dantego, przez caly
Pakistan towarzyszyla nam policja. Byly ogromne trudnosci, ale moze bez
nich nie byloby tej przyjemnosci na koncu – relacjonowali.

Ile pokonali lacznie kilometrow, rowniez liczac jazde samochodem? – To jest
bardzo ciekawa sprawa, bo my przejechalismy tu na miejsce do bram lotniska
8611 km, to jest dokladnie tyle samo, ile ma wysokosc K2 – skwitowal Kawa.

DETEKTYW

ZDRADZILO go imie

Anna FREJ

Byla mloda, niedawno zamieszkala w wielkim miescie. Rozpoczela studia,
poznawala nowych ludzi, caly swiat stal przed nia otworem. Jednak pewnej
marcowej nocy drzwi do tego swiata z hukiem zatrzasnelo przed nia trzech
mezczyzn. Po Dorocie zostala pustka w zyciu jej rodzicow. W2000 roku Dorota
J. roz- poczela pierw- szy rok studiow na wroclaw- skiej Wyzszej Szkole
Zarzadzania i Marketin- gu. Do stolicy Dolnego Sla- ska przyjechala z Nowej
Rudy, dwudziestotysiecznego mia- steczka polozonego w powie- cie klodzkim.
Miala starszego brata, a jej rodzice nie miesz- kali razem. Matka pracowala
w Austrii i przesylala corce pie- niadze na utrzymanie. Od ojca otrzymywala
alimenty. Mimo to nie chciala byc dla nich obcia- zeniem. Postanowila
poszu- kac pracy. Jej uczelnia byla prywatna, za kazdy semestr trzeba bylo
placic czesne. Nie mieszkala w akademiku – dzie- lila wynajmowane
mieszkanie z dwoma wspollokatorami.

Szukanie zajecia nie zajelo jej duzo czasu. Zatrudnila sie w jednym z
klubow dyskote- kowych. Pracowala duzo. Jedy- nym wolnym dniem w tygo- dniu
byl dla niej czwartek. Z reguly nie spedzala go jednak w domu. Byla mloda,
lubila sie bawic, poznawac nowych ludzi. Czwartki spedzala zatem w
towarzystwie znajomych, bawiac sie jako gosc licznych wroclawskich lokali.

NOWI ZNAJOMI

15 marca 2001 roku nie bylo inaczej. Juz po poludniu usta- lila ze
wspollokatorami, ze tamtego wieczora udadza sie do lokalu o nazwie Radio
Bar, mieszczacego sie przy ulicy Rynek 48, w samym centrum miasta. Bylo to
bardzo popular- ne wsrod wroclawian miejsce. Zanim jednak tam sie zjawili,
spedzili sporo czasu w domu. Wyszli dopiero okolo godzi- ny 23, a przed
polnoca zjawili sie w Radio Barze. Byl czwar- tek, ale w klubie bylo
tloczno.

KRYMINALNY WROCLAW

Dorota i jej znajomi zamowili drinki i zajeli jeden z niewielu wolnych
stolikow. Pili alkohol, rozmawiali, tanczyli.

Godzine pozniej w Radio Barze pojawili sie nowi goscie – jego prog
przekroczylo trzech mezczyzn. Niby nic, takich jak oni bylo tego wieczoru
wielu. Wsrod nich byl jednak czlo- wiek, ktorego Dorota znala z widzenia.
Przychodzil jako klient do lokalu, w ktorym na co dzien pracowala. Chlopak
tez ja skojarzyl. Wkrotce pod- szedl do niej i zagadal:

– Czesc, chyba sie znamy? –

powiedzial do Doroty.

– Raczej z widzenia. Przy- chodzisz do baru Metro, prawda? – odpowiedziala
dziewczyna.

– Moze chcesz dosiasc sie do mnie i moich kumpli? Postawie ci drinka –
zaproponowal.

– Czemu nie. Mam na imie Dorota.

– Mariusz – odpowiedzial chlopak.

Dorota byla atrakcyjna dziewczyna, dobrze ubrana. Zwracala uwage mezczyzn.
Mariusz jej sie spodobal. Po jego ubiorze i sposobie bycia bylo widac, ze
ma pieniadze i chetnie je wydaje. 21-latka podeszla do stolika nowych
znajomych. Mariusz przedsta- wil jej kolegow – razem z nim do klubu
przyszli Dorian R. i Marcin P. Dorota przysiadla sie z nowym drinkiem.
Dobrze sie jej rozmawialo z mezczyznami. Oni zachowywali sie wobec niej
dosc swobodnie. Obejmowali ja, podszczypywali. Dziewczy- na niewiele sobie
z tego robi- la, ale wszystko obserwowali jej znajomi, z ktorymi przyszla
do klubu. Nie podobalo im sie to, jak mezczyzni traktuja ich
wspollokatorke, wiec w koncu dwie kolezanki podeszly do niej. Dorota
przedstawila im mezczyzn, ale dziewczyny nie chcialy z nimi zostac.

Okolo godziny 3 nad ranem, znajomi Doroty zdecydowali, ze chca wracac do
domu. Pier- wotnie namowili i ja, by wyszla z klubu razem z nimi. Na
zewnatrz dziewczyna poczu- la jednak nagla potrzebe, by zapalic papierosa.
Palenie bylo jej nalogiem. Nikt z jej towarzy- szy nie mial ze soba
zapalnicz- ki, wiec postanowila wrocic do srodka, by pozyczyc ja od nie-
dawnych towarzyszy. Wspol- lokatorzy zostali na zewnatrz. Sadzili, ze
Dorota za chwi- le wroci. Jednak czas plynal, a dziewczyna nie pojawiala
sie. W koncu jedna z osob weszla ponownie do Radiu Baru. Tam dostrzegla, ze
Dorota wcale nie ma zamiaru wracac razem z nimi. Ponownie przysiadla sie do
trojki mezczyzn i zadowolo- na saczyla z nimi drinki.

– Dorota chyba z nami nie wroci. Znowu siedzi z tymi facetami.

– Trudno, jest dorosla. Nie mozemy jej do niczego zmusic.

Wtedy widzieli dziewczyne po raz ostatni.

OKRUTNY PLAN

Dorota nie byla swiadoma, jak bardzo nietrafiony byl dobor znajomych. Cala
trojka mez- czyzn, tj. Marcin P., Dorian R. i Mariusz N., zajmowali sie
sutenerstwem. Obiecywali kobietom atrakcyjna i dobrze platna prace w
Niemczech, a gdy tam trafialy, odbiera- li im paszporty i zmuszali do pracy
w domach publicznych. Co zrozumiale, zaden z nich nie chwalil sie swoim
zajeciem przy Dorocie, ale od poczatku mieli na nia swoj plan.

Gdy wrocila po zapalniczke, namowili ja, by z nimi zosta- la. Przekonali,
ze po imprezie odwioza ja do domu i nie musi sie niczego obawiac. Dorota
byla juz dosc pijana, chciala sie jeszcze pobawic, wiec z latwo-scia dala
sie namowic nowym towarzyszom.

Zblizala sie godzina 4 nad ranem i jeden z mezczyzn zaproponowal, by udac
sie do domu. 21-latka sadzila, ze odwioza ja do wynajmowane- go mieszkania.
Razem opuscili Radio Bar i wyszli na Rynek Glowny Wroclawia.

– Odwieziecie mnie do domu? – upewnila sie jeszcze na zewnatrz.

– Ale czy na pewno tego chcesz? Jest jeszcze wczesnie. Mozemy nadal
imprezowac.

– No nie wiem… – wahala sie dziewczyna. – Chyba mam juz dosc.

– Daj spokoj, jestes mloda. Kiedy bedziesz sie bawic, jak nie teraz?
Pojedzmy do mnie. Nie musisz sie niczego obawiac. Po dalszych, nie
trwajacych jednak zbyt dlugo namowach, Dorota dala sie przekonac. Wsiadla
do samochodu i udala sie z nowymi znajomymi, jak sadzila do mieszkania
jedne- go z nich. Po niedlugim cza- sie zauwazyla, ze nie zmierzaja w
kierunku, o ktorym wczesniej mowili. Dorota zaczela sie nie- pokoic i
dopytywac dokad jada.

– Nie martw sie. Milo spe- dzisz czas.

Te slowa wcale nie uspo- koily dziewczyny, wrecz prze- ciwnie, wzbudzily
jeszcze wiekszy strach. Wkrotce samo- chod zatrzymal sie przy ulicy
Piotrkowskiej. Mezczyzni kaza- li Dorocie wysiasc z pojazdu. Ociagajac sie,
zrobila, co jej powiedzieli. Popychajac ja, skierowali sie do drzwi
niewiel- kiego domu. Jego wlascicie- lem byl Dorian R. Budynek nie wygladal
zbyt okazale, raczej wymagal remontu. Weszli do srodka. Nie zwlekajac, mez-
czyzni wyjawili swoje prawdzi- we intencje.

– Rozbierz sie – powiedzial jeden z nich. – Ale nie tylko z kurtki, zdejmij
wszystkie ubrania – doprecyzowal, gdy Dorota pozbyla sie jedynie okrycia
wierzchniego.

Dziewczyna zrozumiala do czego zmierzaja Mariusz, Dorian i Marcin.
Poslusznie zdjela ubrania, zostala naga.

– No, teraz dopiero sie zabawimy.

– Ale chyba nie wszyscy na raz? – zdolala jedynie powie- dziec przerazona
21-latka. W najczarniejszych snach nie spodziewala sie tego, co ja czeka.
Mezczyzni nie mieli dla niej litosci. Dorian R. i Marcin P. gwalcili Dorote
naprzemien- nie. Robili to bardzo brutalnie, szczegolnie Dorian R., bijac
ja po twarzy i calym ciele. Nie szczedzili jej bolesnych kop- niakow.
Wyczerpana i cierpia- ca dziewczyna blagala o litosc, lecz oprawcy nie
zamierzali jej okazac. Po jakims czasie zrobili sobie przerwe. Zostawili
udre- czona 21-latke w pokoju. Poszli zapalic. W tym dostrzegla swoja
szanse na ratunek. Niemal ostatkiem sil doczolgala sie do jednego z okien i
zdolala stluc szybe. Znajdowala sie na par- terze. Udalo sie jej wyskoczyc
na zewnatrz. Bylo jednak zimno, ona byla naga i ledwo zywa. Nie uciekla
zbyt daleko, zwlaszcza ze halas tluczonego szkla zaalar- mowal jej
oprawcow. Zjawili sie w pokoju i gdy zobaczyli Dorote na zewnatrz,
pospiesznie wyszli. Zabrali kobiete z powrotem do srodka i postanowili
ukarac za probe ucieczki. Ponownie ja gwalcili, nacinali cialo kawalka- mi
szkla i przypalali papierosa- mi. W koncu zaciagneli zakrwa- wiona
dziewczyne do lazienki, umyli ja i wrocili do znecania sie nad nia.

Poczatkowo cala trojka zamierzala w bestialski sposob “zabawic sie” kosztem
Doro- ty. Po kilku godzinach tortur uznali jednak, ze zmasakrowa- na
dziewczyna na nic im sie nie przyda. Nie zarobia na niej w niemieckim
burdelu. Nie mogli jednak puscic jej wolno. To byloby dla nich zbyt niebez-
pieczne. Dorota z pewnoscia udalaby sie na policje, poinfor- mowac o tym,
co zaszlo. Musie- li sie jej pozbyc.

Po kilku godzinach gwaltow i katowania, kazali jej sie ubrac. Zaciagneli
ledwo przytomna dziewczyne do samochodu i zawiezli nad staw w Marszo-
wicach. Tam ponownie sie nad nia znecali, ale tym razem ich jedynym celem
bylo pozbawie- nie dziewczyny zycia. Nie udalo im sie to tak latwo.
Najpierw dotkliwie ja pobili i kopali po calym ciele. Kiedy dziewczy- na
nadal dawala oznaki zycia, postanowili ja podtopic. I tym sposobem nie
osiagneli jed- nak zamierzonego celu. Wtedy jeden z nich wyciagnal noz,
ktorym zadal Dorocie kilka cio- sow. W koncu dopieli swego. Bezwladne cialo
kobiety wrzu- cili do stawu i jakby nigdy nic, odjechali do swoich domow.

MAKABRYCZNE ODKRYCIE

W piatek, 16 marca 2001 roku, wspollokatorzy Doroty zorien-towali sie, ze
dziewczyny nie ma w mieszkaniu. Nie slyszeli, zeby wracala do domu. Posta-
nowili sprawdzic, czy nie ma jej w pracy. Nie zastali jej jed- nak. Troche
sie niepokoili, ale jeszcze nie na tyle, zeby wsz- czynac wiekszy alarm.
Aczkol- wiek kiedy mijal drugi dzien od czwartkowej imprezy, a z Doro- ta
nie bylo zadnego kontak- tu, zaczeli rozpytywac innych znajomych.
Zadzwonili tez do jej ojca i mieszkajacej w Austrii matki. Halina J.
przerazila sie nie na zarty zniknieciem corki. Podjela natychmiastowa decy-
zje o powrocie do Polski. Gdy dotarla do kraju, zglosila jej zaginiecie.

Policja prowadzila inten- sywne poszukiwania, przeslu- chala osoby z
otoczenia dziew- czyny i ustalila, co sie z nia dzialo w wieczor
zaginiecia. Mundurowym pomagali tez krewni i znajomi dziewczyny. Odwiedzali
lokale, uczelnie, rozwieszali w miescie plakaty z jej podobizna.

By zdobyc jeszcze wiecej informacji, mundurowi udali sie do Radio Baru.
Chcieli porozmawiac z jego pracow- nikami. Jeden z barmanow potwierdzil, ze
15 marca 2001 roku widzial w lokalu Doro- te J. w towarzystwie trzech
mezczyzn. Nie potrafil jednak powiedziec nic wiecej, poza tym, ze okolo
godziny 4 cala czworka opuscila klub.

Tymczasem, 23 marca 2001 roku, pracownik budowla- ny przebywajacy w
okolicach zbiornika wodnego na wro- clawskich Marszowicach, nie- opodal
wiezy cisnien, dostrzegl w wodzie cos nietypowego. Po niedlugim czasie
zorien- towal sie, ze to cialo kobiety. Natychmiast wezwal na miej- sce
policje.

Niezwlocznie pojawila sie tam grupa dochodzeniowo- -sledcza, prokurator
oraz poli-

cjanci z oddzialu prewencji, ktorzy zabezpieczyli teren. Sledczy wiedzieli,
ze patrza najprawdopodobniej na cialo zaginionej Doroty J. Pozostalo
jedynie formalnie ja zidentyfi- kowac, co zrobila jej matka. Na pierwszy
rzut oka widac bylo dwie glebokie rany klute w ciele ofiary i wiele
pomniejszych ran. Mundurowi mieli swiado- mosc, ze cialo lezalo w wodzie
przez kilka dni, co znacznie utrudni im prace. Na zwlokach nie wykazano
zadnych sladow, mogacych pomoc w identyfi- kacji sprawcow. Potwierdzila to
sekcja. W raporcie z niej napi- sano, ze Dorota doznala licz- nych obrazen
na calym ciele – miala krwiaki i slady naciec, m.in. na szyi i klatce
piersio- wej. Na jej nogach ujawniono slady podeszw butow, jakby ktos po
niej chodzil. Kluczowe byly dwie rany klute – klatki piersiowej i szyi –
ktore bez-

posrednio doprowadzily do zgonu 21-latki. Miala tez rany obronne, co
swiadczylo, ze sta- rala sie walczyc o zycie, chwy- tajac w rece zblizajace
sie do niej ostrze.

Mimo przeciwnosci, poli- cjanci intensywnie pracowali nad ustaleniem
sprawcow. Nie pomagali im w tym znajomi dziewczyny, ktorzy nie potra- fili
podac rysopisow mezczyzn towarzyszacych ich kolezance tamtej nocy. Udalo
sie zdo- byc nagranie z monitorin- gu z kamery znajdujacej sie w poblizu
Radio Baru, ale film nie byl zbyt wyrazny. Widac na nim tylko cztery osoby
opusz- czajace lokal, ale nie udalo sie dostrzec twarzy.

SUKCESY I PORAZKI

Pewnym wybawieniem okazaly sie dwie kolezanki Doroty, ktore zglosily sie na
policje. Zeznaly, ze 15 marca 2001 roku takze byly w Radio Barze i poznaly
jednego z mezczyzn towarzy- szacych 21-latce. Przedstawil sie jako Dorian.
Policjanci wie- dzieli, ze nietypowe imie moze pomoc w ustaleniu sprawcow.
Przeszukali baze PESEL, dzie- ki czemu dowiedzieli sie, ze w okolicach
Wroclawia miesz- ka 13 mezczyzn o tym imie- niu, ale tylko jeden z nich
mial juz w przeszlosci zatargi z pra- wem. Dotarli do jego brata, ktory
twierdzil, ze Dorian R. przebywa w Niemczech i 15 marca 2001 roku rowniez
byl poza granicami Polski. Wskazal jednak, ze Dorian R. ma kole- ge,
Marcina P., bardzo do niego podobnego. Dorian R. w koncu wrocil do Polski i
wtedy sledczy postano- wili przeszukac jego mieszka- nie. Gdy tylko
mezczyzna zoba- czyl, ze na nakazie prokurator- skim, jako powod przeszuka-
nia widnieje art. 148 Kodeksu karnego, czyli zabojstwo, ode- pchnal jednego
z policjantow i uciekl. Funkcjonariusze gonili go, ale bezskutecznie.

Wystraszony przebiegiem zdarzen Dorian udal sie do domu przy ulicy
Piotrkowskiej, gdzie zarzadzil goraczkowe porzadki. Zrywal tapety, palil
dywany i firanki, dokladnie wszystko wyczyscil. Pomagalo mu kilka osob,
ktorym wytlu- maczyl, ze chodzi o podejrze- nia o posiadanie narkotykow.

Policjanci wiedzieli juz, ze 15 marca 2001 roku Doria- nowi R. towarzyszyli
Mar-cin P. i Mariusz N. Policja przesluchala tego ostatnie- go. Mezczyzna
potwierdzil, ze znal Dorote J., ale tamtego dnia opuscil Radio Bar wraz z
Dorianem R., a z dziewczy- na zostal tylko Marcin P. Mial nawet na to dwoch
swiadkow. Tej wersji wydarzen zaprzeczyl Marcin P. i rowniez przedsta- wil
swojego swiadka, ktory potwierdzil jego slowa. Dobro- wolnie w komendzie
zjawil sie wkrotce Dorian R. Wiedzial, ze swoimi zeznaniami koledzy
zapewnili mu alibi i stwierdzil, ze nie ma pojecia, co sie stalo z Dorota J.

Po chwilowym sukcesie, sledczy znowu zostali z niczym. Z niechecia zaczeli
sie zasta-nawiac nad umorzeniem sledztwa, ale wtedy z pomoca przyszla im
policja niemiecka. Nasi zachodni sasiedzi doko- nali zatrzymania Albanczyka
z polskim paszportem, ktory wyjawil im, ze zna szczegoly na temat zabojstwa
studentki we Wroclawiu. Skontaktowali sie z polska policja i potwierdzili,
ze do takiego zdarzenia doszlo.

Grupa wroclawskich sled- czych udala sie do Niemiec, by przesluchac
zatrzymanego. Albanczyk zeznal, ze zna szcze- goly od Doriana R., z ktorym
przebywal przez kilka mie- siecy w wiezieniu. Gdy mez- czyzna uciekl na
wolnosc, Dorian udzielil mu schronienia w domu przy ulicy Piotrkow- skiej.
Tam dowiedzial sie, co zaszlo w nocy 15 marca 2001 roku. Byl nawet obecny
pod-czas goraczkowego sprzatania domu i zacierania sladow.

Zatrzymanie Albanczyka nie skonczylo dzialan niemiec- kich mundurowych z
Hanau w poblizu Frankfurtu nad Menem. Obserwowali prze- bywajacych wtedy na
terenie ich kraju Doriana R., Marci- na P. oraz Mariusza N., ktorych
podejrzewali o sutenerstwo. W koncu zdecydowali sie na zatrzymanie ich i
postawie- nie im zarzutow prowadzenia agencji towarzyskich. Dzialano w
porozumieniu w polska poli- cja, ktora przygotowywala pro- cedure
ekstradycji. Mariusz N. nie wytrzymal cisnienia. Powiesil sie w swojej
celi. Pozo- stalych funkcjonariusze z Nie- miec dostarczyli do Zgorzelca,
skad przejeli ich Polacy.

JAKBY NIE MIAL SUMIENIA

Zatrzymani mieli juz swiado- mosc, ze zabojstwo Doroty nie ujdzie im
plazem. Podczas przesluchania, Marcin P. zde- cydowal sie wspolpracowac ze
sledczymi i zlozyl obszer- ne wyjasnienia. Przyznal sie do winy, ale
powiedzial, ze calym procederem kierowal Dorian R., a on jedynie bier- nie
wykonywal jego rozkazy. Robil to, poniewaz sie go bal. Wersja ta wydala sie
sledczym przekonujaca i tez przyjeli, ze to Dorian R. mial ostateczny glos.

Prokurator wydal decyzje o przeprowadzeniu wizji lokal- nej, na ktora
Marcin P. wyrazil zgode. Do czynnosci jednak nie doszlo, bo przed samym
rozpoczeciem, gdy wszyscy byli juz na miejscu, w Radio Barze, Marcin P.
zalamal sie. Usiadl na schodach, skulil sie i zaczal szlochac. Zupelnie
inna stra- tegie przyjal Dorian R., ktory nie zamierzal ulatwiac poli- cji
pracy. Do niczego sie nie przyznawal, nie odpowiadal na zadne pytania,
czul sie panem sytuacji. Bylo to dla niego cha- rakterystyczne zachowanie,
jakby nie mial sumienia. Co wiecej, w trakcie sledztwa poli- cjanci
ustalili, ze po zamor- dowaniu Doroty J. i po prze- spaniu spokojnie kilku
godzin, Dorian R. udal sie do Woje- wodzkiego Osrodka Ruchu Drogowego i bez
zadnego pro- blemu zdal egzamin teoretycz- ny na prawo jazdy.

Prokurator postawil obu mezczyznom zarzuty gwaltu i zabojstwa 21-letniej
Doroty J. Do sadu wyslano akt oskarze- nia i w 2003 roku zasiedli na lawie
oskarzonych Sadu Okre- gowego we Wroclawiu.

Sprawa byla rozpatrywana przez rok. Marcin P. podtrzymal swoje przyznanie
sie do winy, przeprosil rodzine zamor- dowanej. Dzieki jego wyja- snieniom
udalo sie postawic zarzut Dorianowi R. Odmien- nie zachowywal sie Dorian
R., ktory twierdzil, ze nie ma nic wspolnego z zabojstwem, nie moze podac
zadnych szczego- low, bo nie bylo go 15 marca 2001 roku przy Dorocie J.
Szy- derczo sie usmiechal pod- czas zeznan skladanych przez matke
dziewczyny, Haline J., ktora wystepowala w charakte- rze oskarzyciela
posilkowego. Kobieta byla obecna na kaz- dym posiedzeniu sadu. Miala ze
soba zdjecie corki z dziecin- stwa. Widac bylo, ze ciezko jej zniesc mysl o
smierci dziecka, czesto plakala. Wydawalo sie, ze jej rozpacz byla motorem
napedowym dla okrutnego zachowania Doriana R.

– Dla nich ta dziewczy- na byla kolejna, jak to mowili “swinia”, z ktora
mozna zro- bic co sie chce. Znamienne jest to, ze po dokonaniu zbrodni
Marcin P. zadzwonil rano do zony i powiedzial, ze wszystko w porzadku, by
sie nie martwi- la – powiedziala prokuratorka.

Wedlug prokuratury Dorian R. kierowal dziesiecio- osobowa grupa
przestepcza, ktora organizowala wywoz kobiet do Niemiec, do pracy w
tamtejszych agencjach towa- rzyskich. Ten nielegalny proce- der trwal od
czerwca 1999 roku do wrzesnia 2001 roku.

Podczas procesu w roli swiadka wystapila jedna z kobiet, ktora zostala
przez mezczyzn zmuszona do pro- stytucji, Monika M. Kilka dni przed
zabojstwem Doroty J., cala trojka dokonala na niej zbiorowego gwaltu.

Wyrok w tej bulwersujacej sprawie zapadl 14 wrzesnia 2004 roku.

– Przy tak miazdzacej skali dowodow, wina Doriana R. nie budzi watpliwosci.
Kazdy, kto jest zdolny do takiej zbrodni, jest wysoce zdemoralizowany. Mar-
cin i Dorian to osoby o plytkiej uczuciowosci wyzszej. Dorian traktuje
osoby instrumentalnie,

jakby mialy byc dostosowane do jego celow. O jego demoraliza- cji swiadczy
to, co zrobil przez ostatnie lata. Jego sposobem na zycie bylo przestepstwo
i byloby dalej, gdyby nie zostal zatrzy- many – powiedzial przewod- niczacy
skladu sedziowskiego. Podkreslil tez role w procesie prokuratorki. – Nie
byloby tej sprawy, gdyby nie poswiece- nie, zaangazowanie, rzetelnosc i
profesjonalizm pani prokura- tor. Trudno tu oprzec sie emo- cjom, ale ocena
dowodow jest obiektywna, a wina oskarzo- nych nie budzi watpliwosci.

Dorian R. zostal skazany na dozywocie. W Marcinie P. sad dostrzegl szanse
na resocja- lizacje – dostal wyrok 25 lat pozbawienia wolnosci. Obaj
zlozyli apelacje, ale sad drugiej instancji podtrzymal pierwot- ne
orzeczenia.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://

www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

(format IBAN)

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

(format IBAN)

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

(format IBAN)

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl