Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 28 lutego 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVIII nr 55(6036) 28 lutego 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SKOKI NARCIARSKIE
Piotr Zyla mistrzem swiata! Nie bylo mocnych na Polaka.
Piotr Zyla zostal mistrzem swiata w skokach narciarskich na skoczni
normalnej. Do tej pory najlepszym wynikiem Polaka na tym obiekcie bylo
19. miejsce. Srebrny medal wywalczyl Karl Geiger, a brazowy Anze
Lanisek. Broniacy tytulu Dawid Kubacki zajal 5. pozycje.
Sobotnia rywalizacja w Oberstdorfie byla pierwsza okazja walki o medale
mistrzostw swiata dla mezczyzn. W srode i czwartek odbyly sie serie
treningowe, w ktorych zawodnicy mogli zapoznac sie ze skocznia normalna.
Na piatek zaplanowano kwalifikacje, w ktorych najlepszy okazal sie
Halvor Egner Granerud. Awans do konkursu wywalczyl komplet Polakow.
Pierwsza okazja sprawdzenia sie na skoczni w sobote byla seria probna.
Najlepszy okazal sie w niej Dawid Kubacki, ktory skoczyl 104 m. Polak o
0,3 pkt. wyprzedzil Graneruda, a trzeci byl Anze Lanisek. Na czwartym
miejscu sklasyfikowano drugiego z Polakow, Piotra Zyle. Slabiej skoczyl
Kamil Stoch, ktory znalazl sie w trzeciej dziesiatce.
Poczatkowo na liscie startowej byli zawodnicy, ktorzy nie moga pochwalic
sie zbyt duzym dorobkiem w Pucharze Swiata. Zmienilo sie to przy skoku
Simona Ammanna, ktory jako pierwszy wywalczyl awans do serii finalowej.
Po 30 zawodnikach liderem zawodow byl jednak Jewgienij Klimow. Rosjanin
skoczyl 103 m i wyprzedzal Ammanna o 0,9 pkt.
Wsrod zawodnikow, ktorzy oddali swoje skoki byl wtedy juz Klemens
Muranka. 93 m nie dalo mu szans na awans i rywalizacje zakonczyl na 36.
miejscu. Byl takze jedynym z Polakow, ktory nie znalazl sie w drugiej serii.
Drugim z Polakow, ktory znalazl na liscie startowej, byl Andrzej
Stekala. Jego skok, podobnie jak proba Muranki, nie imponowal. 95 m
pozwolilo mu awansowac do finalu, ale z odleglego 29. miejsca. Po 40
skokach liderem konkursu byl Niemiec Pius Paschke.
Nastepnym z naszych reprezentantow byl Piotr Zyla, ktory oddal skok na
odleglosc 105 m. Polak objal prowadzenie i nie oddal go juz do konca
pierwszej serii. Niedlugo pozniej skakal Dawid Kubacki. Jego proba nie
byla tak udana, choc 102 m daly mu 5. miejsce.
Ostatnim z Polakow byl Kamil Stoch. 96 m bylo zbyt krotka odlegloscia,
aby znalezc sie w czolowce. Ostatecznie nasz mistrz olimpijski byl
dopiero 23. Nie popisali sie takze glowni faworyci do tytulu. Wicelider
Pucharu Swiata, Markus Eisenbichler skoczyl jedynie 98,5 m. Startujacy
po nim Halvor Egner Granerud osiagnal 99 m i byl 16.
Drugim zawodnikiem drugiej serii byl Stekala. 87,5 m bylo slaba
odlegloscia. Tym samym Polak spadl za Danila Sadriejejwa i zakonczyl
cala rywalizacje na 30. miejscu. Dosc wczesnie w finale startowal Kamil
Stoch. 96 m pozwolilo mu objac prowadzenie, a ostatecznie dalo mu 22.
lokate.
Po pierwszych dziesieciu skokach liderem byl Japonczyk Keiichi Sato. Po
kolejnych dziesieciu probach na pierwszym miejscu znajdowal sie
Granerud. Lider Pucharu Swiata skoczyl 103 m i o 3,2 pkt. wyprzedzal
Roberta Johanssona.
W ostatniej grupie skoczkow bylo dwoch Polakow. Broniacy tytulu Dawid
Kubacki skoczyl 99 m, a do wyprzedzenia Graneruda potrzebowal 100 m. Tym
samym znalazl sie za Norwegiem o 2,6 pkt. Po chwili nowym liderem zostal
Karl Geiger, ktory osiagnal 102 m. Wowczas do konca zawodow pozostalo
trzech zawodnikow.
Zajmujacy trzecie miejsce Kobayashi wyladowal na 97. metrze, co
oznaczalo dla niego spadek z podium. Skaczacy po nim Lanisek osiagnal
101 m, co nie pozwolilo mu objac prowadzenia. Jego skok zepchal jednak z
podium Dawida Kubackiego.
Ostatnim zawodnikiem konkursu byl Piotr Zyla. Jego znakomity skok na
odleglosc 102,5 m dal mu tytul mistrza swiata na skoczni normalnej.
Polak nie ukrywal radosci, cieszac sie wspolnie z polskimi skoczkami.
Zyla wyprzedzil Geigera o 3,6 pkt. Na trzecim miejscu znalazl sie Anze
Lanisek.

-Reprezentacja Polski zajela szoste miejsce w konkursie druzyn
mieszanych na mistrzostwach swiata. Bialo-Czerwoni powtorzyli w ten
sposob wynik z 2019 r. Mistrzem swiata zostala reprezentacja Niemiec,
ktora wyprzedzila Norwegow z Halvorem Egnerem Granerudem w skladzie.
Lider Pucharu Swiata znow musial obejsc sie smakiem i nie zdobyl
upragnionego zlotego medalu.
Sobota byla wielkim dniem dla polskich kibicow. Bialo-Czerwoni mogli
swietowac kapitalny wystep Piotra Zyly, ktory wywalczyl tytul mistrza
swiata na skoczni normalnej. Radosc nie mogla byc zbyt dluga, bowiem
nowy mistrz byl czescia polskiej druzyny w rywalizacji mieszanej. Oprocz
niego w skladzie znalezli sie Anna Twardosz, Kamila Karpiel i Dawid
Kubacki.
Przed zawodami odbyla sie jeszcze seria probna. Najlepszy okazal sie w
niej Robert Johansson. Z dobrej strony zaprezentowal sie Dawid Kubacki,
ktory byl czwarty. Jedenasty wynik mial Piotr Zyla. Duzo slabiej spisaly
sie jednak Polki. Anna Twardosz byla 40., a Kamila Karpiel 42.
W pierwszej grupie pierwszej serii skakala Anna Twardosz, ktora
osiagnela 85 m. Najdluzszy skok oddala jednak Marita Kramer. Austriaczka
wyladowala na 105,5 m. Po pierwszej grupie na prowadzeniu byla Austria,
zas Polska zajmowala siodma lokate. W drugiej grupie Polacy wystawili
Piotra Zyle. 100 m w wykonaniu mistrza swiata przesunelo Polakow na
piate miejsce. Nowymi liderami zostali Niemcy po dobrym skoku Markusa
Eisenbichlera.
W trzeciej grupie znalazla sie Kamila Karpiel, ktora skoczyla zaledwie
78 m. To znow zepchnelo nasza kadre w klasyfikacji na siodme miejsce. Po
raz kolejny zmienil sie lider. Tym razem byla nim reprezentacja
Norwegii, ktora awansowala na pierwsze miejsce po skoku Maren Lundby na
odleglosc 98 m. W ostatniej grupie skakal Dawid Kubacki. Nasz
reprezentant w swojej probie osiagnal 97 m. Przesunelo to nasza kadre na
szoste miejsce. Po pierwszej serii liderem byli Niemcy. W ostatniej
grupie 99,5 m skoczyl Karl Geiger. Za ich plecami plasowali sie
Norwegowie oraz Austriacy.
W drugiej serii jako pierwsza skakala Twardosz, ktora wyladowala na 85.
metrze. Nasza reprezentacja utrzymala tym samym przewage nad
reprezentacja Rosji. Liderem pozostali Niemcy, ktorzy mieli 8,5 pkt.
przewagi nad Norwegami. W drugiej grupie skakal Zyla, jednak jego proba
byla daleka od doskonalosci. 93 m przy fatalnych warunkach dalo jednak
utrzymanie szostej lokaty. Na prowadzeniu utrzymali sie Niemcy po skoku
Eisenbichlera.
Polske w trzeciej grupie reprezentowala Karpiel. 82 m sprawily, ze nasza
druzyna stracila cala przewage nad Rosja i spadla na siodme miejsce. Po
tej grupie rywale mieli 0,7 pkt. przewagi nad Bialo-Czerwonymi. Liderem
wciaz byli Niemcy, ktorzy mieli 7,6 pkt. przewagi nad Norwegami. W
ostatniej grupie konkursu skakal Kubacki. Mistrz swiata z 2019 roku
skoczyl 103 m i czekal na osiagniecie Jewgienija Klimowa. Rosjanin nie
wytrzymal presji i skoczyl 89 m. Tym samym Polacy zakonczyli rywalizacje
na szostym miejscu.
Wciaz toczyla sie jednak walka o medale. Swietnym skokiem popisal sie
Anze Lanisek, wyprowadzajac Slowencow na pierwsze miejsce. Radosc trwala
chwile, bowiem wyprzedzila ich Austria po skoku Stefana Krafta.
Przedostatnim zawodnikiem byl Halvor Egner Granerud. 102 m dalo Norwegom
prowadzenie przed skokiem Niemcow.
Konkurs konczyl Karl Geiger, ktory osiagnal 99,5 m. To wystarczylo, aby
Niemcy mogli cieszyc sie ze zlotego medalu w rywalizacji druzyn
mieszanych. Wyprzedzili oni o 5,2 pkt. Norwegow. Na trzecim miejscu
konkurs zakonczyla reprezentacja Austrii.
Teraz skoczkow czeka chwila przerwy. Rywalizacja o medale wroci w
przyszlym tygodniu. W srode odbedzie sie konkurs kobiet na skoczni
duzej, a w piatek rywalizowac beda mezczyzni. Na sobote zaplanowano z
kolei konkurs druzynowy.

TENIS
WTA Adelajda: Iga Swiatek wygrala turniej w wielkim stylu. Latwa
przeprawa w finale.
Iga Swiatek zwyciezyla w turnieju WTA w Adelajdzie! Polka w wielkim
stylu pokonala Belinde Bencic 6:2, 6:2. Szwajcarka w zadnym aspekcie nie
mogla zagrozic polskiej zawodniczce.
Tenisistka miala dosyc latwa przeprawe do finalu, bowiem wszystkie mecze
zwyciezyla bez straty seta. W cwiercfinale nawet nie grala pelnego
spotkania, gdyz rywalka skreczowala w drugim secie.
Bencic miala z kolei duzo trudniejsza przeprawe. Jej polfinalowe
spotkanie trwalo prawie trzy godziny. Szwajcarka jednak nie musiala grac
w pierwszej rundzie, bowiem miala dzika karte.
Faworytka turnieju byla najlepsza obecnie najlepsza tenisistka swiata
Ashleigh Barty, lecz ta w drugiej rundzie ulegla Danielle Rose Collins.
Poczatek meczu byl bardzo wyrownany Iga Swiatek wygladala na bardzo
opanowana, bardzo dobrze funkcjonowal jej serwis. Rywalka nie
odpuszczala, rowniez dobrze rozgrywala swoje podania, ale… do czasu. W
szostym gemie zaczynala robic duzo niewymuszonych bledow, czego
wnioskiem bylo przelamanie na korzysc Polki. Pierwszy set trwal ponad
pol godziny, najbardziej przyczynil sie do tego ostatni gem, gdzie
Swiatek wykorzystala druga pilke setowa.
Bencic w przerwie udala sie do szatni, aby poukladac sprawy w glowie i
poprawic slabsza gre. Jednak na niewiele to sie zdalo, bowiem Juz przy
drugim serwisie przegrala swoje podanie, a Polka konsekwentnie dazyla do
zwyciestwa. Nie bylo aspektu, w ktorym Szwajcarka mogla zagrozic Idze
Swiatek.
Koniec koncow mecz nie byl trudnym wyzwaniem dla polskiej tenisistki. W
swietnym stylu zaliczyla pierwsze zwyciestwo w turnieju WTA w tym
sezonie. O zwyciestwie zadecydowaly przede wszystkim podwojne bledy i
niewymuszone pomylki szwajcarskiej tenisistki.
– Gratulacje dla Igi oraz jej teamu, robicie swietna robote. Ciesze sie,
ze jest tu duzo kibicow. Widac, ze Iga ma wsparcie, to budujace –
powiedziala po meczu Bencic.
– Uwielbiam grac w Australii. Kocham to miejsce. Dziekuje wszystkim za
to, ze mozemy tutaj byc. Organizatorzy staneli na wysokosci zadania –
stwierdzila z kolei Polka. – Wiedzialam, ze po pierwszym przelamaniu
pokonam Belinde. Czulam, ze to bedzie moj dzien – powiedziala na antenie
Canal+ Sport.
Impreza w Adelajdzie (pula nagrod 535,5 tys. dol.) toczyla sie na
twardej nawierzchni.
Sklasyfikowana na 18. pozycji na swiatowej liscie Polka i 12. w tym
zestawieniu Szwajcarka (rok temu byla czwarta) po raz pierwszy zmierzyly
sie w oficjalnym pojedynku.
Warto dodac, ze Iga Swiatek nie wystapi w turnieju WTA w Dosze, Polka
szykuje sie dopiero na Dubaj.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
18 kolejka
Piast Gliwice-Warta Poznan 0-1
19 kolejka
Stal Mielec-Lechia Gdansk 0-1
Gornik Zabrze-Legia Warszawa 1-2
Jagiellonia Bialystok-Piast Gliwice 0-1
Rakow Czestochowa-Podbeskidzie 1-0
Warta Poznan-Lech Poznan 1-2
Cracovia-Zaglebie Lubin 2-4
Wisla Plock-Wisla Krakow 1-3
Slask Wroclaw-Pogon Szczecin 2-1
1.Legia 39pkt
2.Pogon 35pkt
3.Rakow 34pkt
4.Lechia 29pkt
5.Slask 28pkt
6.Gornik 27pkt
7.Zaglebie Lubin 26pkt
8.Lech 25pkt
9.Jagiellonia 25pkt
10.Wisla Krakow 24pkt
11.Piast 24pkt
12.Warta 23pkt
13.Wisla Plock 22pkt
14.Cracovia 18pkt
15.Podbeskidzie 17pkt
16.Stal Mielec 15pkt
-Fura szczescia, fantastyczny Dusan Kuciak i przytomnosc Lukasza
Zwolinskiego – to glowne skladniki zwyciestwa Lechii ze Stala Mielec.
Mimo slabiutkiej gry gdanski zespol wyszarpal zwyciestwo 1:0.
Trener Lechii Piotr Stokowiec z powodu nieobecnosci podstawowych
zawodnikow – pauzujacych za kartki Bartosza Kopacza i Kenny Saiefa oraz
kontuzjowanego Michala Nalepy – teoretycznie mial przed tym spotkaniem
do rozwiazania zadanie z trzema niewiadomymi. Ale tak naprawde
watpliwosc byla tylko jedna: kto zastapi Saiefa (bylo oczywiste, ze
pozostale luki wypelnia Karol Fila oraz Mario Maloca).
I zdecydowal sie na wariant nieoczywisty. Jako falszywego
lewoskrzydlowego wystawil bowiem Lukasza Zwolinskiego. Nie dosc, ze to
klasyczny srodkowy napastnik, to jeszcze byl to dla niego pierwszy
tegoroczny mecz. Jak sie okazalo, decyzja byla wyjatkowo trafiona.
Jednak poza tym w zespole Lechii od poczatku spotkania nie zgadzalo sie
nic. Gospodarze od poczatku z przytupem ruszyli do przodu i juz po 70
sekundach Dusan Kuciak mial za soba dwie kapitalne interwencje. Najpierw
niemal cudem odbil strzal z woleja Petteri Forsella, za chwile z
niewiele mniejszym trudem sparowal strzal glowa Aleksandyra Kolewa.
Pilkarze Stali niezle konstruowali swoje akcje, choc nie byly to
skomplikowane kombinacje, raczej do perfekcji opracowany schemat. Jednak
do sytuacji strzalowych dochodzili z zadziwiajaca latwoscia. Rowniez po
wyrzutach z autu kierowanych na glowe Mateusza Matrasa, ktory niemal w
kazdym przypadku celnie zgrywal pilke do kolegow, z czego powstawalo
spore zamieszanie.
A wszystko w charakterystyczny dla siebie sposob puentowal Forsell,
ktory jeszcze dwukrotnie czestowal Kuciaka swoimi niesamowitymi
zawijasami. Slowak bronil jednak i dobrze, i szczesliwie. Podobnie mozna
podsumowac gre wracajacego do podstawowego skladu Malocy, ktory kilka
razy ofiarnymi interwencjami wyjasnial niebezpieczne sytuacje. To
naprawde niesamowite, ze mimo 13 strzalow (w wiekszosci groznych) w
pierwszej polowie pilka ani razu nie wpadla do bramki Lechii. Podobnie
jak w dwoch ostatnich, zwycieskich meczach oddala ona pilke rywalom, ale
tym razem kontroli nad spotkaniem nie miala zadnego.
Gra defensywna daleka byla od perfekcji, ale co dopiero powiedziec o
ofensywie… No w sumie nic. Z przodu nie dzialo sie po prostu nic. Pod
nieobecnosc Saiefa, kreacja wlasciwie nie istniala, Lechia nie
przeprowadzila od A do Z zadnej skladnej akcji. To byla chaotyczna
szamotanina, bez ladu, skladu i sensu.
Cokolwiek wydarzylo sie dopiero tuz przed przerwa. Najpierw w swoim
stylu zerwal sie w kontrataku Joseph Cesaay, ktory wywalczyl rzut rozny.
Po nim wybita z pola karnego pilke zebral Jan Bieganski i fantastycznie
uderzyl z 30 m, ale jeszcze lepsza interwencja popisal sie Rafal
Straczek. Za moment znow Bieganski nieczysto trafil w pilke, ktora na
skutek gapiostwa rywali niespodziewanie trafila do Zwolinskiego. Ten
wygral pojedynek fizyczny z Marcinem Flisem, minal Straczka i dal Lechii
prowadzenie. Kompletnie niezasluzone, ale taki czasami jest futbol.
Jedni grali, drudzy strzelili gola.
W drugiej polowie zmienilo sie niewiele. Moze tyle, ze wciaz atakujaca
Stal miala duzo wieksze klopoty z kreowaniem pozycji strzalowych. Za to
Lechia – uwaga! – po godzinie gry przeprowadzila pierwsza sensowna
akcje. Opiszmy ja dokladnie, bo tego popoludnia byl to w wykonaniu
Lechii prawdziwy ewenement. Ceesay wreszcie dluzej przetrzymal pilke pod
polem karnym rywala, oddal ja do Kubickiego, ktory z kolei zagral do
Fili. Jego zagrania w pole bramkowe nie przecial ani Flavio, ani
Zwolinski, ale byl to jakis zalazek zagrozenia.
Jednak prawdziwe zagrozenie wciaz powstawalo tylko pod bramka Lechii.
Fenomenalny w tym spotkaniu Kuciak bronil strzaly i z najblizszej
odleglosci (Kolew, Jankowski), i zza pola karnego (Krystian Getinger,
Mateusz Mak). Slowak bronil jak w transie i wreszcie pokazal, dlaczego
caly czas uznawany jest za czolowego bramkarza Ekstraklasy.
Koledzy nie byli w stanie go odciazyc, z przodu wciaz nie dzialo sie
nic. W koncowce Stal atakowala non stop, po raz enty probowal Forsell.
Co chwile kotlowalo sie w polu karnym gosci, blisko szczescia byl Lukasz
Zjawinski (znow Kuciak!), a po jednej z akcji Matras przymierzyl prosto
w poprzeczke. W sumie mielczanie w calym spotkaniu oddali az 30 uderzen!
Jednak bramka gosci do konca zostala zaczarowana. Jesli kazdy zespol ma
w danym sezonie okreslony limit szczescia, to Lechia zuzyla go w Mielcu
pewnie okolo 80 procent, ale ostatecznie cel osiagnela. Wygrana w Mielcu
dala jej awans na 4. miejsce w tabeli, a do podium (3. jest Rakow
Czestochowa) traci w tej chwili piec punktow.
Lechia: Kuciak – Fila Z, Maloca, Tobers Z, Pietrzak – Bieganski – Ceesay
(72. Conrado), Kubicki, Gajos (88. Makowski), Zwolinski – Flavio Paixao.

I LIGA
18 kolejka
Widzew Lodz-Radomiak 1-1
Arka Gdynia-Jastrzebie 1-0
Resovia Rzeszow-Puszcza Niepolomice 2-1
Belchatow-Gornik Leczna 1-2
Sandecja Nowy Sacz-Miedz Legnica 2-0
Zaglebie Sosnowiec-Nieciecza 1-1
Stomil Olsztyn-Tychy 1-2
LKS Lodz-Odra Opole 2-1
Korona Kielce-Chrobry Glogow 2-2
1.Nieciecza 43pkt
2.LKS Lodz 35pkt
3.Leczna 35pkt
4.Tychy 33pkt
5.Arka 32pkt
6.Radomiak 31pkt
7.Miedz 27pkt
8.Odra Opole 25pkt
9.Widzew 23pkt
10.Chrobry 23pkt
11.Puszcza 23pkt
12.Korona 22pkt
13.Stomil 20pkt
14.Sandecja 16pkt
15.Jastrzebie 16pkt
16.Belchatow 14pkt
17.Zaglebie Sosnowiec 12pkt
18.Resovia 12pkt
-Na inauguracje rundy wiosennej I ligi Arka Gdynia pokonala na wlasnym
stadionie GKS Jastrzebie 1:0. Zwycieska bramke zdobyl wypozyczony z
Legii Warszawa Maciej Rosolek.
Dla pilkarzy Arki, w odroznieniu od ich rywali, nie byl to pierwszy mecz
w tym roku. Zolto-niebiescy 16 lutego pokonali w 1/8 finalu Pucharu
Polski Gornika Leczna 2:1, tym samym zwycieski debiut w roli
szkoleniowca zaliczyl Dariusz Marzec.
Na mecz ligowy nowy trener Arki dokonal w skladzie tylko jednej zmiany –
Fabian Hiszpanski na prawym wahadle zastapil Kamila Mazka. Na lawce
rezerwowych dosc niespodziewanie znalazl sie Mateusz Mlynski, ktory juz
podpisal kontrakt z Wisla Krakow (obowiazywac bedzie od lipca tego
roku), za to urazow nie zdazyli wyleczyc Juliusz Letniowski oraz Rafal
Wolsztynski.
Spotkanie rozpoczelo sie niezwykle szczesliwie dla arkowcow. W 11. min
goscie wykonywali rzut wolny z dogodnej pozycji. Z 20 m ladnie
przymierzyl Daniel Feruga, ale pilka odbila sie od poprzeczki, a
nastepnie w okolicach linii bramkowej. Czy w tej sytuacji padl gol,
trudno stwierdzic, ale sedzia nakazal grac dalej (w I lidze nie ma
VAR-u). Kiedy zawodnicy gosci jeszcze protestowali, gdynianie sprytnie
wykorzystali cale zamieszanie i wyprowadzili szybka kontre. Maciej
Rosolek minal Mariusza Pawelka, ktory wybiegl daleko za pole karne i
spokojnie umiescil pilke w pustej bramce.
Potem na boisku nie dzialo sie wiele ciekawego. Gospodarze, jakby
zadowoleni z prowadzenia, nie angazowali sie przesadnie w gre ofensywna,
z kolei zespol z Jastrzebia nie potrafil zagrozic bramce Arki. Wyjatkiem
byla sytuacja z 39. min, kiedy po strzale Daniela Rumina kapitalna
interwencja popisal sie bramkarz Arki Daniel Kajzer.
Niewiele zmienilo sie po przerwie. Goscie probowali atakowac, mieli
inicjatywe, ale nie starczalo umiejetnosci. Nic ciekawego nie pokazywali
tez gdynianie, zatem mecz zrobil sie zwyczajnie nudny. Malo bylo
strzalow, zagrozenia pod obiema bramkami tez wlasciwie zadnego.
Dla Arki najwazniejsze bylo dowiezienie korzystnego wyniku, i
ostatecznie to sie udalo, choc styl pozostawial wiele do zyczenia.
Wygrana pozwolila zolto-niebieskim przeskoczyc w tabeli na miejsce 4.,
wyprzedzajac – przynajmniej na chwile obecna – GKS Tychy oraz Radomiaka.
Arka: Krzepisz – Danch, Marcjanik, Kasperkiewicz Z – Hiszpanski (57.
Siemaszko), Deja Z, Aleman Z (57. Da Silva), Sasin (72. Labojko),
Valcarce – Zebrowski, Rosolek Z (90.+2. Skora)

-Brexit „Grosika”?!
Kiedys byly reprezentant Polski Jakub Wawrzyniak powiedzial takie
zdanie, ze do gry w druzynie narodowej na lewej obronie rywalizuje z
zawodnikiem, ktory nie istnieje. Dzis – parafrazujac slowa Wawrzyniaka
mozna powiedziec, ze w tegorocznym zimowym oknie transferowym kibice i
dziennikarze zyli transferem, ktory nie zaistnial, do ktorego nie doszlo
– pisze w swoim cyklu „Pilkarska katedra Dziekana” ekspert Interii
Dariusz Dziekanowski.
To znaczy istnial, ale wyglada na to, ze to tylko w wyobrazni tychze
dziennikarzy i kibicow. Chodzi oczywiscie o Kamila Grosickiego. I
niestety nie jest to juz ani troche zabawne, tak jak bylo do niedawna. O
ile jeszcze trzy, dwa lata czy nawet rok temu reprezentant Polski
wzbudzal emocje, a jednoczesnie dostarczal pewnego rodzaju rozrywki
swoimi negocjacjami transferowymi „last minute”, tak dzis wzbudza to co
najwyzej usmiech politowania. Kilka tygodni przed rozpoczeciem
eliminacji, a kilka miesiecy przed mistrzostwami Europy (jesli zalozymy
optymistycznie, ze odbeda sie zgodnie z planem) „Grosik” skazal sie na
pilkarski niebyt. Co prawda rezerwy West Bromwich, to nie jest Wieczysta
Krakow, ale bez watpienia Paulo Sousa nie zamierza jechac ani wysylac
nikogo ze swojego sztabu, zeby sprawdzac forme jednego z najwazniejszych
(do niedawna) pilkarzy naszej narodowej druzyny.
Mowilo sie o Pogoni Szczecin, co wydawalo sie abstrakcja. Podobnie
zreszta jak historie o jego powrocie do Jagiellonii. Najpowazniejszym z
kandydatow z naszej ligi, ktory moglby w jakims wiekszym stopniu spelnic
wymagania finansowe Grosickiego byla Legia, choc i to trzeba bylo
rozpatrywac w kategorii marzenia scietej glowy. Jestem w stanie
zrozumiec, ze byl on poza zasiegiem klubow ekstraklasy, nawet gdyby te
trzy kluby zrzucily sie na jego zarobki, ale nie wiem dlaczego nie
znalazl opcji wypozyczenia gdzies chocby na zapleczu Premier League.
Wyglada na to, ze wystepy w reprezentacji Polski – druzyny w ktorej
Kamil zrobil najwieksza kariere – niestety sie oddalily. Wczoraj oglosil
na wszystkich portalach spolecznosciowych, ze to byla jedna z
najwazniejszych decyzji w jego karierze, ale zostaje i bedzie walczyl o
pierwszy sklad, o gre w Premier League i reprezentacji Polski. Ze
sytuacja nie jest latwa, ale „ja nigdy nie pekam i sie nie poddaje”.
Zycze Kamilowi powodzenia, zycze mu, zeby upor i determinacja, ktora
deklaruje pomogly mu w osiagnieciu celu. Zasluzyl na to, zeby w karierze
klubowej osiagnac wiecej, ale dzis nie rozumiem do konca czym sie
kierowal – oprocz zarobkow – decydujac sie na taki krok. Nie przekonal
do siebie Slavena Bilicia, nie przekonal do tej pory Samy’ego
Allardyce’a, wiec jakie sa podstawy, zeby wierzyc, ze uda mu sie przebic
do kadry i pograc w Premier League. Jedyne, co przychodzi mi do glowy,
to fakt, ze do czerwca bedzie zarabial bardzo duze pieniadze, a latem,
bedzie wolnym zawodnikiem.
Czy mozna miec o to zal do niego, czy kibice maja prawo czuc sie
rozczarowani i zawiedzeni? Patrzac na dotychczasowe jego losy w
reprezentacji, to tak. Bo Grosicki jest pewnego rodzaju ewenementem.
Mozna wymienic wielu bardzo dobrych pilkarzy, ktorzy blyszczeli w
klubach, nawet tych zagranicznych, ale gdy przyjezdzali grac dla
reprezentacji, nie potrafili sie odnalezc. Jesli spojrzymy na kariere
Grosika, to w jego przypadku kadra byla miejscem, w ktorym odnajdywal
sie najlepiej. To w niej prezentowal pelnie mozliwosci, to dla niej
zostawial serce. Dlatego w tym miejscu zgodze sie z prezesem PZPN
Zbigniewem Bonkiem, ktory powiedzial: „Kamil nie gra i to mnie smuci, bo
w ten sposob oddala sie od projektu kadra 2020/21”. Chcialbym, zeby te
prognozy okazaly sie bledne.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *