Dzien dobry – tu Polska – sobota, 26 stycznia 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 25 (5049) 26 stycznia 2019 r.
W E E K E N D

Z cyklu Cuda Betlejemskie:
BOG SIE RODZI- GLODZ TRZEZWIEJE!
-odkrycie wlasne – Wasz:
Gargamel Ewangelista

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo na koncie Marynarskiego Pogotowia Gargamela wynosi 3.268,45 (trzy
tysiace dwiescie szescdziesiat osiem zl 45 gr ). Wplaty w ostatnim tygodniu
to 2.650 zl a wydatkow nie bylo. Jesli bedzie saldo w kwocie co najmniej 4
tys. zl zaplacimy (termin: 31 stycznia) druga transze za leczenia po
przeszczepie watroby w Klinice Saint Luc w Brukseli Jakuba Krzysztofika i
bedziemy z wydatkami na biezaco.
Pozdrawiam:
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom Liver
Krakow
——————–
Osobiscie nie mam watpliwosci, ze zdazymy zebrac brakujaca kwote.
Zwlaszcza, 31 stycznia mija ostateczny termin zakupu dodatkowego
„Pirackiego” Kalendarza 2019 r. kpt. Ryszarda Kucika. Jezeli utrzyma sie
ostatnia z oferowanych stawek-1.500 PLM (moze byc tylko wyzsza), to bedzie
po sprawie.
A oto jak gospodarowalismy Waszymi pieniedzmi w minionym, 2018 roku:
Przychody wynosily 88 274.27 , z czego wplaty z 1% podatku – 1723.40 zl.
Najwyzsza darowizna to 3 433.52 zl (zlicytowany obraz kpt. Ryszarda Kucika,
ktory dzis …obchodzi urodziny- powinszowania!)) a najmniejsza (nie
uwzgledniajac jednak kwot z 1% podatku) 20 zl (darczyncy z Czestochowy i z
Gdanska), z tym, ze wplat takich bylo wiele.
Wydatki to 84 671.98 zl, z czego najwieksze dotyczyly:
• dofinansowania leczenia Kuby Krzysztofika w Klinice Saint Luc w
Brukseli: transplantacja watroby i leczenie po przeszczepie 30 030.67 zl;
• dofinansowanie wizyt kontrolnych po przeszczepie pluc w wiedenskiej
klinice Moniki Kruszynskiej -Marona 20 673.84 zl;
• darowizn na rzecz innych organizacji z przeznaczeniem na leczenie
dzeci: – dla Lilianki, Dawida, Jonatana i Gabrieli, Wiktora, Dominiki,
Gabrysi na laczna kwote 18 190 zl;
• dofinansowanie hotelu przyszpitalnego Krzysztofika Jakuba w Klinice
Saint Luc w Brukseli 2 064.85;
• zaplaty za pobyt w hotelu przyszpitalnym w Warszawie matki zmarlego w
tym roku Dawida Nowaka 1800 zl;
• Zaplate za przewoz ciala zmarlej Zuzi z Warszawy do Szczecina 700 zl;
• zakup sprzetu medycznego i ortez, lekarstw i witamin, rehabilitacji
dla Hawiera, Michalka, Mai, Karola, Klaudii, Sylwii na pozostala kwote;
W roku 2017 wplaty wyniosly 122 139,32 zl, a wiec byly o okolo 34 tys. PLN
wieksze od ubieglorocznych. W przyczyny nie wchodze, ale latwo nie bylo. W
koncu jednak, oszczedzajac na wszystkim (ani jeden grosz nie poszedl na
inne cele) i kombinujac wspolnie ze Slawkiem z Livru, jak przyslowiowy kon
pod gore, wyszlismy jednak na swoje i nie odmowilismy pomocy zadnemu
dziecku, ktore tej pomocy zaslugiwalo, a najwazniejsze: uratowalismy zycie
Kubie Krzysztofikowi- pamietacie: „Dziecko za burta”?
Poczatki tego roku rysuja sie optymistycznie. Wiekszy jest naplyw pieniedzy
z indywidualnych wplat, a przede wszystkim dochod ze sprzedazy dwoch
„pirackich” kalendarzy kpt. Kucika- DAMY RADE!
Wszystkim za wszystko dziekuje-Wasz:
Gargamel Pelen Wiary

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.7893 PLN Euro: 4.2935 PLN Frank szw.: 3.8034 PLN Funt:
4.9581 PLN Gielda 25.01.2019 r. godz. 17.00 WiG 60661.36 (-0.21%)
WiG30 2727.21 (-0.31%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.69 PLN Euro: 4.21 PLN
Funt: 4.88 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.65 PLN
Euro: 4.18 PLN Funt: 4.89 PLN

Pogoda w kraju
Temperatura maksymalnie dwa stopnie. Wszedzie snieg i deszcz ze sniegiem.

JURKOWI OWSIAKOWI DO SZTAMBUCHA
Dziwny ten swiat” – spiewal Niemen,
Gdzie miesci sie wiele zla.
Czy dobro to ewenement?
O co dzis toczy sie gra?

Dziwny jest swiat” Jak co roku
Powtarzam to za Niemenem.
Czemu za wolnosc i pokoj
Wysoka placi sie cene?

Dziwne jest to, ze nasz swiat
Zupelnie stanal na glowie!
Dlaczego od tylu lat,
Czlowiekiem wciaz gardzi czlowiek?

Dlaczego ktos slowem zlym,
Zabija innych jak nozem,
Wciaz saczy jad, szczerzy kly?
Widzisz i nie grzmisz, moj Boze!

Sa ludzie podli i zli,
Szalency i zwykle szuje,
Czy wygrac ma ten co drwi?
Zwyciezyc ma cham, co szczuje?

Czy ktos, kto sluzy zlej sprawie,
Bedzie spokojnie mogl zasnac?
Ten sie przeliczy, szubrawiec,
Bo wszystkie serca nie zgasna.

Mowimy: Stop ciemnym mocom!
Taka jest serca potrzeba.
Nikt nam nie bedzie mogl noca
Zgasic swiatelka do nieba.

Chociaz niejedno nas boli,
Zar z nowa sila wybucha,
Bo w ludziach jest dobrej woli
Wiecej. I warto ich sluchac.

I wierze w to, tak jak Niemen,
Ze dzieki nim swiat nie zginie.
Wspolna mysl wiaze jak cement,
Jednoczy w szlachetnym czynie.

Nadszedl juz czas” Swiat sie zmienia,
Ludzie szlachetni i prawi
Musza poruszyc sumienia
I zniszczyc w sobie nienawisc.
———————
Wojciech DABROWSKI

Holdys w „Newsweeku”
INFEKCJA
Przycichlo. Ale nie za bardzo. Nie jak po smierci Jana Pawla II i nie jak
po Smolensku. Polacy okrzepli i tym razem twardziele wrzucili swoje
haniebne trzy grosze chwile po tragedii. Wszedlem do internetu, napisalem
„dzien dobry” i natychmiast dostalem odpowiedz: „Cieszysz sie, peowska
swinio?” – tyle wystarczylo, bym wiedzial, gdzie jestem.
Ostatni tydzien spedzilem, podrozujac po Wybrzezu. Odwiedzalem miasta i
miasteczka, w kazdym odbywajac fascynujace spotkania z mieszkancami,
gadalem na temat swojego pisania, swojej filozofii zyciowej, swojej muzyki,
czasem na tematy osobiste, jesli komus mogloby to pomoc. Jestem tymi
spotkaniami mocno zbudowany i miastami zachwycony. Na pewno jeszcze Polska
nie zginela. Wypiekniala. Wspaniali, ciekawi swiata ludzie zarowno w
wielkich nowoczesnych centrach kultury, jak to w Wejherowie, ktore gdyby
istnialo wiele lat temu, Dorota Maslowska nie musialaby stamtad uciekac,
czy malych bibliotekach w Rumi czy Redzie, gdzie ludzie pozyczaja coraz
wiecej ksiazek, goscinni gospodarze i cudowne kobiety w Stargardzie, ktore
spokojnie moglyby stanac na czele nowej pokoleniowej rebelii. Tchneli we
mnie ducha nadziei.
W w barku hotelu Mercure w Gdyni, na ekranie telewizora zakrecil sie zolty
pasek. Oglosil o ataku nozownika. Cudowna podroz sie skonczyla gwaltownie.
Gdy wszyscy zadaja sobie pytanie „co dalej?”, odpowiedz nie nadchodzi. Jak
w cudownej piesni „Sound of Silence”, ktora rozbrzmiala na Dlugim Targu w
Gdansku – slowa „widnieja w naszych glowach, napisane na scianach stacji
metra i tona w studniach pelnych ciszy”, „modlimy sie do neonowych bozkow,
ktoresmy sami sobie postawili”. Nie ma wskazowek, nie ma busoli. Narzedzia
orientacji, ktorymi zawsze byly wielkie autorytety moralne, zostaly
sponiewierane, splugawione, zrzucone z cokolow, tak by w razie dramatu
narod nie mial sie do kogo zwrocic o porade, poprosic o wskazanie, co teraz
dalej robic.
Ktokolwiek by sie odezwal, jego slowa zostana zdezawuowane, w najlepszym
razie zbyte wzruszeniem ramion. Bo niby kim tu ktokolwiek jest, by nam
podpowiadac – to dzisiejsze plemienne dictum. Autor „Brzmienia ciszy” Paul
Simon w innej piosence „Mrs Robinson” zadal Amerykanom czasu wojny
wietnamskiej pytanie: „Gdzie teraz jestes, Joe DiMaggio, caly narod
wypatruje cie smutnym wzrokiem… ale nabuzowany Joe sobie wyszedl i gdzies
zniknal, laj laj laj…”. Joe DiMaggio, wielki baseballista, maz Marilyn
Monroe, bohater gazet i amerykanski twardziel – nie ma go, nawet on znikl,
gdy pojawily sie problemy. Nie ma na kim sie oprzec.
Siegnalem do wspomnien. Wygrzebalem stare fotografie kilku osob, ktore
bylyby nam dzis bardzo pomocne. Zerknalem na daty urodzin, bo nie smierci,
zbyt duzo smierci jest obchodzonych przez Polakow, urodziny sa znacznie
wartosciowsze – daja nadzieje, niosa radosc. Wiktor Osiatynski, madry,
szlachetny konstytucjonalista; przecudowny ksiadz Jan Zieja, jeden z
zalozycieli KOR, ktorego mialem szczescie spotkac; Jacek Kuron, wielki
opozycjonista i dzialacz, czlowiek serca; Wladyslaw Bartoszewski – kazdy
wie; Bronislaw Geremek, wspanialy humanista, dyplomata, strateg i elegant;
Aleksander Malachowski, prawnik i historyk, wychowawca wielu
opozycjonistow; mistrz kultury i szacunku Tadeusz Mazowiecki. Taki mielismy
parlament. Musimy ich zatrzymac przy sobie. Mowic o nich. Nie pozwolic
wymazac ich gumka.
Polska polityka jest zainfekowana chamstwem i agresja, pogarda i jadem,
brakiem szacunku dla ludzi i prawa. Nikt normalny do niej nie wejdzie.
Mlodzi, chocby nie wiem jak zbuntowane dusze mieli, widza przed soba
Suskiego, Mazurek, Terleckiego, Kukiza, Winnickiego. To poprzeczka
zawieszona tuz nad ziemia, pod ktora musisz sie przeczolgac, bo ci
przeskoczyc nie wolno. Powiesmy wiec wlasna.
Zbigniew HOLDYS

3 LISTOPADA 1984
To bylo sobotnie przedpoludnie, piekny, zimny, sloneczny dzien. Ledwo
skonczylem 16 lat. Podszedlem do krawedzi dachu i zobaczylem setki tysiecy
ludzi, najwiekszy tlum, jaki widzialem dotychczas w zyciu.
Takich zainteresowanych polityka, angazujacych sie, roznoszacych ulotki i
podziemne gazetki bylo najwyzej po dwie, trzy osoby w klasie. Trwal
orwellowski rok 1984, stan wojenny formalnie sie skonczyl, zaczynala
paskudna mala stabilizacja. W warszawskim XI LO im. Mikolaja Reja knulismy
w trojke: Ewa, dzisiaj farmerka w Beskidzie Niskim, Tomek, dzisiaj radca
prawny, i ja. Reszta klasy nie przepadala za wladza i systemem, ale byla
raczej na dystans, obojetna, miala inne priorytety albo uwazala, ze
„polityka to w krysztale pomyje” i nie ma co sie dac utytlac. No nie
wygladalo to jak w dzisiejszych propagandowych opowiesciach.
I wtedy zobaczylem jeden z tych widokow, ktorych nie zapomina sie do konca
zycia i ktore pozwalaja wierzyc, ze zlo, choc tak cholernie mocne, to
jednak nie zwyciezy.
Nic tak nie wygladalo. Kiedys z Ewa i Tomkiem rozlepialismy po szkole
ulotki Solidarnosci. Ja kleilem, oni mnie ubezpieczali. Nie
przypilnowalismy jednego korytarza, z ktorego wylonila sie profesor
Drozdowska, sekretarz POP PZPR, czyli uzywajac dzisiejszej terminologii
szkolna funkcjonariuszka partii komunistycznej. Zobaczyla mnie, zamarlem,
odwrocila wzrok, poszla dalej, nigdy ani pol slowem nie nawiazala do tego
spotkania. Choc opieprzala mnie po wielekroc za zwyczajna lobuzerke. I choc
wielokrotnie i regularnie pozniej pojawialy sie w szkole ulotki
Solidarnosci.
Az przyszedl pazdziernik 1984. Bylismy w drugiej licealnej. Pierwsze
powazniejsze imprezy, duzo rockowej muzyki, mesko-damskie sprawy, delikatne
pijanstwa. I nagle gruchnela wiesc, ze porwano ksiedza Jerzego Popieluszke.
Do jego polozonego na Zoliborzu kosciola sw. Stanislawa Kostki jezdzilem
regularnie na msze za ojczyzne jako tak zwany niewierzacy praktykujacy.
Sporo nas takich bylo. Stalem pod kosciolem, chlonalem atmosfere buntu i
wolnosci.
Te 11 dni miedzy informacja o porwaniu i komunikatem o smierci spedzilem w
duzej mierze pod Stanislawem Kostka. Bylem tam, kiedy tlum zawyl,
zaszlochal, rozpadl sie i natychmiast scalil na wiesc o morderstwie.
Tysiace, dziesiatki tysiecy ludzi, nocne czuwania, luny swiec, poczucie
grozy, patosu i braterstwa. Mnostwo znajomych, coraz wiecej ludzi z Reja.
Jak w amoku krazylem dookola i robilem zdjecia NRD-owska praktica, ktora
dostalem od rodzicow na urodziny. Szukalem wejsc na dachy, skad rozciagaly
sie niesamowite widoki na wielometrowe kompozycje (V jak zwyciestwo,
kotwice Polski Walczacej w wersji z litera S, logo Solidarnosci) ze zniczy
i swieczek postawionych przez zrozpaczonych ludzi.
Pogrzeb wyznaczono na sobote 3 listopada. I wtedy rodzice postanowili
wywiezc mnie na wies pod Pultuskiem. Bali sie – doslownie – o moje zycie,
ze w Warszawie dojdzie do rzezi. Nie odwazylem sie uciec z domu, ale juz na
miejscu, we wsi Ciensza, rozpetalem pieklo szantazu, blagan, gry na litosc.
Wypominalem im, jak mnie zamkneli w domu podczas wczesniejszego o poltora
roku pogrzebu Grzegorza Przemyka, czego nie moglem im wybaczyc. Nie wiem,
nie pamietam, co ich przekonalo, sam teraz jako rodzic moge sobie
wyobrazic, co przezywali, ale powiedzieli: „jedz”. Wysciskalem ich,
wycalowalem, mama miala lzy w oczach, podwiezli mnie do szosy na PKS do
Warszawy.
Po drodze do stolicy wraz ze wspolpasazerami autobusu patrzylem na
niekonczaca sie kolumne wozow pancernych zmierzajacych do miasta. Bylem
przerazony i podekscytowany. Po kilku telefonach w Warszawie wiedzialem, ze
na pogrzeb idzie praktycznie cala szkola, wszyscy znajomi bez wzgledu na
to, co jeszcze pare tygodni wczesniej mysleli o podziemnej Solidarnosci
Juz zblizajac sie do Zoliborza, oszolomiony bylem zmierzajacymi w jednym
kierunku tlumami. Pamietajac sciezki z ostatnich dni, dostalem sie z
przyjaciolmi na dach kamienicy miedzy placem Wilsona i kosciolem. I wtedy
zobaczylem jeden z tych widokow, ktorych nie zapomina sie do konca zycia i
ktore pozwalaja wierzyc, ze zlo, choc tak cholernie mocne, to jednak nie
zwyciezy. Tak jak niespelna trzy lata pozniej w Gdansku na Zaspie, gdy znow
ze wspomnianym kolega Tomkiem ujrzelismy nieprawdopodobne morze ludzkich
glow i transparentow Solidarnosci na spotkaniu z Papiezem.
Marcin MELLER

Z J E D N O C Z E N I E
Zainspirowany artykulem Marcina Mellera przedrukowanym w poprzednim
weekendowym wydaniu gazetki,
pozwolilem sobe popelnic ten krotki tekst,
Jarek Maciuk
—————————————————
Mrozna styczniowa noc miala sie ku koncowi.Pierwsze promyki slonca
delikatnie pelzaly po koronach drzew.Aksamitne mgly powoli unosily sie
nad duza lesna polana, odslaniajac mysliwska ambone usytuowana na
skraju lasu.
Na szczycie ambony dwoch mezczyzn walczylo z porannym otepieniem,
raczac sie kawa z termosu, wzmocniona odrobina whisky. -Zimno – powiedzial
prezes.- Tak, tak, przytaknal sluzbiscie drugi z mysliwych, nie wiadomo
dlaczego noszacy w srodowisku pseudonim Trampek.Obaj sciskali w dloniach
profesjonalne mysliwskie sztucery. -Myslalem, ze prezes nie lubi polowac,
-zagail Trampek. -Nie lubie polowac na futerkowe, ale na swinskie
mordy,dlaczego nie? – zwierzyl sie prezes.
Z oddali dalo sie slyszec pierwsze dzwieki idacej nagonki . -No kurwa,
zaczyna sie -wycedzil przez zacisniete zeby prezes. -Ale pan ostatnio
zaczal uzywac takiego prawdziwego, meskiego jezyka. -Powiedzial zauwazyl
Trampek.-Tak kurwa, nauczylem sie od kumpla z Torunia. -Wiem, wiem-
skwapliwie podchwycil Trampek.-Mocny gosc! Odglosy nagonki byly coraz
blizej.Prezes spokojnie patrzyl na skraj polany, skad mialy juz niedlugo
wybiec dziki. Byl zrelaksowany. Poczul jedynie delikatna wilgoc dloni
trzymajacych kolbe sztucera .Nie,nie-to nie pot, to ta mgla. Ale
emocje,.prawie jak ujezdzanie bykow – pomyslal. Z oddali bylo juz slychac
pierwsze przerazone porykiwania odyncow, loch starajacych sie ochraniac
mlode i popiskiwania nic nie rozumiejacych warchlakow, ktore wciaz
myslaly,ze to zabawa.
Na polane zaczely wybiegac pierwsze dziki.Prezes i Trampek przycisneli
kolby sztucerow do policzkow. -Duzo ich -powiedzial Trampek. -Co, ty sie
boisz swinskich mord? – spytal prezes z nuta poblazania.Trampek umilkl
zawstydzony. Zaczeli strzelac.Bron samopowtarzalna (prezent od kolegi z
klubu Dobra Zmiana przezywanego Kornik) robila swoje.Dziki padaly jeden
po drugim.Bylo ich jednak coraz wiecej.Nie widzac innej drogi ucieczki
lub po prostu w panice, zaczely biec w strone ambony. -Ale sieczka, kurwa
jego mac,powiedzial prezes. -Duzo ich, bardzo duzo- powtorzyl Trampek –
Chyba
ambona wytrzyma? – zapytal przerazony. Nie takie numery widzialem w
zyciu. Ze mna nic ci nie grozi.To ja w tym kraju rozdaje karty i zadne
swinskie mordy tego nie zmienia,- uspokoil go prezes.Nagle, z oddali, dalo
sie slyszec zupelnie inne dzwieki, glebokie, potezne, budzace trwoge.-Co
to?- zapytal Trampek? Prezes poczul wilgoc juz nie tylko na dloniach ale
na calym ciele. -Kurwa,poce sie,ja pierwszy obywatel tego kraju –
pomyslal. Narastajacy ryk byl coraz blizej.Z resztek mgly zaczely
wylaniac sie zarysy poteznych cial, wybiegajacych na skraj
polany. -Prezesie zubry, zubry! – zawyl Trampek.-Uciekajmy, ambona nie
wytrzyma.Uciekajmy- jeczal.Bylo juz jednak za pozno. -Zjednoczyli sie-
pomyslal prezes -.Lemingi I Swinskie Mordy razem.! Niemozliwe, a jednak…
Ambona runela pod impetem poteznych cielsk. Pyl
opadl.Zapadla cisza.
Wasz
WERNYHORA

ZE skarbnicy historii
MIASTO w PIERSCIENIU SMIERCI
Byc moze kanclerz III Rzeszy niemieckiej Adolf Hitler, ktory doszedl do
wladzy na poczatku lat trzydziestych ubieglego wieku, snujac swoje
szalencze plany podbicia Europy, a moze nawet swiata, postanowil „przebic”
wielkiego (choc malego wzrostem) Francuza. W czerwcu 1941 roku ruszyl na
tak bolesny, przetarty przez Napoleona szlak „na Moskwe”. Zaskoczyl tym
Stalina, ktory naiwnie wierzyl, ze Hitler nie zlamie postanowien ukladu z
sierpnia 1939 roku.
22 czerwca 1941 roku „brunatna armia” cala sila swojego oreza ruszyla na
Zwiazek Radziecki. Glownym celem bylo zajecie Moskwy i Leningradu oaz
zlamanie morale armii i narodu radzieckiego.
Leningrad, owczesnie 2,9 milionowe miasto polozone miedzy Zatoka Finska a
Jeziorem Ladoga, oddalone w 1941 roku okolo 100 km od granicy z Finlandia
byl ,obok zajecia Moskwy i Kaukazu jednym z trzech glownych celow
niemieckiej operacji „Barbarossa”.
Juz od pierwszego dnia wojny – 22 czerwca 1941 roku zaczeto budowac kilka
pasow umocnien wokol miasta. W ciagu 2 miesiecy powstalo 400 schronow
bojowych i 650 punktow ogniowych. 12 wrzesnia 1941 roku czolowe oddzialy
niemieckiego 31. Pulku piechoty 96. Dywizji Piechoty XLI Korpusu Pancernego
dotarly do przedmiesc Leningradu. 17 wrzesnia Niemcy przypuscili generalny
szturm na miasto, w ktorym bralo udzial 16 dywizji Wermachtu wspartych
samolotami Luftwaffe. Po fiasku szturmu Niemcy postanowili blokowac
Leningrad przy rownoczesnym prowadzeniu ostrzalu artyleryjskiego i nalotow
bombowych. Niemcy liczyli na to, ze z braku dostaw zywnosci obroncy miasta
z glodu skapituluja. Rzeczywiscie, juz pod koniec wrzesnia 1941 roku w
oblezonym miescie wprowadzono kartki na zywnosc. Jedyne dostawy
zaopatrzenia dla Leningradu mogly docierac przez Jezioro Ladoga. „Droga
zycia” – jak nazywano szlak dostaw do Leningradu miala dlugosc 30
kilometrow. Codziennie w miescie umieralo okolo 3 do 4 tysiecy ludzi. Wiele
zwlok nie zostalo pochowanych, poniewaz sluzby miejskie nie nadazaly z
kopaniem grobow. Pojawialy sie przypadki kanibalizmu. W styczniu 1942 roku
rozpoczela sie masowa ewakuacja mieszkancow. Podczas trwajacego blisko 900
dni oblezenia Leningradu w wyniku glodu, mrozu, bombardowan i ostrzalu
artyleryjskiego zycie stracilo prawdopodobnie okolo miliona osob, choc
oficjalne zrodla radzieckie mowia o 649 tysiacach zmarlych cywilow oraz 688
263 pochowkach ( na skutek bombardowan i ostrzalu artyleryjskiego zmarlo
oficjalnie 16 tysiecy 747 osob – reszta zgonow spowodowana byla glodem i
chorobami)
Hitler uwazal, ze nie ma sensu zdobywac Leningrad w walce, ale zamorzyc
glodem i wtedy dopiero uderzyc na Moskwe.
Wrocmy na koniec do nieszczesliwej wyprawy Napoleona na Moskwe. Powiadano,
ze generalowi Kutuzowowi` pomagal w rozbiciu Wielkiej Armii Francuskiej
general „Mroz”. Historia lubi sie powtarzac. W 130 lat pozniej ten general
„Mroz” przerzedzil totalnie wyborowe jednostki Wermachtu. I dlatego, w
odroznieniu od Napoleona, Hitlerowi nie udalo sie zdobyc Moskwy. Mimo, ze
chcial podbic ten kraj z pomoca sil nadprzyrodzonych z haslem „Gott mit
uns” (Bog z nami!).
Wladyslaw SOBECKI

Z cyklu: Egon Olsen poleca…
WAKACJE Z AGENTEM 2
-czyli komedia szpiegowska z Markiem Suskim w roli glownej
Bylo chlodne popoludnie 19 kwietnia 2017 roku. Marek Suski, pseudonim
„Suslow”, alias „Caryca”, znany posel PiS drzaca dlonia wpisal do swojego
oswiadczenia majatkowego tajemnicze zdanie: „Otrzymalem telefon komorkowy
Huawei P9 od organizatorow wspolpracy kulturalnej pomiedzy Polska i
Chinami”. Wtedy nie mogl zdawac sobie sprawy z konsekwencji jakie bedzie
mialo przyznanie sie do giftu od chinskich towarzyszy. I z tego ze obsadzi
go to w glownej roli w komedii szpiegowskiej.
Czy chinska siatka szpiegowska dzialajaca w Polsce juz wtedy szukala
dojscia do polskiego rzadu? Wszak pol roku pozniej w grudniu 2017 Suski,
wiceprzewodniczacy parlamentarnej grupy polsko-chinskiej (to nie moze byc
przypadek) zostaje szefem gabinetu politycznego premiera polskiego rzadu, a
wiec jednym z najblizszych wspolpracownikow Mateusza Morawieckiego.
Teze o „chinskim sladzie” wzmacnia tez wybor celu potencjalnej inwigilacji.
Marek Suski jest przeciez wymieniany jako mozliwy kandydat PiS w wyborach
prezydenckich 2020 roku. W sieci ma nawet swoj fanpage „Suski 2020”.
Nic dziwnego, ze 24 stycznia 2019 roku opozycja grzmi o wielkiej aferze.
Adam Szlapka z Nowoczesnej apeluje o sprawdzenie certyfikatu bezpieczenstwa
Suskiego, ktory pozwala na dostep do najwiekszych tajemnic panstwowych.
Czlonkowie sejmowej komisji ds. specsluzb wysylaja specjalny list do
koordynatora sluzb specjalnych Mariusza Kaminskiego. Nie ukrywaja, ze
chodzi o sprawdzenie chinskich kontaktow Marka Suskiego.
W wielu redakcjach dziennikarze sledczy czekaja juz na bilety lotnicze do
Pekinu. W glowach rodza sie analogie do kultowych „Wakacji z agentem”,
czyli demaskatorskiego artykulu z nieistniejacego juz „Zycia”, w ktorym
zarzucono Aleksandrowi Kwasniewskiemu zwiazki z rosyjskim szpiegiem
Wladymirem Alganowem, albo co najmniej do pamietnej „afery Olina”, ktora
wysadzila z siodla rzad niezyjacego juz Jozefa Oleksego. „Kto byl Alganowem
Suskiego?” – zastanawiaja sie.
Macierewicz juz zabral glos
Nowa „afera” szpiegowska rozpala jednak nie tylko opozycje. Antoni
Macierewicz, byly szef MON, ktory zjadl zeby na tajnych sluzbach udziela
sensacyjnego wywiadu w oskarzanym o sprzyjanie Moskwie Radiu Maryja. „Chiny
interweniuja w te sprawy od dawna i intensywnie. Pozyskanie przez nich
czlowieka, ktory odpowiadal za funkcje cyberbezpieczenstwa w ABW, pokazuje
jak gleboko Chinczycy docieraja w swoim dazeniu do uzaleznienia
cybernetycznego na swoja korzysc” – zauwaza Macierewicz.
Ale polaczmy fakty. 9 stycznia 2019 roku. Byly dyrektor sprzedazy Huawei
na Polske wydaje desperackie oswiadczenie. „Jestem niewinny” – przekonuje
Weijing Stanislaw Wang (w Polsce poslugujacy sie pseudonimem Stanislaw –
podobnie jak Suski i „Suslow” zaczynajacym sie na „S”).
Ten absolwent polonistyki w 2016 roku byl jednym z prelegentow na Kongresie
590, ktory – jak wiadomo – jest oczkiem w glowie rzadu PiS. „Nigdy
swiadomie nie mialem kontaktu a juz na pewno nie wspolpracowalem z
jakimkolwiek wywiadem, w szczegolnosci z wywiadem chinskim” – podkresla.
„Nie zrobilbym nigdy niczego, co mogloby zaszkodzic Polsce” – oswiadcza
Wang alias Stanislaw.
Dzien wczesniej Wang zostaje aresztowany przez ABW pod zarzutem
szpiegostwa. Ze wzgledu na tajemnice sledztwa i mozliwe konsekwencje
miedzynarodowe prokuratura informuje o tym fakcie dopiero 11 stycznia 2019.
W tym samym czasie funkcjonariusze zatrzymuja rowniez Piotra D. Ten Polak
rowniez podejrzany jest o wspolprace z chinskim wywiadem. To byly oficer
ABW, pracownik Orange i Urzedu Komunikacji Elektronicznej. Polakowi i
Chinczykowi grozi nawet dziesiec lat wiezienia za szpiegostwo. Obaj
przebywaja w areszcie.
Chinska siatka szpiegowska
Polskie sluzby nie podejrzewaja jednak nawet, ze w tej spawie wyplynie
wkrotce nazwisko Suskiego, a wiec prawej reki premiera. Jego jednoznacznie
„prochinski” wpis z oswiadczenia majatkowego ujawnia dziennikarz sledczy
Jaroslaw Jakimczyk.
To byly dziennikarz wspomnianego juz „Zycia” , ktore opublikowalo serie
artykulow „Wakacje z agentem”. Dziennikarze opisywali w nich pobyt i
domniemane spotkania Aleksandra Kwasniewskiego (w 1994 roku
przewodniczacego Klubu Parlamentarnego SLD), z rosyjskim szpiegiem
Wladimirem Alganowem w pensjonacie „Rybitwa” na terenie Centralnego Osrodka
Sportu we Wladyslawowie-Cetniewie (artykul mial swoj final w sadzie). To
tez nie moze byc przypadek.
W zwiazku z rozwojem afery Suskiego najwazniejsze osoby w panstwie milcza.
Premier Morawiecki ignoruje pytania dziennikarzy. Komentarza odmawia takze
koordynator ds. tajnych sluzb Mariusz Kaminski.
Sam Suski podobnie jak Weijing Stanislaw Wang (w Polsce poslugujacy sie
pseudonimem Stanislaw – tez na S) wydaje oswiadczenie.
„Nie korzystam z niego i nie korzystalem. Korzystam z iPhone’a. Telefon
otrzymalem podczas wizyty w Chinach od chinskich wspolorganizatorow
festiwalu Polskie Kregi Sztuki – wyjasnia Suski w rozmowie z portalem wp.pl
.
Szef MSWiA odwraca uwage
To jednak nikogo nie uspokaja. W calej tej tajemniczej sprawie zwracaja
uwage podejrzane wpisy szefa MSWiA Joachima Brudzinskiego, czyli kolegi
Suskiego z rzadu.
„Tym, ktorzy maja zamiar kpic z mojej archaicznej komorki, chce powiedziec,
ze nie zamienilbym jej na zadne wasze ‚wypasione’ elektroniczne gadzety” –
napisal na Twitterze Brudzinski. Internauci natychmiast wytykaja jednak
politykowi, ze przy jego tweecie widnieje informacja, ze wpis zostal
umieszczony za pomoca iPhone’a.
Marek Suski dziwnie wtedy milczal.
Przypadek? Nie sadze.
Jaroslaw KARPINSKI

Jak zyc na Marynarskiej emeryturze?
WIDOK Z LADU
Tak mnie jakos Smerf Kapitan podbechtal uwagami na temat zycia na ladzie ,
ze postanowilem cos napisac od siebie. Jestem juz prawie 3 lata w domu,
widze jak to jest i to DOKLADNIE, bo kontroluje sprawy finansowe. Miekkie
ladowanie przygotowywalem juz duzo wczesniej, bo wiedzialem na ile mnie
bedzie ZUS zasilal(mam 1709 PLN na reke, jest tez zony emerytura)) i ile
trzeba bedzie wydawac na zycie. Budowalem dom blisko miasta(8 min autem – w
razie potrzeby karetka dojedzie szybko, bo dobre 2!! dojazdy), gdzie
podatki sa mniejsze, oplata za smieci,wode takoz. Dom ekologiczny(pompa
ciepla,eko szambo, bardzo dobre ocieplenie) i dobry dla 2 osob(malo
odkurzania dla stewardaJ, ale i gosc wyspi sie, gdy sie zjawi. Drewno do
kominka od znajomych wiesniakow jest tansze, a dogrzewanie nie jest
uciazliwe jak ma sie wszystko przygotowane (rozlupywarka,drewutnia w
poblizu,wozeczek). Patrze na rachunki i JUZ widze roznice o ok. 100 PLN
miesiecznie(sama elektryka-gazu nie mam).Teraz poradzono mi II taryfe i
zobaczymy jak to wyjdzie. Wielkich wydatkow na tzw zycie nie ma, ale i na
wycieczki znajdzie sie pare z kupki E .
Duzym problemem bylo na poczatku zagospodarowanie wolnego czasu.
Pomyslalem o wolontariacie i poszukalem wokolo. Znalazlo sie sporo, bo np.
nauka dzieci w bibliotece(j.ang), uczenie innych polskiego,historii itp i
kilka innch zajec na ktore nie mialem wczesniej czasu.Mysle o studiach(mam
2,5 roku anglistyki z dawnych czasow). Mam tez czas na czytanie gazet i
ogladanie filmow. Pracowalem na morzu od 1978 roku i twierdze, ze to duzo i
czas pozyc . Wole sam zrobic sniadanie sobie i zonie, obiady gotowane przez
polowice to cos znacznie lepszego od statkowej strawy, wole sam poscielic
sobie lozko(a nie kiwa sie ono we wszystkie mozliwe strony). Jedyny halas,
ktory dociera to ten, ktory SAM wybiore (TV,radio, przemowy zonyJ , a kazdy
moge wylaczycJ ). Nie trzesie mnie, chyba, ze jade naszymi drogami, na
ktore place podatki, a sa nie!-do! uzytku!! Nie moge juz zmieniac co 5 lat
auta, ale obecne jakos sie trzyma, a ile jeszcze bede wojazowal???
Jakikolwiek remont planuje z duzym wyprzedzeniem i w ten sposob biore
dobrych fachmanow(a sporo ich nie wyjechalo) czekajac na nich w kolejce, a
nie wk.. sie jak patrze co zrobili fachowcy podczas budowy domu jak bylem
na statku. Nie jest cudnie, ale jest pozytywnie. Mam brata, ktory mimo, iz
starszy, jest jeszcze na morzu, ale kazdy sobie rzepke skrobie . Mnie
mozliwosc porzucenia za soba ludzi z Biura dla ktorych liczylem sie tylko
na statku mimo, z pare goszy zaoszczedzili, gdy bezawaryjnie lata cale
pracowalem dla nich, zapomnienie o idiotach z urzedow kontrolujacych
kapitana tylko po to, aby go na czyms zlapac, brak koniecznosci
przestrzegania coraz to nowych idiotycznych procedur,jest bezcenna. Praca w
ciezkich warunkach(pogody,awarie,stres) wplywa na nasze zdrowie, a wplyw w
starszym wieku jest wiekszy i kiedys trzeba przestac, bo wrak na ladzie to
nie TO. Przez pierwszy rok sprawdzalem mozliwosci pracy i nawet juz mialem
CV na reku do wyslania, ale dawalem sobie spokoj. Juz wole BYC niz MIEC i
tak bede trzymal. Pozdrawiam
BOJARCZ
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *