Dzien dobry – tu Polska – wtorek, 17 listopada 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 302 (5557) 15 listopada 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Szanowni Czytelnicy

Gargamel nadal w szpitalu.

Podjelismy decyzje, aby po 3 dniowej przerwie podjac wysylke gazetki.

Na „dzien dobry” opoznione wydanie niedzielne „Reksia”.

Od jutra juz normalnie, tyle ze bez Gargamela – sprobujemy przeczekac az
nam Redaktor wroci do normy.

PILKA NOZNA
-Bylismy bezradni. Wlosi pokonali nas bez najmniejszych problemow
Wlochy – Polska 2:0. Bialo-Czerwoni zagrali bardzo slabe spotkanie i
zasluzenie przegrali z Italia w Lidze Narodow. Druzyna Jerzego Brzeczka
nie miala w niedziele nic do powiedzenia, a mecz konczyla
Klasa srednia marzyla o tym, zeby wejsc do bardziej wytwornego
towarzystwa. I co z tego wyszlo? Bolesne rozczarowanie, jak w meczu
reprezentacji Polski z Wlochami.
Ten mecz, w gosciach u Wlochow i chocby oslabionych, mial nam pokazac,
na ile miarodajne bylo ostatnie dobre wyniki reprezentacji Polski.
Nie takiej gry sie spodziewalismy, a roznica klula oczy. Byla widoczna,
gdy mowimy o szybkosci w grze, poruszaniu sie z pilka i bez niej,
pomyslowosci. We wszystkim. I to nie jest tak, ze nasi pilkarze od
poczatku wywiesili biala flage. Nie, oni wymyslili sobie, ze z
faworyzowanymi Wlochami beda grac jak rowny z rownym. I tego ganic nie
wolno. Nasi zawodnicy chcieli, ale nie potrafili. Nie potrafili utrzymac
sie przy pilce, a w konsekwencji stworzyc sobie jakiejkolwiek sytuacji.
Zdominowani i bezradni.
Juz poczatek spotkania nalezal do gospodarzy. Oni z pilka przy nodze
czuli sie swobodnie, przyciskajac nasz zespol do pola karnego. Az
zdarzylo sie w nim, ze Grzegorz Krychowiak objal i powalil Andree
Belottiego. Bezdyskusyjny rzut karny. Wojciech Szczesny przed strzalem
Jorginho szeroko sie usmiechnal, probujac rozstroic go przed strzalem,
ale nie tym razem. Wlosi prowadzili 1:0, a w nastepnych minutach
pokazali wielki apetyt na kolejne zdobycze.
W spotkaniach z Bosnia i Hercegowina, Finlandia czy Ukraina nasi
pilkarze probowali, z powodzeniem, budowac akcje od bramkarza i
utrzymywac pilke na ziemi. Przyjemnie sie na to patrzylo, nikt nie
zaprzeczy. Mecz z Wlochami mial pokazac, na ile jestesmy w stanie
przygotowac takie rozegranie w konfrontacji z mocnym rywalem. Otoz nie
jestesmy. Taka gra naszych zawodnikow tylko rozochocila Wlochow, no i
powodowala, ze zaraz odzyskiwali pilke. A jak juz byli tak laskawi, ze
pozwolili naszym pilkarzom podejsc srodkowej linii, to na wlasnej
polowie ustawili sie w taki sposob, ze tego muru pilkarze Jerzego
Brzeczka nie byli w stanie skruszyc. Wlosi byli grozni wielowymiarowo –
w ataku pozycyjnym, ale tez wtedy, gdy odzyskali pilke i szybko
przedostawali sie pod nasza bramka.
W przerwie Brzeczek nie mial innego wyjscia niz zmianami w skladzie
sprobowac odwrocic przebieg tego meczu. Zdecydowal sie na trzy zmiany,
na boisku pojawili sie Piotr Zielinski, Jacek Goralski i Kamil Grosicki.
Obraz tego spotkania jakos znaczaco sie nie zmienil, choc polscy
pilkarze rozpoczeli z werwa. Szybko sie jednak skonczyla.
Gdybysmy mieli jakos zobrazowac ten mecz, to bylyby to rozlozone rece
naszych pilkarzy. Rozkladal rece pozbawiony podan Robert Lewandowski,
rozkladal rece Karol Linetty, gdy po raz kolejny Wloch zabral mu pilke.
To musialo byc dla naszych pilkarzy irytujace, tak przygladac sie, jak
gospodarze zamykaja im linie podan, jak zawsze sa tam, gdzie nasi
pilkarze dopiero zwizualizowali sobie przeprowadzenia akcji.
31 minut na boisku spedzil Goralski, ktory w tym czasie dwa razy
obejrzal zolta kartke. Ostatni kwadrans przyszlo wiec grac naszym
pilkarzom w oslabieniu. Kajdany jeszcze mocniej spetaly ruchy, a Wlosi
na naszej polowie rozbili juz oboz i raz po raz atakowali bramke
Wojciecha Szczesnego. Siedem minut przed koncem sprawna akcje wykonczyl
Domenico Berardi. Pobici bialo-czerwoni marzyli juz tylko o koncowym
gwizdku.
Moglo nam sie wydawac, ze jestesmy w stanie rzucic rekawice Wlochom.
Mielismy powody podejrzewac, ze gra reprezentacji ewoluowala. Ze moze od
pierwszej ligi jestesmy daleko, ale od czasu do czasu bedziemy w stanie
przeciwstawic sie tym najlepszym. Mecz z Wlochami sprowadzil wszystkich
na ziemie. I jezeli mamy szukac pocieszenia po tak fatalnym spotkaniu,
jak to niedzielne, to fakt, ze pozwolilo precyzyjnie okreslic miejsce w
szeregu po obiecujacych probach. Byc moze wszyscy za szybko uwierzylismy
w sile naszej kadry, zwiodly nas wygrane z Bosnia i Hercegowina czy
Finlandia, a juz egzamin z takim rywalem jak Wlosi oblalismy. I bez
szans na poprawke.
„Ciemnosc, ciemnosc widze” – mowi jeden z bohaterow kultowej Seksmisji.
To samo mogli powtarzac nasi pilkarze, gdy juz pojawili sie na polowie
Wlochow. A my wraz z nimi. Ciemnosc, ciemnosc widze.
Wlochy – Polska 2:0 (1:0)
Bramki: Jorginho 26′ (karny), Berardi 82
Wlochy: Gianluigi Donnaruma – Alessandro Florenzi, Francesco Acerbi,
Alessanrdo Bastoni, Emerson – Nicolo Barella, Manuel Locatelli, Jorginho

Federico Bernardeschi (Domenico Berardi 64), Lorenzo Insigne, Andrea
Belotti (Stefano Okaka 79)
Polska: Wojciech Szczesny – Bartosz Bereszynski, Kamil Glik, Jan
Bednarek, Arkadiusz Reca – Kamil Jozwiak (Kamil Grosicki 46), Grzegorz
Krychowiak, Karol Linetty (Arkadiusz Milik 74), Jakub Moder (Jacek
Goralski 46), Sebastian Szymanski (Piotr Zielinski 46) – Robert Lewandowski
Czerwona kartka: Jacek Goralski (77 – za dwie zolte)
-W ciagu ostatnich kilkunastu lat sporo w naszej pilce zmienilo sie na
plus. Tym wiekszy wstyd, ze ciagle nie potrafimy przygotowac murawy na
mecz pierwszej reprezentacji. Jestem zdania, ze jesli sie zawali,
powinno sie uderzyc w piers, zamiast brnac w absurdalne tlumaczenia –
pisze Dariusz Faron w felietonie dla „Przegladu Sportowego”.
Pamietacie czas przed Euro 2012? Gdy dostalismy turniej, nie brakowalo
opinii, ze moze jeszcze na boisku jakos damy rade i wyjdziemy z grupy,
ale grozi nam organizacyjna kompromitacja. Obawialismy sie, bo w koncu
nigdy wczesniej nie robilismy tak duzej pilkarskiej imprezy. Tymczasem
wyszlo wspaniale i jesli chodzi o wywiazanie sie z roli wspolgospodarza
mistrzostw, nikt nie mial nam nic do zarzucenia. Generalnie na
przestrzeni ostatnich kilkunastu lat sporo sie w naszej pilce zmienilo.
Mamy piekne, nowoczesne stadiony. PZPN, choc popelnil kilka grzechow, w
porownaniu np. do odpowiednikow w koszykowce czy pilce recznej, dziala
profesjonalnie. Pod wzgledem logistycznym i organizacyjnym w
reprezentacji Polski panuja wysokie standardy.
Nie pojmuje wiec, dlaczego nie potrafimy przygotowac boiska na mecz
kadry. To naprawde katastrofa, bo mowimy o europejskim sredniaku, a nie
o „kopciuszku”, ktory z powazna pilka ma niewiele wspolnego. Tyle sie
juz wstydu najedlismy przy okazji meczow na Narodowym… Pamietam, jak
po spotkaniu przeciwko Slowenii w eliminacjach ME gracze powiedzieli
„dosc”. – To nie byla pilka, tylko lyzwiarstwo figurowe. Przez dwa, trzy
mecze bylo to smieszne, ale tutaj sie nie da grac w pilke – grzmial
Wojciech Szczesny, a Grzegorz Krychowiak ironizowal, ze „brakowalo tylko
grabek i lopatki”. Media obiegla nawet informacja, ze ludzie z
reprezentacji poruszyli temat fatalnej murawy z premierem Mateuszem
Morawieckim. Bylem wtedy naiwny, zakladajac, ze zaszlo to juz za daleko
i wkrotce problem zostanie rozwiazany.
Nie zostal. Co prawda kadrowicze musieli sie chwilowo wyniesc z
Narodowego, ale za to mecza sie w innych miastach. Kiedy po meczu na
Stadionie Slaskim Andrij Szewczenko mowil o kiepskiej murawie, znowu
moglismy czuc wstyd. Jestem zdania, ze jesli mleko sie juz wylalo,
trzeba uderzyc sie w piers, zamiast niepotrzebnie brnac. Dlatego
zaskoczyl mnie fragment wypowiedzi rzecznika stadionu, Przemyslawa
Plisza, dla RMF. Stwierdzil co prawda, ze „trudno polemizowac z tak
wybitnymi osobistosciami jak selekcjonerzy” i ze „Szewczenko ma prawo do
takiej wypowiedzi”, ale pokusil sie tez o osobliwa teorie. Cytuje:
„Zastanawiamy sie, czy ze strony trenera Szewczenki nie bylo takiego
psychologicznego zagrania w stosunku do swojego bramkarza, ktory zrobil
kiks. Jak pokazaly powtorki, chyba nie bardzo mu przeszkodzila murawa”.
Sporo ostatnio tych „psychologicznych zagran”. Wszak Brzeczek
powiedzial, ze zgadza sie z Szewczenka co do oceny stanu boiska, a Jakub
Kwiatkowski stwierdzil: „Wszyscy widzieli, jak wygladala murawa [„] Z
uwagi na jej jakosc bedziemy trenowac na stadionie przy ulicy Cichej”.
Oczywiscie sprawa nie dotyczy tylko Stadionu Slaskiego. W Gdansku o
bardzo zlym boisku mowil wloski selekcjoner Roberto Mancini, zas
niektorzy jego podopieczni poszli krok dalej, grzmiac, ze na takiej
murawie jeszcze nigdy nie grali. Ale nie martwmy sie – pewnie tak jak w
przypadku Szewczenki bylo w ich wypowiedzi jakies drugie dno i wcale nie
chodzi o to, ze nie potrafimy przygotowac boiska.

Cale szczescie, ze nikt nie doznal kontuzji – mowil Brzeczek w srode,
odnoszac sie do slow selekcjonera rywali. Coz, moze gdyby ktorys z
naszych kadrowiczow nabawil sie przez murawe powaznego urazu i wylecial
ze skladu na Euro, przynajmniej otworzylibysmy oczy i potraktowali
sprawe powaznie? Ciesze sie niezmiernie, ze w druzynie Brzeczka widac w
ostatnim czasie progres i ze zespol gra lepiej niz w eliminacjach ME.
Szkoda tylko, ze ciagle musi to robic na kartofliskach. Chyba juz wystarczy.
I LIGA
12 kolejka
Widzew Lodz-Resovia Rzeszow 2-0
Arka Gdynia-Belchatow 1-2
Korona Kielce-Sandecja Nowy Sacz 1-0
Radomiak Radom-Zaglebie Sosnowiec 0-0
Chrobry Glogow-Stomil Olsztyn 3-0
Jastrzebie-LKS Lodz 0-3
Puszcza Niepolomice-Odra Opole 1-0
Gornik Leczna-Tychy 1-1
Miedz Legnica-Nieciecza 2-3
1.LKS Lodz 31pkt
2.Nieciecza 30pkt
3.Leczna 24pkt
4.Tychy 20pkt
5.Odra Opole 20pkt
6.Arka 18pkt
7.Radomiak 18pkt
8.Widzew 16pkt
9.Puszcza 15pkt
10.Korona 15pkt
11.Miedz 14pkt
12.Belchatow 14pkt
13.Chrobry 12pkt
14.Stomil 10pkt
15.Zaglebie Sosnowiec 8pkt
16.Resovia 7pkt
17.Jastzrebie 4pkt
18.Sandecja 1pkt
-Arka kilka dni temu wygrala na wyjezdzie z outsiderem tabeli Sandecja
Nowy Sacz 5:1, ale kiedy do Gdyni zawital nieco mocniejszy zespol,
szybko sprowadzil podopiecznych Ireneusza Mamrota na ziemie. GKS
Belchatow wygral 2:1.
Arka teoretycznie byla faworytem tego spotkania (w tabeli siedem punktow
wiecej przy jednym meczu mniej), jednak analiza ostatnich dokonan rywala
pokazywala, ze o zwyciestwo wcale nie bedzie jej latwo. Przede wszystkim
GKS swietnie spisywal sie w grze defensywnej, a passa bramkarza Pawla
Lenarcika bez straconego gola przed meczem w Gdyni trwala juz 496 minut.
Z drugiej strony belchatowianie slabo radzili sobie na wyjazdach. W
szesciu meczach zdobyli tylko trzy punkty (za trzy remisy) i nie
strzelili ani jednej bramki! Te fatalna serie udalo im sie przelamac w
spotkaniu z Arka. W 20 min po ladnej akcji przyjezdnych i dokladnym
zagraniu Lukasza Wronskiego strzalem z 10 m gola zdobyl Przemyslaw
Zdybowicz. Zatem licznik minut bez bramki na wyjezdzie stanal
ostatecznie na 560.
Tymczasem wciaz bil licznik Lenarcika. Owszem, gdynianie mieli przewage,
probowali atakowac, ale wielkiego pomyslu na rozmontowanie dobrze
zorganizowanej defensywy gosci nie mieli. Naprawde blisko gola dla Arki
bylo wlasciwie tylko raz, jednak po strzale glowa Mateusza Zebrowskiego
pilke z linii bramkowej wybil Michalski.
Nic nie zmienilo sie po przerwie. Zreszta zanim arkowcy zdazyli zebrac
sie do odrabiania strat, otrzymali drugi cios. Znow w roli glownej
wystapil duet Wronski (asysta) – Zdybowicz (celny strzal glowa). Malo
tego, kilka minut pozniej po kolejnej dwojkowej akcji tych zawodnikow
Zdybowicz trafil w poprzeczke! Byli oni w tym meczu dla gospodarzy
kompletnie nieuchwytni.
Za to jak najbardziej uchwytni dla rywali byli arkowcy. Ich bezradnosc w
ataku byla momentami dojmujaca. Jakies nieudolne strzaly z dystansu,
jakies proby dosrodkowan, ale finezji bylo w tym mniej wiecej tyle, ile
w grze Adama Marciniaka. No, niewiele…
Wreszcie rezerwowy w tym spotkaniu Mateusz Mlynski wpadl w pole karne,
gdzie sfaulowal go Mariusz Magiera. Jedenastke na bramke zamienil
Juliusz Letniowski i tym samym zatrzymal serie Lenarcika bez straconej
bramki na 570 minutach. Wynik i tak imponujacy.
Od wielu tygodni imponujaca nie jest za to gra Arki. Gospodarze
probowali w koncowce doprowadzic do wyrownania, ale tak naprawde po
jednym ze stalych fragmentow gry blizej zdobycia trzeciego gola byli
goscie (po glowce Michala Pawlika). Ostatecznie wygrali oni w Gdyni dosc
pewnie, a problem zolto-niebieskich jest naprawde powazny.
Kolejne spotkanie, takze na swoim stadionie, czeka ich juz w najblizsza
srode. W zaleglym meczu 10. kolejki zmierza sie z Zaglebiem Sosnowiec.
Poczatek o godz. 16.
Arka Gdynia – GKS Belchatow 1:2 (0:1)
Bramki: Letniowski (74. karny) – Zdybowicz (20., 51.)
Arka: Kajzer – Wawszczyk Z (46. Danch), Kwiecien Z, Marcjanik Z,
Marciniak – Drewniak – Zebrowski (59. Wolsztynski), Letniowski,
Markiewicz (46. Mlynski), Da Silva (85. Mazek) – Jankowski.
-Reprezentacja Slowacji pokonujac Irlandie Polnocna, awansowala na Euro
2020 i uzupelnila stawke w grupie, w ktorej znalezli sie rowniez Polacy
(ponadto sa w niej Hiszpania i Szwecja). Szanse na udzial w turnieju
bedzie mialo dwoch pilkarzy Lechii Gdansk – Dusan Kuciak oraz Jaroslav
Mihalik.
Znamy juz wszystkich uczestnikow przelozonych na przyszly rok mistrzostw
Europy. Po finalach barazow stawke uzupelnily Macedonia Polnocna (po
pokonaniu 1:0 Gruzji), Wegry (zwyciestwo 2:1 z Islandia), Szkocja
(wygrana po rzutach karnych Serbie) oraz wlasnie Slowacja.
Nasi poludniowi sasiedzi w decydujacym spotkaniu zmierzyli sie na
wyjezdzie z Irlandia Pln. W normalnych okolicznosciach szanse na wystep
w tym meczu mieliby dwaj pilkarze Lechii – Dusan Kuciak oraz Jaroslav
Mihalik. Jednak obaj w ostatnim czasie przechodzili koronawirusa, co
mialo wplyw na ich sytuacje w reprezentacji Slowacji.
Kuciak dopiero na poczatku obecnego tygodnia wrocil do treningow z
Lechia i w ogole nie pojechal na zgrupowanie. Natomiast Mihalik, ktory
wyjatkowo dlugo zmagal sie z choroba (zlapal ja na poprzednim
zgrupowaniu kadry, od tego czasu nie wracal do Gdanska), wreszcie zostal
ozdrowiencem, jednak ostatecznie znalazl sie tylko na liscie rezerwowej.
Zatem w Belfascie nie zagral.
Ich koledzy (w tym gronie Lubomir Satka z Lecha Poznan oraz Samuel Mraz
z Zaglebia Lubin) staneli na wysokosci zadania, chociaz zwyciestwo
przyszlo im z duzym trudem. Dlugo prowadzili co prawda po golu Juraja
Kucki, jednak w 87. min gospodarze doprowadzili do wyrownania po
samobojczym trafieniu Milana Skriniara. W dogrywce zwycieska bramke
zdobyl Michal Duris.
Zatem Slowacy wygrali 2:1 i uzupelnili stawke w grupie E, gdzie juz
czekali na nich Polacy, Szwedzi oraz Hiszpanie. I to oni beda pierwszym
rywalem Bialo-Czerwonych podczas Euro – ten mecz zaplanowano na 14
czerwca przyszlego roku w Dublinie (godz. 18).
Wspomniani Kuciak i Mihalik to tak naprawde jedyni zawodnicy Lechii,
ktorzy maja realna nadzieje na wystep na Euro. Co prawda w
pazdziernikowym meczu reprezentacji Polski z Finlandia (wygrana 5:1)
zagral Rafal Pietrzak, jednak w rankingu lewych obroncow jest on dopiero
w okolicach 5.-6. miejsca. Zatem jego szanse na zalapanie sie do kadry
sa tylko iluzoryczne.
Tymczasem coraz lepiej wyglada sytuacja zespolu Lechii pod wzgledem
zdrowotnym. Po uporaniu sie z koronawirusem w tym tygodniu treningi
wznowili m.in. Karol Fila, Kristers Tobers, Mateusz Zukowski, Lukasz
Zwolinski, Maciej Gajos i wspomniany Kuciak.
W tej chwili brakuje jeszcze tylko kilku zawodnikow, ktorym kwarantanna
konczy sie w piatek lub sobote. Oni pewnie jeszcze nie beda do
dyspozycji trenera Piotra Stokowca na najblizszy mecz – w 1/16 finalu
Pucharu Polski, w ktorym lechisci zmierza sie na wyjezdzie z Olimpia
Grudziadz. Zabraknie rowniez przybywajacych na zgrupowaniach
reprezentacji Tomasza Makowskiego (U-21) oraz Slowenca Egzona Kryeziu
(takze U-21).

-Trener Kosta Runjaic w miniony piatek swietowal trzecia rocznice
podpisania kontraktu z Pogonia Szczecin. To drugi najdluzszy czas pracy
z pierwszym zespolem w ponad 70-letniej historii klubu. – Mam jeszcze
poltoraroczny kontrakt i chce go wypelnic – zapewnia szkoleniowiec.
Kibice w Szczecinie liczyli, ze w poniedzialek zespol Pogoni sprawi
swojemu trenerowi mily prezent i wygra – w rozegranym awansem meczu 10.
kolejki – z nisko notowanym Podbeskidziem Bielsko-Biala. Walczacy o
utrzymanie beniaminek ekstraklasy wydawal sie dogodnym rywalem do
podtrzymania swietnej serii (siedem punktow w trzech meczach) i huczne
uczczenie jubileuszu Runjaicia.
Poczatek spotkania zdawal sie to potwierdzac, bo Pogon przez 20 minut w
zasadzie nie pozwalala gosciom opuscic wlasnego pola karnego. Alexander
Gorgon trafil w slupek, a bramkarz bielszczan Michal Peskovic co chwile
mial pelne rece roboty. Obserwatorzy tylko utwierdzali sie w
przekonaniu, ze Podbeskidzie ma najgorsza defensywe w lidze.
Ale rywale nieoczekiwanie przetrwali nawalnice, strzelili gola i to
portowcy w drugiej polowie musieli gonic wynik. Udalo im sie tylko
wyrownac, a remis 1:1 uznano w Szczecinie za duze rozczarowanie.
– 20 minut dobrej gry to za malo, zeby wygrac mecz. Pozniej na boisku
brakowalo mi wielu rzeczy, ktore w tygodniu widzialem na treningach –
ocenial po meczu Runjaic. – Byc moze jestem za bardzo krytyczny, ale na
pewno oczekiwalismy wiecej.
„Oczekiwania” to zreszta slowo klucz w czasie trzech lat pracy
niemieckiego trenera w Szczecinie. 49-latek na samym poczatku swojej
przygody z Pogonia w brawurowym stylu wyciagnal zespol z beznadziejnej
sytuacji i utrzymal w ekstraklasie. Potem bez sentymentow przewietrzyl
szatnie, a klub wrocil do grona zespolow z gornej polowy tabeli.
Swietny poczatek, zachodni warsztat szkoleniowy, umiejetnosc zarzadzania
kryzysem oraz sprawiedliwe i otwarte podejscie do zawodnikow sprawily,
ze Runjaic zapracowal na gigantyczny kredyt zaufania u kibicow, pilkarzy
i szefostwa klubu. Ma go do dzis.
Jego pozycja nie zachwialy nawet dlugie serie slabszych meczow i – w
konsekwencji – zaprzepaszczenie szansy na historyczny wynik (tak bylo
np. wiosna poprzedniego sezonu). Runjaic ma na tyle duzy autorytet, ze
klub zabral go chociazby na negocjacje ostatniej szansy z Grupa Azoty,
ktora przed startem rozgrywek zrezygnowala ze sponsorowania Pogoni.
Owczesny prezes spolki Wojciech Wardacki nigdy nie ukrywal swojej
slabosci do Runjaicia.
Cala kadencja 49-latka jest jednak taka, jak ostatni mecz z
Podbeskidziem. Sa duze oczekiwania, konkretne podstawy do optymizmu,
wydaje sie, ze wszystko idzie w dobrym kierunku i nawet poczatek jest
bardzo obiecujacy. Na koncu pozostaje jednak niedosyt i rozczarowanie.
Trzy lata Runjaica w Pogoni to juz w tej chwili drugi wynik w historii
klubu, a trzeba pamietac, ze jesli wypelni aktualny kontrakt do konca
(czyli do czerwca 2022 r.), to bedzie najdluzej nieprzerwanie pracujacym
trenerem pierwszego zespolu. Wyprzedzi legendarnego Stefana Zywotke,
ktory w styczniu skonczy 101 lat , a trenerem portowcow byl
nieprzerwanie przez 4,5 roku.
Urodzony w Wiedniu trener wchodzi teraz w decydujacy moment swojej pracy
w Szczecinie. Mial juz wystarczajaco duzo czasu, zeby przebudowac
druzyne i po czesci caly klub (z jego zdaniem bardzo liczy sie prezes
Jaroslaw Mroczek) po swojej mysli. W koncu trzeba od niego oczekiwac
konkretnego wyniku na koniec sezonu. Konkretnego – czyli miejsca na
podium ekstraklasy lub zdobycia Pucharu Polski.
– Trzy lata minely szybko. Przeszlismy razem przez lepsze i gorsze
momenty, ale na pewno zrobilismy krok do przodu – ocenia dotychczasowe
efekty swojej pracy trener. – Naszym celem jest dalszy rozwoj i,
uwzgledniajac prace z mlodzieza, sytuacje finansowa oraz budowe
stadionu, osiagniecie jakiegos sukcesu. Musimy sobie to zalozyc w
perspektywie krotko- lub dlugofalowej i na to pracowac. Niektorzy w
klubie podchodza do tego wszystkiego z emocjami, inni bardziej na
chlodno. Wazne jest jednak to, ze zawsze sprowadzamy nasze zalozenia do
wspolnego mianownika. Dlatego jestem spokojny o kolejne dni, tygodnie i
miesiace mojej pracy.

FORMULA 1
Wielki Lewis Hamilton! Zwyciestwem w trudnym wyscigu zapewnil sobie
siodme mistrzostwo
Lewis Hamilton wygral w Stambule Grand Prix Turcji i zapewnil sobie
siodme w karierze mistrzostwo swiata. Brytyjczyk wyrownal wiec niezwykly
rekord Michaela Schumachera.
Po arcyciekawych kwalifikacjach, w ktorych sensacyjnie zatriumfowal
Lance Stroll (Racing Point), niedzielne zawody zapowiadaly sie
ekscytujaco. Dodatkowego smaczku dodawala pogoda, ktora od poczatku
weekendu wyscigowego w Stambule mocno dawala sie we znaki kierowcom. Nie
inaczej bylo tuz przed startem, kiedy to podczas wyjazdu na tor na
poboczu wyladowal Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo), a George Russell
(Williams) w trakcie zjazdu do pit lane uderzyl w sciane. Obaj zawodnicy
mogli jednak ruszyc do rywalizacji.
Tuz po tym, jak zgasly czerwone swiatla fatalny start zaliczyl Max
Verstappen (Red Bull), ktory zostal wyprzedzony przez kilku rywali.
Problemy Holendra wykorzystal Sergio Perez (Racing Point) wskakujac od
razu za zespolowego partnera, Lance’a Strolla, ktory utrzymal pozycje
lidera. Swietny start odnotowali rowniez Sebastian Vettel (Ferrari) i
Lewis Hamilton (Mercedes). Niemiec przesunal sie na czwarte, a
Brytyjczyk na trzecie miejsce. Chwile pozniej aktualny mistrz globu
spadl jednak na szosta lokate, a do czolowki wrocil Verstappen.
Na koncu stawki znalezli sie natomiast Valtteri Bottas (Mercedes) i
Esteban Ocon (Renault). Fin obrocil sie na sliskim torze, a Francuz
zostal zahaczony przez zespolowego partnera, Daniela Ricciardo i musial
zawitac do swoich mechanikow. Kilka okrazen pozniej w alei serwisowej
powstal spory ruch, bowiem wielu kierowcow zdecydowalo sie zmienic opony
na przejsciowki. W pit lane pojawili sie m.in. liderzy z Racing Point.
W tej sytuacji na czele znalezli sie reprezentanci Red Bulla, ktorzy
wciaz jechali na pelnych deszczowkach. Na 12. okrazeniu Verstappen
wreszcie postanowil zmienic ogumienie i wrocil na tor tuz za Perezem.
Krotko po tym z wyscigu wycofal sie Giovinazzi. Po okresie wirtualnej
neutralizacji swietnym manewrem popisal sie Alex Albon (Red Bull), ktory
wyprzedzil Hamiltona, a chwile pozniej takze Vettela wskakujac na
czwarta lokate.
Coraz blizej jadacego na drugim miejscu Pereza znajdowal sie natomiast
Verstappen, ktory na 18. kolku zaatakowal Meksykanina. Proba okazala sie
jednak nieudana i Holender stracil panowanie nad swoim samochodem,
zaliczyl kilka piruetow i spadl na osma pozycje. Jakby tego bylo malo,
22-latek zniszczyl jedna z opon i musial pojawic sie w alei serwisowej.
Stopniowo zmniejszala sie przewaga prowadzacego Strolla, do ktorego
mocno zblizyl sie Perez, za ktorym podazal Albon. Do czolowej dziesiatki
awansowal natomiast Lando Norris (McLaren), ktory stoczyl zaciety boj z
Russellem, po ktorym zawodnik Williamsa na chwile znalazl sie poza
torem. Na 34. okrazeniu koszmarny blad w czwartym zakrecie popelnil
Albon, ktory choc nie byl atakowany przez zadnego z rywali obrocil bolid
i stracil pozycje na rzecz Hamiltona. Kilka chwil pozniej do alei
serwisowej zawital Stroll w celu wymiany zuzytego ogumienia. W
miedzyczasie Hamilton wyprzedzil Pereza i objal prowadzenie.Stroll
wrocil na tor jako czwarty, ale szybko zostal wyprzedzony przez duet
Ferrari – Vettela i Leclerca, a nastepnie przez Albona i Carlosa Sainza
(McLaren). Swoja przewage powiekszal natomiast Hamilton, ktory dziesiec
okrazen przed meta mial nad Perezem juz ponad 15 sekund przewagi. Za
czolowa dwojka jechali Leclerc i Vettel.
Na ostatnich kolkach drobne klopoty mieli jeszcze Grosjean oraz
Ricciardo, Leclerc, Raikkonen i Verstappen. Zaden z wspomnianych
kierowcow nie popelnil jednak na tyle powaznego bledu, aby odpasc z
wyscigu. Na ostatnich metrach nieoczekiwanie drugie miejsce stracil
Perez, ktorego wyprzedzil Leclerc. Meksykanin zdolal sie jednak
zrewanzowac i odzyskal swoja pozycje, a Monakijczyk spadl jeszcze za
Vettela tracac miejsce na podium.
Wyscig bez najmniejszych problemow wygral natomiast Hamilton, ktory
zdobyl jednoczesnie siodmy tytul mistrza swiata. Na punktowanych
pozycjach, poza wspominanymi Perezem, Vettelem i Leclerckiem uplasowali
sie rowniez Sainz, Verstappen, Albon, Stroll, Norris i Ricciardo.
Australijczyk zamknal czolowa dziesiatke i zdobyl jedno oczko. Poza
punktami znalezli sie natomiast Ocon, Kwiat, Gasly, Bottas, Raikkonen,
Russel i Magnussen, a wyscigu nie ukonczylo trzech zawodnikow –
Grosjean, Latifi i Giovinazzi.
Kolejny wyscig sezonu 2020 zaplanowany jest za dwa tygodnie w Bahrajnie.
W ubieglym roku na torze Sakhir najszybszy okazal sie Lewis Hamilton.
Warto jednak pamietac, ze tamte zawody rozgrywane byly pod koniec marca.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *