Dzien dobry – tu Polska – 19.12.2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 343 (6311) 19 grudnia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
19 kolejka
Rakow Czestochowa-Jagiellonia Bialystok 5-0
Slask Wroclaw-Cracovia 0-2
Pogon Szczecin-Warta Poznan 1-1
Piast Gliwice-Stal Mielec 1-1
Wisla Plock-Lechia Gdansk 1-0
Wisla Krakow-Nieciecza 3-0
Gornik Leczna-Zaglebie Lubin 2-1
Lech Poznan-Gornik Zabrze 2-1
Legia Warszawa-Radomiak 0-3
1.Lech 41pkt
2.Pogon 37pkt
3.Rakow 35pkt
4.Radomiak 35pkt
5.Lechia 33pkt
6.Wisla Plock 29pkt
7.Gornik 28pkt
8.Stal 28pkt
9.Cracovia 26pkt
10.Slask 24pkt
11.Jagiellonia 24pkt
12.Piast 23pkt
13.Wisla Krakow 21pkt
14.Zaglebie Lubin 20pkt
15.Leczna 18pkt
16.Warta 16pkt
17.Legia 15pkt
18.Nieciecza 12pkt
-Pilkarze Pogoni Szczecin zremisowali na wlasnym stadionie z Warta
Poznan. Portowcy meczyli sie z defensywnie grajacym rywalem, a
wyrownujacego gola zdobyli dopiero w ostatniej akcji spotkania.
– Ten rok byl bardzo udany, wiec chcemy go zakonczyc zwyciestwem –
zapowiadal trener Kosta Runjaic.
Pogon byla zdecydowanym faworytem sobotniego spotkania z Warta Poznan,
ale szczecinianie nie mogli wystawic najsilniejszego skladu. Zolte
kartki wyeliminowaly z gry kapitana Damiana Dabrowskiego, natomiast
kontuzje uniemozliwily wystep m.in. Kacprowi Kozlowskiemu, Kamilowi
Drygasowi i Rafalowi Kurzawie.
– Sztab medyczny robil, co mogl, ale nie udalo nam sie postawic ich na
nogi. Nie bedziemy ryzykowac, bo mamy szeroka kadre i zmiennicy nigdy
nas w tym sezonie nie rozczarowali – mowil trener Pogoni.
Warta to zespol, ktory w trwajacych rozgrywkach tylko broni sie przed
spadkiem i dopiero przed tygodniem wygral pierwszy mecz na wlasnym
stadionie (2:1 ze Slaskiem Wroclaw).
– Musimy byc cierpliwi – przewidywal Runjaic.
Dlatego scenariusz sobotniego spotkania latwo bylo przewidziec jeszcze
przed pierwszym gwizdkiem i Warta zaczela go realizowac od pierwszej
minuty. Swiadomi swoich ograniczen poznaniacy skupili sie przede
wszystkim na defensywie i bronili sie praktycznie cala druzyna. Nawet
skuteczny w ostatnich meczach napastnik Adam Zrelak wiecej czasu spedzal
na wlasnej polowie i wspomagal kolegow z zespolu w obronie.
Warta chciala przede wszystkim uchronic sie przed strata bramki i
ewentualnie poszukac swojej szansy na strzelenie gola po jakims stalym
fragmencie gry. Pogon oczywiscie dominowala (miala z reguly ponad 60
proc. posiadania pilki), ale przewaznie bila glowa w mur. Widoczny byl
brak kluczowych zawodnikow w srodku pola. Bez kreatywnego Kacpra
Kozlowskiego i kapitana Damiana Dabrowskiego ofensywa Pogoni byla
przewidywalna i pozbawiona wielu atutow.
Godne odnotowania sytuacje portowcow mozna bylo policzyc w zasadzie na
palcach jednej reki, a w samej koncowce pierwszej polowy nagimnastykowac
musial sie jeszcze Dante Stipica, ktory swietnie obronil uderzenie
Szymona Czyza. W przerwie ponad szesc tysiecy kibicow na trybunach
stadionu przy ul. Twardowskiego nie mialo zbyt wiele powodow do optymizmu.
Na poczatku drugiej polowy sygnal do ataku dal Kamil Grosicki, ktory dwa
razy groznie dosrodkowal w pole karne. Wydawalo sie, ze Pogon w koncu
zlamie szczelna defensywe Warty, bo do aktywnego Grosickiego dolaczyl
jeszcze Sebastian Kowalczyk (zbyt lekkie uderzenie z dobrej pozycji). Na
kwadrans przed koncem spotkania to jednak Warta zrealizowala drugi punkt
ze swojego przedmeczowego planu.
W 74. minucie z lewej strony plasko dosrodkowal Rober Ivanov, a Zrelak z
kilku metrow skierowal pilke do bramki. Slowacki napastnik uciekl w tej
sytuacji trojce zupelnie rozkojarzonych obroncow Pogoni.
Sytuacja gospodarzy stala sie w tym momencie jeszcze trudniejsza.
Portowcy atakowali (Sebastian Kowalczyk domagal sie rzutu karnego,
szanse mieli tez Michal Kucharczyk i Piotr Parzyszek), ale wszystko
wskazywalo na to, ze szczecinianie poniosa pierwsza porazke na wlasnym
stadionie w tym sezonie. W 95. minucie Pogon uratowal zdesperowany
stoper Konstantinos Triantafyllopoulos, ktory pobiegl w pole karne i
mierzonym uderzeniem – niczym rasowy napastnik – doprowadzil do wyrownania.
Remis powoduje, ze portowcy – niezaleznie od niedzielnego wyniku Lecha
Poznan – zimowa przerwe spedza na drugim miejscu w tabeli ekstraklasy.

-Ostatni tegoroczny mecz Lechii byl przy okazji jednym z jej najgorszych
wystepow mijajacych 12 miesiecy. Po koszmarnej grze ulegla na wyjezdzie
Wisle Plock 0:1.
Gdanski zespol od momentu powrotu do Ekstraklasy slabo radzil sobie w
ostatnich meczach danego roku, na dodatek tym razem czekalo go spotkanie
na bardzo trudnym terenie. Wisla nie przegrala na wlasnym stadionie od
kwietnia tego roku (wowczas jej pogromca byla… Lechia), a w tym
sezonie w dziewieciu meczach siedem razy wygrala i dwa razy zremisowala.
Jednak najwiekszym klopotem zespolu Tomasza Kaczmarka byla ostatnio gra
w defensywie i dosc klopotliwa – przyznac trzeba – przypadlosc: w pieciu
kolejnych meczach to rywale jako pierwsi zdobywali gola. No i w Plocku
Lechia podtrzymala te niechlubna serie.
Stalo sie to juz w 4. min. Gospodarze szybko rozegrali rzut wolny, a
stojacy ok. 30 metrow od bramki Damian Rasak zorientowal sie, ze ma
bardzo duzo miejsca (gdzie byli zawodnicy Lechii?). Zdecydowal sie wiec
na natychmiastowy strzal, ktory wyszedl mu wprost fenomenalnie. Pilka
uderzona z potezna sila wpadla w okienko bramki Lechii, Dusan Kuciak nie
mial zadnych szans na skuteczna obrone. Cudowny gol!
Gospodarze po szybko zdobytym prowadzeniu mogli skupic sie na tym, co
lubia i potrafia robic najlepiej. Bardzo rzetelna defensywa, z ktorej
wyprowadzane sa grozne kontry. Po jednej z nich bardzo blisko szczescia
byl Lukasz Sekulski, ktory uderzajac glowa z kilku metrow, nie trafil
czysto w pilke. Ten sam zawodnik sprawdzil Kuciaka po jeszcze jednej
kontrze, jednak slowacki bramkarz najbardziej wykazac musial sie po
kasliwym strzale Rafala Wolskiego (wczesniej nastapila seria bledow w
gdanskiej defensywie). To byla naprawde kapitalna interwencja.
A Lechia? Coz, w ofensywie dlugimi minutami wygladala kiepsko. Jedyna
opcja byly wlasciwie ataki lewym skrzydlem, gdzie niezle wspolpracowali
Conrado z Ilkayem Durmusem. Turek mial nawet niezla szanse po bledzie
obroncow Wisly, jednak jego strzal obronil Krzysztof Kaminski.
Dwie najlepsze okazje na wyrownanie mial Flavio Paixao. Raz zabraklo mu
centymetrow, kiedy mocne uderzenie z pola karnego obilo slupek bramki
gospodarzy. Za chwile po efektownym dryblingu Portugalczyk uderzyl juz
celnie, ale Kaminski byl na posterunku.
To wszystko bylo jednak za malo. Zupelnie nie istniala prawa strona
(niewyrazny Bartosz Kopacz, slabiutki Kacper Sezonienko), slabo wygladal
tez srodek boiska, gdzie Jaroslaw Kubicki i Maciej Gajos nie potrafili
napedzic akcji swojej druzyny. Szczegolnie ten drugi ewidentnie nie jest
soba po dluzszej przerwie spowodowanej kontuzja.
W tej sytuacji trener Kaczmarek – choc szybciej niz zazwyczaj, bo juz w
przerwie – zdecydowal sie na swoj staly manewr, czyli potrojna zmiane.
Wymienil cala prawa strone (Mateusz Zukowski za Kopacza, Joseph Ceesay
za Sezonienke), podziekowal takze za gre wyjatkowo niezbornemu w tym
spotkaniu Lukaszowi Zwolinskiemu, ktorego zastapil Bassekou Diabate.
To jednak niewiele zmienilo w grze Lechii, ba, bylo wrecz gorzej. W
ogole mecz zrobil sie bardzo szarpany – z duza liczba fauli, zlosliwosci
i prostych bledow obu druzyn. To wszystko dzialalo na korzysc Wisly,
ktora dosc spokojnie kontrolowala sytuacje i trzymala gdanszczan na
bezpieczny dystans. Goscie nie byli w stanie wyrwac sie z objec chaosu,
czego symbolem byl Diabate. Jak zwykle bardzo sie staral, szarpal,
probowal dryblingow, jednak korzysci bylo z tego niewiele.
Druga polowa pod wzgledem pilkarskim wygladala wrecz okropnie, do czego
przede wszystkim przyczynili sie lechisci. Nie potrafili sobie stworzyc
choc pol sytuacji do zdobycia gola, a kiedy Mario Maloca trafil w koncu
do siatki, byl na wyraznym spalonym. To byly ogromne meczarnie. W takiej
sytuacji trudno bylo myslec o zdobyciu wyrownujacej bramki.
Lechia konczy wiec rok w bardzo slabym stylu. Zlapala wyrazna zadyszke –
z czterech ostatnich meczow przegrala trzy – i przerwa zimowa jest dla
niej zbawieniem. W tej sytuacji paradoksem jest, ze wciaz moze zakonczyc
rok na 3. miejscu w tabeli. Stanie sie tak, jesli swoich meczow nie
wygraja Rakow Czestochowa (z Jagiellonia Bialystok) oraz Radomiak (z
Legia Warszawa).

SIATKOWKA
Nowe informacje na temat wyborow selekcjonerow siatkarskich. Wkrotce
ostateczna decyzja
Ta saga trwa juz dlugo, ale jej final jest coraz blizej. Rozmowy z
kandydatami na selekcjonerow siatkarek i siatkarzy dobiegly konca, ale
do ustalenia pozostalo jeszcze kilka istotnych szczegolow. Wiadomo tez,
kiedy mozna spodziewac sie ostatecznych wyborow.
Nieco ponad piec miesiecy pozostalo do rozpoczecia siatkarskiego sezonu
reprezentacyjnego, a oczekiwanie na nazwiska nowych selekcjonerow obydwu
kadr, wciaz trwa. Jak sie dowiedzielismy, wladze PZPS zakonczyly juz
rozmowy z wszystkimi kandydatami. Nie oznacza to jednak, ze informacja o
nowych selekcjonerach bedzie gwiazdkowym prezentem, bo ostateczna
decyzje mamy poznac na poczatku stycznia. Wtedy tez zbierze sie zarzad
polskiej federacji, ktory bedzie zatwierdzal wybor kandydatow. Termin
posiedzenia nie jest jeszcze znany.
Przypomnijmy, ze w obydwu przypadkach do ostatecznego etapu przeszla
czworka trenerow, a w tym gronie nie ma zadnego Polaka. Przyszlym
selekcjonerem siatkarek bedzie ktos z czworki: Stephane Antiga, Daniele
Santarelli, Stefano Lavarini, Alessandro Chiappini, zas u panow
mozliwosci sa nastepujace: Nikola Grbic, Andrea Gardini, Marcelo Mendez,
Lorenzo Bernardi. Kandydaci na trenera mezczyzn to jednak lista
nieoficjalna, bo PZPS podal jedynie nazwiska potencjalnych nastepcow
Jacka Nawrockiego.
W trakcie rozmow z komisja z ramienia PZPS wszyscy kandydaci
odpowiedzieli na 12 takich samych pytan. – Wszystkie rozmowy juz za nami
i kazda z nich wniosla cos ciekawego. Teraz ustalamy szczegoly dotyczace
m.in. kwestii finansowych – przekazal nam w piatek prezes PZPS Sebastian
Swiderski.
Nowi selekcjonerzy rozpoczna sezon od zmagan w Lidze Narodow. Pierwszy
turniej rundy interkontynentalnej panie rozegraja od 31 maja do 5
czerwca w Bossier City w USA (kolejne na Filipinach i w Rosji), a
panowie w dniach 7-12 czerwca w Ottawie (kolejne w Bulgarii i Rosji).
Docelowa impreza sezonu beda jednak mistrzostwa swiata, w ktorych meska
kadra powalczy o obrone tytulu z 2018 roku, a panie po 12 latach
nieobecnosci wroca do mundialowych zmagan jako wspolgospodynie turnieju
razem z Holenderkami.

SKOKI NARCIARSKIE
To nie byl najlepszy konkurs w wykonaniu Bialo-Czerwonych. Do drugiej
serii niedzielnego konkursu Pucharu Swiata Engelbergu awansowalo trzech
Polakow. Najlepszy okazal sie Piotr Zyla, ktory zajal 15. lokate. Zawody
wygral Japonczyk Ryoyu Kobayashi, drugie miejsce przypadlo Niemcowi
Karlowi Geigerowi, zas trzecie Norwegowi Mariusowi Lindvikowi.
Poczatek tego sezonu Pucharu Swiata w skokach narciarskich nie nalezy do
najlepszych w wykonaniu polskich skoczkow. W sobote podczas zawodow w
Engelbergu po raz kolejny Bialo-Czerwoni zawiedli. Z piatki naszych
reprezentantow jedynie Kamil Stoch zakwalifikowal sie do drugiej serii.
Niedzielny konkurs poprzedzily kwalifikacje, w ktorych z bardzo dobrej
strony pokazal sie “Orzel z Zebu”. Kamil Stoch pofrunal na odleglosc 135
m i zajal trzecie miejsce. Z calkiem dobrej strony pokazal sie takze
Pawel Wasek, ktory uzyskal 122 m i znalazl sie na 18. pozycji. Lacznie
pieciu Polakow zakwalifikowalo sie do zawodow.
Drugi konkurs w Engelbergu rozpoczal sie zgodnie z planem, czyli o godz.
16.00. Na pierwszego reprezentanta Polski nie trzeba bylo dlugo czekac.
Jako pierwszy z Bialo-Czerwonych na belce startowej zasiadl Klemens
Muranka. Popularny “Klimek” wyladowal na zaledwie 110 metrze, co nie
dalo mu kwalifikacji do drugiej serii. 27-latek zajal 39. lokate.
Skoki kolejnych zawodnikow nie zachwycaly. Niestety warunki wietrzne
utrudnialy niektorym skoczkom oddanie dobrych, dalekich skokow. Jednak
byli tez tacy, co trafili na znakomite warunki. W grupie szczesliwcow
znalazl sie Pawel Wasek. Polak pofrunal na odleglosc 131,5 metra, dzieki
czemu w tamtym momencie objal prowadzenie. Ostatecznie awansowal do
finalowej serii zajmujac 11. miejsce.
Po raz kolejny w tym sezonie zawiodl Dawid Kubacki. Jeden z czolowych
naszych reprezentantow uzyskal jedynie 110,5 metra i zajal bardzo
odlegla, 42. pozycje.
Kilka chwil pozniej na belce startowej zasiadl Daniel Tschofenig.
Austriak poszybowal 137,5 metra. To byla naprawde kapitalna proba. Z
niewiele gorszej strony pokazal sie Jewgienij Klimow, ktory uzyskal
133,5 metra. Z kolei Piotr Zyla oddal calkiem przyzwoity skok. Polak
wyladowal na 128. metrze, co w tamtej chwili dalo mu czwarta lokate.
Na kolejny ponad 130. metrowy skok trzeba bylo chwile poczekac. Daniel
Huber, czyli kolejny Austriak w stawce, odpalil i wyladowal na 137.
metrze. Z bardzo dobrej strony pokazal sie rowniez Killian Peier.
Szwajcar, ktory podczas niedzielnych kwalifikacji zajal drugie miejsce i
udowodnil, ze jest w dobrej dyspozycji. W konkursie pofrunal az 136,5
metra i wygral pierwsza serie.
Jesli chodzi o Kamila Stocha, to najlepszy polski skoczek uzyskal tylko
125,5 metra. Z pewnoscia “Orzel z Zebu” moze czuc lekki niedosyt, bo
chwile wczesniej, w trakcie kwalifikacji, poszybowal na odleglosc 135
metrow. Do drugiej serii zakwalifikowalo sie trzech Polakow. Wszyscy
znalezli sie w pierwszej pietnastce.
Serie finalowa drugiego konkursu w Engelbergu otworzyl Robert Johansson.
Znany ze swoich niecodziennych wasow Norweg uzyskal 130,5 metra. Tym
samym poprawil sie wzgledem pierwszej proby o rowne 15 metrow. Z duzo
lepszej strony pokazali sie jeszcze dwaj znakomici skoczkowie, ktorzy po
pierwszej serii zajmowali lokaty w trzeciej dziesiatce i Stefan Kraft
oraz Halvor Egner Granerud. Pierwszy oddal skok o dlugosci 133 metrow,
natomiast drugi pofrunal az 138,5 metra i w tamtym momencie objal
prowadzenie.
Po skoku Cene Prevca, ktory uzyskal 129,5 metra, nastapila wymuszona
przerwa. Wszystko przez pogarszajace sie warunki. Zawodnicy musieli
chwile poczekac, az do ustabilizowania warunkow. W drugiej serii jako
pierwszy z naszych reprezentantow na belce startowej pojawil sie Piotr
Zyla. Polak ponownie tego dnia pofrunal 128 metrow.
Pol metra dalej wyladowal Kamil Stoch. Co prawda polski mistrz polecial
dalej niz w pierwszej serii, ale ostatecznie przegral z Piotrem Zyla.
Niestety, drugi konkurs w Engelbergu nie bedzie przez niego milo wspominany.
Druga dziesiatke zamykal Pawel Wasek. Tym razem najlepszy z polskich
skoczkow po pierwszej serii trafil na slabe warunki. To, co natura dalo
mu w jego pierwszej probie, teraz niestety zabrala. Polak osiagnal
jedynie 117,5 metra i zajal w tamtej chwili 9. lokate. Tym samym okazal
sie gorszy od swoich dwoch, bardziej doswiadczonych rodakow.
Mimo ze Anze Lanisek, ktory otwieral pierwsza dziesiatke, polecial 132
metry, zajal tylko i drugie miejsce. Dzieki czemu do czolowki tego
konkursu awansowal Halvor Egner Granerud. Norweg zrobil gigantyczny
awans. Wyprzedzil go dopiero Jewgienij Klimow. Rosjanin uzyskal 131,5
metra i objal prowadzenie.
Po chwili kapitalny skok oddal Marius Lindvik. Norweg poszybowal 138,5
metra, co ostatecznie dalo mu trzecie miejsce. Druga lokata przypadla
Karlowi Geigerowi, zas zwyciezca zostal Japonczyk Ryoyu Kobayashi, ktory
w niedziele byl zdecydowanie najlepszy.

Tupolewizm mamy rowniez w skokach narciarskich?- W.Kuczok
Odczuwam bul. Czyli bol fana skokow, ktorego ulubiency laduja w
okolicach buli. Zamiast podkreslac w programie transmisje konkursow,
zaznaczam kwalifikacje, bo to jedyna szansa, by zobaczyc nasza kadre w
komplecie.
Zaiste, wyniki Polakow sa nieprawdopodobnie zle, do tego stopnia, ze
Michal Dolezal ich nie rozumie. Zamiast korygowac bledy skoczkow,
postanowil szukac dziur w butach, wybrakowanych wiazan lub nazbyt
krepujacych kombinezonow. – Moze to sprawa materialu? – powiada
bezradnie do kamery.
Bagatelizowac tego oczywiscie nie sposob, dosc wspomniec Floriana
Liegla, austriackiego dryblasa, ktory przed bez mala dwudziestu laty
wygladal i latal niemal jak wingsuiter (sportowiec ekstremalny, ktory w
duzym kombinezonie skacze z jeszcze wiekszej wysokosci i szybuje) dzieki
odpowiednio zaprojektowanym spodniom. Tylko ze po poprawkach
regulaminowych, zakazujacych takiego kroju, z dnia na dzien po prostu
oduczyl sie skakac.
Jesli jednak prawda okazalyby sie podejrzenia Dolezala, ze to wina
krawca, mielibysmy jeszcze jeden dowod na tupolewizm jako nasza narodowa
klatwe (obejmujaca rowniez “spolszczonych” obcokrajowcow). Sezon trwa
juz od miesiaca – nikt tego wczesniej nie sprawdzil? Teraz dopiero
nastapila eureka: skacza dobrze, ale w niewlasciwych fatalaszkach?!
Dolezal jest dla mnie najbardziej wiarygodny, kiedy mowi: “Nie wiem”.
Ale jesli trener przyznaje sie do niewiedzy, a nawet sugeruje, ze nie
zawodnicy sa winni, tylko sprzet, czyli poniekad wietrzy fuszerke lub
wrecz sabotaz, to znaczy, ze wywiesza biala flage.
Skoki to taki sport, ze skoczek czesto nie wie, czemu mu idzie albo nie
idzie, ale kiedy trener mowi “nie wiem, nie rozumiem, skacza dobrze, a
nie leca”, to – z calym szacunkiem – czas na urlop. Placa mu wszakze za
to, zeby chociaz udawal, ze wie. Przeciez widac golym okiem, ze wrocily
stare bledy – Kubacki skacze wzwyz, zamiast w dal, a Zyla jest klasa dla
siebie w konkurencji na najdziwniejsza pozycje dojazdowa. Bardziej mi
sie teraz wydaje prawdopodobne, ze to geniusz trenerski Stefana
Horngachera pozwolil przez dwa lata po jego odejsciu z rozpedu skakac
naszym zawodnikom po medale, niz to, ze Dolezal jest jego godnym
nastepca, a nasza kadra przechodzi chwilowy kryzys.
Coz teraz poczac ze skokami, kiedy Polacy nie wygrywaja? Jak tu
odtworzyc te dziecieca, nieskazona fascynacje? Kiedys tam kiedys, przed
nasza era, czyli Before Malysz, zachwycalismy sie po prostu tym, ze
zagraniczni mistrzowie przeskakiwali skocznie, oszukiwali grawitacje i
spelniali nasze sny o fruwaniu. Od kiedy skakanie stalo sie sprawa
narodowa, nie umiemy ot tak podziwiac. Na coz idealne wybicia
Skandynawow i telemarki przy rekordach skoczni ludow alpejskich, skoro
ich sukcesy oznaczaja nasza kleske?
Zaraz TVN zostanie z tymi skokami jak Himilsbach z angielskim,
oczywiscie, o ile bedzie mogl w ogole nadawac. Co oni skacza, ja sie
pytam? Czy to juz pierwszy etap finlandyzacji? Finowie, czolowa nacja w
tej dyscyplinie, od kilkunastu lat przezywaja bezprzykladny upadek,
nagle z hegemona stali sie Trzecim Swiatem skokow – to tak, jakby
niemiecka kadra pilkarska zadomowila sie w rankingu FIFA gdzies miedzy
Kazachstanem i Azerbejdzanem. Tylko ze w Finlandii zaniedbano szkolenie
mlodziezy, kiedy wiec odeszlo ostatnie mistrzowskie pokolenie Ahonena i
Hautamaekiego, zostala pustac ziemi jalowej, gospodarzom konkursu
Pucharu Swiata zdarzalo sie wystawiac jednego zawodnika do kwalifikacji.
U nas na fali malyszo-, a potem stochomanii cale tabuny dzieciakow
szkola sie na przyszlych mistrzow. Efekt jest niepokojaco mizerny. Kamil
Stoch starzeje sie wiecej niz godnie, ale ilez mozemy z tego czerpac
pociechy? A moze po prostu mielismy niebywale szczescie – dwoch geniuszy
przytrafilo nam sie “na zakladke”, Malysz konczyl kariere, kiedy Stoch
juz osiagal klase swiatowa, dlatego nasz podniebny lot trwal dwie dekady
wbrew logice. Juz sobie polatalismy.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal, Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.