Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 5 kwietnia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 95 (5359) 5 kwietnia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Liga moze grac nawet do 19 lipca. Pilkarze moga wrocic na boisko w
drugiej polowie czerwca i zdaza dokonczyc sezon
Zawodnicy i kluby musza byc gotowi na powrot do pilkarskiego zycia w
kazdej chwili – mowi prezes PZPN Zbigniew Boniek.
Robert Blonski: W srode odbyla sie kolejna wideokonferencja wladz UEFA z
przedstawicielami europejskich federacji. Co z niej wyniknelo dla naszej
ligi?
Zbigniew Boniek (prezes PZPN): W sprawie rozgrywek ekstraklasy co kilka
dni pojawiaja rozne pomysly. Jedni chcieliby takiego rozwiazania, drugim
pasuje inny pomysl. Na razie sytuacja jest jasna i niezmienna: grac w
pilke nie mozemy, rozgrywki sa zatrzymane. Ale przyjdzie czas, w ktorym
bedziemy musieli nauczyc sie zyc z koronawirusem i znajda sie inne
srodki zabezpieczajace niz tylko siedzenie w domu i zupelna izolacja.
Inaczej wszystkich czeka potezny krach gospodarczy. Staram sie patrzec w
przyszlosc optymistycznie, dlatego bylem zadowolony, kiedy uslyszalem
kilka waznych dla naszego futbolu decyzji. Polska pilka sie zatrzymala,
ale musi miec nadrzedny interes w tym, by wrocic na boisko i dokonczyc
rozgrywki. Wszystko po to, by zminimalizowac i zredukowac straty. Przede
wszystkim na szczeblu centralnym, bo kluby sa zbyt biedne na dodatkowe
koszty, ktore moglyby doprowadzic do dodatkowych problemow albo nawet
upadku. A widze, ze mamy ogromna inwencje i niektorzy juz doszli do
wniosku, ze mozna nie grac w ogole albo, ze nikt nie spada i powiekszamy
lige do 18 druzyn. Zamiast manipulacji trzeba rozsadku. UEFA
powiedziala, ze mozemy wydluzyc rozgrywki do 19 lipca. Wczesniej
mielismy deadline wyznaczony na 20 czerwca, co wiazalo sie ze sporym
ryzykiem, ze nie zdazymy. Teraz juz wiemy, ze pilkarze moga wrocic na
boisko nawet w drugiej polowie czerwca i zdaza dokonczyc sezon. W
miesiac mozna rozegrac jedenascie kolejek albo przynajmniej byc duzo
blizej mety niz teraz. Straty bylyby duzo mniejsze, a przede wszystkim
byloby sprawiedliwiej, bo o kolejnosci w tabeli decydowalaby maksymalna
liczba rozegranych kolejek i boisko, a nie zielony stolik. Kolejny sezon
bylby przejsciowy i musielibysmy ustalic jego zasady: 16 zespolow i
jeden spada. Albo od razu 18. Ale tu rodzilyby sie duze watpliwosci.
Dlaczego?
Zalozmy, ze nikt nie spada i z I ligi awansuja dwa kluby. To te z lokat
trzy-szesc, ktore teraz maja gwarancje wystepu w barazach o miejsce w
ekstraklasie, poczulyby sie skrzywdzone. I slusznie. To samo, gdybysmy
zdegradowali ostatni zespol – wtedy pojdzie do sadu i powie, ze gdyby
wczesniej wiedzial, ze 15. lokata gwarantuje utrzymanie, to zima
zainwestowalby wiecej w nowych pilkarzy, lepiej sie przygotowal i… tez
by sprawe wygral. Tak samo trzeci klub z II ligi. Argument bylby
podstawowy: nie mozna zmieniac regulaminu w trakcie rozgrywek. Zeby tego
uniknac trzeba sprobowac wrocic i byc do tego powrotu gotowym w kazdej
chwili. Puchar Polski tez daloby sie dokonczyc w takich realiach.
Zalozmy, ze liga wznawialaby sezon 20 czerwca, to wtedy cwiercfinaly
Stali Mielec z Lechem i Miedzi z Legia mozna by zagrac trzy dni przed
liga, a polfinal i final trzy dni i tydzien po jej skonczeniu. Dla
chcacego nic trudnego. Najwazniejsze, zeby wirus odpuscil i te
teoretyczne rozwazania mozna bylo wprowadzic w zycie. Ale wszystkie
kluby szczebla centralnego musza sobie zdawac sprawe, ze pod koniec maja
moze zapasc decyzja: wracamy. Kluby dostana minimum dwa tygodnie na
treningi na boisku. Nie chcialbym wtedy uslyszec tlumaczen: „Nie mozemy
grac tak szybko, potrzebujemy czterech tygodni”. Nie. Teraz jest czas,
by cwiczyc, kluby musza miec plan na scenariusz, o ktorym mowie. W
interesie wszystkich powinno byc dokonczenie sezonu, nawet bez kibicow.
Tylko, czy to jest mozliwe?
Jesli zaczniemy grac w polowie czerwca, to tak.
Belgijska Pro League zaproponowala, by skonczyc sezon juz teraz.
Zatwierdzenie decyzji wymaga 80 procent glosow na tak od 24
profesjonalnych klubow.
Tam maja widocznie inne problemy, my chcemy wrocic na boiska. W tej
kwestii UEFA zostawila federacjom wolna reke, ale nie idzmy ta droga,
nie nasladujmy innych, myslmy o sobie. W naszej, polskiej rzeczywistosci
optymalny bylby powrot ekstraklasy, I oraz II ligi i najpozniej w
polowie czerwca i granie do polowy lipca. Nowy sezon zaczalby sie w
polowie sierpnia, terminarz bylby ciasniejszy, kilka razy trzeba by
zagrac w srode i niedziele. Ale nic by sie nie stalo. Ekstraklasa
powinna probowac negocjowac z TVP i Canal+, ktore jeszcze przez rok maja
prawo pokazywania rozgrywek, by nawet w formule ESA34 (18 klubow, mecz i
rewanz) warunki kontraktu nie byly drastycznie zmienione. To samo, jesli
zostanie 16 klubow i zagraja tylko mecz oraz rewanz, bez siedmiu
dodatkowych kolejek. Mowie to, bo niektore kluby uwazaja, ze granie albo
nie tych jedenastu ostatnich kolejek, niczego w ich sytuacji nie zmieni.
Do zdobycia sa 33 punkty, a kilka pozycji w tabeli wyzej to kilkaset
tysiecy zlotych wiecej. Jest o co grac i walczyc.
Co z zawodnikami, ktorym 30 czerwca koncza sie kontrakty?
UEFA mowi jasno: jesli w danym kraju rozgrywki trwaja dluzej niz do 30
czerwca, to pilkarz, ktoremu tego dnia konczy sie umowa, moze ja
przedluzyc np. o miesiac albo dwa. Kiedys tego nie bylo. Ale to juz
kwestia negocjacji klubu z zawodnikiem. Niektorzy watpia: „Zawodnik
zazada piec razy wiecej”. Badzmy rozsadni. Po pierwsze nie ma ludzi
niezastapionych. a pilkarz, ktory odejdzie 30 czerwca, nigdzie indziej
nie zagra az do nowego sezonu. Jesli wazny gracz powie: „Nie chce mi sie
grac, jade na urlop” albo zechce sporej podwyzki, sam sobie wystawi
swiadectwo, a cene zaplaci szukajac nowego klubu. To tez nie jest
problem nie do rozwiazania. Podobnie jak z pilkarzami, ktorzy odchodza 1
lipca. Przykladem jest sprzedany z Legii do Monaco bramkarz Radek
Majecki. Jesli kluby sie dogadaja i on tez, to w wypadku przedluzonych
rozgrywek bedzie mogl zostac w Warszawie. Jesli nie dojda do
porozumienia albo sam pilkarz uzna, ze chce jechac do Francji juz 1
lipca, to wyjedzie. Tylko tam nie zagra. Zadecyduje ludzki aspekt, bo on
musi byc brany pod uwage. Takich spraw nie da sie i nie wolno narzucic,
ani zalatwic odgornie. Ale na razie to dzien w dzien dzwonia do mnie
przedstawiciele klubow i pytaja: „Prezesie, co bedzie? Konczymy? Gramy?
Co robimy?”. Z pilka na nizszym szczeblu mozemy zrobic to, co chca
Belgowie. Zakonczenie rozgrywek w tym momencie to dla nich oszczednosc
pieniedzy, ale na razie nie jest jeszcze konieczne, nie trzeba sie
spieszyc. Natomiast kluby ze szczebla centralnego wrecz maja obowiazek
dokonczyc rozgrywki, jesli oczywiscie bedzie taka mozliwosc, a nie
kombinowac, co zrobic by nie grac. UEFA stworzyla nam mozliwosc –
ekstraklasa moze grac do 20 lipca, najsilniejsze ligi nawet do sierpnia.
Hiszpanie, Wlosi, Anglicy, Niemcy beda starali sie dokonczyc rozgrywki,
by zniwelowac straty.
A jak wyglada teraz wspolpraca PZPN z klubami?
Jedne maja wieksze problemy, inne mniejsze. Nie rozumiem pilkarzy,
ktorzy za nic nie chcieliby sie dogadac z przedsiebiorstwem, w ktorym
pracuja, bo ono jest takze ich. Z drugiej rozumiem, ze tych, ktorzy do
tej pory czuli sie oszukiwani. Nie chce w to ingerowac, ale PZPN nie ma
mocy prawnej, by cos z gory narzucic. Nie mozemy, zgodnie z prawem,
ingerowac w kontrakt pilkarza z klubem. FIFA i UEFA potwierdzila to w
srode. Sprawa jest prosta: strony musza sie dogadac albo rozstac. Nie
widze w lidze zawodnika, po ktorym wszyscy zaplacza, jesli odejdzie.
Sadze, ze dzis to pilkarz bardziej potrzebuje klubu niz odwrotnie.
Napisalem list do wszystkich graczy, by zrozumieli, ze klub to spolka
spoleczenstwa, kibicow, miasta – kazdy czuje, ze to ich druzyna. Nie
maja zadnych akcji, ale sa z nim zwiazani. Interesuja sie, zyja nim i
to, co zrobia pilkarze teraz, bedzie mialo wplyw na wydarzenia za kilka
miesiecy. Polityka sportowcow powinna byc jasna i prosta: niech sie
dogadaja, by niedlugo mogli zaczac grac, bo inaczej beda mieli problem.
Wyobraza pan sobie, kiedy kibice mogliby wrocic na stadion?
Tu mamy duzy klopot. Jesli impreza nie jest masowa, moze w niej
uczestniczyc 999 osob. Na wieksze stadiony mozna by sprobowac wpuscic
powiedzmy 500 kibicow i rozmiescic tak, by zachowali bezpieczna
odleglosc. Daloby sie to zrobic, ale na razie to melodia odleglej
przyszlosci. Za wczesnie o tym mowic, ale trzeba o tym myslec. Bo dzien,
w ktorym powiemy: „Nie ma juz koronawirusa” predko nie nadejdzie, on
bedzie sie tlil dopoki nie znajdziemy szczepionki.
Jesli sie uda, jesienny terminarz bedzie przeladowany – nalozy sie nowy
sezon ligowy, puchary europejskie i jeszcze spotkania reprezentacyjne. A
zaraz potem jest grudniowy mundial w Katarze.
Oczywiscie, ale obecna sytuacja nawet nie jest wyjatkowa tylko
nadzwyczajna. Mamy do czynienia z okolicznosciami, ktorych – miejmy
nadzieje – nigdy wiecej nie doswiadczymy. W pazdziernikowym i
listopadowym oknie reprezentacyjnym zostana rozegrane po trzy mecze: dwa
Ligi Narodow i po jednym towarzyskim – przelozone z marca. Skoro teraz
pilkarze nie kopia pilki nawet przez trzy miesiace, to niech w koncu
zaczna. Oby tylko mieli taka mozliwosc. A jak ktorys nie jest w stanie
wyjsc na boisko co trzy, cztery dni niech sie nad soba zastanowi.
Gdyby udalo sie wrocic na boisko za dwa miesiace, to do listopada
przyszlego roku reprezentacja Polski moze zagrac okolo 30 meczow!
Jesienia osiem, w marcu trzy el. MS, w czerwcu dwa towarzyskie plus
przynajmniej trzy w mistrzostwach Europy i potem jesienia osiem w el. MS.
Stan jest wyjatkowy. Dlatego, kiedy slysze narzekania: „Tak nie mozna,
to za duzy wysilek”, to nie kupuje tego. Musimy nadrobic czas, ktory
zabrala nam wyjatkowa sytuacja. Po koronawirusie problemy gospodarcze,
ekonomiczne, finansowe, bezrobocie moga byc tak powazne, jak po wojnie.
Dzis musimy siedziec w domu i to jest sluszne, ale im dluzej nie
zaczniemy z nich wychodzic, tym gorzej. Dlatego szybko musi przyjsc
moment, w ktorym bedziemy mogli to robic. Bo, zeby normalnie zaczac zyc,
trzeba wyjsc z domow. A czescia, i to wazna, tego normalnego zycia jest
sport, ktory takze napedza gospodarke, generuje miejsca pracy.
Tego jeszcze nie bylo, by w kalendarzowym roku zmiescila sie cala edycja
Ligi Narodow, zaczely eliminacje do mundialu i jeszcze rozegrano finaly ME.
To bedzie klopot dla wszystkich federacji i reprezentacji, ale juz
pewnie nie dla mnie. Na dzis jestem przygotowany, ze 27 pazdziernika
zostawiam fotel prezesa PZPN komus innemu. Staram sie wszystko
doprowadzic do konca w jak najlepszym stanie i porzadku. Na poczatku
pierwszej kadencji powiedzialem, ze w trakcie mojego urzedowania
reprezentacja pojedzie na wszystkie wielkie turnieje. Ostatni mial byc w
czerwcu, ale przelozono go o rok. Co zrobic? Sila wyzsza.
Z selekcjonerem pan porozmawia?
Do Jurka Brzeczka mam dzis takie samo zaufanie, jak w dniu, w ktorym
wybralem go na selekcjonera. Dzis nie mamy o czym rozmawiac, bo wszystko
istnieje w teorii. Jak juz sie sytuacja wyprostuje, spotkamy sie na
kawie i ustalimy pewne rzeczy. Na razie o tym nie mysle, bo nie ma to
sensu. Sztab selekcjonera pokazal, jak wygladaja nasze relacje. Z
inicjatywy Jurka zrzekli sie polowy pensji na cztery miesiace. Potrafili
sie zachowac, bo my zawsze potrafilismy dogadac sie w piec minut.

-Pogon tnie pensje. Pilkarze dostana 50 procent mniej, zarzad Portowcow
zrzekl sie wynagrodzenia
Pogon Szczecin obniza pensje pilkarzy o 50 procent w zwiazku
zawieszeniem rozgrywek z powodu pandemii koronawirusa. Na te ustalenia
przystali wszyscy zawodnicy wystepujacej w PKO Ekstraklasie pierwszej
druzyny. Beda one obowiazywac od 14 marca do pierwszego meczu po
przerwie z udzialem publicznosci, ale nie krocej niz do zakonczenia
sezonu 2019/2020 lub do 30 czerwca 2020. – Uwazam, ze nalezy podkreslic
zachowanie naszych pilkarzy, ktorzy rozumieja trudna sytuacje, w ktorej
sie znalezlismy – powiedzial prezes Portowcow Jaroslaw Mroczek.
Kazdy z graczy podpisal aneks do kontraktu, zgodnie z ktorym jego
wynagrodzenie bedzie nizsze o 50 procent, jednak nie mniejsze niz 10
tys. zl brutto w przypadku umow o prace lub umow cywilnoprawnych dla
zawodnikow nieprowadzacych dzialalnosci gospodarczej oraz 10 tys. zl
netto dla pilkarzy rozliczajacych sie z pracodawca na podstawie faktury VAT.
– Podpisalismy z pilkarzami 22 aneksy. Wszystkie na identycznych
zasadach, okreslonych uchwala Rady Nadzorczej Ekstraklasy. Poza tym mamy
tez 10 mlodych zawodnikow, ktorych redukcje nie dotykaja, gdyz zarabiaja
znaczaco mniej niz 10 tysiecy zlotych miesiecznie – tlumaczyl Mroczek na
oficjalnej stronie internetowej Granatowo-Bordowych.
– Od poczatku atmosfera tych trudnych rozmow byla naprawde pozytywna.
Sytuacje, w jakiej znalazl sie klub, w jaki sposob uchwala RN
Ekstraklasy wplynie na wynagrodzenia pilkarzy najpierw omowilismy razem
z dyrektorem sportowym Darkiem Adamczukiem oraz prawnikiem klubu,
mecenasem Tomaszem Brzozowskim z rada druzyny, a nastepnie spotykalismy
sie pojedynczo z zawodnikami, ktorzy chcieli wyjasnic swoje indywidualne
watpliwosci. To oczywiscie zrozumiale, bo proces dotyczy bardzo
delikatnej kwestii, wiec wyjasnialismy to wszystko najlepiej, jak
potrafimy. Co najwazniejsze, w trakcie tych rozmow nikt jednak nie
probowal podwazac koniecznosci zastosowania redukcji plac – wyjasnial
Mroczek.
Zarzad Pogoni zrzekl sie jakichkolwiek wynagrodzen, natomiast zarobki
sztabow szkoleniowych, medycznych i pomocniczych wszystkich zespolow
oraz kadry administracyjnej zostaly zmniejszone na podstawie
wewnetrznych ustalen (od 5 do 30 procent).

-Dariusz Faron: Awantura o kase [felieton]
Wszystkie stadiony nadal pozamykane, wiec w polskim srodowisku
pilkarskim wzrok przeniosl sie z boiska na portfele. Trwaja rozmowy
prezesow z pilkarzami na temat obnizki kontraktow i podobno w wielu
klubach daleko jest do porozumienia – w swoim najnowszym felietonie
pisze dziennikarz Onet Sport Dariusz Faron.
Sporej czesci zawodnikow bardzo nie spodobala sie uchwala rady
nadzorczej ekstraklasy mowiaca, ze kluby sa uprawnione do obnizenia
wynagrodzen zawodnikow o piecdziesiat procent. Prezes Polskiego Zwiazku
Pilkarzy Euzebiusz Smolarek grzmial niedawno, ze nie wszyscy gracze sa
milionerami i pytal, kto zaplaci za ich czynsz, raty i rachunki.
Przyjmujac taka narracje, Smolarek wyswiadczyl zawodnikom niedzwiedzia
przysluge. Przypomne, ze stereotypowy ekstraklasowiec to facet, ktory ma
niskie umiejetnosci, regularnie dostaje lanie od kolegow po fachu z
zagranicy, jest przeplacany i ma wielkie ego. Wydawaloby sie, ze
wizerunek polskiego ligowca nie moze byc juz gorszy, a jednak moze –
wlasnie od prezesa PZP poszedl przekaz, ze zawodnik ciagle zarabiajacy
powyzej 10 tysiecy zlotych miesiecznie po obnizkach nie bedzie mial z
czego oplacic rachunkow. W te strone potoczyla sie dyskusja. Prezes
Jagiellonii Bialystok Cezary Kulesza tlumaczyl ostatnio na lamach
sport.pl: „Mowimy o obnizkach, po ktorych pilkarzom zostanie i po 30
tysiecy pensji miesiecznie. Ktos chce mnie przekonac, ze za to nie
utrzyma rodziny?”. W bardzo podobnym tonie wypowiadal sie w „Cafe
Futbol” Artur Wichniarek. Reasumujac: caly kraj walczy z epidemia,
ludzie masowo traca zdrowie i prace, lekarze blagaja o sprzet medyczny,
a gosc, ktory kopnal kilka razy do bramki, wykloca sie, bo nie przezyje
za kilkanascie tysiecy.
Jesli czlowiek pojdzie tym tokiem rozumowania, to mozna sie ostro
wkurzyc. Zabawie sie jednak w adwokata diabla i napisze, ze owa narracja
calkowicie splyca problem, bo przeciez obie strony (zarowno prezesi
klubow, jak i zawodnicy) maja swoje racje. Wielu pilkarzy podobno
zglasza uwagi nie tyle do samych obnizek wynagrodzen, ile do formy
komunikacji. Ktos z dnia na dzien informuje cie, ze wedlug uchwaly,
ktora nie ma zreszta podobno zadnej mocy prawnej i jest raczej PR-owa
zagrywka niz faktycznym rozporzadzeniem, mozesz zarabiac od teraz
piecdziesiat procent, a jak ci sie nie podoba, to idz do sadu. To
normalne, ze w podobnej sytuacji chcesz wyjasnien, jakiegos dialogu,
niewazne, czy jezdzisz mercedesem, czy maluchem. Czy zarabiasz
trzydziesci tysiecy, czy trzy.
Poza tym jak slysze, duza czesc srodowiska jest gotowa na redukcje
wynagrodzenia. Gracze dwoch druzyn sami wyszli przeciez z podobna
inicjatywa, by pomoc swoim klubom. Polskim ligowcom naprawde wiele mozna
zarzucic. Tak – poziom rozgrywek jest marny. To prawda, ze w Polsce
pilkarze sa przeplacani, jak zreszta na calym swiecie. Narracja, wedlug
ktorej cale srodowisko zupelnie nie rozumie powagi obecnej sytuacji i
zalezy mu wylacznie na tym, by nie zmienily sie liczby w kontraktach,
jest jednak po prostu niesprawiedliwa. Nawet jesli zaraz znajda sie
czarne owce, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
Jestem ciekaw, jak poszczegolne kluby uporaja sie z zagadnieniem. Jedni
blyskawicznie doszli do porozumienia, ale gdzieniegdzie zaczela sie juz
wojna podjazdowa na lamach mediow. Oby tylko podpisano zawieszenie
broni, nim padna pierwsze strzaly. Nie tedy droga.

-Cybulski juz nie chce byc trenerem… „Mam juz 85 lat, z ktorych az 61
poswiecilem na prace i tyle juz wystarczy”
Okazuje, ze dr Czeslaw Cybulski, ktory wychowal w Polsce najwieksza
liczbe mistrzow rzutu mlotem, nie chce juz nikogo szkolic, nawet gdyby
mial powrocic do prowadzenia Anity Wlodarczyk.
Ostatnio zle zrozumiano deklaracje Cybulskiego, ktory zglosil tylko chec
ewentualnego udzielenia porad Anicie, nawet jednak nie myslac o ponownym
stanieciu do codziennego kieratu szkoleniowego:
– Mam juz 85 lat, z ktorych az 61 poswiecilem na prace w zawodzie
trenera i tyle juz wystarczy. Nie dalbym teraz rady, gdyby mi przyszlo
jezdzic na obozy krajowe i zagraniczne oraz utrzymywac sie w dawnym
rezimie. Nie ma mowy, zebym zostal obecnie czyims trenerem prowadzacym.
Jesli chodzi o Anite, to uwazam, ze przy racjonalnym treningu stac ja na
rzucenie za rok w Tokio ponad 85 metrow i zdobycie trzeciego zlota
olimpijskiego. Ona jest ogolnie bardzo dobrze przygotowana do
zrealizowania takiego celu od strony teoretycznej i praktycznej. Na
razie jednak, z powodu zawirowan, z jakimi sie spotkala po rozstaniu z
trenerem Krzysztofem Kaliszewskim, powinna – moim zdaniem – skorzystac z
pomocy psychologa, a pozniej zabrac sie do szlifowania mlociarskiej
techniki – radzi szkoleniowiec, ktory zrewolucjonizowal polski rzut mlotem.
Warto przypomniec, ze spod reki Cybulskiego wyszli najpierw rekordzisci
Polski Ireneusz Golda (rekord zyciowy 77,96) i Mariusz Tomaszewski
(rekord zyciowy 79,46)) oraz mistrz Polski Leszek Woderski (76,88), a
potem Szymon Ziolkowski (mistrz olimpijski i mistrz swiata), Anita
Wlodarczyk (najlepsza zawodniczka w historii rzutu mlotem) oraz Pawel
Fajdek (czterokrotny mistrz swiata).
W swoim czasie zas Cybulski, absolwent Technikum Wychowania Fizycznego w
Trojmiescie i AWF w Warszawie, doktor nauk o sporcie – wychowal tez
czolowego skoczka w dal w kraju Stanislawa Szudrowicza (8,03 m) oraz
dobrze zapowiadajacego sie kiedys lekkoatlete, dzis prezesa PKOl
Andrzeja Krasnickiego, ktory ustanowil rekord okregu poznanskiego w
skoku wzwyz w kategorii mlodzikow. W koncowym okresie wspolpracy z
Fajdkiem Cybulski zagapil sie na jednym z treningow i zostal trafiony
linka mlota w noge, doznajac powaznej kontuzji, z ktorej na szczescie
sie wykaraskal.
– Teraz prowadze juz tylko zycie emeryta. Jako syn ogrodnika podtrzymuje
rodzinna tradycje, sadzac kwiaty, slucham jazzu tradycyjnego, zwlaszcza
w wykonaniu Louisa Armstronga i orkiestry Glenna Millera, a wieczorami
popijam sobie koniaczek, bardzo dobry na splukanie koronawirusa –
zartuje slynny trener.

-Niekonczace sie wybory. Chorzow nadal czeka na decyzje ws.
lekkoatletycznych ME 2024.
W 2024 roku Chorzow chce przeprowadzic na Stadionie Slaskim mistrzostwa
Europy seniorow w lekkoatletyce. Decyzja o wyborze organizatora miala
juz zapasc, ale sytuacja na kontynencie wymusila przeniesienie
glosowania. Polacy maja tez powaznego kontrkandydata, o ile jego
aspiracji nie zabija skutki pandemii koronawirusa.
Decyzja wladz European Athletics miala zapasc juz w 2019 roku, ale
zostala przelozona o kilka miesiecy – na maj. Chorzow i Stadion Slaski
staraja sie o mistrzostwa Europy w lekkoatletyce i juz wygraly walke z
Tampere, Goeteborgiem i Minskiem, ktore wycofaly sie z tego wyscigu. W
miedzyczasie jednak oferte last minute wystosowal Rzym. Niestety
ogloszenie gospodarza znow przesunie sie w czasie o kilka miesiecy.
Zanim dowiemy sie, kto zorganizuje lekkoatletyczne ME w 2024 roku,
glosowanie musi poprzedzic raport komisji oceniajacej jakosc kandydatur.
W niej zasiada siedem osob i to, co ustala podczas jednorazowej wizyty u
potencjalnych gospodarzy imprezy, uznaje sie za rekomendacje dla
wszystkich majacych prawo wyboru. Poza tym kazda delegacja – w tym
przypadku Chorzowa i Rzymu – tuz przed wyborem ma 20 minut na
prezentacje. Potem odbywa sie sesja pytan i odpowiedzi z czlonkami rady
EA i dopiero jawne glosowanie.
„Obecne ograniczenia z powodu pandemii COVID-19 nie pozwalaja na
prezentacje oferentow, ktora wykazalaby poziom ich przygotowania i
zaangazowania w ciagu ostatnich osiemnastu miesiecy. Wszystkie federacje
czlonkowskie EA otrzymaly informacje, ze nastepne spotkanie rady
organizacji odbedzie sie w maju tylko droga internetowa. Trzeba zatem
poczekac na nastepne fizyczne obrady” – to informacja, jaka otrzymalismy
z biura European Athletics.
Glosowanie, wedlug najnowszych ustalen, ma zostac przeprowadzone dopiero
w listopadzie. O ile oczywiscie pozwoli na to sytuacja na kontynencie.
Rzym, ktory zglosil sie do wyscigu niespodziewanie w sierpniu ubieglego
roku, chcial zauroczyc EA rozmachem pomyslow. Jednym bylo m.in.
zorganizowanie konkursu kulomiotow w Koloseum. Wynajecie tego obiektu
kosztuje fortune, ale efekt moglby byc oszalamiajacy. Ponadto chociaz na
Stadionie Slaskim rokrocznie odbywaja sie dwie wielkie imprezy
(memorialy Janusza Kusocinskiego i Kamili Skolimowskiej), to Stadion
Olimpijski, a nie my, gosci mityngi Diamentowej Ligi.
– Spokojnie – komentowal nowego rywala wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.
– To swietnie wyglada na papierze, ale Chorzow daje dobra oferte i nadal
robimy swoje – mowil dwukrotny mistrz olimpijski.
Dzis na wyscigu o ME 2024 ciazy jeszcze jedna powazna kwestia.
Koronawirus i to, co zostawi po sobie cala pandemia COVID-19.
Przynajmniej na te chwile nie sposob porownac strat gospodarczych, jakie
poniosly Wlochy i Polska. Na dzis to nas wciaz bardziej stac na myslenie
o duzych imprezach sportowych. Z drugiej strony nikt nie jest w stanie
przewidziec, co obu krajom przyniosa kolejne miesiace.

-Formula 1 wystartuje najwczesniej w lipcu?
Ze wzgledu na pandemie koronawirusa, podobnie jak w innych dyscyplinach,
duze zmiany zaszly rowniez w kalendarzu Formuly 1. Wedlug planow, sezon
mial rozpoczac sie w polowie marca. Jesli swiat poradzi sobie z
pandemia, wystartuje jednak najprawdopodobniej dopiero w lipcu.
Dotychczas odwolano juz osiem pierwszych eliminacji tegorocznych
mistrzostw swiata. Ostatnim anulowanym wyscigiem jest Grand Prix
Azerbejdzanu. Rywalizacja miala odbyc sie na poczatku czerwca. Wedlug
obowiazujacego kalendarza, premierowe zawody powinny odbyc sie w dniach
12-14 czerwca w Montrealu.
Swiatowa Rada Sportow Motorowych dokonala juz szeregu zmian
regulaminowych, ktore maja ulatwic podejmowanie decyzji zwiazanymi z
pandemia. – Potwierdzono, ze FIA i Formula 1 maja pelna kontrole nad
kalendarzem F1, co oznacza, ze nie potrzebuja zadnego glosowania (zgody
ekip) przy potencjalnej zmianie terminow. Prezydent FIA Jean Todt dostal
pelna wladze, aby „podejmowac wszelkie decyzje w porozumieniu z
organizatorami miedzynarodowych zawodow na sezon 2020, ktore moga byc
pilnie wymagana”. To posuniecie jest niezbedne w tych czasach, ktore
wymagaja sprawnych i szybkich decyzji. Zespoly Formuly 1 same
zrezygnowaly z prawa glosu w tej sprawie – napisano w oswiadczeniu.
Na podstawie szerzacych sie spekulacji, „Bild” stworzyl potencjalny
kalendarz na przyszly sezon. Wedlug dziennikarzy niemieckiej gazety
lacznie mialoby odbyc sie 16 wyscigow. Cykl rozpoczalby sie w Wielkiej
Brytanii 19 lipca. Zakonczenie przewidziano na srodek grudnia. Finalowa
rywalizacja mialaby miejsce w Abu Zabi.
Wedlug obowiazujacego kalendarza, sezon Formuly 1 powinien rozpoczac sie
w dniach 12-14 czerwca, na kiedy to zaplanowano Grand Prix Kanady.
Zwazywszy na panujace okolicznosci, wydaje sie to jednak malo
prawdopodobne.

-Moze lepiej odpuscic ten sezon? Niemcy juz to zrobili!
Niemal codziennie slyszy sie nowe pomysly dotyczace rozegrania sezonu
2020. Nie ma jednak mozliwosci znalezienia takiego, ktory bylby
doskonaly. Kazda z opcji ma co najmniej jedna duza wade i coraz wieksza
ilosc osob ze srodowiska twierdzi, ze nalezy powaznie rozwazyc calkowite
odwolanie sezonu. Tak zrobiono juz na przyklad w lidze niemieckiej.
Warto zwrocic uwage na to, co zrobiono w tenisie. Poki co, odwolano dwa
najwazniejsze ze zblizajacych sie turniejow, czyli Roland Garros i
Wimbledon. Ten pierwszy rzekomo ma odbyc sie jesienia, ale trudno w to
uwierzyc. Sezon zawieszono co najmniej do polowy lipca, czyli jesli
sprawdzi sie optymistyczny wariant i rzeczywiscie wtedy wlasnie
zawodnicy wroca do gry, to zostanie im… jakies 8-9 tygodni powaznego
grania w tym roku. Coraz czesciej slyszy sie, ze tenisa w tym roku nie
bedzie wcale.
Zuzel jest obok tenisa sportem, w ktorym jest najwiecej podrozowania.
Najgorsze jest to, ze podrozuja jednostki, a nie cale druzyny. Jeden
zuzlowiec moze zarazic wszystkich, bo w ciagu tygodnia ma mozliwosc
przebywania na przyklad w siedmiu krajach. Tak wiec na „dzien dobry”
trzeba by zamknac w Polsce niemal wszystkich zawodnikow, ktorzy po
pierwsze musza sie na to zgodzic. Po drugie, musza zaakceptowac o wiele
nizsze stawki, a ryzyko utraty zdrowia jest niezmiennie wysokie.
– Czy naprawde myslimy, ze zawodnicy z calego swiata rzuca wszystko, by
jezdzic w PGE Ekstralidze za pol stawki? Moim zdaniem w takiej sytuacji
wiekszosc zawodnikow po prostu uzna, ze nie oplaca im sie w tym roku
wyjechac na tor – mowil nam Przemyslaw Terminski, wlasciciel eWinner
Apatora Torun. – Szybki start ligi, to zupelna mrzonka i marzenie
niepoprawnych optymistow. Moim zdaniem rozgrywki zuzlowe w tym roku w
ogole nie rusza, a w maju lepiej bedzie zaczac myslec juz o kolejnym
sezonie – dodal bez ogrodek.
Wtoruje mu Jan Krzystyniak, ktory tez powoli traci nadzieje, obserwujac
sytuacje z pandemia. – Mamy juz kwiecien. Pandemia dopiero sie rozkreca.
Pomalu zaczynam watpic i nie wierze, ze w tym roku ruszymy z zuzlem –
rozwial watpliwosci. Byly zuzlowiec zwrocil tez uwage na to, ze jesli
nawet da rade rozpoczac sciganie, to bedzie trzeba pilnowac obowiazku
kwarantanny i to dobije zuzel w tym sezonie.
Nalezy pamietac rowniez o tym, ze zuzel – tak jak kazdy sport – nalezy
do szeroko pojetej branzy rozrywkowej. A ta w obecnych czasach oberwie
najmocniej i podniesie sie najpozniej. W obliczu koniecznosci ratowania
podstawowych galezi gospodarki, nikt nie bedzie sie zastanawial jak tu
pomoc srodowisku zuzlowemu, bo beda wazniejsze sprawy. Pomijajac juz
fakt, ze i sami kibice dwa razy sie zastanowia, czy w ogole warto po tym
wszystkim isc na stadion. Jesli zamrozone zostana spadki i awanse, to
3/4 z nich zapewne odpusci. Ryzykowac zdrowiem, by isc i zobaczyc walke
o nic? Bezsens.
Jesli liga w ogole ruszy, prawdopodobnie na trybunach i tak zabraknie
kibicow, ze wzgledu na zakaz organizacji imprez masowych. Taka wizja
jest absurdalna dla Michala Aszenberga, bylego zuzlowca. – Dla mnie ten
pomysl jest totalnie „przestrzelony”. Z punktu widzenia kibica jednak i
tak uwazam, ze kazdy powinien miec na uwadze dobro tego sportu i
odpuscic sobie chocby rok, niz robic cos na sile i nie daj Boze tylko
pogorszyc sprawe. Wtoruje mu Jacek Gajewski. – Odjechanie sezonu na
zasadzie, bo musimy, na pewno wywolaloby sporo emocji i kontrowersji – mowi.
Cokolwiek by mowic, nie ma tu zlotego srodka. Powoli nalezy chyba zaczac
zyc w obecnej sytuacji, choc ciezko ja tak po prostu zaakceptowac.
Wszystkich czeka okres smutnego zycia, tak naprawde bez wszelkiego typu
rozrywki. Nawet gdy pandemia odpusci, zakaz organizacji imprez masowych
wedle wszelkiego prawdopodobienstwa potrwa co najmniej do jesieni. Jesli
dolozymy do tego nieoficjalne informacje mowiace na przyklad o tym, ze
tradycyjne szkolnictwo ma wrocic… 1 wrzesnia, to szanse na rozegranie
sezonu zuzlowego niech kazdy oceni we wlasnym zakresie.
———
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *