Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 30 sierpnia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 229 (5487) 30 sierpnia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
1 KOLEJKA
Jagiellonia Bialystok-Wisla Krakow 1-1
2 KOLEJKA
Lechia Gdansk-Rakowa Czestochowa 1-3
Lehia Warszawa-Jagiellonia Bialystok 1-2
Piast Gliwice-Pogon Szczecin 0-1
Stal Mielec-Gornik Zabrze 0-2
Wisla Krakow-Slask Wroclaw 1-3
Zaglebie Lubin-Warta Poznan 1-0
Podbeskidzie-Cracovia 2-2
Lech Poznan-Wisla Plock 2-2
1.Gornik 6pkt
2.Slask 6pkt
3.Zaglebie Lubin 6okt
4.Jagiellonia 4pkt
5.Rakow 3pkt
6.Legia 3pkt
7.Pogon 3pkt
8.Lechia 3pkt
9.Wisla Plock 2pkt
10.Lech 2pkt
11.Podbeskidzie 1pkt
12.Wisla Krakow 1pkt
13.Stal Mielec 1pkt
14.Warta 0pkt
15.Piast 0pkt
16.Cracovia -1pkt
-Lechia Gdansk kompletnie rozczarowala i przegrala z Rakowem Czestochowa
1:3. Bialo-zieloni od 39 minuty grali w oslabieniu po czerwonej kartce
Michala Nalepy.
Michal Nalepa mial powody do usmiechu tylko przed meczem. Dostal od
trenera Piotra Stokowca koszulke z numerem 100, bowiem tyle meczow
rozegral juz w bialo-zielonych.
Potem nie mial powodow do radosci, kiedy ogrywal go Marcin Cebula.
Srodkowy obronca bialo-zielonych faulowal Cebule w w 37 minucie i
wowczas zostal ukarany zolta kartka. Dwie minuty pozniej Nalepa
zaatakowal wslizgiem pilkarza Rakowa, kiedy ten mogl znalezc sie sam na
sam z Dusanem Kuciakiem. Sedzia Pawel Raczkowski na moment sie zawahal,
ale ostatecznie pokazal pilkarzowi Lechii czerwona kartke. Analiza VAR
nie wplynela na zmiane decyzji sedziego, choc sam zawodnik przekonywal,
ze trafil w pilke. Bialo-zieloni musieli grac w oslabieniu, a trener
bialo-zielonych wprowadzil Mario Maloce za Mateusza Sopocke, aby zalatac
dziure na srodku obrony.
Te sytuacje wynikaly z tego, ze Rakow od poczatku meczu bez zespolem
lepszym i kontrolowal to spotkanie. Juz w 17 minucie Vladislavs
Gutkovskis mial idealna okazje do zdobycia gola, ale fatalnie
przestrzelil. Goscie zdecydowanie dluzej utrzymywali sie przy pilce o
czesciej goscili w polu karnym gdanskiego zespolu. Po czerwonej kartce
dla Nalepy wydawalo sie, ze ta przewaga bedzie jeszcze wieksza, a
wlasnie wtedy Lechia przeprowadzila skuteczna akcje. Pilke z wlasnej
polowy wybil Maciej Gajos, a Omran Haydary huknal z pierwszej pilki z
naroznika pola karnego, a futbolowka wpadla do siatki przy krotkim
slupku i to Lechia nieoczekiwanie schodzila na przerwe z jednobramkowym
prowadzeniem.
Druga polowa spotkania to juz byla zdecydowana dominacja Rakowa.
Przypomnial sie mecz grudniowy w Gdansku tych druzyn, kiedy tez goscie z
Czestochowy po przerwie zaczeli trafiac do bramki. Uczynili to wtedy
trzy razy, a teraz sytuacja sie powtorzyla. 53 sekundy po wznowieniu gry
Cebula efektownymi nozycami trafil do siatki i goscie blyskawicznie
odrobili strate. Rakow caly czas konsekwentnie gral do przodu i pokazal,
ze przyjechal do Gdanska po zwyciestwo. W nagrode zdobyl trzy punkty.
Katem Lechii zostal Gutkovskis, ktory w 55 minucie skierowal pilke do
siatki glowa po dosrodkowaniu z rzutu roznego, a w 76 minucie dobil
pilke futbolowke, ktora Dusan Kuciak odbil po strzale Davida Tijanicia.
Rakow pokazal jak mozna grac w pilke, zarowno dobrze jak i skutecznie.
Bialo-zieloni mogli przegrac to spotkanie wyzej, ale znowu bardzo dobrze
bronil Kuciak, ktory kilka razy uratowal zespol przed utrata gola.
Zwlaszcza po strzale aktywnego Patryka Kuna.
– Jestesmy rozczarowani wynikiem meczu z Rakowem. Nie ma co ukrywac, ze
nie jestesmy w optymalnej dyspozycji zarowno pilkarskiej jak i
fizycznej. Chcielismy pokazac sie z dobrej strony, ale czerwona kartka
pod koniec pierwszej polowy troche nam pokrzyzowala plany. Z pewnoscia
zly byl poczatek drugiej polowy meczu i mozemy miec za niego pretensje
do siebie, bo praktycznie zostalismy w szatni. Stracilismy bramke juz w
pierwszej minucie drugiej polowy, a to absolutnie nie ma prawa sie
zdarzyc. Za chwile dostalismy druga bramke ze stalego fragmentu gry i to
sa elementy, ktore musimy bardzo szybko poprawic. Ciesze sie, ze bedzie
teraz przerwa na kadre, bo czeka nas naprawde duzo pracy. Zmierzamy ten
czas wlasciwie wykorzystac, bo stac nas na lepsza i skuteczniejsza gre –
ocenil Piotr Stokowiec, trener Lechii.
Lechia nie miala pomyslu ani argumentow w ofensywie. Czerwona kartka nie
jest zadnym wytlumaczeniem, bo do 39 minuty bylo tak samo. Proby z nowym
systemem gry nie zdaja egzaminu, a taka gra bialo-zielonych na pewno
kibicow nie przyciagnie na trybuny. Na szczescie teraz jest przerwa
reprezentacyjna i oby za dwa tygodnie Lechia prezentowala sie znacznie
lepiej, bo czekac ja bedzie bardzo trudny mecz wyjazdowy z Gornikiem
Zabrze.

-Kosta Runjaic przy wczesniejszych wizytach z Pogonia w Gliwicach nawet
nie cieszyl sie z bramki. Ale w niedziele odczarowal kolejny stadion w
Polsce.
Tak, jak trener Kosta Runjaic zapowiadal, tak i zrobil. Na spotkanie z
Piastem szkoleniowiec dokonal dwoch korekt w skladzie. Jakub Bartkowski
powrocil na prawa obrone, a dzieki temu Benedikt Zech znow mogl zagrac w
srodkowej strefie defensywy. Austriak jest bezwzglednie wyborem nr 1 w
obronie, ale jest na tyle uniwersalny, ze moze grac w srodku i na boku.
Pytanie bylo, kto bedzie partnerem Zecha. Runjaic postawil na sprawdzony
wariant, czyli Konstantinosa Triantafyllopoulosa. Grek w poprzednim
sezonie najczesciej wspomagal Zecha. Poczatek gry w polskiej lidze mial
udany, pozniej ten poziom spadl. Kilka razy blysnal Mariusz Malec, ale
tez popelnial bledy w ustawieniu i dlatego Runjaic wybral w Gliwicach –
„Kostasa”.
Druga zmiana – mocno oczekiwana. Od pierwszej minuty zagral letni
nabytek Alexander Gorgon. Austriak o polskich korzeniach i mowiacy w
naszym jezyku – sciagany byl z ligi chorwackiej jako kandydat na nowego
lidera drugiej linii, ale w Krakowie siedzial na rezerwie, a po wejsciu
na boisko nic szczegolnego nie pokazal. W Gliwicach zastapil w skladzie
Damiana Dabrowskiego. Szkoleniowiec zrezygnowal z typowego defensywnego
pomocnika, a te zadania rozdzielil na Kamila Drygasa i Macieja Zurawskiego.
Sklad Piasta na papierze tez mocny. W ataku grali Jakub Swierczok
(sprowadzony z Bulgarii, Pogon tez sie nim interesowala) i Michal Zyro,
ktory byl Portowcem jeszcze rok temu. To byla krotka, nieudana przygoda.
Zyro trafil pozniej do pierwszoligowej Stali Mielec, odbudowal
dyspozycje, pomogl awansowac do ekstraklasy i skorzystal z oferty
Piasta. Latem trafil tam tez Patryk Lipski – wychowanek Salosu Szczecin
– potrafil juz pokonywac bramkarzy Pogoni w poprzednich sezonach.
Pierwsze minuty spotkania otwarte. Oba zespoly probowaly atakowac
srodkiem i bokami, ale na pierwszy strzal doczekalismy sie w 11.
minucie. Niecelnie po rogu glowkowal Triantafyllopoulos. Lepsza okazje
mieli gospodarze. Szybka kontra dobrze rozegrana, ale Zech zablokowal
strzal Gerarda Badii z pola karnego. Po dwoch minutach znow bylo goraco
w polu karnym Pogoni, ale spudlowal Jakub Swierczok. Ten sam napastnik w
kolejnych minutach mial dwie kolejne bramkowe szanse, ale byl
nieskuteczny. Dziwic moglo, ze Pogon nie potrafila zareagowac, czyms
odpowiedziec. Dopiero w 42. minucie Sebastian Kowalczyk strzelal
(niecelnie) z pola karnego. I to bylo wszystko ze strony Portowcow. Duzo
za malo wzgledem przedmeczowych zapowiedzi o poprawie stylu.
Pierwszy kwadrans II polowy nie przyniosl zmiany oblicza Pogoni. To
Piast byl aktywniejszy i grozniejszy. Goscie tylko sie bronili, a na
domiar zlego urazow doznali Maciej Zurawski i Zech.
I jak to bywa w polskiej lidze – Piast byl blizej prowadzenia, ale gola
zdobyli Portowcy. Strzal Kucharczyka z 16. m zatrzymal slupek, ale po
rogu glowkowal Drygas, a z bliska lot pilki zmienil Gorgon. Jeden z
obroncow zlamal linie spalonego i sedzia uznal gola.
Piast rzucil sie do ataku, ale wymeczony nie byl juz w stanie odwrocic
losow spotkania. Mial kilka groznych szans, ale dobrze bronil Dante
Stipica lub bardzo dobrze ustawiali sie defensorzy Pogoni. I Portowcy
uratowali zwyciestwo.

I LIGA
1 kolejka
Radomiak-Widzew Lodz 4-1
Chrobry Glogow-Korona Kielce 1-1
Jastrzebie-Arka Gdynia 0-4
Puszcza Niepolomice-Resovia 0-3
Gornik Leczna-Belchatow 3-0
Miedz Legnica-Sandecja Nowy Sacz 3-1
Nieciecza-Zaglebie Sosnowiec 1-0
Tychy-Stomil Olsztyn 0-0
Odra Opole-LKS Lodz 0-4
-Arka Gdynia znowu zwycieska! W spotkaniu na inauguracje w ich wykonaniu
rozgrywek Fortuna 1. Ligi zolto-niebiescy w przekonujacym stylu pokonali
w piatek 28 sierpnia GKS 1962 Jastrzebie 4:0 (3:0).
Mecz rozegrano w Wodzislawiu Slaskim. To dlatego, ze na stadionie
miejskim w Jastrzebiu trwa obecnie montowanie systemu podgrzewania murawy.
W zolto-niebieskich barwach zadebiutowalo w oficjalnym spotkaniu dwoch
zawodnikow. To bramkarz Daniel Kajzer, pozyskany ze Slaska Wroclaw, a
takze Bartosz Kwiecien, wypozyczony z Jagiellonii Bialystok.
Arka objela prowadzenie w 26 minucie gry. Po dosrodkowaniu Arkadiusza
Kasperkiewicza pilke uderzyl glowa Juliusz Letniowski. Futbolowka odbila
sie od jednego z obroncow gospodarzy, zmylila Mariusza Pawelka i
ugrzezla w siatce. Juz trzy minuty pozniej zolto-niebiescy zadali
kolejny cios. Byly zawodnik Gornika Zabrze Adam Wolniewicz popelnil
fatalny blad, z ktorego skorzystal Kamil Mazek. Do przerwy bylo juz w
zasadzie po meczu. Tym bardziej, ze trzecie trafienie dla Arki Gdynia
dolozyl Juliusz Letniowski. Po rzucie roznym, egzekwowanym przez Szymona
Drewniaka w 39 minucie spotkania, pomocnik ten popisal sie fantastycznym
strzalem z dystansu. Mariusz Pawelek znowu nie mial nic do powiedzenia.
Zolto-niebiescy nie zamierzali sie zatrzymywac. Juz trzy minuty po
wznowieniu gry ponownie potwierdzili swoja dominacje. Po faulu na
Mateuszu Mlynskim przed polem karnym do pilki podszedl Szymon Drewniak.
Byly gracz Lecha Poznan i Cracovii zaskoczyl precyzyjnym uderzeniem
Mariusza Pawelka. Arka juz dalej nie forsowala tempa, jednak w pelni
potwierdzila, ze powaznie mysli w tym sezonie o powrocie do PKO BP
Ekstraklasy.

-Wykopem od bramkarza daleko sie nie zajedzie
Zaczac trzeba od Bayernu. Trzeba, bo nie mozna pominac tego, jak bardzo
Bawarczycy zdominowali Lige Mistrzow. Wygrali wszystkie mecze, co do tej
pory nie udalo sie nikomu do tego zrobili to w swietnym stylu. Tak
naprawde nie moglo byc watpliwosci, kto byl najlepszy w ostatniej edycji
Champions League. Widzielismy piekny turniej finalowy stojacy na bardzo
wysokim pilkarsko poziomie – pisze w swoim felietonie Artur Wichniarek.
Czy mielismy podstawy, aby widziec w kolejnej edycji tych elitarnych
rozgrywek mistrza Polski? Ktos o zdrowych zmyslach powie, ze nie, ale
kto zabroni marzyc? I z marzeniami przystepowalismy z Legia do kolejnych
eliminacji Champions League. I co? To samo, co zawsze. W nastepnej
edycji znowu nie zobaczymy polskiej druzyny. Tym razem jednak mielismy
uzasadnione nadzieje, ze przygoda naszego zespolu w tych rozgrywkach nie
zakonczy sie juz w trakcie wakacji. Ze Legia przy odrobinie szczescia i
pomocy od losu zdola przebic sie do fazy grupowej. Przeciez latem sie
nie oslabila, a wrecz odwrotnie – wzmocnila. Zyskala lidera na boisku i
w szatni w osobie Artura Boruca, ktory po latach wrocil na Lazienkowska.
Doszli Filip Mladenovic, wyrozniajaca sie postac ligi, oraz Bartosz
Kapustka, ktory w ekipie z Warszawy ma sie odbudowac po nieudanej probie
podboju Anglii. Okrzepl Bartosz Slisz, zima sprowadzony z Zaglebia
Lubin, w klubie zostal Michal Karbownik. A i tak Omonia Nikozja okazala
sie zbyt mocna. Nasze nadzieje zostaly brutalnie pogrzebane, a zrobil to
byly trener Legii Henning Berg, co pewnie bylo dodatkowo bolesne dla
kibicow i jeszcze dodalo smaczku rywalizacji.
Najgorszy i najbardziej zatrwazajacy byl styl, w jakim Legia probowala
pokonac Omonie. Byc moze stojace na kapitalnym poziomie turnieje
finalowe Ligi Mistrzow i Ligi Europy przyzwyczaily mnie do tego, ze
prawie kazdy gra dobrze w pilke. Dlatego to, co zobaczylem, sprowadzilo
mnie na ziemie. Dawno nie widzialem zespolu, ktory probuje zwyciezyc,
„palujac” od bramkarza do napastnika. A juz naprawde nie potrafie
odgrzebac w pamieci druzyny z aspiracjami, ktora chcialaby w ten sposob
osiagac sukcesy w pilkarskiej Europie. Ekipa trenera Aleksandara
Vukovicia praktycznie nie probowala rozgrywac akcji od tylu. Obroncy
oddawali pilke Borucowi i mozna bylo odniesc wrazenie, ze nic wiecej ich
nie obchodzilo. Wykop, chaos i przypadkowy gol – taki byl plan Legii na
to spotkanie? Nie potrafie tego zrozumiec. Rzadko udaje sie zawiazac
dobry atak po dalekim wykopie do osamotnionego napastnika. Akcje byly
rwane, „drugie pilki” najczesciej zbierali przeciwnicy. W zadnym
momencie meczu mistrzom Polski nie udalo sie zdominowac gosci.
Gdyby szukac jakichkolwiek plusow srodowego wystepu ekipy Vukovicia,
trzeba wskazac wysoki pressing na polowie Omonii. To faktycznie
wychodzilo jej niezle, czasem nawet bardzo dobrze i Cypryjczycy tracili
pilke w okolicach wlasnej szesnastki. Ale to jednak troche malo.
Ktos powie, ze sedzia wypaczyl wynik, tyle ze przeciez mylil sie w obie
strony. Zawsze mozna przegrac, ale co innego poniesc porazke, kiedy
widac pomysl, jakas koncepcje, w jaki sposob chce sie odniesc
zwyciestwo, a po prostu o przegranej zadecydowal blad. Tak bywa. Ale w
postawie Legii nie mozna bylo dostrzec niczego, co charakterystyczne dla
nowoczesnego futbolu. To jest niewytlumaczalne. Kopanie na chaos nie
moze byc podstawa ofensywy.
Czy mozna liczyc, ze mistrzowie kraju lepiej zaprezentuja sie w Lidze
Europy? Po rywalizacji z Omonia trudno o optymizm. Ale skreslac Legii
nie mozna, bo mimo wszystko uwazam, ze w tej druzynie jest jakosc.
Pokazywala ja w ostatnim sezonie, kiedy naprawde dobrze grala w pilke.
Vukovic juz potrafil ja wykrzesac z zawodnikow, moze uda mu sie to
znowu. Ale szkoleniowiec musi tez wymagac od samego siebie, gdyz nie
podejrzewam, ze to zawodnicy sami wymyslili taktyke „kopnij-biegnij”
rodem z NFL.
Natomiast bardzo pozytywnie zaprezentowal sie Piast. Wiemy, jaka byla
otoczka wokol meczu, sytuacja polityczna i epidemiologiczna na Bialorusi
nie jest ustabilizowana. Szefowie klubu z Gliwic z tego powodu chcieli
przelozyc spotkanie, na co nie przystala UEFA. Ale nieciekawe
okolicznosci nie wplynely negatywnie na druzyne trenera Waldemara
Fornalika. Piast gral fajny, ciekawy futbol i calkowicie kontrolowal
mecz. Gdyby Jakub Swierczok zachowal sie lepiej w koncowce zawodow,
mogloby sie skonczyc 3:0. Gliwiczanie zostawili po sobie dobre wrazenie
i zasluzenie awansowali do II rundy.
Cracovia odpadla w starciu z Malm�s, choc nie zaprezentowala sie wcale az
tak zle. Tyle ze nie miala prawa wygrac, kiedy pomocnicy ochoczo biegali
do ataku, za to do obrony juz niespecjalnie. Przestrzenie miedzy
ofensywa a defensywa byly tak duze, ze Szwedzi mieli mnostwo miejsca do
rozgrywania akcji. Wedlug mnie Michal Probierz musi popracowac nad
rownowaga w tym sektorze boiska. W mojej ocenie to byl czynnik
decydujacy o przegranej. Jezeli przegrywasz walke o srodek, trudno
osiagnac dobry wynik.
Z kolei Lech, ktory gral z najslabszym przeciwnikiem, zaczal mecz
ospale. Poznanska lokomotywa ruszyla z miejsca ciezko, ale jednak
nabrala predkosci i w drugiej polowie przejechala sie po rywalach.
Mikael Ishak blyskawicznie sprawil, ze kibice Kolejorza nie musza
tesknic za Christianem Gytkjaerem. Trzy gole w trzech meczach to
imponujacy start w nowym klubie.

-Czy PZPN powinien odbierac klubom trofea?
Final pilkarskiego Pucharu Polski z 2005 roku ponad wszelka watpliwosc
zostal ustawiony. Tak wynika z prawomocnego wyroku sadu, w ktorym
skazani otrzymali kare pozbawienia wolnosci w zawieszeniu. Czy PZPN
powinien odbierac klubom trofea? – zastanawia sie Antoni Bugajski,
dziennikarz i felietonista „Przegladu Sportowego”.
Na tej podstawie prowadzacy blog Pilkarska Mafia Dominik Panek – a wiec
czlowiek, ktory ma najwieksze zaslugi w dokumentowaniu wiedzy na temat
korupcji w polskim futbolu – apeluje do PZPN, by pozbawil tego
zaszczytnego trofeum Groclin Dyskobolie Grodzisk Wielkopolski.
Druzyna trenera Du�Aana Radolsky’ego w finalowym dwumeczu (u siebie 2:0,
w Lubinie 0:1) pokonala Zaglebie Lubin, a potem wystapila w europejskich
rozgrywkach, choc akurat triumf w PP nie byl jej do tego potrzebny, bo
wywalczyla tez wicemistrzostwo Polski. Dominik Panek przypomina, ze
sedzia pierwszego finalowego spotkania byl miedzynarodowy arbiter Jacek
G. z Warszawy. Z aktu oskarzenia wynika, ze wlasciciel Groclinu i jeden
z najbogatszych Polakow Zbigniew D. mial zlecic menedzerowi druzyny
Wladyslawowi K. zlozenie propozycji korupcyjnej Jackowi G.
Reszte mozna wyczytac w tresci prawomocnego wyroku, od ktorego
przysluguje juz tylko skarga kasacyjna do Sadu Najwyzszego. Zacytujmy
fragment dotyczacy uznanego przez sad za zasadny zarzutu wobec arbitra
Jacka G.: „W okresie od czerwca do sierpnia 2005 roku w Warszawie,
Grodzisku Wielkopolskim, dzialajac w zorganizowanej grupie przestepczej,
jako sedzia glowny – uczestnik i organizator profesjonalnych zawodow
sportowych o Puchar Polski – przyjal od Wladyslawa K., dzialajacego
wspolnie i w porozumieniu ze Zbigniewem D. obietnice korzysci
majatkowej, a nastepnie przyjal korzysc majatkowa w kwocie nie mniejszej
niz 10 tysiecy zlotych, w zamian za nieuczciwe zachowania podczas
rozegranego w dniu 18 czerwca 2005 roku meczu finalowego o Puchar Polski
miedzy Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski i Zaglebiem Lubin, mogace miec
wplyw na wynik tych zawodow sportowych, polegajace na podejmowaniu
decyzji sedziowskich korzystnych dla Dyskobolii Grodzisk, majacych na
celu zapewnienie osiagniecia korzystnego wyniku sportowego dla tego
klubu w tym meczu”.
*****
Sprawa wydaje sie jasna i doprawdy trudno zakladac, by w jakimkolwiek
trybunale mogla jeszcze zostac wywrocona do gory nogami. Tak naprawde
jedyne, co budzi pewne zastrzezenia z procesowego punktu widzenia, to
przerazliwie dlugi czas oczekiwania na prawomocny wyrok. 15 lat to kawal
zycia, a w pilce cala epoka. Od dawna takiego klubu jak Groclin
Dyskobolia juz nie ma. Jej wlasciciel w 2008 roku sprzedal pilkarska
spolke Jozefowi Wojciechowskiemu, a PZPN zgodzil sie, by zmienila nazwe
i przeniosla sie do Warszawy. Od tamtej pory grala przy Konwiktorskiej i
nazywala sie Polonia, choc znam powaznych ludzi, ktorzy zlosliwie choc
nie bez podstaw w dalszym ciagu mowili na nia „Dyskobolia”. Przywroconym
do zawodowego futbolu Czarnym Koszulom w dluzszej perspektywie szczescia
ta operacja nie przyniosla, bo Wojciechowski stracil inwestycyjny zapal,
a jego nastepca doprowadzil klub do finansowej ruiny.
Teraz w Grodzisku dziala wystepujaca w okregowce „Nasza Dyskobolia”,
ktora przyznaje sie do wynikowej spuscizny po tamtym klubie. Oczywiscie
rowniez we wszelkich zestawieniach statystycznych – bo czemuz by nie –
stoi jak wol, ze w 2005 roku Puchar Polski zdobyl Groclin. Rozumiem, ze
po prawomocnym wyroku sadu Dominik Panek uwaza to za krzyczaca
niesprawiedliwosc i oczekuje od zarzadu PZPN, iz moca swoich uprawnien
formalnie odbierze nieuczciwie zdobyty Puchar Groclinowi.
******
Niby nic bardziej oczywistego – inicjatywie nalezaloby przyklasnac i
tylko choralnie wzmocnic glos w slusznym apelu do wladz polskiego
futbolu. A jednak juz przy drugim wdechu pojawiaja sie watpliwosci. Bo
jezeli ten Puchar Groclinowi juz zostalby odebrany, na jawna kpine
zakrawalby fakt, ze w gablocie podobny przedmiot bedzie miec Amica
Wronki za pamietny final z Aluminium Konin z 1998 roku. Wronczanie
wygrali po dogrywce 5:3, ale nawet dzieci wiedza, ze wszystko bylo
ordynarnie ustawione. Amica miala wygrac i wygrala, rywal zostal ogolony.
Najgorsze jest selektywne rozliczanie z przeszloscia. Taki blad popelnil
PZPN w 1993 roku, kiedy po slawetnej niedzieli cudow pozbawil tytulu
mistrza Polski Legii, odbierajac mu punkty za ostatni mecz. W efekcie
lige wygral trzeci w tabeli Lech i jak gdyby nic zostal zgloszony do
walki o Lige Mistrzow. Nie wykluczam, ze owczesni dzialacze z Poznania
do dzisiaj sie z tego smieja.
Oczywiscie mozna przyjac – bo wlasnie taki jest zamysl – aby odbierac
trofea tylko za korupcyjne zdarzenia potwierdzone prawomocnym wyrokiem
sadu, a to stalo sie mozliwe dopiero od lica 2003 roku. To rzeczywiscie
ma sens, lecz w takim razie apelujmy o anulowanie awansu Korony Kielce
do II ligi z sezonu 2003/2004, o odwolanie promocji do ekstraklasy
Pogoni Szczecin, Zaglebia Lubin, Cracovii i Belchatowa z tego samego
czasu i o uniewaznienie wiele innych rozstrzygniec majacych zwiazek z
udowodnionymi przekretami.
I na tym wlasnie polega nasz piekielny problem – aby sprawiedliwie
rozliczyc tamte lata rowniez od strony sportowych profitow, nalezaloby
anulowac mecze, kolejki i sezony. Weryfikacja wyniku jednego meczu
uruchomimy niekontrolowana lawine roszczen, oczekiwan i apeli. To moze
lepiej niczego nie ruszac?

ZUZEL
Runda Zasadnicza:
XI runda
21 sierpnia 2020 (piatek)
Leszno – Grudziadz 60:30
Czestochowa – Gorzow 0:40
23 sierpnia 2020 (niedziela)
Zielona Gora – Wroclaw 41:49
Rybnik – Lublin 38:52
1.Leszno 22pkt
2.Zielona Gora 17pkt
3.Lublin 16pkt
4.Gorzow 15pkt
5.Wroclaw 14pkt
6.Czestochowa 13pkt
7.Grudziadz 8pkt
8.Rybnik 2pkt

1 Liga Zuzlowa na sezon 2020:
Runda Zasadnicza:
VIII runda
22 sierpien 2020 (sobota)
Lodz – Tarnow 28:20
Ostrow Wlkp. – Gdansk 58:31
23 sierpien 2020 (niedziela)
Torun – Bydgoszcz 54:36
24 sierpien 2020 (poniedzialek)
Daugavpils – Gniezno 50:39
IX runda
28 sierpien 2020 (czwartek)
Gdansk – Torun 35:55
29 sierpien 2020 (sobota)
Gniezno – Lodz 47:43
30 sierpien 2020 (niedziela)
Tarnow – Ostrow Wlkp. 52:38
3 wrzesien 2020 (czwartek)
Bydgoszcz – Daugavpils
1.Torun 20pkt
2.Lodz 12pkt
3.Gniezno 11pkt
4.Tarnow 11pkt
5.Ostrow 9pkt
6.Gdansk 8pkt
7.Daugavpils 4pkt
8.Bydgoszcz 2pkt
-W piatkowy wieczor zainaugurowany zostal cykl Speedway Grand Prix na
torze we Wroclawiu. Zawody rozgrywane na Olimpijskim dostarczyly duzo
emocji i scigania, a najlepszy dzisiejszego dnia okazal sie Artem
Laguta, dla ktorego jest to pierwsza wygrana runda Grand Prix. Na
drugiej pozycji zawody ukonczyl Maciej Janowski, a trzeci byl Fredrik
Lindgren.
-W sobotni wieczor na Nowym Stadionie Olimpijskim we Wroclawiu odbyla
sie 2 runda Speedway Grand Prix. Zawody dostarczyly wiele emocji i
mijanek. Zwyciezyl w niej Maciej Janowski, drugi byl Tai Woffinden, a na
najnizszym stopniu podium stanal Bartosz Zmarzlik.
Klasyfikacja Grand Prix:
1. Maciej Janowski (Polska) 38
2. Artem Laguta (Rosja) 32
3. Tai Woffinden (Wielka Brytania) 32
4. Fredrik Lindgren (Szwecja) 30
5. Bartosz Zmarzlik (Polska) 27
6. Leon Madsen (Dania) 18
7. Emil Sajfutdinow (Rosja) 15
8. Niels Kristian Iversen (Dania) 14
9. Patryk Dudek (Polska) 13
10. Max Fricke (Australia) 12

FORMULA 1
Lewis Hamilton bezproblemowo zwyciezyl na Spa-Francorchamps i umocnil
sie na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej. Na podium staneli rowniez
Valtteri Bottas oraz Max Verstappen.
Hamilton juz podczas czasowki zaprezentowal doskonala dyspozycje bijac
rekord toru i dominujac nad reszta stawki. W tej sytuacji trudno bylo
spodziewac sie, ze aktualny mistrz swiata pozwoli odebrac sobie triumf
na Spa-Francorchamps. Juz na starcie 35-latek popisal sie idealnym
wyczuciem utrzymujac pozycje lidera przed Bottasem i Verstappenem.
Holendra mocno naciskal czwarty Daniel Ricciardo (Renault), ale finalnie
nie doszlo do zmiany miejsc.
Klopoty dopadly za to Carlosa Sainza. Reprezentant McLarena jeszcze
przed ustawieniem sie na polach startowych byl zmuszony wycofac sie z
calej rywalizacji z powodu awarii ukladu wydechowego. Kilka pozycji
stracil tez George Russell z Williamsa, ktorego wyprzedzili m.in. obaj
kierowcy Alfy Romeo. Po dwoch okrazeniach mlody Brytyjczyk byl siedemnasty.
Przez kolejne fragmenty wyscigu na torze nie dzialo sie zbyt wiele.
Hamilton mial niespelna dwie sekundy przewagi nad Bottasem, do ktorego
Verstappen tracil ponad cztery sekundy. Wszystko zmienilo sie jednak na
11. kolku, kiedy to doszlo do poteznego i bardzo groznie wygladajacego
wypadku z udzialem Russella oraz Antonio Giovinazziego. Na powtorkach
widac bylo, iz blad popelnil Wloch, ktory wypadl z toru i uderzyl w
bariery, a jadacy za nim 22-latek nie zdolal ominac porozrzucanych
szczatkow bolidu i takze wyladowal na bandach.
Cala sytuacja, ktora dla obu kierowcow zakonczyla sie bez zadnych
urazow, spowodowala wyjazd na tor samochodu bezpieczenstwa, a to
zaowocowalo masowymi zjazdami do pit lane. Bardzo zacieta walke w alei
serwisowej stoczyli Bottas z Verstappenem, z ktorej ostatecznie
zwyciesko wyszedl Fin wyjezdzajac minimalnie przed liderem Czerwonych Bykow.
Po zakonczeniu okresu neutralizacji w czolowce nie doszlo do zmian.
Liderem pozostal Hamilton, za ktorym jechali Bottas i Verstappen.
Swietnym manewrem popisal sie natomiast Ricciardo, ktory efektownie
wyprzedzil Sergio Pereza (Racing Point) i awansowal na piate miejsce.
Chwile pozniej „Checo”, ktory jechal na miekszej mieszance, przeskoczyl
rowniez Alex Albon (Red Bulla), a Ricciardo odzyskal czwarta lokate
dystansuja Pierre’a Gasly’ego. Kilka chwil pozniej zawodnik AplhaTauri
spadl takze za Albona.
W miedzyczasie problemy z moca zglosil Hamilton, co jednak nie
przeszkodzilo mu w powiekszaniu przewagi nad Bottasem i pokonaniu
najszybszego okrazenia. Kilka chwil pozniej aktualny mistrz swiata mial
problemy przy jednym z zakretow, ale zdolal wyjechac na prosta. To samo
spotkalo rowniez jadacego daleko z tylu Vettela.
Ostatecznie do konca nie doszlo juz zadnych zmian w czolowce. Wyscig
pewnie zwyciezyl Hamilton, za ktorym linie mety mineli Bottas oraz
Verstappen. Za podium uplasowal sie duet Renault, czyli Ricciardo oraz
Ocon. Ten pierwszy w samej koncowce wykrecil najlepszy czas jednego
okrazenia, a drugi na ostatnich metrach pokonal Albona. Na kolejnych
punktowanych pozycjach sklasyfikowano Norrisa, Gasly’ego, Strolla i
Pereza. Z zerowym dorobkiem z Belgii wyjada natomiast Kwiat, Raikkonen,
Vettel, Leclerc, Grosjean, Latifi i Magnussen.
Kolejny wyscig sezonu 2020 odbedzie sie w przyszla niedziele. Wowczas
kierowcy Formuly 1 pojawia sie na slynnym torze Monza, gdzie rozegrane
zostana zawody o Grand Prix Wloch.
—————————
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *