Dzien dobry – tu Polska – 21.11.2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 316 (6285) 21 listopada 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA RECZNA
Pilkarze reczni Lomzy Vive Kielce w siodmej kolejce Ligi Mistrzow
pokonali ekipe Barcelony. Kielczanie zakonczyli imponujaca serie zespolu
ze stolicy Katalonii.
Na poczatku zadna ze stron nie potrafila odskoczyc rywalom. Gra toczyla
sie bramke za bramke. Dopiero po chwili Barca wyszla na male
prowadzenie. Mistrzowie Polski jednak byli w stanie dogonic
Katalonczykow. Zawodnicy z Kielc pod koniec pierwszej polowy przejeli
inicjatywe na boisku, dzieki temu na przerwe zeszli przy prowadzeniu 19:16.
Druga czesc rywalizacji byla rowniez bardzo wyrownana. Do ostatniego
gwizdka nie bylo wiadomo, ktora ekipa zwyciezy. Z dobrej strony na
boisku pokazal sie Dika Mem. Rozgrywajacy czesto przejmowal inicjatywe w
akcjach ofensywnych swojej druzyny, dzieki temu zdobyl siedem bramek w
calym spotkaniu. Jednak w swietnej formie znajdowal sie rowniez Andreas
Wolff.
Mecz zakonczyl sie zwyciestwem ekipy Lomza Vive Kielce 32:30.
Ostatnio w Lidze Mistrzow Barca przegrala na swoim boisku szesc lat
temu. Co ciekawe, zawodnicy z Katalonii musieli wtedy uznac wyzszosc
kielczan.
Pilkarze reczni Lomzy Vive Kielce po siedmiu kolejkach Ligi Mistrzow
maja na swoim koncie 12 punktow i sa liderami w grupie.
Barcelona – Lomza Vive Kielce 30:32 (16:19, 14:13)
Barcelona: Gonzalo Perez de Vargas, Leonel Maciel – Timothey N’guessan
7, Dika Mem 7, Ludovic Fabregas 5, Aleix Gomez 3, Domen Makuc 2, Aitor
Arino 2, Haniel Langaro 1, Luka Cindric 1, Angel Fernandez Perez 1, Blaz
Janc, Thiagus Petrus, Artur Parera Ibanez, Melvyn Richardson, Ali Zein
Lomza Vive Kielce: Andreas Wolff – Arkadiusz Moryto 7, Dylan Nahi 6,
Alex Dujshebaev 4, Szymon Sicko 4, Arciom Karalek 3, Branko Vujovic 3,
Wladyslaw Kulesz 2, Nicolas Tournat 2, Igor Karacic 1, Miguel
Sanchez-Migallon, Michal Olejniczak, Haukur Thrastarson, Tomasz Gebala,
Sigvaldi Gudjonsson

PILKA NOZNA
EKSTARKLASA
15 kolejka
Warta Poznan-Wisla Plock 1-2
Jagiellonia Bialystok-Wisla Krakow 3-1
Stal Mielec-Lechia Gdansk 3-3
Lech Poznan-Piast Gliwice 1-0
Nieciecza-Gornik Leczna 1-1
Pogon Szczecin-Slask Wroclaw 2-1
Gornik Zabrze-Legia Warszawa 3-2
W poniedzialek: Zaglebie Lubin-Radomiak i Cracovia-Rakow Czestochowa.
1.Lech 32pkt
2.Lechia 30pkt
3.Pogon 29pkt
4.Rakow 26pkt
5.Radomiak 22pkt
6.Slask 21pkt
7.Jagiellonia 21pkt
8.Stal Mielec 21pkt
9.Wisla Plock 20pkt
10.Piast 18pkt
11.Gornik Zabrze 18pkt
12.Cracovia 17pkt
13.Zaglebie Lubin 17pkt
14.Wisla Krakow 17pkt
15.Nieciecza 12pkt
16.Warta 11pkt
17.Legia 9pkt
18.Leczna 9pkt
-To byl fenomenalny mecz i prawdziwy rollercoaster! Lechia Gdansk
najpierw przegrywala ze Stala Mielec, potem zdobyla trzy fenomenalne
bramki, ale na koniec podarowala rywalom punkt. Ostatecznie mecz
zakonczyl sie wynikiem 3:3.
Dzien przed meczem ze Stala pisalismy, ze w ostatnich tygodniach
znacznie zwiekszyla sie glebia skladu Lechii i na kilku pozycjach
zrobila sie naprawde duza konkurencja. Jednak chyba nikt nie spodziewal
sie, ze trener Tomasz Kaczmarek przeprowadzi az taka rewolucje w
porownaniu z poprzednim meczem z Zaglebiem Lubin. W sumie dokonal az
szesciu zmian, z ktorych trzy byly wymuszone (kartki Mario Malocy,
niedyspozycja Michala Nalepy i Macieja Gajosa), ale pozostale wynikaly z
decyzji szkoleniowca – na lawce rezerwowych pozostali m.in. Jaroslaw
Kubicki i Lukasz Zwolinski.
Najwieksze obawy budzil z pewnoscia zupelnie nowy duet stoperow Bartosz
Kopacz – Kristers Tobers. I rzeczywiscie ci zawodnicy mocno niepewnie
weszli w mecz, widac bylo brak zrozumienia. W kilku sytuacjach ich
bledow w ustawieniu gospodarze nie potrafili wykorzystac, ale do czasu.
W 13. min Mateusz Mak urwal sie obu stoperom, ladnie przyjal dlugie
podanie i przytomnie zagral do nadbiegajacego Maksymiliana Sitka.
Mlodziezowiec Stali, widzac wysunietego Dusana Kuciaka (chcial
asekurowac swoich kolegow, ale potem zbyt slamazarnie cofal sie w
kierunku bramki), popisal sie kapitalnym lobem i dal gospodarzom
prowadzenie.
Pilkarze Stali w poczatkowych fragmentach prezentowali sie bardzo
dobrze, skutecznie zakladali wysoki pressing i sprawnie konstruowali
swoje akcje. Przy odrobinie spokoju przy wykonczeniu akcji mogli nawet
podwyzszyc wynik.
Lechia budzila sie powoli, dopiero w okolicach 25. minuty wreszcie
zaczela lapac swoj rytm. Sygnal do ataku dal bardzo aktywny Marco
Terrazzino, ktory po zagraniu jak zwykle wszedobylskiego Tomasza
Makowskiego sprytnie uderzyl z pierwszej pilki, ale kapitalna
interwencja popisal sie Rafal Straczek.
Potem Niemiec sprobowal jeszcze raz, jednak zabraklo mu precyzji. Chwile
pozniej zdecydowanie bardziej dokladnie przymierzyl Ilkay Durmus. Turek,
bedac kilka metrow przed polem karnym, popisal sie fenomenalnym
strzalem, trafiajac w samo okienko bramki Straczka. Ten robil co mogl,
ale pilka nabrala takiej rotacji, ze byla absolutnie poza jego
zasiegiem. Cudowny gol!
Byl on wazny nie tylko dlatego, ze Lechii mimo sredniej wczesniej gry
udalo sie wyrownac, ale przy okazji kompletnie wybil z rytmu gospodarzy.
Od tego momentu gdanski zespol opanowal sytuacje i zaczal grac na swoich
warunkach. I w koncowce pierwszej polowy przeprowadzil wzorowa akcje.
Terrazzino pociagnal kilkanascie metrow, rozegral szybka “klepke” z
Flavio Paixao, ktora zgubila jednoczesnie pieciu defensorow Stali i w
sytuacji sam na sam spokojnie pokonal Straczka. Kolejna piekna bramka
Lechii.
Poczatek drugiej czesci gry to dalsza dominacja gosci. Na bramke
gospodarzy sunal atak za atakiem, m.in. w idealnej sytuacji pomylil sie
Durmus, a kapitalnym podaniem popisal sie w tej sytuacji Terrazzino.
Jednak to nie byl jeszcze koniec fajerwerkow w wykonaniu Niemca. W 59.
min dopadl przed polem karnym do bezpanskiej pilki i odpalil w kierunku
bramki Stali pocisk “ziemia-powietrze”. Przy takiej bombie Straczek byl
kompletnie bezradny. Trzecie trafienie Lechii i po raz trzeci brakuje
epitetow, zeby opisac urode bramki.
Kiedy wydawalo sie, ze jest po meczu pomocna dlon – co tam dlon, cala
reke! – wyciagnal do Stali Mateusz Zukowski. Prawy obronca gdanskiego
zespolu w ciagu kilkunastu minut popelnil dwa katastrofalne bledy.
Najpierw w niegroznej sytuacji sfaulowal na skraju pola karnego Maka, a
“jedenastke” na bramke zamienil Grzegorz Tomasiewicz.
Druga sytuacja byla jeszcze bardziej zdumiewajaca. Zukowski, bedac przy
linii bocznej, doznal zacmienia i zagral wprost pod nogi samotnie
stojacego przed polem karnym Fabiana Piaseckiego. Napastnik Stali,
atakowany przez Kuciaka, przytomnie zagral jeszcze do Maka, ktory
spokojnie umiescil pilke w pustej bramce.
Trudno znalezc jakies racjonalne wytlumaczenie tego, jak zachowal sie w
tych dwoch sytuacjach Zukowski. Mlodosc i wciaz niewielka praktyka na
pozycji prawego obroncy to jedno, ale tego, co zrobil szczegolnie przy
trzeciej bramce, racjonalnie wytlumaczyc sie nie da.
Nakreceni gospodarze ruszyli odwaznie po czwartego gola, jednak
rownoczesnie mogli sie nadziac na kontre Lechii. Koncowka to juz jazda
bez trzymanki, raz atakowali jedni, raz drudzy. Nieco blizej szczescia
byli goscie, jednak ostatecznie ten szalony mecz zakonczyl sie remisem
3:3. Remisem, po ktorym gdanski zespol wracac bedzie do domu z uczuciem
sporego niedosytu.
Lechia: Kuciak – Zukowski (82. Diabate), Kopacz, Tobers, Pietrzak –
Kryeziu Z, (71. Kubicki), Makowski Z – Durmus, Terrazzino (82.
Kaluzinski), Conrado (71. Musolitin) – Flavio Paixao (71. Zwolinski).

-Pilkarze Pogoni Szczecin w pelni zasluzenie wygrali u siebie ze
Slaskiem Wroclaw 2:1 i juz w nastepnej kolejce moga wskoczyc na drugie
miejsce w tabeli ekstraklasy. Koncowy wynik nie oddaje przebiegu meczu,
ktory zostal calkowicie zdominowany przez gospodarzy.
Pilkarze Pogoni wzieli sobie do serca slowa trenera na temat wysokiej
skutecznosci Slaska w pierwszych minutach i od poczatku ruszyli do
zdecydowanych atakow. W pierwszym kwadransie rywale mieli duze
trudnosci, zeby w ogole wyjsc z wlasnej polowy, a szczecinianie
napierali. Juz w 4. minucie Sebastian Kowalczyk zmarnowal swietne
dosrodkowanie w pole karne. Przyjmowal pilke lewa, slabsza noga i nie
zdazyl jej opanowac. Chwile pozniej dyspozycje Matusa Putnocky’ego
plaskim strzalem sprawdzil Kozlowski.
Slask po raz pierwszy dotarl na pole karne Pogoni dopiero w 22. minucie
i od razu stworzyl sobie znakomita sytuacje do wyjscia na prowadzenie.
Mocne uderzenie Petra Schwarza trafilo w poprzeczke. To byla w zasadzie
jedyna godna odnotowania okazja druzyny z Wroclawia w pierwszej polowie.
Podopieczni Jacka Magiery grali chaotycznie, bez pomyslu i przede
wszystkim ratowali sie rozpaczliwymi wybiciami pilki z wlasnego pola
karnego.
Pogon na przerwe schodzila z duzym niedosytem, bo bezbramkowy remis nie
byl wynikiem sprawiedliwym. W 31. minucie Putnocky mial sporo problemow
z mocnym strzalem Kozlowskiego i musial ostatkiem sil wygarnac pilke
spod nog szykujacego sie do dobitki Zahovicia. W samej koncowce
pierwszej czesci mocno (ale niecelnie) kropnal jeszcze Jean Carlos.
Pogon po pierwszej polowie miala 64 proc. posiadania pilki oraz dziesiec
(w tym cztery celne) strzalow na bramke rywala na koncie.
Siedem tysiecy kibicow na stadionie przy ul. Twardowskiego liczylo, ze
portowcy w drugiej polowie nie spuszcza z tonu i postaraja sie szybko
wyjsc na upragnione (i zasluzone) prowadzenie. Sprawy w swoje rece wzial
Zahovic. Slowenski napastnik mial w przeciagu kilku minut mial dwie
niemal identyczne sytuacje do strzelenia bramki (uderzenia z ostrego
kata w polu karnym). Za pierwszym razem chybil, ale z drugim, w 53.
minucie, nareszcie pokonal bramkarza Slaska.
Wydawalo sie, ze teraz portowcom bedzie sie juz gralo znacznie latwiej,
ale bezbarwni do tej pory wroclawianie odpowiedzieli zaraz po wznowieniu
gry ze srodka boiska. Slask przeprowadzil szybka akcje, wymienil kilka
podan i Rafal Makowski precyzyjnym strzalem glowa wykorzystal idealne
dosrodkowanie Dino Stigleca.
Pogon potrzebowala troche czasu, zeby otrzasnac sie po tym
niespodziewanym ciosie. Na szczescie Runjaic podjal najlepsza mozliwa
decyzje i wpuscil na boisko duet doswiadczonych zawodnikow: Michala
Kucharczyka i Grosickiego, ktorzy mieli pomoc gospodarzom wrocic na
wlasciwe tory. Dwojka bylych reprezentantow Polski znakomicie wywiazala
sie z powierzonego im zadania.
Na kwadrans przed koncem Grosicki dosrodkowal pilke wzdluz linii
bramkowej, futbolowka przeleciala nad bramkarzem Slaska, a zamykajacy
akcje Kucharczyk doslownie wepchnal ja glowa do siatki. Bohater Pogoni w
samej koncowce mial jeszcze dwie dobre okazje do zamkniecia meczu, ale
ostatecznie spotkanie zakonczylo sie skromnym i zasluzonym zwyciestwem
portowcow 2:1.
Szczecinianie pozostali na trzeciej pozycji w tabeli ekstraklasy, ale
traca juz tylko punkt do drugiej Lechii, z ktora za tydzien zagraja na
wlasnym stadionie.
Pogon: Stipica – Bartkowski, Triantafyllopoulos, Zech, Mata – Carlos
(62. Grosicki), Dabrowski, Kozlowski (70. Legowski), Kowalczyk (84.
Drygas), Kurzawa (84. Parzyszek) – Zahovic (70. Kucharczyk).

I LIGA
Mecz zalegly: Sandecja Nowy Sacz-Skra Czestochowa 0-1
18 kolejka
Puszcza Niepolomice-Jastrzebie 0-0
Miedz Legnica-Odra Opole 2-0
Zaglebie Sosnowiec-Arka Gdynia 1-0
Podbeskidzie-Gornik Polkowice 4-0
Skra Czestochowa-Korona Kielce 1-4
LKS Lodz-Tychy 2-0
Chrobry Glogow-Stomil Olsztyn 2-0
W poniedzialek Sandecja Nowy Sacz-Widzew Lodz
1.Miedz 38pkt
2.Widzew 34pkt
3.Korona 32pkt
4.Podbeskidzie 31pkt
5.Sandecja 29pkt
6.LKS Lodz 28pkt
7.Tychy 27pkt
8.Arka 26pkt
9.Skra 26pkt
10.Odra 25pkt
11.Chrobry 19pkt
12.Resovia 20pkt
13.Katowice 19pkt
14.Stomil 16pkt
15.Puszcza 16pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 15pkt
17.Jastrzebie 13pkt
18.Polkowice 12pkt
-Arka Gdynia wciaz zawodzi. Zolto-niebiescy przegrali juz osmy mecz w
sezonie, tym razem po slabiutkiej grze ulegli przedostatniemu w tabeli
Zaglebiu Sosnowiec 0:1.
Arka po zmianie trenera wciaz pozostala najbardziej chimerycznym
zespolem I ligi. Jej wyniki od poczatku wrzesnia to kompletnie
nielogiczny ciag zdarzen: porazka, zwyciestwo, porazka, zwyciestwo,
zwyciestwo, remis, porazka, zwyciestwo, porazka, zwyciestwo, porazka.
Trudno w tej sytuacji myslec o skutecznej pogoni za czolowka tabeli.
Dlatego mecz w Sosnowcu jawil sie jako jazda obowiazkowa. Zaglebie to
przedostatni zespol w tabeli (tyle samo punktow co ostatni Gornik
Polkowice), na dodatek wrecz katastrofalnie radzacy sobie na wlasnym
stadionie. Nie wygral zadnego z wczesniejszych siedmiu meczow i zdobyl
raptem piec goli!
I rzeczywiscie Arka przewazala przez wiekszosc spotkania, co z tego,
skoro zupelnie nie przekladalo sie to na sytuacje bramkowe. Przed
przerwa udalo sie stworzyc takowe dwie. Jedna po stalym fragmencie gry –
po dosrodkowaniu Huberta Adamczyka z rzutu wolnego groznie glowa uderzal
Michal Marcjanik, ale swietnie spisal sie bramkarz gospodarzy Kamil
Bielikow. Druga po ladnej akcji Mateusza Stepnia, po ktorego podaniu
fatalnie skiksowal Artur Siemaszko. Ogolnie jednak ataki gdynian byly
mocno niezborne, brakowalo w nich dynamiki i elementu zaskoczenia.
Gospodarze nacierali duzo rzadziej, ale byli bardziej konkretni. W 24.
minucie byly zawodnik Arki Maksymilian Banaszewski wykorzystal blad
Martina Dobrotki, ladnie zagral “w uliczke” do Szymona Sobczaka, a jeden
z najskuteczniejszych zawodnikow I ligi (to byl jego osmy gol)
wykorzystal sytuacje sam na sam z Danielem Kajzerem.
Widzac slaba gre swojego zespolu, trener Arki Ryszard Tarasiewicz
przeprowadzil az trzy zmiany, w tym jedna wymuszona urazem Adamczyka
(zastapil go Christian Aleman). Juz po kilkudziesieciu sekundach jeden z
nowych zawodnikow Olaf Kobacki mogl doprowadzic do wyrownania. Bielikow
zle przyjal pilke podana od obroncy co wykorzystal skrzydlowy Arki,
jednak bramkarz Zaglebia zdolal naprawic swoj blad odbijajac strzal
Kobackiego.
Jednak poza ta sytuacja w polu karnym gospodarzy dlugimi momentami nie
dzialo sie nic. Gdynianie wciaz grali bardzo niechlujnie, mnozyly sie
niedokladnosci. Nie bylo widac jakiegos zeba, checi odwrocenia losow
spotkania. To Zaglebie radzilo sobie duzo lepiej, jego zawodnicy grali
swobodniej i co jakis czas sprawdzali czujnosc Kajzera. Najblizej
podwyzszenia wyniku byli po efektownym uderzeniu glowa Banaszewskiego,
pilka minela juz rozpaczliwie interweniujacego bramkarza Arki, ale
trafila w slupek.
Za to po drugiej stronie jego vis-�A-vis nudzil sie jak mops. Goscie
probowali odrobic straty, ale mozna bylo odniesc wrazenie, ze byla to
gra na alibi – przy takim wyniku po prostu wypadalo atakowac. Jednak
momentami wygladalo to zalosnie, wiecej bylo szamotaniny niz gry w
pilke. Cos tam probowal zdzialac Aleman, staral sie Stepien (po jego
precyzyjnym dosrodkowaniu idealnej sytuacji nie wykorzystal Kobacki),
jednak to wszystko bylo za malo na madrze broniace sie Zaglebie.
Wynik do konca nie ulegl juz zmianie, zatem kibice Arki musza przelknac
kolejna gorzka pigulke. Ich zespol przegral juz osmy (!) mecz w sezonie
(na 18 rozegranych) i powoli moze zapominac o walce o bezposredni awans
do Ekstraklasy. Teraz celem musi byc miejsce barazowe (czyli 3.-6). W
tej chwili Arka jest 7., ale po calej kolejce moze wyladowac nawet na
pozycji 9.
Arka: Kajzer – Sasin Z (46. Valcarce), Marcjanik Z, Dobrotka Z,
Hiszpanski – Milewski, Bednarski (56. Da Silva Z) – Siemaszko (46.
Kobacki), Adamczyk (46. Aleman), Stepien – Rosolek (80. Czubak).

-Polska bez Lewandowskiego jak obcy w Warszawie pozbawionej Palacu
Kultury -W.Kuczok
Tydzien minal, a niesmak pozostal; ba, gorycz jak na tegim kacu, nie
jestem w stanie spozywac futbolu bez odruchow wymiotnych.
Nie napisalem dotad zlego slowa o selekcjonerskiej robocie Paulo Sousy,
pomstowania na jego warsztat przypisywalem tradycyjnej polskiej
niegoscinnosci i warcholstwu zawistnikow. Ale po tym, jak Madziarzy
rezerwowym skladem zrobili z nas gulasz w nadwislanskiej twierdzy
narodowej, przychodzi mi do glowy jedyne slowo, ktore w rozmowkach
polsko-wegierskich brzmi i znaczy tak samo. K…, co to mialo byc?
Toz nie trzeba miec w banku informacji zlotego konta, zeby sprawdzic
przed meczem, o co gramy. Zadanie bylo nieprzesadnie skomplikowane: nie
przegrac u siebie z druzyna, dla ktorej wycieczka do Warszawy miala juz
charakter wylaczne towarzyski. Druzyna, mowiac lagodnie, z europejskiej
drugiej ligi, pograzona w kryzysie, pozbawiona jedynych trzech gwiazd,
zreszta umiarkowanej jasnosci. Stawka: baraz u siebie z rywalem slabszym
lub zblizonej klasy. Paulo Sousa mial karnego do pustej bramki, zeby
zakonczyc pierwszy rok w roli trenera bialo-czerwonych sukcesem i
przezimowac w cieplej ojczyznie z poczuciem dobrze wykonanego obowiazku.
Tylko postanowil te jedenastke wykonac tylem, stojac na rekach. Nie
mozna bylo tego spieprzyc lepiej.
U naszych rywali trojke liderow zastapili wyrywni i ambitni ludzie z
cienia, reprezentacja Polski bez Glika, Lewandowskiego i Krychowiaka
stracila kregoslup, zrobila sie z niej bezksztaltna masa. Kiedy
szescioletni syn mnie pyta, dlaczego czlowiek nie moze zyc bez
kregoslupa, mowie mu, zeby sprobowal powiesic kurtke w powietrzu.
Paulo Sousa po dziewieciu miesiacach pracy z nasza kadra powinien
urodzic te mysl: mam w druzynie ludzi, bez ktorych wszystko sie sypie. W
jego sztabie powinien sie znalezc choc jeden akuszer zdolny wspomoc
narodziny tej refleksji. Ostatecznie najlepszy pilkarz w historii
polskiego futbolu, przeciez nie w ciemie bity, mial obowiazek wziac
trenera na strone i szepnac: “Moze na wszelki wypadek wpiszcie mnie do
protokolu? Gdyby chlopakom nie szlo, wejde i troche poogarniam”. Ktos mi
powiedzial, ze bez Lewandowskiego nasi kadrowicze wygladali jak
przyjezdni zgubieni w warszawskim srodmiesciu, z ktorego wyjeto Palac
Kultury – nagle nie ma sie na co orientowac, centralnego obiektu brak,
chaos, panika, komorka rozladowana, trzeba prosic o pomoc.
Gdzie byl Robert Lewandowski? Cialem na lawce rezerwowych, myslami tam,
gdzie jest juz od dawna – w paryskim Théâtre du Châtelet. Juz za tydzien
bedzie sie tam niewymownie dziwil, ze Zlota Pilke znow dostaje Leo
Messi. Po ostatnim gwizdku rozkojarzony pytal, czy mamy jeszcze szanse
na baraze. Gdyby zagral, a mimo to nasi daliby sie ograc Wegrom,
przypisywalibysmy te kleske pechowi; wobec nieusprawiedliwionej
nieobecnosci Lewego nalezy uznac te wywrotke na finiszu za sabotaz.
Sousa wespol z Lewandowskim, zamiast bic sie w piersi, grzezna w
zenujacych tlumaczeniach, z ktorych wynika, ze lek przed pilkarzami
Andory byl silniejszy niz obawa o wynik z Wegrami. Z calym szacunkiem,
za takie teksty naleza sie baty na gola dupe, tu juz nagana nie
wystarczy. Azaliz, chodzilo o to, zeby sie nie skompromitowac, i panowie
uznali, ze klops z Wegrami ludozerka przelknie lacniej niz potkniecie ze
158. druzyna w rankingu FIFA? Andora tkwi tam pomiedzy Malezja i
Dominikana: oto jaki poziom mentalny prezentuje nasz sztab szkoleniowy.
Kapitan reprezentacji dzielnie zajmuje miejsce przy sterze, by
przeprowadzic zaloge przez andorska nawalnice. I potem mowi, ze slusznie
nie zlekcewazylismy tego rywala. Ale nastepnego sobie odpuszcza.
Sousa, idz do diabla i wroc w marcu po podpisaniu cyrografu. Tylko sily
nieczyste moga nam teraz uratowac mundial.

FORMULA 1
Sezon Formuly 1 wkracza w decydujaca faze, a w walce o mistrzostwo liczy
sie juz tylko dwoch kierowcow – Max Verstappen i Lewis Hamilton.
Holender jest obecnie liderem i na trzy wyscigi przed koncem sezonu mial
14 pkt przewagi nad Brytyjczykiem, ktory podczas sprintu
kwalifikacyjnego do GP Kataru byl najszybszy i to on wystartowal z pole
position. Pierwotnie kierowca Red Bulla mial rozpoczac z pierwszego
rzedu – w kwalifikacjach zajal drugie miejsce, lecz zostal przesuniety o
piec miejsc na starcie niedzielnego wyscigu. Zostal on ukarany za
zignorowanie podwojnej zoltej flagi podczas sobotnich kwalifikacji.
Poczatek wyscigu w Katarze byl niezwykle emocjonujacy. Max Verstappen
genialnie rozpoczal i od razu wyprzedzil trzech rywali. Szybko wskoczyl
na czwarta pozycje i nie mial zamiaru zwalniac nawet na chwile. Z kolei
Lewis Hamilton utrzymal pierwsze miejsce i konsekwentnie powiekszal
przewage. Natomiast najgorzej wystartowal Sebastian Vettel. Niemiec
zaczynal z 10. lokaty, ale zanotowal spadek az o siedem pozycji.
Po pieciu okrazeniach lider klasyfikacji generalnej Formuly 1 wyprzedzil
kolejnych dwoch rywali i znalazl sie na drugim miejscu tuz za plecami
kierowcy Mercedesa. Wyscig zapowiadal sie pasjonujaco. Chyba sam
Brytyjczyk nie spodziewal sie, ze jego najgrozniejszy przeciwnik tak
szybko odrobi strate, jaka mial na poczatku tych zawodow. Mimo to Lewis
Hamilton robil swoje i powiekszal swoja przewage. Po 10. okrazeniu
wynosila ona piec sekund.
Pierwsza dwojka zdecydowanie odjechala pozostalym kierowcom. Dzieki
czemu walka o trzecie miejsce robila sie coraz ciekawsza. Kandydatami do
najnizszego stopnia na podium byli Alonso, Norris, Perez, Ocon, Bottas i
Sainz.
Jako pierwszy, na 18. okrazeniu, do alei serwisowej zjechal holenderski
kierowca. Pit stop byl na tyle sprawny, ze jadacy za plecami Maxa
Verstappena Alonso nie zdolal go wyprzedzic. Mercedes zdecydowal sie
blyskawicznie zareagowac i chwile pozniej nakazal Brytyjczykowi zmiane
opon. Mechanicy druzyny Lewisa Hamiltona takze uwineli sie w bardzo
dobrym tempie, dzieki czemu obronca tytulu wyjechal z kilkusekundowa
przewaga nad Holendrem.
W drugiej czesci wyscigu kierowca Red Bulla konsekwentnie, powoli
odrabial straty do prowadzacego od samego poczatku Brytyjczyka. Po 29.
okrazeniu byl wolniejszy o dokladnie siedem sekund. Jednak Lewis
Hamilton wydawal sie miec wszystko pod kontrola. Odpieral ataki Holendra
i po jakims czasie znowu byl najszybszym kierowca na torze i powiekszal
swoja przewage. Podium uzupelnial Bottas, ale na 34. okrazeniu spotkal
go prawdziwy dramat.
Kierowca Mercedesa byl jedynym zawodnikiem z czolowki, ktory nie
zdecydowal sie na zjazd do alei serwisowej. Niestety jedna z przednich
opon nie wytrzymala i pekla. Zlapal gume i stracil bardzo mnostwo czasu.
Dojechal do pit stopu, ale spadl na czternasta pozycje. Jego marzenia o
podium prysnely jak banka mydlana. Na domiar zlego w trakcie 50.
okrazenia zjechal z toru i zakonczyl udzial w zawodach. Mial jakies
problemy z bolidem.
Koncowka wyscigu nie byla juz tak emocjonujaca. Kierowca Red Bulla nie
potrafil znalezc sposobu na zblizenie sie do Lewisa Hamiltona, ktory
pewnie zwyciezyl w GP Kataru. Tym samym Brytyjczyk zmniejszyl swoja
strate w klasyfikacji generalnej Formuly 1. Aktualnie traci on do Maxa
Verstappena osiem punktow. Holender ukonczyl niedzielny wyscig na drugim
miejscu, zas podium uzupelnil Fernando Alonso.
Kolejny wyscig odbedzie sie 5 grudnia w Arabii Saudyjskiej.

SKOKI NARCIARSKIE
Halvor Egner Granerud wygral w Niznym Tagile. Druga seria bez Kamila
Stocha i Dawida Kubackiego
Piotr Zyla zajal – najwyzsze z Polakow – 16. miejsce w konkursie Pucharu
Swiata w skokach narciarskich w rosyjskim Niznym Tagile. Wygral broniacy
Krysztalowej Kuli Halvor Egner Granerud. W finale zabraklo Kamila Stocha
i Dawida Kubackiego.
O otwierajacym sezon zawodach w Niznym Tagile polscy skoczkowie beda
chcieli jak najszybciej zapomniec. Tak slabego pucharowego weekendu
Bialo-Czerwoni nie mieli od blisko szesciu lat.
Zarowno w sobote, jak i niedziele do drugiej serii awansowalo tylko po
dwoch podopiecznych trenera Michala Dolezala. O ile w pierwszym
konkursie plan minimum zrealizowali Stoch i Kubacki, to w niedziele
najwieksze gwiazdy zawiodly. Stoch uplasowal sie na 33., a Kubacki na
35. pozycji.
Zyla w finale zdolal sie przesunac z 24. na 16. miejsce. W drugiej serii
wystapil takze Andrzej Stekala, ale on spadl z 27. na 30. lokate.
O zwyciestwo w niedziele walczyli ci, ktorzy przed sezonem wymieniani
byli w gronie faworytow. Granerud prowadzil juz na polmetku i
ostatecznie o 8,8 pkt wyprzedzil zwyciezce z soboty Niemca Karla
Geigera. Trzeci byl Austriak Stefan Kraft.
Granerud cieszyl sie z 12. wygranej w karierze. Zaden inny Norweg nie
moze sie pochwalic takim wyczynem.
W konkursie niespodziewanie zabraklo Ryoyu Kobayashiego. Drugi w sobote
Japonczyk zostal zdyskwalifikowany w kwalifikacjach za nieprzepisowy
kombinezon.
W klasyfikacji generalnej prowadzenie utrzymal Geiger, ktory ma 20
punktow przewagi nad Granerudem. W Pucharze Narodow prowadza Niemcy
przed Norwegami, Polska jest szosta.
W mijajacy weekend rozpoczela sie 43. edycja PS w skokach, Nizny Tagil
jest 11. lokalizacja inauguracyjnych zawodow. Przez poprzednie cztery
lata cykl ruszal w Wisle, ale nie bylo tajemnica, ze przy malo zimowej
aurze przygotowanie obiektu im. Adama Malysza sprawialo spore problemy.
Teraz powinno byc latwiej, bo konkursy w Wisle odbeda sie 4-5 grudnia. W
Polsce najlepsi skoczkowie rywalizowac jeszcze beda 15-16 stycznia w
Zakopanem.
Skocznia Aist (Bocian) w Niznym Tagile w pucharowym kalendarzu pojawila
sie dopiero w 2014 roku. Lacznie odbylo sie tam 14 konkursow
indywidualnych, a z Polakow na podium udalo sie stanac tylko Zyle – trzy
lata temu zajal drugie i trzecie miejsce.
Kolejne konkursy odbeda sie 27-28 listopada w finskiej Ruce.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal, Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.