Dzien dobry – tu Polska – sobota, 15 czerwca 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 160 (5189) 15 czerwca 2019 r.
W E E K E N D

Z cyklu wyznania godne wspolczucia:
MIALAM MISIA – CHCIALAM MIEC CHLOPAKA. MIALAM CHLOPAKA – CHCIALAM MIEC
MEZA .MAM MEZA I NIE OPUSZCZA MNIE MYSL: CO JA, KURWA, ZLEGO W TYM MISIU
WIDZIALAM?!
-zwierzyla mi sie Kasia, Polka z Wiednia. -Biedny ten maz! -westchnal Wasz:
Gargamel Wspolczujacy

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Wyslouchow 30a/43.
BNP Baribas nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

BAROMETR MARYNARSKIEJ SZCZODROSCI
Saldo na koncie Marynarskiego Pogotowia Gargamela wynosi 735,80 zl
(siedemset trzydziesci piec zl i 80 gr). Wplaty w ostatnim tygodniu
wyniosly 100 zl a wydatki czekaja na zrealizowanie: Monika, Karolek,
Ewelinka.
Uprzejmie prosze zacne towarzystwo Marynarzy oraz szacownego Gargamela o
zwolnienie mnie z jednorazowego i warunkowego meldunku w przyszly piatek,
bo wybieram sie na tygodniowe wczasy (poczawszy od srody). Z internetem
moze byc roznie, hakerow od groma i niebezpiecznie oraz nieodpowiedzialnie
byloby pracowac w bankowosci internetowej.
Pozdrawiam
Slawek Janus
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER
Krakow
———————————————————-
Smutno mi sie komentuje takie meldunki: padl rekord w calej, 13 letniej
historii istnienia najpierw Smerfnego Funduszu, a teraz Marynarskiego
Pogotowia Gargamela: 100 zl w ciagu tygodnia- tak malo jeszcze nie bylo i
nie wiem skad to nagle „tapniecie” Zwalac na upaly, na atmosfere po
wyborach, nagle oziebienie Marynarskich serc? Paniki nie oglaszam, bo zyje
nadzieja, ze to bylo zjawisko jednorazowe i…niepowtarzalne. Ja w kazdym
razie robie swoje, czyli gazetke dla Was, bez wzgledu na temperature
powietrza wokol mnie i samopoczucie zdrowotne. Ja sie nie oszczedzam-
zrezygnowalem z wakacji, nie odpuszczam w dni swiat narodowych i
koscielnych: gazetke macie codzien- jak kawe poranna czy wieczorna wachte.
Chcialbym zeby chore dzieci mialy od Was to samo: pomoc i ratunek bez
wzgledu na pogode na morzu i Wasze humory. Dziekuje z gory za zrozumienie
powagi sytuacji.-Wasz:
Gargamel Podlamany

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.7727 PLN Euro: 4.2554 PLN Frank szw.: 3.7905 PLN Funt:
4.7771 PLN Gielda 14.06. 2019 r. godz. 17.00 WiG 59092.01 (-0.48%)
WiG30 2629.28 (-0.57%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.69 PLN Euro: 4.18 PLN
Funt: 4.69 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.69 PLN
Euro: 4.15 PLN Funt: 4.73 PLN

Pogoda w kraju
Synoptycy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydali pomaranczowe i
zolte alerty przed upalami. W wielu regionach przewiduje sie, ze
temperatura maksymalna w dzien bedzie siegala od 30 do 34 stopni Celsjusza.

Czy Pani lubi Zaluckiego?
JUVENALIA STARUSZKOW
W mlodosci zyje sie zarliwie –
mlodosc jest szczesciem i nadzieja!…
Doprawdy ja sie ludziom dziwie,
ze sie starzeja…
I wszyscy!
Nawet plec niewiescia!
Znam taka jedna pania Zosie:
przed wojna miala lat 20…
A dzis?…Dzis.juz 28!
Jak ten czas leci!…
Ogalaca
nas z tego, o czym potem sni sie…
Mlodosc!… Ucieka i nie wraca!
Pewnie ma chody w Orbisie…
Jak mlodosc cenic – ten tylko sie dowie,
kto spryczal! – to oczywiste…
Bo potem – jak mowi lacinskie przyslowie –
juz… omne animaI triste.
Juz wszystko mija – konczy sie niestety.
Procz chrapki…
Tej – na kobiety.
Nie mozna pozbyc sie tej chrapki –
a to dlatego chyba glownie,
ze w Polsce same r o w n e babki.
Bo w demokracji wszyscy rowni!
Lecz coz…
Uderzam do Barbary,
a ona juz czyni mi wstrety:
– Za stary! – mowi
To co, ze stary?
A moze nie-do-roz-wi-nie-ty?
Moze spozniony! I to znacznie!
I teraz sie dopiero zacznie?!
Czasami czlek nie z wlasnej winy
Tryb zycia ,wiodl tak niespokojny,
ze sie na wlasne spoznil urodziny
o rok, o dwa…
O piec lat wojny!
Dorosli! Bracia outsiderzy!
Nie dajmy, by nas krzywdzil czas!
Mlodosc kazdemu sie nalezy!
Mlodosci!
Prosze: skrzydla – raz!
Urzadzmy – mysl te rzucam w dal ja –
Juvenalia staruszkow –
jakies… p i e r n i k a l i a!
Zagrajmy na skrzydlach jak Concordia – Knurow!
Poprzebierajmy sie za trubadurow
i serenady idzmy spiewac gorace
pad balkonami,
pod kasztanami,
dziewczetom po piecdziesiatce…
Potem piers wypnie kazdy jak heros
i w miasto pojdziemy –
dziarscy caballeros,
transparent niosac triumfalny:
NIE CHCEMY SKLEROZ!
NIECH ZYJE EROS –
I PRZYROST NATURALNY!
A noca dziarskie tance jeszcze
w rytmie szalenczych rokendroli
i dzikie krzyki ku orkiestrze:
– Powoli, panowie, p o w o l i!
————————–
Marian ZALUCKI

Parada Rownosci w Warszawie.
PO RAZ PIERWSZY Z PATRONATEM PREZYDENTA
Wielotysiecznego, kolorowego tlumu na ulicach stolicy nie da sie nie
dostrzec i przemilczec.
Ulicami Warszawy po raz 19. przeszla Parada Rownosci. Przelomowa – bo po
raz pierwszy patronat nad nia objal prezydent stolicy. Rafal Trzaskowski
otworzyl impreze i wzial udzial w przemarszu. To wazny sygnal dla srodowisk
LGBT, ze stanowia rownoprawna czesc spolecznosci miasta. W 2005 r., jako
prezydent Warszawy, Lech Kaczynski probowal parady zakazac. Hanna
Gronkiewicz-Waltz przez dwie kadencje co roku odmawiala patronatu,
twierdzac, ze w ogole patronatow nie przyjmuje. Potem okazalo sie, ze
paradzie labradorow jednak patronowala.
Warszawska Parada Rownosci jest z roku na rok liczniejsza i bardziej
kolorowa. I bierze w niej udzial coraz wiecej rodzin z dziecmi. To glownie
z mysla o nich i o osobach z niepelnosprawnosciami, dla ktorych trudnoscia
byloby pokonanie calej trasy przemarszu, zorganizowano w Parku
Swietokrzyskim calodzienny piknik.
Z jednej strony atmosfera spoleczna wokol osob homoseksualnych w Polsce
zmienia sie na lepsze. Z badan opinii publicznej wynika, ze zwolennikow
zwiazkow partnerskich jest wiecej niz ich przeciwnikow. Rosnie takze
aprobata dla jednoplciowych malzenstw. Jedynie z adopcja dzieci przez pary
homoseksualne maja Polacy problem.
Z drugiej strony nagonka na srodowisko LGBT przybiera niespotykana skale.
Politycy i duchowni wygaduja najdziksze glupstwa o „seksualizacji” dzieci.
Niektore sejmiki wojewodzkie przyjmuja „stanowiska przeciw LGBT”, a
wojewoda lubelski z ramienia PiS wreczyl nawet medale i dyplomy
samorzadowcom zasluzonym w walce z „ideologia LGBT”. Padaja pelne jadu i
nienawisci slowa o „teczowej zarazie”.
Fundacja PRO – prawo do zycia zbiera podpisy pod projektem ustawy Stop
pedofilii. Idea sluszna, ale w uzasadnieniu czytamy, ze chodzi o to, by
calkowicie zakazac edukacji seksualnej, ktora promuje wsrod uczniow
homoseksualizm, masturbacje i inne czynnosci seksualne. Coraz blizej nam do
putinowskiej Rosji.
Kolorowego tlumu nie da sie przemilczec
„Tyle nienawisci, ile wylalo sie w przestrzeni publicznej na nas w
ostatnich miesiacach, dawno nie bylo. Musimy przez to przejsc. Homofobia
jest okropna, ale udawanie, ze nie istniejemy – jeszcze gorsze. Wole, by
mnie nienawidzili, niz gdyby mieli przemilczac” – napisal w ostatnim
numerze „Repliki” jej redaktor naczelny Mariusz Kurc. I po to jest Parada.
Wielotysiecznego, kolorowego tlumu na ulicach stolicy nie da sie nie
dostrzec i przemilczec.
Joanna PODGORSKA

SLOWO WROBLEM WYLECIALO
„Slowo wroblem wylatuje, a wolem powraca” – mowi popularne przyslowie. Taki
wrobel wylecial z ust prezydenta Dudy, ktory podczas pierwszego dnia
triumfalnej podrozy po Stanach Zjednoczonych na wspolnej z Donaldem Trumpem
konferencji prasowej zostal zapytany: „Czy postrzega pan Rosje jako
sojusznika, czy jako przeciwnika?”.
Oto poczatek dluzszej odpowiedzi (w wiekszosci nie na temat) prezydenta:
Bardzo bym chcial, zeby Rosja byla przyjacielem Polski, bo jest wielkim
naszym sasiadem, jest panstwem duzo wiekszym od Polski, o wiekszym niz
Polska potencjale pod kazdym wzgledem, moze za wyjatkiem jednego: ja
uwazam, ze w nas jest wiecej mestwa, ze jestesmy odwazniejsi i potrafimy
walczyc do samego konca niezaleznie od wszystkiego.
W dalszym ciagu odpowiedzi prezydent slawi bohaterstwo Polakow od Bitwy
Warszawskiej po Zolnierzy Wykletych.
W odpowiedzi prezydenta Dudy slychac dysonans: my jestesmy bardziej mezni
od Rosjan i bardziej niz oni potrafimy bic sie do konca. Tak glowa panstwa
polskiego ocenia Polakow i Rosjan.
Po pierwsze, mowienie per „my” nie jest do konca usprawiedliwione, poniewaz
wielu z nas, w tym prezydent Duda, nie dalo jeszcze dowodow mestwa, ale
zakladam, ze chodzi o nas, Polakow. Wynoszac „nasze, polskie” bohaterstwo
ponad mestwo i wytrwalosc Rosjan – na czym sie prezydent Polski opiera
Jakie stosuje kryteria?
W swoich oczach narod rosyjski jest najwieksza albo jedna z najwiekszych
ofiar stalinowskiego terroru, II wojny swiatowej, zbrodniczej polityki
rosyjskich komunistow oraz niemieckich faszystow. W czasie II wojny
swiatowej narod rosyjski dal dowody bezprzykladnego bohaterstwa, jak chocby
w czasie trwajacego dwa i pol roku oblezenia przez Niemcy Sankt Petersburga
(wowczas Leningradu), miasta, ktorego w duzym stopniu bronily kobiety i
dzieci, w warunkach glodu, epidemii, skrajnego wyczerpania, a nawet
przypadkow kanibalizmu.
W miescie zginelo poltora miliona ludzi. To, ze bylo oblezone przez armie
hitlerowska – wczorajszego sojusznika w napasci na Polske – to jedno, to,
ze w czasie wojny byl Katyn i byl Babi Jar, i byl Stalingrad – to drugie.
Powiedziec, ze „nasze” mestwo wieksze jest (bylo) od „ich” mestwa, jest
niemadre i niepotrzebne. Oczywiscie, zadnego mestwa nie wymagalo
rozstrzeliwanie tysiecy bezbronnych jencow. Ale II wojna to nie tylko
rosyjskie zbrodnie, to takze wydarzenia, ktorych narod nie mogl
przewidziec, najwieksza proba, jaka ten narod – dowodzony przez zbrodniarzy
– przeszedl.
Wyobrazmy sobie, ze prezydent Putin w obecnosci prezydenta USA mowi, iz
mestwo Rosjan wieksze jest od mestwa Polakow. Dla nas bylby to policzek.
Dlaczego prezydent Duda to zrobil, po co?
Daniel PASSENT
Gargamel: nie moge sie powstrzymac od komentarza: wybierz tu idiote na
prezydenta i wysylaj go zagranice, zeby nas reprezentowal. Tfu, na psa urok!

I rym cym, cym- to znowu Tym
PLUS I MINUS
Jakie to ma znaczenie, kto jest ministrem i jakiego resortu. Kazdy z nich
to przeciez klasyczny zupak, wierny pisowskiemu programowi „Narod zawsze z
partia”.
Siedza sobie nasi znajomi na podlodze i ukladaja drewniane klocki. Miny
maja powazne, zeby nie powiedziec – uroczyste, a ruchy asekuracyjne. Jeden
niby szescianik polozyl, ale jeszcze sie zastanawia. Tymczasem na palcach
podchodzi z tylu inny i klocek mu wyrywa. Oho, draka sie zaczyna. Trzech
malych rzuca sie na najwyzszego, odpycha go pod sciane i zgodnym chorem
mowi donosnie, ze teraz ich kolej. Duzy, odwracajac sie do napastnikow
plecami, grozi: I tak beze mnie nic nie zbudujecie. W kaciku ktos siedzi
cichutko, a do klocka ma przywiazane szklo powiekszajace. Nagle wstaje i
krzyczy: Zwyciezylismy! Zwyciezylismy!
Tak, tak, dobrze sie Panstwo domyslaja. Ci na podlodze to nasza opozycja,
ktora buduje wirtualne warianty strategiczne przeciwko Prawu i
Sprawiedliwosci. Zza okna co chwila dochodzi potezny swist. Nie, to nie
lokomotywa historii. To partia rzadzaca wciaga ich wszystkich nosem.
Wezmy takiego nowego ministra edukacji narodowej Piontkowskiego. Oczywiscie
przez papierek go wezmy. Oto glowne tezy jego programu: 1. Wychowanie
seksualne to przygotowywanie dzieci do oddania ich w rece pedofilow. 2. Nie
dopuscic do uczenia technik masturbacji dzieci w zlobkach i przedszkolach.
3. Podpisywanie tzw. karty LGBT oznacza uczenie kilkulatkow
niestandardowych zachowan seksualnych. Brawo! To piekne, to nam sie podoba,
caluje was w policzki oba – jak spiewano przed wojna w kabarecie Qui Pro
Quo. Czy widzieli Panstwo ministra, ktory na okraglo mowi o seksie? Nie? To
przyjedzcie do Warszawy na ul. Szucha. Podobno pierwsze wycieczki sa juz
organizowane, Dariusz Piontkowski bedzie sie pokazywal w oknie miedzy 13 a
14. Czyzby mial sie sprawdzic ponury sen, ze jeszcze zatesknimy za Anna
Zalewska? Nie, bo zrobila wszystko, by zdemolowac polska szkole, a przy
okazji dac popalic samorzadom, na ktore zrzucila odpowiedzialnosc za tlok w
liceach. Piontkowski bedzie juz tylko deptal gruzy. I na pewno nie poczuje
wstydu, mowiac kolejny raz: nie wiem, nie czytalem, tylko przejrzalem,
szczerze mowiac, w ogole sie nie znam, wiec z przyjemnoscia sie wypowiem.
PiS zywemu nie przepusci. Zwlaszcza minister Jan Ardanowski, ktory w Sejmie
podczas konferencji „Rola izb rolniczych w ksztaltowaniu i realizacji
polityki rolnej panstwa” zaproponowal, zeby wystrzelac w Polsce wszystkie
bobry i wszystkie zubry. A potem je zjesc, bo „przez wieki byly silnie
zakorzenione w polskiej tradycji kulinarnej”. Zwlaszcza pletwa bobra to
swietny afrodyzjak – przekonywal minister. Ciekawe, czy oni wszyscy w tym
rzadzie rzeznikow przyrody maja obsesje seksualne?
Teraz krotki apel. Zrob, Polaku, eksperyment. W bezksiezycowa noc, gdzies
daleko od swiatel miasta, zjedz samochodem lub rowerem z szosy na zwirowke.
Zgas wszystkie swiatla, te od komorki tez. Jesli masz rozkladane plocienne
krzeselko, to siadz sobie na nim i zastanow sie, czy ktos cie teraz
obserwuje. Uwazasz, ze nie? Otoz zdziwisz sie, gdy ci powiem, ze tak.
Popatrz w niebo. Miliardy jasnych zrenic naszej galaktyki przygladaja sie
tobie, a ty przygladasz sie im. Kazda z nich jest inna, tak jak ty jestes
inny od wszystkich ludzi. Twoje zycie tez. Nie trwon go na dyskusje o
drewnianych klockach i wciaganiu nosem. Wszechswiat jest wielkim
matematycznym rownaniem, wiec aby obie strony wyszly na zero, kazde 500+
musi miec swoj minus.
Stanislaw TYM

O F I A R A E D K A
Co nie zabije, to wzmocni – czesto powtarzam sobie i innym te wyswiechtana
madrosc i zastanawiam sie nad jej sensownoscia.
Werdykt wyborcow nie zabil opozycji, ale jakos nie widze przesadnego
wzmocnienia. Slysze mnostwo zapewnien o rzeczonym wzmocnieniu, glownie
przez podzial, laczenie, dzielenie, przetaczanie, urabianie pif-paf i
deklaracje Grzegorza O Krokodylim Usmiechu Schetyny, ze teraz to dopiero da
do pieca. Wszystko to slysze, ale wzmocnienia, chocbym szyje wyciagnal, nie
widze.
Chociaz taka kleska w wyborach prezydenckich w 2005 roku, przypieczetowana
porazka w wyborach do Sejmu, ewidentnie zahartowala Donalda Tuska, czyniac
z niego wojownika. Czego efekt zobaczylismy dwa lata pozniej, gdy spuszczal
przeslawne lanie Jaroslawowi Kaczynskiemu w debacie telewizyjnej.
No, a Jaroslaw Kaczynski! Toz to opowiesc jak z horroru science fiction, w
ktorym stwor z kosmosu wzmacnia sie kazdym wystrzelonym przez Ziemian
pociskiem, kazda nuklearna rakieta. Glosnych jest osiem klesk zadanych
Prezesowi przez Donalda w latach 2007-2014, ale i przez wczesniejsze dwie
dekady Kaczynski generalnie zbieral nieustajacy lomot. No i teraz wszyscy
ponosimy tegoz konsekwencje, bo potrafi pamietac i odreagowywac fakt, ze
ktos w latach 70. na spotkaniu opozycjonistow nie ustapil mu miejsca przy
stole. Co ciekawe, sam to zdarzenie przywoluje po latach, by ukazac nedze
moralna swych przeciwnikow. Jesli tak przezywal krzeslo, to pomyslmy, co by
chcial zrobic z ludzmi, ktorzy sprawili mu nieco wieksze przykrosci: na
przyklad pokonywali go w wyborach.
Ja tam Prezesa jakos rozumiem. Edward Antoszkiewicz. Zapamietam czlowieka
na cale zycie, choc po maturze widzialem go chyba tylko raz. Gdy bylem w
klasie drugiej, a Edek w trzeciej, stanelismy naprzeciw siebie w wyborach
na przewodniczacego samorzadu szkolnego w XI LO imienia Mikolaja Reja w
Warszawie. Byla polowa lat 80., pelna jeszcze komuna, niedawno skonczyl sie
stan wojenny, jego zamordystyczne reguly nadal panowaly, dyktatura w pelnym
rozkwicie, a w Reju dyrekcja pozwolila na demokratyczne bezholowie. Moja
kampania byla mocno polityczna. Hasla pisane zakazana wszedzie poza murami
szkoly solidaryca, nawet nie aluzje, tylko bezposrednie nawiazania do
bohaterow podziemia, wzniosle hasla w rodzaju wolnosci slowa czy prawdy o
historii. Edek postawil na konkret: poszerzenie dzialalnosci szkolnego
sklepiku (ktory zreszta prowadzil), techniczne problemy zwiazane z
codziennym funkcjonowaniem w szkole. No i spuscil mi solidne manto. Cos Wam
to przypomina?
No, zabolalo jak cholera. Po pierwsze dlatego, ze 60 proc. glosujacych
uczniow wybralo przyziemny pragmatyzm zamiast najwazniejszych i bezcennych
– jak sadzilem – wartosci, ktore jako mlody romantyk wychowany w
insurekcyjnej tradycji wyznawalem. Po drugie, codziennie patrzylem na
kolezanki i kolegow, zastanawiajac sie, kto z nich poparl zwycieskiego
Edka. Ktorego, jesli czyta ten felieton, serdecznie pozdrawiam, choc
wyparty bol znowu szarpie dusze, zal sciska gardlo, a rozczarowanie podnosi
cisnienie. No coz, mam nadzieje, Edek, ze dobrze sie bawiles.
Czy mnie tamta przegrana wzmocnila? Z pewnoscia nie. Nie zalamala, nie
musialem chodzic do psychologa ani wyplakiwac sie rodzicom czy dziewczynie,
ale w niczym nie pomogla. Raczej podwazyla wiare we wlasne sily i na chwile
– na szczescie tylko na chwile – zarazila niechecia do ogolu ludzkiego,
ktory nie docenil moich szlachetnych intencji. No, demokracja tez mi sie
wydala przez chwile niemadrym ustrojem, bo przeciez to ja bylem tym
fajniejszym kandydatem, a nie szkolny biznesmen Edward Antoszkiewicz.
Te moja obraze na rzeczywistosc przypomnialem sobie niedawno, gdy gruchnela
wiesc, ze Katarzyna Bonda i Remigiusz Mroz maja sie ku sobie, a moze nawet,
hej, hej, sa juz para. Poczciwie ucieszylem sie, ze duet pisarski trafia na
plotkarskie portale, wszak to najlepsza promocja czytelnictwa od czasow
mercedesa Szczepana Twardocha. Ale wtedy zajrzalem na fora, gdzie
dyskutowali koledzy i kolezanki po fachu naszych golabeczkow: pisarze,
redaktorzy, krytycy, dziennikarze. I poczytalem wylewane przez nich
strumienie zolci, nieudolnie przykrywane kiepska szydera, ze jakze to tak,
my, tacy wybitni, subtelni i utalentowani, a ludzie czytaja i, co gorsza,
kupuja te bezczelna dwojke! Przeciez nie na tym polega sprawiedliwosc!
No pewnie, ze nie. Wiem to od czasow przegranych wyborow z Edkiem
Antoszkiewiczem.
Marcin MELLER

WIADOMOSCI CELNE, ALE ZA TO BEZCZELNE
Kronika popkulturalna Kuby Wojewodzkiego.
* Najbardziej znana homofobiczna sportsmenka Zofia Klepacka zostala
honorowym czlonkiem Zwiazku Zolnierzy Armii Krajowej. W pelni uzasadniony
wybor. Armia Krajowa zajmowala sie tym samym co typowy gej: sabotaz,
dywersja, wywiad i propaganda.
* Najbardziej gorace nazwisko nie tylko polskiego futbolu Krzysztof Piatek
wzial slub ze swoja dlugoletnia partnerka Paulina. Trzymam kciuki i zycze
Krzysztofowi dlugiej kariery. Ale pamietaj. W mlodosci zona karze meza za
nieobecnosc. Na starosc za obecnosc.
* Intelektualista Marek Suski umiescil na swym profilu na Twitterze grafike
przedstawiajaca Grzegorza Schetyne w pelnym makijazu. To byla jego rada,
jak poprawic szanse w rozmowach z Biedroniem. Makijaz to retusz natury. W
przypadku Suskiego – nieosiagalny.
* Do publicznej debaty doszlo pomiedzy muzykiem Tymonem Tymanskim a jego
malzonka. On publicznie wyznal, ze maja zwiazek otwarty, a ona, ze nic o
tym nie wie. Zawsze sa problemy z przyprowadzeniem fajnej laski do domu.
Najpierw przeszkadzaja starzy, a potem zona.
* Aktorka Dominika Figurska wyznala, ze jej przegrana w wyborach do
europarlamentu to wynik zemsty za walke przeciwko seksualizacji dzieci w
szkolach. Przypomina mi sie wyznanie pewnego studenta: Nie po to
studiowalem informatyke, zeby teraz pracowac z ludzmi.
* Wielki sukces Wielkiego Tadeusza. Jego telewizja Trwam spadla z 30.
miejsca najchetniej ogladanych kanalow telewizyjnych na miejsce 45. Brawo.
Mnie to nie dziwi. Koncesje na cuda maja teraz bracia i siostry z Woronicza.
* Magda Boczarska wreszcie trafila do reklamy. Wystapila w kampanii
T-Mobile. Dobry ruch, bo innych nazwisk u tego operatora nie pamietam. Ale
Alfred Nobel uznawany jest za wynalazce dynamitu glownie dlatego, ze
poprzednich wynalazcow nie udalo sie zidentyfikowac.
* Medialnie ojciec dyrektor idzie jak czarna burza. Po zachwianiu pozycji
TV Trwam przyszedl czas na „Nasz Dziennik”, ktorego sprzedaz raptownie
spada. To efekt tego, ze polskiemu Kosciolowi nie wyszlo propagowanie 11.
przykazania: Nie bedziesz myslal.
* Zygmunt Chajzer, czlowiek, ktory wie wszystko o bieli i wybielaniu,
postanowil wypuscic na rynek wlasny proszek do prania. W lipcu pojawi sie
zatem Mr Ziggi. Gratulacje. To dobry przyklad. Gdzie jak gdzie, ale w
show-biznesie na bialym proszku znaja sie najlepiej.
* Mikolaj Roznerski nie wystapi w roli glownej w adaptacji prozy Blanki
Lipinskiej pt. „365 dni”. Zdaniem autorki aktor wyglada jak chlopczyk.
Przypomina mi sie dialog: – Jestes beznadziejnym kochankiem! – Co ty mozesz
powiedziec po 10 sekundach.
* Kanal Superstacja rezygnuje z tresci politycznych. Gratuluje
wlascicielowi. Trzeba wiedziec, jak sie dostosowac do okolicznosci. Sam
bylem swiadkiem takiej porannej rozmowy: – Nie myjesz sie? – Nie, dzis jade
autobusem.
* W „Kropce nad i” u Moniki Olejnik z okazji 4 czerwca wystapili Muniek
Staszczyk i Pawel Kukiz. W sieci rozgorzala dyskusja na temat” gumy do
zucia u Munka. Twierdzic, ze TV to wciaz najlepszy sposob informacji, to
tak, jakby powiedziec, ze brak depilacji jest najlepszym srodkiem
antykoncepcyjnym.
* Krystyna Pawlowicz agresywnie zaatakowala bardzo aktywna ostatnio
spolecznie Kinge Rusin. „Co za bezczelnosc i arogancja wyalienowanych
smierdzacych leni”. Pani Krysiu. Proponuje terapie. Lepiej plakac u
psychologa niz smiac sie u psychiatry.
* Jedna z najbardziej charakterystycznych twarzy polskiego kina Janusz
Chabior wystapil w reklamie serwisu OLX. Nareszcie. Wierzyc, ze czlowiek z
takim potencjalem zostanie u nas gwiazda, to jak wierzyc, ze arabskich
uchodzcow zatrzyma rzeka Wieprz.
* Liderka ogolnopolskiej homofobii Zofia Klepacka juz nie jest honorowym
czlonkiem Swiatowego Zwiazku Zolnierzy AK. Szybko. Bog mowiac: Niechaj sie
stanie swiatlosc, ewidentnie nie mial w planach Polski.
* 14-letnia wokalistka Roksana Wegiel zostala zatrzymana, gdy jechala na
koncert autem uzywajacym uprzywilejowanej sygnalizacji. Mnie to nie dziwi.
W pewnym wieku czlowiek jest niebezpiecznym kierowca. Musi szybko jechac,
aby nie zapomniec, gdzie chcial dojechac.

-MOW MI LUCJAN!
Stefan Szczeplek o Lucjanie Brychczym, ktory 13 czerwca skonczyl 85 lat, a
teraz mija 65 lat jego gry i pracy dla Legii Warszawa
Nie jestem pewien, ale Brychczy chyba nawet nie ma telefonu komorkowego,
nie mowiac o koncie na Facebooku czy Twitterze. Jest reliktem futbolowego
swiata, za ktorym tesknimy, patrzac, jak dzis graja najlepsi pilkarze w
Polsce.
Na poczatku lat 50 byl jednym z najzdolniejszych mlodych polskich graczy,
wiec zagiela na niego parol Legia, czyli CWKS. On byl slaskim patriota, ale
z resortem obrony nie bylo dyskusji. W roku 1954 wlozyl wiec wojskowy
mundur, w jaki ubierano w Warszawie dziesiatki sportowcow. Oficjalnie –
zeby bronili ojczyzny, w razie gdyby odwetowcy z Bonn przyszli nam podpalic
dom. Nieoficjalnie – zeby zdobywali dla Legii punkty, medale i puchary. W
pierwszym odruchu wszyscy powolani sie oburzali, a w drugim cieszyli sie,
ze trafiaja do jednego z najlepszych klubow w Europie, w ktorym mozna
spelnic marzenia.
Kto po dwoch latach sluzby chcial wrocic do domu – wracal. Na kim Legii
zalezalo, przedstawiala propozycje nie do odrzucenia, zeby zostal. Na
przyklad Kazimierzowi Deynie po dwoch latach zmieniono przydzial z
jednostki ladowej do Gdyni. Bo w marynarce wojennej sluzba trwala trzy
lata. Na Brychczym klubowi zalezalo, on chcial wracac, wiec klub
porozmawial z zona Brychczego, zeby przekonala meza. I w ten sposob od 60
lat Lucjan Brychczy pracuje przy Lazienkowskiej. Najpierw jako pilkarz,
potem i nadal trener, od roku takze w roli honorowego prezesa Legii, co sie
natychmiast kojarzy z Realem Madryt i identyczna funkcja, jaka piastuje tam
Alfredo di Stefano.
W polowie lat 50. Legie trenowal Wegier Lajos Steiner. To on nazwal
Brychczego „Kici”, czyli po wegiersku Maly. Gdy wtedy i kilka lat pozniej
biegalismy na podworkach za pilka, co drugi z nas chcial byc „Kicim”. Nikt
sie nie kiwal tak jak on, nie strzelal takich bramek i nie podawal w lewa,
patrzac w prawo. Lub odwrotnie. To byl geniusz. Niedoscigniony wzor,
blizszy nam poprzez te mizerna posture. Byl nizszy od Adama Malysza. Ale
skoro ktos taki moze, to znaczylo, ze kazdy z nas tez. Mielismy wzorzec
metra z Lazienkowskiej.
Brychczy przylozyl reke (i noge) do slynnego zwyciestwa Polski na Stadionie
Slaskim nad Zwiazkiem Radzieckim. Po meczu z Hiszpania na tym samym
stadionie goscie chcieli zabrac go do Madrytu. Na miejscu mieli podjac
decyzje, kto go zatrudni – Real czy Barcelona. Ale w polskich warunkach to
bylo nierealne. Nie wypuszczano z kraju sportowcow przed 30. rokiem zycia,
a przed wojskowymi stawiano dodatkowe przeszkody.
Brychczy gral w Legii az do roku 1970. Zdobywal z nia tytuly i puchary. Byl
nauczycielem Kazimierza Deyny i nieformalnym asystentem czeskiego trenera
Jaroslava Vejvody. A potem Andrzeja Strejlaua, ktory chcial go wpuszczac na
boisko chocby na pol godziny, zeby uspokoil gre. „Kici” mial wtedy 40 lat i
na treningach wygrywal z czynnymi pilkarzami. W Polsce nie wypadalo. Ale na
wyspie Bali, gdzie nikt go nie znal, jak najbardziej. W towarzyskim meczu
Legia przegrywala do przerwy 0:3. Wszedl 40-letni Brychczy i wygrala 4:3.
„Kici” byl przeklenstwem wszystkim kolejnych generacji bramkarzy Legii, w
tym wielu reprezentantow Polski. Kiedy ustawial pilke na linii pola
karnego, mozna bylo miec pewnosc, ze trafi tam, gdzie bedzie chcial.
Bramkarze nie wiedzieli, ze trening Brychczego polegal m.in. na trafianiu z
tej odleglosci w recznik powieszony na poprzeczce. Jeszcze kilka lat temu
bramkarz Legii Jan Mucha poprosil swoj klub, zeby sprawdzil jego mlodszego
brata, tez bramkarza. Brychczy, ktory mial wtedy okolo 75 lat, doprowadzil
chlopaka precyzyjnymi strzalami do takiego stanu, ze ten, opuszczajac
Warszawe, nie zdazyl nawet pozegnac sie z bratem.
Kiedy mialem lat 12, a moj starszy brat gral w juniorach Legii, chcialem,
zeby na trening zabral nasza zolta pilke „wegierke” i poprosil Brychczego,
aby choc raz ja kopnal. To bylaby relikwia. Nie udalo sie, bo miedzy
juniorami a pierwsza druzyna byla przepasc. Ale kilkanascie lat pozniej
poznalem Brychczego osobiscie. Najpierw jako zawodnik druzyny
dziennikarskiej w meczu z oldbojami Legii postanowilem go kryc. Trwalem w
tym postanowieniu mniej wiecej dwie minuty. W tym czasie Brychczy trzy razy
zabral mi pilke i dwa razy zalozyl siatke. Byl przy tym tak szybki (15 lat
ode mnie starszy), ze nawet nie wiedzialem, gdzie go szukac.
O ile do tamtej pory wydawalo mi sie, ze jako tako potrafie grac, o tyle od
tamtego popoludnia patrzylem na siebie bardziej krytycznie. Jakies trzy
lata pozniej spotkalismy sie jeszcze raz, tym razem w tej samej druzynie.
Na stadionie Siergieja Kirowa w Leningradzie gralismy sobie w podzielonej
na dwie druzyny mlodziezowej reprezentacji Polski. W wyniku niezrozumialego
dla mnie zbiegu okolicznosci minalem w pelnym biegu Dariusza Wdowczyka.
Wtedy „Kici” powiedzial „no, no”, co w jego ustach bylo komplementem rownym
Nagrodzie Fikusa.
Nie wiedzialem, ze bedzie ciag dalszy. Wieczorem w restauracji Europa
„Kici” nalal stolicznej ze slowami: „Mow mi Lucjan”. I zagryzlismy czarnym
kawiorem. Marzenia spelnialy sie nawet w Zwiazku Radzieckim, chociaz chyba
tylko innostrancom.
Lucjan Brychczy mieszka od ponad pol wieku w tym samym bloku przy
Swietokrzyskiej, z widokiem na Palac Kultury.
Kilkanascie lat temu w centrum Warszawy lobuzy napadly go, kiedy wychodzil
z banku. Zabrali mu pieniadze i zlamali reke. Jak sie o tym dowiedziala
hofta z Lazienkowskiej, za punkt honoru przyjela znalezienie tych, ktorzy
podniesli reke na swietosc. Nie udalo sie, bo to byli podobno przebierancy,
ktorzy przyjechali do Warszawy na goscinne wystepy. Gdyby byli stad – nie
odwazyliby sie. Przeciez „Kici” to jest warszawiak. Tyle ze urodzil sie na
Slasku.
Stefan SZCZEPLEK
————————————
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *