Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 8 grudnia 2019

SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 321 (5251) 8 grudnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
Kolejka 16
Cracovia-Zaglebie Lubin 2-0
Kolejka 18
Gornik Zabrze-Wisla Krakow 4-2
Jagiellonia Bialystok-Zaglebie Lubin 0-1
Korona Kielce-Arka Gdynia 0-1
Lech Poznan-LKS Lodz 2-0
Lechia Gdansk-Wisla Plock 2-0
Cracovia-Rakow Czestochowa 3-0
Pogon Szczecin-Piast Gliwice 1-0
Slask Wroclaw-Legia Warszawa 0-3
1.Pogon 35pkt
2.Legia 35pkt
3.Cracovia 33pkt
4.Slask 33pkt
5.Lechia 30pkt
6.Lech 29pkt
7.Piast 28pkt
8.Wisla Plock 27pkt
9.Jagiellonia 26pkt
10.Zaglebie Lubin 25pkt
11.Rakow 22pkt
12.Gornik 20pkt
13.Arka 17pkt
14.Korona 15pkt
15.LKS Lodz 14pkt
16.Wisla Krakow 11pkt
-Bramkarz Piasta kontra zmasowana ofensywa Pogoni. Minimalne, ale
niezwykle cenne zwyciestwo portowcow!
Pogon wykorzystala pierwsza podbramkowa sytuacje w meczu, potem razila
nieskutecznoscia. To wystarczylo, zeby pokonac Piasta Gliwice 1:0.
Pogon w niedzielne popoludnie chciala podtrzymac dobra passe spotkan na
wlasnym stadionie i po cichu liczyla na powrot na fotel lidera. Plany
Piasta byly znacznie skromniejsze. Goscie mysleli przynajmniej o
punkcie, zeby nie doznac trzeciej porazki z rzedu.
Podopieczni Kosty Runjaicia zaczeli z animuszem i od razu zepchneli
rywala do defensywy.
W 8. minucie Adam Buksa podal na czysta pozycje do Davida Steca, ktory
pieknym i precyzyjnym strzalem otworzyl wynik meczu.
Portowcy w krotkim odstepie czasu stworzyli sobie kilka kolejnych
sytuacji do podwyzszenia prowadzenia. Jednak albo zawodzila skutecznosc,
albo znakomicie dysponowany miedzy slupkami byl Frantisek Plach.
Bramkarz Piasta tego popoludnia chcial skrasc show Dante Stipicy, ktory
do tej pory wystepowal zwykle w Szczecinie w glownej roli.
W drugiej polowie obraz gry sie nie zmienil. Gospodarze nacierali, ale
ciagle niezawodny pozostawal Plach. Kibice bali sie, ze niewykorzystane
sytuacje w koncu sie zemszcza, jednak Piast byl tak slabo dysponowany,
ze nie stworzyl praktycznie zadnego zagrozenia pod bramka Pogoni. Slaba
skutecznosc szczesliwie nie pograzyla portowcow, ktorzy wygrali z Piastem.

-Pilkarze Lechii nie zwalniaja tempa. Wygrali swoj trzeci kolejny mecz w
ekstraklasie, a bohaterem meczu znow byl Flavio Paixao, ktory w tym
czasie zdobyl az piec bramek.
Dla Lechii bylo to trzecie spotkanie w ciagu siedmiu dni (dwa poprzednie
wygrala z czego jeden w Pucharze Polski z Zaglebiem Lubin), na dodatek
trener Piotr Stokowiec musial zalatac kolejna dziure w skladzie. Do
niegrajacych juz od jakiegos czasu Jaroslawa Kubickiego, Zarko
Udovicicia oraz Blazeja Augustyna dolaczyl pauzujacy za kartki Lukas
Haraslin. A poniewaz jedynym skrzydlowym nadajacym sie w tej chwili do
gry jest Slawomir Peszko, szkoleniowiec bialo-zielonych musial troche
pokombinowac. Ostatecznie zdecydowal, ze jako „falszywy” skrzydlowy
(czesto schodzacy do srodka) zagra Rafal Wolski. Miejsce w skladzie
stracil za to slabo prezentujacy sie w ostatnich tygodniach Daniel Lukasik.
Lechia majac na uwadze te wszystkie okolicznosci zaczela spotkanie w
trybie mocno ekonomicznym. Co prawda Flavio Paixao pierwszy grozny
strzal oddal juz po 30 sekundach (dobra interwencja Thomasa Daehne), ale
potem dlugimi momentami na boisku nie dzialo sie nic godnego uwagi.
Goscie probowali wykorzystac swoja najgrozniejsza bron, czyli stale
fragmenty gry, ale zadne z dosrodkowan Dominika Furmana – czy to z
rzutow roznych czy to wolnych – nie znalazlo adresata. O bezradnosci
gosci swiadczy fakt, ze w pierwszej polowie nie oddali oni ani jednego
celnego strzalu. Trzeba przy tym przyznac, ze bralo sie to rowniez z
agresywnej gry gospodarzy, ktorzy czesto wysoko podchodzili do pressingu
i dusili akcje rywala w zarodku.
W ofensywie Lechia odgryzala sie glownie strzalami z dystansu (kolejna
bomba Flavio i kolejna swietna interwencja Daehne), az wreszcie wyszla
jej naprawde sliczna akcja. Slawomir Peszko z Karolem Fila – w przenosni
i doslownie – „przedziurawili” obrone Wisly. Najpierw ten pierwszy
zagral miedzy nogami Damiana Michalskiego do Fili, a prawy obronca
Lechii strzelajac z ostrego kata zalozyl z kolei „siatke” Daehnemu.
Niemiec zdolal jeszcze jakims cudem odbic pilke, ale na miejscu byl
Flavio Paixao, ktory zdobyl gola w czwartym kolejnym spotkaniu (liczac
mecz Pucharu Polski z Zaglebiem Lubin).
Za chwile Lechia mogla zdobyc bramke po jeszcze ladniejszej kombinacji,
ale po swietnym dosrodkowaniu Wolskiego i zgraniu pilki glowa przez
Peszke w idealnej sytuacji spudlowal Artur Sobiech. Trudno uwierzyc jak
to sie stalo, ze napastnik gospodarzy bedac nie dalej jak piec metrow od
bramki po prostu w nia nie trafil.
W pierwszych minutach drugiej polowy Wisla probowala przycisnac Lechie,
ale szybko nadziala sie na zabojcza kontre gospodarzy. Sobiech swietnie
uruchomil Wolskiego, ktory widzac pedzacego w jego strony Daehnego
dziubnal sobie pilke i poczekal az bramkarz Wisly na niego wpadnie. Tak
sie stalo, ewidentny rzut karny. Na bramke zamienil go Flavio Paixao,
dla ktorego byl to szosty gol w tym sezonie (zrownal sie tym samym z
najlepszym do tej pory strzelcem Lechii Sobiechem).
Kilka minut pozniej Wolski mogl swoj naprawde dobry wystep ukoronowac
piekna bramka, jednak jego potezny strzal zza pola karnego wyladowal na
poprzeczce.
Pilkarze Wisly, choc probowali do ostatnich minut, nie potrafili realnie
zagrozic gospodarzom. Ci w pelni kontrolowali przebieg meczu i odniesli
trzecie ligowe zwyciestwo z rzedu (a liczac wspomniany mecz w Pucharze
Polski czwarte). Tym samym jeszcze bardziej zblizyli sie do czolowki
tabeli. To sa naprawde dobre dni ludzi Stokowca.

-Bardzo wazne wyjazdowe zwyciestwo odniesli pilkarze Arki Gdynia. Po
bramce Macieja Jankowskiego wygrali 1:0 z sasiadem z tabeli – Korona
Kielce.
Gdy przed pierwszym gwizdkiem patrzylo sie na ligowe zestawienie,
narzucalo sie tylko jedno okreslenie: mecz o szesc punktow. Jakze utarte
w zargonie pilkarskim, ale jednoczesnie prawdziwe, dotyczace spotkania
dwoch druzyn sasiadujacych w newralgicznych miejscach w tabeli. By
jednak jeszcze bardziej zadzialac na wyobraznie, mozna stwierdzic, ze
wynik tego spotkania bedzie mial wplyw na zestaw spadkowiczow. Trudno
bowiem przypuszczac, by Korona lub Arka w tym sezonie oderwaly sie
jeszcze na dobre ze strefy zagrozenia.
Zafrasowani postawa druzyny kibice zolto-niebieskich ostatnio delikatnie
mogli sie usmiechnac po remisie 1:1 z liderem, Pogonia Szczecin. Tyle
tylko, ze styl, a raczej jego brak, nie byl dobra wrozba na nastepne
tygodnie. Potwierdzeniem tej tezy byl poczatek starcia w Kielcach. Juz
po siedmiu minutach Arka powinna zapomniec o punktach. W tym czasie
pilka dograna w pole karne gdynian zostala trzy razy – za kazdym razem z
wielka swoboda. Za kazdym tez razem potworne problemy z jej przyjeciem
mial napastnik gospodarzy Uros Djuranovic. To sprawilo, ze trzykrotnie
sam siebie pozbawil stuprocentowych sytuacji do gola. Dziwic jednak
powinna latwosc, z jaka podania adresowane w pole karne dochodzily do celu.
Korona zamykala Arke na jej polowie, jedynie raz pozwalajac jej na
wycieczke w swoje pole karne. Wycieczke niezwykle kosztowna. Adam Deja
dosrodkowal z mniej wiecej 40 metrow w kierunku osamotnionego w
szesnastce Macieja Jankowskiego. Futbolowka leciala dosc dlugo i
wydawalo sie, ze nie moze zrobic krzywdy kielczanom. Tymczasem napastnik
Arki wykorzystal to najlepiej, jak mogl, i udowodnil, jak swietnie gra w
powietrzu. W Kielcach konsternacja – 0:1 zamiast nawet 3:0 dla Korony.
Powietrze zeszlo z kielczan momentalnie, co rzecz jasna bylo woda na
mlyn dla przyjezdnych. Podeszli, uderzyli, odeszli. Pozniej juz tylko
obserwowali z uwaga, jak zamroczony jest rywal. Gdynianie zagrali jak
wytrawny gracz.
Spotkanie przybralo spodziewany obrot. Korona przejela kontrole, ale
taka, ktora nie pozwalala juz wchodzic w pole karne Arki bez pardonu.
Zawodnicy Aleksandara Rogicia zaczeli sie madrze bronic, swiadomie
porzucajac wszelkie fajerwerki w grze. Najwazniejsze staly sie punkty.
Uplywajacy czas coraz scislej platal z kolei nogi koroniarzom.
Nerwowosc, ktora wkradala sie w poczynania gospodarzy, byla miodem na
serce przyjezdnych. Az do pewnego, kluczowego momentu”
Do konca zostalo calkiem sporo – pol godziny. Trudne uderzenie zza pola
karnego swietnie odbil Pavels Steinbors. Pech chcial, ze pilka spadla
prosto pod nogi wprowadzonego po przerwie Michala Papadopulosa.
Napastnik Korony mial przed soba lezacego jeszcze po pierwszej
interwencji Lotysza i cala bramke. Uderzyl, a w tym czasie Steinbors
zdazyl zebrac sie do kolejnej, nieprawdopodobnej interwencji. Choc
34-latek niebywalych obron mial niezliczona ilosc, to ta ma wszelkie
predyspozycje, by kandydowac do najbardziej spektakularnych.
Arka nie zagrala wielkiego spotkania. Zreszta takich ostatnio w dosc
ubogim arsenale zolto-niebieskich nie widywalismy, zatem zadna to
niespodzianka. Niespodziewany byl jednak gol w momencie, gdy dwa, a
nawet trzy wisialy w powietrzu dla rywala. Gdynianie wykazali sie jednak
pilkarska madroscia i miedzy slupkami mieli kosmite. To dzieki
Steinborsowi zdobyli byc moze bezcenne w koncowym rozrachunku trzy punkty.

-Wichniarek: Nie wpadlismy do diabelskiego kotla [felieton]
Nie ma co sie czarowac, w starciu z Hiszpanami problemy czekaja nie
tylko Polakow, a wiekszosc druzyn na swiecie. Mimo pewnej zmiany
pokoleniowej to wciaz znaczaca sila – pisze w swoim kolejnym felietonie
Artur Wichniarek, byly reprezentant Polski.
Po wylosowaniu Hiszpanii, rywala w przyszlorocznych mistrzostwach
Europy, wsrod czesci sympatykow naszej reprezentacji pojawila sie jakas
dziwna reakcja: no, ci to zloja nam skore i pokaza miejsce w szeregu! To
w duzej czesci ci, ktorzy eliminacyjnych rywali z niedalekiej
przeszlosci – Austriakow, Irlandczykow, Szkotow czy Slowencow – nie
uznawali za konkurentow chocby wagi polciezkiej. Ostatnim przeciwnikiem
wzbudzajacym respekt byli Niemcy. Pokonalismy ich w drodze do EURO 2016,
a pozniej tradycyjnie wybuchla euforia i pojawily sie wielkie
oczekiwania przed wyjazdem na turniej do Francji. Nadzieje w jakims
sensie zostaly spelnione, bo zespol Adama Nawalki dotarl do
cwiercfinalu. Ale kolejna wielka impreza, mistrzostwa swiata w Rosji,
bolesnie nas zweryfikowala lub jak mawia mlodziez – wyjasnila, a w
efekcie po kadrze Jerzego Brzeczka dzis wlasciwie nikt niczego sie nie
spodziewa. A juz na pewno nikomu nie przychodzi do glowy zakrzyknac, jak
poltora roku temu: a moze polfinal?! Takie mam wrazenie. No bo jak tu
pompowac balonik, skoro na drodze staja Hiszpanie? Zelazny faworyt
naszej grupy. Nie ma co sie czarowac, w starciu z nimi problemy czekaja
nie tylko Polakow, a wiekszosc druzyn na swiecie. Mimo pewnej zmiany
pokoleniowej to wciaz znaczaca sila. Nie ma Andresa Iniesty, Davida
Silvy czy Cesca Fabregasa, lecz z tasmy produkujacej klasowych pilkarzy
juz zeszli nastepni, otrzaskani w swojej silnej lidze – Primera Division
– w koszulkach Barcelony, Valencii, Atletico czy madryckiego Realu.
Roznice w potencjale obrazuja dwaj pilkarze Dinama Zagrzeb. Hiszpan Dani
Olmo w zespole mistrza Chorwacji gra wszystko, Ligi Mistrzow nie
wylaczajac, i jest wyceniany na 30 milionow euro. Nasz reprezentant w
Dinamie, Damian Kadzior, grywa w spotkaniach ligowych, a jego wycena
kreci sie wokol 1,5 miliona euro.
A wracajac na moment do faktu dziwnego oczekiwania, ze „teraz Hiszpanie
pokaza nam miejsce w szeregu”, przypominam: w starciu z tym
przeciwnikiem nigdy nie uchodzilismy za faworyta. Bywaly porazki
sromotne, jak ta w 2010 roku 0:6 albo w mniejszych rozmiarach, kiedy
jesienia 1999 roku w Warszawie przegralismy „tylko” 1:2. Bralem udzial w
tym spotkaniu, niech nikogo nie zmyli ten rezultat… Zatem porazka z
nimi absolutnie nie bedzie niespodziewanym rozstrzygnieciem. Jednak
traktuje to starcie jako kapitalny sprawdzian z zespolem scislego,
swiatowego topu. A czy jest on do chocby lekkiego ugryzienia? Zadanie
piekielnie trudne, lecz skoro jakies mankamenty i slabosci Hiszpanow
potrafili wykorzystac Szwedzi w meczu eliminacji EURO 2020 (pechowo z
nimi remisujac 1:1, gol gosci w 90 minucie), to jakas tlaca sie iskierke
nadziei mozna dostrzec. By nie bylo niedomowien – wpadlismy na faworyta
nawet nie grupy, ale i EURO, a grac trzeba i gdzies swojej szansy
szukac. Ale nie w obszarach masochizmu, ze pewnie dojdzie do bolesnej
kompromitacji i polegniemy iles tam do zera. Druga lokata w grupie,
czyli wyprzedzenie Szwedow i zdystansowanie rywala wylonionego w barazu
– calkiem realny scenariusz. Szwedzi co prawda od lat nam nie leza (sam
sie o tym przekonalem, bo o ile mnie pamiec nie myli, gralem przeciwko
nim dwukrotnie, tylez samo razy przegrywajac), lecz o pilkarzu klasy
Roberta Lewandowskiego skandynawski kibic moze najwyzej pomarzyc.
Szwedzi na pewno nie strasza podobnymi nazwiskami. Trudno porownac ich
wschodzaca gwiazde Alexandra Isaka z Lewym, a takze z Krzysiem Piatkiem,
czy Arkiem Milikiem. Szykujac sie do felietonu spojrzalem na sklad
Szwedow z eliminacji. Union Berlin, Red Bull Lipsk, owszem, tez
przedstawiciel dzisiejszego Manchesteru United, z naciskiem na
„dzisiejszego”. Jednym zdaniem – zespol zdecydowanie w naszym zasiegu.
Jesli druzyna Jerzego Brzeczka zagra w meczach EURO 2020, a raczej
powtorzy 65 minut z niedawnego wygranego spotkania z Izraelem, jestem
optymista. Wysoki pressing, po stracie chec natychmiastowego odzyskania
pilki, mala gra w trojkatach wsrod pomocnikow, duzy ruch naszych graczy
bez pilki, spokoj w wyprowadzeniu jej przez obroncow. To elementy
nowoczesnego futbolu. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestesmy tego w stanie
powtorzyc przez 90 minut, choc bede zadowolony, jesli wlasnie blizniacze
65 minut bedziemy regularnie prezentowac, a w pozostalym czasie
rozsadnie doprowadzac mecz do konca. W Jerozolimie zobaczylismy fajny,
ciekawy futbol, wedle mojej opinii gwarantujacy unikniecie lania do
Hiszpanow i pozwalajacy na zajecie drugiego miejsca w grupie.
***
Podsumowujac, nie uwazam, ze wpadlismy do jakiegos diabelskiego kotla,
bo co maja powiedziec Niemcy? Wygrali eliminacje, a znalezli sie w
towarzystwie mistrzow swiata – Francuzow oraz Portugalczykow, a tych tez
nie trzeba specjalnie reklamowac. To grupa smierci, co sie zowie! A my
patrzmy realnie na narodowa reprezentacje i jej kibicujmy, bo jest nasza
i jedyna.

-Wlodarczyk: Swiateczne porzadki [FELIETON]
Premier wzial sprawy w swoje rece i zaczal robic szybkie porzadki.
Pierwsza decyzje wkladam do szufladki z kategoria „na pokaz” – to
odwolanie Alicji Omieckiej, prezes spolki zarzadzajacej obiektem. Druga
to juz konkret – trawa bedzie wykladana na plycie znacznie wczesniej niz
do tej pory, nie 4-5 dni, a nawet trzy tygodnie przed meczami – pisze w
swoim kolejnym felietonie Tomasz Wlodarczyk.
W czwartek doszlo do nieformalnego spotkania dziennikarzy z premierem
Mateuszem Morawieckim i nowa minister sportu – Danuta Dmowska – Andrzejuk.
Z kwestii pilkarskich mamy pierwsze konsekwencje fatalnej murawy na PGE
Narodowym, na ktora szefowi rzadu skarzyli sie sami pilkarze,
bezposrednio po ostatnim meczu el. EURO 2020 ze Slowenia. Premier wzial
sprawy w swoje rece i zaczal robic szybkie porzadki. Pierwsza decyzje
wkladam do szufladki z kategoria „na pokaz” – to odwolanie Alicji
Omieckiej, prezes spolki zarzadzajacej obiektem. Druga to juz konkret –
trawa bedzie wykladana na plycie znacznie wczesniej niz do tej pory, nie
4-5 dni, a nawet trzy tygodnie przed meczami Bialo-Czerwonych.
Prestizowy kontrakt dostanie tez nowy wykonawca, ktory ma duzo czasu na
przygotowanie sie do pierwszej proby – bowiem nastepny mecz w Warszawie
dopiero 2 czerwca przeciwko Rosji. Prawdziwy test przejdzie jednak za
ponad rok, gdy spotkanie w stolicy odbedzie sie w mniej przyjaznych
warunkach atmosferycznych – wczesna wiosna lub pozna jesienia.
A propos, reprezentacja poznala sparingpartnerow przed mistrzostwami
Europy. To Finlandia, Ukraina, Rosja i Islandia. Wszystkie mecze odbeda
sie w Polsce. Tyle bylo mowienia za kulisami, ze sztab kadry chce
sprawdzic pilkarzy w meczach wyjazdowych, a ostatecznie, podobnie jak za
kadencji Adama Nawalki, przed turniejem finalowym gramy tylko przed
wlasna publicznoscia – po kolei we Wroclawiu, Chorzowie, Warszawie i
Poznaniu. Sprawy pokrzyzowalo wylosowanie Szwecji w grupie E, bo to z
ekipa Trzech Koron mielismy zmierzyc sie w Solnej. Wydarzenia w
Bukareszcie sprawily jednak, ze trzeba bylo goraczkowo dogadywac nowego
rywala i padlo na Finow, ktorzy pierwszy raz w historii pojada na EURO.
Niby Ukraina to przeciwnik z pierwszego koszyka, Rosja cwiercfinalista
ostatniego mundialu i gospodarz, ale mimo wszystko szkoda, ze nie sa to
rywale z najwyzszej polki. Z drugiej strony trzeba patrzec na siebie, bo
to nie wyniki sparingow, a idealne trafienie z turniejowa forma, bedzie
decydowalo o postawie w Dublinie i Bilbao. Anglicy graja z Austriakami i
Rumunami. Czy to oznacza, ze zle przygotuja sie do wystepow na Wembley?
W piatek odbyla sie huczna gala z okazji stulecia Polskiego Zwiazku
Pilki Noznej, na ktora przybyli najwazniejsi ludzie w swiatowym futbolu
– z szefami FIFA, Giannim Infantino, i UEFA, Aleksandrem Ceferinem, na
czele. Slysze, ze w marcu przyszlego roku moga zapasc kolejne wazne
decyzje dotyczace elitarnych rozgrywek klubowych. To jeszcze nie czas na
Superlige, ale od 2025 roku Lige Mistrzow czekaja kolejne zmiany. Chocby
„zamrozenie” miejsc dla uczestnikow polfinalow, a nawet cwiercfinalow
rozgrywek. Klub, ktory dotarlby do tej fazy pucharu, bez wzgledu na
postawe w lidze mialby zagwarantowany wystep w kolejnej edycji Champions
League. Przyklad? Polfinalista Ajax, ktory musial przebrnac przez
eliminacje, zeby zagrac w trwajacej fazie grupowej LM, nie mialby juz
tego obowiazku. Pytanie, kto na tym straci, bo ktos musi. Najwieksze
ligi czy maluczcy, ktorych droga do elitarnych rozgrywek juz teraz
wyglada jak przeprawa przez pustynie bez wody? Dla mnie odpowiedz jest
niestety jasna.

-PZPN potwierdza: Mecz Polska – Islandia odbedzie sie w Poznaniu 9
czerwca, tuz przed Euro 2020
Bedzie to zarazem ostatni mecz bialo-czerwonych przed poczatkiem Euro
2020. Rozegrany zostanie w ramach zgrupowania polskiej druzyny w Opalenicy.
Polska uda sie na zgrupowanie do Opalenicy prawdopodobnie 24 albo 25
maja. Bedzie tam przebywala az do meczu z Islandia, po ktorym uda sie do
Irlandii. Na baze podczas turnieju mistrzostw Europy 2020 polska ekipa
wybrala Portmarnock Hotel, okolo 20 km od Dublina. To tam odbedzie sie
pierwszy mecz Polski na Euro 2020 – 15 czerwca rywalem bedzie nieznana
jeszcze druzyna z barazow. W gre wchodza albo gospodarze Irlandczycy,
albo Irlandia Polnocna, albo Bosnia i Hercegowina, albo Slowacja – te
cztery ekipy wylonia ze swego grona jednego uczestnika rozgrywek Euro
2020 w tej grupie, a okaze sie to dopiero w marcu. Nastepnie 20 czerwca
Polacy przeniosa sie do Bilbao, by zagrac tam z Hiszpania, i wreszcie 24
czerwca wroca do Dublina na mecz ze Szwedami.
Do turnieju Polska bedzie sie przygotowala dzieki czterem meczom
towarzyskim. Dwa z nich odbeda sie w marcu: bedzie to pojedynek z
Finlandia (debiutantem na mistrzostwach Europy) zaplanowany na 27 marca
we Wroclawiu oraz mecz z Ukraina 31 marca w Chorzowie. W czerwcu dojda
do tego dwa pojedynki: 2 czerwca z Rosja w Warszawie oraz 9 czerwca z
Islandia w Poznaniu. Po tym meczu zostanie juz tylko turniej finalowy.
To nie pierwszy przypadek, gdy w Poznaniu odbywa sie mecz towarzyski
poprzedzajacy duzy turniej z udzialem Polakow. Przed Euro 2016
bialo-czerwoni podejmowali przy Bulgarskiej zespol Serbii i wygrali 1:0
po bramce Jakuba Blaszczykowskiego. Przed mundialem 2018 natomiast
zmierzyli sie w pierwszym, historycznym meczu z Chile i zremisowali 2:2.
Polska prowadzila do przerwy 2:0 po golach Roberta Lewandowskiego i
Piotra Zielinskiego.
Pierwszym w historii meczem reprezentacji Polski rozegranym w Poznaniu
bylo starcie z Finlandia w sierpniu 1926 roku. Bialo-czerwoni wygrali
wowczas az 7:1. Cztery gole strzelil lwowiak Mieczyslaw Batsch, a trzy –
Wawrzyniec Stalinski z Warty Poznan.

SKOKI NARCIARSKIE
Dawid Kubacki zajal piate miejsce w sobotnim konkursie Pucharu Swiata w
skokach narciarskich w Niznym Tagile. Po raz pierwszy w karierze wygral
Japonczyk Yukiya Sato. Drugie miejsce zajal Niemiec Karl Geiger, trzecie
Austriak Philipp Aschenwald.
W czolowej dziesiatce znalazl sie drugi z Polakow Kamil Stoch,
sklasyfikowany na dziewiatej pozycji.
Wbrew wczesniejszym obawom o mozliwe problemy z aura, pierwszy z
konkursow w Rosji nie zostal powaznie zaklocony przez zbyt silny wiatr,
choc Piotr Zyla zapewne bedzie innego zdania. Polak po pierwszej serii,
w ktorej osiagnal 131 m byl drugi, ustepujac tylko Slowencowi Peterowi
Prevcowi – 133,5 m.
W finale obaj trafili jednak na znacznie gorsze warunki. Polak mial
tylny wiatr, dolecial ledwie do 112. metra i ostatecznie ukonczyl
konkurs na 24. miejscu. Prevc mial troche wiecej szczescia, uzyskal 123
m i zostal sklasyfikowany na osmej pozycji.
Po pierwszej serii, w ktorej z ekipy bialo-czerwonych odpadli Klemens
Muranka i Jakub Wolny, na ostatniej 30. pozycji uplasowal sie Maciej Kot
(116,5 m). Polak o 0,1 pkt wyprzedzil sklasyfikowanego tuz za nim Niemca
Markusa Eisenbichlera. Jak wyliczono, tegorocznemu mistrzowi swiata z
Bergisel w Innsbrucku zabraklo do wyprzedzenia reprezentanta Polski
okolo 5 cm.
Obok Zyly, w pierwszej serii niezle zaprezentowal sie Dawid Kubacki.
Osiagnal 127 m i plasowal sie na 11. pozycji. W finale skoczek z Nowego
Targu wyladowal cztery metry dalej i dzieki temu awansowal na piate
miejsce. Kamil Stoch byl w trudniejszej sytuacji, uzyskal 121 m i byl
17. W drugiej probie, podobnie jak Kubacki wypadl juz znacznie lepiej –
128,5 m i awansowal na dziewiata lokate.

-Stefan Kraft wygral drugi konkurs skokow narciarskich z Niznym Tagile.
Polacy spisali sie slabo. Najlepszy z bialo-czerwonych byl Kamil Stoch,
ktory skonczyl zawody na 15. miejscu.
Bez blysku w pierwszej kolejce zaprezentowali sie skaczacy po sobie
Dawid Kubacki i Kamil Stoch, ktorzy zdolali co prawda uzyskac awans, ale
skoki na 125 i 122 metry daly im miejsca w drugiej dziesiatce. Najlepszy
okazal sie Japonczyk Ryoyu Kobayashi, ktory mimo niekorzystnych warunkow
polecial na 133,5 metra i dzieki rekompensacie za wiatr wypracowal sobie
9,1 punktu przewagi nad drugim Austriakiem Stefanem Kraftem (140 metrow)
i az 24,1 punktu nad trzecim liderem Pucharu Swiata, Norwegiem
Danielem-Andre Tande (131,5 metra).Druga seria przebiegala bardzo
sprawnie, sedziom bowiem bardzo zalezalo na przeprowadzeniu zawodow w
rownych warunkach. Pomiedzy skokami poszczegolnych zawodnikow przerwy
byly minimalne.
Ponownie przecietnie spisali sie Polacy: najlepszy Stoch byl ostatecznie
15. (121,5 metra), za nim znalezli sie Wolny (16., 120 metrow) i Kubacki
(17., 120 metrow). W dalszej czesci stawki zawody zakonczyli Kot (24.
110,5 metra) i Hula (25., 119 metrow).
Wiecej emocji mielismy w czolowce. Swietnym lotem na 137 metrow popisal
sie Szwajcar Killian Peieri zakonczyl zawody na drugim stopniu podium.
Bylo to pierwsze „pudlo” Helweta w karierze. Zwyciezca zostal Kraft,
ktory po skoku na 134,5 metra wywarl duza presje na liderze konkursu,
Kobayashim. Japonczyk jej nie wytrzymal i po wyladowaniu na tylko 113
metrze, zakonczyl zawody na 3. miejscu
Kolejny konkurs indywidualny rozegrany zostanie w niedziele 15 grudnia w
niemieckim Klingenthal. Dzien wczesniej odbeda sie zawody druzynowe.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *