Dzien dobry – tu Polska – poniedziałek, 20 kwietnia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 109 (5372) 19 kwietnia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Aby liga ruszyla, wszyscy musza przejsc testy na koronawirusa – Izabela
Koprowiak
Przewodniczacy Zespolu Medycznego PZPN i lekarz reprezentacji Polski
Jacek Jaroszewski przyznaje, ze ma juz na biurku protokol, ktory okresla
warunki powrotu pilkarzy na boiska ekstraklasy. Testy na koronawirusa
beda musieli przejsc w klubach wszyscy pilkarze, trenerzy, ale rowniez
dzialacze.
Trwaja intensywne prace nad tym, aby ekstraklasa wznowila rozgrywki w
ostatni weekend maja. By bylo to mozliwe, wszystkie zespoly beda musialy
spelnic warunki opracowane przez specjalnie powolana w tym celu grupe
lekarzy.
– Na moje biurko faktycznie trafil juz protokol medyczny, ktory
wczesniej bardzo dokladnie przedyskutowalismy z profesorem Krzysztofem
Pawlaczykiem z Lecha (czlonkiem Komisji Medycznej PZPN), ktory byl
jednym z glownych czlonkow grupy opracowujacej projekt. W piatek
bedziemy jeszcze na ten temat rozmawiac, a rownolegle tocza sie
intensywne prace Komisji Medycznej PZPN nad przedstawieniem ostatecznej,
najlepszej wersji proponowanych dzialan. Korzystamy rowniez z
merytorycznej pomocy glownego lekarza Zaglebia Lubin Jacka Worobca,
ktory ma duze doswiadczenie w opracowywaniu wytycznych dotyczacych
zapobiegania szerzeniu sie zakazen koronawirusem. Mamy swiadomosc, ze
nasze rekomendacje musza byc spojne z zarzadzeniami wydawanymi w tym
obszarze przez ministerstwo zdrowia i Glownego Inspektora Sanitarnego –
mowi lekarz reprezentacji Polski Jacek Jaroszewski, ktory przewodniczy
Komisji Medycznej PZPN. Przed piatkowa rozmowa z profesorem Pawlaczykiem
nie chce wchodzic w szczegoly, mowi jedynie o kilku najwazniejszych
wymogach, ktore jego zdaniem beda musialy zostac spelnione przez
wszystkie zespoly ekstraklasy. Oczywistym jest, ze mecze beda odbywac
sie bez udzialu publicznosci, to wynika z obostrzen rzadu. Komisja musi
jednak przedstawic, jakie warunki nalezy spelnic, by mecze pilkarskie
byly bezpieczne dla wszystkich osob, ktore beda w nich uczestniczyc.
– Zagraniczni pilkarze, ktorzy dostali urlopy i wyjechali za granice
beda musieli przejsc dwutygodniowa kwarantanne. Trzeba tez wszystkich
przebadac na obecnosc koronawirusa. Nie tylko pilkarzy, ale rowniez
sztaby szkoleniowe, dzialaczy, aby wylaczyc tych, ktorzy sa zarazeni, a
nie maja zadnych objawow – stwierdza Jaroszewski i dodaje: – Nie
wystarcza szybkie testy przesiewowe (wystarczy pobrac krople krwi),
ktore ostatnio pojawily sie na rynku. Powinny byc to szczegolowe wymazy
z nosogardzieli, bo tylko one daja stuprocentowa pewnosc – mowi lekarz
druzyny narodowej. Na razie wiecej szczegolow nie zdradza, a nich bedzie
mogl opowiedziec w najblizszych dniach, kiedy protokol zostanie
zaakceptowany i bedzie mogl juz trafic na biurko ministra zdrowia.

– Pilkarze udaja filantropow – Marcin Piatek
Srodowisko pilkarskie potrafi pokazac swoj status materialny. Ale w
trudnych czasach egzamin z solidarnosci i altruizmu zdaje ledwie na troje.
Czarny sen pilkarzy juz sie zaczal. Wlasciciel szwajcarskiego klubu FC
Sion jednostronnie i ze skutkiem natychmiastowym wypowiedzial umowy
dziewieciu zawodnikom, ktorzy nie zgodzili sie na czasowa obnizke
wynagrodzen do kwoty 9,6 tys. frankow szwajcarskich. Propozycje nie do
odrzucenia zlozyl im za posrednictwem WhatsAppa; do namyslu dostali
kilka godzin. Slowacka MSK Zilina – „zamrozony” wicelider tamtejszej
ligi – juz oglosila upadlosc. Pierwszy zespol zostanie zlikwidowany,
przetrwa tylko akademia.
W Norwegii az 9 z 16 klubow ekstraklasy tymczasowo zwolnilo swoich
pilkarzy. Musieli zarejestrowac sie jako bezrobotni. Zgodnie z prawem
naleza im sie teraz zasilki, ale jednoczesnie, chcac utrzymac prawo do
nich, nie moga przesadnie wybrzydzac w ofertach pracy. Zapotrzebowanie
na pilkarzy zglosil plantator pomidorow spod Stavanger. Jest w kropce,
bo z powodu zamknietych granic nie przyjechali do niego polscy i
ukrainscy pracownicy sezonowi. Uwaza, ze pilkarze sprawdziliby sie w
jego szklarniach, poniewaz sa mlodzi i zdrowi jak konie. Viljar Vevatne,
obronca Vikinga Stavanger, poinformowal, ze przystanie na oferte, gdyz
zbierajac pomidory, bedzie mogl odpoczac psychicznie od pilki.
Futbolowa elita cierpi za miliony, ale na wlasnych warunkach. To armia
rozpieta od multimilionerow, grajacych w najlepszych zawodowych ligach,
po lokalne gwiazdy prowincjonalnych lig (takich jak polska), kasujace co
miesiac dziesieciokrotnosci sredniej krajowej. Dla nich darowizny i
deklaracje radykalnych ciec zarobkow na czas wymuszonej nieobecnosci
futbolu to niewielki wysilek. Krezusi tego ubytku na kontach nawet nie
zauwaza. Ci z najnizszej polki futbolowych milionerow w najgorszym razie
nie kupia kolejnego samochodu. Albo mieszkania na wynajem.
Ich wielkodusznosc okazuje sie jednak skromna, biorac pod uwage
nadzwyczajnosc okolicznosci. Dopiero wywolani do odpowiedzi, czasami
przyznaja, ze pieniadze nie sa najwazniejsze. Nieprzyciskany wyrwal sie
Kuba Blaszczykowski i na walke ze skutkami pandemii przeznaczyl 400 tys.
euro. Potem Robert Lewandowski dal milion euro. Tuz po nim identyczna
kwote wysuplali Messi, Ronaldo oraz trener Manchesteru City Pep
Guardiola. Lawiny gestow jednak nie bylo. Pojedyncze odruchy. Z malejaca
liczba zer.
Zrodla przychodow klubow nagle wyschly, pilkarze de facto przestali
swiadczyc prace, ale nie sypneli deklaracjami rezygnacji z wynagrodzen.
Byc moze nie mieli pojecia o skali kryzysu (nikt nie mial), a moze
uznali, ze trzeba przeczekac. W Bundeslidze przed szereg znow wyszedl
Polak – Rafal Gikiewicz, bramkarz Unionu Berlin. Wspolny komunikat o
ograniczeniu zarobkow wydali zawodnicy Borussii M�snchengladbach (byl sam
poczatek koronakryzysu, wladze Bundesligi oglosily, ze wstrzymuja
rozgrywki do 2 kwietnia); potem dolaczylo kilka innych klubow.
Najwiekszym gestem wykazali sie pilkarze Barcelony. Oglosili, ze dopoki
mecze nie zostana wznowione, rezygnuja z 70 proc. pensji (dla klubu to
oszczednosc 22 mln euro miesiecznie), a na dodatek doloza sie do
utrzymania wynagrodzen szeregowych pracownikow klubu na dotychczasowym
poziomie. Targi z szefostwem – zupelnie nieadekwatne do sytuacji i
stawiajace pilkarzy w zlym swietle – trwaly jednak dlugo. No ale
70-proc. ciecie zrobilo wrazenie. Dla porownania: pilkarze Bayernu
obcieli sobie zarobki o 20 proc. Nawet jako postojowi wciaz sie cenia.
Epidemia koronawirusa sprawila, ze pilkarskie luksusy zakluly w oczy
bardziej niz zwykle. Na internetowych forach uaktywnilo sie grono
zacieklych wrogow futbolu. Mnoza oczekiwania, ze obecny kryzys polozy
kres futbolowemu rozpasaniu i sytuacji, w ktorej podrzedny ligowy kopacz
zarabia wiecej niz lekarz, nauczyciel albo pracownik naukowy. Bo skoro
ludzie sami nie potrafili uszeregowac priorytetow, brutalna matka natura
zrobi to za nich.
Wizja pilkarzy zarabiajacych pieniadze odwrotnie proporcjonalne do
swoich umiejetnosci, ktorych kryzys zmusil do pracy za minimalna krajowa
w polu, na budowie albo na kasie w dyskoncie, jest dla wielu kuszaca.
Zwlaszcza w rzeczywistosci takiej jak polska, gdzie wiekszosc klubow
tzw. Ekstraklasy jest utrzymywana z pieniedzy publicznych, czyli de
facto z naszych podatkow. I gdzie zawsze znajdzie sie pilkarz dosc
bezmyslny, by publicznie pochwalic sie, ze za swoich dobrych czasow
potrafil w jeden wieczor przepuscic 30 tys. zl (Jakub Kosecki).
Nie zwazaja na to pilkarze Jagiellonii Bialystok, ktorzy odmawiaja
podpisania klauzul w kontraktach redukujacych ich zarobki o polowe do
czasu, az sytuacja wroci do normy. Jak poinformowal znajdujacy sie pod
sciana prezes klubu, takie ciecia w wielu przypadkach oznaczaja
utrzymanie dochodow na poziomie 30 tys. zl miesiecznie.
Rzecznicy wywrocenia pilkarskiego stolika dostaja wiec argumenty od
samych zawodnikow. Bo skoro zycie w pilkarskiej bance wypralo ich ze
zdrowego rozsadku oraz z instynktu samozachowawczego (ktory nakazywalby
rozstac sie na jakis czas z czescia zarobkow w imie ratowania
pracodawcy), to niech ida na dno wraz z klubami. Ale histeryczne wizje
pilkarzy, ktorzy nie beda mieli za co zyc, sa po prostu nie na miejscu.
– Dzis gwiazdy w rok moga zabezpieczyc byt swoj i bliskich do konca
zycia – mowi Zbigniew Boniek, prezes PZPN. A co z migajacymi sie od
renegocjacji kontraktow pilkarzy z nizszej polki – jak nasza? Boniek ich
nie rozumie. – Dyskusja wyglada tak, jakby nie dostawali pieniedzy przez
rok. A jak na razie nie graja od niespelna miesiaca. Bankrutuja firmy,
wciaz mam przed oczami dziewczyne, ktorej zamkneli restauracje i placze,
ze nie ma za co oplacic studiow. To sa prawdziwe problemy!
Wladze Ekstraklasy SA uchwalily rekomendacje, zgodnie z ktora pilkarze
zarabiajacy co najmniej 10 tys. zl miesiecznie mieliby na czas kryzysu
otrzymywac polowe wynagrodzenia. Od razu uaktywnili sie doradcy i
prawnicy zawodnikow, twierdzac, ze uchwala nie ma zadnej mocy prawnej i
jesli prezesi klubow beda stosowac ja bezrefleksyjnie, polegna w sadach.
Wczesniej, jeszcze przed rekomendacja i zanim PZPN uchwalil wart 116 mln
zl pakiet wsparcia dla polskiego futbolu (troche pomocy bezposredniej, a
troche premii w zaleznosci od wynikow na boisku i promowania mlodziezy –
rozlozone na ten i przyszly sezon), na gesty zdobywali sie nieliczni. W
kilku klubach Ekstraklasy poinformowano, ze na czas kryzysu czesc pensji
pilkarzy bedzie zamrozona. Co oznacza, ze zobowiazania klubow wobec
zawodnikow wzrosna, przy niklych widokach na zrekompensowanie utraconych
dochodow.
Piotr Wasniewski, prezes Slaska Wroclaw, mowi, ze chodzilo o wyjscie
naprzeciw spolecznym oczekiwaniom i zerwanie z mitem pilkarza egoisty. –
Oznajmilismy zawodnikom, ze zamrozenie czesci pensji to nie bedzie dla
nich najgorszy scenariusz. I ze musza liczyc sie z obcieciem dochodow
zgodnie z uchwala Ekstraklasy SA. Na ich wynagrodzenia przeznaczamy
ponad polowe klubowego budzetu. Nie udzwigniemy tego na dluzsza mete.
W koncu do wiekszosci pilkarzy dotarlo, ze ich pracodawcy nie
zabezpieczyli sie na wypadek kryzysu. I albo zgodza sie na ciecie
pensji, albo niedlugo nie beda mieli gdzie grac.
Moze strach, ktory zajrzal w oczy rodzimym pilkarzom w zwiazku z koncem
eldorado, ich obudzi? Przyklad brazylijskiego maga pilki Ronaldinho –
aktualnie przebywajacego w wiezieniu za poslugiwanie sie sfalszowanymi
dokumentami, z widmem odsiadki za oszustwa finansowe – pokazuje, ze w
futbolu nie ma majatku nie do roztrwonienia (Ronaldinho mawial, ze po
100 mln euro przestal liczyc). Na krajowym podworku glosno bylo niedawno
o Tomaszu Hajcie, ktory przez dobrych kilka lat gry w Bundeslidze
powinien byl zarobic na spokojne zycie po zyciu, a tymczasem ma klopoty
z uregulowaniem dlugow. Prezes Wasniewski mowi, ze dziala w futbolu od
kilkunastu lat i zdazyl sie przekonac, ze nie wszyscy pilkarze potrafia
rozsadnie gospodarowac pieniedzmi. – Na pokusy narazeni sa zwlaszcza
mlodzi. Nagle zarabiaja ogromne pieniadze.
Bo bycie pilkarzem kosztuje. Srodowiskowy sznyt stwarza pewne
wizerunkowe oczekiwania. A wsrod futbolistow zdarzaja sie zakupoholicy,
ktorzy gorszy dzien na boisku potrafia sobie rozweselic rajdem po
salonach mody, skad wychodza ubozsi o kilka tysiecy. A jesli ida z
partnerka, to o kilkanascie. Pilkarze to dzis przewaznie
samozatrudnieni; podpisuja kontrakt na dwa – trzy lata. Taka niepewnosc
firmy leasingowe wyceniaja slono. Rata za samochod moze siegac
kilkunastu tysiecy zlotych miesiecznie.
Michal Jonczyk, ktory po tym, jak kontuzje zlamaly mu kariere w wieku 22
lat, zostal doradca finansowym pilkarzy, mowi, ze presja kolegow z
druzyny jest bardzo silna: – Na specyficzna atmosfere pilkarskiej szatni
sklada sie tez tzw. szydera. Kazdy powod jest dobry, trzeba umiec to
zniesc. Czasem lepiej dopasowac sie do panujacej w tym srodowisku mody,
niz isc pod prad.
Za przykladem Kuby Blaszczykowskiego nie poszedl u nas nikt. To wciaz
nie jest w modzie?

-Rozgrywki od IV ligi i nizej raczej nie rusza. Niewiadoma III liga.
Decyzja 11 maja – Maciej Wasowski
Wiele wskazuje, ze przez koronawirusa w Polsce dla klubow od IV ligi w
dol sezon 2019/20 skonczy sie juz 11 maja. W ostatnia srode o mozliwych
scenariuszach dyskutowali na wideokonferencji prezesi wojewodzkich
zwiazkow pilki noznej. W rozmowie wzial tez udzial prezes PZPN Zbigniew
Boniek. O tym co sie moze wydarzyc opowiadaja prezes Mazowieckiego ZPN
Zdzislaw Lazarczyk i prezes Wielkopolskiego ZPN Pawel Wojtala.
W srode odbyla sie wideokonferencja z udzialem wszystkich szesnastu
prezesow wojewodzkich zwiazkow pilki noznej oraz prezesa PZPN Zbigniewa
Bonka. Rozmawiano o tym, jak zakonczyc rozgrywki w tzw. „nizszych
ligach”. Przerwano je z powodu epidemii koronawirusa. Wiekszosc z nich
nie zostala wznowiona po przerwie zimowej i wiele wskazuje, ze tak
pozostanie. Ostateczna decyzja zostanie podjeta dopiero do dlugim
weekendzie majowym.
Podczas srodowej dyskusji padlo kilka koncepcji rozwiazania obecnej
sytuacji. Najpopularniejsza jest taka, ze sezon zostanie uznany za
zakonczony, a promocje do wyzszych lig uzyskaja kluby, ktore aktualnie
zajmuja miejsca gwarantujacej awans. Nikt jednak nie bedzie spadal
szczebel nizej, zeby zespoly nie mialy pretensji o to, ze nie dostaly
szansy na walke o utrzymanie w sportowej walce.
– To prawda. Moge przyznac, ze wiekszosc wojewodztw jest za takim
rozwiazaniem. Wyglada wiec na to, ze od IV ligi w dol nie bedziemy
kontynuowac rozgrywek w tym sezonie – mowi prezes Mazowieckiego Zwiazku
Pilki Noznej, Zdzislaw Lazarczyk.
– Ostateczna decyzje podejmie zarzad PZPN po wczesniejszej rekomendacji
ze strony prezesow wojewodzkich zwiazkow – dodaje.
– Mamy mozliwosc zakonczenia sezonu teraz, bo wynika to z regulaminow.
Rozegralismy przynajmniej 50 procent spotkan, a tyle wystarczy, by
tabela liczyla sie jako koncowa. Jezeli jednak kilku kolegow prezesow
proponuje inne rozwiazania, to mam nadzieje, ze mimo wszystko dadza sie
przekonac do koncepcji popartej przez wiekszosc. Byc moze faktycznie
zrobimy glosowanie wewnatrz prezesow wojewodzkich ZPN? Po srodowej
wideokonferencji jestem pewny, ze wypracujemy wspolne stanowisko w
nizszych ligach dla calej pilkarskiej Polski – podkresla Pawel Wojtala
prezes Wielkopolskiego ZPN.
Gdyby jednak sytuacja z epidemia zmierzala do wzglednego opanowania, to
jest jeszcze mozliwosc dokonczenia sezonu. – Jesli nasza obecna
rzeczywistosc zwiazana z epidemia Covid-19 zmieni sie w bardzo pozytywny
sposob, to dokonczymy rozgrywki. Decyzje trzeba jednak podjac jak
najszybciej, zeby kluby mialy przynajmniej dwa tygodnie na przygotowanie
zespolow do gry. Mamy wstepne zgody, zeby w takim przypadku rozgrywki
skonczyc nawet po 30 czerwca. Nie podjelismy teraz decyzji, bo nie wiemy
co sie stanie w najblizszym czasie. Do 11 maja wszyscy musza uzbroic sie
w cierpliwosc. Wtedy najpozniej bedzie decyzja PZPN – przyznaje Lazarczyk.
Nie do konca wiadomo, jaki los czeka III ligi, czyli czwarty poziom
rozgrywkowy. W Polsce mamy cztery grupy, ktore tworza kluby z czterech
wojewodztw. Ta liga to nieformalna granica miedzy pilka amatorska, a
profesjonalna. – III liga jest uzalezniona od losow dokonczenia sezonu w
II lidze. Mimo ze rozgrywkami III ligi zarzadzaja jeszcze wojewodzkie
zwiazki, to trzeba pamietac, iz od sezonu 2020/21 prowadzeniem tego
poziomu mial zajac sie PZPN, ale czy tak bedzie, to sie jeszcze okaze,
bo mamy obecnie potezne zamieszanie. W sprawie III ligi decyzje tez beda
podjete do 11 maja – wyjasnia Wojtala.
Jezeli nawet rozgrywki ponizej IV ligi zostana zakonczone, to zostaja
jeszcze wojewodzkie Puchary Polski (ktore musza wylonic 16 uczestnikow
centralnego PP) oraz rozstrzygniecia barazow o awans do lig wyzszych.
Takie sa rozgrywane juz po wszystkich ligowych meczach. – Mamy
wojewodztwa, w ktorych sa np. po dwie grupy w IV ligach. Tak jest na
Mazowszu, Dolnym Slasku, Gornym Slasku i Malopolsce. W wielu
wojewodztwach istnieja tez po dwie grupy lig okregowych albo po cztery
A-klasowych. Wszedzie tam moze zachodzic potrzeba rozegrania barazow. W
takich przypadkach bedziemy starali sie doprowadzic do nich – mowi
prezes Lazarczyk.
– Jezeli chodzi o wojewodzkie puchary, to mamy czas do wrzesnia, zeby
wylonic przedstawiciela kazdego ZPN do centralnego Pucharu Polski. Jest
zalozenie, zeby druzyny (w wiekszosci wojewodzkich Pucharow Polski
zostalo po 16 najlepszych druzyn – przyp. red.) nadal uczestniczace w PP
rozegraly brakujace rundy latem, zamiast sparingow – zaznacza Wojtala.
Wczesniejsze zakonczenie sezonu i jednoczesne awanse, sprawia ze od IV
ligi w dol w wielu rozgrywkach bedzie o kilka zespolow wiecej niz w tej
chwili. – Grupy poszczegolnych lig, wyjatkowo, zostana powiekszone na
rok. Przy takim wyjsciu bedziemy mieli sezon przejsciowy. Dzialam przy
lokalnym futbolu juz ponad 30 lat i podobnych problemow w historii nigdy
nie bylo. Zawsze ze wszystkim sobie radzilismy. Ten koronawirus to
prawdziwa plaga. Dla pilki amatorskiej rowniez – uwaza Lazarczyk.
W srode przewijal sie tez temat koniecznosci przeprowadzenia wyborow w
wojewodzkich zwiazkach, bo w wiekszosci z nich kadencja wygasa 30
czerwca. Mozliwe jednak, ze decyzje rzadu (ustawa o tarczy kryzysowej)
beda modyfikowane tak, zeby przedluzyc o rok kadencje wojewodzkich
prezesow. Dotyczyc to bedzie wszystkich dyscyplin sportu, nie tylko
pilki noznej.
Podczas wideokonferencji nie zabraklo tez tematu finansow w nizszych
ligach. Rowniez tam kluby cierpia z powodu braku rozgrywania spotkan.
Oczywiscie, wplywy z biletow, pensje trenerow czy zawodnikow stoja na
zdecydowanie nizszym poziomie, ale rowniez tam sa z tym problemy, a beda
jeszcze wieksze.
– Nizej kluby maja inne zadania. One funkcjonuja inaczej niz
profesjonalny futbol. Tam jest wieksza rola misyjnosci i integrowania
lokalnych spolecznosci. Jest to problem szeroki, bo sa pewne
uzaleznienia na przyklad od samorzadow. Pilki czysto amatorskiej nie
mozna jednak laczyc z zawodowa – konczy Wojtala.
395 LIG prowadza w Polsce wojewodzkie zwiazki pilki noznej od IV ligi do
B i C klas. To w nich najpewniej zakonczy sie sezon. Mozna liczyc, ze
dotyczy to 6500 klubow oraz ponad 120 tysiecy pilkarzy-amatorow.
W wiekszosci kraju za ligi dzieciece, mlodziezowe i juniorskie rowniez
odpowiadaja wojewodzkie zwiazki pilki noznej. To, ze rozgrywki
najmlodszych zostana zakonczone w sezonie 2019/20 jest w zasadzie
formalnoscia.
– Ostatecznej decyzji tez jeszcze nie ma, ale wszystko wskazuje na to,
ze w tym przypadku jest najmniejsza szansa na dogranie sezonu – mowi
prezes Wielkopolskiego ZPN, Pawel Wojtala.
W wielu wojewodztwach spadki i awanse w rozgrywkach mlodziezowych
przeprowadza sie po jednej rundzie. Dlatego tam nowe czesci sezonu po
prostu nie ruszyly. Nie wiadomo natomiast co stanie sie z Centralnymi
Ligami Juniorow.
– To juz calkowita jurysdykcja PZPN. Trzeba sie tam zastanowic, co
zrobic z druzynami, ktore mialy tam awansowac – dodaje Wojtala.

-Trenerskie slawy zostaja w Polsce – Kamil Drag
Nikola Grbic i Daniel Castellani przedluzyli umowy z klubami PlusLigi,
Alberto Giuliani poprowadzi Resovie. Co z Andrea Anastasim?
O przedluzeniu kontraktu z Castellanim kibice Indykpolu AZS Olsztyn
dowiedzieli sie przed tygodniem z filmiku nagranego przez klub. – Lubie
argentynskie steki oraz wino, lecz w przyszlym sezonie bede wciaz
zajadal… – mowi byly selekcjoner reprezentacji Polski, po czym
pokazuje produkty spozywcze produkowane przez sponsorow olsztynskiego
klubu na czele z parowkami firmy Indykpol. – Od poczatku mojego pobytu
czulem sie w Olsztynie bardzo dobrze. Dlatego podjecie decyzji bylo
szybkie i przyjemne. Ciesze sie, ze nadal bede mogl prowadzic Indykpol
AZS – mowi Argentynczyk, ktory przejal trenerskie stery AZS w styczniu
od Wlocha Paolo Montagnaniego. Nowa umowa zostala podpisana na rok.
Wczoraj dowiedzielismy sie, ze w Polsce na kolejny sezon zostaje takze
Nikola Grbic. Legendarny byly rozgrywajacy reprezentacji dawnej
Jugoslawii przedluzyl umowe z Grupa Azoty ZAKS-a Kedzierzyn-Kozle. –
Praktycznie na kazdej plaszczyznie ZAKSA jest bliska perfekcji. Dlatego
podjalem decyzje, by kontynuowac te przygode – mowi 46-letni Serb.
Przyznaje jednak, ze przed zlozeniem podpisu mial spore dylematy. – Moje
watpliwosci dotyczyly kwestii osobistych. Rozlaka z bliskimi, z jaka
mierzylem sie w ostatnim sezonie, byla dla mnie bardzo trudna. Moje
dzieci nie znaja jezyka polskiego, trudno byloby im wiec chodzic w
waszym kraju do szkoly. Czulem sie troche, jakbym wybieral miedzy praca
a rodzina. Na szczescie znalezlismy rozwiazanie. Co prawda moi bliscy
nie beda ze mna w Kedzierzynie, ale bedziemy wiecej czasu spedzali razem
– mowi Serb.
Z PlusLigi odchodzi dosc niespodziewanie jego rodak Slobodan Kovač.
Wedlug niepotwierdzonych jeszcze przez klub informacji Serba zastapi w
Jastrzebskim Weglu Luke Reynolds. Nie jest to w PlusLidze nowa postac,
bo Australijczyk od kilku lat pozostaje w sztabie szkoleniowym
Pomaranczowych jako trener przygotowania fizycznego, a w poprzednim
sezonie po zwolnieniu Roberto Santillego poprowadzil nawet dwa mecze
jastrzebian. W PlusLidze zadebiutuje natomiast Wloch Alberto Giuliani,
ktory podpisal umowe z Asseco Resovia. Ceniony szkoleniowiec, prowadzacy
takze reprezentacje Slowenii (w polfinale mistrzostw Europy Slowency
pokonali Polakow), zastapi w Rzeszowie rodaka Emanuele Zaniniego.
Wazny kontrakt z VERVA Warszawa na nastepny sezon ma Andrea Anastasi.
Nic nie wskazuje na to, ze byly selekcjoner reprezentacji Polski zmieni
barwy klubowe, choc wloskie media informowaly ostatnio, ze ze wzgledu na
trudna sytuacje finansowa VERVY 59-letni szkoleniowiec moze opuscic
stoleczny klub. – Nic mi na ten temat nie wiadomo. Andrea ma wazna
umowe, a ostatnio rozmawialismy wstepnie nawet o jej przedluzeniu na
jeszcze jeden rok – zapewnia Jakub Malke, menedzer wloskiego
szkoleniowca. Anastasi przed tygodniem wrocil do Italii. – Przed wylotem
Andrea porozumial sie z wladzami klubu w temacie renegocjacji kontraktu
za zakonczony przedwczesnie sezon. Na obnizki zgodzil sie zreszta caly
zespol, wykazujac sie duza odpowiedzialnoscia w tym trudnym okresie.
Anastasi buduje druzyne na kolejne rozgrywki – mowi Malke.

-Kadziewicz: Lista sportowych idoli [FELIETON]
Zenon Jaskula, Artur Wojdat, Sylwester Czereszewski, Mariusz Szyszko,
Mariusz Sordyl i Wojciech Kowalczyk to sportowi idole, ktorych w swoim
felietonie wspomina Lukasz Kadziewicz.
Moja corka bawi sie koszykowka. Od dwoch lat zlapala bakcyla i widze, ze
sprawia jej to frajde. Nigdy specjalnie nie namawialem jej na uprawianie
sportu. Na aktywny tryb zycia jak najbardziej. Rower, bieganie, plywanie
to obowiazek, ale tylko w formie zabawy. O siatkowce nawet nie chciala
slyszec. Tam sie stoi, rzadko dotyka pilki i nie ma kontaktu z
przeciwnikiem. Tym zdaniem wybila mi wszystkie argumenty z reki. Kilka
dni temu Amelia powiedziala, ze zbiera sie do przeczytania biografii
Michaela Jordana. Ciesze sie z jej wyboru, bo lepiej nie mogla trafic.
Wybor ksiazki sklonil mnie do wspomnien i refleksji. Ktore postacie z
lat mojego dorastania sprawily, ze zakochalem sie w sporcie? Moj dom
rodzinny nie byl moze supersportowy. Rodzice nie grali w tenisa ziemnego
ani nie uczestniczyli w biegach terenowych. Sport w moim domu byl
polaczony z radiem i telewizja. Kazda duza impreza pokazywana w
telewizji czy relacjonowana w radiu powodowala, ze cala rodzina
przechodzila w tryb najwierniejszego kibica Bialo-Czerwonych.
Kartka, dlugopis i oto pierwsze piec nazwisk, ktore zapamietalem z lat
swojego dziecinstwa. Czytajac te liste, bylem naprawde zaskoczony.
1. Zenon Jaskula. Polski kolarz zawodowy to postac, ktora do dzis mam
przed oczami. Najwiekszy kolarski wyscig swiata, czyli Tour de France
1993. Sledzilem kazdy etap i krzyczalem z calych sil, zeby Pan Zenon
wytrzymal kolejny podjazd i dalej liczyl sie w klasyfikacji koncowej.
Bardzo denerwowalem sie na realizatora tamtego wydarzenia, ktory
koncertowal sie na liderach, nie rozumiejac, ze najwazniejsza postacia
dla mnie jest Polak i tylko jego powinien pokazywac na ekranie.
Jaskula wygladal jakby umieral na rowerze. Zawsze o kilka metrow
odstawal na sztywnych podjazdach od uciekajacej grupy. Mowilem do
telewizora i oddawalem swoje wszystkie sily, zeby tylko Polak wygral
etap i stanal na podium w Paryzu. Trzecie miejsce naszego kolarza bylo
jak spelnienie marzen. Mija 27 lat od tamtych wydarzen i nic sie nie
zmienilo. Do dzisiaj cala moja rodzina traktuje kolarstwo jako sport
narodowy.
2. Artur Wojdat. Plywak. Brazowy medalista igrzysk olimpijskich w Seulu
1988. Jak to? Mlody Polak mieszka i trenuje w USA, a plywa dla Polski?
Moja glowa tego nie ogarniala. Z Dobrego Miasta do Olsztyna jest 25 km,
a kiedy bylem nastolatkiem kazdy taki wyjazd byl dla mnie wielkim
wydarzeniem. A Pan Artur mieszka w Stanach i plywa z najlepszymi.
Postac, ktora na poczatku lat 90. XX wieku traktowalem jak kosmite.
Powoli docieralo do mnie, ze sport moze stac sie przepustka do wielkiego
swiata.
3. Sylwester Czereszewski. Pilka nozna. Kazdy region ma swoja futbolowa
druzyne i bohatera, dla ktorego przychodzi sie na stadion. Na Stomil
przyjezdzalem piec godzin przed rozpoczeciem meczu z „Przegladem
Sportowym” pod pacha. Czekalem pod brama i bez cienia watpliwosci moge
powiedziec, ze wielokrotnie bylem pierwszym kibicem na trybunach. „Pele
z Klewek” byl niekoronowanym krolem. Jego transfer do Legii i gra w
reprezentacji Polski pokazaly wielu mlodym zawodnikom, ze niewazne,
gdzie sie urodziles i jak daleko od Warszawy, bo kazdy moze pojsc droga
Pana Sylwestra.
4. Mariusz Szyszko i Mariusz Sordyl. Siatkowka. AZS Olsztyn. W Olsztynie
stadion pilkarski od Uranii dzieli odleglosc strzalu z luku. To wlasnie
w tej hali zobaczylem swoich najwiekszych idoli. Na mecze siatkowki z
Dobrego Miasta jezdzilismy zorganizowana grupa pod dowodztwem sp.
Ryszarda Kuciaka, ktory byl moim pierwszym trenerem. Wejscie do hali
bylo niesamowitym uczuciem. Wielka trybuna, czerwone krzesla i wrazenie,
ze jestes w Koloseum. Kazdy chcial byc Sordylem, albo grac jak Szyszko.
Ci goscie byli z innej planety. Ostatnie mistrzostwo Polski dla Olsztyna
w 1992 roku i dluga zagraniczna kariera. To wlasnie Oni byli dla mnie
inspiracja. Po latach mialem przyjemnosc zagrac z nimi w jednej
druzynie. Olsztyn, Urania, czerwone siedzenia, Mariusz Szyszko, Mariusz
Sordyl i chudy wior Lukasz Kadziewicz z Dobrego Miasta. Marzenia sie
jednak spelniaja.
5. Wojciech Kowalczyk. Pilka nozna. Igrzyska olimpijskie w Barcelonie
1992. Kto nie ogladal drogi Polakow do finalu, moze miec pretensje do
losu, ze urodzil sie w niewlasciwych czasach. Puste ulice, blisko 40
milionow kibicow przed telewizorami i tylko jeden temat rozmow bez
wzgledu na wiek, plec czy status spoleczny. Kowal byl istnym kotem
podczas tej imprezy. Nie wiem, czy byl najlepszy w ekipie trenera
Janusza Wojcika. Ja zapamietalem go jako prawdziwego lidera. Po
kilkunastu latach spotkalem Wojtka na korytarzach Polsatu. Nie
wiedzialem, jak sie zachowac. Wojciech Kowalczyk we wlasnej osobie stoi
obok i zartuje. Czlowiek legenda, z ktorym zawsze bylo bardzo wesolo.
Kazdy ma swoich idoli z dziecinstwa. Moja lista nie konczy sie na
wspomnianych nazwiskach i dotyczy praktycznie kazdej dyscypliny sportu.
Mam 40 lat i jestem szczesciarzem. Wiekszosc swoich sportowych bohaterow
mialem przyjemnosc poznac osobiscie. Ci ludzie wzbudzaja we mnie podziw
i powoduja, ze ich sportowe wyczyny sa ciagle zywe w moich
wspomnieniach. Jezeli nie mamy pomyslu, jak zachecic nasze dziecko do
sportu, moze warto po prostu zabrac je na mecz. Jezeli nie jest to
wykonalne, warto poszukac wielkich sukcesow polskiego sportu w
internecie. Nie wiem jaki sposob jest najlepszy, aby mlodziez
zainteresowac sportem. Wiem jedno, ze nigdy nie przestane namawiac do
jego uprawiania.

-Zuzlowcy pojda sladem pilkarzy. Limit 150 osob na mecz!? – Arkadiusz
Adamczyk
W czwartek, podczas specjalnej konferencji prasowej, premier RP Mateusz
Morawiecki nakreslil plan wychodzenia kraju z obostrzen gospodarczych i
w zyciu spolecznym, wywolanych pandemia koronawirusa. Trzeci etap
zaklada mozliwosc organizacji wydarzen sportowych (do 50 osob) na
otwartym powietrzu, oczywiscie bez kibicow na trybunach. Dla dwoch
najbardziej popularnych dyscyplin: pilki noznej i zuzla, ten limit to
troche za malo.
= Jezeli ograniczenie do 50 osob zostanie z gory narzucone, to bedziemy
tak konstruowac to wszystko, zeby spelnic rzadowe rozporzadzenie – na
goraco skomentowal prezes PGE Ekstraligi, Wojciech Stepniewski. –
Postaramy sie – dodal. Wiemy jednak, ze zarowno ekstraliga zuzlowa, jak
i pilkarska pracuja nad specjalnym planem, ktory zakladalby zwiekszenie
tego limitu.
Pilkarska PKO Ekstraklasa ma wrocic do gry pod koniec maja. Projekt,
ktory wkrotce ma zostac przedstawiony do akceptacji ministerstwa zdrowia
zaklada m.in. przebadanie wszystkich zawodnikow przez rozpoczeciem
wspolnych treningow. Kazdy klub bedzie musial wyznaczyc liste 50 osob
skladajaca sie z pilkarzy, sztabow trenersko-medycznych, dzialaczy. Po
przejsciu testow zostana oni zobligowani do unikania niepotrzebnych
kontaktow z ludzmi spoza tego grona. Po 50 osob z kazdego klubu, plus
kolejna 50-tka obslugi techniczno-telewizyjnej, ma stanowic niezbedny
limit do przeprowadzenia meczow.
Wedlug naszych nieoficjalnych informacji z PZM liga zuzlowa ma
przedstawic rzadowi podobny plan, tez zakladajacy limit 150 osob na
jeden mecz zuzlowy. W tym gronie mieliby sie znalezc: zuzlowcy,
mechanicy, trenerzy, sluzby medyczne, obsluga stadionowa i ekipa
telewizyjna.
Prezes Stepniewski nie chcial nam zdradzic czy prowadzone sa jakies
rozmowy z rzadem w sprawie akceptacji przez ministerstwo zdrowia planu
organizacji rozgrywek. – Nie moge udzielic takiej informacji – odparl.
Gdyby doszlo do III etapu luzowania obostrzen w zyciu spolecznym, a
zuzlowcy uzyskali zgode na organizacje imprez do 150 osob, to PGE
Ekstraliga moglaby ruszyc juz w czerwcu i odjechac pelny sezon, lacznie
z faza play-off.
Trzeba jednak pamietac o tym, iz zuzel ma nieco inna specyfike niz pilka
nozna w zakresie zabezpieczenia medycznego. Podczas zawodow zuzlowych na
obiekcie powinny sie znajdowac minimum dwie karetki pogotowia
ratunkowego. Tymczasem obecnie zarowno ambulansy, jak i ludzie sluzby
zdrowia, potrzebni sa na razie gdzie indziej.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *