Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 5 maja 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 120 (5150) 5 maja 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA RECZNA
PGE Vive przetrwalo nawalnice w Paryzu! Kielczanie w Final Four Ligi
Mistrzow
PGE Vive Kielce przegralo z PSG Handball 26:35 w rewanzowym meczu 1/4
finalu Ligi Mistrzow pilkarzy recznych. W pierwszym spotkaniu w Kielcach
podopieczni Talanta Dujszebajewa wygrali 34:24, a to oznacza, ze okazali
sie minimalnie lepsi w dwumeczu. To PGE Vive zagra wiec w Final Four
prestizowych rozgrywek!
Od pierwszych minut na parkiecie w Paryzu bylo niesamowicie duzo
agresji, co w przypadku PSG bylo nowoscia w tej edycji LM. Faworyci
rozgrywek walczyli jednak o zycie i juz po kilku minutach prowadzili
6:2. Bardzo skuteczni byli skrzydlowi Uwe Gensheimer i Luc Abalo, a
swoje trzy grosze dokladal Mikkel Hansen. Gdyby nie swietna postawa
Wladimira Cupary, to Vive juz po kwadransie znalazloby sie w trudnym
polozeniu, a tak caly czas bylo utrzymywane przy zyciu.
Wazne trafienia z rzutow karnych pod koniec pierwszej polowy zaliczyl
Julen Aginagalde, ale koncowka tej odslony nalezala do paryzan. Do gry
wlaczyl sie Nikola Karabatic, swietnie bronil Rodrigo Corrales, a
ostatniego gola pierwszej polowy rzucil tuz przed syrena Mikkel Hansen.
PSG prowadzilo 18:11 i gospodarzom brakowalo czterech goli, zeby odrobic
straty z Kielc.
Poczatek drugiej czesci gry byl kontynuacja wydarzen sprzed przerwy.
Napedzane przez zywiolowo reagujacych kibicow PSG mozolnie powiekszalo
przewage, choc dwa szybkie gole Luki Cindricia nieco pomieszaly szyki
gospodarzom. Po stronie paryzan szalal Nedim Remili, a w 47. minucie
spotkania szczypiornisci z Francji mieli juz 10 goli przewagi. Walka o
Final Four zaczynala sie od nowa.
Ostatnie minuty meczu to balansowanie wyniku na poziomie 10-bramkowej
przewagi PSG. Gospodarze rewanzu w koncowce oddawali po prostu pilke w
rece Remiliego, ktory nie mylil sie ze srodka rozegrania. Bardzo wazny
moment mial miejsce w 56. minucie, kiedy Alex Dujszebajew trafil na
24:34, a czerwona kartka ukarany zostal Mikkel Hansen. Chwile pozniej na
dwie minuty wylecial jednak takze Marko Mamic, oslabiajac Vive.
Kielczanie popisowo rozegrali jednak ostatnie trzy minuty, a ostatniego
gola dla gosci rzucil Wladyslaw Kulesz trafiajac na 26:34. Paryzanie
rzucili jeszcze bramke na 26:35, ale w Final Four zagra polski zespol!
Turniej Final Four odbedzie sie w dniach 1-2 czerwca w hali Lanxess
Arena w Kolonii.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
Kolejka 33
Gornik Zabrze-Zaglebie Sosnowiec 4-0
Kolejka 34
Wisla Plock-Arka Gdynia 1-1
Gornik Zabrze-Wisla Krakow 1-2
Korona Kielce-Miedz Legnica 0-0
Lech Poznan-Zaglebie Lubin 1-1
Legia Warszawa-Piast Gliwice 0-1
Zaglebie Sosnowiec-Slask Wroclaw 2-4
Cracovia-Lechia Gdansk 2-0
W poniedzialek Jagiellonia Bialystok-Pogon Szczecin
1.Legia 66pkt
2.Piast 65pkt
3.Lechia 63pkt
4.Zaglebie Lubin 51pkt
5.Jagiellonia 51kt
6.Cracovia 51pkt
7.Lech 49pkt
8.Pogon 47pkt
———————-
9.Wisla Krakow 46pkt
10.Korona Kielce 44pkt
11.Gornik Zabrze 40pkt
12.Miedz 37pkt
13.Wisla Plock 37pkt
14.Arka 36pkt
15.Slask 35pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 28pkt
-Arka remisuje w Plocku z Wisla. Wyrownanie w ostatnich sekundach.
Pilkarze Arki Gdynia zremisowali na wyjezdzie z Wisla Plock 1:1.
Niezwykle cenny punkt w kontekscie walki o utrzymanie w ekstraklasie
zapewnil w czwartej minucie doliczonego czasu gry Fredrik Helstrup.
Arka wystapila w Plocku oslabiona brakiem pauzujacych za kartki Adama
Marciniaka i Christiana Maghomy oraz kontuzjowanego Macieja
Jankowskiego. Ten ostatni z powodu urazu nosa nie zagra juz do konca
sezonu, co oznacza, ze wobec braku rowniez na dluzej wylaczonych z gry
Aleksandyra Kolewa oraz Rafala Siemaszki, gdynski zespol zostal bez
nominalnego napastnika. Trener Jacek Zielinski znow musial zatem
zastosowac ustawienie z falszywa „9”. Te role spelnial glownie Michal
Janota, choc momentami najbardziej wysunietymi zawodnikami byli Michal
Nalepa lub schodzacy ze skrzydla Nabil Aankour.
Pierwsza polowa byla bardzo nudna, na boisku nie dzialo sie praktyczni
nic ciekawego. Do odnotowania byly tylko dwa strzaly zza pola karnego –
najpierw Nalepy (ladna interwencja Bartlomieja Zynela), a w odpowiedzi
Dominika Furmana z rzutu wolnego (tuz obok slupka).
Za to druga czesc zaczela sie od gola dla Wisly. Rezerwowy Alen
Stevanovic wkrecil w ziemie Tadeusza Soche i precyzyjnie dosrodkowal do
Oskara Zawady, ktory strzalem z najblizszej odleglosci dopelnil formalnosci.
Gdynianie mieli jeszcze duzo czasu, zeby odwrocic losy meczu, jednak ich
gra w ofensywie dlugimi momentami byla mocno nieporadna. Nieco ozywienia
wniosl wprowadzony za Marcusa da Silve Luka Zarandia, jednak jego
wysilki nie przekladaly sie na sytuacje podbramkowe. Kiedy wydawalo sie,
ze mecz zakonczy sie porazka Arki, goscie swietnie wykonali staly
fragment gry. Z rzutu wolnego idealnie dosrodkowal Goran Cvijanovic, a
gola glowa zdobyl Frederik Helstrup.
Zatem byly trener Arki Leszek Ojrzynski oraz jego asystent, czyli bardzo
zasluzony dla gdynskiego klubu Krzysztof Sobieraj, ktorzy obecnie
pracuja w Plocku, podzielili sie punktami ze swoim bylym zespolem.

I LIGA
31 kolejka
Stal Mielec-Chrobry Glogow 5-1
Garbarnia Krakow-Katowice 0-2
32 kolejka
Chrobry Glogow-Warta Poznan 1-1
Katowice-Stal Mielec 0-2
Nieciecza-Garbarnia Krakow 1-0
Odra Opole-Bytovia 2-1
Jastrzebie-LKS Lodz 0-2
Rakow Czestochowa-Tychy 0-0
Puszcza Niepolomice-Stomil Olsztyn w chwili zamkniecia gazetki 1-0
Chojniczanka-Podbeskidzie 2-2
Wigry Suwalki-Sandecja Nowy Sacz 1-2
1.Rakow 69pkt
2.LKS Lodz 65pkt
3.Stal 58pkt
4.Sandecja 54pkt
5.Tychy 47pkt
6.Jastrzebie 45pkt
7.Podbeskidzie 44pkt
8.Puszcza 41pkt
9.Nieciecza 43pkt
10.Warta 39pkt
11.Odra Opole 39pkt
12.Chojniczanka 39pkt
13.Chrobry 37pkt
14.Katowice 34pkt
15.Stomil 34pkt
16.Bytovia 33pkt
17.Wigry 31pkt
18.Garbarnia 21pkt

-LKS powraca do ekstraklasy po siedmiu latach.
Po siedmiu latach LKS ponownie zagra w ekstraklasie. Awans zapewnila
wygrana z GKS Jastrzebie.
To spelnienie marzen. Bardzo dlugo na to pracowalismy. Jestesmy coraz
mocniejsza druzyna, gramy coraz lepiej. To jest bardzo wazne, ze sie
rozwijamy, dzieki czemu jestesmy w ekstraklasie – powiedzial po meczu
Michal Kolba, kapitan LKS.
Bramkarz przeszedl niemal cala droge od upadku do odrodzenia lodzkiego
klubu. Do zespolu trafil w 2015 roku, gdy ten znajdowal sie w III lidze.
Dwa lata wczesniej LKS nie bylo stac na dokonczeniu gry na zapleczu
ekstraklasy i wycofal sie z rozgrywek po 22. kolejce automatycznie
spadajac do IV ligi. Po tym nastapilo powolne odbudowywanie druzyny,
klubu i infrastruktury.
– Pamietam te wszystkie mecze w Przysusze czy innych miejscowosciach w
trzeciej lidze. Dla mnie to wynagrodzenie tych ciezkich chwil, ktore w
klubie na poczatku tej drogi bez watpienia byly. Teraz jestesmy mega
szczesliwi, zrobilismy kawal dobrej roboty. Ten zespol poczawszy do
trzeciej ligi, przez druga i pierwsza caly czas robil krok do przodu –
dodal Kolba.
Powrot do ekstraklasy zajal LKS-owi siedem lat. Siedem lat pracy, budowy
(jeszcze nie zakonczonej) i wystawiania kibicow na cierpliwosc.
Najdluzej druzynie zajelo przebrniecie przez sito III ligi. Zespol z
alei Unii spedzil w niej trzy sezony. Gdy jednak ta sztuka sie udala,
promocje o klase rozgrywkowa wyzej LKS zapewnial sobie rok do roku. Po
trzech awansach z rzedu ponownie zameldowal sie w ekstraklasie.
– Teraz mamy awans i dwie kolejki do konca, bedziemy wiec spokojnie
myslec, co dalej. Zalozenia byly takie, ze przychodzac do klubu
podpisalem kontrakt na dwa lata i przez dwa lata mielismy budowac
zespol, a pozniej ewentualnie starac sie o awans. Sytuacja przebiegala
jednak tak, ze po rundzie jesiennej bylismy na tyle wysoko, iz przed
wznowieniem zajec w styczniu powiedzielismy sobie jasno: „walczymy o
ekstraklase”. Ciesze sie, ze udalo sie awansowac w dobrym stylu. Dla
trenera nie ma nic przyjemniejszego – wyjasnil Kazimierz Moskal, trener
zespolu, ktory pozwolil swoim zawodnikom na huczne swietowanie. Co
prawda do konca sezonu pozostaly jeszcze dwie kolejki, ale w nich
szkoleniowiec moze ogrywac juz rzadziej wystepujacych zawodnikow.
LKS przypieczetowal awans zwyciestwem 2:0 nad GKS 1962 Jastrzebie
udowadniajac, ze przydomek Rycerze Wiosny nie byl nadany mu przypadkowo.
W rundzie wiosennej lodzki zespol odniosl tylko jedna porazke. Wygral
dziewiec meczow tracac zaledwie dwa gole. Dzieki 28 punktom zdobytym w
tym roku LKS jest liderem rundy wiosennej i nawet bardzo dobra gra
wicelidera w tym zestawieniu Stali Mielec (21 punktow) nie przeszkodzila
w wywalczeniu upragnionego awansu.
Teraz LKS musi walczyc na innych polach. Przede wszystkim o budowe
stadionu z prawdziwego zdarzenia. Obecny obiekt z jedna trybuna stal sie
obiektem zartow. Miasto rozpisalo drugi przetarg na dokonczenie budowy.
Na ten cel przeznaczylo 95 milionow zlotych. Prace mialyby potrwac okolo
36 miesiecy, jednak zainteresowanie inwestycja jest male. Docelowo nowy
stadionu przy al. Unii mialby pomiescic 16 tysiecy widzow. Z otrzymaniem
licencji na gre w ekstraklasie LKS nie bedzie mial wiekszych problemow.
W przerwie zimowej na obiekcie zamontowano nowe oswietlenie spelniajace
wszelkie wymogi licencyjne. Zdecydowanie wieksze trudnosci ma drugi,
przyszly beniaminek Rakow Czestochowa.
2555 DNI minelo od ostatniego meczu LKS w ekstraklasie. 6 maja 2012 roku
zespol przegral 1:2 z Jagiellonia Bialystok zegnajac sie ostatecznie z
liga.

-Gdy Zbigniew Boniek wybieral nastepce Adama Nawalki, stworzyl krotka
liste potencjalnych selekcjonerow. W grze byli sami Polacy. Miedzy
innymi Stokowiec. Ostatecznie padlo na Jerzego Brzeczka, ale co sie
odwlecze… – pisze w swoim felietonie Tomasz Wlodarczyk.
Jeszcze w czasach pracy w Zaglebiu Lubin Piotr Stokowiec prosil
dyrektora sportowego Piotra Burlikowskiego, zeby to on dzwonil do
pilkarzy, ktorymi jest zainteresowany trener i klub, bo sam nie potrafi
nawijac makaronu na uszy. Swoim pragmatyzmem bardziej odstraszal niz
przyciagal. Nie jest sprzedawca bajek. Pieknych historii, ktore
niekoniecznie musza miec pokrycie w rzeczywistosci. Byc moze dlatego, ze
Stokowiec nie potrafil obiecac niczego ponad stan, Krzysztof Piatek
wyladowal w Krakowie z szybkimi przesiadkami do Genui i Mediolanu. Byc
moze dlatego jest tak dobrym trenerem. Przyszlym selekcjonerem
reprezentacji Polski?
Gdy Zbigniew Boniek wybieral nastepce Adama Nawalki, stworzyl krotka
liste potencjalnych selekcjonerow. W grze byli sami Polacy. Miedzy
innymi Stokowiec. Ostatecznie padlo na Jerzego Brzeczka, ale co sie
odwlecze… Szkoleniowiec Lechii Gdansk wlasnie wywalczyl swoje pierwsze
trofeum w karierze i mozna z duzym prawdopodobienstwem powiedziec, ze
nie ostatnie. Jego pilkarze udowodnili mu w finale na PGE Narodowym, ze
nie sa papierowymi tygrysami (to powiedzenie, z ktorym konfrontuje
podopiecznych w szatni przed pierwszym gwizdkiem). Mecz byl brzydki, ale
krajowy puchar dopiero drugi raz pojechal do Gdanska i to dla Stokowca w
pomeczowych wypowiedziach bylo najwazniejsze.
Lechia w tym sezonie jest odbiciem jego podejscia do zawodu i futbolu. W
czwartek sukces zrodzil sie w bolach, bez fajerwerkow, po skromnym
zwyciestwie, dzieki ogromnej ostroznosci przed popelnieniem bledu i
neutralizacji przeciwnika – cechy, do ktorych bialo-zieloni
przyzwyczaili sledzacych wydarzenia w ekstraklasie.
Tegoroczne wyniki klubu trzeba w duzym stopniu zapisac na konto
szkoleniowca. Lechia to nie byl samograj. Stokowiec wszedl do szatni, w
ktorej spotkal graczy z duzym potencjalem, ale rozwydrzonych. Mial na
nich pomysl. Obral strategie, ktorej konsekwentnie sie trzymal, co jest
swiadectwem charakteru, bo wielu slabszych zboczyloby z tej sciezki.
Poukladal sprawy na swoja modle, bez skrupulow zegnajac sie z tymi, z
ktorymi bylo mu nie po drodze – zawodnikami doswiadczonymi i majacymi
duzy wplyw na grupe. Dzieki temu zbiegowi mogl wlaczyc twardy reset,
jednoczesnie wyswiadczajac przysluge ksiegowej, bo lista plac wreszcie
przestala swiecic w Excelu na czerwono. Klub ograniczyl budzet
wynagrodzen o polowe, co nie przeszkodzilo rozgrywac jednego z
najlepszych sezonow w historii. Bylby zdecydowanie najlepszy, gdyby nie
zadyszka w rundzie finalowej, ktora sprawia, ze mistrzostwo Polski, choc
ciagle mozliwe, zaczela wymykac sie Lechii z rak.
Stokowcowi nie zalezy na budowaniu rozdmuchanych relacji z podwladnymi i
srodowiskiem – czesto udawanych, kokieteryjnych i polityczych. Nie
blyszczy na salonach. Nie zabiega o atencje. Jest trudny w obyciu. Ma
twarde zasady. Wydaje sie, ze nie udaje kogos innego, co w dzisiejszych
czasach jest postawa dosc unikalna. To wszystko w naszej rzeczywistosci
moze byc jednoczesnie zaleta i wada. Dla mnie jest tym pierwszym,
dlatego nie zdziwie sie, jesli w okolicach 2020 roku na Narodowym
Stokowiec bedzie kims wiecej niz odswietnym gosciem.

-Lechia Gdansk po raz drugi w historii zdobyla Puchar Polski. Piotr
Stokowiec zasluzyl na duze gratulacje, bo majac do dyspozycji
zdecydowanie mniejszy budzet niz kilku jego poprzednikow – pisze w swoim
felietonie Mateusz Borek.
Dokonal tego, co sobie zalozyl i pilkarze z Gdanska juz jesienia zagraja
przynajmniej w Lidze Europy. To znaczy, zyczylbym sobie, by tak sie
stalo. Na razie jest pewne, ze wystapia latem w eliminacjach tych
rozgrywek.
Sam final mnie nie zachwycil. Trenerzy z pewnoscia mieli pomysl i cel.
Pilkarze wyszli na murawe naladowani energia, ambicja i determinacja.
Ale samej pilki w pilce za duzo nie bylo. Mnozace sie bledy techniczne,
proste straty, brak plynnosci akcji, zle wybory i zdecydowany brak formy
kilku zawodnikow – te wszystkie elementy wplynely na niska jakosc czysto
pilkarska tego widowiska. A moze trzeba pomyslec o zmianie terminu
rozgrywania finalu, bo granie dzien po polfinalach Champions League
poteguje poczucie niedosytu poziomem? Przegrana Jagiellonia, ktora od
konca lutego na pewno notuje regres formy, w pierwszej polowie probowala
grac w pilke, ale na okresleniu „probowala” trzeba ten opis zakonczyc. W
srodku pomocy nie bylo dynamiki ani szybkosci, nie bylo zawodnika, ktory
bylby w stanie zmienic tempo rozgrywania akcji, a z przodu nie bylo
niczego i nikogo, kto moglby realnie postraszyc Zlatana Alomerovicia i
celnie strzelic na bramke. Niektorzy juz spekuluja, ze brak trofeum
zakonczy, po sezonie, trenerska przygode Ireneusz Mamrota z Jaga. Troche
mnie to dziwi, bo sama tylko koncepcja, etosem pracy i przygotowaniem do
treningu meczow sie nie wygrywa. Trener do osiagniecia celu potrzebuje
pilkarzy. Nie da sie zjesc ciastka i wciaz je miec. Albo wynik, albo
transfery Przemyslawa Frankowskiego, Karola Swiderskiego czy nawet
Romana Bezjaka. Lechia byla dobrze zorganizowana, analityczna i swietnie
rozegrala koncowke. A Arturowi Sobiechowi wystarczylo 20 minut, by
zostac bohaterem finalu i odebrac nagrode dla najlepszego pilkarza
meczu. Ale by jesienna przygoda pucharowa nie zakonczyla sie juz latem,
prezes Adam Mandziara musi siegnac gleboko do kieszeni i kupic kilku
nowych graczy.
Niestety znow byly problemy z wejsciem na trybuny, wulgarne przyspiewki
i znowu, mimo kontroli, wniesiono race. To wszystko przestaje miec sens.
Podobnie jak kilkugodzinna podroz wielu kibicow z Gdanska, by spedzic
majowke na stadionie. Zamiast tego wydali pieniadze i postali kilka
godzin pod brama. Ja jestem zbyt glupi, by te sytuacje rozwiazac, ale we
wtorek w Barcelonie o 19.00 na trybunach Camp Nou – stadionu prawie 60
lat starszego od PGE Narodowego – nie bylo nikogo, a dwie godziny
pozniej siedzialo tam sto tysiecy ludzi. Wszyscy zdazyli wejsc. A u nas
proponowano wejscie o 9.30. Cos tutaj poszlo nie tak. I organizator
meczu cos z tym problemem musi blyskawicznie uczynic.

-Coroczne zawody pirotechniczne. To jest przyszlosc polskiego futbolu, o
tyle atrakcyjna, ze nie wymaga kopania pilki, czyli tego, co wychodzi
nam najgorzej – pisze w swoim felietonie Krzysztof Stanowski.
Pilka bez pilki, bez pilkarzy nawet, bez trenerow, jedynie z boiskiem,
jako celem rzutu raca i elementem nawiazujacym do dawnych czasow, gdy
jeszcze gole, wslizgi i dosrodkowania mialy znaczenie. No i sedziowie by
sie przydali, zeby kogos zwyzywac z imienia i nazwiska.
Co roku 2 maja dowiadujemy sie, ze istnieje spora grupa ludzi, ktorzy
najpierw sa w stanie pol dnia kombinowac, jak wniesc na stadion
pirotechnike, nawet kosztem wywolywania sztucznego tloku przed
stadionem, by po wejsciu na obiekt spedzic trzydziesci albo i
czterdziesci minut pod flaga, dla klimatu odpalajac sobie tez cos
kopcacego i podduszajacego. Przyjezdzaja wiec fani z Gdanska, ktorzy w
pierwszej polowie wznosza okrzyk na temat jednego klubu (Legii Warszawa,
nie Lechii przeciez), a drugiej bardzo wielu z nich w ogole nie widzi,
bo prezentuja flage – np. flage z kolesiem strzelajacym z luku w strone
Stadionu Narodowego (no absurd totalny, po co strzelac z luku w stadion?).
Fani druzyny przeciwnej, czyli Jagiellonii, tego pokazu z lucznikiem
chyba nie widzieli, poniewaz w tym czasie sami tkwili pod flaga
przedstawiajaca kolesia w krotkich spodenkach, ale w kominiarce, czyli
jakiegos totalnie niezdecydowanego w temacie pogody. Gdyby moj klub
zdobywal jakies trofeum raz na tydzien, to moze i w pewnym momencie by
mi sie to znudzilo i tez bylbym sklonny nie ogladac meczu, ale w
przypadku mizernego dorobku Lechii i Jagiellonii spedzenie finalu pod
flaga wydaje mi sie czyms zupelnie idiotycznym. Ale wiadomo, „nie znasz
sie, to sie nie wypowiadaj”.
No wiec przyjechali jedni i drudzy i obejrzeli kolorowe przescieradlo z
bliska, w tym czasie pilkarze zadbali o to, by kibic nie mogl narzekac,
ze ominelo go cokolwiek wartosciowego – ale zrobili to nie z dobrego
serca, tylko z braku talentu. Dlatego tez, skoro tkwienie pod wielkim
przescieradlem, kopcenie i wznoszenie okrzykow jest samo w sobie
wystarczajaco atrakcyjne, apeluje, aby sprobowac rozegrac final bez
pilkarzy. Jesli element emocji zwiazanych z suchym wynikiem jest chociaz
troche istotny, mozna taki mecz symulowac, na przyklad poprzez gre
komputerowa puszczona na telebimach. Bedzie znacznie taniej, prawda?
Wyplacanie przez caly rok kontraktow duzej grupie zawodnikow jest
calkowita fanaberia, skoro na koniec kibice wola sie nakryc
przescieradlem niz patrzec na mecz.
Kpie, bo naprawde wygladalo to groteskowo. Pilka nozna dla jakiejs grupy
stala sie nie celem, ale ledwie pretekstem i zmierzam do tego, ze oni
chyba sami przed soba nie maja odwagi sie przyznac, ze ow pretekst jest
na tyle nieistotny, ze mogliby te swoje pokazy organizowac w zupelnym
oderwaniu od meczow pilkarskich. Byloby to z wielka korzyscia dla osob,
ktorzy pilke – po prostu pilke – lubia poogladac i ktorym caly ten dym i
czerwone swiecidelka sa zupelnie niepotrzebne.

ZUZEL
PGE Ekstraliga sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
IV runda
3 maja 2019 (piatek):
Lublin – Leszno 40:50
Grudziadz – Wroclaw 50:40
5 maja 2019 (niedziela):
Torun – Czestochowa 39:51
Gorzow Wlkp. – Zielona Gora (28:20) w chwili zamkniecia gazetki
1.Leszno 8pkt
2.Czestochowa 6pkt
3.Zielona Gora 4pkt
4.Grudziadz 4pkt
5.Gorzow 2pkt
6.Wroclaw 2pkt
7.Lublin 2pkt
8.Torun 0pkt

Nice 1 Ligi Zuzlowa sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
V runda:
5 maja 2019 (niedziela):
Gdansk – Ostrow Wlkp.52:38
Daugavpils – Rybnik 37:53
18 maja 2019 (sobota):
Tarnow – Lodz
Gniezno – pauzuje
1.Rybnik 6pkt
2.Ostrow 6pkt
3.Tarnow 4pkt
4.Gdansk 4pkt
5.Lodz 2pkt
6.Daugavpils 2pkt
7.Gniezno 2pkt

HOKEJ NA LODZIE
MS w hokeju: Jedenascie bramek w meczu Polski i Japonii na pozegnanie
Polska wygrala z Japonia 7:4 (1:1, 4:0, 2:3) w ostatnim wystepie w
mistrzostwach swiata Dywizji 1B w hokeju na lodzie w Tallinnie.
Bialo-Czerwoni juz wczesniej stracili szanse na awans na drugi poziom
rozgrywkowy. Wywalczyli go Rumuni.
Polacy, jako spadkowicz z Dywizji 1A, byli faworytami estonskiego
turnieju. Z roli tej nie zdolali sie jednak wywiazac. W srode
niespodziewanie przegrali po dogrywce z Rumunia 2:3 i od tego momentu
przestali miec los w swoich rekach. Mecz z Japonia nie mial znaczenia,
bo wczesniej w sobote sprawe awansu zamknela Rumunia, wygrywajac z
Holandia 3:1.

SIATKOWKA
Vital Heynen podal kadre na Lige Narodow
Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen podal kadre na
Lige Narodow 2019. Belg powolal 30 zawodnikow.
Siatkarze spotkaja sie 16 maja w Warszawie podczas badan w Centralnym
Osrodku Medycyny Sportowej. Nastepnego dnia rozpocznie sie zgrupowanie z
udzialem 25 zawodnikow poprzedzajace inauguracje Siatkarskiej Ligi
Narodow w Katowicach (31 maja-2 czerwca).
Najwazniejsze dla Polakow beda jednak w tym sezonie kwalifikacje
olimpijskie. To wlasnie na nie szykowany jest kontuzjowany Bartosz
Kurek, a takze Wilfredo Leon, ktory zapewne niebawem zadebiutuje w
bialo-czerwonych barwach. Przed mistrzami swiata wysokie oczekiwania,
ale trener Heynen zapewnial, ze on i jego podopieczni zrobia wszystko,
by awansowac na wymarzone igrzyska.
– Staram sie nigdy nie patrzec wstecz, ale mialem 14 zawodnikow z
zeszlego sezonu i oni byli moim punktem wyjscia przy powolaniach.
Uwaznie obserwowalem, jak zawodnicy graja, jak sobie radza, ale tez
stale rozmawialem z moimi asystentami i trenerami od przygotowania
fizycznego, a takze z ludzmi w Polsce i dziennikarzami, zeby zdobyc jak
najwiecej informacji o mozliwosciach – powiedzial Vital Heynen,
selekcjoner mistrzow swiata.
Szeroki sklad kadry Polski mezczyzn na siatkarska Lige Narodow:
Bartosz Bednorz – Azimut Modena (Wlochy), przyjmujacy
Mateusz Bieniek – ZAKSA SA Kedzierzyn-Kozle, srodkowy
Bartlomiej Boladz – VfB Friedrichshafen (Niemcy), atakujacy
Fabian Drzyzga – Lokomotiw Nowosybirsk (Rosja), rozgrywajacy
Bartosz Filipiak – Luczniczka Bydgoszcz, atakujacy
Jan Firlej – Lindemans Aals (Belgia), rozgrywajacy
Tomasz Fornal – WKS Cerrad Czarni Radom SA, przyjmujacy
Jedrzej Gruszczynski – Cuprum Lubin SA, libero
Pawel Halaba – Hypo Tirol Alpenvolleys Haching (Niemcy), przyjmujacy
Norbert Huber – WKS Cerrad Czarni Radom SA, srodkowy
Marcin Janusz – Trefl Gdansk SA, rozgrywajacy
Lukasz Kaczmarek – ZAKSA SA Kedzierzyn-Kozle, atakujacy
Karol Klos – KPS PGE Skra Belchatow SA, srodkowy
Jakub Kochanowski – KPS PGE Skra Belchatow SA, srodkowy
Marcin Komenda – GKS GieKsa Katowice SA, rozgrywajacy
Dawid Konarski – KS Jastrzebski Wegiel SA Jastrzebie-Zdroj, atakujacy
Michal Kubiak – Panasonic Panthers Hirakata (Japonia), przyjmujacy
Bartosz Kwolek – ONICO Warszawa, przyjmujacy
Grzegorz Lomacz – KPS PGE Skra Belchatow SA, rozgrywajacy
Piotr Lukasik – ONICO Warszawa, przyjmujacy
Maciej Muzaj – ONICO Warszawa, atakujacy
Piotr Nowakowski – Trefl Gdansk SA, srodkowy
Jakub Popiwczak – KS Jastrzebski Wegiel SA Jastrzebie-Zdroj, libero
Damian Schulz – Asseco Resovia SA Rzeszow, atakujacy
Michal Szalacha – Luczniczka Bydgoszcz SA, srodkowy
Artur Szalpuk – KPS PGE Skra Belchatow SA, przyjmujacy
Aleksander Sliwka – ZAKSA SA Kedzierzyn-Kozle, przyjmujacy
Damian Wojtaszek – ONICO Warszawa, libero
Andrzej Wrona – ONICO Warszawa, srodkowy
Pawel Zatorski – ZAKSA SA Kedzierzyn-Kozle, Libero

-ZAKSA Kedzierzyn-Kozle wygrala finalowa rywalizacje o mistrzostwo
Polski z ONICO Warszawa 3 – 0. Brazowy medal wywalczyli siatkarze
Jastrzebskiego Wegla. O duzym rozczarowaniu moze mowic broniaca tytulu
PGE Skra Belchatow, ktora zajela szoste miejsce.
ZAKSA byla najlepsza druzyna w fazie zasadniczej i potwierdzila to miano
takze w play off-ach. Zloty medal wywalczyla po raz osmy w historii.
ONICO, mimo szybkiej porazki w finale, takze ma powody do zadowolenia.
Po raz pierwszy w historii klub ten stanal na podium w ekstraklasie.
Dodatkowo w przyszlym sezonie zadebiutuje w Lidze Mistrzow. Prawo
udzialu w tych rozgrywkach zapewnili sobie rowniez brazowi medalisci –
Jastrzebski Wegiel.
Podopieczni trenera Roberto Santillego w rywalizacji o trzecia lokate
pokonali 3 – 0 najwieksza niespodzianke tego sezonu – Aluron Virtu Warte.
Wystepujacy dopiero drugi rok w PlusLidze zawiercianie najpierw dzielnie
walczyli w polfinale z Zaksa – w zmaganiach do dwoch zwyciestw przegrali
1-2. W dwoch pierwszych pojedynkach z jastrzebianami doprowadzili do
tie-breaka, ale w obu gora byli rywale.
Duzy zawod moga czuc kibice Skry. Trapieni przez klopoty zdrowotne
obroncy tytulu najpierw ledwo zalapali sie na koniec fazy zasadniczej do
czolowej „szostki”, ktora miala prawo gry o medale, a potem przegrali
baraz o polfinal z jastrzebianami. Czare goryczy przelal fakt, ze w
pojedynku o piata lokate ulegli Cerrad Czarnym Radom.
Mocno rozczarowani moga byc takze sympatycy Asseco Resovii Rzeszow i
Trefla Gdanska, ktore zajely – odpowiednio – siodme i dziewiate miejsce.
Pierwsza z druzyn ostatnio tak nisko sklasyfikowana byla 13 lat temu,
druga zas to brazowy medalista poprzedniego sezonu.
Wiele osob zapamieta rozgrywki 2018/19 takze ze wzgledu na Stocznie
Szczecin. Wystepujacy w ekstraklasie od 2016 roku klub ubieglego lata
pozyskal wielu znanych zawodnikow – m.in. Bartosza Kurka i Bulgara
Mateja Kazijskiego – i mial byc nowa sila w kraju. Ze wzgledu na
niepodpisanie zapowiadanej umowy sponsorskiej jednak popadl w powazne
klopoty finansowej i w grudniu wycofal sie z ligi.
W zwiazku z rezygnacja Stoczni zrezygnowano z rozgrywania barazu o
utrzymanie w PlusLidze. Blisko gry w niej jest mistrz I ligi – MKS
Slepsk Suwalki. Jesienia przystapi do rywalizacji na najwyzszym szczeblu
krajowych rozgrywek pod warunkiem spelnienia wymogow licencyjnych.
Koncowa klasyfikacja PlusLigi w sezonie 2018/19:
1. ZAKSA Kedzierzyn-Kozle – mistrzostwo Polski.
2. ONICO Warszawa
3. Jastrzebski Wegiel
4. Aluron Virtu Warta Zawiercie
5. Cerrad Czarni Radom
6. PGE Skra Belchatow
7. Asseco Resovia Rzeszow
8. GKS Katowice
9. Trefl Gdansk
10. Indykpol AZS Olsztyn
11. Chemik Bydgoszcz
12. Cuprum Lubin
13. MKS Bedzin
14. Stocznia Szczecin – w grudniu wycofala sie z rozgrywek.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *