Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 29 grudnia 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 347 (5274) 29 grudnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SKOKI NARCIARSKIE
TCS w Oberstdorfie: zwyciestwo Ryoyu Kobayashiego, trzecie miejsce
Dawida Kubackiego
Ryoyu Kobayashi wygral pierwsza odslone Turnieju Czterech Skoczni.
Najlepszy z Polakow byl Dawid Kubacki, ktory zajal trzecie miejsce.
W sobote skoczkowie rywalizowali w kwalifikacjach, ktore wylonily 25
par. W zawodach Turnieju Czterech Skoczni stosowany jest system KO –
lepsi z par awansuja do drugiej serii. Stawke uzupelnia pieciu
„szczesliwych przegranych”.
Pierwszym Polakiem na liscie startowej byl Maciej Kot. W serii probnej
Polak skoczyl 119 metrow i zajal 24. miejsce. Jego rywal, Czech Viktor
Polasek, osiagnal 104 metry i dalo mu to 48. lokate. Kamil Stoch, czyli
nastepny z Bialo-Czerwonych, skoczyl 128,5 metra i zajal finalnie 8.
pozycje. Na 44. miejscu sklasyfikowany byl jego rywal, Mackenzie
Boyd-Clowes z Kanady, ktory skoczyl 110 metrow.
Kolejnych dwoch Polakow los skojarzyl w jednej parze. Stefan Hula
osiagnal 121 metrow i byl 32. Rywalizujacy z nim Jakub Wolny zajal 43.
miejsce po skoku na odleglosc 116 metrow. Dawid Kubacki, kolejny z
Polakow, skoczyl 134 metry i zajal 6. lokate. Jego rywal, Austriak
Michael Hayboeck, wyladowal pol metra blizej i zostal sklasyfikowany na
7. pozycji.
Ostatni z Bialo-Czerwonych, Piotr Zyla, oddal skok na odleglosc 125,5
metra. Pozwolilo mu to zajac finalnie 17. miejsce. Anders Haare z
Norwegii, czyli jego rywal, skoczyl metr blizej i byl 19.
Najlepszy w serii probnej okazal sie Pius Paschke z Niemiec, ktory
skoczyl 135 metrow. Drugi byl Sloweniec Peter Prevc, a trzeci Niemiec
Karl Geiger.
Inauguracji Turnieju Czterech Skoczni nie bedzie milo wspominal Jakub
Wolny. Polak zostal zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon. Na
jego nieszczesciu skorzystal Stefan Hula, ktory byl jego rywalem w
rywalizacji KO. Pierwszy z nich zaliczyl 124 m, a drugi – 113,5 m. Z
awansu cieszyl sie zatem Wolny, a Hula niebawem stracil mozliwosc
udzialu w drugiej serii jako jeden z pieciu „szczesliwych przegranych”.
Tyle ze nastepnie przyszla informacja o dyskwalifikacji Wolnego za
kombinezon. Wobec tego awans do drugiej rundy uzyskal Hula, ktory po
pierwszej serii zajmowal 30. miejsce.
Na 28. lokacie plasowal sie Maciej Kot (124,5 m), ktory pokonal Viktora
Polaska (46., 113 m). 20. byl Kamil Stoch (124,5 m), ktoremu ulegl
Mackenzie Boyd Clowes (39., 119 m). O walce o czolowe lokaty mogl nadal
myslec Piotr Zyla (132 m). Na polmetku zawodow „Wewior” zajmowal siodme
miejsce, a jego wyzszosc musial uznac Anders Haare (36., 122 m). Na
czwartej pozycji byl z kolei Dawid Kubacki (132 m), ktory nie mial
wiekszych problemow z pokonaniem Michaela Hayboecka. Austriak uzyskal
129,5 m i awansowal jako jeden ze „szczesliwych przegranych”.
Po pierwszej serii prowadzil Ryoyu Kobayashi. Obronca tytulu sprzed roku
uzyskal 138 m i dzieki nocie 154,8 pkt. zdecydowanie wyprzedzal Karla
Geigera (135 m, 147,1 pkt.). Trzecie miejsce zajmowal Stefan Kraft (131
m, 145,6 pkt.). Kubacki tracil do Austriaka 1,8 pkt.
W drugiej odslonie Hula poprawil sie o 11 metrow, ale strata do
wyprzedzajacych go zawodnikow byla zbyt duza, by przesunac sie na wyzsza
lokate niz 30. Na swojej pozycji z pierwszej serii konkurs zakonczyl
rowniez Kot. 28. miejsce przypieczetowal skokiem na 117,5 m.
Znacznie poprawil sie z kolei Stoch, ktory tym razem zaliczyl 130,5 m i
zajal ostatecznie 19. lokate. Zyla w drugiej probie uzyskal 129 m, co
dalo mu piate miejsce. Dzieki skokowi na 133 m Kubacki awansowal na
trzecia pozycje.
Po zwyciestwo siegnal Ryoyu Kobayashi (134 m), ktory wyprzedzil Karla
Geigera (134 m).

LEKKOATLETYKA
Druzyna, ktora chce byc legenda – „Michal Chmielewski”
Kadra biegaczek na 400 metrow to zespol pelen sukcesow. Ale Polki maja
przed soba jeszcze walke o ten najwiekszy.
Medal olimpijski. Kto nie chcialby go zdobyc? Nawet w panstwach, gdzie
podczas igrzysk liczy sie je czasami w dziesiatkach i zawodnicy musza
dzielic sie uwaga kibicow, stajac na podium, zostaja bohaterami.
A w Polsce? Coz, ostatnie edycje tej imprezy przynosza nam tyle krazkow,
ze kazdy zdazymy dokladnie obejrzec, przeanalizowac i sie nim nacieszyc.
Wielu obserwatorow nie ma pewnie problemu, by wymienic wszystkich,
ktorzy je zdobyli. W sumie z olimpiad w XXI wieku nasi lekkoatleci
przywiezli ich dotad 13. Zenska sztafeta 4×400 metrow tez wkrotce chce
znalezc sie na tej liscie.
I chociaz powiedzenie, ze „sport jest fajny, dlatego ze jest
nieprzewidywalny”, zawsze bedzie mialo swoja moc, to „Aniolkow
Matusinskiego” (taki przydomek kadra otrzymala od nazwiska jej trenera
Aleksandra Matusinskiego) trudno nie uznac za kandydatki do podium.
Bialo-Czerwone ciesza nas kolejnymi osiagnieciami. W sporej mierze
dzieki wsparciu w ramach programow sponsorskich PKN ORLEN.
Ta historia niedlugo bedzie miala juz piec lat. W 2015 roku w halowych
mistrzostwach Europy czworka w skladzie Joanna Linkiewicz, Malgorzata
Holub, Monika Szczesna i Justyna Swiety po walce z Brytyjkami i
Francuzkami wyszarpala trzecie miejsce. Choc wczesniej panie tez krecily
sie blisko podium, to tamten wyscig w Pradze byl poczatkiem marszu od
podium do podium.
W 2016 roku Polki przywiozly srebro z halowych MS w Portland. Choc latem
tak rozowo juz nie bylo, to sezon pozniej w HME w Belgradzie dziewczyny
mialy juz zloto, do tego w sierpniu udowodnily swiatu wartosc, siegajac
po braz MS w Londynie.
– Trener to szarlatan, wystawia do finalu glebokie rezerwy! – nie
brakowalo takich glosow przed wyscigiem, do ktorego przystapila na
trzeciej zmianie anonimowa Aleksandra Gaworska. Wtedy jeszcze plotkarka
pobiegla wspaniale. – Wiedzialem, ze moze mi sie przydac. Do konca
utrzymywalem ja w gotowosci i prosze – Matusinski szybko i krotko
zamknal usta maruderom.
Sezon 2018 to kolejne popisy tej sztafety: srebro HMS, a w sierpniu
zloto ME na stadionie w Berlinie okraszone indywidualnym zlotem na 400
metrow Swiety (wystepujacej juz z drugim nazwiskiem Ersetic). Ale
historie, jakie Bialo-Czerwone napisaly w tym sezonie, wykraczaja poza
granice wyobrazni. Bo jak niby Europejki moga scigac sie bez kompleksow
z tuzinami tylu wspanialych biegaczek z innych kontynentow? Moga. Po
tym, jak znow zdobyly zloto w HME (tym razem na biezni w Glasgow), w
maju w Jokohamie po raz pierwszy w historii wygraly nieoficjalne
mistrzostwa sztafet – IAAF World Relays. Za rywalki mialy tam jedne z
najwybitniejszych lekkoatletek na tym dystansie. W wakacje, troche z
marszu, Polki pomogly reprezentacji w triumfie w druzynowych ME w
Bydgoszczy, a gdy na jesien wypracowaly szczyt formy, uzyly jej, zeby w
MS w Dosze finiszowac tuz za Amerykankami.
– Mowilysmy wam przeciez przed wylotem do Kataru, ze nie bierzemy brazu
w ciemno. My jestesmy slowne babki – mowila Iga Baumgart-Witan. Ona i
Justyna mialy tam zreszta wiecej powodow do radosci, bo jako jedyne
Europejki awansowaly indywidualnie do finalu rywalizacji na tym
dystansie. Po raz pierwszy w zyciu.
W sumie Iga i Justyna biegaly w Dosze jedenascie razy – trzy razy
indywidualnie, raz w sztafecie mieszanej, a Swiety-Ersetic dodatkowo w
eliminacjach 4×400 pan. Do finalu przystepowaly zmeczone, ale swiadome
szansy, przed ktora stoja. One do spolki z Holub-Kowalik, Patrycja
Wyciszkiewicz i biegajaca w eliminacjach Anna Kielbasinska (nie wolno o
niej zapominac) wykorzystaly ja, w dodatku wracaly do Warszawy z
podwojnym trofeum, bo dodatkowo z rekordem Polski. Od pazdziernika ten
wynik wynosi 3:21.89.
– Tak mi sie wlasnie zdawalo, ze nawet jesli dlugo nie udawalo im sie
skutecznie zaatakowac rezultatu poprzedniczek z 2005 roku, to jest w
nich tyle potencjalu, ze gdy w koncu tego dokonaja, to od razu z
miazdzaca roznica. I prosze, poprawily rekord az o 2.60 sekundy! To
milowy krok naprzod, a jesli beda ciezko pracowaly, stac je na jeszcze
wiecej – cieszyl sie komentator lekkoatletyki w TVP Sebastian Chmara.
Wiecej ma przyjsc w 2020 roku. „Wiecej” to jednak niekoniecznie kolejny
rekord, tylko podium olimpijskie w Tokio. Marzy sie zawodniczkom, marzy
sie kibicom, dzialaczom, trenerowi, wszystkim.
– Czesto sie o tym mowi, ale nie powinnysmy myslec za duzo o naszych
szansach. Po udanych MS nie brakuje glosow, ze bedziemy powaznymi
kandydatkami do medalu, ale ten trzeba sobie wywalczyc, a dopiero
pozniej sie nim cieszyc. Same mozliwosci walki to jeszcze za malo –
tonowala emocje Baumgart-Witan. – W roku igrzysk wszyscy beda trenowac
jeszcze ciezej. Kazdy chce tam wystartowac i sie pokazac. Dobrze, ze
mamy zaplecze w postaci mlodszych biegaczek. Tez maja swoje aspiracje,
robia postepy, zdobywaja medale. Czujemy ich oddech na plecach, co nas
motywuje – mowila z kolei Holub-Kowalik.
Matusinski, ktory otwarcie powiedzial na lamach „PS”, ze spelnionym
szkoleniowcem bedzie, dopiero gdy wroci z igrzysk z krazkiem, ma wielki
komfort pracy. Gaworska, ktora trapily kontuzje, znow jest coraz
szybsza. Ambitna Kielbasinska, ktora przeszla do 400 m z „dwusetki”,
chce walczyc o pierwszy sklad, a Natalia Kaczmarek latem zostala
mlodziezowa mistrzynia Europy. Glebia tej kadry jest imponujaca.
Druzyna, w ktorej na co dzien czesc zawodniczek szkoli sie z innymi
trenerami, jest juz po wakacjach i pierwszych zgrupowaniach. Po chwili
wytchnienia, a pozniej m.in. obecnosci na Balu Mistrzow Sportu
sprinterki znow rozjada sie po swiecie. Dzien po dniu beda sie meczyc,
padac na bieznie, pocic sie i denerwowac na bol. Wszystko po to, zeby 8
sierpnia 2020 roku o 21.30 lokalnego czasu stanac na starcie finalu
sztafety w Tokio i czuc, ze moze sie wszystko.

PILKA NOZNA
Wyscig zolwi w ekstraklasie. Liga przypomniala, jak bardzo jest
absurdalna – Radoslaw Nawrot.
Kiedy juz sie wydawalo, ze z polskiej ekstraklasy wylania sie jakis
sens, ze sa w niej mocni i slabeusze, przyszla ostatnia kolejka w tym
roku. I przypomniala: wolnego, to polska liga, logiki tu nie ma zadnej.
Ostatni przedwigilijny mecz ligowy byl ukoronowaniem tezy, ze w polskiej
lidze w zasadzie nic nie trzyma sie kupy. Oto typowana na czolowy zespol
ekstraklasy Lechia Gdansk, ktora rok temu o tej samej porze byla
zdecydowanym liderem rozgrywek – by nastepnie wiosna wszystko zmarnowac
i dac sie wyprzedzic nie tylko warszawskiej Legii, ale i Piastowi
Gliwice – miala do rozegrania mecz z Rakowem Czestochowa. A zatem z
beniaminkiem, ktory przegral juz 10 spotkan i walczy o to, aby nie
przyciagnela go jak magnes strefa spadkowa, jak to ostatnio bywalo z
niemal kazdym beniaminkiem. Latwa sprawa dla Lechii grajacej u siebie.
Wynik? 3:0, ale dla Rakowa.
Lechia Gdansk
Niespodzianki sie zdarzaja – ktos powie, poza tym Lechia Gdansk to
papierowy tygrys. Widziano w niej zespol, ktory wezmie rewanz za zeszly
sezon i teraz juz zostanie mistrzem Polski, a ona jednak zawodzi od
poczatku sezonu i jest dopiero siodma.
Drugim takim zespolem w ekstraklasie jest Jagiellonia Bialystok, ktora
od lat jest tzw. kandydatem do mistrzostwa i od lat nie daje sobie z tym
kandydowaniem rady. Jagiellonia – tak jak Lechia – nigdy tego tytulu nie
zdobyla, wiec walczy o rzecz absolutnie historyczna. Objela prowadzenie
po pierwszej kolejce tego sezonu i… to by bylo na tyle. Tegoroczne
rozgrywki bialostocki zespol zakonczyl spektakularnym wynikiem w meczu z
walczacym o utrzymanie Gornikiem Zabrze.
3:0 – rzecz jasna dla zabrzan.
Lech Poznan
Dorzucmy do tego grona jeszcze jednego fikcyjnego olbrzyma – Lecha
Poznan – ktory latem przebudowal swoj zespol niemal calkowicie. Kupil
nowych zawodnikow, wzbogacil druzyne o mlodziez, w szkoleniu ktorej z
Lechem w Polsce na razie wciaz nikt nie jest w stanie konkurowac
(dominacja na tym polu jednak dobiega konca, bo Pogon Szczecin, Zaglebie
Lubin, Cracovia czy takze Legia Warszawa rowniez zaczynaja szkolic
mlodych pilkarzy na duza skale).
Owszem, Lech od poczatku niczego nie obiecywal i mozna powiedziec, ze
slowa dotrzymal. W tabeli jest piaty. Trzeba jednak pamietac, ze latem
to wlasnie poznaniacy zaimponowali ofensywna, atrakcyjna gra, ktora ich
umiescila na pierwszym miejscu w tabeli, a ponad 30 tysiecy widzow – na
trybunach stadionu w Poznaniu. Do czasu jednak, bo jego koncepcja gry
ofensywnej w warunkach polskiej ligi szybko runela. Lech rozczarowal tak
jak Lechia czy Jagiellonia. Rok zakonczyl wymeczonym 1:1 u siebie z
jedna z najslabszych druzyn, Arka Gdynia. Dawny mocarz stal sie
przecietniakiem.
Wisla Plock
Przyjrzyjmy sie jednak innym zespolom, ktore okazywaly sie rewelacjami,
jak sie potem okazalo – chwilowymi. Wisla Plock, ktora po opanowaniu
klopotow na lawce trenerskiej (Leszek Ojrzynski musial zrezygnowac z
powodow osobistych, dzisiaj szkoleniowcem plocczan jest Radoslaw
Sobolewski) po trzynastej kolejce byla… liderem ligi. Oho, mamy w
polskiej lidze kogos, kto kroczy w gore, zamiast dolowac – przecierali
oczy kibice.
Dzisiaj Wisla Plock jest juz osma po serii szesciu meczow bez wygranej –
kolejny nonsens.
Pogon Szczecin i Slask Wroclaw
Plocka druzyne mozna uznac za ekstrawagancje, ktora po prostu miala
lepszy moment w pazdzierniku i stad tak jej wysoka pozycja. Mamy jednak
w ekstraklasie dwa zespoly, ktore przez wiekszosc sezonu naprawde
imponowaly – to Slask Wroclaw i Pogon Szczecin. Wroclawian prowadzi
czeski trener Vitezslav Lavicka, a Pogon – niemiecki trener o
chorwackich korzeniach Kosta Runjaic. Obaj zbudowali ciekawe – jak sie
zdawalo – ekipy oparte na niepolskiej mysli szkoleniowej. Oba te zespoly
byly kilkakrotnie liderami ligi.
Przyszla jednak ostatnia kolejka i oba przegraly. Slask zostal pobity
przez Cracovie, a Pogon (klub takze bez tytulu mistrzowskiego w
historii) najpierw ulegla chylacej sie ku spadkowi Wisle Krakow,
wreszcie przed Wigilia u siebie przegrala z Korona Kielce – kolejnym
zespolem walczacym o utrzymanie.
Pojawilo sie wiec pytanie: gdzie tu jakas elementarna logika?
Legia Warszawa
Idzmy dalej – zawstydzona w ostatnim sezonie Legia Warszawa, ktore
przegrala walke o mistrzostwo z Piastem Gliwice, rozpoczela sezon zle.
Pozycja trenera Aleksandara Vukovicia wisiala na wlosku. Legia to jednak
klub cierpliwy, ktory wie, ze im dluzej trwa sezon, tym bardziej sie
rozkreca. I rzeczywiscie, po przelomowym pokonaniu w Warszawie
poznanskiego Lecha (mimo jego prowadzenia) Legia rozpoczela serie
zwyciestw, w tym tak imponujacych jak 7:0 z Wisla Krakow, 5:1 z
Gornikiem Zabrze czy 4:0 z Korona Kielce. Ale juz np. Pogon dwa razy w
sezonie ograla Legie, co jest kolejnym dowodem na absurd polskiej
ekstraklasy.
Legia wdrapala sie w listopadzie na pozycje lidera, rozpychajac sie
miedzy Slaskiem i Pogonia. Przed ostatnia kolejka warszawski zespol mial
okazje rozgonic cale to marne towarzystwo i zakonczyc rok ze spora
przewaga punktowa nad reszta. Wystarczylo wygrac z Zaglebiem Lubin.
Prowadzila 1:0, ale rzecz jasna przegrala 1:2.
W ostatniej kolejce tego roku Pogon, Slask, Legia, Jagiellonia, Lechia,
nawet wciaz aktualny mistrz Polski Piast Gliwice przegrali swe mecze;
Lech ledwo zremisowal. Od ligi pod choinke dostalismy cenna wiedze: po
mistrzostwo Polski trwa wyscig zolwi. Wciaz zaden klub nie jest na tyle
mocny i sensownie zbudowany, aby lige – slabiutka, 28. w Europie –
zdominowac.
Gdyby zebrac wszystkich liderow ekstraklasy od pierwszej kolejki – a
byly to po kolei Jagiellonia, Pogon, Lech, Slask zmieniajacy sie z
Pogonia, Wisla Plock, Legia, ponownie Pogon i Slask, wreszcie na koniec
Legia – to w 20 kolejkach tylko cztery razy liderujacy zespol wygral
kolejne spotkanie.
Cracovia
Kto wie, czy w tej sytuacji najlepszego pomyslu na wygranie ligi nie ma
Michal Probierz. Jego Cracovia to zespol oskarzany o granie futbolu
najlepiej przystosowanego do polskich warunkow, z duza liczba wrzutek w
pole karne, z meczami niekiedy bez celnego strzalu (jak z Wisla Plock),
z mistrzowska destrukcja wszelkich poczynan rywali. Juz jest druga w
polskiej ekstraklasie, ktorej od lat mistrzem zostaje zespol najmniej
slaby i najrzadziej zawodzacy.
Do zobaczenia, ligo. Widzimy sie 7 lutego.

-O tydzien szybciej, niz pierwotnie zakladano, zakonczy sie sezon
2019/20 ekstraklasy. Z takim wnioskiem zwrocil sie do wladz ligi prezes
PZPN Zbigniew Boniek i zostal on przyjety.
Pierwotnie ostatnia kolejka ekstraklasy miala sie odbyc w dniach 22-23
maja przyszlego roku. Jednak zostanie ona przyspieszona o tydzien, na
dni 16-17 maja. Tradycyjnie w sobote zakonczy rozgrywki grupa spadkowa,
natomiast w niedziele mistrzowska.
– Prezes Polskiego Zwiazku Pilki Noznej zwrocil sie do Ekstraklasy z
wnioskiem o przyspieszenie zakonczenia rozgrywek w zwiazku z awansem
reprezentacji Polski do finalow Euro 2020 i przygotowaniami
organizacyjnymi do finalu Ligi Europy, ktory odbedzie sie w Gdansku 27
maja. UEFA prosila o udostepnienie stadionu w Gdansku jak najwczesniej,
aby murawa byla w najlepszym mozliwym stanie – wyjasnia Marcin
Stefanski, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Ta decyzja oznacza, iz final Ligi Europy nie bedzie mial wplywu na uklad
meczow w rundzie finalowej ekstraklasy. To ma szczegolne znaczenie dla
zespolu Lechii, ktory rozegra wszystkie spotkania zgodnie z tradycyjnym
rozkladem. Przy pierwotnym terminarzu mogloby sie na przyklad zdarzyc,
ze dwa ostatnie mecze rozegralaby na wyjezdzie.
Z drugiej strony w koncowce sezonu po raz kolejny nastapi znaczne
zageszczenie spotkan, co bedzie mialo duzy wplyw szczegolnie dla
zespolow, ktore awansuja do finalu Pucharu Polski (2 maja). Jednym z
nich moze byc Lechia – w marcu w spotkaniu 1/4 finalu gdanski zespol
podejmie Piasta Gliwice (dokladny termin nie jest jeszcze znany).
Aktualny terminarz rundy finalowej:
31. kolejka – 18-19 kwietnia (bez poniedzialku)
32. kolejka – 21-22 kwietnia
33. kolejka – 25-26 kwietnia
34. kolejka – 1 i 3 maja (trzy mecze w piatek, trzy mecze w niedziele),
mecze finalistow Pucharu Polski – 28-29 kwietnia lub 5-6 maja
35. kolejka – 9-10 maja (bez poniedzialku)
36. kolejka – 12-13 maja (wtorek i sroda – multiliga)
37. kolejka – 16-17 maja (sobota i niedziela – multiliga)

-„Smutny rok polskiej pilki” – Wojciech Kowalczyk
Nie wiem, ile dokladnie jest druzyn w polskiej pilce, nawet nie ma sensu
tego liczyc, bo klub moze istniec, ale zeby tam byla jakas choc troche
sensowna druzyna – no, niekoniecznie. Na pewno na szczeblu centralnym
mamy 52 zespoly. Za rok 2019 mozna pochwalic w jakikolwiek sposob dwa,
tak wiec srednia wychodzi nam dosc przygnebiajaca.
Chodzi mi o Piasta i Lechie. Nie co roku te ekipy zdobywaja trofea, a
tutaj zagarnely wszystko dla siebie – mistrzostwo, Puchar Polski,
Superpuchar.
Czy sa w kraju teoretycznie mocniejsze druzyny? Sa.
Czy sa bogatsze kluby? Sa.
Jednak tam jest „zero tituli”, a w Gliwicach i w Gdansku mozna sie bylo
chwile pocieszyc. Oczywiscie ta radosc zostala zmacona przez europejskie
puchary, dlatego nie mowia tutaj w kategoriach wielkiego sukcesu. Raczej
o pochwale w stylu rodzicielskim: ladny obrazek, synu, co prawda slonce
jest zielone, trwa zolta, natomiast brawo za starania.
Coz, reszta ekip nie postarala sie nawet o takie dzielo. I nie mowie
nawet o zdobywaniu mistrzostwa, bo mozna nic nie wygrac przez caly rok,
a i tak byc zadowolonym. Niestety Legia najpierw nie zrobila
mistrzostwa, potem grala momentami zawstydzajaco w pucharach, by odpasc
za sprawa jednej bramki (co jest dosc kuriozalne, biorac pod uwage
radosc z „zelaznej” defensywy). Lecha nie ma, ale to juz od paru lat.
Widzew nie awansowal z drugiej ligi do pierwszej, trudno to wrecz
skomentowac inaczej niz smiechem. Beniaminkowie Ekstraklasy szalu nie
robia – okej, jeszcze Rakow cos tam pokazuje, choc nie podbija
kibicowskich serc jak wczesniej Gornik, natomiast LKS”
Jest, ale zaraz go pewnie w tej umownej elicie nie bedzie.
Reprezentacje? Seniorska swoje zrobila, natomiast zeby kogokolwiek
przekonala, ze na Euro zagra wiecej niz trzy mecze? Chyba nikogo,
ewentualnie skrajnych optymistow. Mlodziezowka miala swoje piec minut na
Euro, ale tam do sukcesu trzeba bylo siedmiu, wiec nie udalo sie wyjsc z
grupy i bajki o Igrzyskach pozostaly tylko bajkami.
Jesli chodzi o indywidualnosci, to wiadomo, mamy Lewandowskiego,
Szczesnego (bodaj najwieksza szansa na zwyciestwo w Lidze Mistrzow z
Polakow) i w zasadzie tyle. Trojke moglby uzupelnic Milik, umiejetnosci
ma, natomiast nie ma zdrowia. Zielinski z kolei na odwrot (i ruszyli
obroncy tego talentu do klawiatur!). Szkoda Piatka, ale futbol widzial
tyle gwiazd jednego sezonu, ze w koncu musialo pasc na Polaka.
Teraz w kraju trwa podnieta Karbownikiem, co jest w sumie znamienne. Nie
mamy powodow do ekscytacji zwiazanych z dziesiatka czy napastnikiem
(takich na poczatku drogi), wiec cieszymy sie z bocznego obroncy z
ambicjami na pozycje numer szesc. Jakas nadzieja jest w Jozwiaku, ale
tylu podobno uzdolnionych skrzydlowych z Polski szturmowalo Europe i
przepadalo, ze ja mimo sympatii do chlopaka, wole poczekac.
No co ja wam bede mowil – nudny to dla nas byl rok. Ani wynikow, ani
wiekszych emocji. Ot, takie dwanascie miesiecy do odbebnienia. Licze, ze
kolejny bedzie ciekawszy, pierwsze wrazenia zmontujemy sobie – jak to my
– sami.
Jakim systemem tym razem zagra liga?!
Nie moge sie doczekac odpowiedzi!

-Koniec 2019 roku to nie tylko okazja do podsumowan mijajacych dwunastu
miesiecy, ale rowniez calej dekady. Z tego powodu opublikowano statystke
dotyczaca najlepszych strzelcow Bundesligi w minionych dziesieciu
latach. Na pierwszym miejscu plasuje sie Robert Lewandowski, ktory
zdeklasowal rywali.
Kapitan reprezentacji Polski na boiskach Bundesligi wystepuje od 2010
roku. Przez pierwsze cztery lata reprezentowal barwy Borussii Dortmund,
a nastepnie przeniosl sie do Bayernu Monachium. W 307 spotkaniach
Bundesligi byly zawodnik Lecha Poznan strzelil az 221 goli i tym samym
stal sie trzecim najskuteczniejszym pilkarzem w historii rozgrywek. W
tym czasie czterokrotnie cieszyl sie z korony krola strzelcow.
Polak widnieje na pierwszym miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelcow
Bundesligi w minionej dekadzie. Jego przewaga na drugim Marco Reusem
jest gigantyczna i wynosi 99 trafien. Podium uzupelnia klubowy kolega
„Lewego”, Thomas Mueller ze strata 114 bramek do polskiego napastnika.
Czolowa dziesiatke rankingu zamyka najwiekszy rywal Lewandowskiego o
korone krola strzelcow Bundesligi w tym sezonie – Timo Werner. Pilkarz
RB Lipsk w 205 meczach strzelil 81 goli. W obecnych rozgrywkach ma ich
18 i traci jedna bramke do Lewandowskiego.
Najlepsi strzelcy Bundesligi minionej dekady:
1. Robert Lewandowski (Borussia Dortmund/Bayern Monachium) 307
meczow/221 goli
2. Marco Reus (Borussia Moenchengladbach/Borussia Dortmund) 260/122
3. Thomas Mueller (Bayern Monachium) 314/107
4. Mario Gomez (Bayern Monachium/VfL Wolfsburg/VfB Stuttgart) 190/99
5. Pierre-Emerick Aubameyang (Borussia Dortmund) 144/98
6. Arjen Robben (Bayern Monachium) 192/95
7. Vedad Ibisevic (Hoffenheim) 269/93
8. Stefan Kiessling (Bayer Leverkusen) 230/90
9. Klaas Jan Huntelaar (Schalke 04) 175/82
10. Timo Werner (VfB Stuttgart/RB Lipsk) 205/81
Przypomnijmy, ze Lewandowski zostal niedawno wybrany pilkarzem roku
Bayernu w plebiscycie niemieckiej gazety „Bild”, a takze znalazl sie w
„11” dekady brytyjskich dziennikarzy Daily Mail.

SIATKOWKA
Leon: Nie chce mowic, ze jestesmy faworytem
Wilfredo Leon podsumowal najwazniejsze dla niego wydarzenia 2019 roku
oraz opowiedzial o pracy z trenerem Vitalem Heynenem i igrzyskach w
Tokio. – Mysle o nich od chwili wywalczenia awansu – przyznal.
Niedawno byl pan w Warszawie z Sir Sicoma Monini Perugia na meczu Ligi
Mistrzow z Verva i po raz pierwszy zagral w stolicy Polski…
Pare lat temu goscinnie kilka razy trenowalem z ta druzyna. Rok czy dwa
temu ogladalem z trybun jej mecz ligowy. Gospodarze niestety przegrali,
a – mowiac zartobliwie – ich szkoleniowiec nie omieszkal mi wypomniec,
ze byla to ich pierwsza porazka w sezonie. Powiedzialem: – Przepraszam
chlopaki, ale co moge zrobic? Nie moje wina, ze akurat dzis mieliscie
slabszy dzien.
Z trenerem Vitalem Heynenem pracuje pan i w kadrze Polski, i w klubie.
Na co dzien zachowuje sie dokladnie tak samo jak podczas sezonu
reprezentacyjnego?
Jest nieco inny, bo to zupelnie inna sytuacja. Na zgrupowaniach kadry
przygotowujesz zespol glownie z mysla o jednym lub dwoch turniejach. W
klubie zas masz caly sezon i musisz zadbac o wiele rzeczy, np. klopoty
zdrowotne zawodnikow, jak zareagowac w danej chwili na rozne trudnosci.
Z reprezentacja tez to robil, ale w krotszym czasie, a poza tym w niej
juz wszystkich znal, a do Perugii przyszedl dopiero jesienia. To tez
jego pierwsza praca w klubie tego formatu, a to nie jest latwe. Moim
zdaniem wszystko wyglada coraz lepiej, choc poczatki byly trudne.
Belg uchodzi za ekscentrycznego i specyficznego szkoleniowca. Niektorzy
zawodnicy opowiadali, ze potrzebowali czasu, by przyzwyczaic sie do jego
stylu. Jak bylo w pana przypadku?
Powiedzialbym tak….to czasem dobrze sie oglada, ale nie chce sie byc w
takiej sytuacji. Nie wszyscy sa zwolennikami tego, gdy ktos mowi bardzo
glosno i czasem jest naprawde ostry. Ale szanuje trenera, on dobrze zna
moj punkt widzenia na to i wszystko miedzy nami jest ok. Mielismy drobne
spiecie, ale jestesmy doroslymi ludzmi i wiemy, jak rozwiazac takie sprawy.
Konczacy sie rok byl dla pana wazny zarowno sportowo, jak i prywatnie.
Co pan glownie zapamieta?
Wiele rzeczy. Dlugo czekalem, by zagrac w reprezentacji Polski i
wreszcie to stalo sie faktem. Mam za soba tez pierwszy sezon w Perugii.
Moze nie byl najlepszy dla nas, bo nie obronilismy tytulu mistrza
Italii, ale drugie miejsce to tez niezly wynik. Zdobylismy Puchar Wloch,
a jesienia Superpuchar. Urodzilo sie tez moje dziecko, to najwazniejsze,
bo czekalem na nie z wielka niecierpliwoscia. Nie mowilem o ciazy zony
wczesniej zbytnio nikomu, chcielismy zachowac to w tajemnicy. A wracajac
do kadry, to wystapilem w trzech imprezach i stanelismy na podium w
kazdej z nich, co dla mnie bardzo wazne. Czekam na kolejny sezon
reprezentacyjny, z pewnoscia bedzie jeszcze lepszy.
Co panu najbardziej utkwilo w pamieci z ostatniego lata? Debiut,
wywalczenie awansu na igrzyska, brazowy medal mistrzostw Europy czy
drugie miejsce w wyczerpujacym Pucharze Swiata?
Formula mistrzostw Starego Kontynentu… Po raz pierwszy gralem w tego
rodzaju imprezie i to bylo wariactwo. Z tym turniejem wiaza sie dla mnie
pozytywne i negatywne wspomnienia. Plusem jest fakt, iz walczylismy o
ten braz. Slyszalem od kolegow, ze nieraz po przegraniu polfinalu
brakuje ducha walki w kolejnym spotkaniu i konczy sie poza podium. Nawet
jesli nie byl to dla nas najlepszy moment jako dla druzyny, to bylismy w
stanie walczyc, by zajac to trzecie miejsce. I zrobilismy to,
pokonalismy Francuzow na ich terenie. Poczatek nie byl latwy, ale nie
poddalismy sie. To bardzo istotne dla zespolu.
Na minus oceniam natomiast ten wystep z tej perspektywy, ze mielismy byc
w finale… Niestety, nie udalo sie. System tego turnieju to dla mnie
cos nowego, istne szalenstwo. Przenosilismy sie z jednego miejsca do
drugiego. Doszly klopoty z podroza do Lublany. Gdyby nie rzadowy
samolot, to moze nawet moze bysmy nie zagrali tego meczu, bo opoznienia
mogly byc bardzo duze. Wladze siatkarskiej federacji powinny to wziac
pod uwage nastepnym razem.
Kolejna edycja ME rowniez odbedzie sie w czterech krajach…
Pocieszeniem jest tylko to, ze jednym z nich bedzie Polska.
Nie wiem, czy to wiele zmienia. Wladze CEV musza pomyslec wczesniej o
planie gier, o tym, co moze sie wydarzyc. Nie moze dochodzic do tego, ze
niektorzy sa traktowani priorytetowo. Przykladowo, w tym roku Slowenia
az do polfinalu grala u siebie caly czas w jednej hali. Nie moze byc
takich roznic. Albo kazdy zespol gra w jednym miescie i sie nie
przenosi, albo wszystkich czekaja przeprowadzki. Federacja europejska
powinna o to zadbac.
Tuz po zakonczeniu tych mistrzostw w polskiej ekipie bylo dosc
powszechne rozczarowanie faktem, ze zdobyliscie tylko braz. Po kilku
miesiacach jest juz wieksza radosc z tego medalu?
Ja cieszylem sie nim od pierwszej chwili, bo to moj pierwszy wywalczony
z reprezentacja Polski. Kazdy medal jest dla mnie cenny, nawet jesli
tylko braz. To element mojej kariery i historii. Nie moge wiec
powiedziec, ze nie byl wazny.
Pojawily sie tez glosy, ze moze ten przegrany polfinal ze Slowenia
bedzie cenna lekcja przed przyszlorocznymi igrzyskami…
Zgadzam sie z tym. Pamietam podobna historie z czasow, gdy wystepowalem
w Zenicie Kazan. Wygralismy wowczas ponad 40 meczow z rzedu i czulismy
sie bardzo pewnie. Niespodziewanie przegralismy spotkanie z teoretycznie
slabszym rywalem i bylismy w szoku, jak to sie moglo stac. Libero mojej
druzyny Aleksiej Werbow powiedzial mi: „wlasciwie to dobrze sie stalo,
bo teraz wszyscy beda jeszcze mocniej pracowac na kolejne zwyciestwa”.
Wowczas zaskoczyl mnie takim podejsciem, ale mial racje. Zawodnicy
wzieli sie potem ostro do pracy i wrocilismy na droge sukcesow.
Jesienia zostal pan ojcem po raz drugi, wiec dysponowal juz
doswiadczeniem rodzicielskim. Jest duza roznica miedzy wychowywaniem
dwojki dzieci a jednego?
Ludzie przestrzegali mnie wczesniej, ze starsze moze byc zazdrosne o to
malenkie i mowili, ze moze sie wiele nowych spraw pojawic. Na szczescie
u nas nie bylo z tym problemu. Jestem bardzo dumny z mojej corki,
okazuje duzo milosci swojemu bratu. To, przed czym mnie ostrzegano, u
nas sie zupelnie nie sprawdzilo.
Czekal pan na narodziny drugiego potomka i na debiut w Bialo-Czerwonych
barwach, teraz pora na pierwszy wystep w igrzyskach. Wybiega pan juz
myslami do przyszlorocznych zmagan w Tokio?
Zaczalem myslec o tej imprezie w momencie, kiedy tylko wywalczylismy
kwalifikacje. To moje marzenie. Daje z siebie wszystko na treningach i w
meczach oraz dbam o siebie, bo chce byc gotowy i w najlepszej mozliwie
formie na Tokio. To wyjatkowe wydarzenie, zupelnie inne od wszystkich
pozostalych zawodow. Wielu sportowcow z roznych dyscyplin znajdzie sie w
tym samym miejscu i bedzie walczyc o najbardziej prestizowe laury.
Przed ME polska druzyna byla wskazywana jako faworyt. Przed igrzyskami
tez tak bedzie?
Nie cierpie, kiedy ludzie wskazuja faworytow. To sprawia, ze oczekiwania
sa ogromne, a jesli potem cos nie wyjdzie, to zaczyna sie szukanie, kto
zawinil. Nie zgadzam sie wiec z takim okreslaniem nas. Jestesmy wysoko w
rankingu i wszyscy wiedza, ze mamy mocny zespol, ale nie chce mowic, ze
jestesmy faworytem. Powiedzialbym, ze kazdy jest faworytem, jesli dostal
sie do turnieju olimpijskiego. My – jak wszyscy pozostali – bedziemy
walczyc, by odniesc sukces.
Heynen czy kapitan Michal Kubiak twardo deklaruja, ze poleca do Japonii
po zloto…
Ale to zupelnie co innego, gdy mowisz jestem jednym z faworytow, a ze
bede walczyl z wszystkich sil o zloto. W tej kwestii mam takie samo
nastawienie jak oni.
Trener Bialo-Czerwonych latem dbal, by wszyscy siatkarze ogladali
codziennie kartki z liczba dni pozostalych do finalu turnieju
olimpijskiego w Tokio. Wie pan, ile jeszcze ich zostalo?
Dokladnie nie pamietam w tej chwili, ale wiem, ze jest ich ok. 220. Moj
umysl nie moze sie teraz zbytnio skupiac na tej liczbie, ale po sezonie
klubowym powiem „ok, pora zaczac odliczac dni”. To bedzie maj, wiec do 9
sierpnia – a tym bardziej do rozpoczecia igrzysk 24 lipca – bedzie juz
malo czasu. Czekam na to.
———-
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *