Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 29 września 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 261 (5190) 29 wrzesnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
-Po osmiu latach znow na podium ME! Brazowe medale siatkarzy
Reprezentacja Polski w meczu o brazowy medal mistrzostw Europy pokonala
w Paryzu Francuzow 3:0 i po osmiu latach wrocila na podium czempionatu
Starego Kontynentu.
W walce o medal mistrzostw Europy bialo-czerwoni zmierzyli sie z trzecim
z czterech w sumie gospodarzy turnieju. O ile w fazie grupowej bez
problemu pokonali w Rotterdamie Holendrow, to przed meczem z Francuzami
w Paryzu, musieli szybko zapomniec o dotkliwej porazce polfinalowej ze
Slowenia w Lublanie. To jednak Trojkolorowi byli w trudniejszej
sytuacji, bowiem po ich przegranej w polfinale z Serbia, mieli zaledwie
18 godzin na regeneracje przed spotkaniem z podwojnymi mistrzami swiata.
Okazalo sie, ze to zbyt malo przed meczem z polska ekipa, ktora w dwa
dni zdolala wrocic na swoj poziom.
– Polska po raz ostatni stala na podium ME w 2011 roku i zawsze jadac na
kolejne turnieje wszyscy marzyli o tym krazku. My teraz bardzo glosno
mowilismy o zlocie, bo czujemy sie druzyna, ktora na to stac. W Lublanie
zostalismy brutalnie sprowadzeni na ziemie. Staramy sie traktowac tamten
polfinal jako lekcje, z ktorej musimy wyciagnac nauke, co sprawi, ze
bedziemy nie tylko lepsi w meczu o braz, ale tez w dalszej czesci sezonu
i w konsekwencji – na igrzyskach olimpijskich w Tokio – mowil przed
meczem o braz jeden z asystentow selekcjonera Polakow, Michal Mieszko
Gogol. Na wyciagniecie lekcji bialo-czerwoni mieli tylko dwa dni, w
trakcie ktorych musieli przeniesc sie jeszcze z Lublany do Paryza. I
zrobili to, choc zlapanie rytmu w sobotnim spotkaniu chwile im zajelo.
Nawet jesli Polacy jak zawsze grali na wyjezdzie, to jednak mogli liczyc
na doping polskich kibicow. Czesc z nich zwrocila bilety zakupione na
niedzielny final – w nadziei, ze odbedzie sie on z udzialem
bialo-czerwonych – i zamienila je na wejsciowki na sobotnie spotkanie o
braz. Juz podczas hymnow przed rozpoczeciem meczu sila glosow
wykonujacych Marsylianke i Mazurka Dabrowskiego byla zrownowazona.
Pozniej wystarczylo, by balans zlapala polska druzyna, ktora po raz
drugi w tym sezonie w meczu o stawke rywalizowala z Francuzami. O ile
Trojkolorowi podczas sierpniowych kwalifikacji olimpijskich, nie mieli
za wiele do powiedzenia wobec rewelacyjnie grajacych Polakow, to jednak
przed wlasna publicznoscia chcieli siegnac po medal mistrzostw Europy.
Spotkanie bylo duzo bardziej zaciete niz to sierpniowe, choc plan
podobny – Polacy zagrywali w Earvina N’Gapetha, a Francuzi w Wilfredo
Leona, by oslabic wzajemna sile razenia w ataku. Francuski przyjmujacy
juz po dwoch setach mial na koncie 27 przyjetych zagrywek i…
81-procentowa skutecznosc! Leonowi pomagali koledzy, ktorzy brali na
siebie nieco odpowiedzialnosci w polu przyjecia serwisu, ktory to
element nie wypadal najgorzej w ogolnym rozrachunku (ponad 50% skutecznosc).
Dopoki Polacy mieli klopoty z zagrywka czy defensywa, Trojkolorowi mogli
brylowac. W pierwszym secie prowadzili nawet 19:17, ale wowczas trzy
punkty odrobili Polacy i to pomoglo im przechylic szale zwyciestwa na
swoja korzysc, a dzieki temu objac prowadzenie w calym spotkaniu. Michal
Kubiak i Wilfredo Leon rytmu w zagrywce oraz ataku nabrali pelnego rytmu
w drugiej partii. Leon wbijal gwozdzie w parkiet, a kapitan polskiej
kadry uratowal zespol w koncowce drugiego seta. Francuzi od swojego
prowadzenia 21:20 przegrali cztery kolejne akcje pozwalajac swietnie
atakujacemu Kubiakowi na doprowadzenie do pilki setowej. Rozgrywajacy
Fabian Drzyzga podobnie jak w polfinale malo rozgrywal do srodkowych,
ale sila ataku ze skrzydel opierala sie wlasnie na Leonie i Kubiaku. W
trzecim secie Francuzi nie zdolali ani na chwile objac prowadzenia, choc
ich trener Laurent Tillie siegal po kolejne zmiany, zwlaszcza zmieniajac
Benjamina Toniuttiego na Antoine’a Brizarda. Bialo-czerwoni wygrali
ostatecznie w trzech setach.
Polscy siatkarze po raz drugi w tym sezonie koncza wielka impreze na
trzecim stopniu podium. W lipcu w Chicago siegneli po brazowe medale
Ligi Narodow, ale wowczas pojechali tam rezerwowym skladem. Jednak
trzech zawodnikow z tamtej czternastki moze pochwalic sie drugim
krazkiem w tym sezonie – Marcin Komenda, Karol Klos i Maciej Muzaj.
POLSKA – FRANCJA 3:0 (26:24, 25:22, 25:21)
POLSKA: Drzyzga 2, Kubiak 14, Bieniek 6, Muzaj 8, Leon, 18, Nowakowski 5
oraz Zatorski (l), Wojtaszek (l), Konarski, Komenda. Trener: Heynen.

LEKKOATLETYKA
Joanna Fiodorow wicemistrzynia swiata w rzucie mlotem!
Joanna Fiodorow to zawodniczka po przejsciach. Na koncie ma dwa brazowe
medale mistrzostw Europy w rzucie mlotem, a teraz zostala w Dosze
wicemistrzynia swiata. Jej kariera przypomina sinusoide, przeplatana
dziwnymi sytuacjami, a nawet rodzinna tragedia.
Szczecin. Mistrzostwa Polski w lekkoatletyce w 2014 roku. Zarzad
Polskiego Zwiazku Lekkiej Atletyki oglasza sklad na mistrzostwa Europy w
Zurychu. Nie ma w nim wicemistrzyni Polski w rzucie mlotem Joanny
Fiodorow, ktora miala byc jedna z kandydatek do medalu. Dziennikarze sa
oburzeni i probuja walczyc o wyjazd tej zawodniczki do Szwajcarii. Kilka
dni pozniej Fiodorow zostaje wlaczona do reprezentacji. Dwa tygodnie
pozniej zostaje brazowa medalistka mistrzostw Europy.
Dwa lata pozniej w czasie mistrzostw Europy w Amsterdamie eliminacje
konczyla zalana lzami. Wszystko dlatego, ze dotarla do niej wiadomosc o
smierci ojca. W finale zajela dziewiate miejsce. Kilka tygodni pozniej
na igrzyskach w Rio de Janeiro zajela te sama pozycje. Zostala zrugana
wtedy przez owczesnego trenera Czeslawa Cybulskiego. Po tej imprezie
rozstala sie ze szkoleniowcem.- Tak naprawde po igrzyskach w Rio
chcialam zakonczyc kariere. Nic nie szlo w dobrym kierunku. Nie
cieszylam sie rzucaniem. Nie chcialam nawet tego robic. Wtedy moja
obecna trenerka Malwina Wojtulewicz powiedziala: Zaufaj mi, a ja zaufam
tobie, a przyjda efekty. I przyszly – opowiadala Fiodorow.
– Zmiana trenera wyszla mi na dobre. Wrocilam w moje rodzinne strony. To
byly najlepsze decyzje w moim zyciu. Zaczelam robic postepy. Mam
nadzieje, ze najlepiej bedzie na docelowej imprezie czterolecia, czyli
igrzyskach olimpijskich – dodala zawodniczka, ktora w tym roku skonczyla
30 lat.
To bylo interesujace polaczenie, bo obie panie sa dosc wybuchowe.
Polaczyla je jednak przyjazn, z ktorej zrodzil sie ten wielki sukces.
– Sa miedzy nami zgrzyty, ale zawsze sie dogadujemy. Czasami wybuchamy,
ale zaraz sie przytulamy. Malwina wspiera mnie od strony mentalnej i
psychicznej. I to jest najwazniejsze. Jest zawsze przy mnie. Przy
wzlotach, ale i przy upadkach. Tak samo jest z Wojtkiem. Dziekuje mojej
trenerce, bo jest najlepszym szkoleniowcem, a zarazem przyjaciolka pod
sloncem. Razem z nia i z Wojtkiem Nowickim tworzymy wspanialy team. Nikt
nikomu nie rzuca w nim klod pod nogi. To wzajemna wsparcie jest dla mnie
bardzo wazne – mowila swiezo upieczona wicemistrzyni swiata, ktora
pochodzi z Augustowa.
Przed rokiem w Berlinie po raz drugi w karierze zostala brazowa
medalistka mistrzostw Europy. Teraz osiagnela zyciowy sukces. Zostala
wicemistrzynia swiata. Juz pierwszym rzutem ustawila konkurs. Wynikiem
76,35 m pobila o 72 centymetry rekord zyciowy. Taki rezultat zawsze
dawal medal w historii MS.
– Po kwalifikacjach wiedzialam, ze stac mnie na pobicie rekordu
zyciowego. Nie wiedzialam jednak tak naprawde, co mi to da. Obiecalam
jednak walke i walczylam do konca – powiedziala Fiodorow, ktora
zanotowala najlepsza serie w karierze.
– Pierwszy rzut byl rewelacyjny. Potem za bardzo chcialam rzucic dalej,
bo podswiadomie myslalam o tym, by przebic DeAnne Price. Popelnialam
jednak za duzo bledow technicznych. To juz teraz jednak niewazne, bo mam
medal i w niedziele go odbiore. Bedzie fajnie – dodala.
Teraz zupelnie smialo moze myslec o medalu igrzyska olimpijskich.
– Dajcie mi jednak najpierw nacieszyc sie tym medale, a potem odpoczac.
Zima czeka mnie ciezka praca – przyznala.
Zapytana o to, komu chcialaby dedykowac ten medal, odparla, ocierajac
lzy z oczu: – Dedykuje go mojemu zmarlemu tacie. On nade mna czuwal.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
10 kolejka
Gornik Zabrze-Lech Poznan 1-3
Korona Kielce-Slask Wroclaw 1-0
Legia Warszawa-Lechia Gdansk 1-2
Rakow Czestochowa-Wisla Plock 1-2
Arka Gdynia-Piast Gliwice 0-0
Jagiellonia Bialystok-Pogon Szczecin 2-3
Wisla Krakow-Cracovia 0-1
W poniedzialek Zaglebie Lubin-LKS Lodz
1.Pogon 21pkt
2.Cracovia 19pkt
3.Lechia 19pkt
4.Slask 17pkt
5.Legia 17pkt
6.Jagiellonia 16pkt
7.Wisla Plock 16pkt
8.Lech 15pkt
9.Piast 15pkt
10.Gornik 12pkt
11.Wisla Krakow 11pkt
12.Zaglebie Lubin 9pkt
13.Rakow 9pkt
14.Arka 9pkt
15.Korona 8pkt
16.LKS 4pkt
-Pilkarze Lechii po raz pierwszy od szesciu lat wygrali w Warszawie z
Legia i zrobili to w naprawde swietnym stylu. Zwyciestwo 2:1 daly jej
gole stoperow – Michala Nalepy oraz Blazeja Augustyna. Gdanski zespol
awansowal na pozycje lidera Ekstraklasy.
– Chcemy zagrac ten mecz na swoich zasadach – mowil przed spotkaniem
Blazej Augustyn. Zreszta taka filozofia obowiazuje w gdanskim zespole od
poczatku sezonu, o czym nieraz mowil trener Piotr Stokowiec. Bez wzgledu
na rywala i miejsce rozgrywania meczu Lechia ma za zadanie zdominowanie
boiskowych wydarzen i kontrolowanie sytuacji.
Z takim nastawieniem bialo-zieloni przystapili tez do starcia z Legia.
Od poczatku grali bardzo spokojnie, bez paniki, trzymajac gospodarzy w
bezpiecznym dystansie od wlasnej bramki. Oczywiscie nie ruszyli do
huraganowych atakow, ale wygladalo na to, ze przygotowuje sobie po
prostu grunt pod dalsza czesc spotkania. Ot, neutralne, ale w pelni
kontrolowane wejscie w mecz.
Jednak w pewnym momencie wspomniany spokoj udzielil sie pilkarzom Lechii
az za bardzo. Konkretnie Karolowi Fili, ktory w niegroznej sytuacji
wylozyl pilke… napastnikowi Legii Jaroslawowi Niezgodzie. Skore
swojemu koledze ofiarna interwencja uratowal Augustyn, ale egzekucje
odroczyl tylko na moment. Po dosrodkowaniu z rzutu roznego Waleriana
Gwilii skutecznym strzalem glowa wynik otworzyl Mateusz Wieteska.
Paradoks futbolu: to co miala w planach Lechia, zrealizowala – z niemala
pomoca rywala – Legia.
Jednak stracony gol zupelnie nie wybil gdanszczan z rytmu. Wrecz
przeciwnie, wymusil u nich wieksza aktywnosc w ofensywie. Gre w srodku
pola swietnie kontrolowal Daniel Lukasik, niczym elektron krazyl wokol
niego wszedobylski Jaroslaw Kubicki, aktywne byly skrzydla. Wreszcie
wiecej niz tylko przeblyski mial Lukas Haraslin, ktory kilka razy zabral
na karuzele obroncow Legii. Przy tym wszystkim brakowalo jednak jakosci
w wykonczeniu akcji, zwlaszcza przy dosrodkowaniach. Jednak gra Lechii
mogla sie podobac.
Paradoksalnie do wyrownania doprowadzila w najprostszy mozliwy sposob,
znany raczej z boisk nizszych lig angielskich. Daleki wrzut z autu
Haraslina, umiejetne wybloki Artura Sobiecha i Augustyna, przytomny
strzal z woleja Michala Nalepy. Srodkowy obronca Lechii przerwal
trwajacy od kwietnia 2016 roku bramkowy post gdanskiego zespolu w
Warszawie (wowczas trafil Grzegorz Kuswik) i po raz kolejny potwierdzil,
ze potrafi swietnie zachowac sie w polu karnym rywala.
Chwile pozniej Lechia przeprowadzila akcje, ktora ostatecznie
przekonala, ze jej zawodnicy czuja sie na stadionie Legii komfortowo. Na
wysokosci swojego pola karnego zaczal ja Filip Mladenovic, a potem pilka
jak po sznurku wedrowala od nogi do nogi, az w koncu wyladowala na
glowie Macieja Gajosa. Zabraklo tylko nieco dokladniejszego strzalu. Ale
to sie ogladalo!
O tym, jak wygladala pierwsza polowa, najlepiej swiadczyla decyzja
trenera Legii Aleksandara Vukovicia, ktory juz w przerwie przeprowadzil
dwie zmiany. Efekt? Szybki drugi gol dla… Lechii. Dosrodkowywal Fila,
przedluzal Sobiech, fenomenalnie wykonczyl Augustyn. To byl mecz
stoperow! Zarowno Augustyn, jak i Nalepa rozgrywali kapitalne spotkanie,
nie tylko zdobyli po efektownej bramce, ale tez dzielili i rzadzili w
defensywie.
Lechia w kolejnych minutach w pelni kontrolowala sytuacje, choc w bardzo
nieprzyjemnych okolicznosciach stracila Nalepe. Zostal on poteznie
kopniety przez Jose Kante, co zakonczylo sie obfitym krwawieniem obroncy
bialo-zielonych i zlamanym nosem. Schodzac z boiska, wygladal on jak
bokser po ciezkim nokaucie, tymczasem napastnik Legii zobaczyl za swoj
wyczyn godny mistrza wschodnich sztuk walki tylko zolta kartke. Nie ma
watpliwosci, ze w tej sytuacji sedzia Szymon Marciniak powinien pokazac
kartke czerwona.
Miejsce Nalepy na srodku obrony zajal Kubicki, a Lechia stopniowo
zaczela coraz glebiej cofac sie do defensywy. Jednak – wciaz trzymajac
sie swojej zelaznej zasady – nie pozwalala legionistom na wiele, to nie
byla rozpaczliwa obrona Czestochowy. Kilka razy zrobilo sie co prawda
goraco po stalych fragmentach gry (m.in. Wieteska trafil w poprzeczke,
groznie dwa razy uderzal Kante), jednak ogolnie Legia byla w swoich
atakach dosc bezradna. Dopiero w samej koncowce przycisnela naprawde
mocno, groznie uderzal jeszcze Igor Lewczuk, ale wynik juz sie nie zmienil.
Lechia utrzymala prowadzenie do konca, odniosla tym samym czwarte ligowe
zwyciestwo z rzedu i pierwsze w Warszawie od szesciu lat (1:0 po golu
Pawla Buzaly).
Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa (62. Makowski), Augustyn, Mladenovic Z –
Lukasik, Kubicki – Haraslin Z (72. Peszko), Gajos, Udovicic (83. Flavio
Paixao) – Sobiech.

-Bez bramek i bez wielkich emocji – tak w skrocie opisac mozna mecz Arki
Gdynia z Piastem Gliwice. Jednak to gospodarze byli zdecydowanie blizej
zwyciestwa i przy lepszej skutecznosci mogli siegnac po pelna pule.
Arka w poprzedniej kolejce rozegrala najlepszy mecz w sezonie, pokonujac
na wyjezdzie LKS Lodz 4:1 (w tygodniu przegrala co prawda w Pucharze
Polski z I-ligowa Odra Opole, ale w mocno rezerwowym skladzie). Gdynscy
kibice liczyli wiec, ze w meczu z Piastem ich zespol pojdzie za ciosem.
Mocno sie jednak przeliczyli, gdyz pilkarze Arki rozegrali kolejny mecz
nijaki – nie slaby, nie dobry, ale wlasnie nijaki. Niby od czasu do
czasu udalo im sie rozegrac skladna akcje (wlasciwie w kazdej z nich
maczali palce zdecydowanie wyrozniajacy sie na tle ogolnej mizerii Davit
Skhirtladze oraz Michal Nalepa), niby poruszali sie po boisku zwawo,
jednak albo brakowalo skutecznego strzalu, albo cos zalamywalo sie na
etapie ostatniego podania. Wszystko bylo jakby niedorobione. Podobnie
bylo w przypadku duzo bardziej pasywnego Piasta. Dlatego choc momentami
mecz mogl sie podobac, czegos w nim brakowalo. I to nie tylko soli
futbolu, czyli goli, ale rowniez pieprzu i wielu innych przypraw.
Przed przerwa zdecydowanie najciekawsze zdarzenie zwiazane bylo z
nieuznana bramka dla Piasta (zdobyl ja Patryk Sokolowski). Sedzia Tomasz
Musial poczatkowo wskazal na srodek boiska, ale po interwencji VAR
(czyli Szymona Marciniaka) i obejrzeniu calej sytuacji na powtorce
zmienil decyzje. Asystujacy przy golu Gerard Badia byl bowiem na
spalonym w momencie wczesniejszego strzalu jednego ze swoich kolegow.
Tyle tylko, ze po drodze pilka odbila sie jeszcze od Skhirtladze, a
kluczowa byla w tym momencie odpowiedz na pytanie, czy Gruzin zrobil to
w sposob niekontrolowany, czy jednak zamierzony. W drugim wariancie gol
bylby prawidlowy, jednak sedzia uznal, ze to byla tzw. interwencja
obronna i w tej sytuacji slusznie bramke anulowal. Sytuacja ciekawa, acz
mocno kontrowersyjna i trzeba przyznac, ze Arka miala w niej sporo
szczescia.
Arka nieco aktywniej zagrala po przerwie, ale brakowalo kogos, kto poza
Nalepa wspomoglby Skhirtladze. Gruzin dwoil sie i troil, podawal,
strzelal, dryblowal, jednak summa summarum bez efektu. Nawet wowczas,
gdy wreszcie otrzymal wrecz idealne podanie – oczywiscie od Nalepy.
Akurat w tej sytuacji Skhirtladze zawiodl, gdyz uderzajac glowa z pieciu
metrow, po prostu musial zdobyc gola. Trafil jednak w bramkarza Piasta
Frantiska Placha.
Spotkanie zakonczylo sie zatem rozczarowujacym dla gospodarzy
bezbramkowym remisem, a to oznacza, ze wciaz nie moga sie oni wydobyc
sie ze strefy spadkowej. A w nastepnej kolejce zmierza sie na wyjezdzie
z rewelacyjna ostatnio Wisla Plock (najblizszy piatek, godz. 18).
Arka: Steinbors – Zbozien (84. Danch), Maghoma, Marciniak, Wawszczyk Z –
Budzinski, Vejinovic, Busuladzic (75. Deja) – Nalepa – Jankowski (87. Da
Silva), Skhirtladze.

-Portowcy odczarowali kolejny stadion w ekstraklasie. Po ponad szesciu
latach pokonali na wyjezdzie Jagiellonie Bialystok 3:2 i zachowali
pierwsze miejsce w ligowej tabeli.
– Trzy porazki i remis. Taki bilans meczow z Jagiellonia powoduje, ze
jestesmy bardziej zmobilizowani, zeby sie przelamac – zapowiadal trener
portowcow Kosta Runjaic.
Pogon do stolicy Podlasia przyjechala na koniec meczacego, tygodniowego
maratonu trzech spotkan. Wczesniej podopieczni Runjaicia zremisowali na
wlasnym stadionie z Gornikiem Zabrze 1:1 i skromnie ograli na wyjezdzie
drugoligowa Stal Rzeszow 1:0 w Pucharze Polski. Niedzielny mecz w
Bialymstoku mial byc zdecydowanie trudniejszym zadaniem.
Gospodarze w przypadku zwyciestwa mogli zepchnac szczecinian z pierwszej
pozycji w tabeli ekstraklasy i – biorac pod uwage historie ostatnich
spotkan w Bialymstoku – byli faworytami potyczki na Podlasiu.
Boiskowe wydarzenia szybko potwierdzily przedmeczowe przewidywania,
poniewaz w pierwszej polowie Jagiellonia z kazda minuta budowala
przewage. Klopoty portowcow zaczely sie w 20. minucie, kiedy po
dosrodkowaniu z rzutu roznego bliski szczescia byl Taras Romanczuk.
Potem bialostoczanie coraz bardziej spychali Pogon do defensywy. W roli
glownej wystapil napastnik Patryk Klimala, ktory wygrywal praktycznie
kazdy pojedynek szybkosciowy z Konstantinosem Triantafyllopoulosem.
Goscie mieli szczescie, ze pilkarz Jagiellonii najpierw byl na pozycji
spalonej (bramka nieuznana), a pozniej zostal zatrzymany przez
niezawodnego Dante Stipice.
W koncowce pierwszej polowy szczecinianie rozsypali sie juz zupelnie.
Najpierw fatalnie w znakomitej sytuacji przestrzelil Jesus Imaz, ale w
41. minucie druzyna Ireneusza Mamrota w koncu dopiela swego. Klimala
wystawil pilke Juanowi Camarze, a ten precyzyjnym uderzeniem otworzyl
wynik spotkania.
Do przerwy to byl zdecydowanie najnizszy wymiar kary dla Pogoni, ktora
odgryzla sie w zasadzie tylko minimalnie niecelnym strzalem Srdana
Spiridnovicia z dystansu.
Na poczatku drugiej polowy goscie znowu przezywali trudne chwile i
miedzy innymi Tomas Prikryl mial bardzo dobra okazje do podwyzszenia
wyniku. Znowu gora byl jednak Dante Stipica. Wydawalo sie, ze kolejne
gole dla Jagiellonii sa kwestia czasu, ale wtedy – po raz kolejny w tym
sezonie – do Pogoni usmiechnelo sie szczescie.
W 56. minucie, po sporym zamieszaniu w polu karnym (dosrodkowanie z
rzutu roznego), uderzyl Sebastian Kowalczyk, a pilka po drodze odbila
sie od jednego z rywali i zupelnie zmylila bramkarza gospodarzy.
Ten gol odmienil oblicze spotkania. Pogon zlapala wiatr w zagle i
zaczela atakowac. W 74. minucie kapitan portowcow znowu wystapil w roli
glownej i zostal sfaulowany w polu karnym przez Camare. Z jedenastu
metrow nie pomylil sie Adam Buksa i cos, co po pierwszej polowie
wydawalo sie niemozliwe, stalo sie faktem.
Szczecinianie zdazyli zreszta zadac jeszcze jeden cios i po efektownej
akcji rezerwowych (Santeri Hostikka – Adam Fraczczak) pieknego gola
zdobyl ten drugi.
Jagiellonia obudzila sie zbyt pozno i bramka w doliczonym czasie gry juz
niczego nie zmienila.
Pogon: Stipica – Bartkowski, Triantafyllopoulos, Zech, Matynia –
Kowalczyk, Kozulj, Dabrowski, Listkowski (62. Hostikka), Spiridonovic
(77. Fraczczak) – Buksa (88. Benyamina).

I LIGA
10 kolejka
Olimpia Grudziadz-Puszcza Niepolomice 1-1
11 kolejka
Tychy-Olimpia Grudziadz 2-3
Stomil Olsztyn-Podbeskidzie 1-0
Radomiak Radom-Stal Mielec 2-0
Sandecja Nowy Sacz-Chrobry Glogow 3-2
Puszcza Niepolomice-Nieciecza 0-3
Belchatow-Wigry Suwalki 3-0
Odra Opole-Zaglebie Sosnowiec 1-1
Warta Poznan-Miedz Legnica 2-1
Chojniczanka-Jastrzebie 3-1
1.Warta 23pkt
2.Radomiak 23pkt
3.Stomil 20pkt
4.Stal Mielec 19pkt
5.Podbeskidzie 18pkt
6.Olimpia Grudziadz 17pkt
7.Jastrzebie 17pkt
8.Miedz 17pkt
9.Tychy 17pkt
10.Nieciecza 14pkt
11.Chojniczanka 14pkt
12.Sandecja 14pkt
13.Puszcza 14pkt
14.Belchatow 14pkt
15.Zaglebie Sosnowiec 12pkt
16.Wigry 12pkt
17.Chrobry 7pkt
18.Odra 4pkt

-Nie wymagalem od Jurka Brzeczka, by stal sie Davidem Copperfieldem
polskiej pilki i po przejeciu „narodowej”, jednym pstryknieciem wszystko
odmienil na lepsze. Tak sie nie da. Smuci mnie to, ze zupelnie nie widac
pomyslu na ten zespol – podkresla Artur Wichniarek w felietonie dla
„Przegladu Sportowego”.
Stuknal rok pracy Jerzego Brzeczka z reprezentacja Polski. Gratulacje,
tego juz mu nikt z trenerskiego CV nie zabierze. Na dzis dwa wielkie
plusy przeslaniaja wszystkie minusy. Primo: awans do dywizji A Ligi
Narodow (z duza pomoca prezesa Zbigniewa Bonka), Secundo: jest tez jedna
noga w finalach przyszlorocznych mistrzostw Europy. Zatem
reprezentacyjna pilka sukcesami stoi.
No, a teraz na powaznie.
Dobrze to nie wyglada, choc poczatek kadencji byl calkiem obiecujacy. Na
dzien dobry fajny mecz, a szczegolnie pierwsza polowa przeciwko Wlochom
w Bolonii. To byli bialo – czerwoni dyktujacy warunki gry, co podkreslili
ladna, zespolowa akcja zakonczona golem Piotra Zielinskiego. Po tym
fakcie liczono, iz wlasnie on stanie sie reprezentantem, na ktorego
czekamy. Rowniez Mateusz Klich dal nam nadzieje, ze nareszcie znalazl
swoje miejsce w reprezentacji. Nadzieja pozostala nadzieja.
Pozniej rozpoczal sie powolny zjazd z malenkimi wyjatkami, jak ostatnie,
wyjazdowe spotkanie w Lidze Narodow przeciwko Portugalii czy bardzo
dobry mecz w Warszawie z Izraelem w kwalifikacjach EURO 2020. Stanowczo
za malo.
Nie wymagalem od Jurka Brzeczka, by stal sie Davidem Copperfieldem
polskiej pilki i po przejeciu „narodowej”, jednym pstryknieciem wszystko
odmienil na lepsze. Tak sie nie da. Smuci mnie to, ze zupelnie nie widac
pomyslu na ten zespol. Doprawdy przy najszczerszych checiach nie sposob
zauwazyc, by ta druzyna sie rozwijala. Tworza ja solidni gracze,
wspierani przez jedna z najwiekszych gwiazd XXI wieku – Roberta
Lewandowskiego, ktorzy po zgrupowaniach kadry wracaja do klubow i czesto
w nich blyszcza, w pelni uwalniajac potencjal. Czyli inaczej niz w
kadrze. Czy jest to tylko i wylacznie problem charyzmy oraz jakosci
trenera?
Dzis nie potrafimy stworzyc chocby wyrachowanej, wierzacej w swoje
umiejetnosci druzyny. Mecz ze Slowenia byl koszmarny. Pojechalismy tam w
roli lidera grupy, na boisku w Lublanie nie musielismy za wszelka cene
prowadzic gry, z miejsca rzucic sie do ataku – to gospodarze byli „na
musiku”. Wystarczylaby rozwaga i odpowiednio dobrana taktyka. Moim
zdaniem na jednego napastnika. Wiedzac, ze „Il Pistolero” chwilowo ma w
magazynku slepaki, wyszlismy z nim, a kiedy byl wiosna w wysmienitej
formie czesto siadal na lawce rezerwowych. Powinnismy zagescic srodek
pola, zeby maksymalnie utrudnic zadanie jedynej gwiezdzie zespolu
przeciwnika – Josipowi Iliciciowi. Tylko tyle. Okazalo sie, ze az tyle…
Rok to wystarczajaco duzo czasu, bysmy dostrzegli zmiany, poznali
wyrazna droge, ktora podaza kadra. A tu troche w lewo, pozniej w prawo,
nagle do tylu, w koncu gdzies w bok.
Z bliska obserwuje Niemcow. Szybko przegrali mistrzostwa swiata w Rosji.
Selekcjoner Joachim L�sw przygotowal wnikliwa analize wstydliwej porazki,
a ta zostala wzieta pod lupe przez DFB. Postanowiono dac trenerowi
kolejna szanse na reprezentacyjnym stolku. Dzieki temu, ze pozostawiono
mu wolna reke, przeprowadzil odwazne zmiany. Zrezygnowal z trojki,
podstawowych zawodnikow, liderow jego reprezentacji – Matsa Hummelsa,
Thomasa M�zllera, Jerome’a Boatenga. Kosztem wynikow, chociazby w Lidze
Narodow (z ktorej tak, jak my spadli i tak, jak my awansowali, dzieki
futbolowej dyplomacji) odmlodzil reprezentacje.
Owszem, Niemcy nie maja jeszcze wynikow, wciaz szukaja stylu, jednak
obrali konkretna trase i podazaja nia dajac szanse nowym, glodnym:
Jonathanowi Tahowi, Serge’owi Gnabry’emu, Leroyowi Sane, Leonowi
Goretzce, Lukasowi Klostermannowi, Niklasowi S�zle. Jasne, musza nabrac
doswiadczenia, lecz jak kierowac pretensje do L�swa, skoro podjal sie
budowy nowego zespolu, a projekt widac jak na dloni? Jaki zespol buduje
Jurek Brzeczek – nie mamy pojecia. Powolanie na ostatnie zgrupowanie
Krystiana Bielika, danie mu szansy – za to brawo. Minuty, podczas
ostatniego zjazdu kadrowiczow dostali Sebastian Szymanski i Dawid
Kownacki. I to jest nasz caly, ubogi, kapital nowosci po roku pracy.
Reszta po staremu.
Wielkim plusem jest liderowanie w grupie eliminacji EURO 2020. Jesli nie
dojdzie do katastrofy, wybierzemy sie na ten turniej. Co lepsze – miec
styl, a nie miec punktow, czy miec punkty bedac pozbawionym stylu? A
moze zamiast licytowac sie: miec punkty i widziec swiatelko w tunelu,
ktorym jest styl? Umowmy sie, ta grupa eliminacyjna jest prosta, jak
wlos Mongola. Przy tym potencjale ludzkim wygranie jej naprawde nie jest
zdobyciem K2.
Podkreslam – brakuje mi dlugofalowego pomyslu sztabu kadry na swoich
podopiecznych. Dla mnie wciaz niewybaczalna historia jest, iz Bartosz
Bereszynski gra na lewej stronie, a mamy zdrowego Macieja Rybusa. Z
sukcesem wychodzi w Lidze Mistrzow w podstawowej jedenastce, a nie moze
zagrac na swojej pozycji, czyli lewej stronie w reprezentacji? A tam,
gdzie powinien byc Rybus znalazl sie pilkarz, przyzwyczajony do wystepow
na „swojej”, przeciwnej, stronie defensywy. Jedna decyzja, a oslabione
sa dwa boki bloku defensywnego oslabione.
No i na wlasne zyczenie robi sie klopot, ktorego mozna latwo uniknac –
nie kombinowac! Powinnismy grac normalna pilke nozna. Z lewym obronca na
lewej stronie, a z prawym na prawej. Grajmy tak, jak gra caly swiat.
Budujmy zespol perspektywicznie, a nie na kazdy kolejny mecz.
Inny watek pojawiajacy sie od poczatku kadencji Brzeczka to historia z
non stop powolywanym Arkadiuszem Reca. Nie mam nic przeciwko temu
chlopakowi – ma talent. Jezeli zacznie grac, powinien byc w kregu
zainteresowan. Po perypetiach w Atalancie Bergamo przeprowadzil sie do
SPAL Ferrara. Zamiast jechac na zgrupowanie kadry (w ktorej dwa razy
zasiadl na trybunach) powinien zostac w klubie, trenowac z nowym
zespolem, poznac partnerow z boiska. A tak, po powrocie z Polski, zagral
przeciwko Lazio. Slabo, bez zrozumienia zespolu, poniewaz pojawil sie na
boisku po bardzo dlugiej przerwie bez grania.
Kiedys znalazlem sie w podobnej sytuacji. Przez siedem miesiecy
zaliczalem epizody, ale na szczescie do Arminii Bielefeld przyszedl nowy
trener i dal mi szanse. Doskonale pamietam – w meczu z Duisburgiem. No i
zagralem kompletny piach. Nie czulem boiska, zespolu, rytmu gry. Tyle,
ze mialem ogromne szczescie, bo po poteznym bledzie bramkarza zdobylem
gola. Przegralismy 1:2, jednak ja, napastnik po wielu miesiacach
wyciagniety z otchlani, zdobylem bramke. Dalem trenerowi argument, a
sobie nadzieje, zeby zbudowac siebie na nowo. Pozytywnie nakrecony w
nastepnych czterech meczach zdobylem siedem goli, a przez kolejne dwa
lata w sumie 50. Reca szczescia nie mial, a jeszcze mniej – Rafal
Pietrzak. Dostal szanse od selekcjonera na poczatku kadencji, powolany
na lewa strone obrony. Rywalizowal z Reca (Rybus byl wowczas
kontuzjowany). Wtedy Pietrzak wystepowal w krakowskiej Wisle. W niej
zostal dostrzezony i zatrudniony przez Belgow z Mouscron. Od tego czasu,
mimo ze gra w lidze, z ktorej, jesli dobrze kojarze, cztery zespoly
wystepuja w europejskich pucharach, z czego dwa w LM, powolania dawno
nie dostal. A gral, gra i mozna go rzetelnie ocenic! Widocznie dzis, w
oczach selekcjonera nie prezentuje poziomu reprezentacyjnego, bo jest
pomijany. Reca, miesiacami bez gry regularnie odbieral zaproszenia do
kadry. Wychodzi na to, ze lepiej nie grac, bo nie mozesz byc negatywnie
oceniony. Nie twierdze, ze Pietrzak prezentuje poziom reprezentacyjny,
ale ta sytuacja to dla mnie ogromny skandal. Tragikomedia z domieszka
braku logiki. Jaka to motywacja dla pilkarzy? Czy dowiemy sie, jakie
zasady obowiazuja przy powolaniach?
W eliminacjach mistrzostw swiata 2018 nasza reprezentacja zle nie grala,
ale przed turniejem w Rosji, Adam Nawalka bardziej skoncentrowal sie na
reklamach, niz trzymaniu na krotkiej smyczy reprezentantow. Zrobil sie
maly folwark, a rachunek wystawiono nam w Rosji. Jedno zastrzezenie: ta
kadra byla grupa zgranych, doswiadczonych zawodnikow. Grupe te nalezalo
przewietrzyc, uzupelnic o kilka nowych twarzy, dokonac pewnych korekt
(zastapienie Lukasza Piszczka). Na poczatku ubieglego roku szkolnego
Brzeczek zadebiutowal z reprezentacja we Wloszech. Po roku, z
przykroscia stwierdzam, ze promocji do nastepnej klasy nie zdal.
Niewiele pomoze tu awans do mistrzostw Europy. Zanosi sie, ze kolejny
raz, na duza impreze pojedziemy nieprzygotowani, gdyz dzis, niecaly rok
przed nia, absolutnie nie jestesmy.
Chcialbym mylic sie we wszystkich moich ocenach, jestem kibicem pilki
noznej, naszej reprezentacji. Sam bylem po drugiej stronie, krytyka
bolala, ale najczesciej miala na mnie konstruktywny wplyw. Czy tak
odbiora ja najwazniejsze osoby w polskiej pilce?

FORMULA 1
Brytyjczyk wygral 82. raz w karierze, Bottas zajal drugie miejsce, a
Leclerc – trzecie w grand prix Rosji.
Wyscigu nie dokonczyl Robert Kubica. Gdy z zakretu wypadl Russell,
rozbijajac bolid, chwile pozniej – na 30. okrazeniu – kamery pokazaly,
jak pracownicy Williamsa wciagaja do garazu bolid Polaka.
W klasyfikacji generalnej MS Hamilton ma 73 pkt przewagi nad Bottasem i
107 nad Leclerkiem. Do konca sezonu zostalo piec wyscigow. Najblizszy –
w Japonii, za dwa tygodnie.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *