Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 28 października 2018

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XV nr 284 (4975) 28 pazdziernika 2018 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
12 kolejka
Cracovia-Gornik Zabrze 2-0
13 kolejka
Jagiellonia-Legia Warszawa 1-1
Lechia Gdansk-Arka Gdynia 2-1
Miedz Legnica-Slask Wroclaw 0-5
Pogon Szczecin-Lech Poznan 3-0
Wisla Plock-Piast Gliwice 1-1
Gornik Zabrze-Zaglebie Lubin 2-0
Korona Kielce-Cracovia 0-1
W poniedzialek Wisla Krakow-Zaglebie Sosnowiec
1.Lechia 25pkt
2.Jagiellonia 24pkt
3.Legia 23pkt
4.Piast 22pkt
5.Wisla Krakow 21pkt
6.Lech 20pkt
7.Korona 19pkt
8.Arka 17pkt
9.Zaglebie Lubin 17pkt
10.Pogon 16pkt
11.Slask 15pkt
12.Cracovia 13pkt
13.Wisla Plock 12pkt
14.Gornik Zabrze 12pkt
15.Miedz 12pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 10pkt
-Wszystko po staremu: Lechia wygrywa derby z Arka.
Tradycja zostala zachowana, Arka Gdynia jak zwykle dostala w leb w
derbach Trojmiasta. Mozna mowic, ze pechowo, bo dopiero w jednej z
ostatniej akcji, ze gospodarze tez nie rozgrywali wielkiego meczu, ale
ogolnie byla to porazka zasluzona. Lechia Gdansk po raz piaty z rzedu
gora w tym prestizowym starciu.
Bardzo mozliwe, ze spotkanie potoczyloby sie zupelnie inaczej, gdyby
Maciej Jankowski w 12. minucie nie znajdowal sie na spalonym po fatalnym
bledzie Zlatana Alomerovicia. Bramkarz Lechii dostal pilke po wyrzucie z
autu i trafil nia w Aleksandyra Kolewa, dzieki czemu jego kolega mogl
skierowac futbolowke do siatki. Sedzia Bartosz Frankowski w pierwszym
odruchu gola uznal, ale powtorki jednoznacznie wykazaly, ze Jankowski w
momencie nabicia Kolewa byl przed linia pilki.
To byl poczatek kuriozalnych scen. Gol dla gdanszczan padl, poniewaz
Blazej Augustyn po dosrodkowaniu Filipa Mladenovicia (bardzo dobry
wystep) z rzutu roznego zamiast glowa trafil w pilke plecami, co
zupelnie zaskoczylo Pavelsa Steinborsa. Relacje na linii pilka-glowa
Augustyna byly tego dnia wyjatkowo napiete, bo niedlugo potem we wlasnym
polu karnym obronca Lechii najpierw zle wybijal futbolowke, ta dlugo
spadala i wydawalo sie, ze Augustyn spokojnie wyjasni wszystko glowa.
Zamiast tego jednak dostal pilka w reke. Sedzia Frankowski znow najpierw
puscil gre, dopiero po chwili skorzystal z VAR-u. Tym razem skorzystala
na tym Arka. Jedenastke pewnie wykorzystal Michal Janota, co nie zmienia
faktu, ze mocno dzis rozczarowal. Jakosciowych zagran mial jak na
lekarstwo, jesli nie tracil w danej akcji, to w najlepszym razie ja
zwalnial.
No i to od bardzo niedokladnego przerzutu Janoty zaczela sie kontra,
ktora w bezmyslny sposob przerwal Tadeusz Socha, faulujac Lukasa
Haraslina. Oczywista zolta kartka, a ze bylo to juz drugie upomnienie
dla Sochy, arkowcy od 65. minuty musieli zaczac radzic sobie w
oslabieniu. Kompletnie wybilo ich to z rytmu, druga polowe zaczeli dosc
odwaznie, a po takim ciosie nastawili sie juz wylacznie na defensywe.
Socha wystapil tylko dlatego, ze kontuzji doznal Damian Zbozien. Jego
brak okazal sie wielkim oslabieniem, a na prawej stronie defensywy gosci
lacznie wystapilo trzech zawodnikow. Po wykluczeniu Sochy kilkanascie
minut na tej pozycji rozegral cofniety Jankowski, dopiero potem
wprowadzony zostal Karol Danielak – nominalny lewy obronca.
To wlasnie Danielak przegral decydujaca glowke z rezerwowym Jakubem
Arakiem, ktory po centrze Joao Nunesa zgral pilke do niepilnowanego
Flavio Paixao, a ten po raz kolejny zdobyl bramke w derbach Trojmiasta.
Piotr Stokowiec trafil ze zmianami, bo troche jakosci wniosl tez Rafal
Wolski. Artur Sobiech co prawda nie olsnil, ale do jednej dobrej
sytuacji rowniez doszedl i skupial na sobie uwage rywali.
Na trybunach 25 tysiecy kibicow, atmosfera przednia, szkoda tylko, ze
znow paru osobom odcielo prad, gdy rzucaly szklane butelki w kierunku
pilkarzy Arki podchodzacych do wykonywania rzutow roznych. Ta kolejka to
jakas kibicowska czarna seria.
Lechia wykorzystala remis Jagiellonii z Legia i przynajmniej do
nastepnej serii spotkan bedzie liderem. Arka po czterech meczach bez
przegranej znalazla swojego pogromce.

-Pogon zrobila Lechowi to, o czym mowil Bartosz Kwiecien.
Tak, to zdecydowanie bylo jawne dymanie. Pogon Szczecin od pierwszych
minut sprowadzila Lecha Poznan do naroznika i tam przez pelne 90 minut
otlukiwala go seria ciosow. To w szczeke, to w luk brwiowy, to na
watrobe, to seria po jajach. A poznaniacy pokornie te ciosy przyjmowali,
wyczekujac jedynie na koncowy gong. 3:0 to najmniejszy wymiar kary.
Najlepiej obraz meczu oddaje porownanie do pamietnego 5:1 z piecioma
golami Marcina Robaka – „Kolejorz” mimo tak sromotnej porazki wowczas i
tak zaprezentowal sie lepiej niz dzisiaj. Bo w tym sobotnim starciu
poznaniacy nawet nie pierdneli – po prostu dali sie rywalowi obijac.
Gospodarze nawet przy prowadzeniu 3:0 grali tak, jakby musieli strzelic
jeszcze kolejne gole. A lechici po pierwszej straconej bramce wygladali
tak, jakby taki wynik ich satysfakcjonowal i z duza ulga przyjeliby
przedwczesne zakonczenie meczu.
Tak wyrazna porazka odbija sie na nastrojach kibicow z Poznania, ktorzy
znow „maja kurwa dosc”. W trakcie meczu z sektora gosci lecialy okrzyki
o tym, ze lechici – delikatnie mowiac – maja konczyc swoj teatrzyk i
znikac z boiska czym predzej. I zasadniczo fanom Lecha sie nie dziwimy,
bo zespol Ivana Djurdjevicia z ostatnich pieciu wyjazdow wywiozl” jeden
punkty. JEDEN! I to zdobyty w szczesliwych okolicznosciach w Zabrzu.
Mamy 13. kolejke, a lechici juz dwukrotnie w tym sezonie zdazyli
przegrac przynajmniej trzema bramkami. Ostatni raz ta sztuka udala im
sie w sezonie 2015/16, ale wtedy ta druga tak sromotna porazka przyszla
dopiero po 22 seriach gier.
Znecamy sie nad Lechem, bo dzis byl wyjatkowo zenujacy, ale slowa
pochwaly naleza sie Pogoni. Tam dzis funkcjonowalo wszystko. Wybieganie
– klasa. Stale fragmenty gry – przyniosly dwa gole. Akcje skrzydlami –
Lech nie wiedzial, co robic. Atak pozycyjny – Kozulj i Majewski
rozgrywali rywali jak chcieli. Kontry – akcja na 3:0 to wisienka na torcie.
W Szczecinie oplacila sie cierpliwosc. W ostatnich pieciu spotkaniach
ograli Wisle Krakow, Zaglebie Lubin, Wisle Plock, Lecha Poznan i dosc
pechowo przegrali z Jagiellonia. A gdyby po slabszym poczatku zwolniono
Koste Runjaicia, to szczerze watpimy, by dzisiaj na „Portowcow” patrzylo
sie z taka przyjemnoscia. Po tych ostatnich wystepach widac po tej
ekipie, ze tam jest pomysl na gre, a nie naiwne liczenie na to, ze
ktorys z pilkarzy blysnie i wygra druzynie mecz. Jak w Lechu – tylko tym
razem Christian Gytkjaer sam poznaniakom spotkania nie wygral.
Szukamy bohaterow wsrod Pogoni i mamy kilku kandydatow. Hubert Matynia –
facet w pierwszej polowie dwoma idealnymi wslizgami zatrzymal dwie
stuprocentowe akcje gosci. Kto wie, jak zakonczylby sie ten mecz, gdyby
nie ofiarne interwencje lewego obroncy szczecinian. Tomasz Podstawski –
autor cudownego gola na 1:0 i gosc, ktory przytomnie regulowal tempo
atakow gospodarzy. Zvonimir Kozulj – ktory rozkreca nam sie z meczu na
mecz, a dzis popisal sie znakomita asysta przy trafieniu Adama Buksy.
Ostatecznie za najlepszego pilkarza meczu uznalismy Lasze Dwaliego,
ktory nie tylko zdobyl bramke po stalym fragmencie gry, ale i gral
bezblednie w defensywie. Gruzin wyrasta nam na czolowego stopera calej ligi.
Jeszcze raz bijemy brawa pilkarzom Pogoni i sztabowi szkoleniowemu, a
Lech” Coz. We wtorek lechici graja na wyjezdzie z Rakowem Czestochowa. I
jesli i tam poznaniacy by wtopili, to cos czujemy, ze nastroje wsrod
kibicow moga byc jeszcze gorsze niz pamietnego 20 maja tego roku.

-Borek: Jestesmy jak bokser, ktoremu daje sie male szanse. Przygoda
zycia jest blisko [FELIETON].
Mateusz Borek pisze w felietonie o zblizajacych sie barazach
mlodziezowej reprezentacji Polski z Portugalia. Stawka jest awans do
mistrzostw Europy.
Czekam na kolejne spotkania kadry Jerzego Brzeczka, ale z
niecierpliwoscia podchodze tez do dwumeczu mlodziezowki z Portugalia.
Chcialbym, aby ta druzyna jako pierwsza od 24 lat sama wywalczyla awans
do MME. Przypomne, ze ostatni raz udalo sie to w 1994 roku, gdy
rozgrywki wygladaly troche inaczej.
Oczywiscie nie wszystko podczas eliminacji wygladalo tak, jak zakladal
trener Czeslaw Michniewicz. Ale wylaczajac dwa zremisowane spotkania z
Wyspami Owczymi, nasi zawodnicy grali bardzo skutecznie. Byly mecze, w
ktorych brakowalo piekna, polotu, jednak Polacy przekonywali wynikiem.
Jezeli ktos w eliminacjach nie przegrywa zadnego starcia, to budzi
respekt. Przeciez w turniejach chodzi o wynik.
Faworytem jest Portugalia. Prowadzi ja uznany szkoleniowiec Rui Jorge,
ktory ma w skladzie bardzo ciekawych zawodnikow. Przede wszystkim
swietnego Joao Felixa z Benfiki, ktory moim zdaniem za jakis czas bedzie
kosztowal kilkadziesiat milionow euro. Z przodu wystepuje tez Diego
Jota, kapitan zespolu. Byc moze powinnismy sie ich bac, ale przeciez,
patrzac na gre Polakow w eliminacjach, mozna dojsc do wniosku, ze
pilkarze Michniewicza grali z innym poziomem koncentracji w spotkaniach
z mocniejszym rywalem. Gdyby ktos teraz zapytal mnie, ktora mlodziezowka
jest mocniejsza: polska czy dunska, stwierdzilbym, ze to nasi rywale
maja lepszy zespol. Tymczasem Dunczycy w meczach z Polakami wywalczyli
tylko punkt. Maja zawodnikow, ktorzy wiecej potrafia, graja fajniej w
pilke, ale to nie mialo wplywu na rezultat.
Ciekawi mnie, czy w dwumeczu z Portugalczykami potwierdzi sie ich
wieksza pilkarska jakosc, czy po raz kolejny okaze sie, ze wiele mozna
ugrac koncentracja i odpowiednim przygotowaniem taktycznym do spotkania.
Mam nadzieje, ze trener Michniewicz nie zestawi druzyny tak, jak
Brzeczek na mecz z Portugalia w Lidze Narodow. Mierzac sie z takim
rywalem, nie mozemy dazyc do tego, zeby przez 90 minut byc na pole
position, rozgrywac pilke i nabijac podania. Portugalie mozna pokonac,
ale tylko madroscia, odpowiednim ustawianiem sie na boisku i wybieganiem.
Dawid Kownacki moze sie juz czuc pilkarzem pierwszej reprezentacji,
niebawem szanse u Brzeczka dostanie pewnie Szymon Zurkowski, blisko tego
sa Sebastian Szymanski i Kamil Jozwiak. W mlodziezowce mamy jeszcze
Bartosza Kapustke, Kamila Grabare, ktorego ogladali dzialacze Genoi,
sprintera Konrada Michalaka, biegajacego z predkoscia 35 km/godz., i
Patryka Dziczka, ktory w kazdym meczu pokona na murawie 11-12 km. To
ciekawy zespol, ktory moze duzo osiagnac.
Jestesmy jak bokser, ktoremu daje sie mniejsze szanse. Przed nami 180
minut, a moze troche wiecej, ktore moga zaowocowac awansem do wloskich
mlodziezowych mistrzostw. A ten turniej dla wielu mlodych pilkarzy bylby
przygoda zycia.

-Wlodarczyk: Zimowisko kadry pozbawione sensu [FELIETON].
Tomasz Wlodarczyk krytykuje pomysl organizacji zimowego zgrupowania
reprezentacji Polski, na ktore pojechaliby wylacznie pilkarze z polskiej
ligi.
Jerzy Brzeczek przymierza sie do zimowego obozu reprezentacji Polski
zlozonej z naszych ligowcow tym samym chcac reaktywowac zamrozone na
lata wycieczki kadry do cieplych krajow. Po co selekcjonerowi takie
zgrupowanie, skoro niewiele z niego wynika?
Dziwie sie, ze trener uwaza styczniowy zjazd w jakimkolwiek stopniu za
pozyteczny. Juz jego poprzednicy udowodnili, ze to bardziej wycieczka
krajoznawcza niz realna selekcja. Adam Nawalka ten blad popelnil tylko
raz – na poczatku swojej pracy z reprezentacja. Potem oglosil, ze
odstepuje od ekskluzywnego pilkarskiego zimowiska. Jeszcze wczesniej
Franciszek Smuda wybral sie na Puchar Krola Tajlandii i gdy byla szansa
pochwalic sie co prawda nic nie znaczacym trofeum, nie odebral go,
spieszac sie na lotnisko, czym dodatkowo wywolal maly kryzys
dyplomatyczny. Sami widzicie, ze te zimowe eskapady to wiecej problemow
niz pozytku. Czy to oznacza, ze Brzeczek musi przekonac sie na wlasnej
skorze, ze tropikalny wyjazd nie ma najmniejszego sensu? Moim zdaniem
nie. Wystarczy wyciagnac wnioski.
Dzis nie widze wlasciwie zadnych argumentow „za”, aby wrocic do ligowej
selekcji na szeroka skale zwlaszcza, ze nie ma z czego selekcjonowac.
Golym okiem widac, kto na naszym podworku nadaje sie na reprezentanta
Polski. Tfu, kandydata na reprezentanta. Wlasciwie mozna policzyc ich na
palcach jednej reki. Czy nie podobnie uwaza selekcjoner jesli
przesledzimy jego dotychczasowe wybory? W trzech meczach Ligi Narodow w
podstawowym skladzie zagralo zaledwie DWOCH przedstawicieli ekstraklasy
– Damian Szymanski i Artur Jedrzejczyk. Obaj wcisnieci na sile. Drugi
przez problemy kadrowe na lewa obrone, gdzie do statystyk mozna wpisac
jeszcze dziesieciominutowy wystep Rafala Pietrzaka, ktory tworzy trio
ligowcow w meczach o stawke za kadencji Brzeczka.
Nikt chyba nie powie mi, ze w ich grze byla jakosc na satysfakcjonujacym
poziomie. Skad wiec pomysl, aby drazyc glebiej? Z pustego to i Salomon
nie naleje. Przeciez i tak do sprawdzenia czeka kolejka wyrozniajacych
sie zawodnikow i nie potrzeba organizacji sztucznego zgrupowania, aby
wiedziec o ich istnieniu. W powaznych sprawdzianach minuty nie dostali
chocby Przemyslaw Frankowski czy Maciej Makuszewski. Oddelegowani do
mlodziezowki sa Szymon Zurkowski czy Sebastian Szymanski. Na tym lista
wlasciwie sie zamyka. Wartosciowy reprezentant nie spadnie
selekcjonerowi z palmy. Na poklad samolotu weszlyby wiec prawdziwe
wynalazki…
Idzmy dalej. Jak sprawiedliwie ocenic, czy pilkarz wrzucony do jakiegos
dziwnego tworu, sprawdzony w krajowym skladzie, ktory juz nigdy wiecej
sie nie spotka i ze soba nie zagra, bedzie wlasciwie funkcjonowal w o
wiele bardziej wymagajacym mechanizmie? Otoczony przez zawodnikow ze
znaczenie wyzszej polki – grajacych w szybszym tempie, myslacych i
wykonujacych zadania na podkreconych obrotach. No bez sensu. Dochodzi
jeszcze kwestia samych klubow. Wyobrazam sobie, ze selekcjoner wybralby
jednego, dwoch obiecujacych zawodnikow z wiekszosci druzyn ekstraklasy i
zabral ich w terminie nakladajacym sie na przygotowania do wiosennych
meczow. Jakos nie widze radosci Ricardo Sa Pinto po wyciagnieciu mu z
rezimu treningowego Szymanskiego, Jedrzejczyka czy Michala Pazdana. A co
jesli podczas zgrupowania, zorganizowanego poza terminami UEFA i FIFA,
ktoremus przytrafilaby sie kontuzja? Nic dziwnego, ze prezesi i
wlasciciele na ten pomysl kreca nosem.
Rozumiem, ze Brzeczek chce pracowac – analizowac, kombinowac i budowac.
Zimowe zgrupowanie to jednak nic innego jaka strata czasu i pieniedzy.
Szukanie nie tam gdzie trzeba. Niech selekcjoner jezdzi, obserwuje,
buduje relacje w zagranicznych klubach. Mysle, ze to znacznie
pozyteczniejsze w martwym sezonie dla reprezentacji niz mecz z trzecim
garniturem Szwecji. Mam nadzieje, ze on i PZPN tez dojda do takiego wniosku.

-Bugajski: Polski lewy obronca, czyli ktokolwiek widzial, ktokolwiek
wie… [LIGA POD CISNIENIEM]
Ekstraklasa uznala, ze solidnie polscy lewi obroncy w przyrodzie nie
istnieja. Moze kiedys beda, ale na razie kluby mierza sie z niepokojacym
deficytem najprosciej, jak mozna – biora obcokrajowcow.
Zjawisko odbija sie na zapotrzebowaniach reprezentacji Polski. – W
kadrze jestem dublerem dla nieistniejacego podstawowego lewego obroncy –
powiedzial kiedys Jakub Wawrzyniak. Bardzo mozliwe, ze wkrotce podobnie
zacznie mowic przekwalifikowany na lewego obronce Arkadiusz Reca. Oby
Maciej Rybus i juz nie raz maskujacy lewa dziure Artur Jedrzejczyk jak
najdluzej cieszyli sie zdrowiem i forma, bo za ich plecami pusto…
*****
Skoro w nadal walczacej o awans do finalow mistrzostw Europy kadrze U-21
gra Kamil Pestka, ktoremu trener Cracovii konsekwentnie wskazuje miejsce
na lawce, to jeszcze lepiej widac problem. A przeciez Michal Probierz
nie jest podszyty strachem i potrafi stawiac na mlodych Polakow. W tym
przypadku woli jednak towar z importu. Podobnie do Probierza dziala
przytlaczajaca wiekszosc szkoleniowcow w ekstraklasie.
Wystarczy sprawdzic, kto w poszczegolnych druzynach zagral na lewej
obronie w minionej kolejce. 28-letni Brazylijczyk, 27-letni Dunczyk,
27-letni Serb, 31-letni Slowak , 33-letni Ghanczyk, 34-letni Serb,
26-letni Ukrainiec, 30-letni Estonczyk, 28-letni Czarnogorzec, 30-letni
Czech, 22-letni Slowak. Powinien byc jeszcze 32-letni
Poludniowoafrykanczyk, ale z powodu kontuzji zastapil go o 9 lat mlodszy
Hubert Matynia. Oprocz Pogoni, Polacy na lewej obronie pojawili sie
tylko w czterech klubach: 30-letni Adam Marciniak w Arce, 29-letni
Marcin Warcholak w Wisle Plock, 26-letni Rafal Pietrzak w Wisle Krakow i
18-letni Daniel Liszka w Gorniku Zabrze. Ten ostatni tez z musu, bo
Marcinowi Broszowi ze skladu wypadlo dwoch lewych obroncow, wiec
awaryjnie przekwalifikowal na te pozycje skrzydlowego.
*****
Brzeczek do kadry jednak musi kogos powolac i dochodzi pewnie do
wniosku, ze z tej skromnej grupki Polakow trzeba brac najmlodszego (choc
oczywiscie nie Liszke, bo on lewym obronca tak naprawde dopiero moze
byc). Pada wiec na Pietrzaka. Wislakowi na szczescie kilka lat do
trzydziestki jeszcze brakuje. Najwazniejsze, ze gra w podstawowym
skladzie druzyny z gornej polowki tabeli. Takie mamy czasy, ze dla
polskiego lewego obroncy to wystarczajaca przepustka do kadry narodowej.

I LIGA
16 kolejka
Rakow Czestochowa-Sandecja Nowy Sacz 2-0
Odra Opole-Podbeskidzie 0-1
Chrobry Glogow-Bytovia 0-0
Katowice-Warta Poznan 0-2
Stomil Olsztyn-Garbarnia Krakow 1-0
Puszcza Niepolomice-Wigry Suwalki 1-1
Jastrzebie-Tychy 1-1
Chojniczanka-LKS Lodz 1-2
Nieciecza-Stal Mielec 1-2
1.Rakow 33pkt
2.LKS Lodz 28pkt
3.Sandecja 27pkt
4.Puszcza 24pkt
5.Jastrzebie 24pkt
6.Odra Opole 23pkt
7.Podbeskidzie 23pkt
8.Bytovia 23pkt
9.Chrobry 23pkt
10.Stal Mielec 22pkt
11.Chojniczanka 22pkt
12.Warta 20pkt
13.Wigry 19pkt
14.Tychy 17pkt
15.Nieciecza 16pkt
16.Stomil 15pkt
17.Garbarnia 12pkt
18.Katowice 12pkt

SIATKOWKA
Kamil Drag: Lubu dubu, lubu dubu niech zyje nam… FIVB [FELIETON]
Kamil Drag ocenia pomysl rozgrywania siatkarskiego Pucharu Swiata w 2019
zaledwie kilka dni po zakonczeniu mistrzostw Europy. Polacy moga miec
duza trudnosc z tym, by pogodzic oba turnieje.
To bzdura, kompletnie nietrafiony pomysl, zeby nie powiedziec gorzej.
Znowu pieniadze okazuja sie wazniejsze niz zdrowie zawodnikow – tak
koniecznosc rozgrywania przyszlorocznego Pucharu Swiata siatkarzy
zaledwie dwa dni po finale mistrzostw Europy ocenia Marcin Mozdzonek.
Byly kapitan reprezentacji Polski jako kulturalny, grzeczny i nadzwyczaj
spokojny czlowiek delikatnie okresla to, co jako nieokrzesany
dziennikarz od ponad dwudziestu lat piszacy o siatkowce osmiele sie
nazwac po imieniu skonczonym idiotyzmem.
Czuje sie troche jak nieszczesny rezyser Hochwander z kultowego „Misia”,
ktory narzeka, ze zrobil dwadziescia osiem filmow o wojnie i z samych
filmow wie, jak to bylo. Dwadziescia osiem to malo! Nie zlicze juz nawet
tekstow, w ktorych pietnowalem zle decyzje dzialaczy swiatowej czy
europejskiej federacji. O nabitym do granic mozliwosci terminarzu
rozgrywek i zarzynaniu najlepszych zawodnikow pisalem wielokrotnie i
wlasciwie nie chce mi sie znowu uderzac w klawisze ze swiadomoscia, ze
nic to nie da, ze wszystko na prozno. Ale jak milczec, skoro FIVB znowu
sie kompromituje? Bo jak inaczej nazwac kuriozalne wyznaczenie terminu
przyszlorocznego Pucharu Swiata?
Wedle tego konceptu druzyna walczaca o medale czempionatu Starego
Kontynentu (zalozmy optymistycznie, ze beda to mistrzowie swiata –
Polacy) w ciagu jednego dnia mialaby dotrzec z Europy do Japonii,
zaaklimatyzowac sie na nowym kontynencie i rozegrac jedenascie spotkan w
ciagu czternastu dni. – Po takim turnieju czujesz sie, jakby wrzucili
cie do pralki. Ledwie zyjesz – mowi Mozdzonek, ktory dwukrotnie
uczestniczyl w Pucharze Swiata i doskonale wie, jak trudna jest to
impreza. Tyle ze w poprzednich latach najlepsze druzyny Pucharu Swiata
dostawaly supernagrode w postaci awansu na igrzyska olimpijskie. A
teraz? Teraz morderczy turniej w Azji – nie wiadomo dlaczego – zamienil
sie w impreze towarzyska. To znaczy niby wiadomo, bo medrcy z FIVB
orzekli, ze Puchar Swiata nie moze byc kwalifikacja olimpijska, poniewaz
w 2020 roku igrzyska odbeda sie… w Tokio. I co z tego? Jakie to ma, do
diabla, znaczenie?
Rozgrywana co cztery lata w Japonii impreza miala wielki prestiz i sens
jako pierwszy etap kwalifikacji olimpijskich. Pozbawiona tego atrybutu
zamienila sie w zbedny turniej, ktorego najlepsze druzyny – umordowane
ciaglym graniem – beda chcialy uniknac. Polacy, jako mistrzowie globu, z
tej imprezy wypisac sie niestety nie moga. Nasza reprezentacja musi
leciec do Japonii, by rozegrac nie wiadomo po co az jedenascie spotkan.
Teoretycznie moglibysmy wyslac do Azji rezerwy, ale jak znam FIVB,
panowie dzialacze szybko wprowadza zapis – znany juz z Ligi Narodow – ze
na Puchar Swiata wszystkie reprezentacje beda musialy wyslac
najsilniejsze sklady. Do tej pory nie bylo takiej potrzeby, bo wizja
wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej stanowila wystarczajacy powod, by
w Japonii bic sie na smierc i zycie. Teraz Puchar Swiata stal sie jednak
impreza towarzyska, ktorej nie mozna bylo odwolac, bo Japonczycy
zaplacili za prawo do jej organizacji ogromne pieniadze. A jak nie
wiadomo, o co chodzi…
Teraz dzialaczom FIVB pozostaje tylko zmienic termin Pucharu Swiata, bo
jak sie okazalo, na rozmowy do Japonii swiatowa federacja podobno
wyslala faceta, ktory nie wiedzial, kiedy odbeda sie mistrzostwa Europy.
Uwierzycie panstwo? Ustalal kalendarz, nie dysponujac nawet podstawowa
wiedza! Jak pracownica poczty w „Misiu”, ktora nie chciala nadac
telegramu do Londynu, bo przeciez nie ma takiego miasta. Ladek,
Ladek-Zdroj, ale nie Londyn do cholery”

PILKA RECZNA
Triumfy pazdziernikowe to dobry znak. Polscy szczypiornisci maja powody
do optymizmu. Wojciech Osinski
Zwyciestwo 37:13 nad Kosowem to nie tylko 2 punkty, ale i dobry znak na
przyszlosc.
Wygrywaja na inauguracje – awansuja! Jesli polscy szczypiornisci
zaczynali grupowe kwalifikacje mistrzostw Europy od zwyciestwa, zawsze
ladowali potem w turnieju finalowym. Mowa oczywiscie o tych turniejach,
do ktorych faza grupowa stanowila glowna, a nie tylko wstepna faze
kwalifikacji.
Taki system wprowadzono przed ME 2010. Wtedy w pierwszym spotkaniu
pokonalismy Czarnogore 30:20. Choc bylo to nie tak dawno temu, bo 29
pazdziernika 2008 roku, z tamtego spotkania powazna kariere kontynuuje
juz tylko trzech zawodnikow – Mariusz Jurkiewicz, Rafal Glinski i Marcin
Wichary. W tamtych eliminacjach, w trzecim meczu – ze Szwecja w Lundzie
– zadebiutowal bramkarz Gwardii Opole Adam Malcher. W eliminacjach ME
2010 Polacy wyprzedzili Czarnogore, Rumunie oraz Turcje i zajeli drugie
miejsce za Szwecja.
Walke o ME w Serbii 2012 zainaugurowalismy 28.10.2010 triumfem nad
Ukraina na Torwarze 23:15, a wydarzeniem dnia oprocz zwyciestwa byl
powrot do kadry po dwuletniej przerwie Grzegorza Tkaczyka. Droga do
Serbii nie byla zbyt wyboista, a nasza druzyna wyprzedzila oprocz
Ukrainy takze Slowenie i Portugalie.
Eliminacje ME 2014 w Danii tez zaczelismy w kraju, 31 pazdziernika 2012
roku ogrywajac w Plocku Holandie 33:22. To rowniez byl wyjatkowy mecz. W
roli selekcjonera debiutowal w nim Michael Biegler, a trzema golami
przywital sie z narodowymi barwami jeden z najwazniejszych pozniej
kadrowiczow Przemyslaw Krajewski. W tych eliminacjach Polacy po dwa razy
pokonali Holendrow i Ukraincow, ale mieli slabszy bilans od Szwedow i do
finalow weszli z drugiej pozycji.
Do ME 2016 roku nie musielismy sie kwalifikowac, bo bylismy ich
organizatorem. Za to w walce o ME 2018 nastapil koniec serii
inauguracyjnych zwyciestw. Wprawdzie jak zwykle gralismy u siebie, ale
Serbowie spuscili nam na glowe kubel zimnej wody, wygrywajac az 37:32.
Moze dlatego, ze… nie gralismy tradycyjnie w pazdzierniku, lecz na
poczatku listopada? W kazdym razie eliminacje skonczyly sie kleska, a
juz w ich trakcie kadre opuscil trener Talant Dujszebajew. To byly
pierwsze w historii kwalifikacje, gdy faze grupowa zaczynal jeden
trener, a konczyl inny – Piotr Przybecki. Przed nim w dwoch cyklach
grupowych el. ME Polske prowadzil tylko Bogdan Wenta.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *