Dzien dobry – tu Polska – 12.12.2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 336 (6304) 12 grudnia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
18 kolejka
Stal Mielec-Nieciecza 1-0
Rakow Czestochowa-Piast Gliwice 1-0
Radomiak-Lech Poznan 2-1
Zaglebie Lubin-Wisla Krakow 2-1
Lechia Gdansk-Jagiellonia Bialystok 1-2
Cracovia-Gornik Leczna 0-2
Wisla Plock-Legia Warszawa 1-0
Gornik Zabrze-Pogon Szczecin 2-2
W poniedzialek Warta Poznan-Slask Wroclaw
1.Lech 38pkt
2.Pogon 36pkt
3.Lechia 33pkt
4.Rakow 32pkt
5.Radomiak 31pkt
6.Stal 27pkt
7.Wisla Plock 26pkt
8.Gornik 25pkt
9.Slask 24pkt
10.Jagiellonia 24pkt
11.Cracovia 23pkt
12.Piast 21pkt
13.Zaglebie Lubin 20pkt
14.Wisla Krakow 18pkt
15.Leczna 15pkt
16.Nieciecza 12pkt
17.Warta 12pkt
18.Legia 12pkt
-W ostatnim tegorocznym meczu na wlasnym stadionie Lechia Gdansk
przegrala z Jagiellonia Bialystok 1:2. Podopieczni Tomasza Kaczmarka po
raz piaty z rzedu jako pierwsi tracili gola, ale tym razem losow
spotkania odwrocic im sie nie udalo.
Lechia, przystepujac do meczu z Jagiellonia, znala wynik Lecha Poznan
(porazka 1:2 z Radomiakiem) i wiedziala, ze w wypadku zwyciestwa zblizy
sie do lidera tabeli na odleglosc raptem dwoch punktow. A poniewaz do
Gdanska przyjechal zespol, ktory w dwoch ostatnich kolejkach przegrywal
z druzynami ze strefy spadkowej – Legia Warszawa oraz Gornikiem Leczna –
zadanie nie wydawalo sie nadmiernie trudne. Ale to jest przeciez polska
liga, pewniakow nie ma, na wlasnej skorze przekonali sie o tym lechici.
Trener Tomasz Kaczmarek po raz pierwszy od dluzszego czasu mogl
skorzystac z uslug Macieja Gajosa. W podstawowym skladzie znalazlo sie
tez miejsce dla Josepha Ceesaya, a Flavio Paixao znow zagral na “9”
(Lukasz Zwolinski usiadl na lawce).
Lechici, zaczeli ze sporym animuszem. Juz na poczatku dobra sytuacje
mial Ceesay, za chwile po rzucie roznym groznie glowa uderzal Bartosz
Kopacz. Jednak dosc szybko gospodarze zdjeli noge z gazu. Mozna bylo
nawet odniesc wrazenie, ze wyszli oni z zalozenia, iz to zwyciestwo
nalezy im sie z urzedu i predzej czy pozniej pilka w koncu wpadnie do
bramki.
Tymczasem goscie solidnie prezentowali sie w dzialaniach defensywnych,
nie pozwalali na wiele ani Ceesayowi (widac bylo u niego dluga przerwe
spowodowana kontuzja), ani bohaterowi poprzedniego spotkania z Rakowem
Ilkayowi Durmusowi. Lechia miala wielkie problemy, zeby przedostac sie w
okolice pola karnego Jagiellonii. Nieco sfrustrowany Flavio cofal sie po
pilke nawet w okolice srodkowej linii, czesto schodzil tez do boku.
Jednak gra wyraznie sie Lechii nie kleila. Z dystansu probowal Jan
Bieganski, po rzucie roznym blisko szczescia byl Durmus, jednak to byly
tylko incydenty.
Pilkarze z Bialegostoku dlugo wlasciwie w ogole nie zagrazali bramce
gospodarzy, ale w koncu szczescie sie do nich usmiechnelo. Po rzucie
roznym blad popelnil Duszan Kuciak, a w ogromnym zamieszaniu najlepiej
odnalazl sie Taras Romanczuk, ktory umiescil pilke w bramce.
To juz piaty mecz z rzedu, w ktorym Lechia stracila bramke jako
pierwsza, w tym trzeci na wlasnym stadionie. W poprzednich czterech
udalo sie uratowac az siedem punktow (wygrane z Zaglebiem Lubin i
Rakowem, remis ze Stala Mielec), ale igranie z ogniem ma to do siebie,
ze w koncu moze sie skonczyc sie pozarem”
Lechia dopiero w tym momencie nieco przyspieszyla. Po rajdzie i
dosrodkowaniu Ceesaya mielismy do czynienia z kontrowersja, gdyz Israel
Puerto dotknal pilki reka. Jednak ta najpierw odbila sie od uda
Hiszpana, dlatego sedzia Pawel Raczkowski puscil gre, a VAR podtrzymal
te decyzje.
Kilka chwil pozniej w swoim stylu wreszcie “depnal” Durmus. Turek zagral
w pole karne do Flavio, tam Portugalczyka probowal uprzedzic Romanczuk,
jednak zamiast w pilke trafil w noge rywala. Zatem jedenastka, ktora
pewnie na bramke zamienil sam poszkodowany. To juz szosty w tym sezonie
i 97. w sumie gol Flavio w Ekstraklasie, nic wiec dziwnego, ze kibice
Lechii zaintonowali przyspiewke: “Flavio? Co? Sto!”.
Po przerwie meki Lechii w ataku trwaly, co gorsza, mnozyly sie bledy w
defensywie. W 54. minucie goscie przez dluzszy czas rozgrywali pilke w
polu karnym gdanszczan, az w koncu Tomasz Przikryl idealnie zagral do
zupelnie niepilnowanego Bartosza Bidy, ktory z najblizszej odleglosci
skierowal pilke do bramki. Gdzie byli w tej sytuacji obroncy Lechii,
doprawdy trudno dociec.
Chwile pozniej koszmarny blad popelnil Kristers Tobers, ktory zbyt slabo
podal do Kuciaka, czym stworzyl idealna sytuacje Bidzie. Napastnik
Jagiellonii w sytuacji sam na sam trafil jednak w” twarz bramkarza
Lechii. Ten przez dluzszy moment nie podnosil sie z murawy, ale dzieki
ofiarnej interwencji utrzymal swoj zespol w grze.
Co z tego, skoro jego koledzy z pola byli w tym spotkaniu kompletnie
bezproduktywni. Jak drybling – to nieudany, jak dosrodkowanie – to
prosto w obronce, jak strzal – to niecelny. Lechia niby atakowala, ale
tak naprawde Pavels Steinbors nudzil sie jak mops. A kiedy w doliczonym
czasie Durmus wreszcie dokladnie dosrodkowal na glowe Lukasza
Zwolinskiego, ten z najblizszej odleglosci uderzyl w slupek (dobitka
rowniez byla niecelna). Steinbors musial sie wykazac tylko w ostatnich
sekundach, kiedy przeniosl nad poprzeczke mocny strzal Kopacza.
Zatem Lechia zakonczyla rok w Gdansku tak samo, jak go rozpoczela – od
porazki z Jagiellonia (30 stycznia przegrala 0:2). Potem bylo juz duzo
lepiej, po raz ostatni lechisci schodzili z boiska pokonani w kwietniu
(0:1 z Legia Warszawa). W sobote dobra passa zostala przerwana.
Lechia: Kuciak – Kopacz, Tobers (78. Zukowski), Maloca, Pietrzak Z –
Bieganski (50. Kaluzinski Z), Kubicki Z – Durmus, Gajos (63.
Terrazzino), Ceesay (63. Sezonienko) – Flavio Paixao (63. Zwolinski).

PILKA RECZNA
Mistrzostwa swiata pilkarek recznych. Wielka ambicja Polek. Pokonaly
walczace o cwiercfinal Slowenki
To byl szalony mecz, ale w koncu, na rozgrywanych w Hiszpanii
mistrzostwach swiata pilkarek recznych, skonczyl sie dla
Bialo-Czerwonych szczesliwie. Walczacy o jak najlepsze miejsce na
mundialu nasz zespol pozbawil rywalki marzen o cwiercfinale.
W Hiszpanii Slowenki graja bardzo dobry turniej. W grupie A ulegly
wprawdzie wyraznie mistrzyniom olimpijskim, Francuzkom (18:29), ale
wysoko pokonaly silne Czarnogorki (28:18), a w miniony czwartek – jako
pierwszy zespol na tej imprezie – odebral punkt Rosjankom wystepujacym
pod szyldem Rosyjskiej Federacji Pilki Recznej (RHF).
Nic wiec dziwnego, ze czarnogorski trener Slowenek Dragan Adžic o czas
poprosil juz w siodmej minucie sobotniego meczu. Jego podopieczne
stracily bowiem cztery bramki z rzedu i przegrywaly z Polkami 1:4.
Reprymenda poskutkowala blyskawicznie – wystarczyly cztery minuty, zeby
slowenski zespol wyrownal.
Teraz to Arne Senstad, norweski szkoleniowiec Bialo-Czerwonych, wzial
czas. I efekt tez byl swietny. Cztery trafienia z rzedu, w tym gol
rozgrywajacej dwusetny pojedynek w kadrze narodowej Kingi Achruk, i
szybko zrobilo sie 8:4 dla Polek. Problem w tym, ze od stanu 9:5 kolejna
bramke nasz zespol zdobyl po” trzynastu minutach. Niecelne rzuty, straty
– wszystko to sprawilo, ze Slowenki trafily az siedem razy z rzedu.
Zwrotow akcji wystarczyloby juz na dobry film, ale to nie byl koniec.
Jeszcze przed przerwa Polki zmniejszyly strate do jednej bramki, zaraz
po zmianie stron wyrownaly, a potem znow mialy swietna serie i w 40.
min, po golu rozgrywajacej swietny mecz skrzydlowej Dagmary Nocun,
objely trzybramkowa przewage (18:15). Za chwile Arne Senstad poprosil o
czas, by przed decydujacymi minutami przekazac ostatnie uwagi. Byc moze
to bylo kluczowe posuniecie.
Polki prowadzily, ale co rywalki zmniejszaly straty do dwoch trafien, to
nasz zespol znow odskakiwal. W 53. min bylo jeszcze 25:21, ale niespelna
piec minut przed koncem, po golu najlepszej w slowenskim zespole Ane
Gros, juz tylko 23:25. Bialo-Czerwone tym razem zagraly ostatnie minuty
tak, jak powinien dobry zespol. Dwie minuty przed koncem jubileuszowy
wystep kolejna bramka uczcila Achruk, a 55 sekund przed ostatnia syrena
– przy stanie 27:25 dla naszego zespolu – Senstad znow wzial czas. Polki
wprawdzie nie zdobyly kolejnego gola, ale odpowiedz rywalek nic im nie dala.
Bialo-Czerwone ambitnie walcza o jak najlepsze miejsce na swiecie,
Slowenki mialy jeszcze szanse na awans do cwiercfinalu. Po porazce z
Polska stracily je zupelnie. W calym meczu nasz zespol mial 63 proc.
skutecznosci w ataku (rywalki – 52 proc.), a co bardzo wazne,
wykorzystal wszystkie cztery rzuty karne.

-“Swieta wojna” znow dla Kielc. Wielkie emocje, walka do konca i
jednobramkowa wygrana Lomzy Vive.
PGNiG Superliga pilki recznej. Kolejna “swieta wojna” dla Kielc. Emocji
w Hali Legionow nie brakowalo jednak do samego konca. Vive Lomza
pokonala ostatecznie Orlen Wisle Plock tylko jedna bramka.
W dotychczasowych dwunastu kolejkach PGNiG Superligi obydwie druzyny
zdobyly komplet punktow. Niedzielne spotkanie okreslone wiec zostalo
jako pierwsza polowa pojedynku o mistrzostwo Polski. Zwiazek Pilki
Recznej z uwagi na wage meczu zaprosil do jego sedziowania Slawe
Nikolowa i Giorgija Naczewskiego z Macedonii Polnocnej, jednych z
najbardziej doswiadczonych sedziow na swiecie, ktorzy prowadzili m.in.
final olimpijski w Tokio. Po raz pierwszy takze przy stoliku sedziowskim
zasiadlo dwoch zwiazkowych delegatow: Miroslaw Baum oraz Pawel Kwapisz.
Ta kolejna “swieta wojna” kielecko-plocka zgromadzila na trybunach Hali
Legionow komplet widzow. Poczatek byl bardzo wyrownany. Kielczanie
obejmowali prowadzenie, ale plocczanie wyrownywali. W 11. min, po dwoch
kolejnych trafieniach Arkadiusza Moryty, Lomza Vive wyszla na
dwubramkowe prowadzenie 6:4, a minute pozniej Igor Karacic podwyzszyl na
7:4.
Trener gosci wzial czas, po przerwie jego zawodnicy wzmocnili obrone i w
19. min Michal Daszek zmniejszyl strate do jednej bramki. W bramce Lomzy
Vive dobrze spisywal sie Andreas Wolff, dzieki czemu kilka minut pozniej
gospodarze znow wyszli na trzybramkowe prowadzenie (11:8). W koncowce
pierwszej polowy druzyna z Plocka miala kilka szans na zmniejszenie
straty, ale na przeszkodzie stanal bramkarz Lomzy Vive, ktory m.in.
obronil rzut karny. Do przerwy bylo 14:11 dla mistrzow Polski.
Poczatek drugiej polowy nalezal do gosci, ktorzy po dwoch minutach
przegrywali juz tylko jedna bramka. Nie na dlugo jednak, poniewaz w 36.
min, po trafieniu Dylana Nahi, bylo juz 17:14 dla gospodarzy. Kolejne
dwie bramki zdobyla jednak Orlen Wisla, W 44. min kielczanie znow
odskoczyli na 21:18, a potem na 22;19. Skuteczny w tym okresie byl Nahi,
ktory dwukrotnie pokonal bramkarza druzyny z Plocka Adama Morawskiego. W
46. min celnie z drugiej linii uderzyl Szymon Sicko i bylo juz 23:19 dla
kieleckiego zespolu, ktory nie zwalnial tempa. W 52. min, po kolejnej
bramce Nahiego, Lomza Vive prowadzila 26:21. Mogla jeszcze zwiekszyc
przewage, ale strzal Moryty z karnego obronil wprowadzony za Morawskiego
Marek Witkowski.
Grajaca w przewadze, po karze dla Artsjoma Karalioka, druzyna gosci
odrobila trzy bramki i na 2,5 minuty przed koncem kielczanie prowadzili
juz tylko 26:24. W ostatniej sekundzie goscie zmniejszyli jeszcze
przewage i mecz zakonczyl sie jednobramkowym zwyciestwem Lomzy Vive 27:26.
Lomza Vive Kielce – Orlen Wisla Plock 27:26 (14:11)
Lomza Vive: Wolff – A. Dujszebajew, Gebala, Gudjonsson, Karacic 2,
Karalek 5, Kulesz, Moryto 3, Nahi 9, Olejniczak, Sanchez-Migallon, Sicko
5, Surgiel, Thrastarson, Vujovic 3.
Orlen Wisla: Morawski, Witkowski – Mihic 3, Krajewski 3 (1), Szita 2,
Terzic, Kosorotow 4 (1), Mindeghia 1, Zytnikow 2, Daszek 5, Komarzewski,
Serdio 6, Susnja.
Kary: Lomza Vive – 6 minut (Karacic 4, Karaliok 2). Orlen Wisla: 10
minut (Susnja, Terzic, Kosorotow, Szita, Krajewski po 2)
Sedziowali: Slawa Nikolow i Giorgij Naczewski (Macedonia Polnocna).

FORMULA 1
Max Verstappen mistrzem swiata Formuly 1! Ogromne kontrowersje na sam
koniec wyscigu
Max Verstappen zostal nowym mistrzem swiata Formuly 1! Holender zdolal
wyprzedzic Lewisa Hamiltona w niesamowitych okolicznosciach, a o
wszystkim zadecydowalo ostatnie okrazenie. Niemal pewne jest, ze ekipa
Mercedesa bedzie miala ogromne pretensje do sedziow, bo gigantyczne
znaczenie miala sensacyjna decyzja FIA!
Zakonczony sezon Formuly 1 byl jednym z najlepszych od lat. Zmagania
Lewisa Hamiltona z Maxem Verstappenem przynosily mnostwo emocji, a
Holender mial przewage tuz przed zakonczeniem sezonu w Arabii
Saudyjskiej. Przed startem niedzielnego wyscigu Brytyjczyk i Holender
mieli tyle samo punktow w klasyfikacji generalnej (369,5 pkt), dlatego
losy mistrzostwa swiata zalezaly od tego, ktory z nich spisze sie lepiej
w niedziele.
Juz na samym poczatku wyscigu doszlo do niemalej kontrowersji. Max
Verstappen zaliczyl nieco slabszy start od Hamiltona, ale doszlo do
zderzenia, w zwiazku z czym Brytyjczyk mogl znaczaco skrocic sobie
zakret. Pomimo ogromnych kontrowersji sedziowie uznali, ze nie doszlo do
zlamania przepisow. Lewis Hamiton osiagnal dosc komfortowe prowadzenie,
ktore powiekszal przez nastepne minuty.
Mijaly kolejne minuty, a strata Maxa Verstappena do Lewisa Hamiltona
stawala sie coraz wieksza. Holender narzekal na swoje opony i z
pewnoscia nie byl zadowolony z decyzji sedziow na temat sytuacji z
samego poczatku wyscigu.
Bardzo waznym momentem wyscigu bylo zachowanie Sergio Pereza w momencie,
gdy gonil go Lewis Hamilton. Perez utrzymywal Hamiltona za swoim
bolidem, nie dajac mu objac prowadzenia, dzieki czemu Verstappen niemal
kompletnie zniwelowal przewage brytyjskiego kierowcy Mercedesa. Ponownie
moglismy wiec ogladac walke dwoch wielkich faworytow, choc Lewis
Hamilton glosno informowal o “niebezpiecznym zachowaniu” rywali z Red Bulla.
W cieniu walki Hamiltona z Verstappenem wyscig zakonczyl Kimi Raikkonen.
Fin pozegnal sie tym samym z Formula 1, w ktorej wystepowal z sukcesami
przez wiele lat. Raikkonen pozegnal sie z wyscigiem w Abu Zabi tuz przed
29. okrazeniem.
Wyscig zblizal sie do konca, jednak przewaga Lewisa Hamiltona nie
malala. Brytyjczyk utrzymywal bezpieczny dystans od Maxa Verstappena. W
koncowej fazie wyscigu wydawalo sie, ze nawet sam Holender nie wierzyl
juz w swoj ostateczny sukces, jednak doszlo do wydarzenia, ktore
odmienilo losy wyscigu.
Na piec okrazen przed koncem wyscigu rozbil sie bolid nalezacy do
Nicholasa Latifiego. Samemu kierowcy nic sie nie stalo, natomiast na
torze pojawil sie samochod bezpieczenstwa. Verstappen skorzystal z
zamieszania i byl zmuszony wymienic opony, dzieki czemu stalo sie jasne,
ze zamierza jeszcze zaatakowac Hamiltona i powalczyc o wyprzedzenie go w
samej koncowce.
Samochod bezpieczenstwa bardzo dlugo nie zjezdzal z toru w Abu Zabi, a
sedziowie podjeli decyzje, ze zdublowani kierowcy nie moga wyprzedzac.
Znaczaco zmniejszylo to szanse Maxa Verstappena, ktory zdal sobie
sprawe, ze wobec tych okolicznosci zajecie pierwszego miejsca na koniec
bedzie bardzo trudne. Samochod bezpieczenstwa zjechal z toru przed
ostatnim okrazeniem, co bylo kolejnym juz zwrotem akcji podczas wyscigu,
a najwazniejsze okazalo sie to, ze samochody jednak mogly sie dublowac!
W koncowym okrazeniu Max Verstappen nie dal szans Lewisowi Hamiltonowi.
Holender wyprzedzil rywala dosc szybko, a potem dojechal do mety ku
wielkiej radosci holenderskich kibicow i sztabu Red Bulla. Trwajaca od
2014 r. dominacja Mercedesa zostala ostatecznie przelamana.
Po zakonczeniu wyscigu rozpoczelo sie swietowanie sztabu Red Bulla z
udzialem samego Maxa Verstappena. Przed weekendem Holender byl faworytem
do triumfu, jednak nikt nie mogl przewidywac, ze losy mistrzostwa swiata
rozstrzygna sie w takich okolicznosciach. 24-letni kierowca dlugo
chodzil po torze i po prostu nie byl w stanie uwierzyc w to, co stalo
sie zaledwie pare minut wczesniej.

SKOKI NARCIARSKIE
PS w Klingenthal: Kobayashi wygral loteryjny konkurs. Wielki pech Polakow
Ryoyu Kobayashi byl najlepszy w niedzielnym konkursie Pucharu Swiata w
Klingenthal. Zawody byly bardzo pechowe dla Polakow, do drugiej serii
zakwalifikowal sie tylko Piotr Zyla. Nie dostali sie do niej Aleksander
Zniszczol i Pawel Wasek, ktory zostal zdyskwalifikowany.
Dla polskich kibicow najwazniejsza informacja bylo to, ze w niedzielnym
konkursie w Klingenthal zabraknie Kamila Stocha. Jego strata byla tym
wieksza, ze nasz czolowy skoczek swietnie sie spisal w sobotnich
zawodach, w ktorych zajal drugie miejsce. Jego wczesniejsze skoki tez
dawaly nadzieje na dobry wystep, tymczasem w niedziele podano
informacje, ze go zabraknie.
Kwalifikacje poprzedzajace konkurs wygral Ryoyu Kobayashi i tym samym
potwierdzil swoja dobra forme. W nim i w Stefanie Krafcie, ktory wygral
sobotnie zawody nalezalo upatrywac faworytow. Fani Bialo-Czerwonych po
cichu liczyli, ze zaskoczy Piotr Zyla, ktory razem z Pawlem Waskiem i
Aleksandrem Zniszczolem sie zakwalifikowal do konkursu. Przypomnijmy, ze
duza grupa polskich skoczkow z Dawidem Kubackim na czele w ogole nie
pojechala do Klingenthal, a do austriackiego Ramsau, by szlifowac forme.
Jako pierwszy z Polakow w pierwszej serii zaprezentowal sie Pawel Wasek.
Swoim skokiem na 121 metr objal prowadzenie. Niestety jakis czas pozniej
okazalo sie, ze zostal zdyskwalifikowany za nieodpowiedni kombinezon.
Znacznie gorzej od niego spisal sie Aleksander Zniszczol. Skoczyl 110,5
metra i mogl sie spodziewac, ze zabraknie go w finalowej trzydziestce.
Tak tez sie stalo. Do drugiej serii zakwalifikowal sie Piotr Zyla, ale
jego wynik nie rzucil na kolana. 124 metry daly tylko 14. miejsce.
Jako pierwszy granice 130 metrow pokonal Daniel Andre Tande, ktory
skoczyl pol metra dalej. Norweg na dluzej objal prowadzenie. Pozniej
pogoda sie popsula. Snieg przeszedl w deszcz i skoki w wiekszosci byly
dosc krotkie. Kobayashi w tych warunkach potrafil jednak skoczyc daleko.
129,5 metra w niesprzyjajacych okolicznosciach dalo mu pierwsza lokate.
Do czolowej trzydziestki sensacyjnie nie wszedl Markus Eisenbichler, a
ledwo do niej przedostali sie Stefan Kraft i Karl Geiger.
Do finalowej serii awansowal tylko jeden Polak. Takiej sytuacji nie bylo
od konkursow w Almatach w 2016 r. W pierwszym w trzydziestce, na
ostatnim miejscu byl wtedy tylko Kubacki, a w drugim Andrzej Stekala.
Druga seria zaczela sie od skokow ponad stutrzydziestometrowych i szybko
mielismy na prowadzeniu trzech Niemcow. Za nimi uplasowal sie Kraft.
Sensacyjnie prowadzenie objal na dluzszy czas Kilian Peier. Szwajcar
uzyskal 132 metry. Piotr Zyla skoczyl 129 metrow i zaraz po swoim skoku
byl drugi. Ostatecznie zakonczyl rywalizacje na 14. miejscu.
Zaskoczyl Johann Andre Forfang, ktory pofrunal bardzo daleko. 138,5
metra to byla odleglosc duzo lepsza od wynikow wszystkich wczesniejszych
skoczkow. Prowadzenie odebral mu Marius Lindvik ze skokiem na 141 metr.
Za moment juz kolejny Norweg – prowadzil: Daniel Andre Tande, ktory
skoczyl 144 metry.
Koalicje pieciu Norwegow podzielil Ryoyu Kobayashi. Japonczyk uzyskal
139 metrow i bezdyskusyjnie wygral drugi konkurs w Klingenthal.

SZACHY
W wybitnie nietypowych okolicznosciach Magnus Carlsen obronil
mistrzostwo swiata. Ale to mu nie wystarcza
Wszyscy oczekiwali, ze genialny Norweg utrzyma tytul najlepszego
szachisty na swiecie. Ale nikt nie sadzil, ze Jan Niepomniaszczi nie
pozwoli mu zagrac wirtuozersko.
Dlaczego posiadacz umyslu, ktory dziala fantastycznie, sprawniej niz
umysly miazdzacej wiekszosci ludzi, znienacka zmienia sie w polglowka? I
to w chwili, dla ktorej poswiecil prawie cale zycie?
To pytanie, byc moze sformulowane delikatniej, musialo wybrzmiec w jazni
kazdego, kto pilnie sledzi rywalizacje w Dubaju. Zrekapitulujmy jeszcze
raz przebieg akcji: dwaj giganci tocza potwornie zaciety pojedynek na
intelekty i remisuja piec partii z rzedu; szosta ciagnie sie przez
rekordowe w historii walk o tytul 136 ruchow (i blisko osiem godzin),
Carlsen powala Niepomniaszcziego po monumentalnej walce; od tamtej pory
mecz przestaje przypominac starcie o mistrzostwo swiata, Rosjanin rzuca
sie w przepasc.
Juz kardynalny blad z niedzielnej partii, po ktorej Norweg powiekszyl
przewage do 5:3, wprawil srodowisko szachowe w oslupienie – pisalismy o
nim w “Wyborczej”, Rosjanin przepraszal za wybryk niegodny arcymistrza,
a eksperci biadali nad “jednym z najgorszych ruchow, jakie kiedykolwiek
zrobili pretendenci do tytulu”.
Ale kilkadziesiat godzin pozniej – po dniu przerwy, teoretycznie
pozwalajacym ochlonac – Niepomniaszczi posunal sie do jeszcze bardziej
spektakularnego wybryku. W sytuacji remisowej, moze nawet troche
korzystniejszej, ten znakomity szachista wrzucil swojego gonca w pulapke
bez wyjscia i oddal za darmo. Carlsen zbaranial, widzielismy to po jego
minie. W pewnym momencie podniosl sie z fotela i na stojaco, troche
znuzony, czekal na rezygnacje rywala. Przed partia rzucil, ze gra ze
zdesperowanymi przeciwnikami wywoluje w nim szczegolny niepokoj, ale to
bylo zaklinanie rzeczywistosci. Rosjanin nie oprzytomnial, jedyna zmiane
mozna bylo dostrzec na glowie – scial kucyk, sprawil sobie fryzure z
najnowszych modowych katalogow.
I znow popelnil samobojstwo. To sie wlasciwie na tym poziomie nie
zdarza. Bledy o takim rozmiarze, ze kluja w oczy nawet graczy amatorow,
zazwyczaj polegajacych na objasnieniach komentujacych wielkie starcia
arcymistrzow. Polskiemu kibicowi mogl stanac przed oczami piesciarz
Andrzej Golota, ktory ucieka z ringu przed Mike’em Tysonem. Cala reszta
wtorkowej rozgrywki byla juz odbebnianiem formalnosci, po ktorym faworyt
objal prowadzenie juz nieodrabialne. Nazajutrz padl remis, zrobilo sie
6,5 do 3,5, w ostatnich czterech partiach obronca tytulu potrzebowal juz
tylko uciulac punkt.
– Jan nie wykonal tak fatalnego ruchu przez cala kariere – komentowali
na goraco inni arcymistrzowie zastanawiajacy sie, czy w Dubaju nie
podstawiono sobowtora. – To wrecz zabawne, ze mozna bylo az tak zawalic
w tamtej sytuacji. Wczesniej nie umialbym sobie wyobrazic, ze ten blad w
ogole istnieje – wyznal Niepomniaszczi, ktory przepadl w stylu
uniemozliwiajacym przeprowadzanie jakichkolwiek czysto szachowych
analiz. Chce sie raczej zdiagnozowac nagle zalamanie psychiczne,
niezdolnosc do wytrzymania nawet drobnego niepowodzenia.
Carlsen, ktoremu bezradnosc rywala poniekad odebrala okazje do
zademonstrowania calego zakresu swojej wirtuozerii, nie okazal
wspolczucia. – To jest mecz o mistrzostwo, trzeba zniesc presje.
Wiadomo, ze wole pokonac przeciwnika grajacego na swoim najwyzszym
poziomie. Ale jesli sie nie da, bierzesz to, co jest, not za wrazenie
artystyczne nikt tutaj nie przyznaje – mowil norweski czempion, ktory
panuje od 2013 roku, dotychczas w pojedynkach na szczycie zwyciezal z
Visvanathanem Anandem, Siergiejem Karjakinem i Fabiano Caruana. Nigdy
wczesniej nie wygral tak latwo, w starciach z Rosjaninem i Amerykaninem
serie partii klasycznych remisowal i wyzszosc udowadnial dopiero w
szybkich, gdy zarzadzano dogrywke. Tymczasem tegoroczny mecz przypominal
final pilkarskiego Euro 2012, w koncowce ktorego hiszpanski bramkarz
Iker Casillas prosil sedziego, by nie wydluzac gry i oszczedzic
upokorzenia wychlostanym czterema golami Wlochom. Gdy w piatkowe
popoludnie Niepomniaszczi znow wyrzadzil sobie niepojeta krzywde,
zszokowany holenderski arcymistrz Anish Giri jeknal: “On chyba chce
przegrac”. Mecz o tytul okazal sie krociutki, ostatnie trzy partie –
tyle jeszcze zaplanowano – mozna bylo odwolac. Rozstrzygajace sceny na
szachownicy mialy sile symbolu: Carlsen roztrzaskal mur pionow
chroniacych krola, ktory stal nagi, samotny i bezbronny. I byc moze
tylko decyzji faworyta zawdzieczamy wydluzenie tej partii, on chyba
przeciagal ja z premedytacja.
Norweg pozostaje wiec nietykalny i zamiast pytac, czy zagraza mu
ktokolwiek sposrod wspolczesnych rywali, czesciej zastanawiamy sie, czy
zasluguje na tytul gracza wszech czasow. Carlsen – sportowiec znany z
bezwarunkowej szczerosci, on nigdy nie kokietuje – jest sceptyczny,
przypomina, ze Garry Kasparow utrzymywal globalny prymat az przez 15 lat.
Nie ulega jednak watpliwosci, ze pod wieloma wzgledami Norweg
zdystansowal wszystkich gigantow z przeszlosci, i to wyprzedzajac ich o
lata swietlne. On kolekcjonuje tez medale w szachach szybkich i
blyskawicznych, a figurami manipuluje na okraglo, bez chwili
wytchnienia, jakby na szachownicy mieszkal, najblizszych kumpli mial w
skoczkach, wiezach i goncach – lubi grywac przez internet z amatorami,
jako MagzyBogues na Chess24.com lub jako DrNykterstein na Lichess.com,
gdzie bawi sie w partie superblyskawiczne, dajace mu minute na wszystkie
ruchy. Zdarza mu sie przegrac, co w takiej formule nieuniknione i co
zupelnie go nie deprymuje, prowokujac raczej do specyficznie
autoironicznej samokrytyki. To jedyny tak wybitny sportowiec, z ktorym
moze sie zmierzyc kazdy – doslownie kazdy, nawet przecietnie obeznany z
sensownym wywijaniem hetmanem.
Granie mu nie wystarcza. Jest multimilionerem i stale rozbudowuje swoje
biznesowe imperium. Zarabia na wlasnej aplikacji szachowej (mozesz np.
zagrac z Magnusem w wybranym przez siebie wieku), inwestuje, spoglada z
reklamowych billboardow, popodpisywal juz w karierze dziesiatki
reklamowych kontraktow z globalnymi markami, czasami wywolujac olbrzymie
kontrowersje (umowe z firma bukmacherska oglaszal w Sztokholmie,
norweskie prawo zabrania zachwalania hazardu). Jego popularyzujaca
krolewska gre firma zatrudnia 250 pracownikow, jej internetowe produkty
zebraly 4 mln zarejestrowanych uzytkownikow, jej wartosc (jedyna
notowana na gieldzie szachowa spolka na planecie) mierzona kapitalizacja
akcji przekracza 100 mln euro. Carlsen to celebryta, przedsiebiorca,
niestrudzony odkrywca nowych terytoriow.
Nade wszystko skupia sie nad rozwojem szachow, od wybitnych poprzednikow
odroznia go zasieg oddzialywania i skala ambicji, pchajaca do wplywania
na rzeczywistosc. Rzuca wyzwanie swiatowym wladzom (FIDE), w trakcie
pandemii zirytowany ich bezczynnoscia zorganizowal serie turniejow
online swojego imienia, ktore wkrotce przeksztalcily sie w rodzaj Grand
Prix, cyklu przyciagajacego wszystkich najlepszych zawodnikow i tym
atrakcyjniejszego dla publicznosci, ze stawiajacego na przystepniejsze
partie szybkie i blyskawiczne. Zdobyly popularnosc, duzych sponsorow, z
kalendarza juz nie znikna. – Chcemy, zeby Champions Chess Tour z czasem
stal sie dla szachow tym, czy dla golfa jest PGE, a dla wyscigow
samochodowych zawody Formuly 1 – mowil “New York Timesowi” Andreas
Thome, dyrektor spolki Play Magnus.
Carlsena rozsadza energia, stale sie rozglada i poszukuje. Wprawdzie
twierdzi, ze bronienie mistrzostwa swiata troche go meczy, ale nie wolno
tych wyznan mylic z wypaleniem. Norweg nie zamierza rzucic szachow nawet
po utracie tytulu, po prostu bardziej stymuluje go turniej, w ktorym
moze zdobyc kolejne trofeum, niz rywalizacja pozwalajaca zachowac to, co
juz posiada. Gdy siada do gry, niekoniecznie zawsze wybiera najlepszy
dostepny ruch – lubi wybrac taki, ktory zdezorientuje przeciwnika,
wytraci go z komfortu przebywania w znanej, przecwiczonej i przemyslanej
konfiguracji figur. Czasami wydaje sie, ze zmierzanie ku wygranej
poprawne, pozbawione przygod, byloby zbyt banalne, zanudzilby sie na smierc.
Niepomniaszczi nie okazal sie rywalem inspirujacym, ale nowe wyzwania
nadciagaja. Najwazniejszemu na imie Alireza, a na nazwisko Firuzdza –
nosi je fenomenalny, blyskawicznie potezniejacy 18-letni Iranczyk
grajacy pod flaga francuska, ktory wlasnie wystrzelil na pozycje
wicelidera globalnego rankingu, przekraczajac bariere 2800 rankingowych
punktow jako najmlodszy szachista w historii (pobil rekord Carlsena).
Zeby jednak za dwa lata podjac probe obalenia hegemona, musi wygrac
przyszloroczny turniej pretendentow. Nie wiadomo jeszcze, gdzie i kiedy
sie odbedzie, ale wiadomo, ze do elitarnej osemki zakwalifikowal sie
m.in. nasz Jan-Krzysztof Duda. Polak tez sie nie kryguje, od lat
konsekwentnie powtarza: chce zostac mistrzem swiata.
————–
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal, Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.