Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 31 marca 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 86 (5116) 31 marca 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA

EKSTRAKLASA
27 KOLEJKA
Arka Gdynia-Slask Wroclaw 0-2
Gornik Zabrze-Cracovia 0-1
Korona Kielce-Lech Poznan 0-0
Lechia Gdansk-Piast Gliwice 2-0
Miedz Legnica-Zaglebie Sosnowiec 0-2
Wisla Plock-Zaglebie Lubin 0-1
Pogon Szczecin-Jagiellonia Bialystok 0-0
Wisla Krakow-Legia Warszawa 4-0
1.Lechia 56pkt
2.Legia 51pkt
3.Piast 46pkt
4.Cracovia 42pkt
5.Pogon 42pkt
6.Jagiellonia 41pkt
7.Wisla Krakow 41pkt
8.Zaglebie Lubin 40pkt
9.Lech 40pkt
10.Korona 40pkt
11.Slask 30pkt
12.Gornik 27pkt
13.Miedz 27pkt
14.Arka 26pkt
15.Wisla Plock 24pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 21pkt
-Niech zyje nam obrona! Lechia pokonala Piasta Gliwice i umocnila sie na
pozycji lidera.
W meczu na szczycie ekstraklasy Lechia Gdansk pokonala na wlasnym
stadionie Piasta Gliwice. Zadecydowala o tym skutecznosc obroncow, nie
tyle w defensywie, ale przede wszystkim w ataku. Po golu zdobyli bowiem
stoperzy – Blazej Augustyn oraz Michal Nalepa.
Zespol Lechii ostatnia w tym sezonie przerwe na mecze reprezentacji
spedzil w bardzo dobrym nastroju, jako najmocniejszy lider ekstraklasy
od momentu wprowadzenia systemu ESA 37. Z kolei Piast przyjechal do
Gdanska jako najlepsza jak do tej pory druzyna wiosny, opromieniona
piecioma zwyciestwami z rzedu, co zaprocentowalo skokiem na 3. miejsce w
tabeli. Mielismy zatem prawdziwy mecz na szczycie. I pomyslec, ze
niecaly rok temu oba zespoly byly na skraju przepasci i desperacko
walczyly o utrzymanie w ekstraklasie. Metamorfoza niesamowita.
Gospodarze wiedzieli przed meczem, ze jesli go wygraja, wykonaja bardzo
duzy krok w kierunku co najmniej wicemistrzostwa Polski. Wszak przewaga
nad Piastem wzroslaby do az 10 punktow. Wlasciwie nie do roztrwonienia,
biorac pod uwage, jak rowno i pewnie gra w tym sezonie zespol Piotra
Stokowca (raptem trzy porazki) i ze do konca rozgrywek zostaloby tylko
10 kolejek. Czy tak bedzie rzeczywiscie, przekonamy sie juz niedlugo,
gdyz Lechia Piasta ograla.
Mozna by powiedziec w typowym dla siebie stylu. A zatem:
Punkt 1. Gdanszczanie szybciutko ustawili sobie mecz po stalym
fragmencie gry. Niepewnie interweniujacy Frantisek Plach wybil pilke
wprost pod nogi Blazeja Augustyna, ktory bedac tuz przed linia pola
karnego, oddal chyba strzal zycia. Z powietrza, czysciutko, precyzyjnie,
tuz przy slupku. Cud, miod, malina, szczegolnie, ze zrobil to nieslynacy
z finezji srodkowy obronca.
Punkt 2. Lechia majac swoj wynik, spokojnie wycofala sie na swoja
polowe. Momentami moze nawet zbyt gleboko, ale nie pozwalajac rywalom na
zbyt wiele. Jak zwykle byla konsekwentna i zdyscyplinowana w defensywie.
Jedyna naprawde dogodna sytuacje mial Piotr Parzyszek, ale kapitalna
interwencja popisal sie Dusan Kuciak.
Punkt 3. Lechia nie ograniczala sie tylko do obrony, od czasu do czasu
probowala wyprowadzac kontry. Dlugo brakowalo w nich ostatniego podania
lub ostatniego dryblingu, ale w koncu rozgrywajacy nieco slabszy mecz
Lukas Haraslin wywalczyl rzut wolny tuz przy bocznej linii pola karnego.
Swietne dosrodkowanie Filipa Mladenovica na bramke zamienil strzalem
glowa Michal Nalepa. Az chcialoby sie zakrzyknac: niech zyje nam
defensywa! Dwa gole stoperow, do tego asysta lewego obroncy. Lechia
zdecydowanie potrafi w tym sezonie zaskoczyc przeciwnikow.
Po przerwie Lechia natychmiast uruchomila tryb mocno ekonomiczny i wrecz
zakopala sie pod wlasna bramka. I to moglo sie na niej zemscic, gdyz
dobrze operujacy pilka Piast w pierwszym kwadransie drugiej polowy mial
co najmniej trzy swietne sytuacje do zdobycia gola. Raz fatalnie
spudlowal Jorge Felix, raz po instynktownej obronie Kuciaka dobitke
przestrzelil Parzyszek, a raz slowacki bramkarz mial po prostu fure
szczescia, kiedy po pieknym strzale – a jakze – Parzyszka, pilka trafila
w slupek.
Ostatnie 25-20 minut to juz byly takie troche pilkarskie dozynki. Jedni
bardzo sie starali, ale jakos nie mogli przelamac niemocy pod bramka
rywala (Piast), a drudzy juz nie za bardzo chcieli i glownie czekali na
koncowy gwizdek (Lechia). Widac, ze gdanscy pilkarze maja zakodowane z
tylu glowy, jaki maraton czeka ich w najblizszych tygodniach (jesli
awansuja do finalu Pucharu Polski – 12 meczow w 48 dni) i po prostu
postanowili dotrwac z korzystnym wynikiem do ostatniego gwizdka. Zrobili
to skutecznie, choc Kuciak jeszcze dwa razy pokazal wielka klase. Gdyby
nie Slowak, w tym spotkaniu moglo byc jeszcze w koncowce bardzo nerwowo.
Lechia odskoczyla zatem od Legii Warszawa na piec punktow i spokojnie
czeka na ruch mistrzow Polski, ktorzy w niedziele zmierza sie w Krakowie
z Wisla.
I jeszcze jedno – atrakcyjna promocja biletowa gdanskiego klubu (za
darmo weszli na trybuny dzieci, mlodziez oraz studenci do 26. roku
zycia) sprawila, ze frekwencja po raz pierwszy w tym roku przekroczyla
15 tys. Dokladnie wyniosla 15 073. Jak na mecz na szczycie ekstraklasy
szalu nie ma, ale dobre i to…
Lechia Gdansk – Piast Gliwice 2:0 (2:0)
Bramki: Augustyn (6.), Nalepa (33.)
Lechia: Kuciak – Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenovic – Lukasik, Makowski
– Michal Mak (59. Sobiech), Makowski, Haraslin (67. Fila) – Flavio
Paixao (90. Arak).

-Dramat, katastrofa, zenada… Arka bezradna w starciu ze Slaskiem Wroclaw.
Arka Gdynia w fatalnym stylu przegrala na wlasnym stadionie ze Slaskiem
Wroclaw 0:2. Gospodarze byli kompletnie bezradni, grali bez ladu, skladu
i pomyslu. Sytuacja w tabeli robi sie coraz gorsza, a juz we wtorek
derby Trojmiasta z liderujaca w lidze Lechia Gdansk.
Mecz ze Slaskiem mial byc dla Arki kolejnym meczem o odbicie sie od dna.
Problemy, z ktorymi zmaga sie gdynski zespol, zbieraja sie nad klubem
niczym czarne chmury, a z meczu na mecz widmo spadku coraz mocniej
zaglada w oczy zarzadu, pilkarzy, ale przede wszystkim kibicow
zolto-niebieskich. Zaledwie jeden punkt zdobyty w szesciu tegorocznych
meczach i 11 kolejnych spotkan bez zwyciestwa obrazuje, w jak
dramatycznej sytuacji znalazla sie Arka.
W przedmeczowych wypowiedziach trener Zbigniew Smolka nie ukrywal, ze
dla jego zespolu kazdy kolejny mecz do konca sezonu bedzie traktowany
jak final. Pilkarze podczas przerwy reprezentacyjnej nie proznowali i
odbyli krotkie, trzydniowe zgrupowanie w Gniewinie. Skupili sie tam
glownie na poprawie aspektow czysto taktycznych. Na Stadionie Miejskim
natomiast zostaly w koncu poczynione kroki zwiazane z wymiana
nawierzchni. Co prawda na razie wymieniono jedynie murawe obu
szesnastek, ale Gdynskie Centrum Sportu zapewnia, ze wymiana calego
boiska nastapi do 12 kwietnia. Trener Smolka dodawal rowniez w
wywiadach, ze cieszy sie z przeprowadzonych poprawek stanu nawierzchni,
jednak wszystko pozostaje w glowach i nogach jego zawodnikow, a sami
pilkarze wiedza, ze na boisku musza zostawic pluca, watrobe i przede
wszystkim serce.
Mecz rozpoczal sie od duzych emocji, kiedy to w 4. minucie doszlo do
kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym zolto-niebieskich. Poczatkowo
sedzia Zbigniew Dobrynin wskazal na rzut karny dla Slaska po faulu
Michaela Olczyka na Damianie Gasce, jednak po konsultacji z sedziami
technicznymi i weryfikacji VAR zmienil decyzje na rzut wolny dla Arki –
reka we wczesniejszej fazie akcji zagrywal Michal Chrapek.
Kolejne minuty to dominacja Slaska. Zawodnicy trenera Vitezlava Lavicki
zdawali sie byc bardziej zdeterminowani, agresywniejsi i pewniejsi
siebie. Patrzac na range tego spotkania, po arkowcach nie bylo widac,
jakby to oni walczyli o zycie. Co prawda z minuty na minute ich gra
wygladala lepiej, ale nie mialo to przelozenia na zagrozenia pod bramka
graczy Slaska. Malo tego, ciezko wskazac jakakolwiek postac w druzynie
Arki, ktora choc troche wyroznialaby sie na tle swojego zespolu.
Druga polowe obie ekipy rozpoczely z wiekszym animuszem. Po bezbarwnej i
nudnej pierwszej czesci pilkarze obu ekip musieli w szatni uslyszec
kilka cierpkich slow od swoich szkoleniowcow. W 52. minucie obronca Arki
Luka Maric zagral katastrofalne, zbyt krotkie podanie do bramkarza
Pavelsa Steinbrosa i tylko ofiarna interwencja Lotysza uratowala
zolto-niebieskich od straty bramki. W 60. minucie po zamieszaniu w polu
karnym arkowcow pilke w bocznym sektorze zgarnal niekryty przez nikogo
Jakub Labojko i tzw. centrostrzalem zupelnie zaskoczyl bramkarza
zolto-niebieskich.
Stracony gol nieco podraznil zawodnikow Arki, jednak w ich grze ciagle
gorowala niedokladnosc i niepewnosc w rozgrywaniu pilki. Gwozdz do
trumny w postaci drugiej bramki dla Slaska zadal przebywajacy zaledwie
dwie minuty na boisku Igors Tarasovs. W formie ciekawostki warto
odnotowac ligowy debiut mlodziutkiego zawodnika Arki, 17-letniego
Mateusza Stepnia.
Dramat Arki trwa zatem dalej. Nie pomogla wymiana murawy, nie pomagaja
dodatkowe zajecia taktyczne. W grze pilkarzy nie widac zadnej poprawy.
Mozna powiedziec, ze jest jeszcze gorzej, niz bylo. Arka nie potrafila
stworzyc sobie chocby jednej klarownej sytuacji z rownie slabo grajacym
Slaskiem. Kibice maja dosc, chca odejscia trenera i trudno im sie
dziwic. Kolejka potoczyla sie idealnie pod druzyne zolto-niebieskich
(przegraly Wisla Plock, Gornik Zabrze oraz Miedz Legnica), ktorzy jednak
nie potrafili tego wykorzystac. To juz naprawde ostatni moment na
pobudke, bo Arka powoli tonie…
Juz we wtorek zolto-niebiescy beda mieli okazje, by choc w minimalnym
stopniu zatrzec fatalny obraz z ostatnich miesiecy. Derby z Lechia to
jedyna szansa na zachowanie „twarzy” przez arkowcow. Jednak przed meczem
z liderem ekstraklasy powodow do optymizmu nie ma zadnych.
Arka Gdynia – Slask Wroclaw 0:2 (0:0)
Bramki: Labojko (60.), Tarasovs (88.)
Arka: Steinbors – Olczyk (66. Zbozien), Maghoma, Maric, Marciniak – Deja
(66. Siemaszko), Nalepa, Vejinovic – Janota, Jankowski (89. Stepien) –
Kolew.

-Stadion i Pogon w przebudowie. Bez goli i bez emocji w meczu z Jagiellonia.
Jesli Pogon Szczecin bedzie fundowala swoim kibicom takie widowiska jak
w niedzielne popoludnie z Jagiellonia Bialystok, to ograniczona
pojemnosc na stadionie nie bedzie problemem. To byl po prostu nudny i
bezbramkowy mecz.
– Pewnie przyjda takie dni, ze przebudowa stadionu troche utrudni nam
zycie, ale przeciez wszyscy czekalismy na to, zeby prace w koncu sie
rozpoczely – przekonywal trener portowcow Kosta Runjaic.
Niedzielny mecz z Jagiellonia Bialystok byl pierwszym na przebudowywanym
stadionie miejskim przy ul. Twardowskiego. Pojemnosc zostala ograniczona
do nieco ponad pieciu tysiecy miejsc, a kibicow powital widok starych
trybun, ktore w wiekszosci zostaly juz pozbawione krzeselek.
Posiadacze karnetow oraz szczesliwcy, ktorym udalo sie kupic bilet ze
skromnej puli dostepnych wejsciowek, musieli sie zmiescic na
najmniejszej trybunie wzdluz boiska i odnalezc w nowej rzeczywistosci. W
okolicach obiektu panowal zaskakujaco maly ruch, poniewaz wszystkie
parkingi byly wylaczone z uzytku. Sympatycy Pogoni przychylili sie do
sugestii klubu, ktory zachecal do korzystania z bezplatnej komunikacji
miejskiej.
Przed szczecinianami trzy mecze w ciagu tygodnia, dlatego trener Kosta
Runjaic nieco przemeblowal wyjsciowy sklad.
– To taki angielski, intensywny tydzien – przypomina szkoleniowiec. –
Mamy sporo pilkarzy zagrozonych pauza z powodu zoltych kartek, wiec beda
rotacje.
Na lawce rezerwowych usiedli m.in. rozgrywajacy Radoslaw Majewski i
baskijski skrzydlowy Iker Guarrotxena, a do podstawowej jedenastki
wskoczyl Sebastian Kowalczyk.
Pierwsze minuty to senne tempo i brak dogodnych sytuacji podbramkowych.
Raz groznie zaatakowala Jagiellonia (skorzystala z bledu Huberta
Matyni), gospodarze odpowiedzieli niezlym dosrodkowaniem w pole karne i
to wszystko, co mozna bylo napisac o poczatku niedzielnego spotkania.
Pogon miala problem, zeby sforsowac szczelna defensywe Jagiellonii, wiec
probowala strzalow z dystansu. Uderzenia Zwonimira Kozulja i Matyni
sprawily sporo problemow Marianowi Kelemenowi, ale kibice w Szczecinie
dalej czekali na pierwszego gola.
Do przerwy pojedynek dwoch druzyn walczacych o miejsce na podium trzeba
bylo okreslac mianem bardzo rozczarowujacego. Asekuracyjna postawe obu
zespolow mozna bylo po czesci tlumaczyc wysoka stawka meczu. Zwyciestwo
bylo praktycznie rownoznaczne z zagwarantowaniem sobie miejsca w grupie
mistrzowskiej.
W drugiej polowie lepiej nie bylo, poniewaz na pierwsza skladna akcje
trzeba bylo czekac do 60. minuty, kiedy w polu karnym zablokowany zostal
wprowadzony po przerwie Majewski, a potem zle w pilke trafil David Stec.
Chwile pozniej niezla okazje mial tez Kamil Drygas, ale przy okazji
sfaulowal bramkarza Jagiellonii i zobaczyl czwarta zolta kartke, ktora
eliminuje go ze srodowego meczu z Lechem Poznan (podobnie jak Zwonimir
Kozulj).
Potem ladnym strzalem popisal sie jeszcze rezerwowy Soufian Benyamina,
Jagiellonia probowala szczescia poprzez dosrodkowania ze stalych
fragmentow gry i mecz powoli zmierzal ku koncowi. Wart odnotowania byl
jedynie fakt, ze goscie wszystkich trzech zmian musieli dokonac z powodu
kontuzji. Przed czasem z boiska musial zejsc nawet bramkarz Marian Kelemen.
Jego zmiennika Grzegorza Sandomierskiego w samej koncowce mogl pokonac
jeszcze Michal Zyro. Rezerwowy Jagiellonii zgarnal pilke na linii bramkowej.
Spotkanie zakonczylo sie bezbramkowym remisem i portowcy ciagle nie sa
jeszcze pewni miejsca w grupie mistrzowskiej. Na razie zajmuja piate
miejsce z dorobkiem 42 punktow i w srode zagraja na wyjezdzie z Lechem
Poznan.
Pogon Szczecin – Jagiellonia Bialystok 0:0 (0:0)
Pogon: Zaluska – Bartkowski, Malec, Fojut, Matynia – Stec ZK (70. Zyro),
Drygas ZK, Podstawski, Kozulj ZK (46. Majewski), Kowalczyk – Buksa (69.
Benyamina).

-Oficjalnie: Nawalka zwolniony z Lecha!
Adam Nawalka nie jest juz trenerem Lecha Poznan. Po remisie z Korona
Kielce (0:0) wladze w niedziele od rana dyskutowaly nad przyszloscia
bylego selekcjonera. Ostatecznie zdecydowano sie go zwolnic, pierwsza
druzyne obejmie Dariusz Zuraw.
Kariera Adama Nawalki w roli trenera Lecha Poznan zakonczyla sie
szybciej, niz ktokolwiek sie spodziewal. Pozycja bylego selekcjonera
reprezentacji Polski byla bardzo slaba juz w trakcie przerwy
reprezentacyjnej, do ktorej Kolejorz przystepowal tuz po kompromitujacej
porazce z Gornikiem Zabrze (0:3), ale wowczas szefowie klubu zdecydowali
sie jeszcze zatrzymac 61-latka. Teraz miarka sie przebrala. Po
zremisowanym w fatalnym stylu meczu z Korona Kielce (0:0) w siedzibie
klubu z Wielkopolski zawrzalo. Napiecie bylo maksymalne. Od niedzielnego
poranka szefowie Lecha debatowali, co zrobic z Nawalka, i podjeli
decyzje o uruchomieniu gilotyny. Tuz przed godzina 13 opublikowano
oficjalny komunikat. Nawalka zostal zwolniony, do konca sezonu druzyne
poprowadzi dotychczasowy trener rezerw Dariusz Zuraw.
– Darzymy trenera Adama Nawalke ogromnym szacunkiem, dlatego ta decyzja
byla dla nas nielatwa. Zarowno szkoleniowiec, jak i my doskonale
zdawalismy sobie sprawe z tego, ze nie tylko wyniki, ale i postawa
druzyny byla daleka od naszych oczekiwan. Dziekujemy trenerowi za
wielkie zaangazowanie i prace jaka wykonal w klubie przez te kilka
miesiecy. Zyczymy mu rowniez powodzenia w dalszej pracy szkoleniowej –
powiedzial prezes Lecha Karol Klimczak, cytowany na oficjalnej stronie
klubu.
Nietrudno sie dziwic decyzji Kolejorza. Zdecydowanie nie takich efektow
oczekiwali szefowie Lecha Poznan, gdy zatrudniali Nawalke. Pod wodza
bylego selekcjonera reprezentacji Polski Kolejorz wiosna spisuje sie
slabo. Mial walczyc o mistrzostwo czy miejsce na podium, a
najprawdopodobniej do ostatnich chwil bedzie walczyl o utrzymanie
miejsca w czolowej osemce tabeli. Dzis ekipa z Wielkopolski ma tyle samo
punktow co dziewiata Korona, a dziesiata Wisla traci tylko dwa oczka.
Jesli krakowianie pokonaja w niedziele Legie, Lech wypadnie z gornej
polowy tabeli.
Kadencja Nawalki w Poznaniu rozpoczela sie niezle, od trzech zwyciestw w
czterech jesiennych spotkaniach, ale wiosna druzyna gra bardzo slabo.
Wygrala tylko dwa z siedmiu meczow, prezentujac przy okazji fatalny
styl. Ostatnie trzy spotkania to dwie porazki (2:3 z beniaminkiem z
Legnicy oraz kompromitujace 0:3 z Gornikiem Zabrze u siebie), a takze
bezbramkowy remis z Korona. Miarka mogla sie przebrac.
Nawalka i jego sztab podpisali z Lechem dwuipolletnie kontrakty. Jesli
dzialacze Kolejorza zdecydowaliby sie zwolnic szkoleniowca, zdecydowanie
bardziej oplacaloby im sie zrobic to przed koncem sezonu. Wowczas
musieliby wyplacic tylko uzgodniona wczesniej kwote, a nie normalne
odszkodowanie nalezne za zerwanie umowy o prace, ktore nalezaloby sie
szkoleniowcowi, gdyby kontakt zostal uniewazniony miedzy lipcem 2019 i
czerwcem 2021 roku.

I LIGA
26 kolejka
Stomil Olsztyn-Jastrzebie 1-1
Puszcza Niepolomice-Chrobry Glogow 3-0
Odra Opole-Katowice 0-4
Chojniczanka-Nieciecza 1-1
Rakow Czestochowa-Garbarnia Krakow 1-0
Wigry Suwalki-Stal Mielec 0-1
Sandecja Nowy Sacz-Warta Poznan 2-1
Tychy-Bytovia 1-0
LKS Lodz-Podbeskidzie 3-0
1.Rakow 61pkt
2.LKS Lodz 49pkt
3.Stal Mielec 44pkt
4.Sandecja 43pkt
5.Puszcza 35pkt
6.Podbeskidzie 35pkt
7.Tychy 34pkt
8.Jastrzebie 33pkt
9.Chojniczanka 33pkt
10.Nieciecza 32pkt
11.Odra 30pkt
12.Chrobry 29pkt
13.Stomil 28pkt
14.Warta 28pkt
15.Bytovia pkt
16.Wigry 26pkt
17.Katowice 21pkt
18.Garbarnia 20pkt

-Michal Pol: Widmo reformy krazy nad Europa [felieton]
Michal Pol pisze o planowanych reformach Champions League, ktore moga
wejsc w zycie od 2024 roku. Czy to preludium do Superligi?
Swiatem futbolu wstrzasnely plany Europejskiego Stowarzyszenia Klubow
(ECA), ktore planuje reforme Ligi Mistrzow. Docelowo ma ja zastapic
Superliga. Od 2024 roku wystepowalyby w niej 32 druzyny podzielone na
cztery grupy, co oznacza 14. kolejek. Czyli przez 14 tygodni mielibysmy
hity w rodzaju Juventus – Real Madryt, Barcelona – MU czy Liverpool –
Bayern. Cztery pierwsze ekipy z kazdej z grup awansowalyby do 1/8
finalu, a dalej byloby jak obecnie.
Szesnascie czolowych klubow mialoby w nowej Champions League
gwarantowane miejsce, reszta druzyn musialaby przebrnac przez
eliminacje. Nie sama formula rozgrywek jest tu jednak szokujaca, a
terminy. Po pierwsze mecze z wtorku i srody zostalyby przeniesione na
weekend. Oznaczaloby to koniecznosc przesuniecia wszystkich rozgrywek
ligowych na srodek tygodnia. Trudno przeciez, zeby mecze ekstraklasy i
pozostalych lig szly na zwarcie z elitarnymi rozgrywkami. Nikt by na to
nie pozwolil.
Co wiecej, mecze nowej Ligi Mistrzow rozpoczynalby sie w sobote i
niedziele o 15. i 18, czyli w porze prime time’u w Azji. Tam bowiem
mieszkaja miliony kibicow europejskiego futbolu oraz kolejne setki
milionow, ktore kluby chca dla siebie pozyskac.
***
Tu bowiem lezy klucz calej reformy – najlepsze i najbogatsze kluby
pilkarskie Europy chca byc jeszcze silniejsze i jeszcze bogatsze.
Uwazaja, ze z rynku na Starym Kontynencie trudno juz wiecej wycisnac.
Przyznal to podczas konferencji prasowej w Amsterdamie prezes ECA Andrea
Agnelli. – Nie mamy wyboru. Musimy wyjsc poza Europe i otworzyc sie na
swiat. Te zmiany sa nieuniknione – tlumaczyl.
Agnelli, bedac jednoczesnie szefem Juventusu, jest tym szczegolnie
zainteresowany. Jego klub ma poczucie osiagniecia sufitu w rodzimej
lidze – mistrzostwo Wloch zapewnia sobie dlugie tygodnie przed koncem
rozgrywek, podobnie jak PSG we Francji czy Bayern w Niemczech (oprocz
biezacego sezonu, ale dokonane juz transfery zwiastuja powrot do dawnego
porzadku).
Cotygodniowe mecze z najlepszymi druzynami Europy zamiast z Frosinone,
Guingamp czy Augsburgiem – brzmi to jak perfekcyjny plan. Potyczki,
ktore zamiast tysiecy, chca ogladac miliony, a wiec stacje telewizyjne
zaplaca za nie setki milionow! Wedlug szacunkow nawet 900 mln euro za
sezon dla kazdego z uczestnikow praw telewizyjnych, marketingowych i dni
meczowych!
W jakim kierunku mialaby pojsc ta ekspansja? Na rynku amerykanskim pilka
nozna jest coraz popularniejsza i wedlug badan ogladana przez stosunkowo
najmlodsza widownie (bardziej popularny wsrod widzow w wieku 16 – 24 jest
juz tylko e-sport). Trudno byloby jej wygrac komercyjna rywalizacje z
NBA, NHL czy NFL, o lidze baseballu nie wspominajac. Stad pomysl na skok
na pieniadze lezace w Azji.
Trudno sobie wyobrazic jak po tej reformie wygladalby krajowe rozgrywki,
przegonione z weekendu na srodek tygodnia. Az nie chce sie wierzyc, zeby
tak silne ligi jak Premier League czy LaLiga mogly na to przystac.
Zwlaszcza ze wiazaloby sie to zapewne z okrojeniem wszystkich rozgrywek.
Zasugerowal to na konferencji Agnelli, mowiac, ze ECA chce, by wszystkie
rozgrywki we wszystkich federacjach byly do siebie podobne. – Musimy
dostosowac rozne ligi w Europie. Dzis roznica jest zbyt wielka, chocby w
liczbie spotkan – np. klub Premier League rozgrywa az 12 spotkan wiecej
w sezonie niz klub Bundesligi.
Narzekal tez, ze dzisiaj europejskie ligi rywalizuja ze soba.
Miedzynarodowy widz musi wybierac: derby Mediolanu w Serie A czy El
Clasico w Hiszpanii, a moze hitowy mecz w Anglii? Stwierdzil, ze dobrze
byloby, gdyby terminarze ustalac w porozumieniu miedzy ligami. Jak ECA
zamierza to naprostowac? W kazdy dzien tygodnia mialaby grac inna z
pieciu czolowych lig, czy wystarczy, ze potencjalne hity rozlozy sie na
caly tydzien?
***
Pierwsze glosy protestu juz sa. Wiceszef Bundesligi Peter Peters
stwierdzil, ze ligi musza sie bronic przed tymi pomyslami. – Dzis
europejskie puchary sa swietnym, rozsadnym uzupelnieniem naszego
kluczowego produktu. Jesli jednak ziscilyby sie te plany, Bundesliga
spadnie do rangi klopotliwego balastu ich kluczowego produktu. Nigdy sie
na to nie zgodzimy – stwierdzil na lamach „Bilda”.
Oburzyl sie tez szef LaLiga, Javier Tebas, zapowiadajac, ze hiszpanskie
kluby nie zamierzaja przestac grac w weekendy. – Gwarantuje wam tez, ze
w LaLiga bedzie wystepowac 20 klubow przez najblizsze 20 lat. Nie
bedziemy okrajac czegos, co swietnie funkcjonuje. Szefowie wielkich
klubow forsujacych te zmiany nie zdaja sobie sprawy, jakie szkody
wyrzadzilyby one ich wlasnym druzynom i ligom, w ktorych graja – stwierdzil.
Nie wyobrazam sobie odgornego nakazu grania tylko w tygodniu. Bylby to
cios w wypracowana od wiekow kulture kibicowska. Co mialyby zrobic w
weekendy miliony fanow tych druzyn, ktore nie wystepuja w Lidze
Mistrzow? Kto zapelnialby stadiony tydzien w tydzien, kto bylby w stanie
jezdzic regularnie na wyjazdy?
Majstrowanie przy rozgrywkach, zeby uczynic je jeszcze bardziej
dochodowymi, jeszcze bardziej atrakcyjnymi dla sponsorow doprowadzilo do
tego, ze mamy wlasnie najnudniejsze eliminacje ME od lat (jak wylapal
ostatnio Wojciech Fraczek, Polska nawet zajmujac ostatnie miejsce w
grupie, zagralaby w barazach – dzieki rankingowi z Ligi Narodow). A
mundial rozbuchany do 48 druzyn zrobi sie ciekawy w trzecim tygodniu w
okolicach cwiercfinalu. Psujcie dalej.

FORMULA 1
Niesamowity wyscig o Grand Prix Bahrajnu! Dublet Mercedesa, dramat
Ferrari, Kubica ponownie na koncu
Robert Kubica zajal 16. miejsce w wyscigu o Grand Prix Bahrajnu. Polak
dojechal do mety jako ostatni sposrod kierowcow, ktorzy zdolali ukonczyc
wyscig. Po wielkich emocjach w koncowce i awarii w Ferrari Charlesa
Leclerca, triumfowal Lewis Hamilton.
Robert Kubica przystepowal do GP Bahrajnu z ostatniego pola startowego,
tuz za Georgem Russellem, co najlepiej obrazowalo aktualne mozliwosci
teamu Williams. Polak wykorzystal blad Daniila Kwiata, ktory najechal na
Antonio Giovinazziego, co spowodowalo niemale zamieszanie. Jego bolid w
tych okolicznosciach przesunal sie na 17. miejsce.
Kubica jechal przed George’em Russelem, ale obaj kierowcy Williamsa
zamieniali sie kolejnoscia. Po pierwszym zjezdzie do pit lane do
krakowianin byl z przodu, po drugim juz Brytyjczyk. Znajdujace sie
wowczas „za plecami” Williamsow inne bolidy nie mialy z kolei wiekszych
problemow z dogonieniem teamu z Woking. Ostatecznie przelozylo sie to na
16. miejsce Kubicy i 15. Russella. Wyscigu nie ukonczyli Romain Grosjean
(Haas), Nico Huelkenberg (Renault), Daniel Ricciardo (Renault) i Carlos
Sainz (McLaren).
Podczas gdy kierowcy Williamsa walczyli z przeciwnosciami losu, z przodu
toczyla sie bardzo interesujaca walka. Juz na starcie prowadzenie
stracil Charles Leclerc, ktorego wyprzedzil Sebastian Vettel. 21-latek
bronil sie rowniez przed atakiem Lewisa Hamiltona, na szczescie dla
niego skutecznie. Gdy obu kierowcow Ferrari dzielily „centymetry”, a z
pit lane na lacza trafil komunikat o zgodzie na sciganie sie, Leclerc z
uzyciem systemu DRS wyprzedzil Vettela, a pozniej zaczal budowac
przewage nad reszta stawki.
Wszystko zmierzalo do debiutanckiego triumfu, a skonczylo sie dramatem.
Silnik w bolidzie Monakijczyka zaczal tracic moc, a kilka sekund
przewagi, jaka mial nad Hamiltonem, nie wystarczylo. Mistrz swiata w
tych okolicznosciach wygral, a Leclercowi pozostala jedynie walka o
obrone drugiej pozycji. – Chce mi sie plakac – odpowiedzial po
komunikacie, ze celem dla niego stalo sie dojechanie do mety. Jego moc
slabla, ale wykorzystal to tylko Bottas i skonczylo sie na 3. miejscu
mlodego zawodnika Ferrari. Na pocieszenie zostal mu takze dodatkowy
punkt w „generalce” za najszybsze okrazenie.
Gdy wczesniej wydawalo sie, ze wyscig skonczy sie triumfem Leclerca,
trwala pasjonujaca walka o drugie miejsce. Prowadzil w niej Sebastian
Vettel a chetnych do jego zajecia bylo wiecej – Valtteri Bottas
(Mercedes) i wspomniany wczesniej Hamilton. Bardzo ciekawie wygladala
zwlaszcza rywalizacja pierwszego i ostatniego z nich, ktorych pozycje
sie zmienialy, a w bezposrednich starciach podczas wyprzedzania
decydowaly ulamki sekund. Az do 38. okrazenia, gdy doszlo do prawdziwego
dramatu Vettela.
Kierowca Ferrari kolejny raz probowal odeprzec atak ze strony Mercedesa,
ale bezskutecznie. Co gorsza, Niemiec bez kontaktu z rywalem zaliczyl
obrot o 180 stopni, a przednie skrzydlo zostalo urwane. To oznaczalo
strate czasu, przymusowa wizyte w alei serwisowej i w konsekwencji
koniec marzen o dobrym miejscu. Ostatecznie Vettel byl piaty, tuz za
Maksem Verstappenem (Red Bull).
Po chwili Hamilton wypracowal sobie przewage nad Bottasem, nastepnie
wyprzedzil Leclerca i wlasciwie wszystko stalo sie jasne. Za nimi,
Leclerciem, Verstappenem i Vettelem, punkty przywiezli jeszcze Kimi
Raikkonen (Alfa Romeo), Pierre Gasly (Red Bull), Lando Norris (McLaren),
Alexander Albon (Toro Rosso) i Sergio Perez (Racing Point).

ZUZEL
Nice 1 sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
I runda:
30 marca 2019 (sobota):
Lodz – Ostrow Wlkp. 47:43
31 marca 2019 (niedziela):
Gniezno – Gdansk 40:49
Tarnow – Daugavpils 46:44
Rybnik – pauzuje

PILKA RECZNA
-Pilkarze reczni Orlen Wisly Plock przegrali 16:23 (8:13) z wegierskim
MOL-Pick Szeged w rewanzowym meczu TOP 16 Ligi Mistrzow i odpadli z
rozgrywek. W pierwszym spotkaniu u siebie plocczanie tez przegrali 20:22.
-Pilkarze reczni PGE VIVE Kielce po sobotniej wygranej nad Motorem
Zaporoze (34:29) awansowali po raz piaty w historii klubu do
cwiercfinalu Ligi Mistrzow. – W dwumeczu z mistrzem Ukrainy bylismy
zespolem lepszym – powiedzial bramkarz kielczan Filip Ivic.
Kielczanie, po remisie w pierwszym meczu na Ukrainie (33:33), w
spotkaniu rewanzowym dosyc pewnie udowodnili swoja wyzszosc nad ekipa z
Zaporoza. Mistrzowie Polski prowadzili od pierwszej do ostatniej minuty,
bez wiekszych klopotow meldujac sie w najlepszej osemce Ligi Mistrzow.
Polski zespol w cwiercfinale zagra z Paris Saint-Germain.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *