Dzien dobry – tu Polska – piątek, 15 lutego 2019

DZIEN DOBRY- TU POLSKA
Rok XVI nr 44 (5076) 15 lutego 2019 r.
Haslo dnia: ZIMA WASZA- WIOSNA NASZA!

Polacy pomagali Niemcom zabijac Zydow!
-powtorzyl wczoraj premier Izraela, tym razem w Warszawie.
Na wlasne oczy widzialem i moge zeznac do protokolu, ze to prawda- Wasz:
Gargamel Prawdolubny

STRONA INTERNETOWA: http://gazetka-gargamela.eu/
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/
http://MyShip.com

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac,
jak rowniez dokuczyc Gargamelowi – MAILUJ abujas12@gmail.com

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:
(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):
Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.
Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452
(format IBAN)
wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479
(format IBAN)
wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504
(format IBAN)
BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka
Konieczny dopisek „MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA”
Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER,
numer KRS 0000124837
cel szczegolowy: MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA
Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal
siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac
koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl
banner „wesprzyj nas”.

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.
Dolar: 3.8516 PLN Euro: 4.3394 PLN Frank szw.: 3.8516 PLN9 Funt:
4.9429 PLN Gielda 14.02.2019 r. godz. 17.00 WiG 59480.27 (+0.22%)
WiG30 2659.65 (+0.41%)
Kantor Baltyk-Bis Gdynia SKUP- Dolar: 3.77 PLN Euro: 4.26 PLN
Funt: 4.83 PLN
Kantor JUPITER As Szczecin SKUP- Dolar: 3.73 PLN
Euro: 4.22 PLN Funt: 4.86 PLN

Pogoda w kraju
Bardziej wiosennie niz zimowo. Temperatura moze wzrosnac do 10 stopni C, a
niebo bedzie przewaznie pogodne.

Na dobry dnia poczatek
————————–
WALENTYNKOWO
Dawniej sie ludzie pitigrilili,
Gdy chlopak miete czul do dziewczynki.
Mogl wyznac milosc w dowolnej chwili.
Dzisiaj potrzebne sa Walentynki.

Kiedys Romeo to nie byl frajer,
Julii oswiadczal sie na spacerze.
Dzisiaj zmienily sie obyczaje:
Milosc wyznaje sie na twitterze.

Dawniej chlop babie czynil wyznanie,
Dzis jakosciowa nastala zmiana:
Julka wyznaje milosc Romanie,
Romek oglasza: kocham Juliana.

Dzis, gdy chlop glowe traci dla kiecki,
Skok w bok z dziewucha ujdzie na sucho,
Ja pozostane ciut staroswiecki:
KOCHAM CIE – zonie szepne na ucho.
————–
Wojciech DABROWSKI

„Cnote straciismy, rubelka nie zarobilismy”…
TO WIELKIE NIESZCZESCIE DLA POLSKI!
Nieszczescia, ktore wydarzyly sie podczas dwudniowej konferencji
bliskowschodniej w Warszawie, byly co najmniej dwa: biczowanie Iranu i
polajanki USA skierowane do Unii Europejskiej – mowi dr Piotr Lukasiewicz,
byly ambasador w Afganistanie i analityk Global.Lab.
– Jestem zalamany! Jeszcze wczoraj mialem jakies nadzieje, ze wydzwiek
spotkania bedzie bardziej wywazony. A tu w co drugim zdaniu padal „Iran”.
Polska stala sie niefortunna platforma do antyiranskiej retoryki
konfrontacyjnej. Tam przeciez padaly zawoalowane wezwania do wojny, co
najmniej dyplomatycznej.
Wina naszej dyplomacji?
– Nasza dyplomacja starala sie lagodzic te wymowe i zapewnic Iran o checi
dialogu. Nie dopuscila chocby do glosu iranskiej pseudo-opozycji,
zagrzewanej do walki przez Rudy Giulianiego – zdziwaczalego lobbysty
krecacego sie przy prezydencie Trumpie. Ale spelnila sie obawa, ze polscy
dyplomaci nie powstrzymaja festiwalu oskarzen wobec Iranu. Slowa sekretarza
stanu Pompeo, ze nie da sie rozwiazac sytuacji na Bliskim Wschodzie bez
konfrontacji z Iranem – to przeciez sa werble wojenne. Bardzo zle, ze sie
to w Polsce odbywa.
Co gorsza, podczas konferencji zakradly sie jeszcze polajanki wobec Europy.
– To druga czesc tego nieszczescia. Amerykanski wiceprezydent opowiada
otwarcie gorzkie rzeczy wobec Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec w Polsce,
ktora jest czescia Unii Europejskiej i od ktorej zalezy nasz dobrobyt i
bezpieczenstwo. Rozbija jednosc Unii, podlewajac to jeszcze jakims
ewangelikalnym sosem religijnym. Tu trzeba uzyc mocnych slow, mowic, jak
jest, bo nie ma sie co juz bawic w niuanse. Na zniuansowany przekaz mialem
nadzieje wczoraj – ze jednak Amerykanie beda chcieli spotkac sie z Unia w
sprawie Iranu w polowie drogi. Dzisiaj postawili na konfrontacje, pompujac
przy okazji polskie mocarstwowe fantazje.
Dlaczego jest to nieszczescie?
– Po pierwsze, Amerykanie wciagneli nas w niebezpieczna sytuacje na Bliskim
Wschodzie, zmuszajac do opowiedzenia sie po jednej stronie. Dzisiejsza
retoryka amerykanska powtarza retoryke wobec Iraku w latach 2002-03, kiedy
mowiono o „sponsorowaniu terroru”, prac do interwencji w imie „globalnej
wojny z terrorem” Busha. Po drugie, zapowiedz, ze Amerykanie beda zwalczali
niemieckie czy francuskie mechanizmy podtrzymujace wykonanie porozumienia
nuklearnego, stawia nas w opozycji do glownych panstw europejskich [UE nie
zerwala porozumienia nuklearnego z Iranem tak jak USA – przyp. red.]. Z
Europa mozemy walczyc sobie do woli o konstytucje czy przestrzeganie prawa,
bo to nasze, niezbyt interesujace dla swiata sprawy. Jednak ustawianie sie
przeciwko UE w obszarze polityki zagranicznej jest dla nas zgubne, bo
dotyka spraw, na ktorych im autentycznie zalezy. Wiem, krytycy UE zaraz
przypomna sprawe Nord Stream 2, ale to jednak inne kategorie niezgody.
Kancelaria premiera Izraela zatweetowala, ze panstwa Bliskiego Wschodu
siedza razem i rozprawiaja o wojnie z Iranem. Tweet zostal wykasowany,
zastapiono go mniej bojowym. Nie wiadomo, czy byla to pomylka tlumacza, czy
kawalek kuchni konferencji.
– Wlasnie takie pomylki ida w swiat i przesadzaja o charakterze wydarzen. I
jeszcze wiceprezydent USA Pence, ktory atakuje panstwa UE. Co z tego, ze
oswiadczenie koncowe jest lagodne, skoro przeczyta je tylko kilku
dyplomatow?
Polska bedzie teraz wystepowac w kontekscie konfliktu na Bliskim Wschodzie?
– Jako platforma amerykansko-saudyjsko-izraelskiej idei konfrontacji –
niestety. Pomimo poczatkowego optymizmu, ze bedzie to prestizowa
konferencja, poszlismy w najgorszym kierunku: antyiranskim i
antyeuropejskim. Dobrze, ze w czasie konferencji prasowej min. Czaputowicz
probowal bronic europejskiego podejscia, ale korekta, jaka natychmiast
otrzymal od Pompeo, byla nie na miejscu.
Ale moze chociaz wizy bedziemy mieli? Stale bazy amerykanskie?
– Poruszanie kwestii wizowych podczas spotkania bylo niefortunne. To ciagle
dopraszanie sie, meczace i nieprzynoszace chluby powaznemu panstwu. Kwestia
baz? Mike Pence zbagatelizowal te sprawe w wywiadzie dla Polsatu. Pytany,
kiedy bazy, odparl, ze bedziemy o tym dyskutowac jeszcze „awfully long
time”. Strasznie dlugo… Wniosek? Cytujac cichego kreatora polskiej
polityki zagranicznej, czyli prezesa Kaczynskiego: „Cnote stracilismy,
rubelka nie zarobilismy”.
Marta TOMASZKIEWICZ

Netanjahu znow nadaje..
„POLACY POMAGALI NIEMCOM ZABIJAC ZYDOW”
– Narod polski wspolpracowal z nazistowskim rezimem w zabijaniu Zydow w
ramach Holokaustu – mial powiedziec premier Izraela Benjamin Netanjahu.
Jego wypowiedz z wczorajszej wizyty w Muzeum Historii Zydow Polskich –
POLIN cytowal „The Jerusalem Post”. Netanjahu uczestniczy w organizowanej w
Warszawie konferencji bliskowschodniej.
Informacje na temat wypowiedzi premiera Izraela podaly najpierw izraelskie
media. – Polacy wspolpracowali z nazistami i nie znam nikogo, kto zostalby
pozwany za tego typu twierdzenie – cytuje slowa Netanjahu „The Jerusalem
Post”.
Przypomnijmy, ze rok temu stosunki Warszawy z Izraelem zaognila dyskusja na
temat nowelizacji ustawy o IPN, ktora przewidywala kary za szkalowanie
narodu polskiego m.in. w kwestii udzialu Polakow w Holokauscie.
Dopiero w czerwcu 2018 roku rzad wycofal sie z pomyslu. Premier Polski
Mateusz Morawiecki i premier Izraela Benjamin Netanjahu podpisali wowczas
deklaracje potepiajaca „wszelkie formy antysemityzmu” oraz „dajaca wyraz
zaangazowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawow”. Oba rzady
zadeklarowaly rowniez odrzucenie antypolonizmu oraz innych negatywnych
stereotypow narodowych.
Wypowiedz izraelskiego premiera wywolala zrozumialy szok w polskim rzadzie.
Podobno premier Morawiecki nosi sie z zamiarem odwolania planowanej na
przyszly tydzien wizyty w Izraelu.

Gerald Birgfellner:
KACZYNSKI NAKLONIL MNIE DO WRECZENIA KSIEDZU 50 TYS.ZLOTYCH
Austriacki biznesmen, ktory mial przygotowac projekt budowy wiezowca przy
ul. Srebrnej 16, zeznal w prokuraturze, ze prezes PiS naklonil go do
wreczenia 50 tys. zl ksiedzu zasiadajacemu w radzie fundacji, ktora jest
wlascicielem spolki Srebrna – informuje dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”.
Gerald Birgfellner zeznania zlozyl 11 lutego przed prokurator Renata
Spiewak. „Gazeta Wyborcza” publikuje ich tresc.
Z zeznan Austriaka wynika, ze w lutym 2018 r. Jaroslaw Kaczynski, w imieniu
Instytutu Lecha Kaczynskiego, podpisal uchwaly sporzadzone przez kancelarie
Baker McKenzie, ktore dotyczyly m.in. zgody na zaciagniecie kredytu na 300
mln euro i rozpoczecie inwestycji.
„Przy czym chcialbym jeszcze powiedziec, ze Jaroslaw Kaczynski powiedzial
mi, ze musi miec jeszcze podpis ksiedza, ktory jest czlonkiem rady tej
fundacji, ale powiedzial, ze zanim ten ksiadz podpisze, to trzeba mu
zaplacic. Chodzi o pana Rafala Sawicza” – przytacza zeznania Birgfellnera
„Gazeta Wyborcza”.
Jaroslaw Kaczynski mial powiedziec, ze trzeba zaplacic ksiedzu 100 tys. zl.
„Powiedzialem, ze nie mam takich pieniedzy i musze je wylozyc z wlasnej
kieszeni, i moge zebrac 50 tys., a reszte zaplacimy mu, jak dostaniemy
kredyt, a ja otrzymam swoje honorarium” – mial zeznac austriacki biznesmen.
Powiedzial, ze pieniadze podjal z prywatnego konta w Banku Pekao SA.
„Wyborcza” podaje, ze do zeznan dolaczono wydruk z konta z adnotacja o
pobraniu gotowki 7 lutego 2018 r. Pozniej Austriak mial zaniesc pieniadze w
kopercie na Nowogrodzka. Swiadkiem tego miala byc jego zona, powiazana
rodzinnie z Kaczynskim – wynika z nieoficjalnych informacji „Gazety
Wyborczej”.
„W nawiazaniu do dzisiaj opublikowanych fragmentow zeznan Geralda
Birgfellnera przez >>GW<< uprzejmie informuje, ze nie wynika z tych
fragmentow, aby moj Mocodawca mial pewnosc, ze pieniadze trafily do Ks.
Rafala Sawicza. A tak sugeruje podtytul artykulu" – napisal na Twitterze
Roman Giertych.
—————————
Kim jest ten ksiadz, ktoremu Birgfellner mial przekazac 50 tys. zl?
Okazuje sie, ze przez Kosciol jest on uznany za tzw. duchownego
zaginionego Przedtem Rafal Sawicz mial byc rzekomo wikarym w parafii sw.
Urszuli Ledochowskiej w Gdansku-Chelmie. Dziennikarzy poinformowano ich
jednak, ze Sawicz "porzucil stan duchowny". Zapytane o dokladne powody
odejscia, osoby zwiazane z parafia twierdzily, ze "najciemniej bywa pod
latarnia".
Rafal Sawicz – okazuje sie- byl czlowiekiem blisko zwiazanym z abp.
Tadeuszem Goclowskim – jednym z fundatorow Instytutu im. Lecha Kaczynskiego
i zasiadal w jej radzie do swej smierci w 2016 roku. Z racji na
nienajlepszy stan zdrowia arcybiskupa, w 2008 roku abp. Slawoj Leszek Glodz
wyznaczyl ksiedza Sawicza do opieki nad Goclowskim.
– Sawicz nosil glowe wysoko, o nic poprosic go nie mozna bylo, niechetnie
podawal sluchawke biskupowi – twierdzi w rozmowie z "Wyborcza" jeden ze
znajomych abp. Goclowskiego. Obecnie, gdanscy duchowni nie wiedza gdzie
znajduje sie Sawicz. Jak podkreslaja, "pewnego dnia postanowil sobie pojsc
i nie jest juz duchownym katolickim".
Po smierci Goclowskiego, abp Glodz przeniosl Sawicza do parafii sw. Urszuli
Ledochowskiej w Gdansku-Chelmie. Jak twierdzi jeden z rozmowcow "GW",
Sawicz nie zgodzil sie na te warunki i "postanowil odejsc".
W 2017 roku, Sawicz zostal czlonkiem rady Instytutu im. Lecha Kaczynskiego.
– Ta nominacja jest bardzo zastanawiajaca. W tym czasie Sawicz byl juz
ksiedzem ukrywajacym sie przed Glodziem albo uwazal sie za osobe swiecka –
uwaza jeden duchownych, do ktorego dotarla "Wyborcza".

Kaczynski spotkal sie z Ziobra.
OPRACOWUJA STRATEGIE W SPRAWIE WIEZ ?
Jak podaje "Fakt", we wtorek po poludniu Jaroslaw Kaczynski spotkal sie w
budynku Ministerstwa Sprawiedliwosci ze Zbigniewem Ziobra. Rozmowa – jak
tlumaczyla Beata Mazurek – dotyczyla ustaw, ktore maja byc kierowane do
Sejmu "z uwagi na roznice zdan pojawiajace sie w naszym srodowisku na ich
temat".
Spotkanie szefow partii sojuszniczych nie jest niczym zdroznym. Maja prawo
omawiac sprawy ustaw czy innej wspolnej polityki. Ale dzis mamy sytuacje, w
ktorej spotkali sie de facto nie szefowie partii, ale prokurator z osoba,
ktora za chwile moze miec status podejrzanej. A przynajmniej ten status sie
wazy.
Zbigniew Ziobro jest nie tylko szefem wszystkich prokuratorow. Ma
uprawnienia do wydania kazdej decyzji w dowolnej sprawie, ktora jest w
gestii prokuratury. Moze polecic postawienie Jaroslawowi Kaczynskiemu
zarzutow albo odmowe wszczecia postepowania. Albo wszczecie postepowania "w
sprawie" i prowadzenie jej w dowolnym kierunku. Na przyklad takim, ze
austriacki biznesmen zlozyl falszywe doniesienie. Tak sie skonczyla sprawa
z sedzim Wojciechem Laczewskim, ktory zlozyl doniesienie o prawdopodobnym
wlamaniu na jego konto na Facebooku, a prokuratura chce mu stawiac zarzut
falszywego doniesienia.
W tej sytuacji spotkanie Jaroslawa Kaczynskiego z prokuratorem Ziobra moze
byc przez opinie publiczna odebrane jako narada na temat strategii
prowadzenia sprawy o mozliwe zlamanie prawa w zwiazku z budowa K-Towers. To
wysoce niestosowne.
Prezes juz zreszta za poprzednich rzadow PiS wykazywal tendencje do
zainteresowania, a moze tez ukierunkowywania sledztw, by przypomniec slynne
przewiezienie mu do siedziby partii przez prokuratora Ziobre akt sledztwa
mafii weglowej.
Nie wiadomo, o czym teraz rozmawiali panowie Kaczynski i Ziobro. Ale
wiadomo, ze Ziobro ma Kaczynskiego w garsci tak dlugo, jak dlugo jego
prokuratura prowadzi sprawe dwoch wiez. Moze negocjowac warunki. A zblizaja
sie wybory i ludzie Ziobry moga dostac lepsze lub gorsze miejsca na listach.
Ewa SIEDLECKA

Olsen w sprawie Parafiady:
REGULA ZAANGAZOWANIA
Odpowiadajac na pytania Karola chcialbym poruszyc 3 kwestie zauwazone
przeze mnie podczas pracy na morzu:
1) jak zaczynalem swoja prace, a takze podczas kolejnych lat jej trwania,
sporo ludzi przeze mnie poznanych mowilo mi, iz raczej dokonalem zlego
wyboru idac na morze. Ze mozna w obecnych (tamtych) czasach zarabiac dobrze
w innych zawodach, ze to juz nie to co kiedys plywanie kiedy za jeden rejs
mozna bylo kupic samochod czy mieszkanie. Z czasem zaczalem spotykac ludzi
ktorzy mowili, ze jeszcze moje pokolenie sie zalapalo na dobra koniunkture,
ale nowe juz na to nie ma szans, gdyz jako Junior Oficerowie maja coraz
wieksza konkurencje ze strony Filipinczykow i Ukraincow (Senior Oficerowie
czyli Management to wciaz czesto Polacy).
2) z moich obserwacji wynika, iz jest spore rozczarowanie na statkach nie
tyle swoja praca, a swoim DZIALEM. Mechanicy zazdroszcza nawigatorom wacht
na mostku i "popijania kawy" oraz pracy w klimatyzowanym pomieszczeniu, na
co
nawigatorzy bronia sie setka godzin wypracowanych ponad to, co mechanicy
wypracowuja i zazdroszcza mechanikom daymanek, zwlaszcza w portach gdzie
oficerowie pracuja w systemie 6/6 a mechanicy maja 8h daymanki. To samo do-
kiedys z takim "zazdrosnym" 3mechanikiem (polakiem) eksperyment –
powiedzialem ze zalatwie mu prace na 3 dni. jego zadaniem bedzie siedzenie
na dziobie na polerze przez 8h dziennie (wachta 2ofa) i patrzenie w morze.
bedzie mogl spacerowac, ale zero gazet, ksiazek, manuali, smartfona etc.
moze miec termos z kawa i pic ile chce. szybko doszedl do wniosku ze
nietyczy zalogi szeregowej. Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma?
Przeprowadzilem kiedys z takim "zazdrosnym" 3mechanikiem (Polakiem)
eksperyment –
powiedzialem ze zalatwie mu prace na 3 dni. Jego zadaniem bedzie siedzenie
na dziobie na polerze przez 8h dziennie (wachta 2ofa) i patrzenie w morze.
Bedzie mogl spacerowac, ale zero gazet, ksiazek, manuali, smartfona etc.
Moze miec termos z kawa i pic ile chce. Szybko doszedl do wniosku ze nie da
rady, ze woli isc do maszyny…
3) Mimo poruszonych powyzej kwestii jednak osobiscie polecalbym prace na
morzu, z
zaznaczeniem iz nie jest ona dla wszystkich. Wymaga pewnych wyrzeczen, na
ktore nie wszyscy sa gotowi. Takze po stronie najblizszych. Nasza praca –
poza ciekawa tematyka, duza odpowiedzialnoscia i mozliwoscia zobaczenia
swiata i innych kultur – daje przede wszystkim gratyfikacje finansowa i
mozliwosc zycia na poziomie wyzszym niz przecietny. Juz swiezo upieczony
oficer moze liczyc na zarobek ponad 3k euro – co w systemie plywania pol-
na-pol daje ponad 6tys PLN miesiecznie (minus ewentualne ubezpieczenie) –
a w systemie 4/2 to ponad 8tys miesiecznie. Zaden absolwent innej szkoly,
swiezo po jej ukonczeniu (i praktyce) nie moze liczyc na takie zarobki,
chyba ze jest geniuszem w swojej dziedzinie.
Egon OLSEN

TONGA TONGA!
Powiedziec, ze patrzylismy tepo przed siebie, to nic nie powiedziec. Po
dwoch tygodniach ferii zimowych z umilowanymi potomkami (narty plus
objazdowka teutonskiej strefy kulturowej) powrocilismy szczesliwie do domu,
polozylismy aniolki i zaczelismy ogladac na Netflixie serial kryminalny
"Berlinskie psy". Chyba jest bardzo dobry, ale o tym przekonamy sie, jak
zejdzie z nas to otepienie i zabierzemy sie do pierwszego odcinka jeszcze
raz. Na razie cieszymy sie na powrot do pracy, zeby wreszcie troche
odpoczac.
Uboczny skutek intensywnej pracy rodzicielskiej na wychodzstwie byl taki,
ze prawie nie wiedzielismy, co sie dzieje w Polsce i na swiecie. Zwlaszcza
to pierwsze – bezcenne. Przez pierwsze dni probowalem jeszcze odpowiadac na
co wazniejsze e-maile, ale potem stwierdzilem, ze chrzanic to, jak ktos ma
naprawde cos bardzo waznego, to mnie dorwie po powrocie. Rozumowanie
poprawne, choc czasem ryzykowne, jak sie przekonalem juz dawno temu podczas
krecenia programu "Agent" w Portugalii.
Bylismy w jakims malowniczym miasteczku, ekipa nagrywala zawodnikow, a pan
prowadzacy, czyli Wasz ulubiony felietonista, nie mial nic do roboty.
Szefowa produkcji Ewa Leja zaproponowala wiec, bym przycupnal w sennej
kawiarence, zamowil sobie porto albo kawe (och, coz za piekielnie trudny
wybor!), a jak skoncza zdjecia, to mnie zgarna. Minela jedna godzina,
minela druga i chyba jeszcze kolejna, troche stracilem poczucie czasu, ale
sie nie przejmowalem, bo ksiazke mialem wciagajaca, zapasy porto raczej
nieograniczone, a, co najwazniejsze, wiedzialem doskonale, ze przeciez bez
prowadzacego nie pojada dalej. Tak mi sie przynajmniej wydawalo.
Zadzwonil telefon. Ewa. "Gdzie jestes?". "No tam, gdzie mnie zostawilas".
Po chwili ciszy wiele skrzydlatych slow wyfrunelo zza zagrody zebow pani
producentki, gdyz dzwonila juz z kolejnego planu, o jakies 100 kilometrow
dalej, hen, hen za gorami i w tym dokladnie momencie mieli zaczynac zdjecia
ze mna. Czyli moze jednak cos mnie ominie przez te ferie, ale stan
polodlaczenia wart wiele.
Kiedy juz zajrzalem do sieci, wzrok moj przykul tekst o wyspiarskim
Krolestwie Tonga, ktore wskutek zerwania podwodnego swiatlowodu na 13 dni
(ferie!) zostalo pozbawione internetu. Byly skutki powazne: brak lekow,
przekazow finansowych od rodzin, niemoznosc jakichkolwiek rezerwacji, w tym
pokoi hotelowych, nieczynne banki i bankomaty. Ale z drugiej strony nagle
wszyscy mieli mnostwo czasu. Bary pelne byly od rana imprezujacych i
integrujacych sie ludzi. Wszelki ruch z Facebooka, Instagrama, Twittera,
WhatsAppa etc. przeniosl sie do starej, poczciwej rzeczywistosci. Ludzie
lgneli do siebie, chcieli gadac. Jak w tych nie tak czestych knajpach,
ktore wywieszaja informacje: "Nie mamy wi-fi. Rozmawiajcie ze soba". Budzi
moj usmiech (czasem kwasny, bo akurat ko-niecz-nie musze sprawdzic cos w
sieci) na rowni z deklaracja wywieszona w restauracji w rzymskiej dzielnicy
Trastevere: "Jestesmy przeciwko wojnie i menu turystycznemu".
Tonga Tonga w wersji ultra pamietam z dziecinstwa. Stan wojenny znaczy.
Zaczelo sie niefajnie, bo przez pierwsze dni chodzilem z rodzicami po
Warszawie od mieszkania do mieszkania, zeby sprawdzic, kogo aresztowali.
Bylo mrozno i snieznie, dokuczal mi dotkliwy ziab, chcialem wracac do domu,
a tu jeszcze trzeba sprawdzic Janka, Michala, Piotrka i Jozka. Mlodziezy
przypominam, ze wylaczono telefony, wiec opcja dzwonienia odpadala. Ale
kiedy juz wiadomo bylo, kto siedzi, kto sie ukrywa, a kto nadal na
(wzglednej) wolnosci, zaczelo sie zupelnie fantastyczne zycie towarzyskie
moich rodzicow i ich znajomych. Wczesna godzina milicyjna powodowala, ze
ludzie non stop zostawali u siebie na noc. Brakowalo miejsc do spania,
goscie walili sie na podloge, z perspektywy swoich 13-14 lat bylem
absolutnie zachwycony tym, co widzialem i slyszalem: jedna wielka,
niekonczaca sie wspolnota umyslow, serc i poczucia humoru.
Nasz mazurski dom polozony jest w kotlince. Zasiegu prawie nie ma, a jak
pada deszcz, snieg albo z lak spelza mgla, to na bank nie ma. Czasem zeby
zadzwonic, musimy wyjsc na pobliska gore, co w listopadzie przy zawiei nie
jest najmilsza chwila dnia. Po internety, zeby popracowac, jezdzimy
niekiedy i kilka kilometrow, ale swiadomie nie postawilismy zadnego masztu.
Mowiac krotko, nasza podswiadomosc wola: o Tonga, Tonga!
Marcin MELLER

Fusy, plusy i minusy
POLSKIE BANANY
Michal Kolodziejczak, animator i przywodca Agro Unii, podczas ostatniego
protestu rolnikow przed Palacem Prezydenckim w Warszawie zapowiedzial:
"ruch partyzancki w calym kraju", a nastepnie wypuscil w powietrze dwa
biale golebie. I to jest prawdziwa nowa jakosc w zyciu politycznym kraju.
Nie jakas tam inteligencka Wiosna Biedronia czy partia ludzi z zacisnietymi
zebami ekonomisty Roberta Gwiazdowskiego, lecz partyzantka wiejska
ruszajaca na miasta z golabkami pokoju – to jest to, na co spoleczenstwo
czekalo!
Jak wiadomo, partyzantka nie moze skutecznie dzialac bez wsparcia ludnosci,
wiec chlopskie oddzialy partyzanckie beda musialy nawiazac porozumienie z
miejska nierzadowa ludnoscia cywilna, by sprawnie przeprowadzac akcje
skierowane przeciw okupantowi okopanemu w urzedach i ministerstwach. Na
razie nie wiadomo, jakie to maja byc akcje, ale raczej nie powinny to byc
blokady drog, bo utrudniaja one zycie jedynie zwyklym ludziom, prominenci i
tak pojada na sygnale okrezna trasa. Pewne sugestie, co do kierunkow
natarcia rolniczych sil partyzanckich daje wypowiedz przywodcy Agro Unii
dla "Rzeczpospolitej": "Chcemy ochronic nasz rynek przed naplywem towarow z
zagranicy. " To nieprawda, ze chcemy przyjmowac produkty ze Stanow, a
tych z Ukrainy juz nie, my chcemy bronic polskiego rynku nawet przed
produktami z UE". Takie postawienie sprawy moze nieco zaniepokoic ludnosc
miast, ktora pozbawiona "naplywu towarow z zagranicy" i zmuszona do
kupowania jedynie produktow z "flaga Polski" uzna zapewne, ze porozumienie
z chlopskimi zagonczykami raczej sie nie oplaca, zwlaszcza ze to oni biora
dotacje z Unii i nie dziela sie nimi z miastowymi.
Czekamy zatem po miastach na pojawienie sie zorganizowanych oddzialow i na
razie przypominamy sobie wazne lektury: "Pon sie boja we wsi ruchu./ Pon
nos obsmiwajom w duchu./ – A jak my, to my sie rwiemy/ Ino do jakiej
bijacki./ Z takich, jak my, byl Glowacki./ A, jak mysle, ze panowie/ Duza
by juz mogli miec,/ Ino oni nie chcom chciec!". Za to rolnicy
Kolodziejczaka chca chciec. W koncu chlop potega jest i basta! Przywiezie
wlasne banany do miasta.
Red ZASTEPCZY J.K.

SPORT
( Teksty w tej rubryce sa prezentem Dzialu Sportowego "Rzeczpospolitej"
dla Czytelnikow gazetki na morzu, jako wyraz wspierania Marynarskiego
Pogotowia Gargamela)

-Spiew przez caly mecz
Bramkarz Krzysztof Kaminski, jedyny polski pilkarz w lidze japonskiej, o
popularnosci futbolu, sprzataniu szatni i golu, ktory strzelil mu Andres
Iniesta.
Japonia to nie jest oczywisty kierunek dla polskich pilkarzy.
-To prawda, ale pod wzgledem organizacyjnym jest to naprawde wysoka polka.
Przyjechali tu Andres Iniesta, Lukas Podolski, Fernando Torres, ostatnio
David Villa. Kolejni sa w kolejce, bo slyszalem plotki, ze do Japonii chca
przyjsc Yaya Toure i Arjen Robben.
Sportowo to byla niewiadoma, ale przynajmniej kraj bezpieczny i pieniadze
pewne.
-Nie bylo wielu informacji na temat tej ligi, staralem sie podpytac osoby,
ktore mialy wiedze o futbolu w Japonii. Slyszalem zachety, bardzo wiele
pozytywnych informacji. Juz po pierwszych zajeciach z druzyna nie mialem
watpliwosci, ze dobrze wybralem. Poziom rozgrywek jest wyzszy niz w Polsce,
organizacyjnie rowniez japonskie kluby wygladaja lepiej niz polskie. Jesli
chodzi o finanse, to bardzo atrakcyjny kierunek, a w dodatku Japonia to
swietne miejsce do zycia. Skupiam sie na pilce, ale kultura jest na tyle
ciekawa, ze w wolnych chwilach staramy sie z zona jak najwiecej zwiedzac.
Pamieta pan swoje pierwsze wrazenia po przyjezdzie?
-Kilka lat temu, gdy mialem wszystko na swiezo i moglbym wiecej powiedziec.
Teraz wszystko, co rzucalo sie w oczy, jest normalne i nie mysle w
kategoriach szoku kulturowego. Nie bylo latwo o komunikacje z zawodnikami,
nie zawsze angielski wystarczal, na szczescie od poczatku mialem tlumacza.
Gwiazdorzy ciesza sie takim samym zainteresowaniem jak w Europie?
-Sa traktowani z jeszcze wiekszym uwielbieniem. Wielu kibicow nie moglo
sobie pozwolic na wyjazdy do Europy. Teraz maja ich na miejscu, wiec sie
ciesza. Momentami mam wrazenie, ze tlumy wpadaja w taka ekstaze, jakby
widzialy bogow.
Jest pan ceniony przez kibicow, powstala nawet przyspiewka "Idz do niego
Kaminski"…
– Jestem jedna z twarzy druzyny i ciesze sie duzym szacunkiem. W ogole
ludzie nas tutaj bardzo doceniaja. Przyspiewka juz od dawna towarzyszy mi
na trybunach. Kibice przez caly mecz melodyjnie spiewaja. Kibicuje sie
calymi rodzinami. Liga dziala od 1993 r., na trybunach jest wielu ludzi w
podeszlym wieku, ktorzy zwiazali sie z druzyna na cale zycie i teraz
przyprowadzaja dzieci lub wnuki.
Zdarzaja sie jakies incydenty?
-Japonczycy sa kulturalni, trzymaja emocje na wodzy. Pamietam swoje
pierwsze spotkanie derbowe. Bylem ostrzegany, ze temperatura takich meczow
jest wyzsza, ze mozna sie spotkac z wrogoscia. Zapytalem: "Na czym to
polega?". Okazalo sie, ze podczas wjezdzania autokaru pod stadion mozna
uslyszec gwizdy. Od kiedy tu gram, zdarzyl sie chyba jeden incydent.
Podczas jakiegos derbowego meczu kibic rzucil w drugiego pusta puszka po
napoju. Tamto zdarzenie bylo szeroko komentowane, wiec widac, jakiego
kalibru jest tutaj "chuliganstwo".
A bardziej pozytywne przejawy kibicowania: koszulki klubowe, szaliki,
malowanie twarzy?
– Najpopularniejsze jest kupowanie gadzetow w klubowych sklepikach i
strojow. Kibice maja koszulke, brelok, plecak, portfel, poduszke z
wizerunkiem zawodnika. Najlepsi Japonczycy maja status porownywalny z
obcokrajowcami, takie nazwiska jak Shinji Ono, Keisuke Honda, Shunsuke
Nakamura wiekszosc Japonczykow zna, nawet jesli nie interesuja sie futbolem.
To Panu Iniesta strzelil swoja pierwsza bramke w Japonii. Mniej przykro,
jesli trafia Iniesta?
-To byla ladna bramka. Bylem bardzo podekscytowany mozliwoscia gry
przeciwko niemu. Zrobil swietne wrazenie. A bramka? Zrobilem, co moglem,
ale musze przyznac, ze jego zachowanie w tamtej sytuacji swiadczy o
wielkiej klasie.
Pilkarze Japonii zaimponowali nam tez tym, ze po odpadnieciu z mundialu
posprzatali szatnie i zostawili podziekowanie. Swoje sektory na stadionie
sprzatali tez kibice.
-Japonczycy sie dziwili, ze to jest odbierane jako cos niezwyklego. To nie
byla jednorazowa akcja. Po przegranym finale Pucharu Azji z Katarem tez
posprzatali i pozostawili podziekowania w trzech jezykach. To standardowe
zachowanie z ich strony. Tak samo dzieje sie w druzynach klubowych, nawet
po sparingach szatnia jest sprzatana i zostawiana w stanie, w jakim byla
przejeta. Wszyscy uwazaja, ze tak powinno byc, i sprzataja nie tylko
czlonkowie sztabu, kierownicy druzyny czy masazysci, ale pilkarze sie w to
wlaczaja. Takiego podejscia sa uczeni od poczatku pilkarskiego zycia. Tak
samo jest w osrodku treningowym. Kazdy ma przestrzen, o ktora dba, a jej
wyglad swiadczy o podejsciu do zawodu. Japonczycy uwazaja, ze jesli panuje
tam porzadek, to pilkarz traktuje obowiazki powaznie. Ludzie przywiazuja do
tego wielka wage.
Kiedy druzynie nie idzie, kibice w dalszym ciagu spiewaja na trybunach?
-Kiedy druzyna nie punktuje, mozna sie spotkac z delikatnymi gwizdami, ale
na ogol kibice staraja sie wspierac zespol, nie ma niecheci, raczej zycza
powodzenia, prosza o mobilizacje. Nikt nie bierze pod uwage tego, ze
zawodnik nie stara sie na treningu. To jest zakorzenione w ich mentalnosci,
ze jesli ktos sie do czegos bierze, to robi to na 100 procent, najlepiej
jak umie. Uwazaja, ze pilkarz idzie do dyskoteki, kiedy moze sobie na to
pozwolic i nawet moze napic sie alkoholu.
Dobrze panu w Japonii. A jakie plany na przyszlosc?
Mam kontrakt do konca 2019 r., liga gra systemem wiosna – jesien. W grudniu
koncza sie rozgrywki i zarazem wygasa kontrakt, ktory przedluzylem po
pierwszym roku wystepow w Japonii. Oby ten sezon byl jak najlepszy, aby w
grudniu moc przebierac w ofertach.
Rozmawial:
Lukasz MAJCHRZYK
(Dzien dobry -tu Polska" oprac. na podstawie "Gazety Wyborczej", "Przegladu
Sportowego", "Rzeczpospolitej",
"Polityki","Newsweeka" TVN24 i OnetPl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *