Dzien dobry – tu Polska – sobota, 29 grudnia 2018

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 341 (5033) 29 grudnia 2018 r.
W E E K E N D

HASLO DNIA: Nie narzekajcie na swieta- juz w sierpniu byliscie grubi!

Ze sztambucha Podatnika:
Dacie wiare?.Moje zeznanie podatkowe zostalo zwrocone tylko dlatego, ze na
pytanie 4 : ” czy masz kogos na utrzymaniu” udzielilem odpowiedzi :
„IDIOTOW W PARLAMENCIE, PASOZYTOW W RZADZIE, MISIEWICZOW I PISIEWICZOW,
REZIMOWA TELEWIZJE, RODZINY, KTORE DOSTAJA BEZ POTRZEBY 50+, PREZESOW
NIEUDACZNIKOW ZE SPOLEK SKARBU PANSTWA, UPOLITYCZNIONA POLICJE, BEZRADNE
WOJSKO I BEZROBOTNYCH
Powiedzieli,ze ta odpowiedz nie moze zostac zaakceptowana..
PYTAM WIEC KOGO POMINALEM ?
Lech R. Lyczywek
Mysle, ze jeszcze sporo by sie znalazlo. Ojciec Rydzyk i Kosciol Swiety na
przyklad.-Wasz:
Gargamel Przenikliwy

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo na koncie Marynarskiego Pogotowia Gargamela wynosi 1.615,84 zl
(tysiac szescset pietnascie zl 84 gr). Wplaty w ostatnim tygodniu to 1615
zl, a wydatkow nie bylo. To milo, ze w Nowy Rok wkraczamy z saldem, ktore
od razu umozliwi pomoc chorym dzieciom, w tym oplacenie wizyty kontrolnej
Kuby w Klinice Saint Luc w Brukseli z listopada tego roku.
Duzo pomyslnosci w 2019 r. !
pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow
Rzeczywiscie nie daliscie sie ustabilizowac 84 groszom salda przez swieta i
rzeczywiscie mamy z czym startowac do…Nowych Zwyciestw. Pomyslalem sobie
w Wigilie, ze w kwietniu, gdy udar mozgu na 3 doby odebral mi swiadomosc,
to gdybym jej nie odzyskal, juz by bylo pare miesiecy po pogrzebie, zycie
rodziny wrociloby do normy i wogole nie ma o czym mowic. Ale zaraz
wskoczyla mi glowy mysl ilu dzieciom od kwietnia do grudnia, razem z Wami
pomoglem zyc lub zdrowiec. A wiec warto bylo nie umierac. I tego
postanowilem sie trzymac.-Wasz:
Gargamel Wiecznie(?) Zywy

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.7550 PLN Euro: 4.2969 PLN Frank szw.: 3.8115 PLN Funt:
4.7480 PLN Gielda 28.12.2018 godz. 17.00 WiG 57690.50 (+0.89)
WiG30 2581.52 (+0.94%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.70 PLN Euro: 4.23 PLN
Funt: 4.69 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.65 PLN
Euro: 4.19 PLN Funt: 4.70 PLN

Pogoda w kraju
Pochmurno i deszcz.Maksymalnie osiem stopni C.

SKOCZNY SENATOR
Z Wolominem kojarzy sie pewien senator,
Niebezpiecznych sportow wielki inicjator.
Tu, zwolennikow wielu (mowiac nawiasem)
Ma sport ekstremalny. Czyli – SKOK na kase.
Trzeba jasno stwierdzic: to sport zawodowy,
A wiec dla czempionow wielce dochodowy.
Wspomniany senator, czempion nad czempiony,
Sadzac po wynikach, czuje sie spelniony.
Lecz go jeden problem dreczy bez ustanku:
Zebrana fortuna nie miesci sie w banku!
Skarbce polskich bankow ledwie dla ciulaczy.
Zatem wazny problem rozwiazal inaczej;
W Luksemburgskim banku bylo miejsce jeszcze,
Wiec z niego skorzystal. Czy ma spokoj wreszcie???
————-
BeeM
Grudzien 2018
(Nad. K. Lewonowicz)

Jedyny, ktory mial odwage przeciwstawic sie koscielnej hierarchii
BISKUP MUSI SZCZEKAC!
– Biskup musi szczekac – powiedzial Tadeusz PIERONEK gdy spotkalismy sie w
marcu tego roku. Pisalam tekst o ksiezach zbuntowanych, tych nielicznych
duchownych, ktorzy maja odwage przeciwstawic sie koscielnej hierarchii. W
tym gronie byl jedynym biskupem.
– Biskup jest jak pies – tlumaczyl. – Musi strzec swojej trzody, ale musi
tez szczekac, zeby ostrzec o niebezpieczenstwie.
Siedzielismy w jego mieszkaniu na Wawelu. Vis a vis grobow krolewskich.
Przy dzwonku do jego mieszkania nie bylo wizytowki. – Gdyby byla, drzwi by
sie nie zamykaly. Musze sie kamuflowac – zartowal. Rozmawialismy o
niepokornej drodze jaka przebyl w sutannie, o tym, ze nigdy nie bal sie
kontaktu z mediami, choc po udzielonym wywiadzie nie raz slyszal od innych
biskupow: „Na co on sobie pozwala?”
Wtedy w marcu, patrzac przez okno na panorame Krakowa, zartowal, ze gdy
zostal biskupim emerytem, wielu chetnie wykurzyloby go z Wawelu, ale
brakuje im odwagi. Biskupowi Pieronkowi odwagi nigdy nie brakowalo,
niezaleznie od tego, jaka przyszlo mu placic za nia cene.
To bp Pieronek odwazyl sie powiedziec, ze Kosciol w Polsce stal sie
ostatnio partyjny i hierarchowie milcza, gdy „kreujacy sie na
depozytariusza polskosci PiS” niszczy sadownictwo czy wprowadza szkodliwa
ustawe o IPN. To on wzywa, by „glosno mowic, gdy czuje sie smrod faszyzmu,
nazizmu i zle pojetego nacjonalizmu, bo pewnego dnia wszyscy sie w nim
podusimy”.
– Przede wszystkim upominam sie o to, zeby biskupi mowili. Pisalem, ze mamy
obowiazek sprzeciwiac sie, gdy dzieje sie zlo, odzegnywac sie od klamstwa.
Siegalem po argumenty sw. Augustyna, ktory mowil, ze biskup jest jak pies:
musi strzec swojej trzody, ale musi tez szczekac, zeby ostrzec o
niebezpieczenstwie.
Biskup Pieronek nigdy nie bal sie mowic. W 1993 r. zostal sekretarzem
generalnym Konferencji Episkopatu Polski, co wtedy oznaczalo takze funkcje
rzecznika. – Dziennikarze zawsze mieli do mnie dostep, nie wybieralem, z
kim chce rozmawiac, a z kim nie. I to sie nie podobalo – wspominal i
dodawal: – Przyszla do mnie Monika Olejnik, wtedy dziennikarka radiowa.
Rozmowa zostala wyemitowana, a ja uslyszalem: „Na co on sobie pozwala?”.
W 1998 r. biskupi odwolali bp. Pieronka z funkcji sekretarza. „Odczuwam
smutek i gorycz, ze moje dzialania nie znalazly uznania. Nie widze w nich
niczego, co by zaslugiwalo na odrzucenie” – komentowal to w wywiadzie dla
„Gazety Wyborczej”.
Jako przedstawiciel episkopatu bral udzial w pracach nad konkordatem i
konstytucja.
– Trudnych tematow nie brakowalo, a ja nie unikalem rozmowy o nich. Raz
uslyszalem od jednego z biskupow: „Niszczysz Kosciol”.
– O co ci chodzi? O jaka wypowiedz? – zapytal.
– O kazda.
– Wtedy zrozumialem, ze nie moge traktowac tego powaznie, bo dam sie
zepchnac do roli osoby wykonujacej polecenia niezgodne z wlasnym sumieniem.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zapiekly przeciwnik bp. Pieronka (a
jednoczesnie bliski wspolpracownik obecnego metropolity krakowskiego abp.
Marka Jedraszewskiego), nazywa go heretykiem i politycznym agitatorem.
– Nieraz zarzucano mi, ze zajmuje sie polityka. Owszem, ale polityka
rozumiana jako troska o dobro wspolne, a nie tym, kto ma rzadzic.
Obowiazkiem duszpasterza jest wskazywac zlo, a jesli jest ono w polityce,
to nalezy o tym mowic – dodaje bp Pieronek.
Pod koniec zycia byl biskupem rezydentem. Jego kariera koscielna zostala
zakonczona, lecz nie pozwolil sobie zamknac ust. Abp Jedraszewski w
niedawnym wywiadzie dla „Goscia Krakowskiego” przyznal: „Bp Pieronek
podlega Stolicy Apostolskiej, ja nie mam nad nim jurysdykcji, moge wyrazac
tylko pewien bol”.
Aleksandra PAWLICKA
———————–
KRYD DO GARGAMELA
Drogi Gargamelu, poniewaz poinformowales o smierci biskupa Tadeusza
Pieronka
chcialbym dodac, ze ostatnim w zyciu wywiadem , ktory udzielil bp.
Pieronek byl wywiad dla lewicowego czasopisma ZDANIE, wydawanego przez
Stowarzyszenie „KUZNICA” w Krakowie. Numer tego czasopisma (polrocznik)
nr.3-4(178-179) jest obecnie w sprzedazy w empikach. Wywiad bardzo
obszerny,
ciekawy prezentujacy poglady biskupa na szereg zagadnien wspolczesnosci a
takze znacznie wiecej mowiacy o zyciu i dzialalnosci bp. Pieronka niz
wszystkie wczorajsze o Nim audycje, ktore zreszta ani slowem nie wspomnialy
o tym wywiadzie w lewicowym czasopismie. Przy okazji – Tobie, Twojej
Rodzinie oraz czytelnikom „Dzien dobry – tu Polska” na wszystkich morzach
oraz oceanach – wszystkiego najlepszego w Nowym 2019 Roku.
KRYD

Jerzy Dziewulski:
WIDZIALEM WSZYSTKIE TECZKI Z LISTY MACIEREWICZA
W materialach SB dotyczacych Lecha Walesy byla tez kluczowa teczka, z
ktorej pozniej zniknely dokumenty. Znalazlem w niej wszystko co trzeba. I
powiem jedno: jezeli PRL miala takich agentow, to nic dziwnego, ze upadla –
mowi Jerzy Dziewulski.
Jako antyterrorysta mial pan zycie jak z serialu kryminalnego. Rozbrajal
pan bomby, ratowal ludzi, a potem zamienil to na fotel w Sejmie. Skad ten
dziwny pomysl?
-Ma pani racje, to byl dziwny pomysl. W 1991 r. wystartowalem do Sejmu na
prosbe mojego kolegi Zbyszka Eysmonta, pozniejszego ministra bez teki w
rzadzie Hanny Suchockiej. Zadzwonil do mnie ktoregos dnia i powiedzial: „Z
Januszem Rewinskim robimy partie. To ma byc rodzaj wyglupu, ale jezeli na
listach znajda sie ludzie znani i popularni, to pokazemy, ze kazdy moze
dostac sie do Sejmu, a nie tylko zawodowy polityk”. I poprosil, zebym ich
wsparl, bo moje nazwisko bylo wowczas bardzo znane. Zgodzilem sie
niechetnie, przy czym zaznaczylem, ze nie bede prowadzil kampanii. Wpisano
mnie do okregu w Bielsku-Bialej. Nie bylem tam ani razu, za co przepraszam
mieszkancow Bielska, nie wydalem ani zlotowki na promocje, nie wywiesilem
ani jednego plakatu i zostalem wybrany. Mniej wiecej poltora roku po
wyborach wojewoda bielski zarzucil mi, ze kampanie i plakaty sfinansowalem
za pieniadze od Boguslawa Bagsika.
To wlasnie z powodu Boguslawa Bagsika i Andrzeja Gasiorowskiego, czyli
tworcow firmy Art-B, stal sie pan osoba publiczna.
– Nie. Bylem znany przede wszystkim z roznych filmow i programow
telewizyjnych jako spec od terroryzmu. Ale w momencie gdy wyszla na jaw
ucieczka z Polski Bagsika i Gasiorowskiego, sciganych listem gonczym,
zaczal sie medialny szum wokol mojej osoby. Pojawily sie informacje o moim
rzekomym udziale w ich ucieczce, a takze dziesiatkach milionow dolarow
wywiezionych w walizkach. Takie rzeczy opowiadal m.in. prezydent Lech
Walesa, ktory w Radiu Maryja mowil, ze Dziewulski wywozil Bagsikowi
pieniadze. Twierdzil, ze to przeze mnie nie mogl puscic Bagsika i
Gasiorowskiego w skarpetkach. Po nim zaczeli to powtarzac inni. Pisaly o
tym gazety. Z dwoma gazetami i z jednym politykiem, Adamem Slomka, wygralem
procesy, ktore im wytoczylem z tego powodu. Wtedy faktycznie wszedzie bylo
pelno Dziewulskiego w mediach.
A co z tymi walizkami z milionami dolarow? Byly czy nie?
-Nie bylo. Nigdy w tej sprawie nie bylem nawet przesluchiwany. W 1997 r.
postanowilem przerwac potok klamstw na moj temat. Wystosowalem pismo do
prokuratury wojewodzkiej, do wydzialu sledczego, z zapytaniem, czy cos na
mnie maja. Jeden z zastepcow prokuratora wojewodzkiego odpowiedzial mi na
pismie, ze w zwiazku z tzw. sprawa Art-B nie toczy sie i nie toczylo
przeciwko mnie zadne postepowanie przygotowawcze. Po drugie informacje na
moj temat, ktore posiadala prokuratura, nie wymagaly jakichkolwiek
wyjasnien. Te pisma mam do dzisiaj. Ale to nic nie zmienilo. Do dzis zdarza
sie, ze ktos twierdzi, iz to ja pomagalem wywiezc pieniadze Bagsikowi.
Jaki byl Sejm I kadencji?
-Bardzo agresywny. Poslowie skakali sobie do gardel tak samo jak dzisiaj, a
moze bardziej. My bylismy niby taka grupa zgrywusow, ale szybko okazalo
sie, ze musimy uczestniczyc w tej walce na smierc i zycie. Pamietam nasze
dyskusje, ze obiecywalismy producentom piwa, iz bedziemy dbac o ich
interesy. Dosc szybko doszlo u nas w klubie do podzialu. To bylo wowczas,
gdy powstal rzad Hanny Suchockiej, a czesc z nas byla przeciwna wchodzeniu
do niego. Wtedy od naszego klubu odlaczylo sie kilka osob, m.in. Adam
Halber, Krzysiek Ibisz i ktos tam jeszcze, i zalozyli wlasne kolo.
Tak zwane male piwo.
-No wlasnie, bo wtedy dziennikarze zaczeli sobie z nas dworowac, mowiac, ze
powstalo male piwo i duze piwo.
Mnie najbardziej bawil fakt, ze 20-latek Ibisz zostal przedstawicielem
Partii Emerytow.
To bylo troszeczke pozniej, kiedy zalozyli partie. On na dodatek smiesznie
sie tlumaczyl, gdy dziennikarze pytali go, dlaczego akurat partia emerytow.
Mowil, ze jego babcia jest emerytka i w zwiazku z tym zna problemy
starszych ludzi. To wywolalo salwy smiechu.
O klubie Polskiej Partii Przyjaciol Piwa krazyly legendy, ze byl to
niezwykle zabawowy klub. Sami faceci. Alkohol lal sie strumieniami, na
imprezy zapraszaliscie panie lekkiego autoramentu.
-To prawda, byl alkohol i byly panie. Ale w tamtym czasie alkohol w
restauracji sejmowej to byla normalna rzecz. Pili wszyscy i nikt nie robil
z tego problemu. Publicznie o tym nie dyskutowano. A klub PPPP byl o tyle
bardziej rozrywkowy niz inne, ze wiekszosc jego czlonkow to byli mlodzi
ludzie nieskazeni polityka. Ich zachowania byly adekwatne do wieku, a takze
do stanu zamoznosci, a w wiekszosci byli to biznesmeni ustawieni finansowo.
Co do pan – to nie musielismy ich zatrudniac. Same pojawialy sie w Sejmie,
z legitymacjami dziennikarskimi. Przeciez to wlasnie wtedy polowala na
poslow Anastazja Potocka vel Marzena Domaros, ktora swoje przygody opisala
w ksiazce „Erotyczne immunitety”. Dla mnie ona nie byla specjalnie
efektowna, ale rzucala sie w oczy i na wielu poslach robila wrazenie. Znam
trzy przypadki rozwodow z powodu rewelacji, ktore opisala.
A dlaczego tacy weseli faceci, ktorzy poszli do Sejmu dla zgrywow,
zdecydowali sie wejsc do rzadu?
-Wie pani, nastepnego dnia po wyborach przestalismy byc zgrywusami. Juz
nikt nie dyskutowal, ze to mial byc zart, tylko kazdy mowil, ze teraz
trzeba zachowywac sie powaznie. Tym bardziej ze gdy tylko zaczelismy prace
w Sejmie, to wszystkie media zagraniczne chcialy rozmawiac glownie z nami,
bo bylismy czyms zupelnie nieznanym na scenie politycznej. Poza tym
mielismy spory klub, a wiec bylismy pozadanym partnerem do koalicji.
To jeszcze nie powod, zeby wchodzic do rzadu.
-No, ale skoro na powaznie zaczelismy uprawiac polityke, to wejscie do
rzadu bylo normalna sprawa. Zgodzilismy sie, ze to zrobimy, ale musimy
dostac jedno stanowisko ministerialne. Bylismy mala przystawka i
wiedzielismy, ze wiele zadac nie mozemy, a wiec zachowywalismy sie
racjonalnie. Po negocjacjach z premier Hanna Suchocka zapadla decyzja, ze
dostaniemy tylko ministra bez teki. To byla jaja, bo na kit nam taki
minister? Do rzadu oddelegowalismy Zbyszka Eysmonta, ktory mial biurko,
sekretarke, samochod i nic poza tym. Ale byl ministrem. Zawsze moglismy
powiedziec naszym wyborcom i tym browarnikom, ze jezeli cos chcemy
zalatwic, to mamy ministra, ktory moze o to zabiegac. Bo taka partia, ktora
popiera rzad, a nie ma w nim swojego przedstawiciela jest tylko przystawka
do glosowania.
W Sejmie I kadencji doszlo do lustracji politykow.
-Pamietam to doskonale, bo bylem jedynym poslem, ktory widzial wszystkie
teczki ludzi z listy Antoniego Macierewicza. Nasz klub w wiekszosci
glosowal za uchwala, w mysl zasady: kto nie wspiera, jest podejrzany. Ja
nie, bo akurat bylem w Bielsku.
Tymczasem kilku waszych poslow znalazlo sie na liscie Macierewicza.
-To prawda. Ja, jako milicjant, nie mialem sie czego bac.
SB nie werbowala milicjantow?
-Milicjanci mieli obowiazek wspolpracowac z SB, udzielac informacji, ale
nikt nie zakladal im teczek. Za to jako milicjant z wydzialu kryminalnego
znalem doskonale technike werbowania wspolpracownikow, bo sam werbowalem
wspolpracownikow. Gdy doszlo do debaty nad lustracja, wystapilem z mownicy
sejmowej i powiedzialem, ze mozna nazwac agentem tylko tego czlowieka,
ktory wyrazil zgode na wspolprace i skladal donosy. Ze czesto rejestrowano
ludzi, ktorzy TW w rzeczywistosci nie byli, tylko podpisali zgode na
zachowanie rozmowy z SB w tajemnicy.
W jakim celu miano by to robic? Historycy twierdza, ze jezeli sie to
zdarzalo, to niezmiernie rzadko.
-Nieprawda. Chodzilo o liczbe wspolpracownikow. Czeslaw Kiszczak w pewnym
momencie zaczal narzucac SB liczbe agentow. Dlatego w moim wystapieniu
mowilem, jakiego rodzaju byly dokumenty, wymienialem nazwy tych dokumentow
i mowilem, co oznaczaly. Nagle Macierewicz krzyknal do mnie: „Panie posle,
pan jest w sluzbie!”.
Co to mialo znaczyc?
-Zagrozil mi, ze ujawniam tajemnice sluzbowa. A ja po tym wystapieniu
dostalem owacje na stojaco od KLD, UD, SLD. Kilkadziesiat minut pozniej
zostala powolana pierwsza w Sejmie komisja sledcza, choc tak sie nie
nazywala. Ale miala prawo przesluchiwac, wzywac swiadkow itd. Szefem tej
komisji zostal Jerzy Ciemniewski, mnie wybrano na wiceprzewodniczacego, bo
uznano, ze znam sie na rzeczy.
Co badala wasza komisja?
-Czy uchwala Sejmu zostala prawidlowo wykonana.
To chyba nie mieliscie zbyt wiele pracy? Wykonanie bylo zgodne z duchem
uchwaly.
-Mysmy udowodnili, ze uchwala nie zostala prawidlowo wykonana. Wszystko, co
robi Sejm, jest polityczne. Powolanie komisji bylo polityczne i napisanie
raportu tez. Wlasnie wtedy czytalem wszystkie teczki osob z listy
Macierewicza, zeby ocenic, czy zostaly na niej umieszczone zasadnie.
Dlaczego akurat pan?
-Inni czlonkowie kierownictwa komisji nie chcieli zagladac do teczek. A
poza tym tylko ja moglem ocenic, czy ktos z listy byl naprawde agentem, czy
nie, bo znalem techniki werbunku.
I co pan ustalil?
-Na przyklad to, ze Grazyna Staniszewska, poslanka Unii Demokratycznej z
tego samego okregu co ja, nigdy w zyciu niczego nie podpisala, a wiec nie
mozna jej zarzucic wspolpracy z SB. To byla kobieta, ktora nie dala sie
zlamac. Ogladalem tez materialy dotyczace Lecha Walesy, ktorych bylo tak
duzo, ze cale biurko bylo zawalone dokumentami. Oczywiscie byla tam tez ta
kluczowa teczka, z ktorej pozniej zniknely dokumenty. Ale gdy ja ja
przegladalem, bylo w niej wszystko co trzeba, i powiem jedno – jezeli PRL
miala takich agentow, to nic dziwnego, ze upadla. Mialem tez ciekawe
zdarzenie – przyszedl do mnie wicemarszalek Sejmu z KPN Piotr Wojcik, ktory
bardzo chcial, zebym przejrzal teczke Moczulskiego i ocenil, czy jego lider
wspolpracowal z SB. Nie moglem tego stwierdzic na 100 proc., ale Wojcik
bardzo nalegal, zebym przyznal, ze materialy zostaly sfalszowane.
Chodzilo o taki swoisty certyfikat moralnosci?
-Tak. W tych teczkach bylo sporo brudow, ktore przerazaly poslow, dlatego
chcieli opinii od niezaleznego fachowca, ze teczki byly falszowane. Czesc
materialow niestety bezdyskusyjnie swiadczyla o wspolpracy niektorych
politykow z SB, tylko niepotrzebnie wrzucono wszystkich do jednego kotla.
Nawet takich, ktorzy byli kontaktami operacyjnymi, a o tym nie wiedzieli,
bo np. ich adres byl wykorzystany do korespondencji. Takiego wstrzasu jak
podczas lustracji parlament nigdy nie doznal. Nawet wowczas, gdy Jozefowi
Oleksemu zarzucono szpiegostwo. Takiego przerazenia nie widzialem nigdy
pozniej.
————————————
Ciag dalszy w numerze noworocznym

NAJGLUPSZE RZECZY, KTORE POLACY ROBIA W SAMOLOTACH
Na pokladzie odrzutowca niejednego rodaka poniosla ulanska fantazja. Na co
dzien przekonuja sie o tym pracownicy linii lotniczych, ktorzy obsluguja
polaczenia z Krakowa, Warszawy i innych polskich miast. I wlasnie ich
zapytalismy o najbardziej traumatyczne (i smieszne) wspomnienia.
– Sytuacje mozna podzielic na dwie kategorie. Czesc z nich zwiazana jest z
zachowaniem pasazerow po alkoholu. Pozostale sa znacznie bardziej zabawne i
wynikaja chyba z gapiostwa lub niewiedzy podroznych – twierdzi Alicja,
stewardesa, ktora na pokladzie samolotu pracuje juz 6 lat.
– U mnie tylko dzieki temu, ze szefowa pokladu byla w bufecie nie doszlo do
„tragedii”. Podrozny najpierw w poszukiwaniu toalety wszedl do pokladowej
szafy na ubrania, a potem sprobowal swoich sil przy drzwiach do kokpitu. Na
szczescie szefowa wskazala mu wlasciwa droge do toalety, ktora mial za
plecami. Na innym rejsie kolezanki nie mialy takiego refleksu. Dobrze, ze
to bylo lato i w szafie nie bylo plaszczy – mowi stewardesa Ewelina. Z
opowiadan pracownikow z innych linii lotniczych wynika, ze nie jest to
przypadek odosobniony i nie dotyczy on jedynie polskich pasazerow. –
Zwlaszcza na rejsach charterowych, gdy pasazerowie nie sa obyci z lataniem
takie sytuacje czesto maja miejsce – dodaje jeden z naszych rozmowcow.
Problem w tym, ze podrozni, nawet jak juz znajda toalete, nie zawsze wiedza
jak zachowac sie w srodku. – Siedze sobie na jumpseacie [miejsce, ktore
zajmuja czlonkowie zalogi podczas startu i ladowania – przyp. red.] chwile
po starcie i widze, ze cos wylewa sie spod drzwi toalety. Pomyslalem, ze
pasazerka, ktora z niej korzysta zatkala umywalke. Jakie bylo moje
zdziwienie kiedy wyszla i powiedziala, ze nie zauwazyla zamknietej deski…
Nie przeszkodzilo jej to jednak w zalatwieniu potrzeby – opowiada Jacek,
steward z kilkuletnim stazem. Jak sam mowi, widzial juz naprawde duzo, ale
ludzie wciaz potrafia go zaskoczyc.
Podrozni czesto mysla, ze razem z miejscem wykupili polke, ktora znajduje
sie nad danym fotelem. Czasami, w „ferworze walki”, sa w stanie zrobic
wszystko, aby zdobyc miejsce w schowku. – W jednym z samolotow polke
bagazowa nad trzema rzedami foteli zajmowala tratwa ratunkowa. Dodam, ze
jest ona bardzo ciezka i do jej wyjecia potrzebne sa trzy osoby. Widocznie
musiala komus przeszkadzac. W pewnym momencie personel zobaczyl, ze tratwa
lezy w przejsciu. Do tej pory zastanawiam sie jak to ktos zrobil – opowiada
Anna. Mimo, ze juz nie lata, sytuacje z pracy stewardesy bawia ja do dzis.
Z kolei Ewelina, w obawie o bojke na pokladzie, musiala interweniowac w
dosc nietypowej sprawie. – Wielogodzinny lot, pozna pora. Stoje sobie mniej
wiecej w srodkowej czesci samolotu, witam pasazerow i co widze? Dwoch panow
szarpie torbe i jednoczesnie probuje umiescic reszte swoich rzeczy na
polce. A jak do siebie krzyczeli! Zanim zdazylam tam podejsc bylo jasne, ze
kloca sie o miejsce w schowku. Wygladali, jak dwoch przedszkolakow
walczacych o zabawke – mowi ze smiechem. – Jeden z nich nie byl zachwycony,
gdy powiedzialam mu, ze polka nie jest przypisana do miejsca i ktos inny
mial prawo polozyc tam swoj bagaz – dodaje.
Jedna z najwiekszych zmor stewardes. – Samolot ledwo dotknal kolami ziemi,
a w twoja strone rusza tlum. Nawet ja nie odwazylabym sie wstac kiedy
samolot pedzi jeszcze po pasie. A zadowolone z siebie matki biora z polek
bagaze, dziecko na rece i do wyjscia. Zaraz za nimi podazaja osoby, ktore
przed startem wjezdzaly do samolotu na wozkach inwalidzkich. A tu – cudowne
ozdrowienie! Jeszcze zanim samolot sie zatrzyma, masz przed soba tlum ludzi
gotowych do wyjscia. To nic, ze prosimy, aby usiedli i ze kolowanie moze
potrwac nawet i 40 minut – mowi Ewelina.
Okazuje sie, ze polscy pasazerowie uwielbiaja klaskac nie tylko po
ladowaniu. Rownie dobrze wychodzi im to w rytm muzyki. Dodajac akordeon i
glosne spiewy mamy swoista „biesiade po polsku”. Jeden z amerykanskich
pasazerow byl w takim szoku, ze postanowil podzielic sie tym, co
zaobserwowal na serwisie �zYouTube�z.
Jednak do „tanga trzeba dwojga”. Jezeli nie ma odpowiedniego towarzystwa,
pozostaja stewardesy. – Pasazerowie czesto nie moga zasnac i po prostu sie
nudza. – Najczesciej to my jestesmy „lekarstwem na nude” – mowi Anna. –
Kiedys na dlugim nocnym rejsie przyszedl do mnie pan i zaczal opowiadac
swoja historie zycia. Ciezko sie go bylo pozbyc – dodaje.
Dla wielu alkohol pozostaje nieodlacznym towarzyszem podrozy. Wielokrotne
prosby personelu o nie spozywanie trunkow zakupionych na lotnisku
najczesciej nic nie daja. Impreza zaczyna sie juz na lotnisku. – Inwencja
naszych podroznych bywa imponujaca. – Alkohol przelewaja np. do butelek w
polowie wypelnionych coca-cola. Nic nie mozemy im udowodnic. Nawet jezeli
po takiej „coca-coli” zaczynaja biegac po pokladzie bez spodni, co
autentycznie przydarzylo mi sie na jednym z rejsow – wspomina Anna.
Zainteresowani sa najczesciej swietnie przygotowani. Juz w domu zaopatrzyli
sie w plastikowe kubeczki. Pol biedy, jezeli delikwent upije sie i pojdzie
spac. – Awantury z pijanymi pasazerami to nasz chleb powszedni. I nie chce
powiedziec, ze to Polacy pija najwiecej, ale na pewno sa gdzies w czolowce
– mowi Anna. Najczesciej „wesoly osobnik” uprzykrza zycie wspolpasazerom. –
W samolocie moze byc nawet 250 osob i nie wszystkich jestesmy w stanie
dopilnowac – tlumaczy.
I choc takie podrozowanie bywa meczace, to jak zgodnie podkreslaja nasi
rozmowcy rzadko kiedy trzeba wzywac na poklad sluzby porzadkowe.
Ewelina DOMINIAK

CZTERY SKOCZNIE, JEDEN ORZEL
Pierwszy konkurs w sobote w Oberstdorfie. Turniejowego zwyciestwa sprzed
roku broni Kamil Stoch, ktory pokazal w srode w Zakopanem, ze jest w bardzo
dobrej formie.
Mysl, ze Stoch siegnie po trzeci sukces z rzedu, jest wiec calkowicie
uprawniona, a silne wsparcie wicelidera PS Piotra Zyly moze tylko zwiekszyc
emocje walki z rewelacja sezonu, Japonczykiem Ryoyu Kobayashim.
Skoczkowie prowadzeni od marca 2016 roku przez Stefana Horngachera
przyzwyczaili nas do smialych marzen. Wyniki konkursow PS tej zimy byly
solidne, obietnice koncentrowaly sie wokol Turnieju Czterech Skoczni i
mistrzostw swiata w Seefeld. Czemu wiec nie czekac na efektowne starty
mistrza Kamila i kompanii, tym bardziej ze z obozow treningowych slychac
bylo wiesci nie tylko o prawidlowych przygotowaniach, ale tez o doskonalym
wsparciu technologicznym. Stoch wygrywajacy trzy razy, rok po roku, jak w
latach 60. Norweg Bjoern Wirkola, to najpiekniejsza wizja.
Rywale sa znani: Japonczycy maja rewelacyjnego mlodzienca na gorze
klasyfikacji PS. Ryoyu Kobayashi i jego cztery zwyciestwa pucharowe robia
wrazenie. Wiara w Polakow opiera sie na ich turniejowym doswiadczeniu,
ktore polega takze na umiejetnosci radzenia sobie z rosnaca z konkursu na
konkurs presja. Oni ja znaja, Japonczyk nie.
Klasyfikacja PS podpowiada, ze moze sie liczyc takze Niemiec Karl Geiger.
Wygral pierwszy z dwoch konkursow w Engelbergu i troche nieoczekiwanie
zostal liderem ekipy Wernera Schustera. Ma 25 lat, pochodzi z Oberstdorfu.
Cichy protegowany trenera kadry przez trzy poprzednie zimy tylko raz
potrafil sie dostac na podium w zawodach pucharowych.
Druzyna niemiecka przechodzi zmiane. Do Geigera jako numer 2 dolaczyl
Stephan Leyhe – kiedys takze skoczek z tla, jakie tworzyl dla mistrza
olimpijskiego Andreasa Wellingera, zdobywcy Pucharu Swiata Severina Freunda
i Richarda Freitaga, ktory rok temu wydawal sie glownym rywalem Stocha.
Austriacy cierpia – kryzys widac wyraznie, nie tylko z powodu nieobecnosci
Gregora Schlierenzauera. Dzis Austria ma do zaoferowania swiatu znakomitych
trenerow i niepewnosc, czy samotny Stefan Kraft przypomni sobie dawne
przewagi.
Norwegowie Johann Andre Forfang i Robert Johansson sa w pierwszej
dziesiatce PS, ale druzyna nie blyszczy jak przed laty, podobnie jak
Slowency, ktorym rodzina Prevcow juz nie zapewnia niegdysiejszej dominacji.
Moze sie jeszcze pokazac rosyjski lider Jewgienij Klimow, ale nie ma
pewnosci, ze starczy mu wytrwalosci na cztery udane konkursy.
Zatem usmiechniety Stoch i po nowemu cichy, a po staremu niebezpieczny
Zyla? Czemu nie. W ten sposob znow odrobilibysmy straty z wczesnych lat
Turnieju Czterech Skoczni, gdy tylko z rzadka widziano polskich skoczkow na
podium konkursow, a w klasyfikacji koncowej dlugo takiej przyjemnosci
polski kibic nie zaznal.
Moze dlatego polska historia TCS dla niektorych rozpoczyna sie od
zwyciestwa Adama Malysza zima 2000/2001 roku, choc wczesniej jednak Polacy
startowali – i pokazywali sie, jak Antoni Wieczorek w 1962 roku albo
Stanislaw Bobak w 1975. Jednak nie wygrywali, chociaz bywalo, ze byli
blisko. Jozef Przybyla w 1964 roku prowadzil w turnieju po siedmiu skokach,
ale osmy zakonczyl upadkiem (na zeskoku trafil na kamien). Inna polska
turniejowa legende napisal Stanislaw Marusarz, ktory w 1966 roku w Ga-Pa i
Innsbrucku skakal jako gosc honorowy i zrobil to w garniturze, pod
krawatem. Mial wowczas 53 lata.
Faktem jest jednak, ze do czasow Malysza i Stocha Turniej Czterech Skoczni
przynosil dume glownie skoczkom z krajow zalozycielskich oraz Norwegom.
Czesto grozila turniejowi zla pogoda, ale trzeba przyznac z podziwem, ze
nawet gdy na swiecie nie bylo jeszcze maszyn do produkcji sztucznego
sniegu, zawsze dalo sie wylonic mistrza. Tylko dwa (!) konkursy na 264
odbyly sie w innym terminie, niz zaplanowano, zadnego nie skreslono.
Krzysztof RAWA
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *