Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 9 lutego 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 39 (5312) 9 lutego 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

– Co za skok! Duplantis poprawil w Toruniu rekord swiata
Armand Duplantis wielkim bohaterem mityngu Orlen Copernicus Cup!
Reprezentant Szwecji pobil absolutny rekord swiata w skoku o tyczce.
20-latek w drugiej probie uzyskal 6,17 m i poprawil historyczne
osiagniecie, ktore do tej pory nalezalo do Francuza Renauda Lavillenie
(6,16).
Skok o tyczce ma nowego krola. Tak wysoko nikt dotad nie skoczyl w hali,
ani na stadionie. Armand Duplantis stal sie podwojnym rekordzista swiata
w Toruniu przeskakujac tyczke na wysokosci 6,17 metra.
Duplantis probowal pobic rekord swiata w mityngu w D�zsseldorfie, ktory
odbywal sie w ostatni wtorek. Trzy razy atakowal 6,17 metra i trzy razy
stracil poprzeczke. W Toruniu latwo pokonywal kolejne wysokosci, a od
5,72 skakal sam, gdy rywale juz odpadli. Pobil rekord mityngu skaczac
5,92 metra, ale to dla niego bylo malo.
W pewnym momencie poprzeczka powedrowala na 5,17 metra. Za pierwszym
razem Duplantis stracil ja noga. Za drugim pokonal te wysokosc. – Nie
zrobilbym tego bez waszego wsparcia. To wielki rok, olimpijski, i
swietnie go tak rozpoczac – cieszyl sie 20-letni Szwed. Jego skok
podziwial w Arenie Torun komplet publicznosci.

-Pogon Szczecin po 72 minutach przegrywala w Plocku 0:2 i grala bardzo
slabo. W koncowce jednak sie obudzila i wygrala z Wisla 3:2. To byl mecz
niesamowitych zwrotow akcji, a piec minut wystarczylo, zeby odmienic
jego losy.
– Najwiekszy wygrany zimowych przygotowan? Caly zespol – tryskal
optymizmem przed pierwszym wiosennym spotkaniem trener portowcow Kosta
Runjaic.
Dobry nastroj szkoleniowca Pogoni nie udzielil sie jednak wszystkim
kibicom, poniewaz wyjsciowy sklad na niedzielny mecz wygladal
przecietnie. Brakowalo przede wszystkim sprzedanego do Stanow
Zjednoczonych napastnika Adama Buksy oraz dochodzacego do siebie po
urazie kreatywnego pomocnika z Bosni i Hercegowiny Zwonimira Kozulja. Na
szpicy od pierwszej minuty zagral Michalis Manias, ktory jesienia
wylacznie rozczarowywal.
Co ciekawe – Grek do siatki trafil juz w 9. minucie, ale jego trafienie
ucieszylo tylko fanow” Wisly. Po dosrodkowaniu z rzutu roznego strzal
Giorgiego Merebaszwilego odbil sie od Maniasa i zupelnie zmylil
bramkarza Pogoni. Dante Stipica nie mial zadnych szans i gospodarze
szybko wyszli na prowadzenie.
Szczecinianie odpowiedzieli po kwadransie kapitalnym wolejem z dystansu
Damiana Dabrowskiego. Pilka trafila jednak w poprzeczke. I to wszystko,
co mozna bylo napisac dobrego o grze Pogoni w pierwszej polowie.
Agresywna postawa Wisly zupelnie rozbroila portowcow, ktorzy nie mieli
jakiegokolwiek pomyslu na zaatakowanie rywala. Chaotyczne podania,
strzaly na wiwat, proste straty – trudno bylo o optymizm.
Wisla tez nie zachwycala, ale na tle Pogoni wygladala znacznie lepiej i
gdyby miala nieco wiecej szczescia, to jeszcze przed przerwa mogla
podwyzszyc prowadzenie. Plocczanie bez pomocy Maniasa mieli jednak
problemy z celnym uderzaniem na bramke Dantego Stipicy.
W drugiej polowie obraz gry sie nie zmienil, a gdy w 72. minucie Jakub
Rzezniczak podwyzszyl prowadzenie gospodarzy na 2:0, to wydawalo sie, ze
mecz jest rozstrzygniety. Nie bylo zadnych racjonalnych przeslanek, zeby
twierdzic, ze Pogon jeszcze podniesie rekawice.
Ale niedlugo potem z rzutu karnego do siatki trafil Srdjan Spiridnovic i
zaczely sie dziac rzeczy nieslychane. Portowcy nabrali wiatru w zagle i
gole rezerwowych Pawla Cibickiego oraz Marcina Listkowskiego daly Pogoni
niespodziewane zwyciestwo. Pilka nozna znowu okazala sie brutalna, ale
tym razem dla zawodnikow z Plocka, ktorzy przez 77 minut mieli wszystko
pod kontrola, a wygrana wypuscili z rak w kilka minut.

-Skazywana na pozarcie Lechia Gdansk do ostatnich sekund prowadzila we
Wroclawiu ze Slaskiem, ale ostatecznie mecz zakonczyl sie remisem 2:2.
Oba gole dla gosci zdobyl Flavio Paixao, ktorego juz niedlugo wspomoze w
ataku Lukasz Zwolinski.
Pierwsze minuty spotkania zdecydowanie nalezaly do Conrado. Najpierw
zostal on przez jednego z rywali przywitany na polskiej ziemi ostrym
atakiem, potem sprawdzil sie w pojedynku z innym szybkobiegaczem Lubambo
Musonda, az w koncu… wypracowal bramke.
Juz w 6. min Brazylijczyk niespodziewanie przemiescil sie na prawa
strone boiska. Po ladnym podaniu Jaroslava Mihalika zgubil Diego
Zivulicia, po czym niezbyt czysto dosrodkowal. Jednak pilka odbila sie
od nogi jednego z obroncow Slaska na tyle szczesliwie, ze spadla wprost
na glowe Flavio Paixao. Portugalczyk z najblizszej odleglosci dopelnil
formalnosci, zdobywajac swojego siodmego gola w sezonie.
A wspomniany Conrado juz do konca spotkania byl wyrozniajacym sie
zawodnikiem gdanskiego zespolu. Widac, ze ma ogromny zapal i chec, a
pilka zdecydowanie nie przeszkadza mu w grze. To bardzo dobre
polaczenie. Solidny debiut zaliczyl tez Tobers.
Z biegiem czasu zaznaczala sie przewaga gospodarzy, ale lechisci byli
dobrze zorganizowani w defensywie, a w polu karnym rzadzili Michal
Nalepa i Mario Maloca. Pewne problemy w swoim rewirze mial tylko Kobryn,
ktory momentami nie nadazal za Przemyslawem Placheta. Obronca Lechii
przezyl tez chwile grozy, kiedy sedzia Tomasz Musial sprawdzal na
monitorze jego przypadkowe zagranie reka w polu karnym, jednak
ostatecznie „jedenastki” nie podyktowal.
Gospodarze mimo sporej przewagi nie stwarzali jakiegos wielkiego
zagrozenia, Dusan Kuciak poza wyjsciami do dosrodkowan byl wlasciwe
bezrobotny.
Gdanszczanie w pierwszej polowie kontrowali z rzadka, za to postanowili
zaskoczyc rywala tuz po przerwie. Kapitalna asysta, taka w swoim stylu,
popisal sie Filip Mladenovic, a pewnym strzalem druga bramke zdobyl
Flavio Paixao.
W tym momencie pilkarze Slaska wygladali jak bokser po nokdaunie, jednak
po kilku minutach zamroczenia zlapali drugi oddech i ruszyli do ataku.
Dlugo udawalo im sie niewiele, az w koncu w nierozwazny sposob zachowal
sie we wlasnym polu karnym Tomasz Makowski. Mlody pomocnik Lechii
sfaulowal Michala Chrapka i choc bylo to przewinienie z gatunku
„miekkich”, to jednak rzut karny Slaskowi sie nalezal. Wykorzystal go
Krzysztof Maczynski. W tym momencie wiadomo bylo, ze gosci czeka bardzo
gorace 20 minut, tym bardziej ze na pomoc z lawki rezerwowych z
oczywistych wzgledow trudno bylo liczyc (dopiero w samej koncowce na
boisku pojawil sie debiutujacy w ekstraklasie Pawel Zuk).
Gospodarze probowali atakowac, jednak gdanski mur defensywny byl
naprawde solidny. Lechisci grali ofiarnie, a kiedy tylko mogli,
przetrzymywali pilke jak najdalej od swojego pola karnego. Kiedy
wydawalo sie, ze happy end jest blisko, jeden jedyny blad popelnil
Maloca. Chorwata delikatnie przepchnal w polu karnym Filip Raicevic i
nieco przypadkowo zgral pilke do Chrapka, ktory ladnym strzalem
doprowadzil do wyrownania.
Zatem Lechia osiagnela wynik, ktory przed meczem wzielaby w ciemno, ale
biorac pod uwage przebieg spotkania, w gdanskich szeregach panowac
bedzie duzy niedosyt. Ale w obecnej sytuacji punkt zdobyty we Wroclawiu
na pewno jest bardzo cenny.

– W meczu, w ktorym remis bylby najsprawiedliwszym rezultatem, po trzy
punkty siegnela Cracovia. „Pasy” pokonaly w Gdyni Arke 1:0 po pelnym
szczescia uderzeniu z rzutu wolnego Sergiu Hanki.
Pilkarska wiosna w Polsce, do czego zdazylismy sie juz przyzwyczaic,
jest nia tylko z nazwy. W Gdyni termometry tylko niesmialo wychylaly sie
powyzej zera. Nie pogoda jednak byla jezyczkiem u wagi w
zolto-niebieskim obozie.
O Arce w ostatnich tygodniach mowilo sie raczej pod wzgledem
organizacyjnym, finansowym i wlascicielskim anizeli sportowym. Na
piedestal wysunela sie niechec kibicow do wiekszosciowego wlasciciela
klubu Dominika Midaka, czemu dawali upust w trakcie spotkania
nieprzychylnymi przyspiewkami. Zawisl rowniez wymowny transparent.
Zarzutow bylo wiele, jak chocby niegospodarnosc czy brak aktywnosci w
oknie transferowym, co nijak mialoby sie pokrywac z obietnicami o
budowie silnej Arki. Sami pilkarze, jak chocby kapitan Adam Marciniak,
przed meczem z Cracovia przekuwali to na korzysc gdynskiego zespolu.
– To pierwszy raz, odkad jestem w Arce, kiedy okienko transferowe nie
wyglada jak wielka wyprzedaz. Do tej pory kazda przerwa miedzy rundami
odbywala sie pod haslem „przebudowa”. Tym razem szlismy wedlug planu i
jestem pewny, ze niebawem przyniesie to pozytywny efekt. Pozostanie w
druzynie kluczowych zawodnikow, jak Pavels Steinbors czy Michal Nalepa,
i transfery bedace jedynie konkretnymi uzupelnieniami sprawia, ze bedzie
to z korzyscia dla nas.
W Arce prozno bylo szukac nowych nazwisk. Poza jednym – to serbski
skrzydlowy Nemanja Mihajlovic, ktorego wyjscie w pierwszym skladzie bylo
niemala niespodzianka. Nie dosc, ze dolaczyl do druzyny trzy tygodnie
wczesniej, to sporo mowilo sie o jego brakach fizycznych i lekkiej nadwadze.
– Jesli mam byc szczery, na dzisiaj Nemanja jest gotowy co najwyzej na
45 minut – mowil na konferencji przed meczem trener Arki Aleksandar
Rogic. – Ma jednak spory potencjal, byl wyrozniajacym sie zawodnikiem w
lidze serbskiej – dodal szkoleniowiec.
Tymczasem Mihajlovic nie tylko wybiegl na drugie trzy kwadranse
(ostatecznie wytrwal 70 minut), lecz takze dal sie poznac gdynskim
kibicom z kilku stron. Najpierw, gdy na poczatku meczu stanal oko w oko
z niestrzezona przez golkipera Cracovii bramka, trudnosc sprawilo mu
wpisanie sie na liste strzelcow. A warto dodac, ze odleglosc dzielaca go
od szczescia nie przekraczala szesciu metrow.
Pozniej, kiedy wydawalo sie, ze na przerwe zejdziemy bez wspomnien
bramkowych, pilka niefortunnie trafila go w murze po strzale Sergiu
Hanki i diametralnie zmienila kierunek swojego lotu. Efekt? Gol dla
Cracovii, ktora wobec dwoch swietnych sytuacji Arki (w tym jednej
wspomnianego Mihajlovicia) nie stworzyla sobie ani jednej klarownej okazji.
Boiskowa postawa Serba jest jednak obiecujaca. Krotko trzyma pilke przy
nodze, kilkakrotnie zlamal akcje, zostawiajac w tyle rywali. Niestety,
koniec koncow moze mowic o niefortunnym debiucie w Arce.
Spotkanie po przerwie wyraznie zbrzydlo. Optyka ze strony gosci przeszla
na srodek szali. Cracovia postawila na cierpliwe oczekiwanie na to, co
zrobia gospodarze. Ci, choc probowali, mieli wyrazne braki w
dokladnosci, w efekcie czego o swietnych szansach mozna bylo zapomniec.
To arkowcy jednak zdecydowanie moga mowic o niedosycie. „Pasy” wygraly
szczesliwie, nawet bramke zdobywajac przy duzym usmiechu losu. Podzial
punktow w Gdyni bylby bez watpienia bardziej sprawiedliwy, bo nikt w tym
starciu nie zasluzyl na wygrana.
EKSTRAKLASA PILKARSKA
21 KOLEJKA
Wisla Krakow-Jagiellonia Bialystok 3-0
Lech Poznan-Rakow Czestochowa 3-0
Korona Kielce-Gornik Zabrze 0-0
Slask Wroclaw-Lechia Gdansk 2-2
Arka Gdynia-Cracovia 0-1
Wisla Plock-Pogon Szczecin 2-3
Piast Gliwice-Zaglebie Lubin 2-0
Legia Warszawa-LKS Lodz 3-1
1.Legia 41pkt
2.Cracovia 39pkt
3.Pogon 38pkt
4.Slask 35pkt
5.Lech 35pkt
6.Piast 34pkt
7.Lechia 31pkt
8.Wisla Plock 30pkt
9.Jagiellonia 29pkt
10.Zaglebie Lubin 28pkt
11.Rakow 28pkt
12.Gornik 24
13.Korona 22pkt
14.Arka 21pkt
15.Wisla Krakow 20pkt
16.LKS 14pkt

-Gadki Ofensywnych: Kapitan nawet o schabowego zadba
Rola liderow, najczesciej niewidoczna dla nas, obserwatorow z boku, jest
ogromna – pisza w najnowszym felietonie „Ofensywni”.
OLKOWICZ: Stary czlowiek i moze. Moze pomoc. O takich pilkarzach
chcialem z toba porozmawiac, doswiadczonych grajkach, ktorzy potrafia
wplynac na mlodziez. Bo mielismy i mamy takich w ekstraklasie.
WOLOSIK: W Bialymstoku czupurny Kamil Grosicki po pewnym czasie zostal
przygarniety pod skrzydla jagiellonskiej legendy – Tomasza
Frankowskiego. „Lowca bramek” byl dla mlodych pilkarzy wzorem
profesjonalizmu, zatem nic dziwnego, ze byli zapatrzeni w kapitana,
doswiadczonego pilkarsko i wiekowo.
Rodzaca sie zazylosc, a nawet chyba przyjazn, nalezala do szorstkich, bo
Grosik lubil chadzac swoimi sciezkami, a te niekiedy prowadzily do
miejsc, w ktorych zawodowy pilkarz nie powinien sie pojawiac. Na
szczescie Kamil szybko poszedl po rozum do glowy i ewidentnie postawil
na to, by pokusic sie o zrobienie kariery na miare talentu. – Jesli
Kamil nie wykorzysta swojego nieprzecietnego potencjalu, nie zrobi
kariery, coz, bedzie… idiota – powiedzial mi wowczas w wywiadzie
Tomasz. Slowa ostre i wcale nie chodzilo o obrazenie Kamila, ale o to,
by sie opamietal. Co rychlo nastapilo, bo Grosicki gral jak z nut,
stajac sie ulubiencem podlaskiej publiki i – chyba nie bedzie slowa
przesady – pupilkiem kapitana. By nie kusic losu, Tomek po meczach
spedzal sporo czasu z Kamilem, stajac sie drogowskazem, a nie
wspolbiesiadnikiem, choc piwko czy drink zdarzaly sie, tyle ze w
zdroworozsadkowych ilosciach. A ze Kamil przyswajal dobre rady, duet
Grosicki – Frankowski sial poploch na ligowych boiskach. Jeden
asystowal, drugi strzelal. I na odwrot. Pamietasz, kiedy Grosik zartowal
ze swojego mentora, mowiac: – Postaram sie pomoc Tomkowi dogonic w
klasyfikacji strzelcow tego, no jak mu tam, Fryderyka!
A chodzilo o Fryderyka Scherfkego, w dawnych latach swietnego ligowego
bombardiera.
OLKOWICZ: Rola liderow, najczesciej niewidoczna dla nas, obserwatorow z
boku, jest ogromna. Na zgrupowaniu w Turcji mialem okazje porozmawiac z
kilkoma pilkarzami Wisly Krakow i podkreslali, jak wazny dla druzyny
jest Kuba Blaszczykowski. – Z nim na boisku jestesmy pewniejsi siebie,
spokojniejsi – mowili zgodnym glosem.
Mam wrazenie, ze Blaszczykowski jako przywodca duzo czerpal od wujka –
tak sie sklada, ze dzis selekcjonera reprezentacji. Jerzy Brzeczek byl
kapitanem w doroslej kadrze, dowodzil wicemistrzami olimpijskimi w
Barcelonie (1992 rok) czy kolegami w Gorniku Zabrze i Tirolu Innsbruck.
Kapitanem byl juz jako 19-latek w ekstraklasowej Olimpii Poznan. Nic
dziwnego, ze przygotowal dla siostrzenca wiele wskazowek, kiedy ten
odbieral opaske w reprezentacji od Franciszka Smudy po wyrzuceniu
Michala Zewlakowa.
Pamietam, ze rozmawialem wtedy z Brzeczkiem o Kubie. – Sa rozne style
kapitanowania. Jest show, czyli duzo krzyku, lub rozsadek i konsekwentne
dzialanie. Razem z Kuba nalezymy do zwolennikow tego drugiego stylu. Moj
siostrzeniec nie jest osoba, ktora sie uzewnetrznia, nie robi niczego na
pokaz. Przeciwnosci go nie zalamuja, wrecz odwrotnie – mobilizuja do
lepszej gry. To dziala na pozostalych w druzynie – mowil o obecnym
kapitanie Wisly.
Rola pilkarza z opaska w zespole zmienia sie, tak jak przeobrazal sie
sam futbol. Kiedys opisywalem obowiazki Edmunda Zientary, kapitana
reprezentacji w latach 60. Mieszkal w Warszawie, gdzie czesto kadra
miala zgrupowania na terenach AWF. Wielu pilkarzy przyjezdzalo ze
Slaska, a Zientara byl ich przewodnikiem. Oprowadzal po Lazienkach czy
Wilanowie, opowiadal o historii tych miejsc. Byl rewelacyjnym
organizatorem, zglaszali sie do niego z kazda pierdola. Wiedzieli, ze
wszystko zalatwi. Jezeli ktos dostal przysmazonego schabowego na obiad i
dowiedzial sie o tym kapitan, to nastepnego dnia kotlet byl juz idealnie
przyrzadzony.
WOLOSIK: A na zakonczenie o bombce. Bombka z mocno opoznionym zaplonem,
ale wywolujaca zarliwa dyskusje. Bo taka okazala sie decyzja PZPN o
wszczeciu postepowania i ewentualnych karach grozacych Cracovii za
ustawianie meczow. Pasy bawily sie w handel przed nastu laty, a teraz za
zakupy przyjdzie rachunek. Liczony w karach pienieznych lub punktowych.
W gorszym scenariuszu moze skonczyc sie na szczepionce skojarzonej,
czyli obu sankcjach, by w przyszlosci z podobnymi praktykami klub z ul.
Kaluzy dal sobie spokoj. Diabli wiedza jednak, czy pasy wymierzone na
tylek Pasow przyniosa skutek. Przynajmniej te w postaci ujemnych
punktow, bo Cracovia dowodzi nie byle jaki spec od wychodzenia z
podobnych opresji. Nazywa sie Probierz. Michal Probierz. Specjalista od
zadan specjalnych. W Bialymstoku prowadzona przez niego Jagiellonie
dotknela kara minus dziesieciu punktow (stare grzechy korupcyjne
niezwiazane z Probierzem ani z obecna Jaga). Powazne straty odrobil
blyskawicznie. Probierzowa ekipa, mimo dziesieciopunktowego balastu, bez
klopotow dojechala do mety na bezpiecznym 11. miejscu! Wlasnie wtedy
powstal zarcik, powtarzany niekiedy przez pana Michala: – Podobno juz
maja nie karac minusowymi punktami.
– Dlaczego?
– Bo zobaczyli, ze mozna odrobic!

Kadziewicz: Niestety, to nie my dyktujemy ceny [FELIETON]
Przegladajac „Skarb Kibica’ pilkarskiej ekstraklasy, zastanawiam sie,
gdzie i kiedy popelniono blad i dokad to wszystko zmierza? Polska liga
stala sie nie oknem wystawowym, lecz odskocznia gimnastyczna dla
kazdego, kto po kilku dobrych krokach, czytaj: meczach, odpowiednio
nabiegajac potrafi wybic sie wysoko – pisze Lukasz Kadziewicz w
felietonie dla „Przegladu Sportowego”.
Przegladajac „Skarb Kibica” pilkarskiej ekstraklasy, zastanawiam sie,
gdzie i kiedy popelniono blad i dokad to wszystko zmierza. Polska liga
stala sie nie oknem wystawowym, lecz odskocznia gimnastyczna dla
kazdego, kto po kilku dobrych krokach, czytaj: meczach, odpowiednio
nabiegajac, potrafi wybic sie wysoko. Szkoda, ze historia pokazuje, iz
najtrudniejszym elementem w gimnastyce jest ladowanie. Przypadki, by
mlody zawodnik po wyjezdzie z naszej ligi przebil sie w zagranicznym
klubie mozemy policzyc na palcach jednej reki. Lista tych, ktorzy nie
trafili w materac przy ladowaniu, jest zdecydowanie dluzsza. Mam na
mysli aspekt sportowy. Kwestie wysokosci kontraktu w zagranicznym klubie
powoduja, ze nawet jak faza lotu jest krotka, a przyziemienie bolesne,
to poduszka finansowa jest tak duza, iz zle ladowanie nie powoduje ofiar
smiertelnych.
***
Jestem zwyklym pilkarskim szalencem z ponad 20-letnim stazem ligowym.
Pierwsze kroki w roli kibica stawialem przy Al. Pilsudskiego w Olsztynie
na stadionie Stomilu. Sylwester Czereszewski – „Pele” z Klewek – byl,
jest i bedzie moim superbohaterem lat mlodosci. Tamta druzyna – z
Sokolowskim, Zajaczkowskim, Talikiem, Jackiewiczem, sp. Biedrzyckim,
Zejerem i Klimkiem – byla wizytowka calego regionu. Kazdy identyfikowal
sie ze swoimi idolami. Kilka sezonow w ekstraklasie wychowalo pokolenia
kibicow, ktorzy w najtrudniejszych momentach w historii klubu walczyli
do samego konca o pozostanie Stomilu na pilkarskiej mapie Polski.
Momentem szczytowym tamtej ekipy byly transfery Czereszewskiego i
Sokolowskiego do Legii. O zagranicznych wojazach zawodnicy mogli tylko
pomarzyc.
Dzisiaj brakuje mi tego romantyzmu. Stadiony nie sa juz reliktami
poprzedniej epoki. Ten w Olsztynie jest chyba ostatnim, ktory moze
sluzyc jako plan zdjeciowy filmow batalistycznych. Swoja droga hala
Urania, stojaca za skrzyzowaniem, tez straszy wygladem. W Olsztynie
jezdza tramwaje, a linia brzegowa jeziora Krzywego jest uregulowana,
czas pomyslec – drodzy miejscy wlodarze – o infrastrukturze sportowej.
Dziwnie sie sklada, ze glos kibicow slyszycie tylko przed wyborami.
Wroce do „wyjazdow wakacyjnych” mlodych polskich pilkarzy. Tak,
niestety, mozna nazwac wiekszosc karier mlodych podroznikow sportowych.
Pieniadze rzadza sportem, a kase najlepiej zawsze liczyli menedzerowie.
Wielkie brawa dla preznie dzialajacych pilkarskich posrednikow, bo to
oni najlepiej wykorzystuja popyt na polski towar za granica. Dobry
bajer, kilka maili, samolot i kolejny zawodnik jedzie podbijac swiat.
Kwoty transferowe naprawde moga imponowac. Cztery miliony euro za
napastnika Jagielonii Bialystok Patryka Klimale to kosmos. Maks maksow,
jaki mozna dostac za potencjal, bo raczej nie za liczbe bramek i asyst.
Statystyki naszej ligi nie robia na nikim wrazenia. Polskie kluby nie
graja w pucharach, liga poziomem nie daje gwarancji, ze mlody zawodnik,
wystepujac w niej kilka miesiecy, jest gotowy na przeskoczenie na poziom
dowolnej ligi zagranicznej. Kwoty transferowe to najnormalniejsza wycena
potencjalu, drzemiacego w zawodniku.
Nie zgadzam sie z trenerem Michalem Probierzem, ktory twierdzi, ze
sprzedajemy za tanio. Sprzedajemy za tyle, za ile chca kupic. To nie my
dyktujemy ceny. Jestesmy zapraszani do stolika, przy ktorym siedza
wielcy gracze informujacy, ile moga zaplacic. W taki sposob najczesciej
koncza sie negocjacje. Porownywanie sie do Chorwacji czy Serbii, ktore
sprzedaja swoich zawodnikow po kilkanascie milionow euro nie ma sensu.
Mamy mniejszy potencjal, a praca z mlodzieza kuleje na wielu poziomach.
Im nizej, tym gorzej. Czasami brakuje nam chlodnej glowy i dystansu po
samych siebie. Rozmawiajac z mlodymi pilkarzami, nikt z nich nie mowi o
mistrzostwie Polski czy o graniu w europejskiechpucharach. Dzisiaj na
pierwszym miejscu jest zagraniczny transfer i jego wysokosc. Kluby musza
z czegos zyc. W pucharach raczej nie zarobia, poniewaz koncza je w
czasie topnienia sniegu w Tatrach Wysokich.
Wracajac do „Skarbu Kibica” w aspekcie wakacyjnym. Nie tylko Polacy
szukaja ciekawego miejsca na „wypoczynek”. Chorwaci, Slowacy, Czesi,
Bosniacy, Serbowie i pozostali przedstawiciele europejskich krajow tez
przyjezdzaja do Polski na „wczasy”. To wszystko nie odbywa sie tylko na
poziomie ekstraklasy.
Czy jest az tak zle z nasza mlodzieza??? Jezeli kompletnie lezymy, to
moze miliony z kwot transferowych trzeba przeznaczyc wlasnie na
szkolenie mlodych ludzi. Nie tylko na piekne boiska czy wielkie
akademie. To zawodnicy znajda podczas wyjazdu zagranicznego. Taniej jest
zainwestowac w ludzi, ktorzy pracuja z mlodzieza. Zainwestowac nie w
dresy, buty czy nowy gwizdek dla trenera. Wyslac w swiat, niech uczy sie
od lepszych. Wroci z ciekawymi pomyslami i bedzie przygotowywal
kolejnych mlodziezowcow do zagranicznego transferu i zarabiania
pieniedzy. Tu przeciez chodzi o kase, a nie mistrzostwo Polski i podboj
Europy.

– Polak, ktory po pierwszej serii prowadzil, po raz 70. w karierze
stanal na podium konkursu Pucharu Swiata. Inni nasi reprezentanci
wypadli slabo lub beznadziejnie.
Willingen kojarzy sie nam wspaniale. To tutaj Adam Malysz oddal jeden ze
swoich najbardziej pamietnych skokow – na rekordowa wowczas odleglosc
151,5 m; to tutaj najlepszy bilans w historii obiektu ma Kamil Stoch –
trzykrotnie wygrywal konkurs, dwukrotnie konczyl jako wicelider. Nawet
znacznie skromniej utytulowany Piotr Zyla az dwukrotnie stawal tutaj na
podium.
Sobotnie kwalifikacje sugerowaly, ze tym razem Polakom sie nie uda.
Zanosilo sie wrecz na jeden z najslabszych wystepow w sezonie – tylko
Stoch przecisnal sie do czolowej dziesiatki, w dodatku ja zamykal.
W konkursie nasz multimedalista, ktory od miesiecy skacze bardzo
nierowno, juz w inauguracyjnej serii dal jednak znac, ze tym razem czas
na wzlot – wyladowal 139,5 metra za progiem i objal pozycje lidera.
Niestety, prowadzenia nie utrzymal. W kolejnej turze wyladowal o dwa
metry blizej i wyprzedzili go niemiecki zwyciezca Stephan Leyhe (on z
Willingen pochodzi) oraz Norweg Marius Lindvik. Stoch byl jednak
zadowolony. – Noc przespalem normalnie, to byla dopiero druga taka od
wylotu do Japonii – mowil w Eurosporcie. – Podium cieszy, kazde traktuje
jako mala nagrode za codzienna prace.
Wydawalo sie, ze wiecej niz przyzwoicie wypadnie tez Jakub Wolny, ktory
po pierwszej serii zajmowal 10. miejsce. Gdyby je utrzymal, osiagnalby
najlepszy wynik w sezonie. Jednak drugi skok – wykonywany z wiejacym w
plecy wiatrem, warunki znaczaco sie wtedy pogorszyly – kompletnie mu nie
wyszedl. Zlecial na 23. pozycje.
Identyczny scenariusz mial wystep Dawida Kubackiego, ktorego forma
konsekwentnie spada. Przed tygodniem przerwal rekordowa serie – az 10
razy w kolejnych zawodach stawal na podium – zajmujac szoste miejsce,
teraz zsunal sie na 15. Liderzy klasyfikacji generalnej Pucharu Swiata
(1. Stefan Kraft i 2. Karl Geiger) powiekszyli przewage.
Pozostali Polacy nie zakwalifikowali sie do czolowej trzydziestki. Piotr
Zyla byl 35., Aleksander Zniszczol – 37., Klemens Muranka – 41., Andrzej
Stekala – 46.
Kolejny konkurs w Willingen zaplanowano na niedziele, ale ze wzgledu na
zagrozenie wichura zostal odwolany.

– Choc wladze Eurosport Events na razie unikaja publicznych wystapien,
to wiadomo, ze rozpoczely juz kuluarowe rozmowy na temat ksztaltu GP i
druzynowych mistrzostw swiata od 2022 roku. Polscy kibice moga sie
cieszyc, bo jednym z najwazniejszych tematow jest reaktywacja
Druzynowego Pucharu Swiata, ktory cieszyl sie w Polsce ogromna
popularnoscia.
Pod koniec 2017 roku wladze FIM uznaly jednak, ze musza przerwac
mistrzowska serie naszej druzyny i rywalizacje czteroosobowych druzyn
zastapily zawody par przeprowadzane pod nazwa Speedway of Nations.
Sukces osiagnieto jedynie polowicznie, bo faktycznie przerwano
mistrzowska serie Polakow, a nasi zawodnicy dwie ostatnie edycja
konczyli kolejno na trzecim i drugim miejscu. Gorzej jednak, ze
zmniejszenie skladow nie wplynelo na sytuacje zuzla w wiekszosci krajow.
Slowency, Ukraincy czy Niemcy wciaz maja problemy z ulozeniem mocnych
ekip i zmobilizowaniem mlodych zawodnikow do treningow. Co gorsze, nowe
zawody nie ciesza sie wielka popularnoscia wsrod kibicow i niedlugo moze
byc problem ze znalezieniem gospodarza, ktory zorganizuje final na
najwyzszym poziomie.
Z tego powodu mozliwe jest osiagniecie kompromisu wedle ktorego, DPS
mialby odbywac sie co cztery lata na terenie ostatniego triumfatora.
Polakom marzyloby sie wiec, by wielki powrot turnieju zorganizowac pod
koniec sezonu 2022 na PGE Narodowym. Zawody mialyby byc oficjalnym
zakonczeniem sezonu zuzlowego, a dla polskich kibicow stanowily kolejna
okazje do odwiedzenia Warszawy i kibicowania zawodnikom na wielkim
stadionie. Dodatkowo czteroletni cykl rozgrywanie tej imprezy moglby byc
traktowany jako rzeczywisty wskaznik sytuacji zuzla na swiecie, a
federacje moglyby ukladac czteroletnie plany szkoleniowe z impreza
docelowa. W trzech latach pomiedzy DPS odbywalyby sie za to kolejne
edycje Speedway of Nations.
Polacy byliby zdecydowanymi faworytami Druzynowego Pucharu Swiata
rozgrywanego w poprzedniej formule. Warunkiem byloby jednak ustalenie
warunkow startu ze wszystkimi zawodnikami i proba porozumienia sie z
czterema „buntownikami” bez ktorych szanse na zwyciestwo bylyby znacznie
mniejsze. Oprocz Polakow spore szanse na walke o zloto mieliby Dunczycy
(w skladzie z Leonem Madsenem, Mikkelem Michelsenem, Michaelem Jepsenem
Jensenem i Nielsem-Kristianem Iversenem) oraz Rosjanie (Grigorij i
Artiom Laguta, Emil Sajfutdinow, Wiktor Kulakow). Problem mialyby
pozostale ekipy, ktorym raczej trudno byloby nawiazac walke z trzema
najmocniejszymi reprezentacjami.
————————
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *