Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 27 września 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 257 (5512) 27 wrzesnia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

Blachowicz spelnil marzenia, Polak pokonal Reyesa i zostal mistrzem UFC!
Jan Blachowicz zaprezentowal sie ze swietnej strony i znokautowal
Dominicka Reyesa w drugiej rundzie. Polak zdecydowanie wygral walke o
mistrzostwo UFC!
Kiedy 19 sierpnia oficjalnie ogloszono ze kolejne starcie Blachowicza
bedzie o pas mistrza UFC, nad Wisla panowalo lekkie niedowierzanie, ze
to sie naprawde sie dzieje. Polak stal sie jak najbardziej zasluzonym
pretendentem do tytulu, poniewaz wywalczyl to cieza praca, wyrzeczeniami
i wybuchowym podnoszeniem sie po porazkach.
Nie sposob nie wspomniec, ze w najwiekszej organizacji mieszanych sztuk
walk na swiecie nasz kraj slawila Joanna Jedrzejczyk, ktora przed laty
zostala mistrzynia wagi slomkowej, gdzie bila wszelkie rekordy i dzisiaj
uwaza sie ja za ikone kobiecego MMA. Nie wykluczone, ze w przyszlosci
wroci jeszcze na tron swojej dywizji wagowej.
W wadze polciezkiej UFC nastapilo nowe rozdanie, bowiem po dziewieciu
latach panowania Jona Jonesa (z przerwami na zawieszenia za doping)
przyszedl czas na nowego czempiona. Zdecydowana wiekszosc jeszcze przed
rozpoczeciem starcia jako zwyciezce boju typowala Dominicka Reyesa.
Jednak Polak we wczesniejszych momentach swojej kariery kilkakrotnie
pokazal, ze dobrze mu jako osoba skazywana na porazke. Niejednokrotnie
zaskakiwal swoja postawa i sprawial rywalom nad wyraz problemow.
Pojedynek odbywal sie w Abu Zabi na tak zwanej Fight Island. Jako ze to
byla potyczka mistrzowska, zaplanowane bylo piec rund po piec minut. Gdy
Polak zmierzal do oktagonu na jego twarzy widac bylo wielkie skupienie i
koncentracje.
Pierwsza runda byla bardzo spokojna, obaj badali swoje mozliwosci.
Pierwszy trafil Reyes, ale Blachowicz szybko wyszedl z opresji. Pozniej
to Polak przejmowal inicjatywe i co jakis czas zagrazal
Kalifornijczykowi szarza. Jedna z nich zakonczyla sie mocnym kopnieciem
na watrobe, ktore doszlo do celu. Od tamtego czasu zebra „Devastatora” z
kazda sekunda byly coraz bardziej posiniaczone.
– Jest bardzo dobrze – slychac bylo z naroznika „Cieszynskiego Ksiecia”
w przerwie pomiedzy rundami. Reyes druga odslone zaczal z wiekszym
impetem, ale zawodnik z nad Wisly przetrwal to i z chlodna glowa
kontrowal, choc kilka razy bylo niebezpiecznie. Nastepnie zaczela sie
dominacja Jana Blachowicza. Najpierw trafil lewym sierpem, Amerykanin
wowczas zdolal jeszcze wyjsc z opresji. Pozniej Polak wypalil mocnym
kopnieciem na zebra, po ktorym na twarzy „Devastatora” pojawil sie
grymas bolu. Zaraz poteznym ciosem Blachowicz zlamal nos Reyesa, poszedl
za ciosem i powalil rywala. Sedzia byl zmuszony przerwac pojedynek.
Tym samym urodzony w Cieszynie Jan Blachowicz dokonal wielkiego czynu
dla polskiego sportu i zostal mistrzem najwiekszej organizacji MMA na
swiecie. Po raz kolejny pokazal, ze potrafi wygrywac z faworytami.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
4 kolejka
Piast Gliwice-Jagiellonia Bialystok 0-1
5 kolejka
Cracovia-Rakow Czestochowa 2-2
Gornik Zabrze-Wisla Krakow 0-0
Jagiellonia Bialystok-Zaglebie Lubin 0-1
Lechia Gdansk-Podbeskidzie 4-0
Wisla Plock-Warta Poznan 1-3
Lech Poznan-Pogon Szczecin, przelozony
Legia Warszawa-Slask Wroclaw, przelozony
W poniedzialek Stal Mielec-Piast Gliwice
1.Gornik Zabrze 13pkt
2.Rakow 10pkt
3.Zaglebie Lubin 10pkt
4.Lechia 9pkt
5.Jagiellonia 8pkt
6.Slask 7pkt
7.Pogon 7pkt
8.Legia 6pkt
9.Wisla Plock 5pkt
10.Lech 5pkt
11.Warta 4pkt
12.Wisla Krakow 3pkt
13.Cracovia 2pkt
14.Stal Mielec 2pkt
15.Podbeskidzie 2pkt
16.Piast 1pkt
-Lechia Gdansk bez najmniejszych problemow pokonala Podbeskidzie
Bielsko-Biala 4:0, a wynik mogl i powinien byc duzo wyzszy. Kolejne dwie
bramki zdobyl Flavio Paixao, dla ktorego byly to trafienia numer 82 i 83
w ekstraklasie.
Lechia juz w 5. kolejce miala okazje przetestowac trzeciego z
beniaminkow i po raz trzeci udzielila rywalowi surowej ekstraklasowej
lekcji. O ile Warte Poznan pokonala glownie wyrachowaniem i wiekszym
doswiadczeniem (1:0), Stal Mielec po prostu wyzsza jakoscia pilkarska
(4:2), to w starciu z Podbeskidziem gorowala… wszystkim. I to nawet
bez obecnosci na boisku Kenny Saiefa, ktory w tygodniu narzekal na uraz
i choc juz zaczal treningi z calym zespolem ostatecznie nie znalazl sie
w kadrze na mecz.
Podbeskidzie wyszlo na murawe Stadionu Energa jakby wystraszone i od
poczatku skupilo sie niemal wylacznie na defensywie. Problem w tym, ze
owa defensywa od poczatku sezonu spisywala sie tragicznie (12 straconych
goli w czterech meczach) i odzwierciedlenie takiego stanu rzeczy
widzielismy tez w Gdansku. Lechia nie musiala nawet wrzucac trzeciego
biegu, po prostu spokojnie konstruowala kolejne akcje czekajac na swoja
szanse.
Jak to zwykle bywa, czesto szansa sa stale fragmenty gry. A poniewaz
wyjatkowo dobrze dysponowany byl w tym elemencie Rafal Pietrzak, a
goscie robili w obronie to co zwykle (czyli nic), lechisci bardzo latwo
strzelali bramki. A przy pierwszej to nawet wyreczyl ich obronca
Podbeskidzia Aleksander Komor, chociaz trzeba przyznac, ze Pietrzak
poslal naprawde ostra, kasliwa pilke w kierunku bramki i nawet bez
pechowej interwencji swojego kolegi Martin Polacek mialby spore problemy
z obrona tego centro-strzalu.
Potem po kornerze bardzo blisko szczescia byl zupelnie nieobstawiony
Bartosz Kopacz, az wreszcie kolejne kopniecie Pietrzaka spod naroznej
choragiewki na druga bramke strzalem glowa zamienil niezawodny Flavio
Paixao.
W zespole gospodarzy niezle prezentowala sie prawa strona z Karolem Fila
i Omranem Haydarym i to wlasnie po ladnej kombinacji tej dwojki padl gol
numer trzy. Reprezentant Afganistanu popisal sie naprawde precyzyjnym
dosrodkowaniem, a znow glowa celnie uderzyl Flavio. Niesamowity
Portugalczyk wciaz sie nie zatrzymuje i coraz bardziej zbliza sie do
magicznej granicy 100 bramek. Brakuje mu ich 17, ale patrzac na jego
regularnosc naprawde moze tego dokonac. Tym bardziej ze w jego aktualnej
umowie – obowiazujacej do konca obecnego sezonu – jest opcja
przedluzenia o kolejne 12 miesiecy (do czerwca 2022).
Wisienke na torcie upieczonym przez Lechie w pierwszej polowie mogl
umiescic Jaroslaw Kubicki, ale jego potezny strzal zza pola karnego
wyladowal na poprzeczce. To byla deklasacja.
Ogromna roznica umiejetnosci widoczna byla takze po przerwie. Lechia
wciaz atakowala i mogla zdobyc kolejne bramki. Swietna okazje mial
Maciej Gajos, ktory z latwoscia minal rywala, ale spektakularnie
spartaczyl strzal, choc mial przed soba juz tylko obroncow rywali.
Szaleli skrzydlowi (do Haydary’ego dolaczyl Conrado), kilka ladnych
akcji przeprowadzil tez Fila (raz zalozyl rywalowi niezwykle efektowna
„siatke”), hat-tricka szukal Flavio. Jednak momentami za duzo bylo
zabawy w polu karnym rywala, a za malo konkretow.
W koncu sprawy w swoje rece musieli wziac rezerwowi. Lukasz Zwolinski po
kolejnym swietnym dosrodkowaniu Pietrzaka (tym razem z rzutu wolnego)
trafil w slupek, a inny zmiennik mlody Mateusz Zukowski po ladnej
indywidualnej akcji nie zdolal pokonac Polacka. Wreszcie po rzucie
roznym – oczywiscie Pietrzaka – swoja bramke zdobyl Zwolinski i
spotkanie zakonczylo sie wynikiem 4:0, co i tak jest najmniejszym
wymiarem kary dla Podbeskidzia. Nie byl to wiec przyjemny powrot do domu
trenera gosci Krzysztofa Brede, ktory jest wychowankiem Lechii i przezyl
w jej barwach wiele przyjemnych chwil. Tym razem bylo juz tylko upokorzenie.
Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Kopacz, Pietrzak – Kubicki Z, Makowski Z
(70. Sopocko) – Haydary (86. Zukowski), Gajos (79. Kryeziu), Conrado
(79. Vikri) – Flavio Paixao (70. Zwolinski).

-Zaczelo sie od objawow przeziebienia u jednego zawodnika. W niedziele
pilkarska Pogon Szczecin poinformowala, ze zakazonych jest juz 30 osob.
To zawodnicy, trenerzy, sztabowcy i pracownicy administracji.
O trudnej sytuacji szczecinskiego zespolu poinformowal w niedziele rano
Krzysztof Ufland, rzecznik Pogoni Szczecin.
Z jego relacji wynika, ze w srode u jednego z zawodnikow wystapily
objawy przeziebienia. Dzien pozniej to samo stalo sie z czterema kolejnymi.
– Grupe natychmiastowo odizolowano od calego zespolu i po konsultacji z
klubowym lekarzem podjeto decyzje o profilaktycznych badaniach –
relacjonuje Ufland. – W piatek wieczorem klub otrzymal wyniki, wsrod
ktorych stwierdzone byly przypadki pozytywne.
Odwolany zostal sobotni trening druzynowy, zarzadzono indywidualne
zajecia w domach. Na badania wymazowe skierowano kilkudziesiecioosobowa
grupe pilkarzy, czlonkow sztabu oraz pracownikow, ktorzy w ostatnich
dniach mieli badz mogli miec bliski kontakt z zakazonymi. Sobotnia tura
badan przyniosla kolejne wyniki dodatnie.
– Osoby te rowniez zostaly skierowane do odbywania kwarantanny domowej –
mowi Krzysztof Ufland. – Wyniki dodatnie dalo lacznie 30 probek. Wsrod
chorych jest 21 zawodnikow, 2 trenerow, 4 przedstawicieli sztabu oraz 3
pracownikow administracyjnych.
Rzecznik Pogoni Szczecin tlumaczy, ze trudna sytuacja, w ktorej znalazl
sie klub, ma miejsce „pomimo stosowania sie do zalecen komisji
medycznej, a takze wdrazania wlasnych dzialan profilaktycznych, jak
dodatkowe serie badan dla pracownikow, specjalne zasady bezpieczenstwa w
budynku klubowym, czy powrot zdecydowanej wiekszosci kadr
administracyjnych do trybu pracy zdalnej”.
Klub na biezaco informuje o sytuacji Ekstraklase SA oraz zespol medyczny
PZPN.
– W tej chwili klub czeka na dalsze decyzje Wojewodzkiej Stacji
Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie, ktorym bedzie musial sie
podporzadkowac – mowi Ufland.
Na razie nie wiadomo, co z najblizszym meczem Pogoni Szczecin z
Jagiellonia Bialystok. Pewne jest tylko, ze zapowiada na poniedzialek
sprzedaz biletow na to wydarzenie zostala odwolana.
– W zaleznosci od najblizszych decyzji sanepidu oraz Ekstraklasy SA
sprzedaz moze zostac uruchomiona – zapowiada Ufland.
Pogon Szczecin jest kolejnym duzym ogniskiem koronawirusa w Szczecinie.
Pierwszym staly sie zaklady miesne Animex. W ostatnich dniach serie
przypadkow wykryto tez w szpitalu wojskowym, a takze dyspozytorni
pogotowia ratunkowego.

I LIGA
5 kolejka
Jastrzebie-Widzew Lodz 0-1
Gornik Leczna-Radomiak 2-1
Miedz Legnica-Korona Kielce 1-1
Nieciecza-Arka Gdynia 0-1
Tychy-Resovia Rzeszow 2-1
Odra Opole-Belchatow 1-0
Stomil Olsztyn-Zaglebie Sosnowiec 1-0
LKS Lodz-Sandecja Nowy Sacz 4-1
Puszcza Niepolomice-Chrobry Glogow 2-0
1.LKS Lodz 15pkt
2.Arka 12pkt
3.Leczna 12pkt
4.Nieciecza 12pkt
5.Odra Opole 12pkt
6.Radomiak 9pkt
7.Tychy 8pkt
8.Miedz 7pkt
9.Chrobry 7pkt
10.Korona 6pkt
11.Widzew 6pkt
12.Puszcza 4pkt
13.Stomil 4pkt
14.Zaglebie Sosnowiec 3pkt
15.Resovia 3pkt
16.Belchatow 2pkt
17.Sandecja 0pkt
18.Jastrzebie 0pkt
-Arka Gdynia wciaz bez straty punktow w rozgrywkach I ligi. W wyjazdowym
meczu z Bruk-Betem Termalica Nieciecza dlugo zanosilo sie na bezbramkowy
remis, jednak w koncowce spotkania Rafal Wolsztynski zapewnil gosciom
cenne zwyciestwo.
To bylo spotkanie na szczycie I ligi, choc nie gral w nim dotychczasowy
lider (LKS Lodz). Graly bowiem dwa zespoly, ktore nie stracily jeszcze
punktu, na dodatek jeden z nich do tej pory nie dal sobie strzelic ani
jednej bramki (Bruk-Bet Termalica), a drugi byl najskuteczniejszy w
lidze (Arka – 11 bramek w trzech meczach). Zapowiadalo sie zatem bardzo
ciekawe widowisko i starcie dwoch zywiolow – ofensywnego z defensywnym.
Od poczatku spotkania swoja defensywna filozofie gry narzucili
niecieczanie. Pilka najczesciej znajdowala sie w okolicach srodka
boiska, a skladnych akcji i groznych sytuacji pod obiema bramkami
dlugimi minutami wlasciwie nie bylo. Tempo bylo wolne, a strat i
nieudanych zagran zawodnikow obu zespolow zatrzesienie. Podobnie zreszta
jak fauli i dosrodkowan. Zatem spotkanie zdecydowanie nie porywalo.
Cos zaczelo sie dziac dopiero po przerwie, a tempo spotkania nieco
wzroslo. Chociaz spiec pod bramkami wciaz bylo jak na lekarstwo.
Najgrozniejszy byl strzal pomocnika Arki Szymona Drewniaka, ktory z
trudem na rog sparowal Tomasz Loska. Jednak do gry gdynian z poprzednich
spotkan – ultraofensywnej, widowiskowej, skutecznej – brakowalo bardzo
wiele. Ewidentnie nastawili sie oni na wywiezienie z Niecieczy jednego
punktu, a poniewaz gospodarzom tez to pasowalo, mecz wygladal, jak wygladal.
I kiedy wydawalo sie, ze mecz musi zakonczyc sie bezbramkowym remisem,
nastapilo nieoczekiwane zdarzenie. Rafal Wolsztynski, ktory pojawil sie
na boisku kilka minut wczesniej, zdecydowal sie na strzal zza linii pola
karnego. Plaskie uderzenie kompletnie zaskoczylo Loske i Arka objela
prowadzenie.
W doliczonym czasie gry gospodarze rzucili sie jeszcze do szalenczych
atakow. Po jednym ze strzalow pilka uderzyla nawet w poprzeczke bramki
Daniela Kajzera, a sam golkiper Arki popisal sie rowniez kapitalna
interwencja. Wynik nie ulegl juz jednak zmianie. Zatem czwarty mecz
zolto-niebieskich i czwarte zwyciestwo. Kapitalna passa trwa!
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Kwiecien, Danch, Wawszczyk – Deja,
Drewniak Z – Zebrowski (44. Siemaszko), Letniowski Z (74. Mazek),
Mlynski – Jankowski (79. Wolsztynski).

-Pozytywny wynik testu na koronawirusa u Jerzego Brzeczka
Jerzy Brzeczek ma koronawirusa. Informacje o pozytywnym tescie na
COVID-19 podal PZPN na Twitterze. Selekcjoner reprezentacji Polski
objety zostanie izolacja zgodnie z obowiazujacymi przepisami
sanitarnymi. Jedynym objawem choroby u trenera jest goraczka.
– Polski Zwiazek Pilki Noznej informuje, ze badania na obecnosc wirusa
SARS-CoV-2 przeprowadzone u selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego
Brzeczka daly wynik pozytywny – czytamy w komunikacie. – W wyniku
zaistnialej sytuacji wprowadzona zostala standardowa procedura izolacji
zgodna z obowiazujacymi przepisami sanitarnymi – dodaje PZPN.
Selekcjoner przeszedl badanie w piatek, teraz bedzie ono powtarzane co
dwa dni. Czlonkowie sztabu zostana poddani testowi siedem dni po
ostatnim kontakcie z Jerzym Brzeczkiem, a wiec w srode. Na ten moment
zaden ze wspolpracownikow selekcjonera nie skarzy sie na zadne objawy,
ktore moglyby sugerowac zarazenie.
Jak slyszymy w PZPN, infekcja nie powinna miec wplywu na najblizsze
zgrupowanie kadry. Duzo rzeczy mozna wczesniej zaplanowac, a niektore
przeprowadzic zdalnie.
Najblizszy mecz Bialo-Czerwonych juz 7 pazdziernika. Wowczas
reprezentacja Polski zagra w Gdansku towarzyski mecz z Finlandia. Cztery
dni pozniej kadra zmierzy sie na tym samym stadionie z Wlochami w ramach
Ligi Narodow. Natomiast 14 pazdziernika podopieczni trenera Brzeczka
podejma we Wroclawiu Bosnie i Hercegowine.
Mecze oczywiscie nie sa w zaden sposob zagrozone w zwiazku z choroba
selekcjonera.
Mowiono, ze w najblizszy poniedzialek (28 wrzesnia) Brzeczek poda
ostateczny sklad na zblizajace sie zgrupowanie. Na razie nie wiadomo,
czy sam w nim wezmie udzial. Jak na razie ogloszono jedynie powolania
zagraniczne.
Jesli chodzi o reprezentacje Polski, to nie pierwszy przypadek
koronawirusa. Wczesniej chorowali miedzy innymi Bartosz Bereszynski i
Sebastian Szymanski.

SIATKOWKA
Najmocniejsza liga swiata to nie haslo reklamowe, a nasza rzeczywistosc
To jest nasz czas. Czas ligi jako produktu i mam ogromna nadzieje, ze w
tym sezonie swoja dominacje potwierdzimy rowniez w europejskich
pucharach – pisze w swoim kolejnym felietonie Lukasz Kadziewicz.
Wystarczyly dwie kolejki nowego sezonu ligowego i natychmiast zrobilo
sie bardzo ciekawie. Juz na poczatku sezonu niektore osoby ze srodowiska
chodza dumne jak paw z tego, ze na pewno slusznie ocenili mozliwosci
innych druzyn i ich prognozy ligowe sie sprawdza. Tymczasem jak zwykle
zbyt szybko wyciagamy wnioski. Rozdajemy medale, a za kilka tygodni
bedziemy zwalniali trenerow i sugerowali zmiany personalne wsrod
zawodnikow. Dwie kolejki ligowe w PlusLidze pokazaly, ze niektore hity
transferowe moga okazac sie duzymi niewypalami a nasze podworko okazuje
sie naprawde wymagajace nawet dla uznanych nazwisk na arenie
miedzynarodowej. To jest nasz czas. Czas ligi jako produktu i mam
ogromna nadzieje, ze w tym sezonie swoja dominacje potwierdzimy rowniez
w europejskich pucharach. Zespoly z topu ligi wloskiej czy rosyjskiej
nadal sa jedno pietro wyzej od nas. Jednak cala Polska siatkowka
pokonala kilkanascie pieter bez uzywania windy, wiec tylko kwestia czasu
jest az liga dojdzie do tego pulapu. Dzisiaj, zeby zaistniec na naszym
rynku, musisz spelniac bardzo wysokie standardy. Rozpoczal sie czas
weryfikacji nowo przybylych zawodnikow. Niektorzy zaczynaja jako gwiazdy
inni czekali na swoja szanse, ale to boisko odpowie kto spelnia te
wysokie kryteria.
To nie sa moje domysly. Nie bazuje na swoich doswiadczeniach z gry w
Serie A czy rosyjskiej Superlidze. To bylo dawno i powoli staje sie
mitem. Dekada, jaka minela od moich wystepow za granica to przepasc, a
my tego czasu nie przespalismy. Dobry przyklad to opinia Macieja Muzaja.
Poprzedni rok spedzil w Surgucie dzisiaj jest w Uralu Ufa, czyli nie w
zespolach z ligowego szczytu, ale ma on dobra perspektywe do oceny
potencjalu. Uznal, ze PlusLiga jest mocniejsza od Superligi. Ze moze
troche wyzej i mocniej atakuja pilke na wschodzie Europy ale nie maja
takiego polotu, techniki i urozmaicenia, jak nasza liga. Ciekawi mnie
jak na te spostrzezenia odpowiedzialby drugi z naszych reprezentantow w
Rosji – Bartosz Bednorz wystepujacy w Zenicie Kazan. Biorac pod uwage
jego dwuletnie doswiadczenie z Modeny czy gre w takim klubie jak PGE
Skra Belchatow, Bednorz wydaje sie byc w tej chwili najbardziej
odpowiednia osoba, ktora moze porownac funkcjonowanie w topowych
zespolach trzech najlepszych lig swiata.
Mielismy w naszej lidze kilku ciekawych graczy w ciagu ostatnich dwoch
dekad. Przyjezdzali w glorii chwaly, a my przygladalismy co maja nam do
zaoferowania. Mam tu na mysli rowniez trenerow. Byli Andrea Gardini,
Ljubomir Travica, Ferdinando De Giorgi, Raul Lozano, Lorenzo Bernardi,
Andrea Anastasi, Daniel Castellani czy nowy trener Asseco Resovii –
Alberto Giuliani.
To trenerska elita, ktora nie przyjechala do Polski tylko po wysoki
kontrakt, ale tez z checia osiagania satysfakcjonujacych wynikow. Jako
trenerzy odciskaja tez pietno na prowadzonych przez siebie druzynach. Z
drugiej strony to bardzo trudna rola funkcjonowac jako
trener-obcokrajowiec w PlusLidze. Jesli nie masz w sztabie zaufanego
Polaka, ktory wprowadzi cie w niuanse naszej ligi, mozesz spodziewac sie
problemow. Otwartosc i chec uczenia sie nowego srodowiska to klucz do
pracy dla kazdego szkoleniowca. Podpisujesz kontrakt za to, czego
dokonales do tej pory. Twoje CV potwierdza wysokosc kontraktu. Jednak
wszystko zweryfikuje realizacja celow, a kazdy kolejny mecz pisze twoja
historie. Medale i puchary powoduja, ze latwo urosnac w swoich oczach.
Nasza liga weryfikuje kazdego. Wlacznie z tymi poteznymi nazwiskami
naprawde potezne nazwiska. Nawet jesli z daleka wydaje sie niewymagajaca
liga.
Wracajac do transferow zawodnikow – Klemen �Sebulj trafil do Rzeszowa
jako gwiazda. Czlowiek, dzieki ktoremu zapelnia sie trybuny hali
Podpromie i pomoze w odbudowie potegi Asseco Resovii.
Ma czym straszyc rywali i imponowac kibicom. W koncu zdobywal medale z
reprezentacja Slowenii, w CV ma wielkie kluby, a patrzac na jego
muskulature z automatu przypisuje sie mu role ofensywnego lidera swojej
druzyny. Pilki ma rozgrywac powracajacy do Polski Fabian Drzyzga, zza
jego plecow konczyc ataki ma szybki Karol Butryn. Mocni srodkowi, dluga
lawka rezerwowych – to mi wystarczylo, by uznac Resovie za faworyta do
zdobycia tytulu mistrzow Polski. Za sterami okretu stoi trener Giuliani,
a kweste finansowe zabezpieczenia gigant na rynku IT – firma Asseco. Nic
tylko grac i wygrywac. Szkoda, ze to tylko teoria. Kazdy przegrany mecz
to bolesna weryfikacja. Witamy w Polsce w jednej z najmocniejszych lig
swiata. To nie haslo reklamowe. To nasza rzeczywistosc.

FORMULA 1
Valtteri Bottas wygral wyscigu o Grand Prix Rosji, ale w zespole
Mercedesa nastroje sa mieszane. „To jest smieszne stary!”, „Bono, nie
chce wiecej jakichkolwiek informacji. To nie ma zadnego sensu” – tak do
swojego inzyniera zwrocil sie Lewis Hamilton, ktory musial odbyc
10-sekundowa kare. Przed Brytyjczykiem, oprocz finskiego kolegi z
zespolu, uplasowal sie takze Max Verstappen.
Grand Prix Rosji bylo szczegolnie wazne dla dwoch weteranow Formuly 1 –
Kimiego Raikkonena i Lewisa Hamiltona. Pierwszy z nich mial wyrownac
rekord wystepow w F1 Rubensa Barrichello (322), a drugi mial przejsc do
historii, siegajac po 91. triumf, czyli osiagnac taki wynik, jak
legendarny Michael Schumacher.
Wyscig na dobre jeszcze sie nie zaczal, a Hamilton juz mial pierwsze
problemy. Brytyjczyk rozpoczal wyjazd na trening z niedozwolonego
miejsca. Chcial w ten sposob zyskac minimalna przewage nad rywalami. Aby
sie upewnic, czy na pewno moze tak zrobic, zapytal o ten manewr swojego
inzyniera wyscigowego, Petera Bonningtona. Ten uznal, ze Hamilton moze
tak zrobic. To byl blad. Sedziowie zaczeli sie przygladac wydarzeniu i
nalozyli na niego w sumie dziesieciosekundowa kare – gdy Hamilton mial
zjechac na wymiane opon, mechanicy musieli najpierw odczekac przed
przystapieniem do akcji.
Dla dwoch kierowcow wyscig w Rosji zakonczyl sie juz na pierwszym
okrazeniu. Swoje auta rozbili Carlos Sainz i Lance Stroll. Chwile
wczesniej Valtteri Bottas wcisnal sie przed Maxa Verstappena, wskakujac
na drugie miejsce. Zanim pozbierano z toru rozowe i pomaranczowe czesci
maszyn, samochod bezpieczenstwa pokonal piec okrazen.
Bottas utrzymywal stale tempo, trzymajac sie za Hamiltonem i zwiekszajac
przewage nad Verstappenem. Na dwunastym okrazeniu Fin uslyszal przez
radio: „zacznij zblizac sie do Lewisa!”. Juz wtedy wiedziano, ze
Hamilton ma jeszcze do odbycia kare. Brytyjczyk zjechal na pit stop na
17. okrazeniu. Gdy czekal 10 sekund az mechanicy wezma sie za robote,
powiedzial do Bonningtona jeszcze: „To jest smieszne stary””. Chwile
pozniej, gdy inzynier informowal Hamiltona o postepach rywali, ten
odrzekl: „Bono, nie chce wiecej jakichkolwiek informacji. To nie ma
zadnego sensu”.
Hamilton odrabial straty, wyprzedzal kolejnych zawodnikow, ale nie mial
szans zblizyc sie do Bottasa i Verstappena. Ciekawie bylo w srodku
stawki, gdzie wyjatkowo ponad mozliwosci samochodu po raz kolejny jechal
Charles Leclerc. Warto odnotowac jeszcze niebezpieczny manewr Daniela
Ricciardo, za ktory kierowca otrzymal piec sekund kary. Gdy jego
inzynier poinformowal go o tym przez radio, Australijczyk w rozbrajajacy
sposob odparl tylko: „OK, bede wiec jechal szybciej”. Slowa dotrzymal.
Po raz pierwszy bez punktow w tym sezonie dojechali kierowcy McLarena.
Pierre Gasly w koncowych okrazeniach po raz kolejny zaznaczyl swoja
wyzszosc nad Alexem Albonem, ktory wypchnal go niegdys z Red Bulla.
Kolejny wyscig z serii mistrzostw swiata F1 odbedzie sie 11 pazdziernika
na torze Nurburgring w Niemczech.

KOLARSTWO
Michal Kwiatkowski zajal czwarte miejsce w mistrzostwach swiata. Polak
spisal sie swietnie, ale czuje rozczarowanie, bo medal przegral o
kilkanascie centymetrow. O tym, ze znalazl sie poza podium zadecydowal
fotofinisz.
KAMIL WOLNICKI: Po wyscigu o mistrzostwo swiata w Imoli moze pan
potwierdzic, ze czwarte miejsce jest najgorsze dla sportowca?
MICHAL KWIATKOWSKI: Patrze na to troche inaczej, bo nie walczylem o
srebrny czy brazowy medal, a o koszule mistrza swiata. Gdybym celowal
tylko w braz, to pewnie byloby inaczej. Nie powiem, ze nie moge sie
pogodzic z tym, co sie stalo, ale widzialem szanse na zwyciestwo.
Skonczylem czwarty, czyli nie wygralem. Ostatecznie pewnie gdybym to
przekalkulowal i nastawil sie na walke o podium, to moze inaczej
pojechalbym w koncowce. Wszyscy jednak w tej grupce goniacej Juliana
Alaphilippe’a myslelismy, ze jestesmy w stanie dogonic Francuza. Nie
oszczedzalem sie w pogoni.
Moze i wszyscy tak mysleliscie, ale w pogoni pracowal przede wszystkim
pan i Wout van Aert. Reszta nie bardzo.
Nie oszczedzalismy sie, Wout dawal mocne zmiany, ja takze. Nie
przeliczalem zbyt duzo, a czy to dobrze, czy zle? Nie wiem, skonczylem
czwarty i tyle.
Na ostatnim podjezdzie zdecydowal sie pan na atak, a chwile pozniej
poprawil Alaphilippe. Teraz to juz tylko gdybanie, ale gdyby stalo sie
odwrotnie…
Nie wiem, co by bylo. Julian jest zazwyczaj bardziej dynamiczny na
takich podjazdach. Gdybym czekal, to pewnie skonczyloby sie tak samo.
Ruszylem, chcialem go zmeczyc, ale chyba sie nie udalo. Byl
najsilniejszym kolarzem.
Brakowalo panu pomocy kolegow z kadry w koncowce? Reszta walczacych o
medale miala dluzej swoich u boku.
Nie chodzi o to, zeby miec kogos jak najdluzej, a o to, aby zrobic, co
trzeba. Kazdy dal z siebie wszystko. Na ostatnich rundach jechalem sam,
ale tam, gdzie mnie zostawili, czyli na dobrej pozycji. Bylem za
Belgami, jechalem w komfortowych warunkach. Od poczatku zalozylismy
sobie, ze chcemy dac z siebie sto procent, zrobic, co trzeba i tak bylo.
Widzialem, jak jechali chlopaki i czulem sie dzieki temu bardziej pewny
siebie, bo wiedzialem, ze pracuja dla mnie. Pozniej wiedzialem, co
robic. Zreszta peleton byl juz wtedy odsiany i walka o pozycje nie byla
tak trudna.
Rozmawiamy kilkanascie minut po wyscigu, wiec spytam: tak z reka na
sercu – czul sie pan gotowy na tytul mistrza swiata?
Tak, jak najbardziej. Moze nie po takim finiszu, jakim konczylem, ale
liczylem na jeszcze wieksza selekcje na ostatnim podjezdzie. Teraz
oczywiscie sobie tylko gdybamy, ale tytul mistrza swiata byl w zasiegu.
Wiele czasu na rozmyslanie nie bedzie, bo zaraz kolejne starty.
Rusze na chwile do domu i pozniej do Belgii. Musze sie zastanowic czy
nie dorzuce do kalendarza startow Strzaly Walonskiej, ktora odbedzie sie
w srode. Pozniej, w niedziele, pojade w Liege-Bastogne-Liege.
Jest pan w stanie utrzymac tak wysoka forme do konca sezonu?
Zrobie wszystko, zeby tak bylo, ale zobaczymy, czy organizm podola. Nie
scigamy sie az tak intensywnie. Jest juz prawie pazdziernik, wiec
zadanie nie wydaje sie tak trudne.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *