Dzien dobry – tu Polska – 14.10.2024

DZIEN DOBRY – TU POLSKA GAZETA MARYNARSKA Imienia Kpt. Ryszarda Kucika (Rok
XXIV nr 284) (67524) 14 pazdziernika 2024r.

DZIEN DOBRY – TU POLSKA

SPORTOWY WEEKEND

13 pazdziernika 2024r.

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA

-“Polacy krecacy sie w kolko, Portugalczycy nie dali im szans”-

Rafal Stec

Pilkarze Michala Probierza przegrali w Lidze Narodow 1:3, ale za
osiagnietym na Stadionie Narodowym suchym wynikiem kryla sie olbrzymia
przewaga gosci.

Chyba jeszcze nigdy nie wystarczylo dokonac tak niewiele, by zagrac w
doroslej reprezentacji Polski.

Maximillian Oyedele to sensacja jesieni, jego kariera – na razie krociutka
– rozwija sie w oblednym tempie. Kilka tygodni temu slyszeli o nim tylko
zajadli kibice Legii i milosnicy futbolu juniorskiego, bo z seniorami
pokopal tylko troche w czwartej lidze angielskiej. 28 wrzesnia zadebiutowal
w podstawowym skladzie warszawskiego klubu w meczu z Gornikiem Zabrze; 3
pazdziernika walczyl juz w Lidze Konferencji z Betisem Sewilla; 12
pazdziernika stanal naprzeciwko Portugalczykow, ktorzy gwiazdorza w
Champions League. Skok w nadprzestrzen.

Trener Michal Probierz podjal tym wieksze ryzyko, ze urodzony w brytyjskim
Salford syn Polki i Nigeryjczyka pelni odpowiedzialna funkcje defensywnego
pomocnika – biega we wrazliwej na bledy czesci boiska, ma stanowic zywa
tarcze oslaniajaca srodek defensywy. Oyedele nie wygladal jednak na
speszonego. Gral rozwaznie, dokladnie, w sprzyjajacych okolicznosciach
podawal do przodu, czyli zwracal uwage zaletami na jego pozycji
fundamentalnymi. I raczej nie popelnial bledow. Nawet gdy nie wyszedl mu
strzal z dystansu, to zamienil go w celne zagranie w pole karne.

To byl do pewnego momentu wystep przyzwoity, ale bez przesady – jak wszyscy
nie atakowal przeciwnikow zbyt agresywnie, wsrod Polakow wlasciwie nie
wyroznial sie nikt, przez wiekszosc czasu biernie przygladali sie, jak
rywale spokojnie przesuwaja pilke ze skrzydla na skrzydlo, dryblowali.
Tempa nie forsowali, sprawiali wrazenie przekonanych, ze gol jest kwestia
czasu.

I juz w 26. minucie obejrzelismy najpiekniejsza scene wieczoru.
Trzypodaniowa, pelna subtelnego wdzieku kombinacje, ze sprytnym
dosrodkowaniem Rubena Nevesa, asysta stojacego tylem do bramki Bruno
Fernandesa oraz uderzeniem Bernardo Silvy, dzieki ktoremu goscie objeli
prowadzenie.

W sobote minal rok od debiutu Michala Probierza w roli selekcjonera
reprezentacji i z punktu widzenia uzyskiwanych wynikow byl to czas rozbity
na dwa odmienne etapy. Dopoki polscy pilkarze mierzyli sie ze slabymi lub
przecietnymi rywalami albo grali towarzysko, wygladali przyzwoicie –
blysneli wrecz dawno niewidziana seria osmiu meczow bez porazki. Kiedy
jednak nastaly powazniejsze wyzwania, jak mistrzostwa Europy, i pojawili
sie powazniejsi przeciwnicy, nastapil powrot do sredniej – od tamtej pory
pokonali tylko Szkocje (w Lidze Narodow), i to dosc szczesliwie. W ostatnim
meczu, z Chorwatami, dlugimi okresami sprawiali wrazenie niedouczonych
gimnazjalistow rzuconych na kadre uniwersytecka. Minimalne 0:1 nie oddawalo
roznicy dzielacej obie druzyny.

Portugalczycy tez przylecieli do Warszawy jako zdecydowani faworyci – sa
bodaj najwydajniejsza fabryka talentow wsrod malych nacji europejskich, w
ich reprezentacyjnej szatni tlocza sie zawodnicy Manchesteru City i
Liverpoolu, Chelsea i Paris Saint-Germain, Milanu i Juventusu itd.
Wyrafinowana kultura futbolowa, dla nas absolutnie niedostepna.

A jednak Polacy akurat z nimi wlasciwie zawsze nawiazywali walke. Po
niezapomnianym zwyciestwie w 2008 roku, do ktorego natchnal druzyne Leo
Beenhakker, czterokrotnie remisowali – przypomnijmy: z potentatem celujacym
w medal na kazdej imprezie – i tylko raz przegrali, 2:3. Bilans poltorej
dekady byl idealnie rowny (8:8 w bramkach), nawet w najwazniejszym starciu,
w cwiercfinale Euro 2016, nasi pilkarze padli dopiero w konkursie rzutow
karnych.

Teraz zarowno trener Probierz, jak i jego wybrancy rowniez mowili o
sobotnim meczu smialo, obiecywali postawe ambitniejsza niz gra o
przetrwanie. Niestety, nawet nie probowali. Nie wykazywali zadnej
inicjatywy, nie chcieli intensywniej naciskac rywali, nie zareagowali nawet
na gola. Tym razem Portugalia totalnie dominowala, miala przewage
znaczniejsza niz w jakimkolwiek z przywolywanych wyzej meczow rozegranych z
Polska w ostatnich kilkunastu latach.

Kiedy na 2:0 podwyzszyl Cristiano Ronaldo – jeszcze przed przerwa, w
pierwszej polowie trafil takze w poprzeczke – stalo sie jasne, ze
gospodarzy moze ocalic tylko roztargnienie gosci. Polacy rozgrywali co
najwyzej akcje niepelne, bo jesli porwali sie na jedno lub dwa zagrania z
sensem, to natychmiast dokladali byle jakie. To bylo zderzenie
dezorganizacji z beznamietnym wykonywaniem rutynowego zadania przez
pilkarzy, ktorzy nie musza sie specjalnie wysilac, odpoczywaja od
wycienczajacych batalii toczonych weekend w weekend – lub jeszcze czesciej
– w najsilniejszych ligach swiata.

Nadal nie widac wiec poszlak pozwalajacych podejrzewac, ze reprezentacja
sie rozwija. Ba, jesli przypomnimy sobie przeblyski z Euro 2024 – zwlaszcza
te z inauguracyjnego spotkania z Holandia – to wypada raczej postawic teze,
iz marnieje. Zapada na stagnacje, nijakosc, zadowolenie sie byle czym. Na
sredniakow napada, podejmuje walke i osiaga efekty, natomiast w zderzeniu z
naprawde jakosciowym przeciwnikiem nie ujawnia jakiegokolwiek pomyslu na
rzucenie mu wyzwania.

Owszem, obecny selekcjoner stanowi skrajne przeciwienstwo swojego
poprzednika. Fernando Santos byl w swoich wyborach bierny, hierarchizowal
pilkarzy wedlug pozycji rynkowej i po prostu powolywal tych, ktorzy
reprezentuja najsilniejsze kluby zagraniczne. Probierz manewruje wrecz
nadaktywnie – przeczesuje nawet murawy wybitnie egzotyczne, poprzedniej
jesieni wpuscil do reprezentacji obronce z trzecioligowego wloskiego Spal.
Niestety, prawdopodobnie przezywa rozczarowanie za rozczarowaniem, poniewaz
wiekszosc nowicjuszy znika po jednym, dwoch zgrupowaniach. I blyskawicznie
zapominamy o ich istnieniu – patrz chocby wlasnie Patryk Peda, obronca
wyjety z prowincji w Italii.

Odkad PZPN oddal kadre Probierzowi, zadebiutowalo w niej 14 pilkarzy, czyli
srednio w kazdym meczu patrzymy na nowa twarz. Przyszlosc ostatnich
nowicjuszy – Oyedele oraz Michaela Ameyawa – pozostaje zagadka, ale na
razie bilans wydobywania talentu jest tylko ciut okazalszy od
beznadziejnego. Rokuje jeden Kacper Urbanski, dojrzewajacy we wloskiej
Bolonii – to jego solowemu rajdowi zawdzieczamy w sobote kontaktowego gola,
wbitego Portugalii przez Piotra Zielinskiego. Epizod, ktory na chwile
oslodzil gorzki wieczor, zreszta rywale wkrotce uspokoili sytuacje,
odzyskujac dwubramkowa przewage. Nasza druzyna na razie kreci sie w kolko i
trudno ustalic, w jakim kierunku wlasciwie zmierza.

Polska – Portugalia 1:3 (0:2): Zielinski (78.) – Bernardo Silva (28.),
Ronaldo (37.), Bednarek (88., samoboj). Sklad Polakow: Skorupski –
Walukiewicz (46., Kiwior), Bednarek, Dawidowicz – Frankowski, Szymanski
(84., Piatek), Oyedele (66., Moder), Zielinski, Zalewski (76., Ameyaw) –
Swiderski (76., Urbanski), Lewandowski.

W innym meczu grupy Szkocja ulegla na wyjezdzie 1:2 Chorwacji, ktora Polacy
podejma na Stadionie Narodowym we wtorek o godz. 20.45.

-“Polska – Portugalia 1:3. Dlaczego pilka nas meczy, zamiast laczyc”-

Dariusz Wolowski

To bylo spotkanie dwoch odleglych cywilizacji pilkarskich, po ktorym
pozostala obawa: czy ta mniej rozwinieta zrozumiala z niego cokolwiek.

Zblizenie kamer na bezradna twarz Jana Bednarka mowilo wszystko. Na dwie
minuty przed koncem meczu obronca Southampton wpakowal pilke do bramki
Lukasza Skorupskiego, konczac polski sen o remisie, ktory trwal rowno 10
minut. Punkt wywalczony z druzyna tej klasy co Portugalia bylby
zdecydowanie ponad stan druzyny prowadzonej przez Michala Probierza – jego
smak mogl byc jednak podwojnie slodki. Pilka nozna to sport, w ktorym nawet
roznice dwoch klas w umiejetnosciach udaje sie czasem zrownowazyc ambicja,
determinacja, dobra organizacja gry i masa szczescia. Szczescie odwrocilo
sie od Bednarka nie po raz pierwszy.

Nie tylko Bednarek byl temu winny. Pilkarska reprezentacja Polski juz od 3.
minuty przestala nadazac za rywalem, tak w sensie przenosnym jak i
doslownym. Kiedy Rafael Leao wlaczal turbo na lewym skrzydle, Przemyslaw
Frankowski i Sebastian Walukiewicz wznosili bezradne modly, by skrzydlowy
Milanu pomylil sie przy podaniu do srodka pola karnego. Leao to pilkarz
szybszy niz wiatr halny, ale jednak chaotyczny. Kiedy w meczach na
najwyzszym poziomie rywale odbiora mu miejsce do gry, przestaje byc az tak
grozny. Polacy tego nie umieli. Byli za kazdym razem o dwa kroki za wolni.
Dawno nie mial Leao takiego komfortu pracy.

Nie tylko on, bo cala polska druzyna nie potrafila wywrzec na
Portugalczykow odpowiedniej presji. A tylko wtedy mozna odebrac pilke
rywalom tak dobrze zorganizowanym i wyszkolonym technicznie. Grali pilkarze
Roberto Martineza tak, jak chcieli, do przerwy strzelili dwie bramki jak na
sparingu. I dopiero pod koniec meczu zgrzeszyli pewnoscia siebie, a Piotr
Zielinski wykorzystal ich blad. W 78. min bylo juz tylko 1:2 – dla polskich
pilkarzy to musial byc silny impuls, by w ostatnich minutach odebrac
Portugalczykom bezdyskusyjnie panowanie na boisku. I wlasnie wtedy Bednarek
poslal pilke do wlasnej bramki.

To byl mecz dwoch predkosci, starcie odleglych cywilizacji pilkarskich, z
ktorych jedna zabawiala sie czesto kosztem drugiej. Na swoje
usprawiedliwienie selekcjoner Michal Probierz moglby powiedziec, ze gdyby
on i Roberto Martinez zamienili sie miejscami, gra wygladalaby dokladnie
tak samo. Wyzszosc Portugalczykow byla bezdyskusyjna przed wyjsciem na
boisko i po zejsciu z niego. Dla nich futbol jest czym innym niz dla
wiekszosci graczy Probierza.

Nie chodzi o to, by rozdrapywac rany po porazce, ale wyciagnac wnioski.
Polscy pilkarze nie beda panowali nad pilka z wdziekiem latynoskim, ale sa
dowody z przeszlosci, ze nie kazdy mecz z rywalem tej klasy musi wygladac
jak ten sobotni. 30 czerwca 2016 roku w cwiercfinale Euro 2016 bylo
zupelnie inaczej, choc Michal Pazdan, Artur Jedrzejczyk, czy Krzysztof
Maczynski wcale nie mieli wyzszej pozycji zawodowej niz Bednarek,
Walukiewicz i Pawel Dawidowicz. Po prostu druzyna Adama Nawalki byla inna.
120 minut zacieklej walki i dramat rzutow karnych zapisaly sie w historii,
zwlaszcza, ze zaledwie dziesiec dni pozniej Cristiano Ronaldo i jego
koledzy odbierali zlote medale w Paryzu.

Przez nastepne osiem lat Portugalczycy potrafili utrzymac poziom,
reprezentacja Polski zachowywala sie za to jak siekiera rzucona do wody.
PZPN wymyslil na to tylko taki sposob, by zatrudnic na stanowisku
selekcjonera Fernando Santosa. Zanim Portugalczyk polapal sie w realiach
naszej pilki, zostal antybohaterem narodowym i szkodnikiem. Obcokrajowcy
sluza polskiej mysli szkoleniowej glownie po to, by utwierdzic ja w
przekonaniu, ze sama da sobie rade. Jak sobie daje? Widzielismy wczoraj.
Pilka wciaz nas meczy, zamiast laczyc.

-Sobotni mecz naszej futbolowej reprezentacji z Portugalia byl
doswiadczeniem niezwyklym. Zdebialem, zanim sie zaczal – gdy wloczylem sie
pod Stadionem Narodowym. [Z cyklu “A JEDNAK SIE KRECI”].Rafal Stec

Na boisku dzialo sie przewidywalnie. Polacy jak zwykle przyjeli
faworyzowanych rywali z legendarna w naszej zagrodzie goscinnoscia, nie
naprzykrzali sie nadmiarowa checia do odebrania im pilki, wiec odprezony
nasluchiwalem, czy aby w trakcie gry nie podpytuja Portugalczykow, czy nie
mogliby zrobic jeszcze czegos, co umili wieczor dostojnym przybyszom. Chyba
nie podpytywali, bo prawdopodobnie wychwycilbym wszystko – ludzie obecni na
trybunach naszego galowego obiektu rowniez zachowywali sie typowo, reagujac
leniwie, po cichutku, jakby sie obawiali, ze jesli podniosa glos, to trener
Michal Probierz poprosi o spokoj. Warszawski kolos pozostaje stadionem
niemal bezszmerowym, wypelnionym widownia spogladajaca na boisko w
skupieniu jak z nocnego czuwania w kosciele.

Kibice wezbrali entuzjazmem dwukrotnie. Po golu, ktorego strzelil Piotr
Zielinski, oraz wczesniejszym, wbitym przez Cristiano Ronaldo – radosci nie
zamanifestowali wszyscy, ale nie ulega watpliwosci, ze mnostwo widzow
ucieszylo sie, docenilo, mialo frajde. Dopiero drugi raz w zyciu na meczu
polskiej reprezentacji na polskim stadionie zetknalem sie z ewidentnym,
gromadnym sprzyjaniem tlumu przeciwnikowi. Poprzednio ujrzalem to zjawisko
w posepnej erze trenera Waldemara Fornalika, gdy zrozpaczona bylejakoscia
wszystkiego publika oszalala ze szczescia w trakcie kontrataku
wyprowadzanego przez amatorow z San Marino.

Inne sceny, ktore uczynily widowisko polsko-portugalskie nadzwyczajnym,
byly juz absolutnie bezprecedensowe. Nigdy wczesniej nie mijalem pod
warszawskim stadionem grupek fetujacych rywala – teraz kilkakrotnie
rozbrzmialo choralne “Cristiano, Cristiano”. Nigdy nie slyszalem, by
glownym tematem rozmow byl przeciwnik – teraz wtloczylo mi sie do uszu
westchnienie pani w srednim wieku (stalismy zablokowani przez policje, na
stadion wjezdzaly limuzyny oficjeli), ze jesli jakims cudem wpadnie na
Ronaldo, to “rzuci mu sie na szyje”. Nigdy wczesniej nie widzialem tez, by
hotel, w ktorym zamieszkali przyjezdni, oblegala u nas az tak gesta,
rozfanatyzowana cizba – pod Double Tree, gdzie od lat stacjonuja Polacy,
wystaje maksymalnie kilkadziesiat osob, pod wynajetym przez portugalskich
gwiazdorow The Westin Warsaw koczowalo kilkaset, a moze nawet tysiac.

Na megagwiazdora czekali rowniez w pieciogwiazdkowym wnetrzu, bo kiedy
zaczela krazyc informacja, gdzie zamieszkaja rywale, zlakniony kontaktu z
bostwem tlum zarezerwowal wszystkie dostepne pokoje – ostatni apartament
zostal wykupiony w przededniu meczu, po promocyjnej w tych mistycznych
okolicznosciach cenie 3 tys. zlotych za dobe. Cristiano okazal szczodrosc,
porozdawal autografy, a po polskich portalach rozfruwaly sie materialy z
intymnymi swiadectwami kibicow, ktorzy dostapili zaszczytu. “Przyjechalismy
rano ze Szczecina, czekalismy od godz. 11. Udalo sie stanac akurat w
odpowiednim miejscu, gdzie Ronaldo szedl. (…) Zatrzymal sie, zlozyl
podpis, udalo nam sie zrobic dobre zdjecia. Ta bliskosc z nim byla
fascynujaca” – cytowal pana Marcina reporter TVP Sport. Najwytrwalsi
wystawali wiec pod hotelem kilkanascie godzin.

Najliczniejsza grupe stanowili jednak rozczarowani – sekretarz generalny
PZPN poinformowal, ze po bilet na mecz zglosilo sie 400 tys. chetnych, masa
osmiokrotnie przewyzszajaca pojemnosc stadionu. Kolejny rekord, zreszta sam
slyszalem od wielu rodzicow, ze corki i synowie blagaja o wyprawe na wystep
Cristiano, a na trybunach dostrzeglem koszulki z jego nazwiskiem w barwach
saudyjskiego Al-Nassr, druzyny u nas kompletnie egzotycznej. Stad wziela
sie mysl o milosci do niego Polakow goretszej niz do Roberta
Lewandowskiego, ktory w ostatnich latach wyhodowal sobie wsrod rodakow
sporo elektoratu negatywnego, narazajac sie mataczeniem w sprawie
mundialowej afery premiowej, domniemanym zakupem tytulu magistra, wojna z
Cezarym Kucharskim czy odsuwaniem od siebie winy po porazkach reprezentacji.

Szajba ma oczywiscie rozmiar ponadnarodowy, hula po wszystkich kontynentach
i z pandemicznym rozmachem. Inny swoisty rekord padl na Euro 2024 w
Dortmundzie, gdzie w trakcie meczu Portugalii z Turcja na murawe wbieglo –
celu chyba nie trzeba wyjasniac – az szesc osob. Pilkarz czasami przyjmuje
to zreszta laskawie, prosi ochroniarzy o wstrzymanie sie od interwencji,
staje do selfie – tak bylo w sobotni wieczor w Warszawie (patrz zdjecie).
Istnieje wreszcie fenomen “sobowtorow” Ronaldo, w internecie mozna znalezc
zatrzesienie zdjec mezczyzn podobnych do pilkarza i stylizujacych sie na
niego, ktorzy dzieki temu zyskuja slawe, nawet ja spieniezaja. Tylko Diego
Maradone widzialem porownywalnie wielbionego, ale to zjawisko geograficznie
ograniczone, obejmuje Neapol oraz Argentyne.

Portugalczyka przytula cala planeta, gdyby uslyszal slynna przechwalke
Johna Lennona, ktory rzucil, ze Beatlesi sa “popularniejsi od Jezusa”,
moglby sie usmiechnac z politowaniem. Na Instagramie jego profil obserwuje
641 milionow osob, co naturalnie jest jeszcze jednym rekordem – wiecej
ludzi mieszka tylko w Indiach oraz Chinach, a trzeci najbardziej zatloczony
kraj na planecie, czyli USA, ma juz niemal dwukrotnie mniejsza populacje.
Celebryta wszech czasow, niewykluczone, ze rozpoznawalny obecnie bardziej
niz przywodcy supermocarstw watykanskiego i amerykanskiego, na pewno
bardziej niz technogiganci Elon Musk czy Mark Zuckerberg.

Ronaldo korzysta na statusie calej dyscypliny, w biezacym stuleciu pilkarze
stali sie wazniejsi niz kiedykolwiek wczesniej, jako otoczone delirycznym
kultem gwiazdy wyprzedzili artystow muzyki rockowej i kina – mozna uwazac
to za skutek skretynienia homo sapiens, mozna przyjmowac za dowod na to, ze
ludzkosc zmierza we wlasciwym kierunku i pojela, iz istnieje piekno
pierwotne, niepodwazalne, jest nim mianowicie mecz futbolowy. Ale najwiecej
Portugalczyk zawdziecza samemu sobie, bo przeciez ma boisku spotkal sie z
wirtuozem wyzszej generacji, nudnym jak flaki z olejem Leo Messim. Stal sie
prototypem idealnego czlowieka trzeciej dekady XXI wieku, laczy w sobie
zalety tradycyjne oraz ultranowoczesne.

Bogaty, przystojny, umiesniony, osiagajacy wylacznie sukcesy zawodowe,
wyszedl z biedy dzieki determinacji, wytrwalosci i pracowitosci – to
ceniono zawsze, niezaleznie od epoki. Portugalczyk dorzucil do kanonu
atrybuty w najwyzszym stopniu pozadane od niedawna – obsesyjnie dba o
kondycje, jest patologicznie zdrowy i zapatrzony w siebie, lubi sie
lansowac, na boisku gra egoistycznie, nie wstydzi sie rozplakac, nawet
sposob okazywania radosci po strzeleniu gola rozsprzedal jako rozpoznawalny
przez miliony i kopiowany przez dzieciakow znak marketingowy. Na rodzinnej
wyspie otworzyl muzeum Cristiano Ronaldo oraz hotel Cristiano Ronaldo, w
ktorym porozwieszal zdjecia Cristiano Ronaldo, w prowadzonym przez siostre
butiku mozna kupic bielizne z wizerunkiem Cristiano Ronaldo, stoja tam
rowniez pomnik Cristiano Ronaldo i popiersie Cristiano Ronaldo.

Jeszcze raz: ideal czlowieka, punkt odniesienia. Mozna go umiescic w
Sèvres, ewentualnie wyrzezbic i ustawic we Florencji zamiast podstarzalego
juz Dawida, ktorego wykul Michal Aniol. Sztuczna inteligencja potrzebuje
jeszcze setek lat rozwoju, by zaprojektowac biomaszyne doskonalsza.

-Lechia placi z opoznieniem, nie ogarnia finansow i wydaje kuriozalne
oswiadczenie. Szymon Grabowski skrytykowany, ale… z zaufaniem

Lechia Gdansk nie ma szczescia do wlascicieli. Poprzedni nie placil w
terminie, obecny tez ma z tym problemy. Paolo Urfer okazuje wsparcie
trenerowi Szymonowi Grabowskiemu, ale wczesniej sie po nim przejechal. W
klubie nie ma stabilizacji, a do Motoru Lublin przeniesie sie Michal
Szprendalowicz. Rzecznik prasowy Lechii mial zakonczyc prace po meczu z
Legia Warszawa, ale ostatecznie pozegna sie juz w poniedzialek.

Adam Mandziara jako wlasciciel Lechii Gdansk pokazal, jak nie nalezy
zarzadzac klubem. Ciagle zadluzenia wobec pilkarzy, pracownikow, dostawcow.
Dlugi i pozyczki na ich splate. Kary finansowe przyznawane przez Komisje do
spraw Licencji Klubowych PZPN. Za jego czasow Lechia osiagnela najlepszy
wyniki sportowe w historii, ale to wlasnie dzialalnosc Mandziary
doprowadzila klub na skraj przepasci. Upadek byl o krok i wydawalo sie, ze
przejecie Lechii przez fundusz Mada Global i Paolo Urfera bedzie
wybawieniem i szansa na znacznie lepsza przyszlosc. Dzis wiele wskazuje na
to, ze gdanski klub wpadl z deszczu pod rynne.

Tylko na poczatku dzialalnosci Paolo Urfera platnosci byly regularne. Potem
zaczely sie problemy i w takich warunkach musial pracowac trener Szymon
Grabowski ze swoim sztabem i druzyna. Dal rade i pod jego wodza
Bialo-Zieloni awansowali do PKO Ekstraklasy. W trakcie sezonu do klubu
dolaczyl jako dyrektor techniczny Kevin Blackwell i ze swoim doswiadczeniem
byl wartoscia dodana dla sztabu.

Gra w PKO Ekstraklasie to jednak droga przez meke, a wyniki sa ponizej
oczekiwan. Druzyna walczy o utrzymanie w elicie, druga przerwe
reprezentacyjna spedza w strefie spadkowej, a po drodze zostala
wyeliminowana z Pucharu Polski przez drugoligowa Pogon Grodzisk Mazowiecki.
To bardzo duze rozczarowanie. Czy w tym wszystkim jest takze wina trenera
Szymona Grabowskiego? Tak. Czy najwieksza? Oczywiscie, ze nie. To
szkoleniowiec Bialo-Zielonych musi przechodzic przez kolejne napotkane
problemy i to on scala zespol i w trudnej sytuacji. Jak uslyszelismy
sytuacja finansowa – co az wydawaloby sie niemozliwe – jest gorsza niz za
czasow Mandziary.

Szymon Grabowski jako trener odpowiada ze zespol i wyniki. To jednak on
musi trzymac pilkarzy pod wzgledem mentalnym, kiedy nie ma wyplat, sa tylko
kolejne obietnice, a temat finansow zaczyna byc tym glownym w szatni.
Trzeba tez pamietac, ze po awansie zwolniono czesc sztabu trenera
Grabowskiego i sprowadzono drozszych w utrzymaniu Anglikow. Lechia nie
zostala nalezycie wzmocniona w letnim oknie transferowym, bo brakowalo
pieniedzy i pokutowalo naiwne myslenie, ze druzyna po wygraniu
pierwszoligowej rywalizacji w podobnym skladzie poradzi sobie takze w PKO
Ekstraklasie. Prezes Paolo Urfer jest odpowiedzialny za zapewnienie
finansowania, Kevin Blackwell z Anglikami za przygotowanie fizyczne, a
Jakub Chodorowski, czlonek zarzadu i dyrektor do spraw sportu, za
transfery. Na wszystkich tych polach Lechia polegla, a radzic musieli sobie
Grabowski z druzyna.

Brak pieniedzy i zaleglosci w wyplatach musialy odbic sie na wynikach
sportowych. Klub placi, kiedy musi zlozyc raport dwumiesieczny do PZPN, ze
realizuje zalozenia nadzoru finansowego. Dlatego teraz przelane zostaly
wyplaty za sierpien. Skad wziely sie na to pieniadze? Zapewne z pozyczek
wlasciciela, bo te nie sa opodatkowane.

– W ciagu najblizszych kilku tygodni bedziemy juz na zero z zawodnikami i
pracownikami – powiedzial kilka dni temu Jakub Chodorowski, czlonek zarzadu
i dyrektor do spraw sportu w Lechii, w rozmowie z “Dziennikiem Baltyckim”.
Oby tak bylo, bo juz minal termin platnosci za wrzesien.

Wlasnie kwestie finansowe zadecydowaly o tym, ze z Lechia zegna sie
rzecznik prasowy, Michal Szprendalowicz. Mial pracowac do meczu z Legia
Warszawa i po nim zakonczyc swoja przygode z Lechia. Decyzja prezesa
Urfera, ktory – jak slyszymy – jest czlowiekiem wybuchowym i trudnym we
wspolpracy – Szprendalowicz juz w poniedzialek pozegna sie z druzyna,
zakonczy prace w Lechii i tym samym klub straci prawdziwego fachowca na tym
stanowisku. Wiemy, ze robi to z nieukrywanym zalem, bo zzyl sie z zespolem
Lechii, trenerem Grabowskim i jego wspolpracownikami. Trudno jednak dziwic
sie Michalowi, ktory w Gdansku mieszkal sam, musial sie utrzymac, oplacic
wynajem mieszkania, rachunki. Od poniedzialku bedzie zatem w Lechii nowy
rzecznik, ale jak sie dowiedzielismy to opcja tymczasowa i ma to byc osoba
spoza futbolu. Nieoficjalnie uslyszelismy, ze moze chodzic o wynajecie
firmy badz osoby, ktora bedzie swiadczyc uslugi do czasu zatrudnienia
nowego rzecznika prasowego. Szprendalowicz tymczasem podejmie prace w
Motorze Lublin.

“Czujemy presje z zewnatrz, aby zwolnic naszego trenera, tak jak zrobilyby
to inne kluby pilkarskie. Mamy jednak silne wartosci moralne i szanujemy
zaangazowanie oraz prace naszego sztabu szkoleniowego. Szymon nauczyl sie
juz wiele w poprzednim sezonie i oczywiscie potrzebuje wiecej czasu, aby
udowodnic, ze moze byc trenerem Ekstraklasy. Mam nadzieje, ze wyniki wroca
bardzo szybko, a nasza cierpliwosc i silna wiara zostana nagrodzone w
najblizszej przyszlosci.” – tej tresci oswiadczenie wystosowal Urfer przed
kilkoma dniami.

Jednoczesnie klub wydal oswiadczenie, w ktorym pojawila sie taka tresc:
“Zarzad Lechii Gdansk jest oczywiscie bardzo zaniepokojony dramatyczna
seria przegranych meczow, w wyniku ktorych nasza druzyna znajduje sie
obecnie na pozycji spadkowej, a takze faktem, ze zostalismy wyeliminowani z
rozgrywek Pucharu Polski przez klub z trzeciego poziomu rozgrywek. Co
wiecej, nasz zarzad nie rozumial niektorych zlych decyzji trenerskich
podejmowanych przez trenera Szymona Grabowskiego w pierwszych 10 meczach
sezonu, a nawet czasami braku opieki trenerskiej jako takiej. Niemniej
jednak, po wysluchaniu argumentow naszego dyrektora technicznego Kevina
Blackwella i zgodnie z jego rekomendacja, nasz zarzad podjal decyzje, aby
nadal wierzyc w zdolnosc Szymona Grabowskiego i jego sztabu do
poprowadzenia “Bialo-Zielonych” z powrotem do sukcesu” – brzmi fragment
oswiadczenia.

Urfer i jego najblizsi wspolpracownicy najpierw pozwolili sobie na
publiczna ostra krytyke w stosunku do trenera, a nastepnie zapewniaja o
zaufaniu wobec szkoleniowca. Przedziwne sa tezy zawarte w oswiadczeniu, bo
Grabowski jest dobrym czlowiekiem, to trener, ktory wciaz sie uczy, ale
jest bardzo zaangazowany, szukajacy roznych rozwiazan, ktory wprowadzil
druzyne do PKO Ekstraklasy i to wszystko w bardzo trudnych warunkach pracy.
Brak transferow i bardziej jakosciowych zawodnikow na lawce rezerwowych
oraz terminowych wyplat, to brak wsparcia ze strony zarzadu dla druzyny. Ze
zdumieniem mozna bylo tez przeczytac, ze prezes z zewnatrz czuje presje,
aby zwolnic trenera Grabowskiego. To chyba ktos powinien Urferowi lepiej
tlumaczyc glos kibicow i mediow. Bo wszyscy wspieraja szkoleniowca, a z
trybun podczas kazdego meczu slychac skandowanie nazwiska trenera. Warto
przypomniec tutaj transparenty wywieszone przez kibicow Lechii – “Kevin go
home!” i “Grabowski 1945% poparcia”. Lepiej zatem, aby ludzie w klubie
skupili sie na maksymalnej pomocy trenerowi Grabowskiemu i jego
wspolpracownikom zamiast pisac oswiadczenia pozbawione sezonu i narazajace
na smiesznosc.

-Arka z Grzegorczykiem wygrywa, ale Szwarga bedzie trenerem. Veljko
Nikitovic: Grzegorczyk wiedzial, ze prowadzi druzyne do konca rundy.

Arka Gdynia zmieni trenera od poczatku grudnia. Tomasz Grzegorczyk, ktory
przejal druzyne po odejsciu Wojciecha Lobodzinskiego, osiaga znakomite
wyniki, ale za niespelna dwa miesiace przestanie pelnic funkcje pierwszego
szkoleniowca. Nowym trenerem Arki zostanie Dawid Szwarga, ktory przez
ostatnie lata pracowal w Rakowie Czestochowa.

Szwarga prace trenerska zaczal jako asystent w GKS-ie Katowice, a od 2021
roku trafil do Rakowa. Tam byl asystentem Marka Papszuna, a po odejsciu
glownego szkoleniowca, w poprzednim sezonie pelnil role pierwszego trenera.
Przed obecnym sezonem Papszun wrocil do Rakowa, a Szwarga ponownie zostal
jego asystentem. W niedziele klub z Czestochowy poinformowal, ze Szwarga
odejdzie wraz z koncem rundy jesiennej, a w nocy Arka wydala komunikat, ze
od grudnia zostanie nowym szkoleniowcem Zolto-Niebieskich.

– Praktycznie codziennie rozmawiamy z trenerem Grzegorczykiem, czy to ja,
czy wlasciciel klubu Marcin Gruchala. Jest duzo fajnych rozmow. Grzegorczyk
duzo rzeczy zmienil na plus odkad przejal druzyne. Zakomunikowalismy mu w
poprzednim tygodniu, ze nasz plan na Arke jest taki, ze poprowadzi zespol
do konca rundy jesiennej. Bardzo duze brawa dla niego, ze podszedl do tego
normalnie, co pokazal wysoko wygrany mecz w Opolu. Teraz najwazniejsze, aby
zdobyc jak najwiecej punktow do konca rundy. Nie chce teraz mowic, co
bedzie dalej, po przyjsciu trenera Szwargi. Dzis koncentrujemy sie na tym,
aby wygrac z Pogonia Siedlce. Wszystko inne jest na etapie rozmow –
powiedzial Veljko Nikitovic, dyrektor sportowy Arki, w rozmowie z
“Dziennikiem Baltyckim”.

Tomasz Grzegorczyk przejal zespol po Wojciechu Lobodzinskim, u ktorego byl
asystentem. Do tej pory poprowadzil Arke w szesciu meczach. Druzyna pod
jego wodza wygrala piec meczow w pierwszej lidze oraz awansowala w Pucharze
Polski dzieki zwycieskich rzutach karnych w rywalizacji ze Stala Stalowa
Wola. Jednoczesnie w klubie trwaly poszukiwania docelowego trenera.

– Proces wyboru nowego trenera trwal wiele tygodni. Trener Dawid Szwarga
rowniez potrzebowal czasu na ustalenie wszelkich formalnosci z obecnym
pracodawca. Kiedy doszlismy do porozumienia, uznalismy – wspolnie z Rakowem
Czestochowa – ze czas przerwy reprezentacyjnej bedzie najwlasciwszy na
komunikacje z obu stron – wyjasnil Marcin Gruchala, wlasciciel i prezes
Arki Gdynia.

W klubie z Gdyni nie ukrywaja, ze wlasnie z bylym trenerem Rakowa wiazali
najwieksze nadzieje.

– Kandydatura Dawida Szwargi byla na szczycie naszej listy i ciesze sie, ze
wizja rozwoju klubu wpisala sie w plany trenera. Wierze w okreslony,
systemowy, mocno zorganizowany model pracy szkoleniowej rozwijajacy zarowno
indywidualnych zawodnikow, jak i druzyne. Obowiazki pierwszego trenera
Dawid Szwarga przejmie na poczatku grudnia. Docelowy sklad sztabu Arki
Gdynia bedziemy ukladac w przerwie zimowej – zdradzil Nikitovic.

Nowy trener wyjasnil co sklonilo go do przyjecia oferty z Gdyni.

– Czuje, ze to wlasciwy moment, aby zebrana dotychczas wiedze i
doswiadczenie wykorzystac w nowym dla mnie klubie i odcisnac na nim swoje
pozytywne pietno. Podoba mi sie wizja rozwoju Arki Gdynia przedstawiona
przez wlasciciela, a kluczowa dla mnie kwestia przy podejmowaniu decyzji
byla wspolna z moja wizja dyrektora sportowego Veljko Nikitovica dotyczaca
funkcjonowania sztabu i druzyny – powiedzial Szwarga.

Plany i cel zwiazane z zatrudnieniem Dawida Szwargi przedstawil wlasciciel
Arki.

– Awans do Ekstraklasy nie jest ostatecznym celem, jest srodkiem do celu,
jakim jest rozwoj klubu, stala obecnosc w najwyzszej klasie rozgrywkowej i
dogonienie czolowki druzyn w naszym kraju. Zaden trener nie da nam
gwarancji, ze nas do tego celu doprowadzi, ale patrzac na historie
ostatnich paru lat, nie da sie nie docenic sposobu pracy i sukcesu Rakowa
Czestochowa, ktorego trener Dawid Szwarga byl znaczaca czescia. Nie chcemy
i nie da sie tej sciezki skopiowac, ale mozna sie z niej wiele nauczyc.
Wierze, ze kompletujemy w Arce Gdynia bardzo silny zespol, nie tylko na
boisku – podsumowal Marcin Gruchala.

TENIS

-“Faceci pytaja facetow, a na koniec rozstaniu Igi Swiatek z trenerem winna
jest Daria Abramowicz”-

Radoslaw Leniarski

Dlaczego czarna owca dla mediow stala sie kobieta, ktora wspoltworzy wielki
sukces Igi Swiatek.

Ogloszony w piatek koniec wspolpracy Igi Swiatek z trenerem Tomaszem
Wiktorowskim rozpalil media, ktore szybko zidentyfikowaly osobe
odpowiedzialna za to zawodowe rozstanie. Nawet Jan Tomaszewski, bramkarz,
ktory zatrzymal Anglie ponad pol wieku temu, “uderzyl w Darie Abramowicz”,
a “uderzenie” w psycholozke Igi Swiatek dal do tytulu portal sport.pl.,
omawiajac i cytujac fragmenty rozmowki Super Expressu z bylym pilkarzem.
Swoje dolozyla Interia: “Burza po decyzji Swiatek. Abramowicz pod
ostrzalem. To ona wypchnela Wiktorowskiego?”. Sportowe Fakty: “Znany trener
wbil szpile Abramowicz”. PAP: “Pawel Ostrowski [trener – rl]: Pozycja pani
Abramowicz zbyt mocna”. Onet: “On [domniemany nastepca Wiktorowskiego – rl]
nie chcialby pracowac z Daria Abramowicz”.

W sobote pomyslalem, ze trzeba napisac o tej niezrozumialej niecheci
srodowiska tenisowo-dziennikarskiego do Darii Abramowicz i ze ten tekst
bedzie mial mocny, feministyczny rys, bo chyba powyzszych tytulow nie da
sie wyjasnic tylko zadza zwiekszania klikalnosci. Jak do tego doszlo, ze
psycholozka zostala czarna owca, kozlem ofiarnym, zlym charakterem?

Gdyby wziac pod uwage fakty, to przeciez od kiedy Abramowicz wspolpracuje
ze Swiatek, kariera tenisistki jest pasmem rekordow i nieslychanych,
bezprecedensowych sukcesow. A trenerzy w tym czasie sie zmienili. Ten
sezon, mimo spadku formy po igrzyskach olimpijskich w Paryzu, jest jednym z
najlepszych w karierze Swiatek.

Mala ekipa tenisistki z psycholozka na jednym z najwazniejszych miejsc w
grupie byla wzorem w sporcie, w ktorym psychika i – szerzej – zdrowie
psychiczne maja kluczowe znaczenie. Pisali o Abramowicz i Swiatek
dziennikarze “New York Timesa”. Pisali, bo ciagla obecnosc psycholozki w
boksie trenerskim podczas turniejow i dlugich wyjazdow poza dom byla i jest
ewenementem w swiecie tenisa.

Pod kuratela Abramowicz Swiatek – w chwili nawiazania wspolpracy 19-latka –
weszla do swiata przytlaczajacego, ze wszechobecnymi kamerami, z
dziennikarzami zadajacymi najbardziej zawile pytania. Dziewczyna, ktora w
chwili zdobycia pierwszego wielkoszlemowego tytulu byla wciaz nastolatka,
musiala sie z tym zmierzyc, a jednoczesnie wygrac na korcie, bo o to w
tenisie chodzi. Wkrotce musiala bez zastanowienia, a zarazem dowcipnie,
celnie, blyskotliwie i madrze odpowiadac na pytania o Ukraine, o polityke
antycovidowa, o rownosc plac miedzy mezczyznami i kobietami, o Arabie
Saudyjska i prawa kobiet, o zagrania, o zmiane rytmu gry, dlaczego nie
wchodzil forhend, co mysli o Sabalence, dlaczego Collins powiedziala, ze
jest falszywa. I tak na kazdym turnieju, po kazdym meczu, w kazdej strefie
czasowej, od Guadalajary po Melbourne, od Pragi po Tokio.

Pod okiem Abramowicz, z dziewczyny placzacej przy nieudanym zagraniu w
krytycznej sytuacji, Swiatek zmienila sie w kulke koncentracji, dajacej
upust emocjom dopiero w szatni, a nie na korcie. Jesli oceniac prace po
efektach, to trudno o bardziej wyrazisty przypadek lepszego wplywu
psychologii niz we wspolpracy Swiatek z jej psycholozka. Nawet igrzyska w
Paryzu zakonczyly sie zdobyciem medalu, co obiektywnie jest duzym sukcesem
sportowym, nawet jesli Swiatek i jej kibicom musialo zabrac sporo czasu
oswojenie sie z tym, ze medal nie jest zloty.

A wiec za tymi negatywnymi opiniami – nie chce uzywac sformulowania
“hejterskimi”, ale faktycznie nie staly za nimi ani fakty, ani merytoryczna
krytyka – byly emocje.

Nie chce pisac peanu na czesc psycholozki, bo nie uwazam, ze jej praca
dawala wylacznie sukcesy. To zbyt skomplikowane sprawy, aby kazdy wysilek
konczyl sie pelnym triumfem. Czasami sukcesem jest czesciowy sukces.

Mam na przyklad watpliwosci, czy Daria Abramowicz nauczyla Ige zyc w
intensywnym swiecie nowoczesnego tenisa, czy raczej tylko odgradzala ja od
niego wysokim murem lub nauczyla ja zyc w nim wylacznie z soba u boku? Mam
watpliwosci szczegolnie dotyczace igrzysk olimpijskich, bo jesli szukac
najwiekszego wyzwania dla psycholozki, wielkiego testu, byl nim turniej w
Paryzu. Tam ciezar imprezy – ze wzgledu na kulture olimpijska wyniesiona z
domu i na doswiadczenia ojca Tomasza Swiatka – wiazal Idze nogi.

Nie chce zajmowac sie tez prawdziwymi przyczynami rozstania sie Swiatek i
Wiktorowskiego, poniewaz nie mam wystarczajacego potwierdzenia tych
przyczyn w zrodlach. Mam tylko podejrzenie graniczace z pewnoscia, ze nie
chodzilo w stu procentach o sport – ostatnio Iga zatrzymala sie w tenisowym
rozwoju – bo gdyby to byl tylko tenis, zaczekalaby na koniec sezonu, a nie
podjela decyzje przed bardzo waznymi turniejami, ktore moga zdecydowac, czy
pozostanie liderka swiatowego rankingu. Nie mam stuprocentowej pewnosci co
do powodow rozbratu i wlasciwie nikt spoza ekipy jej nie ma, a wiec tym
bardziej uderzajace byly opinie, ze Abramowicz “stoi za wypchnieciem
Wiktorowskiego”.

Mam natomiast swoje wyjasnienie, skad mogly sie wziac negatywne opinie o
Abramowicz i nie jest to wyjasnienie mile dla mojego srodowiska.
Dziennikarstwo sportowe to jeden z najbardziej zmaskulinizowanych zawodow
swiata, a olbrzymia wiekszosc artykulow o Abramowicz napisali mezczyzni,
rozmawiajacy z innymi mezczyznami.

Czy to przypadek, ze jako pierwsza powszechna opinie srodowiska o “winie”
Abramowicz w “wypchnieciu Wiktorowskiego” podwazyla kobieta, Joanna
Sakowicz-Kostecka, byla tenisistka i komentatorka Canal+, jezdzaca na wiele
turniejow, w ktorych grala Swiatek, a wiec bedaca najblizej niej, nie
liczac czlonkow ekipy? Zrobila to w rozmowie z dziennikarzem Onetu
Sebastianem Parfjanowiczem.

“A jak odbierasz te glosy, nawet powaznych ekspertow tenisowych, ze za
zwolnieniem Wiktorowskiego stoi Daria Abramowicz i to ona sprawuje kontrole
nad Iga?” – zapytal Parfjanowicz. – “Bede wdzieczna za jakis dowod w tej
sprawie. Bo latwo jest rzucac hasla, ktore nie maja pokrycia, zostawiac
niedopowiedzenia, opierac sie na plotkach i jeszcze nie brac za to
odpowiedzialnosci, prawda? Bo jak sie okaze, ze bylo inaczej, to i tak
odpowiedzialnosc sie rozmyje. Jesli sie wypowiadam jednoznacznie, to
potrzebuje dowodow. A takich nie mam. Z ekipa Canal+ jezdzimy na wiele
turniejow, obserwujemy z bliska i treningi, i mecze. Duzo widzielismy. Ale
nigdy nie zauwazylam, zeby Daria decydowala o przebiegu treningow. Daria
jest obecna i podaje pilki. Tyle”.

Psycholozka spowodowala, ze dostep do Swiatek zostal dla dziennikarzy mocno
ograniczony do pomeczowych konferencji, sam staram sie o wywiad z
tenisistka od dwoch lat. Abramowicz nauczyla ja beznamietnej obslugi
dziennikarzy zdaniami pozbawionymi emocji. Reporterzy byli tym
sfrustrowani. Probowali racjonalizowac i argumentowac, ze brak dostepu do
tego, co Swiatek ma w glowie i do jej planow na najblizsza przyszlosc
rozszerza pole do plotek i domyslow. Za to winili Abramowicz, nie
wspominajac o entuzjastycznym rozsiewaniu innych konfabulacji na temat jej
i tenisistki.

Ale, szczerze mowiac, celem Abramowicz przeciez nie jest dobrostan
reporterow. Jej celem jest dobrostan Igi Swiatek.

Redagowal Marcin Wesolek

Na podstawie: Onet.p, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, 90minut.pl,
pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.plopracowal Reksio.

Tylko zlamasy czytaja gazetke,a zaluja kasy (Na Smerfny Fundusz Gargamela)

STRONA INTERNETOWA: https://gazetka-gargamela.eu/

abujas12@gmail.com

http://

www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Strona główna

http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez

dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.

BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452

(format IBAN)

wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479

(format IBAN)

wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504

(format IBAN)

BIC(SWIFT) PPABPLPKXXX

Konieczny dopisek “MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”

Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,

numer KRS 0000124837:

“Wspomoz nas!”

teksty na podstawie Onet, TVN, Info Szczecin, Nadmorski, WP, Fakty

Sportowe, NATIONAL Geographic, Sport pl, Detektyw online, Poscigi pl