Dzien dobry – tu Polska – piątek, 30 listopada 2018

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 315 (5007) 30 listopada 2018 r.

Spada morale nauczycieli
To jeszcze nie epidemia, ale juz bardzo blisko. Gwaltownie rosnie liczba
nauczycieli, ktorzy ograniczaja swoja aktywnosc w szkole do minimum. Rosnie
tez liczba tych, ktorzy dawniej nie odmawiali uczniom pomocy, a dzisiaj
opedzaja sie od nich jak od natretnych much. Nie zrobie wiecej, niz musze,
poniewaz mi za to nie placa – mniej lub bardziej otwarcie twierdzi coraz
wiecej pedagogow. Niektorzy usprawiedliwiaja sie, ze nie maja czasu, bo
pedza do innej pracy.
Zacieraja rece korepetytorzy. Coraz wiecej rodzicow ma swiadomosc, ze
nauczyciele w szkole tak malo zarabiaja, mlodsi tyle co wozna, starsi nieco
wiecej, ze niemoralne byloby wymagac od nich wysilku ponad wartosc tych
nedznych zarobkow. Zmniejsza sie liczba interwencji i skarg. Zamiast
skarzyc na obiboka u dyrekcji, rodzice wola wynajac korepetytora. Zreszta
korepetytor to takze nauczyciel. Zeby miec czas na udzielanie korepetycji,
musi mniej angazowac sie w swojej szkole.
Sa jeszcze nauczyciele, ktorzy nie patrza na niskie zarobki, tylko tyraja
jak zawsze. Owe silaczki stanowia najwieksze zagrozenie dla reszty
pracownikow. Dopoki rzad widzi, ze mozna nie inwestowac w oswiate i miec ja
na calkiem przyzwoitym poziomie, podwyzek nie bedzie nigdy. Dopoki dyrektor
widzi, ze mozna wymagac i nie placic, podwyzek nie bedzie. Rosnie wiec w
gronie pedagogicznym niechec do silaczek. Kurcze – chociaz pada inne slowo
na k – silaczki to gatunek zagrazajacy innym, wiec jesli nie chcecie sie
zmienic, to was po kolezensku dobijemy.
Dariusz CHETKOWSKI
„Spada morale nauczycieli”…Jako syn nauczycielki moge tylko dodac, ze
nigdy nie bylo wysokie, chociaz z okazji zawodowego swieta w pazdzierniku,
lirycznie (i klamliwie) opiewane na lamach i w eterze. W dziecinstwie, z
racji licznych wojennych i tuz powojennych przenosin rodzicow, zaliczylem
kilka szkol, w wiekszosci zaznalem prawdziwego piekielka i dopiero po
ktorejs tam, szczesliwie trafilem wreszcie na taka w ktorej tzw. grono
slusznie uwazalo, ze szkola ma sluzyc wychowaniu i nauce dzieci, a nie byc
tylko miejscem zatrudnienia nauczycieli. I ze szkola bez uczniow istniec
nie moze, wiec nalezy ich szanowac. To bylo dawno, ale w latach
dziewiecdziesiatych mialem ksiegarnie wyspecjalizowana w literaturze
dziecieco- mlodziezowej i podrecznikach. Sila rzeczy mialem wiec kontakty
ze szkolami, ktore jedna w druga stanowily jedno wielkie morze korupcji.
Wydawnictwa nagminnie przekupywaly nauczyczycieli zeby na poczatku roku
szkolnego wybierali wlasnie ich podreczniki do nauki , ksiegarze placili
nauczycielom haracze zeby polecali uczniom kupowanie podreczniki (i tzw.
sciagi, czyli bryki!) tylko u nich, a zeby do szkoly z kiermaszem
podrecznikow, „musowo” trzeba bylo dyrektorowi odpalic po cichu tzw dole
idaca w tysiace zlotych. Tylko niektorzy dyrektorzy przeznaczali te
pieniadze na potrzeby szkoly. Osobna sprawa swiadczaca o poziomie zwlaszcza
Pan Nauczycielek, to kryteria przy wyborze ksiazek na nagrody dla
najlepszych uczniow: niewazna tresc i autor, niewazne wartosci i
przeslania- grunt aby ksiazka byla…”wygledna”. Nawet „wyglednego” pornosa
by kupily!
Tak bylo w latach dziewiecdziesiatych i pozniej. Nie sadze zeby do tej pory
cokolwiek sie zmienilo. Zawsze w takich przypadkach slyszy sie lub czyta,
ze „nauczyciele bywaja rozni, po paru ciemych porzykladach nie mozna
oceniac calosci” i takie tam pierdoly. Nauczyciele rzeczywiscie bywaja
rozni, tak jak rozni bywaja marynarze, dzienikarze, lekarze i „wsiakaja
drugaja swolocz”- jak mawial o swoich zolnierzach pewien radziecki
pulkownik. Tyle ze menda i lobuz, na statku, w redakcji, w przychodni nie
narobi tyle szkody, co w szkole, wsrod niewinnych dzieci. Jak patrze na
dzisiejszych politykow, to sie zastanawiam co za skurwiel ich uczyl i
wychowywal w dziecinstwie. Nic z niczego sie nie bierze…Wasz:
Gargamel Pelen Wspomnien

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.7728 PLN Euro: 4.2900 PLN Frank szw.: 3.7960 PLN Funt:
4.8216 PLN Gielda 29.11.2018 r. godz. 17.00 WiG 58121.19 (-0.50%)
WiG30 2590.69 (-0.63%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.69 PLN Euro: 4.21 PLN
Funt: 4.73 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.66 PLN
Euro: 4.18 PLN Funt: 4.75 PLN

Pogoda w kraju
Na zachodnich krancach niewielkie opady deszczu ze sniegiem i marznacego
deszczu. Poza tym pogodnie. Temperatura maksymalnie od -4 stopni C na
Podkarpaciu, przez -1 st. C w centrum, do 3 st. C na Dolnym Slasku i Ziemi
Lubuskiej

Na dobry dnia poczatek
Producenci rozwazaja nakrecenie szostej czesci „Rambo”.
Internauci proponuja nastepujacy scenariusz: 80-letni John
Rambo zostaje zrzucony z samolotu nad Polska, dostaje 600zl
emerytury i musi przezyc miesiac.
SPOILER ALERT: To bedzie czesc, w ktorej Rambo w koncu ginie.
(Otrzymal na whatsappie: Egon OLSEN)

KUBA DO KOLEGOW
( Z goraca prosba)
Kochani! Bardzo byscie mi pomogli gdybyscie naddeslali na moj adres
najswiezsze dokumenty portowe wymagane przez
bardzo gdybysmy jeszcze raz mogli poprosic czytelnikow gazetki aby
zechcieli mi podeslac najswiezsze dokumenty portowe wymagane przez Polske.
Konfrtontujemy dane z portow (Urzedow Morskich) z tym z czym maja
rzeczywiscie i w praktyce do czynienia statki odwiedzajace nasze Polskie
porty.
Melduje, ze Urzedom Morskim wydaje sie cos zupelnie innego niz nam-
urytkownikom portow. Bardzo na Was licze!
Brgds
Capt. Kuba Szymanski
Secretary General
InterManager
e-mail: kuba.szymanski@intermanager.org
web: www.intermanager.org

W internecie o tym liscie mowi dzis kazdy
BLASZCZAK WRYTY W ZIEMIE
Emerytowany oficer Wojska Polskiego, Dionizy Solobodowski postanowil
napisac list otwarty do Ministra Obrony Narodowej, Mariusza Blaszczaka.
Zadal w nim politykowi kilka pytan, ktore podbijaja serca internautow.
Brawo za list. Czekam na reakcje. – napisala w odpowiedzi jedna z
internautek.
” Jestem emerytowanym oficerem Wojska Polskiego (nie zadnego „ludowego”, bo
takiego neologizmu nie znajduje w moich dokumentach). Pochodze z polskiego,
szlacheckiego Rodu o tradycjach wojskowych i niepodleglosciowych.
Moi Przodkowie walczyli w Legionach H. Dabrowskiego oraz w Insurekcji
Kosciuszkowskiej.
Sluzylem jednej Ojczyznie: POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ (PRL), bo
innej do wyboru nie bylo.
Sluzylem tej Ojczyznie i przysiegalem temu NARODOWI, ktora dala
wyksztalcenie, bezpieczenstwo i prace miedzy innymi naczelnemu inzynierowi
Fabryki Samochodow Osobowych, czlonkowi egzekutywy Komitetu Zakladowego
PZPR (a ktorego mialem moznosc poznac osobiscie w stanie wojennym) – inz.
Lucjanowi Blaszczakowi.
Tenze towarzysz, ktory ostentacyjnie (nawet na fartuchu warsztatowym) na co
dzien nosil znaczek PZPR (ja go wbrew zaleceniom owczesnego ministra nie
nosilem), z racji produkcji na potrzeby obronnosci Panstwa (produkcja dla
WP oraz MSW) – wspolpracowal jawnie i bez oporow z SB oraz WSW (WSI), bo
(chyba) czul sie Patriota. .
Pytania:
-Czy potepia Pan swojego ojca za sluzbe „tamtej Ojczyznie”??
-Czy zamierza Pan zdegradowac ojca (porucznika WP) za ten czyn??
-Czy zamierza Pan odebrac swojemu Ojcu emeryture??
-Czy zamierza Pan oddac swoj dyplom uzyskany w wyniku bezplatnych studiow w
„tamtej Ojczyznie”.
-Czy sluzyl Pan w wojsku, a jezeli tak: to w jakim? A jezeli NIE- to co Pan
robi na zajmowanym stanowisku??
-Czemu ma sluzyc nadruk na pismach MON: „Sluzymy Niepodleglej” (czyli
PODLEGLEJ NATO, a wlasciwie USrAelowi)? No to jakiej OJCZYZNIE sluzyl Pana
Ojciec??
-Czy zamierza Pan zwrocic pieniazki, jakie „tamta Ojczyzna” lozyla na Pana
darmowe przedszkole, szkole podstawowa, szkole srednia oraz studia??
-Czy pelne podporzadkowanie firm ochroniarskich „chroniacych” obiekty
wojskowe pod IDF oraz Mossadowi to dowod, ze sluzycie niepodleglej???
-Czy Pan ma aktualne badania lekarskie??? (przedtem wymagane od ministra
ON)?? Antos walniety o brzoze mial: jedno z Rybnika (oddzial zamkniety) i
drugie z „Dziekanki” w Gnieznie”
Dionizy SOLOBODOWSKI
Pulkownik WP w rezerwie
Warszawa 21.11.2018 r.
(Nad. Lech R. Lyczywek)

A to Skurwiele!
WLOSCY MYSLIWI ZASTRZELILI TYSIAC PTAKOW NAD ZALEWEM WISLANYM
Sluszne oburzenie wzbudzaja doniesienia o rzezi, ktora szesciu wloskich
mysliwych przeprowadzilo tej jesieni nad Zalewem Wislanym. Warminscy
ornitolodzy podejrzewaja, ze w dziesiec dni obywatele Wloch mogli
zastrzelic nawet tysiac ptakow: gesi, kaczek, kormoranow.
Wloscy mysliwi wzieli udzial w polowaniu dewizowym zorganizowanym przez
miejscowe kolo lowieckie Mewa. Instytucja polowan dewizowych rozwinieta
byla w PRL, gdy szukano zrodel twardej waluty. Dzis w Europie polowania dla
zagranicznych mysliwych szczegolnie popularne sa tam, gdzie ochrona
przyrody kuleje lub zawodzi, z panstw unijnych np. w Rumunii, a wsrod
sasiadow Polski – w Rosji i na Bialorusi. Tamtejszy prezydent Alaksandr
Lukaszenka m.in. z mysla o cudzoziemskich mysliwych i ich pieniadzach coraz
bardziej luzuje przepisy wizowe dla turystow.
Sprawe strzelania nad Zalewem bada policja. Wyjasnia, czy safari znad
Pasleki zostalo przeprowadzone zgodnie ze sztuka, czy nie doszlo do
przestepstwa. Ornitolodzy podpowiadaja niedociagniecia. Mysliwi strzelali
nad brzegiem morza, a pas nadmorski o szerokosci 5 km jest z mocy prawa
wylaczony z polowan. Nie mieli psa do aportowania cial ptakow, ktore wpadly
do wody. Uzywali tez niedozwolonych urzadzen do wabienia.
Rzecz jasna takze polscy mysliwi strzelaja do ptakow. Z danych Polskiego
Zwiazku Lowieckiego wynika, ze np. w sezonie 2017/18 zastrzelono w
Rzeczypospolitej 77 tys. kaczek. Skandalem jest nie tylko samo wloskie
polowanie, ale to, ze nadal godzimy sie, by co jesieni w Polsce uprawiano
proceder strzelania do ptakow. Z zachowaniem podwojnych standardow.
Oburzamy sie na wiadomosci o „naszych” bocianach zastrzelonych dla pustej
frajdy np. w Libanie, a do porzadku dziennego przechodzimy nad tak samo
brutalna rozrywka, w ktorej ptaki, tyle ze tu innych gatunkow niz bocian,
sprowadzane sa do roli zywych rzutkow.
Kilka slow o ofiarach. Kazdej jesieni nad Polska przelatuja tzw. dzikie
gesi. Pochodza glownie z pasa tundry i tajgi, z polnocy Eurazji, takze zza
Uralu. Leca generalnie na zachod Europy, choc w zwiazku ze zmianami klimatu
coraz chetniej zimuja w Polsce. Zima koczuja na duzym obszarze, od linii
Wisly po Holandie i Belgie. Gromadza sie w wielotysieczne stada, skladajace
sie z calych gesich rodzin, bo rodzice (pary lacza sie „na cale zycie”, w
praktyce do smierci jednego z partnerow) podrozuja z dziecmi, pokazujac im
droge. Nocuja na wodzie lub na ladzie, np. rozleglych polach czy lakach.
Gesi – oczywiscie jak na ptaki – sa wybitnie inteligentne, gubi je jednak
sila przyzwyczajen.
Podczas przelotu i zimowania korzystaja z tych samych miejsc do odpoczynku
i zerowania. Cala sztuka polowania na gesi polega wiec na tym, by wiedziec,
gdzie sie zbieraja. I zaczaic sie tam albo o zmierzchu, gdy zlatuja sie na
noclegowisko, albo o brzasku, w porze rozlotu na sniadanie. Albo kolo
poludnia, kiedy robia przerwe na relaks i pielegnacje upierzenia – wtedy
potrzebuja wody do picia, wybieraja np. jezioro albo zalane laki.
W stadach dominuja pochodzace z Polnocy gesi bialoczelne, zbozowe i
tundrowe. Towarzysza im takze legnace sie w Polsce gegawy. Na te gesi mozna
polowac. Ale razem z gatunkami najbardziej licznymi leca takze szalenie do
nich podobne gesi znacznie rzadsze i objete ochrona polskiego prawa, ich
zabijanie to klusownictwo. Czesc z nich przylatuje ze stron bardzo
odleglych, np. bernikle rdzawoszyje z azjatyckiego juz polwyspu Tajmyr.
Niektore – jak skandynawskie gesi male – sa przedmiotem troskliwych i
kosztownych kampanii ochronnych.
Mysliwi maja obowiazek strzelac wylacznie do rozpoznanych celow. W
przypadku gesi rozpoznanie nie jest mozliwe. Wlasciwie kazdy mysliwy
polujacy na gesi lamie te zasade. Po prostu nie ma szans, ze przy kazdym
strzale kazdy polujacy jest pewien, z jakim gatunkiem ma do czynienia. Ze
umie w listopadowy poranek lub wieczor, przy braku oswietlenia, prawidlowo
oznaczyc kazda jedna ges. Nie dosc, ze ptaki szybko leca, to jeszcze sa w
grupie, wiec strzal wiazka srutu rani iles ptakow wokol celu.
Zyjemy przeciez w kraju, gdzie polujacym zdarza sie pomylic szwagra z
dzikiem albo zastrzelic przypadkowego rowerzyste. A co juz mowic o gesiach,
bardzo do siebie podobnych, zwlaszcza w jesiennej szarowce. Chroniona ges
mala od bialoczelnej najpewniej odroznic po zoltej obraczce powiekowej, a
ges krotkodzioba od zbozowej lub tundrowej – po jasnym wierzchu ciala i
rozowych nogach. Tych cech nie da sie dostrzec w ulamku sekundy, widzac
tylko nikle sylwetki ptakow na tle nieba. Tego nie potrafia najwybitniejsi
ornitolodzy.
Mysliwi bronia tradycji i zaslaniaja sie koniecznoscia pozyskiwania
zdrowego miesa, lepszej alternatywy dla miesa z hodowli, choc jednoczesnie
nie chca zastapic toksycznego olowianego srutu stalowym.
Osobna kwestia pozostaja ewentualne odszkodowania dla rolnikow, bo gesi
faktycznie potrafia wyrzadzic pewne szkody w uprawach, zwlaszcza wiosna w
oziminach, ale rozmiar strat jest nierozpoznany. Rolnicy mowia, ze sa duze.
Mysliwi im wtoruja.
Jednak przyklady innych zwierzat – chocby zubrow w okolicach Puszczy
Bialowieskiej albo coraz czesciej wilkow w wielu rejonach Polski –
pokazuja, ze powodowane przez nie straty nie sa powaznym obciazeniem dla
budzetu panstwa. Natomiast odzalowanie groszowych dla budzetu, ale
istotnych dla rolnikow kwot powinno pozwolic ludziom i zwierzetom zyc obok
siebie, a spolecznosciom mieszkajacym blisko miejsc, gdzie gesi gromadza
sie szczegolnie chetnie – jak w Ujsciu Warty, Stawach Milickich albo nad
Biebrza – czerpac dochody z coraz popularniejszej ptasiej turystyki.
Mysliwi stosuja przy tym klasyczny „onizm”. Dowodza, ze w innych krajach
poluje sie i zjada ptaki w Polsce chronione, chocby drozdy we Francji.
Twierdza takze, ze polowan na ptaki jest tak malo, ze maja marginalne
znaczenie dla ich populacji. Przy czym obserwatorzy ptakow widza roznice
powodowana strzelaniem. Jesienia tzw. dystans ucieczki, czyli odleglosc, na
jaka stada gesi daja sie podejsc, siegaja setki metrow. Czasem przerazone
ptaki na widok obserwatora, zwlaszcza niosacego przedmiot podobny do
strzelby, np. statyw od lunety, podrywaja sie juz z pol kilometra. Dlatego
mysliwi sa sprytni – nie podchodza do gesi, tylko czekaja, az same przyleca
w atrakcyjne dla nich miejsca.
Co innego wiosna, gdy gesi wracaja na Polnoc. Wtedy polowac na nie,
przynajmniej w Unii, nie wolno, a do stada podejsc mozna na kilkadziesiat
metrow. Ornitolodzy zauwazyli ciekawa prawidlowosc: polnocne gesi zostaja
na terytorium Unii, np. w Polsce mozliwe dlugo, do czasu, gdy wystartuje
wegetacja na dalekiej Polnocy, gdzie beda zakladac gniazda. I pozniej jak
najszybciej, susami, staraja sie przeleciec m.in. nad Bialorusia i
poludniowymi regionami Rosji, gdzie wiosenne polowania na gesi i kaczki sa
dozwolone. Z tej mozliwosci chetnie korzystaja mysliwi z zagranicy, takze z
Wloch.
Jedrzej WINIECKI

CZY U BIEDRONIA WSZYSTKO W PORZADKU?
Wiarygodnosc Roberta Biedronia leci na leb na szyje. Porzucenie wyborcow i
stworzonego wlasnym wysilkiem klubu radnych to zdrada.
Przed kilkoma dniami Robert Biedron wprawil w zdumienie wyborcow lewicy,
prezentujac w roli swej prawej reki do tworzenia regionalnych struktur
swojej nowej partii Krzysztofa Gawkowskiego, „wyrwanego” z SLD. Wyglada to
tak, jakby chcial sie zbudowac na rozbijaniu lewicy i namawianiu dzialaczy
SLD do zdrady. Brzydko.
Dzis Biedron szokuje jeszcze bardziej. Oto po niecalym tygodniu od zlozenia
slubowania zrzekl sie mandatu radnego w Slupsku. Wyglada na to, ze zlamal
sluby lub – co gorsza – slubowal w zlej wierze. Jakze bowiem pogodzic
sluzbe miastu ze wzgardzeniem mandatem otrzymanym z woli 2781 wyborcow?
Nie znamy powodow dezercji Roberta Biedronia, bo nie raczyl ich wyjasnic
ani w oficjalnym pismie, ani w mediach. Skoro zapewnial, ze tworzenie nowej
organizacji politycznej nie koliduje z praca w radzie miasta, to powod musi
byc inny. Ale jaki? I dlaczego polityk go nie ujawnia?
Wiarygodnosc Biedronia leci na leb na szyje. Porzucenie wyborcow oraz
stworzonego wlasnym wysilkiem i autorytetem klubu radnych (Laczy nas Slupsk
– z osmioma radnymi) to zdrada. Coz, ze moze nadal kontrolowac miasto,
skoro wzgardzil mandatem? Obrazil wyborcow i przyjal wygodna pozycje szarej
eminencji. Tak nie postepuje demokrata i czlowiek honoru.
Obawiam sie, ze Biedroniowi woda sodowa uderzyla do glowy. Jezdzi po kraju,
wpadajac w ramiona swych licznych wielbicieli, i zaczelo mu sie wydawac, ze
swiat nalezy do niego i wszystko bedzie mu wybaczone. Juz wita sie z gaska
u drzwi Parlamentu Europejskiego, juz rozsiada sie w sejmowym gabinecie
Palikota..
Nie tak szybko – wyborcy weryfikuja swoje poczatkowe zachwyty, gdy
przekonaja sie, ze „slodziak” to w gruncie rzeczy samolub i narcyz.
Biedron strzelil sobie dwa samoboje, jeden po drugim. Czekamy na trzeci?
Jan HARTMAN

Meller -Dzieciom: nie do wiary!
W Y K O P A L I S K A
Nie musze dzieciom opowiadac o dwoch latach spedzonych w Afryce, rownie
egzotyczne jest moje dziecinstwo na warszawskich podworkach.
Gadalismy sobie z panem Gustawem Mellerem, lat 6 i pol, o geografii,
wertowalismy atlas, palce i wyobraznia skierowaly sie ku Amerykom, kiedy
pan Gustaw pochwalil sie niedawno nabyta wiedza, ze wikingowie dotarli do
Ameryki przed Kolumbem. Przyznalem rozmowcy racje, zaznaczajac jednakowoz,
ze akurat te wyprawy wikingow nie przyniosly zadnych istotnych skutkow,
natomiast rejs Kolumba zmienil historie swiata, dlatego powtarzamy, ze to
on odkryl Ameryke.
Na co pan Gustaw podrapal sie po glowie i zapytal: „Ale jak to odkryl
Ameryke? Przeciez tam mieszkali Indianie, to oni nie musieli sie odkrywac”.
Pokrasnialem z dumy. Synu! Masz stuprocentowa racje, wlasnie poslugujac sie
rozumem i logika dokonales dekonstrukcji europocentrycznego myslenia o
swiecie. Jeszcze troche podrosniesz i poczytasz Petera Frankopana „Jedwabne
szlaki. Nowa historia swiata”, w ktorej autor wspomina swoje niegdysiejsze
zdziwienie na widok starych arabskich map rysowanych do gory nogami, gdzie
centrum swiata stanowilo Morze Kaspijskie. Twoj staruszek, Guciu, przez to,
ze taki stary jest, to pewnie nadal z przyzwyczajenia bedzie mowil o
Kolumbie odkrywajacym Ameryke. Czym skorupka za mlodu, wiadomo, a ty miej
tak otwarta glowe, jak masz.
Zachwyt zywym umyslem potomka troche mi siadl, kiedy jego posiadacz zaczal
mnie intensywnie przesluchiwac, dlaczego uwazalem, ze Kolumb odkryl
Ameryke, skoro jak juz ustalilismy, wcale jej nie odkryl i to chyba
oczywiste bylo i jest. Zaczalem sie tlumaczyc, ze kiedys pewne rzeczy
wygladaly inaczej niz dzisiaj, na przyklad palono czarownice, a kobiety
uwazano za glupsze od mezczyzn, i w ten sposob bezpiecznie trafilismy do
krainy „Smieszne fakty, rzeczy i wydarzenia z dziecinstwa moich rodzicow”,
ktora niezmiernie bawi zarowno pana Gustawa, jak i jego siostre Barbare,
lat 4 i pol.
Niedawno nastawilem im na probe jeden z ulubionych seriali mego
dziecinstwa, czyli „Podroz za jeden usmiech”. Odnioslem olsniewajacy
sukces, bo mlodziez nie mogla sie oderwac. Musialem administracyjnie
przerwac projekcje po trzech odcinkach, odkladajac dalszy ciag na nastepny
dzien i wywolujac gwaltowne protesty z kluczowym teraz tekstem: „to nie
fair, tato!”. Zwlaszcza Gucio oszalal, chcial ogladac znowu i znowu,
pokochal Poldka i Dudusia, z powodu tego drugiego zaczal sluchac Zespolu
Reprezentacyjnego. Przy okazji zapunktowalem w oczach dziecka, bo
pochwalilem sie, ze znam grajacego Dudusia Filipa Lobodzinskiego, co mi
teraz troche wychodzi bokiem, bo mlody cisnie na spotkanie, wiec jezeli
czytasz, Filip, ten felieton, no to ten tego, wiesz, nie?
Ale kiedy zaczelismy ogladac, to najpierw bylo przypuszczenie mlodziezy, ze
sie plyta zepsula, bo nie ma kolorow. Gdy wytlumaczylem, ze tak kiedys
wygladaly filmy, zdumienie bylo bezbrzezne, a informacje o tym, ze jak
bylem dzieckiem, to mielismy tylko czarno-bialy telewizor, panstwo uznali
za kolejny zart tatusia. Podobnie jak opowiesci mamy o zbieraniu puszek po
piwie, spedzaniu czasu na trzepaku czy o tym, ze spiker czytal program
telewizyjny. Wielkim przezyciem byly odwiedziny w budce telefonicznej,
kasete magnetofonowa ogladaly jak staroegipski artefakt, podobnie telefon z
tarcza. Sluchaly z wypiekami na twarzyczkach historii o tym, jak tatus
odpalal malucha kijem od szczotki, i przyjmowaly zapewnienia, ze syrenka
byla samochodem, nie zabawka.
Nie musze dzieciom opowiadac o dwoch latach spedzonych w Afryce, rownie
egzotyczne jest moje dziecinstwo na warszawskich podworkach. Po pierwsze –
drogie dzieci – byly otwarte. Moglem pedzic na skroty, przechodzic przez
bramy, klatki schodowe i piwnice, a na tylach Franciszkanskiej, tam, gdzie
dzisiaj jest elegancki hotel, wychodzily okna centrali handlu
zagranicznego. Przez kraty buchal dym papierosowy, a jak sie usmiechnelo do
pan, to dawaly niepotrzebne juz katalogi drukowane na blyszczacym i ciezkim
papierze, ktore potem tatus sprzedawal na makulature i mial na oranzade w
proszku. Co to bylo oranzada w proszku? Juz tlumacze” A mowilem wam, ze
rano czekala pod drzwiami butelka mleka? I jeszcze à propos tej makulatury,
normalnie wchodzilo sie do domow i pukalo do kazdych drzwi, a ludzie dawali
stare gazety. Nie oszukuje, serio! I nawet mialem taczki pozyczone od
dozorcy, ktorymi przewozilem zdobycze.
No, i najlepszy numer, nie bylo czekolady, naprawde, nie zmyslam. No nie
bylo. Byly produkty czekoladopodobne. Co to bylo? Hm, jak by wam to
wytlumaczyc?
Marcin MELLER

CZY PRZESTRZENIE ZAMKNIETE MUSZA ZABIJAC?
Mysle ze najwazniejszym aspektem calej sprawy jest poruszony przez
jednego z czytelnikow tzw Safety Culture. Kazdy chyba slyszal
historyjki o tym jak facet spada z dzwigu (czy innej wysokosci) i
zaloga po fakcie kladzie kolo niego kask i zmienia mu obuwie na
safety. Tak jakby to mialo mu cos pomoc przy tym upadku. Rozchodzi
sie jednak o cos innego – jesli facet nie pracowal w safety shoes,
jesli zaden przelozony mu na to nie zwrocil uwagi, to moze i byly
zaniedbania w innych aspektach pracy na statku. Jak zwykle wszystko
sie zaczyna od drobnych rzeczy – np. kto nigdy nie podkoloryzowal
godzin pracy niech pierwszy rzuci kamieniem. Niestety – ale wiekszosc
z nas stara sie takie sprawy jakos tumaczyc. Ludzie wyszukuja
usprawiedliwien dla cheslist wypelnianych po fakcie, dla
podrasowanych kart pracy (i wypoczynku!), dla prac wpisanych w PMS a
nie wykonanych w rzeczywistosci. Od tego sie niestety zaczyna.
Niedawno, wychodzac z tanku w maszynie (przy inspekcjji DNV GL)
zauwazylem 3-go mechanika pracujacego kolo agregatu. Bylo kolo 12.15 a
wiec musial byc wyrwany z przerwy na lunch do jakiejs awaryjnej
sprawy. Pracowal w krotkich spodenkach i japonkach (gole stopy) a
kolo niego C/E w kombinezonie. Zanim inspektor wylonil sie z
tanku podskoczylem do C/E i kazalem wyrzucic 3-enga z tego miejsca –
podpierajac sie wlasnie wychodzacym inspektorem. Ale taka sytuacja
nie powinna w ogole miec miejsca – szef dzialu maszynowego sam
powinien nie dopuscic takiego czlowieka do pracy. Wymowka byl pewnie
czas, moze szybkosc dzialania. Najistotniejsze – ze jakas wymowka
byla. Niestety – jak to mowia – uda sie 99 razy a za 100 cos sie
stanie.
Tyle od strony czynnika ludzkiego – ale nasze kompanie tez maja w tym
swoj udzial. W wiekszosci firm work permits to jedna strona do
wypelnienia, ale bylem w jednej firmie gdzie taki permit mial 3
strony. Podpisywali sie wszyscy, lacznie z kapitanem, c/e (ktory byl
safety oficerem) oraz c/o. W tejze firmie C/E robil safety inspekcje
co tydzien. Wiekszosc z nich polegala na wypisaniu papieru z notatka
„bez uwag”. Firma sie zorientowala ze cos jest nie tak, jak na statek
z seria inspekcji „b/u” przyszlo PSC czy inny audyt i znalazl mase
deficiency. Wprowadzila wtedy zarzadzenie, ze inspekcje bedzie robil
razem z C/E… kapitan.
Wspomniane inspekcje moze robic i pol zalogi – jak nie bedzie Safety
Culture to beda one zawsze „b/u”. Tak samo z permitami – moga miec i
5 stron do wypisywania a podpisywac sie moze nawet i kucharz – jak
nie bedzie Safety Culture to nie bedzie to mialo znaczenia.
Niestety, manuale na statku rozrastaja sie do niebotycznych rozmiarow
– w ten sposob firma robi wlasne CYA (cover your ass). Zalogi sa
redukowane do minimum, obowiazkow przybywa. Zadne checklisty, risk
asessmenty, toolboxy czy safety postery tego nie zmienia.
Ja mam wlasny sposob jak podniesc safety culture na statku w kwestii
przestrzeni zamknietych. Pierwszego drilla z Rescue From Tanks robie
w ten sposob, ze kaze otworzyc najprostrzy Void Space z wejsciem „na
wprost”. Kazdy zaklada aparat oddechowy i ma tylko wejsc i wyjsc z
void space’u. Jesli 2-3 osoby z zalogi zrobia to w rozsadnym czasie
to odtrabiam sukces. Okraszam drilla komentarzem, ze wszyscy teraz
widza po jakim czasie pomoc moze WEJSC przez relatywnie prosty
manhole, nie mowiac juz o poruszaniu sie w aparacie oddechowym
wewnatrz zbiornika i udzieleniu pomocy osobie w potrzebie. I jak
wazne jest przygotowanie przestrzeni zamknietej do pracy – wlasnie po
to zeby uniknac Rescue from Tanks.
Egon OLSEN

SPORT
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego „Rzeczpospolitej”
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)

-Polscy koszykarze coraz blizej mistrzostw swiata
Koszykarska reprezentacja Polski wygrala w wyjazdowym meczu z Holandia
105:78 (27:18, 26:19, 26:24, 26:17) w meczu 3. kolejki drugiej rundy
kwalifikacji do mistrzostw swiata.
Polakow czekaja jeszcze trzy mecze w grupie J, ktorej obecnie
bialo-czerwoni lideruja. Polscy koszykarze zagraja jeszcze z Wlochami u
siebie, z Chorwacja na wyjezdzie i Holandia u siebie. Dwie pierwsze ekipy
rywalizuja z Polakami o awans.
W meczu z Holendrami Polacy prowadzili od pierwszej kwarty. Dobrze w
polskiej druzynie spisywali sie Adam Waczynski i Aaron Cel, a takze Maciej
Lampe i A.J. Slaughter. W ekipie Holendrow najlepiej prezentowal sie
Charlon Kloof.
W czwartej kwarcie na parkiecie w ekipie bialo-czerwonych pojawili sie
debiutanci: Michal Nowakowski i Lukasz Kolenda.
Koszykarskie mistrzostwa swiata odbeda sie w 2019 roku w Chinach.
(arb)

-Bartosz Kurek odchodzi ze Stoczni Szczecin
„Bartosz Kurek nie jest juz siatkarzem Stoczni Szczecin. Umowa miedzy
atakujacym oraz klubem zostala rozwiazana za porozumieniem stron.
Dziekujemy Bartkowi za znakomita gre oraz zaangazowanie i zyczymy sukcesow
w dalszej karierze sportowej” – poinformowal klub ze Szczecina.
O problemach wewnatrz klubu mowilo sie od dluzszego czasu. Wladze Stoczni
mialy problem z regularnym wyplacaniem pensji zawodnikom.
– Informujemy, ze siatkarski klub Stocznia Szczecin oczekiwal od Miasta w
trybie pilnym dodatkowych 300 tys. zl, ktore mialy byc przeznaczone na
splate dwumiesiecznej pensji jednego z czolowych zawodnikow. Oczekiwanie,
ze Miasto bedzie oplacac kontrakt jednego z graczy pozostawiamy ocenie
opinii publicznej – poinformowali przedstawiciele Urzedu Miasta w
Szczecinie.
– W ciagu ostatnich trzech lat siatkarski klub otrzymal od Miasta niemal
3,4 mln zl. Tylko w biezacym roku 1,2 mln zl. Srodki przyznawane sa w
ramach corocznych konkursow. Przyznanie dodatkowych pieniedzy poza tym
trybem jest niemozliwe. Jednoczesnie, dla porownania chetnie poznamy
zaangazowanie finansowe innych partnerow klubu – poinformowano.
Kurek podpisal kontrakt ze Stocznia Szczecin w czerwcu. Wczesniej byl
zawodnikiem tureckiego Ziraatu Bankasi Ankara.
(pmal)
(Dzien dobry -tu Polska” oprac. na podstawie „Gazety Wyborczej”, „Przegladu
Sportowego”, „Rzeczpospolitej”,
„Polityki”,”Newsweeka” TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *