Dzien dobry – tu Polska – wtorek, 24 grudnia 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVII nr 344 (5271) 24 grudnia 2019 r.
B O Z E N A R O D Z E N I E

Plyniemy do Betlejem”
Plyniemy do Betlejem w te cicha, swieta noc,
gdzie Dziecie narodzone ma wyjatkowa moc.
Plyniemy do Betlejem, by piesnia oddac czesc,
zawitac do stajenki pod zaglem czulych serc.

Za horyzontem zniknal juz nasz rodzinny lad
Zasypal go zupelnie, snieg nie wiadomo skad.
To, co swiete niepojete, przeczuwane i nazwane.
Swiete niepojete, bedzie znane, co skrywane.

Na stole czeka oplatek, choinka blaskiem lsni
On zbawi wkrotce swiat, choc teraz w zlobku spi.
Co wysnione, bedzie znane, niepojete wyczekane;
gwiazda gwiazd i gora gor, zorza zorz i morze morz.

Pod bandera swiatla, spiewa anielski chor:
Fala fal i zorza zorz, gwiazda gwiazd i gora gor.
Swiete niepojete, ziscil sie wielki cud.
Slowo stalo sie cialem – oto narodzil sie Bog.
——————————————————-
Te piekna marynarska pastoralke sle Wam zamiast banalnych
bozenarodzeniowych zyczen. Szkoda, ze nie moge ja dostarczyc z dzwiekiem,
bo bardzo piekna melodie skomponowal szczecinski muzyk Jacek Sykulski do
slow rowniez szczecinskiego poety Konrada Wojtyly. Partie solowe cudownie
spiewa slawna wokalistka jazzowa Dorota Miskiewicz z towarzyszeniem- jakze
by inaczej-Choru Akademii Morskiej w Szczecinie pod dyrekcja Sylwii
Fabianczyk-Makuch i Poznanskiego Choru Chlopiecego.
Plytke nadeslal mi z morza byly bas Szczecinskiego Choru, dzis kpt. Bogdan
Fryszkowski.
I co? od razu zrobilo sie jak �sludzie ludziom”: prosciutko, cieplutko,
serdecznie. Tak, jak staram sie zeby bylo w Marynarskiej Gazetce zawsze i
na codzien. A w te Swiete Dni szczegolnie. Wasz:
Stary, Kochajacy Was
Gargamel

OGIEN NA KOTLY- PARA W TURBINE!
Szanowny Panie Redaktorze,
W dniu dzisiejszym dokonano wplaty w moim imieniu w kwocie 500 PLN na
konto Stowarzyszenia Pomocy Chorym Dzieciom LIVER.
Niech ta skromna kwota zasili fundusz tych ktorzy tak bardzo potrzebuja
naszej pomocy i wsparcia .
Z okazji zblizajacych sie Swiat Bozego Narodzenia zycze Panu i wszystkim
Podopiecznym wesolych i spokojnych Swiat
oraz zdrowia i wszelkiej pomyslnosci na nowy Rok 2020.
W zalaczeniu przesylam dowod powyzszej wplaty.
Pozdrawiam.
Master mv CITIUS
————
Wielkie, wielkie dzieki!
Gargamel

POL LITRA DLA MALUCHA
Witaj Gargamelu
Mochito z pigwy – po raz pierwszy – 300 PLN.
Pozdrawiam
Piasek
—————–
Nalewka z Aronii- flaszka 100 PLN
Mochito z pigwy – flaszka 300 PLN
Po raz pierwszy!
KTO DA WIECEJ?

CZY WIDZIAL PAN REKINA ?
(- tym razem inny pan i inne rekinki: III klasa SP w
Kaliszu)
Dzien dobry wszystkim! Dziekuje za zdjecia piernikowe. Fajnie wygladacie i
jakos
tak dojrzale. Duzi urosliscie przez ten rok!
No dobrze, a teraz odpowiem na Wasze pytanie o morskie Boze Narodzenia.
Bedzie
dlugo i troche na powaznie.
To moje ostatnie chwile na statku. Za trzy dni konczy mi sie kontrakt i
wracam
do domu – tym razem wlasnie na swieta. Tyle to juz razy bylo, przez te 38
lat
marynarskiej pracy, wyjazdow i powrotow, po pare razy w roku tu i tam, az
polowa
swiat i Nowych Rokow spedzona w morzu i tylko polowa w domu. Marynarskie
swieta,
zwlaszcza Bozego Narodzenia (Wielkanoc, przynajmniej dla mnie, jakos mniej
sie
liczy), nigdy nie sa prawdziwie wesole – nawet gdy jest fajnie i wesolo –
bo jednak
kazdy wolalby w ten czas byc wsrod swoich, ludzi bliskich i kochanych, a
nie najfajniejszych nawet kolegow. Jak one na statku wygladaja? Ano roznie.
W mojej
pamieci dziela sie na dwa okresy. Pierwszy – to dziewiec lat po
ukonczeniu Szkoly Morskiej, kiedy pracowalem w nieistniejacym juz dzisiaj, a
wtedy poteznym przedsiebiorstwie Polskie Linie Oceaniczne. Mielismy wtedy w
PLO
okolo dwustu statkow, firma zatrudniala 6 tys. osob na ladzie i 10 tys.
marynarzy.
Marynarze stanowili zwarte srodowisko, statki mialy liczne zalogi (od 30 do
ponad
40 chlopa – dla porownania dzisiaj mojego „Generalka”, choc taki z niego
kolos,
obsluguje raptem 19-osobowa zaloga). Bylismy sami swoi, Polacy. Nasi
kucharze byli
swietnie wyszkoleni, dobra eksportowa zywnosc – to i swieta na morzu byly
uroczyste, wystawne, swojskie, pyszne. Byly choinki – nawet, jesli
wychodzilo
sie w rejs nie za dlugo przed wigilia, prawdziwe, swierczki zabrane z kraju
i
trzymane w chlodni, ale czesciej oczywiscie plastykowe. Do tego bombki,
ozdoby,
czasem nawet prezenty – jakies drobiazgi, slodycze. Siadalo sie do wspolnej
kolacji – cala zaloga razem (na co dzien podzielona na trzy jadalnie,
po marynarsku 'mesy': zalogowa, oficerska i kapitanska). Kucharze stawali na
glowie, zeby zapelnic stoly pysznymi tradycyjnymi polskimi potrawami. Czasem
spiewalo sie nawet koledy, choc na tych oficjalnych wigiliach nie bylo to
norma
(Polska byla wtedy, przed 1989 rokiem, jako panstwo komunistyczna i
niereligijna; co innego ludzie). Po kolacji – spotkania w grupach, po
kabinach,
przy piwku, ale predzej czy pozniej kazdy zostawal sam z soba i myslal o
zostawionej na ladzie rodzinie. Jesli sie udalo i byla lacznosc, to sie
dzwonilo
do domu przez radio (radiooficer wywolywal morska radiostacje Gdynia Radio,
a tam
panie operatorki laczyly nas z krajowa siecia telefoniczna).
Mnie najbardziej z morskich wigilii utkwila w pamieci ta z 1982 roku
spedzona we
wloskim miasteczku Sant Antioco na wyspie Sardynia. (W Polsce byl wtedy stan
wojenny). Bylem wtedy III oficerem na statku szkolno-towarowym 'Antoni
Garnuszewski'. Zaloga skladala sie z 50 marynarzy i wykladowcow oraz stu
studentow.
Pobiesiadowalismy wspolnie, a potem duza grupa, co najmniej 40, poszlismy na
miejscowa pasterke. Narobilismy tam niezlego rumoru… We Wloszech na mszy
spiewa
tylko chorek, zwykli ludzie nie. Odczekalismy, az przy komunii zrobilo sie
cicho, i
jak nie hukniemy 'Bog sie rodzi'! Wiecie, to jest koleda, od ktorej mury sie
trzesa… Ksiadz podbiegl, wypytal, co my za jedni, oglosil ludziom – i
potem
wszyscy nam skladali zyczenia, a na drugi dzien wielu przyszlo na statek w
odwiedziny, przynosili nam ciasta, wino i w ogole bylo super.
Potem rozstalem sie z PLO i juz 28 lat pracuje na statkach zagranicznych.
Zalogi sa
miedzynarodowe, z roznych krajow, kontynentow i ras. Bywalo i tak, ze na
ponad 20
osob bylem jedynym Polakiem i jednym z dwoch tylko Europejczykow (drugi to
starszy
mechanik), a reszta z Birmy. Tam naczelna religia jest buddyzm, Bozego
Narodzenia
sie nie swietuje, ale w takiej sytuacji morskie swieta owszem, sa, tez sie
stawia i
ubiera choinki, sklada zyczenia, ja w skrocie opowiadam Azjatom, jak sie u
nas
obchodzi swieta i jakie maja znaczenie, oni nam odspiewuja piosenke
(dawny przeboj zespolu Boney M) 'We wish you a Merry Christmas',
kucharz podaje – w miare mozliwosci, zalezy w jakiej czesci swiata kupujemy
prowiant – choc jedna polska potrawe wigilijna. Armator przeznacza drobna
sume
na prezenty dla zalogi, wiec kupuje dla wszystkich (najczesciej) slodycze,
orzechy, bakalie. Zdarza sie, gdy w czas swiateczny jestesmy w Europie lub
USA, ze
przychodza przedstawiciele jakiejs organizacji dobroczynnej i tez przynosza
nam
upominki. Ale to juz nie ta atmosfera, nie ma wspolnoty. Wsrod europejskich
oficerow duzo jest na przyklad Ukraincow, a ich prawoslawne swieta wypadaja
2
tygodnie po naszych, no i jednak ta roznosc kultur, ras i narodowosci
sprawia,
ze to juz nie to. Ale jesli jest nas akurat dwoch, trzech Polakow, to zawsze
lepiej. Jest z kim pogadac 'po naszemu', o tych samych swojskich rzeczach i
klimatach. Kazdy umie cos tam upichcic, robimy wiecej polskich dan – tak
mialem
na 'Generalku' rok temu; zrobilem (z przywiezionych z domu grzybow
suszonych) zupe grzybowa, kapuche z grzybami, druga z grochem, kolega
-pstragi
smazone i w galarecie, upieklem niezly pasztet… Tak, tak, chlopaki! Nie
swieci garnki lepia i nie tylko babska to rzecz gotowanie! Podpatrzcie
czasem, jak
mama (albo tata, nie?) cos przyrzadza, nauczcie sie, a co! Kiedys Wam to
zaprocentuje, zobaczycie:)
No i tak to z marynarskimi swietami jest. Skladam Wam, kochani, serdeczne
zyczenia zdrowych, pogodnych, wesolych Swiat i masy radosci w nadchodzacym
Nowym Roku. Uczcie sie, otwierajcie na swiat, ktory przeciez nie zamyka sie
w
granicach jednej naszej Polski. Podrozujcie palcem po mapie, ogladajcie
filmy o
innych krajach, poznawajcie zycie innych ludzi. Ja, marynarz i kapitan, od
dziesiatkow lat plywajacy i latajacy po calym globie, pracujacy z kolegami
bialymi,
czarnymi, bezowymi, zoltymi i w ogole w kropki bordo, moge Wam z reka na
sercu
powiedziec: ludzie sa wszedzie ludzmi, tak samo czuja, kochaja, tesknia za
bliskimi, maja hobby i talenty, lubia sie smiac i cieszyc – tak samo jak
Wy. Warto
poznawac ich i swiat! I tego Wam tez zycze, abyscie mieli do tego chec i
mozliwosci.
Wszystkiego Najlepszego!
Wasz
Kapitan JANUSZ

P A R A F I A D A
-czyli, jak plywac i nie zwariowac
” Marynarskie Swieta”
Fakt nieobecnosci marynarza przy swiatecznym stole bywa bolesny.
Boze Narodzenie jest zawsze okazja do wspolnego swietowania w
atmosferze milosci, radosci i szczescia. Ten swiateczny rozgardiasz,
bieganie w podnieceniu, wszechobecne dzieci z ich oczekiwaniem na
prezenty, specjalne jedzenie, choinka i inne konteksty tych wydarzen
wzmacniaja unikatowosc tych dni, na ktore przeciez kazdy z nas czeka.
Tym bardziej chcialby w tym momencie byc z nami obecny oddalony od
rodziny o wiele kilometrow, marynarz!
Tak, jak zawsze chcial byc z nami w czasie swiat moj Ojciec!
I tak, jak zawsze my czulismy sie samotni, kiedy Jego nie bylo z nami
przy wigilijnym stole!
Nie tylko marynarze spedzaja swieta samotnie!
Osob osamotnionych w tych magicznych dniach jest znacznie wiecej i z
roku na rok ich przybywa.
Rozbite rodziny! Osoby bezdomne! Skloceni partnerzy! Odrzuceni ludzie!
Samotne swieta zazwyczaj trudno przetrwac. Widok szczesliwych par
robiacych swiateczne zakupy, plynace zewszad koledy, caly ten
swiateczny rozgardiasz bezlitosnie uzmyslawiaja samotnym, ze bliskosc
drugiej osoby jest naprawde wazna. Mnogosc przekazow medialnych,
wspomnienia z dziecinstwa i przyjete spoleczne wzorce zachowan
sprawiaja, ze niespelnione potrzeby teraz bola bardziej. Z tym
problemem borykaja sie glownie osoby, ktore sa same z przymusu. Ktos
bliski umarl lub odszedl. Jesli jeszcze trwa zaloba, zal i rozpacz sa
tak wielkie, ze nawet dom pelen ludzi nie wypelni pustki.
Samotnosc bolesnie przezywaja osoby zyjace w trojkatach
emocjonalnych, gdzie jest sie wprawdzie z rodzina, ale mysli kraza
wokol kogos innego!
Niektorzy sa samotni od wielu lat, bo nie maja nikogo bliskiego.
Dotyczy to nie tylko osob starszych i schorowanych. Wielu singlom,
swietnie radzacym sobie na co dzien, w czasie swiat tez doskwiera
samotnosc.
W wielu przypadkach samotnosc w czasie swiat nie jest jednorazowa. Sa
osoby, ktore notorycznie nie maja gdzie sie podziac w tym czasie z
wielu powodow.
Osoby odizolowane spolecznie. Chorzy w szpitalach. Chorzy psychicznie
i psychiatrycznie. Wiezniowie w wiezieniach i inni oraz zagubieni,
odrzuceni i pokloceni ze soba.
Jednak tak na prawde czlowiek nigdy nie jest sam!
Zawsze ktos o nas mysli i zawsze my myslimy o innych.
Obiecuje Ci, ze w czasie Swiat Bozego Narodzenia ja bede blisko Ciebie
oraz, ze nie bedzie takich 2 minut, abym o Tobie nie myslal.
Pozdrawiam serdecznie,
Karol
—————————–
Dr Karol PARAFIAN psycholog, MARYNARZ

Oplatek, wigilijna kolacja, pasterka.
JAK POLACY SPEDZAJA SWIETA
Koledy w sklepach, lampki i choinki na wystawach, rozswietlone dekoracje
ulic – to wszystko przypomina o nadchodzacym Bozym Narodzeniu. Wielu z nas
czeka na nie przez caly rok.
Oczywiscie swieta – by byly naprawde udane – wymagaja pewnego wysilku. I
nie chodzi tu tylko o przygotowania: sprzatanie, gotowanie, ubieranie
choinki, kupowanie i pakowanie prezentow, ale rowniez o skupienie sie na
bliskich i ich potrzebach. Byciu z nimi tu i teraz.
Okazuje sie, ze wiele osob ma z tym dzis duzy problem. Rozpraszaja nas
telefony, komputery, telewizja. A czy jest sens spedzac swieta, zerkajac
ukradkiem na telefon? Wszyscy przeciez instynktownie czujemy, ze w tym
najwazniejszym momencie w roku nie chodzi o to, by byc na biezaco z tym, co
dzieje sie u znajomych na Facebooku czy Instagramie, ale by byc blisko
rodziny. Jednak ta bliskosc – jak pokazuja badania przeprowadzone dla firmy
Lotte Wedel* – nie zawsze jest latwa do osiagniecia.
Zblizenie pokolen
By swieta byly czasem prawdziwej radosci z bycia razem, nie wystarczy
zgromadzic rodzine w pokoju z choinka. Potrzebne jest wzajemne zrozumienie
potrzeb i oczekiwan wszystkich zgromadzonych przy swiatecznym stole. Bez
tego u niektorych, zwlaszcza u mlodszych osob, szybko pojawia sie telefony
na kolanach.
A te potrzeby bywaja bardzo rozne. Z badania Wedla wynika, ze zupelnie
inaczej wyobrazaja sobie udane swieta ludzie mlodzi (urodzeni po 1990
roku), a inaczej ich rodzice czy dziadkowie. Roznice te warto poznac, by
lepiej rozumiec, czemu np. dziadek czuje sie urazony, gdy wnuczek siada do
wigilijnego stolu w dzinsach, a tego drugiego denerwuja pytania o to, czy
ma juz dziewczyne. Dzieki takiej wiedzy bedzie znacznie latwiej uniknac
zadraznien i scysji.
Takie wzajemne zrozumienie nie powinno byc wielkim wyzwaniem. Okazuje sie
bowiem, ze istnieje wiele obszarow, w ktorych jestesmy zgodni. Az 65
procent badanych przez Wedla osob uznaje np., ze aby swieta byly udane,
musza w nich uczestniczyc wszyscy czlonkowie rodziny. Bardziej zaskakujace
jest to, ze nawet meczace prace domowe i przygotowywania swiateczne moga
byc okazja do zblizenia pokolen. Wbrew podejrzeniom osob starszych,
obawiajacych sie, ze mlodzi nie beda chetni do pomocy, ci czesto odnajduja
w tych zajeciach spora frajde. Chetnie biora oni udzial w przygotowywaniu
posilkow, sprzataniu i dekorowaniu domu, zwlaszcza jesli moga to robic z
innymi czlonkami rodziny.
Bozonarodzeniowy savoir-vivre
Rozdzwiek pojawia sie natomiast w temacie etykiety. Coraz wiecej 30- i
40-latkow oraz wiekszosc ludzi mlodszych od nich najchetniej spedzaloby ten
czas w luznej, nieformalnej atmosferze i takim samym stroju. Natomiast
seniorzy uwazaja, ze dla podkreslenia wyjatkowosci swiat niezbedny jest
pewien formalizm. Elegancki ubior, swiateczne dekoracje na stole,
odpowiednie zachowanie uwazaja oni za niezbedne atrybuty udanych swiat. O
ile takie oczekiwania nie sa problemem dla zdecydowanej wiekszosci
40-50-latkow, to juz 23 procent osob mlodszych narzeka na, ich zdaniem,
zbyt formalna atmosfere swiat. Wielu z nich uwaza tez za sztuczne i meczace
rozne swiateczne zwyczaje, takie jak spiewanie koled czy koniecznosc
spozywania okreslonych potraw.
Jednak najtrudniejszym momentem wieczerzy wigilijnej jest dla mlodych
skladanie zyczen przy oplatku. Az 37 procent z nich nie lubi tego momentu.
Byc moze wiaze sie to z ich wieksza niz wsrod starszych osob niechecia do
sztucznych i wymuszonych zachowan oraz ich nastawieniem na glebokie,
osobiste relacje. Problemem sa tez dla mlodych plytkie i nudne rozmowy oraz
„zrzedzenie i narzekanie przy stole”, przed czym az 33 procent z nich
ucieka wlasnie do smartfonow. A to z kolei irytuje innych uczestnikow
wieczerzy.
Porozmawiajmy od serca
Wcale jednak nie musi tak byc. Wbrew temu, co czesto wydaje sie osobom
starszym, mlodzi wcale nie chca unikac rozmow, tylko zalezy im na tym, by
byly one ciekawe i szczere. Irytuja ich powierzchowne pytania o szkole czy
banalne rozmowy o jedzeniu. Bardzo niechetnie tez zwierzaja sie i
odpowiadaja na pytania osobiste, a tym bardziej te dotyczace sfery
uczuciowej, na ktore skarzy sie blisko jedna czwarta z nich. Jednoczesnie
jednak – co pocieszajace – az 50 procent z nich pragnie budowac lepsze
kontakty z innymi czlonkami rodziny i rozmawiac o rzeczach dla nich
istotnych. Az 46 procent mlodych chetnie uslyszaloby w Wigilie historyjki –
najlepiej oczywiscie, gdyby byly zabawne – z dawnych dziejow rodziny.
Zalezy im bowiem na autentycznym poglebianiu relacji, a nie na typowych
gadkach szmatkach, jak okreslaja rozmowy o sprawach nieistotnych.
Czy to nie wspaniala wiadomosc dla dziadkow? Seniorzy, ktorzy obawiaja sie,
ze nikogo juz nie interesuja ich opowiesci o starych czasach, wlasnie w
mlodziezy znajda oddanych sluchaczy. Tym, co najskuteczniej odciaga mlodych
od wirtualnego swiata, sa wiec szczerosc, wrazliwosc, zainteresowanie i
ciekawe rozmowy. Czyli wszystko to, co najwazniejsze w prawdziwej, bliskiej
relacji.

OJCIEC CHRZESTNY IV
(Scenariusz filmowy)
Rzecz dzieje sie w nadmorskiej willi,
Blisko Palermo na Sycylii.
Wieczor. Dosc pozna jest godzina.
Don Corleone wzywa syna.

– Jak zwykle chodzi o mamone.
– Rzekl prosto z mostu Corleone.
– Musisz zalatwic wazne sprawy,
Jutro pojedziesz do Warszawy.

Mamy ostatnio pustki w kasie,
Wiec trzeba spotkac sie z Banasiem.
Masz tu telefon i adresy.
On wie, jak robic interesy.

Tuz po przyjezdzie zaraz z rana,
Od razu spytaj o Mariana.
To spec. Na pewno nam pomoze.
I nawiaz kontakt z Zoliborzem.

Odwiedz koniecznie Nowogrodzka,
Ale dopiero pozna nocka.
I porozmawiac sprobuj z szefem,
Jak sobie radzic z KNF-em?

Rano przy stole stojac szwedzkim,
Sprobuj dogadac sie z Bireckim,
Spytaj o SKOK-i z Wolomina,
Jak z nich korzystac ma rodzina?

Zeby przychylnosc miec tych panow,
Powiedz, ze jestes z Watykanu.
Zabierz rozaniec. Tam, gdzie mozesz,
Powtarzaj zawsze: W imie Boze.

Po drodze wpadnij do Torunia.
Mow, ze wszystkiemu winna Unia.
Zadan masz sporo, lecz w ich wirze,
Nie zapominaj lezec krzyzem.

Szczegolnie przeszkol sie z tematu,
Jak troche forsy skubnac z WAT-u?
Oni z watowska mafia walcza,
Ale buduja swoje rancho.

Przez politykow z gornej polki,
Latwo do Srebrnej wkrec sie spolki.
I zalatw nam rezerwy zlota.
Dla nich nietrudna to robota.

W Polsce to proste jest szalenie.
Przejdziesz tam szybkie przeszkolenie.
Kilka praktycznych wezmiesz lekcji,
Rzecz opanujesz do perfekcji.

Zalozysz w banku lewe konta.
Bacz, zebys czegos nie poplatal!
A gdy cie zmecza te wyczyny,
Wynajmiesz pokoj na godziny.

I nic sie nie boj. Z Cosa Nostra
Mozesz poczynac sobie ostro.
Pod parasolem banasiowym,
Zaden ci wlos nie spadnie z glowy.

I jeszcze jedno. Nie zapomnij!
Auta rozdaja tam bezdomni.
Bierz, ani chwili sie nie wahaj,
Nowego przywiez mi Maybacha.
———————————
Wojciech DABROWSKI

NIE CHCE RZADZIC Z TYLNEGO SIEDZENIA…
Prezes Polskiego Zwiazku Pilki Noznej Zbigniew Boniek o reprezentacji,
klubach ekstraklasy i swojej przyszlosci.
* PZPN ma za soba szczegolny rok. Stulecie powstania zwiazku zostalo
okraszone drugim z rzedu awansem reprezentacji Polski do finalow mistrzostw
Europy. Jest pan zadowolony?
-Jubileusz PZPN to jest dobra okazja do uswiadomienia wielu kibicom,
ograniczajacym swoje zainteresowanie pilka do ogladania meczow, ze losy
PZPN sa odbiciem historii Polski. Zwiazek narodzil sie w pierwszym roku
odrodzonej Polski. Zalozyla go grupa zapalencow z Malopolski i Galicji,
Mazowsza i Wielkopolski. Budowalismy pilke w trudnych czasach, podczas
wojny, w innym systemie politycznym. Polacy sa czasami podzieleni, ale –
jak w motto zwiazku – laczy nas pilka. Dzis z duma moge powiedziec, ze choc
nie zawsze zwyciezamy, to polska pilka idzie do przodu. Udalo nam sie
stworzyc z produktu o nazwie „reprezentacja narodowa”, wspolne dzielo
wszystkich Polakow. Dzis zaspiewac hymn narodowy wspolnie z polska
reprezentacja to jest wielkie przezycie. Ma to znaczenie zwlaszcza teraz,
kiedy jestesmy podzieleni wszedzie tylko nie na Stadionie Narodowym.
*Bardzo ladnie pan mowi. Bardziej jak polityk, a nie prezes sportowego
zwiazku.
-Mowie to, co czuje. Od polityka roznie sie tym, ze jestem szczery. Nie
mowie czegos, zeby zdobywac punkty, glosy, miec z tego jakas korzysc, tylko
jako szef zwiazku, majacy satysfakcje z tego, jak on funkcjonuje. I pewnie
pracownicy PZPN powiedzieliby tak samo. Podczas gali stulecia, gdzie
wszedzie widac bylo nasze zloto-czerwone logo, kiedy zaszczycili nas
obecnoscia prezydent kraju, prezesi FIFA, UEFA i kilku zagranicznych
zwiazkow krajowych mialem poczucie, ze dzieje sie cos historycznego.
Cieszymy sie wspolnie ze swieta, przypominajac tych, ktorzy przez te sto
lat budowali polska pilke. PZPN to nie jest firma Bonka, Laty czy
Dziurowicza, tylko nas wszystkich.
* Pamietamy o tym co dobre, ale byly takie lata, kiedy PZPN to nie brzmialo
dumnie. Reprezentacja grala slabo, na stadionach kibice dawali wyraz
niezadowoleniu, skandujac haslo, ktore dla PZPN nie brzmialo milo. To juz
przeszlosc. Mysli pan, ze na zawsze?
-Nie chcialbym dzielic pilki na dobra terazniejszosc, bo jestem ja i zla,
kiedy rzadzil ktos inny. Jesli mowimy o dzialaniach marketingowych zwiazku,
ktore pomagaja stworzyc dobry wizerunek, to majacy duzo wejsc portal „Laczy
nas pilka”nie jest nasza podstawowa dzialalnoscia. PZPN stoi na strazy,
jest czyms w rodzaju ministerstwa polskiej pilki, a ministerstwa, jak
wiadomo, nie wszystkim sie podobaja. Wizerunek zmienil sie z prostego
powodu. Kiedy osiem lat temu przyszedlem do PZPN i otworzylem w komputerze
jego strone www.pzpn.pl, to poza dokumentami nic tam nie bylo. Nie mialem o
czym czytac. Strona jest ta sama, tylko zmienila sie jej zawartosc. Nie
bylo Centralnej Ligi Juniorow, Pro Junior System, Akademii Mlodych Orlow,
letnich, zimowych i jesiennych obozow dla dzieciakow. Kluby same oplacaly
sedziow, a dzis wyrecza je zwiazek. To sie rzeczywiscie samo nie robi. Ale
mam swiadomosc, ze jak sedzia sie pomyli, czy VAR nie zadziala to kibice
znowu cos tam zaspiewaja. Raz na zawsze to na pewno nie minelo. Bylbym
ostrozny z takim optymizmem.
* To prawda, ale zmiany widac golym okiem. Jak sie idzie na mecze
reprezentacji, ma sie wrazenie, ze nie ma tam kibicow, znanych z chamskich
zachowan i chuliganskich wyczynow na stadionach klubowych. Na mecz ida
zupelnie inni Polacy.
-Na meczach reprezentacji sa ci sami kibice co w klubach, tylko inaczej sie
zachowuja. Jednak przekroj kibicow jest bardzo zroznicowany. Oczywiscie, ze
kluby musza miec swoich kibicow, ktorzy cierpieli po przegranych meczach,
znaja historie, szanuja barwy klubowe, bo ojciec tez je szanowal itd.
Czasami zdarzy im sie zaspiewac cos nietaktownego, ale ja staram sie na to
nie zwracac uwagi. Nawet jesli dotyczy mnie osobiscie. Chetnie widze na
meczach reprezentacji kazdego kibica.
*Nawet tych, o ktorych powiedzial pan kiedys: „matka idiotow jest ciagle w
ciazy”?
-Zdarza mi sie spotkac na stadionie szefow klubow kibica z zona, corka lub
synem, ktorzy widzac mnie mowia: panie prezesie, tylko niech pan nie mowi
nikomu, ze pan mnie widzial. Bo kazdy lubi reprezentacje i chcialby brac
udzial w jej meczu.
* Nam przyjemnosc chodzenia na mecze odbieraja kibole. Mielismy nadzieje,
ze przynajmniej final Pucharu Polski bedzie takim swietem jak mecze
reprezentacji.
-Prosze pamietac, ze jeszcze kilka lat temu nikt nie chcial organizowac
finalu. Odbywal sie co rok w innym miejscu. My zrobilismy z Pucharu Polski
wielka, fantastyczna impreze. Swieto futbolu. Niestety, zrobilo sie z tego
swieto grup kibicowskich, bo jak juz ktos dotarl do finalu, to mu sie
wydaje, ze moze pokazac na co go stac i zrobic zadyme na Stadionie
Narodowym.
*Tyle, ze to PZPN jest organizatorem meczu finalowego. Kiedy dochodzi do
awantur na meczu ligowym to kare ponosi gospodarz czyli klub. Nie
slyszelismy, aby po chuliganskich wyczynach na finale Pucharu Polski PZPN
sam siebie ukaral, a macie przeciez kierownika do spraw bezpieczenstwa.
-Na wybryki nie ma przyzwolenia nie naszego, tylko gospodarza, jakim jest
panstwo polskie, wlasciciel Stadionu Narodowego.
*Ale to PZPN jest organizatorem. Wynajmujecie stadion na final-.
-My chcielibysmy zeby to bylo swieto polskiej pilki. Nikt nie mowi, ze taki
final ma byc msza swieta. Niech sobie pokrzycza, ale musza miec poczucie
odpowiedzialnosci. Czasami przesadzaja. A co do odpowiedzialnosci –
powinien placic ten, kto zawinil. Jak pojedziemy na Wembley i nasi kibice
tam narozrabiaja, to nie gospodarz stadionu czy angielska federacja ponosi
konsekwencje, tylko my.
Mialem ostatnio nieprzyjemnosc spotkania sie z polskimi kibicami przy
okazji meczow wyjazdowych reprezentacji. Mieli na sobie patriotyczne
koszulki, sporo alkoholu w sobie, baly sie ich stewardessy w samolocie i
miejscowi kibice. Patriotyzm to jest slowo stanowiace alibi dla
najwiekszych szumowin… Przekroj kibica to jest przekroj spoleczenstwa,
mlodziezy polskiej. Mlodziez bardzo czesto mowi, ze kocha swoj klub, a nie
zna jego historii. I historii Polski przy okazji tez. Im kto mniej wie, tym
bardziej bladzi i krzyczy. Dzis jest bardzo latwo podpisac sie pod jakimis
symptomami patriotyzmu, ale ja uwazam, ze to robi sie na pokaz. Ja tez
jestem patriota, ale nie widze powodu do robienia z tego powodu
demonstracji. Jestem patriota – Polakiem, jednak nie musze o tym krzyczec
podczas meczu. Nie widze tez sensu w spiewaniu czterech zwrotek hymnu
podczas meczu. Hymn wykonuje sie w skupieniu, spokoju, kiedy cos sie
zaczyna, kiedy bedziemy cos prezentowac. Natomiast gdy slysze pietnascie
razy jak obraza sie przeciwnikow, sedziow i kogo popadnie, a potem spiewa
sie hymn narodowy tylko po to, zeby cos zademonstrowac, a nie dlatego, ze
czuje sie cos w srodku, trudno mi to zaakceptowac.
*PZPN jest jednym z dwoch zwiazkow sportowych w Polsce, ktory na siebie
zarabia i nie potrzebuje dotacji. Drugi to Polski Zwiazek Motorowy. Co daje
taki komfort materialny?
-PZPN nie ma gield samochodowych. My zarabiamy w inny sposob. Nasz
tegoroczny budzet wynosi okolo 280 mln zlotych. W przyszlym roku, ze
wzgledu na udzial Polski w mistrzostwach Europy ta kwota sie zwiekszy. Ale
to nie jest tak, ze my nie potrzebujemy pieniedzy od panstwa. Musimy
odroznic pilke zawodowa od amatorskiej. To ta druga potrzebuje pieniedzy,
bo same samorzady, ktore pomagaja w miare potrzeby, nie dadza sobie rady.
Prywatnego wlasciciela nie stac na placenie zawodnikom, utrzymywanie
obiektow, infrastrukture itp. Samorzady wspieraja teatry, opere i
dofinansowuja inne instytucje kultury, a pewnego rodzaju forma kultury jest
rowniez pilka nozna, bedaca w dodatku w miastach czynnikiem integrujacym.
*Za rok odejdzie pan z PZPN, bo przepisy nie pozwalaja prezesom na trzecia
kadencje. Gdyby jednak byla taka mozliwosc to chcialby pan kontynuowac te
prace? Michal Listkiewicz powiedzial kiedys, ze jedynym dobrym kandydatem
na prezesa PZPN jest brat blizniak Bonka, ale on go nie ma.
-Nie zaluje ani jednego dnia z tych siedmiu lat spedzonych w PZPN. Zawsze
chcialem byc prezesem, nikt mnie do tego nie zmuszal, nie bylo sytuacji
typu „nie chcem, ale muszem”. Wiedzialem co chce zrobic, jakie sa
mozliwosci i staralem sie je wykorzystac. Przepis o dwoch kadencjach
prezesa zwiazku jest chory i niekonstytucyjny. Tu juz nie chodzi o mnie,
ale prosze sobie wyobrazic prezesow – pasjonatow w malych zwiazkach
sportowych. Takich, ktorzy sa skuteczni, lubiani, szanowani, a musza odejsc
po dwoch kadencjach i robi sie pustka. Srodowisko pilkarskie powinno
decydowac kogo widzi w roli prezesa. Moj przyjaciel Grzegorz Lato byl
prezesem przez cztery lata, a kiedy staral sie o ponowny wybor nie zebral
nawet pietnastu glosow poparcia. Srodowisko dalo wyrazny sygnal: byles
fantastycznym pilkarzem, ale nie chcemy cie jako prezesa, bo nas do siebie
nie przekonales. Pan posel X czy Y nie powinien decydowac o tym kto stanie
na czele zwiazku sportowego. Ja mam prog swojej dumy i koncze. Chociaz z
zalem.
*Slyszymy glosy, mowiace, ze trzeba przeprowadzic wybory w taki sposob, aby
zmieniajac prezesa nic w PZPN nie zmienic. Tak, zeby mial pan nadal wladze,
chociaz bez funkcji.
-To mnie panowie nie znacie. Nigdy w zyciu nie myslalem o tym, zeby
kierowac czymkolwiek zza wegla, z drugiego szeregu czy z tylnego siedzenia.
To nie ja. Jak cos robie to podpisuje sie twarza, imieniem i nazwiskiem. I
ponosze za swoje czyny odpowiedzialnosc. Na boisku tez sie za nikim nie
chowalem.
*Wprost przeciwnie, byl pan zawsze pierwszy.
-No i to bylo dobre dla wszystkich. Jest tylko inny problem. Jestem
czlonkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, jako drugi Polak w historii, po
Leszku Rylskim. Dzieki temu mam wplyw na to, co sie dzieje w pilce
europejskiej. Dzieki mojej interwencji Liga Narodow zmienila swoj ksztalt i
mamy teraz szesnascie druzyn, co jest lepsze, rozsadniejsze, beda cztery
druzyny w grupie, wiecej meczow itp. Mamy szesnastodruzynowy final w
rozgrywkach U-21. Ja takie propozycje skladalem. Lubie to i mam poczucie,
ze robie cos pozytecznego. Jesli nie bede mial jakiejkolwiek funkcji w
polskiej pilce, to w marcu roku 2021 nie bede mogl ponownie kandydowac na
stanowiska czlonka Komitetu Wykonawczego UEFA. Nie jest to wielki problem.
Sytuacja jest bardzo prosta. Jesli jesienia 2020 roku wybrany zostanie
prezes PZPN, o ktorym bede wiedzial, ze jest inteligentny, zna futbol, ma
swoja wizje, bedzie kontynuowal to, co do tej pory robilismy i zaproponuje
mi role ambasadora polskiej pilki na zewnatrz, nadal w Komitecie
Wykonawczym, bez ingerowania w sprawy krajowe, to chetnie taka funkcje
przyjme.
*PZPN nie odpowiada za ekstraklase, kluby, ale to jest tez polska pilka,
ktora – w przeciwienstwie do reprezentacji – wyglada slabo. Pan, po
spotkaniu z przedstawicielami wladz ekstraklasy podsumowal to
sformulowaniem: „Zero dyskusji o pilce. Jedyne co kreci srodowisko to kto
kogo wykiwal”.
-To jest prawda. Smutne i gorzkie. Mamy ladnie opakowany produkt pod nazwa
Ekstraklasa. Nowoczesne stadiony, duzo emocji, ciekawe mecze, bo roznice
punktowe miedzy klubami sa nieduze, kazdy moze wygrac z kazdym, a osma
druzyna po rundzie zasadniczej moze zostac mistrzem Polski. Ale nie robi
sie nic zeby polska pilka klubowa byla mocna na poziomie europejskim.
Przeczytalem ostatnio w „Przegladzie Sportowym”, ze w przerwie zimowej
siedmiu zagranicznych zawodnikow opusci Legie, bo juz nie sa potrzebni. A
ja pytam: po co oni w ogole przyjechali do Polski? W ciagu tych dwoch –
trzech lat, ktore spedzili w Warszawie klub musial na nich wydac siedem –
osiem milionow euro. Te pieniadze mozna bylo wykorzystac duzo lepiej. Kupic
jednego – dwoch bardzo dobrych zawodnikow, ktorzy podniesliby poziom, przy
ktorych mlodzi by sie uczyli.
W swiatecznym prezencie dla Czytelnikow Marynarskiej Gazetki Gargamela-
rozmawiali: Stefan Szczeplek i Miroslaw Zukowski z �sRzeczpospolitej”
(Druga czesc wywiadu w piatek)
—————–
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”, „Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *