Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 29 marca 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 88 (5354) 29 marca 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Kibice moga dobic zuzel! Wystarczy, ze rusza po pieniadze za karnety
Zuzel jest na ostrym zakrecie. Zima w dyscypline wkomponowano miliony
zlotych, a sezon moze w ogole nie ruszyc. Jezeli tak sie stanie, to jest
pytanie, co zrobia kibice? Czy rusza do klubowych kas po pieniadze za
karnety.
Jesienia kluby sprzedaly wiele karnetow. Na niektorych stadionach nawet
polowa miejsc jest juz zajeta! Srodki finansowe zostaly przekazane m.in.
zawodnikom na przygotowanie sprzetu. Zawodnicy kupili sprzet, zaplacili
tunerom, a sezon jest zawieszony. Sytuacja z koronawirusem powoduje, ze
coraz wiecej opinii jest takich, ze sezon moze w ogole nie ruszyc.
Co wtedy? Czy kibice, rusza do klubow po pieniadze za zwrot pieniedzy za
karnety? Tyle, ze kluby tych srodkow moga juz nie miec!
Niedawno sportowy swiatek obiegla informacja, ze w norweskiej lidze
hokeja na lodzie, kibice jednej z druzyn kupuja bilety na mecze, ktore
sie nie odbywaja. Chodzi oto, ze w ten sposob pomagaja klubowi przetrwac
trudny czas.
Co natomiast zrobia rozkochani w zuzlu Polacy? Czy odpuszcza srodki
wydane na karnety, choc nie obejrza zadnego meczu?
– Nie mozemy porownywac sie do Norwegii – mowi nam Jan Krzystyniak,
zuzlowy ekspert. – Wiemy jaki jest PKB u nas, a jaki tam. To
zdecydowanie bogatszy kraj. Poza tym hokej tez jest tam na wysokim
poziomie i jest sportem masowym. Swoja droga to sam sie zastanawialem
nad tym, co zrobia polscy kibice z karnetami, gdy sezon nie ruszy. Na
pewno trzeba zadac sobie pytanie, czy te karnety uratuja kluby?
– Nie mozna jednak kibicow stawiac pod sciana, ze maja zrzekac sie tych
pieniedzy – mowi Krzystyniak. – Musi byc to na zasadzie dobrowolnosci.
Jezeli znajda sie tacy, ktorzy bardzo kochaja klub, to moga te pieniadze
klubom darowac. Osobiscie wydaje mi sie, ze taka grupa kibicow bedzie
jednak niewielka. Wiekszosc bedzie chciala, aby pieniadze odzyskac.
Nalezy jednak pamietac, ze kibice tez moga znalezc sie w trudnej
sytuacji, zwlaszcza, gdy straca prace. Moga byc w trudniejszej sytuacji
niz kluby zuzlowe. Trudne czasy dopiero przed nami.
Zdaniem Jana Krzystyniaka, sytuacja, ze sezon zostanie odwolany, a
kibice rusza po pieniadze za karnety moze byc gwozdziem do trumny dla
klubow.
– To prawda – przyznaje Krzystyniak. – Kluby nie maja teraz zadnego
dochodu. Jedynym zywicielem jest kibic, ktorego nie ma, bo nie ma
zawodow. A pieniadze za karnety juz dawno sie rozeszly. Zawodnicy wzieli
je na przygotowanie sprzetu jeszcze w ubieglym roku. Ktos moze
powiedziec, ze skoro sezon nie ruszy, to powinni je zwrocic po to, aby
otrzymali je kibice na zwroty za karnety. Zawodnicy musza zachowac sie
fair. Musza miec sumienie. Jak sezon nie ruszy, to renegocjacja
kontraktow bedzie koniecznoscia.

-Jastrzebie konczy Lige Mistrzow nie czekajac na decyzje CEV!
– Jakie kary? Nie chce uzywac niecenzuralnych slow – mowi prezes klubu z
Jastrzebia-Zdroju.
Dzialacze Jastrzebskiego Wegla postanowili nie czekac na decyzje CEV i
wycofali sie z rywalizacji w tegorocznej edycji Ligi Mistrzow. – Nie
wyobrazam sobie grania w sytuacji, gdy w Europie szaleje koronawirus –
powiedzial w magazynie 7. Strefa w Polsacie Sport prezes Jastrzebskiego
Wegla Adam Gorol. To oznacza, ze nie dojdzie do skutku rywalizacja
Pomaranczowych z Trentino Itas w cwiercfinale Champions League. Pierwszy
mecz mial sie odbyc we Wloszech, ale ze wzgledu na epidemie po wielu
bojach zostal odwolany. Pozniej CEV zdecydowala, ze oba spotkania odbeda
sie na neutralnym terenie w Mariborze, ale i one zostaly przelozone na
czas nieokreslony. Europejska federacja zawiesila rozgrywki Ligi
Mistrzow, ale ich nie odwolala. Jastrzebianie postanowili wyprzedzic ten
krok.
– Kilku naszych zagranicznych zawodnikow wyjechalo juz z Polski, kolejni
pakuja bagaze. Z oczywistych wzgledow nie trenujemy i nie widze
mozliwosci dokonczenia Ligi Mistrzow. Niby jakim cudem, skoro w
cwiercfinale sa trzy zespoly z Wloch, a tam zmarlo juz w powodu pandemii
ponad tysiac osob. Powiedzmy sobie szczerze, to koniec tegorocznej Ligi
Mistrzow – mowi w rozmowie z „Przegladem Sportowym” Gorol.
Tymczasem wladze europejskiej federacji sprawiaja wrazenie jakby na sile
chcialy dokonczyc tegoroczne europejskie puchary. – Rozmawialem ostatnio
z kims waznym w CEV i dostalem informacje, ze z decyzja wladze federacji
wstrzymuja sie do 6 kwietnia. My tak dlugo czekac nie mozemy. Zawodnicy
sa rozbici fizycznie i mentalnie, nie trenuja, a sezon ligowy w naszym
kraju zostal zakonczony – tlumaczy szef klubu z Jastrzebia.
Pytamy, czy nie obawia sie kar ze strony CEV, jesli federacja
ostatecznie podejmie decyzje, by kontynuowac rozgrywki. Decyzje
jastrzebian moze wowczas potraktowac jak walkower. – Licze na rozsadek i
zrozumienie sytuacji. W tych okolicznosciach kary bylby… Nie chce
uzywac brzydkich slow, wiec powiem, ze bylby gleboko niesprawiedliwe –
mowi Gorol.
Szef klubu z Jastrzebia podtrzymuje chec zlozenia do CEV wniosku o
dopuszczenie do Ligi Mistrzow w sezonie 2020/21 wszystkich
cwiercfinalistow obecnej edycji rozgrywek. Dla Pomaranczowych to
szczegolnie wazne, bo jastrzebianie zajeli czwarte miejsce w PlusLidze i
nie zapewnili sobie udzialu w Champions League. Z polskich druzyn prawo
gry w prestizowych rozgrywkach uzyskaly: Grupa Azoty ZAKSA
Kedzierzyn-Kozle, VERVA Warszawa ORLEN Paliwa i PGE Skra Belchatow.

-Plan nie na dzis, ale moze na jutro. „Ten pomysl budzi duzo
watpliwosci, ma luki”
Nikt nie wie, co dalej z liga. Byc moze pomysl Michala Swierczewskiego
przyda sie w przyszlosci.
To pomysl o wysokim stopniu ryzyka, bo wystarczy jeden zakazony wsrod
skoszarowanych, a projekt zostalby przerwany. Mialby kosztowac okolo 20
milionow zlotych. Potrzebne byloby przede wszystkim zielone swiatlo od
ministra zdrowia, ktory zakazal dzialalnosci w sporcie. A dzis wydaje
sie, ze rzadzacy maja inne zajecia niz uchylenie drzwi dla ekstraklasy,
by konczyla sezon.
Wlasciciel Rakowa przekazal szczegoly swojego pomyslu prezesom
ekstraklasowych klubow, czesci mediow, a od kilku dni mozliwosc jego
wprowadzenia sprawdza z ramienia Ekstraklasy S.A. jej dyrektor
operacyjny, Marcin Stefanski. Organ zarzadzajacy liga o swoich
ustaleniach zapewne poinformuje zainteresowanych na czwartkowej
wideokonferencji.
Zbigniew Boniek w rozmowie z Onetem wyklucza jednak takie rozwiazanie. –
Projekt Rakowa jest utopijny, to po prostu mrzonka. Z calym szacunkiem
do pana Swierczewskiego, nie moze byc tak, ze cale miasto sie pali, a w
jednym domu organizujemy wesele. Powrot na boisko to scenariusz science
fiction z tej prostej przyczyny, ze nie mamy pojecia, kiedy epidemia sie
zatrzyma. Na razie caly czas jestesmy w fazie rozwojowej – argumentuje
prezes PZPN.
Z propozycja Rakowa zapoznal sie Maciej Bartoszek. – Dla mnie wazne, ze
zaczela sie dyskusja dotyczaca przyszlosci ligi. Musimy myslec, co
dalej, co z obecnym sezonem, co z przyszlym. Gratuluje odwagi panu
Swierczewskiemu, gratuluje inicjatywy. Ale budzi ona duzo watpliwosci,
ma luki – uwaza szkoleniowiec Korony. – Co, jesli zaczelibysmy
przygotowania, poddali sie kwarantannie, a dzien przed pierwszym meczem
okazalo sie, ze ktos ze skoszarowanych sie zarazil. Zbyt wielka jest
liczba niewiadomych, by dzis podejmowac takie decyzje – uwaza Bartoszek.
Podobnie uwaza Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczenstwa. – Na pewno to
nie jest propozycja na teraz. Na jej realizacje trzeba by poczekac, az
zacznie spadac liczba zachorowan w Polsce i mniej wiecej opanujemy
wirusa. W warunkach wzrostu zakazen nie ma najmniejszych szans na
granie. Ma ona kilka wad, ktore wymagaja dopracowania. Osiem tygodni
trzymania skoszarowanych pilkarzy to za dlugo, zwieksza sie ryzyko.
Trzeba byloby zastanowic sie nad krotszym formatem rozgrywek, ktory
pozwolilby szybciej zakonczyc granie. Do rozwazenia jest tez kwestia,
czy mecze musza odbywac sie na tak rozleglym terenie, jak zaproponowano.
Czy nie mozna go zawezic. Trzeba tez dopasowac mechanizmy podejmowania
decyzji, uzgodnic kwestie odkazania, dezynfekcji. To ogromna operacja,
ale przy zachowaniu scislych procedur bezpieczenstwa jest do
przeprowadzenia – przekonuje Samsel.
Bartoszek dodaje, ze druzyny raczej nie mialyby problemu z samym
skoszarowaniem na dwa miesiace, jezeli taka bylaby potrzeba. – Na
zimowych zgrupowaniach zdarza sie spedzac trzy tygodnie w jednym hotelu,
a nawet i cztery. Pod tym katem byloby to do zrealizowania. Ale mowimy
jednak o sporcie w czasach pandemii. Nawet przy dobrych checiach ryzyko
jest zbyt duze – mowi trener Korony.
Bartosz Rymaniak, jego byly pilkarz w Kielcach, a dzis obronca Piasta
mowi, ze on z kolegami dostosowaliby sie do zarzadzenia ligi. – Kazali
nam nie grac, to nie gramy, kazali siedziec w domach, to siedzimy. I
czekamy na wytyczne – krotko komentuje.
Michal Probierz co dwa-trzy dni zjawia sie w klubie. Przyznaje, ze
najgorsza jest niepewnosc. – W Krakowie zostali tez pilkarze
zagraniczni, nie moga wrocic do ojczyzn. A co, jesli za miesiac okaze
sie, ze jednak nie gramy? – pyta trener Cracovii.
W PZPN czy Ekstraklasie nie ma wariantow dotyczacych terminu powrotu
pilkarzy na boiska, bo byc ich nie moze. Sytuacja jest dynamiczna, rzad
wprowadza coraz mocniejsze obostrzenia. Paradoksalnie moze okazac sie,
ze pomysl Swierczewskiego, dzis chlodno przyjety przez wielu, okaze sie
pomocny za kilka miesiecy, gdyby np. wtedy trzeba byloby decydowac, czy
liga ma ruszyc, a warunki wciaz pozostawaly dalekie od normalnych. Tego
wykluczyc nie mozna. – Ktos moze nasmiewac sie z tego planu, ale
przeciez nie jestesmy pierwsi. Nad podobnym rozwiazaniem zastanawiali
sie tez w Bundeslidze – zwraca uwage Samsel.
– Warto pochylic sie nad pomyslem z Czestochowy, nie wyrzucac go do
kosza. I to wcale nie jest science-fiction, jak wielu moze wydawac sie
na pierwszy rzut oka. Bo gdybym 31 grudnia, przy skladaniu zyczen z
okazji nowego roku powiedzial, ze za trzy miesiace wszyscy bedziemy
siedziec zamknieci w domach, tez kazdy uznalby to za science-fiction. A
dzis taka jest rzeczywistosc. Zburzenie dwoch wiez World Trade Centre
wydawalo sie fantastyka najwyzszego gatunku, a jednak w obie wbily sie
samoloty pilotowane przez porywaczy.
Ekspert ds. bezpieczenstwa zwraca uwage, ze w zarzadzaniu kryzysem
pojawia sie efekt zobojetnienia. – Tego boja sie dzis Wlosi. Ze zastoj
bedzie trwal juz tyle, ze ludzie zaczna wychodzic z domu, otwierac
restauracje, bo stana sie obojetni. Jak w Donbasie. Tam dziwili sie, ze
trwaja walki, a piec kilometrow obok ktos urzadza grilla. Byc moze w
Polsce tez bedziemy musieli przyzwyczaic sie do obecnosci koronawirusa,
smierci w szpitalach i grania w tych okolicznosciach. Nawet jesli nie
uda sie wprowadzic pomyslu wlasciciela Rakowa teraz, to moze byc bardzo
dobrym wstepem do dyskusji. Bo przeciez nikt nie wykluczy, ze tak
wlasnie trzeba bedzie zaczac nowy sezon – kresli jedna z wizji Samsel.

-Ofensywni: Dzis nie padnie znane slowo na „k”. Dla poprawienia humoru
mamy za to anegdoty
W swoim cotygodniowym felietonie Ofensywni, czyli Lukasz Olkowicz i
Piotr Wolosik, postanowili podzielic sie z czytelnikami kilkoma anegdotami.
WOLOSIK: Mam pomysla! – jak mawial Ferdek Kiepski. Tradycyjnie postaramy
sie pojsc pod prad i nie wymienimy najpopularniejszego dzis slowa na
„k”. Nie, nie jest to slowko od lat traktowane przez czesc naszych
rodakow jako przecinek. To rzeczownik na „k” od kilku tygodni
zdecydowanie wypierajacy najpopularniejsze z polskich przeklenstw.
Ludzie i tak sa wystarczajaco zdolowani obecna sytuacja, wiec nie
bedziemy meczyc ich k…, to znaczy zaraza. Zatem dla poprawienia humoru
proponuje, bysmy rzucili pod dwie anegdoty. Swoje zaczerpnalem z
cotygodniowej rubryki „Pilka pod W(o)los” publikowanej po ligowej
kolejce. Brakuje mi jej, podobnie jak wspolautora, pana Janka. No
dobrze, jedziemy z usmiechem:
Niemal rok czekal trener Kiko Ramirez, by wziac rozwod z Wisla Krakow.
Zwolniony zostal jesienia 2017 i od tamtej pory chcial odzyskac nalezne
mu pieniadze. „Wislo, to byly moje pieniadze!” – domagal sie ich
hiszpanski szkoleniowiec, ktorego umowa z Biala Gwiazda obowiazywala az
do polowy czerwca 2019. Z Ramirezami nie ma zartow… Przypomniala mi
sie anegdota opowiadana przez lektora Tomasza Knapika: – Z nagrywaniem w
domu wiaze sie legenda o moim pseudonimie. Czytalem wtedy takie rozne
dziwne, czesto dzis kultowe rzeczy. Na przyklad taki magazyn dla mlodych
komputerowcow i graczy komputerowych, „Enter”. To byla taka epoka, ze
jesli w ogole mialo sie komputer, to najczesciej jakis ZX Spectrum,
rzadko cos lepszego. Zupelne poczatki. I w tym „Enterze” wystepowalem
jako Tomasz „Ramirez” Knapik. Skad sie wziela ta ksywa? Moj syn
opowiadal mi kiedys o jakims Zyziu. Pytam, kim jest Zyzio? A on mi mowi,
ze to ojciec Marcina, jego kolegi. Pytam: „A jak mnie nazywacie? „Nieee,
tato, daj spokoj…” – nie chcial mi powiedziec. Ale przycisnalem go,
wzialem na spytki. „No jak o mnie mowia?”. A on mi na to, ze… Ramirez.
Okazalo sie, ze kiedys jego koledzy wychodzili z jego pokoju na
paluszkach (bo przeciez tatus czyta obok jakis film) i uslyszeli moj
aksamitny baryton: „Ramirez, kur…, to byly moje konie!”. Widocznie
jakis western czytalem (smiech).
Teraz twoja kolej!
OLKOWICZ: Dobra, to ode mnie opowiesc, jaka uraczyl nas kiedys Lukasz
Piszczek w Dortmundzie. – Przed EURO 2008 znalazlem sie na liscie
rezerwowej kadry. Polecialem wiec z Ewa na wczasy, na Rodos byli tez z
nami znajomi, pilkarze – Mariusz Magiera i Sebastian Nowak. Hotel
wypelnil sie Niemcami, zagralismy z nimi dwa razy w pilke na
zmniejszonym boisku. Zwykla, towarzyska gierka miedzy turystami. Bylem
wtedy pilkarzem Herthy, swiezo po pierwszym sezonie w Bundeslidze. Nie
grozilo mi, ze ktos mnie rozpozna.
Moje wakacje skonczyly sie, gdy Kuba Blaszczykowski doznal kontuzji i
okazalo sie, ze mam leciec w jego miejsce do Austrii. Zaczynalo sie
EURO, pierwszy mecz gralismy z Niemcami. Ewa z towarzystwem zostala do
konca wczasow. Kilka dni pozniej razem z innymi goscmi hotelu zebrali
sie w wielkiej sali na ogladaniu meczu Polski z Niemcami. Przed nimi
usiedli Niemcy, znajomi z towarzyskich gierek. Popijali piwo, dopingujac
swoich.
Wybila 65. minuta meczu, zmienialem Wojtka Lobodzinskiego. Na wielkim
ekranie ukazalo sie zblizenie mojej twarzy.
A oni zglupieli. Obrocili sie, zeby spojrzec na grupe z Polski. A mnie
nie ma. Spogladali to na ekran, to na Ewe i reszte ekipy. Zaczeli
gestykulowac, przekrzykiwac sie. Ponoc miny mieli takie, jakby ducha
zobaczyli. Facet, ktorego znali z hotelowego boiska, kilka dni pozniej
znalazl sie tysiace kilometrow dalej i gral przeciwko ich rodakom.
WOLOSIK: No i moja historyjka numer dwa. Selekcjoner Janusz Wojcik jako
dowodzacy bialo-czerwonymi orlami sukcesow nie osiagnal, lecz zostal
zapamietany z cietego jezyka, no i tez wpadek od czasu do czasu.
„Postanowilem, ze dowolam do reprezentacji Kukulke i Kasztelana” –
oznajmil raz zebranym na konferencji prasowej. – Chyba Kukielke i
Kaliszana? – chcial doprecyzowac dziennikarz. „Jeden ch…, i tak grac
nie umieja!” – podsumowal Wojcik.
OLKOWICZ: Jak „Wujo”, to i reprezentacja olimpijska. A w niej swietne
mecze rozgrywal Rysiek Staniek. Po latach usiedlismy u niego na tarasie
domu w Beskidach, powspominalismy. – Wojcik to byl swietny organizator –
zaczal Rysiek. – A przy tym spryciarz. Juz w Hiszpanii wybuchla afera
zwiazana ze sprzetem. PZPN chcial, zebysmy grali w jakims Admiralu,
strojach fatalnej jakosci. Wojcik upieral sie przy Adidasie. Podobno
mial od nich dostac za to jakies pieniadze. Ale dzialacze byli
nieugieci, mial byc Admiral. Zamowienie skladal Wojcik. I wymyslil
chytry plan – jako bramkarza podal im Wojtka Kowalczyka. Po kilkunastu
dniach sprzet dotarl do Hiszpanii. Wojcik z bluza bramkarska dla Kowala
i numerem 20 pobiegl do Kazimierza Gorskiego, prezesa PZPN. „No niech
pan zobaczy, co oni nam przyslali. W tym to grac na pewno nie bedziemy”
– bezradnie rozlozyl rece. I zostal nam tylko ten Adidas.

-Quo vadis, rekordzistko? „Anita rozwaza teraz rozne opcje rezerwowe.
Jest silna kobieta, poradzi sobie”
Anita Wlodarczyk po rozstaniu z Krzysztofem Kaliszewskim musi szukac
innego trenera. Zglosil sie Czeslaw Cybulski.
Jedenascie lat wspanialych sukcesow osiaganych w niezwyklym duecie, a na
koniec porzucenie na pastwe losu – nie takich perypetii pod koniec
kariery spodziewala sie Anita Wlodarczyk. Najlepsza mlociarka swiata
zapewnia, ze chociaz trener Krzysztof Kaliszewski postawil na niej
krzyzyk, ona sie nie poddaje i nadal chce przygotowywac sie do igrzysk w
Tokio. Pytanie, kto jej w tym pomoze?
W Polsce jest jedno rozwiazanie, choc sama mysl o nim brzmi
niewiarygodnie. To Czeslaw Cybulski, ktory prowadzil Anite w latach
2004 – 2009, by przed mistrzostwami swiata w Berlinie pozegnac sie z nia w
atmosferze skandalu. 85-latek deklaruje jednak na lamach „Przegladu
Sportowego”, ze znow jest gotow podac Wlodarczyk pomocna dlon.
– Gdybym dostal taka oferte, raczej bym sie zgodzil – mowi legendarny
szkoleniowiec, ktory obecnie jest na emeryturze. Jego zdaniem rozstanie
z Anita w 2009 roku przebieglo w dobrej atmosferze. – Wspolpracowalo nam
sie niezle. Anita to tytan pracy i bardzo przykladala sie do kazdego
treningu. W moim prywatnym rankingu stawiam ja pod tym wzgledem na
drugim miejscu. Wyzej u mnie jest tylko Ireneusz Golda (olimpijczyk z
Moskwy – przyp. red.). Oboje odnosili sukcesy w innych sportowych
epokach, ale podejscie do pracy bylo u nich niemal identyczne – mowi
wieloletni trener kadry i zaznacza, ze Wlodarczyk pod jego skrzydlami
stac na trzecie olimpijskie zloto. Szkoleniowiec, wycofal sie juz z
wielkiego sportu, ale dla Wlodarczyk moze zmienic zdanie. – Na szczescie
zdrowie wciaz dopisuje i to jest wazne. Zawsze podkreslalem, ze jestem
gotowy do dzialania na rzecz Polski i polskiego sportu. Dlatego, choc w
karierze trenerskiej mialem 15 propozycji dobrych kontraktow za granica,
to zadnego nie przyjalem – mowi Cybulski, ktory pracowal m.in. z
Szymonem Ziolkowskim i Pawlem Fajdkiem. Czasu na przygotowanie sie i
dojscie do pelni zdrowia Anita ma teraz sporo. Pytanie tylko, czy bedzie
chciala.
Zadalismy je nowemu menedzerowi polskiej mlociarki Alfonzowi Juckowi. –
Anita rozwaza teraz rozne opcje rezerwowe. Jest silna kobieta, poradzi
sobie. Ale gdzie? Nie wiem, nie jestem zaangazowany w te poszukiwania –
mowi „PS” Slowak uwazany za bardzo wplywowa postac w tym swiatku.
Kontakty Jucka moga sie przydac, bo perspektywy w kraju Anita
niewatpliwie ma ograniczone. Na wspolprace z Joanna Fiodorow i
Wojciechem Nowickim albo Pawlem Fajdkiem, czyli dwoma najwiekszymi
ekipami mlociarskimi w Polsce, nie ma szans. Szymon Ziolkowski
teoretyzuje, ze wyzwania moglby podjac sie trener kadry juniorow Mikolaj
Rosa (uczen Kaliszewskiego) albo sam prezes PZLA Henryk Olszewski, gdyby
chodzilo o rozwiazanie dorazne. To jednak malo prawdopodobne.
Jesli Polka nie zdecyduje sie na wspolprace z Cybulskim, w gronie osob,
ktore moglyby pomoc Wlodarczyk, z aktywnych cenionych szkoleniowcow
pozostaje tylko Witold Kopron. To dziadek brazowej medalistki MS z
Londynu Malwiny. Pan Witold i jego wnuczka byc moze jako jedyni w
mlociarskim srodowisku nie maja do mistrzyni o nic pretensji. Co wiecej,
niedawno zgodnie powtarzali, ze sa wdzieczni jej i Kaliszewskiemu za to,
ze przed sezonem 2019 pozwolili im polaczyc sily i wspolnie
przygotowywac sie do walki w Dosze. Byli razem na kilku obozach, choc po
prawdzie, pan Kopron wystepowal tam raczej w roli ucznia.
Wlodarczyk, ktora skonczy w tym roku 35 lat, doskonale wie, jak
trenowac. Ale czym innym jest napisanie planu treningowego i
realizowanie cwiczen silowych, a czym innym fachowa analiza techniki
rzucania. Rekordzistka swiata miala racje, odmawiajac Kaliszewskiemu
wspolpracy na odleglosc, a prezes Olszewski nie przesadzil nazywajac
taka propozycje farsa. Sam byl trenerem rzutow i rozumie, jak wazne jest
spojrzenie szkoleniowca podczas zajec. Ktos po prostu musi byc blisko i
wychwytywac kazdy najmniejszy blad.
Niestety dla Wlodarczyk dekada pracy slynnego duetu zapisala sie w
historii sportu nie tylko medalami i chwala. To rowniez mnostwo
wydarzen, po ktorych teraz spora czesc srodowiska nie chce nawet
rozmawiac o Anicie. Wystarczy wspomniec kulisy pozegnania z menedzerem
Marcinem Rosengartenem w 2018 roku, majace swoj poczatek podczas zawodow
w Cetniewie. Obrazona za wpis Konrada Bukowieckiego w mediach
spolecznosciowych miotaczka postawila organizatorowi ultimatum: albo on,
albo ja. Tym organizatorem byl Rosengarten, a mityng odbywal sie ku
pamieci Kamili Skolimowskiej. Nie przyjechala.
Rok wczesniej mielismy „awanture alkoholowa” w Chula Vista. Wlodarczyk i
Kaliszewski wystapili w USA przeciwko calej grupie kolegow z
reprezentacji. Wylano wowczas duzo hejtu, obelg i oskarzen. Niektorzy
niesmak po tamtych wydarzeniach czuja do dzis, Anita tez zreszta chowa
uraze. Inaczej pewnie podczas mistrzostw swiata w Dosze pogratulowalaby
Fiodorow srebrnego medalu. Nie przepadaja za soba. Nowicki, kolega
Fiodorow z grupy treningowej Malwiny Wojtulewicz-Sobierajskiej, kiedys
prawie pobil sie z Kaliszewskim, a Fajdek pytania o te dwojke zazwyczaj
kwituje usmiechem.
Rozpadajacy sie wlasnie duet przez 11 lat uczciwie zapracowal na miano
jednego z najbardziej nieprzyjaznych teamow w srodowisku. Mozolnie
budowali mury z trofeow i mogli patrzec na wszystkich z gory. Teraz, gdy
trener z tej fortecy uciekl, zawodniczka zostala sama. A mur zburzyc ciezko.

-Kadziewicz: Najpierw trzeba pomoc tym najmniejszym [felieton]
Jedyna sluszna decyzja zostala podjeta. Igrzyska olimpijskie odbeda sie
nie pozniej niz latem przyszlego roku, a Polska Liga Siatkowki w sezonie
2019/20 nie wyloni mistrza Polski. Dla dobra wszystkich, kierujac sie
zdrowym rozsadkiem, nie bylo innego wyjscia.
Sport schodzi na drugi plan i staramy sie, zeby smiercionosny wirus
przestal siac spustoszenie. Konsekwencje poniesiemy wszyscy bez wyjatku.
Teraz potrzebujemy planu naprawczego i nie mozemy czekac, az sytuacja
sie unormuje. Trzeba dzialac natychmiast i przygotowac kilka wariantow,
aby chwile po zwycieskiej walce z wirusem miec ciekawa alternatywe
ratowania polskiej i swiatowej siatkowki. Na wariant zakonczenia ligi
przystali wszyscy zainteresowani. Prawdziwe schody zaczynaja sie w
momencie, gdy rozpoczna sie rozmowy na tematy finansowe. Jedyne slowo to
kompromis. Tu nie bedzie wygranych, ktorzy wyjda bez szwanku z calego
zamieszania.
Profesjonalny sport kojarzy sie z idealnie skonstruowana maszyna,
funkcjonujaca jak szwajcarski zegarek bez wzgledu na panujace warunki.
Teoretycznie tak, jednak lata zaniedban i zamiatania problemow pod dywan
w tym trudnym czasie moga obnazyc dlugo chowane niedociagniecia. W
Polsce nie mamy sportowca jako zawodu. Zawodnik bazuje na sprzedazy
swojego wizerunku, prowadzac dzialalnosc gospodarcza. Samozatrudnienie
jest najwygodniejsze dla klubow, nie chroni jednak sportowca. Takiej
umowy nie mozna ubezpieczyc na wypadek kontuzji, poniewaz nikt nie
wezmie odpowiedzialnosci za wyczynowca, ktory czesto piluje swoj
organizm do granic mozliwosci. Slowo kontrakt staje sie tylko umownym
pojeciem. Jestes zdrowy, grasz, to na koniec miesiaca wystawisz fakture.
Kiedy i czy zaplacimy – to juz kwestia drugoplanowa. Nie mozesz
marudzic, ze klub nie placi, bo takie sa zapisy w kontrakcie. Urzedu
skarbowego to nie interesuje: VAT, podatek dochodowy i ZUS trzeba
oplacac regularnie. Wiem, ze naraze sie wiekszosci spoleczenstwa, bo
sportowiec zarabia duzo i nie warto tracic czasu na dyskusje w temacie.
Nic bardziej mylnego. To jest moj swiat, w ktorym funkcjonowalem cale
zycie. Swiat, ktory karmi mnie rowniez po zakonczeniu mojej przygody.
Pytan rodzi sie bardzo duzo. Co z ministerstwem i stypendiami dla
zawodnikow przygotowujacych sie do igrzysk olimpijskich? Ci, ktorzy nie
maja kontraktow reklamowych czy umow z klubami, nagle straca jedyne
zrodlo utrzymania? Mowiac o planie naprawczym, mam na mysli instytucje,
ktore decyduja o ksztalcie i formie finansowania polskiego sportu.
Dzisiaj jestesmy rowni. Nie ma biednych i bogatych, a narazony jest
kazdy. Jezeli nie ty bezposrednio, to twoi rodzice albo bliscy. Wspolnie
nalezy walczyc o poprawe naszej sytuacji, a konflikty probowac rozwiazac
na drodze kompromisu. Boje sie jednak, ze najczesciej swiat sportu swoje
problemy bedzie rozwiazywal stara sprawdzona metoda… na huki. Masz sie
zgodzic bez dyskusji, a jak nie, to szukaj sobie innego zajecia, bo w
przyszlym sezonie nie dostaniesz licencji na granie. Rownosc w zyciu
codziennym warto czasami przelozyc na relacje biznesowe. Siatkarz nie
jest osoba fizyczna w tym sporze. Jest przedsiebiorca, ktory powinien
miec swoje prawa i byc chroniony przez panstwo. Ten problem trzeba
rozwiazac wspolnie, a nie uzywac argumentu, ze z powodu wirusa nagle
nasze umowy traca waznosc.
Czesto pokazuje palcem na szefow zwiazkow, ministra sportu czy prezesow
ligi. To sa liderzy. Ludzie, ktorzy w czasach dobrobytu dziela tort i
decyduja o ksztalcie rozgrywek, wyznaczajac kierunek rozwoju. Dzisiaj
przyszedl czas weryfikacji rowniez dla moznych. Najwyzsza pora upiec
tort i stworzyc warunki do tego, zeby kazdy mogl usiasc do stolu i
dostac swoj kawalek. Jeden z prezesow powiedzial, ze instytucje nie sa
bankami. Przypominam tylko, ze zostal wybrany nie dlatego, ze dobrze
wyglada w garniturze, jest lwem salonowym znajacym kilka jezykow. Rola
lidera to rozwiazywanie problemow i pomoc tym najmniejszym, ktorzy sa
podstawa calej piramidy. Mam nadzieje, ze polski sport nie okaze sie
kolosem na glinianych nogach.
——————————-
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *