Dzien dobry – tu Polska – sobota, 19 stycznia 2019

DZIEN DOBRY-TU POLSKA
18 (5052) 19 Stycznia 2019 r.
W E E K E N D

PREZYDENT ADAMOWICZ ZOSTANIE DZIS POCHOWANY W BAZYLICE MARIACKIEJ
Prochy Pawla Adamowicza, zamordowanego prezydenta Gdanska, zostana dzis w
poludnie zlozone w gdanskiej konkatedrze p.w. Najswietszej Marii Panny,
zwanej tez Bazylika Mariacka i Korona Miasta Gdanska.
Jedne z pierwszych pochowanych tu osob to burmistrzowie Conrad Letzkau
(Leczkow) i Arnold Hecht, scieci w 1411 r. na rozkaz krzyzackiego
gdanskiego komtura Henryka V von Plauen. Inne znane osoby to admiral Arend
Dickman, zwyciezca w bitwie morskiej ze Szwedami w 1627 r. pod Oliwa, ktory
zginal w jej koncowej fazie, zmarly w 1639 r. w Gdansku na dzume niemiecki
poeta i teoretyk literatury Martin Opitz czy pochowany tu w 1690 r. mincerz
Tomasz Tymf, ktory za krola Jana II Kazimierza Wazy wraz z bratem Andrzejem
nadzorowal bicie monet w krolewskich mennicach. Po „potopie szwedzkim” bito
w nich zlotowki potocznie zwane tymfami, z obnizona zawartoscia srebra. Owo
psucie pieniadza upamietnia powiedzenie „dobry zart tymfa wart”.
W kwietniu 2010 r. w sarkofagu ustawionym w kaplicy Matki Bozej
Ostrobramskiej spoczal Maciej Plazynski, marszalek Sejmu, wczesniej
wojewoda gdanski, ktory zginal w katastrofie smolenskiej. W 2017 r. w
Krypcie Kaplanow Gdanskich pochowano ks. Albina Potrackiego, proboszcza z
Redy i dyrektora ekonomicznego archidiecezji gdanskiej, oraz ks. infulata
Stanislawa Bogdanowicza, wikariusza generalnego archidiecezji gdanskiej,
wieloletniego (1979 – 2014) proboszcza parafii Mariackiej, wielce zasluzonego
w walce o rewindykacje gdanskich sakralnych zabytkow, przetrzymywanych po
wojnie w polskich i zagranicznych muzeach.
W sobote w bazylice zostana zlozone prochy prezydenta Adamowicza. Tylko
nieliczne osoby, powolujac sie na zapatrywania zamordowanego prezydenta i
kanony prawa kanonicznego, wyrazaja dezaprobate wobec tej decyzji rodziny
prezydenta i metropolity gdanskiego abp. Leszka Slawoja Glodzia.

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
saldo na Kncie Marynarskiego Pogotowia Gargamela wynosi 618,45 zl
(szescset osiemnascie zl 45 gr). Wplaty w ostatnim tygodniu, to 2.471,42 i
moglismy pokryc czesc kosztow leczenia po przeszczepie watroby Kuby
Krzysztofika (5.308,81 zl) w Klinice Saint Luc w Brukseli. Do uregulowania
zostaje jeszcze dokladnie 4 tysiecy zl.
pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow
Gargamel: Spoko- kasa leci. Zreszta przeczytajcie ponizej:

„Piracki” Kalendarz 2019 kpt. Ryszarda Kucika-wyprzedaz dodatkowa
Aukcja Kalendarza- jak wiadomo- zakonczona. Zwyciezyl Cheng z MAY ORLANDO,
ktory juz wplacil wylicytowana stawke 1.600 PLN na konto Marynarskiego
Pogotowia. Alisci akucja jeszcze trwala, gdy kpt.Kucik zamowil w drukarni
jeszcze jeden- „rezerwowy” egzemplarz i teraz, wspolnie z Ryskiem
postanowilismy go sprzedac, gdyz z kazdym dniem spada jego wartosc
uzytkowa(aczkolwiek artystyczna jest nienaruszalna) Oglosilem to we
wczorajszej gazetce i natychmiast przyszla oferta:
Skoro licytacja ma byc krotka to zaczynam od swojej ostatniej kwoty w
aukcji czyli 1.300 i dorzucam 100 czyli proponuje 1.400.
Pozdrawiam,
Seamaniac
Oferta Seamaniaca oczywiscie- przyjeta. Gdyby ktos chcial ja „przeskoczyc”,
to ma czas do 31 stycznia (wlacznie)
Gargamel.

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.7694 PLN Euro: 4.2964 PLN Frank szw.: 3.7919 PLN Funt:
4.8773 PLN Gielda 18.01.2019 r. godz. 17.00 WiG 60142.35 (+0.41%)
WiG30 2703.12 (+o.53%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.70 PLN Euro: 4.21 PLN
Funt: 4.79 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.67 PLN
Euro: 4.19 PLN Funt: 4.81 PLN

Pogoda w kraju
Slonecznie. Temperatura w najcieplejszym momencie dnia 3 stopnie C.

ZDECYDOWANE NIE!
Mowi o sobie: Jestem patriota.
A to zadymiarz, typ niewyzyty.
Innych Polakow wdeptalby w bloto.
Juz dosc! Stanowcze NIE dla bandyty!

Mowi o sobie: Polak katolik,
W burdach ulicznych bije az boli,
Wie, ze bezkarny, ze wodz pozwoli.
Juz dosc! Stanowcze NIE dla kiboli!

Mowi o sobie: Prawdziwy Polak.
Czarna koszula, gest zamaszysty,
Jednego tylko slucha idola.
Juz dosc! Stanowcze NIE dla faszysty!

Cham, choc pozornie spokojny blondyn,
Zadzgal kolege, co chcial byc soba.
Gotow jest innych bic za poglady.
Juz dosc! Stanowcze NIE homofobom!

Bohater. Naplul w twarz ciemnoskorym.
Won! – tak promuje nasz kraj ojczysty
Ni krzty kultury. Przyklad ma z gory.
Juz dosc! Stanowcze NIE dla rasisty!

Lecz kto zezwala na akt przemocy?
Kto opozycje obarcza wina?
Nagina prawo, zmienia je w nocy.
Juz dosc! Stanowcze NIE takim synom!

Szerza nienawisc z Bogiem na ustach,
Glosza nowine jadem podszyta,
Inni sa winni. Tresc jakze pusta.
Juz dosc! Stanowcze NIE hipokrytom!

Duren, co jatrzy w nocy i we dnie,
Z poselskiej lawy czy tez z ambony,
Podjudza ludzi, wyglasza brednie.
Juz dosc! Stanowcze NIE nawiedzonym!

Dyspozycyjni sami fachowcy,
Dla nich skrupuly niewiele znacza.
Kiedys ZOMO-wcy, dzis ideowcy.
Juz dosc! Stanowcze NIE podzegaczom!

Wedlug rzeczniczki zdarza sie w tlumie,
Ze ktos drastyczne stosuje srodki.
To sa emocje. Ona rozumie.
Juz dosc! Stanowcze NIE dla „patriotki”!

O tym co ponoc stanal na czele,
Moge jedynie mowic po setce,
Robi co kaza, kleczy w kosciele.
Juz dosc! Stanowcze NIE marionetce!

A wodz? Jest ponoc Zbawca Narodu!
Lecz kto nas sklocil? Ty nie grzmisz, Boze?
Kto msci sie, niszczy z byle powodu?
Juz dosc! Stanowcze NIE, dyktatorze!
———————————–
Zdecydowane NIE!
Wojciech DABROWSKI

I rym,cym,cym- to znowu Tym
CZARNY BUDYN
Snieg bialo-czerwony, mozna powiedziec w barwach narodowych. To, co rzad
nazywa walka z afrykanskim pomorem swin, jest po prostu bezmyslna jatka. O
skutecznej dezynfekcji nie ma co snic, bo to zmudna i klopotliwa dlubanina,
no i koszty. Gole rece mysliwych laduja wiec martwe zwierzeta na przyczepy,
krew skapuje, psy po niej biegaja, jezdza po niej samochody. Buty licznych
uczestnikow tez sa poplamione. À propos, w gwarze mysliwych polowanie
nazywa sie pozyskiwaniem. Tym razem pozyskiwanie – nowych terenow epidemii
– nalezy do wirusa ASF. Jezeli moze go przeniesc kleszcz, to co tu mowic o
sznurowadle przy bucie mysliwego. Swoja droga ciekawe, co sie dzieje z
zastrzelonymi dzikami, jak sa utylizowane, bo o tym sie nie mowi.
Optymistyczne przypuszczenia pozwalam sobie pozostawic naiwnym.
Myslenie ma kolosalna przyszlosc – spiewalismy ponad 60 lat temu w
Studenckim Teatrze Satyrykow. Dzis bezmyslnosc ma kolosalna przyszlosc i
nikt o tym nie spiewa, bo to jest nasza codziennosc. Patrze na dumnego z
siebie ministra Blaszczaka i az mu zazdroszcze. Chcialbym choc piec minut
tak sie czuc, jak on sie czuje przez cale zycie. W Bialce Tatrzanskiej stoi
sobie ten maz stanu, a za nim narciarze zjezdzaja z gory i mysla, ze wojna.
Czyzby Czesi na nas napadli? A tu skad, przeciwnie, pisowska walka o pokoj.
Pokaz sprzetu brygady powietrznodesantowej, ostre strzelanie w specjalnym
kontenerze i obowiazkowy zachwyt nad podawana grochowka. Zas w autobusie
mobilny zespol rekrutacyjny zacheca, by narciarze wstepowali do wojska. Po
co masz jezdzic jak Andrzej Duda, skoro mozesz bronic ojczyzny. Dlaczego w
czasie ferii namawia sie dzieci, aby szly w kamasze, to juz tajemnica
wojskowa pana ministra. Latem pewnie zobaczymy go, jak wraz z autobusem
plywa po mazurskich jeziorach i zacheca wedkarzy: rzuc spinning, wez
karabin. A zlota jesien na Mierzei Wislanej odcinanej od Polski.
Poniewaz za 11 lat wegiel ma byc zakazany w Europie, rzad postanowil
wladowac 6 mld zl w budowe nowej elektrowni weglowej. Zaszczycona
perspektywa tej trujacej inwestycji Ostroleka odpowiedziala, ze, niestety,
nie ma miejsca. Ale od czegoz mamy premiera i ministra energetyki
Tchorzewskiego? W niecala godzine oficjalnie ukradli pol sasiedniej gminy i
miejsce sie znalazlo. Przy okazji wycieto kawal lasu, splantowano wielki
teren i na razie to wszystko. Dwie koparki jezdza po tych hektarach w te i
we w te, udajac, ze roboty ida pelna para. Elektrownia, ktora na starcie
przyniesie ok. 3 mld zl strat, bedzie te straty powiekszac i do
kilkudziesieciu miliardow dojdziemy szybciej, niz sie Tchorzewski
spodziewa. To ostatnie zdanie jest glupie, bo minister niczego sie nie
spodziewa. Wiecej, nie moze pojac, dlaczego miedzynarodowe banki odmowily
kredytow na ten smrodliwy czarny budyn. Uznal, ze to z powodu
niezrozumialej mody na energetyke bezemisyjna.Ministra Tchorzewskiego
wspiera swoja wiedza Andrzej Duda, ktory nie rozumie, dlaczego miliony lat
temu w Polsce byly raz tropiki, raz zlodowacenia, a tymczasem czlowieka
wtedy w ogole nie bylo. Dlaczego wiec teraz, nas – szczegolnie Polakow –
czepiaja sie jacys madrale? My mamy wegla na 200 lat, mowil prezydent na
szczycie klimatycznym w Katowicach, a palimy weglem rosyjskim, bo musimy go
od Putina kupowac.
Jak grom z jasnego nieba spadla na nas wiadomosc, ze podczas finalu WOSP
prezydent Gdanska Pawel Adamowicz zostal trzykrotnie pchniety nozem na
scenie. Stan Rzeczpospolitej jest rozpaczliwy.
Stanislaw TYM

Holdys w „Newsweeku”
LUDZIE BEZ SKAZY
Pisze ten felieton pod wplywem rozmowy z pewna niezwykle przeze mnie
powazana osoba. Nie daje jej spokoju sprawa pedofilii w Kosciele. Mnie tez
nie daje. Wiec ona mysli, jak zmienic prawo, by juz nikt nigdy nie
skrzywdzil dziecka, wykorzystujac magiczna moc sutanny. A jak juz sie
zdarzy – by nie mogl ukryc grzechu za okladkami swietych ksiag i nie
postponowal ofiar aroganckimi przemowami, plynacymi spod purpurowych
czapeczek. I wreszcie – co oczywiste – by skrzywdzeni dostali
zadoscuczynienie moralne i finansowe. Oczekiwania proste jak linia prosta.
Jak by sie potoczylo wiele spraw i zyciorysow ofiar, gdyby uczciwi ludzie
nie zmilczeli. Moze drapieznik by zbastowal?
Dotychczas nie wypowiedzialem sie na temat Henryka Jankowskiego. Moja waga
ma dwie szalki i obie potrzebuja stosownych ciezarkow. Gdy pojawily sie
pierwsze oskarzenia o molestowanie dzieci, przypomnialem go sobie, jak
pojawil sie przed brama stoczni – setki strajkujacych modlily sie glosno
wraz z nim, co po raz pierwszy w historii pokazaly komunistyczne media.
Nikt nie wie, jak wielkiej determinacji dodalo to wydarzenie stoczniowcom.
Moze dzieki temu wygrali strajk i wolna Polske? Kolejna migawka jest juz
mniej radosna. Podczas wizyty Margaret Thatcher w Polsce w 1988 roku pralat
podjal brytyjska premier obiadem, na ktorym krolowaly bazanty w jakiejs
nieziemskiej wersji, z szafranem i Bog wie czym jeszcze. Zwykli Polacy nie
mieli wtedy co do garnka wlozyc, jeszcze rok pozniej mieso bylo na kartki.
Przepych tej kolacji zostal dokladnie opisany i budzil moj niesmak. Ale o
pedofilii jeszcze nie bylo mowy.
W uszach mi dzwoni glos biskupa Tadeusza Pieronka, ktory na pytanie o
skandale seksualne, wyplywajace na swiatlo dzienne, odpowiedzial krotko:
„Widzialem w Kosciele gorsze rzeczy”. I tu zaczyna sie problem. „Widzialem
gorsze rzeczy”. Jakie? Czy poinformowal o nich prokurature? Interweniowal u
zwierzchnikow? Przestrzegal mlodych ludzi w swoich homiliach? Jestem
wielkim fanem Pieronka, ale zastanawiam sie, jak by sie potoczylo wiele
spraw i zyciorysow ofiar, gdyby nie zmilczal w najwazniejszym momencie. I
gdyby nie zmilczeli inni uczciwi ludzie. Moze drapieznik by zbastowal?
Bohater polskiej historii, Bogdan Borusewicz, po 40 niemal latach od
sierpniowego strajku dzis mowi nagle: „Pojawil sie przed stocznia nie
wiadomo skad i mowil tak, jakby mu esbecja napisala cala przemowe. Dla
wszystkich to bylo podejrzane”. Dzis wiemy, ze ksiadz Jankowski zostal
zarejestrowany jako kapus, ale wtedy Borsuk milczal. Calkiem mozliwe, ze
niektorzy zdawali sobie sprawe z wielu niecnych uczynkow kaplana, w tym
nawet pedofilii, ale milczeli, bo uznali, ze nie wolno siac oskarzen pod
adresem prominentnego przedstawiciela Kosciola, podwazac mocy misterium
podczas strajku i sily Matki Boskiej w klapie Lecha Walesy. Milczenie
strategiczne – rozumiem. Ale czy to milczenie nie dodalo ksiedzu poczucia
bezkarnosci? Dzis Zbyszek Bujak mowi: „Wszyscysmy widzieli, co sie dzieje,
chocby po wygladzie jego sypialni i lazienki [byly rozowe – Z.H.], ale o
pedofilii zesmy nie wiedzieli”. Wtedy jednak nikogo nie ostrzegal.
Michal Wojciechowicz jest ofiara pralata Jankowskiego. Mial 16 lat, gdy
przyszedl do parafii po pomoc i dorwaly go wezowate rece pralata. „Mnie nie
chodzi o tego ksiedza, mnie chodzi o mnie. O moje zycie. Jesli nie
zlikwiduja jego pomnika, to sam go zburze. Zainicjowalem akcje majaca na
celu powstanie komisji prawdy i zadoscuczynienia niezaleznej od parlamentu
i Kosciola. Zlozymy ten projekt w Sejmie jako ustawe obywatelska. Ta
komisja powstanie, nie ma odwrotu”. W tym momencie moj odwaznik huknal o
podloge razem z szalka.
Zbigniew HOLDYS

Nastapil symboliczny koniec Telewizji Polskiej.
PORA NA TELEWIZJE PUBLICZNA
Nie ma juz sensu roztrzasanie, jakiej skali niegodziwosci popelnila TVP,
emitujac „Plastusie” czy poniedzialkowe „Wiadomosci”. Ta telewizja juz sie
skonczyla. Pora na Telewizje Publiczna.
Tej telewizji juz po prostu nie ma. Bo nie moze istniec telewizja
finansowana przez wszystkich obywateli, ktora sprzyja gustom jednego
czlowieka, ktory zreszta nie oglada jej na biezaco, tylko swoja opinie o
programie ksztaltuje na podstawie tego, co mu powiedza jego
„plaszczakowie”. Nie moze istniec taka, ktora promuje jedna, wasko
zakreslona wizje swiata, zgodna z punktem widzenia nielicznej czesci
spoleczenstwa, schlebiajacej jej gustom i ksztaltujaca je w sposob
radykalnie wykoslawiony. Nie moze wreszcie istniec telewizja, ktora
napuszcza jednych na drugich, ktora poglebia podzialy w panstwie, w ktorym
punkty widzenia wszystkich ludzi dobrej woli powinny byc traktowane tak
samo – z szacunkiem i empatia – i jako takie prezentowane na wizji. A jak
trzeba – brane w obrone. Tak samo jak demokratyczne panstwo prawa, ktore
jako jedyne moze byc gwarantem naszego bezpieczenstwa w kazdej sferze zycia.
Symboliczny koniec TVP. Wizerunkowy, finansowy
Argumentow przeciwko takiemu ksztaltowi TVP jest wiele i wymieniac je mozna
dlugo. To, co widzielismy na antenie po smierci prezydenta Gdanska,
przelalo czare. To symboliczny koniec Telewizji Polskiej, ktorej po tym
wszystkim, co nam ostatnio zaprezentowala, po prostu nie da sie uratowac. I
nie ma ani sensu, ani chetnych, by to zrobic. Tak jak nikt nie chcial
reanimowac Radiokomitetu czy „Dziennika Telewizyjnego”.
Oprocz zarzutow tej natury sa kwestie finansowe – bez rzadowej kroplowki
TVP nie jest w stanie funkcjonowac. Same przychody z abonamentu, ktore od
objecia rzadow na Woronicza przez nominata PiS spadaja, juz nie
wystarczaja. W zeszlym roku telewizja dostala „ekstra” – w formie
naciaganej rekompensaty za zwolnionych od placenia tej daniny – az 860 mln
zl. W tym roku bedzie podobnie. Prawda jest wiec bezwzgledna – bez
zastrzyku gotowki z rzadowej kasy, a wiec tak naprawde dotacji wyplacanej
na podstawie watpliwych podstaw prawnych, media publiczne by nie przetrwaly.
Polacy potrzebuja Telewizji Publicznej, nie klona rosyjskiej telewizji
panstwowej
Wszyscy, ktorych umysly nie zostaly sparalizowane skrajnie upartyjnionym
punktem widzenia, musza sie zgodzic: nie chcemy takiej telewizji, nie
chcemy juz Telewizji Polskiej. Chcemy Telewizji naprawde Publicznej. Bez
pogardy, nienawisci i jadu, szczucia jednych na drugich, antysemityzmu,
nacjonalizmu i partyjnego przechylu na jedna strone; tepej propagandy,
dezinformacji i skrajnego wypaczania rzeczywistosci; pogardy oraz
warsztatowego niechlujstwa. Kierowanej przez bezstronnych fachowcow,
finansowanej w sposob przejrzysty, neutralnej politycznie i
swiatopogladowej. Proobywatelskiej i propanstwowej.
Taka powinna byc Telewizja Publiczna, ktora zastapi zlikwidowana Telewizje
Polska. Takie powinny byc „Informacje”, ktore zastapia „Wiadomosci” i ich
skompromitowany zespol. Bez partyjniactwa, niekompetencji i pogoni za
zyskiem za wszelka cene. Polacy potrzebuja wlasnie takiej TVP, a nie
zdeformowanego klona rosyjskiej telewizji panstwowej.
grzegorz RZECZKOWSKI

ZIELONY DOM AGATY WROBEL
W sierpniu 2004 z Agata Wrobel, jedna z najsilniejszych kobiet swiata,
rozmawial niezyjacy juz Andrzej Lozowski. Przypominamy te rozmowe, w
zwiazku z apelem o wsparcie, jaki wystosowala nasza mistrzyni olimpijska,
ktora nie ma srodkow do zycia.
Mowia o pani – troche dzika. Jest pani troche dzika?
-Pewnie maja na mysli to, ze nie lubie wywiadow. Jak moge wyjsc tylnymi
drzwiami na widok dziennikarza, to wychodze. Z tymi wywiadami jest tak: nie
chcem, ale muszem.
Czemu nie chcem?
-Mam przykre doswiadczenia. Kilka razy zdarzylo mi sie przeczytac to, czego
nie powiedzialam. Raz zdarzylo mi sie przeczytac nie tylko to, czego nie
powiedzialem, ale tekst obrzucajacy mnie blotem. Naprawde, nie czuja sie
tak wazna, zeby trzeba bylo ze mna robic wywiady. Dzwigam ciezka sztange i
rozumiem, ze to dobrze wychodzi na zdjeciach, ale nie mowie rzeczy na tyle
waznych, zeby moje slowa drukowac w gazetach.
Niech pani nie bedzie taka skromna. Rozdaje pani autografy na placu
Czerwonym w Moskwie…
-Ojej, raz mnie ktos zaczepil pod Kremlem, ale nie bylo zadnej kolejki po
moj podpis. Podnoszenie ciezarow jest w Rosji popularnym sportem i pewnie
dlatego ktos tam rozpoznal Agate Wrobel.
Na Polach Elizejskich tez zaczepiaja?
-Jeszcze nie, ale nie bylabym specjalnie zaskoczona. Stacja Eurosport
towarzyszy mi od roku i stalam sie dobra znajoma francuskiego telewidza.
A gdzie pokazuja pania palcami?
-Nie uwierzy pan – w Grecji. Okazuje sie, ze mnie tam znaja i lubia. Na
mistrzostwach Europy w Loutraki, przed dwoma laty, nie bylo dobrej
komunikacji miedzy hotelem i miejscem zawodow, wiec czesto podrozowalysmy
okazja. Pewnego dnia podjezdza samochod osobowy, kierowca przyglada mi sie
uwaznie i pyta, czy ja jestem Agata Wrobel. Zaprasza do srodka, rusza, ale
nie jedzie do hali, tylko w blizej nieznanym kierunku. Pomyslalam przez
chwile, ze to moze porwanie. Po jakims czasie zatrzymuje samochod pod swoim
domem, wola rodzine i krzyczy: „Zobaczcie kogo wam przywiozlem! To Agata
Wrobel! „. Szczesliwa rodzina zrobila sobie ze mna zdjecia, poprosila o
autografy i pojechalismy dalej.
To moze media do czegos sie przydaja?
-Zartowalam mowiac, ze na widok dziennikarza staram sie wyjsc tylnymi
drzwiami. Gdyby nie bylo mediow, nikt by mnie nie rozpoznal na placu
Czerwonym, nie pokazywal w Grecji rodzinie, nie czytal wywiadow ze mna. To
jest czesc mojej pracy i to dosyc wazna. Miedzy innymi dlatego przyjelam
zaproszenie, kiedy Eurosport zaproponowal mi udzial w programie olimpijskim
o nazwie „Droga do Aten”. Wiecej – uznalam to za zaszczyt, bo do tego
programu zaproszono tylko cztery zawodniczki i czterech zawodnikow z
Europy. Ale nie lubie byc przed telewizyjna kamera. To mnie peszy.
Ludzie mowia o pani – sto kilo dobroci. Znosi pani do domu bezpanskie psy i
koty?
Nie wiem, czy powinnam o tym powiedziec. Raz na drodze zabilam kota, mialo
to miejsce w Gdyni. Nie wiem, co sie ze mna stalo, jechalam zamyslona i
wpadl mi pod samochod. Bylam przez kilka dni chora. Co do psow, zabralam
jednego do siebie do Jelesni pod Zywcem, ale nie z drogi, tylko z
mieszkania Dominiki Misterskiej w Lodzi. Jechalysmy razem ze zgrupowania w
Siedlcach, odwiozlam do domu Dominike i po drodze dowiedzialam sie, ze jej
suka ma male. Zabralam w dalsza droge malego slodkiego pieska, a po kilku
tygodniach piesek zrobil sie suczka. Imie zostalo to samo – Miki. Kiedy go
wiozlam w pudelku kartonowym, a jest to kawalek drogi z Lodzi do Jelesni,
patrzylam na niego bez przerwy i z kazdym kilometrem bardziej go kochalam.
Male psy maja to do siebie, ze kocha sie je coraz bardziej, a nie coraz
mniej. Nie rozumiem, jak mozna cos tak slodkiego wyrzucic z samochodu na
pobocze i zostawic na smierc glodowa.
Czy sto kilo dobroci daje jesc glodnym?
-Nie wszystkim. Ide z kolezanka ulica, podchodzi do nas cyganskie dziecko i
powtarza bez przerwy: „pani da na chleb, pani da na chleb”. Poprosilam,
zeby zaczekal, poszlam do sklepu, kupilam chleb, a po nim ani sladu. Roznie
bywa z ta pomoca biednym. Na tym tez trzeba sie znac. Jak pijak prosi mnie
o pieniadze na chleb, to kaze mu sie wynosic. Jak powie, ze potrzebuje na
piwo, to czasem dostaje. Za prawdomownosc.
Jakie miala pani dziecinstwo?
-Przykre i niechetnie o tym rozmawiam. Bylam duza i silna dziewczyna w
porownaniu z rowiesnikami. Nie lubily mnie nauczycielki, nie lubily
kolezanki. Kiedy poszlam do szkoly, zawsze bylam inna. Jest to jedno z
moich najsmutniejszych wspomnien.
Lubi pani byc w innym kraju?
-Lubie i nie lubie. Lubie, bo tam zawsze jest cos nowego. Nie lubie, bo nie
rozumiem, dlaczego na swiecie jest tyle roznych jezykow. Czy nie byloby
pieknie, gdybysmy mogli rozmawiac z Australijczykami, Grekami, Rosjanami i
Francuzami, uzywajac tego samego jezyka? Ludzie sa sobie obcy nie dlatego,
ze maja inne charaktery, lecz dlatego, ze nie moga sie dogadac.
Co jeszcze by pani na swiecie zreformowala?
-W pierwszej kolejnosci wprowadzilabym bezplatne samoloty. Bilety lotnicze
sa strasznie drogie. Bardzo wielu ludzi nie moze podrozowac nie dlatego, ze
nie interesuje sie tym, jak zyja inni. Nie stac ich na wyjazd ze swego
rodzinnego kraju. Przeciez to kosztuje majatek. Gdybym juz przeforsowala
bezplatne loty, musialabym wprowadzic obowiazek powrotu do domu. Do zon i
dzieci. Mezczyzni maja to do siebie, ze lubia znikac. Korzystajac z
bezplatnych samolotow, bez przerwy jezdziliby do Paryza po papierosy i nie
mieli polaczen powrotnych.
A gdzie pani by wyruszyla pierwszym bezplatnym samolotem?
-Bez wahania do Australii. Moim marzeniem jest zamieszkac kiedys w tym
kraju. Albo na cieplej wyspie, albo w Australii. Najwazniejszym warunkiem
jest to, zeby bylo cieplo.
Pochodzi pani z Zywca. Czuje sie pani goralka?
-Nie mam goralskich strojow, nie mowie goralska gwara, chociaz kiedys
troche mowilam. Przyjezdzalam na zgrupowania kadry i uzywalam slow, ktorych
trenerzy i moje kolezanki nie rozumieli. Caly folklor, jaki jest w Jelesni,
mozna spotkac w miejscowej karczmie. Mowie to bez zlosliwosci.
Dzwiga pani ciezary. Jak pani opisze ten sport ludziom, ktorzy nigdy nie
byli na zawodach?
-Po pierwsze, zeby ten sport uprawiac, trzeba go polubic. To jest warunek
niezbedny. Podnoszenie ciezarow to bardzo ciezka praca i jesli sie jej nie
lubi, nie ma co sie do niego zabierac. Czy zawsze lubie te prace? Nie
zawsze. Chetnie ide na sale przed mistrzostwami swiata czy igrzyskami i
bardzo niechetnie w okresie, kiedy nie ma zawodow. Wtedy treningi sa
lekkie, na sztandze male ciezary i trener mowi, ze trzeba robic wiele
powtorzen. Wole raz dzwignac sztange o duzym ciezarze, niz dziesiec czy
dwadziescia razy o malym.
Trener mowi o pani – ona tak ladnie sie boi przed zawodami. Co to znaczy?
-Zawsze mam lek przed startem. Nie pamietam zawodow, o ktorych mowilam, ze
sa niewazne. Ale czesciej wygrywam niz przegrywam, wiec chyba trener ma
racje mowiac, ze ten moj lek jest czyms pozytywnym.
Niedawno chciala pani wszystko rzucic…
-Chcialam. Moze nie bylam powazna, ale chcialam. Po mistrzostwach swiata w
Vancouver. Mialam zostac mistrzynia, a bylam dopiero siodma. Chcialam uciec
daleko od sztangi, od pomostu, od wszystkich ludzi. Gdyby to byly normalne
mistrzostwa, jakos bym przezyla. Ale to byly eliminacje olimpijskie, bardzo
wazne zawody. I ja je zawalilam. Nie nadaje sie do uprawiania sportu – tak
sobie wtedy mowilam.
A zadawala pani sobie pytanie – co bede robila?
-W takiej sytuacji czlowiek nie zastanawia sie, co bedzie robil. Jest na
siebie zly i chce uciec od tego, co te zlosc spowodowalo. Kalkulacja jest
prosta: poswiecam na sport caly swoj czas, wkladam w te ciezary tyle
ciezkiej pracy i nagle na waznych mistrzostwach, bedac faworytka, zajmuje
siodme miejsce. Panowie na wysokich stanowiskach prawie ze mna nie
rozmawiali, postawili na mnie krzyzyk. Wczesniej, kiedy zdobywalam zlote
medale, wszystko sie we mnie podobalo, nawet te warkoczyki na glowie.
Nagle, po porazce w Vancouver, nie podobaly im sie moje warkoczyki.
A dzisiaj juz pani wie, co by robila bez sportu?
-Chyba pracowalabym w przedszkolu. Gdyby mnie bylo stac, zalozylabym
prywatne przedszkole. Rodzice mowiliby do mnie per pani dyrektorko. Bardzo
lubie male dzieci, latwo sie z nimi porozumiewam. Niektorzy mowia, ze sama
jestem jeszcze mala dziewczynka. Po Vancouver niektorzy mowili tak przez
zacisniete zeby.
Uprawianie sportu zaczela pani od podnoszenia ciezarow?
-Alez skad. W szkole podstawowej pchalam kula, bo przeciez jak nauczyciel
widzi taka duza i silna dziewczyne, to od razu kaze jej pchac kula. Dobrze
gralam w pilke reczna. W szkolnej druzynie stalam na bramce. Na silownie
zaprowadzil mnie wujek. Na poczatku podpieralam drzwi – stalam i patrzylam.
Nie chcialam dzwigac sztangi. Wujek byl dobrym trenerem, bo nie naciskal.
Po dwoch miesiacach treningow wygralam mistrzostwa Polski w trojboju
silowym. Pamietam wynik – 375 kg.
Czy na zapleczu pomostu kobiety maja swoje garderoby?
-Pan chyba zartuje. Tam wszystko jest dla mezczyzn. Dobrze, ze mamy chociaz
damskie toalety. Makijaz robimy w hotelu. Ale panu chodzi nie o makijaz,
tylko o moje warkoczyki.
Nie bede ukrywal. Czy to duzo roboty?
-Zaczne od tego, ze lepiej sie czuje psychicznie, majac na zawodach
warkoczyki. Mozna powiedziec – im wiecej warkoczykow, tym lepszy wynik. Na
co dzien nosze normalna fryzure, warkocze sa od swieta. Czy to duzo pracy?
Duzo. Nie mam czasu na gabinety fryzjerskie, prosze o to swoje kolezanki.
Az boje sie powiedziec, ile to trwa – nawet do czterech godzin. Jak
wygrywam zawody, jest cisza. Jak przegrywam, zlosliwi mowia: „jak ktos ma
glowe zaprzatnieta warkoczykami… „.
Czy pani rozmawia ze sztanga?Nie rozmawiam, ale bardzo ja szanuje. W naszym
sporcie mowia, ze jak sie sztangi nie szanuje, to ona potrafi niezle
sponiewierac. Sztangi sie nie kopie, nie rzuca ze zloscia na pomost. Nie
trzyma sie na niej nog w czasie pogawedki na treningu. To jest narzedzie
pracy, trzeba je szanowac.
Chce pani miec wlasny dom?
-Bardzo chce. Parterowy, zielony. Z dachem w kolorze zgnilej zieleni, a
sciany w jasniejszym odcieniu. Jak juz mowilam, chcialabym mieszkac w
Australii. Jesli w Polsce, to w Bieszczadach albo w Jelesni, koniecznie z
dala od ludzi. I chcialabym miec dwoje dzieci. Meza w ostatecznosci tez.
Rozmawial:
Andrzej LOZOWSKI

( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *