Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 3 marca 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 60 (5091) 3 marca 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

SKOKI NARCIARSKIE
Zdarzyl sie cud! Niezwykly konkurs w MS, wielki awans Polakow, zloto
Kubackiego i srebro Stocha!
Dawid Kubacki ze zlotem, a Kamil Stoch ze srebrem mistrzostw swiata po
kompletnie zwariowanym konkursie w MS w Seefeld.
Gdyby ktos chcial nagrac hollywodzka bajke o triumfie w skokach
narciarskich i przedstawil producentowi scenariusz oparty na
wydarzeniach z konkurs na normalnej skoczni w Seefeld, producent pewnie
wyrzucilby go do kosza, bo takiej historii nie kupilby nikt. Bo kto
uwierzylby, ze skoczkowie, ktorzy po pierwszej serii zajmuja 27. i 18.
miejsca zdobywaja zloto i srebro? A jednak to wszystko prawda. Do tego
bohaterami zostali dwaj Polacy, Dawid Kubacki i Kamil Stoch.
Ten pierwszy moze uchodzic za arcymistrza cierpliwosci. Na pierwsze
punkty w Pucharze Swiata czekal piec lat od debiutu. Na podium dolecial
w 141 wystepie. Teraz doczekal sie zlota mistrzostw swiata niedlugo
przed 29 urodzinami. Z kolei Stoch od dawna jest jednym z
najwybitniejszych skoczkow w historii, ale nigdy wczesniej nie stal na
podium po konkursie o indywidualne mistrzostwo swiata na mniejszym
obiekcie. Teraz ma srebro. A wszystko w zawodach, ktore tak naprawde
byly… absurdalne i wlasciwie nie powinny sie odbyc. W pierwszej serii
wielu skoczkow nie mialo szans na dobry wynik z powodu warunkow i
deszczu zalewajacego tory. Do tego jury kompletnie sie pogubilo,
zmieniajac dlugosc rozbiegu, a wiekszosc skoczkow i ich trenerow
wolalaby, aby zawody po prostu przelozono. Szosty byl Filip Sakala, a
trzynasty Casey Larson. Obaj nigdy wczesniej nie nie przebrneli
kwalifikacji Pucharu Swiata, a w czolowce bylo jeszcze kilku. Mistrz
swiata z duzej skoczni Markus Eisenbichler byl 25. Lejacy deszcz
spowalnial skoczkow, do tego co chwile wialo. Najlepszy z Polakow, czyli
Stoch, byl 18. Cudem do drugiej serii dostal sie Stefan Hula, a Piotrowi
Zyle zabraklo szczescia i final ogladal w roli kibica. Trener polskiej
kadry Stefan Horngacher byl wsciekly.
– W zyciu nie widzialem, zeby tak sie zachowywal. Po prostu szalal –
opowiadal pozniej Adam Malysz. Szalal nie tylko on. Skoczkowie tez tylko
krecili glowami, bo byli przekonani, ze skoncza mistrzostwa swiata bez
medalu. Po raz pierwszy od Oslo w 2011 roku. A przeciez przyjezdzali do
Austrii jako liderzy Pucharu Narodow i grupa, ktora w tym sezonie 21
razy konczyla konkursy PS na podium. I wlasnie wtedy wszystko sie
odwrocilo. Kubacki dzieki drugiemu skoki dolecial do zwyciestwa, a Stoch
mogl sie cieszyc razem z nim. Braz z kolei przypadl Stefanowi Kraftowi,
ktory po pierwszej serii byl dziesiaty. Przepadli za to lider i
wicelider po pierwszej serii, czyli Ryoyu Kobayashi i Karl Geiger. Tym
razem to oni nie mieli szczescia, bo przy gesto padajacym w wyzynane
tory lodowe sniegu, nie mieli szans. Japonczyk byl na progu o 2,7 km/h
wolniejszy od Kubackiego, choc startowali z tak samo ustawionego
rozbiegu. Na poziomie mistrzowskim to przepasc.
– Pierwsza seria nie byla sprawiedliwa. Druga tez nie do konca. Pewnie,
ze mielismy w niej troche szczescia, bo jechalismy z tylu. Okazuje sie,
ze trzeba walczyc do konca. Bardziej szalony byl chyba jednak konkurs
igrzysk w Pjongczangu. Tam mielismy pecha, tu sie odwrocilo. Nikt nie
mogl tego przewidziec. Wierzylem, ze Dawid moze byc nawet w szostce.
Przyszedl wtedy Piotrek Zyla i mowi, ze Dawid wygra, a i Kamil stanie na
podium. Mial racje – cieszyl sie Malysz i dodal: – W czolowce bylo
trzech bardzo mocnych zawodnikow, czyli Kilian Peier, Geiger i
Kobayashi. Potrzebowalismy cudu i ten sie zdarzyl!
Po konkursie Polacy szaleli, a pozniej dlugo nie mogli uwierzyc, ze
skonczylo sie tak szczesliwie. – Zanim konkurs sie zakonczyl zdazylem
juz udzielic wywiadow telewizyjnych. Bylem wsciekly. Wszystko sie we
mnie kotlowalo, bo wiedzialem, ze zrobilem wszystko, co moglem, a tak
naprawde to nic nie dalo. Pozniej jednak skonczylo sie tak, jak
widzieliscie. Zdarzaly sie juz podobne konkursy. Wychodzac ze skoczni
rozmawialem z Simonem Ammannem i pytalem go, czy pamieta konkurs na
duzej skoczni w Libercu, bo tu bylo bardzo podobnie. W Pjongczangu tez
wszystko sie odwracalo na normalnej skoczni. Takie sa uroki tego sportu
– tlumaczyl Stoch i przyznal, ze do konca nie wierzyl w medal. – Kiedy
okazalo sie, ze Dawid jest juz na podium, bylem bardzo szczesliwy. Na
gorze jednak zostalo dwoch pewniakow, wiec nie sadzilem, ze cokolwiek
sie zmieni. Tyle tylko, ze warunki byly coraz gorsze. Nie mieli zadnych
szans, by skoczyc dalej. Kiedy okazalo sie, ze i ja mam medal, to zeszly
ze mnie wszystkie emocje – powiedzial szczesliwy.

-Wojciech Kuczok: Cicho tam, do diabla! Niemcy i Norwegowie, znajcie umiar.
Gdyby as jakiejs druzyny pilkarskiej tlumaczyl porazke deszczem,
nierowna murawa, grzaskimi lysinami w polu bramkowym, narazilby sie na
sluszna szydere. Po to masz dwie serie, zeby moc sie odkuc za kiepski
skok albo zly wiatr Dziekujemy
Cicho tam, do diabla! Niemcy i Norwegowie, znajcie umiar. Napchaliscie
sobie kabzy tymi medalami na skoczniach i biezniach, raz sie nie udalo i
od razu „konkurs bez sensu”? Bo sie Polacy cieszyli jak dzieci, zamiast
przepraszac, ze zyja? Moze mieli sie zrzec zwyciestwa, zadac powtorki
konkursu albo oddac medale tym, ktorzy najglosniej protestuja?
Evensen, moglbys pan jeszcze skakac, zamiast dopiekac zwyciezcom. Trzeba
bylo siedem lat temu nie konczyc kariery tylko dlatego, ze dieta sie nie
podobala. Nie oburzaj sie, pan, teraz glupio, bo zaraz i we mnie sie
obudzi swiety oburz. Milczec, psiekrwie! Nie podgryzajcie nam
swiezutkich fundamentow najpiekniejszej legendy skokow narciarskich.
Powiadam wam, germanscy i normanscy niewdziecznicy, wyniki piatkowego
konkursu sa godne i sprawiedliwe. Jesli wam natura niemila, zbudujcie
sobie skocznie halowe, wtedy zawsze wygra ten, ktory skacze najdalej, a
nie ten, ktory umie sie z wiatrem ukladac. Tylko nie chcialbym tego
wtedy ogladac. Przewidywalnosc w sporcie nie przysparza widowni. W
piatkowe popoludnie swiat obejrzal najbardziej niezwykle zawody w
historii skokow narciarskich, na podium staneli nieprzypadkowo trzej
wybitni skoczkowie, przyczepiac sie nie ma do czego. Kubacki w zawodach
mikstowych, w tak zwanych normalnych warunkach na normalnej skoczni, tez
byl indywidualnie najlepszy. Ale na piatkowy tryumf zlozyly sie czynniki
pozasportowe, o ktorych az sie prosi, by dodac: pozarozumowe. By nie
rzec: metafizyczne. By kategorycznie nie rzec: Kubacki i Stoch sobie te
medale wymodlili.
Przed rokiem sobie felietonistycznie zadworowalem ze znaku krzyza,
czynionego przez Dawida Kubackiego przed kazdym skokiem, co zreszta
spowodowalo idiotyczne kruchciane wzmozenie w mediach. Ale kiedy w
kolejnych zawodach notorycznie przychodzilo mu startowac w najgorszych
warunkach, a w Pjongczangu, gdzie zapracowal na role faworyta
olimpijskiego, wrecz go zdmuchnelo z progu (Kubacki mowil wtedy, ze
czul, jakby mu ktos wrzucil worek cementu na plecy), bylo mi co najmniej
przykro. I pomyslalo sie: oto jest Hiob, ktory z niezachwiana wiara i
stoickim spokojem idzie po swoje. Nie uzala sie, nie krzywduje, nie
skarzy na los, bo zna swoje umiejetnosci i wie, ze nawet jesli nie oko
opatrznosci, to rachunek prawdopodobienstwa kiedys musi mu tego pecha
zrownowazyc szczesciem. I w piatek po czesci zrownowazyl. W pierwszej
serii nasi mistrzowie musieli wykazac sie niebywalym wyczynem, ze w tak
fatalnych warunkach (Stoch mial podmuch prawie 1,5 m/s w plecy,
skaczacemu tuz po nim Kobayashiemu wiatr zwolnil blisko o m/s!) i przy
grzaskich od mokrego sniegu torach najazdowych udalo im sie w ogole
wejsc do finalu.
W drugiej serii Kubacki po prostu odpalil petarde, choc „warun” mial
gorszy niz w pierwszej serii – owszem, najazd byl szybszy, ale wialo z
tylu jeszcze mocniej. Na 100-metrowych skoczniach roznice punktowe sa
sila rzeczy duzo mniejsze niz na duzych, przeto i szalone awanse
zdarzaja sie czesciej – wystarczy jeden skok wybitny i drugi niezepsuty,
by siegnac po medal.
Wszyscy w piatek mieli prawo narzekac, ale smiem twierdzic, ze skoki
najpiekniejsze sa wlasnie wtedy, gdy pogoda dostaje szmergla, a najlepsi
i tak wygrywaja. Wlasnie w takich konkursach trzeba wykazac prawdziwe
mistrzostwo i wszechstronnosc. Co to za lotnicy, ktorzy bija rekordy
swiata przy wietrze pod narty, a spadaja z progu, jak im zaduje w nery?
Co to znaczy „w tych warunkach nie dalo sie nic zrobic?”. Gdyby as
jakiejs druzyny pilkarskiej tlumaczyl porazke deszczem, nierowna murawa,
grzaskimi lysinami w polu bramkowym, narazilby sie na sluszna szydere.
Po to masz dwie serie, zeby moc sie odkuc za kiepski skok albo zly wiatr
– to sie nazywa sportowa zlosc, akurat w piatek byla niezbedna do wygranej.
Kubacki zasluguje na podziw tym bardziej, ze jemu nie raz i nie dwa aura
rzeczywiscie zabierala szanse, z czego nie wysnul na szczescie wniosku,
ze go pan Bog nie lubi, i w koncu przyladowal, kiedy sie tylko nieco
przejasnilo. Polacy znowu okazali sie mistrzami trudnych konkursow i
jest w tym jakis zapach narodowych mitow o niezlomnosci – wszak nasi
himalaisci tez najwiekszych wyczynow zaczeli dokonywac zima; my po
prostu umiemy omijac klody rzucane pod nogi, my lubimy, kiedy nam ktos
czyni wstrety. Kiedy konkurs skokow narciarskich staje sie szkola
przetrwania, wiadomo, ze Polacy beda w czolowce. Co oczywiscie nie
oznacza, ze w sloneczku i na bezwietrzu sa gorsi. Sa najlepsi na
swiecie. Najlepsi sprzyjaja szczesciu.

LEKKOATLETYKA
Dwa zlote medale w Glasgow! Swoboda i Wojciechowski triumfuja w
mistrzostwach Europy!
Drugiego dnia halowych mistrzostw Europy w lekkoatletyce w Glasgow dwa
razy triumfowali Polacy. Bialo-czerwoni w ciagu kwadransa wywalczyli
trzy medale. Zlote – Ewa Swoboda na 60 m i Pawel Wojciechowski w skoku o
tyczce, a srebrny, rowniez w tyczce Piotr Lisek.
Skok o tyczce to byl polski koncert. Lisek i Wojciechowski jako jedyni
pokonali 5,80 – choc ten pierwszy dopiero za trzecim razem przeskoczyl
5,65 – i miedzy soba stoczyli walke o zloto. Gdy Lisek przeskoczyl 5,85,
Wojciechowski, ktory mial probe nieudana, przeniosl dwie pozostale na
5,90. Za pierwszym razem sie nie udalo, ale za drugim poprzeczka juz nie
spadla. Mistrz swiata z 2011 roku poprawil o dwa cm rekord zyciowy w
hali i zdobyl swoje pierwsze zloto pod dachem.
Kwadrans po tym, jak rywale wysciskali Wojciechowskiego, Swoboda ruszyla
do walki w finale 60 m. I wygrala zdecydowanie, z wynikiem 7,09 – tylko
o setna gorszym od jej najlepszego w tym roku rezultatu! Dlugo nie mogla
uwierzyc w to, ze jest najlepsza…
To pierwsze zloto dla Polski na tym dystansie w HME. Wprawdzie 50 lat
temu sprint wygrala Irena Szewinska, ale dystans byl o 10 m krotszy, a
impreza nazywala sie… europejskie igrzyska halowe.
Medalu nie zdobyla Justyna Swiety-Erestic. Mimo ze z finalistek na 400 m
miala najlepszy czas, zajela ostatnie, szoste miejsce (52,64). A
zwyciezczyni Szwajcarka Lea Sprunger wynikiem 51,61 wyszla na pierwsze
miejsce swiatowych list w tym sezonie.
Wielkiej szansy na zdobycie medalu w skoku wzwyz nie wykorzystal
Sylwester Bednarek. Gdyby skoczyl 2,26 m – nawet w trzeciej probie
– bylby drugi. Niestety, zaliczyl tylko 2,22 m i zajal szoste miejsce. A
do medalu wystarczylo wlasnie 2,26 m. Tyle osiagneli srebrny i brazowy
medalista. Tak nisko dwaj medalisci ostatnio skakali w halowych ME w…
1981 roku. Poza konkurencja byl Wloch Gianmarco Tamberi – 2,32 m.

KOLARSTWO
Mateusz Rudyk zdobyl brazowy medal podczas mistrzostw swiata w
kolarstwie torowym w Pruszkowie.
W malym finale sprintu Rudyk zmierzyl sie z ubieglorocznym zlotym
medalista Australijczykiem Matthew Glaetzerem. Rywalizacja toczyla sie
do dwoch zwyciestw, a po pierwszym przejezdzie wydawalo sie, ze to rywal
Polaka prowadzi 1-0, bo pierwszy minal linie mety. Sedziowie uznali
jednak, ze Glaetzer zajechal droge Rudykowi i punkt przyznano
przedstawicielowi gospodarzy. W drugim przejezdzie napedzany przez chyba
najglosniejsza w przeciagu calych mistrzostw publicznosc Rudyk
wyprzedzil przeciwnika na ostatniej prostej.
Zloto w sprincie przypadlo Holendrowi Harriemu Lavreysenowi, ktory
wczesniej pokonal Rudyka w polfinale 2-1. W walce o mistrzostwo
Lavreysen dwukrotnie okazal sie lepszy od rodaka Jeffreya Hooglanda.
Niespelna 24-letni Rudyk od kilkunastu miesiecy nalezy do czolowki
najlepszych sprinterow globu. W sezonie 2017/2018 byl najlepszy w
klasyfikacji generalnej Pucharu Swiata, w sezonie 2018/2019 drugi. W
sumie ma na koncie trzy drugie miejsca w pojedynczych zawodach PS. Na
ubieglorocznych MS odpadl w cwiercfinale.
Braz Rudyka to jedyny medal dla Polski w trakcie mistrzostw swiata w
Pruszkowie. W ten sposob rzutem na tasme (bo to przedostatni rozdany na
tych MS komplet krazkow) udalo sie podtrzymac serie medalowych
czempionatow bialo-czerwonych. Od 2016 roku Polacy zawsze przynajmniej
raz stawali na podium.

PILKA NOZNA
23 kolejka
Slask Wroclaw-Zaglebie Lubin 2-0
24 kolejka
Jagiellonia Bialystok-Gornik Zabrze 2-2
Legia Warszawa-Miedz Legnica 2-0
Piast Gliwice-Slask Wroclaw 2-0
Wisla Plock-Cracovia 3-2
Zaglebie Sosnowiec-Korona Kielce 4-1
Wisla Krakow-Pogon Szczecin 2-3
Lech Poznan-Arka Gdynia 1-0
W poniedzialek Zaglebie Lubin-Lechia Gdansk

1.Lechia 49pkt
2.Legia 45 pkt
3.Jagiellonia 40pkt
4.Piast 40pkt
5.Lech 39pkt
6.Pogon 38pkt
7.Cracovia 36pkt
8.Korona 36pkt
9.Wisla Krakow 32pkt
10.Zaglebie Lubin 30pkt
11.Arka 25pkt
12.Slask 24pkt
13.Gornik Zabrze 24pkt
14.Miedz 24pkt
15.Wisla Plock 23pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 18pkt

-Koniec wyjazdowej niemocy. Pogon lepsza od Wisly w krakowskim
bombardowaniu!
Do 87. minuty pilkarze Pogoni Szczecin prowadzili 3:0 (mogli nawet w
wyzej), ale w samej koncowce Vullnet Basha zdobyl dwie piekne bramki i
zafundowal kibicom w Krakowie ogromne emocje. Na szczescie portowcy
wytrzymali probe nerwow i odniesli bezcenne zwyciestwo.
– Pogon jest faworytem do mistrzostwa Polski – mowil przed rozpoczeciem
rundy wiosennej trener Wisly Maciej Stolarczyk.
Slowa bylego pilkarza, szkoleniowca i dyrektora sportowego portowcow
byly przede wszystkim kurtuazyjnym uklonem w strone klubu, w ktorym
spedzil wiele lat, ale przy okazji zmotywowaly zawodnikow ze Szczecina
do pokazania sie pod Wawelem z dobrej strony.
Portowcy chcieli postawic milowy krok w kierunku wywalczenia miejsca w
grupie mistrzowskiej, odbic sobie pechowy remis z Korona Kielce z
poprzedniej kolejki i nareszcie przelamac slaba serie wyjazdowych
spotkan bez zwyciestwa.
Runjaic mial do dyspozycji wszystkich kluczowych zawodnikow, dlatego na
boisko w Krakowie wyszla najsilniejsza jedenastka, jaka na dzisiaj
dysponuje Pogon. Wisla chciala straszyc przede wszystkim sila
doswiadczenia na skrzydlach (Jakub Blaszczykowski i Slawomir Peszko).
Goscie mecz zaczeli z animuszem i juz w 8. minucie poteznie z rzutu
wolnego kropnal Zwonimir Kozulj. Pilka po strzale bosniackiego Chorwata
musnela poprzeczke. To bylo pierwsze i ostatnie ostrzezenie dla Wisly,
poniewaz w 22. minucie Pogon wyszla na prowadzenie. Kamil Drygas
zostawil futbolowke Radoslawowi Majewskiemu, ktory pieknie i precyzyjnie
przymierzyl z dystansu.
Mateusz Lis nie mial zadnych szans na skuteczna interwencje.
– Zabilbym Kamila, gdyby mi nie zostawil tej pilki – smial sie w
przerwie bohater Pogoni. – Trener przed meczem powiedzial mi, zebym
strzelal, no to strzelilem.
A to nie byl koniec znakomitych wiesci dla kibicow w Szczecinie. W 30.
minucie Maciej Sadlok zahaczyl w polu karnym Adama Bukse i sedzia Szymon
Marciniak po analizie VAR wskazal na jedenasty metr. Pewnym egzekutorem
okazal sie Drygas i ponad 17 tys. kibicow pod Wawelem pograzylo sie w
milczeniu.
Wisla w koncowce pierwszej polowy co prawda przejela inicjatywe i
probowala zdobyc kontaktowego gola, ale poza minimalnie niecelnym
uderzeniem Peszki z rzutu wolnego zabraklo jej konkretow.
– Teraz musimy jeszcze strzelic trzecia bramke i mozemy wracac „na
chate” – wypalil w przerwie wyluzowany Majewski.
Sprawa zostala zalatwiona (tak sie przynajmniej wydawalo) juz w 48.
minucie. Iker Guarrotxena huknal z daleka i portowcy prowadzili 3:0.
Potem mieli jeszcze kilka dogodnych okazji do podwyzszenia wyniku.
Probowal przede wszystkim Kozulj, ktory nie mogl przebolec, ze kolegom
udaly sie piekne strzaly z dystansu i za wszelka cene chcial im
dorownac. Najpierw zatrzymal go Lis, a potem znowu poprzeczka.
Pech Kozulja do 87. minuty wydawal sie niewielkim problemem dla kibicow
Pogoni, ale wtedy dwie piekne bramki w odstepie 120 sekund zdobyl Basha
i podniosl cisnienie u wszystkich fanow portowcow.
Koncowka byla niezwykle emocjonujaca, ale szczecinianie nie wypuscili z
rak zwyciestwa i awansowali na piate miejsce w tabeli ekstraklasy.
Pogon: Zaluska – Bartkowski, Malec, Walukiewicz, Nunes – Guarrotxena
(84. Delew), Podstawski (90. Fojut ZK), Drygas, Kozulj (87. Hostikka),
Majewski – Buksa.

-Gytkjaer zapewnil wygrana Kolejorzowi. Arka nadal w kryzysie.
Lech Poznan – Arka Gdynia 1:0. Bez blysku i fajerwerkow, ale skutecznie
i konsekwentnie – poznanska lokomotywa powoli wraca na wlasciwe tory.
Lech wygral drugi mecz z rzedu bez straty gola.
– Mecz z Arka bedzie duzo trudniejszy niz z Legia – przestrzegal przed
niedzielnym starciem Adam Nawalka. Przeciwko Legii jego zespol sie
przelamal, ale zastosowanej wowczas taktyki nie mogl przeniesc na
spotkanie z Arka. Wtedy Lech oddal rywalom inicjatywe i posiadanie
pilki, a sam skupil sie na skutecznej obronie i grze z kontrataku. Z
zespolem Zbigniewa Smolki to nie mialo racji bytu, bo gdynianie do
Poznania nie przyjechali po to, by prowadzic gre i dominowac.
Obawy Nawalki sie potwierdzily, Lech od poczatku spotkania musial grac w
ataku pozycyjnym, a w tym sezonie idzie mu to jak po grudzie. Kolejorz
meczyl sie niemilosiernie i nie mial zadnego pomyslu na ugryzienie
gdynskiej defensywy. Z ostatnich pieciu meczow Lecha z Arka przy
Bulgarskiej az trzy zakonczyly sie bezbramkowymi remisami i przez dlugie
minuty zanosilo sie na powtorke z rozrywki. Przebudzenie przyszlo
dopiero pod koniec pierwszej polowy, najaktywniejszy w szeregach
poznaniakow Kamil Jozwiak przedarl sie prawym skrzydlem i wylozyl pilke
Christianowi Gytkjaerowi, ktory takiej okazji nie mogl zmarnowac.
Dunczyk tym samym dopisal Arke do listy swoich ligowych „ofiar”, bo w
dotychczasowych trzech spotkaniach przeciwko druzynie z Trojmiasta goli
nie strzelal.
Chociaz Lech musial wystawic inne zestawienie obrony niz przeciwko
Legii, bo za chorego Wolodymyra Kostewycza do skladu po raz pierwszy
wiosna wskoczyl Piotr Tomasik, to drugi raz z rzedu udalo sie mu
zachowac czyste konto. – Najpierw efektywnosc, potem efektownosc –
deklarowal Nawalka jeszcze przed meczem. Efektywnosc juz jest, bo Lech
przy minimalnym wkladzie wyciagnal z meczu z Arka trzy punkty. Na
efektownosc przyjdzie nam jednak poczekac, bo od gry Kolejorza do przodu
wciaz bola zeby.

-Wlodarczyk: Lechia – sukces po cichu. Gdyby liderem byl inny zespol,
powstalyby peany [FELIETON]
Tomasz Wlodarczyk skupia sie w felietonie na liderze LOTTO Ekstraklasy,
Lechii Gdansk, ktora przed rozpoczeciem kolejki miala az siedem punktow
przewagi nad drugim zespolem w tabeli.
Zbigniew Boniek mowi, ze pieniadze lubia cisze i wedlug podobnej zasady
zdaje sie pracowac Piotr Stokowiec, ktorego musi cieszyc, ze Polska nie
rozplywa sie w zachwytach nad aktualnym stanem rzeczy w Gdansku. W
szatni Lechii panuje zasada, ze im mniej mowia, tym lepiej. A sukces
jest niewatpliwy. Schodki rozbudowywane co kolejke na tablicy wiszacej w
przebieralni juz nawet nie tyle ida w gore, co z kazdym tygodniem
przyblizaja do mety wylaniajacej sie na horyzoncie.
Wyzej byc sie nie da. Zespol wygodnie rozsiadl sie w fotelu lidera i
grzeje miejsce od jedenastu kolejek! W lidze tak chwiejnej, negatywnie
nieprzewidywalnej co do wynikow faworytow, gdanska stabilnosc trzeba
traktowac jako ewenement. W polskiej skali Lechia jest symbolem
dominacji, skoro nie przegrala juz szesnastu meczow z rzedu. W walce o
mistrzostwo trzeba ja traktowac jako absolutnego faworyta nie tyle przez
fakt zajmowanego miejsca, ale ogolny spokoj i balans wytworzony w
zespole. Wystarczy, ze ten bedzie robil, co robi do tej pory: swietnie
bronil i skromnie wygrywal.
Siedmiopunktowa przewaga nad Legia pozwala pomylic sie dwa razy, co na
czternascie spotkan przed zakonczeniem sezonu – przy stabilnosci, a z
drugiej strony przecietnosci grupy poscigowej – jest calkiem szerokim
marginesem bledu. Oczywiscie wszystko jest mozliwe, ale zdziwilbym sie,
gdyby w oprogramowanie zainstalowane przez Stokowca nagle wkradl sie
jakis powazny wirus.
Lechia jest liderem niedocenianym. Mowi i pisze sie o niej, ale szeptem
i malymi literami. Jestem przekonany, ze gdyby na jej miejscu byly kluby
z Warszawy czy Poznania, hurtowo powstawalyby peany analizujace
przyczyny tak skutecznej gry. Natomiast Lechie traktuje sie ze sporym
dystansem i niedowierzaniem, ze ta misja faktycznie moze sie udac. Gdy
slucham otoczenia, mam wrazenie, ze rywale ciagle traktuja ja, jakby za
chwile w tej maszynie mialo odpasc kolo. Tymczasem czesci psuja sie u
calej reszty.
Styl, w jakim zespol regularnie gromadzi punkty, nie powala na kolana,
ale cel uswieca srodki. Kolejnych rywali odprawia bez zbednych
fajerwerkow – na chlodno, co byc moze wplywa na slaba frekwencje w
Gdansku. Stokowiec ulepil ten zespol po swojemu. Na ksztalt, ktory marzy
sie wielu prezesom. Przeciwko Wisle Krakow w podstawowym skladzie
zagralo az osmiu Polakow, przy czym pilkarze z zagranicy (Kuciak,
Mladenovic, Paixao) mowia po polsku. Pozostaly zagraniczny zaciag to w
wiekszosci realne wzmocnienia. Do tego mamy kilka silnych charakterow i
pilkarzy doswiadczonych, ktorych w naszej lidze mozna nazwac gwiazdami,
jak Augustyn, Sobiech czy wspomniany Flavio. Potem wspieraja ich
pracusie (Kubicki), a na koniec w tym przepisie na sukces laduje
szczypta mlodziezy – Karol Fila (20 lat) bedacy o krok od powolania do
kadry U-21 i Tomasz Makowski (19 lat) – jedno z odkryc sezonu.
Srednia wieku zawodnikow z pola, ktorzy usiedli na lawce rezerwowych w
meczu Pucharu Polski z Gornikiem Zabrze, wynosila 19,6 lat! Nie dosc, ze
Stokowiec zrobil ekipe walczaca na dwoch frontach, na tu i teraz z
kilkoma odwaznymi mlodymi akcentami, to szykuje juz mocno grunt na
przyszlosc. Do tego nie wyglupia sie, nie macha szabla na konferencjach
i nie szuka wrogow. Pelen spokoj i kontrola. Jak na boisku.
Ponadprogramowo przez dwa okna transferowe mocno przewietrzyl klubowe
magazyny, pomagajac ksiegowym domknac Excela i splacic kilkumiesieczne
zaleglosci, co naturalnie tylko poprawilo atmosfere w szatni (i Komisji
Licencyjnej). W ten sposob, skladajac wszystko do kupy, Lechia zdaje sie
byc skazana na sukces. Choc, no prosze, sam ciagle w to nie dowierzam.

I LIGA
22 kolejka
Stomil Olsztyn-Tychy 2-0
Puszcza Niepolomice-Chojniczanka 0-2
Jastrzebie-Odra Opole 3-1
Rakow Czestochowa-Chrobry Glogow 1-0
Sandecja Nowy Sacz-Nieciecza 0-0
LKS Lodz-Garbarnia Krakow 3-0
Podbeskidzie-Stal Mielec 0-2
Bytovia-Warta Poznan 0-0
Wigry Suwalki-Katowice 1-0
1.Rakow 51pkt
2.Stal Mielec 40pkt
3.LKS Lodz 40pkt
4.Sandecja 39pkt
5.Jastrzebie 32pkt
6.Podbeskidzie 32pkt
7.Chojniczanka 32pkt
8.Puszcza 30pkt
9.Nieciecza 28pkt
10.Bytovia 27pkt
11.Tychy 26pkt
12.Odra 26pkt
13.Wigry 25pkt
14.Warta 24pkt
15.Chrobry 23pkt
16.Stomil 22pkt
17.Katowice 18pkt
18.Garbarnia 16pkt

PILKA RECZNA
-Cud w Danii! Czerwone kartki nie zatrzymaly Wisly, Nafciarze odrobili
straty i awansowali do 1/8 finalu LM.
Mimo nie zawsze obiektywnych sedziow, mimo czerwonych kartek dla Jose de
Toledo i Dana Racotea, szczypiornisci Orlenu Wisly dokonali cudu w
Silkeborgu! Zwyciestwo 27:20 (13:15) zapewnilo „Nafciarzom” awans do 1/8
Ligi Mistrzow.
Jak odrobic z nawiazka cztery bramki straty, poradzic sobie z pewnymi
swego Dunczykami i bez w sumie trzech czolowych graczy – w niedziele
pokazal trener Javier Sabate. Z pilkarzami recznymi Orlen Wisly dokonal
rzeczy nieprawdopodobnej, pokonal Bjerringbro-Silkeborg na jego terenie
27:20. I awansowal do TOP 16 Ligi Mistrzow, gdzie zagra z wegierskim
Pick Szeged.
-Pilkarze reczni PGE Vive Kielce po pasjonujacym meczu przegrali u
siebie z Telekomem Veszprem, ale i tak zajeli czwarte miejsce w grupie
A. A to oznacza, ze w ewentualnym cwiercfinale zmierza sie z PSG. PGE
Vive Kielce mimo tej porazki (trzeciej z rzedu jedna bramka!), zajelo
czwarte miejsce w tabeli, bo Rhein-Neckar Lowen przegral na wyjezdzie z
Barca Lassa 25:30. Oznacza to, ze mistrz Polski w drugiej rundzie
zmierzy sie piata druzyna grupy B.
pary II rundy Ligi Mistrzow:
MOL-Pick Szeged – Orlen Wisla Plock,
Telekom Veszprem – Sporting Lizbona,
Nantes – Rhein-Neckar L�swen,
PGE Vive Kielce – Motor Zaporoze,
Vardar Skopje – PPD Zagrzeb,
Flensburg – Mieszkow Brzesc.
Pary cwiercfinalowe:
PSG – PGE Vive lub Motor Zaporoze,
Barca Lassa – Nantes lub Rhein-Neckar Lowen,
Mieszkow lub Flensburg – Veszprem lub Sporting,
Pick Szeged lub Orlen Wisla – Vardar lub PPD Zagrzeb

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *