Dzien dobry – tu Polska – 16.05.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI Nr 137 (6969)

16 maja 2026 r.

Pogoda

Pochmurno, temperatura od 6 st. C do 16 st. C.

Kursy walut

EUR – 4,24

USD – 3,62

GBP – 4,89

CHF – 4,63

Dzien dobry Czytelnicy 🙂 Milej soboty 🙂

Ania Iwaniuk

Dowcip

– Dlaczego komputer poszedl do lekarza?

– Bo mial wirusa, ale twierdzil, ze to tylko lekki blad systemu.

Krzysztof Piesiewicz, znany prawnik, scenarzysta filmowy i byly senator,
zmarl w wieku 80 lat. Informacje o jego smierci przekazala marszalkini
Senatu Malgorzata Kidawa-Blonska, ktora podkreslila jego ogromny wklad w
polska kulture i kino oraz zlozyla kondolencje rodzinie i bliskim.
Piesiewicz urodzil sie 25 pazdziernika 1945 roku w Warszawie. Byl
wspolautorem scenariuszy do 17 filmow Krzysztofa Kieslowskiego, ktore
przeszly do historii swiatowego kina. Wsrod nich znalazly sie takie
produkcje jak “Bez konca”, “Dekalog”, “Podwojne zycie Weroniki” oraz
trylogia “Trzy kolory: Niebieski”, “Bialy” i “Czerwony”. Za scenariusz
filmu “Trzy kolory: Czerwony” otrzymal nominacje do Oscara. Byl czlonkiem
wielu instytucji i organizacji zwiazanych z kultura, miedzy innymi
Amerykanskiej Akademii Filmowej, Rady Etyki Mediow oraz Rady Programowej
TVP. Zasiadal rowniez w jury konkursu glownego podczas 49. Festiwalu
Filmowego w Cannes w 1996 roku. W czasach PRL byl obronca w procesach
politycznych dzialaczy “Solidarnosci” i Konfederacji Polski Niepodleglej. W
1985 roku reprezentowal oskarzycieli posilkowych w procesie funkcjonariuszy
SB oskarzonych o uprowadzenie i zabojstwo ksiedza Jerzego Popieluszki. Jako
senator angazowal sie glownie w prace dotyczace kultury, mediow i praw
czlowieka.

Asteroida oznaczona jako 2026 JH2 minie Ziemie w wyjatkowo niewielkiej
odleglosci okolo 90 tysiecy kilometrow, czyli ponad cztery razy blizej niz
znajduje sie Ksiezyc. Obiekt zostal odkryty 10 maja 2026 roku i ma wedlug
szacunkow od 15 do 35 metrow srednicy. Artykul podkresla, ze nawet
rozbudowany system monitorowania asteroid prowadzony przez NASA nie jest w
stanie wykryc wszystkich potencjalnie niebezpiecznych obiektow z
odpowiednim wyprzedzeniem. Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarow asteroide
bedzie mozna obserwowac takze z Polski. Przelot ma nastapic w pozny
poniedzialkowy wieczor okolo godziny 23.20. Do obserwacji nie wystarczy
jednak gole oko ani lornetka – potrzebny bedzie teleskop, nawet domowy.
Asteroida bedzie widoczna na poludniowo-zachodnim niebie w poblizu
Wielkiego Wozu i bedzie przemieszczac sie na poludnie od tego
gwiazdozbioru. Ze wzgledu na duza predkosc ruch obiektu wzgledem gwiazd
bedzie mozna zauwazyc juz po kilkunastu lub kilkudziesieciu minutach
obserwacji. Najlepsze warunki do ogladania beda poza miastami, przy
bezchmurnym niebie i dobrej pogodzie. Przelot bedzie mozna sledzic takze na
zywo w internecie.

Dariusz Szpakowski nie bedzie komentowal przyszlorocznych mistrzostw swiata
w pilce noznej rozgrywanych w USA, Kanadzie i Meksyku. Nazwiska
legendarnego komentatora zabraklo na liscie osob, ktore poprowadza
transmisje ze 104 spotkan mundialu. Szpakowski, ktory 15 maja konczy 75
lat, wyjasnil w rozmowie z TVP Sport powody swojej decyzji. Podkreslil, ze
po finale mistrzostw swiata w Katarze pomiedzy Argentyna i Francja
zakonczyl swoja przygode z komentowaniem mundiali. Przypomnial, ze od 1984
do 2024 roku komentowal dziesiec mundiali i dziesiec mistrzostw Europy.
Wielu kibicow bylo zaskoczonych decyzja TVP, poniewaz wiekszosc spotkan ma
byc komentowana ze studia w Warszawie, wiec udzial Szpakowskiego nie
wymagalby dalekich podrozy. Komentator zaznaczyl jednak, ze jest
konsekwentny i uwaza, ze nadszedl czas dla mlodszych kolegow. Przyznal tez,
ze byc moze mialby inne zdanie, gdyby reprezentacja Polski grala w
turnieju. Szpakowski zapowiedzial, ze podczas mistrzostw bedzie obecny w
studiu TVP jako ekspert oraz bedzie publikowal ciekawostki mundialowe w
mediach spolecznosciowych i na Instagramie. Mundial rozpocznie sie 11
czerwca meczem Meksyku z RPA, a final zostanie rozegrany 19 lipca w New
Jersey.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio, mimo obowiazujacego od 2020 roku zakazu
wjazdu do Chin, pojawil sie w Pekinie podczas oficjalnej wizyty Donalda
Trumpa. Rubio zostal objety chinskimi sankcjami po licznych krytycznych
wypowiedziach dotyczacych lamania praw czlowieka w Chinach oraz represji
wobec Ujgurow i mieszkancow Hongkongu. Byl takze autorem ustawy
nakladajacej szerokie sankcje na Chiny w zwiazku z oskarzeniami o
wykorzystywanie pracy przymusowej. Chinskie media i wladze znalazly jednak
sposob na obejscie problemu poprzez zmiane chinskiej transkrypcji nazwiska
Rubio. Wedlug “Washington Post” sankcje zostaly formalnie nalozone na inna
wersje zapisu jego nazwiska w jezyku chinskim. Zmiana zostala wprowadzona
ponad rok temu bez rozglosu, ale dopiero teraz zwrocila uwage mediow, gdy
Rubio pojawil sie w pierwszym rzedzie podczas ceremonii powitalnej w
Pekinie. Byly chinski dyplomata Zhang Jiadon przyznal, ze Pekin szukal
kompromisu, poniewaz utrzymanie zakazu wobec sekretarza stanu mogloby
jeszcze bardziej pogorszyc relacje dwustronne. Rzecznik chinskiej ambasady
w Waszyngtonie Liu Pengyu podkreslil, ze sankcje dotycza dzialan Rubio z
czasow, gdy byl senatorem USA. Sam Rubio po objeciu stanowiska sekretarza
stanu wspieral dzialania Donalda Trumpa majace stabilizowac relacje z
Chinami i okreslil ten kraj jednoczesnie jako najwieksze wyzwanie
geopolityczne i najwazniejszego partnera wymagajacego ostroznych relacji.

Sejm wybral nowych czlonkow Krajowej Rady Sadownictwa, a za kandydaturami
15 sedziow zaglosowalo 235 poslow. Przeciw bylo 18 parlamentarzystow,
pieciu wstrzymalo sie od glosu, natomiast caly klub PiS zbojkotowal
glosowanie. Poslowie tej partii tlumaczyli swoja decyzje koniecznoscia
respektowania postanowienia Trybunalu Konstytucyjnego, ktory wczesniej
nakazal wstrzymanie wyboru sedziow do KRS. Koalicja rzadzaca
zakwestionowala jednak waznosc tego zabezpieczenia, wskazujac miedzy innymi
na udzial sedziow dublerow. Minister sprawiedliwosci Waldemar Zurek
przyznal, ze wybor Lukasza Piebiaka byl “gorzka lekcja polityki”, ale
tlumaczyl, ze koalicja chciala uniknac sytuacji, w ktorej prezydent
zakwestionowalby nowy sklad KRS. Zurek mowil, ze PiS liczylo na upadek
calego projektu odbudowy Rady, dlatego rzadzacy zdecydowali sie wybrac
“mniejsze zlo”. W sklad nowej KRS weszli miedzy innymi kandydaci popierani
przez stowarzyszenia sedziowskie Iustitia i Themis. Lukasz Piebiak znalazl
sie na liscie jako kandydat PiS, a Lukasz Zawadzki zostal zgloszony przez
Konfederacje. W artykule przypomniano takze, ze Piebiak byl wczesniej
laczony z tzw. afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwosci i po
publikacjach medialnych podal sie do dymisji. Krytycy zmian w KRS z 2017
roku nadal podnosza zarzuty upolitycznienia Rady i kwestionuja status
czesci sedziow powolanych przy udziale obecnego organu.

W Poznaniu rozwijane sa jedne z najnowoczesniejszych technologii w Europie
zwiazane z komputerami kwantowymi i sztuczna inteligencja. Artykul opisuje
dzialalnosc Poznanskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego mieszczacego
sie w dzielnicy Piotrowo, w poblizu kampusu Politechniki Poznanskiej. W
dwoch ogromnych halach znajduja sie superkomputery oraz komputer kwantowy
PIAST-Q, oparty na technologii uwiezionych jonow. To jedyny taki komputer w
Polsce i pierwszy z szesciu planowanych w Europie w ramach programu EuroHPC
Joint Undertaking. PIAST-Q ma wydajnosc 20 fizycznych kubitow i zostal
dostarczony przez austriacka firme AQT z Innsbrucka. Kierownik dzialu
wspolpracy PCSS Damian Niemir tlumaczyl, ze komputerow kwantowych nie da
sie porownywac do zwyklych komputerow, poniewaz dzialaja w zupelnie innym
modelu informatyki. Wyjasnial, ze dzieki nim mozna blyskawicznie wykonywac
bardzo zlozone obliczenia, na przyklad przewidywac prawdopodobienstwo
korkow ulicznych w konkretnym miejscu i czasie. Komputer kwantowy dziala od
czerwca 2025 roku i jest czescia europejskiego programu majacego zapewnic
niezaleznosc technologiczna Europy. W tym samym czasie w Poznaniu powstala
rowniez Fabryka AI, ktora zostala wybrana przez Komisje Europejska do
programu “AI Factories”. PCSS realizowal projekty zwiazane ze sztuczna
inteligencja jeszcze zanim stalo sie to popularne, a obecnie oferuje miedzy
innymi zamkniete systemy AI dla firm i instytucji. W centrum dzialaja takze
superkomputery Orzel, Altair i Proxima, z ktorych ostatni znajduje sie na
128. miejscu listy najszybszych komputerow swiata. Poznan wspolpracuje
rowniez z firma Beyond.pl nalezaca do Sebastiana Kulczyka, ktora rozwija
wlasna komercyjna fabryke AI oraz superkomputer F.I.N. Wladze miasta
podkreslaja, ze nowe technologie maja przyciagac inwestorow, wspierac
rozwoj gospodarczy i poprawiac jakosc zycia mieszkancow.

Poslowie partii Grzegorza Brauna zaprosili do Sejmu politykow niemieckiej
Alternatywy dla Niemiec, w tym prorosyjskiego posla Steffena Kotre. Wizyta
wywolala ostra krytyke ze strony politykow koalicji rzadzacej i czesci
opozycji. Podczas konferencji prasowej posel Konfederacji Grzegorz Skalik
mowil do politykow AfD, ze obywatele Niemiec dostrzegli w ich ugrupowaniu
“dobra alternatywe dla Niemiec”. Skalik byl wczesniej jedynym poslem
glosujacym przeciwko uchwale potepiajacej rosyjskie ataki dronowe na
terytorium Polski. Szczegolne kontrowersje wzbudzila obecnosc Steffena
Kotre, ktory wielokrotnie prezentowal prorosyjskie stanowisko, uczestniczyl
w rosyjskich wydarzeniach propagandowych i krytykowal wsparcie dla Ukrainy.
Minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bak ocenila, ze obecnosc takiego
polityka w Sejmie jest oburzajaca, ale nie jest zaskoczeniem wobec
wczesniejszych relacji Konfederacji z AfD. Szef MON Wladyslaw
Kosiniak-Kamysz napisal, ze Braun i jego srodowisko juz nawet nie ukrywaja
swoich prorosyjskich sympatii i pokazaly, po ktorej stoja stronie. Posel
PSL Andrzej Grzyb przypomnial, ze AfD jest legalnie dzialajaca partia w
Niemczech, ale odpowiedzialnosc za zaproszenie jej politykow do Sejmu
ponosi ugrupowanie zapraszajace. Slawomir Cwik z klubu Centrum stwierdzil,
ze Konfederacja Korony Polskiej reprezentuje interesy Moskwy i Kremla w
Polsce oraz Unii Europejskiej. Posel KO Pawel Blizniuk okreslil cala
sytuacje jako skandaliczna i mowil o rosyjskiej agenturze wplywu w polskiej
polityce. Politycy podkreslali, ze Braun i jego ugrupowanie powinni
wyjasnic, dlaczego zaprosili do polskiego parlamentu polityka otwarcie
sympatyzujacego z Kremlem.

Na ulicy Piotrkowskiej w Lodzi przewrocil sie slupek antyterrorystyczny,
ktory wedlug zalozen mial zatrzymywac nawet rozpedzona ciezarowke. Do
uszkodzenia doszlo po uderzeniu samochodu dostawczego podczas manewru
omijania przeszkody. System slupkow mial chronic pieszych i zabezpieczac
reprezentacyjna ulice miasta podczas duzych wydarzen i imprez masowych.
Montaz 28 ruchomych i 108 stalych slupkow zapowiedziano juz w 2025 roku, a
caly system mial kosztowac okolo szesciu milionow zlotych. Wladze miasta
przekonywaly wczesniej, ze sa to bardzo solidne urzadzenia wyposazone w
system rozpoznawania tablic rejestracyjnych. Wedlug specyfikacji slupki
mialy wytrzymac uderzenie ciezarowki o masie 7,5 tony jadacej z predkoscia
48 kilometrow na godzine. Tymczasem jeden z nich zostal przewrocony przez
zwykly samochod dostawczy. Urzednicy tlumaczyli, ze pojazd uderzyl w slupek
bokiem, a eksperci maja teraz ocenic, czy urzadzenie zachowalo sie
prawidlowo i czy spelnilo swoja funkcje. Krytycznie do sytuacji odniesli
sie lokalni radni oraz internauci, ktorzy zwracali uwage na zbyt plytkie
zakotwiczenie konstrukcji. Radny Kosma Nykiel stwierdzil, ze nawet zwykly
slupek ogrodzeniowy bywa lepiej zamocowany niz zabezpieczenie majace
chronic przed atakami terrorystycznymi. Lokalne srodowiska motoryzacyjne
publikowaly zdjecia sugerujace brak odpowiedniego zbrojenia i glebokiego
betonowania fundamentow. Artykul przypomina rowniez, ze w pazdzierniku na
Piotrkowska wjechal pijany kierowca scigany przez straz miejska, ktory
uderzyl w dwa samochody i rowerzyste. Wladze miasta zapewniaja, ze maja
nadzieje na bardziej skuteczne dzialanie obecnej wersji systemu niz
poprzednich instalacji slupkow na tej ulicy.

Sejm po raz trzeci przyjal ustawe regulujaca rynek kryptoaktywow i
kryptowalut. Projekt przewiduje, ze Komisja Nadzoru Finansowego stanie sie
organem nadzorujacym ten rynek w Polsce. Za ustawa zaglosowalo 241 poslow,
przeciw bylo 200, nikt nie wstrzymal sie od glosu. Minister finansow
Andrzej Domanski przekonywal przed glosowaniem, ze nowe przepisy zapewnia
inwestorom taki sam poziom ochrony jak na innych rynkach finansowych. Dwie
wczesniejsze ustawy w tej sprawie zostaly zawetowane przez prezydenta
Karola Nawrockiego, ktory uwazal je za zbyt restrykcyjne i grozace
wypchnieciem polskich firm kryptowalutowych za granice. W trakcie prac
sejmowej Komisji Finansow Publicznych zdecydowano, ze podstawa dalszych
prac bedzie projekt rzadowy, a propozycje prezydenta, Polski 2050 i
Konfederacji zostaly odrzucone. Ustawa dostosowuje polskie przepisy do
unijnego rozporzadzenia MiCA regulujacego rynek kryptoaktywow w Unii
Europejskiej. Zgodnie z projektem KNF otrzyma mozliwosc blokowania
rachunkow pienieznych i rachunkow kryptoaktywow na 96 godzin z mozliwoscia
przedluzenia nawet do szesciu miesiecy. Komisja bedzie mogla rowniez
wpisywac do specjalnego rejestru domeny internetowe prowadzace nielegalna
dzialalnosc dotyczaca kryptowalut. Projekt przewiduje takze nakladanie kar
finansowych na emitentow tokenow i dostawcow uslug zwiazanych z
kryptoaktywami. Maksymalna oplata nadzorcza dla emitentow tokenow ma
wynosic 0,5 procent, a dla dostawcow uslug 0,4 procent. Do projektu
wprowadzono poprawke kancelarii prezydenta dotyczaca obowiazkowego
publikowania przez KNF i Ministerstwo Finansow corocznych raportow o rynku
kryptoaktywow.

Premier Donald Tusk odmowil podpisania dokumentow dotyczacych przedluzenia
kadencji osoby zwiazanej z prezesem NBP Adamem Glapinskim. Chodzi o Marte
Kightley, ktorej szescioletnia kadencja wygasla 8 marca 2026 roku. Adam
Glapinski wystapil o przedluzenie jej kadencji miesiac wczesniej, a projekt
postanowienia prezydenta Karola Nawrockiego trafil do Kancelarii Premiera
juz 3 lutego. Dokument przez ponad trzy miesiace oczekiwal na kontrasygnate
Donalda Tuska, ale ostatecznie zostal odeslany do Kancelarii Prezydenta bez
podpisu. Wedlug Centrum Informacyjnego Rzadu premier nie podal uzasadnienia
swojej decyzji. W artykule podkreslono, ze sytuacja w zarzadzie Narodowego
Banku Polskiego staje sie coraz bardziej skomplikowana, poniewaz wczesniej
swoja misje zakonczyl rowniez byly szef ABW Piotr Pogonowski. Obecnie
jedynym wiceprezesem NBP pozostaje Adam Lipinski, wieloletni polityk PiS i
bliski wspolpracownik Jaroslawa Kaczynskiego. Kadencja samego Adama
Glapinskiego konczy sie w listopadzie tego roku, a brak nowych nominacji
moze doprowadzic do sytuacji, w ktorej zarzad NBP bedzie dzialal niezgodnie
z ustawa wymagajaca co najmniej szesciu czlonkow. Wedlug medialnych
doniesien Glapinski byl gotow oddac czesc miejsc osobom zwiazanym z obecnym
obozem wladzy, aby utrzymac Marte Kightley w zarzadzie banku. Relacje
miedzy rzadem a NBP mialy sie wczesniej poprawic, a minister finansow
Andrzej Domanski sugerowal nawet zmniejszenie determinacji w sprawie
Trybunalu Stanu dla prezesa NBP. Wszystko mialo sie jednak zmienic po
udziale Glapinskiego w konferencji prasowej Karola Nawrockiego dotyczacej
programu “SAFE 0 proc.” opartego na sprzedazy czesci zlota z rezerw NBP.
Wedlug rozmowcow Onetu doprowadzilo to do impasu i utraty zaufania rzadu do
prezesa banku centralnego.

DETEKTYW

Co sie stalo w oknie na siodmym pietrze?

Artur DROZDZAK

Tego typu zbrodnie zdarzaja sie niezwykle rzadko – nie kryl w wyroku
krakowski sad. I skazal Romana I. na 15 lat wiezienia za zabojstwo kobiety,
od ktorej wynajmowal mieszkanie w Chrzanowie w Malopolsce. Katarzyna L.
zginela w dramatycznych okolicznosciach, bo sprawca wyrzucil ja przez okno
z siodmego pietra bloku.

Meandry sprawiedliwosci

To byl jeden z tych ciosow od losu, ktory nie trafia sie kazdej rodzinie.
Nic wiec dziwnego, ze malzonkowie L. dlugo sie zastanawiali, w jaki sposob
ulozyc sobie zycie. Corka dopiero dorastala, wiec nie mowili jej calej
prawdy, ale w koncu nie dalo sie ukryc, ze u Stanislawa L. zdiagnozowano
chorobe neurologiczna, ktora dla wielu bylaby wyrokiem smierci, taka bomba
z opoznionym zaplonem. Okazalo sie, ze drzenie rak, zaburzenia rownowagi,
klopoty ze wzrokiem i mocne bole glowy to nic innego jak stwardnienie
rozsiane.

Ciezka choroba Stanislawa L.

U mezczyzny pierwsze objawy pojawily sie juz w 1985 roku, ale ostateczna
diagnoze uslyszal po wielu latach – w 1999 roku. Postanowil walczyc z
choroba, nie zalamal sie, bo mial silne wsparcie psychiczne ze strony zony,
ktora byla gotowa na wszelkie akty poswiecenia, byle tylko ratowac meza. W
koncu na slubnym kobiercu przysiegali sobie, ze beda razem w zdrowiu i w
chorobie, czyli nawet wtedy, gdyby niesprawiedliwy los mocno ich
doswiadczyl. A tak sie wlasnie stalo. Diagnoze przyjeli jednak z pewna
ulga, bo od tej pory wiedzieli, z czym i jak walczyc.

Wczesniej Stanislaw L. blakal sie po gabinetach lekarskich i slyszal rozne
opinie na temat swojej dolegliwosci. Po tej ostatecznej i jednoznacznej
diagnozie mezczyzna poddal sie terapii i skutki choroby byly dla niego w
miare znosne. Dalej mial klopoty z poruszaniem sie, ale, o dziwo, mogl
jezdzic na rowerze. Podczas posilkow pomagala mu zona, bo z trudem trzymal
sztucce w rekach.

– Najwazniejsze, by pan unikal stresu, bo to poglebi chorobe – ostrzegal go
lekarz.

I tej rady Stanislaw L. przestrzegal. Prowadzil spokojne, ustabilizowane
zycie. Pomagala mu tez corka, ktora dobrze sie uczyla i dostala sie na
studia. Malzonkowie utrzymywali sie z renty chorobowej i dodatkowe dochody
czerpali z najmu mieszkania przy ulicy Wyszynskiego w Chrzanowie, sami
mieszkali kilka przecznic dalej. Katarzyna L. zajmowala sie wszelkimi
sprawami zwiazanymi z koniecznoscia wizyty w urzedach, w spoldzielni
mieszkaniowej czy u lekarzy. Dbala takze o umieszczanie w prasie ogloszen
zachecajacych do najmu ich mieszkania. Zglosili sie jedni, potem drudzy
lokatorzy i za kazdym razem kobieta oprowadzala ich po lokum, pokazywala
sprzety, uzgadniala sprawy comiesiecznych platnosci za czynsz i dodatkowej
oplaty za najem. Zwykle to ona odbierala osobiscie pieniadze od lokatorow i
wplacala je potem na konto spoldzielni mieszkaniowej. Wszystko zamykalo sie
w kwocie 1 tys. zl.

Nowi lokatorzy wynajmuja mieszkanie

Po rezygnacji z mieszkania przez mlode malzenstwo zainteresowanie wynajmem
wyrazili Roman I. i jego partnerka Daria K. Oboje w czerwcu 2014 roku
podpisali sie na umowie najmu, wplacili tez kaucje na wypadek koniecznosci
pokrycia szkod w mieszkaniu, gdyby do takich doszlo z winy lokatorow.

– My jestesmy spokojnymi ludzmi, ja pracuje w kopalni jako gornik, a
partnerka w korporacji. Nie zamierzamy sprawiac klopotow – zapewnial Roman
I.

Uzgodnil z wlascicielka, ze bedzie placil za najem najpozniej do 22. dnia
kazdego miesiaca, zwykle platnosci regulowal w polowie miesiaca. Umowe
najmu podpisano na 3 miesiace i miala byc przedluzona, gdy lokatorzy wyraza
taka chec i gdy wlasciciele lokum nie beda mieli uwag. Do przekazania
pieniedzy dochodzilo zwykle kolo jednego z pobliskich sklepow.

Katarzyna L. zagladala do bloku na ulicy Wyszynskiego, ale jedynie po to,
by ze skrzynki pocztowej zabierac listy, reklamowki i awiza. Do mieszkania
lokatorow nie przychodzila. Zdecydowala sie na taki krok dopiero w
pazdzierniku 2014 roku. Pojawila sie wtedy, by sprawdzic, jaki jest stan
lokalu. Nie spodobalo sie jej, ze zniknela nowa wersalka, ktora byla na
wyposazeniu, oraz fakt, ze lokatorzy wbili w sciany jakies haki,
prawdopodobnie po to, by zamontowac polki na sznurkach. Roman I. metnie
tlumaczyl znikniecie wersalki, obiecal, ze wiecej nie wbije w sciane
zadnych hakow i gwozdzi. W kazdym razie nie zrobi tego bez uzgodnienia z
Katarzyna L. Okazalo sie ponadto, ze lokatorzy nie wspomnieli, iz w
mieszkaniu przebywa z nimi 8-letnie dziecko Darii K. z poprzedniego
zwiazku. Mieli tez psa, o czym takze nie mowili. Sprawa przedluzenia umowy
najmu pozostala wiec otwarta, wszystko mialo sie rozstrzygnac w listopadzie.

W tym miesiacu Roman I. spoznial sie z zaplata za czynsz, zadzwonil do
Katarzyny L. dopiero 19 listopada, ale nie odebrala polaczenia, bo byla z
mezem na wyjezdzie w Sandomierzu. Kolejny telefon do kobiety Roman I.
wykonal 23 listopada, znowu bez sukcesu. 24 listopada kobieta sama
zadzwonila do Darii K. z pytaniem o to, co sie dzieje z platnoscia, a kilka
minut pozniej Roman I. oddzwonil do Katarzyny L. Byla godzina 16.43.
Rozmawiali krotko, kobieta powiedziala jedynie domownikom, ze idzie do
sklepu po maslo, wlaczyla ekspres do kawy. Zwykle takie przygotowanie
“malej czarnej” trwalo okolo 8 minut, wiec domownicy byli przekonani, ze
zaraz wroci, tym bardziej ze nie lubila pic zimnej kawy. Corce Barbarze L.
przyszla do glowy mysl, ze matka pewnie przy okazji zakupow odbierze od
lokatora zalegla kwote na czynsz, zwykle umawiali sie wlasnie przed tym
sklepem.

Tragiczny listopadowy wieczor

Mijaly jednak kolejne minuty i Katarzyna L. nie wracala. Zaniepokojona
Barbara L. zaczela dzwonic do matki, ale jej telefon milczal. Okolo godziny
19 corka poszla szukac zaginionej, byla w sklepie i w jego poblizu, ale
nigdzie nie zauwazyla rodzicielki. Barbara L. zatelefonowala do dalszych
czlonkow rodziny, dwoch swoich ciotek, ale one tez nie mialy wiesci o
zaginionej. Kobieta jakby rozplynela sie w samym centrum Chrzanowa.

O godzinie 21 Barbara L. zdecydowala sie wstapic do bloku przy ulicy
Wyszynskiego i zapytac Romana I., czy nie spotkal sie z jej matka. Wejscie
na klatke schodowa bloku bylo otwarte, dziewczyna pojechala winda na siodme
pietro i zapukala. Drzwi otworzyla Daria K., ktora odparla, ze dopiero
wrocila z pracy i nic nie wie na temat zaginionej. Lokatorka otworzyla
szerzej drzwi i wowczas Barbara L. zobaczyla w glebi lezacego na lozku
Romana I. Odpoczywal, w pokoju swiatlo bylo zgaszone, telewizor wlaczony.
Nie podnoszac sie z lozka, mezczyzna rzucil tylko w strone goscia, ze
widzial sie z Katarzyna L. Jednak nie przed sklepem, ale przed siedziba
spoldzielni mieszkaniowej przy ulicy Wyszynskiego i tam okolo godziny 17.05
wreczyl jej pieniadze na czynsz, rozstali sie i nie ma pojecia, co sie
moglo zdarzyc.

W tym miejscu trop po zaginionej sie urywal. Barbara L. zdecydowala wtedy,
ze idzie do komendy policji, by zglosic zaginiecie matki. Oficer dyzurny
wysluchal relacji dziewczyny i poradzil, by przyszla, ale dopiero po
godzinie 22, bo jedna zmiana wlasnie konczy prace, a druga zaczyna ja za
kilkanascie minut.

– A teraz mamy pilniejsza robote, czyli zgloszenie o zgonie kobiety na
ulicy Wyszynskiego – odparl.

Barbara L. jakos nie zwrocila uwagi na te slowa. Po wyjsciu z komendy nie
wrocila do domu, dalej wedrowala po okolicznych uliczkach z nadzieja na
znalezienie matki, gdy niespodziewanie, tuz po godzinie 22, odebrala
telefon z policji.

– Czy pani moze podejsc na ulice Wyszynskiego i zidentyfikowac zwloki
kobiety? Moze to pani matka” – zasugerowal funkcjonariusz.

Barbara L. pedem wrocila pod blok, w ktorym mieszkal Roman I. I faktycznie
rozpoznala twarz lezacej na trawniku denatki. To byl koniec poszukiwan
Katarzyny L. Bylo jasne, ze matka dziewczyny nie zyje. Na miejscu juz roilo
sie od mundurowych, bylo pogotowie, straz pozarna i prokurator.

Poszlakowe sledztwo w sprawie zabojstwa

Medyk sadowy, ktory przyjechal na ogledziny zwlok na goraco, stwierdzil, ze
denatka ma widoczne na ciele slady, ktore na pewno nie byly spowodowane
upadkiem z wysokosci.

– To rany klute zadane nieustalonym narzedziem, wiecej powiem po sekcji
zwlok – oswiadczyl biegly.

Prokurator, ktory przyjechal na ogledziny ciala, polecil funkcjonariuszom
policji przepytanie lokatorow bloku, czy nie widzieli czegos podejrzanego.
W chwili przyjazdu mundurowych na miejsce wszystkie okna w budynku byly
zamkniete, z kolei okna klatki schodowej wychodzily na druga strone.
Sprawdzono tez wyjscie na dach i okazalo sie, ze mozna tam sie dostac
jedynie z innej klatki schodowej, jednak klapa wyjsciowa byla zbyt ciezka,
by mogla ja podniesc kobieta. W ten sposob wykluczono wersje o samobojstwie
denatki i nieszczesliwym wypadku.

Patrol funkcjonariuszy po godzinie 23 udal sie do mieszkania nr 23
zajmowanego przez Romana I. Jeden z mundurowych zauwazyl, ze mezczyzna ma
na policzku rane, jakby podrapal go kot. Funkcjonariusz dostrzegl tez, ze
trzesly mu sie rece, gdy odpowiadal na najprostsze pytania. Nie potrafil
chocby podac danych osoby, od ktorej wynajmowal mieszkanie. Robil wrazenie
niezorientowanego, choc przed blokiem bylo mnostwo gapiow, karetki
pogotowia, radiowozy i straz pozarna. Wszyscy mieszkancy juz wiedzieli, ze
na trawniku odkryto zwloki kobiety. Wszyscy, tylko nie Roman I.

Interwencja policji w sprawie krzykow

Okazalo sie szybko, ze u Romana I. policjanci byli juz wczesniej tego dnia,
bo okolo godziny 17. Wtedy to jeden z mieszkancow bloku zglosil
telefonicznie w komendzie, ze slyszal glos kobiety wzywajacej pomocy.
Patrol pojawil sie po 5 minutach, przed blokiem zastal zglaszajacego
potrzebe interwencji, ktory ich przeprosil, ze spieszy sie do pracy, i
zniknal. Zdazyl tylko wspomniec, ze jego zdaniem krzyki dochodzily z
mieszkania na siodmym lub osmym pietrze. Po tym telefonie policjanci
zapukali do kilku drzwi. Roman I. im wtedy otworzyl i powiedzial, ze u
niego wszystko jest w porzadku, a krzykow zadnych nie slyszal. Policjanci
nie widzieli wtedy obrazen na twarzy gornika. Do srodka jego mieszkania
jednak nie weszli.

Kolejni przesluchiwani swiadkowie potwierdzali informacje o krzykach.
Danuta M., lokatorka z trzeciego pietra, zeznala, ze przed godzina 18
otworzyla okno, by zapalic papierosa, i wowczas uslyszala przerazliwy krzyk
dojrzalej kobiety, meski glos pelen agresji. I slowa: “Ja ci jeszcze
pokaze”. A po dluzszej przerwie, po okolo 30 minutach, tepe uderzenie o
blache i cisze. I jakby cos spadlo z gory. Na mysl jej wtedy nie przyszlo,
ze to moglo byc cialo Katarzyny L.

Roman I. modyfikuje wersje zdarzen

Przesluchiwany Roman I. potwierdzil, ze spotkal sie z kobieta przed
spoldzielnia mieszkaniowa przy ulicy Wyszynskiego, przekazal jej pieniadze
za czynsz i rozstali sie w zgodzie. Powtorzyl te sama wersje, ktora podal
na goraco Barbarze L., gdy zjawila sie w jego mieszkaniu w poszukiwaniu
zaginionej matki.

Szybko jednak ujawniono, ze w mieszkaniu sa slady krwi Katarzyny L. Byly w
kuchni, na oknie, na parapecie, lodowce i na scianach.

Na sekcji zwlok okazalo sie, ze denatka ma szereg obrazen obronnych
niezwiazanych z upadkiem. Zdaniem bieglego zostala najpierw dotkliwie
pobita i zyla przed wyrzuceniem przez okno. Zgon kobiety nastapil okolo
godziny 17.05. Medyk nie mial watpliwosci, ze musiala byc nieprzytomna, gdy
sprawca wyrzucal ja przez okno kuchenne. Gdyby byla przytomna, przeciez
bronilaby sie przed upadkiem z siodmego pietra. Miala na sobie puchowa
kurtke, wiec przepchniecie tak ubranej kobiety przez okno o wymiarach 50 cm
na 135 cm musialo byc trudne, nawet dla mezczyzny, ktory byl silny i
zarabial na zycie jako gornik. A gdyby sie jeszcze bronila, to wyrzucenie
byloby praktycznie niemozliwe. Stad wniosek, ze musiala byc nieprzytomna,
gdy zabojca pozbywal sie ciala.

Z opinii bieglych z Instytutu Ekspertyz Sadowych w Krakowie wynikalo, ze po
wyrzuceniu z okna cialo kobiety spadalo swobodnie wzdluz sciany bloku i
dopiero po odbiciu od parapetu na nizszym pietrze tor spadania ulegl
zmianie i zwloki znalazly sie 12 metrow od bloku. Biegli byli pewni, ze nie
byl to skok samobojczy, bo wtedy desperatka musialaby sie wybic z okna, a
tu tak nie bylo.

Okazalo sie takze, ze pod paznokciami denatki sa slady biologiczne z DNA
Romana I. Po zdobyciu tej wiedzy podejrzany zaczal modyfikowac swoje wersje
zdarzen z tamtego dnia. Caly czas nie przyznawal sie do zabojstwa.
Opowiadal, ze po przekazaniu pieniedzy kobiecie przed budynkiem spoldzielni
mieszkaniowej wrocil do siebie i wyszedl na spacer z psem. Chodzili wokol
bloku i wrocili, gdy zaczelo padac.

– Zauwazylem, ze drzwi byly zamkniete na gorny zamek, a tak nigdy nie
robilismy z Daria K. Otworzylem ten gorny zamek, wszedlem do srodka i
dostrzeglem, ze okno balkonowe bylo otwarte i zaslona odsunieta, a
telewizor byl wlaczony na pelny regulator – relacjonowal podejrzany.

Wspomnial tez, ze kilka dni wczesniej zginely mu klucze do mieszkania i
oddal mu je nieznajomy czlowiek, ktory zostawil mu kartke na drzwiach, ze
je ma. Po wejsciu do mieszkania Roman I. nie zdazyl sie rozejrzec, gdy
nieznany mu napastnik zaatakowal go znienacka i uderzyl go w glowe.

– Slyszalem odglosy z kuchni. Jeden mezczyzna mowil do drugiego: “Dobra,
juz zalatwilismy tego gnoja”. Obaj po chwili znikneli, a ja wszedlem do
kuchni – relacjonowal podejrzany.

Jego oczom ukazal sie wtedy dramatyczny widok. Katarzyna L. byla na
zewnatrz budynku i trzymala sie futryny okna.

– Probowalem ja wciagnac za jedna, potem za druga reke. Zadrapala mnie i
wysliznela sie. Nie wiedzialem, co robic i czy zglosic to na policji –
wyjasnial.

I faktycznie nie zglosil. Co wiecej, gdy nieco pozniej policjanci zapukali
do jego drzwi, slowem nie wspomnial, ze kobieta wypadla z jego okna. I ze
padl ofiara tajemniczych napastnikow. Z tego wzgledu nowa wersja zdarzen
brzmiala malo przekonujaco.

Przesluchano bliskich i znajomych Romana I.

Wezwana na przesluchanie 35-letnia Daria K. zeznala, ze tamtego dnia
wrocila z pracy o godzinie 20.40. Jej partner i dziecko byli juz w lozkach,
w mieszkaniu panowal porzadek. Nie potwierdzila informacji, by Roman I.
zgubil wczesniej klucze. Nie widziala u niego zadnych zadrapan na twarzy,
gdy weszla do mieszkania. Partner nie wspomnial jej, ze zostal napadniety.

Podejrzanego nieco pograzyl swoimi zeznaniami Adam G., niedoszly tesc,
ojciec Darii K. Powiedzial, ze tamtego dnia po poludniu przyprowadzil z
przedszkola wnuczke, ale nikogo nie zastal w mieszkaniu na ulicy
Wyszynskiego. To znaczy nie bylo w nim Romana I., bo przeciez jego corka
Daria byla jeszcze w pracy.

– Roman I. nie otwieral drzwi mimo mojego pukania i nie odbieral ode mnie
telefonu od godziny 17 do 19. Z wnuczka musialem wrocic do siebie. Gdy w
koncu Roman I. sie odezwal, okolo 19.30 przyszedlem z wnuczka i widzialem,
ze mial rozcieta warge. Twierdzil, ze napadlo go przed blokiem dwoch
mezczyzn z kijem bejsbolowym – zeznal Adam G.

Roman I. nie tlumaczyl mu, dlaczego nie otwieral drzwi mieszkania i nie
odbieral telefonu. Adam G. dodal, ze slyszal, iz podejrzany pozyczal od
znajomych pieniadze na czynsz. W tamtym czasie stracil jedna prace, w
drugiej mial nieregularne wyplaty. Daria K. potwierdzila, ze Roman I.
myslal o wzieciu kredytu w banku, by miec pieniadze na uregulowanie
platnosci.

Niewinny, ale proponuje kare dla siebie

Prokuratura oskarzyla Romana I. o dokonanie zabojstwa ze szczegolnym
okrucienstwem poprzez wyrzucenie kobiety z okna na siodmym pietrze bloku.
Mezczyzna konsekwentnie zaprzeczal zarzutom. Ku zaskoczeniu wszystkich w
pewnym momencie, w trakcie trwania procesu, napisal list do sadu, w ktorym
przedstawil refleksje dotyczace calej sprawy.

“Artykul 148 kodeksu karnego (zabojstwo) jest dla mnie bardzo krzywdzacy.
Jestem osoba niewinna. Starajac sie udowodnic swoje racje, brakuje mi sil,
jestem coraz bardziej zalamany, popadam w depresje. Tyle juz cierpienia
odniosla moja rodzina i rodzina pokrzywdzonej. Jako osoba niewinna
chcialbym sie dobrowolnie oddac karze i sam sobie ja wymierzyc. Jako
niewinny czlowiek mam do tego prawo, bo w wiezieniu juz nie daje sobie
rady, wszystko mnie przeroslo” – napisal.

Poprosil wtedy o skazanie go na 15 lat wiezienia i to bez rozprawy.
Prokurator i oskarzyciele posilkowi sprzeciwili sie wnioskowi, “bo nie
wszystkie okolicznosci sprawy sa jasne”. Dlatego sad nie uwzglednil prosby
oskarzonego. W mowie koncowej oskarzyciel publiczny zazadal dla Romana I.
kary 25 lat wiezienia, obrona wnosila o lagodny wymiar kary, a oskarzyciele
posilkowi o przyznanie im zadoscuczynienia za krzywdy w wysokosci 100 tys.
zl. Motywowali to takze koniecznoscia leczenia powaznie chorego Stanislawa
L., ktory mial orzeczony znaczny stopien niepelnosprawnosci i byl
niesamodzielny. Maz zamordowanej nie kryl w ostatnim slowie, ze po smierci
zony, z ktora byl w zwiazku 25 lat, swiat mu sie zawalil i to spowodowalo
pogorszenie stanu zdrowia. Teraz zyje na lekach uspokajajacych.

Wyrok skazujacy

Krakowski sad skazal mezczyzne na 15 lat wiezienia, przyznal tez
wnioskowane zadoscuczynienie. Uznal, ze w sprawie jest zamkniety lancuch
poszlak, ktore wskazuja na sprawstwo Romana I. Sad przyjal, ze faktycznie
przed dokonaniem zbrodni doszlo do przekazania Katarzynie L. pieniedzy za
czynsz, potem kobieta, tuz przed godzina 17, zjawila sie w mieszkaniu przy
ulicy Wyszynskiego i wowczas musialo dojsc do klotni z lokatorem. Zdaniem
sadu mozliwe, ze powodem pobicia, a potem zabojstwa byla kwestia dalszego
wynajmowania lokum, moze nawet wypowiedzenia umowy najmu. Sprawca tego nie
planowal, kierowal sie zamiarem naglym. Katarzyna L. bronila sie przez
okolo 2 minuty, wolala o pomoc, sama spowodowala obrazenia twarzy Romana
I., potem stracila przytomnosc. Zyla, gdy sprawca wypchnal ja przez okno.
Sad wykluczyl wersje, by sama wyskoczyla, gdy sprawca ja zaatakowal ostrym
narzedziem i poturbowal.

Wykluczono tez wersje, wedle ktorej pobita przez Romana I. kobiete
wyrzucili inni, nieustaleni sprawcy. Gdyby tak bylo, oskarzony wspomnialby
o tym od razu, gdy zjawili sie u niego policjanci, rozpytujac mieszkancow,
czy nie maja wiedzy o smierci kobiety, ktorej zwloki ujawniono przed
blokiem. Jako okolicznosci obciazajace przyjeto drastyczny sposob dzialania
sprawcy, chociaz sad nie podzielil stanowiska prokuratora, ze oskarzony
dzialal ze szczegolnym okrucienstwem. Za obciazajaca okolicznosc uznano
takze blahy powod ataku i zabojstwa zwiazany z kwestia najmu mieszkania.
Lagodzace bylo to, ze mezczyzna nie byl karany i dokonujac zbrodni,
kierowal sie zamiarem naglym.

W zlozonej apelacji obronca Romana I. wnosil o uniewinnienie klienta,
wskazywal alternatywnie, ze kara jest zbyt surowa. Twierdzil, ze lancuch
poszlak nie zostal domkniety i jest jeszcze inna mozliwa wersja zajscia w
mieszkaniu, a mianowicie taka, ze oskarzony pobil kobiete i bedac
przekonany, ze zmarla, wyrzucil ja przez okno w ataku paniki, chcac pozbyc
sie ciala. Nie mozna byloby mowic wtedy o zabojstwie. Ostatecznie
zaproponowal dla mezczyzny wyrok 11 lat i 6 miesiecy wiezienia.

Sad Apelacyjny w Krakowie nie podzielil tej argumentacji, podobnie jak i
tej prezentowanej przez oskarzycieli posilkowych, ktorzy wnosili o 25 lat
odsiadki dla zabojcy. Prawomocny wyrok zostal zmieniony tylko w tym
zakresie, ze o warunkowe, przedterminowe zwolnienie Roman I. moze sie
starac po odbyciu 13 lat wiezienia.

Sprawa jeszcze trafiala do Sadu Najwyzszego, ale on odrzucil kasacje
obroncy oskarzonego dokladnie 20 stycznia 2017 roku.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.