Dzien dobry – tu Polska – 15.09.2026

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA im. Kpt. Ryszarda Kucika

Rok MMXXVI

Nr 260 (7092)

15 wrzesnia 2026 r. – wtorek

POGODA

W srode w Polsce bedzie dosc cieplo, ale pogoda bedzie zroznicowana. W
wielu regionach pojawi sie duze zachmurzenie i przelotne opady deszczu,
natomiast na poludniu mozliwe beda takze wieksze przejasnienia. Temperatura
maksymalna wyniesie od okolo 19 – 20°C na polnocy i polnocnym zachodzie do
24 – 25°C na poludniu kraju.

KURSY WALUT NBP

EUR – 4,3228

USD – 3,7267

GBP – 5,0332

CHF – 4,5768

DOWCIP

– Szefie, moge dzis wyjsc wczesniej? Zona chce isc ze mna na zakupy.

– Absolutnie nie!

– Wiedzialem, ze moge na pana liczyc!

Dzien dobry Czytelnicy 🙂

Sposobu na odmowienie bycia chrzestnym jeszcze Wam chyba nie sprzedalam,
wiec wrzucam. Autor nieznany, ale cwany, nie da sie ukryc 😉

Milego wtorku 🙂

Ania Iwaniuk

“Odmowilem bycia chrzestnym.

W zeszlym tygodniu przyjechala do nas rodzina.

Taka dalsza.

Formalnie bliska, praktycznie dalsza.

Nie utrzymujemy jakiegos szczegolnego kontaktu. Ja nawet specjalnie za nimi
nie przepadam, ale niedawno urodzilo im sie dziecko, wiec powiedzieli, ze
wpadna.

Podalem wode. Usiedlismy.

“Jak spi?”, “Czy daje wam odpoczac?” “Do kogo podobny?”

Nie jestem dobry w small talku z czlowiekiem, ktory nie potrafi jeszcze sam
utrzymac glowy, wiec glownie kiwalem glowa.

Po jakichs dwudziestu minutach zauwazylem jednak, ze oni caly czas dziwnie
na siebie patrza.

Wiedzialem, ze cos jest grane.

W koncu jego matka mowi:

– Mamy dla ciebie cos specjalnego.

Ojciec dziecka wyjal spod stolu drewniane pudelko.

Ozdobne.

Grawer.

Wstazka.

Juz wtedy zapalila mi sie lampka.

Otwieram.

W srodku mala butelka alkoholu.

Czekoladki.

Jakies drobiazgi.

Zdjecie dziecka.

I napis:

“Czy zostaniesz moim chrzestnym?”

Zrobilo mi sie goraco.

Musze przyznac, ze konstrukcja finansowa byla bardzo sprytna.

Wydatek poczatkowy:

pudelko – moze 40 zl,

alkohol – 30,

slodycze – 20,

pozostale elementy dekoracyjne – maksymalnie kilkanascie.

Czyli za okolo 100 zl probowali nabyc wieloletnie prawo do regularnych
swiadczen ode mnie.

Chrzest.

Urodziny.

Swieta.

Komunia.

Bierzmowanie.

Osiemnastka.

A potem jeszcze slub i wesele.

Przy odpowiednio dlugim horyzoncie inwestycyjnym stopa zwrotu po ich
stronie robi sie wrecz nieprzyzwoita.

Oni patrzyli na mnie.

Zona patrzyla na mnie.

Dziecko patrzylo gdzies w strone lampy.

Jedynie ono zachowywalo pelna neutralnosc negocjacyjna.

– Nie.

Cisza.

Matka dziecka zamrugala.

– Ale jak to nie?

– Normalnie. Nie.

Ojciec dziecka sie zasmial.

Myslal chyba, ze zartuje.

Nie zartowalem.

Siegnalem po telefon.

– Policzmy.

Zona od razu westchnela.

– Zalozmy konserwatywnie: piecset zlotych na chrzest. Trzysta zlotych
rocznie na urodziny przez osiemnascie lat. To piec tysiecy czterysta.
Swieta – srednio dwiescie zlotych rocznie, czyli kolejne trzy tysiace
szescset. Komunia minimum tysiac. Drobne okazje, wizyty, slodycze, inflacja
prezentowa i awaryjne przelewy – przyjmijmy dwa tysiace.

Przesunalem telefon w ich strone.

– Laczna ekspozycja wynosi co najmniej dwanascie i pol tysiaca zlotych.
Prawdopodobnie wiecej.

– Przeciez nie o pieniadze chodzi – powiedziala matka.

Kiwnalem glowa.

– Tak zazwyczaj mowi strona otrzymujaca pieniadze.

Gdybym zamiast kupowac prezenty inwestowal te srodki w szeroki ETF przy
sredniej stopie zwrotu rzedu kilku procent rocznie, roznica robi sie
jeszcze wieksza.

Pokazalem im ekran.

Ojciec dziecka patrzyl na mnie w ciszy, po czym powiedzial:

– To nie jest inwestycja.

– Dla was jest.

Matka dziecka spojrzala na pudelko.

– To miala byc po prostu mila niespodzianka.

Atmosfera troche siadla.

Dopili wode.

Rozmowa juz sie specjalnie nie kleila.

W koncu zaczeli sie zbierac.

Ojciec dziecka podszedl do stolu i siegnal po drewniane pudelko.

Polozylem na nim reke.

– A to gdzie?

– No zabieramy.

– Dlaczego?

Popatrzyl na mnie jak na idiote.

– Bo powiedziales, ze nie bedziesz chrzestnym.

– Zgadza sie.

– No wlasnie. A pudelko mialo byc prezentem dla chrzestnego.

– Nie. To bylo zapytanie.

– Nie.

Odwrocilem je w jego strone.

– Tutaj jest pytanie. “Czy zostaniesz moim chrzestnym?” To pytanie
zamkniete. Dopuszcza dwie odpowiedzi: tak albo nie. Wybraliscie
konstrukcje, w ktorej odpowiedz negatywna byla mozliwa.

Matka dziecka powiedziala:

– Naprawde chcesz zatrzymac pudelko?

Spojrzalem do srodka.

– Oczywiscie.

– Przeciez ono bylo dla chrzestnego.

– Nie.

– Jak to nie?

– Gdyby bylo dla chrzestnego, napis brzmialby “Dla mojego chrzestnego”.

Zapadla cisza.

Widzialem, ze nie przygotowali sie na ten wariant.

Ostatecznie wyszli bez pudelka.

Nie zostalem chrzestnym.

Nie wzialem na siebie dwudziestoletniego zobowiazania prezentowego z opcja
przedluzenia az do wesela.

A mimo to zakonczylem spotkanie z dodatnim przeplywem rzeczowym.

Nie kazda odmowa oznacza strate.

Czasami najlepsza inwestycja jest po prostu umiec powiedziec “nie”.

I nie oddac pudelka”

Wojskowy dron w Baltyku. Wladyslaw Kosiniak-Kamysz o wyniku wstepnych
ogledzin

W rejonie plazy w Rusinowie kolo Jaroslawca wojsko zlokalizowalo i wydobylo
z Morza Baltyckiego wojskowego drona. Minister obrony Wladyslaw
Kosiniak-Kamysz poinformowal, ze wstepne ogledziny wskazuja na rosyjskie
pochodzenie maszyny. Wedlug rzecznika Dowodztwa Operacyjnego Rodzaju Sil
Zbrojnych Jacka Goryszewskiego najprawdopodobniej chodzi o bezzalogowy
statek powietrzny typu Gerbera nalezacy do Federacji Rosyjskiej. Wojsko nie
odnotowalo od 30 lipca naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, dlatego
najbardziej prawdopodobne jest, ze dron przydryfowal do polskiego wybrzeza
z wod miedzynarodowych albo z jeszcze dalszej lokalizacji. Obiekt zostal
wczesniej zauwazony przez motorowke hydrograficzna Marynarki Wojennej,
ktora obserwowala go az do momentu, gdy doplynal do brzegu. Na miejsce
skierowano Zandarmerie Wojskowa i saperow, poniewaz tego typu maszyny moga
pelnic funkcje wabikow, ale moga rowniez przenosic niewielkie,
kilkukilogramowe ladunki wybuchowe. Sprzet zostal zabezpieczony do dalszych
badan. Wiceszef MON Cezary Tomczyk zaznaczyl, ze wszystko wskazuje na
rosyjskie pochodzenie drona i podkreslil, ze Polska jest obecnie
szczegolnie narazona na dzialania hybrydowe, obserwacyjne i roznego rodzaju
proby testowania jej systemow bezpieczenstwa. Jego zdaniem podobne
incydenty moga sie powtarzac, dlatego konieczne jest utrzymywanie wysokiej
gotowosci i budowanie odpornosci spolecznej. Dron w Baltyku. Wedlug szefa
MON to wojskowy bezzalogowiec pochodzący z Rosji – .pdf

Przyjechal na przystanek i zaczal ukladac sie do snu. Zwrocil na siebie
uwage zolnierza

Do nietypowej sytuacji doszlo w miejscowosci Kowala w gminie Pulawy.
32-letni mezczyzna przyjechal motorowerem na przystanek autobusowy, po czym
zaczal przygotowywac sie tam do snu. Jego zachowanie zwrocilo uwage
zolnierza, ktory akurat przebywal w poblizu poza sluzba. Mezczyzna uznal,
ze sytuacja jest podejrzana i zawiadomil policje. Po przyjezdzie
funkcjonariuszy szybko okazalo sie, ze kierowca motoroweru jest nietrzezwy.
Badanie wykazalo w jego organizmie blisko 2,5 promila alkoholu. Policjanci
ustalili rowniez, ze 32-latek poruszal sie motorowerem marki Romet, ktory
nie posiadal tablicy rejestracyjnej, a sam kierowca nie mial wymaganych
uprawnien do prowadzenia tego typu pojazdu. Na tym jednak problemy
mezczyzny sie nie skonczyly. Podczas interwencji uzywal rowniez slow
powszechnie uznawanych za wulgarne. Funkcjonariusze sporzadzili odpowiednia
dokumentacje, a 32-latek odpowie za prowadzenie pojazdu w stanie
nietrzezwosci oraz jazde bez wymaganych uprawnien. Cala sytuacja zaczela
sie od dosc niecodziennego widoku mezczyzny probujacego zasnac na
przystanku, ale zakonczyla ujawnieniem kilku powaznych naruszen prawa.
Kowala. Przyjechal na przystanek i zacząl ukladać się do snu. Zwrocil na
siebie .pdf

Zatrzymali go do kontroli z powodu swiatel. To byl poczatek, po 48
godzinach uslyszal, ze trafi do wiezienia

Policjanci z posterunku w Laskarzewie zatrzymali do kontroli Chevroleta,
poniewaz samochod mial niesprawne swiatla. Poczatkowo wygladalo to na
zwykla interwencje drogowa, jednak sprawdzenie danych kierowcy ujawnilo
znacznie powazniejszy problem. Za kierownica siedzial 28-letni mieszkaniec
powiatu belchatowskiego, ktory byl trzezwy, ale w ogole nie powinien
prowadzic pojazdu. W policyjnych bazach figurowaly wobec niego az cztery
sadowe zakazy prowadzenia samochodow, w tym trzy dozywotnie. Kolejny
obowiazywal od czerwca 2024 roku przez 36 miesiecy. Wszystkie zostaly
wydane przez Sad Rejonowy w Belchatowie i byly konsekwencja wczesniejszych,
powaznych naruszen przepisow ruchu drogowego, w tym kierowania pod wplywem
srodkow odurzajacych. 28-latek zostal zatrzymany i trafil do policyjnej
celi. Po zaledwie 48 godzinach stanal przed sadem i uslyszal nieprawomocny
wyrok dwoch lat bezwzglednego pozbawienia wolnosci za prowadzenie pojazdu
pomimo obowiazujacego zakazu. Sad orzekl wobec niego rowniez kolejny, juz
czwarty dozywotni zakaz prowadzenia pojazdow. Rutynowa kontrola z powodu
swiatel zakonczyla sie wiec dla kierowcy bardzo powaznymi konsekwencjami i
perspektywa odbycia kary wiezienia. Laskarzew. Zatrzymali go z powodu
światel. To byl początek, po 48 godzinach usly.pdf

Gigantyczne kolejki w rodzinnym miescie Putina. “Nie wiem, co robic”

W Sankt Petersburgu, rodzinnym miescie Wladimira Putina i drugim co do
wielkosci miescie Rosji, narasta powazny kryzys paliwowy. Na stacjach
benzynowych Lukoilu, Rosniefti i innych duzych sieci tworza sie ogromne
kolejki, a kierowcy czekaja godzinami, czesto takze pozno w nocy.
Mieszkancy skarza sie na puste dystrybutory, limity sprzedazy paliwa oraz
gwaltownie rosnace ceny. Jedna z Rosjanek opublikowala w internecie
nagranie przedstawiajace dziesiatki samochodow ustawionych w kolejce.
Kobieta mowila, ze o pierwszej w nocy miala przed soba jeszcze okolo 60
pojazdow, mimo ze czekala juz godzine. Wedlug relacji kierowcow litr
benzyny na niektorych stacjach kosztowal nawet 600 – 700 rubli, czyli ponad
30 zl. Sytuacja zaczela gwaltownie pogarszac sie na poczatku wrzesnia.
Miedzy 6 a 10 wrzesnia odsetek stacji dzialajacych normalnie spadl z okolo
95 proc. w sierpniu do zaledwie 30 – 40 proc. Najwieksze braki dotycza
popularnych benzyn AI-92 i AI-95, ktorych dostepnosc spadla ponizej 20
proc. Na okolo jednej trzeciej czynnych stacji kolejki licza nawet po sto i
wiecej pojazdow, a paliwa premium AI-98 i AI-100 sa praktycznie
niedostepne. Jedna z glownych przyczyn problemow sa ukrainskie ataki dronow
na rosyjskie rafinerie, w tym wylaczenie rafinerii Kinef w obwodzie
leningradzkim po ataku z 30 sierpnia. Kryzys pokazuje, ze uderzenia w
rosyjska infrastrukture paliwowa zaczynaja byc coraz bardziej odczuwalne
takze dla zwyklych mieszkancow duzych miast. Gigantyczne kolejki w
rodzinnym mieście Putina. “Nie wiem, co robić”.pdf

26-latek wspial sie na Varso Tower. Na dachu powitala go policja

26-letni obywatel Francji wspial sie po zewnetrznej elewacji warszawskiego
wiezowca Varso Tower, najwyzszego budynku w Polsce i Unii Europejskiej. Do
zdarzenia doszlo w niedziele rano. Ochrona obiektu zauwazyla mezczyzne
wspinajacego sie po scianie budynku i natychmiast powiadomila sluzby. Na
miejsce przyjechali policjanci oraz strazacy z grupy wysokosciowej. Dla
bezpieczenstwa strazacy rozlozyli dwa skokochrony, jednak mezczyzna bez
przeszkod dotarl na dach. Tam czekali juz na niego funkcjonariusze. Francuz
zostal zatrzymany i przewieziony do komendy na warszawskiej Woli, gdzie
policjanci wyjasniali okolicznosci jego wspinaczki. Ostatecznie uslyszal
zarzut naruszenia miru domowego, za co grozi grzywna, ograniczenie wolnosci
albo kara do roku pozbawienia wolnosci. Nie byl to pierwszy podobny
przypadek. We wrzesniu 2025 roku inny francuski wspinacz rowniez wszedl bez
zabezpieczen na elewacje Varso Tower i dotarl na dach na wysokosci 230
metrow, gdzie takze zostal zatrzymany przez policje. Sam Varso Tower ma 310
metrow wysokosci wraz z iglica, a na 53. pietrze, na wysokosci okolo 230
metrow, znajduje sie najwyzej polozony taras widokowy w Unii Europejskiej.
Tym razem rowniez obylo sie bez obrazen, ale akcja wymagala zaangazowania
policji, strazy pozarnej i ochrony budynku. Warszawa. Francuz wspiąl się
na Varso Tower. Na dachu powitala go policja | TVN .pdf

Polska pod napieciem. Centra danych. Cyfrowa przyszlosc czy energetyczna
pulapka?

Polska stoi u progu ogromnego boomu na centra danych, ktore maja obslugiwac
coraz wieksza czesc gospodarki cyfrowej, chmure, bankowosc, administracje
oraz rozwijajaca sie sztuczna inteligencje. Jeszcze kilka lat temu byl to
rynek niszowy, dzis staje sie jednym z kluczowych elementow infrastruktury
panstwa. Obecnie Polska dysponuje okolo 200 – 250 MW dzialajacej mocy centrow
danych, z czego sama aglomeracja warszawska odpowiada za okolo 157 MW.
Kolejne obiekty sa juz w budowie albo na etapie planowania, a prognozy
mowia, ze do 2030 roku laczna moc moze wzrosnac nawet do 600 MW – 1 GW. To
ogromne wartosci, bo centrum danych o mocy 100 MW, pracujac przez caly rok,
moze zuzyc okolo 876 GWh energii, czyli mniej wiecej tyle, ile blisko pol
miliona przecietnych polskich gospodarstw domowych. Do najwiekszych
planowanych inwestycji naleza miedzy innymi rozbudowa Beyond.pl w Poznaniu
do 150 MW, duze centrum w Morach pod Warszawa, projekt Digital Ursus oraz
inwestycja Microsoftu w Ozarowie Mazowieckim. Wraz z rozwojem branzy
narastaja jednak obawy spoleczne. W Regulach pod Warszawa mieszkancy
protestuja przeciwko budowie centrum o mocy okolo 130 – 140 MW, ktore ma
stanac w poblizu zabudowy mieszkaniowej. Obawy dotycza przede wszystkim
halasu, generatorow awaryjnych, ruchu samochodowego, magazynowania paliwa,
wplywu na wode i srodowisko oraz pracy urzadzen przez cala dobe. Podobne
protesty pojawiaja sie w Piasecznie, Jozefoslawiu i Kajetanach. Autorzy
artykulu ostrzegaja, ze bez odpowiedniej kontroli panstwa Polska moze
powtorzyc problemy Irlandii, gdzie centra danych zaczely zuzywac tak
ogromne ilosci energii, ze ograniczono mozliwosc podlaczania nowych
obiektow do sieci. W 2025 roku centra danych odpowiadaly tam juz za okolo
23 proc. calkowitego zuzycia energii elektrycznej. W innych krajach Europy
takze wprowadzane sa ograniczenia, wymagania dotyczace efektywnosci
energetycznej oraz odzysku ciepla. Polska chce uczestniczyc w wyscigu
sztucznej inteligencji, ale oznacza to nie tylko inwestycje w serwery, lecz
takze koniecznosc rozbudowy sieci energetycznej, transformatorow, systemow
chlodzenia i nowych zrodel energii. Polska pod napięciem. Centra danych.
Cyfrowa przyszlość czy energetyczna pulapka.pdf

Polski watek po probie ataku na lotnisko w Lipsku. Podejrzany mogl dzialac
w Lodzi

Niemieckie sluzby prowadza sledztwo w sprawie proby zamachu z uzyciem
dronow na lotnisku w Lipsku. Wedlug ustalen “Welt am Sonntag”, ktora
dotarla do tajnych akt sledztwa, w sprawe moga byc zamieszani dwaj
mezczyzni – obywatel Rosji oraz Bialorusin. Rosjanin, okreslany przez
gazete jako Oleg Le., mial odpowiadac za przygotowanie zamachu i logistyke
calej operacji, a niemieckie sluzby wiaza go z rosyjskim wywiadem wojskowym
GRU. Mezczyzna mial przyleciec do Berlina z Turcji, a nastepnie wyjechac do
Serbii i wrocic do Rosji. Drugi podejrzany, obywatel Bialorusi Andrei Ka.,
ma z kolei polski watek w swojej historii. Polskie sluzby lacza go z
pozarem marketu budowlanego w Lodzi latem 2024 roku, ktory prokuratura
rowniez traktuje jako akt sabotazu. Niemieccy sledczy trafili na jego slad
dzieki DNA znalezionemu na konstrukcji antenowej znajdujacej sie poza
lotniskiem. Wedlug ustalen urzadzenie moglo sluzyc do sterowania dronami.
Te same slady DNA wczesniej pojawily sie takze w Finlandii i na Litwie. Sam
atak w Lipsku byl bardzo bliski powodzenia. W operacji wykorzystano trzy
drony i okolo 1,8 kilograma materialu wybuchowego Semtex. Dwa bezzalogowce
zostaly zniszczone juz podczas startu, natomiast trzeci dotarl do samolotu
Antonow stojacego na lotnisku. Ladunek nie eksplodowal tylko dlatego, ze
odlaczyl sie zapalnik. Samolot mial w zbiornikach okolo 25 tys. litrow
paliwa lotniczego, dlatego sledczy oceniaja, ze eksplozja moglaby
doprowadzic do powaznych zniszczen na terenie lotniska. Wczesniej pojawialy
sie rowniez informacje, ze materialy wybuchowe mogly byc przemieszczane
przez Polske i zniknac z radaru sluzb w okolicach autostrady A2 niedaleko
Zgierza. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdzil, ze zamach byl
planowany w Rosji od miesiecy i wymierzony w Niemcy, a tylko przypadek
sprawil, ze nie doszlo do ofiar ani duzych strat materialnych. Polski
wątek po probie ataku na lotnisko w Lipsku. Podejrzany mogl dzialać w
Lod.pdf

Rosyjski dron uderzyl w pociag Kijow – Warszawa. PKP wydalo komunikat

Rosyjski dron uderzyl w pociag relacji Kijow – Warszawa Zachodnia jeszcze na
terytorium Ukrainy, zanim sklad zostal przejety przez PKP Intercity. Polski
przewoznik poinformowal, ze pociagiem podrozowalo 206 osob i wsrod
pasazerow nie bylo obywateli Polski. Najwazniejsza informacja jest taka, ze
w wyniku ataku nikt nie zostal ranny. Po zdarzeniu sklad kontynuowal podroz
i zostal przejety przez polska kolej z bardzo duzym opoznieniem wynoszacym
okolo 370 minut. Nastepnie znalazl sie na przejsciu granicznym w Dorohusku,
gdzie mial przejsc odprawe i ruszyc dalej w kierunku Warszawy. Atak na
pociag byl elementem kolejnej rosyjskiej fali uderzen na Ukraine.
Ukrainskie koleje panstwowe poinformowaly, ze rosyjski dron uderzyl rowniez
w stacje benzynowa w miejscowosci Jagodzin, polozonej w poblizu granicy z
Polska. W wyniku tego ataku zapalily sie dwie ciezarowki. Wicepremier i
minister obrony narodowej Wladyslaw Kosiniak-Kamysz przekazal, ze jeden z
rosyjskich dronow spadl zaledwie okolo kilometra od granicy z Polska, a
drugi okolo pieciu kilometrow dalej. Wedlug szefa MON byly to odrzutowe
drony Geran-5. W zwiazku z rosyjskim atakiem polskie sluzby podniosly
gotowosc. Mieszkancy wojewodztw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali nad
ranem alerty RCB informujace o rosyjskim ataku powietrznym na Ukraine oraz
o operowaniu polskiego lotnictwa. Nastepnie ostrzezenia trafily do
mieszkancow szesciu powiatow, miedzy innymi wlodawskiego, leczynskiego,
swidnickiego i chelmskiego. W tych rejonach uruchomiono rowniez syreny
alarmowe. Alert dotyczacy zagrozenia z powietrza trwal kilkadziesiat minut
i zostal odwolany okolo godziny 5 rano. Zdarzenie po raz kolejny pokazalo,
jak blisko polskiej granicy prowadzone sa rosyjskie ataki i jak szybko
sytuacja moze wymagac reakcji polskich sluzb. Dron uderzyl w pociąg
Kijow – Warszawa tuż przy granicy. PKP Intercity komentuje.pdf

Deportacje zamiast goscinnosci. Szwecja rozpoczela rewolucje

Szwecja przez lata uchodzila za jeden z najbardziej otwartych krajow Europy
wobec uchodzcow i migrantow, jednak w ostatnim czasie zaczela radykalnie
zmieniac swoje podejscie. Artykul pokazuje te zmiane na przykladzie
Hassana, syryjskiego uchodzcy, ktory przyjechal do Szwecji z rodzina.
Poczatkowo jego zycie w nowym kraju ukladalo sie bardzo dobrze. Rodzina
zamieszkala w regionie Skane niedaleko Malmo, Hassan znalazl prace w
fabryce, jego zona wrocila na studia, a czworka dzieci rozpoczela nauke w
szwedzkiej szkole. Dzieci uczyly sie jezyka, nawiazywaly znajomosci, a cala
rodzina stopniowo integrowala sie z lokalnym spoleczenstwem. Hassan
podkreslal, ze w poznawaniu szwedzkiej kultury pomagali mu takze sasiedzi.
Z czasem jednak sytuacja zaczela sie zmieniac. Szwecja zaczela wprowadzac
jedne z najsurowszych przepisow azylowych w Europie, odchodzac od
wczesniejszej polityki szeroko rozumianej goscinnosci. Coraz wiekszy nacisk
polozono na ograniczanie migracji oraz deportowanie osob, ktore nie
spelniaja nowych kryteriow pobytowych. Zmiana ta oznacza bardzo wyrazny
zwrot w polityce kraju, ktory przez dekady byl przedstawiany jako wzor
otwartosci wobec uchodzcow. Dla rodzin takich jak Hassan i jego bliscy
oznacza to wieksza niepewnosc co do przyszlosci i obawe, ze nawet
wieloletnie zycie, praca, nauka i integracja nie zawsze beda wystarczajaca
gwarancja pozostania w Szwecji. Deportacje zamiast gościnności. Szwecja
rozpoczęla rewolucję.pdf

Zarzad PKOl zdecydowal. To on zastapi Piesiewicza

Marian Kmita zostal wybrany przez zarzad Polskiego Komitetu Olimpijskiego
na osobe, ktora przejmie obowiazki prezesa po Radoslawie Piesiewiczu.
Posiedzenie zarzadu odbylo sie w Warszawie, a za kandydatura Kmity
zaglosowaly 43 osoby. Dziewiec glosow bylo przeciw, a jedna osoba
wstrzymala sie od glosu. Kmita, ktory jest dyrektorem ds. sportu w
Polsacie, ma pelnic obowiazki prezesa PKOl do konca obecnej kadencji, czyli
co najmniej do kwietnia 2027 roku. Jego wybor byl konieczny po tym, jak
Radoslaw Piesiewicz zostal zatrzymany i nie moze wykonywac swoich
obowiazkow. Zarzad skorzystal z zapisow statutu PKOl pozwalajacych
powierzyc funkcje prezesa jednemu z wiceprezesow w sytuacji, gdy
dotychczasowy szef organizacji nie jest w stanie pelnic swojej roli. Kmita
zapowiedzial, ze jednym z jego najwazniejszych zadan bedzie uporzadkowanie
sytuacji w Komitecie oraz rozpoczecie prac nad nowym statutem. Wedlug niego
obecne przepisy wymagaja gruntownej zmiany, poniewaz powinny jasno okreslac
zasady powolywania i odwolywania prezesa, aby w przyszlosci nie powtorzyla
sie sytuacja, w ktorej organizacja ma ograniczone mozliwosci reakcji.
Radoslaw Piesiewicz zostal zatrzymany pod koniec sierpnia przez
funkcjonariuszy CBA i doprowadzony do slaskiego wydzialu Prokuratury
Krajowej. Uslyszal zarzuty w sledztwie dotyczacym afery Zondacrypto.
Prokuratura wystapila o zastosowanie tymczasowego aresztu, a sad
zdecydowal, ze Piesiewicz pozostanie za kratami. Zmiana na stanowisku szefa
PKOl ma wiec przede wszystkim pozwolic organizacji normalnie funkcjonowac i
przygotowac ja do dalszych dzialan po kryzysie wywolanym ostatnimi
wydarzeniami. Marian Kmita przejmuje obowiązki prezesa PKOl. Zmieni
Radoslawa Piesiewicza – Eu.pdf

DETEKTYW

OSTATNI ROZDZIAL CIERPIENIA

Anna STRZELCZYK

Gdy radiowozy z piskiem opon wjechaly na ulice Lakocinska w Warszawie,
funkcjonariusze zobaczyli kilka przerazonych osob tloczacych sie w
samochodzie zaparkowanym przed jedna z posesji. Na pietrze, na balkonie,
siedzial Andrzej K. Nie probowal sie ukryc. Z rekoma nonszalancko opartymi
o barierke, z zainteresowaniem sledzil kroki policjantow, ktorzy ostroznie,
z bronia gotowa do uzycia, zblizali sie do niego. Nie drgnal nawet, gdy
padly pierwsze komendy. Na jego twarzy nie bylo strachu, raczej cos w
rodzaju chlodnej satysfakcji. Nagle siegnal po bron i zaczal strzelac.
Zaden z interweniujacych policjantow nie zostal jednak trafiony.

Na miejscu panowal chaos. Migajace swiatla karetek odbijaly sie w szybach
sasiednich domow, a w powietrzu unosil sie zapach dymu. Ratownicy medyczni
pochylali sie nad 19-letnim chlopakiem, ktorego ubranie przesiaklo krwia.
Na szczescie cios zadany mu nozem nie okazal sie az tak grozny, na jaki
wygladal. Dla jego matki, 42-letniej Agnieszki G., nie bylo ratunku. Kula z
broni czarnoprochowej odebrala jej zycie w kilka sekund.

Andrzej K. zostal zatrzymany chwile pozniej. Tymczasem strazacy walczyli z
ogniem. Plomienie trawily samochod oraz wiate obok domu, ktore Andrzej sam
podpalil chwile wczesniej. Wedlug ustalen sledczych wszystko, co wydarzylo
sie tego dnia, bylo jego planowana zemsta. Zemsta wymierzona w Agnieszke
G., kobiete, ktora, jak twierdzil, od lat nie dawala mu spokoju, dreczyla
go i odbierala mozliwosc normalnego zycia.

AGNIESZKA I ANDRZEJ

Ulica Lakocinska w Warszawie to krotka, cicha uliczka, ktorej spokoj
poteguje bliskosc rozleglego Cmentarza Brodnowskiego. Jeden z budynkow stoi
tuz przy jezdni, dzieki czemu jego fasada dobrze rzuca sie w oczy. Po lewej
stronie znajduje sie brama prowadzaca do ogrodu, prawa czesc przylega do
sasiedniej zabudowy, tworzac przejscie w glab posesji. Wejscie do domu
usytuowano od podworka, co nadaje miejscu bardziej kameralny charakter.

Na parterze, rozlozone w rownych odstepach cztery okna, nadaja elewacji
prosty rytm. Wyzej, na poddaszu, umieszczono dwa waskie okna i niewielki
balkon z metalowa balustrada. To wlasnie tam mieszkal Andrzej. Calosc
tworzy surowa, typowa dla starszych warszawskich domow zabudowe.

Na dole mieszkala Agnieszka G. z mezem Jaroslawem i synem Adrianem. Wkrotce
dolaczyla partnerka Adriana, a w czerwcu 2019 roku mlodzi zostali rodzicami
coreczki.

Andrzej K., rocznik 1955, przez wiekszosc zycia pracowal. Mechanik z
zawodu, rozwiedziony ojciec dwojki dzieci, w tamtym czasie pozostawal juz
bez zatrudnienia. W jego bezposrednim sasiedztwie zyla Agnieszka, kobieta,
zona, matka i babcia. Pomimo choroby nowotworowej, nie rezygnowala z pasji.
W dawnym budynku gospodarczym urzadzila pracownie, gdzie tworzyla dziela
artystyczne i gdzie, jak twierdzili sasiedzi, najbardziej czula sie soba.

Miedzy nia a Andrzejem od dawna jednak narastal konflikt. Dzielili
nieruchomosc, lecz nie sposob bylo podzielic sie wladza nad nia. Andrzej
czul, ze decyzje dotyczace domu zapadaja bez niego i Agnieszka w ogole nie
bierze pod uwage jego zdania. Sasiadka zazwyczaj dzialala samodzielnie.
Kazde z nich mialo inne pomysly, a dzielace ich roznice prowadzily do
potwornych klotni, wzajemnych pretensji i narastajacego z obu stron gniewu.

NIEDOCENIONY SPOLECZNIK

Zycie w tym domu toczylo sie w cieniu nieustannych sporow. Choc pod jednym
dachem mieszkali rozni ludzie, rodzina G., Andrzej K. i pani Barbara, tylko
ta ostatnia trzymala sie z dala od konfliktow. Reszta wiklala sie w
codzienne sprzeczki, ktore z czasem stawaly sie coraz ostrzejsze.

MIEDZY NAMI, SASIADAMI

Agnieszka przejela faktyczna kontrole nad nieruchomoscia. To ona decydowala
o remontach, zmianach i porzadku na posesji, a jej zdanie przewazalo nad
wszystkimi innymi. Wobec Andrzeja czesto okazywala lekcewazenie, traktujac
go jak kogos nieistotnego. Byc moze nie dostrzegala, ze takie zachowanie
podsyca w nim poczucie krzywdy i wrogosci.

Andrzej byl przekonany, ze to jego determinacja i starannie zbierane
dokumenty pozwolily doprowadzic do uzyskania prawa do budynku poprzez
zasiedzenie. Postrzegal siebie jako wspolautora tego sukcesu, ale w jego
oczach nikt tego nie docenil. Kiedy sprawa wlasnosci zostala
rozstrzygnieta, rodzina G. niemal natychmiast rozpoczela modernizacje.
Przestrzen, ktora uwazal za wlasna, zaczela byc stopniowo zajmowana przez
sasiadow i ich rzeczy. Andrzej odbieral to jako celowe wypychanie go z jego
miejsca.

Siostra probowala mu podsunac rozwiazanie: zwrocic sie do inspektorow
budowlanych. Sluchal jej rad i zlozyl skarge, liczac na wsparcie
instytucji. Odpowiedz urzednikow byla jednak dla niego bolesnym
rozczarowaniem. Uslyszal, ze dzialania Agnieszki sa zgodne z przepisami, a
ingerencja nie jest potrzebna. Dla Andrzeja byl to sygnal, ze w oczach
panstwa jego glos nic nie znaczy. W ten sposob poczucie niesprawiedliwosci
jeszcze bardziej sie w nim utrwalilo.

SPOR O SZAMBO

Spory o wspolna posesje mialy wiele odslon, a jednym z najostrzejszych
punktow zapalnych okazalo sie szambo, ktore Andrzej postawil bez wymaganych
zezwolen. Dla Agnieszki byl to dowod lekcewazenia prawa, o czym glosno
mowila i co wielokrotnie mu wypominala. Konflikt, i tak narastajacy od lat,
wyraznie sie zaostrzyl, gdy w marcu 2019 roku Andrzej musial wyjechac, by
zajac sie chora matka. Podczas jego nieobecnosci rodzina G. zdecydowala sie
rozebrac stojace na podworku budynki gospodarcze nalezace do niego. Kiedy
11 lipca wrocil i zobaczyl, ze po zabudowaniach nie ma sladu, poczul, ze
zostal calkowicie odsuniety od decyzji dotyczacych domu. W jego oczach byla
to jawna demonstracja, ze jego zdanie nie ma zadnego znaczenia.

Dodatkowym uderzeniem byla informacja, ze juz kolejnego dnia na posesji ma
sie pojawic inspektor budowlany. Zawiadomila go Agnieszka, chcac oficjalnie
zglosic sprawe nielegalnie wybudowanego przez Andrzeja szamba. Mezczyzna
odebral to jako probe podwazenia jego praw, a nawet ostateczne wykluczenie
z grona wspolwlascicieli.

Dotad nie mial zatargow z prawem, uchodzil za czlowieka spokojnego i
skrytego. Karta karna pozostawala czysta, a sasiedzi opisywali go raczej
jako introwertyka niz awanturnika. Jednak za ta pozorna powsciagliwoscia od
dawna krylo sie narastajace poczucie krzywdy i bezsilnosci wobec Agnieszki
G. Spory o wspolne podworko i sposob korzystania z nieruchomosci przy ulicy
Lakocinskiej z biegiem czasu stawaly sie coraz gwaltowniejsze. Ostatecznym
pretekstem do kolejnej awantury stala sie komorka, ktora rodzina G.
wzniosla bez konsultacji. To w niej trzymali farby i rozpuszczalniki, co
dla Andrzeja bylo nie tylko niedopuszczalne, ale i niebezpieczne. Tym razem
napiecie przerodzilo sie w otwarty, wyjatkowo burzliwy konflikt.

ZASTRZELONA KOBIETA

W piatek, 12 lipca 2019 roku, tuz po godzinie 11, dyzurny policji odebral
dramatyczny telefon. Zgloszenie dotyczylo strzalow, ktore padly w jednym z
domow przy ulicy Lakocinskiej w Warszawie. Kiedy patrol dotarl na miejsce,
okazalo sie, ze doszlo do tragedii. W budynku znaleziono kobiete, ktorej
zycia nie udalo sie juz uratowac.

Kilka minut pozniej, o godzinie 11.18, straz pozarna odebrala kolejne
wezwanie, bo w ogniu stanal samochod zaparkowany obok wiaty na tej samej
posesji, na ktorej padly strzaly. Cztery zastepy strazy pozarnej pojawily
sie na miejscu i ugasily plomienie, zanim rozprzestrzenily sie na kolejne
zabudowania. Ulica, na co dzien cicha i spokojna, w jednej chwili zamienila
sie w epicentrum dramatycznych wydarzen.

Policjanci zatrzymali 64-letniego mezczyzne. Byl to Andrzej K., a
zastrzelona kobieta byla Agnieszka G., jego sasiadka, z ktora od dawna nie
potrafil dojsc do porozumienia w sprawach dotyczacych wspolnej
nieruchomosci.

Na miejscu natychmiast rozpoczeto czynnosci pod nadzorem prokuratora.
Zeznania swiadkow i pozniejsze wyjasnienia sprawcy pozwolily odtworzyc
przebieg wydarzen. Andrzej K. nie probowal zaprzeczac. Przyznal, ze tego
dnia swiadomie zabral ze soba bron i liczyl sie z tym, ze moze jej uzyc
przeciwko Agnieszce. Tlumaczyl, ze kobieta od dluzszego czasu go
oczerniala. Tego dnia na miejscu znajdowal sie inspektor nadzoru
budowlanego, ktory pojawil sie na wniosek kobiety i mial przeprowadzic
inspekcje szamba nalezacego do Andrzeja. Podczas spotkania z urzednikiem
specjalnie chciala go przedstawic w zlym swietle. Wedlug jego relacji,
trzymala wtedy na rekach lalke, udajac, ze to jej wnuczka, by wywolac
wrazenie, ze nielegalnie wybudowane szambo zagrazalo najmlodszym.

ZEMSTA Z BEZSILNOSCI

Dla Andrzeja K. piatek 12 lipca 2019 roku, okazal sie dniem, w ktorym
nagromadzona przez lata wrogosc znalazla swoj tragiczny final. W pewnym
momencie wyciagnal spod kurtki bron czarnoprochowa i otworzyl ogien do
Agnieszki G. Kobieta, zaskoczona i przerazona, probowala uciec do srodka
domu. Na jej drodze stanal 19-letni syn Adrian, chcac zaslonic matke przed
sasiadem. Podczas szarpaniny zostal raniony nozem. Andrzej pozniej
twierdzil, ze nie chcial go skrzywdzic, a jedynie nastraszyc.

Agnieszce nie udalo sie ukryc. Napastnik dogonil ja przy drzwiach, wsunal
lufe miedzy framuge a drzwi i oddal smiertelny strzal. Kobieta runela na
podloge, ginac na miejscu.

Mimo odniesionych obrazen Adrian zdolal wydostac sie z budynku. Niosl na
rekach swoja malenka coreczke, rozpaczliwie szukajac partnerki, ktora juz
wczesniej, widzac plonacy samochod i slyszac strzaly, wybiegla z domu. Cala
rodzina w poplochu ukryla sie w aucie nalezacym do urzednika nadzoru
budowlanego, ktory tego dnia przyjechal, by skontrolowac szambo wzniesione
przez Andrzeja.

Ratownicy medyczni przewiezli Adriana do szpitala. Lekarze uspokajali, ze
jego obrazenia nie sa zagrazajace zyciu, a stan zdrowia pozostaje stabilny.
Tymczasem sprawca, jakby w transie, kontynuowal swoj plan zemsty. Wyszedl
na podworze i podpalil samochod Agnieszki oraz stojaca nieopodal wiate. Gdy
ogien objal zabudowania, wrocil do swojego mieszkania. Usiadl na balkonie,
jakby czekal na dalszy bieg wydarzen. Tam wlasnie odnalezli go policjanci.

ZBRODNIA BYLA PLANOWANA

Prokuratura nie miala watpliwosci, ze sprawa wymaga natychmiastowych
dzialan, dlatego niemal od razu zwrocila sie do sadu z wnioskiem o
zastosowanie wobec Andrzeja K. tymczasowego aresztu. Sedzia przychylil sie
do tego. Dla 64-latka oznaczalo to dlugie miesiace spedzone w izolacji, a w
dalszej perspektywie grozbe najciezszego z mozliwych wyrokow – kary
dozywotniego pozbawienia wolnosci.

Zarzuty, jakie na nim ciazyly, byly niezwykle powazne: zabojstwo Agnieszki
G., usilowanie zabojstwa jej bliskich, a ponadto nielegalne posiadanie
broni i materialow wybuchowych, ktore ujawniono podczas przeszukania jego
mieszkania.

Wiesc o tragedii wstrzasnela cala okolica. Sasiedzi, ktorzy na co dzien
widywali zarowno Andrzeja, jak i rodzine G., dlugo nie potrafili pogodzic
sie z tym, ze narastajacy przez lata konflikt doprowadzil do takiej
eskalacji przemocy. Bliscy zamordowanej rowniez nie mogli uwierzyc w to, co
sie wydarzylo. Matka Agnieszki, a jednoczesnie babcia rannego 19-latka, w
rozmowie z dziennikarzami podkreslala, ze jej corka byla osoba niezwykle
pracowita i oddana rodzinie. Troszczyla sie o dom, bliskich i wnuczke, a
mimo choroby nowotworowej wciaz starala sie normalnie funkcjonowac.

– Zyla krotko, ale intensywnie i nigdy nie odwrocila sie od najblizszych –
mowila, nie kryjac bolu.

Choc dla wielu sasiadow wydarzenia z 12 lipca byly szokiem, niektorzy
przyznawali pozniej, ze napiecie w kamienicy narastalo od dawna. Czeste
klotnie, zlosliwosci i wzajemne oskarzenia stanowily codziennosc. Dopiero
po tragedii zaczeto glosniej mowic o tym, ze istnialo wiele sygnalow
ostrzegawczych, ktore zwiastowaly dramat.

Sam Andrzej K. nie staral sie uciekac od odpowiedzialnosci. Od pierwszych
chwil po zatrzymaniu przyznawal sie do winy i nie probowal ukrywac, ze
dzialal z premedytacja. Jego wyjasnienia byly pelne pretensji i poczucia
krzywdy, ale rownoczesnie potwierdzaly szczegoly przebiegu zbrodni. Podczas
przesluchan w prokuraturze i pozniej przed sadem utrzymywal, ze decyzja o
siegnieciu po bron dojrzewala w nim od dawna. Czul sie pomijany,
marginalizowany, a jego prawa, jak twierdzil, byly systematycznie
lekcewazone.

W jego relacji szczegolne znaczenie mialy wydarzenia z miesiecy
poprzedzajacych tragedie. Wyjechal wtedy do matki, ktora potrzebowala
opieki. Gdy po kilku miesiacach wrocil na ulice Lakocinska, nie poznal
swojego otoczenia. Budynki gospodarcze, ktore uwazal za swoja wlasnosc,
zniknely. Czesc przedmiotow nalezacych do niego zostala wyrzucona, a reszte
potraktowano jak niepotrzebne graty.

Dla sledczych wszystkie te okolicznosci stanowily tlo, ktore wyjasnialo
motywy sprawcy, ale nie moglo stanowic usprawiedliwienia. W ocenie
prokuratury Andrzej K. przez lata gromadzil w sobie gniew, ktory
ostatecznie przerodzil sie w dramat o najtragiczniejszych skutkach.

TLUMACZENIE ANDRZEJA

Punktem zwrotnym w dlugoletnim konflikcie okazala sie sprawa szamba.
Andrzej K. samowolnie je wybudowal, a gdy Agnieszka G. zawiadomila
inspektorat budowlany i na posesji pojawil sie urzednik, mezczyzna stracil
panowanie.

Juz wczesniej gromadzil niebezpieczne materialy, takie jak butelki z
benzyna, prymitywne ladunki z czarnym prochem i metalowymi rurami. W dniu
kontroli wyszedl z mieszkania uzbrojony w rewolwer z zapasowym bebenkiem
oraz noz.

Podczas rozmowy Agnieszki z inspektorem wyciagnal bron i oddal w jej
kierunku kilka strzalow. Twierdzil pozniej, ze fragmenty zajscia zatarly mu
sie w pamieci, ale przyznal, ze zatrzymal uciekajacego urzednika, a wkrotce
potem stanal naprzeciw syna kobiety. Pociagnal za spust, jednak rewolwer
byl pusty, wiec siegnal po noz. W wyjasnieniach przekonywal, ze nie chcial
chlopaka skrzywdzic, a jedynie “odstraszyc”.

Po ataku podpalil szope i samochod sasiadki, korzystajac z wczesniej
przygotowanych butelek z benzyna. Zdetonowal tez jeden z ladunkow rurowych
w domu, lecz kolejne nie zadzialaly. Chwile pozniej na miejscu pojawila sie
policja i zatrzymala go bez wiekszego oporu.

Andrzej K. tlumaczyl, ze nie mogl dluzej znosic prowokacji. Opowiadal o
zamalowywaniu jego lampek, wyrzucaniu narzedzi, usuwaniu plyt chodnikowych
czy rozebraniu w czasie jego nieobecnosci budynkow gospodarczych nalezacych
do niego. Czul sie pozbawiony prawa glosu, traktowany jak intruz we wlasnym
domu.

Jeszcze kilka lat wczesniej uchodzil za sasiada spokojnego i pomocnego. Z
czasem stawal sie coraz bardziej ponury, milczacy i zgorzknialy. Jak
wspominal jeden z mieszkancow kamienicy, w dniu tragedii jego spojrzenie
nie przypominalo juz zwyklego gniewu, bylo w nim cos, co wygladalo jak
obled.

ZARZUTY

Po zakonczeniu sledztwa akt oskarzenia przeciwko Andrzejowi K. objal piec
zarzutow zwiazanych z wydarzeniami z 12 lipca 2019 roku na ulicy
Lakocinskiej w Warszawie.

Pierwszy zarzut dotyczyl zabojstwa Agnieszki G.: jak ustalono, oskarzony
strzelal z broni czarnoprochowej, powodujac wielokrotne rany postrzalowe
tulowia i przedramienia z uszkodzeniem istotnych narzadow wewnetrznych (m.in.
pluca, serca, watroby, jelita grubego) oraz masywny krwotok, ktory
doprowadzil do smierci pokrzywdzonej.

Drugi punkt aktu oskarzenia to usilowanie zabojstwa Adriana G.: zarzucono
mu oddanie strzalu w kierunku mezczyzny oraz zadanie ciosow ostrym
narzedziem w okolice podzebrowa i podbrzusze, ktore spowodowaly rany klute
penetrujace tulowie i naruszenie czynnosci organow, choc nie doprowadzily
do zgonu dzieki udzielonej pomocy medycznej.

Trzeci zarzut obejmowal zniszczenie mienia poprzez podpalenie: oskarzony
mial podpalic drewniany budynek gospodarczy oraz samochod osobowy, a
ponadto zdetonowac urzadzenie wybuchowe w pomieszczeniu mieszkalnym,
powodujac zniszczenia wyposazenia i konstrukcji sufitu. Szkody wyceniono
lacznie na okolo 21,4 tys. zl.

Czwarty zarzut dotyczyl nielegalnego wytwarzania i posiadania materialow
wybuchowych i zapalajacych: w toku postepowania zabezpieczono trzy rurowe
ladunki wypelnione prochem czarnym oraz co najmniej trzy butelki zapalajace
z benzyna i srodkiem zracym, a takze niewielkie ilosci mieszanin
pirotechnicznych (azotan potasu, siarka, wegiel, cukier).

Piaty zarzut obejmowal nielegalne posiadanie amunicji i jej czesci:
znaleziono m.in. naboj sygnalowy kal. 26 mm, dwa naboje karabinowe kal.
7,92 mm Mauser, luske z nieodstrzelona splonka oraz niewielka ilosc
fabrycznego prochu bezdymnego.

Lacznie zarzuty obejmowaly przestepstwa o bardzo powaznym charakterze. Od
zabojstwa i usilowania zabojstwa po czyny zwiazane z materialami
wybuchowymi i amunicja.

PROCES

Andrzej K. przed sadem przyznal sie do zarzutow i szczegolowo opisywal
swoje dzialanie. Mowil, ze w chwili ataku uwazal, by nie trafic
przypadkowych osob. Czekal, az przejedzie tramwaj i auto, po czym otworzyl
ogien do Agnieszki G. Twierdzil, ze strzelal, dopoki nie skonczyla sie
amunicja, a ostatni pocisk padl, gdy kobieta lezala juz na ziemi. W swoich
wyjasnieniach mieszal wersje dotyczace obecnosci dziecka. Raz twierdzil, ze
je zauwazyl, innym razem sugerowal, ze to byla raczej lalka niz niemowle.

Adrian G., syn ofiary i jednoczesnie ranny swiadek, przedstawil dramatyczny
obraz tamtych chwil. Opowiadal, ze matka trzymala jego trzytygodniowa
coreczke podczas wizyty inspektora budowlanego, gdy nagle Andrzej wyciagnal
bron i zaczal strzelac. Wedlug niego strzaly padly, gdy matka probowala
uciec do pracowni. On sam w panice odlozyl przejete od niej wczesniej
dziecko, szukal kluczy i probowal zamknac drzwi, po czym zostal ranny.
Zlozyl tez relacje o tym, jak sprawca zagrozil inspektorowi, przykladajac
bron do jego szyi. Po ataku trafil do szpitala i wiele szczegolow pamieta
jedynie fragmentarycznie.

Srodowisko rodzinne i sasiedzkie potwierdzilo dlugotrwale napiecia. Ojciec
Adriana przyznal, ze znal drobne sprzeczki miedzy rodzina a Andrzejem, ale
nie spodziewal sie takiej eskalacji. Siostra oskarzonego, Alina Sz.,
probowala przedstawic brata jako czlowieka stopniowo poddawanego presji.
Opisywala telefoniczne i SMSowe napomnienia od Agnieszki, nakazy dotyczace
porzadku na posesji i rozbieranie nalezacych do niego zabudowan podczas
jego nieobecnosci. Twierdzila, ze przekonywala go, by szukal pomocy
prawnej, lecz on zwlekal.

Wanda S., sasiadka znajaca Andrzeja od dekad, potwierdzila zmiane jego
charakteru. Z pomocnego i towarzyskiego stal sie ponury i nerwowy. Z jej
relacji wynika, ze ostry zwrot nastapil po remoncie i dzialaniach Agnieszki
w czasie nieobecnosci Andrzeja, kiedy rozebrano jego budynki gospodarcze i
usunieto przechowywane tam rzeczy.

Oskarzony tlumaczyl przed sadem, ze przez lata czul sie marginalizowany.
Urzedy jego zdaniem wspieraly sasiadow, a on nie mial wplywu na decyzje
dotyczace wspolnej posesji. To przekonanie, polaczone z rosnaca frustracja
i konfliktem o szambo i inne drobne spory, doprowadzilo go do decyzji, by
“zalatwic sprawe inaczej”. Przyznal, ze wyszedl tego dnia z rewolwerem z
zamiarem pozbawienia zycia sasiadki. Chcial sie zemscic za lata udreki.

SUROWY WYROK

Sad uznal Andrzeja K. za winnego i skazal go na 25 lat wiezienia. Wszystkie
zarzuty zostaly utrzymane, z zastrzezeniem, ze w odniesieniu do Adriana sad
zakwalifikowal jego dzialanie jako z zamiarem ewentualnym, nie zas
bezposrednim pozbawieniem zycia. Poza kara wiezienia orzeczono wobec
oskarzonego obowiazek wyrownania czesci szkod (okolo 21 tys. zl) oraz
wyplate zadoscuczynien w lacznej wysokosci 140 tys. zl.

Wyrok potwierdzil sad apelacyjny, ktory wskazal, ze oskarzony konsekwentnie
interpretowal kazde zachowanie pokrzywdzonej jako wymierzone przeciwko
niemu. W swoich relacjach Andrzej mowil o Agnieszce w slowach nacechowanych
pogarda.

– To nie byly awantury, to byly takie monologi, kiedy pani G. mnie dopadala
po prostu i byla jak ratlerek – mowil przed sadem. – Ja sie od niej
odwracalem, a ona jak ratlerek szczekala. Zachwalala do urzednika, ze maja
lepsze szambo i zaczela odstawiac teatr, juz tego nie wytrzymalem.

Nawet w apelacji nie wycofal sie z tych slow – wrecz przeciwnie, powtarzal
przekonanie o bezpodstawnosci praw rodziny pokrzywdzonej do posesji i
stwierdzil, ze “gdyby nawet cofnac czas, to zrobilbym to samo – strzelilbym
jeszcze raz”.

Jego uwagi o “postraszeniu” i “ukluciu nozem” dopelnialy obrazu dzialania
swiadomego i intencjonalnego, a nie jedynie przypadkowego czy chaotycznego.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek �sMARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek �sMARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT:

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

�sWspomoz nas!”

teskty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty
Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl.