Dzien dobry – tu Polska – sobota, 6 kwietnia 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 92 (5122) 6 kwietnia 2019 r.
W E E K E N D

Z cyklu szczere wyznania:
BOJE SIE MYSLEC. BO MOZE BYM JESZCZE COS WYMYSLIL..!
-Gargamel
( z analizy wdziekow wlasnych) .

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo na koncie Marynarskiego m Pogotowia Gargamela wynosi 2.557,58 r (dwa
tysiace piecset piecdziesiat siedem zl 58 gr). Wplaty w ostatnim tygodniu
wyniosly 3.262 zl, co pozwolilo na ostateczne rozliczenie kosztow za
wizyte kontrolna Moniki Kruszynskiej w Wiedniu.
A teraz co nas czeka:
Ewelinka Sypianska jest dziewczynka z mozgowym porazeniem dzieciecym, z
wieloma zaburzeniami metabolicznymi, ciagle adaptujaca sie za pomoca
roznorakich rehabilitacji, zabiegow i terapii. Jej zycie to jezdzenie do
roznych specjalistow, terapeutow, aby zrobic postepy w walce z
ograniczeniami z jakimi sie urodzila i , by zniwelowac czterokonczynowy
spastyczny niedowlad. Wielka szansa jest dla niej operacja metoda Ulzibata
w krakowskim osrodku. Koszt to okolo 12 tys., gdybysmy mieli choc 5 tys.
-moglibysmy „zaanonsowac” sie w klinice i ustalic date zabiegu. Reszte
zbieralibysmy z wiara w dobry skutek, bo u Marynarzy tak jest.
Zabieg spowoduje usuniecie przykurczy miesni, zwiekszy znaczaco zakres
ruchu, pozwoli uzyskac nowe lub poprawic nabyte umiejetnosci motoryczne.
Moze przyczynic sie do tego, ze Ewelinka bedzie samodzielnie i sprawnie
chodzic.
Pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow
——————————————
Gargamel:
Spojrzcie na saldo: do tych 5 tysiecy, o ktorych pisze Slawek wcale nie
jest nam tak daleko.Damy rade!
Zreszta w kolejce czeka „jeszcze jeden do kochania” i…ratowania
Karolek ma wodoglowie wrodzone , niedowlad lewostronny elastyczny i w tym
roku po dlugiej diagnozie doszedl mu jeszcze autyzm atypowy (czyli pozno
zdiagnozowany ) .
Teraz jeszcze bardziej potrzebuje pomocy aby go uspolecznic .
Ma 11 lat jestesmy do tylu z terapiami TUS – pisze p. Monika Lewicka,
matka Karolka.- Pod koniec zeszlego roku poszlismy na badania i diagnoza,
jaka uslyszalam, znow mi zawalila swiat .
Sama go wychowuje, to jest bardzo ciezko .
Nie bede sie rozpisywac, bo znacie zycie i wiecie jak to jest .
Moja prosba jest bardzo duza i bardzo ale to bardzo bym prosila o pomoc .
Brakuje nam 3.000 tys zl do turnusu leczniczego, wiem ,ze macie mnostwo
prosb o pomoc, zdaje sobie z tego sprawe ale mam nadzieje ze pomoc bedzie.
Zgodnie z tym co mysle, odpowiedzialem p. Monice, ze z Wujkami Marynarzami
nie jeszcze tak zle zeby nie mieli trzech tysiecy na ratunek dla Karolka.
Zwlaszcza, ze turnus zaczyna sie w lipcu. Troche czasu wiec jest i jak –
nie mam watpliwosci- uporamy sie z Ewelinka, to zdazymy „na Karolka”.
Jezeli, ktos ma „chwile zwatpienia”, to…nie ma racji, ani podstaw. Takim
jak my Matka Boska pomaga…

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.8215 PLN Euro: 4.2921 PLN Frank szw.: 3.8222 PLN Funt:
4.9998 PLN Gielda 5.04.2019 r. godz. 17.00 WiG 60755.88 (-1.26%
WiG30 2702.19 (-1.38%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.75 PLN Euro: 4.22 PLN
Funt: 4.90 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.72 PLN
Euro: 4.19 PLN Funt: 4.93 PLN

Pogoda w kraju
Na poludniu i poludniowym zachodzie slaby deszcz. W pozostalej czesci
pogodnie. aury. Temperatura od 14 stopni C. na Suwalszczyznie do 21 st. C
na Pomorzu Zachodnim.

P O Z O R Y M Y L A
N a Zoliborzu, w w malym domeczku pomiedzy ludzmi – ot po sasiedzku, sam ,
bez tesciowej,dzieci i zony, mieszkal staruszek pewien zmarszczony. Jako,
ze kotow hodowal parke, pokryta sierscia mial marynarke. Do tego jeszcze w
skarpetkach dziury co dopelnialy obraz ponury. Cicho sie jakos po wiecie
platal, ni prawa jazdy, ni w banku konta …. Z rodziny zostal sam, z
siostrzenica – co wielokrotna byla dziewica. Mial ten stauszek do wladzy
parciei i o te wladze walczyl zazarcie. Wreszciwe na przekor calemu swiatu
zbudowal sobie partie frustratow, ktora na skutek losu przekory w koncu
wygrala w Polsce wybory i bez watpienia za ich przyczyna okropnie nam sie
dziadek ” rozwinal”. Realizujac swoj pomysl smialy podporzadkowal sobie
Kraj caly. Rozdawal „stolki” i kasa dzielil tlumaczac reszcie obywateli, ze
choc jest kiepsko i gorzej bedzie to on ich dobro wciaz ma na wzgledzie,
nie czerpiac z tego korzysci zadnych – sam skormny, biedny i nieporadny. Az
nagle szarym styczniowym switem w swiat poszly wiesci niesamowite, ze to
nie tylko dom i dwa koty lecz jeszcze kilka miliardow zlotych ….. tak po
malutku do grosza grosik…. biedny dziadunio Polsce „zakosil”.
WIEC DZIS MADRZEJSI TYM DOSWIADCZENIEM NA PRZYSZLOSC CZUJNI BADZMY
SZALENIE I NAUCZENI DZISIEJSZA CHWILA WCIAZ PAMIETAJMY – POZORY MYLA!
———————————————
Ostrzega: Lech R. Lyczywek

Rozmowy „ostatniej szansy” zakonczyly sie fiaskiem
STRAJK NAUCZYCIELI W PONIEDZIALEK NIEMAL PEWNY
Wczorajsza propozycja „ostatniej szansy” dla nauczycieli w koncu
rozsierdzila i zjednoczyla zwiazkowcow. Zarowno ZNP i FZZ, jak i oswiatowa
„Solidarnosc” jednoglosnie odrzucily rzadowa oferte. „Jest konfrontacyjna,
nie daje podstaw do odwolania strajku” – podsumowali nauczyciele.
– Skladamy oferte skladajaca sie z dwoch czesci. Pierwsza to wczesniejsze
zobowiazania- informowala w piatek Beata Szydlo i zachwalala druga czesc,
ktora wzbudzila najwieksze sprzeciwy zwiazkowcow. I trudno sie dziwic, bo
rzad zaproponowal wzrost wynagrodzen nauczycieli do roku… 2023, postawil
jednak warunek: wzrost pensum, czyli godzin dydaktycznych. W roku 2023
pensja nauczyciela dyplomowanego mialaby wyniesc 8 100 zl brutto. Jednak
tylko w momencie jesli liczba „godzin przy tablicy” zostanie podniesiona z
obecnych 18 do 24. Przy wariancie 22-godzinnego pensum, zarobki siegalyby 7
700 zl brutto.
Szef ZNP Slawomir Broniarz opuscil negocjacje wyjasniajac, ze „propozycja
rzadu tylko zaognia sytuacje”. – Nie zachodza zadne okolicznosci, zadne
przeslanki, abysmy mogli dyskutowac o wstrzymaniu akcji strajkowej w
poniedzialek – podkreslil.
-Propozycja rzadu doprowadzi do zwolnienia od 20 do 30 proc. nauczycieli-
jednym glosem mowili przedstawiciele ZNP i FZZ .Nastapil rowniez przelom:
– szef „Solidarnosci” Ryszard Proksa rowniez sprzeciwil sie propozycji
strony rzadowej.
Rozmowy zostaly przerwane, decyzja o strajku 8 kwietnia zapadla.
Slawomir Broniarz zaznaczyl, ze choc nauczyciele sa gotowi do protestu,
wciaz mozna wstrzymac strajk. Musza zostac jednak spelnione podstawowe
postulaty zwiazkow.
Zdaniem 74 proc. ankietowanych w sondzie wsrod internautow (15.5 tys.
uczestnikow), nauczyciele nie powinni przyjmowac nowej propozycji. Tylko co
czwarty uwaza , ze rzadowa oferta powinna byla zostac zaakceptowana przez
zwiazkowcow Strajk nauczycieli popiera blisko 80 proc. ankietowanych.

I rym, cym, cym- to znowu Tym
N A S T O S
Zarty? Oczywiscie, ale juz tylko w felietonie. Na co dzien zarty sie
skonczyly.
Moje flamastry swoimi czarnymi nosami wyczuly betonowy cynizm. Giely sie i
wily niczym piskorze, zeby tylko nie napisac tego, co wyglosil w telewizji
zawsze schludnie uczesany pan Rysio: „Jaroslaw Kaczynski jest jak Jozef
Pilsudski. Dla siebie nic, wszystko dla Polski”. Powyzsze nie byloby warte
nawet jednej literki, gdyby nie dalszy ciag. Oto prezes postanowil przez
pol roku nie odbierac zadnego awizo, by moc caly czas poswiecic na
zapuszczanie wasow. Jesienia nastapi uroczysta zmiana imienia i nazwiska na
dotychczasowym pomniku marszalka, a pl. Pilsudskiego wroci do swojej
tradycyjnej nazwy – pl. Saski im. braci Kaczynskich. Warto tu przytoczyc
nieznany szerszej opinii argument historyczny. Jak sie okazuje, premier
Mateusz Morawiecki byl mlodziutkim pomocnikiem stajennego w Sulejowku i
czesto czyscil kasztanke. Wspomina, ze – szczegolnie popoludniami –
marszalek Pilsudski byl ludzaco podobny do Jaroslawa Kaczynskiego.
Niektorzy goscie zagraniczni nawet zwracali sie do niego „drogi panie
Jaroslawie”. Marszalek zbywal te pomylki wybaczajacym usmiechem.
Zarty? Oczywiscie, ale juz tylko w felietonie. Na co dzien zarty sie
skonczyly. Prezes kolejny raz, podczas konwencji partyjnej, zapowiedzial,
ze w Polsce dzieki PiS wolnosci bedzie przybywalo, podczas gdy w Europie i
na swiecie „wolnosc sie cofa”. U nas rzeczywiscie brzegi rwie.
Niejaki pan Guzikiewicz, wiceprzewodniczacy Solidarnosci w Stoczni
Gdanskiej, wlasnie dostal wylacznosc na organizowanie uroczystosci pod
pomnikiem stoczniowcow: 10 kwietnia, 3 maja, 4 czerwca, 14 sierpnia, 11
listopada. Przez trzy lata. Wydal je wojewoda Dariusz Drelich. Ten sam,
ktory w 2017 r., gdy huragan na Pomorzu zabil szesc osob, setki pozbawil
domow i powalil 10 tys. ha lasu, oswiadczyl, ze nie bedzie wzywal wojska do
grabienia lisci. I ktoremu owczesna premier Szydlo przyznala za ofiarna
walke z nawalnica 15 tys. zl nagrody. Teraz Drelich sie odwdziecza – czczac
i pielegnujac te wciaz rosnaca wolnosc Kaczynskiego. Podlewa ja tez, ile
moze, Karol Guzikiewicz. 4 czerwca? Akurat tego dnia nie lubi swietowac, bo
to – 30 lat temu – byla ukartowana zdrada sprzedawczykow, ktorzy dogadali
sie z ubekami i dali ochrone „bandytom jak Kiszczak czy Jaruzelski”.
Miliony Polakow cieszyly sie wtedy, ze komuna juz sie nie podniesie i tylko
jeden Guzikiewicz przejrzal wszystko na wylot. Dzis laskawie zapewnia, ze 4
czerwca na plac Solidarnosci wpusci kazdego, nawet tego, kto mu sie nie
podoba. Ale bedzie pilnowal – zadnych okrzykow ani przemowien, krotko
mowiac – mordy w kubel. Wolnosc jest najwazniejsza, mowi olowiany Jaroslaw.
Czy to w imie tej wolnosci koszalinska fundacja dowodzona przez ksiezy,
ktorym marza sie sredniowieczne stosy, palila ksiazki w srodku miasta?
Dumni ze swojej odwagi w walce z Szatanem opublikowali nawet w internecie
zdjecia z tej niedzielnej akcji. Az strach patrzec, jak w ten plomienny
sposob ksieza – wszyscy ubrani w szaty liturgiczne – ucza religii mlodych
ministrantow.
W tym samym czasie dobrodziejstw peczniejacej wolnosci doswiadczyla tez
grupa pielgrzymow z falangami na sztandarach i wielkimi pochodniami w
rekach. Jak co roku do kaplicy Matki Boskiej Czestochowskiej przyjechali
nacjonalisci z calego kraju. Spiewali: „Nie czerwona, nie teczowa, tylko
Polska narodowa”, a celebrans mszy ks. Grzadko szeroko rozlozyl ramiona,
witajac to „bardzo cenne srodowisko”. Warto w nim byc, „zeby bardziej
kochac” – mowil do 1500 zgromadzonych na Jasnej Gorze. Nie jest to armia,
ale od czegos trzeba zaczac.
Stanislaw TYM

Ze skarbnicy historii
WYZWALANIE SLOWIANSKICH BRACI
Nieco ponad 1000 lat temu nasi pra-pra-pra przodkowie – dzielni woje
Ksiecia Boleslawa Chrobrego wyzwolili w 1018 roku Budziszyn spod panowania
niemieckiego cesarza Henryka II. Dokladnie 927lat pozniej ich pra-pra-pra
potomkowie, zolnierze II Armii Wojska Polskiego wyzwolili to miasto spod
panowania Kanclerza Adolfa Hitlera. Tak bylo!
Juz w kwietniu 1945 roku losy II wojny Swiatowej wlasciwie zostaly
definitywnie rozstrzygniete. Na froncie wschodnim szykowano sie do
ostatniego skoku na Berlin. Bitwa pod Budziszynem- byla jednym z ostatnich
epizodow tzw. operacji luzyckiej w koncowej fazie II wojny swiatowej,
kilkudniowa bitwa pomiedzy II Armia Wojska Polskiego pod dowodztwem gen.
Karola Swierczewskiego oraz radzieckiej 52. Armii i elementami 5.
Gwardyjskiej Armii, a wojskami niemieckimi z Grupy Armii „Mitte” (tzw.
zgrupowanie zgorzeleckie pod dowodztwem gen. Von Oppeln-Bronikowskiego).
Rozpoczela sie 21 kwietnia 1945 i trwala zasadniczo do ok.26 kwietnia
(ostatnie starcia trwaly jeszcze jeszcze 30 kwietnia). Byla to ostatnia
udana ofensywa niemiecka w czasie wojny.
W tym czasie II Armia Wojska Polskiego poniosla bardzo ciezkie straty.
Dostepne statystyki wskazuja, ze w calej dwutygodniowej operacji luzyckiej
w kwietniu 1945, ktorej bitwa pod Budziszynem byla najbardziej krwawym
epizodem, 2. Armia stracila 57% swoich czolgow i dzial pancernych oraz
ponad 20% artylerii, a straty w ludziach wyniosly 4 902 poleglych, 2 798
zaginionych bez wiesci i 10 532 rannych, co stanowilo az 27% wszystkich
strat poniesionych przez cale ludowe Wojsko Polskie. Od pazdziernika 1943
do maja 1945.
Starcia z oddzialami niemieckimi trwaly jeszcze do konca kwietnia, kiedy to
ustabilizowala sie linia frontu w tym rejonie. Wojna zakonczyla sie tydzien
pozniej (na froncie wschodnim oficjalnie dzien pozniej, 8 maja 1945 roku).
Drezno zajete zostalo dopiero po kapitulacji Rzeszy. W miedzyczasie, 4 maja
zdziesiatkowana II Armia Wojska Polskiego dostala rozkaz przerzutu w rejon
Pragi. Walki rozgrywaly sie w samym sercu III Rzeszy, a dokladnie na
Luzycach – malej slowianskiej wyspie lezacej ponad tysiac lat na Germanskim
oceanie. Luzyczanie po dzis dzien zachowali swoj ojczysty jezyk, swoje
obyczaje, wiare. Walki na Luzycach mial symboliczny wymiar. Oto Slowianie:
Rosjanie, Ukraincy i Polacy wyzwolili spod hitlerowskiego jarzma swoich
slowianskich braci Luzyczan. We wspomnieniach uczestnikow walk zachowaly
sie w pamieci ich zdumienie, kiedy odkryli, ze na wrogiej Ziemi zyja
Slowianie. Do rannych naszych zolnierzy spieszyly z pomoca kobiety z
okolicznych wiosek. W trakcie moich wedrowek po Luzycach w 35 lat po wojnie
odwiedzilem wies Chroscice, gdzie stoi pomnik Walczacych Polskich
Zolnierzy, wspominanych do dzisiaj przez mieszkancow wyzwolonych wiosek i
Budziszyna. Wydarzenia wojenne tamtych dni staly sie tematem dokumentalnego
filmu pt. „Kierunek Budziszyn”, zrealizowanego wspolnie z luzyckimi
filmowcami. Film mial byc proba odpowiedzi na pytanie: co z tamtych dni
zostalo w pamieci, czy swiadectwem tamtych czynow bohaterskich beda pomniki
wdziecznosci i tablice pamiatkowe? Symbole czczone przy okazji kolejnych
rocznic. Do pelnego sukcesu tego filmu zabraklo tylko uznania w oczach
telewizji NRD-owskiej, filmu niewyemitowanego, bowiem telewidzowie w NRD
mogliby odniesc (mylne) wrazenie, ze to tylko Polacy wyzwolili Luzyce
Wladyslaw SOBECKI

INTERNET DLA MARYNARZA
(List z morza)
Drogi Kubo! Drogi Karolu!
Jest tyle roznych sytuacji na statkach w tej sprawie. Albo netu nie ma
wcale, albo jest platny, albo ogolno-dostepny z ewentualnymi limitami
transferowymi.
Jak ktos, kto ma dzienny dostep do internetu pisze/mowi, ze ludziom
oddalonym na tak dlugi czas od rodziny i zycia na ladzie, jest bynajmniej
niepotrzebny, to mam ochote wziac szpadel i wytlumaczyc „lopatologicznie”
takiej osobie, ze myli sie grubo.
Tlumaczyc na lamach naszej gazetki tego nie ma co, Wam rowniez. Doskonale
wiemy, jak jest z dala od bliskich i naszego drugiego zycia zostawionym
innym w momencie przejscia przez bramki na lotnisku.
Zauwazylem, ze ostatnio temat ograniczania kontaktu i dostepu do social
media na statkach jest jakos solidnie poruszany na forach i gazetkach…
Najczesciej przez ludzi, ktorzy z owczesnym plywaniem maja tyle wspolnego,
co nawigacja na latarnii morskiej – cos tam przez okno widac ze statkami,
ale skupiamy sie na wymianie zarowki. W naszej gazetce kompanijnej jedna
Pani z pewnego klubu dla marynarzy wypowiadala sie, ze (skrotowo i
parafrazujac) internet na statku jest „be” a zbyt dlugie kontakty z rodzina
powoduja skupianie sie na zlych rzeczach. Ze dawniej bylo lepiej, kiedy
ludzie przychodzili do klubu marynarza rozmawiac i bawic sie z innymi
marynarzami grajac w karty, a na telefonie wisieli krotko, bo bylo drogo,
wiec wymieniali sie tylko dobrymi nowinami z rodzina….
Nie moge dalej pisac o tym, bo zbiera mi sie na wymioty…
Osobiscie z internetu korzystam tylko w portach za pomoca uslug GSM/LTE,
ale widze, ze zaloga zawsze uzywa tych drogich kart i sieci statkowych.
Jako „internetowy szczyl” wsrod Was, starych morskich wilkow, na statku
stosuje czasowy detoks od internetu, do ktorego w domu mam dostep
nieograniczony. Widzialem, ile nalogowcom internetowym wcina z portfela to
uzaleznienie (nie mowiac o czasie) i rzucilem statkowy internet, tak jak
ponad rok temu rzucilem kompletne papierosy (ledwo popalalem, nie zeby to
bylo jakies zyciowe, wielkie wrzeczenie ktore wpisze w CV).
Ale kto na co wydaje swoje pieniadze, to nie jest moja sprawa. Ja wydaje
krocie na swoje hobby i nie uwazam tych pieniedzy za marnotrastwo, chociaz
dla innych bynajmniej takowym jest.
Uwazam, ze statkowy internet na burcie w obecnych czasach jest niezbedny.
Ilosc stresu, ktora obecnie ciagle narasta i spoczywa na barkach coraz
wiekszej ilosci zalogi i oficerow (u nas na niektorych statkach dolozyli
czwartego na poklad) pozwala sporej czesci zalogi dzieki sieci odetchnac.
Jezeli internet dziala, to czemu go zabierac?
Tylko nie mowcie, ze z powodu narastajacych samobojstw wsrod marynarzy! 😉
Grzes KUCIK
Gargamel; jedno zdanie od siebie: marynarz powiniec moc dostawac jak
najwiecej wiadomosci z ladu, lecz zycie nakazuje, by byly to wiesci nie
tylko prawdziwie, ale rownoczesnie odpowiednio „obrobione”, zdystansowane i
zlagodzone, slowem „ucywilizowane”. I tak widze od samego poczatku swoja
role redaktora marynarskiej gazetki.

WIADOMOSCI CELNE, ACZKOLWIEK BEZCZELNE
* TVP Jacka Kurskiego zamierza reaktywowac program „Europa da sie lubic” z
okazji 15-lecia wstapienia Polski do Unii Europejskiej. W telewizji
publicznej lubiacej Europe jest tyle samo prawdy, co w informacji, ze w
Rosji to przechodnie uderzaja w samochody.
* Edyta Gorniak ma nowego chlopaka. To byly pilkarz Tomasz Mazurkiewicz.
Tomasz gral kilka lat w Legii Warszawa i strzelil jednego gola. Z czego
jasno wynika, ze to nie potrwa zbyt dlugo.
* Joanna Przetakiewicz udostepnila na swoim Instagramie zdjecie w majtkach,
a na domiar zlego jeszcze topless. Co prawda tylem, ale Polak ma dobra
wyobraznie. Rozpetalo sie pieklo. Najbardziej pieklo panie w podobnym wieku.
* Aktorka Katarzyna Glinka ujawnila swiatu swego narzeczonego, sportowca
Jaroslawa Bienieckiego. Para zareczyla sie 183 dni od chwili poznania.
Gratuluje. Zareczyny to wstep do dlugoletniej odsiadki z tymczasowym
odroczeniem kary.
*Ania Lewandowska bedzie miala swoj wlasny cykl „Sztuki walki” w „Dzien
Dobry TVN”. Kazdy odcinek bedzie opowiadal historie niezwyklych kobiet z
calej Polski. Niestety, o godz. 9.50. Szkoda. Wtedy niezwykli mezczyzni
jeszcze spia.
* Kolegom z Agory gratulujemy nastepcow. Na pierwszej stronie Gazeta.pl
pojawil sie artykul skladajacy sie z kilku zdjec z roznych miejsc, w tym
zdjec z hotelu w Tel Awiwie, z tytulem: „Wojewodzki chwali sie
mieszkaniem”. Przynajmniej autor nie pochwalil sie inteligencja.
* Ewa Chodakowska uruchomila wlasna linie kosmetykow. Nazywaja sie beBIO i
sa w 99 proc. naturalne. Co wazne, przystepne takze cenowo. Marysia
Czubaszek zawsze twierdzila, ze najlepszym kosmetykiem dla kobiety jest
dymek z papierosa. Niedrogi, a i twarzy nie widac.
* Telewizyjnymi hitami marca byly mecze polskiej reprezentacji z Austria,
blisko 6 mln widzow, oraz z Lotwa, prawie 7. Zaraz za meczami – „M jak
milosc” oraz „Na dobre i na zle”. Jesli uznamy, ze celne podania to
dialogi, to te dla kadry napisal Patryk Vega.
* Doda i jej maz Emil Stepien zostali podejrzani o oszustwo i niewyplacenie
inwestorom naleznych pieniedzy z produkcji „Pitbulla”. Pan Emil twierdzi,
ze to nieprawda. Prawda jest to, co powiedzial mi kiedys Kazimierz Kutz. W
polskim kinie nalezaloby filmowac glownie to, co sie dzieje poza planem.
* Program „Big Brother” w toku. Ogladajac to, co sie dzieje w domu
Wielkiego Brata, przypominam sobie slowa mojej babci za kierownica: Jak ci
sie nie podoba moj styl jazdy, to zejdz z chodnika.
* Mariola Golota, zona Andrzeja, poinformowala, ze nasz najbardziej znany
piesciarz dostal propozycje walki za milion dolarow. Propozycje odrzucili.
Przypomina mi sie najczestsze klamstwo w wydaniu facetow: To byla nasza
wspolna decyzja.
* Food Network pokaze nowy program Magdy Gessler, w ktorym restauratorka
oprowadzi wIdzow po najlepszych polskich restauracjach. W zwiazku z nowa
formula Magda bedzie musiala przyswoic pojecia: kurza stopa, kurcze
pieczone oraz kuchnia felek.
* Marcin Gortat ma ostatnio zly czas w NBA, za to poza parkietem wrecz
przeciwnie. Ostatnio Lisa Ann, lat 47, gwiazda filmow dla doroslych,
wyznala, ze spotykala sie z koszykarzem. Dodala takze, ze jego pseudonim
Polski Mlot jest zasluzony. Widocznie pomagal jej w remoncie.
* Edyta Gorniak wyprawila 15. urodziny swemu synowi Allanowi. Syn
piosenkarki pod czujnym okiem mamy popijal wino i palil papierosy. Edyta
kiedys spiewala „Moj sokole, moj przejrzysty, pytaj o mnie nurtow
bystrych”. Jak tak dalej pojdzie, sokol moze miec klopot z bystroscia.
* Menedzer Piotra Zyly wraz ze sztabem szkoleniowym wyslali pismo do bylej
malzonki zawodnika z prosba o ograniczenie wylewnosci telewizyjnej.
Zauwazyli prosta zaleznosc – im wiecej Justyna mowi, tym bardziej spada
wartosc reklamowa skoczka. A podobno i tak jest juz pod progiem.
* Wojciech Modest Amaro, ktory nazywa sie calkowicie inaczej, znow bedzie
ojcem. Mistrz gotowania, ostrych ocen i slonych rachunkow bedzie mial
czwartego potomka. Gratulacje. Z ostra kuchnia i ostrym seksem bywa
podobnie. Nastepnego dnia bedziesz zalowal.
Kuba WOJEWODZKI

SZESCSET KOSZUL STEFANA SZCZEPLKA
Stefan Szczeplek, to jeden z najlepszych polskich dziennikarzy pilkarskich
w historii. Napisal tez kilka ksiazek na tematy pilkarskie. A ponadto
kolekcjonuje koszulki i gadzety pilkarskie- ma m.in but w ktorym Gerd
Miller strzelil w roku 1974 bramke Tomaszewskiemu na Mistrzostwach Swiata w
RFN..
Jaka powinna byc ta koszulka, by mozna ja bylo uznac za cenny okaz?
-Cenny okaz koszulkowy to taki, w ktorym gral konkretny zawodnik. A jesli
jeszcze wiemy z jakiego meczu pochodzi, to wartosc wzrasta. Jezeli na
koszulce sa oznaczenia informujace o rodzaju meczu, ma to wplyw na cene.
Mam na mysli rozmaite naszywki, hafty czy emblematy z rozgrywek klubowych –
za zdobyte puchary lub tytuly mistrzowskie, z turniejow. Dodatkowo biore od
pilkarzy autografy na tych koszulkach.
Jesli wiem, ze w czasie moich podrozy moge spotkac jakiegos pilkarza
czynnego (czesciej bylego), zabieram z domu jego koszulke, klubu lub
reprezentacji, w ktorej wystepowal naturalnie. Miewam w zwiazku z tym
bardzo sympatyczne sytuacje, bo dla wielu, zwlaszcza starszych jest to mila
niespodzianka. Pomaga mi to tez zawodowo. Jesli ktos widzi, ze dziennikarz
z odleglej Polski ma takie pamiatki, to znaczy, ze sie interesuje, zna sie,
warto z nim rozmawiac. Tak zachowali sie m.in. slynny austriacki napastnik
Barcelony, Hans Krankl czy kapitan Brazylii z roku 1970, Carlos Alberto
Torres.
Jak zaczela sie panska przygoda ze zbieraniem trykotow? Pomogl fakt, ze
chcial Pan zostac dziennikarzem sportowym?
– Zaczalem zbierac koszulki, kiedy juz zostalem dziennikarzem i mialem
latwiejszy dostep do tego wielkiego swiata futbolu, dzieki podrozom i coraz
liczniejszym znajomosciom. Bylo mi latwiej, poniewaz pilkarze z
reprezentacji Kazimierza Gorskiego to moi rowiesnicy i koledzy z boiska.
Wtedy nie bylo replik i mody na tego rodzaju kolekcje. Pierwsza koszulke
podarowal mi Leszek Cmikiewicz. Do dzis jest jedna z najcenniejszych w
kolekcji. W meczu Anglia – Polska na Wembley w roku 1973 gral w niej Mike
Channon.
Dlaczego zbiera Pan koszulki i inne pamiatki pilkarskie? Chce Pan ocalic od
zapomnienia kawalek historii pilki noznej, wspomnienia z mlodosci?
Ile koszulek liczy w chwili obecnej Panska kolekcja? Do niedawna bylo to
400 sztuk”
-Nie wiem. Jestem w przededniu remanentu. Mysle, ze liczba oscyluje wokol
szesciuset. Kazda z koszulek jest opisana.
Najciekawsze eksponaty w kolekcji
– O tym mozna by napisac ksiazke (smiech). Podam wiec kilka nazwisk
pilkarzy, ktorych koszulki mam: Kazimierz Deyna (10 roznych), Wlodzimierz
Lubanski, Grzegorz Lato, Robert Gadocha, Andrzeju Szarmach, Zbigniew
Boniek, Jan Tomaszewski” Do tego prawie wszyscy obecni reprezentanci. Sa
jakies wyjatki w rodzaju koszulki reprezentacji swiata w meczu pozegnalnym
Lwa Jaszyna w Moskwie, z roku 1971. Gral w niej Zygmunt Anczok. Jak
zobaczyl, ze u mnie nic nie ginie, powiedzial: lepiej zeby to bylo u ciebie.
Mam tez koszulke UEFA z meczu pozegnalnego Stanleya Matthewsa (1965). Gral
w niej slynny Czech Josef Masopust. Jest rozpinana od gory do dolu, na
guziki. Jak powiedzial mi David Taylor, szef tzw. eventow w UEFA – nawet w
muzeum w Nyonie takiej koszulki nie maja. Jestem dumny zwlaszcza z koszulek
Brazylii. Najstarsza pochodzi z roku 1966. W meczu z Polska na Maracanie
gral w niej Jairzinho. A poza tym koszulki Zico, Socratesa, Bebeto,
Ronaldo, Edinho, Nelinho” Na replikach mam autografy Pelego i Ronaldinho.
Do tego Franz Beckenbauer, Juergen Klinsmann, Uli Hoeness, Rainer Bonhof,
Karl-Heinz Rummenigge, Christo Stoiczkow, Wim Rijsbergen, Alan Simonsen,
Preben – Elkjaer Larsen, Lusi Figo, Alessando Del Piero, Franco Baresi,
Romeo Benetti, Christian Vieri, Antoni Di Natale, Stefano Fiore, Ruud Krol,
Marco van Basten, Graeme Souness, John Toshack, Teofilo Cubillas, Manuel
Negrete, Cobi Jones”
Mam koszulki klubowe lub reprezentacyjne, na ktorych zebralem pasujace do
nich autografy: reprezentacji Holandii, Ekwadoru, Czech z Euro 2012, Realu,
Eusebio, Francisco Gento, Zinedine Zidane, Marco van Bastena. Nie pamietam
jednak wszystkich.
Najdziwniejsze okolicznosci w jakich udalo sie zdobyc koszulke?
-W dawnych czasach, kiedy to jeszcze bylo mozliwe, zdarzalo mi sie wchodzic
do szatni. To bylo wtedy, kiedy Polacy nalezeli do czolowki swiatowej wiec
nasze koszulki byly w cenie. Po meczu El. MS w Queretaro (1985 – przyp.
red.), przegranym z Meksykiem 0:5 (wiadomo, ze Polakom wymiana nie byla w
glowie), kiedy wszedlem do meksykanskiej szatni z polska koszulka w reku,
rzucilo sie do mnie na wyscigi kilku Meksykanow. Wygral Manuel Negrete,
dzieki czemu mam jego koszulke. W podobnych okolicznosciach, na stadionie
Legii po meczu z Irlandia zdobylem koszulke Franka Stapletona.
Ktore koszulki podobaja sie Panu bardziej – te nowe, raczej bardziej
mainstreamowe, czy te stare – wykonane chyba z wieksza dbaloscia o
szczegoly?
-Nie dziele ich wedlug mody ani wieku. Niewazne z jakiego materialu zostaly
wyprodukowane. Licza sie mecze i emocje. Chociaz oczywiscie uroda tez.
Ostatnio zdobylem klasyczna koszulke Fluminense, w jakiej Brazylijczycy
grali na turnieju Deyny. Fajnie wyglada obok koszulki Flu sprzed ok. 40
lat, jakby robionej na drutach. To wszystko kwestia gustu. Na przyklad
mojej doroslej dzis corce zawsze najbardziej podobala sie koszulka Clubu
America z Meksyku.
Czy osoba, ktora zebrala tak ogromna ilosc roznych pamiatek, moze miec
jeszcze w sobie glod poszukiwania i zdobywania kolejnych?
-Nie jestem kolekcjonerem-szalencem, bo wiem, ze nie moge miec wszystkiego.
I nie szaleje na punkcie jakiegos wybranego trofeum, ktore nalezy do kogos
innego. Ale cieszy mnie kazda nowa rzecz.
Kolegowal sie Pan ze slynnym Kazimierzem Deyna, od ktorego zreszta otrzymal
Pan kilka koszulek. Zrozumialbym gdyby dostal Pan od niego jedna, gora dwie
sztuki. Ale bylo ich zdecydowanie wiecej. Mial Pan az taki dar
przekonywania?
-Deyna a potem jego zona, przekazywali mi wiele pamiatek, widzac moja
pasje. Ale wciaz mam wielu takich znajomych pilkarzy (raczej dawnych),
trenerow, dzialaczy, kolegow dziennikarzy, ktorzy przekazuja mi rozne
rzeczy, wiedzac, ze u mnie nie zgina. A potem moga je ogladac na wystawach,
dzieki czemu, mimo ze zeszli z boiska, nie sa zapominani. Niedawno jeden z
tzw. znanych pilkarzy przekazal mi dwanascie swoich koszulek z calej
kariery.
Czy myslal Pan kiedys nad sprzedaza ktoregos z trykotow? Pytam, poniewaz w
czasach kryzysu, ludzie coraz czesciej oddaja swoje cenne rzeczy”
– Nigdy nie myslalem o sprzedazy czegokolwiek ze zbiorow. Ja sam kupuje,
dostaje, wymieniam. Moja wystawa byla juz w Palacu Kultury, w muzeum
miejskim w Olomuncu, teraz znajduje sie na Stadionie Narodowym, a w
przyszlosci ma stanowic „zaczyn” pod stale muzeum pilki noznej.
Podsumowujac te szybka niczym Ireneusz Jelen w swoich najlepszych czasach –
rozmowe – dlaczego czlowiek powinien miec w zyciu jakas pasje?
Dla mnie to po prostu frajda, ale tez wiele z tych eksponatow pomaga mi w
pracy. W moim przypadku, ksiazki czy programy stanowia zrodlo informacji.
Kiedy pisze ksiazki, nie mam problemu z ilustracjami. Siegam na polke czy
do szafy i mam. Wystarczy spojrzec do „Mojej historii futbolu” czy „Deyny”.
Rozmawial:
Remigiusz SZUREK
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *