Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 8 listopada 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 296 (5551) 8 listopada 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
9 kolejka
Stal Mielec-Warta Poznan 0-1
Cracovia-Jagiellonia Bialystok 3-1
Legia Warszawa-Lech Poznan 2-1
Rakow Czestochowa-Wisla Krakow 0-0
10 kolejka
Slask Wroclaw-Gornik Zabrze 0-0
Mecze Wisla Plock-Pogon Szczecin, Podbeskidzie-Zaglebie Lubin, Lechia
Gdansk-Slask Wroclaw, Gornik Zabrze-Piast Gliwice, odwolane z powodu
zagrozenia epidemicznego
1.Rakow 20pkt
2.Legia 19pkt
3.Gornik Zabrze 17pkt
4.Pogon 14pkt
5.Slask 14pkt
6.Zaglebie Lubin 14pkt
7.Lechia 13pkt
8.Jagiellonia 11pkt
9.Wisla Krakow 10pkt
10.Warta 10pkt
11.Cracovia 9pkt
12.Lech 9pkt
13.Wisla Plock 9pkt
14.Podbeskidzie 5pkt
15.Stal Mielec 5pkt
16.Piast 2pkt

I LIGA
11 kolejka
Miedz Legnica-Widzew Lodz 1-1
Nieciecza-Gornik Leczna 2-1
Odra Opole-Jastrzebie 0-2
LKS Lodz-Chrobry Glogow 4-0
Stomil Olsztyn-Radomiak 0-1
Tychy-Puszcza Niepolomice 1-1
Zaglebie Sosnowiec-Korona Kielce 1-3
Belchatow-Resovia 3-0
Sandecja Nowy Sacz-Arka Gdynia 1-5
1.Nieciecza 27pkt
2.LKS Lodz 25pkt
3.Leczna 20pkt
4.Odra Opole 20pkt
5.Tychy 19pkt
6.Arka 18pkt
7.Radomiak 17pkt
8.Miedz 14pkt
9.Puszcza 12pkt
10.Korona 12pkt
11.Widzew 12pkt
12.Belchatow 10pkt
13.Stomil 10pkt
14.Chrobry 9pkt
15.Resovia 7pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 7pkt
17.Jastzrebie 4pkt
18.Sandecja 1pkt

-Arka Gdynia przelamala serie pieciu meczow bez zwyciestwa w lidze,
pokonujac na wyjezdzie Sandecje Nowy Sacz 5:1.
Gdynski zespol juz w tygodniu zasygnalizowal niezla dyspozycje, pewnie
pokonujac w meczu 1/16 finalu Pucharu Polski Korone Kielce (2:0).
Wowczas przerwal serie pieciu spotkan bez wygranej w ogole, teraz
przelamal sie takze w lidze. Inna sprawa, ze zadanie bylo wyjatkowo latwe.
Sandecja to zdecydowanie najslabsza druzyna I ligi. Do tej pory zdobyla
zaledwie jeden punkt w dziewieciu spotkaniach i tak tez zostalo po
starciu z Arka. Gdynianie od poczatku byli zespolem zdecydowanie lepszym
i bez zadnych problemow siegneli po wysokie zwyciestwo.
Strzelanie rozpoczal Marcus da Silva, ktory zdecydowal sie na uderzenie
zza pola karnego, a pilka po lekkim rykoszecie zaskoczyla bramkarza
Sandecji.
Po kwadransie gospodarze dosyc niespodziewanie wyrownali (po zamieszaniu
w polu karnym pilke do bramki skierowal Artem Dudik), jednak odpowiedz
Arki byla natychmiastowa. Po raz kolejny blysnal Marcus, ktory popisal
sie kapitalnym uderzeniem z powietrza z ok. 25 metrow. Fantastyczny gol!
Dla Brazylijczyka z polskim paszportem byly to trafienia nr 58. i 59. w
zolto-niebieskich barwach, co oznacza, ze jest juz bardzo blisko
drugiego w historycznej klasyfikacji Grzegorza Nicinskiego (60) oraz
liderujacego Stanislawa Gadeckiego (62).
W drugiej polowie przewaga gdynian byla jeszcze wieksza. Dolozyli oni
trzy kolejne bramki, ktorych autorami byli Maciej Jankowski (glowa),
Juliusz Letniowski (kolejny piekny strzal z dystansu) oraz Rafal
Wolsztynski (po indywidualnej akcji).
Zatem arkowcy odniesli bardzo pewne zwyciestwo i wrocili na 6. miejsce w
tabeli (18 pkt – dziewiec mniej niz liderujaca Bruk-Bet Termalica
Nieciecza i siedem mniej niz 2. w tabeli LKS Lodz).
Sandecja Nowy Sacz – Arka Gdynia 1:5 (1:2)
Bramki: Dudik (32.) – Da Silva (15., 38.), Jankowski (49.), Letniowski
(60.), Wolsztynski (88.)
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz (54. Slesicki), Kwiecien, Marcjanik,
Marciniak – Drewniak – Zebrowski (79. Wolsztynski), Markiewicz (72.
Labojko), Letniowski, Da Silva (72. Mazek) – Jankowski (79. Wawszczyk).

PUCHAR POLSKI 1/16 FINALU
Znicz Pruszkow-Lech Poznan 2-3
Jastrzebie-Puszcza Niepolomice 0-2
Garbarnia Krakow-Chojniczanka 1-3 po dogrywce
Arka Gdynia-Korona Kielce 2-0
KSZO Ostrowiec SW.-Gornik Zabrze 2-3
Unia Janikow-LKS Lodz 0-2
Nieciecza-Rakow Czestochowa 0-2
Pogon Siedlce-Radomiak 0-1
Sleza Wroclaw-Gornik Leczna 0-2
Sokol Ostroda-Warta Poznan 1-3 po dogrywce
Reszta spotkan przelozona na inny termin

-Krok po kroku przez pandemie.
Dotarlismy do momentu, w ktorym kazdy rozegrany mecz jest sukcesem.
Odwolywane spotkania to problemy odkladane na pozniej. Jesli liczba
zachorowan na COVID-19 bedzie sie utrzymywac na tak niebezpiecznym
pulapie, trudno uwierzyc, ze uda sie odrobic rosnace zaleglosci – pisze
Antoni Bugajski.
Druga fala pandemii jest grozniejsza, ale tym razem polska liga wciaz
unika lockdownu. W kazdej chwili moze sie to wydarzyc, tyle ze PZPN
wysyla do wladz panstwowych uspokajajace sygnaly. Zapewnia, ze
wprowadzane zasady pozwalaja kontrolowac wydarzenia w tej mierze, ze w
kazdej kolejce mozna rozgrywac przynajmniej czesc meczow. Kluby musza
sie jednak bardzo pilnowac – w trosce o siebie i cale ligowe rozgrywki.
Tu nie ma wspolnego mianownika – kazdy klub powinien odpowiedzialnie
reagowac na wlasna specyficzna sytuacje.
Za przyklad niech posluzy Slask Wroclaw. Po ostatniej kolejce okazalo
sie, ze zakazeni sa dwaj pilkarze, ktorzy w tym sezonie wystepowali w
II-ligowych rezerwach, ale zarazem znajduja sie na zgloszonej przez klub
liscie 50 osob podlegajacych szczegolnemu rezimowi sanitarnemu. Ich
stycznosc ze zdrowymi zawodnikami i pracownikami klubu byla
nieunikniona, dlatego nalezy szczegolnie uwazac, by nie doszlo do
kolejnych zakazen.
Wroclawianie we wrzesniu uporali sie z duza liczba zachorowan na
COVID-19, nawet nie wnioskujac o przelozenie zadnego ligowego spotkania.
W tamtym czasie starcie z Legia zostalo przesuniete na inny termin, bo
takie bylo zyczenie mistrza Polski przygotowujacego sie do decydujacego
meczu w walce o awans do fazy grupowej Ligi Europy.
Kiedy w poprzednim tygodniu okazalo sie, ze koronawirus do wroclawskiego
klubu zajrzal kolejny raz, dzialacze w porozumieniu ze sluzbami
sanitarnymi zastosowali sprawdzone juz zasady. Klub nie widzial powodow,
by stosowac bardziej rygorystyczne srodki, ktore pojawiaja sie w
druzynach z wieksza liczba jednoczesnych zakazen. Polegaja na izolowaniu
takze zdrowych zawodnikow i zalecaniu im indywidualnych treningow do
momentu, az bedzie mozna ponad wszelka watpliwosc stwierdzic, ze nie
zostali zainfekowani.
W Slasku uznano, ze nie ma takiej potrzeby, a przygotowanie odpowiedniej
formy na ligowy mecz bez wspolnych zajec jest praktycznie niemozliwe.
Ograniczanie sie do indywidualnych treningow skutkuje skladaniem wniosku
o przekladanie spotkania. Wroclawianie wciaz sie do tego nie posuneli i
nawet nie probuja narzekac, ze w zwiazku z tym musza grac w kadrowym
oslabieniu.
Inaczej postapiono w przypadku zespolu rezerw, bo okazalo sie, ze
izolowanie pojedynczych graczy juz nie jest skuteczne. Drugoligowe mecze
Slaska II z Hutnikiem Krakow i GKS Katowice zostaly przelozone,
natomiast w sobote odbedzie sie ekstraklasowa konfrontacja pierwszej
druzyny z Gornikiem Zabrze. Jesli w ostatniej chwili mialaby zapasc
jakas inna decyzja, to raczej z powodu ostatnich dodatnich wynikow
testow na koronawirusa w zabrzanskim klubie.
We Wroclawiu maja juz spore doswiadczenie w walce ze skutkami epidemii.
Wedlug naszych wyliczen – bo klub zgodnie z narzuconymi zasadami nigdy
oficjalnie i precyzyjnie nie podal nie tylko nazwisk, ale takze ogolnej
liczby zakazonych osob – od poczatku sezonu w Slasku na COVID
zachorowalo co najmniej 20 zawodnikow. Wsrod nich byli podstawowy
mlodziezowiec Mateusz Praszelik oraz najlepszy strzelec Erik Exposito.
Teraz sa zdrowi, choc w ich dyspozycji mozna sie doszukiwac negatywnych
skutkow choroby – brakuje im stabilizacji formy i sil na rozegranie
calego meczu na rownym, wysokim poziomie.
W kazdym klubie tez maja do czynienia z podobnymi przypadkami. I
codziennie sie przekonuja, ze w obecnej sytuacji i tak to jeden z
najmniejszych klopotow.

-Mioduski i Lesnodorski. W polskiej pilce duety rozpadaja sie jak
zwiazki celebrytow.
Obecny prezes Legii Dariusz Mioduski i byly szef warszawskiego klubu
Boguslaw Lesnodorski znow przypomnieli o swoim sporze. Obaj tocza spor
niczym para po rozwodzie.
W polskiej pilce najglosniejsze duety rozpadaja sie ostatnio jak zwiazki
celebrytow. Po okresie zgodnej – przynajmniej w oczach mediow, bo
rzeczywistosc wcale nie wygladala juz wczesniej rozowo – przychodzi
otwarty konflikt. Najglosniejsza jest wojna Roberta Lewandowskiego z
Cezarym Kucharskim, medialne przepychanki Dariusza Mioduskiego i
Boguslawa Lesnodorskiego nie maja takiej sily razenia (oczywiscie w
Legii dzialali nie tylko we dwoch, bo 20 procent udzialow mial Maciej
Wandzel, ale pozostawal nieco w cieniu wspolnikow), bo nie jest
zamieszana w to prokuratura. To „tylko” spor dwoch biznesmenow na tle
ambicjonalnym.
Lesnodorski po tym, jak zostal zmuszony do odejscia z warszawskiego
klubu, nie szczedzil zlosliwosci Mioduskiemu. Pretekst do tego dawaly mu
rokroczne kleski Legii w europejskich pucharach, podczas gdy za czasow
jego rzadow klub co roku gral jesienia na europejskiej arenie, raz nawet
w Lidze Mistrzow.
Teraz Mioduski nie pozostal mu dluzny. „Dla mnie Boguslaw Lesnodorski
jest jak huba. Przyczepia sie do drzewa, na poczatku wyglada to nawet
ladnie, ale potem zaczyna sie drenaz i po jakims czasie takie drzewo
obumiera. Przeciez on nigdy nie zainwestowal w zaden klub swoich
pieniedzy, nie ponosil zadnego ryzyka, a raczej glownym celem bylo i
jest zarabianie” powiedzial w wywiadzie dla serwisu sportowefakty.wp.pl
Na odpowiedz Lesnodorskiego nie trzeba bylo dlugo czekac. „Zszedlem z
gor i pije piwko, przegladam tt i widze, ze mialem wspolnika takiego
gamonia, ze nawet sie wkurwic nie potrafi. no i w koncu zostal
Mistrzem….kompromitacji” – napisal (pisownia oryginalna) na Twitterze.
Jako dziennikarz nie powinienem narzekac na taki spor, bo media lubia,
gdy cos sie dzieje, a znani ludzie nie gryza sie w jezyk (dla zurnalisty
nie ma gorszego wywiadu niz z pilkarzem mowiac, ze dal z siebie wszystko
i plotacym inne podobne banaly), ale patrzac na to zupelnie obiektywnie
te przepychanki, to nie przystoi powaznym biznesmenom. Bo aby w ogole
pojawic sie w swiecie futbolu, musieli gdzie indziej zarobic pieniadze.
Czy ktos wyobraza sobie, ze w swoich biznesach obaj panowie w taki
sposob rozliczaja sie z bylymi wspolnikami?
Pilka – jak widac budzi takie emocje – ze dwaj niemlodzi, bardzo zamozni
mezczyzni zachowuja sie jak malzenstwo po rozwodzie, ktore publicznie
pierze brudy. Przypomina to nieco spor Piotra Zyly z byla zona,
oczywiscie zachowujac odpowiednie proporcje, bo poziom obu panow jest
jednak nieporownywalny do tej pary.

-Ku uciesze tlumu na naszych oczach rozgrywa sie uliczna bojka na
przyslowiowe cepy pomiedzy duzymi misiami. Jestem przekonany, ze Robert
Lewandowski i jego byly juz agent Cezary Kucharski wyjda z tej
konfrontacji poteznie obici – przyznaje Lukasz Kadziewicz, byly siatkarz
reprezentacji Polski, wicemistrz swiata i felietonista „Przegladu
Sportowego”.
Dzisiaj na tapet trafiaja wybory. Nie te polityczne. W naszym kraju, mam
nadzieje, rodzi sie cos nowego, lepszego, dajacego troche swiezosci i
normalnosci. Podjelismy jako narod decyzje, ktore wyprowadzily nas na
ulice, sprowadzajac dyskusje na zenujaco niski poziom. Sam wpisuje sie w
te retoryke. Argumenty sie skonczyly i pozostaja bluzgi, manifestacje i
pokazywanie, ze pewna granica zostala przekroczona. Wybory i ich
konsekwencje to nieodlaczny element naszego zycia. Szarego Kowalskiego i
wybitnego sportowca. Sam wybierasz otoczenie zlozone z ludzi, ktorzy w
teorii maja byc twoim uzupelnieniem. Kobieta, zona, przyjaciele,
wspolnicy czy agenci sportowi, ktorym dopiero po latach bedziesz mogl
wystawic cenzurke i stempel jakosci.
Nie ma idealnych zwiazkow, ktore przetrwaja najwieksze zawieruchy i daja
gwarancje stabilnosci. Czesto mowimy, ze na kims mocno sie zawiedlismy.
Warto jednak pamietac, ze najczesciej sami decydujemy o powodzeniu
naszych ruchow biznesowo-zyciowych. Problemy to nasza codziennosc,
dlatego ich rozwiazywanie jest najwazniejsza umiejetnoscia doroslego
czlowieka. Zwyciestwo i jego celebracja to najfajniejsze etapy, jednak
nasz poziom najlepiej okresla umiejetnosc zakonczenia wspolpracy z
ludzmi, ktorzy jednak nam nie odpowiadaja.
Ku uciesze tlumu na naszych oczach rozgrywa sie uliczna bojka na
przyslowiowe cepy pomiedzy duzymi misiami. Jestem przekonany, ze Robert
Lewandowski i jego byly juz agent Cezary Kucharski wyjda z tej
konfrontacji poteznie obici. Jestesmy wpatrzeni jak w obrazek w naszego
asa i najwieksza eksportowa gwiazde sportu. „Lewy” zachwyca i pokazuje,
ze amerykanski sen moze byc realna historia zwyklego chlopaka z Polski.
To nie jest kolejny pilkarz, ktory nabija statystki strzelonych bramek.
Robert stal sie wzorem dla mlodego pokolenia polskich sportowcow. To on
kreuje rzeczywistosc, pokazujac, ze diabel tkwi w szczegolach.
Obecna sytuacja jest duza rysa na jego wizerunku i ewidentnie pokazuje,
ze nawet taka persona miewa problemy z komunikacja i zalatwianiem spraw,
ktore nigdy nie powinny ujrzec swiatla dziennego. Cezary Kucharski przez
cala dekade uchodzil za Rasputina na carskim dworze. To on wyslal
naszego asa za zachodnia granice, dogrywajac kontrakt z Borussia, a
nastepnie z Bayernem na kwoty, ktore do tej pory byly niedostepne dla
polskich graczy. Obserwujac te dwojke poteznych osobowosci, widzialem
naczynie polaczone i idealny uklad, w ktorym podzial rol jest jasno
wyznaczony i przestrzegany. Ty strzelasz gole, a ja zalatwiam stawki
najwieksze z mozliwych, ktore beda wyplacane na twoje konto za
przekroczenie Rubikonu. Niestety, pod podszewka tego pieknego obrazu
rozgrywala sie brudna gra na gigantyczne sumy. Ewidentnie zabraklo
koncentracji przy ustalaniu kluczowych kwestii zwiazanych z finansami.
Dzisiaj skutkuje to nagrywaniem rozmow i wizyta smutnych panow.
Zapraszaja oni skutego w kajdany menedzera, zeby wytlumaczyl, dlaczego
zachowywal sie jak lichwiarz kasujacy Lewandowskiego na prowizje
wielkosci budzetu malego afrykanskiego panstwa.
Nie bede wchodzil w szczegoly, poniewaz ich nie znam i nie opowiadam sie
za zadna ze stron. Na przykladzie tego konfliktu chcialbym jednak
pokazac, jak wazne w rozwoju mlodego sportowca jest podejmowanie
slusznych wyborow personalnych. Mozesz miec wielki talent poparty ciezka
praca, mozesz odniesc sukces, zdobywajac niezaleznosc finansowa, a mimo
to zostawic za soba spalona ziemie i ogromny niesmak. Patrzac na to z
boku, mozna dojsc do wniosku, ze to „Lewy” wykonal najwazniejsza i
najciezsza prace, wchodzac na galaktyczny poziom. Wiemy jednak, ze
Kucharski rowniez prezentowal wysoki poziom podczas negocjacji
kontraktow swojego klienta. Na jego widok prezesi robili kwasne miny,
sugerujac, ze gra nieczysto i nie powinien sie tak zachowywac. On jednak
nie bral jencow, naciskajac potentatow Bundesligi. Zarobil na prowizjach
gigantyczne pieniadze i zapewne nigdy juz nie powtorzy takiego sukcesu z
innym polskim graczem, poniewaz Boniek, Lubanski czy Lewandowski rodza
sie raz na trzydziesci lat. Kazdy chcial wycisnac z tego ukladu
maksymalnie duzo, liczac, ze jego konto bedzie regularnie zasilane
wysokimi kwotami. Projekt „Robert Lewandowski” to w koncu hollywoodzka
produkcja generujaca gigantyczny dochod.
***
Podpisujac umowe kredytowa na mieszkanie czy leasing auta, czesto
tracimy sile i koncentracje po przeczytaniu trzech stron umowy. Kolejne
kilkanascie kartek traktujemy po lebkach, poniewaz probujemy
zaoszczedzic i sadzimy, ze bez prawnika i konsultacji ze specjalista
swietnie damy sobie rade. To poczatek naszych problemow, ktore, jak
widac, dotycza nawet najwiekszych. Dobra rada dla naszych utalentowanych
mlodych sportowcow: dzisiaj jest bardzo istotne, jezeli chodzi o
trening, ale jutro musi byc zabezpieczone przez profesjonalistow
dbajacych o wasza przyszlosc, ktora nadejdzie szybciej, niz wam sie
wydaje. Znalem wielu wybitnych graczy, ktorzy krolowali na boisku.
Jednak gdy wchodzili osamotnieni do gabinetu prezesa, nagle tracili
pewnosc siebie i podpisywali fatalne umowy, ktore powodowaly frustracje
i przygnebienie. Stara prawda glosi, ze niewazne, jak grasz –
najwazniejsze, z jakim agentem wspolpracujesz. To nie musi byc twoj
kolega czy przyjaciel. To z twoich pieniedzy placona jest jego prowizja,
dlatego masz prawo wymagac tyle samo, ile prezesi i kibice beda wymagac
od ciebie na boisku. Kiedys taka wspolpraca sie zakonczy. Najwazniejsze,
zeby podac sobie rece, patrzac w oczy, a ewentualne brudy wyprac w
bardzo waskim gronie. Sport to biznes i czasami nie ma w nim miejsca na
sentymenty.

-Tomku, zdrowiej szybko. Czekamy
Kciuki za Tomasza Golloba. Trzymajmy wszyscy, bo on wciaz walczy. Jakby
przeciwnikow bylo malo, pojawil sie u niego jeszcze Covid-19 – pisze w
felietonie Sebastian Parfjanowicz.
Kciuki za Tomasza Golloba. Tak po prostu, bez przydlugiego wstepu.
Trzymajmy wszyscy, bo on wciaz walczy. Jakby przeciwnikow bylo malo,
pojawil sie u niego jeszcze Covid-19, o czym we wtorek poinformowal
Marcin Majewski ze stacji Canal+. Odrzucmy wszelkie medycznopogladowe
spory – w stanie tak ogromnego oslabienia organizmu, w jakim Gollob jest
od wielu, wielu miesiecy, to nie jest blahostka. Rozmawialem z Tomkiem
kilka razy na wiosne, przy pierwszej fali wirusa. Juz wtedy bardzo sie
go bal. Tak, bal. Nie chcial w ogole wychodzic z domu, selekcjonowal
gosci, z dziennikarzami kontaktowal sie tylko via Skype. Zmeczony byl
okrutnie – fizycznie i psychicznie. Ten wielki Tomasz Gollob potrzebowal
oderwac sie od problemu dzieki zwyklej, kolezenskiej rozmowie.
Zadzwonilem z krotkim pytaniem o zdrowie i prosba o dwa zdania wspomnien
z derbow Pomorza, a skonczylo sie poltoragodzinna dyskusja o zuzlu,
Formule 1, kolarstwie, skokach narciarskich” i kilku niezlych
historiach, ktore nam sie po drodze przypomnialy.
Poczatki pracy dziennikarskiej byly dla mnie zderzeniem z jego
osobowoscia. Osobowoscia nielatwa, dla dziennikarzy czesto bardzo
szorstka, ale zwlaszcza w Bydgoszczy – wymiaru absolutnie papieskiego.
Wystarczylo zobaczyc, jakie tlumy czekaly pod jego samochodem po kazdym
meczu na ulicy Sportowej. Komu innemu gwiazdy sportu, biznesu czy
polityki przywozilyby zza granicy czesci do motocykli na specjalne
zamowienie? Rodzinnie Gollobowie rozdawali karty nie tylko w parku
maszyn Polonii. Jedno slowo Tomka wystarczalo, by zalatwic
najtrudniejsze sprawy w miescie. Powiedzmy szczerze – byl tam nietykalny.
Nie podlegal na przyklad prawom o ruchu drogowym. Kiedys umowilismy sie
z Gollobem na indywidualny wywiad dla Przegladu Sportowego. Spotkalismy
sie na stadionie Polonii Bydgoszcz, ale Tomek zglodnial i wymyslil, ze
rozmowe przeprowadzimy w ulubionej restauracji, na obrzezach miasta,
niedaleko miejsca, gdzie wybudowal dom. Przybylem na wywiad moim
pierwszym samochodem – fiatem punto 1.2, wiec na haslo: „jedz za mna”
zareagowalem z delikatna trwoga, bo jak tu skromnym punciakiem gonic
czarna limuzyne w sportowej wersji. A o rajdach Tomka krazyly legendy.
Prawdziwe” sie okazalo. Nie dogonilem go rzecz jasna, mimo wprowadzenia
mojej maszyny w stan wrzenia. Zgubilem sie (o nawigacji w telefonie w
tamtych czasach nikt jeszcze nie slyszal), a gdy w koncu jakims cudem
znalazlem droge do restauracji, Tomek juz spokojnie popijal ulubiona fante.
REKLAMA
– Strasznie sie grzebiecie w tej Warszawie – usmiechnal sie tylko pod
nosem. Ale potem otworzyl sie jak nigdy wczesniej, opowiadajac przy
tradycyjnym polskim obiedzie o wszystkim o czym na co dzien opowiadac
nie mial czasu (miedzy innymi o tym, ze nie pamieta, kiedy zdarzylo mu
sie na lokalnych drogach zaplacic mandat za zbyt szybka jazde). Bo na co
dzien chodzilo glownie o „trojki”. Bo jak Tomek zjezdzal z toru bez
„trojki”, to byla przeciez porazka. Dzis to az trudne do wyobrazenia,
ale on miewal takie sezony, w ktorych w lidze ani razu nie finiszowal
ostatni. Przez caly rok. Kosmiczny sezon 1998 na przyklad, zamkniety
przez Golloba ze srednia 2,816 punktu na bieg. Wystartowal w nim 104
razy, w tym 54 na swoim torze. I tam wlasnie, w Bydgoszczy, tylko
dwukrotnie znalazl pogromce z druzyny przeciwnej. Raz objechal go Joe
Screen ze Stali Rzeszow, raz Jimmy Nilsen w barwach Startu Gniezno.
Nietykalny. Tu tez. W zasadzie – tu przede wszystkim.
Wymagalismy wiec od niego kompletow. Mistrzostw. Wszystkiego w kolorze
zlota. Na poczatku moglo lechtac ego, potem zaczelo uwierac. Wychowywany
w rytm slow: „Co powie tata”, czesto stawal przeciwko wszystkim. Zaczely
sie spiski, spoldzielnie, niewygodny dla rywali byl spychany na
margines, nerwy puszczaly tez przed kamerami. „Bylem innym czlowiekiem”
– powiedzial mi swoim strudzonym glosem na wiosne, opowiadajac jak wiele
szacunku ma dzis dla ludzi, z ktorymi kiedys wojowal. Dla Piotra
Protasiewicza na przyklad. Juz dawno nie ma zimnej wojny, sa podziw i
sympatia. Zreszta, nie znajdziecie juz dzis w zuzlowym srodowisku ludzi
Tomkowi nieprzychylnych. Zrobil wiele, by zasypac wszelkie podzialy. To
chyba jego najwieksza wygrana, wieksza niz ten podpis, na ktory
zapracowal w 2010 roku: „Tomasz Gollob, mistrz swiata”.
Z wielka przyjemnoscia sluchalem w tym sezonie Golloba w roli
wspolkomentatora, eksperta na meczach zuzlowych. Nie takiego, do ktorego
wpadniemy na dwa zdania, bo juz czeka rozmowa w parkingu. Takiego, ktory
dostaje od wydawcy transmisji mnostwo czasu, by dzielic sie swoja wiedza
i doswiadczeniem. Strzal w dziesiatke. Wszystkim nam dal serie
kapitalnych wykladow w trakcie zwyciestw swojego najwiekszego ucznia,
Bartosza Zmarzlika. I wlasnie ze wzgledu na Golloba juz nie moge sie
doczekac kolejnego zuzlowego sezonu. Bo mam wrazenie, ze tej w nowej
roli dopiero sie rozkreca. I ze tu tez za moment bedzie nietykalny.
Wiec, Tomku, zdrowiej szybko. Czekamy.

-Za wczesnie na pozegnanie.
Zawody na niemieckim Hockenheim konczy sezon wyscigowy w DTM. I po raz
pierwszy od dawna tak bardzo nie wiadomo, co dalej – pisze w swoim
felietonie Aldona Marciniak.
Niemiecki Hockenheim – tor, ktory ma prawie 90 lat, polozony z grubsza w
srodku niczego, ciekawy dla kierowcow, maly koszmarek dla dziennikarzy,
ktorzy podczas wyscigow Formuly 1 siedza w wielkim namiocie, desperacko
chroniac sprzet przed przeciekajacym dachem, jesli akurat pada. Tu
Robert Kubica zdobyl jeden z rekordow Formuly 1. Najwiekszy odstep
pomiedzy dwoma wyscigami w punktach – 3 178 dni. Ten jeden punkt
wywalczyl rok temu dla Williamsa, w bardzo trudnym, deszczowym wyscigu,
po bledach wielu kierowcow, w tym George’a Russella w drugim Williamsie.
Teraz w tym samym miejscu konczy sezon wyscigowy w DTM. I po raz
pierwszy od dawna tak bardzo nie wiadomo, co dalej.
Konkluzja jest banalna: nie ma sie gdzie scigac. W wyscigach bolidow
pozostaja dwie serie – amerykanskie Indy i Formula E. Indy to
koniecznosc wyprowadzki do Stanow i poznawania od zera kompletnie innej
filozofii jazdy – po owalu. Bolidy w Indy maja wprawdzie wieksza
predkosc maksymalna od tych z F1, ale nie sa w stanie tak szybko jezdzic
w zakretach. Na torze w Austin auto F1 bylo az 14 sekund szybsze na
kolku. Samochody sa rowne – wszystkie nadwozia produkuje Dallara, do
wyboru jest tylko dostawca silnikow (Honda lub Chevrolet), ale i
specjalizacja kierowcow ogromna. Formula E z kolei to auta elektryczne z
zakrytymi kolami, jakies 70 km/h mniejsze predkosci maksymalne, z jednym
typem opony bez wzgledu na tor i pogode (!), bez obowiazkowych pit
stopow, za to z wynalazkami angazujacymi widzow, typu Fanboost, ktory
pozwala kierowcom wybranym w glosowaniu kibicow na dodatkowy zastrzyk
mocy. I o ile takie rozwiazanie nie brzmi zbyt powaznie, o tyle to
wlasnie tam kroki skierowalo najwiecej kierowcow, ktorzy odeszli z F1, a
wciaz chcieli wyscigow sprinterskich. Tam scigaja sie Felipe Massa,
Stoffel Vandoorne, Brendon Hartley, Pascal Wehrlein, Sebastien Buemi czy
Jean-Eric Vergne. Co na to Kubica? Przenosiny do Stanow wydaja sie
zupelnie nierealne, a w Formule E Polak mial kiedys prywatny test i nie
zapalal wielka miloscia do tej serii.
Co zatem dalej, jesli chcemy pozostac w ciekawym aucie? Wyscigi
dlugodystansowe. A wiec kierunek, w ktorym poszli po Formule 1 m.in.
Mark Webber czy Fernando Alonso. Z jednej strony prestizowe Le Mans i
obecnosc koncernow, z drugiej kompletnie inna filozofia scigania
wytrzymalosciowego. No i w Dlugodystansowych Mistrzostwach Swiata tez
nadchodzi rewolucja. Prototypy – a wiec szybkie, fajne w prowadzeniu,
prestizowe auta, ktore Robert Kubica juz kiedys testowal w drodze
powrotnej do wyscigow, maja zostac zastapione przez klase Hypercars i
nikt nie potrafi przewidziec, co z tego tak naprawde wyjdzie.
Jesli chcemy wiec zostac przy wyscigach sprinterskich, ale pomijamy
bolidy, wybor pozostaje naprawde niewielki. DTM bylo kategoria idealna.
Prototypy, ktore tylko wygladaja jak normalne auta. A tak naprawde kryje
sie w nich duzy docisk i potezna technologia. Kawal maszyny. Tyle ze to
juz przeszlosc. W przyszlym sezonie, aby w ogole przetrwac, DTM zmienia
sie z drugiej najciekawszej kategorii wyscigow sprinterskich w wyscigowe
przedszkole. Zamiast producentow – zespoly prywatne, zamiast startu z
pol – start lotny (aby oszczedzic 50 tys. dolarow potrzebnych na
odpowiednie sprzeglo), do tego dozwolony ABS i kontrola trakcji. Gdzie
tu wyzwanie? Gerhard Berger, byly kierowca Formuly 1, ktory po odejsciu
Audi (a potem BMW) w DTM jako w biznesie zostal sam, przedstawiajac
wczoraj szczegoly nowych regulacji zapewnial, ze wielu kierowcow, w tym
Robert Kubica, interesuje sie tym, jak DTM bedzie wygladac, ze dopytuja,
wykazuja inicjatywe. Jesli dopytuja, ale raczej po to, ze poznac w pelni
skale degradacji niz by brac w tym udzial. Nowe regulacje sprawiaja, ze
auta w DTM stana sie pospolite. Moze i Polak sie na to zdecyduje, ale
ani to prestiz, ani przyjemnosc.
Ale, ale – jesli juz pospolite auto, to moze wyjatkowe wyscigi? I tu
pada z ust Kubicy najbardziej zaskakujaca koncepcja. N�zrburgring
Langstrecken Serie, a wiec wyscigi na polnocnej petli legendarnego
niemieckiego toru zwanej „Zielonym pieklem”. Nazwisko zadnego z mistrzow
od 1977 roku nic Panstwu pewnie nie powie. To genialny – i tez
niebezpieczny – tor, ogromne wyzwanie dla kierowcy i wielka satysfakcja
po udanych kolkach, ale z punktu widzenia sportowego – zejscie z
miedzynarodowej areny wyscigowej.
Niemiecki kolega dziennikarz, zajmujacy sie na co dzien Formula 1,
ostatnio spytal mnie: „Sluchaj, jak to mozliwe, zeby Robert Kubica byl
tak dobry, a jednoczesnie mial takiego pecha?”. Zamkniecie DTM w obecnym
ksztalcie to faktycznie najgorszy mozliwy zbieg okolicznosci. Projekt
kilkuletni, wciaz prestizowy i ekscytujacy zostal uciety tasakiem. Po
raz pierwszy tak wyraznie zarysowala sie na horyzoncie perspektywa,
ktora od lat probowalismy od siebie oddalac – wkrotce Robert Kubica moze
odejsc z profesjonalnego sportu.
***
A kto po Kubicy? Bardzo kibicuje mlodym chlopakom, ktorzy probuja sil w
roznych seriach. Mamy dwoch zawodnikow we wloskiej Formule 4, mamy
kierowcow w autach GT, ale patrze na ich metryki, na to, o ile stopni
wyzej w tej drabince sa w tym momencie ich rowiesnicy, ktorzy faktycznie
moga myslec o Formule 1 i jedyne, co mam w glowie to „za pozno”. W
obecnych realiach nie da sie powtorzyc drogi Kubicy – tak jak on wejsc
do F1 bez sponsora, wydzierajac miejsce w kolejnych seriach blyskami
talentu. Teraz bardziej niz kiedykolwiek wczesniej potrzeba
systematycznego wsparcia od najmlodszych lat, konsekwentnej drogi,
mocnego budzetu. Dlatego tym bardziej cieszmy sie weekendem na
Hockenheim, gdy wciaz mamy polskiego zawodnika w czubie sportow
motorowych. Sluchajmy Roberta, gdy mowi, ze on wie, co chcialby robic. I
badzmy cierpliwi, bo w tym sezonie jeszcze dluzej moga sie rozstrzygac
sprawy dotyczacego jego przyszlosci.
Sa takie pozegnania, na ktore jest jeszcze za wczesnie.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *