Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 6 października 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 268 (5197) 6 pazdziernika 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

ZUZEL
Zmarzlik spelnil polski sen o zlocie! Zostal mistrzem swiata jak Gollob
i Szczakiel
Bartosz Zmarzlik zostal trzecim w historii Polski indywidualnym mistrzem
swiata w jezdzie na zuzlu. Mistrzowski tytul gorzowianin zapewnil sobie
podczas finalowego turnieju Grand Prix Polski w Toruniu, w ktorym zajal
czwarte miejsce.
Przed ostatnia runda Zmarzlik prowadzil w klasyfikacji generalnej z
przewaga siedmiu punktow nad Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem i
dziewieciu nad Dunczykiem Leonem Madsenem. Po fazie zasadniczej w grze o
zloto pozostawali juz tylko Polak i Dunczyk. W swoim wyscigu
polfinalowym Zmarzlik potrzebowal dwoch punktow, aby zapewnic sobie
mistrzowski tytul. Na wejsciu w pierwszym luku zalozyl Sajfutdinowa i
pomknal po spelnienie marzen swoich i setek tysiecy polskich kibicow!
24-letni Zmarzlik licencje zuzlowa zdobyl w 2010 roku. W kolejnym
sezonie zadebiutowal na ekstraligowych torach w barwach gorzowskiej
Stali, dla ktorej punkty nieprzerwanie zdobywa do dzis.To wlasnie w
Gorzowie poznal Tomasza Golloba, ktory w latach 2008-2012 rowniez byl
zawodnikiem miejscowego klubu. Zmarzlik mogl podpatrywac wielkiego
mistrza, ktory z czasem stal sie jego mentorem. Od pierwszych startow
mlodemu gorzowianinowi wrozono wielka kariere. Przez dwa sezony Zmarzlik
i Gollob, czesto startujac w parze, zdobywali wiele cennych punktow dla
Stali. Stary mistrz chetnie dzielil sie z mlodszym kolega swoja bogata
wiedza i doswiadczeniem, a ten czerpal z tego garsciami. Konczac
reprezentacyjna kariere, Gollob namascil go na swojego nastepce.
Wielki talent to jedno, ale bez tytanicznej pracy zdobycie szczytu nie
byloby mozliwe. Pracowitosc, wytrwalosc, upor w dazeniu do celu,
perfekcjonizm – te cechy z pewnoscia mozna przypisac nowemu mistrzowi
swiata. Zuzel kocha bezgranicznie i cale swoje zycie podporzadkowal
karierze sportowej. Efekt jest taki, ze w wieku 24 lat stal sie
najlepszy na swiecie i chyba nikt nie ma watpliwosci, ze stac go na
kolejne tytuly.
W cyklu Grand Prix Bartosz Zmarzlik zadebiutowal podczas Grand Prix
Polski w Gorzowie w 2012 roku. Jako siedemnastolatek, startujac z dzika
karta, stanal na najnizszym stopniu podium. Dwa lata pozniej w turnieju
na domowym obiekcie nie mial juz sobie rownych, zostajac najmlodszym
zwyciezca turnieju GP w historii. Jako staly uczestnik w mistrzostwach
swiata pojawil sie w sezonie 2016 i od razu zdobyl brazowy medal.
Wowczas musial zadowolic sie brazem, a w ubieglym roku dolozyl srebro.
Wielu fachowcow bylo zdania, ze mistrzowski tytul dla Zmarzlika jest
tylko kwestia czasu. Zloty sen spelnil sie w sezonie 2019.
Tegoroczny cykl nie rozpoczal sie jednak dla mistrza swiata w sposob
wymarzony. Podczas inauguracyjnej rundy na PGE Narodowym nie zdolal
awansowac do finalu. Wygral kolejny turniej w Krsko, by w Pradze znalezc
sie nawet poza polfinalami. Niewiele lepiej bylo w Hallstavik, jednak w
klasyfikacji generalnej Zmarzlik nie tracil kontaktu z czolowka. Od
piatej rundy we Wroclawiu rozpoczal sie marsz Polaka po zloto. W pieciu
kolejnych turniejach tylko raz nie stanal na podium, zwyciezajac przy
tym we Wroclawiu i w Vojens. Kropke nad „i” postawil w Toruniu w
obecnosci kilkunastu tysiecy kibicow z calego kraju. Wywalczyl sobie
zaszczytne miejsce w historii. Dolaczyl do Jerzego Szczakiela i Tomasza
Golloba.
POLSCY INDYWIDUALNI MISTRZOWIE SWIATA W JEZDZIE NA ZUZLU
Jerzy Szczakiel (1973), Tomasz Gollob (2010), Bartosz Zmarzlik (2019)

LEKKOATLETYKA
Marcin Lewandowski zdobyl brazowy medal w biegu na 1500 m podczas
lekkoatletycznych mistrzostw swiata w Dausze. Wynikiem 3:31.46 ustanowil
nowy rekord Polski. Mistrzem swiata zostal Kenijczyk Timothy Cheruiyot
(3:29.26), drugie miejsce zajal Taoufik Makhloufi z Algierii (3:31.38).
Cheruiyot byl poza zasiegiem rywali. Od poczatku narzucil mocne tempo,
ktorego nikt nie byl w stanie utrzymac. To najwiekszy sukces w karierze
23-letniego biegacza. Za jego plecami toczyla sie walka o pozostale
miejsca na podium.
Lewandowski zaczal spokojnie – po 800 metrach byl 10., a po nastepnym
okrazeniu osmy. Koncowka w jego wykonaniu byla jednak imponujaca.
Poprzedni najlepszy rezultat w kraju rowniez nalezal do niego i byl o
0,49 s gorszy. Ustanowil go w trakcie sierpniowych zawodow Diamentowej
Ligi w Paryzu.
32-letni Polak zrewanzowal sie Jakobowi Ingebrigtsenowi za ubiegloroczna
porazke w finale mistrzostw Europy. W niedziele Norweg byl tuz nim z
wynikiem 3.31,70.
Braz Lewandowskiego jest piatym medalem dla Polski na MS w Dausze.
Wczesniej trzy zdobyli mlociarze – zloto Pawel Fajdek, srebro Joanna
Fiodorow, a braz Wojciech Nowicki. Takze brazowy medal wywalczyl Piotr
Lisek w skoku o tyczce.

SIATKOWKA
W swoim piatym meczu Pucharu Swiata reprezentacja Polski gladko pokonala
Wlochow 3:0. To czwarte zwyciestwo bialo-czerwonych w turnieju. Zespol
Vitala Heynena zajmuje drugie miejsce w tabeli.
Reprezentacja Polski podczas Pucharu Swiata wygrala do tej pory trzy
mecze i poniosla jedna porazke. Vital Heynen na pierwsze mecze
zdecydowal sie zabrac zawodnikow z „grupy krajowej” tak, aby zawodnicy
mogli odpoczac po zakonczonych dwa dni wczesniej mistrzostwach Europy.
Eksperymentalny sklad kadry nie zawiodl i Polacy pokonali Tunezje oraz
Japonie.
Po dni przerwy do rywalizacji wkroczyli siatkarze, ktorzy wywalczyli
brazowy medal ME. Dolaczyl do nich miedzy innymi Bartosz Kurek, ktory
chwilowo pelnil obowiazki kapitana, a do kadry wracal po dlugiej
przerwie spowodowanej kontuzja. Bialo-Czerwoni w trzeciej kolejce nie
sprostali jednak Amerykanom, przegrywajac 1:3.
Kolejnym rywalem Polakow byla Argentyna. Nasi kadrowicze mieli klopoty w
pierwszym secie, ale potem na boisku pojawil sie Wilfredo Leon i mecz
zakonczyl sie zwyciestwem podopiecznych Heynena 3:1. W niedziele
Bialo-Czerwoni zmierzyc sie mieli z Wlochami. Rywal jak zwykle byl
niebezpieczny, jednak podczas tego Pucharu Swiata spisywal sie nieco
ponizej oczekiwan, przegrywajac dwa ostatnie mecze.
Poczatek pierwszego seta byl bardzo wyrownany, jednak dosc szybko Polacy
zaczeli przejmowac inicjatywe. Na pierwszej przerwie technicznej bylo
juz 8:5, a przewaga naszej kadry jeszcze rosla. W pewnym momencie
wynosila ona nawet piec „oczek”. Na drugiej przerwie technicznej Polacy
prowadzili 16:13, a potem 20:15. Wiadomo juz wtedy bylo, ze tylko
kataklizm zabierze im zwyciestwo w tym meczu. Ostatecznie Bialo-Czerwoni
wygrali 25:18 i objeli prowadzenie w calym spotkaniu.
Drugi set rozpoczal sie podobnie jak pierwszy. Poczatkowo gra byla
wyrownana, ale Polacy z kazda chwila budowali coraz wieksza przewage. Na
pierwszej przerwie technicznej Bialo-Czerwoni prowadzili 8:6. W
kolejnych akcjach Polacy to powiekszali, to tracili przewage, ale
ostatecznie podopieczni Heynena zlapali rytm i nie pozwolili Wlochom
rozwinac skrzydel. Na drugiej przerwie technicznej nasi kadrowicze
prowadzili 16:13, a potem utrzymywali roznice czterech punktow. Koncowka
seta to juz popis Bialo-Czerwonych, ktorzy wygrali 25:18.Trzeci set
zaczal sie nie po mysli polskich siatkarzy. Wlosi poczatkowo dlugo
prowadzili jednym lub dwoma punktami. Potem na krotko to Bialo-Czerwoni
mieli przewage, prowadzac 8:6 na przerwie technicznej, ale po kilku
akcjach Wlosi wrocili na prowadzenie 13:11. Przewaga naszym rywali nie
trwala jednak dlugo, bowiem na drugiej przerwie technicznej
Bialo-Czerwoni prowadzili 16:15. Wydawalo sie, ze to dobry moment, aby
przypieczetowac zwyciestwo, tym bardziej, ze bylo juz 19:17. Wlosi
szybko jednak wyrownali. Podopieczni Heynena nie straci jednak
koncentracji i znow zbudowali sobie kilka punktow przewagi.
Mimo malych problemow w trzecim secie Polacy wygrali ostatecznie cale
spotkanie 3:0 i maja na swoim koncie juz cztery zwyciestwa. Zajmuja
takze drugie miejsce w tabeli. Wlosi moga miec problem z walka o medale,
bowiem maja juz trzy porazki i zajmuja dziewiate miejsce. W nastepnej
kolejce, ktora zostanie rozegrana w srode, Polacy zmierza sie z Rosja, a
Wlosi z Egiptem.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
10 kolejka
Zaglebie Lubin-LKS Lodz 3-1
11 kolejka
Lech Poznan-Wisla Krakow 4-0
Lechia Gdansk-Zaglebie Lubin 1-2
Pogon Szczecin-Rakow Czestochowa 1-2
Slask Wroclaw-Jagiellonia Bialystok 1-1
Wisla Plock-Arka Gdynia 4-1
LKS Lodz-Korona Kielce 4-1
Cracovia-Gornik Zabrze 1-1
Piast Gliwice-Legia Warszawa 2-0
1.Pogon 21pkt
2.Cracovia 20pkt
3.Lechia 19pkt
4.Wisla Plock 19pkt
5.Lech 18pkt
6.Slask 18pkt
7.Piast 18pkt
8.Jagiellonia 17pkt
9.Legia 17pkt
10.Zaglebie 15pkt
11.Gornik 13pkt
12.Rakow 12pkt
13.Wisla Krakow 11pkt
14.Arka 9pkt
15.Korona 8pkt
16.LKS 7pkt
-Po czterech ligowych zwyciestwach z rzedu Lechia Gdansk znalazla
pogromce. Na wlasnym stadionie przegrala z Zaglebiem Lubin 1:2 i
stracila szanse na objecie fotela lidera tabeli Ekstraklasy.
Przed meczem minuta ciszy upamietniono zmarlego niedawno wybitnego
dziennikarza sportowego Alberta Gochniewskiego.
Lechia miala ostatnio swietna serie, ale na jej drodze stanal wyjatkowo
niewdzieczny rywal. W poprzednim sezonie Zaglebie zabralo gdanskiemu
zespolowi az siedem punktow, ani razu z nim nie przegrywajac. Dlatego
zarowno trenerzy, jak i pilkarze Lechii przed meczem byli pelni respektu
przed druzyna, ktora w ostatnich trzech kolejkach zdobyla 12 goli.
Tym bardziej ze w skladzie bialo-zielonych zabraklo dwoch podstawowych
obroncow – za zolte kartki pauzowal Filip Mladenovic, natomiast Michal
Nalepa ze zlamanym nosem usiadl na lawce rezerwowych (gdyby musial
pojawic sie na boisku, mial na te okolicznosc przygotowana specjalna
ochronna maske). Tego pierwszego zastapil na lewej obronie Zarko
Udovicic, drugiego – wracajacy po kontuzji Mario Maloca.
Zgodnie z przypuszczeniami lubinianie – wedlug filozofii ich nowego
trenera Martina Seveli – nastawili sie w Gdansku na otwarta gre,
absolutnie nie zamierzali murowac bramki. To nastawienie dosc szybko
przynioslo im gola, choc padl on w kuriozalnych okolicznosciach. Po
zagraniu Alana Czerwinskiego interweniujacy wslizgiem Blazej Augustyn
tak niefortunnie odbil pilke, ze ta przeleciala nad kompletnie
zaskoczonym Dusanem Kuciakiem i ocierajac sie jeszcze o poprzeczke,
wpadla do bramki.
Oba zespoly zostawialy sobie duzo miejsca zarowno w srodku pola, jak i
na skrzydlach, stad sporo dzialo sie pod bramkami. Szczegolnie pod ta
lubinska. Co ciekawe, dwie najlepsze sytuacje mial po stalych
fragmentach gry Maloca, ale przy strzalach – najpierw do opuszczonej
przez Dominika Hladuna bramki, a potem z odleglosci nie wiekszej niz dwa
metry – zwyczajnie zabraklo mu techniki. Pilka leciala bowiem
zdecydowanie nie tam, gdzie chcialby Chorwat.
Swietna okazje po ladnej indywidualnej akcji mial tez aktywny Slawomir
Peszko. Skrzydlowy Lechii zszedl do srodka, przedarl sie przez caly blok
defensywny rywali, ale kiedy stanal oko w oko z Hladunem, strzelil zbyt
slabo. Ogolnie gospodarzom w wielu akcjach brakowalo mitycznego
ostatniego podania, czesto wrecz przedostatniego. Zaglebie zagrazalo
bramce Lechii rzadziej, ale robilo to po akcjach naprawde ladnych dla
oka. Ten zespol mial pomysl na gre i potrafil go realizowac.
Od poczatku drugiej polowy Lechia ruszyla do odrabiania strat. Momentami
nieco chaotycznie, ale caly czas parla do przodu. Na pograniczu faulu w
swoim polu karnym interweniowal w starciu z Peszka Damian Oko, jednak
sedzia Piotr Lasyk nawet nie sprawdzal tej sytuacji na powtorce. A moze
szkoda.
Kiedy wydawalo sie, ze to lechisci sa blizej zdobycia bramki, sami
sprezentowali drugiego gola gosciom. Na wlasnej polowie niecelnie zagral
Daniel Lukasik, a po przejeciu pilki przez Sasze Zivca juz nikt nie
potrafil naprawic bledu pomocnika gospodarzy. Zivec zagral do Damjana
Bohara, a ten w sytuacji sam na sam pokonal Kuciaka.
Trener Piotr Stokowiec zareagowal na tego gola dwoma zmianami i szybko
przynioslo to efekt. Jeden z nowych zawodnikow, Flavio Paixao, wywalczyl
pilke na polowie rywala i ladnie zagral do Artura Sobiecha, ktory pewnym
strzalem wlal nadzieje na odwrocenie losow meczu.
Od tego momentu mielismy w Gdansku wolnoamerykanke. Cisnela Lechia, ale
przy tym groznie kontrowalo Zaglebie. Szaleli Zivec i Bohar, kapitalnym
strzalem z 30 metrow slupek obil Bartosz Slisz. Z drugiej strony
zawodnicy Lechii w ciagu kilku sekund oddali trzy strzaly z najblizszej
odleglosci, ale pilka jakims cudem nie wpadla do bramki. Jednak w
atakach gospodarzy za duzo bylo nerwowosci, w ogole caly ich wystep stal
pod znakiem swoistej szarpaniny. Troche w tym wszystkim brakowalo jakosci.
Ostatecznie wynik nie ulegl juz zmianie. Lechia nie wykorzystala zatem
potkniecia Pogoni Szczecin z Rakowem Czestochowa (1:2) i nie wskoczyla
na fotel lidera Ekstraklasy.

-Nie zmienia sie wyjazdowy obraz pilkarzy Arki. Gdynianie znow otrzymali
bolesny cios, przegrywajac w Plocku z Wisla az 1:4. Po raz kolejny
zdecydowanie odstawali od rywala.
Odra Opole 0:1 w 1/32 finalu Pucharu Polski) w lidze zolto-niebiescy
paradoksalnie przezywali w ostatnich tygodniach absolutne odrodzenie.
Dwa mecze bez porazki to w tym sezonie calkowite novum.
Tymczasem niesmialo pojawiaja sie w Gdyni glosy o ewentualnym zwolnieniu
trenera Jacka Zielinskiego. Jesli nie sa to tylko mrzonki, wypada
zastanowic sie, co dalej? Co po ewentualnym (kolejnym) zwolnieniu? By
dodac jeszcze wiekszej groteskowosci sytuacji, warto nadmienic, ze
wszystko dzieje sie w czasie, gdy Arka – pomijajac wspomniany wstyd
opolski – zaczynala wychodzic z marazmu, ktorym byly regularne porazki.
Wobec takiego stanu rzeczy mozna bylo przypuszczac, ze trener Arki jest
na musiku. Kazda nastepna utrata punktowa mogla bowiem kosztowac go
prace. Oczywistym jest jednak to, ze gdynski zespol to w tym sezonie nic
wiecej jak material na walke jedynie o utrzymanie. Siedzenie na
tykajacej bombie nigdy jeszcze bowiem nikomu w pracy nie pomoglo.
Jednak nieco natchniona wysoka wygrana w Lodzi z LKS (4:1) i remisem z
mistrzem Polski Piastem Gliwice (0:0), w Plocku od poczatku zaskoczyla
agresywnoscia i pewnoscia siebie. Przewaga byla po jej stronie, czesciej
goscila na polowie rywala, stwarzajac grozniejsze sytuacje. Konkretow z
tego nie bylo jednak zadnych.
Plocczanie do glosu doszli pare chwil pozniej i mikrofonu juz nie
oddali. Najpierw po rzucie roznym strzalem glowa gospodarzom prowadzenie
dal mierzacy… 175 cm wzrostu Ricardinho, a chwile pozniej – nie
pozwalajac Arce wyjsc za polowe, pocisk tomahawk swoim kibicom
zafundowal Damian Michalski. Dwubramkowa strata to cos, po czym
gdynianie zazwyczaj spuszczaja glowy i mowy nie ma o powrocie do gry.
Nie inaczej bylo tym razem. Arkowcy nie imponowali konkretami, a jedyny,
ktorym sie popisali, mial miejsce dopiero po trzecim golu Wisly.
Trafienie Piotra Tomasika bylo bowiem kolejnym, ktore obnazylo
defensywne problemy zolto-niebieskich. 0:3. Dla Arki to nastepny blamaz.
Nie po raz pierwszy to dopiero wtedy w grze gdynian dalo sie zauwazyc
wiecej swobody. Nie po raz pierwszy rowniez (casus meczu z Cracovia pod
Wawelem i porazka 1:3) zdobyta bramka – w tym przypadku autorstwa
Michala Nalepy – nie wplynela na koncowe rozstrzygniecie i byla tylko
kosmetyka wyniku.
Co dalej z Arka? Niemal jedna trzecia rozgrywek pokazuje, ze nie bedzie
to dla niej udany sezon. Niemniej nie powinien byc on kontynuowany bez
trenera Jacka Zielinskiego.

-Taka gra nie przystoi liderowi Ekstraklasy. Pogon Szczecin przegrala na
wlasnym stadionie z Rakowem Czestochowa 1:2 .
– Nasi rywale w Szczecinie graja defensywnie, czekaja na nasze bledy i
atakuja z kontry – tlumaczyl postawe portowcow w ostatnich meczach na
wlasnym stadionie trener Kosta Runjaic.
Pogon regularnie punktuje, ale rzadko funduje swoim kibicom porywajace
widowiska pilkarskie. Symptomy poprawy bylo widac przed tygodniem w
czasie wyjazdowej potyczki z Jagiellonia Bialystok. Szczecinianie
zagrali niezla druga polowe i wygrali w stolicy Podlasia 3:2.
W sobote byli zdecydowanymi faworytami starcia z Rakowem Czestochowa.
Beniaminek notuje trudne poczatki w Ekstraklasie i w tym sezonie raczej
bedzie bronil sie przed spadkiem z najwyzszej klasy rozgrywkowej.
Wydawalo sie, ze gospodarze nie mogli lepiej zaczac tego meczu, poniewaz
juz w 3. minucie Srdan Spiridonovic wykorzystal plaskie dosrodkowanie w
pole karne Jakuba Bartkowskiego i otworzyl wynik spotkania. Kibice byli
przekonani, ze kolejne gole dla Pogoni beda juz tylko kwestia czasu i
portowcy w koncu odniosa przekonujace zwyciestwo.
Nieoczekiwanie zespol Kosty Runjaicia totalnie sie jednak rozsypal i
Rakow juz po kwadransie” prowadzil 1:2. Najpierw szybki kontratak
skutecznie wykonczyl Felicio Forbes Brown, a chwile potem Kamil
Koscielny skutecznie glowkowal w polu karnym po dosrodkowaniu z rzutu
roznego.
Zelazna do tej pory defensywa Pogoni w kilka minut rozsypala sie jak
domek z kart.
Szczecinianie do konca pierwszej polowy nie mogli wrocic do wlasciwego
rytmu. Razili niedokladnoscia, brakiem pomyslu, w ich poczynaniach
glowna role odgrywal chaos. Rakow natomiast cierpliwie czekal na kolejne
szanse i gdyby nie Dante Stipica, to goscie w samej koncowce tej czesci
gry mogli zadac jeszcze jeden cios.
Runjaic byl tak rozczarowany postawa swojej druzyny, ze juz w 41.
minucie zdjal z placu gry Marcina Listkowskiego. Zmienil go Fin Santeri
Hostikka, ktory przed tygodniem byl jednym z architektow odwrocenia
losow meczu w Bialymstoku.
W drugiej polowie Pogon w koncu przejela inicjatywe i ruszyla do ataku.
Juz w jednej z pierwszych akcji Hostikka podal do Adama Buksy, a ten
nieznacznie przestrzelil. Pilka trafila w boczna siatke i niektorzy
kibice zdazyli juz podniesc sie z miejsc, cieszac sie z wyrownania.
Portowcy przewazali, ale podejmowali zle decyzje w kluczowych momentach
i czas coraz szybciej zaczal im uciekac. Rakow bez wiekszych problemow
dowiozl korzystny wynik do koncowego gwizdka i mogl swietowac
niespodziewane zwyciestwo w Szczecinie.

Wichniarek: Skad sie biora przecietni gracze?
Trudno mi poruszyc watek Roberta Lewandowskiego, poniewaz napisano i
powiedziano o nim wszystko i jeszcze troche. Ale skoro taka wola, na
jedno pytanie postawione przez redakcje odpowiem. A ono brzmi: „Czy
wyobrazam sobie reprezentacje bez Roberta?”.
Lewy – lider na boisku, poza nim. Wszedl na taki „Lew…el”, na jaki w
historii naszej pilki nikomu nie udalo sie dostac. Nie wylaczajac gwiazd
z poprzednich epok, rowniez z czasow Zbigniewa Bonka, Grzegorza Laty,
Jana Tomaszewskiego. Moze sie ktos obrazic – trudno, Lewandowski jest
najlepszym pilkarzem w historii polskiej pilki, choc brakuje mu
wyraznego sukcesu z kadra. Uznajac go za najlepszego, biore pod uwage
to, w jakim kierunku pomknal swiatowy futbol i w jak wymagajacych
okolicznosci Robert wykreca liczby, bije kolejne rekordy. Jesli ktos
upiera sie, ze reprezentacja moze dzis funkcjonowac bez Lewandowskiego,
odpowiadam: predzej wyobrazam sobie ja bez trenera. I nie chodzi mi
absolutnie o obecnego, lecz o kazdego, ktory stalby na czele ekipy.
Bywaja momenty, kiedy w kadrze nie gra tak dobrze jak w klubie. I juz
slychac pomruki, no bo jak to? Po trzech dniach od niezbyt udanego meczu
reprezentacji, w klubie znowu czaruje?
Tyle ze tam obok siebie ma zdecydowanie lepszych pilkarzy. Grzegorz
Krychowiak w rewelacyjnej formie wciaz nie osiagnal klasy Thiago, Kamil
Grosicki z bardzo dobrym sezonem w Championship nigdy nie bedzie juz
Gnabrym. Ktorego z naszych nie wystawilibysmy na reprezentacyjne
skrzydlo – Blaszczykowskiego, Kownackiego, Zielinskiego, Szymanskiego,
zaden z nich nie okaze sie Comanem, zas Bereszynski nie stanie sie Alaba.
***
Wciaz dopadaja nas przykre wiesci o stanie naszej pilki klubowej. W
czwartkowy wieczor ponownie osunal nam sie grunt spod nog i spadlismy
miejsce nizej w klasyfikacji UEFA, wyprzedzeni przez Bulgarow.
Zarzadzajacy ekstraklasa oglaszaja kazdego roku, ze firma generuje coraz
wiecej pieniedzy. Wystarczy jednak rzucic okiem na inne kraje. Tam
pieniadz z praw telewizyjnych tez jest coraz wiekszy, lecz jeszcze
mocniej i lepiej nakreca tamtejszy i tak swietny futbol ligowy. U nas
jest dokladnie odwrotnie. Pieniedzy wiecej, a poziom nizszy.
Naleze do zwolennikow grubej kreski, czyli budowy od podstaw. Przede
wszystkim w podejsciu do mlodych pilkarzy. Moze przepis o obowiazkowej
grze futbolowych „malolatow” pokaze i juz pokazal, ze do gry w lidze
mamy takich, ktorzy sobie radza, a jest ich pewnie wiecej. Dac im
szanse, nie obawiac sie na nich postawic. Odwagi!
Na marginesie – perspektywiczni pilkarze z zagranicy nie spogladaja w
kierunku Polski, a jesli juz tacy sie znajda, to dlatego, ze powazna
futbolowa liga ich nie chce, a oni zarabiaja nad Wisla zupelnie
nieadekwatnie do prezentowanego poziomu. Krotko mowiac: sa mocno
przeplacani.
***
Poziom i wyniki naszej ligi odzwierciedlaja umiejetnosci pilkarzy w niej
grajacych, mysl szkoleniowa trenerow. Ten poziom ma nazwe „slabosc”, a
zeby nie bylo tak ostro – „przecietnosc”. Przecietni ligowi gracze skads
sie biora, ktos ich wychowal, probowal wyszkolic i chyba w wielu
przypadkach sie to nie udalo. Dlaczego? Czy to wina pilkarzy, ktorzy
maja moze mniejszy talent niz ich rowiesnicy np. z Brazylii, Hiszpanii
czy Chorwacji (4,5 mln mieszkancow)?
Przyjac pilki kierunkowo nie umiemy (zainteresowani niech spojrza na
Luisa Suareza w meczu z Interem), mocno i dokladnie podac do partnera –
tez niestety nie. Nasz ligowiec ma problemy z takim zagraniem, zna
ulomnosc swoja i partnera z boiska. Nie poda do niego silnej, plasowanej
pilki, bo wie, ze bedzie mial problemy z jej opanowaniem. Co za tym
idzie, podanie jest jakby w zwolnionym tempie, co powoduje brak dynamiki
rozgrywanych akcji. Dlaczego Hiszpanie z trzecioligowych klubow
przyjezdzajac do ESA, sa jej gwiazdami? Bo maja to minimum opanowane do
perfekcji. Podstawy! U nas pilkarz i trener chcieliby zakonczyc szkole
matura, omijajac nauczanie poczatkowe. Brac sie za pisanie ksiazek, nie
znajac liter i alfabetu.
Gdy trafilem do Niemiec jako reprezentant kadry Janusza Wojcika, bylem
zdumiony treningami w Bielefeld. Intensywnoscia, ale przede wszystkim
tym, ze kazde zajecia zaczynaly sie od 30-, 40-minutowego pilkarskiego
abecadla, niewazne czy na poczatku tygodnia, czy w przeddzien meczu.
Przyjecie, odegranie, przyjecie, zagranie. „Oni tego nie umieja?” – po
cichu sie dziwilem. Szybko dostalem odpowiedz od trenera: „Halo! Co ty
robisz? Masz przyjac lewa noga i odegrac prawa. Musisz przyjac
kierunkowo, by moc od razu uciec rywalowi i szybko, poprawnie zagrac do
partnera”. No i z banalnego cwiczenia – jak mi sie wydawalo – robilo sie
trudne. W moim przypadku, bo koledzy potrafili, a przypomne, ze byla to
tylko „smieszna” Arminia, zaden czolowy zespol Bundesligi, i to niemal
dwie dekady temu! Pilka krazyla w trojkacie i czworokacie. Proste? Tak,
ale trzeba nauczyc sie robic to dokladnie i w tempie. Najprostsze rzeczy
sa czesto najtrudniejsze, a moga najwiecej dac w trakcie meczu.
PS Widzialem niejednokrotnie przygotowania polskich zespolow na
zgrupowaniach letnich i zimowych. Szczerze? Bedac trenerem i majac caly
czas przed oczami poziom wykonywania tych samych cwiczen przez moje
zespoly w Bundeslidze, musialbym co chwile przerywac zajecia. Masa
bledow, niedokladnosci, bylejakosci. A to powinno byc wlasnie jak w
Arminii czy Hercie Berlin. Powtarzac w kolko, codziennie, przepraszam za
okreslenie – do wyrzygania i… opanowania, az sie uda, bo dopiero potem
mozemy myslec o taktyce, ataku pozycyjnym czy szybkim przejsciu z obrony
do ataku.

-Wlodarczyk: Pomylone perony [FELIETON]
Na czwartkowym zjezdzie szefow klubow Ekstraklasy wybrano nowa Rade
Nadzorcza. Najciekawsza potyczke o wejscie do skladu ligowych wladz
stoczyli prezesi Pogoni Szczecin i Lecha Poznan – Jaroslaw Mroczek oraz
Karol Klimczak. Po kilkugodzinnym pacie i grozbie przelozenia wyborow o
kolejne dwa tygodnie szala przechylila sie w strone Pomorza Zachodniego.
To policzek dla Kolejorza, ktory od lat dzieki wysokiemu miejscu w lidze
mial jeden z decydujacych glosow, a teraz zostal posadzony w drugim
rzedzie. Cala ta polityczna otoczka po minucie zaczyna nudzic, wiec nie
wgryzam sie w nia za gleboko, jednak zupelnie z boku maluje pewien
smutny obraz.
W trakcie tych strategicznych podchodow, negocjacji, podszczypywan i
macanek – kto z kim, kto przeciwko komu – liga zdazyla pochwalic sie
kapitalnymi wynikami finansowymi i mocnym osmym miejscem w rankingu ceny
sprzedazy praw telewizyjnych. To PR-owe pudrowanie, przedstawiajace
wybiorcze i podrasowane dane, wystarczylo, aby wszyscy zgromadzeni byli
z siebie niezwykle zadowoleni. Klepanie po plecach, masowanie po
brzuchach, przekonywanie siebie samych, ze „jestesmy spoko”, niestety
wypelnilo czas na tyle, ze bez sensu bylo kwasic sobie miny. Nawet na
sekunde nie zajaknieto sie o stanie faktycznym naszej pilki klubowej, o
tym co najwazniejsze, czyli wykresie depresyjnym jak jesienne
przesilenie – 28. miejscu w rankingu UEFA, ktory po kolejnej
aktualizacji wyrzuci nas poza czolowa trzydziestke, gdzie „czolowa” w
naszym wypadku brzmi naprawde groteskowo.
W ciagu trzech lat stalismy sie pilkarskim zasciankiem, ktoremu wlepiono
nieformalny zakaz wystepow w Lidze Mistrzow. To w zasadzie
rozstrzygniete, ze do elity nie dostaniemy sie przez bardzo dlugie lata,
a po wprowadzeniu trzeciego europejskiego pucharu – tzw. Europa
Conference League – takze Liga Europy zatrzaskuje przed nami drzwi.
Zrzucono nas w nikogo nieinteresujaca otchlan meczow rozgrywanych
poznymi czwartkowymi popoludniami. Ktos moze oczywiscie sie oszukiwac,
ale nowe rozgrywki zostaly stworzone na odczepke dla takich, z ktorymi
najlepsi nie chca miec do czynienia. Miejsce w szeregu pokazuje nam
dodatkowo smutny fakt, ze nawet tam bedzie problem z awansem. W 2016 r.,
bedac rankingowym sasiadem Austrii, pomylilismy perony i wsiedlismy do
pociagow jadacych w przeciwleglych kierunkach – oni do wielkiego swiata,
my na prowincje. Dzis Austriacy maja trzech reprezentantow w
europejskich pucharach, gdy zaden polski klub nie gral w fazie grupowej
LM lub LE juz od trzech lat.
W Polsce taki stan porusza tylko tych, ktorzy o puchary walcza – glownie
Legie targajaca nasz marny klubowy ranking na swoich plecach. Ogromna
wiekszosc frapuja sprawy minimalistyczne – przezyc do pierwszego. Nie ma
wizji, wytyczenia celow i ich realizacji, dlugoterminowego planowania,
konstruowania zdrowej polityki transferowej, opierania przyszlosci na
mocnych fundamentach jak akademia, kreowania odpowiedzialnosci
spolecznej. Podstawowy, najwazniejszy i czesto jedyny cel – utrzymac sie
w lidze i zgarnac od partnera telewizyjnego forse na przetrwanie.
O dofinansowaniu na poziomie 250 mln zl za sezon wiele lig majacych
swoich przedstawicieli w pucharach moze tylko pomarzyc. Tak wiec to nie
pieniadze sa naszym podstawowym problemem, bo przeciez juz dawno
przestalismy scigac sie z krezusami, ktorzy stworzyli swoj osobny swiat.
My w swoim palimy forsa w piecu – bez wzgledu na wysokosc stawek. Gdyby
bylo dwa razy wiecej, zmarnowane byloby wlasnie tyle. Ludzie, dyskusja,
wizja, chec zmian i dopiero kasa. Zastanowmy sie, choc i tak pewnie jest
za pozno.

I LIGA
12 kolejka
Zaglebie Sosnowiec-Sandecja Nowy Sacz 3-1
Chojniczanka-Odra Opole 1-2
Stal Mielec-Jastrzebie 3-1
Wigry Suwalki-Radomiak 1-4
Podbeskidzie Bielsko-Biala – Belchatow 4-0
Nieciecza-Tychy 4-3
Miedz Legnica-Puszcza Niepolomice 1-0
Chrobry Glogow-Warta Poznan 0-0
Olimpia Grudziadz-Stomil Olsztyn, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
1.Radomiak 26pkt
2.Warta 24pkt
3.Stal Mielec 22pkt
4.Podbeskidzie 21pkt
5.Miedz 20pkt
6.Stomil 20pkt
7.Olimpia Grudziadz 17pkt
8.Jastrzebie 17pkt
9.Nieciecza 17pkt
10.Tychy 17pkt
11.Zaglebie Sosnowiec pkt
12.Sandecja 14pkt
13.Chojniczanka 14pkt
14.Puszcza 14pkt
15.Belchatow 14pkt
16.Wigry 12pkt
17.Chrobry 8pkt
18.Odra 7pkt

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *