DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA Imienia Kpt. Ryszarda Kucika (Rok
XXIV nr 318) (67558) 18 listopada 2024r.
DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
17 listopada 2024r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
-“Polacy teoretycznie grali dobrze, dopoki Portugalia byla laskawa.
Szokujace 1:5”-
Rafal Stec
Wieczor w Porto przebiegal jak zlosliwy dowcip wymierzony w pilkarzy
Michala Probierza. Rywale zwodzili ich – oszukiwali – przez cala
pierwsza polowe. W poniedzialek mecz ze Szkocja o utrzymanie w
najwyzszej dywizji Ligi Narodow.
Tak silnego rywala w meczu nietowarzyskim Polacy nie pokonali od 2014
roku, gdy odniesli historyczne zwyciestwo nad Niemcami. Tak silnego
rywala na jego stadionie nie powalili od dekad, o ile kiedykolwiek im
sie to udalo – trzeba by prawdopodobnie przeanalizowac wyniki z
futbolowej starozytnosci.
Wielokrotnie ludzilismy sie, ze pilkarze podolaja – tym razem tez,
mielismy nawet powody, o czym za kilka akapitow. Ale skonczylo sie na
wyjatkowo okrutnej reakcji Portugalczykow. Albo zmotywowanych przez
trenera, albo poirytowanych bezczelnoscia gosci, ktorzy zanadto sie
rozzuchwalili, uznali sie za zdolnych do podjecia walki. I Polacy
poniesli wiecej niz porazke, kleske w rozmiarach, ktora zdarza im sie
raz dekade.
Nie bylo kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego. Ale to chyba niczego nie
wyjasnia.
Po doswiadczeniach z poprzedniej, pazdziernikowej serii gier w Lidze
Narodow zastanawialismy sie, ktora wersje reprezentacji tym razem
zobaczymy. Wtedy polscy pilkarze najpierw potulnie patrzyli, jak na
boisku bawia sie Portugalczycy, nie nadrabiali technicznych deficytow
determinacja i twardoscia w walce – slowem, nawet nie sprobowali. Jednak
trzy dni pozniej wsciekle rzucili sie na Chorwatow, blyskawicznie objeli
prowadzenie, a gdy dopadl ich kwadrans niemocy, to potrafili zareagowac,
napasc na medalistow mundialu, wynik 1:3 z pierwszej polowy poprawic na
satysfakcjonujace 3:3.
Na dystansie kilkudziesieciu godzin ujrzelismy wiec dwie skrajnie
odmienne druzyny, w cialach uleglych barankow obudzily sie agresywne
wilki. Znow potwierdzilo sie, ze mamy reprezentacje troche
nieprzewidywalna i bardzo niestabilna – podczas Euro 2024 po dajacym
nadzieje, po inauguracyjnym 1:2 z Holandia nastapilo koszmarne,
odbierajace wszelkie zludzenia 1:3 z Austria, a nastepnie niezly,
zremisowany mecz z Francja. Losy tej ekipy ukladaja sie tak, jakby
trener Probierz zupelnie jej nie kontrolowal, choc on sam zaklina
rzeczywistosc, na kazdej konferencji prasowej powtarzajac, iz wedlug
jego polecen druzyna ma zawsze grac tak samo – odwaznie, ofensywnie,
konstruujac akcje zlozone z wielu krotkich podan, niespeszona klasa
zadnego przeciwnika.
Na stadionie w Porto zobaczylismy twarze smialkow, w pierwszej polowie
to Polacy czesciej miewali szanse na strzelenie gola – usilowali
odbierac gospodarzom pilke w poblizu ich pola karnego, nie pozwalali im
przejac nad nia kontroli, nie bedzie zadnym ryzykiem teza, ze zasluzyli
na objecie prowadzenia. Ale tez wypada zauwazyc, ze faworyci sprawiali
wrazenie snietych, niechetnych do podniesienia tempa gry.
Czy dlatego, ze byli swiadomi, ze jesli zremisuja, to awansuja do
cwiercfinalu Ligi Narodow juz teraz, po przedostatniej kolejce fazy
grupowej? Niewykluczone, Portugalia od dawna – poniekad niezaleznie od
aktualnego trenera – uchodzi za reprezentacje pragmatyczna, ostroznie
dozujaca wysilek wkladany w mecz. W kazdym razie patrzylismy na
widowisko, ktore w niczym nie przypominalo tego sprzed miesiaca,
rozegranego na Stadionie Narodowym. Szarpali sie przeciwnicy
rownorzedni, ze wskazaniem na gosci – polski kibic mial powody do
czerpania przyjemnosci z przebiegu gry.
Byc moze rozchwianie reprezentacji, ktora raz gra tak, a raz siak,
wynika m.in. z niepowstrzymanej sklonnosci selekcjonera do
eksperymentowania, testowania nawet zawodnikow o slabiutkiej pozycji
rynkowej i minimalnych osiagnieciach. Probierz na kazde zgrupowanie
zaprasza nowych ludzi, w prawie kazdym meczu pozwala zadebiutowac
nowicjuszom – a potem do nich zazwyczaj nie wraca, jakby uznal, ze sie
nie nadaja.
Tym razem szczegolnie niepokoil widok w skladzie Bartosza
Bereszynskiego. Ten 32-latek biega na co dzien w drugiej lidze wloskiej,
czlonkiem reprezentacji bywal ostatnio tylko symbolicznie, a mial bronic
dostepu do pola karnego z prawej strony boiska – tam, gdzie galopuje
Rafael Leao, nieslychanie dynamiczny i rozdryblowany skrzydlowy, ktory
umie zamienic w pajaca kazdego obronce swiata.
Ale nasz weteran nie zawiodl, wypuszczal sie nawet pod portugalskie pole
karne – dosrodkowywal, uderzal na bramke glowa. Znow jednak trzeba podac
jeszcze zastrzezenie – Leao unikal prob mijania Polaka, pierwszy raz
sprobowal dopiero po polgodzinie (bez skutku), wczesniej wolal podawac
do tylu. Az wreszcie pojedynek obu zawodnikow przerwal miesniowy uraz
Bereszynskiego, ktory musial opuscic boisko.
W kadrze mimo wszystko istnieja punkty stale, zreszta obiecujace –
najwiecej ofensywnej energii wstrzykuja w gre mlodziency, 20-letni
Kacper Urbanski z Bologny oraz 22-letni Nicola Zalewski z Romy. To o
tyle paradoksalne, ze obaj rzadko zagladaja na murawe w klubach, a ten
drugi stawia czolo poteznym klopotom, mianowicie wojne wydali mu rzymscy
kibice. Rozgniewal ich, jak twierdza, nielojalnoscia wobec druzyny, w
ktorej sie wychowal.
Tym razem mlodzi rowniez sie wyrozniali. Od poczatku widzielismy, ze
koledzy stawiaja na rajdy Zalewskiego – raz po raz dlugimi przerzutami
za plecy portugalskich obroncow zmuszali go do sprintow lewa flanka.
Brakowalo im precyzji, ale to wahadlowy Romy oddal pierwszy grozny
strzal. A kilka chwil pozniej jeszcze blizszy sukcesu byl Urbanski.
Niestety, po kwadransie odpoczynku sedzia zarzadzil druga polowe. I
blyskawicznie zorientowalismy sie, ze przebieg pierwszej byl raczej wina
Portugalczykow niz zasluga Polakow. Gospodarze nie wtruchtali, lecz
wtargneli na boisko, zaczeli uwijac sie w tempie turbo, wybrancy
Probierza przestali wiedziec, co sie wokol nich dzieje. I tracili gola
za golem. Nie ma sensu ich opisywac, trzeba je ogladac – Cristiano
Ronaldo strzelil gola przewrotka, a zanim trafil z rzutu karnego, rywale
utkali atak z 22 celnych podan z rzedu. Genialny atak.
Kiedy polscy pilkarze padali w Porto, szkoccy rywalizowali z
chorwackimi. Niespodziewanie wygrali, wiec przed ostatnia kolejka fazy
grupowej wyklarowala sie sytuacja w czubie tabeli. Portugalczycy oraz
Chorwaci awansowali do wiosennych cwiercfinalow Ligi Narodow.
Los Polakow pozostaje niepewny, choc rownoczesnie maja minimalny komfort
przewagi nad Szkocja, ktora podejma w poniedzialek na warszawskim
Stadionie Narodowym. Jesli przegraja, osuna sie na ostatnie miejsce i
spadna do dywizji B. Jesli zremisuja, 20 i 23 marca zagraja o utrzymanie
w dwumeczu barazowym.
Przede wszystkim trzeba ich jednak ocucic, musza sie podniesc po ciezkim
nokaucie.
Portugalia – Polska 5:1. Bramki: 1:0 Rafael Leao (59.), 2:0 Ronaldo (72.
z karnego), 3:0 Fernandes (80.), 4:0 Neto (83.), 5:0 Ronaldo (87.), 5:1
Marczuk (82.). Portugalia: Diogo Costa – Dalot, Antonio Silva, Renato
Veiga, Nuno Mendes (88. Nuno Tavares Z) – Bernardo Silva (76. Costa),
Joao Neves Z (46. Vitinha), Fernandes Z – Pedro Neto, Ronaldo Z, Rafael
Leao. Polska: Bulka Z – Piatkowski, Bednarek (46. Walukiewicz), Kiwior –
Bereszynski (32. Kaminski), Romanczuk, Zielinski, Bogusz (46. Marczuk),
Zalewski – Urbanski (72. Buksa), Piatek (80. Kozubal). Sedzia: Donatas
Rumsas (Litwa)
-“Odwazny jak polski pilkarz. Co takiego stalo sie w Porto?”-
Dariusz Wolowski
Nie ma druzyny, ktora stracila w Lidze Narodow tyle goli, co Polska. To
efekt staran selekcjonera Michala Probierza, by uczynic gre druzyny
bardziej ofensywna.
Wlasciwie – co takiego stalo sie w Porto? Siodmy zespol rankingu FIFA
(Portugalia) podejmowal 31. (Polska), wiec wygral. Czy to jest jakas
niespodzianka? Kiedy patrze na tytuly o blamazu pilkarzy Probierza,
odruchowo sie smieje. Selekcjoner mowi o lekcji pokory, ktora odebrali
jego zawodnicy i liczy na dalsze wsparcie kibicow.
Kibicowanie polskim pilkarzom to doswiadczenie nielatwe. Pol biedy,
gdyby chodzilo wylacznie o wyniki. W czwartej edycji Ligi Narodow Polacy
wciaz utrzymuja sie w pierwszej dywizji, podczas gdy Czechy, Ukraina,
Austria, Norwegia, a nawet Anglia bija sie o awans do niej. Szwecja,
Slowacja i Rumunia graja w europejskiej III lidze. Naprawde nasi
pilkarze sa wyjatkowo efektywni.
Wyjatkowo jak na skale swoich skromnych mozliwosci. Wiekszym problemem,
niz wyniki druzyny narodowej, jest jakosc jej gry. Patrzy sie na nia z
trudem. Techniki, wyobrazni, polotu – czyli tego, czego szuka kibic na
pilkarskim stadionie – w meczach Polakow jest jak na lekarstwo. Mecz,
zamiast byc rozrywka, staje sie przyczyna narodowej frustracji, jakby
przecietny rodak nie mial w zyciu wiekszych problemow.
Michal Probierz zaczynal prace z druzyna narodowa, gdy byla o krok od
porazki w eliminacjach Euro 2024. Poprowadzil zespol w zwycieskich
barazach, teraz wciaz jest w grze o prawo do barazu o pozostanie w
najwyzszej dywizji Ligi Narodow. Zdecyduje o tym mecz ze Szkotami na
Stadionie Narodowym. Polakom wystarczy remis, choc rywal ogral w piatek
Chorwatow.
Powtorze: nie wyniki druzyny sa problemem, a sposob grania. Probierz
postawil sobie za punkt honoru, ze tchnie w swoich pilkarzy wiecej
odwagi. Ta odwaga ma wysokie koszty. Druzyna stracila w pieciu meczach
Ligi Narodow 14 bramek. To najgorszy wynik w calej Europie. I wciaz
trudno powiedziec, by patrzenie na gre Polakow bylo frajda, chyba ze
radosc odnajdziemy w oklaskiwaniu goli zdobywanych przewrotka przez
zblizajacego sie do czterdziestki Cristiano Ronaldo.
Mam wrazenie, ze bez wzgledu na liczbe potkniec, porazek, meczow nudnych
i slabych, pilkarska reprezentacja Polski ma ten dar, by nieustannie
wprowadzac w zdumienie swoich wiernych fanow. Tylko tym moge sobie
wytlumaczyc narodowy szok, po tym, co stalo sie w Porto. Bo na zdrowy
rozum stalo sie dokladnie to, co stac sie mialo. Ten okragly, krnabrny
przedmiot, jakim jest pilka, jak nie sluchal pilkarzy Probierza, tak
nadal nie slucha.
-“Polski futbol, czyli atak pomidorow zabojcow”-
Rafal Stec
Efektowne 1:5, ktore pilkarze wywiezli z Portugalii, bylo doswiadczeniem
pouczajacym, zgrabnie podsumowujacym kondycje polskiego futbolu, a
zarazem pelnym przepociesznych gagow. Male arcydzielo. [Z cyklu “A
JEDNAK SIE KRECI”].
Przezylismy wiecej niz mecz i znow przekonalismy sie, ze nasza pilkarska
reprezentacja kraju to fantastyczny wynalazek, ktory uczy i bawi
jednoczesnie.
Przeanalizujmy chocby najglosniejszy epizod – trener chce wpuscic na
boisko Karola Swiderskiego, a gdy rozgrzany napastnik staje przy linii
bocznej, to okazuje sie, ze nie zostal zgloszony do meczu, w ogole nie
powinien siedziec wsrod rezerwowych. Owszem, mozna mu troche wspolczuc,
przeciez mial na zgrupowanie wyjatkowo daleko, przylecial na wezwanie
ojczyzny az z USA, gdzie wiedzie zycie ligowca, zapewne chcial sobie
pograc. Ale jego przygoda oferuje istotny walor edukacyjny, do glowy
natychmiast przychodzi np. nowatorska lekcja fizyki poswiecona omawianiu
slynnego eksperymentu myslowego – kot Schr�sdingera jest jednoczesnie
zywy i martwy, dopoki nie poczynimy obserwacji, czyli nie otworzymy
pudelka, w ktorym go zamknelismy. Dlaczego nie zastapic siersciucha
Swiderskim? Nie wykorzystac w szkole milosci mlodziezy do futbolu?
Zamiast kota Schr�sdingera wstawiamy Swiderskiego Schr�sdingera i
tlumaczymy, ze dopoki sedzia nie zajrzy do protokolu, Swiderski
Schr�sdingera zarowno w meczu uczestniczy, jak i nie uczestniczy.
Mechanika kwantowa tez moze byc atrakcyjna.
Nasza uwage w piatkowy wieczor przykula takze wychwycona przez obiektywy
oryginalnosc stroju bramkarza Marcina Bulki, ktory zalozyl bluze z
numerem “12”, czyli swoja, oraz spodenki z jedynka, czyli nalezace do
kolegi z druzyny Lukasza Skorupskiego. Czyzby reprezentacja cierpiala na
niedobory sprzetowe i zawodnicy mieli wspolne gacie? A moze dziela ze
soba szafke? I wreszcie – czy gacie Bulki nie cisnely go w kroku, skoro
jest od Skorupskiego az o 11 cm wyzszy i generalnie potezniejszy? Dzieki
takim zagadkom wielkie sportowe wydarzenia obrastaja mitami, przechodza
do legendy, zapadaja w pamiec na zawsze.
Rabka tajemnicy szatni uchylil Bulka na niedzielnej konferencji – otoz
gacie mialy wlasciwy rozmiar, nie wplynely na wynik.
I wreszcie epizod pomeczowy, zarejestrowany w strefie wywiadow – Piotr
Zielinski, tuz po przyjeciu pieciu portugalskich goli, prosi o wspolna
fotke Cristiano Ronaldo, jak kapitan kapitana, obaj podarowuja sobie
mila pamiatke. Scena urocza oraz budujaca, poniewaz lider druzyny
ewidentnie nie dramatyzuje po klesce, akceptuje ja z pogoda ducha,
swiadomy wyzszosci rywali. Slowem, umie przegrywac – w przeciwienstwie,
nie szukajac daleko, do obrazalskich gwiazdorkow z Realu Madryt, ktorzy
zbojkotowali niedawno uroczystosc wreczania Zlotej Pilki, kiedy
dowiedzieli sie, ze statuetke otrzyma zawodnik innego klubu.
Tak, gdyby ta reprezentacja nie istniala, trzeba by ja wymyslic.
Malkontenci i nienawistnicy posapuja ze zlosci, nie podoba im sie – ze
niby niechlujstwo, tradycyjna nadwislanska prowizorka wybeltana z
bajzlem na 14 fajerek, lekcewazacy stosunek do obowiazkow kapitana
jak-to-wzniosle-brzmi druzyny narodowej. A ja lubie widziec – na
zdrowie, prezesie Cezary Kuleszo! – flaszke do polowy pelna, docenic
konsekwencje polskiego futbolu, zachwycac sie tym, jak kaskada
piatkowych incydentow oddaje jego dusze, przywiazanie do lokalnych wartosci.
Przeciez ubostwo osiagniec czysto sportowych od dziada pradziada
wynagradzamy sobie bogactwem niebanalnych doznan pozasportowych.
Pamietam pilkarza Bartosza Karwana, ktory nie mogl wejsc z rezerwy na
murawe w meczu Herthy Berlin, bo po zdjeciu bluzy odkryl, ze zapomnial
wiecej niz gaci – zapomnial koszulki. Pamietam rowniez, jak Legia
Warszawa odpadla z europejskich rozgrywek pomimo zwyciestwa 6:1 w
dwumeczu z Celtikiem Glasgow, bo w rewanzu pozwolila pograc kilka minut
zdyskwalifikowanemu za czerwona kartke Bartoszowi Bereszynskiemu.
Zawodnik nawet dopytywal sie przed tamtym spotkaniem, czy wolno mu grac,
i uslyszal uspokajajace “niczym sie nie przejmuj”.
A rozgrywki reprezentacyjne, w ktorych uczestniczymy pod dumnym herbem
PZPN? Przeciez wlasnie minela trzecia rocznica oslawionego meczu z
Wegrami, na ktory owczesny selekcjoner Paulo Sousa rzucil rezerwy,
poniewaz nie mial pojecia, ze porazka grozi utrata rozstawienia w
barazach o mundial – przegral 1:2, a tuz po gwizdku mikrofony
zarejestrowaly slowa Roberta Lewandowskiego, ktory rowniez okazal sie
nie wiedziec, na czym stoi. Przeciez na ostatni mundial poslalismy
kluczowego gracza Grzegorza Krychowiaka i lekarza reprezentacji, wrogich
sobie, dzielil ich ostry spor o pieniadze. I bodaj najbardziej
spektakularna, eufemizujac, wpadka – oto trener kadry kobiet w spotkaniu
eliminacji mistrzostw swiata z Albania nie moze wystawic az szesciu (!)
powolanych pilkarek, ich tez ktos zapomnial zglosic do rozgrywek. Ba,
dwa lata pozniej sytuacja sie powtarza, tyle ze w lagodniejszej skali –
w protokole meczowym zabraklo nazwisk dwoch zawodniczek.
Konkludujac: wesole reprezentacyjne przygody w Porto wprawily w
oslupienie tylko kibicow niedzielnych, niezorientowanych w realiach,
nieobeznanych z ujmujaca beztroska czolowych postaci polskiego futbolu.
Koneserzy, wytrawni znawcy tego mikrokosmosu, doskonale wiedza, ze skoro
na boisku dzieje sie przewidywalnie – przechodzimy rozmaite eliminacje,
by nastepnie nie wyjsc z grupy, od dekady nie pokonalismy europejskiej
potegi w meczu o punkty – to niech przynajmniej heca goni hece, niech
zza draki dzisiejszej wychynie draka jutrzejsza, tylko sie delektowac do
bolu brzuszka. Mozna rzec, ze wypracowalismy wlasny, autorski styl,
dziedziczony z pokolenia na pokolenie.
Teraz akurat trafil nam sie wyjatkowy smaczny okres, delicje
zawdzieczamy nieprzeniknionym zwrotom akcji w umysle Michala Probierza.
Jak sie nie pogubic, zorientowac, czy Swiderski Schr�sdingera jest
zgloszony, czy nie jest, skoro trener sprasza na zgrupowania kazdego,
kto sie nawinie, od trzecioligowcow (Patryk Peda, postac juz kultowa) po
chlopcow, ktorzy prawie nie rywalizowali jeszcze z doroslymi? Skoro w
zaledwie pieciu meczach Ligi Narodow upchnal w skladach az 28 graczy?
Skoro w drugiej czesci widowiska w Portugalii selekcjoner co piec sekund
korygowal system gry – zilustrowal to Michal Zachodny – i prawdopodobnie
poglebil metlik w mozgach pilkarzy?
Mieszkamy w krolestwie zametu, permanentnego braku kontroli nad
sytuacja, ale jestesmy z wirujaca rzeczywistoscia oswojeni, urzadzilismy
sie w niej, pozostaje cieszyc sie gra – entuzjastow futbolu dwumecz z
Portugalia powinien w pelni usatysfakcjonowac chocby dlatego, ze rywale
na obu stadionach strzelali przepiekne gole, a nasi skupili sie na
elementach komediowych. I tak ma byc, pogodzmy sie, ze polska pilka
nozna znajduje sie tam, gdzie skacza kosmiczne jaja, Frank Drebin
spotyka sie z Ferdynandem Kiepskim, zagraza nam atak pomidorow zabojcow,
wszyscy tryskaja dobrym nastrojem niezaleznie od wyniku. Ze slow
Zielinskiego komentujacego watpliwosci wokol krociutkiej pomeczowej
randki z Ronaldo jasno wynika, ze nie zdaje on sobie sprawy, iz rodakom
nie podoba sie, gdy kapitan reprezentacji nie chodzi po porazce jak
struty, lecz usmiechniety zdobywa upominki.
Trudno sie z nim nie zgodzic. Dlaczego mialby zapadac na depresje po
oczekiwanej porazce z faworytem? Nie wymagajmy od pilkarzy heroizmu.
-Wicemistrz Polski po wstrzasie. Precyzyjny plan na reszte jesieni.
W efekcie kompromitujacej rundy jesiennej trener Jacek Magiera i
dyrektor sportowy David Balda stracili prace w Slasku Wroclaw. Szybko
poznalismy nazwiska ich nastepcow. Choc w przypadku trenera moze byc to
tylko opcja tymczasowa. Slask rozglada sie za stalym nastepca Magiery,
jednak z nikim nie jest dogadany. Wiemy, od czego zalezec beda dalsze
decyzje.
Takich decyzji mozna sie bylo spodziewac nie tylko ze wzgledu na wyniki
ostatnich meczow Slaska Wroclaw, ale i styl porazek poniesionych w
pierwszej polowie listopada z Zaglebiem Lubin (0:3) oraz Gornikiem
Zabrze (0:1). Walczacy o zycie, przynajmniej w deklaracjach Magiery,
Slask oddal w tych spotkaniach lacznie zaledwie jeden celny strzal i na
miesiac przed koncem ligowego grania traci juz szesc punktow do
bezpiecznego miejsca w tabeli. Tuz po zakonczeniu jesiennej czesci
rozgrywek Ekstraklasy wicemistrz Polski podejmie jeszcze Radomiaka Radom
w zaleglym meczu trzeciej kolejki, jednak jesli chce zachowac realne
szanse na utrzymanie, po przerwie na kadre bedzie musial punktowac
wszedzie i przeciwko kazdemu.
Obowiazki trenera Slaska z rak Magiery przejal dotychczasowy
szkoleniowiec rezerw klubu z Oporowskiej Michal Hetel, ktory bedzie
wspolpracowal miedzy innymi z Marcinem Dymkowskim, Piotrem Celebanem i
Mariuszem Pawelcem. Drugi zespol wroclawian zakonczyl jesienne rozgrywki
jako lider swojej grupy III ligi, jednak dla Hetela to jedyne trenerskie
doswiadczenie w karierze. Wczesniej w Slasku pracowal miedzy innymi jako
analityk oraz szef skautingu i to za jego czasow na Oporowska trafili
tak rozczarowujacy pozniej Caye Quintana czy Diogo Verdasca.
Przyszlosc Hetela zalezy od wynikow w pieciu pozostalych meczach 2024
r., ktore moga zadecydowac nawet o losach calego sezonu, przy czym nikt
nie ukrywa, ze najblizsze starcia z Jagiellonia w Bialymstoku oraz
pucharowe z Piastem na poczatku grudnia schodza na drugi plan.
Ze wzgledu na sytuacje w tabeli kluczowe beda spotkania z Puszcza
Niepolomice (30 listopada na wlasnym stadionie), Lechia Gdansk (7
grudnia na wyjezdzie) i wspomnianym Radomiakiem (14 grudnia we
Wroclawiu). Jesli praca Hetela z pierwszym zespolem da nadzieje na
solidne punktowanie rowniez w rundzie wiosennej, to on moze pozostac na
stanowisku trenera wicemistrza Polski po zimowej przerwie. Slask
rozglada sie za stalym nastepca Magiery, jednak z nikim nie jest
dogadany na rozpoczecie pracy od stycznia, a decyzja bedzie zalezec od
wydarzen w pozostalych listopadowo-grudniowych meczach.
Wiadomo juz, ze nowym trenerem zespolu z Wroclawia ma zostac Polak, a
mimo licznych spekulacji wybor powinien rozegrac sie poza wymienianym w
mediach kwartetem: Czeslaw Michniewicz, Piotr Stokowiec, Kamil Kuzera,
Leszek Ojrzynski. Jak wynika z naszych informacji, powaznym kandydatem
do ewentualnego przejecia Slaska od poczatku 2025 r. jest byly trener
Lechii Gdansk Tomasz Kaczmarek, ktory z tym zespolem najpierw wywalczyl
awans do europejskich pucharow, a po nieudanym poczatku sezonu 2022/23
szybko stracil prace (Bialo-Zieloni na koniec tych rozgrywek pozegnali
sie z Ekstraklasa). Urodzony we Wroclawiu, a szkolacy sie w Niemczech
trener Kaczmarek przed rozpoczeciem pracy w Gdansku przez poltora roku
byl najblizszym wspolpracownikiem Kosty Runjaicia w Pogoni Szczecin.
Pozniej natomiast samodzielnie prowadzil holenderskiego drugoligowca FC
Den Bosch, zas od lipca 2024 r. jest asystentem trenera Carla Hoefkensa
w beniaminku ligi holenderskiej NAC Breda (bramkarzem tego zespolu jest
znany z wystepow w Gorniku Zabrze Daniel Bielica, z kolei mieszkancy
miasta zywia szczegolny szacunek do Polski ze wzgledu na historie
wyzwolenia przez armie generala Stanislawa Maczka). Po rozstaniu z
Lechia Kaczmarek byl rowniez czesto wymieniany jako potencjalny asystent
owczesnego selekcjonera reprezentacji Polski Fernando Santosa, ktory od
poczatku zatrudnienia w PZPN deklarowal, ze chcialby dobrac sobie
wspolpracownikow majacych rozeznanie w polskiej lidze.
Niedlugo musielismy czekac z kolei na nazwisko nowego dyrektora
sportowego wroclawian, ktory przejal obowiazki z rak Baldy. Za zimowe
okno transferowe przy Oporowskiej bedzie juz odpowiadal Rafal Grodzicki
– byly pilkarz miedzy innymi Slaska, Ruchu Chorzow czy GKS Belchatow
(lacznie w Ekstraklasie rozegral 270 meczow). W ubieglym roku Grodzicki
przez kilka miesiecy pelnil funkcje menedzera ds. sportu Warty Poznan i
zgodnie z zapowiedziami klubu, wystepujacego jeszcze wtedy w elicie,
mial byc “lacznikiem miedzy sztabem szkoleniowym pierwszego zespolu,
druzyna oraz zarzadem”.
Ustepujacy mu miejsca Balda z pewnoscia nie zostanie szybko zapomniany
nie tylko przez kibicow Slaska, ale i wszystkich obserwatorow rozgrywek
w naszym kraju. Czech w ciagu nieco ponad rocznej pracy we Wroclawiu dal
sie poznac jako czlowiek wzbudzajacy skrajne emocje i wywolujacy
kontrowersje, a w pozegnalnym wpisie w mediach spolecznosciowych
przyznal, ze dla niego “pilka nozna to show” i w trakcie pracy przy
Oporowskiej “czasem przekraczal granice”.
Balda zabiera ze Slaska sensacyjny tytul wicemistrza Polski okraszony
powrotem do kwalifikacji europejskich pucharow, jednak rowniez ogromna
odpowiedzialnosc za to, w jakiej sytuacji znalazl sie klub raptem kilka
miesiecy po tym sukcesie ponad stan. Czeski dyrektor sportowy nie
potrafil zapewnic wartosciowego nastepcy krola strzelcow Erika Exposito,
na ostatniej prostej letniego okna, gdy sytuacja w tabeli juz byla
trudna, zezwolil na transfer innego lidera zespolu Nahuela Leivy, a
pozniej jeszcze rozwiazal kontrakt z wracajacym do zdrowia Patrickiem
Olsenem. Gdy w ostatnich miesiacach ruchy Baldy wzbudzaly coraz wieksze
zaskoczenie srodowiska i kibicow, wychwalal z kolei wlasna skutecznosc
po transferach takich pilkarzy jak Mateusz Bartolewski (dopiero co z
hukiem spadl z Ruchem Chorzow), Sebastian Musiolik (strzela tylko od
swieta, a juz na pewno nie tak jak Exposito) czy Marcin Cebula
(przewlekle kontuzjowany).
Po 14 rozegranych meczach Slask zamyka tabele PKO BP Ekstraklasy z
zaledwie jednym zwyciestwem (2:1 ze Stala Mielec) i dziewiecioma
punktami, co czyni jego sytuacje wiecej niz dramatyczna. W poprzednim
sezonie na tym etapie skromniejszy dorobek mialy LKS (o dwa oczka) oraz
Ruch Chorzow (o jedno) i realne szanse na utrzymanie stracily juz
wczesna wiosna, a matematyczne na kilka kolejek przed koncem rozgrywek.
Zeby teraz dac sobie szanse na pozostanie w lidze, wicemistrz Polski
musialby wygrac co najmniej polowe z pozostalych dwudziestu ligowych
spotkan.
TENIS
-“Chocbym miala nawet umrzec…” Polska w polfinale Pucharu Billie Jean
King po kolejnej popisowej batalii-
Radoslaw Leniarski
Dobrze po godzinie 1. w nocy zakonczyl sie niesamowity dzien, w ktorym
Katarzyna Kawa okazala sie geniuszem debla, trener Dawid Celt postarzal
sie o 20 lat, a Polki awansowaly do polfinalu mimo porazki w pierwszym meczu
To byl dramatyczny dzien polskiej reprezentacji w Maladze, juz drugi
zakonczony zwyciestwem – tym razem nad Czeszkami.
W czwartek Polki – Magda Linette i Iga Swiatek – pokonaly druzyne
Hiszpanii po niezwykle wyczerpujacych maratonach, a mecz z Czeszkami byl
jeszcze trudniejszy. Po jego zakonczeniu Swiatek powiedziala, ze w
poniedzialkowym polfinale pucharu z Wloszkami zagra na calego, bo chocby
miala umrzec na korcie, to da z siebie wszystko, poniewaz gra dla Polski
i to jej ostatnie mecze w sezonie. Trener Dawid Celt stwierdzil, ze
przez dwa piekielnie intensywne dni postarzal sie o 20 lat.
W tej szalonej sobocie Magdalenie Frech nie pomogla cudowna, imponujaca
odmiana w drugim secie meczu z Marie Bouzkova, Swiatek musiala wygrac
tie-breaka i walczyc do konca w trzecim secie, aby utrzymac Polske w
turnieju w meczu z Linda Noskova. A potem biec do szatni szykowac sie do
decydujacego debla w parze z Katarzyna Kawa – do meczu z najlepsza
deblistka na swiecie Katerina Siniakova (w parze z Bouzkova). Miala malo
czasu.
Oddajac dramatyzm chwili: ten decydujacy mecz grala tenisistka, ktora
wlasciwie w debla nie gra – w ostatnim takim meczu wystapila trzy lata
temu (zdarzaja jej sie sporadyczne mecze w mikscie). Swiatek grala w
Maladze w parze z Kawa, ktora, owszem, ma najwieksze doswiadczenie w
kadrze w deblu, ale w 2024 r. doznala 13 porazek w 17 spotkaniach i jest
na 93. miejscu w rankingu deblistek. Okazalo sie jednak, ze kapitan
druzyny Dawid Celt, ktory wyznaczyl ja do decydujacego starcia, wykazal
sie szostym zmyslem.
Swiatek zaczela swoj drugi mecz o polnocy, tuz po wygranym w
dramatycznym okolicznosciach spotkaniu z Linda Noskova. Obie z Kawa –
Katarzyna tak zaczela 32. urodziny – zagraly, jakby nic innego nie
robily razem przez cale zycie. A Swiatek w kilkadziesiat minut
dostosowala sie do natychmiastowej zmiany tempa, pola gry, czasu na reakcje.
Polki szybko przelamaly serwis rywalek na 4:2, a potem zrobily to po raz
drugi, wygrywajac set 6:2. Kawa grala po prostu zjawiskowo. Zamykala
dostep do srodka kortu niczym najlepszy obronca futbolu amerykanskiego.
Dzieki niej Polki dwukrotnie przelamaly serwis rywalek w drugim secie,
objely prowadzenie na 4:0. Mialy szanse podwyzszyc na 5:0, ale nie udalo
sie, przegraly punkt przy stanie 40:40. Czeszki odzyskaly rezon i
zamiast 5:0, wyrownaly na 4:4. Ale Kawa znow zlapala szwung! Polski
wygraly 6:2, 6:4, a potem cala druzyna spiewala Kawie “100 lat”.
Ale dzien w Maladze zaczal sie dla Polek nieudanie.
A wlasciwie nieudanie zaczela go Frech (WTA 25). W meczu z Marie
Bouzkova (WTA 45), pierwszym w starciu z Czeszkami, stracila serwis juz
w pierwszym gemie meczu, a potem bylo jeszcze gorzej, w tenisie Frech
zapadly ciemnosci. Polka w 26 minut przegrala set 1:6, wygrywajac
zaledwie dziewiec punktow. Ona, ktora slynie z rzetelnej gry, popelnila
w nim 12 niewymuszonych bledow. Roznicy az 20 miejsc w rankingu miedzy
rywalkami na korzysc Polki widac nie bylo, gra sugerowala dokladnie
odwrotna kolejnosc. Frech byla zagubiona, nie potrafila wymyslic zagran,
ktore sprawilyby trudnosc Bouzkovej. Szukala sposobu a czas mijal.
Jej przemiana w drugim secie byla spektakularna. Zaczela grac
widowiskowo, nagle zaczely trafiac w kort jej bekhendy wzdluz linii,
krosy pod niebywalymi katami. Doskonale serwujaca w pierwszym secie
Czeszka musiala bronic sie przed przelamaniem podania. Teraz ona
popelniala mnostwo niewymuszonych bledow. O ile w pierwszym secie miala
zaledwie cztery, w drugim zrobila ich 20, bo Polka byla nieustepliwa,
niezmordowana. Po wyniszczajacych wymianach – 33 uderzenia o jeden
punkt! – po raz pierwszy w meczu przelamala serwis Czeszki, nastepnie
podawala, grajac o zwyciestwo w 2. secie i dokonala tego bez straty
punktu w gemie na 6:4.
W ostatnich chwilach trzeciego seta – niezmiernie wyrownanego, nerwowego
– Bouzkova wygrala kilka pilek, ktorych w normalnych okolicznosciach
nikt by nie wygral. Mimo ze byla juz na ostatnich nogach, wyczerpana
dlugimi wymianami, wygrala serwisowy gem Polki do zera, a caly mecz 6:1,
4:6, 4:6.
Polska musiala liczyc na Ige Swiatek, zeby utrzymac sie w meczu i – w
przypadku wygranej wiceliderki rankingu nad 26. zawodniczka na swiecie –
na debla.
Ale i tak przed cwiercfinalem polski kibic mogl przezyc niezwykle
doswiadczenie wtedy, kiedy komentatorzy i eksperci mowili przed meczem
kobiecych reprezentacji kobiet Polski i Czech, ze nasze tenisistki sa
faworytkami.
Czechy to w kobiecym tenisie potega, dwunastokrotnie zdobywaly Puchar
BJK, szesciokrotnie w XXI wieku. Az siedem Czeszek jest w najlepszej 50
rankingu WTA – i to w slabszym okresie tamtejszego tenisa, bo bywalo ich
w “50” znacznie wiecej. Intuicyjne opinie glosza, ze to przez dominacje
meskiego hokeja: uzdolnieni ruchowo mezczyzni chca byc w tym kraju
gwiazdami hokeja i w tym malym swiecie nie ma miejsca dla kobiet, wiec
uzdolnione ruchowo kobiety staja sie tenisistkami.
Kapitan druzyny Petr Pala jest od kilkunastu lat jej etatowym trenerem,
przyjal propozycje federacji, kiedy jeszcze jako 33-latek gral na
swiatowym poziomie (w debla). Od tego czasu stal sie najbardziej
utytulowanym kapitanem w historii rozgrywek imienia Billie Jean King.
Ale i dla Czech nadszedl trudny czas. Od chwili, gdy zmienila sie
formula rozgrywania turnieju finalowego w 2020 r., jego druzyna nie
przeszla poza polfinal. W tym roku rowniez mial pod gore. Od poczatku
wiedzial, ze ani najlepsza czeska tenisistka w rankingu i tegoroczna
triumfatorka Wimbledonu Barbora Krejcikova (WTA 10), ani zeszloroczna
zwyciezczyni Wimbledonu Marketa Vondrousova (WTA 39) nie zagraja w
finalach. A na dwa tygodnie przed startem turnieju dowiedzial sie, ze
odpada ze skladu kontuzjowana polfinalistka US Open Karolina Muchova
(WTA 22).
Pala z musu postawil na mlode zawodniczki. Powolal wschodzace gwiazdy
czeskiego tenisa Sare Bajlek i Dominike Salkova, co oznacza, ze wraz z
Linda Noskova (WTA 26) az trzy reprezentantki maja ponizej 21 lat.
Bouzkova, przeciwniczka Frech – 26 lat.
Noskova w sobote wciaz miala 19 lat (urodziny obchodzi tak jak Kawa 17
listopada), ale w meczu ze Swiatek jej mlodego wieku nie bylo widac (ich
tegoroczny bilans to 2-1 z bolesna porazka Polki w Australian Open).
Jest typem sportsmenki swobodnej, na przyklad dlugo siedziala i
dopingowala Bouzkova w meczu z Frech, choc teoretycznie powinna sie
rozgrzewac i koncentrowac przed spotkaniem ze Swiatek, a w przerwach
meczu z Polka, po udanych, szczesliwych zagraniach usmiechala sie do
Petra Pali, jakby splatala psikusa wiceliderce rankingu.
W jej osobie Swiatek spotkala na korcie tenisistke, ktora wytrzymuje
fizyczny napor, czasem wali z sila kafara, returnujac na metrowy aut, a
czasem w linie, ale takze dysponuje standardowymi umiejetnosciami
technicznymi przynaleznymi do tenisa czeskiego: wycwiczona miekka reka
do skrotu lub lobu, o ile zajdzie potrzeba. Obie w pierwszym secie
dwukrotnie przelamaly swoj serwis, doprowadzily mecz do tie-breaku.
Polka wygrala go 7-4.
Czeszka czasem bawila sie ze Swiatek skrotami i lobami, jak sztubak,
ktory wywija figle powaznej osobie. Jej znakomite zagrania – agresywny
atak serwisu, zwlaszcza drugiego, bardzo pewne wlasne podanie –
przeplataly calkowicie nieudane uderzenia, ale o zwyciestwie w drugim
secie zdecydowalo przelamanie serwisu Polki na 5:4, a potem utrzymanie
wlasnego. W trzecim nie dala rady. Zdecydowalo przelamanie przy stanie
6:5. Swiatek wygrala mecz 7:6 (4), 4:6, 7:5 i pobiegla przygotowac sie
do debla.
Polki zmierza sie w polfinale z Wloszkami. Mecz w poniedzialek.
Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,
pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl,
dziennikbaltycki.pl, gs24.pl opracowal Reksio.
Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)
STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://
www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://MyShip.com
Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez
dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com
GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl
Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.
BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX
Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837:
“Wspomoz nas!”
teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty
Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl