Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 7 czerwca 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 147 (5408) 7 czerwca 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

EKSTRAKLASA – kolejka 28
Korona Kielce-Piast Gliwice 1-2
Gornik Zabrze-Lechia Gdansk 2-2
Jagiellonia Bialystok-Wisla Plock 2-2
Zaglebie Lubin-Lech Poznan 3-3
Pogon Szczecin-Cracovia 1-0
Rakow czestochowa-LKS Lodz 1-1
Arka Gdynia-Slask Wroclaw 2-1
Wisla Krakow-Legia Warszawa 1-3
1.Legia 57pkt
2.Piast 49pkt
3.Pogon 44pkt
4.Slask 43pkt
5.Lech 43pkt
6.Cracovia 42pkt
7.Lechia 42pkt
8.Jagiellonia 41pkt
9.Rakow 38pkt
10.Zaglebie Lubin 37pkt
11.Gornik Zabrze 37pkt
12.Wisla Plock 37pkt
13.Wisla Krakow 31pkt
14.Korona 29pkt
15.Arka 28pkt
16.LKS Lodz 21pkt

I Liga
24 kolejka
Wigry Suwalki-Miedz Legnica 1-1
Stal Mielec-Puszcza Niepolomice 0-0
Chrobry Glogow-Belchatow 1-0
Podbeskidzie-Nieciecza 1-0
Wata Poznan-Olimpia Grudziadz 2-0
Zaglebie Sosnowiec-Stomil Olsztyn
Tychy-Chojniczanka 1-2
Odra Opole-Jastrzebie 1-2
Sandecja Nowy Sacz-Radomiak 1-2
1.Podbeskidzie 49pkt
2.Warta 49pkt
3.Stal Mielec 45pkt
4.Radomiak 40pkt
5.Jastrzebie 37pkt
6.Miedz 35pkt
7.Olimpia Grudziadz 34pkt
8.Zaglebie Sosnowiec 33pkt
9.Nieciecza 32pkt
10.Sandecja 32pkt
11.Tychy 32pkt
12.Chrobry 30pkt
13.Puszcza 30pkt
14.Stomil 30pkt
15.Belchatow 25pkt
16.Odra Opole 24pkt
17.Chojniczanka 22pkt
18.Wigry 20pkt
-Przelamanie w meczarniach. Pogon Szczecin pokonala Cracovie i zagra w
grupie mistrzowskiej.
Po pierwszej polowie niektorzy kibice zapewne nosili sie z zamiarem
wylaczenia telewizorow, ale ich cierpliwosc zostala wynagrodzona.
Wejscie Kamila Drygasa odmienilo Pogon i portowcy ograli Cracovie 1:0.
– Nie znam przypadku, by kiedykolwiek jakis klub stracil tak duza liczbe
swoich kluczowych graczy w trakcie jednego sezonu – nie ukrywal trener
portowcow Kosta Runjaic przed pierwszym gwizdkiem. Trudno bylo nie
przyznac mu racji, widzac wyjsciowy sklad Pogoni na sobotnie spotkanie z
Cracovia.
W ofensywie praktycznie nie ma juz sladu po zespole, ktory dwukrotnie
potrafil w tym sezonie pokonac Legie Warszawa i przez dlugi czas
utrzymywal sie na szczycie ligowej tabeli. Nie dosc, ze druzyne dopadla
plaga kontuzji (Igor Lasicki, Marcel Wedrychowski), a balkanski gwiazdor
Srdan Spiridonovic zbuntowal sie i nie zamierza dluzej grac w Pogoni, to
jeszcze klopoty zoladkowe dopadly Pawla Cibickiego.
Runjaic musial wiec postawic na grupe notorycznie rozczarowujacych
pilkarzy: nieskutecznego napastnika Michalisa Maniasa, bezbarwnego Fina
Santeriego Hostikke i Tomasa Podstawskiego, ktory w ciagu kilku miesiecy
zanotowal nieprawdopodobny spadek formy.
Pierwsze minuty nieoczekiwanie wygladaly jednak nieco lepiej niz to, co
kibice przed telewizorami ogladali tydzien temu (porazka na wlasnym
stadionie 0:3 z Zaglebiem Lubin). Byc moze dlatego, ze po boisku biegala
Cracovia. Zespol w rownie slabej formie, ktory przegral piec spotkan z
rzedu. A stawka tego meczu byl w koncu awans do grupy mistrzowskiej.
Na poczatku obie druzyny stworzyly sobie po jednej niezlej szansie do
zdobycia gola. Najpierw minimalnie pomylil sie Manias, a chwile pozniej
w polu karnym Pogoni pokazal sie Michal Helik. Obronca Cracovii huknal z
woleja tuz nad poprzeczka.
Potem gra przeniosla sie do srodka pola i choc gospodarze posiadali
optyczna przewage, to w zaden sposob nie potrafili jej udokumentowac.
Cracovia zaatakowala natomiast na samym finiszu pierwszej polowy i byla
naprawde blisko szczescia. Rafael Lopes efektownym dryblingiem ogral
dwoch zawodnikow Pogoni, kropnal z linii pola karnego i Dante Stipica
byl w duzych opalach. Szczegolnie, ze po drodze pilka odbila sie od
jeszcze jednego ze szczecinskich defensorow.
Kibice, ktorzy zostali przed telewizorami, liczyli na to, ze portowcy w
drugiej polowie jednak wezma sie do roboty. Emocji faktycznie bylo nieco
wiecej, ale niekoniecznie takich, jakich oczekiwali szczecinscy fani. W
55. minucie pilke w pole karne wbil Cornel Rapa, noge na wslizgu
dostawil David Jablonsky i skierowal futbolowke do siatki. Na szczescie
obronca Cracovii byl na pozycji spalonej.
W koncu jednak Pogon przeprowadzila szybka i skladna akcje. W 63.
minucie Marcin Listkowski precyzyjnie dosrodkowal w pole karne, a tam
celna glowka popisal sie Kamil Drygas (swietna zmiana, ktora rozruszala
zespol). Druzyna Runjaicia cieszyla sie tak, jakby wlasnie wygrala
jakies trofeum. Widac bylo, ze ten gol byl portowcom bardzo potrzebny.
W Szczecinie wszystkim spadl kamien z serca i gospodarze bez wiekszych
problemow dowiezli korzystny wynik do koncowego gwizdka. Awans do grupy
mistrzowskiej jest juz praktycznie pewny, ale gra nadal nie napawa
optymizmem.
Pogon: Stipica – Bartkowski, Zech, Malec, Nunes – Hostikka, Podstawski,
Listkowski Z, Kowalczyk (75. Kowalczyk), Matynia (54. Drygas) – Manias Z
(68. Turski).

-Arka wyrwala zwyciestwo ze Slaskiem, choc sedzia znow przeszkadzal.
Sprawiedliwosci stalo sie zadosc.
Arka Gdynia znow zostala skrzywdzona przez sedziego, ktory podyktowal
przeciw niej rzut karny „z kapelusza”. Jednak ostatecznie potrafila w
koncowce meczu ze Slaskiem Wroclaw przechylic szale zwyciestwa na swoja
korzysc, wygrywajac 2:1.
Trener Arki Ireneusz Mamrot przekonywal przed spotkaniem, ze to nie jest
dla jego zespolu mecz o wszystko. Jednak biorac pod uwage aktualna
sytuacje w tabeli, gdynanianie potrzebowali punktow jak powietrza.
Ostatecznie udalo sie wyrwac zwyciestwo i nie przeszkodzila im w tym
nawet naprawde slabiutka postawa przez dobre 80 minut meczu oraz
niezrozumiala decyzja sedziego Pawla Raczkowskiego dyktujacego rzut
karny, z ktorego padla jedyna bramka dla Slaska.
Trzeba przyznac, ze zespol z Gdyni nie ma w tym sezonie szczescia do
sedziowskich wyrokow. Wymienic mozna przynajmniej piec-szesc sytuacji, w
ktorych zolto-niebiescy zostali zwyczajnie skrzywdzeni (chociazby w
meczu z Legia Warszawa na wlasnym stadionie, gdzie nalezaly im sie dwa
rzuty karne). Sporo kontrowersji wywolaly tez decyzje sedziego Szymona
Marciniaka w ostatnich derbach Trojmiasta.
Jednak o ile rzuty karne podyktowane przeciw Arce w meczu z Lechia mozna
obronic, o tyle sytuacja z 10 min. meczu ze Slaskiem zakrawa na maly
skandal. Starcie w polu karnym gospodarzy Roberta Picha i Mateusza
Mlynskiego mozna bylo rozsadzic na dwa sposoby – albo puscic gre (twarda
walka, ale w ramach przepisow), ewentualnie przyznac Arce rzut wolny,
gdyz Pich przypadkowo kopnal Mlynskiego w noge. Tymczasem sedzia
Raczkowski nie wiedziec czemu postanowil… wskazac na 11 metr. Co
ciekawe jego koledzy pomagajacy mu z wozu VAR podtrzymali te deczyje.
Jakim cudem? Trudno wyjasnic, to byl klasyczny rzut karny podyktowany „z
powietrza”.
Jedenastke pewnie wykorzystal Michal Chrapek, a pilkarze Arki popadli od
tego momentu w kompletna niemoc, w ktorym to stanie trwali przez ponad
godzine.
Obudzili sie dopiero ok. 80 minuty i to wystarczylo, zeby wyrwac
arcycwazne zwyciestwo. Najpierw po rzucie roznym Michala Nalepy glowa
pilke do bramki zapakowal kompletnie niepilnowany Adam Danch. Ten sam
zawodnik za chwile byl krok od powtorzenia tego wyczynu, ale tym razem
swietna interwencja popisal sie Matus Putnocky.
Juz w dodatkowym czasie potezne uderzenie zza pola karnego Marko
Vejinovicia wyladowao na poprzeczce, a za chwile szczescie wreszcie
usmiechnelo sie do Arki. Obronca Israel Puerto przypadkowo, bo
przypadkowo, ale ewidentnie dotknal pilki reka we wlasnym polu karnym i
tym razem decyzja sedziego Raczkowskiego nie mogla byc inna – jedenastka!
Ona tez miala swoja dramturgie, gdyz strzal Vejinovicia odbil Putnocky,
jednak wobec dobitki Holendra bramkarz Slaska byl juz bezradny. Mijala
wlasnie siodma minuta doliczonego czasu gry… Zatem sprawiedliwosci
stalo sie zadosc i to Arka mogla sie cieszyc ze zwyciestwa.
Arka: Steinbors – Zbozien, Maric, Danch, Marciniak – Kopczynski Z (78.
Jankowski), Nalepa – Samanes (46. Siemaszko Z), Vejinovic, Mlynski –
Zawada (62. Schirtladze).

-Drugi mecz Lechii Gdansk po wznowieniu rozgrywek i druga skuteczna
pogon. Tym razem skuteczny finisz dal remis 2:2 w spotkaniu z Gornikiem
Zabrze. Punkt znow uratowali zmiennicy, ze strzelcem dwoch goli Lukaszem
Zwolinskim na czele.
Lechia na mecz do Zabrza wybierala sie w dobrych nastrojach. Naladowana
energia po wygranych w niesamowitych okolicznosciach derbach Trojmiasta
z Arka Gdynia (4:3) i majac w perspektywie spotkanie z jednym ze swoich
ulubionych rywali. Wszak z Gornikiem nie przegrala zadnego z ostatnich
13 meczow ligowych. Ta passa zostala podtrzymana, chociaz przez dlugi
czas nic na to nie wskazywalo.
Trener Piotr Stokowiec nie mogl skorzystac w Zabrzu z Conrado, ktory dal
swietna zmiane w starciu z Arka. Jednak Brazylijczyk narzeka na drobny
uraz miesniowy, ktory zreszta doskwieral mu juz przed derbami Trojmiasta.
– Nie chcemy ryzykowac glebszej kontuzji, na kolejne spotkanie powinien
byc gotowy do gry – przyznal w przedmeczowej rozmowie w Canal+
szkoleniowiec Lechii.
Brak Conrado byl odczuwalny, gdyz tym razem bardzo slabo prezentowal sie
na lewym skrzydle Ze Gomes. Niczym nie wyroznial sie takze Maciej Gajos
zastepujacy Jaroslawa Kubickiego (pauzowal za kartki). A poniewaz wciaz
kompletnie bezproduktywny jest Patryk Lipski, Lechia w fazie ofensywnej
byla zupelnie bezradna zarowno w srodku pola, jak i po lewej stronie.
Jedyne zagrozenie stwarzala po akcjach prawa flanka, po ktorej hasal
Jaroslav Mihalik. To on wypracowal zdecydowanie najlepsza sytuacje dla
gosci przed przerwa. Po arcyprecyzyjnym dosrodkowaniu Slowaka nie
popisal sie jednak Flavio Paixao, ktory nie zdolal pokonac bramkarza
Gornika Martina Chudego, glowkujac z odleglosci nie wiekszej niz dwa metry.
W tym momencie Gornik prowadzil juz 1:0 .Gospodarze od poczatku byli
zdecydowanie bardziej aktywni i przekonujacy w swoich akcjach. I dosc
szybko dopieli swego, a w przypadku Lechii po raz kolejny objawila sie
jedna z najwiekszych bolaczek, czyli obrona stalych fragmentow gry.
– Musimy koniecznie poprawic ten element. W trakcie gry ustawiamy sie w
obronie dobrze, jednak przy stalych fragmentach troche to wszystko
szwankuje. To powinno wygladac inaczej, tym bardziej ze jest to do
wycwiczenia – mowil w rozmowie z „Wyborcza” obronca Lechii Michal Nalepa.
No i co? No i znow klapa… Wlasciwie po kazdym stalym fragmencie w polu
karnym Lechii byl „smrod”. W 19. minucie po dosrodkowaniu z rzutu
roznego do strzalu glowa doszedl zupelnie niepilnowany Pawel
Bochniewicz. To uderzenie jeszcze zdolal obronic Dusan Kuciak, ale wobec
dobitki Erika Jirki byl juz bezradny.
Goscie w tej sytuacji reklamowali faul na Karolu Fili, ale obronca
Lechii tak naprawde sam nadzial sie na wyblok rywala (byl nim strzelec
bramki) i potem nie byl juz w stanie go przypilnowac. Inna sprawa, ze
zdecydowanie zbyt dlugo lezal na murawie, czekajac na gwizdek sedziego
Tomasz Musiala, ktory jednak milczal jak zaklety.
Potem blisko podwyzszenia wyniku byli jeszcze Jesus Jimenez (swietna
interwencja Kuciaka) oraz Bochniewicz, po ktorego powietrznym karambolu
z Michalem Nalepa pilka trafila w poprzeczke. Zatem prowadzenie Gornika
po pierwszej polowie bylo jak najbardziej zasluzone.
Po przerwie Lechia wreszcie zaczela wykazywac inicjatywe w ofensywie.
Gre rozruszal Lukasz Zwolinski, ktory zmienil Ze Gomesa, na boisku
pojawil sie tez Filip Mladenovic.
Goscie zepchneli Gornik do defensywy i byli o krok od wyrownania. Po
dosrodkowaniu Fili w rownie swietnej sytuacji jak przed przerwa Flavio
tym razem znalazl sie Zwolinski, ale on rowniez nie zdolal pokonac
Chudego. Napastnicy Lechii ewidentnie postanowili zrobic bohatera ze
slowackiego bramkarza Gornika, ale drugi z nich w dalszej czesci meczu
zrehabilitowal sie z nawiazka.
Kiedy tuz po niewykorzystanej sytuacji Zwolinskiego Jirka podwyzszyl na
2:0, wydawalo sie, ze jest po meczu. Jednak lechisci po raz kolejny
udowodnili, ze nie poddaja sie w nawet w, wydawaloby sie, beznadziejnej
sytuacji.
Sygnal do ataku dal kolejny zmiennik Kenny Saief, ktory wreszcie
pokazal, dlaczego gral kiedys w reprezentacji USA i siegnal po niego
Anderlecht. Pomocnik Lechii przeprowadzil piekna indywidualna akcje,
zagral do Zwolinskiego, ktory ladnie sie obrocil i strzalem z linii pola
karnego wreszcie przelamal Chudego.
Goscie poczuli krew i wrecz wepchneli pilkarzy Gornika w ich pole karne.
Pod bramka Chudego kotlowalo sie raz za razem, az w koncu po strzale
Mihalika i rykoszecie od jednego z obroncow pilke przejal Zwolinski i
ponownie wpakowal ja do bramki. Co prawda sedzia asystent pokazal
pozycje spalona napastnika Lechii, ale powtorki pokazaly, ze absolutnie
nie mial racji. VAR zadzialal prawidlowo, zatem 2:2!
Ludzie Stokowca znow pokazali niezlomny charakter i bardzo dobre
przygotowanie fizyczne. Zarowno w meczu z Arka, jak i Gornikiem to oni
rzadzili w koncowce, i rowniez w Zabrzu niewiele brakowalo, zeby
przechylili szale na swoja korzysc. Ale biorac pod uwage, jak ukladal
sie mecz, remis jest bardzo cennym wynikiem.
Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Maloca, Pietrzak (74. Saief Z) –
Makowski, Gajos – Mihalik, Lipski (56. Mladeovic), Ze Gomes (46.
Zwolinski) – Flavio Paixao.

-Ekstraklasa. Lechia i Arka z licencjami na przyszly sezon, gdanski klub
zaplaci kare.
Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN podjela decyzje dotyczaca wnioskow
klubow Ekstraklsy na gre w przyszlym sezonie. Otrzymaly ja wszystkie
kluby, a wsrod tych, wobec ktorych nie bylo zadnych zastrzezen, znalazla
sie m.in. Arka Gdynia. Lechia Gdansk juz niemal tradycyjnie bedzie
musiala zaplacic kare.
Zakonczony wlasnie proces licencyjny na sezon 2020/21 z powodu epidemii
koronawirusa jawil sie jako najtrudniejszy w ostatnich latach, jednak
ostatecznie – przynajmniej na papierze – wiekszosc klubow wyszla z niego
bez szwanku. Chociaz trzeba przy tym pamietac, ze zobowiazania, ktore
musialy byc splacone, zeby otrzymac licencje, dotyczyly okresu do 31
grudnia ubieglego roku. Ewentualne zaleglosci, ktore powstana teraz,
beda rozpatrywane dopiero w kolejnym procesie.
Az 11 klubow dostalo bezwarunkowa licencje na przyszly sezon, zarowno
jesli chodzi o rozgrywki Ekstraklasy, jak i europejskie puchary. Wsrod
nich znalazla sie Arka, a ponadto: Cracovia, Gornik Zabrze, Jagiellonia
Bialystok, Korona Kielce, Lech Poznan, Legia Warszawa, Piast Gliwice,
Slask Wroclaw, Wisla Plock oraz Zaglebie Lubin.
Dodatkowo na Pogon Szczecin zostal nalozony nadzor infrastrukturalny, z
kolei LKS Lodz otrzymal licencje tylko na rozgrywki Ekstraklasy.
Niemal tradycyjnie Komisja Licencyjna miala uwagi co do wniosku Lechii.
Gdanski klub zostal dopuszczony do rozgrywek Ekstraklasy i europejskich
pucharow na przyszly sezon, ale ma tez dwa dodatkowe zobowiazania:
– zaplata kwoty 10 000 zl w zwiazku z niekompletna dokumentacja
finansowa z zakresu kryterium F.05 (prognoza finansowa);
– koniecznosc realizacji ugod zawartych z zawodnikami w terminach
wskazanych w przedmiotowych ugodach bez mozliwosci ich dalszego odraczania.
Wiadomo, ze Lechia do konca walczyla o splate zaleglosci, ktorych termin
uplywal 31 grudnia. W wiekszosci sie to udalo, ale niektore zobowiazania
zostaly przesuniete na pozniejszy termin na skutek ugod. Decyzja Komisji
Licencyjnych nie beda mogly byc one dalej odraczane i widniejacy na nich
aktualny termin splaty musi byc dotrzymany.
Identyczny warunek dotyczy tez Wisly Krakow.
Przypomnijmy, ze Lechia kilka dni temu dostala takze kare od UEFA w
wysokosci 25 tys. euro (za spoznienie przyslania wymaganych dokumentow
dotyczacych finansow).
Nietypowy wymog dostal z kolei Rakow Czestochowa. Klub otrzymal co
prawda licencje uprawniajaca do uczestnictwa w rozgrywkach Ekstraklasy
na stadionie w Belchatowie (z nadzorem infrastrukturalnym), ale
dodatkowo zostal zobowiazany do zaplaty, jako srodek nadzoru, kwoty po
30 000 zl za kazdy mecz rozegrany w rundzie wiosennej w roli gospodarza
na innym obiekcie niz znajdujacy sie przy ul. Limanowskiego 83 w
Czestochowie. To poklosie przedluzajacej sie renowacji wspomnianego
obiektu w Czestochowie (Rakow zobowiazal sie, ze bedzie tam gral juz od
rundy wiosennej).
Dodatkowo Komisja Licencyjna postanowila, ze w zwiazku z przedluzajacym
sie stanem epidemii wynikajacym z rozprzestrzeniania sie koronawirusa,
ktorego skutkow ekonomicznych nie da sie dokladnie przewidziec,
wszystkie kluby biorace udzial w procesie licencyjnym na sezon 2020/21
zostaly objete nadzorem finansowym. Zdaniem Komisji koniecznym jest w
najblizszych miesiacach szczegolowa kontrola i analiza sytuacji
finansowej klubow.

-Final Ligi Europy w Gdansku dopiero za rok? Zbigniew Boniek nie chce
meczu bez kibicow
Organizatorem tegorocznego finalu rozgrywek Ligi Europy ma byc Gdansk.
Jednak zdaniem prezesa PZPN Zbigniewa Bonka w obliczu sytuacji zwiazanej
z epidemia koronawirusa mozliwe sa rozne rozwiazania, nawet zmiana
gospodarza. Priorytetem jest, zeby mecz odbyl sie z kibicami na trybunach.
Organizacja finalu Ligi Europy to wielki prestiz. Na miasto, w ktorym
sie on odbywa, danego dnia zwrocone sa oczy niemal calego pilkarskiego
swiata. Dla Gdanska, co oczywiste, miala byc to jedna z najwazniejszych
imprez 2020 roku, a przygotowania szly pelna para juz od wielu miesiecy.
Jednak epidemia koronawirusa zmienila wszystko. Pierwotna data finalu –
27 maja – byla oczywiscie niemozliwa do utrzymania, gdyz rozgrywki
utknely na etapie 1/8 finalu i wedlug ostatnich zapowiedzi zostana
wznowione dopiero w sierpniu. Z kolei sam final mialby sie odbyc 26
sierpnia.
Jeszcze kilka tygodni temu wydawalo sie, ze nie ma najmniejszych szans,
zeby na trybunach pojawili sie kibice. Zdawal sobie z tego sprawe Adam
Korol, dyrektor Biura Prezydenta Gdanska ds. Sportu.
– Tak naprawde szykuje sie nam tylko impreza telewizyjna. Smutne, ale
prawdziwe. Bardzo bysmy chcieli, zeby final odbyl sie z kibicami na
trybunach, ale to jest malo realne. UEFA musi sie dostosowac do
obostrzen panujacych w naszym kraju, a nie sadze, zeby do 26 sierpnia
zniesiony zostal zakaz organizacji imprez masowych. To oczywiscie dla
miasta ogromna starta, takze od strony ekonomicznej, dla hotelarzy,
restauratorow itd. Wizerunkowo na pewno nie bedzie to taki final,
jakiego oczekiwalismy, ale co zrobic. Mielismy pecha, ze epidemia
wybuchla akurat teraz.
Tymczasem ostatnio pojawilo sie swiatelko w tunelu. Premier Mateusz
Morawiecki oglosil bowiem, ze juz 19 czerwca kibice beda mogli wrocic na
trybuny stadionow Ekstraklasy. Na razie zapelniajac 25 proc. ich
pojemnosci, ale kto wie, jak sytuacja rozwinie sie przez najblizsze
niemal trzy miesiace. Byc moze pod koniec sierpnia obostrzen juz nie
bedzie i na final Stadion Energa zostanie calkowicie otwarty dla fanow?
To na dzis wydaje sie malo prawdopodobne, ale…
– Gdyby zdarzyl sie cud, na takowy scenariusz takze jestesmy
przygotowani. Pozostajemy w stalym kontakcie z UEFA, jej przedstawiciele
doskonale wiedza, ze jesli tylko dostaniemy potwierdzenie terminu i
zasad jego organizacji, spelnimy wszystkie wytyczne – podkresla Korol.
To jednak wariant bardzo optymistyczny, zostanmy przy tym bardziej
realnym. Czyli finale rozgrywanym bez kibicow lub z ich mocno
ograniczona liczba. Glos w tym temacie zabral na lamach „Przegladu
Sportowego” prezes PZPN Zbigniew Boniek:
– Robie wszystko, by ten mecz odbyl sie z udzialem kibicow. Jesli nie
bedzie takiej mozliwosci, wolalbym oddac organizacje innemu krajowi, a
Polska moglaby ugoscic finalistow za rok albo dwa, gdy fani wroca na
trybuny. Jesli zostaniemy zmuszeni do organizowania finalu na pustym
stadionie, zrobimy to, bo jestesmy powazna federacja – podkreslil Boniek.
Zatem na dzis mozliwe sa rozne scenariusze, Gdansk poki co spokojnie
czeka na rozwoj sytuacji. Wszystko ma sie rozstrzygnac 17 czerwca, kiedy
zbierze sie Komitet Wykonawczy UEFA.
– My na razie nie mamy zadnych nowych informacji. Moim zdaniem opcja ze
zmiana gospodarza w tym roku [chec organizacji zadeklarowala np.
federacja grecka] i ugoszczeniem finalistow w Gdansku dopiero w
przyszlym, jest bardzo ciekawa opcja. Jesli tylko pojawi sie taka
propozycja na pewno ja rozwazymy. Wszystkim nam chodzi przeciez o to,
zeby to bylo pilkarskie swieto kibicow z calej Europy, final z
prawdziwego zdarzenia. A to jest mozliwe tylko przy pelnych trybunach –
podsumowuje Korol.

-Hit transferowy w PlusLidze. Mariusz Wlazly nowym zawodnikiem Trefla Gdansk
Zywa legenda polskiej siatkowki Mariusz Wlazly w Treflu Gdansk! 36-letni
atakujacy znow stworzy duet z Michalem Winiarskim, tym razem w relacji
zawodnik – trener.
Najlepszy zawodnik 20-lecia PlusLigi, absolutny rekordzista jej wielu
klasyfikacji. Dwukrotny medalista mistrzostw swiata, w tym najlepszy
siatkarz zlotej dla Bialo-Czerwonych imprezy w 2014 r. Jeden z symboli
wielkiego sukcesu tej dyscypliny sportu w Polsce w XX w. Mariusz Wlazly
to juz w tej chwili postac pomnikowa, ale mimo ze w sierpniu skonczy 37
lat, na boisku wciaz blyszczy. Po 17(!) sezonach spedzonych w PGE Skrze
Belchatow, postanowil zmienic klub i podpisal kontrakt z Treflem. To bez
watpienia jedno z najwiekszych wydarzen w dziejach trojmiejskiej siatkowki.
Transfer historyczny, zatem i okolicznosci jego ogloszenia byly
wyjatkowe. Stalo sie to w Europejskim Centrum Solidarnosci, a osoba,
ktora przywitala Wlazlego w Gdansku, byla prezydent miasta Aleksandra
Dulkiewicz. – Ciesze sie, ze gdanskie „Lwy” pozyskuja legende – przyznala.
Bardzo zadowolony z pozyskania tak wybitnego zawodnika jest, rzecz
jasna, prezes klubu Dariusz Gadomski, ktory przypomnial, ze w podobnych
okolicznosciach byla juz witana w Gdansku inna wielka postac swiatowej
siatkowki.
– ECS to dla nas szczegolne miejsce, bo to wlasnie tutaj w 2014 r.
oglosilismy, ze trenerem zespolu zostaje Andrea Anastasi. Co bylo potem,
wszyscy wiemy [zespol pod wodza Wlocha zdobyl dwa medale mistrzostw
Polski, dwa razy wywalczyl Puchar Polski oraz Superpuchar]. Tym bardziej
ciesze sie i dziekuje pani prezydent, ze moglismy powitac Mariusza w tak
wyjatkowym miejscu – przyznal prezes Gadomski.
Duza role w naklonieniu Wlazlego do przeprowadzki do Gdanska odegral
trener Trefla Michal Winiarski. Obaj przez wiele lat grali razem w
Belchatowie i reprezentacji Polski, tworzac jeden z najbardziej
charakterystycznych duetow polskiej siatkowki. Teraz Winiarski –
rowiesnik Wlazlego – jest juz po drugiej stronie siatkarskiej barykady.
W Gdansku znow beda mieli okazje wspolpracowac, tym razem w relacji
trener – zawodnik.
– Mariusz to moj dlugoletni przyjaciel, ale prosze mi wierzyc, ze nie
przez przyjazn sie tu znalezlismy. Wciaz uwazam go nie tylko za
czolowego atakujacego naszej ligi, ale i na swiecie. To wielkie
wzmocnienie naszego zespolu, bardzo licze na jego doswiadczenie i
umiejetnosci – podkreslil Winiarski.
Wlazly to ikona PGE Skry, spedzil w tym zespole 17 pelnych sukcesow
sezonow (trzynascie medali mistrzostw kraju, w tym dziewiec zlotych,
siedem Pucharow Polski, cztery Superpuchary, jeden srebrny i dwa brazowe
medale Ligi Mistrzow, a takze dwukrotnie klubowe wicemistrzostwo swiata
oraz brazowy medal tych zmagan). Dlaczego zatem postanowil w koncowce
kariery zmienic klimat?
– Powodow jest kilka. Przede wszystkim ciesze sie, ze znowu bede mogl
uczestniczyc w bardzo ciekawym projekcie. Postaram sie pomoc w jego
rozwinieciu. Mam tez nadzieje, ze Gdansk stanie sie moim miejscem na
ziemi. Bylem kilka razy w tym miescie, ale dopiero teraz bede mial
okazje, zeby lepiej je poznac. O ile oczywiscie trener da troche
swobody. To miasto mnie fascynuje i juz po tych kilku dniach w nim
spedzonych widze, jak jest wspanialym miejscem do zycia – przyznal nowy
siatkarz Trefla. – Dodatkowo to swietne miejsce do rozwoju dla moich
dzieci, moj starszy syn wlasnie w Treflu chcial rozwijac swoje
umiejetnosci siatkarskie, fajnie ze to wszystko udalo sie polaczyc –
podkreslil Wlazly.
– Jesli chodzi o aspekt sportowy, szykuje sie ciekawy sklad, mysle, ze
bedziemy prezentowac fajna i atrkacyjna gre. Wiem, ze w Ergo Arenie
zawsze panuje wspaniala atmosfera, juz nie moge sie doczekac pierwszego
meczu przed gdanskimi kibicami – podsumowal.
Wlazly podpisal z Treflem jednoroczny kontrakt. Na razie nie pozowal on
do zdjec w koszulce Trefla, gdyz jeszcze do konca czerwca obowiazuje go
umowa z PGE Skra.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *